Making Faces (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (4): Cena:

Oferta empik.com : 35,49 zł

35,49 zł 39,90 zł (-11%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 48 godzin
Produkt u dostawcy
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Harmon Amy Książki | okładka miękka
35,49 zł
asb nad tabami
Harmon Amy Książki | okładka miękka
32,99 zł
asb nad tabami
Harmon Amy Książki | okładka miękka
35,49 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 48 godzin

W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young – błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym – to dla niego za mało.

Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.

To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.

Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Making Faces
Autor: Harmon Amy
Tłumaczenie: Sugiero Joanna
Wydawnictwo: Editio
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 344
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-01-05
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 142 x 32 x 209
Indeks: 20243777
 
średnia 4,9
5
37
4
5
3
0
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
40 recenzji
5/5
10-09-2018 o godz 12:31 lolly dodał recenzję:
Bezinteresowność i piękna przyjaźń Tymi właśnie słowami określiłabym tę książkę i właściwie nic więcej nie musiałabym pisać. Problem w tym, że obawiam się, że o niej nie da się opowiedzieć, ją trzeba przeczytać i zrozumieć. Bo jestem wręcz pewna, że każdemu (jednemu mniej, drugiemu bardziej) da do myślenia. Ja od siebie gwarantuję złamane serce, łzy, szok i niedowierzanie. "Making faces" wyróżnia się już od samego początku, bo ma trzech głównych bohaterów - Fern, Ambros'a i Bailey'a. Od razu możecie odrzucić pomysł z trójkątem miłosnym, bo tu nawet cząstki tego nie znajdziecie. PRZYJAŹŃ czysta, bezinteresowna, bolesna i piękna. To jest właściwy opis relacji bohaterów (jak już wyżej wspomniałam). Stwierdziłam też, że nie będę nic pisać o żadnym z bohaterów, bo ich trzeba poznać samemu. Dodatkowo warto wspomnieć o zabiegu z podtytułami rozdziałów, który dopiero na samym końcu nabiera sensu i jest genialny! "Bo czasami zakochujemy się w twarzy, a nie w tym, co się pod nią kryje." Minusem tej książki jest narracja trzecioosobowa. Nawet nie wiecie jak ubolewam nad tym, że autorka zdecydowała się właśnie na nią. Rozumiem, że w pewnych sytuacjach, rozdziałach, nie było innej możliwości, ale w większości, ta książka aż się prosiła o oddanie głosu bohaterom. Właśnie z tego powodu obniżyłam ocenę, bo przez to, mimo że jest emocjonalna, to jednak ja odczułam jakby te wydarzenia toczyły się gdzieś dużo dalej, a nie ze mną jak to zwykle bywa (przy narracji pierwszoosobowej). Tak bardzo jestem oczarowana tą powieścią, że nic więcej nie napiszę Dajcie się skusić, dajcie się rozkochać bohaterom i oddajcie im serce. "Making faces" nauczyła mnie wielu rzeczy. Najważniejszą z nich jest radość z każdej chwili swojego życia. Bo życie jest bezcenne i bardzo często go nie doceniamy, co jest ogromnym błędem, bo na świecie są ludzie skrzywdzeni przez los, którym nie jest dane przeżywanie nawet najprostszych, codziennych czynności. Dała mi ważną lekcję i pozwoliła zrozumieć wiele rzeczy. Amy Harmon napisała niezwykle przejmującą, smutną, a zarazem radosną książkę ze słabymi/wyróżniającymi się, ale odważnymi i paradoksalnie silnymi bohaterami. Polecam z całego serca! "Czasami trudno jest się pogodzić z tym, że nigdy nie będziemy kochani tak, jak byśmy tego chcieli."
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-09-2017 o godz 10:16 nieperfekcyjnie.pl dodał recenzję:
"Making Faces" to zdecydowanie opowieść o uczuciach: bezinteresownej przyjaźni oraz miłości opartej na mocnych fundamentach. Książka porusza także inne tematy - przemoc, zespół stresu pourazowego, śmierć najbliższych, utrata zdrowia, tęsknota czy chore ambicje, jakie często przenosimy na innych, robiąc tym wiele szkód w człowieku. Warto zachęcać innych do rozwijania własnych pasji bądź szkolenia swoich umiejętności, ale pamiętajmy - nic na siłę! Taka osoba nie chce zawieść tych, którzy pokładają w niej nadzieje, przez co często działa wbrew sobie, co na dłuższą metę nie przyniesie nic dobrego. Najnowsza powieść Amy Harmon śmieszy i wzrusza, co niekiedy jest mieszanką wybuchową. Z jednej strony nie jest niezwykle oryginalna czy nader wyróżniająca się na tle podobnych lektur, ale ma w sobie coś poruszającego oraz zapadającego w pamięci. Uświadamia, że to nie pieniądze czy piękny wygląd świadczą o tym, jakimi jesteśmy ludźmi, ale nasze dobre serce oraz podejście do innych. Prawdziwe piękno kryje się w nas - jeżeli kogoś kochamy, to nieważne jak będzie wyglądał, nasza miłość nie ulegnie przedawnieniu. Cała recenzja tutaj: http://www.nieperfekcyjnie.pl/2017/09/walka-jest-zwyciestwem-making-faces-amy.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-07-2017 o godz 19:15 Małgorzata Stanisławska dodał recenzję:
"Making faces", to jeden z tych tytułów, który chciałam przeczytać już od dawna. Słyszałam o twórczości tej autorki wiele pozytywnych opinii, więc z marszu jej pozycje znalazły się na mojej liście "muszę przeczytać". Tak naprawdę, nie wiedziałam, czego mam się po niej spodziewać. Domyślałam się tylko, że to książka, przy której będę płakać. Tak wynikało z opisu, który jest bardzo poruszający oraz z komentarzy innych czytelników. Miałam nadzieję, że ta historia mnie urzeknie i nie będzie w niech schematów, typowych dla książek dla młodzieży. Czy tak się stało? Zapraszam do dalszej lektury! Fern Taylor od dziecka nie grzeszyła urodą. Niski wzrost, rude, niesforne loki, aparat na zęby i grube okulary, nie pomagały jej w samoocenie. Wiedziała, że nie ma szans u chłopaków ze szkoły, bo ci, uganiali się tylko za długonogimi pięknościami, o wspaniałej figurze. Mimo to, Fern pozwalała sobie marzyć o przystojnym chłopcu imieniem Ambrose. Zdawała sobie sprawę, że nie odwzajemnia on jej uczuć i pewnie nigdy nie będzie, ale nie odstraszało jej to w podziwianiu go z daleka i pisaniu o nim książek. Mimo, że na zewnątrz Fern nie prezentowała się zbyt okazale, to serce miała ze złota. Bezinteresowność i chęć pomocy, była u niej nieoceniona. Niestety, w dzisiejszych czasach wygląd jest przez wielu uważany, za najważniejszy... "- Myślisz, że to możliwe, żeby ktoś taki jak Ambrose zakochał się w kimś takim jak ja? - Fern uchwyciła wzrok Baileya w lusterku, wiedząc, że ją zrozumie. - Tylko jeśli będzie miał szczęście." Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi postanowił, że po szkole zaciągną się do wojska, by móc służyć krajowi. Wyruszają na misję do Iraku, z której niestety wraca tylko Ambrose i to w ciężkim stanie. Chłopak jest załamany śmiercią przyjaciół i obwinia się o to, co im się stało. Dodatkowo został oszpecony i już do końca życia blizny i uszkodzenia wzroku i słuchu, będą mu przypominały, o tych strasznych wydarzeniach. Od kompletnego rozsypania uchroniła go tylko obecność Fern, jego własnego anioła stróża. Dziewczyna nigdy nie przestała go kochać i tym razem postara się zrobić wszystko, by i Ambrose zaczął coś do niej czuć. Czy demony przeszłości, które dręczą chłopaka, pozwolą im na wspólne szczęście? Tego dowiecie się, sięgając po tę cudowną książkę. "- Czasami sobie myślę, że piękno może odstraszać miłość - zamyślił się tata Fern. - Dlaczego? - Bo czasami zakochujemy się w twarzy, a nie w tym, co się pod nią kryje." To, co otrzymałam od tej książki, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Myślałam, że dostanę młodzieżówkę, jakich pełno, a okazało się, że "Making faces", to przepiękna pozycja, którą czyta się z zapartym tchem, przewracając kolejno kartki i chłonąc każde słowo. Historia Fern i Ambrose'a, już na zawsze pozostanie w moim sercu, i wiem, że jeszcze niejednokrotnie do niej wrócę, by móc przeżyć te emocje ponownie. Powieść Amy Harmon traktuje o prawdziwej miłości, która przezwycięży wszystko. Daje ona nadzieję na lepsze jutro i wiarę, że każdy zasługuje na szczęście. Jednak przede wszystkim skłania ona czytelnika do refleksji, nad ludzkim życiem. Często jest tak, że oceniamy książkę po okładce. Dla wielu wygląd zewnętrzny jest najważniejszy, a z tym, co człowiek ma w środku się nie liczą. To jest niestety wielki błąd, bo krzywdzimy przez to innych, ale także po części siebie, bo często przez nasz wybór omija nas coś dobrego, coś, co mogłoby nam dać szczęście. Pamiętajmy, że uroda przemija, a dobro, życzliwość, czy mądrość, którą człowiek ma w sercu, nie. Ta historia nam to uświadamia i dobitnie pokazuje, jak może skończyć się ocenianie ludzi po tej zewnętrznej skorupie. A wystarczy tylko przebić się do wnętrza, które może dać nam coś naprawdę niesamowitego. Pamiętajmy o tym. "Czasami trudno jest się pogodzić z tym, że nigdy nie będziemy kochani tak, jak byśmy chcieli." Fern i Ambrose, to bohaterowie, którym pokochałam całym swoim sercem. ale nie tylko ich. Niemal wszystkie postacie wykreowane prze autorkę, zyskali moją sympatię, na czele oczywiście z Baileyem. To on był w tej historii największym promykiem światła. To chłopak, który pomimo swojej choroby, czerpał z życia garściami. To on uczył innych, jak mają cieszyć się każdą minutą, mimo, że sam był zależny od innych. Dawno już nie spotkałam się z takimi cudownymi bohaterami. Fern, to dziewczyna skarb, który każdy chciałby posiadać. Radosna, bezinteresowna, życzliwa, niosąca każdemu pociechę. Chciałabym mieć taką przyjaciółkę. "Myślę, że to właśnie dlatego Fern tak bardzo lubi czytać. Dzięki książkom możemy być, kim chcemy, uciec na chwilę od samego siebie." Podczas czytania tej pozycji, doznajemy całej gamy przeróżnych uczuć, od smutku i żalu, do szczęścia i nadziei. Niejednokrotnie miałam łzy w oczach, które skapywały później na moje policzki. To historia, której nie sposób zapomnieć i koło której nie można przejść obojętnie. Myślę, że u każdego z nas wywoła wzruszenie, bo piękno tej powieści dosłownie powala. Jest jedyna w swoim rodzaju
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-07-2017 o godz 13:40 Ola Miazek dodał recenzję:
Młodzieżowe książki często trafiają na moje półki, niestety, rzadko trafiają do mojego serca. Amy Harmon jednak już dwukrotnie zachwyciła mnie swoimi powieściami "Prawo Mojżesza" i "Pieśń Dawida". Jak było z jej trzecią książką? "Making faces" opowiada historię nastoletniej Fern, przystojnego Ambrosa, niepełnosprawnego Baileya i innych mieszkańców małego miasteczka, w którym żyją. Fern zakochuje się w Ambrosie, który wydaje się poza jej zasięgiem. Spokój w ich rzeczywistości zakłóca wojna. Ambrose wraz z 4 kolegami decyduje się przystąpić do wojska. Razem z wojną traci swoje dotychczasowe życie, a po powrocie nic już nie jest takie jak było. "Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia." W książkach tego gatunku często mam problem z bohaterami, wszyscy wydają się podobni i bardzo papierowi. "Making faces" takie nie jest. Każdy z bohaterów jest wykreowany na najwyższym poziomie. Kochałam ich, jak swoich przyjaciół. Czytając książkę, czułam wokół siebie bohaterów, ich naturalność. Genialny Bailey, który rozbawiał mnie na każdej kolejnej stronie. Fern, z którą każda z czytelniczek może się utożsamić i Ambrose, który pokiereszowany przez życie wcale nie jest tak idealni, jak bohaterowie innych młodzieżówek. Akcja książki była ciekawa, ale to postacie stworzyły całą historię. "Dzięki książkom możemy być, kim chcemy, uciec na chwilę od samego siebie." Jestem absolutnie zachwycona światem, który opisała Amy Harmon. Sądziłam, że po poprzednich powieściach nie będzie w stanie utrzymać tak wysokiego poziomu. Myliłam się, tym razem wykreowała jeszcze lepszą fabułę, lepszych bohaterów i poruszyła trudniejsze problemy. Ukazała radzenie sobie ze stratą, trudną miłość, chorobę i bezgraniczną przyjaźń. Czytając, płakałam i śmiałam się na zmianę. Amy Harmon swoją książką zafundowała mi prawdziwy emocjonalny rollercoaster. "Śmierć jest łatwa. Życie jest dużo trudniejsze." Jeśli mamy czytać młodzieżówki, to czytajmy właśnie takie. "Making faces" to książka, którą będę wielokrotnie polecać i na pewno szybko o niej nie zapomnę. Powieść, która bawiła mnie i łamała mi serce, powieść, którą chciałabym przeczytać na nowo. Tym razem jestem w stanie Wam zagwarantować, że to właśnie jest powieść warta przeczytania. pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-06-2017 o godz 09:43 wielopokoleniowo dodał recenzję:
www.wielopokoleniowo.pl Małe, spokojne miasteczko gdzieś w Ameryce. Nastolatkowie prowadzą beztroskie życie typowe dla ich wieku, kibicując swoim drużynom sportowym, przeżywając pierwsze miłostki, pisząc pierwsze miłosne listy. Wszystko jednak zmienia się w dniu 11. września 2001... Ambrose, przystojny, inteligentny, popularny w całej szkole zawodnik sportowy chce walczyć za swój naród i zgłasza się na ochotnika na wyjazd do Iraku. Namawia czwórkę swoich przyjaciół, aby wyruszyli razem z nim. Wyjeżdżają wszyscy w piątkę, wracają również w piątkę, tyle że czwórka z nich jest w trumnach, a piąty, Ambrose, wraca z mocno zniekształconą twarzą i głową, na których już nigdy więcej nie wyrosną włosy. Piękny Herkules zmienia się w szkaradnego Frankensteina... Fern, drobna, spokojna i nieśmiała dziewczyna, praktycznie od zawsze zakochana jest Ambrose. Uważa się jednak za brzydkie kaczątko i nie wierzy w to, iż piękny młodzieniec odwzajemni jej uczucie. Jej miłość trwa jednak nieprzerwanie, nawet wtedy, kiedy nie ma już pięknego chłopca, tylko jest brzydki, młody mężczyzna po traumatycznych, wojennych przejściach. Czy Ambrose pogodzi się ze śmiercią przyjaciół? Czy przestanie obwiniać się za to, że on przeżył, a ich już nie ma? Czy doceni szczere uczucie dziewczyny i odwzajemni je? Czy nauczy się żyć na nowo w radości i z uśmiechem na twarzy? Książka pisana jest w 3. osobie liczby pojedynczej, co jakiś czas pojawiają się w niej retrospekcje z wcześniejszych lat, dopełniające i wyjaśniające poszczególne wątki. Wspomnienia te nie powodują "zamieszania" w treści, tylko przyjemnie uzupełniają ją. Jest to pozornie spokojna powieść, która jednak skrywa w sobie ogromną ilość pozytywnych wartości i licznych życiowych mądrości. Akceptacja samego siebie, piękno wewnętrzne, które nie zawsze jest zauważalne, piękno zewnątrz, które może skrywać równie piękną duszę, ale także zło i brutalność, bezinteresowna pomoc drugiej osobie, prawdziwa przyjaźń, miłość, na którą warto cierpliwie czekać, ale też systematycznie i spokojnie działać, aby mogła się spełnić. Mądra książka, którą czytać należy spokojnie, ze zrozumieniem; trzecia powieść tej pisarki, która przetłumaczona została na język polski (o wcześniejszych pisałam w tych postach: "Prawo Mojżesza" , "Pieśń Dawida"). Zdecydowanie polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-05-2017 o godz 15:21 Anonim dodał recenzję:
Akcja książki rozgrywa się w Hannah Lake, a kluczowy wątek obraca się wokół głównych bohaterów Fern Taylor i Ambrose'a Young'a. To właśnie oni on grywają pierwsze skrzypce w Making faces. Ona córka pastora, mało popularna w szkole i niezbyt lubiana. Nie grzeszy urodą. Ruda burza loków, aparat ortodontyczny i okulary powodują, iż jest traktowana jak cień. On – obiekt westchnień każdej dziewczyny, nieziemsko przystojny i dobrze zbudowany aktywny zapaśnik. To właśnie w tym sporcie pragnie spełniać się w przyszłości. Często podróżuje i dużo trenuje, w związku z tym ma mało wolnego czasu i jego niedostępność czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Ponadto poznajemy również przyjaciół głównego bohatera – Jess'a, Beans'a, Paulie'a i Grant'a, a także kuzyna i zarazem najlepszego przyjaciela głównej bohaterki Bailey'a, który jest niepełnosprawny i choruje na dystrofię mięśniową... Fern od dłuższego czasu zadurzona jest w Ambrose. Niestety chłopak jest jej niespełnionym marzeniem, i nieustającym obiektem westchnień. Dziewczyna z powodu swojej niskiej samooceny, kompleksów nie ma odwagi „zagadać” do chłopaka. Pogrąża się w świecie książkowych romansów, a codzienność spędza ze swoim kuzynek Bailey'em Życie wszystkich bohaterów zmienia się diametralnie, kiedy 11 września 2001 roku, ma miejsce zamach na WTC. Ambrose wraz z czwórką swoich przyjaciół decydują się na odważny krok. Nie wybierają się na studia... Zaciągają się do wojska i od razu zostają wysłani do Iraku. Po wielu miesiącach do rodzinnego miasta wraca tylko Ambrose. Niestety nie jest już tym samym chłopakiem, jakim był kiedyś. Jako jedyny spośród swoich przyjaciół przeżył. Wojna odciska trwały ślad w jego psychice... Ciężko ranny i mocno oszpecony, próbuje poukładać swoje życie. Fern pragnie mu w tym pomóc. Dziewczyna jest bardzo zdeterminowana. Dąży do tego, aby przywrócić swojej miłość wiarę w to, iż ma szansę jeszcze godnie i normalnie żyć. Każdego dnia stara się, aby usunąć z jego życia poczucie winy, a także bez sensu egzystencji. Konstruktywnie udowadnia mu, iż jego twarz wcale nie jest najważniejsza. Tylko czy chłopak będzie w stanie dopuścić do siebie potęgujące uczucie od dziewczyny, którą kiedyś zdecydował się odrzucić? Czasami w życiu czytelnika są takie książki, które pozostają w sercu na zawsze. Czasami pojawiają się również takie historie, które nie wywierają w nas żadnego wpływu, i mamy ochotę rzucić książką w kąt. Z pewnością, są też takie historie, po których nie możemy się pozbierać, mamy mieszane uczucia, popadamy w nostalgię. Tak właśnie miałam z Making faces. Po skończonej lekturze, nie bardzo wiedziałam co mam myśleć o tej książce... Zdania nie chciały się układać w spójną całość. Książka poruszyła moje najgłębiej skrywane zakamarki duszy. *** Bohaterowie zostali pięknie wykreowani, ich poczynania są w pełni realistyczne. Postać Ambrose'a zrobiła na mnie duże wrażenie. Wiarygodny, mimo że poturbowany przez życie, to z silną osobowością. Dobroć bohaterów,aż bije ze stron książki. To naprawdę piękna i mądra książka, która z pewnością pozostawi wydźwięk na długie lata u niejednego czytelnika. Sugestywnie uświadamia czytelnikowi, że nie wygląd jest najważniejszy, że liczy się wnętrze. Uczy, że warto otwierać się na miłość, że naprawdę warto kochać. Do gustu przypadł mi również styl i język, jakim jest napisana cała książka, dzięki temu bardzo szybko mi się czytało. Moje zaangażowanie w lekturę rosło z każdą stroną. Serdecznie polecam. http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/2017/05/47-making-faces-amy-harmon-recenzja.html#more
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-05-2017 o godz 21:02 posredniczkaa dodał recenzję:
O „Making faces” słyszałam wielokrotnie. Spotkałam się z wieloma opiniami wychwalającymi dzieło Amy Harmon. Gdy nadarzyła się okazja przeczytania tej książki, nie wahałam się ani chwili i z niecierpliwością zabrałam się za jej lekturę. "Każdy jest dla kogoś głównym bohaterem..." Niestety, jak to często bywa przy wygórowanych oczekiwaniach, już pierwsze rozdziały ostudziły mój zapał. Licealne wielkie i mniejsze miłości mają to do siebie, że zostały już opisane na wszelkie możliwe sposoby, czym więc Amy Harmon zdobywa tak wielkie rzesze fanów? Amy Harmon (ur. 17 września 1968r) mówca motywacyjny, nauczycielka i mama. Dorastała na wsi, a pisanie od zawsze sprawiało jej ogromną przyjemność. ukończyła dziennikarstwo na University of Michigain. Zdobyła nagrodę Pulitzera w kategorii „dziennikarstwo wyjaśniające". Jej książki opublikowano w siedmiu krajach. W Polsce do tej pory ukazały się dwie powieści „Prawo Mojżesza"oraz „Pieśń Dawida". Jak już wspomniałam, fabuła na początku lektury nie zachęca do kontynuacji czytania. Jesteśmy w liceum, w małym miasteczku i obserwujemy jak Fern „ślini się” na widok szalenie przystojnego Ambrose'a, który notabene, nawet jej nie zauważa. Śledzimy poczynania chłopaka w drużynie zapaśniczej. Obserwujemy, jak zdobywa kolejne odznaczenia i uwielbienie płci pięknej. Losy bohaterów przecinane są retrospekcjami z przeszłości, które są dość irytujące, gdyż początkowo niewiele wnoszą do książki i wydawałoby się, że nie mają kompletnie sensu. Sytuacja zmienia się gdzieś w połowie książki, gdy po ataku terrorystycznym na World Trade Center, Ambrose postanawia wyjechać do Afganistanu. Fabuła diametralnie zawraca i po długim wstępie, przy którym lekko się wynudziłam, autorka przeszła do meritum swojej książki, od którego już oderwać się nie mogłam. Po zakończonej lekturze wszelkie moje wcześniejsze zarzuty nie mają racji bytu. Płaskie charaktery bohaterów równoważy postać Baileya, a retrospekcje okazują się idealnie dopełniać fabułę powieści. "Kiedyś bałem się, że pójdę do piekła. Ale teraz w nim jestem i wcale nie wydaje się takie straszne." Nie jest mi łatwo wyrażać opinie o tej książce, kiedy po jej przeczytaniu mam w głowie całkowity mętlik. „Making faces” jest tak naładowana emocjami, że jej czytanie aż boli. Niezbyt często zdarza mi się płakać przy lekturach, czasami oczy mi się zaszklą ze wzruszenie, ale przy powieści Amy Harmon wyłam (bo inaczej tego nazwać nie można) nieprzerwanie przez chyba godzinę. Łzy bardzo utrudniają czytanie, ale nie mogłam przerwać. Bohaterowie „Making Faces” są bez wątpienia realni, ale brakuje w nich głębi i wyrazistości, wszystkim poza jednym. Bailey jest jedyną postacią w całej książce, która udowadnia, że talent autorki do kreowania swoich bohaterów literackich, jest naprawdę imponujący. Swoją bezpośredniością i specyficznym poczuciem humoru bardzo szybko sprawił, że bardzo go polubiłam i z ogromnym zainteresowaniem śledziłam jego poczynania. „Making faces” pod fasadą błahego romansu nastolatków i przewidywalnej fabuły, kryje w sobie niewyobrażalny ładunek emocjonalny, który wręcz przygniata czytelnika. Jeżeli szukasz lekkiej powieści, o której zapomnisz zaraz po przeczytaniu, to ta lektura nie jest dla Ciebie odpowiednia. „Making faces” jest książką, którą odczujesz każdą komórką ciała i każdym nerwem, a po zakończonej lekturze spojrzysz na życie w całkiem inny sposób.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-04-2017 o godz 18:59 dobrerecenzje.pl dodał recenzję:
Fani Amy Harmon na pewno wiedzą, jaki jest styl pisania tej autorki. Zazwyczaj są to chwytające za serce, przejmujące historie, ale tak piękne, że nie możemy się od nich oderwać. Dokładnie tak będzie też tym razem, gdy już poznamy głównych bohaterów – Fern i Ambrose’a, to z całego serca kibicować będziemy im do samego końca. Ambrose od najmłodszych lat był wyjątkowym dzieckiem. Wyjątkowym z dwóch powodów – bardzo uzdolniony w zapasach, i bardzo przystojny. Fern natomiast to bardzo mądra i czuła dziewczynka, lecz zbytnio urodą nie obdarzona niestety. Dziewczyna zakochała się w Ambrose już od najmłodszych lat i później skrycie pielęgnowała w sobie tę miłość. On zaś niczego nieświadomy, po pewnym niemiłym incydencie zdawał się wręcz jej nie lubić. Tak mijały im lata nastoletnie, a żadne z nich nie mogło znaleźć w pełni odwzajemnionej miłości. Łączyła ich tylko jedna osoba – Bailey, kuzyn Fern i syn trenera, który sprawował opiekę sportową nad przystojnym zapaśnikiem. Czy Fern i Ambrose wyprostują swoje relacje? A może wręcz odwrotnie, czeka ich długa rozłąka? Właśnie to najbardziej lubię w książkach Amy Harmon – są to opowieści bardzo życiowe, takie które wciągają czytelnika już od pierwszej strony, a oderwać nie można się aż do ostatniej. To właśnie w takich książkach nigdy nie jesteśmy pewni (choć czasem podejrzewamy), czy zakończenie będzie szczęśliwe i właśnie takie jak byśmy tego chcieli. Szczególnie jeśli chodzi o tę autorkę, której powieści bardzo „grają na emocjach”. Za wspaniałe przykłady posłużyć może tutaj „Prawo Mojżesza”, lub „Pieśń Dawida”. Książka przeznaczona dla miłośników romansów, obyczajowych powieści, ale i po części dla tych którzy czytają wiele dramatów, dlatego, że akurat dramatycznych sytuacji w tej pięknej książce nie brakuje. Zobaczymy tutaj ludzkie tragedie, walkę o honor ale i za kraj, patriotyzm którego młodzi ludzie w tych czasach tak bardzo poszukują, a w końcu miłość i czyste prawdziwe uczucie. Ogromnie polecam! Polecamy, zespół dobrerecenzje.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-04-2017 o godz 09:36 addictedtobooks dodał recenzję:
Fern już jako mała dziewczynka miała niezwykle bujną wyobraźnię i wraz ze swoim kuzynem Barleyem uwielbiała oddawać się najróżniejszym zabawom. Z burzą rudych loków, aparatem na zębach oraz dużymi okularami dziewczyna nigdy nie czuła się wyjątkowo ładna i niejednokrotnie miała w związku z tym spore kompleksy. Fern od kiedy tylko pamięta jest szalenie zakochana w Ambrosie Youngu – jednym z najbardziej popularnych chłopaków w jej szkole, który należy do lokalnej drużyny zapaśniczej. Chłopak wydaje się jednak w ogóle jej nie zauważać i wszystko wskazuje na to, że jej szczere oraz silne uczucie nie zostanie przez niego odwzajemnione. Ich drogi nigdy by się nie przecięły, gdyby nie pewno wydarzenie, które wstrząsnęło całym miasteczkiem oraz bezpowrotnie odmieniło bieg wydarzeń… „Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.” Abrose’a wychowywał jedynie ojciec, który za wszelką cenę starał się wynagrodzić mu brak matki. Chłopiec już od najmłodszych lat wyróżniał się spośród swoich rówieśników niezwykle masywną budową ciała, która zapewniała mu ogromną przewagę w prawie każdej dziedzinie sportu. Zapasy bardzo szybko stały się jego ogromną pasją i nie minęło wiele czasu, kiedy chłopak stał się jednym z najlepszych zawodników w całym stanie. Spore oczekiwania ze strony mieszkańców miasta, trenera oraz całej drużyny sprawiała, że chłopak cały czas żył pod ogromną presją, która krok po kroku go zżerała. Po dramatycznych ataku na World Trade Center Abrose z czterema przyjaciółmi postanawia wstąpić do wojska oraz całkowicie poświęcić się służbie ojczyźnie. „Nie ma smutku, jeśli wcześniej nie było radości.” Chłopcy wyruszają do Iraku i bardzo szybko muszą stawić czoła niezwykle brutalnej rzeczywistości. Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z jak wielkimi wyzwaniami będą musieli się zmierzyć oraz jak wiele poświęceń będzie ich to kosztować. W wyniku pewnego tragicznego wypadku do miasteczka powraca jedynie Ambrose, który pod żadnym względem nie przypomina już pogodnego oraz uśmiechniętego chłopaka, jakim był przed służbą w wojsku. Młodemu zapaśnikowi nie tylko przyjdzie się zmierzyć z przytłaczającą pustką wywołaną stratą najbliższych przyjaciół, ale także z poważnymi obrażeniami jakich doznał w Iraku. Czy pomimo bolesnych wspomnień oraz dręczącego go poczucia winy chłopakowi uda się odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Czy pogodna oraz zawsze uśmiechnięta Fern będzie w stanie pomóc mu w uwolnieniu się od dręczących go demonów przeszłości? „Kiedyś bałem się, że pójdę do piekła. Ale teraz w nim jestem i wcale nie wydaje się takie straszne.” To było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i zdecydowanie mogę zaliczyć je do bardzo udanych. To, co autorka zaserwowała swoim czytelnikom całkowicie przerosło moje oczekiwania i nie ukrywam, że jestem szczerze zakochana w tej niesamowitej historii. To, co najbardziej urzekło mnie w tej książce to niezwykle oryginalni oraz inspirujący bohaterowie, którzy prawie na każdym kroku imponowali mi swoją odwagą oraz wewnętrzną siłą, która pomagała im zwalczyć wszelkie przeciwności losu. Moim zdecydowanym ulubieńcem okazał się Barley – kuzyn Fern, który już od najmłodszych lat zmaga się z dystrofią mięśniową, przez co większą część swojego życia musi spędzić na wózku. Jego niezwykle pozytywne nastawienie do życia oraz nieustający optymizm niejednokrotnie zrobiły na mnie ogromnie wrażenie. Bardzo spodobał mi się również styl autorki, który jest niezwykle lekki oraz plastyczny, dzięki czemu czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność. Mimo że akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, to przy tej pozycji naprawdę nie można się nudzić. Przedstawiona historia do głębi porusza czytelnikiem i niejednokrotnie wywołuje łzy zarówno szczęścia, jak i smutku. „Making faces” to słodko-gorzka opowieść o sile przyjaźni, akceptacji oraz o miłości, która potrafi uleczyć nawet najbardziej połamane serce. Obok tej książki naprawdę nie można przejść obojętnie. Gorąco polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-04-2017 o godz 13:03 Z.P. dodał recenzję:
"Obiecałam sobie, że jeśli wrócisz do domu, to nie będę się bała ci powiedzieć, co czuję. Ale wciąż się boję. Bo nie jestem w stanie sprawić, żebyś ty też mnie pokochał." W Hannah Lake żyje sobie beztrosko piątka młodych przyjaciół, bardzo dobrych zapaśników: Ambrose, Jesse, Beans, Paulie i Grant. Jest jeszcze Bailey, chory na dystrofię mięśniową syn trenera, który trzyma się z chłopakami oraz jego kuzynka a zarazem najlepsza przyjaciółka - Fern, przeciętna rudowłosa dziewczyna, która opiekuje się Baileyem i od najmłodszych lat podkochuje się w Ambrosie Youngu, przystojnym chłopaku, za którym szaleją dziewczyny. Fern cierpi na syndrom brzydkiego kaczątka, wie, że jest mało atrakcyjna, a jej rude kręcone włosy i piegi nigdy nie przyciągnęły uwagi żadnego chłopaka. Kiedy we wrześniu 2001 r ma miejsce zamach na WTC, Ambrose wraz z przyjaciółmi wstępują do wojska i od razu zostają wysłani do Iraku. Jednak z wojny żywy wraca tylko Ambrose. Ciężko ranny, z oszpeconą twarzą, która została zmasakrowana przez bombę nie jest już dawnym Ambrosem - wesołym zapaśnikiem o pięknej twarzy. Teraz przypomina zeszpeconego potwora, który żyje zamknięty we własnej skorupie i zmaga się z poczuciem winy. Fern jest zdeterminowana, by przywrócić chłopakowi dawną wiarę i wyeliminować jego poczucie beznadziejności i brzydoty. Fern chce udowodnić Ambrosowi, że jego twarz wcale nie jest dla niej najważniejsza. Tylko czy chłopak jego gotowy przyjąć uczucie dziewczyny, którą kiedyś odtrącił? Jest we mnie wciąż tyle uczuć i myśli, że nie wiem od czego zacząć. Ileż ja łez wylałam nad tą historią! "Making faces" to prosto, ale genialnie napisana przepiękna powieść, która na bardzo długo zapada w pamięci. Serwuje całą gamę różnorodnych emocji, sprawiając, że z oczu płyną łzy smutku, łzy wzruszenia i łzy radości. A wszystkiemu towarzyszy ogromny podziw i szacunek dla bohaterów. O samych bohaterach można mówić wiele. Autorka wykreowała wspaniałych bohaterów, którzy nie pozostają czytelnikowi obojętnymi. Ich cudowne charaktery sprawiają, że czytelnik chce być tacy, jak bohaterowie - naturalnie piękni i dobrzy. Nie tylko Fern, Ambrose i Bailey, ale także bohaterowie drugoplanowi jak ojciec Ambrosa, rodzice Fern i Baileya a także ich przyjaciele - wszyscy stali się moją jedną wielką rodziną, której nie chciałam opuszczać zamykając ostatnią stronę książki. Po skończonej lekturze jeszcze długo tuliłam książkę do serca, jakbym wierzyła, że w ten sposób całe jej piękno i ciepło wsiąknie we mnie. "Making faces" to powieść z bogatym przesłaniem, odkrywająca wiele prawd o człowieku, jego skrytych pragnieniach, obawach i radzeniu sobie z trudnymi zmianami w życiu. Uczy pokory, uświadamiając, że wszystko dzieje się po coś a każda tragedia ma również zbawienne skutki. Tak naprawdę dopiero, gdy Ambrose oślepł na jedno oko dostrzegł piękno Fern. Piękno, które wypływało z jej serca. Historia bohaterów ukazuje jak piękna jest siła bezwarunkowej przyjaźni. Przyjaźni, która zdolna jest do największego poświęcenia - do tego, by oddać życie. "Making faces" to wyjątkowa pod każdym względem książka, która warta jest tego, by poświęcić jej czas. Po jej przeczytaniu czytelnik ma ochotę otworzyć pierwszą stronę i przeżyć tę piękną historię jeszcze raz. To historia, która pomimo wielu tragedii, jakie mają miejsce w życiu bohaterów, koi serce czytelnika. Wypełnia wszystkim, co najlepsze, gwarantując wspaniałe emocje i zapadając w pamięci na bardzo długo. Jestem szczęśliwa, że dane mi było poznać tak wartościowych bohaterów i przeżywać wraz z nimi ich tragedie i radości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-03-2017 o godz 21:39 ulus7777 dodał recenzję:
Są takie historie, które nigdy nie powinny się wydarzyć, są takie słowa, które nigdy nie powinny paść, są łzy, które nigdy nie powinny być uronione, są uczucia, które tak bardzo bolą i są rozstania, na które nigdy nie jesteśmy gotowi. I powroty, które nigdy nie są łatwe... Są też historie, które bardzo bolą. Do takich zalicza się historia Fern, Ambrosa i ich najbliższych przyjaciół. Historia młodych ludzi, która miała być wielką przygodą, z której mieli wrócić bohaterowie. Jednak tak się nie stało... W małym i cichym miasteczku grupa pięciu przyjaciół, młodych chłopaków z drużyny zapaśniczej wyrusza na wojnę do Iraku. To miało być tylko pół roku, potem każdy z nich miał wrócić do swojego życia. Jednak do rodzinnego miasteczka wraca tylko jeden - Ambrose Young - kiedyś ikona szkolnej drużyny,dzisiaj młody mężczyzna obwiniający się o śmierć najbliższych. Emocjonalny wrak człowieka. Ambrose miał bardzo duże szanse na karierę sportową, był popularnym chłopakiem i całkiem naturalnym wydaje się, że nie zauważył zwykłej, szarej rówieśniczki Fern, która już wtedy się w nim podkochiwała. Jednak podczas pobytu w Iraku odniósł dość spore obrażenia, zwłaszcza wizualne. Mimo, że wiele rzeczy uległo zmianie, uczucie dziewczyny pozostało niezmienne. Jednak miłość do osoby, która ma poranioną duszę nie jest łatwa. Jednak dobro i nadzieja Fern sprawiają, że mur i skorupa powoli zaczynają się kruszyć... Nie będę Wam dzisiaj zawracała głowy sylwetka bohaterów, pomysłem na fabułę, stylem autorki i tymi innymi przyziemnymi rzeczami jakimi zazwyczaj Was zanudzam. To bardzo smutna, wzruszająca i bolesna historia młodych ludzi, przesiąknięta niesprawiedliwością, rozczarowaniem, bezradnością, poczuciem winy i stratą. To historia przesiąknięta łzami, nie tylko tymi literackimi bohaterów, ale także moimi. Nie jest łatwo mnie wzruszyć, jednak tutaj... tutaj płakałam kilkakrotnie. Wyłam niczym zawodowa płaczka i nie umiałam uspokoić swoich emocji. Rozpadłam się na emocjonalne cząstki elementarne. "Pomyśl. Nie ma smutku, jeśli wcześniej nie było radości. Nie odczułabym tej straty, gdybym go nie kochała. Nie mogłabym wyleczyć się z tego bólu nie wyrzucając (go) z mojego serca. Dlatego wole ten ból, niz gdybym miała nigdy go nie poznać." Akceptacja samego siebie, z własnymi słabościami i ułomnościami wcale nie jest łatwa, a właśnie z tym musiał się zmierzyć każdy z naszych bohaterów. Przejśc długą wewnętrzną drogę, przewartościować się i zaakceptować to czego nie można zmienić. Bardzo łatwo jest usiąść, płakać i użalać się nad sobą. Najtrudniej jest jednak zmierzyć się z tym czego nie możemy zmienić. W to wszystko wkomponowana jest miłość, bardzo trudna, pełna wyrzeczeń, cierpliwości i poświęcenia. "Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia." Z czystym sumieniem polecam Wam tą historię. I polecam Wam równiez łzy i własna refleksję. Bo można pisać wiele pięknych słów, ale refleksja zawsze będzie indywidualna. Nawet jesli nie spodoba Wam się fabuła, historia to emocje, przemyślenia będą bardzo wartościowe, pełne wartości życiowych. Zwyczajnie złapałam kaca książkowego. "Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie? Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle? Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę? Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze? Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu? Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę? Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach, Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i za strach? Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle? Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?"
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-03-2017 o godz 14:22 Beata Matuszewska dodał recenzję:
www.recenzje-beaty.blogspot.com Jakiś czas temu czytałam książki „Prawo Mojżesza” i „Pieśń Dawida” bardzo mi się spodobały. Kiedy zobaczyłam zapowiedź książki to wiedziałam, że nie mogę przejść obok niej obojętnie. Ale czy ta książka spełniła moje oczekiwania? Ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Chcecie dowiedzieć się, dlaczego? Koniecznie przeczytajcie recenzję! Amy Harmon jest autorką bestsellerów, mówcą motywacyjnym, nauczycielką i matką. Dorastała w wiejskiej okolicy, a pisanie od zawsze sprawiało jej ogromną przyjemność. Jej książki opublikowano w siedmiu krajach, zdobyły wiele nagród i wyróżnień. Ferm Taylor nie jest specjalnie lubiana i popularna. Dwunastoletnia dziewczynka z rudą burzą loków, aparatem ortodontycznym i okularach sprawiają, że nie jest marzeniem szkolnych chłopców. Ambrose Young jest marzeniem każdej dziewczyny w szkole, ale i także lokalna gwiazda w sporcie gdzie jego przyszłość w tym sporcie zapowiadała się świetliście. Ferm podkochiwał się w chłopaku a on nie zwracał na nią uwagi. Kiedy przyszedł czas wyboru kierunku studiów, chłopak nagle zmienia decyzje i zaciąga się do wojska. A wraz z nim jego czterej przyjaciele. Kiedy po wielu miesiącach na misji wraca sam nie jest już tym samym chłopcem, co kiedyś. Jedynie tylko zakochana kobieta i Bailey nie opuścili Ambrose’a. Autorka książki jest niesamowita w wymyślaniu i pisaniu przeróżnych historii. Każda jej książka jest jak rosyjska ruletka bo nigdy nie wiesz na co trafisz. Dwie poprzednie wydane książki były dla nie niesamowite, po których ciężko było mi dojść do siebie. Lecz ta książka „Making Faces” pobija każdą inna, jaką do tej pory czytałam. Historia Ferm i Ambrose’a poruszyła mnie doszczętnie gdzie teraz bardzo ciężko mi się pozbierać! „Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.” Tych dwoje pokochałam od samego początku a zwłaszcza niektóre fakty, jakie wychodzą na światło dzienne i jak sobie z tym wszystkim radzą. Podoba mi się również styl i język, jakim jest napisana książka, co bardzo szybko się czyta. Oczywiście okładka książki jak najbardziej jest tajemnicza i kobieca gdzie na pewno nikt nie przejdzie obok niej obojętnie. Making Faces jest to jedna z nielicznych książek gdzie będzie stała na honorowym miejscu w mojej bibliotece. Historia zapada w pamięci i mogę z czystym sumieniem polecić każdemu. Jeśli szukasz książki dla siebie koleżanki, która lubi czytać romanse to ta książka jest dla ciebie. A jeśli już czytaliście książki Amy Harmon to wiecie, czego możecie się po tej książce. Serdecznie polecam :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-03-2017 o godz 17:49 podróżdokrainyksiążek dodał recenzję:
Jestem świeżo po lekturze i nie mogę uwierzyć jak cudowna była ta książka. W jeden dzień, gdyż właśnie tyle zajęło mi jej przeczytanie złamała moje serce kilkakrotnie i również kilkakrotnie je posklejała. Oczekiwałam zwykłej obyczajówki, a dostałam coś o wiele lepszego zawierającego w sobie wiele mądrości życiowej. Są tu poruszane bardzo trudne tematy jak miłość, wojna, choroba czy strata najbliższych i walczenie z własnymi słabościami. Bezgraniczna miłość Fern od dzieciństwa do idealnego mężczyzny jakim jest Ambrose to jedna z tych rzeczy, która mnie najbardziej poruszyła. Całe retrospekcje, dzięki którym mogliśmy poznać jak się rozwijało jej uczucie i dalej toczyło. Jedyne co mogło mnie w niej w jakiś sposób rozczarować jest tylko to, że na początku książka nie wydaje się taka wartościowa jaka z czasem staje się później. Myślimy, że czytamy kolejny obyczajowy romans, który nic nie wniesie do naszego życia. Jak bardzo się wtedy mylimy! Tak wiele wiedzy możemy z niej wyciągnąć wiedzy, zmusza nas do refleksji. Na przykład czytelnik zaczyna się zastanawiać czy naprawdę wygląd jest tak ważną cechą w dzisiejszym życiu. Czy to nie wnętrze każdego człowieka jest tak naprawdę o wiele piękniejsze? Do tego nie powinniśmy się bać swoich lęków. Powinniśmy pokonywać własne słabości i spełniać marzenia. Doprowadziła mnie do łez, a koniec niezwykle poruszył, lepszego zakończenia nie mogłam sobie wymarzyć. Książkę będę otwarcie polecać każdemu nawet jeśli nie miłuje się w tych gatunkach. A ja sama na pewno do niej powrócę nawet w najbliższym czasie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-03-2017 o godz 11:33 redgirlbooks dodał recenzję:
'Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie? Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy które widzą źle? (...) Czy mój wygląd, to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu? Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę? (..)Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle? Jeśli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?'' W małym, spokojnym miasteczku swoje życie wiedzie grupka nastolatków, których łączy fakt, że chodzą do wspólnego liceum. Wśród nich jest nieśmiała i zakompleksiona Fern, która od dziecka była pozbawiona urody. Mała i drobna, z burzą rudych loków na głowie i z krzywymi zębami, była przeciwieństwem swojej ślicznej przyjaciółki Rity. Jednak była osobą inteligentną i wrażliwą, o pięknym sercu. Opiekowała się swoim chorym kuzynem, Baileyem, który chorował na dystrofię mięśniową. Choroba ta sprawiła, że chłopak nie miał władzy nad swoim ciałem. Pomimo niesprawiedliwości, która go spotkała, był pozytywnym człowiekiem, który z dystansem podchodził do samego siebie. Wraz z Fern, byli dla siebie wspaniałymi przyjaciółmi. Wspierali się i jedno dbało o drugiego. Jest też Ambrose Young. Utalentowany chłopak, zawodnik futbolu, który na swoim koncie ma wiele osiągnięć. Fern kocha go, odkąd skończyła 9 lat. Chłopak był dla dziewczyny ideałem piękna, lecz on nigdy jej nie zauważał. Wszystko się zmieniło, gdy jej przyjaciółka Rita, poprosiła ją o napisanie do niego listu. Dziewczyna się zgodziła, jednak to nie były zwykłe listy, bo Fern wkładała w nie całe swoje serce, duszę i uczucia. Pewnego dnia chłopak dowiaduje się, kto je pisał i jest wściekły. Stało się to czego pragnęła Fern - chłopak ją zauważa, jednak nie tak jak ona sama by tego chciała. Ataki terrorystyczne z 11 września, zmieniają dotąd bezpieczny świat młodych ludzi. Na ich oczach dzieje się historia, która będzie pamiętana przez następne pokolenia. Ambrose, chcąc walczyć za swój kraj i wolność, wraz z piątką przyjaciół zaciąga się do wojska. Tragedia, która wydarzy się podczas ich misji, zmieni życie chłopaka. Już nigdy nie będzie taki sam. Czy można na nowo posklejać człowieka, który utracił nie tylko twarz, lecz całego siebie? Amy Harmon, wprowadza w nas historię pełną bólu i cierpienia. Na okładce książki widnieje napis: ''Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?''. Ambrose nie tylko stracił swoją urodę, stracił coś o wiele ważniejszego: siebie. Tragedia, której był świadkiem odebrała mu pewność i wiarę w lepsze jutro. Borykał się z wyrzutami sumieniami, wmawiał sobie, że jego twarz, jest karą za jego grzechy. Fern nie zależało na jego wyglądzie, kochała go za to jakim był człowiekiem. Czy dziewczynie uda się sprawić, że Ambrose znów zacznie żyć? Czy chłopak uwierzy, że wygląd to nie wszystko? Autorka w ''Making faces'' porusza wiele aspektów życia. Przemoc w rodzinie, nieuleczalna choroba, skutki wojny, która odciska na człowieku głębokie piętno, żałoba po najbliższych ludziach. Pokazuje nam, że życie jest niesprawiedliwe, ale gdy mamy przy sobie wartościowych ludzi, łatwiej je znieść. Wygląd, to nie wszystko. Uroda przemija, a to co nosimy w sercu i to jak żyjemy, pozostaje z nami na zawsze. Ludzie wiele tracą kierując się tylko wzrokiem. Czas na podsumowanie. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Amy Harmon i na pewno nie ostatnie. Czeka już na mnie ''Prawo Mojżesza''. Autorka ma lekki styl pisania. Stworzyła ciekawych bohaterów, wykreowała sytuacje, które możemy spotkać w swoim życiu. Momentami książka przynudzała, miała kilka niedociągnięć, ale nie mogę odmówić jej emocji, które wręcz otaczają czytelnika z każdą kolejną stroną. Tu jest ich aż tyle, że momentami bolało mnie serducho przy czytaniu. Obok tej książki nie można przejść obojętnie, bo jest nie tylko historią nastolatków, których życie potraktowało niesprawiedliwie, a przede wszystkim skarbnicą mądrości. Daje nam niezły wycisk życia, lekcję którą zapamiętamy na długo. Ta powieść przede wszystkim zmusza nas do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i postępowaniem. Nie ostatni raz była w moich łapkach, bo jeszcze nie raz do niej powrócę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-03-2017 o godz 10:04 Donata Bosak dodał recenzję:
Pierwsze co mnie urzekło to okładka tej książki. Pomyślałam sobie taka piękna "para" więc historia ich miłości też taka musi być. Nie wzięłam tylko pod uwagę, długiej drogi jaką musieli przejść by nią się stać. Początek historii jakich wiele. W małym miasteczku mieszka grupa przyjaciół, miłośników zapasów": Pauli, Grant, Jesse, Conor i Ambros. Ten ostatni najprzystojnejszy i najzdolniejszy ze wszystkich, to bożyszcze wszystkich dziewczyn, między innymi Fern Taylor, miłej pogodnej dziewczyny nie mająca siły przebicia ze względu na swój wygląd i syndrom SBK (syndrom brzydkiego kaczątka). Ona obdarza bo jednak uczuciem szczerym i silnym, nie ze względu na jego wygląd zewnętrzny, ale pękno wewnętrzne, ujawnione podczas nieświadomego pisania listów między nimi. Początkowo Ambros nie dopuszcza do siebie myśli, że może podobać mu sie ta nijaka dziewczyna. Dopiero w ostatnim momencie tuż przed wyjazdem jego i przyjaciół na wojnę do Iraku, gdzieś ma przebłysk takiej swiadomosci. Często o niej tam myśli i gdy już mogłoby się wydawać, że nic nie stanie im na drodze, w wybuchu bombowym giną jego przyjaciele, a on sam z poranioną, wręcz zmasakrowaną twarzą wraca do miasteczka. Traci nadzieję, ale nie miłość Fern. Tylko czy jej miłość wystarczy, by ukoić złamaną duszę Ambrosa? Książka opisuje historię miłosną jak z bajki (nie pasuje mi to określenie na okładce) o zwykłej dziewczynie, która pokochała ciężko rannego żółnierza. Jej delikatność i duża doza empati sprawia, że jego serce pod jej wpływem topnieje jak lód. Ambrose bowiem, choć zwany mitologicznym Herkulesem odradza się jak Feniks z popiołów, by na nowo zrozumieć, że prawdziwe szczęście i droga do niego nie ma nic wspólnego z wyglądem zewnętrznym. "Prawdziwe piękno, takie które nie blaknie i nie umiera, wymaga czasu. Wymaga napięcia. Wymaga niewiarygodnej wytrwałości. To krople, które jedna po drugiej budują stalaktyty, to trzęsienia ziemi, które tworzą łańcuch górski, to fale uderzające nieustannie o brzeg, które łamią skały i wygładzają twarde krawędzie. A z tej gwałtowności, wrzawy, wściekłego wycia wiatru i szumu wody rodzi się coś lepszego, coś co w innych okolicznościach mogłoby nie zaistnieć". "Dlatego trwamy. Mamy nadzieję, że istnieje jakiś cel. Wierzymy, że są rzeczy, których nie możemy zobaczyć. Czerpiemy naukę z każdej straty i wierzymy w potęgę miłości oraz w to, że każdy w nas ma w sobie potencjał do osiągnięcia piękna tak doskonałego, że nasze ciała nie będą wstanie go pomieścić". No cóż jak dla mnie te dwa cytaty są pięknym uwieńczeniem powieści, która wycisneła ze mnie łzy i dała szansę zastanowienia się nad własnym życiem. Dzięki niej doszłam do wniosku, że ograniczenia są tylko wytworem naszej wyobraźni, a piękno jest możliwe do odkrycia w każdym z nas. Za możliwość przeczytania książkie dziękuję wydawnictwu Editio Red.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-03-2017 o godz 22:04 KobieceRecenzje365 dodał recenzję:
„Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie? Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle? Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę? Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze? Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu? Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę? Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach, Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i za strach? Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle? Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?” „Making faces”, to przepiękna, mądra i wartościowa powieść. Uwielbiam wszystkie książki Amy Harmon, jednak „Making faces” od teraz jest moim numerem jeden. Żałuję, że tak długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki, bo to powieść, którą naprawdę warto i trzeba przeczytać. To historia, o której się nie zapomina, a bohaterowie wgryzają się w serce oraz pamięć i zostają tam na wieki. To przepiękna opowieść o poszukiwaniu miłości, prawdziwej przyjaźni, o akceptacji siebie oraz innych, o bólu, odrzuceniu, stracie, wybaczaniu oraz śmierci, która czeka każdego z nas. To książka, która ma duszę i niesie bardzo ważne przesłanie, które dotyczy akceptacji drugiego człowieka. Nieważny jest wygląd, najważniejsze jest wnętrze, czyli dusza oraz serce, które jest prawdziwym obliczem każdego człowieka. Tę powieść czyta się sercem, ona nie bawi, ona porusza do głębi i zmusza do wielu refleksji nad kruchością ludzkiej egzystencji oraz nad wyborami, które odmieniają życie. „Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy przestają się zamazywać, ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.” Ogromnym atutem tej powieści są bohaterowie, którzy są niezwykle naturalni oraz prawdziwi. Autorka poświęciła każdemu z nich wiele czasu oraz uwagi i mam tu na myśli naprawdę wszystkich bohaterów, bez wyjątku. Oczywiście prym wiedzie Fern oraz Ambrose. On jest miejscowym przystojniakiem, który urodę odziedziczył po biologicznym ojcu, który był Włochem. Zapaśnik przed którym kariera stoi otworem. Jednak Ambrose postanowił iść inną drogą i zaciągnął się do armii. Wraz z przyjaciółmi pojechał na wojnę, która zmieniła wszystko w jego życiu. Po powrocie otoczył się murem i odizolował się od ludzi oraz świata. Fern od zawsze uważała się za miejscową brzydulę i w skrytości serca marzyła o przystojnym kapitanie szkolnej drużyny zapaśniczej. Nie zdawała sobie sprawy, że jej piękno jest w jej wnętrzu. Po powrocie Ambrose'a z wojny postanowiła, że udowodni mu, że jego piękno też tam się znajduje. Nie mogę nie wspomnieć także o Bailey'u, kuzynie i najlepszym przyjacielu Fern, który urodził się z dystrofią mięśniową i całe życie żył z wyrokiem. Jego marzeniem było zostać bohaterem, wtedy czułby się spełniony i gotowy na to, co przyniesie mu los. Bailey, to chyba najbardziej sympatyczna postać w całej tej historii. Jest także Rita, piękna dziewczyna i przyjaciółka głównej bohaterki, która dokonała w życiu kilku złych wyborów, które okazały się tragiczne w skutkach. Są również przyjaciele Ambrose'a, waleczni żołnierze, którzy postanowili walczyć za swój kraj. O bohaterach mogłabym pisać i pisać, gdyż naprawdę każdy z nich jest godny uwagi i zapamiętania. „Prawdziwe piękno, takie, które nie blaknie i nie umiera, wymaga czasu. Wymaga napięcia. Wymaga niewiarygodnej wytrwałości. To krople, które jedna po drugiej budują stalaktyt; to trzęsienia ziemi, które tworzą łańcuchy górskie; to fale uderzające nieustannie o brzeg, które łamią skały i wygładzają twarde krawędzie. A z tej gwałtowności, wrzawy, wściekłego wycia wiatru i szumu wody rodzi się coś lepszego, coś, co w innych okolicznościach nie mogłoby zaistnieć.” „Making faces”, to naprawdę przepiękna, mądra i wartościowa powieść, którą polecam Wam z całego serca. Emocje dławią prawie na każdej stronie, a serce rozpada się na kawałki ze smutku, żalu, bezradności i niesprawiedliwości. To nie jest bajka ani tanie love story. To historia, która mogłaby przydarzyć się w prawdziwym życiu... a może już gdzieś się wydarzyła. Ta powieść uczy, że piękno znajduje się we wnętrzu człowieka, jednak czasami musi wydarzyć się coś bardzo złego, by można było je dostrzec. To zachwycająca opowieść o życiu, prawdziwej miłości i o przyjaźni, która trwa aż po grób. Nieczęsto mam książkowego kaca, jednak Amy Harmon mi go zafundowała. Takiej książki jak ta się nie zapomina! Gorąco polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-03-2017 o godz 00:54 Marta daft dodał recenzję:
Czasem w życiu trafiamy na takie książki, które zostają w nas na zawsze a mówienie lub pisanie o nich jest naznaczone strachem, by niczego nie pominąć i nie zabrać jakieś ważnej części. Ja mam tak z "Making faces" Amy Harmon. Małe miasteczko, Ambrose Young, gwiazda szkolnej drużyny zapaśniczej o wyglądzie Herkulesa, mogący zdobyć każdą dziewczynę i wygrać każde zawody, lecz czy tego chce? Czy bycie wciąż najlepszym nie obciąża? Fern Taylor, niepozorna osóbka z burzą rudych loków i twarzą usianą piegami i aparatem na zębach. Wciąż przebywa ze swoim kuzynem Baylaiem, chorującym na zanik mięśni.Po nocach pisząca romanse pod pseudonimem, za dnia niewidoczna dla otoczenia. Fern kocha Broseya od zawsze, dlatego pomoc przyjaciółce w pisaniu listów miłosnych do szkolnego herkulesa daje jej szanse na poznanie jego wnętrza. Jednak nie wszystko się udaje a ich relacje stają się dalekie od dobrych. Gdy Ambrose wraz z czwórką przyjaciół postanawia zaciągnąć się do wojska serce Fern krwawi. Czy miłość Fern przetrwa? Czy Ambrose przestanie być ślepy na jej uczucie? Co przyniesie misja w Iraku ? Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie? Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle? Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę? Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze? Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu? Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę? Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach, Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i za strach? Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle? Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie? Amy Harmon, rozwaliła mój system nerwowy.Bałam się tej książki po wszystkich recenzjach i opisie na okładce nie byłam pewna czego się spodziewać jednak teraz wiem, że żałuje tylko jednego ... Że tyle zwlekałam z przeczytaniem "Making faces", Piękna historia o poszukiwaniu miłości, prawdy o sobie i innych a także radzeniu sobie z bólem, chorobą i wszelkimi przeciwnościami jakie stawia przed nami los. Każde zdanie, słowo z tej książki jest na swoim miejscu i ma głębszy sens. Bohaterowie tak idealnie prawdziwi, mający swoje skazy, blizny na ciele i duszy. Sytuacje, które mogą spotkać każdego z nas i uczucia, które nie gasną lecz z czasem zyskują na sile. To wszystko w jednej powieści tworzy niesamowity Rollercoaster emocji, które czytelnik chłonie jak gąbka.Cała społeczność tego małego miasteczka tworzy tło i splata swoje losy z głównymi bohaterami towarzysząc im w poszukiwaniu siły potrzebnej, by mogli dojrzeć ukryte piękno w zranionych twarzach i duszach, ukazując przy tym swoje rozterki, problemy i potrzeby. Bardzo ciekawym zabiegiem są retrospekcje, które pozwalają nam przeżywać dane sytuacje wraz z bohaterami, czuć strach, ból czy radość.Autorka stworzyła piękną historię, która łapie za serce, umysł.Pozwala nam marzyć o tak pięknym uczuciu, które rozwija się, rozkwita na naszych oczach. Każe nam przystanąć i zastanowić się nad sensem życia. Uczy jak łapać chwilę i cieszyć się z każdej minuty, tak niezwykle cennej przecież. Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia. Podsumowując, książka zaskakuje, wzrusza, przyprawia o szybsze bicie serca z miłości, strachu i bólu. Ukazuje piękno przyjaźni, miłości i szukania własnego siebie.Uczy, że piękno jest głębiej i często trzeba stracić wszystko by móc ujrzeć prawdę o sobie i innych.Nie ważne co da ci życie, ważne jak to wykorzystasz. Z przyjemnością sięgnę po twórczość Amy Harmon i będę czerpać siłę z uporu Fern, entuzjazmu Beileya i pokory Ambrose'a. Mam nadzieje, że ta powieść jak i inne Harmon zostawią ślad w każdym czytelniku.Mnie książka urzekła, zarówno listy między Fern i Ambrosem jak i przyjaźnie Fern, jej kuzyna i Rity oraz Ambrosa i chłopaków. Piękna historia, koło której nie możesz przejść obojętnie
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-02-2017 o godz 20:39 Klaudia Mordarska dodał recenzję:
Czym jest prawdziwe piękno? Przyciągającą spojrzenia twarzą, zgrabnym ciałem, urokiem osobistym? A może chodzi o to, co znajduje się wewnątrz człowieka. Inteligencja. Błyskotliwość. Umiejętność dostrzeżenia dobra nawet tam, gdzie wydaje się, że go nie ma. Co jeśli jest nim artystyczna dusza? Albo złote serce zdolne wspomóc w potrzebie. Każdy człowiek postrzega piękno nieco inaczej. Czym ono jest dla Ciebie? Lubię twórczość Amy Harmon. Szczególnie po tak dobrych pozycjach, jak Prawo Mojżesza, czy Pieśń Dawida. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tej książki. Ale muszę przyznać, że w trakcie czytania w niektórych momentach nieco mi się nudziło. Akcja dopiero pod koniec zaczęła pędzić, a autorka sprytnie zagrała na moich emocjach, wywołując wiele różnych uczuć. "Making Faces" raczej nie należy do lekkich historii. Została poruszona tematyka wojny, nieuleczalnej choroby, czy chociażby zmagania się z przytłaczającym poczuciem winy i odrzuceniem. Momentami aż skłania do refleksji. To jedna z tych opowieści, nad którymi należy się zatrzymać. I wszystko stopniowo przetrawić. Bohaterowie byli całkiem dobrze wykreowani, chociaż nie mogło się obyć bez pewnych schematów Na przykład: poraniony wojownik i brzydkie kaczątko nieświadome swojego wpływu. Ale za to podobało mi się nawiązanie do mitu o Herkulesie, którego Ambrose w rzeczy samej nieco przypominał i tak samo jak on przeszedł naprawdę wiele ciężkich chwil. Od razu polubiłam Fern – nieco cichą dziewczynę z zamiłowani do pisarstwa, od której aż kipiało dobrocią, miłością oraz niewinnością. Najbarwniejszą osobowością mógł poszczycić się Bailey. Mimo, że życie okrutnie się z nim obchodziło, nie przestawał imponować swoją błyskotliwością i zdolnością do zaakceptowania swojego losu. Był swego rodzaju klejem pomiędzy Fern, a Ambrose'm. Poza tym niejednokrotnie potrafił wywołać uśmiech na mojej twarzy. Wątek romantyczny był jednym z głównych elementów fabuły. To taka słodko-gorzka relacja, która potrzebowała lat, aby dojrzeć. Piękno kontrastowało z brzydotą, bezinteresowne uczucie z odrzuceniem. Autorka w ciekawy sposób ukazała, jak to jest kochać kogoś z wszystkimi wadami, utraconą nadzieją i głębokimi dziurami ziejącymi w sercu i na duszy. Nie obyło się bez dramatyzmu i gorzkich łez, ale również radosnych uniesień i powoli pojawiającej się wiary. W nowe życie. W lepsze jutro. Podsumowując, "Making Faces" to fascynująca opowieść i wojnie i miłości. O ludziach złamanych i tych poszukujących nadziei. Nie jest to łatwa książka. Ale momentami daje do myślenia. Może i były nieliczne fragmenty, które troszkę mnie nużyły, ale oceniam ją jak najbardziej na plus. Myślę, że powinna spodobać się fanom new adult i każdemu, kto szuka czegoś bardziej ambitniejszego. Może nie jest perfekcyjna, ale zdecydowanie coś w sobie ma. Tak samo jest z ludzkim pięknem, prawda?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-02-2017 o godz 22:32 Smooky dodał recenzję:
Amy Harmon jest jedną z tych autorek, która szturmem i w niezwykle szybkim tempie za sprawą swoich cudownych powieści, zdobyła nie tylko serca czytelników, ale również zdominowała rynek wydawniczy i blogosferę, nie szczędzącą pochlebnych opinii na temat jej twórczości. Przyznam się jednak szczerze, że jak do tej pory nic nie zdołało mnie przekonać do powieści wychodzących spod jej pióra, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że buntownicza strona mojej natury stanęła okoniem w obliczu wielkiego BUM, jakie opętało blogosferę po premierze Prawo Mojżesza. Cóż… Najwidoczniej znów czekałam na odpowiedni moment i tą jedną, konkretną książkę, która bez skrupułów złamie mój opór. "Making faces" okazała się być przekonującym argumentem, a ja nie żałuję ani chwili poświęconej na lekturę. Po przeczytaniu opisu do książki można dojść do mylnego wniosku, że to nic innego, jak typowe bajkowe love story opowiadające o szarej myszce zakochanej w przystojnym, egoistycznym i zapatrzonym w siebie, szkolnym dupku, ale "Making faces" to coś więcej niż romans. To niezwykła historia z głębią, w której trzeba umieć czytać między wierszami, naprawdę rozumieć oczywistości i znaleźć w sobie wrażliwość, by dostrzec precyzyjnie ukryte w niej piękno. Pełna recenzja na blogu - zapraszam :) http://www.smooky.pl/2017/02/47-making-faces-amy-harmon.html
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
14-02-2017 o godz 20:49 Wąchając książki dodał recenzję:
Sięgnięcie po nową książkę Amy Harmon wydawało się bardzo naturalną czynnością. Autorka, dzięki swoim dwóm poprzednim powieściom (Prawo Mojżesza i Pieśń Dawida), zdobyła nie tylko moje serce, ale również historie przez nią napisane zajmują najwyższe półki. Nie przeczę, że trochę obawiałam się Making Faces, które, sądząc po opisie, zapowiadało nieco schematyczną lekturę, ale wiedziałam też, że jestem w stanie przez to przebrnąć, ponieważ wyszło to spod pióra Harmon. Na początku nie byłam przekonana do historii Fern i Ambrose'a, ale przy samej powieści: chęci jej poznania i zostanie przy niej dłużej, zatrzymała mnie zapowiedź paczki przyjaciół, której wątek śledziłam z wręcz obsesyjną dokładnością. Opis Making Faces prezentował się zbyt schematycznie, żebym mogła zacząć czytać ją bez uprzedzeń, ale mimo wszystko byłam pozytywnie nastawiona. Na początku główna bohaterka nie przemawiała do mnie, ale było to dosłownie przez kilka stron, kiedy to Harmon zaczęła rozkręcać akcji. I wtedy się zaczęło... To co autorka zrobiła, jak potraktowała piątkę przyjaciół, złamało mi serce. Zazwyczaj pisarze unikają tak bolesnego tematu jak śmierć i strata, a jeśli już to poruszają, to w bardzo umiarkowanym stopniu. Harmon dowiodła już, że tak naprawdę nie boi się podjąć tego wyzwania i naprawdę potrafi zniszczyć życie niejednego czytelnika. Prawdę powiedziawszy, nie czytałam jeszcze piękniejszej historii o miłości, przyjaźni i stracie. Oczywiście, znajdą się i tacy, którzy będą oponować, ale dla mnie Making Faces odmieniło moje życie. Fern nie była piękną, zabójczą dziewczyną, która tylko wmawiała sobie, że jest przeciętna. Nie była też osiemnastolatką, która dla tego jedynego, wyglądała jak gwiazda filmowa albo modelka bielizny. Nie, Fern była całkiem zwyczajna - wiedziała o tym ona, jej przyjaciel, mama, ukochany i cała reszta miasteczka. I właśnie to mnie najbardziej zaintrygowało. Wiadomo, będzie miłość między głównymi bohaterami, ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Autorka uczyniła z tej dziewczyny prawdziwą, namacalną istotę, która ma gorsze dni, której makijaż uwydatnia zalety, ale również cieszy się życiem. Fern jest postacią, która wiele zmienia. Jej osoba jest starannie scharakteryzowana, dająca coś w rodzaju nadziei, ale również wewnętrznego spokoju. Ta bohaterka po prostu daje nadzieję i szczęście samą swoją obecnością. Ambrose jest typem bohatera łamiącego serce, ale nie swoim bezpośrednim czynem, ale raczej tym co stało się "po". Brose, na początku silny, odważny, dla niektórych był nawet superbohaterem, wzorem do naśladowania, ostoją, okazał się podatny na zranienia tak samo jak inni, może nawet bardziej. Nie wiem skąd autorka pozyskiwała informacje, ale wyszło jej to niezwykle realistycznie. Każda jej postać miała swój cel, który w pewnym sensie przedstawiał różne sytuacje życiowe i filozoficzne podejście do świata. Czasem zdarzyło mi się przerwać lekturę, żeby pomyśleć o bólu, który dotknął tego silnego, młodego człowieka. Myślę, że autorka nie napisała tylko banalnego romansu, ale również miała ona charakter moralistyczny. Harmon stworzyła powieść, która z jednej strony podnosi na duchu, siłę miłości, przyjaźni oraz to, że zawsze liczy się wnętrze, ale również kruchość życia, niesprawiedliwość losu, co wielokrotnie już świetnie pokazała. Historia Making Faces została przekazana narracją trzecioosobową, co mnie trochę zaskoczyło. Harmon pozwoliła w pewien sposób odgrodzić się od bezpośredniej integracji czytelnika z bohaterami, co wyszło bardzo realistycznie, jakbyśmy stali obok i patrzyli na wydarzenia, nie mając na nie wpływu, pozwalając bohaterom radzić sobie samym. Ciężko mi stwierdzić, jakim językiem napisana została powieść. Lekkim i prostym, ponieważ taki się wydawał, ale brakuje tu jeszcze jednego epitetu: emocjonalny? Pewne rzeczy wykluczają się w książkach tej pisarki, ale wiem jedno: nie ma lepiej od niej, kiedy pisze o miłości, śmierci, stracie i nadziei. Może moja banalność osiągnie najwyższy level, kiedy napiszę, że gorąco polecam Making Faces oraz inne książki autorki. Nie ma drugiej takiej i teraz to widzę. Amy Harmon dokonała niemożliwego - stworzyła nową historię miłosną, ale jednocześnie tak boleśnie prawdziwą i rzeczywistą.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Zły czas Haner K. N.
4.4/5
24,45 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Złe miejsce Haner K.N.
4.1/5
25,28 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Sponsor. Tom 1 Haner K.N.
4.3/5
24,45 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Sponsor. Tom 2 Haner K.N.
4.6/5
24,45 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Zakazany układ Haner K.N.
4.4/5
25,28 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Patron Lascaris Eliana
4.4/5
29,99 zł
39,90 zł
28,49 zł
Inne z tego wydawnictwa Zabójcza gra Angel Caroline
4.8/5
29,49 zł
39,90 zł
28,01 zł
Inne z tego wydawnictwa Rysunkowy chłopak Haner K.N.
4.5/5
25,28 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Wroną po Stanach Wrona Marcin
0/5
27,51 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Prywatny ochroniarz Angel Caroline
3.6/5
24,45 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Laos Falkowska Małgorzata
4.6/5
29,99 zł
39,90 zł
28,49 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Inna Blue Harmon Amy
4.7/5
32,99 zł
37,00 zł
31,34 zł
strona produktu - rekomendacje Biegając boso Harmon Amy
4.4/5
35,49 zł
39,90 zł
33,71 zł
strona produktu - rekomendacje Królowa i Uzdrowiciel Harmon Amy
4.6/5
35,49 zł
39,90 zł
33,71 zł
strona produktu - rekomendacje Pieśń Dawida Harmon Amy
4.7/5
35,49 zł
39,90 zł
33,71 zł
strona produktu - rekomendacje Bogini niewiary Fisher Tarryn
4.2/5
32,99 zł
36,90 zł
31,34 zł
strona produktu - rekomendacje Zranieni. Tom 2 Ward H.M.
4.5/5
30,99 zł
34,90 zł
29,44 zł
strona produktu - rekomendacje Księżniczka i szogun Downer Lesley
5/5
34,99 zł
39,00 zł
33,24 zł
strona produktu - rekomendacje Nakręceni Rave Robert
4.5/5
32,49 zł
34,90 zł
30,86 zł
strona produktu - rekomendacje Pozerka Harrow J.
4.6/5
35,49 zł
39,90 zł
33,71 zł
strona produktu - rekomendacje Pokochać Jasona Maise Ella
4.6/5
32,99 zł
36,90 zł
31,34 zł
strona produktu - rekomendacje Play. Stage Dive. Tom 2 Scott Kylie
4.6/5
32,99 zł
37,00 zł
31,34 zł
strona produktu - rekomendacje Drań z Hollywood Torre Alessandra
4.6/5
36,49 zł
39,90 zł
29,19 zł
strona produktu - rekomendacje Nie dla ciebie Worobiec Beata
3.8/5
25,99 zł
29,00 zł
24,69 zł
strona produktu - rekomendacje Uparte serce Wade Becky
4.8/5
30,99 zł
34,90 zł
29,44 zł
strona produktu - rekomendacje Zapomnij o mnie Nowicz Roma
4.6/5
30,99 zł
34,90 zł
24,79 zł
strona produktu - rekomendacje Stay Away Dobrzyniecka Weronika
4.5/5
33,99 zł
37,99 zł
32,29 zł
strona produktu - rekomendacje Bluszcz Kubaszak Emilia
4.4/5
31,49 zł
34,99 zł
29,91 zł
strona produktu - rekomendacje Rock Bottom. Tristan i Danika. Tom 2 R.K. Lilley
4.1/5
35,49 zł
39,90 zł
33,71 zł
strona produktu - rekomendacje W pogoni za miłością Heinrich Sabine
0/5
26,49 zł
29,90 zł
25,16 zł
strona produktu - rekomendacje Król łotrów Chase Loretta
4.7/5
34,99 zł
38,90 zł
33,24 zł
strona produktu - rekomendacje Bad Things. Tristan i Danika. Tom 1 Lilley R.K.
4.5/5
35,49 zł
39,90 zł
33,71 zł
strona produktu - rekomendacje Za wszelką cenę Lech-Biała Marta
3.9/5
31,99 zł
35,99 zł
30,39 zł
strona produktu - rekomendacje Diabeł wcielony Chase Loretta
4.7/5
34,99 zł
38,90 zł
33,24 zł
strona produktu - rekomendacje Przyszłość ma twoje imię Rodzeń Elżbieta
4.7/5
33,99 zł
37,90 zł
32,29 zł
strona produktu - rekomendacje Odzyskane uczucia Palmer Diana
4.2/5
34,99 zł
38,99 zł
33,24 zł
strona produktu - rekomendacje Jezioro tajemnic Hunter Denise
4.4/5
37,49 zł
42,00 zł
35,61 zł
strona produktu - rekomendacje Złe serce Rayven Leisa
4.3/5
32,99 zł
36,90 zł
31,34 zł
strona produktu - rekomendacje Księżniczka i tajny agent Roberts Nora
3.3/5
31,49 zł
34,99 zł
29,91 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.