Grom i szkwał. Kraina martwej ziemi. Tom 2 (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Sprzedaje empik.com 32,99 zł

Cena empik.com:
32,99 zł
Cena okładkowa:
36,90 zł
Oszczędzasz:
3,91 zł (11%)
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt u dostawcy
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi.

Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa?

Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel.

Klasyczne fantasy quasi-średniowieczne, gdzie miecze są ostre, nawet jeśli podrdzewiałe, księżniczki piękne, choć wredne, a smoki zabójcze, jak to mają w zwyczaju. Na szczęście Łukawski – uważny czytelnik konwencji – umiejętnie przekracza znane ramy i schematy.
- Michał Cetnarowski, Nowa Fantastyka

Łukawski to autor chylący czoła klasykom, ale równie sprawnie jak owi klasycy operujący słowem i barwnymi motywami. Mroczna,
brutalna akcja porywa, bohaterowie kradną serce, a ograne szablony zyskują nowe życie.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Grom i szkwał. Kraina martwej ziemi. Tom 2
Seria: Kraina martwej ziemi
Autor: Łukawski Jacek
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-03-01
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 210 x 45 x 135
Indeks: 20906658
Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,6
5
26
4
8
3
2
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
26 recenzji
08-05-2018 o godz 19:08 anonymous dodał recenzję:
Nowy tom i dalsza przygoda Arthorna, tym razem nieco wbrew jego woli. Tuż po jego ucieczce z zamku, który opanowali zdrajcy okazuje się, że jest on po raz kolejny zmuszony powrócić w strony Martwej Ziemi. Za zadanie ma znaleźć następczynię tronu - Azurę, która przepadła bez jakiegokolwiek znaku. W tej książce naprawdę wiele się dzieje. Strasznie ciężko nie zdradzać jakichkolwiek szczegółów, tak aby pozostawić czytelnikowi satysfakcję z czytania tej powieści. Osobiście cenię sobie tę książkę za tak porywającą akcję. Za to, że jej dalsze części rozgrywały się od razu w miejscu zakończenia poprzedniej części. Ponadto w samej książce poruszanych jest wiele tematów. Każdy z nich intryguje, niektóre bawią, niektóre przerażają. Ale na nudę nie ma co narzekać. Choć czasami trzeba przyznać, że opanowanie samej treści pomimo prędkiej akcji nie jest tak łatwe jak w pierwszej części, ponieważ autor używa coraz to bardziej sprecyzowanego słownictwa "bitewnego". Czytelnik chwilami musi domyślac się, o co tu tak właściwie chodzi. Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi czytampierwszy.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-01-2018 o godz 13:59 Karolina Radlak dodał recenzję:
"Grom i Szkwał" Jacka Łukawskiego to druga część serii Kraina Martwej Ziemii, zaskakująca jeszcze bardziej i naszpikowana chaosem i brakiem wytchnienia. Chociaż główni bohaterowie już wrócili z tzw. Martwicy, obszaru o wysokiej umieralności to nie oznacza końca ich życiowych zawirowań. Już od pierwszych słów wczuwamy się w akcje, powrót Arthorna a wokół tak wiele się dzieje król nie żyje a zdrajcy zaatakowali królestwo. Ponieważ królewna Azura znikneła a ona jest następczynią tronu Arthorn podejmuje decyzję, wraca do Martwicy. Sam bez kompanów oraz żadnego przygotowania ale z jednym ważnym celem. Czy znajdzie księżniczke? I czy wogule ona będzie chciała z nim wrócić? Na te pytania Wam nie odpowiem, sami szukajcie odpowiedzi w książce. Głównym bohaterem książki jest Arthon wojownik oddany państwu ale w tej części swoje 5 minut miała także księżniczka Azura która jakbyśmy to teraz nazwali przechodzi bunt nastolatki. Bardzo spodobała mi się ta postać i z ciekawością czytałam o zmianie jej z rozkapryszonej dziewuchy w godną następczynie tronu. Ale nie tylko księżniczka się zmieniła, Gerhard zaufany doradca króla także przeszedł ciekawą przemiane. Powieść jest dość trudna i trzeba dobrze się skupić żeby ją zrozumieć, fakt że są momenty które czyta się na jednym tchu ale są też takie które czytałam na siłę i czasami miałam ochotę je pominąć. Za długo ciągną się nudne wątki i opisy a za mało jest akcji. Oczywiście książka ma też swoje dobre strony, magia która pojawia się w całej książce i fantastyczne postacie takie jak powrotniki, smiki i wiły, tajemnicze rytuały te wszystkie wątki czyta się na prawdę z zainteresowaniem. Mi podobał się powrót faceta w zielonym kapeluszu oraz wspomnienia o latającym statku dowodzonym przez pirackiego kapitana. Książkę przeczytałam całą i moje odczucia są mieszane, trudno jest mi ją polecić lub odradzić ponieważ fanką fantasy nie jestem ale dobrą książkę lubię, to Wy podejmijcie decyzje czy warto czy nie poświęcić na nią swój czas.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-01-2018 o godz 12:03 Grzesiek D. dodał recenzję:
„Grom i szkwał” to drugi tom historii o Martwej Ziemi. Dla przypomnienia dodam tylko, ze autor – Jacek Łukawski – debiutował tomem pierwszym pt. Krew i stal i był to debiut bardzo udany. To drugi opowieści z Krainy Martwej Ziemi nie zawodzi. Historia toczy się dalej, równie dynamicznie i bez wytchnienia. Można powiedzieć śmiało, że mamy tu historię o przygodzie i podróży. Jest to jak wiadomo sprawdzona koncepcja, zwłaszcza w przypadku powieści fantasy. Bohaterowie, tak jak w tomie pierwszym, nie mają łatwego życia. Przeciwności mnożą się przed nimi w niebotyczne stosy, a oni nie szczędząc sił brną do przodu. Ile będą w stanie znieść i poświęcić? Język książki nie męczy, jest bardzo lekki z małymi słowiańskimi akcentami, co się chwali – wszak autor słowianin. Uważny czytelnik zdoła też odnaleźć kilka smaczków, będących odnośnikami do innych epickich powieści fantasy, legend czy bajek (nie zdradzam jakich, żeby nie psuć przyjemności). Podsumowując, książka zdecydowanie godna polecenia. Każdy kto po nią sięgnie, na pewno się nie zawiedzie!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-11-2017 o godz 08:10 agusiaa12 dodał recenzję:
jak dla mnie kiepska książka. niestety nie wciąga a ilość pomieszanych "światów" i wątków powoduje że robi się niezrozumiała
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
20-10-2017 o godz 20:26 Mazzera dodał recenzję:
Z deszczu pod rynnę, od jednych perypetii do jeszcze większych. Arthorn wraz z Marcasem wracają cało z niebezpiecznej wyprawy za Martwicę przynosząc wieści dla króla. Wondetell grozi niebezpieczeństwo, wróg szykuje się do ataku. Arthorn jednak wypełni swoją misję i marzy tylko o spokoju i miękkim łóżku. Niestey sytuacja w królestwie komplikuje się - król umiera a królewna znika. Jedyną szansą na przywrócenie porządku i stawienie czoła wrogowi jest powrót królewny. Oczywiście Arthorn jest jedyną osobą, która może podjąć się tego zadania. Królewnę trzeba odszukać i przekonać do powrotu. Ale czy warto? Akcja drugiej części Martwej Ziemi rusza z kopyta już od pierwszych stron. Tym razem specyficzny język, jakim napisana jest powieść, nie był dla mnie problemem. Jak to mówią - do wszystkiego można się przyzwyczaić. Mam wrażenie, że jest tu mniej dowcipu a więcej wulgaryzmów. Wszystko za sprawą mojego ulubionego Gwydona złotoustego, którego poczucie humoru bawiło mnie w pierwszej części, a tutaj wątek z jego udziałem odsuwa się na plan dalszy. Fabuła w tej części zdecydowanie się rozciąga, mamy tu więcej wątków, więcej postaci i więcej wydarzeń. O ile w pierwszej części magiczne stwory zostawały w lesie, tak tutaj stają się bohaterami opowieści. Całość jest bardzo spójna i trzyma poziom. Nie znajdziemy tu sztucznego wypełniania, niepotrzebnych motywów, wszystko ma swój cel i znaczenie. Tak jak w ocenie pierwszej części tak i tutaj chcę podkreślić, że jest to debiut. Debiut świetny i warty przeczytania. Miejmy nadzieję, że na kontynuację nie będziemy musieli długo czekać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-05-2017 o godz 20:08 Świat Książkoholiczek dodał recenzję:
Opis fabuły Arthorn i Marcos powrócili z wyprawy wgłąb Martwicy. Chcą wypocząć, zregenerować siły, ale niestety, w szeregach Wondettel szerzy się zdrada, przez co zostają zmuszeni do walki. W tym samym czasie okazuje się, że księżniczka Azure zniknęła. W związku z tym Arthorn ponownie wyrusza w stronę złowieszczej Martwicy, bez kompanów i przygotowania. Czy uda mu się uratować następczynię tronu? A co, jeśli ona wcale nie została porwana? Marcos natomiast musi wspierać G... w walce ze zdradą. Czy rycerz, wolny duch, będzie w stanie wspomóc obecnego najpotężniejszego człowieka w królestwie? A co knuje władca Morronu? Opinia Jeśli czytaliście poprzednią część tej serii, to pewnie już nie mogliście się doczekać drugiego tomu. Mnie wprost skręcało z ciekawości, co dalej stanie się z bohaterami stworzonymi przez Jacka Łukawskiego. Pierwsza część ich przygód tak bardzo mi się podobała, że zdecydowałam się przeczytać ją jeszcze raz. Pochłonęłam obie książki w przeciągu kilku dni i zakończyłam z jeszcze większym niedosytem. Głównymi wątkami są tutaj historie Arthorna oraz Marcosa. Przewija się nam jednak także kilka rozdziałów dotyczących Gwydona, Aurissa czy tajemniczego Fardora. Rozdziały są kończone i rozplanowane w taki sposób, by czytelnik się nie znudził i chciał czytać dalej. W związku z tą ogromną wielowątkowością, zrozumiałe jest zastosowanie narracji trzecioosobowej. Ponownie pojawia się tu wiele stworzeń z mitologii słowiańskiej, a starzy bohaterowie odsłaniają przed nami kolejne cechy swojego charakteru, często zaskakując przy tym samych siebie. Gęsto występująca magia miesza się z elementami dość prawdopodobnymi, wprowadzając w umysły czytelników i postaci zamęt. Kiedy już myślimy, że coś jest jasne, niczym grom z jasnego nieba (tak, to dyskretna gra słów) uderza w nas nowa fala zaskakujących faktów. Powiem szczerze, że bardzo polubiłam Wiebrata, ale to na losy Gwydona czekałam najbardziej. Były one owiane właściwie największą tajemnicą, skrywającą się pod pozornie jasną relacją wydarzeń. Arthorn natomiast w tej części nie popisał się zbytnim intelektem, chociaż miał jakieś przebłyski. Bardzo ciekawie była też poprowadzona gra, w którą grała Azure i Fardor. W pewnym momencie wszystkie postacie i rasy troszkę mi się myliły, jeśli chodzi o tytuły i zależności między nimi, ale dałam radę. Jak już wspomniałam, świat przedstawiony w tej powieści jest przepełniony magią, do której ciągle wprowadzane nowe elementy w postaci ras, przedmiotów czy stworzeń. Wszystko jednak bardzo ładnie się ze sobą wiąże, komponuje, tworząc spójną i logiczną całość. Gdybym nie wiedziała, że to fantasy, uwierzyłabym! Szczegółowe opisy i różnorodne nazwy pokazują, że autor fascynuje się tym tematem i wie, o czym pisze. Opisy są troszkę przydługie, ale ich dokładność sprawia, że nagle wokół nas pojawia się Wondettel albo znajdujemy się na pokładzie latającego statku (nie, nie UFO. Po prostu latający statek). Zdania są dość długie i czasami szyk jest dość skomplikowany, przez co trzeba bardzo uważnie skupić się na treści i rozmieszczeniu przecinków, aby zrozumieć, co autor miał na myśli. Wydanie, tak jak poprzednie, bardzo mi się podoba. Żałuję, że nie ma większej ilość obrazków, ale generalnie narzekać na pewno nie można. Wartka akcja, równomierny poziom napięcia, który zwiększa się pod koniec, by pozostawić czytelnika z całkowitą dezorientacją i niedosytem - to właśnie twórczość Jacka Łukawskiego! Polecam bardzo serdecznie osobom szukającym dobrego, mocnego fantasy oraz tym, którzy lubią odświeżenie starych schematów w postaci wędrówki przez tajemnicze tereny. Tutaj bowiem nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a autor nie pozwala na nudę!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-05-2017 o godz 18:42 dobrerecenzje.pl dodał recenzję:
Kolejna kontynuacja sagi „Kraina Martwej Ziemi” cieszy się bardzo dużą popularnością w kręgach czytelników. Pierwszy tom „Krew i Stal” powstawał dość długo i nareszcie doczekaliśmy się premiery. Kiedy na zamek w stolicy napada horda czarowników i stworów z terenów Martwej Ziemi, rycerze nie dają rady. Miasto powoli ugina kark przed najeźdźcami i poddaje się. Lecz nadal w obrębie zamku trwa odpieranie wroga, co prawda ochotników jest coraz mniej, ale nie zaprzestają w działaniach. Arthorn dziesiętnik, dzielny rycerz i ten, który wędrował po Martwej Ziemi, ocalał i powrócił, dostaje ważną misję. Po pewnym czasie okazuje się, że jedyna spadkobierczyni tronu i jednocześnie ocalała z królewskiej rodziny została porwana przez czarty prosto z piekła. Między dworzanami panuje niepokój, wróg wdarł się do zamku i zajął większą jego część, tylko najsilniejsi wytrwali i zabarykadowali się w wieży. Pomimo tego, że najlepszy przyjaciel i druh podróży Arthorna dogorywa, to mężczyzna wraz z magicznym mieczem wyrusza na ratunek księżniczce. Po drodze niestety czekają go liczne niespodzianki, jednak sam odkrywa, że w ich kraju jest zdrajca, który przekazał wszystkie informacje wrogowi i perfidnie zaplanował dzień ataku. Pomijając obronę portu i zwycięską bitwę, dzielny rycerz wyrusza dalej. Brnąc przez Martwicę prawie umiera od ran wynikłych z walki, a później trafia nieprzytomny w ręce samej poszukiwanej. Ku zdziwieniu Arthorna księżniczka wcale nie zastała porwana i planuje coś co ponoć ma uratować królestwo. Lecz, czy zadufana smarkula potrafi być prawdziwą królową? Pomimo zakończenia pierwszej części i krwawego rozpoczęcia drugiej, fabuła zagęszcza się wokoło jednego głównego bohatera i oczywiście jego magicznego miecza. W sumie, to książka bardzo mi się podobała, poznałam tajemnicę Martwicy, jak i dowiedziałam się o historii i pochodzeniu magicznego miecza Arthorna. Nie powiem, bardzo mi się podobało i tak patrząc na to z drugiej strony, to ten tom jest nawet lepszy od pierwszego. Polecamy, zespół dobrerecenzje.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-04-2017 o godz 22:16 Robert dodał recenzję:
Jacek Łukawski zabiera nas w dalszą podróż, jego pióro przelewa myśli na kartki książki sprawnie, świat żyje własnym życiem a i żartów i nawiązań do innych dzieł nie zabraknie, jeśli czytamy uważnie. "Grom i szkwał" czyta się świetnie, akcja płynie wartko doprowadzając nas do momentu w którym czekamy na trzeci tom.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-04-2017 o godz 17:55 Pani Lecter dodał recenzję:
Pierwszą część Krainy Martwej Ziemi recenzowałam TUTAJ. Byłam wtedy bardzo niezdecydowana, bo większości książki w ogóle nie zrozumiałam. Obawiałam się z tego powodu kolejnej części, a przecież wszyscy wiemy, że serie raczej pogarszają się z kolejnymi tomami niż polepszają. Niespodzianka. Jacek Łukawski nie stosuje się do tej metody i w swojej następnej książce wreszcie daje się polubić. Po roku przerwy od średniowiecznych realiów trochę się gubiłam, przyznaję. Może autor powinien pomyśleć nad drobnymi wtrąceniami, które odświeżą część informacji. Na szczęście po jakimś czasie przypomniałam sobie większość imion (większość to nie wszystkie i do końca książki czasem zastanawiałam się nad tym kto jest kim i co osiągnął w "Mieczu i stali"). "Grom i szkwał" obfituje w wiele nowości. Poznajemy ludy, które poprzednio były tylko wspominane. Należą się za to wielkie brawa, ponieważ Jacek Łukawski skonstruował sporo ciekawych teorii. Do tego rozwinął charakterystykę bohaterów. Teraz wiemy już kto jest gotów poświęcić życie dla misji, a kto upada po pierwszym kamieniem zarzuconym na barki. To z pewnością wspaniała kontynuacja i świetna książka, która podnosi poziom całej twórczości Jacka Łukawskiego. Oby go utrzymał.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-04-2017 o godz 18:15 Natalia Dzięgiel dodał recenzję:
Byłam bardzo ciekawa kontynuacji serii „Kraina Martwej Ziemi”, jednak zawsze był ten niepokój o drugą część, która mówi się, że zawsze wypada najgorzej w całej serii. Oprócz tego w tym czasie kiedy otrzymałam tę pozycję nie miałam na nią ochoty, więc odwlekałam z przeczytaniem jej. Potem kiedy już się za nią zabrałam, akurat mój tata skończył pierwszą część, którą kilka dni wcześniej mu pożyczyłam. Powiedział mi, że koniecznie musi przeczytać kolejny tom i mi go po prostu zabrał. Wczoraj skończyłam czytać tę powieść i muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona, a tymczasem zapraszam do zapoznania się z moją opinią. Z zamku opanowanego przez zdrajców ucieka Arthorn i na rozkaz Garharda wyrusza ku Martwicy z zamiarem znalezienia Azure, następczyni tronu i sprowadzenia jej z powrotem. Okazuje się, że nie będzie to najłatwiejsze zadanie. Garhard tymczasem zostaje w Wondettel, aby opanować sytuację w królestwie. Musi rozprawić się ze zdrajcami i utrzymać chociaż częściowy porządek. Staje się to trudniejsze, kiedy lord Auriss znów zaczyna dawać o sobie znać. Asnal Talath powoli przestaje być bezpiecznym miejscem, a kiedy Martwica opadnie Ariath wyciągnie ręce, aby przytulić swoje dzieci. Pan Łukawski znowu mnie pozytywnie zaskoczył. W pierwszej części byłam zdziwiona brakiem wątku romantycznego, zaś w tej jestem zdumiona całą powieścią. Wcale nie okazała się gorsza od pierwszego tomu, tak jak zwykle się dzieje, kiedy drugą część dotyka „klątwa”. Autor bardzo dobrze pokazuje świat średniowieczny podszyty płachtą fantastyki. Czarty, latające okręty i Dwargowie to codzienność podczas tej lektury. Wszystko jest doskonale utrzymane w sadystycznych i brutalnych czasach średniowiecznych. Historia opowiedziana przez autora posiada kilka perspektyw, z których najciekawsza jest według mnie ze strony Arthorna oraz Marcasa. Powieść łamie dotychczasowe schematy przez co jest na pewno lekturą wartą uwagi. Wciąga od pierwszej strony i ledwo wypuszcza nas po ostatniej, a kiedy kończymy wciąż chcemy więcej. Mam szczerą nadzieję, że autor napiszę ostatnią część (jeśli to jest trylogia), ponieważ razem z moim tatą nie możemy się doczekać zakończenia serii i poznania dalszych losów bohaterów. Zdecydowanie polecam Wam sięgnąć po ten tom, tak samo jak po poprzedni jeśli jest jeszcze przed Wami.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-03-2017 o godz 09:36 Monika Jędrzejewska dodał recenzję:
W drugim tomie cyklu Kraina Martwej Ziemi lądujemy tam, gdzie zastopowaliśmy w części pierwszej. Opanowane przez zdrajców Wondettel stawia zaciekły opór najeźdźcy. Nie na długo jednak się zdaje, ponieważ pobudki lorda Aurissa popychają go do bardzo krwawych rozwiązań. Arthorn, choć z wielkimi oporami, opuszcza towarzyszy i rzuca się w pogoń za porwaną królową. Jej odnalezienie jest jedyną nadzieją na przywrócenie ładu. Wkrótce przychodzi mu się zmierzyć z wyzwaniami, postaciami i miejscami, o jakich słyszał jedynie w opowieściach. Fantastyczna kraina otwiera przed nim swoje tajemnice. Największą przeszkodą na drodze jest ciągle nieokreślony zasięg Martwicy. „Grom i szkwał” jest jeszcze bardziej intensywny niż część pierwsza. Poza tym, że fabuła rozdziela się na trzy części, co chwilę pojawia się jakaś nowa przeszkoda, kolejne stworzenie do poznania, kraina do odkrycia. Głównym i chyba najciekawszym wątkiem jest szalona, zgoła niemożliwa wyprawa Arthorna. Nie bacząc na ranę zdobytą w czasie bitwy pędzi w kierunku, w którym prawdopodobnie zmierza uprowadzona Azure. W zasadzie po omacku omija Martwicę przemierzając coraz to bardziej niesamowite miejsca i napotykając na swojej drodze zupełnie niespodziewanych wrogów i sprzymierzeńców. Właściwie ten wątek nie daje chwili wytchnienia, szalona przygoda goni przygodę i nie przestaje zaskakiwać. Mężczyzna na przemian podejmuje mordercze wyzwanie i łapie najmniejszą możliwość, żeby zregenerować siły. Drugim z wątków jest Garhard, starający się trzymać w ryzach sypiące się Wondettel. Zadanie wymaga dużo koncentracji i wysiłku, a więc w tym przypadku możemy z napięciem śledzić jego taktykę i tok myśli. Zdaje się przenikać przez umysły poddanych doskonale odgadując kto jest mu wrogo nastawiony. A jak się okazuje w zrabowanym królestwie jest coraz mniej sojuszników. Trzeci wątek to lord Auriss, czyli wróg. Zdradzony i rozwścieczony nie potrafi okiełzać gniewu – bardzo złego doradcy. Czuje się upokorzony przez Azure, a tego jego duma znieść nie może. Niezaprzeczalnie olbrzymią zaletą książki jest wartkość i różnorodność akcji. Przenikające się wątki jeszcze bardziej ją urozmaicają i nie pozwalają przewidzieć gdzie zaprowadzi i jak się potoczy kolejny rozdział. Świetnie odzwierciedlone realia średniowiecznego świata ozdobionego tętniącą magią i fantastycznymi stworzeniami nie pozwalają odwrócić wzroku, ale jednak coś mi zazgrzytało. W każdej, nawet krótkiej i jednoczęściowej książce, lubię czuć się w jakikolwiek sposób przywiązana do bohatera. Lubię też, kiedy, jak na bohatera przystało, utrze nosa wszystkim dookoła (lub komukolwiek). Co prawda mamy w powieści cały wachlarz bohaterów, ale główne skrzypce gra Arthorn. Ta rozgrywka zdecydowanie nie należała do niego. Od samego początku do końca był ranny, odurzony, uciekający, zniewolony, pobity, cudem uratowany, złożony chorobą, poniżany i przerażony. Zmęczyło mnie to. Wszystko wskazywało na sytuację beznadziejną, nie do odratowania i w zasadzie na tym się skończyło. Brakowało mi przewodnika, jakiegoś lidera, autorytetu, który mógłby mieć w zanadrzu plan awaryjny. Uczucie gruntu sypiącego się pod nogami było za bardzo dominujące. Podobnie jak w części poprzedniej autor nawiązuje do klasyków fantasy.Wplata poszczególne motywy i buduje na nich fabułę, ale nie będę się zagłębiała w ten temat, ponieważ uważam, że za mało fantasy jeszcze poznałam. Poza tym sama radość odkrywania tych smaczków jest jednym z ciekawszych doświadczeń. Jasnym stało się, że tom drugi jest tylko jednym z rozdziałów dzielących nas od finału tej historii. Jest nieprzewidywalny i bardzo dobrze przemyślany. Fabuła jest szaloną gonitwą z czasem, a bohaterowie pionkami zdanymi na łaskę i niełaskę autora. Mamy bardziej doszlifowane dialogi, więcej humoru, który jest tak bardzo potrzebny, żeby chociaż na chwilę rozładować napięcie. Niestety mam niedosyt spowodowany brakiem puenty. Zaczęliśmy w pewnym punkcie, zatoczyliśmy wielkie koło i zakończyliśmy dokładnie w punkcie początkowym. Tyle, że chyba w jeszcze gorszej sytuacji. Ponadto tak jak pisałam główny bohater nieszczególnie przypada do gustu. Nie wzbudza zbyt wielu emocji samą swoją postacią. Z niecierpliwością czekam na część trzecią, która powinna dla odmiany być nieco bardziej pozytywna i rozwiać wiele niewiadomych. Tymczasem chętnie poznam Wasze opinie o tej powieści.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-03-2017 o godz 20:31 Wiedźma dodał recenzję:
W "Gromie i szkwale" więcej jest elementów fantastycznych, niż miało to miejsce w "Krwi i stali". Pierwszy tom serii był mroczniejszy i brutalniejszy, w drugim, owszem, są sceny walki, gdzie krew leje się gęstymi strumieniami, ale ogólnie wydźwięk historii jest bardziej awanturniczy. Pojawiają się w niej latające statki (sic!), został też położony większy nacisk na pokazanie historii stworzonego przez Jacka Łukawskiego uniwersum oraz tamtejszego folkloru. Autor szczegółowo opisał kulturę i historię Dwargów, co muszę przyznać, że bardzo przypadło mi do gustu. Szkoda tylko, że brakło momentów trudnej przeprawy przez Martwicę, czym autor zdobył moje serce w "Krwi i stali". Całość na: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2017/03/jacek-ukawski-grom-i-szkwa.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-03-2017 o godz 16:07 Triskel dodał recenzję:
„Grom i szkwał” jest drugim tomem z cyklu „Kraina martwej ziemi” autorstwa Jacka Łukawskiego. Podczas lektury przeniesiemy się do niebezpiecznego świata wzorowanego na średniowieczu, gdzie realność miesza się z bytami magicznymi. Autor czerpie bardzo mocno z klasyków gatunku, jednak dodaje również coś od siebie, sprawiając, że jego książki są jedyne w swoim rodzaju. Potężne smoki, prastara magia i złowieszcze demony to dopiero przedsmak lektury, który ma nam do zaoferowania niniejsza książka. Królestwa Martwej Ziemi znów zostają wstrząśnięte kolejnymi niepokojami i niebezpieczeństwami. Księżniczka Azure zaginęła, a Arthorn stara się ją odnaleźć za wszelką cenę i wszelkimi środkami. Wyrusza w stronę Martwicy, miejsca, z którego może już nigdy nie powrócić. Sprawy mające miejsce w Wondettel przybierają nieciekawy obrót, stary Garhard robi co może, aby zażegnać najgorsze, a prastare siły powracają, aby znów wywrzeć swoje wpływy na losy świata... Świat zaprezentowany przez autora jest bardzo ciekawy i różnorodny, sprawiający, że podczas czytania nie sposób się nudzić. Średniowieczne realia zostały ukazane wiernie, a słowiańskie nawiązania również sprawiają, że książkę czyta się z ciekawością. Magiczne moce i dziwaczne byty budzą grozę, zakrojone na szeroką skalę wyprawy ekscytują, sprawiając, że poczujemy się jak wędrowiec podczas awanturniczej eskapady. Bohaterowie zostali stworzeni z krwi i kości, ich losy najeżone są licznymi niebezpieczeństwami, dzięki czemu czytamy o nich z jeszcze większym zaciekawieniem. Wątki fabularne zaskakują, magia jest potężna, złe byty okrutne, a świat przedstawiony barwny i bezlitosny. Czego chcieć więcej? „Grom i szkwał” zaskakuje pozytywnie i sprawia, że już nie mogę się doczekać lektury tomu trzeciego. Chwała i honor mieszają się z licznymi zdradami i intrygami, wątki przenikają się wzajemnie, stając się kolejnymi atutami tej książki. Całość czyta się szybko i przyjemnie za sprawą lekkiego i barwnego języka, fabuła i bohaterowie łamią schematy i nadają dawno już słyszanym opowieściom zupełnie nową jakość. Dwargowie kują swe kolejne skarby w przepastnych jaskiniach Asnal Talath, mieszkańcy Wondettel starają się przetrwać kolejny dzień, a bezlitosny cień Nife karmi się kolejnymi połaciami Martwej Ziemi... http://fantasy-bestiarium.blogspot.com/2017/03/grom-i-szkwa-jacek-ukawski.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-03-2017 o godz 19:11 Anna Dobrzyńska dodał recenzję:
Witajcie! Wiosna wychyliła się zza zakrętu, a wraz z nią moja uśmiechnięta mordka. Nie ma nic lepszego niż pierwszy raz w roku zrzucić z siebie zimowy płaszcz i w końcu przywdziać coś lżejszego. A skoro czas na wiosenne porządki i na blogu przyda się trochę ogarnąć. Na pierwszy ogień pójdzie wygląd, więc bądźcie czujni ;) Ale nie mogę was przecież zostawić tak bez recenzji! A okazja jest nie byle jaka, albowiem doczekałam się wydania kontynuacji „Krwi i stali” Jacka Łukawskiego. Zapraszam! :) Jacek Łukawski urodził się w Kielcach, z zawodu jest grafikiem komputerowym. Gdy nie miał jeszcze obowiązków, a miał czas, machał mieczem i strzelał z dział czarnoprochowych. Hartował ciało i ducha w organizacji strzeleckiej, brał udział w zawodach sprawnościowych i ćwiczył karate. Próbował też jeździć konno. Zwiedzał Polskę autostopem i na motocyklu. Zaczytywał się w książkach historycznych i fantasy. Jest laureatem wojewódzkiego konkursu Talenty 2000. Po kilkunastu latach przerwy napisał cykl opowiadań, które pojawiły się drukiem w antologii Gawędy motocyklowe. Współtworzył kwartalnik motocyklowy „Swoimi Drogami”. Wraz z żoną mieszka w pobliżu chęcińskiego zamku. W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi. Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa? Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel. Miesiące wyczekiwania i sprawdzania profili autora i wydawnictwa… W końcu jest! Pachnąca drukiem i piękna. Wiele obiecywałam sobie po „Gromie i szkwale”. Czy jednak oczekiwania nie okazały się za duże? Nie rozczarowałam się ani trochę. Dostajemy mięsiste, porywające fantasy z najlepszym stylu. Warto było tyle czekać. Postacie trzymają poziom, pozostają niezależna i oryginalne. W całej powieści widać inspirację klasykami gatunku, jednak są one na tyle zręczne, że Łukawski niewątpliwie dołożył swoją cegiełkę do mojego osobistego kanonu. Czy zrobił to również do kanonu gatunku – to pokaże czas. Warto też zwrócić uwagę na dobry balans między epickością świata i rozładowywaniem atmosfery m.in. humorem w dialogach – brawo! Epicki jest „Władca pierścieni” i fajnie, tylko czy ktoś jest w stanie tak dźwignąć temat jak Tolkien, idąc tylko w to? Lepiej nie ryzykować ;) Akcja od razu rusza z kopyta, więc warto przeczytać pierwszą część, by nie zgubić ani okruszka fabuły i spójności. Kontynuacja jest jak najbardziej godna mocnego debiutu. Teraz mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – drodzy państwo, mamy nowego bardzo mocnego zawodnika na polskiej scenie fantasy! Już nie mogę się doczekać kolejnej części zamykającej trylogię. Chciałabym ją przeczytać już teraz, zaraz, jednak jeśli przyjdzie mi czekać kolejny rok na taką dobrą rzez, jaką jest „Grom i szkwał” – poczekam. Słowiański folklor, klasyka i akcja ledwo wyrabiająca na zakrętach – czego chcieć więcej od dobrego fantasy. Polecam z całego serca!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-03-2017 o godz 19:41 Mirya dodał recenzję:
Każdy głośny debiut pociąga za sobą wysokie oczekiwania co do kolejnych książek danego autora. Jacek Łukawski zebrał wiele pozytywnych opinii na temat pierwszego tomu serii - Krwi i stali, przez co grono czytelników liczyło na porządną kontynuację. I na szczęście, właśnie to dostaliśmy. Już pierwsze rozdziały utrwalą nas w przekonaniu, że Łukawski się rozwinął i jego Grom i szkwał zaserwuje nam jeszcze lepszą przygodę niż tom pierwszy. Przede wszystkim nie spodziewajmy się jakichkolwiek wstępów - autor wrzuca nas w środek wydarzeń, Wondettel jest oblegane przez wrogie wojsko, a znani bohaterowie szukają wyjścia z sytuacji. To zdecydowany plus książki, bo Krew i stal jednak trochę nudziła przydługim początkiem. Jednak mało tego, że akcja rusza z kopyta od pierwszych stron - ona ani na chwilę nie zwalnia! Zazwyczaj nie jestem fanką tego typu ciągłego zaskakiwania czytelnika, jednak w Gromie i szkwale to akurat działa na plus. Zasługa w tym na pewno wyobraźni autora, jak i pomysłów na zaczerpnięcie wielu sytuacji ze znanych nam dzieł popkultury. Przykładowo - gdy Arthorn będzie chciał przebyć rzekę natrafi na bandę złodziejaszków, w której to Maluch żąda myta za przejście przez rzekę. To oczywiście odwołanie do Robin Hooda. Pewnie wielu innych nie potrafiłam zlokalizować, ale na pewno znajdziemy też fragment przypominający scenę z Nic śmiesznego (o tym pisał autor na swoim fanpage'u) czy znaną nam historię Czerwonego Kapturka. Zastanawiam się też, czy latające okręty to odwołanie do Gaimana i jego Gwiezdnego Pyłu czy sięga to gdzieś głębiej w fantastykę. Można zacząć się obawiać, że tak liczne inspiracje popsują nam frajdę z czytania, przez co zamiast skupić się na historii będziemy zastanawiać się z którego źródła tym razem autor zaczerpnął. Nie obawiajcie się jednak - każde z tych wplątań fabularnych zrobione jest tak sprytnie, żeby czytelnika rozbawić, ale zarazem ma wytłumaczenie i sens w ramach całej opowieści. To tylko smaczki, które dodają jeszcze kolorytu. W opisie fabuły przeczytamy, że Arthorn znów ruszy ku Martwicy. Wydawało mi się to słabym pomysłem, takim powieleniem tego, co było ciekawe w pierwszym tomie, ale powtórzone po raz kolejny może zrazić. Na szczęście Łukawski dobrze wiedział co robi i nie wysłał bohatera po swoich śladach, a zaserwował mu całkiem inny środek lokomocji. I co ważniejsze, dorzucił do tego nowych i ciekawych kompanów. Ja najbardziej się cieszę z eksploatacji postaci kobiecych! Nareszcie dostaliśmy kilka świetnych damskich sylwetek - i tych dobrych, i tych, które mogły nas irytować. Jednak na tym nie koniec, bo Łukawski kreuje również wiele bohaterów z gatunków nieludzkich. I tutaj należą się brawa za konsekwencję w klimacie, ponieważ wciąż przeważają słowiańskie korzenie autora. Bardzo podobały mi się nowe gatunki, szczególnie historia Dwargów. Pod koniec pojawili się również Płanetnicy, także bardzo oryginalny lud, z ciekawą historią. Nawet jeden z jego przedstawicieli zostanie pewnie z nami na potrzeby trzeciego tomu. Książka przepełniona jest staroświeckim, polskim słownictwem, które do wyszukanych i kulturalnych, cóż, nie należy. Mnie to bardzo pasowało - autor się nie hamuje i wciska w usta bohaterów pełno wulgaryzmów, które dodają im realistyczności, a także sprawiają, że kilka razy zaśmiejemy się z wymiany zdań w książce. Przyznać muszę, że mimo ciągłej akcji kilka spraw wciąż mnie trochę raziło. Nadal nie potrafię tak naprawdę zżyć się z bohaterami i przeżywać ich troski, kibicować w drodze do szczęścia. Na dodatek wiele historii, mimo że ciekawych, wydawało się niewiele związanych z główną osią fabuły. Wydaje mi się jednak, że możemy na to przymknąć oko i spodziewać się, iż w kolejnym tomie i to zostanie poprawione. Podsumowując, Jacek Łukawski po udanym debiucie wydał bardzo dobry tom drugi. Historia nabrała rumieńców, poznaliśmy nowe rasy, a zarazem przedstawiono nam kolejnych bohaterów. Natomiast odniesienia do znanych dzieł kultury i staropolski, wulgarny język sprawiły, że uśmiech towarzyszył mi podczas lektury. Fantastyka warta poznania! :) http://magiel-kulturalny.blogspot.com/2017/03/przygoda-nabiera-rozpedu-grom-i-szkwa.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-03-2017 o godz 18:43 milkusiax dodał recenzję:
Rok temu miałam możliwość zapoznać się z pierwszym tomem Krainy Martwej Ziemi, który był debiutancką powieścią Jacka Łukawskiego. Książka bardzo mi się podobała, dlatego ucieszyłam się, gdy pojawiły się zapowiedzi tomu drugiego. Historia rozpoczyna się w tym momencie, co zakończył się tom pierwszy. Przez to, że minęło trochę czasu od wydania Krwi i stali, nie mogłam od początku wbić się w powieść. Przez około 100 stron próbowałam sobie przypomnieć bohaterów oraz niektóre sytuacje z poprzedniej części. Na szczęście potem było już lepiej i wciągnęłam się w lekturę. Akcja toczy się już od pierwszych zdań i na nowo przenosimy się do świata wykreowanego przez autora. Poznajemy nowych bohaterów. Jednym z nich jest księżniczka, która od początku mnie denerwowała. Stosunek Arthorna do niej bardzo mi się spodobał, co zbliżyło mnie do niego. Bohater nadal pozostał dla mnie tajemniczy, ponieważ nie wiemy za dużo o jego przeszłości, ale mam nadzieję, że w kolejnych tomach się to zmieni, bo jest to mój ulubiony bohater z tej serii, jak na tę chwilę. Prócz księżniczki pojawiają się również inne postacie, które zostały dobrze wykreowane, a część z nich ma znaczy wpływa na przebieg fabuły. Klimat, jaki panuje w tej powieści, a także opisy krajobrazów to rzeczy, za które pokochałam tę serię. Jestem pełna podziwu dla autora za utrzymanie języka średniowiecznego, ale również za stworzenie nowych. Niestety żałuję, że autor nie dodał od siebie tłumaczenia pewnych kwestii, ponieważ niektórych nie mogłam zrozumieć z kontekstu. Podsumowując drugi tom serii Kraina Martwej Ziemi jest utrzymany na takim samym poziomie co poprzedni. Brakowało mi krótkiego wstępu, który pomógłby mi przypomnieć wydarzenia z Krwi i stali, a także tłumaczeń niektórych kwestii z języka stworzonego przez autora. Poza tym akcja nadal się toczy i historia pozostawia po sobie nutkę tajemnicy. Książka ma wiele dobrych momentów, a wszystkie opisy podbiły moje serce. Cieszę się, że pojawił się tom drugi i teraz przyszło mi tylko wyczekiwać kontynuacji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-03-2017 o godz 18:08 Megan dodał recenzję:
Arthorn ucieka z zamku, opanowanego przez zdrajców, lecz to dopiero początek jego przygody. Gdy wyrusza ku Martwicy bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli, zdaje sobie sprawę, że nie do końca przemyślał tę decyzję. Tymczasem stary Garhard próbuje opanować sytuację w Wondettel. Zdaje się, że jest to misja nie do wykonania, zwłaszcza, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Tak samo jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Czy Arthornowi uda się odnaleźć księżniczkę Azure i przekonać by wróciła do domu? Jakie wynikną konsekwencje z ich spotkania? Tego dowiecie się z lektury ekscytującego drugiego tomu serii "Kraina Martwej Ziemi". Jakby tego było mało, mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy i czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu... Dawno nie czytałam tak dobrze skonstruowanej powieści z gatunku fantasy. Gdy rok temu przeczytałam "Krew i Stal", byłam pod wrażeniem plastyczności świata, o którym czytałam. Przeniosłam się na chwilę do Krainy Martwej Ziemi i wraz z bohaterami, odkrywałam jej tajemnice. W drugim tomie natomiast już od pierwszych stron jesteśmy światkami intensywnej walki, ciętych dialogów i niekiedy zabawnych sytuacji, które sprawiają, że dosłownie pędzimy przez tekst, by dowiedzieć się, co się stało dalej. Niesamowite opisy krajobrazów, miejsc i ludzi, widziane oczyma naszych bohaterów, nadają tej historii bardzo wiele realizmu. Jakbyśmy czytali kroniki, zapisane przez świadków zdarzeń. A wplecenie w całość opowieści wątku piratów oraz kilku znanych bądź mniej znanych opowieści było uwieńczeniem tego wszystkiego, czego mogłabym się spodziewać po epickiej opowieści. Lektura "Gromu i szkwału" była dla mnie niesamowitą podróżą przez krainę, która nie jest już dla mnie tak bardzo obca i na pewno będę do niej wracała równie często, jak zdarza mi się wracać do Śródziemia. Jeśli zaś chodzi o samych bohaterów, to muszę przyznać, że wielokrotnie bałam się o ich los. Autor nie oszczędza ich ani trochę. Dzięki temu, tak samo jak świat w którym żyją, są bardziej prawdziwi. "Grom i szkwał" jest jedną z tych powieści, które zapadły mi głęboko w pamięć, dlatego jeśli ktoś z Was szuka książki o szalonych wyprawach, z ciekawymi bohaterami i niezwykle plastycznym światem osadzonym w słowiańskim folklorze, to właśnie ta historia będzie dla Was idealnym wyborem. A dodając do tego piękną oprawę graficzną, otrzymujemy piękny finał, który będzie zdobił naszą półkę. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-03-2017 o godz 20:57 KittyAilla dodał recenzję:
Ciężko mi zacząć tę recenzję. Chciałabym porównać ten tom do poprzedniego, ale poza moją recenzją, nie pamiętam z niego zbyt wiele, bo minął prawie rok, zanim autor napisał dalszy ciąg historii. Na początku książki byłam więc lekko zdezorientowana i musiałam z kontekstu przypominać sobie, kto pełnił jaką rolę w książce oraz, co dokładnie działo się w Krwi i stali. Moją radą dla autora w tej chwili pozostaje, że jeśli ma zamiar równie długo pisać kolejny tom, należałoby umieścić na wstępie krótkie streszczenie dwóch poprzednich, ponieważ w serii dzieje się naprawdę sporo. Styl autora pozostaje mocny, zdecydowany i typowo męski. Sypią się kurwy czy chuje, ale taki urok knajp czy rycerzy, którym specjalne zadanie daje w kość. Zresztą, kiedy atakuje was smok, trudno, aby coś innego cisnęło się na usta. Podoba mi się tłumaczenie wykreowanego świata, który rozumiemy na tyle, na ile rozumieją go sami główni bohaterowie. Klimat ala średniowiecze to mój ukochany w high fantasy. Z tego powodu bardzo cieszy mnie, gdy autor, zwłaszcza polski genialnie potrafi się wzorować na tej epoce. Smoki, picie, burdele i żołnierskie życie - czegóż chcieć więcej? Otóż tajnej misji, która znów wyśle głównego bohatera na nieprzyjazne ziemie za Martwicą. Nie będę mówić po co, aby nie tworzyć spoilerów do części pierwszej. Mogę za to powiedzieć, że w książce dzieje się aż nadto, a najlepsze okazało się to, co lekko nużyło mnie w tomie pierwszym - brak przesycenia tajemniczością. Oczywiście, autor bawi się nami, skrywa pewne rzeczy, ale równocześnie możemy cieszyć się akcją, którą rozumiemy. Dlaczego więc książka dostała aby 8/10? Za pewną postać, ale o niej powiem na koniec. Arthorn pozostaje nadal lekką zagadką. Niewiele wiemy o przeszłości, ale możemy dokładnie poznać jego obecną osobowość. Podobało mi się to, jak podchodził do księżniczki, nie dawał się poniżać. Marcas za to okazał się głównym prowodyrem mojego śmiechu podczas lektury. Uwielbiam go! Autor daje nam szansę poznać wielu innych bohaterów dogłębniej, budując ich charaktery na dużo solidniejszych podstawach niż do tej pory. Mimo to jedna postać irytowała mnie tak nachalnie, tak bardzo, że miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę. Jak ja NIENAWIDZĘ takich bohaterek! Mowa o księżniczce Azure, rozwydrzonym bachorze, który ma zasiąść na tronie - czego za cholerę sobie nie wyobrażam. Dlatego, kiedy Arthorn traktował ją właśnie, jak takiego rozwydrzonego bachora, uwielbiałam go jeszcze bardziej! Podsumowując, powtórzę to, co w recenzji tomu pierwszego - jeżeli lubicie klimaty sagi wiedźmińskiej, ta książka zdecydowanie jest dla was. Autor nie stara się naśladować Sapkowskiego, ale na podobnych podstawach stworzył coś swojego. Książkę od połowy, kiedy już przypomniałam sobie mniej więcej część pierwszą, czytało się bardzo szybko. Zdecydowanie polecam Krainę Martwej Ziemi i z niecierpliwością czekam na kolejny tom!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-03-2017 o godz 19:37 onlypretender dodał recenzję:
Prawie rok temu przeczytałam bardzo obiecującą pierwszą część serii Kraina Martwej Ziemi. "Krew i stal" była debiutem polskiego autora, Jacka Łukawskiego. Czekałam na kontynuację, chociaż miałam pewne obawy. Na szczęście były one niepotrzebne! Akcja rozpoczyna się od razu po zakończeniu poprzedniej części, jednak obie książki różnią się od siebie. Mapka "Gromu i szkwału" obejmuje większy teren, niż ta dołączona do "Krwi i stali". O tak, wydarzenia rozciągają się na większy obszar! Tym samym z książki o przygodach grupy zbrojnych, "Grom i szkwał" zamienia się w pełnoprawną powieść fantasy, w której nie brakuje rywalizujących ze sobą władców lub pretendentów do tego miana. Najbardziej zdziwiło mnie to, że nie potrzebowałam ani chwili na aklimatyzację do języka, którym jest napisana. W przypadku poprzedniej części, przebycie pierwszych stu stron było dosyć mozolne, a tu chciałam tylko więcej i więcej. Cieszę się, że nie zabrakło również kilku śmiesznych sytuacji, które rozładowywały ciężką sytuację niektórych bohaterów. Z pewnością jest to powieść dla facetów, ale nie tylko... Dziewczyno, szukasz ideału mężczyzny? Poznaj Arthorna lub Marcasa, a wnet przestaniesz się rozglądać za miejskimi pseudodrwalami! Kiedy większość autorów prześciga się w wymyślaniu co raz to nowych magicznych sztuczek, Łukawski sięga do korzeni i serwuje nam moc jako tajemniczą, działającą w służbie negatywnych bohaterów siłę, przy okazji zaskakując faktem, że nie wszystkie czarty są do szpiku kości złe. Kontynuacja "Krwi i stali" podobała mi się bardziej niż debiut autora. W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejną część, która jest w przygotowaniu. Zapraszam Was w podróż do świata, w którym lepiej nie wchodzić do pełnego wił, borutników i biesów lasu, a na niebie można od czasu do czasu zobaczyć smoka czy latający statek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-03-2017 o godz 16:03 Ania Kotlewska dodał recenzję:
Gdzieś w okolicach połowy zeszłego roku ogłosiłam Jacka Łukawskiego polskim debiutantem roku. Jego pierwsze książka urzekła mnie oryginalną kreacją świata przedstawionego, tajemniczością a przede wszystkim językiem stylizowanym na średniowieczny, dzięki czemu jeszcze bardziej czuło się klimat historii. Wraz z początkiem marca nadszedł nareszcie moment na konfrontacje z drugim tomem Krainy Martwej Ziemi - sprawdzenie, czy autor utrzymał poziom. Odpowiem wam na to pytanie już teraz, utrzymał. Grom i Szkwał jako kontynuacja jest nawet lepszy niż Krew i Stal, ale niestety, lub stety, fabuła straciła nieco na tajemniczości. Stolica Wondettel została zaatakowana przez rządnych krwi Morrończyków. Tymczasem król od kilku dni nie żyje, a księżniczka przepadła bez wieści. Po uratowaniu zamku, stary Garhard tymczasowo przejmuje władze. Arthornowi udaje się uciec z obleganej twierdzy i niebawem wbrew własnej woli będzie musiał wrócić za Martwicę, tym razem w pojedynkę, bez wyszkolonej drużyny. Połać martwej ziemi znika w zastraszającym tempie, kiedy warzą się losy królestwa. Momentami brakowało mi słów na wydarzenia, które miały miejsce w tym tomie, ponieważ akcja pędziła na łeb na szyję, co chwilę zarzucając nas bardzo mocnymi cliffhangerami. Dzięki nim autor wyjaśnił wiele zawiłości, które pojawiły się już w pierwszym tomie, jednak tym razem miałam wrażenie, że rzucił nas na sam środek bardzo głębokiego jeziora. Krew i Stal wymięka przy ilości wprowadzonych tutaj wątków i postaci. Pojawiło się dużo więcej charakterów ściśle związanych z mitologią słowiańską na przykład czarty czy płanetnicy. W trakcie ponownej podróży Arthorna za Martwicę zostałam wprowadzona w ich świat oraz obyczaje i mogłam pozachwycać się ilością magii, którą Jacek Łukawski tutaj wprowadził - jak w pierwszym tomie wszystko osnute było mgiełką tajemniczości tak tutaj dominowała magia. Wszędzie, gdzie nie pojawił się główny bohater tam miał do czynienia z magicznymi mocami różnych istot. Na wszystkich głównych bohaterów spadła bardzo wielka odpowiedzialność za losy królestwa Wondettel, przez co wielokrotnie targały nimi sprzeczne emocje. Arthorn nie raz i nie dwa miał ochotę rzucić wszystko w cholerę i wracać do Valeski, która czekała na niego w Asnal Talath, a Garhard wyrażał tęsknotę za swoją podziemną pracownią i korytarzami, które pozostały mu do odkrycia. Jednak zdarzało się to tylko w najgorszych momentach, a los zawsze sprowadzał ich na właściwe tory. Nawet armia antagonistów, których w tej książce jest całkiem sporo, popełniała błędy, choć byli oni bardzo zdeterminowani i skrupulatnie przygotowali się do walki. Jedynie postać księżniczki okropnie mnie irytowała - cały czas zachowywała, jakby pozjadała wszystkie rozumy i jej tok postępowania był jedynym słusznym. Jej zachowanie doprowadziło do tak przykrego incydentu i zakończenie książki, że boje się tego, co zastanę w kolejnym tomie. Po raz kolejny autorowi należą się ogromne brawa za stylizacje języka na średniowieczny staropolski, a także tym razem za stworzenie języka dwargów oraz czartów. Jego zabiegi bardzo pozytywnie wpływają na odbiór oraz nastrojenie się do klimatu lektury. Szkoda jedynie, że nie otrzymaliśmy tłumaczenia zwrotów, których używali bohaterowie, ponieważ nie zawsze dało się je wyczytać z kontekstu. Jacek Łukawski tworząc drugi tom Krainy Martwej Ziemi doskonale poradził sobie z dotrzymaniem poziomowi Krwi i Stali. Powiem nawet, że było zdecydowanie lepiej, ponieważ działo się więcej, było więcej zwrotów akcji oraz poznaliśmy większy obszar stworzonego przez niego uniwersum. Ponownie jestem kompletnie zachwycona i zakochana w jego prozie. Niecierpliwie i z przestrachem oczekuję na kolejny odsłony przygód moich ulubionych bohaterów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Kłamca. Tom 1 Ćwiek Jakub
32,99 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Iluzja Malinowska Marta
28,49 zł
36,99 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.