Kiedy będziemy deszczem (okładka  miękka, 01.2017)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Cokolwiek robi, gdziekolwiek jest, czuje, że jego oczy ją śledzą

Inga de Graaf, z pochodzenia Polka, wychodzi na spacer z psem i już nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i odejść w ten sposób. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą. Pierwsza doba nie przynosi żadnych rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej, którą odkryto w koszu jej laptopa, naprowadza na nikły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę. Sama siebie nazywa kobietą nie o dwóch, ale o stu twarzach. Jej zaginięcie to tylko początek lawiny przerażających zdarzeń i odkryć. Ktoś zginie. Czyjeś ciało zostanie odnalezione. Ktoś zostanie uratowany. Ktoś odejdzie. Cóż, każdy z nas wypracowuje własne sposoby na radzenie sobie z rozczarowaniami, które przynosi los. Niektórzy uciekają, walczą, popadają w odrętwienie. Inni? Mordują.

Thriller, który nęci zakazaną wonią zdrady, namiętności i mrocznych zagadek.

ksiazka


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1132693861
Tytuł: Kiedy będziemy deszczem
Autor: Van Eijkelenborg Dominika
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 432
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-01-26
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 208 x 38 x 140
Indeks: 20509279
średnia 4,2
5
14
4
10
3
7
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
20 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
3/5
23-01-2017 o godz 20:04 przez: kobietatrzechbarw
Inga jest żoną oraz matką dwójki dzieci. Pochodzi z Polski, ale z powodu małżeństwa przenosi się do Holandii. Pewnego dnia wychodzi z domu z psem i już nie wraca. Akcja powieści przenosi nas do czasu sprzed jej zaginięcia. Czytelnik poznaje jej myśli oraz emaile pisywane do przyjaciółki. Okazuje się, że w jej życiu pojawił się pewien młody chłopak, który porządnie namieszał w jej na pozór poukładanym świecie. Bardzo zawiodłam się na tej książce. Miałam nadzieję na trzymający w napięciu thriller, ze stopniowo rozwijającą się akcją oraz enigmatyczną zagadką, a dostałam obyczajówkę z niekończącymi się opisami oraz przemyśleniami kobiety, która nie radzi sobie w roli matki i żony w obcym dla niej kraju. Praktycznie cała książka jest o jej życiu przed zaginięciem, z małą domieszką maili, które pisywała do swojej przyjaciółki i pracy policji nad jej odnalezieniem. Mimo, iż powieść mnie nudziła, to czytałam ją do samego końca, ponieważ byłam ciekawa, co tak właściwie się stało oraz dlaczego powieść zyskała miano thrillera. Dopiero ostatnie sto stron zaciekawiło mnie i nieco podniosło mą ocenę na jej temat. Historia jest bardzo ciekawa, ale została według mnie źle poprowadzona. Brakuje w niej akcji i emocji. Główna bohaterka jest irytująca, nie potrafi poradzić sobie z problemami, wręcz ucieka przed nimi. Zamiast ratować swój związek, rozmawiać z mężem, wiecznie naburmuszona spędzała czas poza domem z nowym przyjacielem. Nie wie czego chce, wkurzając wszystkich dookoła. O wiele bardziej spodobał mi się Robin – ekstrawertyczny, wyróżniający się z tłumu młody człowiek, z sercem na dłoni i głową pełną pomysłów. Jestem wymagająca, jeśli chodzi o thrillery, kryminały i horrory. Oczekuję od tego typu pozycji dawki adrenaliny, stopniowo budowanego napięcia, tajemniczości, ciekawych bohaterów. Tego wszystkiego zabrakło mi w tej pozycji, choć nie można jej zarzucić braku akcentu psychologicznego. Być może nastawiając się na książkę obyczajową, oceniłabym ją lepiej. Czytałam poprzednią książkę autorki i pamiętam, że w jej przypadku bardzo podobał mi się początek, za to druga połowa zepsuła tę pozycję, w „Kiedy będziemy deszczem” było zupełnie odwrotnie. Być może, jeśli będę miała możliwość przeczytać trzecią powieść autorki spodoba mi się ona w całości. Kto wie, w końcu do trzech razy sztuka. Podsumowując, według mnie książkę można przeczytać, ale nie jest to pozycja, do której wróciłabym ponownie i która to utkwi mi na długo w pamięci. Podliczając zaobserwowane przeze mnie plusy i minusy jej bilans wypada średnio, przeciętnie.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
05-02-2017 o godz 13:24 przez: Aivalar
Jej życie zaczęło stopniowo przypominać złotą klatkę – piękną na zewnątrz, a ciasną i zimną wewnątrz. Każde zachłyśnięcie się świeżym powietrzem traktowała jako ucieczkę, chwilę zapomnienia. Mimo to czuła, że jest obserwowana. Że czyjeś oczy śledzą jej najmniejszy ruch. I chociaż starała się to zignorować, wytłumaczyć sobie, że to nic takiego, podświadomie chyba zdawała sobie sprawę, że to się może źle skończyć. Wówczas spotkała go w ciemnej uliczce... „Kiedy będziemy deszczem” autorstwa Dominiki van Eijkelenborg mogę krótko podsumować jednym słowem: wyjątkowa. Wyjątkowa jak jej okładka, która w pierwszej kolejności przyciągnęła moją uwagę. Przyznaję, że na początku spodziewałam się czegoś innego. Główna bohaterka książki, Inga, znika w tajemniczych okolicznościach, dlatego sądziłam, że fabuła skoncentruje się na jej poszukiwaniach, na procedurach policyjnych. Jednak wątek kryminalny rozwinął się tak naprawdę pod koniec, co w rezultacie dało nam powieść nie sensacyjną, a obyczajową, naszpikowaną wieloma emocjami. To nie tylko historia o czyimś zaginięciu – to historia o kobiecie, która czuje, że znalazła się na tym etapie życia, który nie daje żadnych możliwości czy perspektyw. Inga jest Polką, która wyprowadziła się na stałe do Holandii, ponieważ właśnie stamtąd pochodził jej mąż. O ile się zorientowałam, sama autorka także podążyła do tego kraju za miłością, dlatego mamy tutaj element autobiograficzny, który świetnie dopełnił fabułę. Widać było, że pisarka znakomicie porusza się w swoim świecie przedstawionym, jest w nim wręcz zadomowiona. Mimo to muszę przyznać, że mniej więcej do setnej strony czułam się nieco... znużona? Początek był całkiem zgrabny, bo od razu wiedzieliśmy, że Inga zaginęła, a dopiero później cofnęliśmy się w czasie, żeby się przekonać, jak do tego doszło. Autorka musiała jakoś rozkręcić historię i potrzeba było na to czasu, co nie zmienia faktu, że po kilkudziesięciu stronach zaczęłam się zastanawiać, czy ciągle będzie tak nudno. Jak bardzo się pomyliłam! Po magicznej setnej stronie „Kiedy będziemy deszczem” pochłonęło mnie całkowicie. Coraz bardziej podobał mi się piękny styl Dominiki van Eijkelenborg (choć miejscami nieco zbyt poetycki, np. w mailach, które regularnie pisze Inga), a przede wszystkim sama opowieść wciągała mnie mocniej z każdym kolejnym zdaniem. Obserwowałam, jak trzydziestokilkuletnia Inga dusi się w małżeństwie, w którym nie było już śladu po dawnym uczuciu. Patrzyłam, jak cierpliwie usiłuje wychować dwójkę dzieci, jak rozpaczliwie potrzebuje odpoczynku, chwili wytchnienia, którą ostatecznie znalazła w lekcjach łucznictwa. Tam poznaje również Robina – młodego, energicznego, choć nieco zamkniętego w sobie chłopaka. Robin udziela jej kilku wskazówek co do strzelania z łuku, później oboje wpadają na siebie podczas spaceru... I życie Ingi stopniowo się zmienia. Muszę powiedzieć, że od dawna nie doświadczyłam tak potężnej chemii między dwójką bohaterów. To chyba nie jest żaden spoiler, zapewne domyśliliście się, co się stanie z Ingą i Robinem, kiedy tylko o tym wspomniałam. Ten wątek był dość przewidywalny, ale to nie wyklucza ogromnych emocji, jakich mi dostarczył. Autorka genialnie budowała napięcie między tymi postaciami: zwracała uwagę na szczegóły, jak drobne gesty czy spojrzenia, tak że czytelnik niemal czuł, jak bardzo musiało być naelektryzowane powietrze między nimi. Niektóre sceny czytałam z wypiekami na policzkach, po prostu nie mogłam z dystansem podchodzić do tego, co się działo. Co najlepsze, do całej sprawy związanej z zaginięciem pisarka wraca dopiero pod koniec – przez wiele rozdziałów śledzimy zatem rozwój relacji Ingi i Robina, angażujemy się w rodzinne problemy ich obojga, poznajemy niesamowitego psa Pirata. Jednocześnie nad kolejnymi wydarzeniami unosi się widmo tego, co ostatecznie musiało się stać: Inga zostaje porwana. Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się taki zabieg. Rozbudowana psychologia postaci, cudowne opisy uczuć, dbałość o najmniejsze detale – to wszystko zdecydowanie ujęło mnie w tej książce. Co do sprawcy porwania, zaczęłam się go domyślać na długo przed rozwiązaniem, ale nie przeszkadzało mi to. Z zapartym tchem dotarłam do punkt kulminacyjnego, który usatysfakcjonował mnie w pełni. Nie wszystko dostało dobre zakończenie, jednak nie czułam przez to rozczarowania, wprost przeciwnie: to tylko podkreśliło naturalność, z jaką została napisana ta historia. „Kiedy będziemy deszczem” to powieść niezwykła. Nie przypuszczałam, że zrobi na mnie tak duże wrażenie. Suma bardzo ładnego stylu, dużego ładunku emocji i świetnie wykreowanych bohaterów zapewniła autorce sukces.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-01-2017 o godz 17:36 przez: Wybebeszamy_książki
Żyło we mnie dotychczas jakieś przekonanie. Swego rodzaju zbiór etykiet, które doczepiałam niektórym gatunkom. Kryminały były dla mnie na ten przykład zawsze albo zbyt zagmatwane, albo zbyt krwiożercze, albo zwyczajnie zbyt nudne. Rzadko kiedy autorzy potrafili zdobyć mnie wypośrodkowanym stylem. Powiedzieć, że jestem wybredna? To za mało. Dlatego do "Kiedy będziemy deszczem" podchodziłam z rezerwą. Sprawa Ingi de Graaf wzbudzała moje wątpliwość. Kobieta zamężna, matka dwójki dzieci, mieszkanka Holandii, z urodzenia Polka. Co takiego mogło jej się przydarzyć? Takie myśli, podszyte czytelniczą pychą, przewijały się przez moją głowę. Po raz kolejny, i na pewno nie ostatni, zostałam przywołana do porządku. Pokornie wróciłam do szeregu, bo autorka pokazała mi, że sama klasyfikacja książki do jednego z gatunków, nie ogranicza autora. Wręcz przeciwnie. KROPLA Mówi się, że kropla drąży skałę. To powiedzenie odzwierciedla tempo tej książki. Jest powolne. Rozlane. Jednocześnie nie nużące. Właśnie dzięki spokojnej wędrówce kropel, jakimi są słowa, możemy skupić się na meritum. Historia, którą poznajemy, a która opowiedziana jest dłońmi Ingi de Graaf, ruchami jej nadgarstków i stuknięciami palców o klawiaturę, nie walczy o naszą uwagę ze zbrodnią. Nie musi. Jej rola nie jest ograniczona. Prócz wysunięcia motywu, ma również prawdziwie wprowadzić nas w życie Ingi. Związać nas z nią i zainteresować całkiem innym aspektem książki. "Walczymy, uciekamy lub popadamy w odrętwienie. Kiedy rozglądam się wkoło, mam wrażenie, że mężczyźni częściej uciekają: w pracę, w swoje ważne sprawy. My, kobiety, zamarzamy. Popadamy w nieczucie, w automatyzm, bo tak łatwiej, nic nie boli w zdrętwiałej duszy. (...) Nawet jeśli zaczynamy jako wojowniczki, zdecydowane walczyć do upadłego, zwykle kończymy jako bryły lodu. W ten sposób możemy żyć dalej, nie żyjąc." Opowieść Ingi to trochę obraz kobiety samotnej i zaniedbanej, trochę szkic dorastania i godzenia się ze zmianami i przemijaniem. Można powiedzieć, że jest to też sąd nad błądzącymi, którzy poszukują miłość i szczęścia sprzeniewierzając się przykazaniom i własnym zasadom. Skradająca się zbrodnia jest jedynie podkładem. Tłem, które nadaje dreszczyku całej książce, ale nie zamazuje głównej idei. DESZCZ "Kiedy będziemy deszczem" to przede wszystkim książka o życiu. Prostym, prozaicznym, pełnym codziennych, syzyfowych prac - życiu, które zna każda kobieta. Matka i żona. Dlatego tak łatwo utożsamić się z Ingą. Jej sytuacja życiowa, wybory i odkładane decyzje wydają się nam tak dobrze znajome. W każdym słowie poszukujemy sygnałów, które mogłyby naprowadzić któregoś z bohaterów na trop. Zapowiedzieć zbrodnię. Wyjaśnić jej motywy. Problem w tym, że żadnych znaczących śladów nie znajdujemy. Jeżeli postawimy się w pozycji bohaterów, nie będziemy w stanie zdefiniować źródła niepokojącego uczucia. Pozostanie ono w sferze niewyjaśnionych przeczuć. Do czasu. Do czasu, aż kobieta znika. "Mówią, że największą siłą napędzającą nasz byt jest miłość. Ale to kłamstwo, iluzja, życzeniowe myślenie. Miłość, choćby nie wiem jak silna, jest niczym w obliczu śmierci. (...) Śmierć zawsze przychodzi, jest niezmienna i nieubłagana, konsekwentna i nieulegająca wpływom. (...) Śmierć po prostu jest. Zawsze. Potężna siła." Książka jest niesztampowa. Nie tylko ze względu na rozbudowany wątek obyczajowy, ale z powodu świadomości czytelnika. Poziom naszej wiedzy jest niezwykle wysoki. Już od początku możemy zorientować się, kto jest mordercą. Nie jest to powiedziane wprost, ale domyśliłam się dość szybko. Było to dla mnie nie tylko niespodziewane. Oczekiwałam też po sobie lekkiego zmieszania. Może zniesmaczenia? Stało się inaczej. Jeszcze bardziej wciągnęłam się w książkę. Jeszcze gorliwiej poszukiwałam odpowiedzi na męczące mnie pytanie. Jaki był motyw? ŚWIEŻOŚĆ Bicie mojego serca kilkukrotnie przyśpieszyło. "Kiedy będziemy deszczem" rzuciła nowe światło na życie, książki i codzienność. Pozwoliła zinterpretować rzeczywistość, ponieważ właśnie o niej traktowała. Nie jestem ekspertką w sprawie kryminałów czy thrillerów, ani ich wielką fanką, ale właśnie takie książki coraz bardziej przekonują mnie do tego gatunku. Wskazują kierunek i pozwalają zrozumieć, jak ograniczam swój umysł, gdy zamykam oczy na nowe i nieznane. Szczerze polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
5/5
17-01-2017 o godz 20:04 przez: Ruda Recenzuje
Ona jedna przeciwko całemu światu- nieposkromionym dzieciom, niespełnionym nadziejom, nieszczęściom małżeńskim. Rozdarta między tym, czego by chciała, a tym do czego się zobowiązała. Kuszona perspektywą lepszego jutra.

„To było wszystko co jej pozostało po marzeniach i oczekiwaniach? To było życie, które wybrała? Rzeczywistość złożona z miliona prostych czynności, których nikt nie zauważał, które pożerają jej cały czas i wszystkie siły witalne. Pusty pokój, dni przepełnione, a sprawiające wrażenie pustych, nieobecny mąż”.

„Kiedy będziemy deszczem” to książka, po której spodziewałam się czegoś zupełnie innego- samej realizacji tematu, więcej mrocznych tropów, bardziej skomplikowanego śledztwa policyjnego. Elementy te zostały zastąpione, a raczej zdominowane, wątkami związanymi z rodziną, macierzyństwem, spełnieniem zawodowym i prywatnym. I muszę przyznać, że zamiana ta wyszła autorce jak najbardziej na korzyść.

Inga nie jest szczęśliwa. Matczyne obowiązki, słaby kontakt z partnerem, brak przyjaciół coraz bardziej ją uwierają. Kobieta odczuwa narastające zmęczenie i stres, którego nie sposób rozładować. Chętnie dzieli się szczegółami w niezwykle osobistych mailach. Przyznam szczerze, że momentami czułam się bardzo przytłoczona, a nawet lekko przerażona jej wyznaniami. Miałam wrażenie, jakby to na mojej szyi zaciskała się pętla zbudowana z rodzinnych powinności, a ciężary spadały na moje ramiona bez żadnego ostrzeżenia. Dawno nie czytałam powieści przedstawiającej macierzyństwo w taki sposób- nie jako spełnienie marzeń, a proces, który faktycznie może zmęczyć, obciążyć, sprawiać, że rodzi się w nas bunt.

Autorka stworzyła bardzo emocjonalną i smutną powieść, określającą rolę wielu kobiet w dzisiejszych czasach. To osobisty, przepełniony refleksjami, goryczą i niespełnionymi marzeniami portret kury domowej, samotnie zamkniętej w wieży zbudowanej z niedomówień i złamanych obietnic. Kolejne rozdziały mocno mnie zastanawiały i sprawiały, że popadałam w coraz większą złość, jednocześnie obawiając się, że moje życie mogłoby również tak kiedyś wyglądać i zastanawiając się, co zrobić, by do tego nie dopuścić.

„Macierzyństwo i małżeństwo odbierają nam, kobietom, tożsamość. Zamieniamy się w automaty czynne całą dobę, wypełniające swoje obowiązki. Stajemy się tłem, niewidocznym mechanizmem, dzięki któremu wszystko działa, jak należy”.

Przeminione marzenia i dni wypełnione frustracją stają się dobrym fundamentem do stworzenia dziwnej, niepokojącej i nieprzyszłościowej relacji. Obserwujemy zalążki tego uczucia, z jednej strony ciesząc się, że bohaterka będzie mogła liczyć na pomocne ramię i odrobinę wsparcia, z drugiej jednak pragnąc ją ostrzec i odciągnąć od niej tego mężczyznę. Co najważniejsze autorka nie oferuje nam płomiennego romansu, a ta zdrada nie boli. To pochmurna i deszczowa historia poprzetykana promieniami szczerego uczucia, które zdarza się raz w życiu.

Ta historia może nas zasmucić, nie brak w niej gorzkich fragmentów, niesie ze sobą łzy, złość, obawy. Znalazłam wszystko, mnóstwo emocji i pragnień, choć nadzieja na lepsze jutro została starannie ukryta. To z pewnością jedna z tych powieści, którą każdy czytelnik odbierze inaczej, doszukując się w niej wielu plusów, ale też braków, jakie można by policzyć na minus- zależnie od tego, czego oczekujemy i jak bardzo jesteśmy elastyczni wobec przekazanej nam treści.

Spodziewałam się interesującego policyjnego śledztwa, bo na takie autorka zrobiła mi apetyt na początku książki. Tymczasem konstrukcja powieści okazała się zgoła inna- śledztwo rozpoczyna i zamyka powieść, gubiąc się w codzienności Ingi. Taki obrót akcji nieco mnie zaskoczył, ale niekoniecznie mi przeszkadzał. Liczyłam również na więcej elementów charakterystycznych dla thrillera, ale może takie stonowane tło nie jest najgorszym pomysłem. Eijkelenborg zachowała się całkowicie fair oferując prostą, a jednak emocjonalną i refleksyjną historię, mądrze i składnie napisaną, uzupełnioną pełnowymiarowymi bohaterami i nostalgiczną otoczką.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-02-2017 o godz 13:29 przez: justa21
„Ludzie i psy przychodzą do naszego życia nie bez przyczyny. Przychodzą by nas ukarać, kochać, czegoś nas nauczyć. Przychodzą jak lekcje, które trzeba odrobić, jak egzaminy, które trzeba zdać” – te słowa wydadzą się prawdziwe szczególnie tym, którzy choć raz zastanawiali się nad spotkaniami z różnymi ludźmi na swojej drodze życia i którzy z tych spotkań wynieśli lekcje. Niekiedy jest ona bolesna, a niekiedy to lekcja szczęścia i miłości, która czyni każdego z nas lepszym człowiekiem. I jedne i drugie pozwalają nam wzrastać, rozwijać się, choć zdarza się tak, że za ten rozwój i zmianę płacimy wysoką cenę. A jacy ludzie pojawili się w życiu Ingi de Graaf i jakie lekcje miała odebrać? Historię Polki, która opuściła kraj z miłości do przystojnego Holendra, a wraz z przekroczeniem granic porzuciła swoje marzenia, możemy poznać dzięki Dominice Van Eijkelenborg. Jej opublikowana nakładem Wydawnictwa Kobiecego książka „Kiedy będziemy deszczem” to wspaniałe studium rozwoju Ingi jako kobiety: żony i matki, a następnie kochanki, ale i powolna śmierć wszystkich planów i złudzeń, którymi się karmiła. To wyjątkowa książka, którą śmiało można określić mianem thrillera psychologicznego, choć pisana językiem emocji i uczuć odciska na nas piętno niczym powieść obyczajowa. Z pewnością sięgnąć po nią mogą wszyscy ci czytelnicy, którzy mają wobec lektury wysokie wymagania, ale również wielbiciele kryminałów, nie brak bowiem i takiego wątku. Kiedy Inga wychodzi na spacer z psem i ślad po nich ginie można nabrać przekonania, że to właśnie wokół poszukiwań będzie koncentrowała się fabuła powieści. Tymczasem znalezione w komputerze kobiety listy adresowane do przyjaciółki, stają się bodźcem do powrotu w przeszłość. Poznajemy zatem historię Ingi – jej dorastanie w domu, w którym obecny był problem alkoholowy, czytamy o jej przyjaźni z Magdą i o wspólnej wyprawie na wyspę Texel, gdzie Marc de Graaf spędzał weekend z przyjaciółmi. Jesteśmy świadkami podjęcia decyzji o przeprowadzce do Amsterdamu oraz o kolejnej – tym razem do małego miasteczka Sneek, zlokalizowanego w holenderskiej Fryzji, rolniczej prowincji kraju. Stopniowo miłość Ingą a Marcem stygnie, zmienia się w codzienność, zaś początkowa fascynacja umiera przytłoczona domowymi obowiązkami oraz wychowaniem dwójki dzieci. Inga coraz bardziej dusi się w tym związku, jest coraz bardziej sfrustrowana jako żona i matka, jej serce wypełnia tęsknota za wolnością i obietnicą złudnego szczęścia. Jej przejmujące wołanie o pomoc: „Umieram z każdą minutą bardziej, umieram powoli tak wolno, że nikt nie zauważa”, rozdziera i nasze serca. Wszystko zmienia się, kiedy Inga przypadkowo trafia na zajęcia z łucznictwa, gdzie poznaje przystojnego Robina. Mamy możliwość obserwacji nie tylko rozwijającego się uczucia, ale i niezwykłej postaci chłopaka, który mimo młodego wieku został już boleśnie doświadczony przez los. O takich ludziach jak on mówi się, że mają „starą duszę”, a rozmowy z Robinem pozwalają uporządkować Indze jej wewnętrzny świat i targające nią emocję. Czy jednak Robin może być odpowiedzialny za jej zniknięcie? A może była to ucieczka kochanków? Kolejne pytania rodzą się podczas lektury, a mimo iż wprowadzenie przez autorkę osoby tajemniczego obserwatora sugeruje rozwiązanie zagadki, to tak naprawdę przestrzeń pomiędzy początkiem i zakończeniem wypełniona jest tak fascynującymi i poruszającymi słowami, że to właśnie na niej się koncentrujemy. Autorka posługuje się pięknymi, poetyckimi niekiedy skojarzeniami, zaś osoby głównych bohaterów: Ingi i Robina są dowodem wielkiego talentu autorki. Te postacie żyją, oddychają, przepełnione są nadziejami i rozgoryczeniem i w żaden sposób nie przypominają laleczek z papier-mâché. Ta dynamika ich związku i emocjonalny charakter, osobiste, niemal intymne listy pisane przez Ingę, składają się na nietuzinkową książkę stanowiącą gwarancję, że o autorce niejednokrotnie jeszcze usłyszymy, a już z pewnością sięgniemy po wcześniejszą jej książkę. Qultura słowa
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-02-2017 o godz 22:43 przez: ulus7777
Macierzyństwo kojarzy nam się z uśmiechniętymi mamami, szczęśliwymi czystymi dziećmi, spełnieniem marzeń, istną sielanką. Nie widzimy najczęściej tej drugiej strony medalu, poświęcenia kobiety, matki, żony. Nasze społeczeństwo na barki tej jednej roli zrzuciło bardzo, bardzo wiele... Inga musi podołać bardzo wielu wyzwaniom, które na jej barkach zostawiło życie. Pogodzić rolę kobiety, matki, żony. W tym całym letargu żucia przepełniona codziennymi obowiązkami zapomniała o samej sobie. Zatraciła, zamroziła swoją osobowość, plany, marzenia, swoj oryginalny sposob patrzenia na świat. Całą swoją uwagę skupia na domu i dwójce potrzebujących jej dzieci, w to wszystko próbuje wplatać męża choć ich relacje już od jakiegoś czasu stały się chłodne. Kiedy pewnego dnia dziewczyna ma dość przybijającej jej codzienności zostawia dzieci z mężem, a sama wsiada na rower i jedzie daleko przed siebie. Wtedy właśnie zauważa grupę ludzi trenujących łucznictwo. Wkrótce dziewczyna sama do nich dołącza robiąc wreszcie coś dla siebie, odnajdując powoli siebie, ponownie swoją osobowość. Tam też poznaje pewnego mężczyznę. Pewnego dnia dziewczyna wychodzi na spacer ze swoim psem i już z niego nie wracają. Zaniepokojony jej zniknięciem mąż zawiadamia lokalną policję. Trwają poszukiwania dziewczyny. Co skrywają w sobie emaile? Kim jest młody tajemniczy mężczyzna? Jakie tajemnice skrywała jeszcze Inga? Książka "Kiedy będziemy deszczem" to dość specyficzny thriller. Od samego początku czujemy na swojej skórze niepokój, strach, tajemnicę, towarzyszące nam uczucie, że zaraz, za chwilę zdarzy się coś złego, niedobrego. Ksiązka pokazuje również smutną stronę macierzyństwa, samotną matkę, która poświęciała swoje plany, marzenia dla dwójki dzieci. Pokazuje zaciśnięte zęby, przez matkę, która próbuje podołać wszystkim domowym obowiązkom, która stale jest przytłoczona chaosem w domu, stertą prania, gotowaniem, która w tym wszystkim zapomniała o sobie, o byciu kobietą. Jej dzień jest do dnia podobny. Dom, dzieci, zakupy, pranie, sprzątanie gotowanie czyli idealna kura domowa. Macierzyństwo, które nie wygląda jak w reklamie pieluszek Pampers gdzie widzimy uśmiechniętą, szczęśliwą kobiete, która ma zrobioną fryzurę, paznokcie, makijaż, a jej dziecko równiez jak z obrazka jest szczęśliwe, wesołe i nie doskwierają mu jakiekolwiek problemy i choroby. Życie Ingi nie wygląda tak optymistycznie, tak kolorowo, mimo, że jej osobowośc właśnie taka była- jak piękny, dostojny, barwny tak. Całą siebie poświęciła dla macierzyństwa i męża. Kiedy dziewczyna to sobie uświadamia, ma wrażenie, że budzi się z długiego, bolesnego snu. Powoli zaczyna czuć, odbierać bodzce, widzieć słońce i kolory ponownie. Dośc smutna atmosfera, która przebija się przez kartki książki sprawia, że czytelnik przenosi się do wymiaru Ingi, czuje jej emocje, czuje jej strach, rozczarowanie, zmęczenie, czuje też zakazaną zdradę. Nie będę ukrywać, że książka w dośc specyficzny sposób mną wstrząsnęła, sprowadziła w pewien sposób na ziemię i uświadomiła jak wiele my kobiety poświęcamy dla naszych mężów i rodzin. Zdajemy soebie sprawę, że mamy bardzo wiele na swoich barkach, że rówież czasami tak jak nasza bohaterka czujemy samotność, przytłoczenie codziennymi obowiązkami. I kiedy w nasze życie zawita jeden promień słońca, nastawiamy twarz aby złapać więcej i więcej. Złapać ile tylko się da aby wystarczyło ponownie na zimne i ciemne chwile... Czytałam wiele różnych, dobrych thrillerów. Każdy z nich dotykał innych, specyficznych emocji. Inaczej grał na strunach mojej duszy. W tym wypadku również tak było. Moja dusza zagrała tym razem zupełnie nowe emocje, emocje dość osobiste, emocje tak silne, że słowa zatrzymują się w gardle i nie chcą przejść dalej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-01-2017 o godz 09:04 przez: Bookendorfina Izabela Pycio
"Rozczarowanie to nic innego jak odczarowanie naszych nierealistycznych oczekiwań wobec ludzi, zdarzeń, sytuacji, siebie samych. Zawody są częścią życia, nieuniknioną i niedocenianą."

Nie spodziewałam się, że będzie to tak satysfakcjonująca lektura, oczekiwałam rozrywki w typowym klimacie thrillera, a otrzymałam wspaniałe studium ludzkich marzeń, pragnień i potrzeb. Rewelacyjnie czyta się tę powieść, intrygująco prowadzi przez zawiłości ludzkich losów, uczucie niespełnienia, rozczarowania, zawodu, rozgoryczenia, ale także pożądania za głosem serca, wolą odmiany, apetytem na skosztowanie ciepłych barw życia. Trudna i kręta droga dążenia do spełnienia i samorealizacji, niebezpieczne igranie z kuszącymi fantazjami, poddanie się kradzionym w ukryciu chwilom szczęścia i radości, długo oczekiwanej zauważalności.

Dominika van Eijkelenborg wykreowała niezwykły profil głównej bohaterki, bardzo wyrazisty, przekonujący i jakże podobny do wielu z nas. Czujemy, że przyglądanie się zmaganiom i wyzwaniom trzydziestopięcioletniej kobiety wciąga nas coraz bardziej, wprost nie możemy się od tej fascynującej historii oderwać, staje się nam bardzo bliska. Autorka pięknie operuje słowem, plastycznie opisuje miejsca i zdarzenia, sugestywnie oddaje emocje, czujemy ten wyjątkowy warsztat pisarski, niezwykłą umiejętność przyciągania uwagi czytelnika, angażowanie go w fabułę, wytwarzanie chęci spoglądania na własne życie z perspektywy kluczowej postaci powieści.

Inga de Graaf, Polka, matka dwójki małych dzieci, żona robiącego karierę holenderskiego maklera, żyje w kokonie zapomnienia, mydlanej bańce zwyczajności, rutyny, znużenia i przewidywalności, z których nie może się wydostać i oswobodzić, a które dryfują na lekkim podmuchu marzeń. Powszedniość ogarnia wszystkie zmysły, zakradają się depresyjne myśli, wrażenie bezsensu, ponure przemyślenia, wzmożone poczucie klęski i niepewności siebie. Zawodowe marzenia nieuchronnie odpływają wraz z przybywającymi latami. Nie jest to szczęśliwy obraz wymarzonego życia. Szara codzienność źle wpływa na psychikę kobiety. Pozorność szybko przestaje być wystarczającym substytutem. Pomimo obecności bliskich osób, pojawia się dołująca samotność.

Niespodziewanie podczas zajęć z łucznictwa Inga zaczyna przebudzać się z ogarniającego ją marazmu. Stopniowo ponownie odkrywa i definiuje siebie, zmierza ku radośniejszej stronie życia. Jednak wkrada się również niebezpieczny chaos, złowieszcze zdarzenia, mnóstwo oszustw, kłamstw, niedomówień, zatajonych tajemnic. Czy faktycznie kobieta osiąga to, o co jej chodziło? W jaki sposób przyjdzie jej zapłacić za nową tożsamość i intrygującą znajomość? Jakie ryzyko zdecyduje się podjąć w imię obrony własnych marzeń? Czy wyczuje na czas zagrożenie, dostrzeże podstępny i zwodniczy uśmiech losu? Ale teraz, najważniejszym zadaniem dla lokalnej policji staje się odnalezienie Ingi, gdyż zaginęła, nie wróciła do domu po spacerze z psem.

Świetnie odmalowana atmosfera jednego z wielu małych miasteczek Fryzji, prowincji znanej z gospodarki rolniczej i turystyki żeglarskiej. Z każdym rozdziałem wkrada się coraz większy niepokój, lęki i obawy intensyfikują się, jednak z wyjątkiem zakończenia, nie ma tu mocnych uderzeń, dynamicznej akcji i sensacyjnych wątków. I dobrze, gdyż w tej historii znajdują one małe uzasadnienie, a zaproponowana przez autorkę forma narracji i podkręcania tempa fabuły, jest bardzo obrazowa i satysfakcjonująca, prowadzona z wyczuciem, przenikliwie i pasjonująco. Thriller opiera się na intrygujących wątkach psychologicznych, licznych retrospekcjach, dociekliwym rozpoznawaniu przyczyn i interesującym dostrzeganiu skutków zdarzeń.

bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
19-02-2017 o godz 21:26 przez: Maadziuulekx3
Coraz częściej sięgam po thrillery. By czuć gęsią skórkę na plecach, strach, przerażenie. Pobudzać szare komórki do intensywnego myślenia, przeżywać wydarzenia w wielkim skupieniu pozwalając prowadzić się prosto w paszczę lwa. By później w finale poskładać wszystkie puzzle w jedną całość. Lubię się bać, rozwiązywać zagadki, zaglądać w umysł bohaterów, lub wcielać się w ich postać. Widzieć wszystko ich oczami lub być cichym obserwatorem wydarzeń. Świetnie się przy takich powieściach bawię, mam zapewnioną adrenalinę, palpitacje serca, mrożącą krew w żyłach opowieść, tajemnice, sekrety, kluczę między zdarzeniami. Sięgając po ,,Kiedy będziemy deszczem" spodziewałam się emocjonującego thrillera, który wbije mnie w fotel, zapewni opowieść trzymającą w napięciu, oczekiwałam zaskakujących zwrotów akcji. Niestety zawiodłam się. Inga- żona robiącego karierę holenderskiego maklera i matka dwójki dzieci, pewnego dnia wychodzi z psem na spacer i słuch po niej ginie. Przerażony mąż zaginionej zgłasza się na policję. Zostają wszczęte poszukiwania kobiety. Z czasem na światło dzienne wychodzą prawdy o Indze, o których mąż w ogóle nie wiedział. Czy kobieta zostanie odnaleziona? Czy poznamy przyczynę jej zniknięcia? Otrzymałam niezbyt ciekawą kryminalną obyczajówkę w której zabrakło mi adrenaliny, zaskakujących zwrotów akcji, dreszczyku emocji. Brak tempa, monotonia, zero czegokolwiek. Historia ciągnie się niemiłosiernie. Jedynym plusem powieści jest język i styl autorki. Mimo, że często chciałam odłożyć lekturę na półkę i już nie wracać do jej historii, jednak ciągle mnie coś do niej ciągnęło. Ciekawość jak opowieść może się potoczyć i zakończyć. Plusem lektury jest niezwykła kreacja bohaterów, która moim skromnym zdaniem wyszła bardzo dobrze. Są prawdziwi, nieprzekoloryzowani, borykają się z problemami dnia codziennego, jak my sami. Wiele osób utożsami się z główną bohaterką i z przejęciem będzie obserwować jej los, decyzje jakimi się kierowała, jakie emocje towarzyszyły jej przy wyborach odpowiednich ścieżek którymi zdecydowała się podążać. Dodatkowo książka dostarcza refleksji. Zmusza do zastanowienia się nad tym, co jest w życiu najważniejsze. Nie zabraknie ciekawych emocji, smutnych historii o niespełnionych marzeniach, o tym jak nie popaść w monotonię życia, jak je urozmaicić i ulepszyć. Niestety książka nie zachwyciła mnie tak jak tego oczekiwałam na początku, dlatego trochę straciła w moich oczach. Akcja została kompletnie inaczej poprowadzona, skupiła się na studium emocjonalnym głównej bohaterki, co nią kierowało, co przeżywała,zamiast przybliżyć policyjne śledztwo, a tego oczekiwałam. Ono zeszło na dalszy plan, przyćmione losem Ingi. Czytelnicy zapewne chętnie sięgną po tę powieść, ponieważ jest emocjonująca, bardzo dobrze napisana, daje do myślenia, skłania do refleksji i na pewno umili czas. Dla mnie nie była tym, czego oczekiwałam, jednak definitywnie jej nie skreślam, bo nie była też aż taka zła.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
05-02-2017 o godz 10:34 przez: jezyna122
Inga od dziecka tworzy w wyobraźni świat, w którym bardzo często zatraca się myląc rzeczywistość z wyobrażeniami. Pomaga jej to przetrwać chwile, które najchętniej od razu wymazała by z pamięci. Zupełnie inna od brata, który ucieka w towarzystwo, ona sama zamyka się we własnych wyobrażeniach i przemyśleniach. Dorosłość wzmacnia jej poczucie własnej wartości i pozwala na ucieczkę od przeszłości. W czasie pobytu w Holandii, gdzie będąc studentką latem pracuje sezonowo, poznaje człowieka, który jest nią z każdym dniem coraz bardziej zafascynowany. Czy różnice kulturowe pozwolą na stworzenie idealnego związku a demony przeszłości schowane zostaną do szafy? „Kiedy będziemy deszczem” to z jednej strony powieść ogromnie emanująca emocjami, a z drugiej bardzo statyczna. Autorka ukazuje rzeczywistość poprzez listy pisane przez główną bohaterkę do swojej przyjaciółki, która pośrednio pełni rolę powiernika, który ani nie pochwali ani nie zgani, jak i przez przedstawienie codzienności głównej bohaterki. Młoda mama, marząca o tym, aby spełnić się zawodowo, często z trudem znosi uroki tak podobnych do siebie dni. Opieka nad dziećmi, coraz bardziej oddalający się mąż,mechanizm wykonywanych czynności, wszystko to powoduje, że z każdym dniem to co kochała, co jej się podobało, wydaje się szare i nic nie warte. Jedna niespodziewana chwila zmienia całkowicie jej życie. I znów pewna nierealność miesza się z tym co codzienne. Podoba mi się jak bardzo starannie autorka stworzyła portrety bohaterów powieści. Dzięki temu czytelnikowi wydaje się, że bardzo dokładnie ich zna, i spodziewa się pewnych ich zachowań a jednak zostaje wyprowadzony w pole. Świat odczuć, emocji, jest tak głęboki, że trudno pozostać na niego obojętnym. Miłość może zaskoczyć wszędzie i poprowadzić takimi ścieżkami, na które nikt nie jest przygotowany, tak samo jak i bohaterowie powieści. Nie umiejący nazywać swoich uczuć, gubiący się we własnych emocjach. I on, ten, który wszystko widzi, analizuje, porównuje, ocenia. On, któremu wydaje się, że ma prawo wymierzać sprawiedliwość. Niebezpieczny i podstępny, tajemniczy i strofujący. Muszę przyznać, że zwiodła mnie trochę reklama tego tytułu jako powieści sensacyjnej. Tak naprawdę otrzymałam dobrą powieść psychologiczno-obyczajową z wątkiem sensacyjnym w tle. Na dodatek, właśnie on wydawał mi się znajomy, bardzo podobne klimaty poznałam już w „Obserwatorze” Ch. Link. Nie przeszkadza mi to jednak stwierdzić, że przeczytałam ją z wielką przyjemnością, widząc jak wielką rolę autorka przywiązała do każdego słowa. Powieść, choć momentami monotonna wciąga, porusza wiele aktualnych problemów, daje dużo możliwości do osobistych porównań czy przemyśleń. Na pewno pełna emocji głównych bohaterów, którzy próbują radzić sobie z nimi nie zawsze w odpowiedni sposób. Czy poradzą sobie ze swoją codziennością? Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
10-01-2017 o godz 00:45 przez: Michelle
Inga de Graaf to młoda kobieta rozczarowana życiem, które okazało się zupełnie inne niż jej wyobrażenia. Pewnego dnia wychodzi z psem na spacer i już nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza zaginięcie na policji, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić rodzinę i odejść.
Policja dociera do jej maili pisanych przez Ingę do swojej przyjaciółki, które rzucają nieco światła na to, jak ona patrzyła na swoje życie. W korespondencji przewija się młody mężczyzna, który pojawił się w jej życiu. Czy zawartość maili okaże się rozwiązaniem zagadki zaginięcia Ingi?


Przyznam szczerze, że w trakcie lektury Kiedy będziemy deszczem poczułam się strasznie rozczarowana. Liczyłam na emocjonujący, trzymający w napięciu thriller, a miałam okazję przeczytać przeciętną obyczajówkę z wątkiem kryminalnym.


Brakło mi w tej książce adrenaliny, dreszczyku emocji… Ekspresji i tempa. Akcja ciągnie się niemiłosiernie. Poznajemy życie głównej bohaterki wypełnione rutyna i frustracją, przez znaczną część książki, by pod sam koniec wykrzesać z niej [historii] nieco grozy… Zdecydowanie za mało jak na gatunek, jakim ów książka być miała.

Język i styl autorki, w chwili, w której potraktuje się tę książkę jako niethriller, zdecydowanie wpływa na odbiór. Pomimo tej monotonności, jaką jest rutyna w życiu każdego z nas, da się czerpać przyjemność z lektury. Miłym wplotem w wydarzenia jest interakcja pomiędzy główną bohaterką a młodym mężczyzną. Dość przewidywalna w skutkach, jednak wnosiła trochę świeżego powietrza do całości. To samo tyczy się ostatnich rozdziałów książki, gdy na horyzoncie pojawia się rozwiązanie zagadki, a może etapy jej rozwiązywania? Wówczas akcja przyspiesza, by na końcu wyhamować.
Czy zakończenie jest zaskakujące? Biorąc pod uwagę pewne niuanse na samym końcu – owszem, jest. Ale czy faktycznie takiego zakończenia się spodziewałam… Sama nie wiem…


Autorce z pewnością zarzucić nie można kreacji bohaterów. Dopracowani pod względem psychologicznym. Mocno zarysowani. Zwyczajni ludzie.
Z Ingą zapewne niejedna kobieta byłaby w stanie się utożsamić. Tak, jak i w jej mężu niejedna odnalazłaby cechy swojego ślubnego.


Od strony graficznej Kiedy będziemy deszczem, w książce podobało mi się akcentowanie rozdziałów, które wyglądało tak:
Przyznam, że jest to nieczęsto spotykane w książkach rozwiązanie. Przynajmniej ja nie miałam tyle szczęścia, by cieszyć oko takimi urozmaiceniami.
A okładka? Klimatem idealnie oddaje wnętrze książki.

Podsumowując: Kiedy będziemy deszczem to historia kobiety, której życiem zawładnęła rutyna, z którą nie potrafiła sobie do końca poradzić. Choć próbowała, a próba ta drogo ją kosztowała. I pomimo iż nie jest to thriller, a coś z pogranicza literatury obyczajowej i kryminału, to gdzieś w tym wszystkim można odnaleźć pozytywne strony. Czy Wam też się uda, musicie przekonać się sami!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-02-2017 o godz 12:26 przez: erin97
Sięgając po nią chciałam po prostu przeczytać jakiś tam kryminał a dostałam historię pełną emocji i zrozumienia, która pochłonęła mnie od pierwszych stron. Serdecznie polecam kobietom, ale i warto by mężczyźni po nią sięgali- może da im coś do zrozumienia. Do sięgnięcia po tę książkę jak w większości przypadków skłonił mnie tytuł i okładka. Kiedy będziemy deszczem wydaje się być romantycznym stwierdzeniem. Byłam ciekawa jak się to odniesie do kryminału. Okładka też jest piękna. Ma w sobie barwy które lubię i jakoś tak komponuje się z tytułem. Wszystko razem stworzyło mroczną tajemnicę, którą chciałam poznać i cieszę się, że ją odkryłam, bo książka jest dla mnie fenomenalna. Myślę, że spodobała mi się głównie ze względu na głównych bohaterów. Ona, Inga, Polka, która zakochuje się w Marcu i wyjeżdża za nim do Holandii. Tam zakładają rodzinę. Mają dwójkę dzieci i masę obowiązków. Tracą to, co najważniejsze. On, ciągle zapracowany, nie zwraca uwagi na żonę, nie poświęca jej czasu, o wszystko ma pretensje. Ona czuje się nie szczęśliwa, brak jej tego, czego kobieta potrzebuje by kwitnąć i nagle pojawia się ktoś kto sprawia, że przy nim czuje się lepiej. Jak to się dalej potoczy i gdzie tu miejsce na wątek kryminalny? Dowiedzcie się sami. Obiecuję Wam, że warto. Rozczarowani nie będziecie.Idealne połączenie wielu motywów to kolejna rzecz, za którą cenię sobie tę historię. Wątek miłości, małżeństwa, przyjaźni, zdrady, zbrodni, wychowywania dzieci, lekcji łucznictwa a nawet tresury psa- wszystko to w jednej książce i to idealnie razem skomponowane. Nie ma tu miejsca na nudę. Autorka ma świetny styl i książkę czyta się bardzo szybko. Dużo się w niej dzieje, mimo iż akcja z początku nie wydaje się być szybka. Wszystko dzieje się we własnym tempie i jest ono właściwe. Dobry pomysł na fabułę i ciekawa kreacja bohaterów. Typowo kobiecy kryminał z nutką uczuć. Dla mnie jest to połączenie idealne.Najbardziej jednak cieszył mnie fakt, że momentami utożsamiałam się z bohaterką. Jestem od niej o 14 lat młodsza, nie mam męża ani dzieci, ale pewne wartości dla kobiet są uniwersalne. Myślę, że każda z nas zrozumiałaby się z Ingą. Dodatkowym plusem jest sposób w jaki książka została napisana. Fabuła jest retrospekcją, co już czyni historię ciekawszą. Dalej normalna akcja jest przeplatana fragmentami mejli, które Inga pisała do swojej koleżanki, a stanowią one swego rodzaju pamiętnik- dobry pomysł, bo czytelnik nie ma czasu by, któraś część zaczęła go nudzić.Mnie to wszystko oczarowało. Spędziłam z tą lekturą miłe chwile. Przeżywałam tę historię całą sobą i życzę Wam byście też tego doświadczyli. Sięgnijcie po tę powieść koniecznie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
18-02-2017 o godz 10:44 przez: Karolina MAREK
Dominikę miałam okazję poznać już jakiś czas temu dzięki jej pierwszej powieści "Czuły punkt", który zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Był to też powód dla którego nie zastanawiałam się długo czy sięgnąć po jej kolejną pozycję jak tylko ją ujrzałam. I choć ta okazałą się być zupełnie inna to ma w sobie to coś. Inga de Graaf jest z pozoru szczęśliwą matką i żoną. Mają psa, z którym jest trochę problemów, ale wszystko wydaje się układać. Niestety pewnego dnia kobieta wychodzi z Piratem na spacer i już nie wraca... "Więc to już oficjalne. Tal, prowadzę podwójne życie. Sekretne drugie życie, równoległe do tego pierwszego, społecznie akceptowanego, wystawionego na pokaz jak muzealny eksponat. [...] Moje życie ma dwie strony, jedną - pieszczoną przez światło dnia - i drugą - ciemną i ukrytą. I ja mam dwie twarze, a może sto." * Jej mąż Marc zgłasza zaginięcie żony na policji. W trakcie śledztwa odkryta zostaje korespondencja Ingi i na jaw wychodzą tajemnice kobiety, a ślady prowadzą do jej przyjaciółki oraz młodego mężczyzny... Książka jest o tyle inna od większości, że mamy zarys zaginięcia kobiety, a potem przenosimy się w przeszłość. Powieść to wspomnienia kobiety oraz e-maile, które pisze do swojej przyjaciółki. W nich zwierza się z życia codziennego. Z trosk, smutków, problemów czy rozterek. Inga tylko w pojedynczych momentach czuje się szczęśliwa - nie kiedy jest z rodziną, ale gdy towarzyszy jej pewien młody mężczyzna. Widzimy jak bardzo człowiek może być samotny mimo, że ma bliskich, ma rodzinę. Jedno jest pewne. Nie jest to typowy thriller na jaki się w pewnym sensie na stawiłam. To książka psychologiczna. Świetnie ukazane studium ludzkich marzeń i rozterek, potrzeb i pragnień. Dominika stworzyła niesamowity charakter głównej bohaterki. Inga dzięki temu wydaje się być wielowymiarowa i wyrazista. Ale przede wszystkim podobna do wielu z nas. Po prostu ludzka, a nie papierowa. Muszę przyznać, że książka mimo, że ma trochę minusów to jednak zaskakuje. Nie wszystkiego bym się spodziewała, nie wszystko odczytałam jak należy. Momentami źle poprowadzonej pozycji brak emocji i akcji, która najbardziej nabiera tempa za połową może zniechęcić niecierpliwego czytelnika, który albo odłoży pozycję albo nisko ją oceni. Ja ostatnio nauczyłam się dawać książkom drugą szansę i w większości przypadków się to opłaca. Tu było jak dla mnie warto. * - Cytat z "Kiedy będziemy deszczem" Dominika Van Eijkelenborg, str. 7
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-02-2017 o godz 21:11 przez: Katarzyna Kat.
"Kiedy będziemy deszczem" to fantastyczny thriller psychologiczny z doskonale wymyśloną i dopracowaną postacią głównej bohaterki Ingi. Cała książka sprawia, że czytelnik zapomina o swoim życiu, a staje się częścią wspaniałej i tajemniczej fabuły stworzonej przez Dominikę van Eijkelenborg. Jestem na prawdę szczęśliwa, że mogłam przeczytać tę książkę. Portret psychologiczny bohaterki przesyty realizmem sprawia, że każdy z nas odnajduje w niej siebie, a to z kolei wpływa na to jak czytelnik odbiera całą akcję. Oczywiście w pozytywnym sensie. Autorka przedstawia (trochę kontrastowo) rolę kobiety we współczesnym świecie bo życie Ingi de Graaf nie jest kolorowe. Żyje w cieniu męża i codziennej rutynie, która męczy ją. To wszystko sprawia, że u kobiety pojawiają się myśli depresyjne, brak w niej chęci do dalszej egzystencji. Jej małżeństwo wygasa, natłok obowiązków domowych i wychowanie dzieci w "złotej klatce" powoduje, że kobieta jest na granicy rozpaczy. Ale kiedy Inga zdaje sobie sprawę, że jej życie nie jest takie o jakim zawsze marzyła, stara się to zmienić. Wszystko idzie dobrze, do czasu. Kobieta wychodzi na spacer z psem, z którego już nie wraca do domu. Dużą dawką informacji o nagłym zniknięciu kobiety są maile, które Inga wymieniała z przyjaciółką. To jej mąż je odnajduje po tym jak próbuje rozwikłać zagadkę nagłego zaginięcia żony. Wszystkie służby zostają zaangażowane w poszukiwania kobiety, czy im się uda odnaleźć Ingę? Czy odkryją tajemnicę jej zniknięcia? Poznają na pewno emocje i uczucia Ingi. Książka chwyta za serce, powala na kolana i sprawia, że chce się więcej. Dawno już nie czytałam książki tak naładowanej emocjami. Z pewnością tutaj każdy, kto czytał tę książkę się ze mną zgodzi. Książka w dobry sposób przedstawia osobowość wielu ludzi, zwraca uwagę na to, że często ten kto jest uśmiechnięty na zewnątrz w środku przeżywa największy koszmar. Pomimo, że to thriller cała akcja i budowa książki przypominała bardziej emocjonalno-refleksyjną powieść, która objawia przykrą prawdę. Nie każdemu się to spodoba, na mnie jednak, książka ta zrobiła ogromne wrażenie. Ja mogę bez żadnego "ale" polecić ją każdemu z Was.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-04-2017 o godz 17:09 przez: Anna Kaczmar
Kiedy on patrzy... ,,Kiedy będziemy deszczem" to powieść przepiękna, urzekająca głębią opisywanych przeżyć głównej bohaterki. Autorka fenomenalnie opisała rozterki mężatki, która z dnia na dzień gaśnie pod naporem pojawiających się trudności. Inga z biegiem lat zapomniała, jakie to uczucie być adorowaną i docenianą. Łaknąca bliskości i potrzebująca ramienia na którym można się wypłakać, kobieta stworzyła skomplikowaną relację z chłopakiem równie odtrąconym, co ona. Ich przyjaźń rozkwita w atmosferze lęków kobiety, która uważa, że nią zasługuje. Nad bohaterami unosi się także mgła braku akceptacji, która zapowiada zniknięcie Ingi. Autorce udało się doskonale ukazać specyfikę relacji pomiędzy Ingą i Robinem. Tych dwoje bohaterów, który dzieli wiele, stają się coraz bardziej bliżsi. Odrzuceni przez rodzinę, potrzebują poczuć bliskość drugiej osoby. Mimo, że Inga tego nie zauważa (a może nie chce zauważyć) ich spotkania znacznie wykraczają poza zwykłą przyjaźń. To pokrewieństwo dusz ludzi, którzy zaznali smaku porażki i którzy wiedzą, czym jest rozczarowanie. Zatem nic dziwnego, że lgną do siebie. Z czasem treningi zamieniają na ukradkowe schadzki, w trakcie których czytelnik jest świadkiem przepełniającej ich chemii. Inga i Robin są dla siebie stworzeni, czego dowodem są zwierzenia naszej bohaterki. Ale jaka przyszłość czeka ten niemożliwy związek? Tego nie mogę zdradzić. Najbardziej ujęła mnie w tej powieści atmosfera przesiąknięta półprawdami, niedopowiedzeniami oraz zakazanym uczuciem. Postaci wykreowane przez autorkę są bardzo prawdziwe, żywe i wzorowane na prawdziwych ludziach. Ich rozterki wewnętrzne, przeżywane uczucia są tak pięknie opisane, że wywołują wiele emocji w czytelniku. Podczas lektury Kiedy będziemy deszczem czeka Was emocjonalny rollercoaster. Będzie płakać razem z główną bohaterką, śmiać się oraz przeżywać zauroczenie niezwykle mądrym życiowo chłopakiem. Wraz z nią poznacie poczucie klęski, odrzucenia oraz strach, który zafundował jej tajemniczy prześladowca. To powieść przepełniona uczuciami oraz wieloma rozterkami charakterystycznymi dla pokolenia współczesnych trzydziestokilkulatków.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-01-2017 o godz 20:52 przez: Livingbooksx
Od niedawna lubuje się w thrillerach, które skrywają głęboko w sobie tajemnicę. Uwielbiam strona po stronie odkrywać, o co tak naprawdę chodzi w danej powieści, doskonaląc swoje umiejętności śledcze :) "Kiedy będziemy deszczem" zaintrygowało mnie już samym opisem, ponieważ od pierwszych zdań odczułam ciekawość oraz ogromną chęć poznania owej historii. Miała w sobie coś, co mnie do niej przyciągało - i jak się okazało - wciągnęło na długie, interesujące godziny. Główna bohaterka powieści od samego początku jest osobą niezwykle tajemniczą, skrytą i pomimo swojej częściowej nieobecności - wprowadza w książce wiele emocji i mrocznych intryg. Wydarzenia, które mają miejsce na kartach owej powieści nie są zwyczajne, a osoby przewijające się w życiu głównych postaci mają wiele znaczenie, pomimo, że początkowo wydają się przypadkowymi świadkami. Tak naprawdę w opowieści "Kiedy będziemy deszczem" nic nie jest przypadkowe, a akcja została dokładnie przemyślana i złożona w porywającą, wciągającą całość. Początkowo wydawać się może, że akcja została "napchana" przypadkowymi wydarzeniami, osobami oraz nic nie znaczącymi faktami. Ja natomiast od dawna nie nabieram się na takie zabiegi w thrillerach, bo wiem, że w takich książkach praktycznie wszystko ma znaczenie. Tym razem również tak było. Ogólny zarys powieści jest dość popularny - ktoś znika, a potem dzieją się różne, dziwne rzeczy. Mimo wszystko, w owej książce oprócz zaginięcia równocześnie mają miejsce również inne sytuacje, a to, co dzieje się później, jest zagadką, którą ciężko rozwiązać i przewidzieć jej następstwa. To coś, czego potrzebowałam. Z twórczością autorki spotykam się po raz pierwszy, jednak muszę przyznać, że było to bardzo przyjemne i udane spotkanie. Styl pisania bardzo mi odpowiadał, a historia, która została stworzona, porwała mnie i wciągnęła niespodziewanie szybko. Wszystko było przemyślane, bohaterowie ciekawi, wydarzenia zespolone a tajemnica zadziwiająca i bardzo zaskakująca. Całość oczarowała mnie swoim niepowtarzalnym, mrocznym klimatem, który towarzyszył mi przez całą powieść. Zostałam mile zaskoczona.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-12-2016 o godz 11:57 przez: SKOKWBOOK
Skandynawski polot kryminału, zdecydowanie i szalenie ciekawie narysowane sylwetki postaci, przewijający się w tle motyw tajemnicy. Ach, jestem zaczarowana.
Tylko nie chodzi tu o czar urokliwych okolic, miłych zakątków i pluszowych misiów. O nie, nie. Jestem raczej ZAHIPNOTYZOWANA fabułą, która rozwija się niczym dywan, którym okryte jest ciało. Trup. Przełykanie głośno śliny towarzyszyło mi przy lekturze parokrotnie. Zatrważająca gula w gardle. Taki klimat – mroczny, nieprzyjemnie przyjemny, śliski, szalenie intrygujący – bije z każdej strony książki. Dominika van Eijkelenborg wspięła się na wyżyny kunsztu pisarskiego – widać, że kobieta grzeszy genialnym warsztatem literackim. Moje oczy wprost żarłocznie płynęły po wersetach tego… thrillera? Kryminału? Sama nie wiem jak określić ten gatunek, dla tej książki można by zdefiniować coś całkiem nowego. Jakiś typ kryminału, który jest wyjątkowo ekscytujący. Elektryzujący. W ten dziwny, niepokojący sposób. Ależ ja uwielbiam takie schizofreniczne, psychodeliczne, głębokie w najmroczniejszym tego słowa znaczeniu, powieści. Malutki teaser? Chcecie trochę fabuły? Nie będę zdradzać za wiele, bo odbiorę wam dziką przyjemność czytania, ale trochę was podrażnię. Zaczyna się od z pozoru niewinnego spaceru z psem. Wówczas, główna bohaterka, ginie bez śladu. Śledztwo wykaże pewne fakty z jej przeszłości, którymi nie chciałaby się chwalić. Wniosek? Nigdy nie jesteśmy do końca anonimowi, a czyjeś czujne oczy mogą śledzić nasz każdy, nawet najmniejszy krok. Cudo w makabrycznej formie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
11-02-2017 o godz 00:58 przez: Katarzyna Bieńkowska
To miała być zupełnie inna książka... macie tak, że zakładacie z góry o czym będzie książka? Po okładce, po opisie? Ja tak robię, ale to tylko domysły, nigdy nie ma to wpływu na wybór książki. Ani na ocenę. Tym razem miała być powtórka z "Zaginionej dziewczyny": kobieta znika, mąż jest podejrzany, ona ma tajemnicę a on problem. Nawet zaczęło się od wydarzeń na policji. Tyle tylko, że zamiast śledztwa był opis codzienności zaginionej kobiety, trudy dnia codziennego, a ja jako matka łączyłam się z nią w bólu. Wszystko to przeplatane było listami do przyjaciółki, pełnymi zwierzeń i tajemnic. Książkę czytałam z przyjemnością ogromną i lekkością, wydarzenia niosły mnie od strony do strony... Co prawda spodziewałam się już kto będzie czarnym charakterem, ale jednak gdy w końcu dotarłam do punktu kulminacyjnego zaciskałam zęby z nerwów i z jeszcze większym zaangażowaniem przerzucałam strony. Książka dla każdej mamy zmagającej się z wychowaniem dzieci, która czasem ma zwyczajnie wszystkiego dość - czasem lubię poczytać, że nie tylko ja mam ochotę zamknąć drzwi i uciec... Książka dla fanów zagadek... kto ją obserwuje, kto jej zagraża, czy ktoś jej zagraża, czy tylko ona zagraża sama sobie?! Książka dla każdego, kto lubi poczytać o prawdziwym życiu, bo przecież ta historia mogła przydarzyć się każdemu...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
06-02-2017 o godz 10:01 przez: Monika Lewandowska
Książka przypomina bardziej powieść obyczajową niż thriller, ale dzięki początkowi i emocją książki, cały czas mamy na uwadze, że zaraz, za chwilę, niemalże na naszych oczach wydarzy się coś strasznego. To przerażające uczucie, z którym trzeba sobie poradzić niemal przez całą powieść. Na uwagę, zdecydowanie zasługują opisy rozpadającego się małżeństwa bohaterów, samotność jaka ich dopada, mijanie się, a także trudy macierzyństwa, o których rzadko się opowiada. Nie znajdziemy w tej książce przelukrowanej słodyczy, choć czułość jest jednym z uczuć, jakie da się zaobserwować w Indze, mimo trudności jakie napotyka. W książce jest mało dialogów, za to dużo opisów uczuć, emocji. Jest to zabieg celowy, ponieważ największą siłą tej opowieści, to właśnie pobudzone uczucia, jak strach i lęk. Przez cała powieść w czytelniku narasta poczucie mroczności i tego że zaraz stanie się coś złego. Jest coś ciężkiego w tej historii, duży ładunek emocjonalny i poczucie nadchodzącego kataklizmu. Dałam się mu ponieść. Czy i Wy mu ulegniecie? Polecam Wam się o tym przekonać. całość recenzji: kochamciemojezycie.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
29-03-2017 o godz 12:05 przez: Ósemkowy Klub Recenzenta
Dominika van Eijkelenborg to z pochodzenia Polka, która teraz spełnia się w Holandii. Jej powieści są znane z tajemniczości i sekretów. Mając w przeszłości skomplikowany romans, umie napisać dobrą powieść na ten temat. Główna bohaterka książki ma na imię Inga. Ma męża i dwójkę małych dzieci. Rodzinę dopełnia pies. Pewnego dnia Inga wychodzi na spacer z nim i już nie wraca. Między śledztwem prowadzonym przez lokalną policję, książkę urozmaicają wstawione e-maile Ingi do jej przyjaciółki. Mąż Ingi nie daje sobie rady z dziećmi i wciąż ma nadzieję na powrót żony. Po pewnym czasie dowiadujemy się o tajemniczym mężczyźnie, który mógł maczać palce w życiu Ingi. Książka „Kiedy będziemy deszczem” jest tajemnicza, pełna zagadek. Czytający nie może się od niej oderwać, ponieważ jak najszybciej chce rozwiązać tajemnicę zaginięcia głównej bohaterki. Niestety, gdybym miała wybór, nie wybrałabym jeszcze raz tej książki, gdyż thrillery to nie moje klimaty. Oliwia, lat 16 źródło: osemkowyklubrecenzenta.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
27-01-2017 o godz 13:17 przez: czytatnik
Inga de Graaf, żona i matka dwójki dzieci, wychodzi pewnego dnia na spacer z psem, z którego już nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie na policję. Służby są bezradne - wydaje się, że kobieta znikła bez śladu. Jedyną użyteczną poszlaką zdają się być maile wysłane przez nią do przyjaciółki, z których żaden nie doczekał się wiadomości zwrotnej. Historia, którą opowiadają te listy przedstawia zupełnie inny obraz Ingi, mroczny i pełen tajemnic. Czy jednak to wystarczy do jej odnalezienia? Całość recenzji dostępna pod adresem: http://zapach-ksiazek.pl/kiedy-bedziemy-deszczem/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Beach read Henry Emily
4.3/5
29,60 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Szklany dom Chase Eve
4.2/5
29,61 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Godzina wiedźm Henderson Alexis
4.6/5
32,90 zł
49,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Skradzione dziecko Costeloe Diney
4.8/5
29,61 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Serce wiedźmy Genevieve Gornichec
4.5/5
32,90 zł
49,90 zł

Podobne do ostatnio oglądanego