Gwiazdy, które spłonęły (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Sprzedaje empik.com 30,99 zł

Cena empik.com:
30,99 zł
Cena okładkowa:
34,90 zł
Oszczędzasz:
3,91 zł (11%)
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt w magazynie empiku
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Falcon Field Melissa Książki | okładka miękka
30,99 zł
asb nad tabami
Shukri Laila Książki | okładka miękka
24,50 zł
asb nad tabami
Margielewski Marcin Książki | okładka miękka
28,99 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Wciągająca opowieść o kobiecie na rozdrożu i mężczyźnie z przeszłości, który przewraca jej życie do góry nogami.

Claire Spruce daje z siebie wszystko. Jest idealną żoną, dobrą matką i przykładną kobietą z przedmieścia. Jednak życie to nie bajka. Niekończąca się zima oraz mąż pracoholik doprowadzają ją do obłędu. Nawet urocza buźka małego synka nie potrafi przezwyciężyć mrocznych myśli, które nawiedzają ją coraz częściej. Marzy o tym, aby zniknąć i poczuć płomień młodzieńczych lat. Jakby na życzenie, Claire dostaje niespodziewaną wiadomość na Facebooku. Dean, stara miłość z liceum, z coraz większą śmiałością wkracza do jej życia. W końcu proponuje spontaniczną ucieczkę. Niestety Claire jeszcze nie wie, że powrót mężczyzny nie jest przypadkiem i będzie musiała ponieść konsekwencje swojej decyzji.

ksiazka


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Gwiazdy, które spłonęły
Tytuł oryginalny: What Burns Away
Autor: Falcon Field Melissa
Tłumaczenie: Laskowska Alicja
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 376
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-10-26
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 203 x 18 x 135
Indeks: 22597984
Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4
5
8
4
11
3
3
2
1
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
25 recenzji
03-02-2018 o godz 10:42 malyneczka dodał recenzję:
Każdy z nas ma takie wydarzenia w swojej przeszłości, o których niekoniecznie lubi mówić. Powieść Melissy Falcon Field pokazuje, że jednak dobrym pomysłem jest się od nich po prostu odciąć. Claire wiedzie w miarę spokojne życie wraz ze swym mężem, który pracuje w szpitalu oraz jest też młodym naukowcem. Jednak kobiecie, młodej matce bardzo ciężko jest odnaleźć się w dużym mieście. Pewnego dnia dostaje wiadomość na Facebooku od swojej miłości z młodzieńczych lat. Dean, podobnie jak i Claire, nie jest najszczęśliwszy w swoim związku. Dawna para zaczyna wspominać swój związek, który nagle ożywa i wraca wraz z innymi duchami przeszłości, o których Claire nie wspominała mężowi... Gwiazdy, które spłonęły to mądra książka, która pokazuje, że przed najbliższymi nie trzeba kryć się z własną przeszłością. Ponadto ukazuje, że nie zawsze to, co widzimy jest takie, jak nam się wydaje. Często gloryfikujemy niewłaściwe osoby, a nie rozmawiamy z drugimi, upierając się przy swoim zdaniu. Wydaje mi się, że Melissa Falcon Field odważnie poruszyła tu jeden z ważniejszych problemów dzisiejszego świata, który zdominowany przez media społecznościowe pokazuje ludzi tylko takimi, jakimi chcą być odbierani. Polecam tę książkę nie tylko na zimowe wieczory. Z pewnością porwie Was i mam nadzieję, że pokaże, że rozmowa na Facebookunto nie wszystko.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-12-2017 o godz 10:12 misiulka90 dodał recenzję:
ksiażka kupiona mamie jako prezent na pewno bedzie zachwycona
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-11-2017 o godz 10:59 Karolina G. dodał recenzję:
Claire Spruce jest idealną żoną i dobrą matką. Niestety, pod pozorem przykładnej kobiety z przedmieścia nie kryje się za dużo dobrego... Jej życia z pewnością nie można określić jako bajki. Wraz z mężem długo starali się o dziecko. Kiedy w końcu udało im się spełnić niegdyś nieosiągalne marzenie, okazało się, że szczęście dla Claire długo trwać nie będzie. W związku z pracą Milesa, małżeństwo zmuszone było zmienić miejsce zamieszkania. Kobieta z trudem zostawiła za sobą ukochane tereny i wymarzoną pracę. Nowy dom nie cieszył jej tak samo, jak poprzedni. Niekończąca się zima doprowadzała ją do obłędu, a Miles, pracoholik nieumiejący oddzielić życia prywatnego od obowiązków służbowych, rozczarowywał ją z dnia na dzień coraz bardziej. Negatywne myśli i odczucia nieustannie pojawiały się w jej głowie. Nic więc dziwnego, że gdy na Facebooku odezwał się do niej Dean, stara miłość z liceum, Claire szybciej zabiło serce. Wspomnienia dawnych czasów z byłym ukochanym oraz brak zainteresowania ze strony męża popchnęły ją do podjęcia decyzji o... spontanicznej ucieczce z Deanem. Niestety, powrót mężczyzny z przeszłości nie był przypadkiem, a decyzja ta pociągnie za sobą pewne konsekwencje. "Gwiazdy, które spłonęły" bezapelacyjnie trafiają na półkę moich ulubionych powieści. Przyznam szczerze, że na początku oczekiwałam nieco większego BUM. Myślałam, że trafiłam na inną historię, w której będą szaleć romantyczne uczucia. Pierwsze strony nieco mnie rozczarowały, ale chwilę potem zrozumiałam, że przede mną leży kawał dobrej powieści. Melissa Falcon Field stworzyła wspaniałą, choć poniekąd przygnębiającą lekturę, z niebanalną fabułą i rewelacyjnie wykreowanymi bohaterami, których mogłabym określić jako jeden z najlepszych i najmocniejszych elementów zawartych na kartach powieści. Cała historia przedstawiona jest z punktu widzenia głównej bohaterki. Uwielbiam pierwszoosobową narrację, za każdym razem, gdy autor stosuje ten zabieg, o wiele intensywniej zżywam się z bohaterem i bardziej rozumiem motywy jego postępowania. Do gustu przypadło mi zgrabne wplecenie wydarzeń z przeszłości między wątkami rozgrywającymi się w teraźniejszości. Z Deanem nie było tak, że Claire od razu chciała wskoczyć mu w ramiona. Kobieta próbowała odbudować to, co było niegdyś między nią, a jej mężem. Niestety, starania te szły na marne. Miles albo nie zauważał jej inicjatywy, albo gonił za pracą. Myślę, że nikt nie wytrzymałby takiej sytuacji na dłuższą metę. Co więcej, przeszłość Claire nie była łatwa. Każdy w związku potrzebuje troski, uwagi ze strony drugiej osoby, ciepła, a przede wszystkim MIŁOŚCI. Moim zdaniem Claire popełniła błąd nie wykładając przed Milesem uczuć, które w niej buzowały, żalu, który był spowodowany zapracowaniem męża... "Gwiazdy, które spłonęły" to wyjątkowa powieść obyczajowa z przesłaniem. Dostarcza takich emocji, że z pewnością długo o niej się nie zapomni. Nie brakuje w niej elementów zaskoczenia. POLECAM!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-11-2017 o godz 13:08 BartoszCzyta dodał recenzję:
"Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca." "Przestaliśmy odnajdywać siebie nawzajem. Przestaliśmy sobie pomagać i wspierać się w pracy, przestaliśmy nawet śmiać się z absurdów." W życiu każdego człowieka przychodzi moment zwątpienia. Czas w którym zaczynamy myśleć, co by było gdyby... Tak też jest z Claire. Jest cudowną matką, dobrą żoną. Jednak żyje w cieniu sukcesu męża. Po urodzeniu dziecka nie wróciła do pracy. Całe dnie spędzone w domu w końcu zaczynają ją dołować. Pewnego dnia na jednym z portali społecznościowym Claire dostaje wiadomość od swojej pierwszej miłości. Minęło wiele lat, a ona poczuła motyle w brzuchu. Jak potoczy się wewnętrzna walka Claire? Czy podejmie się uratowania swojego małżeństwa ? A może postanowi wróci do miłości sprzed lat? Dzięki narracji pierwszoosobowej lepiej poznajemy naszą główną bohaterkę. Poznajemy jest obecne losy jak i przeszłość. Mówi się, że człowieka kształtuje czas, jednak to z dzieciństwa wynosimy najwięcej. A dzieciństwo dziewczyny nie było takie proste jakim mogłoby się wydawać. Gwiazdy, które spłonęły mogą na początku zmylić czytelnika. Myślałem, że będzie to zwykły romans , ale wyszło zupełnie co innego. Książka ma bardzo duże podłoże psychologiczne. Wszystkie opisy naszej głównej bohaterki z przeszłości i teraźniejszości pozwalają lepiej poznać Claire. Na początku wydawała się być do błaha historia. Kobieta potrzebuje dużo uwagi. Dochodzi jeszcze sam fakt, że po mimo tego, że jest w związku małżeńskim zaczyna pisać ze swoją wielką pierwszą miłością. Jednak książka niesie za sobą morał. Ile razy w życiu poddajemy się? Nie walczymy o coś , ponieważ nie chcemy. To nie tak, że nie możemy. Po prostu czasem brakuje nam odwagi, samozaparcia. Często też podejmujemy decyzje zbyt pochopnie. Szybka decyzja nie równa się dobrej decyzji. Jednak jeżeli popełnimy błąd to musimy pamiętać, że wszystko można naprawić wbrew temu co mówią inni. "Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć." Jest to naprawdę bardzo fajna książka. Obyczajówka z przesłaniem, gdzie wkrada się podłoże psychologiczne. Samą powieść czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Nie jest to nie wiadomo jak super książka. Pomimo fajnego opisu czegoś naprawdę zabrakło. Pozostał niedosyt. Mimo wszystko książkę polecam. No i oczywiście musicie sprawdzić jak potoczy się los naszej głównej bohaterki. No bo przecież... Nie wiemy co zadecyduje, prawda ? POST SKOPIOWANY Z BLOGA: https://bartoszczyta.blogspot.co.uk/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-11-2017 o godz 00:45 Śnieżynka dodał recenzję:
Książka zaciekawiła mnie od samego początku opisem z okładki. Odnowienie starej znajomości, niebezpiecznej, bo otulonej czymś magnetycznym, czymś co może doprowadzić do dramatu w normalnym, zgodnym małżeństwie. Co z tego wyniknie? Kłamstwa, tajemnice, chemia wstrząsająca powietrzem, wątpliwości. Będzie się działo! Tak wyobrażam sobie tę historię. I czekałam na to wszystko do połowy, gdy zdałam sobie sprawę, że chyba nic z tego… Nie spodziewałam się, że powieść będzie utrzymana w aż tak melancholijnym nastroju i obłożona tak licznymi retrospekcjami z przeszłości, które przyćmią wszystko inne. Autorka próbowała opisać iskry, o których mowa na okładce, ale ja ich niestety nie poczułam. Zbyt mocno skupiałam się na portrecie Claire i jej przeszłości, tym, co przeżyła jako nastolatka i jak wpłynęło to na jej całe późniejsze życie. Byłam też trochę poirytowana ciągłym wspominaniem przeszłości i ta teraźniejszość zatarła mi się gdzieś w tle. W dodatku zostawiła opowieść z pewnym niedopowiedzeniem i to też wytrąciło mnie z równowagi. W dodatku bohaterka drażniła mnie od samego początku. Mąż się stara, wie doskonale, jak jest im trudno, ale ona potrafi tylko mieć do niego żal. Bo po co rozmawiać wprost o tym, co ją boli? Albo zdobyć się na odrobinę więcej wyrozumiałości? Jeśli nie ma się ochoty na walkę o własne małżeństwo, to czy można było kiedykolwiek mówić o prawdziwej miłości? Szlag mnie trafiał, gdy czytałam o stwierdzeniach bohaterki, że ona i jej mąż kiedyś zachowaliby się zupełnie inaczej, ale teraz nawet o tym nie pomyślą, a z drugiej strony przyznaje, że o pewnych dość istotnych aspektach swojego życia nigdy mu nie powiedziała. Następnie Dean. Cóż, ja nigdy nie byłam w nim zakochana. A chciałabym poczuć to, co powodowałoby mętlik w mojej głowie, bym wraz z bohaterką zastanawiała się jak to zrobić, żeby być wierną mężowi i zapomnieć o tamtym, ale się nie da, bo on jest taki.. Mm! Niestety nic takiego nie poczułam. Kurczę, ja tak narzekam na tę książkę, a ona jest naprawdę dobrze napisana. Czyta się szybko i sprawnie, a dialogi są cudownie naturalne. W dodatku autorka stworzyła świetny psychologicznie, głęboki portret zagubionej kobiety, która naprawdę wiele w życiu przeszła. Dokładnie, krok po kroku zbudowała postać, dodała do niej warunki sprzyjające początkowej euforii z odnalezienia swego dawnego „ja”. Daje to solidnie do myślenia. Czasem trzeba się porządnie zastanowić, jaką drogę wybrać i czy zakazany owoc rzeczywiście wart jest uwagi. U kogo tak naprawdę poszukać pomocy? To nie tak, że mnie powieść zupełnie nie zaciekawiła. Naprawdę chciałam wiedzieć, jaki będzie finał historii. Ale jestem rozczarowana, bo chciałam więcej iskier, narastającego napięcia, które stopniowo przeradzałyby się w to ‘coś’. Tu wszystko poszło za szybko, bez jakiejś subtelności na początku, a Dean jest tylko dodatkiem do tego oceanu uczuć, które szaleją w bohaterce. Książka jest bardzo dobrą lekturą dla czytelników, którzy chcą porządnego psychologicznego studium powoli umierającego związku, mocnych i bardzo dramatycznych akcentów z przeszłości silnie wpływających na teraźniejszość, oraz elementów thrillera. A wszystko to utrzymane w mrocznym, melancholijnym klimacie. Polecam, jeśli szukacie właśnie tego :) Śnieżynka (www.piorkonabiurko.pl)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-11-2017 o godz 18:41 Książki według Wiktorii dodał recenzję:
https://ksiazki-wiktorii2.blogspot.com Wiecie jak to jest. Siadacie do książki z jakimiś oczekiwaniami, a powieść albo je spełni, albo polegnie próbując. W przypadku tej oto książki moje oczekiwania były naprawdę wysokie, opis na tyle okładki mnie zaintrygował, a ja postanowiłam sprawdzić, co tam w trawie piszczy. Zaczęłam czytać i powiem tak. Gorzej być chyba nie mogło! Z każdą stroną, linijką i słowem miałam coraz większą ochotę rzucić tą książką o ścianę, zresztą nie tylko to chciałam zrobić, jednak myślę, że oszczędzę wam szczegółów. Czym dalej byłam w treści, tym bardziej czułam jakbym się cofała. Niektóre książki mają tak, że na początku nas odrzucają, a później, ku naszemu zaskoczeniu oddajemy im serce. Szczerze przyznam miałam cichą nadzieję, że tu będzie podobnie. Jednak nie było. "Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć." Claire Spruce daje z siebie wszystko. Stara się być dobrą matką, córką, żoną i przykładową kobietą. Jednak nie wszystko idzie po jej myśli, planowała wieść spokojne życie, obok ukochanego męża z wspaniałym synkiem, jednak życie to nie bajka i kobieta z dnia na dzień coraz bardziej zdaje sobie z tego sprawę. Mąż pracoholik, którego większość czasu nie ma w domu, a do tego codzienna monotonność przyprawia ją już o ból głowy. W końcu ile można robić to samo? Claire coraz bardziej tęskni za latami kiedy jej życie było ciekawe i fascynujące. I właśnie wtedy jakby na życzenie, dostaje niespodziewaną wiadomość od jej dawnej miłości, Deana. Kobieta nawet nie zauważa, kiedy wszystko odwraca się do góry nogami. Nie wie, że mężczyzna z dawnych lat napisał do niej z jakiegoś konkretnego powodu. A ona niczego nieświadoma rzuca się w wir internetowego flirtu. Jednak jak już każdemu wiadomo, życie to nie bajka, a ona będzie musiała ponieść konsekwencję swoich decyzji. "Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca." Ciekawy zarys fabuły, prawda? Tak samo myślałam do momenty, kiedy zaczęłam czytać tę książkę. I właśnie wtedy całe moje nadzieje i oczekiwania zaczęły się burzyć jak domki z kart, za podmuchem wiatru. Pisarka miała bardzo ciekawy pomysł, z tym nie będę się kłócić, najprawdopodobniej miała w planie napisać intrygującą powieść z niesamowitymi zwrotami akcji, romansem oraz nie wiadomo jeszcze, jakimi cudami, a wyszło... No właśnie, co? Tak naprawdę to myślę, że jej plany w związku z tą powieścią pozostały na etapie "planów". Powieść nie posiada prawie w ogóle akcji, jest prostolinijna, monotonna, opowiada tak naprawdę przez ponad połowę powieści o tym samym. Jeden rozdział: przemyślenia głównej bohaterki, drugi rozdział: wspomnienia bohaterki i tak w kółko! Autorka praktycznie cały czas opisuje codzienne życie kobiety, raz na jakiś czas stanie się coś niespodziewanego, jednak nawet to nie uratowało tej książki w moich oczach. Spoko już poruszyłam kwestię fabuły, to przejdę teraz do bohaterów. Od samego początku główna bohaterka irytowała mnie w sposób niesamowity, niby jej coś zawsze nie pasuje, ale nigdy nie robi nic, żeby to zmienić. Była zła na męża za to, że ciągle pracuje, ale czy zrobiła z tym cokolwiek? Porozmawiała z nim? Zwróciła mu uwagę? Prosta odpowiedz: Nie. Nie kiwnęła nawet palcem, zresztą nie tylko w tej kwestii. Claire podczas czytania wydawała mi się taką miękką kluchą, niby grała twardą, ale jak przyszło, co, do czego to wyszło szydło z worka. Nie lubię tego typu bohaterów. Czytanie tej książki szło mi jak krew z nosa, czym dalej byłam tym miałam jeszcze większą ochotę odłożyć tą książkę. Z każdym kolejnym rozdziałem przewracałam oczami coraz bardziej, a na końcu miałam ochotę je sobie po prostu wyrwać. Główna bohaterka, która miała być dorosłą kobietą, została wykreowana jak dziecko. Fabuła, która miała porywać, okazała się tak nudna. Z kolei akcja, która miała zapierać dech w piersi, w ogóle gdzieś zaginęła. Chciałabym podać jeden powód, dla którego warto chwycić za tą powieść, jednak naprawdę nie potrafię go dostrzec. Czytałam wiele książek, gorszych jak i lepszych, jednak takiej jeszcze chyba nigdy. Przykro mi tak mówić, jednak to szczera prawda. Dlatego też bardzo się zdziwiłam, kiedy weszłam na internet i przeczytałam kilka innych opinii na temat tego tytułu. Każda osoba po kolei wychwalała tą powieść pod niebiosa, a ja w głowie miałam jedno pytanie, czy my, aby na pewno czytaliśmy tą samą książkę? Jak widzicie ten tytuł okazała się według mnie nie warta poświęconego na niego czasu, jednak to moja opinia, każdy jest inny i każdy zwróci w książce uwagę na coś innego.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-11-2017 o godz 14:21 Anonim dodał recenzję:
Clarie Spruce jest czterdziestoletnią, na pozór spełnioną życiowo kobietą. Mieszka w pięknym dużym domu, jest żoną cenionego lekarza i matką urzekającego chłopca. Do niedawna wiodła szczęśliwe życie, jednak wszystko się zmienia, gdy zaczyna jej brakować pracy i adoracji ze strony męża. Mężczyzna całkowicie poświęca się swojej pracy i nie zwraca uwagi na żonę, która poświeciła swoją karierę, żeby wychowywać ich synka. Nieustanny śnieg i brak bliskości sprawia, że zaczyna czuć się samotna i odosobniona. Jej myśli stają się coraz mroczniejsze, zastanawia się nad odejściem od partnera. Coraz częściej też wraca do wspomnień z młodości, rozmyśla nad swoim były chłopakiem. Monotonne życie Clarie zostaje przerwane, przez niespodziewaną wiadomość, która dostała na Facebooku. Odezwał się do niej Dean, ów była licealna miłość. Między tym dwojgiem zaczyna odradzać się stare uczucie. „Gwiazdy, które spłonęły” to niezaprzeczalnie udany debiut Melissy Falcon Field. Autorka stworzyła wciągającą i niekiedy mroczną powieść, która w większości nie powiela tak bardzo utartych schematów. Fabuła zdaje się być jednocześnie nowatorska i standardowa. Początkowo akcja była dość stała, jednak pod koniec ruszyła z kopyta. Przyjemne i przystępne pióro Melissy ułatwiało zagłębienie się w historię. Głowna bohaterka wydawała się tym bardziej realistyczna, że jej dzieciństwo faktycznie odbijało się na jej dorosłej postaci. Idealne skomponowanie przeszłości z teraźniejszością pomagało w rozumieniu Clarie. To pouczająca i życiowa książka, jej treść może być przestrogą dla wielu kobiet.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-11-2017 o godz 14:21 Biały Notes dodał recenzję:
Czytałam wiele pozytywnych opinii na temat „Gwiazd, które spłonęły” i nieszczególnie się do nich przychylam. Dla mnie nie jest to powieść o „miłości, kobiecości i odcinaniu sznurków przeszłości”. W moim odczuciu to książka o znudzonej małżeństwem i macierzyństwem kobiecie, która zamiast szczerze porozmawiać z partnerem, woli dusić w sobie samotność i szuka ukojenia w łóżku innego faceta (naprawdę nie polubiłam Claire :P). Nie mogę jednak powiedzieć, że „Gwiazdy, które spłonęły” to tytuł ewidentnie zły. Czyta się go dobrze, fabuła nawet wciąga, a sama historia może uchodzić za pouczającą. Być może jestem za młoda, aby w pełni zrozumieć rozterki Claire, być może przeszkadza mi w tym fakt nie bycia matką, a może po prostu brakuje mi szczypty wyrozumiałości. Z pewnością nie jest to jedna z najgorszych książek na mojej półce i jeśli lubicie podobne historie, to sięgajcie śmiało.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
31-10-2017 o godz 17:17 Królewskie Recenzje dodał recenzję:
Claire Spruce ma męża, który odnosi sukcesy zawodowe i wspaniałego synka, o którego starała się z Milesem przez długi czas. Kochane dziecko jest dla niej cudem. Nie wszystko jednak jest takie piękne jak mogłoby się wydawać. Mieszka w mieście, które jest jej obce. Wciąż tęskni za starym domem. Tutaj nie zna nikogo, nie ma przyjaciół, a męża pracoholika nigdy nie ma w domu. Zrezygnowana stara się zatrzymać męża w domu kusząc go romantycznymi kolacjami, jednak nie wszystko jest takie proste, kiedy w życie wkrada się praca i obowiązki, a brakuje czasu na bliskie relacje... W chwili, gdy Claire już nie ma siły na nic, ani na ponowne rozkochanie w sobie męża, ani na opiekę nad synem, odzywa się do niej mężczyzna z przeszłości, pierwsza jej wielka miłość. Kobieta zaczyna wymieniać z nim korespondencję. Żali mu się z powodu nieudanego pożycia małżeńskiego, porzucenia pasji i pracy, obcości nowego miejsca i osamotnienia. Dean namawia ją, by wyjechała chociaż na kilka dni do ich rodzinnego miasteczka. Dla Claire ta sytuacja zaczyna być coraz bardziej kusząca... Melissa Falcon Field stworzyła książkę jakiej jeszcze nigdy nie czytałam. Wprowadziła świetny klimat z nutką grozy i nostalgii. Przedstawiła również niezwykle wzruszającą i wstrząsającą historię rodziców bohaterki, która chwyciła mnie za serce. Była tak smutna... Tak przejmująca... Autorka wykreowała bardzo wyraziste postacie i niebanalną fabułę. Do tego autorka wplotła masę wspomnieć, które, jak już wiece, niesamowicie lubię. Claire okazała się bardzo podobna do matki, do której nie chciała być podobna i nie chciała popełniać jej błędów. Wszystko jednak wskazuje na to, że okazała się podobna do ojca, o którym prawdy nie chciała poznać. Wiele wątków w książce potrafi zaskoczyć, a jej depresyjność trochę udzielić. Powieść zmusza do myślenia i analizowania, nie tylko wydarzeń z życia bohaterów, ale także własnego...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-10-2017 o godz 23:04 tygrysica dodał recenzję:
Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Claire Spruce wiedzie idealne i beztroskie życie u boku wspaniałego męża, jednak nic bardziej mylnego. Kobieta spędzając całe dnie sama w czterech ścianach zaczyna czuć się coraz bardziej nieszczęśliwa i samotna. Tęskni za swoim starym domem, pracą, przyjaciółmi oraz dawną beztroskością Milesa. Pełna goryczy i poczucia zdrady zaczyna popadać w nostalgię i coraz bardziej oddalać się od ciągle zapracowanego męża. Czy małżeństwo Claire i Milesa przetrwa tą ciężką próbę? „Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć.” Czytając opis tej książki można by pomyśleć, że sięgając po debiutancką powieść Melissy Falcon Field otrzymamy typowy romans opowiadający o nieszczęśliwej kobiecie postanawiającej nagle porzucić męża na rzecz innego mężczyzny. Jeśli jednak tego oczekujecie od tej historii to srogo się zawiedziecie. Ponieważ „Gwiazdy, które spłonęły” to fascynująca książka o tym jak wielki wpływ mają wydarzenia z dzieciństwa na nasze dorosłe życie. Autorka porusza tutaj wiele ciekawych i ważnych kwestii. Pokazuje między innymi jak wygląda rozwód oczami dziecka oraz jak trudno dostosować się dorosłej kobiecie do nowych miejsc i sytuacji. Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, umożliwiając tym samym czytelnikowi lepsze poznanie głównej bohaterki oraz motywów nią kierujących. Część wydarzeń jesteśmy w stanie odpowiednio wcześniej się domyślić, aczkolwiek w żadnym stopniu nie umniejsza to przyjemności z czytania i mimo że Melissa Falcon Field porusza tutaj wiele trudnych tematów to książkę tę czyta się szybko oraz bardzo przyjemnie. Dodatkowy plus należy się za piękną okładkę, której ukryte znaczenie odkrywamy wraz z kolejnymi stronami powieści. „Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca.” Gorąco polecam Wam debiutancką powieść Melissy Falcon Field. Ponieważ warto od czasu do czasu przeczytać książkę, która zmusi nas do zastanowienia się nad losem swoim i innych, a niezwykle poruszająca historia Claire nadaję się do tego idealnie. Aleksandra Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Gwiazdy, które spłonęły” autorstwa Melissy Falcon Field. Szukaj mnie na: http://tygrysica.tumblr.com/ https://www.instagram.com/tygrysicaa/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-10-2017 o godz 20:45 Erna Eltzner dodał recenzję:
Na pierwszy rzut oka jesteśmy pewni, że dana osoba wiedzie wprost perfekcyjne życie. Spełniona, otoczona kochającą rodziną. Jednak pozory mylą, a monotonia lubi wkradać się między ludzi. Czy istnieje szansa na uratowanie tego, czego jeszcze nie pochłonął żar z przeszłości? Claire Spruce ma czterdzieści lat. Nie pracuje, porzuciła karierę na rzecz wychowywania synka. Mały Jonah jest jej oczkiem w głowie, ukochanym jedynakiem. Mąż Claire, Miles, dobrze zarabia jako chirurg, mogą pozwolić sobie na komfortowe życie. Niestety, kobiecie brakuje jej własnych sukcesów, a nastrój pogarsza się od czasu przeprowadzki. Tęskni za dawnymi nawykami, zajęciami, przyjaciółmi. Wynajmowany dom budzi w niej niesmak. Czuje się zaniedbywana przez męża, który całą uwagę poświęca pracy. Nawet pogoda nie nastraja optymistycznie. Wszystko się zmienia, gdy Claire otrzymuje na portalu społecznościowym wiadomość od pewnego człowieka — jej dawnej miłości, Deana. Podekscytowana kobieta prowadzi z pozoru niewinny flirt, po prostu wirtualny, lecz finalnie Dean postanawia ją odwiedzić. Jakie konsekwencje będzie miała ta odbudowywana relacja? Czasami lubię znaleźć książki typowo obyczajowe, które nie wymagają ode mnie specjalnego skupienia, będące się swoistą odskocznią od codzienności. Właśnie nadeszła taka pora, gdy zechciałam odpocząć. Wybór padł na publikację autorstwa Melissy Falcon Field. Przyznam, że wpływ na moją decyzję miała też okładka — prezentuje się ładnie, obiecując ciekawą lekturę. Czy przeczucia okazały się słuszne? Rzeczywiście, „Gwiazdy, które spłonęły” jest powieścią wciągającą, spędziłam nad nią miłe chwile. Nie należy do tak łatwych, jakby mogło się wydawać. Owszem, nastawiałam się na coś jeszcze lżejszego, ale ostatecznie cieszy mnie fakt, iż trafiłam na odrobinę bardziej skomplikowaną fabułę. Gdy przeczytamy sam opis książki, to możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z dość sztampową tematyką. Jednak nie dajmy się zwieść pozorom! Warto dać tej publikacji szansę, nie zniechęcać. Stylowi autorki nie mam nic do zarzucenia. Oczywiście, ciągle musi wyrobić sobie warsztat, w końcu to jej debiut. Aczkolwiek na tle innych prezentuje się naprawdę w porządku, bez specjalnych wpadek. Dialogi brzmią naturalnie, choć nie znajdziemy ich dużo. Większą rolę odgrywają wewnętrzne przeżycia Claire, to im poświęcono najwięcej miejsca. Wiele kobiet będzie mogło się z nią utożsamić, porównać jej doświadczenia z własnymi. Z pewnością nieobce jest dla nich poczucie osamotnienia w małżeństwie, chęć odmienienia swojego życia. To całkiem powszechne problemy, dlatego książka wydaje się być aktualna. Tym bardziej, że wnikliwie opisano kłopoty Claire. Wiele można stwierdzić na temat relacji Claire z Deanem i Milesem. Główna bohaterka została świetnie stworzona, jest po prostu ludzka, z zaletami i wadami. Momentami mnie denerwowała, ale przez większość czasu jej kibicowałam. Dean to postać iście enigmatyczna, pociągający mężczyzna, choć czuć tkwiące w nim tajemnice. Miles budzi niechęć, szczególnie jego brak zainteresowania rodziną, ma klapki na oczach. Wątki miłosne wypadają zgrabnie, lecz nie do końca są tymi wiodącymi. Warto na całość spojrzeć pod kątem psychologicznym, zauważyć wpływ dzieciństwa na dorosłość. To już znany schemat, jednak pisarka nadała temu świeżości. Z każdą stroną ujawniają się rozwiązania kolejnych sekretów — wciągające. „Gwiazdy, które spłonęły” to naprawdę porządna powieść obyczajowa i z pewnością spodoba się miłośnikom tego gatunku. Niebanalny pomysł na fabułę jest zdecydowanie dobrym powodem, aby sięgnąć po tę książkę, zwłaszcza teraz, gdy wieczory stają się coraz dłuższe. Myślę, że historia Claire wciągnie wielu czytelników, skłoni do nieoczekiwanych przemyśleń.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-10-2017 o godz 13:54 Anonim dodał recenzję:
Claire jest kobietą, która w całości powierza się rodzinie. Stara się być przykładną żoną, najlepszą matką i przy tym jeszcze kobietą, z której inne mężatki z miasta powinny brać przykład. Można by było stwierdzić, że jest to rodzina idealna. Niestety, nie wszystko wygląda tak, jak widzą to inni ludzie. W domu Claire jest przemęczona, jej mąż jest pracoholikiem, a czas spędzony z synkiem zaczyna doprowadzać ją do obłędu, które powodują mroczne myśli w jej głowie. Kobieta pragnie wrócić do młodzieńczych lat, a wtedy na swoim Facebooku dostaje wiadomość od swojej dawnej miłości. "Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć." Przyznaję, że powieść na początku przypadła mi do gustu. Nawet się wciągnęłam. Autorka miała przyjemny język, który tylko powodował, że szybciej się czytało. Mimo wszystko po pewnym czasie zorientowałam się, że czytam już na siłę. Owszem, historia jest - tak myślę - nie przewałkowana tysięcy razy i naprawdę może zaciekawić. Występuje w niej wątek psychologiczny, który jest dobrze rozwinięty, a momentami nawet przyprawia o szybsze bicie serca. Tajemniczy Dean może zagrać nam na nerwach, albo sprawić, że poczujemy od samego początku dziwne uczucie, które podpowiada nam, że powinniśmy go przepędzić z życia bohaterki. Podobało mi się to, że teraźniejs zość autorka przeplata z przeszłością. Dzięki temu czytelnik jest w stanie bardziej zrozumieć Claire i jej postępowanie. A czasami naprawdę nie rozumiałam tej kobiety. "Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca." Podsumowując. Gwiazdy, które spłonęły jest historią o niespełnionych ambicjach, o idealnej rodzinie, która nie jest tak idealna jakby się wydawało, o dawnej miłości, która może rozpalić żar w każdej chwili życia bohaterki oraz o tym, że całe nasze życie może runąć w każdej sekundzie. Osobiście mi nie przypadła ona do gustu. Męczyłam się podczas czytania i czasami robiłam sobie kilka dni przerwy. Być może to kwestia gustu, a może czegoś innego. Myślę jednak, że książka dla miłośników tego gatunku może być jak najbardziej świetna.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-10-2017 o godz 08:02 she__vvolf dodał recenzję:
"Może miałabyś ochotę do mnie zadzwonić? Proszę. Zadzwoń. 1 860 555 8468. Ja też jestem samotny. Nie pozwólmy, by ta samotność pochłonęła nas oboje. Twój Dean" Główną bohaterką powieści jest nieszczęśliwa i rozczarowana swoim nieudanym i nudnym życiem Claire. Na pierwszy rzut oka widać, że jest zagubiona i zniechęcona. Jej małżeństwo to mistyfikacja. Z prawdziwych uczuć, pragnień i pożądania nie pozostało już nic oprócz obowiązku i poczucia przynależności. Claire nie widzi sensu swojej egzystencji - swoje życie owija wokół niespełna dwuletniego synka, który stał się jej całym światem. Prawdopodobnie gdyby go nie było? Może podjęłaby inne decyzje, może do tego czasu już rozwiodłaby się ze swoim mężem? Chociaż coś mówi mi, że pomimo szaleństwa, które w niej drzemie pod powłoką 'kury domowej'? Nie stać byłoby jej na rozpoczęcie wszystkiego od nowa na własny rachunek. Myślę, że Miles to taka bezpieczna przystań, której potrzebuje jak powietrza. To jedna z tych bohaterek, z którymi w żaden sposób nie potrafię się utożsamić i która właściwie od początku do końca mnie irytowała i zaskakiwała swoim niezdecydowaniem i momentami zachowaniem godnym podlotka. Dużą winę za tę sytuację ponosi jej maż - Miles. Wielki nieobecny. Przyznam szczerze, że byłam w ciężkim szoku czytając wywiad z autorką książki znajdujący się na jej końcu, gdzie przyznała, że jest to jej ulubiony charakter i że poświęciła mu dużo uwagi właśnie przez wzgląd na tę sympatię. Miałam wrażenie, że myślimy o dwóch różnych bohaterach. Tak nijakiego i bezbarwnego mężczyzny nie spotkałam chyba od czasów "We dwoje" Sparksa. Jak można idealizować kogoś, kto jest tak zaślepiony własną karierą i osiągnięciami, że nie zauważa, iż jego małżeństwo rozpadło się tuż pod jego nosem, a jego nieszczęśliwa i rozgoryczona żona szuka pocieszenia w ramionach kochanka z przeszłości? Podczas czytania miałam wielokrotnie ochotę 'skopać mu tyłek', jeśli rozumiecie co mam na myśli. Te jego ciągłe wymówki, kłamstwa, obietnice bez pokrycia, wieczne nocne powroty, bądź ich brak? Ciągłe jęczenie, że jest zapracowany i nie ma czasu na nic innego? Please... Miałam go serdecznie dosyć. Trzecim ramieniem 'trójkąta' nieszczęść i samotności jest Dean - nastoletnia miłość Claire. Chłopak, który zostawił ją bez słowa wyjaśnienia lata temu powraca do jej życia jak boomerang, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Gdzieś po cichu miałam nadzieję, że jego postać poprowadzona zostanie inaczej, ostatecznie nie byłam zaskoczona, chociaż niedosyt i rozczarowanie pozostały. Dużą część moich przemyśleń możecie znaleźć już w akapicie powyżej. Kocham czytać książki, właściwie od najmłodszych lat towarzyszyły mi, nasz dom był nimi wypełniony. Wiele z nich w taki czy inny sposób zmieniły mnie, mój sposób postrzegania rzeczywistości, krótko mówiąc mój świat. Jeszcze więcej okazało się tylko przerywnikami, które nic do mojego życia nie wniosły. I do tej kategorii książek niestety muszę zaliczyć "Gwiazdy, które spłonęły". Jest to już druga pozycja w bardzo krótkim czasie, kiedy mam do czynienia z bohaterką, która z pewnością mierzy się z jakimiś zaburzeniami psychicznymi, które nie są do końca zdiagnozowane. A które w taki czy inny sposób wpłynęły na całe jej funkcjonowanie w świecie i radzenie z problemami. Claire jest 'typową' matką zapatrzoną jak w obrazek w swojego małego synka. Na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że zrezygnowała ze swojej kariery po to, by poświęcić się wychowaniu wymarzonego dziecka. Co samo w sobie oczywiście nie jest czymś złym, gdyby to rzeczywiście była prawda? Nie miałabym nic przeciwko temu, ba! W pełni bym ją rozumiała i popierała. Lecz prawda jest bardzo trywialna. Claire poświęciła swoje marzenia i swoją karierę? Dla marzeń i kariery swojego męża, który nawet tego nie dostrzega, albo zwyczajnie nie chce widzieć. Zresztą dziwne, żeby cokolwiek dostrzegał, skoro wiecznie nie ma go w domu, a nawet jeśli już się w nim pojawi? To i tak zakopuje się dokumentami w swoim gabinecie. Miałam wrażenie, że żona i syn? Są mu potrzebne wyłącznie do stworzenia idealnego wizerunku lekarza odnoszącego sukcesu na każdym polu. Smutne, nieprawdaż? Przez całą książkę starałam się zrozumieć, dlaczego Claire jest wciąż z Milesem? Przecież nie dlatego, że go kocha - bo tej miłości już od dawna nie ma. Jest przywiązanie, poczucie bezpieczeństwa, które jej daje. Ale to wszystko. Tym bardziej zdziwiło mnie zakończenie książki, ale je poznacie dopiero wtedy, gdy sami książkę przeczytacie. Może Wasze odczucia będą inne? Być może spojrzycie na tych bohaterów z większych dystansem i zrozumieniem? Kto wie? Ja w każdym bądź razie czuję się rozczarowana i zawiedziona. Na podstawie opisu spodziewałam się ciekawej obyczajówki z burzliwym uczuciem w tle. W zamian za to dostałam niedopracowany romans z elementami thrillera napisany dosyć ciężkim językiem... [Całość recenzji jest dostępna na moim blogu - shevvolf.blogspot.com - zapraszam :)]
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-10-2017 o godz 17:49 sssandera dodał recenzję:
Fabuła Claire fascynują zjawiska atmosferyczne, a jej największym marzeniem jest współpraca z NASA. Życie jednak nie zawsze układa się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, a wtedy najważniejsza staje się hierarchia priorytetów. Claire zostaje zatem matką i razem z mężem opuszcza ukochane Connecticut, zostawia ocean, by przenieść się do mroźnego Wisconsin, pędząc za marzeniami partnera, swoje odkładając na później. Miles, jej mąż, lekarz, pochłonięty pracą i badaniami, zaniedbuje rodzinę, a pozostawiona sama sobie Claire czuje się coraz bardziej samotna i nieszczęśliwa w małżeństwie. Na ten moment załamania trafia Dean – pierwsza wielka miłość bohaterki. I wtedy dawny ogień ożywa na nowo. Jeśli myślicie, że w powieści pani Field można by odnaleźć znamiona „50 twarzy Greya” lub innych erotyków tego rodzaju, to koniecznie muszę was wyprowadzić z błędu. „Gwiazdy, które spłonęły” zdecydowanie nie są powieścią erotyczną, choć opis może powołać do życia takie skojarzenie. Nie twierdzę, że zupełnie brak w niej przedstawienia jakiejkolwiek intymności, nie są to jednak sceny przedstawione w graficzny sposób, a tym bardziej wulgarny. Co więcej, nie jest to nawet stricte romans, a przynajmniej uważam, że klasyfikowanie tej powieści w ten sposób nie byłoby fair. Powieść Field jest bardziej studium rozpadu małżeństwa, ale i rodziny. Romans... romans schodzi na dalszy plan. Narracja prowadzona jest na dwóch płaszczyznach czasowych: w teraźniejszości oraz w przeszłości w formie retrospekcji. Dzień dzisiejszy dostarcza czytelnikowi wiedzy na temat małżeństwa i macierzyństwa Claire. Pokazuje, jak priorytety Milesa drastycznie zmieniają swoje ustawienie w hierarchii, jak nagle powstaje związek Miles-praca, ale brak w nim miejsca dla żony i syna. Przykro obserwuje się ten proces rozpadu. Para zdaje się dążyć prosto ku upadkowi, Claire i Miles sukcesywnie się od siebie oddalają i powoli staje się jasne, że to syn tak naprawdę utrzymuje ich w związek w jednym kawałku. Widzimy, jak Claire podejmuje próby naprawienia tego, co jeszcze jest do uratowania, wszystkie plany spełzają jednak na niczym. Dlatego właśnie Dean, który wciąż żyje w pamięci kobiety, który był jej pierwszym mężczyzną i jako ten pierwszy odcisnął piętno na jej sercu, kusi Claire wizją innego życia. Przypomina jej o przeszłości, przywraca do życia wydarzenia nieco już zatarte w pamięci i sprawia, że bohaterka znów pragnie być dawną sobą – szaloną dziewczyną, która kochała i czuła się kochana. Wbrew pozorom jednak powieść ta nie jest poświęcona temu, jak Claire zatraca się, jak szuka samej siebie, łudząc się, że powrót do przeszłości, tego, co zna, przyniesie jej ukojenie. Przede wszystkim czytelnik ma okazję poznać historię dotyczącą rodziny kobiety. Oglądanie i przeżywanie wraz z bohaterką destrukcji, która dotknęła ich mały świat, jest jednym z najbardziej druzgocących elementów w tej powieści. Nie jest jednak tak, że ta smutna i przygnębiająca opowieść zostaje przedstawiona w sposób żałosny czy też pompatyczny, choć Claire nie jest również zdystansowana. Co można odczuć, to przede wszystkim złość. Złość i chęć rozliczenia się z przeszłością raz na zawsze. Były momenty, które mnie smuciły, były takie, które wzbudzały moją złość, ale i pobudzały do refleksji. Co najważniejsze jednak, to portret psychologiczny, jaki został w tej powieści stworzony, najbardziej mnie zachwycił. Mamy obraz Claire, nieszczęśliwej żony, niespełnionego naukowca, dobrej matki; kobiety o przeszłości, od której nie można się uwolnić. Właśnie przedstawienie głównej bohaterki jest najmocniejszym punktem tej powieści. Wszystkie jej ruchy i decyzje przeżywamy razem z nią i potrafimy dla nich znaleźć podłoże emocjonalne. Autorce niewątpliwie należy się bukiet róż za uwiarygodnienie postaci Claire, za niezrobienie z niej pustej marionetki mającej niewiele wspólnego z człowiekiem. Nie ma tutaj sytuacji, w której kobieta nie przeżywałaby takich rozterek, jakie dręczyłby każdego z nas. Jest po prostu realna i za to ją polubiłam. Magiczną rolę w tej powieści pełni ogień i komety. Są to elementy, które w mniejszym lub większym stopniu mają wpływ na przebieg zdarzeń, stanowią jednak pewien smaczek i swego rodzaju klamrę, jako że są ogniwem spajającym ze sobą różne wydarzenia. Bohaterowie Wydaje mi się, że o Claire powiedziałam wyżej wszystko, co mogłabym mieć do powiedzenia na jej temat. Polubiłam ją za to, jak żywą postacią się wydawała, za jej nieidealność, czego tak często brakuje kobiecym postaciom. Pozostałych bohaterów warto odkryć samemu. Dean, z początku postać niemalże enigmatyczna, sukcesywnie nabiera kształtów. Opisanie go zdecydowanie mogłoby zepsuć zabawę. Podsumowanie Nie spodziewałam się tego, co odnalazłam w „Gwiazdach, które spłonęły”. Może właśnie dlatego ta powieść mnie tak pozytywnie zaskoczyła. Nie jest to lektura ani łatwa, ani przesadnie trudna, ale do pewnego stopnia angażuje emocjonalnie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-10-2017 o godz 19:03 Anonim dodał recenzję:
Czy po kilku latach związku  miłość może się nagle wypalić? Clarie Spruce budzi się pewnego  poranka z myślą, że jej  życie nie jest idealne. Dla ukochanego męża porzuciła pracę poświęcając się wychowaniu dziecka. Jej życie obraca się o 180 stopni w momencie otrzymania tajemniczej  wiadomości na Facebooku. Były chłopak Clarie postanawia nawiązać z nią kontakt. Dean  był największą miłością kobiety. Clarie jest zaskoczona i  podekscytowana. Na nowo  zakochuje się w Deanie. Ta znajomość będzie miała dla niej  poważne konsekwencje. Gwiazdy, które spłonęły to książka o  niespełnionych  ambicjach. Główna bohaterka popada w lekką depresje po  urodzeniu syna. Czuje się zagubiona i samotna. Dużo poświęciła żeby uszczęśliwić swojego  męża. Nie może patrzeć na Milesa, który spełnia się zawodowo jako chirurg i  naukowiec. Cała sytuacja panująca w domu Clarie była dla mnie dziwna. Kobieta postanowiła nie rozmawiać z mężem o swoich uczuciach. Sądzę, że Miles zrozumiałby żonę i poszukaliby razem jakiegoś rozsądnego  rozwiązania tej sytuacji. W książce autorka wielokrotnie powraca do  przeszłości Clarie. Melissa Falcon Field pokazuje czytelnikowi, co  ukształtowało osobowość głównej  bohaterki. Autorka zgrabnie opisuje początki  związku Clarie i Deanem. Czytelnik  poznaje również tragiczną historię rodziny głównej  bohaterki. Jedno jest pewne- Clarie nigdy  w życiu  nie było łatwo. Jako nastolatka musiała pogodzić się z odejściem matki. Na tym  seria tragicznych  zdarzeń się nie zakończyła. Niedługo po rozstaniu rodziców samobójstwo  popełnia ojciec  Clarie. Autorka stara się pokazać główną bohaterkę z wielu perspektyw. Gwiazdy, które spłonęły to ciekawa i przejmująca opowieść o ogromnym pragnieniu  miłości. Clarie to  ciekawa postać. Poznajemy  ją w momencie pojawienia się kryzysu w jej małżeństwie. Kobieta jest ewidentnie nieszczęśliwa. Zdecydowanie nie odpowiada jej  rola matki. Spełniała  się wcześniej zawodowo prowadząc zakrojone na szeroką skalę programy  badawcze. Co najważniejsze-  wcześniej  była doceniana. Długo  starała  się zajść w ciąże. Kila prób zakończyło się poronieniem. Clarie była sfrustrowana całą sytuacją. W końcu udało jej  się urodzić zdrowego  synka. Jej mąż pochłonięty pracą zawodową rzadko  bywa w domu. W pewnym  momencie nie dostrzega swojej małżonki i  jej potrzeb. Clarie wdaje się w niebezpieczną relację z byłym ukochanym. Autorka zgrabnie przelewa na papier całą prawdę o internetowych  relacjach. Główna bohaterka pierwszy  raz od dłuższego  czas  czuje się kochana i doceniana. Clarie zaczęła podejmować dość spontaniczne decyzje, co  było  dla mnie zaskakujące. Momentami  miałam wrażenie, że główna bohaterka cierpi na piromanię. Ogień chorobliwie fascynował Clarie. Gwiazdy, które spłonęły to powieść obyczajowa z lekkim wątkiem kryminalnym. Czytelnik  nie jest w stanie przewidzieć, co  wydarzy się później. W zachowaniu Clarie pojawiają się zmiany. Dziwi mnie, że mąż bohaterki  nie zauważył sygnałów ostrzegawczych. Autorka zgrabnie pokazała sytuację w której  jeden  z małżonków poświęca karierę zawodową  dla wychowania dziecka. Dla Clarie była to bardzo trudna decyzja. Melissa Falcon Field zgrabnie opisuje związek  dwojga ludzi na różnych etapach rozwoju. Dodatkowo  autorka obnaża niebezpieczeństwa jakie niosą ze sobą związki internetowe relacje. Cała historia przedstawiona jest z perspektywy Clarie. Zastosowanie narracji  pierwszoosobowej  było zdecydowanie ciekawym zabiegiem. Czytelnik wraz z bohaterką może przeżywać różne wydarzenia i odczuwać towarzyszące im emocje. Mnie osobiście rozczarowała postawa Milesa. Clarie została zamknięta w złotej  klatce. Dało się odczuć, że takie życie jej nie odpowiada. Gwiazdy, które spłonęły to książka z morałem. Czasem lepiej uczyć się na cudzych  błędach, ale własne na dłużej zapamiętamy. Końcówka książki  była dla mnie sporym zaskoczeniem Głowna bohaterka robi sobie rachunek sumienia i próbuje pogodzić się z przeszłością. Clarie ma na swoim  koncie kilka poważnych  przewinień. Książka wzbudziła we mnie sporo  emocji. Autorka zgrabnie pokazała sytuację matek, które poświęcają karierę zawodową dla wychowywania dziecka. Melissa Falcon Field zaserwowała czytelnikom ciekawą lekcję tolerancji. Najmocniejszym elementem książki  są wykreowane przez autorkę postacie. Na końcu książki  czytelnik  ma okazje zapoznać się z wywiadem przeprowadzonym z autorką. Gwiazdy, które spłonęły to  ciekawa propozycja dla fanów powieści obyczajowych. Fabuła powieści jest niebanalna, a bohaterowie zapadają w pamięć. Autorka pokazuje, że nie powinniśmy  zapominać o własnym szczęściu Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-10-2017 o godz 14:48 Aivalar dodał recenzję:
Inne kobiety mogłyby zazdrościć Claire dużego domu, męża, który jest cenionym lekarzem oraz uroczego synka. Tymczasem ona sama czuje, że jej życie to coraz bardziej przytłaczające pasmo monotonii i nudy. Claire ucieka myślami do minionych lat, aż przeszłość niemal dosłownie puka do jej drzwi. Wiadomość na Facebooku od dawnej miłości zamienia się w pozornie niewinny flirt, zaś flirt przeradza się w coś zdecydowanie głębszego... i niebezpiecznego. Na pierwszy rzut oka książka Melissy Falcon Field to bardzo sztampowa, stereotypowo wręcz kobieca powieść. Główna bohaterka, Claire, ma 40 lat i porzuciła karierę zawodową, by poświęcić się rodzinie. Z biegiem czasu odkrywa, że wcale nie jest z tego powodu szczęśliwa. Czuje się zaniedbywana przez wiecznie pracującego męża i nawet ogromna miłość do Jonaha, ich jedynego dziecka, nie wyzwala jej z okowów rozczarowania. Do szarości dnia codziennego wkrada się Dean – pierwsza miłość Claire. Czołowa postać, będąca tutaj zarazem narratorem, z pewnością sprawi, że wiele czytelniczek się z nią utożsami. Mogę się założyć, że mnóstwo kobiet będzie razem z Claire wzdychać do Deana i pomstować na Milesa za to, że kompletnie nie poświęca uwagi żonie. Tym samym, niestety, do powieści wkradła się nuda. Obserwujemy życie bohaterki, poznajemy jej myśli i uczucia, razem z nią przenosimy się do przeszłości, szczególnie do czasów dzieciństwa i dojrzewania, by odtworzyć opowieść o pierwszym zauroczeniu. W tle rozwija się korespondencja z Deanem, która z czasem staje się wątkiem wiodącym. Przyznaję, że byłam już mocno zmęczona nieustannym marudzeniem Claire, a w książce zbyt wiele się nie działo, nawet jeśli perypetie jej rodziny (szczególnie te dotyczące rodziców) były całkiem interesujące. Czekałam na coś, co zdynamizuje akcję i zapewni dawkę mocniejszych emocji. No i się doczekałam. Sprawy przybierają pod koniec interesujący obrót, dzięki któremu historia nabrała kolorów. Patrząc z perspektywy całości muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, jak bardzo ta książka jest spójna. Tytuł (w tym przypadku wygrywa polski), charakterystyka Claire jako nastolatki, a później jako dojrzałej kobiety znakomicie się przeplatają z nieustannie przewijającym się motywem ognia, jego pięknem i zarazem związanym z nim niebezpieczeństwem. Gdzieś obok towarzyszy nam widmo komety Halleya. Zainteresowania Claire, polegające na odkrywaniu kosmosu czy badaniu atmosfery sprawiają, że nie jest ona typową, zawiedzioną przez życie kurą domową, tylko gwiazdą, która zdecydowanie zbyt wcześnie spadła. Schemat kompozycyjny powieści jest nieskomplikowany, mimo to doceniam jego prostotę, gdyż między innymi dzięki temu wątki tak ładnie się ze sobą łączą. Używając słów mojego nauczyciela matematyki z podstawówki, autora trochę „zmaściła” sprawę z Deanem. Początkowo znakomicie oddała chemię między nim a główną bohaterką, jednak później, zamiast dłużej trzymać czytelnika w niepewności, zaczęła dawać dość jasne sygnały, przez które szybko się domyśliłam, jak ta odnowiona znajomość może się skończyć. Mimo wszystko to nie zmienia faktu, że Dean jest chyba najciekawszą postacią w tej powieści. Tak naprawdę to chodząca zagadka; poznajemy go jako wyjątkowo pociągającego, niezależnego faceta, jednak nie da się ukryć, że skrywa on w sobie mrok, który ciężko jest pojąć. Claire bardzo łatwo daje się polubić (i znienawidzić, nie ma nic pomiędzy tymi dwoma uczuciami), Miles po prostu mnie irytował. I choć trójkąty miłosne to naprawdę przereklamowana sprawa, tutaj jakoś nie miałam nic przeciwko, wszystko wydawało się mieć sensowny powód i wytłumaczenie. W warstwie technicznej nie mam zbyt wiele do zarzucenia. Styl jest przyjemny w odbiorze, dialogi wypadają raczej naturalnie – czasem jedynie wiadomości wymieniane między Deanem a Claire wydawały mi się nieco przerysowane. Autorka bardzo zgrabnie łączy wydarzenia teraźniejsze i przeszłość, zwłaszcza że te dwie kategorie czasowe pozostają ze sobą w stałym związku. Finał, choć pozostawia za sobą niedosyt, wydaje się też całkiem na miejscu, biorąc pod uwagę całą fabułę. Czego ogólnie zabrakło? Emocji, gwałtowniejszych uczuć. Przeciwnicy refleksyjnych opisów raczej nie będą zadowoleni, kiedy odkryją, że szybsza akcja następuje tak naprawdę dopiero po trzech czwartych książki. „Gwiazdy, które spłonęły” to bez wątpienia dobrze przemyślany debiut, który co prawda nie powala dynamizmem, ale jednak daje do myślenia. Pełnokrwiści bohaterowie stają się niemalże namacalni, a fajny twist pod koniec wynagradza nieco zbyt rozwlekłe rozmyślania i dość drobiazgowe opisy życia codziennego. Z całą pewnością nie jest to powieść z fajerwerkami, mimo to ma swój urok.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-10-2017 o godz 21:38 Anonim dodał recenzję:
Clarie ma za sobą ciężkie dzieciństwo - drugi związek matki, rozwód rodziców, śmierć ojca. Za tymi tragediami kryje się jeszcze coś innego - ogień, który pozwala jej poradzić sobie z trudnymi sytuacjami, uwolnić się od złych myśli, ukarać winnych czy zapomnieć... Przy Clarie jest zawsze Dean, jej chłopak. Jednak i on zostawia dziewczynę... Z bagażem doświadczeń bohaterka rusza w świat i znajduje miłość swojego życia - Milesa. Zamieszkują w domku, remontują go, po wielu latach starań na świat przychodzi ich syn. Wydawałoby się, że piękniej być nie może i nikt tego szczęścia nie jest w stanie zniszczyć... ...nikt poza samą Clarie. Po przeprowadzce do miasta, która była spowodowana pracą zawodową Milesa, ich małżeństwo przechodzi kryzys. Ona samotna w domu z dzieckiem, on w pełni poświęcający się pracy. I wtedy odzywa się stara miłość - Dean. Daje ukojenie samotności, wracają wspomnienia, wraca też ogień... Książkę przeczytałam szybko, daje dużo do myślenia. Clarie zagubiła się, a ten czas wykorzystał jej były chłopak. Napisał na facebooku w momencie najmniej odpowiednim. Wniósł w życie bohaterki chaos, zwątpienie, niepewność, ale też sprawił, że zaczęła doceniać to co ma i to co może stracić, albo to co przed chwilą straciła. Clarie jest zagubiona - jednocześnie chce być szczęśliwa w małżeństwie, kocha swojego męża; swojemu synkowi chce dać pełną rodzinę, ona takiej nie miała... ...Dena jednak nie pozwala o sobie zapomnieć; a jego propozycja - choć absurdalna i zła - sprawia, że bohaterka chcąc zapomnieć o przeszłości nie umie postąpić inaczej... W życiu zbyt szybko się poddajemy, tracimy nadzieję, szukamy nowych wrażeń, a tego co "nasze", znane i kochane nie doceniamy. Po fakcie, gdy niekiedy nie ma odwrotu rozumiemy dopiero swój błąd - jedna chwila, a konsekwencji cała masa. Czy przebaczać takie błędy? Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi - każdy musi to przemyśleć to po swojemu, bo dźwigamy tyle ile jesteśmy w stanie unieść...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-10-2017 o godz 15:46 Nemezis dodał recenzję:
Mała dziewczynka w kotlinie Kalahari od lat była sama. Pewnego dnia włożyła dłoń do płonącego ogniska, wyjmując z niego rozgrzane do czerwoności węgielki. Rzuciła je prosto w niebo i stworzyła w ten sposób Drogę Mleczną. Rozjaśniając pustynię, pozwoliła przemierzać ją podróżnikom i od tej chwili już nigdy nie była samotna. Igranie z ogniem to jednak wielkie ryzyko. Nie każdy wychodzi z niego cało, jak dziewczynka z legendy... Claire czuje się coraz bardziej zagubiona w swoim życiu. Od czasu przeprowadzki nie może dojść do siebie. Późne macierzyństwo i porzucenie kariery sprawiły, że kobieta nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Tęskni za pracą, za swoimi badaniami, za przyjaciółmi pozostawionymi na Wybrzeżu, za pięknym domem wyremontowanym własnymi siłami razem z mężem. W Madison miało być lepiej, tymczasem wszystko zmieniło się na gorsze. Wynajmowane lokum nie podoba się Claire, zdecydowanie nie jest też odpowiednie dla małego dziecka. Miles wybrał je, ponieważ było blisko jego laboratorium i zdaje się, że to jedyne, czym się kierował. Miał spędzać z rodziną więcej czasu, ale praca w szpitalu i badania pochłaniają go tak bardzo, że wciąż jest nieobecny. Coraz bardziej oddala się od żony, nie zwraca uwagi nawet na jej desperackie próby naprawienia ich relacji. Kobieta zaczyna wątpić, czy kiedykolwiek jeszcze będzie między nimi jak dawniej. Niespodziewanie dostaje na Facebooku wiadomość od Deana, swojej pierwszej miłości... Powieść Melissy Falcon Field to przejmujące studium kobiety samotnej i zagubionej. Claire niedawno została matką i trudno jej się pogodzić z tym, jak bardzo macierzyństwo zmieniło jej życie. Zrezygnowała z pracy, by opiekować się synkiem. Choć zadziwia ją siła uczucia, jakim go darzy, a zajmowanie się nim sprawia jej wiele radości, z nostalgią wraca myślami do przeszłości. W zasadzie wychowuje Jonaha sama, gdyż jej mąż jest wiecznie zajęty. Ciągle obiecuje, że będzie spędzał z nimi więcej czasu, ale są to tylko puste słowa. Claire czuje się nie tylko bezgranicznie samotna, ale również niepotrzebna. Za każdym razem, gdy okazuje dobrą wolę i pragnie pomóc w czymś Milesowi, on odrzuca jej propozycje. Kobieta coraz częściej zastanawia się, co kiedyś popchnęło jej matkę do odejścia od ojca. Czy czuła się tak samo, jak ona teraz? Claire wcale nie zamierza iść w jej ślady, jednak nie ma pojęcia, co jeszcze mogłaby zrobić, aby nie dopuścić do rozpadu swojego małżeństwa. Historia opowiedziana w powieści "Gwiazdy, które spłonęły" skupia się na kobiecie przeżywającej poważne życiowe zmiany, do których bardzo trudno jest się jej dostosować. Samotna, zagubiona, poważnie zaniedbywana przez męża. W dodatku dręczą ją dramatyczne wydarzenia z przeszłości, o których mimo upływu lat nie potrafi zapomnieć. Narracja prowadzona z perspektywy Claire sprawia, że bohaterka stała mi się wyjątkowo bliska, chociaż nie pochwalałam dokonywanych przez nią wyborów. Z zapartym tchem śledziłam jednak wydarzenia z nadzieją, że wszystko ostatecznie się wyjaśni i ułoży. Powieść czytało mi się szybko, lecz ze ściśniętym sercem. Chciałam powstrzymać Claire przed złymi decyzjami, nieuchronnie prowadzącymi ku katastrofie. Ciągle jednak wierzyłam, że główna bohaterka wycofa się, zanim będzie za późno. Ta powieść wciąga, porusza i niepokoi, a przewijające się przez nią trudne tematy sprawiają, że warto po nią sięgnąć. Ja nie mogłam się oderwać. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu! ogrodksiazek.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-10-2017 o godz 09:41 Czasem tak jest... dodał recenzję:
Powieść o życiu, takim prawdziwym, pełnym goryczy, znudzenia, ale i radości. Powieść, która pokazuje nam, że czasem warto spróbować raz jeszcze, bo warto, bo trzeba, bo nie wolno sie poddawać. To właśnie "Gwiazdy, które spłonęły". Zapraszam na recenzję. Clarie jest czterdziestoletnią kobietą. Wydawać by sie mogło, że ma w zyciu wszystko, co jest potrzebne do szczęścia - kochającego męża, upragnione dziecko, dom... Jednak czuje się wypalona i znudzona. Dla męża i dziecka właśnie zrezygnowała z pracy, którą kochała, a mąż pracuje za nich dwoje, co wiąże się z jego częstą nieobecnością. Gdzie podziała się spontaniczność i namiętność? Czyżby pod rosnącym brzuszkiem współmałżonka? Kiedy na facebooku odzywa się piersza miłość kobiety, jej życie zaczyna na nowo być piękne, jednak wszystko wskazuje na to, że odnowienie tej znajomości będzie życiowym błędem bohaterki. Czy da radę w porę zorientować się, co tak naprawdę jest dla niej ważne? "Gwiazdy, które spłonęły" to powieść, która zaintrygowała mnie już swoim tytułem, a kiedy przeczytałam, że bohaterka jest prawie moją rówieśniczką, sięgnęłam po nia bez zastanowienia i nie zwiodłam się. To piękna opowieść napisana pięknym językiem, mądra i skłaniająca do myślenia. Pokazuje nam też, że nie zawsze w życiu powinno się robic rzeczy bez przemyślenia i brnąć w coś, co jest z góry skazane na niepowdzenie. To powieść mocno psychologiczna. Świetnym zagraniem autorki jest przeplatanie teraźniejszości z przeszłością, co daje nam zdecydowanie lepszy obraz sytuacji, jak również pozwala poznać Clarie. Czytająć ops bohaterki, mozna by pomyśleć, że jest próżną kobietą, łasą na komplementy i nie wiedzącą czego chce. Nic podobnego, bo jej zachowanie ściśle wiąże się z jej dzieciństwem, które nie było zbyt różowe. Wielkie piętno na psychice kobiety odcisnął tez fakt, że jej mama odeszła od ojca, kiedy ta pierwsza była jeszcze nastolatką, a jak powszechnie wiadomo, dzieci w tym czasie najbardziej potrzebuja matki. Z cała pewnością na jej zachowanie wpłynął też szerego innych czynników, jednak trudne dzieciństwo było przysłowiową "kroplą, która przelała czarę goryczy". W tym wszystkim zauważyłam jeszcze jedną rzecz - Melissa Falcon Field pokazuje nam jak delikatne są kobiety i jak bardzo potrzeba im miłości, tej namacalnej, a nie na zasadzie "raz Ci powiedziałem, że Cie kocham i dam znać, jak się coś zmieni". Każda kobieta rozkwita przy odpowiednim mężczyźnie, tylko ważne jest aby oboje o to dbali i nie zapominali w wirze codziennych obowiązków o sobie nawzajem. Narracja pierszoosobowa daje nam dodatkowo możliwośc dogłębnego wczucia się we wnętrze bohaterki. Prawie namacalnie odczuwamy jej depresję, chęć zmian, zawód i samotność. Mało dialogów, a w zamian sporo przemyśleń dopełnia całość. To książka, w której nie ma żadnych braków, bo dostajemy pełny zestaw pytań, opisów i odczuć, w pakiecie z pięknym, literackim stylem. Polecam "Gwiazdy, które spłonęły" czytelnikom lubiącym w literaturze mądrośc płynącą z każdego słowa.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-10-2017 o godz 15:37 Zaczytana Anielka dodał recenzję:
Clarie to czterdziestoletnia matka i żona. Poświęciła swoją wymarzoną karierę dla rodziny. Clarie w swoim życiu czuje się samotna i zagubiona. W jej małżeństwie dawno zabrakło romantyczności. Któregoś dnia kobieta na portalu społecznościowym odbiera wiadomość od swojej pierwszej miłości. Clarie ulega pokusie i rozpoczyna internetowy romans. Książka opowiada o zagubionej, poniekąd samotnej kobiecie, która wraz z mężem i synkiem przeprowadza się z dala od domu. Czuje się osamotniona, podczas gdy jej mąż całkowicie oddany jest swojej pracy. Jej małżeństwo coraz barier traci sens. Jesteście ciekawi jak potoczą się losy Clarie i jej rodziny. W książce mamy wydarzenia z przeszłości, którymi autorka przeplata te wydarzenia z teraźniejszości. Clarie na pewno nie miała łatwego dzieciństwa. Stara się odciąć od przeszłości jednak to nie jest takie łatwe. Wspomnienia wciąż wracają. Książka sprowadza nad do myślenia. Jak postąpiłaby inna kobieta na miejscu głównej bohaterki? Próbowałaby walczyć o swoje małżeństwo czy może oddałaby się namiętnemu romansowi ze swoją dawną miłością? Ja sama nie mam pojęcia jak bym się zachowała na miejscu Clarie, bo nie maniakami szansy być na jej miejscu. I chyba nie wiem, czy bym chciała. "Gwiazdy, które spłonęły" to historia o trudnym dzieciństwie, poszukiwaniu miłości i szczęścia. Autorka przedstawia nam obraz rozpadającego się małżeństwa. Książka była bardzo wciągająca. Niesamowicie przyjemnie mi się ją czytało. Jako że jest to pierwsza książka tej autorki jestem pod wrażeniem. Moim zdaniem to bardzo udany debiut. Autorka ma dosyć lekki styl pisania co nie zmienia faktu, że książka była bardzo wciągająca i moim zdaniem udanie napisana. Jestem ciekawa czy autorka napisze kiedyś kolejne książki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Winna Sinicka Alicja
27,93 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Stylistka Nixon Rosie
28,49 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Zapomnij o mnie Haner K.N.
34,99 zł
39,90 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.