Rzeczywiście, mało kto na dzisiejszej scenie rockowej z tak wielką naturalnością potrafi godzić elementy folku, rocka i psyche delii, balladowej tradycji i nasyconej przemocą, okrucieństwem, lękiem i paranoją rzeczywistości początku XXI. "Fires In Distant Buildings" to kolejny krok Talbota na drodze do doskonałości. Jak na poprzednich płytach bywało, nowy album przynosi muzykę o charakterze balladowym, lecz bez tej zwykle utożsamianej z balladami sielankowości i melancholii. Tu i ówdzie eksploduje ona nagłymi, rockowymi pasażami, jak w "Down River" czy epickim, 10-minutowym "Song From Under The Arches". Ale nawet obywające się bez mocnych, gitarowych brzmień piosenki, jak upiorna ballada "Animals" czy nasycony zatrutą słodyczą "Cities Beneath The Sea" ani przez moment nie pozwalają nam odetchnąć z ulgą i zapomnieć, na jakim okrutnym świecie żyjemy.