Festiwale wyklęte (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Oferta empik.com : 31,92 zł

31,92 zł 44,90 zł (-28%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Kariery zaczynało tam wiele późniejszych gwiazd estrady: Małgorzata Ostrowska, Izabela Trojanowska, Janusz Panasewicz, Mieczysław Szczęśniak, Michał Bajor czy Urszula. Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze i Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu należały w PRL-u – obok Opola i Sopotu - do czwórki głównych festiwali piosenki. Wszystkie powstały w latach 60. XX wieku, w czasach gomułkowskiej „małej stabilizacji”, a rozkwit przeżyły w gierkowskiej dekadzie „propagandy sukcesu”. O ile jednak Opole i Sopot przetrwały transformację ustrojową, Zielona Góra i Kołobrzeg szybko zniknęły z festiwalowej mapy Polski. Dziś we wspomnieniach ówczesnych gwiazd pojawiają co najwyżej mimochodem, jakby występy tam były wstydliwym epizodem, o którym należy czym prędzej zapomnieć.
Reporterska książka Bartosza Żurawieckiego nie ma charakteru IPN-owskiej lustracji, ani wspominek z dawnych, pięknych czasów. Poprzez rozmowy z tymi, którzy od Zielonej Góry czy Kołobrzegu zaczynali swoją karierę, jak i z tymi, dla których festiwale te stanowiły sedno życia zawodowego, pokazuje jak działała peerelowska popkultura. W jaki sposób próbowano łączyć funkcje rozrywkowe z agitacyjnymi. I gdzie przebiegała cienka granica, która dzieliła (kontrolowaną) rebelię od zwykłego konformizmu.

"Powiem krótko – festiwal w Zielonej Górze to była trampolina do kariery. Mnie akurat się udało. Nie ma się czego wstydzić, prawie wszyscy tam zaczynaliśmy. Panowała bardzo przyjemna atmosfera, poznałam mnóstwo fajnych ludzi. Wspominam to dużo lepiej niż festiwal w Opolu w roku następnym."
Urszula

"Mnie też rozpoznawali na ulicy, ale nigdy tak jak Mikulskiego. Czasami dostawałam coś spod lady. „Ach, to dla pani Marysi!”. Np. dwa karpie. Albo kostkę masła. Kostka masła dla ówczesnej „celebrytki”!"
Maria Wróblewska

"Zielona Góra to była nasza „Szansa na sukces”."
Izabela Trojanowska

fragmenty

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Festiwale wyklęte
Seria: Nie-fikcja
Autor: Żurawiecki Bartosz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2019-10-23
Rok wydania: 2019
Forma: książka
Indeks: 33384221
średnia 4
5
7
4
5
3
1
2
3
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
10 recenzji
2/5
11-01-2020 o godz 19:41 przez: agatka641
W książce „Festiwale wyklęte” autor opisuje dwa PRL-owskie festiwale piosenki, które odeszły już do lamusa: w Zielonej Górze (Festiwal Piosenki Radzieckiej) i w Kołobrzegu (Festiwal Piosenki Żołnierskiej). Nie pamiętam zbyt dobrze żadnego z tych festiwali, ale interesuję się historią polskiej piosenki i gwiazdami minionej epoki, więc z wielkim zainteresowaniem zabrałam się za pozycję Bartosza Żurawieckiego licząc, że znajdę tam jakieś ciekawe, nieznane wcześniej smaczki dotyczące polskich gwiazd piosenki czasów komunizmu. Niestety jedyne co w tej książce znalazłam to nudę. Autor opisuje rok po roku każdy z festiwali według klucza: ile osób przystąpiło do eliminacji, kto prowadził koncerty, kogo wyróżniono, co pisano w ówczesnej prasie. Laureaci także dzielą się swoimi wspomnieniami dotyczącymi danego festiwalu, a autor pokrótce opowiada jak potoczyły się ich dalsze losy. Może byłoby to i ciekawe, ale w większości laureatami zostawały osoby, które potem w znaczący sposób nie zaistniały na polskiej scenie i ich nazwiska niewiele współczesnym już mówią. Jest kilka wyjątków, bo swoje kariery na tych festiwalach zaczynały takie gwiazdy jak: Urszula, Jan Borysewicz, Małgorzata Ostrowska, Mietek Szcześniak, Kayah, Izabela Trojanowska czy Michał Bajor. Większość z nich niechętnie wspomina swój udział w tych festiwalach i nie daje się namówić autorowi na jakiekolwiek opowieści na ten temat, a niektórzy nawet nie przyznają się, że na owych festiwalach występowali. Największą jednak jak dla mnie wadą tej książki są zupełnie niepotrzebne i nie mające nic wspólnego z opisywanym tematem komentarze autora na temat współczesnej polityki. Moim zdaniem książka „Festiwale wyklęte” skierowana jest do bardzo wąskiego grona odbiorców. Dla mnie okazała się stratą czasu. Nie polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
04-11-2019 o godz 11:32 przez: michał kowalski
Ciekawa historia Festiwali Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu i Festiwali Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Książka ubogacona o wypowiedzi osób uczestniczących w tych wydarzeniach.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
01-11-2019 o godz 06:56 przez: mahamaya
Świetna pozycja , znakomity pomysł , wypełniona luka i trafiony tytuł
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
23-01-2020 o godz 19:50 przez: Katrina
W PRLu na scenie muzycznej królowały cztery festiwale. Dwa z nich – kołobrzeski i zielonogórski – zaczęły odchodzić w niepamięć. Bartosz Żurawkiecki próbuje dotrzeć do uczestników tych imprez i przeanalizować ich historię. Ostatnio odczuwam dość duże braki w mojej wiedzy, jeśli chodzi o ogólną, powszechną, polską kulturę. Nie oszukujmy się – nie jestem szczególnie zainteresowana naszą sceną muzyczną, brakuje mi też wiedzy z dziedzin sztuk plastycznych i teatralnych. „Festiwale wyklęte” Żurawieckiego potraktowałam więc jako możliwość rozwinięcia swojej świadomości, połączone z poznaniem jakiegoś reportażu. Nie czytam ich często, ale choćby przez wzgląd na moje wykształcenie czasem „wypadałoby”, abym po jakiś sięgnęła. Oceniam więc tę książkę jako kompletny, muzyczny laik – wydaje mi się, że to warto zaakcentować na samym początku. Jako, że z Krytyką Polityczną nie miałam jeszcze nic wspólnego to byłam naprawdę mile zaskoczona tym, jak „Festiwale wyklęte” zostały wydane. Może nie mają twardej oprawy, ale grafika okładki dobrze oddaje ducha książki, a wewnątrz znajdziemy naprawdę wiele adekwatnych zdjęć, które już same w sobie są w moim odczuciu całkiem cenne. Zebranie fotografii ze starych czasopism wymaga w końcu sporo pracy. Sam reportaż Żurawieckiego ma zaś całkiem sensowną konstrukcję. Autor przedstawia nam obydwa festiwale, a następnie powoli wędrujemy razem z nim przez kolejne ich odsłony. Jednocześnie w samej narracji Żurawiecki sam od siebie przedstawia nam głównie suche fakty (czasem w jasny sposób dodając swoje zdanie na dany temat, dzięki czemu tekst wypada naturalniej). Komentarz i ubarwianie rzeczywistości zostawia zaś świadkom imprezy. Uczestnikom, muzykom, organizatorom. Daje nam poznać ich zdanie i ich perspektywę, a to w moim odczuciu przy takim – jakby nie patrzeć – historycznym zadaniu jest bardzo istotne. Ponadto dzięki temu naprawdę widać ilość pracy włożoną w stworzenie tej książki. Poza zdjęciami i komentarzem świadków dostajemy też często fragmenty piosenek, w wielu przypadkach już zapomnianych przez młode pokolenie. Nic dziwnego: większość z nich przesycona jest ówczesną propagandą i raczej nikt ich dziś śpiewać już nie będzie. To też był zdecydowanie sympatyczny element „Festiwalów wyklętych”. Jak to jednak w przypadku tego typu dzieł bywa, człowiek bez wiedzy na dany temat może się z czasem znudzić i tak też było w moim przypadku. Chociaż poznanie polskiego świata muzyki z lat 70. czy 80. było całkiem fascynujące na samym początku to „Festiwale wyklęte” są trochę kronikarską robotą. Ilość nazwisk, czy dat prędko zaczęła mnie nieco przytłaczać i przyłapywałam się na tym, że wodzę wzrokiem za tekstem, tylko po to, by wyłapać dziwactwa naszego starego systemu, czy ciekawostki związane z życiem w tamtych czasach. To, kto występował, kiedy i gdzie przy takiej ilości informacji najzwyczajniej w świecie przestawało mnie interesować. Absolutnie nie oznacza to jednak, że „Festiwale wyklęte” są książką złą. Autor pisze o temacie stosunkowo lekko, bez nadmiernego patetyzmu, ze swobodą opowiadając nam historię festiwali. Poza tym osobiście czuję, że od lektury dostałam to, czego chciałam. Czegoś się jednak dowiedziałam, a jeśli będę chciała sobie przypomnieć, czy znaleźć jakieś fakty, nic nie stoi na przeszkodzie, by do tej lektury wrócić. Reportaż Bartosza Żurawieckiego nie jest więc, jak każda książka, lekturą dla każdego, ale wydaje mi się, że osoby zainteresowane tematyką muzyki i PRLu powinny w niej odnaleźć coś dla siebie. Żałuję jedynie, że nie jestem w stanie ocenić samych faktów przedstawionych w „Festiwalach wyklętych” pod kątem merytorycznym. Niestety, na to w tej chwili brakuje mi wiedzy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
04-01-2020 o godz 16:42 przez: Pawerka100
Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu oraz Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze w czasach PRL-lu, oprócz konkursu w Sopocie i Opolu należał do jednego z najpopularniejszych i najważniejszych festiwali. Dla wielu artystów były one trampoliną do sukcesu. Dzisiaj jednak o tych festiwalach słyszy się niewiele. Dużo znanych osób wymazuje z pamięci i swojej historii artystycznej tamtejsze występy. Bartosz Żurawiecki postanawia opisać festiwale i przyjrzeć się im od czasów świetności do upadku. Urodziłam się już po czasach PRL-u. Z tego też względu Festiwal Piosenki Żołnierskiej oraz Festiwal Piosenki Radzieckiej są dla mnie obce. Kiedy spytałam się rodziców czy słyszeli o nich i oglądali transmisje w telewizji, odpowiedzieli mi tylko, że coś było, ale nie za dużo pamiętają. O samych czasach wiem tylko, jak żyło się w zwykłej robotniczej rodzinie i to pod względem codzienności. Tak więc książka o nieznanych festiwalach okazała się dla mnie ciekawą lekcją historii. Autor bardzo skrupulatnie opisał oba festiwale i poświęcił charakterystyki każdej edycji. Oprócz źródeł, jakimi są gazety, książki, czy archiwalne artykuły, znalazły się też rozmowy z niektórymi uczestnikami tych wydarzeń. Opowiadają oni o swoich przeżyciach związanych z tamtymi wydarzeniami, jak i anegdotki o postaciach znaczących dla festiwalu. I w tym wszystkim pan Żurawiecki nie wyciąga na pierwszy plan polityki, a muzykę, piosenki i wszystko, co działo się na scenie. Ważne jest również zarysowanie sylwetek zwycięzców i ikon festiwali. Dla niektórych występy okazały się wejściem w świat popularności, lecz dla wielu oprócz nakierowania kariery, nie zmieniło to nic. Nie da się jednak ukryć, że festiwale były polityczne. Najbardziej to widać w czasach okresu stanu wojennego i po nim. Więcej wtedy widać piosenek propagandowych. Autor tym elementem również ukazał coraz mniejszą popularność festiwalów. Prasa z każdym rokiem przestaje recenzować wydarzenia w superlatywach, a do Kołobrzegu i Zielonej Góry przyjeżdżają coraz mniej popularni ludzie. To powoduje mniejsze zainteresowanie, a nawet prześmiewczy stosunek społeczeństwa. Świetnym elementem, który uatrakcyjnia książkę, są fotografie poszczególnych artystów czy fragmenty gazet. Dzięki nim wszystkie historie stały się jeszcze bardziej wiarygodne. Dodatkowo można zobaczyć, jak w tamtym czasie wyglądali artyści, których znamy z okładek gazet. Przykładem są Janusz Panasewicz, Izabela Trojanowska czy Maryla Rodowicz. “Festiwale Wyklęte” to bardzo dobra książka, zawierająca wiele informacji na temat festiwali w Kołobrzegu i Zielonej Górze. Cieszy mnie, że w tym wszystkim autor zachował pewien obiektywizm. Mimo sentymentu doskonale widać plusy i minusy wydarzeń. W epilogu pokazano również życie ikon festiwali już po obaleniu komunizmu w Polsce. Mam jednak świadomość, że dla osób nieinteresujących się historią, a także PRL-em książka, mimo ciekawej formy, po prostu zanudzi ich na śmierć. Dlatego też nie mogę jej polecić wszystkim.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-01-2020 o godz 11:22 przez: e-l-a-n
Książka ta ukazuje początki wielu znanych do dziś polskich artystów oraz tych, o których może już niewielu pamięta, może co najwyżej Wasi rodzice lub dziadkowie. Jedno ich łączy - początki ich kariery przypadły na czasy PRL-u, a możliwości na zaistnienie w tamtych czasach to często jedynie poprzez festiwale, o których dzisiaj mało kto mówi. To Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze oraz Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Nazwane są festiwalami wyklętymi, ponieważ podczas przemian ustrojowych po roku 1989, nikt nie chciał być kojarzony z tymi wydarzeniami, wręcz niektórzy dostali amnezji, że tam właśnie debiutowali. Na szczęście nie wszyscy zapomnieli o swoich pierwszych krokach na scenach festiwali w Zielonej Górze i Kołobrzegu. Muszę przyznać, że świetnie opracował i przygotował tą książkę. Wszystkie wydarzenia są opisane chronologicznie, z roku na rok obserwujemy jak rozwija poszczególny festiwal, jak zmieniają się organizacja i wykonawcy. Kto debiutuje w danym roku, a kto zagrzał miejsce na dłużej i pojawia się tam rokrocznie. Poznajemy rozmiar sowieckiej propagandy, który o dziwo nie przeszkadza współtworzącym festiwale . Wiedzą, że to jedyny sposób, aby zaistnieć - niektórym nawet nie przeszkadza, że zostają zapisani do partii. Polityka i cała ta otoczka ich nie interesuje - chcą śpiewać, tworzyć, cieszyć się swoją pasją. W końcu nie było wtedy telewizyjnych talent show, do których mógł pójść każdy. Aby znaleźć się na festiwalowej scenie trzeba było przejść przez szereg ogólnopolskich eliminacji, do których zgłaszały się dziesiątki tysięcy osób. Ukazuje nie tylko historię festiwali, ale również PRL-owskie realia: przepych władzy czy szaleństwo fanów chcących w histerii rozszarpać swoich idoli. Dzisiaj to nie do pomyślenia, aby na scenie po każdym występie wtargnęła grupa fanów ściskających artystów. Dla takich osób jak ja, które urodziły się w roku, kiedy komuna dobiegła końca, jest to idealna propozycja aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat historii polskiej muzyki. Wartościowa pozycja, świetnie napisana, opracowana, uzupełniona o wiele fotografii - wciąga od pierwszej strony.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-01-2020 o godz 17:13 przez: Karolina Radlak
Każdy z nas ogląda festiwale, na żywo lub przed telewizorem, są to różne festiwale, muzyczne lub kabaretowe, ale nikt z nas nie zastanawia się dlaczego akurat jest on w tym mieście lub dlaczego akurat Ci artyści występują, a ten temat jest bardzo rozległy i ciekawy. Na festiwalach w Zielonej Górze i Kołobrzegu występowały wielkie gwiazdy których do dziś słuchamy i oglądamy, takie jak Maryla Rodowicz czy Izabela Trojanowska, podczas stanu wojennego to właśnie tam odbyły się festiwale bo nie pozwolono na ich organizację w Opolu i Sopocie, niestety Magła Kubiak córka Tadeusza Kubiaka wspaniałego poety, pierwsze słyszy o takich festiwalach. Ktoś kiedyś zadbał o to żeby wszyscy zapomnieli o tych miejscach i o tym co tam się zdarzyło, ale pamiętają to Ci którzy tam byli. W książce możemy poznać bliżej Jarosława Mikołajewskiego poetę i pisarza, Macieja Wróblewskiego faworyta VII Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, oraz Renate Danel która wygrała XII Festiwal Piosenki Radzieckiej w 1976 roku, każda z tych osób opowiada swoją historię i swój pogląd na to co było kiedyś i co jest teraz. Ta książka jest zdecydowanie dla osób lubiących muzykę, jest tutaj ogrom historii, tajemnic i kłamstw, idealnie nada się dla starszych czytelników którzy pamiętają tamte czasy oraz również dla osób młodych które chcą wiedzieć jak festiwale wyglądały kiedyś. Książka na początku może przerażać, jest gruba, zapisana małą czcionką a obrazki jak już jakieś są to czarno białe, ale kiedy zaczynamy czytać to przepadamy, historie są bardzo ciekawe, a punkt postrzegania ich jest przedstawiony przez różne osoby więc możemy poczytać o tym kto jak to odczuł. Ja nie jestem fanką takich imprez, jak leci relacja w telewizji to zdarzy mi się przełączyć i chwilę pooglądać, nigdy nie zastanawiałam się dlaczego akurat w tym mieście się to odbywa lub kiedy odbył się pierwszy taki festiwal, a tu okazuje się że to jest bardzo ciekawe i można napisać o tym długą książkę. Ja jestem pod wrażeniem tego że ktoś pokazał nam prawdę o festiwalach i gwiazdach które tam występowały, warto tę książkę przeczytać i poznać trochę historii.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
12-01-2020 o godz 21:40 przez: pati9475
"Festiwale wyklęte" dotyka nietypowej tematyki - festiwalów w Zielonej Górze i Kołobrzegu za czasów PRL-u. Autor dzieli się własnymi wspomnieniami i badaniami źródłowymi, przeplatając je fragmentami wywiadów z poszczególnymi gwiazdami ówczesnych scen i zdjęciami z epoki. Zakres tematyczny książki jest na tyle wąski i okrojony, że, no cóż, może się albo podobać, albo nie. Mi osobiście kompletnie nie przypadł do gustu i myślę, że nie przypadnie każdemu, kto nie jest fascynatem tak konkretnego aspektu historycznego polskiej sceny muzycznej. Miałam nadzieję, że natrafię tu na sporo opowieści obyczajowych i anegdot. Owszem, natrafiałam na nie, ale były one za rzadkie, a jak już się pojawiały, to w znakomitej większości kompletnie do mnie nie trafiały, na palcach jednej ręki policzyłabym te, które czytałam z pewną dozą zainteresowania. Większość tego całkiem opasłego tomiszcza stanowią broszurkowe opisy "kto, gdzie, kiedy i z czym" występował, fragmenty piosenek i opisy laureatów oraz reakcji publiczności. Jak już wspomniałam - "Festiwale wyklęte" mogą być dobrym źródłem informacji, jednakże tylko dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Doceniam ilość pracy włożoną w przygotowanie tej publikacji. Przeciętny czytelnik jednakże raczej nie odnajdzie się w zawiłościach tej lektury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-02-2020 o godz 15:47 przez: Nikki
Naprawdę rzadko sięgam po literaturę faktu. Jeśli już to nastąpi, to musi być wyjątkowa lektura, która porwie swoją tematyką. Dlatego jak na prawdziwą muzykoholiczkę przystało nie mogłam przegapić "Festiwali wyklętych". Kulisy festiwalowych występów czołowych artystów polskiej sceny czasów PRLu. Artystów, bez których polska muzyka dziś by nie zaistniała. Festiwale, o których większość nawet nie miała pojęcia. Podczas gdy czołówkę objęło Opole i Sopot trudno uwierzyć, że było coś więcej. Coś, co też skrywa swoje smaczki i tajemnice. Bartosz Żurawiecki odwalił kawał dobrej roboty, czego każdy aspirujący dziennikarz może tylko pozazdrościć. Reportaż został podzielony na 6 części, które zawierają nie tylko bezpośrednie wypowiedzi artystów, wspomienia i cytaty czy fragmenty tekstów, ale także historyczne fotografie. "Festiwale wyklęte" to kawał świetnej dokumentacji i ciężkiej pracy. Zapomnijcie więc o tym, że dziś mamy Opener, Woodstock, Orange czy inne komercyjne festiwale i cofnijcie się wstecz, aby poznać jak wyglądała polska scena festiwalowe, zanim zalały ją gwiazdy z zachodu i reszty świata.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
28-01-2020 o godz 18:10 przez: Anonim
Z PRL mam niewiele wspólnego, ponieważ urodziłam się w latach 90., dlatego wielu artystów, o których była mowa nie znam. Jednak pod wpływem różnych anegdot, zaczęłam szukać różnych piosenek w Internecie. Uwielbiam książki, które stają się motorem do samodzielnego szukania informacji. Z samej książki też można się dużo dowiedzieć, np. jak takie festiwale wyglądały, kto zaczął na nich swoją karierę czy jakie były nagrody. Jednak, jak dla mnie informacje były zbyt szczegółowe, przez co czasami gubiłam wątek. Książka na pewno nie jest dla wszystkich, myślę, że byłaby idealną lekturą dla osób trochę starszych.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego