03.09.2018
Natknęłam się na ten klejnot przez losowo powiązane wideo w serwisie Youtube kilka tygodni temu i od tego czasu całkowicie mnie ono pochłonęło. Stwierdziłam, że muszę tę płytę mieć w swojej kolekcji. Pact (wcześniej występował pod nazwą Aiwass) pochodzi z Pensylwanii, a więc ze stanu o najwyższej populacji Amiszów. Z pewnością jednak nie ma nic wspólnego z tą konserwatywną chrześcijańską wspólnotą protestancką, ponieważ jest to jeden z młodszych zespołów amerykańskich, hołdujących ulubionym tematom ortodoksyjnego black metalu, czyli sadyzmu, nihilizmu i profanacji… Podczas gdy wiele zespołów black metalowych po różnych, mniej lub bardziej udanych, eksperymentach (np. Mayhem ze swoim „Grand Declaration of War”) wraca na łono czystego, tzw. true black metalu, inne rozwijają się w bardziej w kierunku hipsterskiego shoegaze, grając prostszy i wolniejszy styl czarnej polewki, jeszcze inne jak Pact, są wśród hordy kapel odpornych na wszelkie mody i trendy, wypuszczając muzykę bardzo surową i brutalną. „Enigmata” jest jedną z najbardziej agresywnych black metalowych płyt, które słyszałam w ostatnich latach. Przygotuj się na wciągnięcie w szaleństwo, które eskaluje w każdej następującej po sobie piosence. Nie ma tu żadnych ambientowych utworów-wypełniaczy ani tandetnych orkiestracji w stylu „Casio black metal”. ;) Zespołowi udaje się również zmieniać tempa w wielu utworach, co jest jednym z powodów, dla których uwielbiam to plugawe, bluźniercze, surowe arcydzieło. Mówiąc wprost, Pact gra kipiący gorącą, gęstą siarką, dynamiczny i bardzo mizantropiczny black metal na wzór francuskich mistrzów takiej stylistyki, czyli Aosoth, Deathspell Omega czy holenderski Dodecahedron. Ale jednocześnie jest w ich muzyce coś nieporównywalnego i świeżego na wielu płaszczyznach. Muzycy wiedzą, jak stworzyć bardzo szybką i dobrze przemyślaną muzykę, zawierającą nie tylko typowe aspekty tego gatunku, ale także przemycając do niego odległe style, które tworzą wyjątkowo złowieszczą atmosferę, wprowadzającą w trans, stan hipnozy, z której nie chcę się uwolnić, bo czerpię specyficzną przyjemność ze zła i gniewu sączących się z moich głośników. Perkusja na ogół wystukuje szybkie i ciężkie, nieubłagane uderzenia, z podwójnymi bębnami centralnymi. Wokale również są godne pochwały, bo cały album wypełnia okrutny, wysoki, chrapliwy skrzek. Niekiedy staje się on bardziej ochrypły i „wyszczekany”, trochę na wzór wokali w zespole Portal. Teksty nie są typowe dla kapel tego nurtu. Thoth Atlantean zastąpił wyświechtane tematy piekła i szatana lirycznymi opowieściami inspirowanymi przez Nietzschego, Crowleya i Kanta oraz innych, inspirujących od stuleci, poetów i filozofów. Jednakże głównym aspektem i punktem ciężkości albumu są oczywiście gitary, tworzące masywne ściany tonalnych dysonansów, a które nie rozczarowują ni razu i potrafią zadowolić najbardziej wybrednego słuchacza. Wretch wykonuje doskonałą robotę! Pact jest dla tych, którzy pragną wyrzutu adrenaliny do krwi czy przypływu paliwa do umysłu. Do tego mnóstwo agresji i ognista produkcja! Rzecz zdecydowanie dla black metalowych purystów.