Jakim cudem bohater popkultury doczekał się biografii? – zapyta ktoś. I jak to możliwe, że poświęca mu się całą książkę? Otóż jeśli jakaś postać, sztucznie wykreowana, staje się nad wyraz popularna, a filmy, gry, komiksy czy seriale z nią osiągają statusy bestsellerów, to mamy do czynienia z kulturowym fenomenem. Tak było z Supermanem, Batmanem, Asteriksem czy Jamesem Bondem. Tak jest z naszym polskim wiedźminem.

 

Superbohater z Polski

Jeśli heros wymyślony w naszym kraju robi karierę na rynkach międzynarodowych, to wiedz, że coś się dzieje. Coś, do czego my, Polacy, nie jesteśmy przyzwyczajeni, bo taka sytuacja zdarza się w naszej kulturze niezwykle rzadko. Ba! Zaryzykowalibyśmy twierdzenie, że dzieje się to po raz pierwszy. Zastanówcie się przez chwilę: który polski bohater zyskał międzynarodową sławę na przestrzeni ostatnich, powiedzmy, dwustu lat? Postacie z książek Lema? Klapaucjusz, Ijon Tichy, może Pirx? Nie do końca. Lem był popularny na całym świecie, ale jego bohaterowie sytuowali się w ściśle określonym, dosyć hermetycznym nurcie SF. Pomyślmy o mainstreamie. Czy Polacy zdołali stworzyć bohatera kojarzonego przez niemal wszystkich odbiorców kultury popularnej? Marek Winicjusz i Petroniusz Sienkiewicza? Może do pewnego stopnia… Zauważyliście, że wciąż się cofamy, a bohatera rangi Geralta z Rivii i tak próżno szukać?

Wyjaśnijmy jeszcze, że chodzi o masową popularność. Nie o walory czysto literackie, takie jak stopień złożoności danej postaci, jej charakter czy rys psychologiczny uwiarygadniający ją w oczach odbiorcy. Oczywiście bez wyżej wymienionych składników nie ma o czym mówić. Przemyślana konstrukcja postaci to warunek sine qua non jej późniejszej popularności.

 

Fenomen, czyli co?

Książka Adama Flammy pt. „Wiedźmin. Historia fenomenu” to nie biografia Geralta z Rivii per se, ale raczej „biografia” pewnego fenomenu kulturowego. Powołał go do życia Andrzej Sapkowski. I nie pomylił się ani razu. Okazało się, że autor opowiadań i pięcioksięgu wiedźmińskiego skonstruował idealnego bohatera popkultury, który nie tylko jest świetnie skrojony literacko, ale również, co bardzo istotne, niemal w każdym medium i każdej adaptacji radzi sobie równie dobrze. Dlaczego? Jaki jest przepis na bohatera doskonałego? Jakich przypraw użył Sapkowski, aby to danie smakowało w Polsce, USA i Hiszpanii, w Rosji i Japonii? Co wyróżnia Geralta z Rivii i jak trafiał do kolejnych adaptacji, odnosząc w nich niemałe sukcesy i rozsławiając polską kulturę w świecie? Na te i wiele innych pytań odpowiada na ponad pięciuset stronach książki Adam Flamma. Pokazuje, że to potencjał drzemiący w tej postaci daje siłę całej franczyzie.

Wiedźmin. Historia fenomenu - Flamma Adam
„Wiedźmin. Historia fenomenu”

 

Geralt musi być Geraltem

To Biały Wilk, dzięki swoim przymiotom, utrzymuje uniwersum w ryzach i sprawdza się na wielu polach – bez względu na to, czy jest to literatura, gra czy komiks. Pod jednym wszakże warunkiem. Adaptacja musi być wierna duchowi literackiej postaci. Geralt przemierzający świat na Płotce musi być nieugiętym profesjonalistą, pełnym rozterek i wątpliwości, ale jednak niewybrzydzającym najemnikiem. Nieco cynicznym kompanem z poczuciem humoru, a przede wszystkim moralnym kompasem w świecie zepsucia i pogardy. Ma być swojski i jednocześnie obcy. Szorstki, kiedy trzeba, elokwentny i miły, gdy sytuacja tego wymaga. Bohater fantasy w stylu literatury noir i współcześnie myślący, a przez to bliskim nam, czytelnikom; to nie wielki heros zbawiający świat, ale uczestnik wydarzeń, do których musi się dostosować. W pewnym sensie jest po trosze jak wędrowiec, zwykły i niezwykły zarazem człowiek do wynajęcia, szeryf na zlecenie, bezstronny obserwator, everyman.

Jeśli jest inaczej, twórca adaptacji spada z wysokiego konia, a jego dzieło staje się nieudane. Polski film i serial w reżyserii Marka Brodzkiego, niektóre komiksy, a także – do pewnego stopnia – serial platformy Netflix mogą stanowić przykłady produkcji, w których twórcy polemizowali z pomysłami Andrzeja Sapkowskiego. Z kolei gry CD-Projekt RED oraz musical to adaptacje zachowujące ducha zamierzeń twórcy, nad wyraz udane, spełnione i, co jest tego następstwem, niezwykle popularne, a przez to dochodowe.

 

Było ciężko, ale się udało

Wydawać by się mogło, że po prawie trzydziestu pięciu latach od publikacji opowiadania „Wiedźmin” na łamach czasopisma „Fantastyka” droga Białego Wilka do uznania fanów i krytyków na całym świecie wręcz musiała być usłana różami. Nic bardziej mylnego. Rzeczywistość okazała się zaskakująca i w dużej mierze nieprzewidywalna. Historia kolejnych tytułów Andrzeja Sapkowskiego to tak naprawdę opowieść o tym, jak na początku lat 90. XX wieku działał nasz rodzimy rynek książki. Początkowo nikt nie chciał AS-a wydawać. To jeszcze nie był czas boomu na polskie fantasy, mimo iż publikowane w „Fantastyce” pojedyncze opowiadania okazały się niezwykle popularne. Stopniowo jednak udało się przetrzeć szlak, pojawiły się tomy opowiadań, a potem entuzjastycznie przyjęta saga. A później nastąpiła zagraniczna – wciąż trwająca i obejmująca coraz więcej rejonów świata – ekspansja.

 

Adaptacje, wyzwania i ciekawostki

Pierwszą adaptacją był komiks. Twór Bogusława Polcha i Macieja Parowskiego musiał się zmierzyć z ogromnymi oczekiwaniami odbiorców, co nigdy nie jest łatwe. Komiksy wzbudzały wielkie, często skrajne emocje. Bogusław Polch udzielił Adamowi Flammie obszernego wywiadu – możemy się z niego dowiedzieć, który aktor był dla rysownika źródłem inspiracji i czy Geralt z Rivii faktycznie ma jego twarz. Po komiksach przyszedł czas na film i serial.

Dawno, dawno temu, pod koniec minionego tysiąclecia, to polscy filmowcy mierzyli się z Geraltem. W tej części książki Marek Brodzki opowiada autorowi o kulisach powstawania produkcji, a Janusz Bocian od efektów specjalnych relacjonuje sposób, w jaki był tworzony pamiętny smok. Zaglądamy również za kulisy amerykańskiego serialu. Tomasz Bagiński, producent wykonawczy netfliksowego „The Witcher”, opowiada o własnej wizji przygód Białego Wilka. W jego relacji ciekawa jest rozbieżność pomiędzy tym, co można pokazać w serialu, a tym, czego nie można zaadaptować wprost z literackiego pierwowzoru. Choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, postać Geralta musiała być okrojona. Serial podaje też wprost to, czego literatura dostarcza jedynie za pomocą metafor, opisów – często niedokładnych lub niejednoznacznych, zmuszających czytelnika do własnej interpretacji. Obraz nie może być mętny, ma być jasny, zrozumiały i dynamiczny. Różne media mają więc różnego, choć chcą mieć takiego samego, wiedźmina.

Olbrzymi wpływ na wizerunek Geralta mieli twórcy gier o wiedźminie, czyli CDPR. O tym, kto początkowo miał być bohaterem pierwszej gry, jak wcielał się w postać Białego Wilka dubbingujący go Jacek Rozenek, a także dlaczego w pewnym momencie studio tworzące grę omal nie zbankrutowało, przeczytacie w obszernych partiach książki dotyczących wszystkich części gry „Wiedźmin”. Przy tej okazji warto też wspomnieć o muzyce. Członkowie zespołu Percival Shuttenbach, którzy skomponowali kultową dziś ścieżkę dźwiękową do trzeciej odsłony cyklu („Wiedźmin 3: Dziki Gon”), opowiadają, jak za sprawą etnicznych instrumentów, które zresztą sami stworzyli, udało się wyczarować słowiańską magię i pradawną tajemnicę.

Wywiadów z twórcami jest siedemnaście. Ilustracji ponad sto. Ciekawostek i nieznanych faktów – ilość niezliczona. A poznać je warto, bo – jak mawiał Andrzej Sapkowski we „Krwi elfów” – „To, co znane, przestaje być koszmarem”.