Zwykli niezwykli bohaterowie Tomasza Kota

- Dzięki swojemu wzrostowi Tomasz wyróżnia się z tłumu na tyle, że nie potrzebuje zwracać na siebie uwagi w żaden inny sposób. Może mieć niemą twarz, nie wyrażać żadnego ruchu ani emocji, a wzrok i tak wędruje w jego stronę - mówi mi reżyser Kike Maíllo, kiedy rozmawiamy na Zoomie.
Katalończyk właśnie kogoś takiego potrzebował do obsadzenia w głównej roli Jeremiasza Augusta w ekranizacji międzynarodowego bestsellera „Kosmetyka wroga” Amelie Nothomb. Akcja dzieje się na paryskim lotnisku w ciągu zaledwie dwóch godzin. I rzeczywiście - za każdym razem, kiedy kamera kręci panoramę, obejmując swym zasięgiem tłum podróżnych, bohater Kota zawsze koncentruje na sobie spojrzenie.

„Perfekcję osiąga się nie wtedy, gdy nie ma już nic do dodania, tylko wtedy, gdy nie ma już czego odejmować” - cytuje w swoim odczycie Antoine’a de Saint-Exupéry’ego jego bohater, wzięty architekt. Tomasz Kot z powodzeniem mógłby te słowa zastosować do siebie. W odgrywaniu mężczyzn przeciętnych, mało wyróżniających się osiągnął bowiem prawdziwą perfekcję. Chociaż większość z jego bohaterów można byłoby dodatkowo podkręcić, dodać im cech albo umiejętności, aktor nie potrzebuje wspomagaczy, żeby nas nimi zachwycić.
Przeciętność traktuje jak plastelinę, z której ulepić można i ekscentrycznego sąsiada, który akurat zwęszył biznes („Disco Polo”, 2015), i eleganckiego, choć zakłamanego burżuja, który nie potrafi zmierzyć się ze swoimi emocjami („(Nie)znajomi”, 2019). Jego bohaterowie to ludzie, których znamy z klatki obok.
- Tomasz gra ciszą. Swoją siłę znajduje w niewyróżnianiu się. I efekt jest taki, że grając faceta, którego nie zauważylibyśmy w autobusie, dzięki niemu zauważamy. Jest w nim jakiś magnes i jednocześnie niesamowita plastyczność, która pozwala mu się wcielić w każdego: tak amanta z bohemy lat 60., jak i współczesnego przeciętniaka zza okna - mówi Maíllo.

Bogowie na dvd

 Podobnie jest, gdy aktor wciela się w postaci historyczne. Choć upodabnia się do nich fizycznie, nie podchodzi do nich na klęczkach, nie boi się zamachnąć na ich status. Szeroko komentowano jego kreację Zbigniewa Religii w „Bogach” (2014), w których odsłonił arogancję, trudny charakter uniemożliwiający mu kontakty z otoczeniem, jak i przekonanie o własnej wyjątkowości kardiochirurga. Obraz stał się megahitem i rozsławił aktora na dobre. Wcześniej był znany choćby dzięki serialowi TVN „Niania” (2005-2009), ale to film Palkowskiego sprawił, że zrobiło się o nim naprawdę głośno.
Wielu wróżyło mu nawet, że rola Religii już do niego przylegnie i będzie dostawał propozycje kolejnych podobnych superherosów w kitlu. Kot szybko udowodnił „życzliwym”, jak bardzo się mylili, gdy wystąpił w epizodzie w „Sztuce kochania” (2017), w której tę samą postać kardiochirurga zinterpretował w nowy sposób. Tym razem akcja dzieje się w latach 70., a więc dekadę wcześniej niż wydarzenia rozgrywające się w „Bogach”. Jego Religa ma niby tę samą nerwowość, jest charakterystycznie przygarbiony, w niepodrabialny sposób pali papierosy. Tym razem jednak ma inny charakter. Lekarz jest przed spektakularnym sukcesem, który lada moment odnotują podręczniki historii i medycyny. Jeszcze się nie rozpił i nie podporządkował całej swojej prywatności i rodziny życiu zawodowemu. Jeszcze są w nim werwa, zainteresowanie otoczeniem i ciekawość świata poza oddziałem, który lada moment całkowicie go pochłonie.


Ten sam, a inny. Jak zmienia się Tomasz Kot?

„Bogowie” i „Sztuka kochania” pokazują, że Tomasz Kot doskonale wie, że aktorstwo to coś znacznie więcej niż fizyczne metamorfozy.
Wcześniej jednak stawiał na całkowite fizyczne przepoczwarzenia. Na potrzeby kreacji Ryszarda Riedla, lidera formacji Dżem w filmie Jana Kidawy-Błońskiego „Skazany na bluesa” (2005) schudł osiem kilogramów, upodabniając się fizycznie do zmarłego w 1994 roku muzyka. Wyruszył też w trasę koncertową z członkami Dżemu, spał w pokoju Riedla, a nawet zdecydował się na pobyt w MONAR-ze, byle tylko doświadczyć tego, co jego bohater. Choć filmowi towarzyszyło raczej zdystansowane przyjęcie, na rolę Kota zwracali uwagę wszyscy. „Polski Daniel Day-Lewis” - grzmiali rozentuzjazmowani krytycy.

To wszystko było jednak jedynie wstępem do prawdziwego popisu kunsztu aktora, jakim stała się rola w „Zimnej wojnie” (2018), za którą Paweł Pawlikowski dostał Złotą Palmę dla najlepszego reżysera w Cannes, a Akademia nominowała ją do Oscara w trzech kategoriach. Jako Wiktor Warski, kompozytor związany z wzorowanym na Mazowszu zespole Mazurek, Kot z wprawą aptekarza łączy przeciwstawne cechy w idealnych proporcjach. Zwłaszcza mariaż desperacji i pożądania, który napędza filmową akcję, wyszedł mu świetnie. Zakochany w śpiewaczce Zuli Lichoń (rewelacyjna Joanna Kulig) Warski jest jednocześnie ofiarą swojego uczucia, jak i katem. Krzywdzi wybrankę, gdy są razem, i umiera z tęsknoty, gdy są osobno. Napędzają go romantyczne fantazje, ale by je osiągnąć posuwa się do manipulacji. Odnosi zawodowe sukcesy, które umniejszają porażki na gruncie miłosnym. Jego życie jest pełne zapalczywości, którą ciągle przełamuje melancholia.

Zimna wojna na dvd

Nic dziwnego, że świat oszalał na punkcie Polaka. Gdy wyjechał promować film do Los Angeles, miał już amerykańskiego agenta, który pomógł mu zorganizować spotkania z hollywoodzkimi producentami. Przez trzy miesiące odbywał je dzień w dzień, choć wiedział, że żadne z nich nie musi się na cokolwiek przełożyć. Walczył też o możliwość wzięcia udziału w castingach. Szerokim echem odbił się zwłaszcza ten do „Nie czas umierać”, w którym ubiegał się o rolę przeciwnika Bonda. Chociaż nie był jedynym polskim aktorem, którego zaproszono do przesłuchań, to o nim rozpisywały się media, spekulując, że nie dostał roli, bo nie pasował Danielowi Craigowi.

Popularności „Zimna wojna” przysporzyła mu również w Europie. Zwłaszcza w Hiszpanii film stał się prawdziwym fenomenem. Zobaczył ją również Katalończyk Kike Maíllo, który pracował wówczas nad adaptacją bestsellera „Kosmetyki wroga”. Właśnie zapadła decyzja, że film będzie kręcony w języku angielskim.

- Zastanawiałem się, kto może być głównym aktorem. Potrzebowałem kogoś, kto nie ma na koncie wielu projektów po angielsku. Od razu pomyślałem o Tomaszu. Zaproponowałem projekt jego agentowi w Stanach - relacjonuje mi Maíllo po premierze „Wroga doskonałego” na prestiżowym festiwalu w Sitges, gdzie zyskał świetne przyjęcie.

Nieznajomi film

 

Błysk w oku

Co takiego ujęło go w Kocie? - Potrzebowałem aktora eleganckiego, a Tomasz po prostu wygląda jak gwiazda. Ma w sobie coś takiego, że patrzysz na niego i wiesz, że jest aktorem albo kimś znanym. Ale nie chodzi o to, że zadziera nosa czy szuka poklasku. Tylko ma w sobie taki błysk, który każe ci go wypatrzyć w tłumie, czemu sprzyja też jego wzrost - odpowiada reżyser. I dodaje: - Sposób, w jaki jego Wiktor Warski słuchał na ekranie muzyki, jak koncentrował się na śpiewie podopiecznych, jak wieloma zmysłami odbierał świat, spowodował, że nie widziałem w tej roli nikogo innego.
Do Hiszpanii Kot jechał jako >>facet z „Zimnej wojny”<<, co niekoniecznie oznaczało ułatwienie. Musiał sprostać postawionym przed nim wyzwaniom i pracować w obcym języku. Szukał sposobu, jak zaadaptować się w nowych warunkach, żeby czuć się równie komfortowo jak w Polsce, gdzie wszyscy go znają i cenią.
- Miałem kilka kryzysów. Pytałem siebie, co muszę zrobić, żeby mi tutaj było jak w Polsce. Dbam o dobrą atmosferę na planie, dużo żartuję. Zacząłem używać Google Translatora w komórce, żeby na hiszpański szybko tłumaczyć śmieszne myśli i skojarzenia, które przychodziły mi do głowy. Nie zawsze to wychodziło, ale przełamywało lody i dodawało pewności siebie - tłumaczy Tomasz Kot.

Tomasz Kot i Athena Strates w filmie Wrog doskonaly

Tomasz Kot i Athena Strates w filmie „Wróg doskonały”. Mat. prasowe Best Film

Ekipa była zachwycona nie tylko jego humorem, ale też skromnością i przywiązaniem do Polski.
- Tomasz jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, podkreśla je przy każdej okazji, ale robi to w taki sposób, że chce się do waszego kraju jechać. Robi wam świetną reklamę. Ja nie mogę się doczekać premiery „Wroga doskonałego” w Warszawie. Zostanę tam na dłużej, żeby skorzystać z tych wszystkich cudowności, które rekomendował mi Tomasz - opowiada mi partnerująca Polakowi południowoafrykańska aktorka Athena Strates. - Ale prawda jest taka, że jedyny moment, kiedy przypominałam sobie, że Tomasz wykształcił się i zbierał doświadczenie w Polsce, przychodził wtedy, gdy rozmawiał z kimś przez telefon w ojczystym języku. Jak on wtedy szybko mówił i ekspresyjnie gestykulował! To tylko bardziej uświadomiło mi, jak świetnym jest aktorem! - śmieje się Strates.

Empik jest patronem filmu.

Więcej artykułów o filmach znajdziesz w naszej pasji Oglądam.

Zdjęcie okładkowe: mat. prasowe Best Film.