Zacznijmy od wyjaśnienia czym różni się śniadaniówka od lunchboxu. Teoretycznie śniadaniówką najczęściej określa się oddzielną torbę termiczną do noszenia drugiego śniadania, a lunchbox to pudełko na jedzenie. Jednak po przejrzeniu oferty kilkudziesięciu firm sprawdziłam, że nazwy te są tak naprawdę stosowane zamiennie. Więc tak samo potraktujemy je w tym artykule.

Jeśli chodzi o oddzielne torby do przenoszenia posiłków, to są bardzo wygodne, ponieważ warstwa foli termicznej pozwala nie tylko zachować odpowiednią temperaturę jedzenia, ale też jest łatwa w czyszczeniu, zobaczcie na przykład Penny Scallan, Lunchbox kwadratowy w gruszki. Takie torby mogą sprawdzić się na półkoloniach, w przedszkolu, gdy dziecko ma specjalną dietę dostarczaną z domu, ale raczej nie w szkole. Noszenie dodatkowego obciążenia w rękach, gdy uczeń ma już plecak, nie jest praktyczne. Dlatego dziś nie będziemy mówili o torbach na drugie śniadanie, a skoncentrujemy się na pudełkach.


Wielkość i kształt lunchboxu dla dziecka

Decydujące jest to, czy dziecko je w szkole obiad oraz do której klasy chodzi. Bo jeśli je obiad i jest uczniem klasy pierwszej (czyli ma cztery lekcje dziennie), to znaczy, że posiłek na szkolnej stołówce mu w zupełności wystarczy i musimy zadbać tylko o wodę. Ale jeśli chodzi do piątej klasy i ma 6–7 godzin w ciągu dnia, a do tego nie korzysta ze szkolnej stołówki, to musi dostać dwie pełnowartościowe porcje jedzenia. Na przykład tortille z dużą ilością warzyw oraz jabłko z pudełkiem mieszanki orzechów.  

Kiedy już oszacujemy ilość potrzebnego jedzenia i wielkość śniadaniówki, przechodzimy do kształtu. Oglądamy tornister czy plecak dziecka i zwyczajnie sprawdzamy, jakie formy zmieszczą się do kieszeni czy przegrody przeznaczonej na jedzenie – płaski prostopadłościan, wysoki owal, kilka mniejszych pudełek o przekroju kwadratu? Brzmi banalnie, ale to naprawdę ważne, bo co nam po najpiękniejszej śniadaniówce, jeśli nie zmieści się ona do plecaka?

I tu podpowiem wam ciekawy trik z własnej, już dwunastoletniej przygody ze śniadaniami do szkoły. Bardzo chętnie stosuję zestawy mniejszych śniadaniówek kupowanych w kompletach. Są to zazwyczaj trzy pudełka jak tu – w zestawie pojemników Done by Deer lub cztery Tum Tum, które mają takie samo wzornictwo, ale różne wielkości i chowają się w siebie jak matrioszki! Nie dość, że złożone zajmują mało miejsca w szafce, to rano nie ma kłopotu z dobraniem wielkości potrzebnych na dany dzień. Do tego łatwo je rozmieścić w plecaku, a kiedy dziecko już zje, wkłada je jedno w drugie (zajmują mniej miejsca).

Zestaw pojemników Done by Deer
 


Co się przyda: szczelne zamkniecie czy przegródki?

To zależy przede wszystkim od tego, co zamierzamy dawać dziecku do jedzenia i jakie warunki będzie miało do spożycia posiłku. I tak na przykład, jeśli planujemy na drugie śniadanie jogurty z owocami, owsianki na zimno, sałatki z sosami, to oczywiście konieczne będą całkowicie szczelne pojemniki. Bo nawet jeśli dziecko włoży śniadaniówkę do plecaka pionowo, to przecież może się on przewrócić i jogurt wypłynie. Z kolei, jeżeli zamierzamy komponować posiłki z kilku składników, które warto od siebie odseparować, to pora pomyśleć o lunchboxie z przegródkami czy wewnętrznym pudełkiem. A może dziecko jada w szkole tylko kanapki? Wtedy pudełko nie musi być ani szczelne, ani z podziałką. Wystarczy proste, jak choćby Koziol Miaouk.

Zanim jednak rozplanujecie ambitne posiłki na każdy dzień, chcę zwrócić waszą uwagę na kluczową rzecz. Czy nasz uczeń będzie miał gdzie rozłożyć się z jedzeniem? Czy będzie miał na to wystarczająco dużo czasu? Czy będzie chciał usiąść i poświęcić przerwę na posiłek? Czy może woli wziąć w rękę domowego batonika lub kanapkę i zjeść spacerując z kolegami? Gdy odpowiemy sobie na te pytania, będziemy wiedzieli jaki typ pudełka jest dla nas najlepszy.  

Lunchbox marki Koziol

 

Łyżka, widelec, nóż?  

Mimo coraz większej eko świadomości nie polecam pakowania dziecku domowych sztućców metalowych. I to nie z powodu wagi, ale bezpieczeństwa. Metalowy widelec czy nóż wyjmowany na zatłoczonym korytarzu to zły pomysł. W ogóle dziecko nie potrzebuje noża. Jedzenie wymagające krojenia, możemy jeszcze przed zapakowaniem podzielić na mniejsze kawałki. Dobrze, jeśli śniadaniówka ma załączone sztućce w komplecie, bo od razu mają one swoje miejsce w pudełku. Jeśli musimy dokupić łyżkę czy widelec, nie wybierajmy jednorazówek. Uczmy dziecko dbać o świat, w którym żyje. Odpowiednie będą lekkie i bezpieczne sztućce z tworzywa sztucznego, które – jeśli są dobrej jakości i nie zostaną zgubione – mogą służyć nawet całą szkołę. Na takie sztućce można dokupić specjalne etui albo zawijać je w bawełnianą ściereczkę, co znowu wydaje się bardziej eko, ale wymaga częstego prania i zużywania zasobów: wody i energii. Sztućce są jednak najczęściej potrzebne do posiłków typu obiad na zimno, więc może trzeba wtedy sięgnąć po „doroślejszy” lunchbox szczelny, z dodatkowymi pojemniczkami, podziałkami i widelcem, jak Box Appetite Blackblum.

Box Appetite Blackblum

 

Design wybiera ten, kto je

Może brzmi to jak żart, ale tak nie jest. Wiadomo, że chcielibyśmy by wzornictwo pasowało do naszych gustów, jednak przypomnimy sobie, kto będzie nosił codziennie pudełko do szkoły i z niego korzystał? No właśnie. Dlatego umówmy się, że wygląd wybiera dziecko. Więc jeśli marzy o lunchboxie z ulubionym bohaterem, to niech taki dostanie. Nie bójcie się tego, że za rok czy dwa wyrośnie z tej fascynacji. Nie są to wysokie koszty, a kiedy maluch nie będzie już chciał nosić wybranego wzoru, pudełko możemy wykorzystać w naszej kuchni do przechowywania drobiazgów. Jeśli chodzi o szkolny design to moim faworytem od lat jest firma Rex London Trade – znajdziecie tam nie tylko śniadaniówki, ale też butelki zwykłe i termiczne oraz termosy.
Przy okazji podrzucam pudełko, które doskonale sprawdziło się u nas, choć jest tak naprawdę dla młodszych dzieci. Bento Lunch Set składa się z 6 pojemników i czarnego etui z folią termoizolacyjną. Każdego pojemnika, jak i etui, można używać oddzielnie. Albo nosić trzy pojemniki w etui i dorzucić tam sztućce, serwetkę. To od kilku lat ulubiona śniadaniówka wszystkich członków naszej rodziny, niezależnie od wieku.


Jaki materiał wybrać?

Oczywiście najwygodniejsze są śniadaniówki z tworzyw sztucznych, lekkie, łatwe w utrzymaniu czystości i stosunkowo niedrogie. Pamiętajmy jednak, by zwracać uwagę na to, czy nie zwierają szkodliwych substancji. Niepożądane są Bisfenol A (BPA) oraz ftalany. BPA przenika do żywności w podwyższonej temperaturze np. przy podgrzewaniu jedzenia w mikrofalówkach, a także w przypadku uszkodzeń tworzywa poprzez zarysowanie lub nadłamanie. Dlatego dobrze, jeśli śniadaniówka jest od niego wolna, jak znane wam pewnie z życia przedszkolaków pudełka z tej serii Skip Hop Pszczoła. Sprawdzą się one w pierwszych klasach, choćby z powodu łatwego zamykania.
Teoretycznie alternatywą są pudełka szklane lub stalowe, ale mało powszechne w Polsce, oraz stosunkowo drogie, ciężkie i – w przypadku szkła – niezbyt bezpieczne dla dzieci. Zwróćcie uwagę na to, że śniadaniówki z bezpiecznego tworzywa sztucznego w pewnym sensie są przyjazne dla środowiska, bo eliminują codzienne zużycie folii spożywczych i aluminiowych, w które najczęściej pakujemy żywność na wynos.