Katarzyna Grochola: „Mama powiedziała mi: Pisz o tym, co widzisz, przepuszczaj to przez siebie, nadawaj temu nowy wymiar”

Jedna z najpoczytniejszych polskich pisarek w historii, przez lata nie tylko liderka, ale i prekursorka powieści obyczajowej i romantycznej, ostatnio zaś autorka kryminału. Jej „Zranić marionetkę” skupia się na tematyce, którą w formie fabularnej zamknąć niełatwo: przemocy domowej, pedofilii i zemście, która najlepiej smakuje, oczywiście, na zimno. W rozmowie z nami Katarzyna Grochola wspomina, że wnikliwego, niestandardowego spojrzenia na świat nauczyła ją mama.

fot. materiały wydawnictwa

Mama miała dość niekonwencjonalny sposób zachęcania na przykład do czytania. W domu nie było telewizora, za to mnóstwo książek. Czytała nam wieczorem przed snem, potem musieliśmy zgasić światło i spać. Ale jak tu spać, kiedy nie wiemy, jak się kończy ta opowieść? Z latarkami w rękach pod kołdrą kończyliśmy najpierw „Dzieci z Bullerbyn”, potem Trylogię Sienkiewicza, a potem wszystko, co wpadło nam w ręce. Na najwyższych półkach stały książki, na które „jest jeszcze za wcześnie dla was”. Nie muszę dodawać, że te interesowały mnie i brata najbardziej. Przekładaliśmy okładki i czytaliśmy „Małżeństwo Doskonałe”, „Dżumę”, „Proces” -  dzisiaj myślę, że moja mama miała dużo zabawy z obserwowania naszych wysiłków ukrywania tych książek.

Zawsze wiedziałam, że będę pisać. Moje wstrząsające opowiadania o jakiejś zagranicy i kwiatach (sic!) cyprysów - a miałam dwanaście lat - nie budziły jej entuzjazmu. Powiedziała: - Pisz o tym, co widzisz, przepuszczaj to przez siebie, nadawaj temu nowy wymiar. - O tym? - machnęłam ręką na nasze małe mieszkanie, pies leżał w przejściu. – To nuda! Bądź psem – odpowiedziała moja matka. Więc byłam psem, chodziłam za nim na czworakach, leżałam przy kaloryferze, jadłam z jego miski pyszną kaszę na rosole. Świat z takiej perspektywy był inny.

A potem wystarczyło tylko patrzeć, słuchać, i zobaczyć, co się we mnie w związku z tym dzieje. I ciekawość, czy gdybym była kim innym, to co wtedy?

Kiedyś do kolejki WKD weszła piękna dziewczyna z dzieckiem na ręku, dziecko było męczące, chciało loda, loda loda! Wszyscy powoli mieliśmy dosyć, nagle matka powiedziała: „Mogę ci dać, tylko to, co mam, nie mogę dać tego, czego nie mam”. Wróciłam do domu i napisałam cały rozdział o oczekiwaniach. Nagle zrozumiałam, że ta prosta prawda dotyczy każdego z nas. Żeby historia miała pointę, dość powiedzieć, że ta dziewczyna z kolejki jest od dziesięciu lat moją sąsiadką przez płot, pamięta mój żółty zeszyt, za duży i za stary kożuch, wie, że siadałam w kolejce w ostatnim wagonie i coś notowałam.

Życie samo pisze najlepsze scenariusze. Każda ze spotkanych przeze mnie kobiet nauczyła mnie czegoś. Każda z nich jest moją mentorką. Niezależnie od tego kim są i co robią - są niepowtarzalne, wspaniałe, dzielne i zagubione, kochające i nienawidzące, opiekuńcze i obojętne -  bo za każdą z nich stoi jakaś historia - ale są, i na nich opiera się świat.

 

 

Katarzyna Bonda: „Lauren Bacall jest przykładem, że zawsze trzeba być blisko siebie. Powieści Donny Tart zostają w sercu i budzą refleksję”

„Królowa polskiego kryminału” z kilkoma milionami sprzedanych książek na koncie. Od lat serwuje czytelnikom wytrawne dania kuchni kulinarnej, nie stroniąc od tematów trudnych, wymagających niezwykle sprawnego researchu, z wielowymiarowymi, skomplikowanymi bohaterami. Nam zdradziła, że wśród kobiet, które określa mianem swoich inspiracji, niezmiennie królują dwie damy: kina i literatury.

autor foto: Lawreszuk.eu

Po pierwsze Lauren Bacall - kobieta, która w mojej opinii jest kwintesencją klasy, elegancji i hartu ducha. Piękna ciałem, ale przede wszystkim duchem. Magiczna. Kiedy ze względu na Humphreya Bogarta przestano obsadzać ją w rolach, o których marzyła, nie narzekała, nie załamywała rąk, ale całe moce twórcze zaangażowała w teatr. Nie jest trudno błysnąć w swojej dziedzinie. Znacznie trudniej utrzymać poziom, kiedy publiczność już ma swoje oczekiwania, a człowiek chciałby zająć się zupełnie inną materią. To wymaga odwagi oraz wielkiego wglądu w siebie, dyscypliny. Lauren Bacall jest dobitnym przykładem, że można, a nawet trzeba, być zawsze blisko siebie. I nie przejmować się, co mówią inni, bo znaczenie ma tylko nasze własne zdanie o sobie i czy my uważamy się za uczciwych.

Po drugie Donna Tartt - uwielbiam jej książki, sposób patrzenia na świat, frazę, wielowątkowość, spojrzenie humanistyczne i pokorę w zapisie. Pisze rzadko, dlatego każde jej dzieło zasługuje na to miano, bo jest zwartym zbiorem głębokich myśli nie tylko na poziomie semantycznym czy też chwytając za serce popisem maestrii. Najważniejsza energia jest między wierszami - tam, gdzie w powieści być powinna: w kompozycji, strukturze i przekazie szerszym niż fabularny. Jej opowieści - niezależnie od tego, czy grube opasłe tomiska, czy lapidarne opowiadania - przede wszystkim są mądre. Zostają w sercu, budzą refleksje, uczą i podnoszą na duchu. Chciałabym tak umieć opowiadać, by na ziemi znalazła się choć jedna osoba, która poczuje tę magię, jakiej ja doświadczam podczas lektury książek Donny Tartt.

Obie wspomniane panie są dziś doceniane i w pełni zasługują na ten splendor, ale po pierwsze nie zawsze tak było (bo czekała je długa droga do docenienia), ale nawet kiedy wielki zachwyt świata stał się ich udziałem, zachowały w sobie rys wielkiego człowieka. Skromność, pokorę i arcypracowitość oraz konsekwencję w działaniu. Gdyby zajmowała je jedynie próżność i gdyby robiły, to, do czego wszechświat je pokierował wyłącznie dla prestiżu czy głasków - nie transformowałyby się, nie zdobyły kolejnych szczytów, które są dziś ich udziałem. Co ciekawe, to, że są szczęśliwe i bliskie sobie samym w dziele twórczym, widać na ich twarzach już na pierwszy rzut oka. Wiek jeszcze przydawał i przydaje im blasku, szlachetności i piękna.

 

Roma Gąsiorowska: „Obserwuję kobiety i uczę się od nich, lubię inspirować się ich sposobami na codzienność”

Aktorka filmowa, teatralna i serialowa, reżyserka managerka kultury, producentka, właścicielka szkoły aktorskiej. Znana z ról w produkcjach takich jak „Sala samobójców”, „Listy do M.” czy „Bodo”. Zajmuje się także coachingiem, planowaniem ścieżki kariery, motywowaniem kobiet do działania, opracowała własny autorski program warsztatów rozwoju osobistego „CUD według Romy Gąsiorowskiej”, podczas których pracuje z kobietami nad indywidualnym programem w obszarach Ciało Umysł Dusza. Warsztaty prowadzi na Bali. W ubiegłym roku wraz z Sylwią Stano napisała książkę - serię rozmów z kobietami, które odniosły sukces w różnych dziedzinach życia (m.in. z Anną Dymną, Martą Frej i Grażyną Torbicką) Całe szczęście jestem kobietą. Roma Gąsiorowska mówi, że inspiruje się kobietami i czerpie od nich mądrość, którą chce przekazać również swojej córce, 6-letniej Jadwidze.

fot. materiały wydawnictwa

 

Kobiety są w moim życiu bardzo istotne. Odkąd pamiętam, to od nich czerpię mądrość, to z ich oświadczeń czerpię naukę, to one dają mi poczucie bezpieczeństwa i uczą wartości. Moja mama była cudowną osobą, bardzo mądrą, tolerancyjną, spokojną, zrównoważoną, otwartą. Miała wielką silę i od niej nauczyłam się wszystkiego, co w moim dorosłym życiu stawało się drogowskazami. Bardzo ważna jest dla mnie też siostra i relacja, jaką mamy. Wspieramy się, motywujemy, nigdy nie zostawiła mnie w potrzebie i ja jej też nie. Podobnie ciocia, siostra mojej mamy. To bardzo cenne dla mnie relacje i dzięki nim czuję, że zawsze mam wsparcie. Przyjaźnie się z kilkoma kobietami, które mają zazwyczaj podobne do moich doświadczenia lub zainteresowane są jak ja rozwojem osobistym. Przyjaźń między kobietami jest ważna i dla mnie w wielu momentach była dużym wsparciem. Ale odkąd nauczyłam się tego, że dojrzałość to branie odpowiedzialności za siebie i swoje wybory, emocje, mogę powiedzieć, że moje przyjaźnie stają się wymianą sposobów na radzenie sobie z codziennością bardziej niż „narzekaniem”. To dawanie wsparcia i umacnianie wiary we własny potencjał. To bardzo budujące i miłe.
Obserwuję kobiety i uczę się od nich, lubię inspirować się cudzymi "sposobami" na codzienność. Zbieram to do mojej skarbnicy wiedzy. Stworzyłam również kilka konkretnych programów pracy nad sobą dla kobiet w rożnym wieku, różnie żyjących, mających różne potrzeby. Dzielę się tym, bo uważam, że warto dzielić się tym, co dobre i sprawdzone. Od kilku lat jestem mamą małej kobiety i pamiętam ten moment, kiedy do mnie dotarło, że to nie tylko miłość do dziecka zalewa mnie falą od środka, ale również wzruszenie, że to jest mała kobieta i będę mogła jej całą swoją mądrość przekazać. To jest czas kobiet Zdecydowanie. Od kilku, kilkunastu lat nasz glos staje się zauważalny, ważny, uczymy się komunikować swoje potrzeby, mamy coraz więcej zadań i umiemy sobie z nimi radzić w mądry sposób. Moja filozofia życia to filozofia Slow Fast Life. Nie chcę rezygnować z możliwości, jakie daje mi współczesny świat, ale wiem, że aby w nim spokojnie i szczęśliwie żyć, potrzebna jest codzienna rutyna i dyscyplina w pracy nad sobą. Taka moc, którą w sobie wypracowujemy, daje nam fundament do pokonywania kolejnych wyzwań i bycia w tym szczęśliwą i spełnioną. Od kilku lat pracuję z kobietami. W zeszłym roku wydałam książkę „
Całe szczęście jestem kobietą” - wynik moich przemyśleń i obserwacji na temat kondycji współczesnej kobiety; zbiór postaw życiowych dziesięciu kobiet, bardzo inspirujący. Kolejnym krokiem były mowy motywacyjne. Jeżdżę z takimi na spotkania w różnych miastach Polski i daję kobietom porządnego kopniaka do działania oraz narzędzia, jakimi mogą przeprowadzić zmianę. Lubię to. Czuję, że to im pomaga. Dostają narzędzia do pracy nad sobą, a jeśli mają ochotę na więcej, zabieram je na warsztat - mój autorski warsztat dla kobiet, warsztat rozwoju osobistego CUD. 

 

 

Paulina Przybysz: „Przygoda każdej dziewczynki zaczyna się od obserwacji matki”

Na scenie od dziecka, jako nastolatka odniosła oszałamiający sukces w duecie z siostrą Natalią, które jako Sistars dały nam takie hity jak „Spadaj”, „Sutra” czy „Na dwa”. Po zakończeniu działalności zespołu (docenionego m.in. Fryderykami i Superjedynkami) skupiła się na projektach solowych oraz współpracy z różnymi składami - między innymi Ritą Pax (czyli „detoksem od MIDI i produkcyjnego podejścia do muzyki”) oraz duetem Minimal z Markiem Pędziwiatrem. Klasyczne wykształcenie na kierunku wiolonczeli oraz fascynacja tuzami soulu, r’n’b i hip-hopu owocują niesztampowymi, smacznymi produkcjami, które zachwycają tak w wersjach studyjnych, jak i koncertowych. Pod koniec lutego ukazała się jej wyczekiwana, druga po „Chodź tu” solowa płyta, „Odwilż”. Paulina Przybysz wśród swoich inspiracji wskazuje zarówno artystycznie uzdolnione mamę i siostrę, jak i słynne wokalistki, których twórczość odmieniła światową scenę muzyczną.

fot. East News

Na każdym etapie życia - jak i też każdego dnia - inspirują mnie nowe okoliczności, zapachy, kolory i ludzie. Jeżeli zaś chodzi o kobiety, to z pewnością przygoda każdej dziewczynki zaczyna się od obserwacji matki. Moja mama jest artystką malarką, ale też od zawsze śpiewała i wierzyła - wciąż chyba wierzy - że życie to taki piękny musical. Motorem do ciągłego rozwoju i współbrzmienia jest także moja siostra Natalia. Z pewnością moje muzyczne idolki (jak też i działaczki), nieobojętne na to, co dzieje się wokół, były mocno inspirujące. Od zawsze w gronie tym znajdowały się Ella Fitzgerald, Nina Simone, Billie Holiday, Erykah Badu, Bjork, Jill Scott ale też Frida Khallo, Patti Smith, Woopie, Lauryn Hill… Mogłabym tak wymieniać godzinami! To kobiety, które, tworząc swoją wyjątkową sztukę, wyrażały stan duszy ludzi swoich czasów. Dzięki temu zostawiły nam karty historii pięknego wnętrza człowieka i tego, jak reaguje on na zastane problemy i emocje.

 

Sylwia Chutnik: „Kolekcjonuję postaci, które są dla mnie ważne. Zmieniają się na różnych etapach życia, bo potrzebuję inne rodzaju wsparcia”

Pisarka, feministka, naukowczyni i działaczka społeczna. Laureatka Paszportu „Polityki”, trzykrotnie nominowana do Nagrody Nike, doceniona także za wkład w budowanie społeczeństwa obywatelskiego przez międzynarodową organizację Ashoka. Wśród swoich inspiracji Sylwia Chutnik wymienia eklektyczną paletę niesamowitych kobiet, które na przestrzeni lat wpływały nie tylko na samą jej twórczość, ale i na zupełnie prywatne życiowe wybory.

fot. East News

Nigdy nie bałam się określenia „autorytety”, jeśli chodzi o kobiety, które inspirowały mnie do robienia jakichś rzeczy, ale tak naprawdę również do pewnych wyborów życiowych. Zawsze gdzieś te kobiety wokół mnie były: w wieku 15 lat zaczęłam działać feministycznie, a więc dawno temu i dość wcześnie. Od tego momentu „kolekcjonuję” te postaci, które są dla mnie ważne. Na różnych etapach życia one się oczywiście zmieniają, bo potrzebuję innego rodzaju wsparcia. Ale zawsze były to na pewno pisarki, takie jak Virginia Woolf, ale również naukowczynie, takie jak Maria Janion i Susan Sontag, które łączy nie tylko pisanie, ale rozmyślanie nad temat różnych zjawisk. Są interdyscyplinarne i nie zamykają się w jednej szufladce. To było dla mnie zawsze bardzo ciekawe, jak można powiązać literaturę z ekonomią, z filmem i sztuką.. Wielką inspiracją była dla mnie też moja profesor Małgorzata Szpakowska na studiach w Instytucie Kultury Polskiej, później pisałam pracę magisterską i doktorat. Ona zawsze uczyła mnie dyscypliny naukowej, czyli nie ściemniania i popisywania się swoją wiedzą, tylko tego, żeby wszystko służyło pracy nad swoją myślą i tym, co ja chcę powiedzieć. Jaki mam pogląd i jak go interpretuję. Na biurku mam też zdjęcie Aliny Szapocznikow, rzeźbiarki i artystki, która, dość odważnie jak na czasy, w których tworzyła, zajmowała się cielesnością kobiety i wykorzystywała te wątki w swojej sztuce i, jak wiemy, osiągnęła sukces. Myślę, że mogłabym wymieniać tak jeszcze długo! Oczywiście, mam też inspiracje muzyczne: Kathleen Hanna, wokalistka amerykańskiego zespołu Bikini Kill, przedstawicielka nurtu riot grrrl, która inspiruje mnie od lat bezkompromisową, feministyczną postawą, jak również odwagą na scenie. Fascynacja ta znalazła swoje odzwierciedlenie w mojej pierwszej książce, „Kieszonkowy atlas kobiet”. Jedna z bohaterek była inspirowana tekstem jej piosenki, więc, jak widać, inspiracje mogą mieć bardzo konkretne przełożenie, w moim przypadku na teksty. Na koniec postać, która była dla mnie zawsze wzorem odwagi, bezczelności, czyli Madonna - napisałam nawet pracę magisterską o wątkach emancypacyjnych w jej twórczości.