Wywiad z Margaret

Piotr Miecznikowski: Na nowym albumie „Gaja Hornby” śpiewasz po polsku. Zauważyłaś różnicę w brzmieniu swojego głosu, kiedy śpiewasz w różnych językach?

Margaret: - Zdecydowanie tak, w każdym aspekcie. Zmiana języka wpłynęła na pracę nad albumem niemal na każdym jej etapie. Począwszy od myślenia o frazie w czasie pisania tekstów, aż po brzmienie i barwę głosu w trakcie nagrywania. Myślę, że łatwo jest zauważyć, że ta barwa jest teraz zupełnie inna niż była w piosenkach anglojęzycznych. Ludzie, którzy słyszeli materiał może nie mówili, że nie można mnie w nim rozpoznać, ale byli zaskoczeni zmianą. Padało pytanie: gdzie jest stara Margaret? (śmiech). Inna sprawa, że to nie tylko kwestia języka, ja po prostu dojrzałam, zmieniłam się i co za tym idzie - zaczęłam inaczej śpiewać.

To permanentna zmiana? Zostaniesz już przy języku polskim, czy wrócisz do śpiewania po angielsku?

- Wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobna jest opcja, że będę śpiewać i tak i tak. Śmieszne, bo już powstała jedna nowa piosenka i jest po angielsku (śmiech). Nie zmienia to jednak faktu, że język polski bardzo mi się podoba, to co mówię jest dzięki niemu bardziej moje. Kiedy śpiewam po angielsku też wyrażam siebie, jednak po polsku te wszystkie emocje są wyrażane nieco sprawniej. Kiedy pisałam teksty na ten album, czułam się jakbym pisała pamiętnik. Trochę tak jest jak o tym teraz myślę, to jest w jakimś sensie pamiętnik.

To co mówisz pozwala przypuszczać, że dla wielu twoich słuchaczy i fanów „Gaja Hornby” będzie zupełnie nową odsłoną. Pokażesz nową siebie.

- Jestem nowa. Nie jestem już nastolatką, jestem kobietą, która jest świadoma siebie, mówi to co myśli i nikogo za to nie przeprasza. Mentalnie i emocjonalnie ta płyta to coś zupełnie innego niż wszystko, co zrobiłam wcześniej. Jestem dojrzalsza, odważniejsza i kompletnie się nie przejmuję co kto o mnie pomyśli. Kiedy jesteś dzieciakiem to czujesz ogromną potrzebę akceptacji, chcesz żeby wszyscy cię lubili. Ze mną właśnie tak było i to chyba czuć w tym co tworzyłam. Może nie uwolniłam się od tego w stu procentach, ale powoli do tego dochodzę. To daje większą swobodę nie tylko mnie samej, ale też muzyce, którą tworzę i chcę wykonywać.


 

Swoboda i odwaga, o której mówisz są bardzo wyraźnie wyczuwalne. Podobnie jak wpływ hip hopu i raperów. Inspirowałaś się nimi pisząc teksty?

- Oczywiście, że tak! Przygotowując płytę „Gaja Hornby” współpracowałam z producentami wywodzącymi się z tego środowiska i dzięki nim poznałam wielu raperów. Ostatecznie stwierdziłam, że może hip hop jako całość nie jest dla mnie, ale wiele rzeczy do mnie trafiło. Sposób i rodzaj komunikacji, fakt, że to jest o czymś, teksty opowiadają o prawdziwych ludziach, ich życiu, emocjach, problemach i radościach. Poza tym składanie tych wersów jest trochę jak układanie klocków, bardzo mi się to spodobało (śmiech). Cały proces pisania piosenek był mocno zróżnicowany, na początku, pierwsze teksty powstawały długo i powoli, ostatni – w ciągu godziny. Po prostu wiele się nauczyłam w trakcie tej pracy, zarówno o pisaniu jak i o samej sobie, to była dla mnie bardzo cenna edukacja. Napisałam całe mnóstwo wersów, całych kartek, które nigdy się nigdzie nie pojawią bo potrzebne mi były wyłącznie, do nauki, żeby się „rozpisać”.

Czujesz odpowiedzialność będąc autorką swoich piosenek? Nie możesz zwalić na nikogo winy, jeżeli teksty się nie spodobają, wszystko spadnie na ciebie.

- To poczucie odpowiedzialności towarzyszy mi od jakiegoś czasu, bo wcześniej już pisałam piosenki. W każdym razie brałam udział w ich tworzeniu na tyle aktywnie, że mogłam się z tym utożsamić i poczuć odpowiedzialna. Tylko to były innego rodzaju kompozycje, pomyślane od samego początku tak, żeby stać się hitem w radiach. Takie założenie sprawia, że wszystko jest miłe i bezkonfliktowe, tak żeby się spodobało jak najliczniejszej publiczności. To zupełnie inny rodzaj twórczości. Teraz piszę szczerze o sobie, całą prawdę o smutkach i radościach. Wpuszczam ludzi do swojego domu i teraz będą oceniać coś kompletnie innego. To jest zupełnie nowa sytuacja.

Gaja Hornby, jako twoje alter ego, ma być rodzajem wsparcia w tej sytuacji?

- Gaja jest ze mną od czterech lat. Pojawiła się, żeby niejako „ukryć” Margaret, dawała mi możliwość robienia różnych rzeczy całkiem incognito. Wszystko co nie pasowało do oficjalnego wizerunku, było bardziej eksperymentalne i mniej „margaretowe”, podpisywała Gaja Hornby. Spodobało mi się to i całkiem naturalnie postanowiłam, że taki będzie tytuł. Nie obawiam się pokazać prawdziwej siebie. To co mówię na tej płycie, to prawda, a prawda jest zawsze najważniejsza. Dlatego jestem stuprocentowo pewna, że warto było to zrobić.

Rozmawiał

Piotr Miecznikowski

 

Margaret - piosenkarka, autorka piosenek i projektantka mody, pojawiła się na scenie w roku 2013 i niemal od razu stała się jedną z muzycznych gwiazd numer jeden. Piosenka „Thank You Very Much” pochodząca z jej debiutanckiego EP „All I Need”, stała przebojem nie tylko w Polsce, ale także w Austrii i Niemczech i Włoszech. To pomogło młodej artystce zaistnieć w świadomości słuchaczy w całej Europie i przy okazji pozyskać grono znakomitych współpracowników, takich jak Thomas Karlsson, Kacezet czy Matt Dusk, z którym wokalistka nagrała jazzowy album „Just The Two Of Us”. Do tej pory Margaret wydała albumy „Add The Blonde”, wspomniany „Just The Two of Us”, „Monkey Business” i najnowszy – „Gaja Hornby”.
Miesięcznik „Forbes” umieścił Margaret na liście „100 najcenniejszych gwiazd polskiego show-biznesu”.