Wiele artykułów o hygge rozpoczyna się zdaniem „duńska filozofia hygge”. Mieszkając w Danii, obserwując Duńczyków i próbując zrozumieć ich kulturę wyciągnęłam jeden wniosek. Hygge to nie filozofia, ale raczej słowo opisujące to, co jest dla nas przyjemne. Hygge to i rzeczownik, i czasownik. Kiedy w Polsce wszystko kwitujemy słowem „fajne”, w Danii kwitujemy słowem „hyggelig”. O tym jak bardzo przyjemne jest hygge może świadczyć fakt, że w okresie halloween wszystko, co straszne, potworne, przerażające i obrzydliwe określamy mianem uhyggelig.

Hygge nie jest ograniczone porą roku - wypad na plażę z przyjaciółmi w ciepły letni dzień (te zdarzają się w Danii coraz częściej) i wieczorne czytanie książki pod kocem, kiedy za oknem od kilku dni nieprzerwanie leje deszcz to też hygge. Kiedy duńscy koledzy moich dzieci przychodzą się bawić do naszego domu często mówią, że razem „hyggują”, czyli miło spędzają ze sobą czas. Dlatego najlepsza definicja hygge to przyjemność dzięki której odpoczywamy psychicznie, nie zaprzątamy głowy obowiązkami tylko cieszymy się chwilą. Jesteśmy „tu i teraz”.

hygge klucz do szczęścia

Jak wygląda świąteczne hygge?

W Danii okres świąt Bożego Narodzenia rozpoczyna się w pierwszy piątek listopada o godzinie 20:59. Dlaczego? Od 1981 roku właśnie wtedy jeden z największych browarów wypuszcza piwo warzone specjalnie na święta. Duńczycy wychodzą na ulicę, nakładają świąteczne czapeczki, cieszą się swoim towarzystwem i bożonarodzeniową atmosferą. Sklepy zaczynają wyglądać jak fabryka czekolady Willy’ego Wonki, z tą różnicą, że zamiast czekoladek półki uginają się od ciasteczek.

Jeśli ktokolwiek miał w rękach metalową puszkę z maślanymi duńskimi ciasteczkami, to na pewno kojarzy waniliowe wianuszki, ciemne podłużne ciastka migdałowe posypane grubym cukrem, ciasteczka z przyprawą piernikową, malutkie okrągłe pieprzne guziczki czy kruche precelki. Etażerka wypełniona ciasteczkami, migdałami w karmelu i lukrecjowej skorupce, kieliszek czerwonego gløgga z kawałkami migdałów i rodzynek, gorąca czekolada z piankami, czasem kominek, wełniany kocyk i najbliżsi to kwintesencja świątecznego hygge. Wełniany koc jesienią i zimą przydaje się w Danii nie tylko po to, żeby było przytulnie. W domach nie jest niewyobrażalnie ciepło, więc sweter i kocyk są po prostu niezbędne.

księga hygge

Jak wygląda hygge w wersji outdoor?

W Danii wszyscy lubią powtarzać, że nie ma złej pogody, ale źle dobrane ubrania. Być może…  jednak kiedy o 16:00 za oknem jest ciemno, wieje silny wiatr, a z nieba pada drobniutki deszczyk, który po kwadransie sprawia, że człowiek jest cały mokry, to na ulicach raczej zbyt wielu radosnych Duńczyków nie zobaczymy. Ludzie przemykają wtedy z zakupami, wyraźnie starając się znaleźć ciepłe i przytulne miejsce. Chyba, że akurat w mieście odbywa się jarmark bożonarodzeniowy. Wówczas na niedogodności temperaturowe przymyka się nieco oko.

We wszystkich jarmarkowych zakątkach czuć zapach karmelu, bo migdały karmelizuje się na miejscu w dużych podgrzewanych cynowych misach. Wszyscy raz po raz kupują naleśniki albo małe okrągłe placuszki æbleskiver hojnie posypane cukrem pudrem i podane z truskawkową konfiturą, dzieciom serwują bezalkoholowy biały gløgg z soku jabłkowego z korzennymi przyprawami. Sami piją jego wersję alkoholową.

hygge kraina lodu

Co o hygge mówią Duńczycy?

Duńczycy lubią swoje hygge, lubią spędzać czas w małym gronie lub samotnie. Jest to część ich kultury i chyba nie zastanawiają się nad tym za dużo, chociaż bawi ich jak wielką karierę zrobiło to słowo i sposób spędzania czasu. Może bardziej nawet bawi ich sprowadzanie hygge do wełnianego koca i świeczek. Ci Duńczycy, którzy poznali życie poza Danią krytykują hygge za jego ekskluzywność i wzmacnianie poczucia wspólnoty w bardzo małej grupie. Duńczycy są mili, ale bardzo trudno jest się z nimi zaprzyjaźnić. Zwykle zawierają przyjaźnie w szkole do której z tymi samymi ludźmi uczęszczają przez 10 lat i potem nie potrzebują już nowych znajomych. Poza tym, bardzo lubią rozdzielać sfery życia - to, że kumplują się z kimś w pracy niekoniecznie oznacza, że będą chcieli zaprosić tę osobę do domu czy poznać jej rodzinę. Co ma to wspólnego z hygge? To, że spędzają czas w małym i ograniczonym gronie. Jeśli jesteś człowiekiem „z zewnątrz”, co oznacza że możesz być Duńczykiem z innej części kraju, to możesz nie mieć z kim hyggować.

Hygge najbardziej przypomina atmosferę podczas Bożego Narodzenia w Polsce - czas spędza się w gronie najbliższych osób rzadko zapraszając kogoś z zewnątrz. Jest to zupełne przeciwieństwo hiszpańskiego tapas baru w którym wszyscy rozmawiają ze wszystkimi, angielskiego pubu do którego chodzi się z kolegami z pracy i znajomymi i dzięki temu poszerza krąg znajomych. Niektórzy uważają, że hygge to po prostu dobra wymówka, by zamknąć się w swojej społecznej bańce i nie zauważać wokół innych.

Hygge

Jak przygotować hygge w Polsce?

Najprościej rozpocząć od zakupienia kilku świeczników i świeczek. Na środek stołu warto postawić jakiś ozdobny świecznik, w grudniu to zwykle wersja adwentowa z czterema świecami. W oknach można stawiać długie świecie, wyjątkowo modne w tym roku kręcone świeczki i tea lighty. Duńczycy nie maja w oknach firanek, więc ryzyko pożaru jest mniejsze. Gasimy wszystkie lampy dające światło z góry i posiłkujemy się lampkami na parapecie lub przy fotelu/kanapie. To jest bardzo ważny element tworzenia przytulnego domu - w duńskim domu górne światło zwykle montuje się nad stołem, w kuchni, łazienkach i korytarzach. Większość ludzi polega na oświetleniu nieco imitującym światło dziennie - stąd ta mnogość lamp i świec na parapetach.

Jeśli lubimy kiedy nam miękko to możemy kupić owczą skórę lub jej imitację i koniecznie kilka wełnianych koców. Na stolik stawiamy kubek gorącej kawy, kakao, glogga. Siadamy na kanapie lub fotelu, przykrywamy nogi kocykiem i … gramy w gry planszowe, robimy na drutach (bardzo modne hobby wśród młodych ludzi), szydełkujemy, wyszywamy haftem krzyżykowym (ostatnio wróciły do łask obrazki z tekstami tradycyjnych świątecznych piosenek), czytamy książkę, gazetę, słuchany muzyki, najlepiej sączącej się z duńskich głośników produkowanych przez duńską firmę Bang&Olufsen.

hygge po polsku

Jak poczuć smak hygge?

Najłatwiej będzie upiec sobie ciastka w kształcie wianuszków i zrobić porządny gløgg. Jeśli oprzemy się pokusie zjedzenia wszystkich ciasteczek na raz, możemy je przewiązać sznureczkiem i powiesić na choince.

Jak przygotować duńskie ciastka waniliowe?

Składniki:

  • 100 g mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 100 g masła
  • 75 g mąki migdałowej
  • 80g cukru

Laskę wanilii przekrawamy na pół i przy pomocy tępej strony noża wyciągamy ziarenka. Dodajemy je do miski razem z 80 g cukru, 75g mąki migdałowej, 100 g miękkiego masła, szczyptą soli, 1 jajkiem i 100 g mąki pszennej. Wszystkie składniki mieszamy mikserem do uzyskania jednolitej masy. Przekładamy ją do rękawa cukierniczego z końcówką w kształcie gwiazdki (to ważne, bo tylko wtedy powstaną charakterystyczne kształty). Na papier do pieczenia wyciskamy ciasto tworząc gniazdka. Jeśli ktoś chce mieć ciasteczka idealne, to można na papierze odrysować kółka od szklanki, przewrócić papier i wyciskać ciasto dokładnie po śladach ołówka. Pieczemy w 170 stopniach przez 8-10 minut do zezłocenia. Pozwalamy ciasteczkom ostygnąć na blaszce.

duńskie ciasteczka

Jak przygotować aromatyczny gløgg?

Składniki:

  • 1 łyżka goździków
  • 1 łyżka strączków kardamonu
  • 2 laski cynamonu
  • 1 łyżka ziela angielskiego
  • ½ łyżeczki czarnego pieprzu
  • 1 liść laurowy
  • 1 cytryna
  • 2 pomarańcze
  • 1 cm świeżego imbiru
  • 50 g rodzynek
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 2 litry czerwonego wina
  • 1/5 litra porto
  • 300 ml rumu
  • 300 ml wódki

W Danii w okresie świątecznym gløgg jest dostępny wszędzie - można się go napić na świątecznym targu, w restauracji, można kupić gotowy w pięknej szklanej butelce i zwykłym kartonie. Można też tego pysznego grzańca przygotować samodzielnie. Najlepszy przepis na jaki trafiłam i którego próbowałam wymagał cierpliwości - najpierw trzeba zrobić „zaprawę” do grzańca, a dopiero potem się nim raczyć.

Do garnka dodajemy 1 łyżkę goździków, 1 łyżkę zmiażdżonych strączków kardamonu, 2 laski cynamonu, 1 łyżkę ziela angielskiego, 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu, 1 liść laurowy, skórkę i sok z 1 cytryny (cytrynę trzeba porządnie umyć przed dodaniem do garnka), skórkę i sok z 1 pomarańczy, sok z kolejnej pomarańczy, 1 cm kawałek świeżego imbiru, 50 g rodzynek, 1 szklankę brązowego cukru, 2 litry stołowego czerwonego wina. Wszystkie składniki doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na małym ogniu przez godzinę. Zostawiamy w garnku na noc. Następnego dnia odcedzamy wino tak, żebyśmy zostali z samą esencją smaku. Pogrzewamy ją do 80 stopni. Dodajemy 1/5 litra porto, 300 ml rumu, 300 ml wódki. Na dno kubka wsypujemy 1 łyżeczkę rodzynek i 1 łyżeczkę posiekanych migdałów. Zalewamy gløggiem.

W wersji bezalkoholowej wino zastępujemy sokiem jabłkowym i nie dodajemy cukru. Przyprawy, sok z cytryny i pomarańczy i skórki zalewamy sokiem jabłkowym, gotujemy, studzimy, odcedzamy i podgrzewamy przed podaniem. Jeśli mamy ochotę wzmocnić glogga dla dzieci i cieszyć się nim również jako dorośli to warto do niego dolać rumu, zgodnie z osobistymi preferencjami.

glogg

A wy? Hyggujecie? Chcecie zacząć? Dajcie znać w komentarzach! 

Więcej tekstów znajdziecie na Empik Pasje

Zdjęcie okładkowe: źródło: shutterstock.com