Zasługi, jakie Mariusz Szczygieł ma dla rozsławienia Czech w Polsce, są ogromne. Niby znaliśmy naszych sąsiadów, czytaliśmy książki Bohumila Hrabala, Milana Kundery czy Jaroslawa Haška, słyszeliśmy piosenki Heleny Vondráčková, Karela Gotta, oglądaliśmy filmy Jiříego Menzela i Petra Zelenki. No i, przyznajmy się, śmieszył nas czeski język, pełen, w naszym odczuciu, zdrobnień.

Co więc wniósł Mariusz Szczygieł? Pokazał, jak ten tak bliski geograficznie naród, jest różny od nas. Czy to w kwestii podejścia do religii, czy w kwestii polityki – komunizm czeski i komunizm polski to dwie kompletnie inne historie. Stereotypów się u Szczygła nie znajdzie. Dlatego czytając czy to „Gottland”, pierwszy zrób reportaży o Czechach, który przyniósł Szczygłowi międzynarodową popularność i uznanie, czy kolejny - „Zrób sobie raj”, można mieć wrażenie, że zwiedza się jakiś daleki świat. A on był po prostu nieznany.

Książki Mariusza Szczygła zasiały sympatię i zainteresowanie Czechami wśród wielu Polaków. „Osobisty przewodnik po Pradze” był więc wyczekiwaną pozycją. Spodziewałam się, że będzie to taki niemal intymny spacer, sam na sam z autorem, po stolicy Czech. A jest trochę inaczej.

W Pradze ze Szczygłem, Hrabalem, Havlem

Wycieczkę po Pradze zaczynamy i kończymy na dworcu kolejowym, ale na tym skojarzenia ze zwykłym przewodnikiem się kończą. Miejsca, które odwiedzamy są pretekstem do opowiedzenia o ludziach. Książka Mariusza Szczygła to zbiór mini reportaży, felietonów, wspomnień.

Zaczyna się od zgorszenia. Autor, w swoim filuternym stylu, pokazuje czytelnikom, że jeśli już po wyjściu z dworca ktoś chciałby doznać obrazy moralności, powinien iść pod pomnik „Braterstwo”. Upamiętnia on przyjaźń czesko-radziecką, a przedstawia dwóch całujących się mężczyzn. I – co widać na ilustrującym historię zdjęciu Filipa Springera – całujących się bardzo ekspresyjnie. Gdy powstawał – to nie przeszkadzało.

 

Osobisty przewodnik po Pradze (okładka zintegrowana)

 

Szczygieł prowadzi czytelników nie tylko do swoich miejsc, ale w dużej mierze do miejsc związanych z jego ulubionymi ludźmi.

Jedną z takich postaci jest David Černý. Rzeźbiarz, którego prace odzwierciedlają stosunek Czechów do podniosłych tematów – to on stworzył pracę „Sikający”. Przedstawia ona dwóch mężczyzn sikających do basenu w kształcie mapy Czech. To jego pracę „Koń” możemy podziwiać zawieszoną pod sufitem w Pałacu Lucerna. Jest to koń, wiszący głową do dołu, a na jego brzuchu siedzi postać Świętego Wacława – patrona Czech. To satyra na pomnik, który znajduje się na pobliskim placu św. Wacława.
Rzeźba Cernego wisi w Pałacu, który sam w sobie jest ciekawy miejscem, i w którym Szczygieł radzi się zgubić, zwłaszcza około godz. 22. A wybudował go dziadek Václava Havla.

Václav Havel jest kolejną z tych osób, po której śladach Szczygieł zwiedza Pragę. Wybitny opozycjonista, pisarz, dramatopisarz i prezydent – jego życie fascynuje Szczygła, i zarazem onieśmiela. Dowiemy się gdzie stoi rodzinna kamienica Havlów czy w jakiej kawiarni zbierano podpisy pod Kartą 77.

Wśród Prażan, których miejsca zobaczymy, jest oczywiście Bohumil Hrabal. Pisarz, pozostawił w swoje twórczości obraz biesiadnych Czechów, dla których największym szczęściem jest spędzanie rozciągającego się czasu nad kuflem piwa. Gdyby chcieć zwiedzić wszystkie knajpy Hrabala zajęłoby to pewnie rok, więc Szczygieł podpowiada tę najważniejszą, a jest nią Hospoda U Zlatèho tygra (Gospoda u złotego tygrysa). Jednak nie tylko do barów Hrabala zabiera czytelników, ale też kamienicy, w której rozgrywała się akcja „Zbyt głośnej samotności”.

Jest też w końcu Praga samego Mariusza Szczygła. Opowiada dlaczego Karol jest jego ulubionym królem w historii. Opowiada o mieszkaniu wybitnej tłumaczki Heleny Stachovej, w którym się zawsze zatrzymuje. Opowiada też o miejscu – pięknej dolinie, którą mu pokazała, ale prosiła, że jak ktoś nie musi, to żeby jednak jej nie zwiedzał.

Bardzo dużo pisze też o sztuce, architekturze, zdaje się, że to nowa fascynacja reportera – widać to już po okładce, na której jest gwiazda wszystkich willi, czyli Müllerowa Vila. „Jeśli ktoś miałby jechać do Pragi tylko na jeden dzień i zwiedzić tylko jedno miejsce, to poleciłbym mu ten dom” – pisze Mariusz Szczygieł – „artystyczny koncept w każdym detalu”. Jednorodzinny dom z lat 30. zaprojektował Adolf Loos. Na okładce książki widać taras na dachu, na który wchodzi się z letniej jadalni. Jeśli się przyjrzycie zdjęciu to zobaczycie, że po prawej stronie, na tarasie, zamontowany jest prysznic. Został on umieszczony tak, by osoba, która się pod nim kąpie w upalny dzień była niewidoczna dla sąsiadów, ale sama widziała okolicę. Historię domowników opisał Szczygieł w książce „Nie ma”.

Praga – gdzie nocować, gdzie jeść

Jeśli szukacie konkretnych porad, podpowiedzi gdzie zjeść czy nocować, to pewne wskazówki też się w tym przewodniku znajdą.

Jest Kavárna Slavia, która oczarowała Szczygła 20 lat temu podczas pierwszej podróży do Pragi, w której potem zrobił wiele rozmów do książek, i w której pije koniak z rodzicami po spektaklach tanecznych oglądanych na pobliskiej scenie Laterna Magica.

Jest restauracja wietnamska Pho Son, gdzie swoich gości przyprowadzał Havel, a Szczygieł chodził tam na własną rękę i korzystał z tego, że była też jedną z pierwszych w Pradze kafejek internetowych. Pracował tam nad „Gottlandem” – „Podaję to na wszelki wypadek, żebyście wiedzieli dokąd pójść, gdybym umarł w sławie” – komentuje autor.

Jednak przede wszystkim Mariusz Szczygieł poleca Žižkov, czyli Pragę Pragi, pozbawioną turystów, o co naprawdę trudno, część miasta.
A jeśli chcecie zwiedzić tam miejsce, gdzie na 100% żaden człowiek z przewodnikiem Loney Planet pod pachą nie przybył, to Mariusz Szczygieł proponuje… „erotické video kabiny”, do których prażanie wpadają w ciągu dnia, w przerwie na lancz – to naprawdę wiele mówi o bezpruderyjności Czechów. Oraz, po wszystkich innych zachwytach Szczygła nad Czechami, wejściem w ich lokalny, niedostępny przyjezdnym świat, jest ostatecznym dowodem na to, że Szczygieł został krypto-Czechem.

Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać i wymieniać miejsca, przytaczać osoby i związane z nimi anegdotki. Ale lepiej sami sięgnijcie po „Osobisty przewodnik po Pradze”.

Jeśli niepokoi was, że nie padły tu takie nazwy jak Most Karola czy Hradczany, to wiedzcie, że to nie jest przypadek. Nie ma ich też w książce. Jednak autor poleca kilka typowych przewodników, także jeśli ktoś chce – to znajdzie typowo turystyczne informacje. Ale, jak ostrzega Mariusz Szczygieł, idzie tam na własną odpowiedzialność!