Maudit wznosi się dumnie wśród skłębionych chmur. Góruje nad taflą jeziora, roztacza ponad dolinę i zapiera dech w piersi Nicka, który obserwując ten skalny majestat, czuje jak w jego sercu mimowolnie budzi się pewien rodzaj prastarego mistycyzmu; poczucia najwyższej świętości, wzbierającego z każdą upływającą sekundą i przeistaczającego się w dziką, nieokiełznaną nirvanę. Ten stan zdumienia, jednoczesnego zachwytu, podziwu, gorącego uczucia, względem ściany granitu, trwa w nieskończoność. Znieruchomiały, śledzi potęgę surowego naturalizmu pnącą się wysoko w niebo. A potem myśli; myśli o śmierci. Myśli o wronach wydziobujących oczy. Myśli o wyrazie zdumienia zastygłym na twarzy swego towarzysza, myśli o tym, że może... Chciałby się oddać Maudit. Że chciałby być Maudit. Na zawsze. **** Powieść Thomasa Olde Heuvelta to jedna z ciekawszych pozycji na rynku wydawniczym, a już na pewno taka, która każe zwracać na siebie uwagę zapalonemu entuzjaście literatury strasznej. I nie bez powodu wspominam tu właśnie o entuzjastach horroru, bowiem Heuvelt stworzył coś niejako przeznaczonego specjalnie dla nich - historię złożoną jako hołd, nie tylko dla gatunku i jego najznamienitszych twórców, ale będącą także pokłosiem osobistego obcowania z formą; jej intensywnej eksploracji, przekształcenia na własną modłę i przekazania w ręce czytelnika. Można więc śmiało powiedzieć, że ,,Echo" jest tytułem postrzeganym dwojako; z jednej strony symbolicznym, pełnym nawiązań do klasycznych wręcz utworów, bazującym na dobrze ogranych motywach, z drugiej zaś - doskonałym przykładem ich odpowiedniego wykorzystania. Bo pomimo sięgania po to, co tak znane i popularne, autorowi udało się rozpisać swoją własną wariację, pozbawioną banału czy zwyczajowej przeciętności. Nie było to łatwe zadanie, zważywszy na fakt, że schematyczność zawsze jest poważnym przeciwnikiem dla każdego debiutującego pisarza i każdej książki, której fabuła musi stanowić główną siłę napędową, przy jednoczesnym zaskoczeniu odbiorcy. Na szczęście Heuvelt poradził sobie całkiem nieźle z obalaniem stereotypów i sam poniekąd potrafił zadziwić, na przeróżnych płaszczyznach, a już zwłaszcza - stricte literackich. Forma ,,Echa", jak i sposób prowadzenia narracji, jest rzeczywiście czymś interesującym. Historia rysuje się iście przerażająco - w górach dochodzi do tajemniczego wypadku, alpinista ledwie uchodzi z życiem, zostaje w stanie ciężkim przetransportowany do szpitala, gdzie w chwilę potem wokół jego osoby zaczynają dziać się dziwne, niewytłumaczalne zjawiska - prawdziwy horror, prawda? Jednak przyjemnie lekki, na wpół gawędziarski, a na wpół poetycki styl, nie zawsze oddaje charakter gatunku, zazwyczaj postrzeganego przez pryzmat makabry i powagi. Czy w tym przypadku ma to być zarzut? Zdecydowanie nie, ponieważ podziw wzbudzają umiejętności zastosowania języka przez Huevelta; to jak swobodnie nim operuje, jak genialnie potrafi dostosować go to danej sytuacji, jak koresponduje on z istotą kreowanych wydarzeń, jak staje się głównym czynnikiem budującym nastrój - tam gdzie ma straszyć, faktycznie straszy; jest malowniczo, sugestywnie, obrazowo, naturalistycznie i brutalnie; tam gdzie ma bawić, w istocie... Bawi - doza wisielczego humoru, ironii, ciętego dowcipu, rozładowania skumulowanego napięcia czy ciężkiej atmosfery, wspaniale działa na odbiór ,,Echa". Dwutorowa narracja prowadzona w pierwszej osobie i z dwóch różnych przeplatających się perspektyw, epistolarne fragmenty, elementy powieści szkatułkowej, liczne retrospekcje oraz spora doza zagadkowości podszyta odrobiną weirdu, mają prawdziwie magnetyczną siłę przyciągania. Czytelnik maksymalnie angażuje się w zagadkowo - mroczną historię Nicka Greevesa i wraz z jego partnerem podąża tropem opętańczego zła, skrytego w samym sercu góry Maudit.
Agnieszka Żytkowicz
Zweryfikowany zakup
14.09.2023
Coś dla fanów gór i tej cząstki czegoś co tam można spotkać.
Qulturasłowa
09.01.2023
Turystyka górska staje się coraz bardziej popularna, zaś sami turyści – coraz bardziej nieostrożni. W samej tylko Polsce, w Tatrach, doszło do prawie tysiąca wypadków – poślizgnięć, upadków z kilkuset metrów, z czego dziewiętnaście osób zmarło. Oczywiście, im wyższe i bardziej niedostępne pasma górskie, tym turystów jest mniej, zdarza się jednak, że ofiarami gór jest nawet kilka osób z danej wyprawy. Na samym Mount Evereście spoczywa około trzysta ciał wspinaczy. Na stokach Kanczendzongi na zawsze została najwybitniejsza polska himalaistka Wanda Rutkiewicz. Nigdy nie odnaleziono ciała Jerzego Kukuczki, Macieja Berbeki i wielu innych. Wejścia na najwyższe szczyty świata zawsze są spektakularne, ale również często kończą się tragiczne. Tyle tylko, że niektóre śmierci są anonimowe, zaś wiele osób nieostrożnie wchodzi w góry bez planów czy wiedzy o nich. Nick Greves i jego niemiecki kolega Augustin nie byli wytrawnymi wspinaczami, chociaż nie byli też nowicjuszami. Wędrówki po Alpach wymagały od nich niezłej kondycji, ale nie były to mordercze wyzwania. Do czasu… Stare zdjęcie, które Nick zobaczył w szwajcarskim pubie, przedstawiające tajemniczą górę Maudit sprawiło, że zmienili wcześniejsze plany i postanowili zdobyć jej szczyt. Bez przygotowania, bez rekonesansu, a nawet bez zebrania podstawowych informacji, wyruszyli w drogę. Mimo iż ani w przewodnikach ani w internecie nie znaleźli na temat góry żadnych informacji, jakby nie istniała, to jednak podjęli decyzję. Być może już w momencie spojrzenia na zdjęcie góra zaczęła ich przyciągać, a oni brnęli dalej pomimo przeszkód, które pojawiły się już na początku drogi. Brak ścieżki, ostrzeżenie na szlaku, zwalone drzewa nie powstrzymały ich, a kolejne trudy wzmagały w nich wolę walki. I nawet kiedy zwrócili uwagę na dziwne zdarzenia w drodze, wahania nastrojów, zagubienie w czasie, dezorientację czy oczywiste pomyłki na mapie, nie posłuchali wewnętrznego głosu, by uciekać. W rezultacie trafili do niezwykłej Doliny Echa, która okazała się tak samo upiorna, jak i rozległa. Bezkres, dziwne wrażenia dźwiękowe, omamy wzrokowe, a do tego wszechobecne kawki alpejskie, które ponoć odbierają wspinaczom duszę… to część ich drogi, która trwała dłużej, niż zamierzali. Podobnie jak szaleńcza droga na szczyt – tam, gdzie nigdy nie powinni się znaleźć. Już po drodze czuli, że góra przyciąga ich, zmusza do podjęcia nieracjonalnych decyzji, osacza i zawłaszcza. Augustin w pełni poddał się temu szaleństwu, przynajmniej tak wynika z relacji Nicka. Z relacji człowieka, któremu góra „wyjadła” pół twarzy. W takim właśnie stanie znaleźli go ratownicy górscy. Po jego towarzyszu pozostał tylko czekan, natomiast Nick został zabrany do szpitala. Od tej chwili dziwne wrażenie, które towarzyszyło wspinaczom, dotyczące zawładnięcia przez górę, udziela się wszystkim. Co więcej, wokół odnalezienia mężczyzny panuje dziwna zmowa milczenia, zaś lekarz prowadzący zupełnie inaczej kwalifikuje ranę. Fakt, że ukochanemu brakuje połowę twarzy odstręcza partnera Nicka, Sama, choć to, co bardziej go przeraża, to dziwne reakcje organizmu, kiedy tylko zbliża się do pacjenta. Dlatego ucieka do Stanów Zjednoczonych, choć podróż ta nie przynosi ukojenia. Ostatecznie wraca do Nicka, ale nawet nie wie, z czym razem będą musieli się zmierzyć. Można bowiem odnieść wrażenie, że duszą mężczyzny zawładnął mrok. A raczej, że zawładnęła nim Maudit. Zaczynają dziać się też różne dziwne rzeczy, począwszy od ptaków wylatujących z okaleczonej twarzy Nicka, przez dziwne zachowanie psycholożki po spotkaniu z nim, czy objawy choroby wysokościowej, aż po samobójstwo chirurga szczękowego operującego Nicka. Czy oni wszyscy są ofiarami choroby psychicznej pacjenta, czy może czegoś znacznie bardziej pierwotnego? Na to pytanie będziemy szukać odpowiedzi w książce niezwykle przerażającej, mrocznej, klimatycznej, pt. „Echo”, autorstwa Thomasa Olde Heuvelta. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Albatros powieść to genialny thriller, który dawkować trzeba sobie powoli, bowiem w trakcie lektury i my czujemy ogarniający nas mrok. Góra Maudit patrzy na nas poprzez okaleczoną twarz Nicka, a my wkrótce zaczynamy mieć koszmary. To zasługa genialnej narracji, która wciąż utrzymuje się (i nas) na tym samym poziomie sprawiając, że chwilami opadamy bezsilnie od takiego brzemienia. Mimo tego nie porzucamy lektury, brniemy dalej podobnie jak Nick i Augustin. Co nas czeka na samym końcu tej wspaniałej książki? A co najważniejsze, czy jesteśmy na tyle odważni, by się przekonać?
Paulina Klimek
20.07.2022
Niejednokrotnie, czytając opowieści alpinistów czy himalaistów, można przeczytać o tym, że wspinacze czują moc góry, jej ducha, słyszą jej wzywanie i ślepo podążają za jej głosem. Często wydaje się to tylko swego rodzaju górskim marzeniem himalaisty, który pozostaje w pewnym transie podczas akcji górskiej. Co jednak, jeśli góra dosłownie opęta człowieka, który chciał wejść na jej szczyt? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w książce „Echo” Thomasa Olde Heuvelta. To ponadsześciusetstronicowa prawdziwa literacka uczta, wywołująca niepokój już od pierwszej strony, który nie odpuszcza aż do samego końca. „Echo” potrafi zawładnąć czytelnikiem dokładnie tak, jak Maudit zawładnęła Nickiem. Przygotujcie się na mrok, niepewność, ciągłe uczucie niepokoju i powiew mrożącego krew w żyłach wiatru. Nick przypadkowo zobaczył szczyt Maudit i niemalże od razu poczuł niezrozumiałe przyciąganie tej góry. Co dziwne, podczas planowania wyprawy na nią, nigdzie nie mógł znaleźć o niej informacji, nikt nawet nie chciał rozmawiać o tej górze. W żaden sposób nie zniechęciło to Nicka. Wraz z Augustinem stawia pierwsze kroki w dolinie, wspinając się coraz wyżej. Nie bez powodu jednak nikt nie chciał o Maudit rozmawiać - Nick wraca z góry sam, a po jego przystojnej twarzy pozostał jedynie wielki stup. Mężczyzna wyrwał się z ostrych szponów góry, jednak Maudit zdążyła w nim zamieszkać, a sprowadzając ją na dół, sprowadził też wiele nieszczęścia na przypadkowych ludzi, na siebie i na swojego partnera Sama. Teraz to Sam będzie musiał spróbować wytępić z niego przejmujący mrok i odzyskać starego, pogodnego Nicka. Autor zaczyna opowieść z „wysokiego c”, samym prologiem wprowadzając czytelnika w świat pełen mroku i tak na prawdę ani na moment nie zwalnia. Uczucie niepokoju pojawia się wraz z pierwszymi stronami i czai się gdzieś w rogu przy każdym przewróceniu kartki. Zarówno opowieść o tym, jak Nick leży w szpitalu, jak i fragmenty opowieści tłumaczącej, co tak naprawdę stało się wysoko na górze, wywołują ten sam dreszcz niepokoju, swego rodzaju nieprzyjemne uczucie, które trudno jednoznacznie sklasyfikować, a jednocześnie niełatwo się go pozbyć. A każda przewrócona strona przynosi rozwinięcie akcji, która zaczyna nieco przyspieszać, a niepokojących, czasem nawet przerażających fragmentów tylko przybywa. „Echo” prowadzone jest różnorodnymi opowieściami - poznajemy historię głównie z zapisków Sama oraz dziennika prowadzonego przez Nicka. Dostajemy jednak kilka innych form, których pojawienie uzależnione jest od fabuły. Autor też nie wzbraniał się przed prowadzeniem różnych form narracji - to nieoczywiste i często ryzykowne posunięcie tutaj sprawdziło się idealnie, dopełniając tę książkę. Sam styl holenderskiego pisarza nie budzi zastrzeżeń, a jego barwne opisy, czy to przyrody, czy to przerażających sytuacji z Nickiem w roli głównej, czytało się z zapartych tchem, mając przed oczami pełen obraz opisywanych wydarzeń. Thomas Olde Heuvelt znalazł również miejsce na to, aby zająć się psychiką naszych głównych bohaterów, skupiając się nie tylko na tych najświeższych dramatycznych wydarzeniach. Otóż zarówno Nick, jak i Sam zmagali się ze swoimi słabościami, pewnymi zachowaniami wychodzącymi poza normę, nieprzepracowanymi traumami z dzieciństwa, które kładły się cieniem na ich obecnym życiu. Czy to możliwe, żeby Nick został opętany przez góry już wcześniej? I dlaczego Sam tak bardzo pragnie, żeby Nick zdejmował przy nim opatrunek, którym stara się powstrzymać oddziałującą na niego Maudit? Z czasem czytelnik odnajduje odpowiedzi na te pytania, kiedy główną opowieść dopełniają opisy przeżyć dwóch mężczyzn, kiedy byli jeszcze kilkulatkami. Przepływanie między gatunkami, balansowanie na granicy realizmu i ten nieustający zew gór. Mimo sporej objętości, jak na obecne trendy, właściwie żadna strona tej książki nie wydaje się zbędna. Jest to opowieść nieoczywista, wzbudzająca prawdziwy niepokój, momentami nawet przerażenie, pełna barwnych opisów, które tylko dodają temu wszystkiego uroku. Wszechogarniający mrok - to idealnie oddaje cały klimat ten książki, ale ta opowieść porusza wiele aspektów ludzkiego życia. Osobiście jestem pod ogromnym wrażeniem „Echa” - na pewno trafi do ulubieńców tego roku. To sześćset czterdzieści stron naprawdę dobrej literatury, którą chce się pochłaniać bez przerwy. Jeżeli tylko macie ochotę na coś mrocznego, trzymającego w napięciu i nie do końca oczywistego, nie czekajcie długo - koniecznie sięgnijcie po „Echo”!
Masz ten produkt? Pomóż innym w decyzji o zakupie
Opis produktu
Wyczekiwana powieść niderlandzkiego młodego pisarza, którego debiutancką książkę sam Stephen King uznał za genialną. Wyprawa w Alpy, która zamieniła się w piekło.
Są rzeczy gorsze od śmierci.
Zobaczył ją na starej fotografii w szwajcarskim pubie.
Maudit, górę, o której nie pisano w przewodnikach i nikt nie chciał o niej mówić.
Mimo to – a może właśnie dlatego – nie mógł się jej oprzeć.
Jeszcze nie wiedział, że nie zawsze, kiedy natura przyzywa, należy słuchać jej głosu.
Wędrówce po Alpach młodego Holendra, Nicka Grevesa, i jego niemieckiego kolegi, Augustina, już od samego początku towarzyszyły złe znaki, lecz nie zawrócili.
I drogo za to zapłacili: Augustin śmiercią w szczelinie lodowca, a Nick potwornymi okaleczeniami twarzy. Wrócił na dół, ale nie wydostał się z objęć Maudit, wziął tę górę ze sobą… w sobie. I każdy, kto ma z nim kontakt, ulega jej zgubnemu oddziaływaniu. Także Sam Avery, chłopak Nicka.
Sam musi podjąć decyzję: albo uciec do Ameryki, skąd pochodzi, i chronić życie oraz swój stan umysłu, albo pokonując własne lęki, trwać przy ukochanym, w którym chwilami widzi potwora zdolnego do największej zbrodni.
Decyduje się na to drugie i razem z Nickiem wraca do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło, bo tylko w ten sposób może mu pomóc wyzwolić się od mrocznej siły, która nim zawładnęła.
Tylko czy można walczyć z górą?
"Thomas Olde Heuvelt to następny Stephen King."
"De Telegraaf"
"Niezwykle ambitna powieść z elementami suspensu i grozy. To jedna z najważniejszych tegorocznych pozycji w gatunku horroru."
"The Guardian"
"Mrożące krew w żyłach, skradające się przerażające ECHO, mocne jak lodołamacz."
"Daily Mail"
"Horror, thriller i powieść o sile przyciągania gór, napisana z niezwykłą wirtuozerią."
"De Volkskrant"
"Niesamowita, miejscami psychodeliczna… Niewiele książek tak mnie poruszyło."
Catriona Ward, autorka powieści "Ostatni dom na zapomnianej ulicy"