Dzień, w którym umarłam (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (2): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Nic nie jest takie, jakim się wydaje. Zdarza się, że koniec to dopiero początek. Dla Diletty Mair wszystko zmieniło się drugiego października dwa tysiące trzeciego roku. Wtedy zrozumiała, że naprawdę istnieje życie po śmierci. Że anioły mają niewiele wspólnego z jej wyobrażeniami, a zamieszkane przez demony piekło jest czymś jak najbardziej rzeczywistym. Drugi października dwa tysiące trzeciego roku okazał się dniem innym niż wszystkie. Tego dnia Diletta Mair umarła. Czasem niebo budzi strach, a wspólny język łatwiej znaleźć z demonami. Szczególnie, gdy stajesz się jednym z nich.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Dzień, w którym umarłam
Autor: Martinez Sanchez Belen
Wydawnictwo: Mira
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 384
Numer wydania: I
Data premiery: 2014-09-29
Rok wydania: 2014
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 213 x 28 x 144
Indeks: 15637567
 
średnia 4
5
12
4
7
3
2
2
2
1
2
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
20 recenzji
4/5
14-10-2014 o godz 18:22 przez: cyrysia
Jestem bardzo miło zaskoczona niniejszym debiutem młodziutkiej hiszpańskiej pisarki, Belen Martinez Sanchez, laureatki Konkursu Literackiego na najlepszą powieść młodzieżową. Książka podbiła serca nastolatków w Hiszpanii, a teraz próbuje przypaść do gustu polskim czytelnikom. Moją sympatię już zaskarbiła. Początkowo byłam przekonana, że mam do czynienia z tematyką wampirów, a nie ze skrzydlatymi istotami. Niemniej lekkie rozczarowanie rozpłynęło się we mgle, kiedy tylko zagłębiłam się w fabułę, która wprawdzie jest nieco schematyczna, jednak zawiera ewidentny powiew świeżości. Poznajmy nastoletnią Dilettę, a także jej przyjaciół i najbliższe otoczenie. Dziewczyna mieszka sama z mamą, gdyż ojciec zostawił je wiele lat temu. W jej życiu nie dzieje się nic zaskakującego, poza tym, że widzi duchy. Na szczęście nikt nie zna jej sekretu, aż do momentu niefortunnego epizodu z Aloisem. Chłopak odkrywa jej dar, sam również ma swoje tajemnice. Autorka zapewniła nam nie lada atrakcje. Od pierwszych chwil czuć wszechobecne napięcie i złowieszczy nastrój grozy. Okazuje się, że anioły i demony podjęli walkę o duszę dziewczyny, co w konsekwencji przyczyniło się do jej śmierci. Teraz w czeluściach piekieł próbuje zacząć ''żyć'' od nowa. Z jakim to wyjdzie rezultatem? Spodobała mi się zgoła odmienna wizja pisarki dotycząca piekła i nieba. Człowiek po śmierci może sam dokonać wyboru, po której stronie mocy pragnie stanąć. Ciekawa perspektywa. Na dodatek, nie ma tu klasycznego podziału na nieskazitelnie dobrych aniołów i odrażających diabłów. Pokazane są także różne odcienie szarości.

Największym atutem tej książki są jej bohaterowie: naturalna, pewna siebie, zadziorna, pyskata, ale też wrażliwa, dobroduszna i bojaźliwa w obliczu zagrożenia, Diletta oraz ''… okrutny, zarozumiały, wyniosły, arogancki, zimny, dumny, bezwzględny, porywczy, bezduszny, nieczuły, powierzchowny, pyszny, egocentryczny?'' Alois, demon z wyższym niż Mount Everest ego. Ale za tą fasadą zła kryje się jednak zalążek dobra, który za sprawą Diletty zdaje się ewoluować. Między nimi iskrzy aż miło. Nie myślcie jednak, że dostaniecie słodki niczym miód wątek miłosny. Przeciwnie. Ich relacje są oparte na wzajemnych docinkach, uszczypliwościach czy sarkastycznych wypowiedziach. Rozrywka gwarantowana.

Powieściopisarka ma lekkie, proste pióro, pisze ciekawie, dynamicznie i bardzo obrazowo. Pierwszoosobowa narracja prowadzona jest z punktu widzenia Diletty i Aloisa. Dzięki temu bez trudu można przeniknąć do ich myśli, uczuć i lepiej zrozumieć ich zachowanie i emocje, które nimi targają. Tempo akcji całkiem żwawe, wydarzenia gonią wydarzenia, wśród nich kryją się m.in.: zdrady, spiski, ataki wrogów, krwawe bitwy, tajemnicze morderstwa, ucieczki, itp. W wielu sytuacjach bohaterowie będę musieli wykazać się nie lada męstwem, sprytem, odwagą oraz pomysłowością. Często będą podejmować wybory, nie zawsze zgodne z tym co czyni tłum. Ale dzięki temu stają się bardziej wiarygodni dla czytelnika. Nie brak też sporej dawki czarnego humoru. Minus daje jedynie za drugoplanowe postacie, które w moim mniemaniu są za mało wyraziste i charakterne. Mimo to w ogólnym rozrachunku jest to pozycja frapująca i godna uwagi.

Nie żałuję czasu spędzonego przy tej lekturze, dlatego polecam ją wszystkim wielbicielom gatunku i nie tylko. Znajdziecie tu przyjaźń, miłość, zdrady, wzajemne nieporozumienia, konflikty, niechęci, urazy, walkę z własnym losem, z własnymi przekonaniami i spojrzeniem na rzeczywistość oraz widowiskowe konfrontacje między aniołami a demonami itp. Zapraszam do czytania.

Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
2/5
02-10-2014 o godz 01:30 przez: Natalia Zdziechowska
Diletta Mair uważa się za najprzeciętniejszą z przeciętnych nastolatków. Zresztą wszystkie znaki na to wskazują, nie jest żadną pięknością i ponad dobrą zabawę przekłada naukę. Ma raczej niewielkie grono najlepszych przyjaciół. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie dwie rzeczy, które wyróżniają ja spośród tego grona. Dziewczyna ma, bowiem heterochromię, czyli każde oko ma inny kolor tęczówki, a także… potrafi widzieć duchy. Mimo to dziewczynie udaje się jakoś z tym pogodzić i żyć normalnie. Nie przypuszcza jednak, że jedno przypadkowe i dziwne spotkanie, a właściwie mała kraksa, spowoduje takie ogromne zmiany w jej życiu.

Wszystko zaczęło się zmieniać gdy na początku nowego roku, Diletta w wyniku niefortunnego zbiegu wydarzeń, zderzyła się z Aloisem Petersenem. Wszystko byłoby w miarę dobrze gdyby nie fakt, że tylko ona go widzi. Jego dziwny strój i floret w rękach wywołał jej sporą konsternację. Tym bardziej, że z powodu tego ostatniego, Diletta został zadraśnięta w przedramię. To właśnie z powodu tej rany, wszystko zaczyna się walić. Zjawy, które do tej pory nie miały pojęcia o zdolnościach dziewczyny teraz nagle nie dają jej spokoju. To nagłe zainteresowanie sprawi, że szybko przyjdzie jej skonfrontować swoje wiadomości na temat aniołów i demonów z tym jak jest naprawdę. Wszystko przez Aloisa Petersena. To przez niego data 2 października 2003 roku stała się również datą śmierci dziewczyny.

Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz dane mi było przeczytać notkę wydawcy na temat tej powieści, poczułam się nad wyraz zaintrygowana. Co prawda okres boomu na powieści z pierzastymi w rolach głównych, już dawno minął, a i było ich tyle, że miałam wrażenie, iż nic nowego nie przyjdzie nam poznać. Jednak wcale nie zniechęcało mnie to do tego, aby pochłonąć kolejną z nich. Zwłaszcza, że anioły miały tutaj grać jakieś tam poboczne i epizodyczne scenki. Szkoda tylko, że z powodu mojej ciekawości, ponownie wywindowałam swoje oczekiwania dość wysoko, co niestety odbiło mi się lekką „czkawką”.

Już sam początek niestety nie zwiastuje niczego dobrego, chociaż muszę przyznać, ze mimo schematyczności i wszechogarniającej nudy, autorka i tak jakimś cudem potrafi zatrzymać czytelnika. Być może dużą zasługą tego jest fakt, że od razu zostajemy zarzuceni masą informacji oraz tajemnic do rozwiązania. Najlepszych tego określenie byłoby, że oba te elementy mnożą się niczym grzyby po deszczu i to zaledwie na kilkunastu stronach. Cała reszta to po prostu stopniowe rozwikływanie tego galimatiasu. Niestety cierpi na tym zarówno fabuła jak i tempo akcji, które przez większość czasu jest raczej minimalne. Co prawda zdarzają się nagłe zwroty, dzięki czemu rozwój opisywanych wydarzeń nabiera zarówno rumieńców jak i prędkości. Niestety nie niweluje to faktu, że świetny pomysł, jaki miała autorka, został wykonany tylko w połowie.

Co mnie jeszcze drażniło w tej powieści? Hmm… na pewno to, że spora część sytuacji, w jakie autorka wikłała swoje postacie, nie miało w ogóle żadnego początku. Zupełnie nie było wiadomo, z jakiej przyczyny przydarzają się one bohaterom i jaki jest w ogóle ich cel. Przede wszystkim jednak, były zupełnie pozbawione sensu. Doskonałym przykładem takiego stanu rzeczy jest wątek miłosny, jaki zawiązał się pomiędzy Dilettą i Aloisem, dwójką bohaterów, którzy wprost pałali do siebie nienawiścią i pogardą. Ja rozumie, że „do zakochania jeden krok…” i „od nienawiści do miłości krótka droga”, ale proszę Was: nie przesadzajmy! No dobra, może w przypadku samej Diletty jakoś bym to przełknęła, bo ta dziewczyna to typowe „ciepłe kluchy”, ale nie w przypadku Aloisa, którego Sanchez od początku kreowała na aroganckiego i zadufanego w sobie ignoranta (po prostu dupka, jakich mało). W tym drugim przypadku taki splot wydarzeń najzwyczajniej w świecie – staje ością w gardle.

Jeżeli jesteśmy już przy temacie bohaterów to musze powiedzieć, że mam zupełny mętlik w głowie. Z jednej strony: strasznie mnie irytowali, można nawet powiedzieć, że wręcz wkurzali i to do tego stopnia, iż miałam ochotę nie tylko rzucać książką gdzie popadnie, ale także uważałam ich za największy mankament tej powieści (nawet przez niewykorzystanym potencjałem samego pomysłu na opowieść). Natomiast z drugiej strony: wystarczyło przekręcić kartkę, a robili coś takiego, że momentalnie wszystko się zmieniało. Na mojej buzi pojawiał się szeroki uśmiech, a uczucia ulegały znacznemu ociepleniu. Jednym słowem – istna kolejka górska.

To, co chyba najbardziej przypadło mi do gustu i jako tako uratowało ocenę Dnia, w którym umarłam to samo zakończenie. Od razu widać, ze autorka już na samym początku miała je całkowicie przygotowane i to w najdrobniejszych szczegółach. Akcja jest żywa i pełna niespodzianek, chociaż niektórych elementów, można domyślić się wcześniej. Belen Martinez Sanchez postarała się, aby chociaż na sam koniec, czytelnik się nie nudził.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
2/5
03-11-2015 o godz 21:43 przez: raven
Diletta Mair wydaje się być zwyczajną licealistką wyróżniającą się z tłumu jedynie dzięki heterochromii, czyli różnobarwności tęczówek. Jednak są to tylko pozory, bowiem nastolatce daleko do normalności. Dziewczyna rejestruje obecność duchów. Do tej pory żyła według zasady: zachowywać się tak, jakby owe zjawy nie istniały. Pewnego dnia, w drodze do szkoły, Diletta wpada na Aloisa Petersena – chłopaka, z którym od roku chodzi do klasy. Podczas tego zdarzenia przypadkiem rani on nastolatkę. Niedługo później okazuje się, że nie była to zwyczajna rana, a Alois nie jest zwyczajnym chłopakiem. Petersen jest Lilim – istotą, która po śmierci trafiła do Panteonu. Drugiego października 2003 roku ma miejsce wypadek, w którym ginie Diletta. Dziewczyna trafia do Panteonu i staje się Lilim. Od tego momentu wszystko się zmienia...

Belén Martínez Sánchez jest młodą hiszpańską pisarką, laureatką konkursu literackiego na najlepszą powieść młodzieżową. Dzień, w którym umarłam jest jej debiutem literackim.

Głównymi bohaterami powieści są Diletta i Alois, czyli dwie najbardziej irytujące postacie z jakimi kiedykolwiek miałam styczność. Dziewczyna była jedną wielką życiową niezdarą. Ciągle krzyczała, płakała, przewracała się, potykała o własne nogi, wpadała na kogoś. Była nie do zniesienia i momentami miałam wrażenie, że ma ujemny iloraz inteligencji. Była strasznie infantylna i niezdarna, czasem jak się odezwała po prostu ręce opadały. Niektóre z jej zachowań byłam jednak w stanie zrozumieć, w końcu ciągu kilku tygodni jej życie przewróciło się do góry nogami, dowiedziała się, że chłopak, z którym od roku chodziła do klasy nie żyje, a potem sama umarła. A czego nie byłam w stanie zrozumieć? Całej kreacji Aloisa. Autorka chciała chyba zrobić z niego typowego dla tego rodzaju młodzieżówek bad boy'a, ale trochę przesadziła. Chłopak był po prostu chamem, prostakiem i do tego egoistą. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy nazwał Dilettę pieprzoną debilką, to wyrażenie przewijało się dosłownie na co drugiej stronie książki. Poza tym, odniosłam wrażenie, że nie widział niczego poza czubkiem własnego nosa, był strasznie odpychający i arogancki w stosunku do innych. Nie wspominając już o jego ego, które było chyba nieskończone, zupełnie jak głupota Diletty.

Jeśli chodzi o fabułę to nie miałabym zastrzeżeń gdyby nie to, że wszystko w tej książce jest okropnie schematyczne. Mamy nieśmiałą dziewczynę, bad boy'a, pewnego dnia na siebie wpadają, ona dowiaduje się kim on naprawdę jest, coś zaczyna się dziać, zakochują się w sobie, bla bla bla. Nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć coś bardzo podobnego, bo taki schemat przewija się bardzo często w różnych młodzieżówkach. Przez to książka była niestety bardzo przewidywalna. Mało co mnie tam zaskakiwało i właściwie byłam w stanie stwierdzić, co stanie się za kilka stron. Poza tym, strasznie drażniły się przewijające się ciągle wyzwiska. Nie mam nic przeciwko, jeśli pojawiają się od czasu do czasu, ale w Dniu... nie było chyba strony bez jakiegoś debila czy idiotki. Dodatkowo irytował mnie styl pisania, który wydał mi się do bólu prosty przez co odniosłam wrażenie, że autorka sama nie wiedziała co chce przekazać.

Książka została napisana z perspektywy Diletty i Aloisa. Był to moim zdaniem duży błąd ze strony autorki, bo odebrało to tej powieści swego rodzaju tajemniczość. Dużo bardziej wolałam fragmenty napisane oczami dziewczyny i uważam, że książka byłaby dużo lepsza gdyby została w całości napisana tylko z perspektywy Diletty, bo dzięki temu wszystko nie byłoby aż tak nużące i przewidywalne. Przez to też powieść nie buduje napięcia, bo wszystko co mogłoby zainteresować czytelnika zostaje zaraz wyjaśnione przez Aloisa i momentami czułam się nieco przez to zgaszona i zawiedziona.

Dzień, w którym umarłam to bardzo banalna i schematyczna młodzieżówka, których można znaleźć wiele na rynku książkowym. Przeczytałam tę powieść dosyć szybko, głównie dzięki mało skomplikowanej fabule, choć przyznaję, że czasem miałam ochotę zostawić ją w spokoju, bo strasznie irytowała mnie głupota bohaterów, tak samo jak powtarzające się niemal na każdej stronie wyzwiska. Cóż, jeśli ktoś lubi tego typu książki, może sięgnąć po Dzień..., ale jeśli wolicie sobie odpuścić tę pozycję to wiele nie tracicie.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
16-10-2014 o godz 20:42 przez: Rosemarie
Powieść "Dzień, w którym umarłam" była jedną z wrześniowych zapowiedzi, których wyczekiwałam. Opis wydawał mi się ciekawy, intrygujący, ale jednocześnie wiedziałam, żeby nie oczekiwać po niej zbyt wiele, bo to debiut literacki, a nie od dzisiaj wiadomo, że rządzą się one swoimi prawami. Autorką tej książki jest Belen Martinez Sanchez, młodziutka hiszpańska pisarka, laureatka konkursy literackiego na najlepszą powieść młodzieżową. Jesteście ciekawi, jak mi się spodobała? Cóż, fajerwerków z pewnością nie było.

Główną bohaterką tej historii jest Diletta Mair. Wyróżnia ją heterochromia, czyli różnobarwność tęczówek. Jednak nie tylko przez ten aspekt jest inna: Diletta bowiem widzi także duchy odkąd tylko pamięta. Nauczyła się, aby o tym nie mówić i za wszelką cenę starać się je ignorować. Całe jej życie ulega niewyobrażalnej zmianie, gdy drugiego października dwa tysiące trzeciego roku nastolatka umiera. Diletta odkrywa, iż naprawdę istnieje życie po śmierci... A wraz z nimi anioły i demony.

Mam mieszane uczucia po lekturze tej książki. Z jednej strony czytało się ją naprawdę szybko, ale z drugiej raziły mnie mankamenty tutaj występujące, co po prostu nie pozwoliło mi w pełni na czerpanie z przyjemności z czytania. Muszę przyznać, że to jedna z tych powieści, do których czytania najzwyczajniej w świecie się zmuszałam. Widać gołym okiem, że jest to debiut, a Belen Martinez Sanchez ma jeszcze przed sobą długą drogę do ulepszenia swojego warsztatu pisarskiego. Nie udało jej się na tyle mnie zaciekawić, żebym z wypiekami na twarzy pochłaniała losy Diletty. Koncepcja aniołów i demonów to temat rzeka i naprawdę wiele w tej dziedzinie można zdziałać, jednak tutaj według mnie została ona zbyt słabo rozwinięta i zarysowana, tak jakby pisarka nie do końca wiedziała, jak ją czytelnikowi przedstawić. Sanchez także nie udało się uniknąć tego błędu, który spotyka innych początkujących pisarzy: zbyt szybko starała się wyjaśnić swoje pomysły. Efekt? Pozbawienie tego uczucia zaintrygowania, ciekawości już na samym wstępie.

Bohaterowie zwyczajnie do mnie nie przemówili. Tej młodej hiszpańskiej pisarce brak jeszcze wprawy w pisaniu, a tym bardziej kreowaniu ciekawych osobowości. Diletta jest jedną z tych głównych postaci, których nie da się polubić. Nieustannie irytująca, infantylna, często płacząca i generalnie po prostu sprzeczna. Z jednej strony autorka "Dnia..." stara się zaprezentować ją jako asertywną osobę, a z drugiej jako typową sierotkę występującą w tego rodzaju książkach. Jakby sama nie mogła się zdecydować na jeden wariant. Jeśli chodzi o męską stronę do wzdychania - tutaj takiej nie znalazłam, choć w zamierzeniu miał zapewne być to Alois Petersen. Ja naprawdę wiele rozumiem i sama wprost uwielbiam sarkastycznych bohaterów, ale lubię powtarzać, że we wszystkim trzeba zachować umiar. A Alois niebotycznie wkurza, sprawiał, że chciałam zarzucić tę lekturę i nigdy do niej nie wracać. Podobnie jak u Diletty, u niego też dostrzegłam tą sprzeczność w zachowaniu. Odniosłam wrażenie, jakby Belen Martinez Sanchez brakowało konsekwencji w tworzeniu bohaterów i nadawaniu im unikalnych cech charakteru.

Powieść "Dzień, w którym umarłam" niestety, ale nie spodobała mi się. Zapewne gdybym była o kilka lat młodsza, pisałabym teraz pozytywną recenzję. Młodsza jednak nie jestem i ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że nawet w powieściach typu young adult poszukuję czegoś, co mnie pochłonie i zaciekawi. Jednak to, że mi ona nie przypadła do gustu, wcale nie znaczy, że u Was będzie tak samo. Jestem pewna, że osobom poszukującym lekkiej i niewymagającej lektury to dzieło się spodoba.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
21-10-2014 o godz 18:27 przez: Kamila Idziaszek
Wydawać by się mogło, że w kwestii aniołów i demonów już wszystko zostało napisane. W ciągu kilku ostatnich lat powstało mnóstwo powieści, w których występują właśnie te istoty. Jednak młodziutka hiszpańska autorka postanowiła, że to właśnie anioły i demony będą bohaterami jej powieści. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że książka przypadnie mi do gustu, ale autorka tak bardzo mnie zaciekawiła, że z niecierpliwością czekałam na rozwiązanie całej historii. Zanim jednak przedstawię wam moje odczucia, które towarzyszyły mi podczas czytania, opowiem trochę o fabule tej powieści.

Diletta Mair z pozoru jest zwykłą nastolatką. Stara się ukrywać swój sekret i nie zdradza nikomu, że jest w stanie zobaczyć zjawy. Dziewczyna nauczyła się je po prostu ignorować. Jednak pewnego dnia coś się zmienia. Drugiego października dwa tysiące trzeciego roku Diletta Mair umiera. Jeśli jednak myślicie, że to koniec tej historii to jesteście w ogromnym błędzie. Życie Diletty dopiero się zaczyna...

Ogólnie książka nie jest zbyt wybitnym dziełem, więc może nie przypaść do gustu trochę bardziej wymagającym czytelnikom. Jeśli jednak szukacie czegoś co pozwoli wam się oderwać od rzeczywistości to Dzień, w którym umarłam jest strzałem w dziesiątkę. Zaczynając czytać tę powieść, nawet nie przypuszczałam, że tak bardzo mnie ona ciągnie. Ciężko było mi choć na chwilę przerwać czytanie, ponieważ za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się jak zakończy się historia głównej bohaterki.

Akcja tej książki jest naprawdę szybka. Autorka co chwilę dostarcza czytelnikowi nowych wrażeń i nie pozwala nawet na moment pomyśleć o czymś innym. W tej powieści naprawdę dużo się dzieje, a każda strona jest przepełniona wieloma zdarzeniami. Pisarka doskonale buduje w czytelniku napięcie i sprawia, że przez cały czas targają nim różne emocje.

Pomimo tego, że fabuła nie jest zbyt oryginalna, książka tej autorki naprawdę mi się podobała. Oczywiście przed rozpoczęciem z nią przygody, nie nastawiałam się na bardzo ambitną lekturę i być może dlatego się nie rozczarowałam. Dlatego jeśli macie zamiar przeczytać tę powieść to nie nastawiajcie się na lekturę z górnej półki, ale raczej na typową powieść młodzieżową. Z takim nastawieniem z pewnością się nie zawiedziecie.

Autorka bardzo dobrze wykreowała bohaterów tej książki. Szczególnie główna bohaterka przypadła mi do gustu. Diletta okazała się ciekawą osobą z intrygującym charakterem. Oczywiście moje serce w całości skradł Alois i to jego z pewnością najbardziej zapamiętam z tej powieści. Bardzo przyjemnie czytało się wszystkie dialogi z jego udziałem i nie mogłam doczekać się kiedy znowu pojawi się nowy wątek z nim w roli głównej.

Dzień, w którym umarłam to powieść idealna na chwilę relaksu i odstresowania. Po ciężkim dniu dobrze jest wziąć do ręki książkę, która pozwoli nam się oderwać od rzeczywistości, a dzieło tej autorki z pewnością się do takich zalicza. Myślę, że historia Diletty Mair spodoba się wielu młodym czytelnikom i z chęcią będą czytali kolejne strony tej powieści. Odrobinę rozczarowała mnie okładka, która moim zdaniem mogła być dużo lepsza. Myślę jednak, że jest to kwestia gustu i może akurat wam przypadnie do gustu.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
25-10-2014 o godz 00:00 przez: marnexi
Kiedy koniec jest początkiem czegoś z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy...Tego rodzaju tematyka w książkach zawsze mocno mnie interesowała i oto odnalazłam coś idealnego dla siebie. Historia Diletty Mair, bardzo tajemnicza, wciągająca, poruszająca.. Czyta się z dreszczykiem emocji...
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
28-06-2016 o godz 19:06 przez: PlSanti
To książka warta przeczytania. Temat fantasy i wątek miłosny wciąga od samego początku. Kiedy dostałam ją do rąk, tak mi się spodobała, że w tym samym dniu skończyłam ją czytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
18-11-2014 o godz 13:28 przez: K-K Bello
Czy wyobrażaliście sobie kiedyś co czeka nas po śmierci? Jak wygląda druga strona istnienia i czy w ogóle jest coś poza życiem na ziemi? Na pewno wiele razy takie przemyślenia burzyły się w umysłach szukając dostatecznych wyjaśnień.

„Dzień, w którym umarłam” to opowieść czysto paranormalna, dlatego z wielką dozą rozsądku należy podchodzić do tego dzieła. Odrzućmy zatem zdrowy rozsądek i zapraszam w metafizyczną podróż.

Diletta Mair to niezwykła dziewczyna. Swoją ogromną wrażliwością połączoną z nadnaturalną zdolnością odczuwania obecności duchów wyróżnia się z tłumu. Niespodziewany przypadek sprawił, że Diletta na zawsze dołączy do orszaku demonów zwanych Lilim. Jak na złość stanie się to zupełnie przedwcześnie przez nieuwagę przystojnego Aloisa.

Czy Diletta przygotowana jest na szokującą wiadomość, że świat, w którym się obraca jest zupełnie inny niż w rzeczywistości? Jak wiele czeka ją niespodzianek, kiedy odkryje niesamowitą prawdę o otaczających ją ludziach? Czy osoby, które są jej bliskie są nimi w rzeczywistości?

Książka włada ogromną siłą przebicia. Poznajemy świat umarłych, w którym toczy się odwieczna walka o przetrwanie. Demoniczne Lilim i nie mniej okrutne Anioły ścierają się w wiekuistej bitwie o dusze. Bajecznie i z wielkimi szczegółami autorka opisuje Panteon z taką charyzmą iż wydawać by się mogło, że istnieje naprawdę. Same postacie Lilim inspirują sprytem, siłą i bezwzględnością. Diaboliczna moc, która nie zna miłości, ale czy naprawdę?

Zaczynam żałować, że ziemskie życie Diletty skończyło się przedwcześnie, jednak kiedy poznałam zamiar autorki musiałam przyznać jej rację. Tam, po drugiej stronie zdecydowanie staje się inną „osobą”. Myślicie pewnie, że na tym koniec historii? Nic bardziej mylnego, na wierzch wychodzą skrywane przez wiele lat tajemnice, okazuje się, że zawieść można nie tylko człowieka. Bunt to za mało, nienawiść nie daje satysfakcji a oparcie można zyskać tam gdzie nie sięga nawet wyobraźnia.

„Dzień, w którym umarłam” nie pozostawia niesmaku, czy rozżalenia . Nie czuję również nawet szczypty dezaprobaty. Jestem mile zaskoczona książką tak wciągającą, pełną wigoru i absurdalnie iluzyjnych zdarzeń iż musiałam poddać się słowu autorki. Inspirowała mnie fantazja, którą w tak barwny sposób autorka kolorowała nierzeczywistość, postacie tak odmienne w swojej osobowości, wszystko to dodawało książce tego specyficznego uroku.

Powieść przeznaczona dla młodzieży, jednak świetnie sprawdzi się w dłoniach wprawnego czytelnika nawet z dość dużym stażem. Nie bójcie sięgać się po ten gatunek książek. Ja miałam pewne obawy, ale na szczęście szybko pozbyłam się ich wkraczając w świat Lilim.

Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
03-08-2018 o godz 21:49 przez: Anonim
Autorka ukazała nam dość odmienną wizję nieba i piekła. Bynajmniej nie tą, którą znamy od dziecka. Miło jest myśleć, że po śmierci mamy jakiś wybór. Jest to pierwsza powieść Sanchez, jej debiut i muszę stwierdzić, że całkiem udany. Co prawda możemy w literaturze spotkać obecny zestaw osobistości jakimi są anioły i demony, jednak ona ukazała to z innej strony. - Idiota - wycedziła. - Brakuje ci nawet podstaw dobrego wychowania. - Co ty nie powiesz. Nikt mi tego nie zarzucił... w ciągu ostatnich dwóch minut. Książka jest napisana lekko, łatwym, czystym językiem. Co najlepsze i co bardzo miło mnie zaskoczyło to chemia, która pojawia się między głównymi bohaterami. Ale nie myślcie sobie, ze będzie tu cukierkowo. Nie, nie, nie. Ta chemia będzie wręcz odwrotna. Oczywiście, że wyczujemy między nimi pożądanie i przyciągnie. Jednak ich wzajemna „adoracja” będzie raczej oparta na docinkach, uszczypliwościach, sarkazmie. Trzeba też dodać, ze Aloise jest niebywale zuchwały, apodyktyczny, nieczuły, nawet niekiedy chamski, jego słowa nie raz sprawiały przykrość. Autorka świetnie wykreowała tu Dilettę, która pomimo szybkiej zmienny akcji i znalezieniu się w całkowicie nowej sytuacji, pomimo swojego początkowego strachu i niepewności nadal pozostaje bardzo pewna siebie, pyskata, szczera i jako jedyna nie ma żadnych obaw przeciwstawić się Aloisowi. Na całą recenzję zapraszam na: http://libraryofvelaris.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-05-2016 o godz 00:00 przez: katinare
Kolejna dobra książka w typie fantasy dla młodzieży. Mój początkowy sceptycyzm wobec tej powieści ulotnił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy zagłębiłam się w lekturę, a z biegiem czasu okazało się że nie można się oderwać. Książka Dzień, w którym umarłam jest po prostu mocno wciągająca ze względu na fabułę. Niby coś podobnego już było, ale Belen Martinez Sanchez przedstawiła to jednak w niezwykle interesujący sposób, że ma się wrażenie że czyta się zupełnie o czymś innym niż dotychczas. Fajny jest też styl pani Sanchez, według mnie bardzo zajmujący polecam waszej uwadze tą książkę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
1/5
28-10-2014 o godz 12:31 przez: Paulina Kabat
Moja ocena (1 gwiazdka) jest oceną na wyrost. Książka jest pompatyczna, chaotyczna, przewidywalna, nudna ... Typowa książka z serii "zapchaj dziura", nie wymagająca myślenia, koncentracji, ani zbytniej uwagi. Denerwujące zachowanie głównych bohaterów oraz ich "dojrzałe" wypowiedzi typu: "och, jaki on jest zarozumiały ... jak ja go nie lubię!" "ojej, jaka ona jest głupia i denerwującaaa ..." są zwyczajnie irytujące i płytkie. Pomysł ciekawy, wykonanie nie wyróżniające się z tłumu nieciekawych, naciąganych i nijakich książek. Zdecydowanie nie polecam, szkoda czasu i pieniędzy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
5/5
26-12-2015 o godz 21:08 przez: Gosik2007
,,Dzień, w którym umarłam'' gdy czytałam tytuł w Empiku pierwsze co przyszło mi do głowy ,,Mrożąca krew w żyłach powieść nie oferująca niczego nadzwyczajnego.'' taa... Naszczęście pozory mylą. Książka mroziła mi krew w żyłach ale nie z powodu, o którym myślałam. Czytając zadawałam nerwowe pytania sama sobie a może raczej książce, jakby mogła mi opowiedzieć co stanie się dalej. Powiem szczerzę, iż niespodziewałam się takiego obrotu sprawy. Książka jest fantastyczna, ja sama przeczytałam ją całą jednego dnia. Szczerze polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
07-02-2017 o godz 13:30 przez: Sayuri
Szczerze mówiąc, nie zachwyciła mnie. Kupiłam bo spodobała mi się okładka i opis. Nie zrozumcie źle, książka jest dobra, fajnie napisana, zrozumiałym językiem. Ciekawe spojrzenie na już oklepane w innych książkach demony, czy anioły. Ale mimo to coś w niej mi przeszkadzało, może to dialogi, które niekiedy mnie naprawdę denerwowały, może to nastawienie bohaterów. Cóż sama nie wiem. Jak dla mnie duży potencjał, aczkolwiek niewykorzystany w pełni. Książka dobra, choć nie rewelacyjna, ale śmiało polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
23-04-2016 o godz 14:23 przez: WiernaCzytelniczka
"Dzień, w którym umarłam" opowiada o nastoletniej dziewczynie. Jak to w książkach bywa, wszystko wydaje się normalne, jednakże już od początku widzimy że nic nie jest takie na jakie wygląda. Główna bohaterka widzi.. Duchy. Kiedy spotyka Aloisa wszystko się zmienia. Chłopak broni jej życia a jej najlepszy przyjaciel próbuje ją zabić. Co teraz? Co zrobić?

Książka wciąga od pierwszej chwili. Nie jest jakoś wybitnie cudowna ale jest dość ciekawą lekturą którą czyta się z zapartym tchem ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
1/5
01-02-2015 o godz 00:42 przez: ElaSos
Dziwne, ale coś podobnego już czytałam... Czytając wszystkie recenzje tej książki od razu przypomniałam sobie książkę Katarzyny Bereniki Miszczuk "Ja, diablica". Też piekło i niebo. Też człowiek decyduje, gdzie chce pójść (nawet w piekle jest ciekawiej). Mamy też diabełka, który ma chrapkę na nową diablicę. Czy znajdzie się ktoś , kto czytał te dwie pozycje i będzie się mógł na ten temat wypowiedzieć. Szkoda mi czasu i pieniędzy na czytanie tego samego tylko w innej odsłonie...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-10-2014 o godz 00:00 przez: Angelicon
Dzień, w którym umarłam to książka, która intryguje od pierwszych stron. Diletta to typowa nastolatka, która nigdy nie zauważała w sobie ponad przeciętnych zdolności. Do czasu aż umarła... Wtedy zrozumiała, że istnieje życie po śmierci, a wszystko to, czego do tej pory jej uczono było kpiną. W niebie nie ma aniołów... Są demony, mrok i strach...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
10-11-2015 o godz 08:16 przez: Wiktoria Zawadzka
łatwo i szybko się ją czyta i trudno się od niej oderwać. Wbrew temu co niektórzy uważają ta książka nie przypomina książki ja,diablica. Główny bohater nie próbuje uwieść bohaterki, a szczerze jej nie cierpi i co chwile się z nią kłóci. Gorąco polecam tą książkę, naprawdę warto ją przeczytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
15-10-2017 o godz 20:35 przez: Ela4795
Anioły czy Demony? Co wybrać? Co bardziej kusi? Szukałam książki, która nie zmuszałaby mnie do kupienia dalszych części, bo to jest jak uzależnienie ;) Tę przeczytałam jednym tchem i żałuję, że jednak nie ma kontynuacji. Gorąco polecam :))
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
02-02-2019 o godz 00:14 przez: Anonim
książka świetna, przeczytałam ją dwa razy. po pięciu latach od pierwszego przeczytania znalazłam ją na empik!! polecam bardzo!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-08-2017 o godz 14:49 przez: Anonim
polecam super książka ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji

Zobacz także

Najczęściej kupowane Nasz ostatni dzień Silvera Adam
4.5/5
20,69 zł
36,90 zł
Najczęściej kupowane Okrutny książę. Tom 1 Black Holly
4.6/5
28,00 zł
39,90 zł
23,94 zł
Najczęściej kupowane Lore Bracken Alexandra
4.6/5
26,40 zł
42,90 zł
Najczęściej kupowane Szóstka wron. Tom 1 Bardugo Leigh
4.8/5
33,75 zł
45,00 zł
Najczęściej kupowane Królowa niczego. Tom 3 Black Holly
4.7/5
22,86 zł
37,90 zł
Najczęściej kupowane Wisielcza Góra Hendel Paulina
5/5
23,36 zł
39,90 zł
Najczęściej kupowane Gołąb i wąż Mahurin Shelby
4.5/5
23,30 zł
39,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego