Dzień ostatnich szans (okładka  miękka, 02.2018)

Wszystkie formaty i wydania (1): Cena:

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Dostępny w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Lane jest ambitnym siedemnastolatkiem, który ma zaplanowaną przyszłość – jest w niej miejsce na prestiżowy uniwersytet, ale nie na chorobę. Mimo zdiagnozowania u niego lekoopornej gruźlicy postanawia żyć, jak gdyby nic się nie zmieniło. Pobyt w ośrodku dla chorych Latham House traktuje jak przymusowe wakacje.

Sadie na przekór chorobie beztrosko chwyta każdy dzień. Dla wielu osób ośrodek jest jak więzienie, ona znalazła tutaj swoje miejsce. Tu stała się artystką, która wraz z przyjaciółmi stworzyła małą, bezpieczną przystań.

Znajomość z Sadie pomoże Lane’owi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie priorytety są zupełnie inne. Gdy choroba się zaostrza, żadne z nich nie dopuszcza do siebie myśli, że każda chwila może być tą ostatnią.

Nowa książka autorki bestsellera „Początek wszystkiego” to utrzymana w duchu powieści Johna Greena przejmująca, ale i dowcipna historia o życiu wbrew ciężkiej chorobie i o szansach, które mają swój termin ważności.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1182858241
Tytuł: Dzień ostatnich szans
Autor: Schneider Robyn
Tłumaczenie: Zano Agata
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 304
Numer wydania: I
Data premiery: 2018-02-28
Rok wydania: 2018
Forma: książka
Indeks: 25254310
średnia 4,6
5
52
4
20
3
8
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
45 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
15-07-2018 o godz 13:50 przez: Natalia | Zweryfikowany zakup
To moje pierwsze spotkanie z tą autorką i sądzę, że nie ostatnie. Książka jest napisana prostym językiem, szybko i łatwo się czyta. Mimo,że tematyką jest śmierć to fabuła jest interesująca i skłania do refleksji na temat własnego życia i otaczającego nas świata. Rozdziały mają tytuły głównych bohaterów. Oby oczami jest opisana sytuacja, jak oni ją postrzegają. Początek ich znajomości nie był idealny, ale różnie to bywa. Jak potoczą się ich losy kiedy spotkają się ponownie po kilku latach?? Rewelacyjna książka! Gorąco polecam!!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-07-2018 o godz 10:37 przez: Emilia | Zweryfikowany zakup
Po sięgnięcie po tę książkę zachęciła mnie ciekawa fabuła, historia, z którą wcześniej się nie spotkałam. Mimo tego byłam trochę zniechęcona, gdyż poprzednia książka autorki 'Początek wszystkiego' dość mocno mnie zawiodła. W tym przypadku wszystko naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło. Każdy rozdział opowiada o czymś nowym, niesamowicie wciąga. Nie mogłam się oderwać i pochłonęłam książkę w ciągu paru godzin. Bardzo polecam wszystkim, na pewno nikt nie będzie zawiedziony :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-07-2018 o godz 09:19 przez: Julia Werczynska | Zweryfikowany zakup
Kolejna książka tej autorki, która jak poprzednie mnie nie zawiodła. Pouczająca i wzruszająca opowieść. Polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
08-03-2018 o godz 09:04 przez: mart_e | Zweryfikowany zakup
Książka przyjemna w czytaniu mimo tematu umierania i choroby jaki porusza, polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-04-2018 o godz 19:25 przez: megiot | Zweryfikowany zakup
Super polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
10-02-2018 o godz 11:04 przez: Dominika Jachimowska
Siedemnastoletni Lane traktuje pobyt w ośrodku sanatoryjnym Latham House jak przymusowe wakacje, po których wróci do swojego codziennego życia – szkoły średniej i ambitnych planów na przyszłość obejmujących studia na prestiżowej uczelni. Swoją chorobę traktuje raczej jak natrętnego przeciwnika, któremu nie poświęca większej uwagi, niż jak coś, co może stanowić zagrożenie dla jego życia. Sadie odnalazła bezpieczną przystań w ośrodku, który wiele osób traktuje jak więzienie. To tutaj rozwinęła swoje artystyczne pasje i poznała przyjaciół, którzy rozumieją ją jak nikt inny. Nie zważając na chorobę, korzysta z każdego dnia, robiąc rzeczy, na które nigdy nie odważyłaby się poza Latham, i przeżywając przygody, które nie miałyby prawa się zdarzyć. Znajomość z Sadie sprawia, że Lane zaczyna postrzegać rzeczywistość w zupełnie inny sposób, a to, co do tej pory było dla niego najważniejsze, staje się nieznaczące w obliczu kończącego się czasu, jaki spędza w Latham House. Kiedy choroba się nasila, ani Sadie, ani Lane nie przyjmują do wiadomości tego, że każda chwila może się okazać tą ostatnią. Książka najlepiej do nas trafia, gdy porusza tematy, które są nam bliskie. Kiedy czytamy o tym, co sami przeżyliśmy, nie możemy pozostać obojętni na treść i wzbudza w nas ona unikalne, prawdziwe emocje. Zawsze bardzo się cieszę, gdy uda mi się trafić na taką historię, której bohaterowie wydają się czytać mi w myślach i zastanawiają się nad takimi samymi sprawami, które zajmują także mnie; kiedy ich własne doświadczenia są w jakimś stopniu również moimi. Dzień ostatnich szans to książka, która zawarła w sobie przemyślenia, które na co dzień zaprzątają mi głowę, przez co stała się dla mnie bardzo osobista. Dzień ostatnich szans to powieść, która zmusza do myślenia. Jestem pewna, że duża część młodych ludzi, tak jak ja wielokrotnie zastanawiała się nad tym, jak przeżyć swoje życie w taki sposób, aby niczego nie żałować, gdy za kilkadziesiąt lat będziemy je wspominać. Bardzo często boimy się, że nie wykorzystamy szans, jakie dostajemy od życia, a przecież nie będziemy w stanie powtórzyć żadnego z momentów, jakie spędzamy na Ziemi. Co więc zrobić, aby nie musieć nigdy żałować zmarnowanej szansy? Jaką drogą pójść, aby odnaleźć jedyne miejsce w świecie, w którym będziemy szczęśliwi? Bohaterowie książki Robyn Schneider zadają sobie te same pytania, dodatkowo mierząc się z perspektywą końca, który może nadejść znacznie szybciej, niż początkowo sądzili.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
06-04-2018 o godz 14:23 przez: kastepien
Tak, to kolejna młodzieżówka o umieraniu. Robyn Schneider ukazuje jednak ten wiele razy wykorzystywany motyw w nieco inny sposób. Po pierwsze, nie skupia się na złej stronie, ale próbuje wyciągnąć na pierwszy plan pozytywy. Po drugie, w końcu wszyscy umieramy. Każdego dnia jesteśmy coraz starsi, a autorka udowadnia, że warto wykorzystać każdą chwilę i przeznaczyć ją nie na zamęczanie się w wyścigu o jak największą liczbę sukcesów (nawet takich, które nie mają dla nas większego znaczenia)*, ale na to, by przeżyć to życie jak najlepiej. By cieszyć się każdym momentem. Może brzmi to nieco banalnie, ale autorka ubiera to przesłanie w taką historię, dzięki której całość nabiera na oryginalności (choć nadal nie jest to książka mówiąca o tematach zupełnie nowych w literackim świecie). Nie ma tu też zbędnego moralizowania. Wnioski każdy powinien wyciągnąć sam. Dlatego też spomiędzy kolejnych wersów wyłania się niejedno znaczenie. Niejeden "morał", który zachęca do refleksji nad sobą, swoim życiem oraz kontaktami z innymi ludźmi. W końcu w Dniu ostatnich szans autorka przedstawia również podziały – czy to ze względu na inne poglądy, czy też na samą chorobę, która zmienia sposób postrzegania osób nią zarażonych. W powieści Robyn Schneider akcja przebiega spokojnie. Autorka nie śpieszy się, nie stara się atakować co kilka stron zwrotami akcji. Kolejne wydarzenia oraz ich tempo odwzorowują dość powolny sposób życia przebywających w ośrodku Latham osób, przedstawianych na zmianę z punktu widzenia Lane'a i Sadie. Obserwujemy więc godziny lekcyjne mijające na nieśpiesznym rozwiązywaniu zadań, przerwy spędzane w sali telewizyjnej lub łóżku. Wszystko przerywane atakami kaszlu. Szybsza akcja pozbawiłaby fabułę sensu, a przedstawione wydarzenia stałyby się niewiarygodne, nierealistyczne. Dzień ostatnich szans choć na rynku wydawniczym nie jest czymś zupełnie oryginalnym, i choć odnalazłam w niej kilka językowych "zgrzytów", to nadal pozycja bardzo dobra. To opowieść o życiu i umieraniu, o przyjaźni i miłości, a wreszcie o tym, jak choroba potrafi zmienić postrzeganie świata (nie zawsze na gorsze!). Warto się z nią zapoznać, ale ostrzegam – historia Lane'a i Sadie zaraża chęcią zmiany hierarchii własnych wartości. Całość: http://szumiabooki.blogspot.com/2018/03/o-zyciu-i-umieraniu-kazda-chwila-dzien.html
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
15-02-2018 o godz 17:11 przez: Iwona
https://www.instagram.com/mila.books/ Po „Początku wszystkiego” Robyn Schneider byłam bardzo pozytywnie nastawiona do jej nowej powieści. Nie zawiodłam się. Lane Rosen ma zaplanowaną przyszłość, której głównym elementem jest nauka, którą uwielbia. Jednak kiedy lekarze diagnozują u niego przypadek lekoopornej gruźlicy jest zmuszony porzucić zakuwanie, by wyzdrowieć. Trafia do Latham House, gdzie nastolatkowie żyją absolutnie bezstresowo. Na początku Lane kompletnie nie może się odnaleźć w tak spokojnym miejscu, ale gdy poznaje Sadie, z którą jako dziecko był na koloniach, zaczyna akceptować luz panujący w odseparowanym od świata akademiku, a nawet go doceniać. Dziewczyna wraz z przyjaciółmi pokazuje mu, żeby chwytać każdą szansę i każdą chwilę, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy przytrafią się one ponownie. Nie da się ukryć, że „Dzień ostatnich szans” oprócz tego, że jest wciągająca i przyjemną książką posiada też morał. Przez różnorodność bohaterów Autorka pokazuje jak różnych ludzi może dotknąć choroba. Każdy z paczki znajomych Sadie jest wyjątkowy i inny, dzięki czemu mamy przekrój wielu osobowości, które łączy… choroba oraz chęć złapania każdego momentu. Głównym wątkiem książki jest właśnie łapanie chwili. Bohaterowie bowiem wiedzą, że w każdej chwili choroba może ich wykończyć i kolejnych szans na miłe momenty może już nie być. Uważam, że są naprawdę wzorem do naśladowania, ponieważ wszyscy dobrze wiemy, jak szybko dobre chwile się kończą oraz jak łatwo stracić szansę, co Autorka również w swojej książce zawarła. Te wszystkie wartościowe rzeczy dzieją się jednak w bardzo przyjemnej „otoczce” pełnej humoru. Historię Lane’a i Sadie czyta się bardzo szybko oraz miło, choć nie ukrywam, że zakończenie jest tkliwy i poruszy nawet najtwardsze serca. „Dzień ostatnich szans” jest przejmująca powieścią, która zauroczy Was i wzruszy, a także nauczy, że powiedzenie „carpe diem” trzeba stosować w realu.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
12-02-2018 o godz 19:51 przez: knigi-olgi
Siedemnastoletni nerd Lane Rosen, któremu w głowie tylko jak najwyższe wyniki w nauce, trafia przymusowo do ośrodka medycznego Latham House w górach Santa Cruz. To coś w rodzaju sanatorium dla młodzieży z hipergruźlicą. Lane'owi przywykłemu do pewnego życiowego reżimu (wrodzona pilność i na domiar wszystkiego rodzice nauczyciele) ciężko się odnaleźć w sytuacji, w której wymaga się od niego, by przestał się przemęczać nauką, a skupił na czymś tak jego zdaniem absurdalnym, jak zdrowotne spacery. Ma wrażenie, że jego dotychczasowe starannie ułożone życie przecieka mu przez palce. Wówczas ku swemu zaskoczeniu pośród pacjentów Latham dostrzega znajomą dziewczęcą twarz. Sadie Bennett poznała Lane'a na letnich koloniach, kiedy oboje mieli po trzynaście lat, i z pewnego przykrego powodu nie wspomina tej znajomości przyjemnie. Długo traktuje Lane'a jak powietrze, póki nie wyjaśniają sobie pewnej kwestii. To dzięki Sadie i paczce jej przyjaciół - do której przynależą Charlie, Marina i Nick, Lane w końcu się otwiera, poznając zupełnie nową wersję samego siebie. Uświadamia sobie, ile dotąd w życiu przegapił, tkwiąc nosem w podręcznikach, podczas gdy jego rówieśnicy po prostu cieszyli się każdym dniem. Lane uczy się dostrzegać i cenić wszystkie drobne codzienne przyjemności, na które dotychczas nie zwracał nawet uwagi. Nadrabia wszystko, co go dotychczas ominęło, łącznie z wygłupami, zabawą i łamaniem panujących w Latham zasad. Pewnie nie trudno się domyślić, że wkrótce po tym, jak wszelkie antagonizmy między nim a Sadie zostają zażegnane, między tą dwójką zaczyna rodzić się wyraźna głębsza więź. Ale ponieważ wszystko dzieje się w miejscu, gdzie śmiertelne przypadki są faktem, tragedia tylko czeka na odpowiedni moment, by przerwać tę pozorną sielankę. (...)Robyn Schneider, jako bioetyk z wykształcenia, znów powraca do tematu radzenia sobie wśród młodzieży z ciężkimi problemami zdrowotnymi. W POCZĄTKU WSZYSTKIEGO chodziło o wypadek, po którym bohater zostaje praktycznie kaleką. Tym razem Schneider sięgnęła po dość oryginalny motyw, którego, jak sama stwierdza w posłowiu, jest co prawda pod dostatkiem w przykurzonej klasyce, ale rzadko kiedy trafia się we współczesnej literaturze dla młodzieży. Tak oto powstał DZIEŃ OSTATNICH SZANS, w którym roi się od dziur w płucach. Ukryta bohaterka tej historii to właśnie gruźlica, a właściwie jej odporny na dotychczasowe leki zaraźliwy szczep, który autorka wymyśliła na potrzeby powieści, i którego ofiarą padają jej bohaterowie. DZIEŃ OSTATNICH SZANS to książka w trafny i wrażliwy sposób dotykająca delikatnych i trudnych tematów. Ukazuje zmaganie się młodych ludzi z nieuleczalną chorobą, osamotnienie w cierpieniu, godzenie ze śmiercią. Ale również korzystanie z życia pełnymi garściami, bez oglądania się na konsekwencje. Autorka postawiła tym razem na podwójną narrację, dzieląc sprawiedliwie kolejne rozdziały między Lane'a a Sadie. To za ich sprawą mamy szansę ujrzeć z bliska codzienność życia w Latham i doświadczyć głębiej tego, co przeżywają oni i ich przyjaciele, odcięci od świata na zewnątrz, a w gruncie rzeczy po prostu prewencyjnie odseparowani od zdrowych. Dla niektórych z nich, tak jak dla Sadie, Latham w końcu staje się jedynym miejscem, gdzie czują, że mogą być sobą. To tutaj mają własny świat, własny magiczny Hogwart. Dlatego pojawienie się nowego cudownego leku budzi oczywistą euforię, ale też nasuwa trudne pytania o to, co będzie dalej, czy da się tak po prostu, jakby nigdy nic wrócić do świata, który wcześniej ich wykluczył. Historia pobytu Lane'a, Sadie i ich przyjaciół w Latham to opowieść, która niesie z sobą dużo emocji i równie nie mało refleksji. Jakby na przekór swej chorobie ci młodzi ludzie rzucają jej wyzwanie, odnajdują radość życia, zamierzają w pełni wykorzystać czas, jaki być może im jeszcze pozostał. Paradoksalnie dopiero u progu śmierci czują, że naprawdę żyją. Jest w tej historii miejsce na śmiech i na łzy, na szaleńcze wygłupy i chwile pełne zadumy. Na plus fabuły zaliczam również sposób, w jaki przedstawiony został wątek romantyczny Lane'a i Sadie, poprowadzony tak subtelnie, że nie przyćmiewa pozostałych bohaterów. Dzięki temu możemy poznać po trosze każdego z ich paczki, stanowiącej barwny zestaw charakterów i osobowości, zżyć się z nimi i naturalną koleją rzeczy głęboko przeżywać ich nieuniknione trudne chwile. Sporo myślałam nad tym, co jest właściwie istotą tej książki. W końcu doszłam do wniosku, że DZIEŃ OSTATNICH SZANS, będąc opowieścią o nieuleczalnie chorych, wbrew pozorom wcale nie ma nam przypomnieć, jak to dobrze jest być zdrowym i przykazać, byśmy o tym nie zapominali. To historia o tym, że nawet będąc chorym, wciąż jeszcze można cenić sobie piękno pozostałego nam życia i wykorzystać je we właściwy sposób, chwytając nadarzające się szanse. A także o tym, aby nie dać się pochłonąć planowaniu życia z wyprzedzeniem, bo skrupulatne planowanie przyszłości to najprostsza droga, by bezpowrotnie przegapić życie, które ma się właśnie tu i teraz.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
25-02-2018 o godz 20:45 przez: Aivalar
Życie 17-letniego Lane’a biegło uporządkowanym torem, dopóki nie poznał diagnozy: nieuleczalna forma gruźlicy. Chłopak wyjeżdża do ośrodka dla chorych, Latham House, wierząc, że to kwestia kilku tygodni i będzie mógł wrócić do nauki, żeby przygotować się na wymarzone studia. W ośrodku spotyka Sadie, która wygląda dziwnie znajomo. Dziewczyna wraz z paczką przyjaciół wcale nie zachowuje się tak, jakby pobyt w Latham House był dla niej udręką. Lane, oderwany od swoich podręczników, zaczyna rozumieć, że jego rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej. Chciałoby się powiedzieć, że to nie jest kolejna powieść dla nastolatków. Ale prawdę powiedziawszy „Dzień ostatnich szans” ma wszystko to, czego zwykle oczekuje się od literatury młodzieżowej: lekki, przyjemny styl, bohaterowie są w wieku zbliżonym do docelowej grupy odbiorców, pojawia się wątek miłosny i sporo emocji. To nie są jednak minusy, wprost przeciwnie, odnoszę wrażenie, że w prostocie tej książki tkwi jej największy urok. Że w sposób oczywisty, a jednocześnie wyjątkowo przenikliwy zwraca uwagę na coś, co teoretycznie już wiedzieliśmy, po prostu ktoś musiał nam o tym przypomnieć. Tym kimś okazała się tutaj być Robyn Schneider oraz jej nastoletni bohaterowie. Jest coś oryginalnego w pomyśle na fabułę. Nie sądzę, bym kiedykolwiek wcześniej miała w rękach powieść nawiązującą do gruźlicy – pisze się o nowotworach, o różnych stopniach niepełnosprawności czy zaburzeniach psychicznych, tymczasem autorka zdecydowała się napisać o chorobie, która dziś może się wydawać nieco zapomniana, a przecież wciąż istnieje i może stanowić realne zagrożenie. Co najlepsze, atmosfera panująca w książce wcale nie jest przygnębiająca; owszem, czytelnik cały czas jest świadomy widma choroby wiszącego nad postaciami, ale gdyby nie fakt, że Lane, Sadie i ich przyjaciele mieszkają w zamkniętym ośrodku, co liczy się z pewnymi ograniczeniami, nawet bym nie zauważyła, że coś jest nie tak. Oni wciąż pozostają dorastającymi ludźmi, którzy wraz z upływem czasu dojrzewają, zmieniają się i zaczynają postrzegać siebie czy innych zupełnie inaczej. Muszę przyznać, że osadzenie historii o dorastaniu na takim tle sprawiło, że książka nie jest infantylna czy banalna. To po prostu ukazanie walki o normalność, o prawo do młodzieńczego buntu. Myślę, że po przeczytaniu tej książki wiele nastoletnich odbiorców doceni nawet zwykły, nudny dzień, bez choroby, która równie dobrze może okazać się wyrokiem śmierci. W gruncie rzeczy przez większość powieści niewiele się dzieje. Coraz lepiej poznajemy Lane’a, Sadie, Marinę, Nicka i Charliego, ich kiełkującą przyjaźń, próby wyłamania się ze standardów oraz, oczywiście, przyglądamy się kwitnącemu romansowi. Trudno tu mówić o rozpędzonej akcji; nawet kiedy pod koniec opowieść nabiera tempa, brak w tym nadmiernej dynamiki czy gwałtowności. Nie da się też ukryć, że przebieg niektórych wątków zwyczajnie da się przewidzieć, a całość wydaje się niemalże zwyczajna. Nie zmienia to jednak faktu, że przez książkę się płynie – nie zauważałam upływu kolejnych stron, a choć nie jest ich zbyt wiele, zdążyłam tak bardzo przywiązać się do bohaterów, że trudno było mi się z nimi rozstać. Autorka pisze wyjątkowo plastycznie i barwnie, przy czym jej styl cechuje oszczędność słów: nie znajdziecie tu opisów napakowanych epitetami czy zbędnego filozofowania. Tylko proste wnioski, które być może wysnulibyście sami, ale zobaczenie ich na papierze sprawdza się zdecydowanie lepiej. Mam jedynie drobny zarzut do prowadzenia narracji. Poszczególne rozdziały przeplatają się i raz obserwujemy wszystko z perspektywy Lane’a, a raz Sadie. Gdyby nie zdecydowany podział tych dwóch spojrzeń i zmiana form czasowników, to mogłabym się właściwie nie zorientować, które z bohaterów jest akurat narratorem. Trzeba jednak przyznać, że całość wypada płynnie, tak że trudno się dopatrzyć dziur fabularnych. O czym właściwie jest ta książka? Nie, nie o nieuleczalnie chorych nastolatkach. Nie o śmierci, nie o szczeniackiej miłości, nawet nie o tym, że w przypadku masowej epidemii jakiejkolwiek choroby to ci bardziej uprzywilejowani jako pierwsi otrzymają leki. „Dzień ostatnich szans”, jak sam tytuł wskazuje, opowiada o tych drzwiach w naszym życiu, które mijamy codziennie, zamiast podejść i szarpnąć za klamkę. A kiedyś one mogą przestać się pojawiać. I lepiej, żeby o tych wszystkich przegapionych okazjach nie uświadomiła nam dopiero sytuacja bez wyjścia. Czasem po prostu warto rzucić się na głęboką wodę. „Dzień ostatnich szans” to prosta młodzieżówka, która być może nie wybija się specjalnie na tle swojego gatunku, ale okazała się bardzo przyjemna w odbiorze i na dodatek pełna emocji. Trudno się nie wzruszyć przy zakończeniu i nie ulec pewnej nostalgii, która bije od tej książki. Robyn Schneider nieźle operuje językiem i zdecydowanie potrafi trafić do serca, na dodatek za pomocą tak prostych i, wydawałoby się, banalnych zabiegów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-02-2018 o godz 21:02 przez: Paulina11
To, że Lane jest ambitnym nastolatkiem, z zaplanowaną przyszłością, ale nagle wszystkie plany chwilowo biorą w łeb przez to, że zachorował – już pewnie wiecie z opisu fabuły. To pierwsze zdanie z tyłu książki jest tak skonstruowane, że dziwnie mocno zapadło mi w pamięć. Ale tak, Lane jest inteligentnym chłopakiem, można wręcz powiedzieć, że kujonem, który nie widzi świata poza nauką. Dla niego rozrywką jest siedzenie do późnych godzin nocnych,a nie imprezowanie, jak w przypadku większości nastolatków w tym wieku. Jego celem jest jedna z prestiżowych uczelni, na która rozpaczliwie pragnie się dostać. Kiedy łapie go choroba – hipergruźlica, czyli szczep gruźlicy odporny na wszelakie dostępne leki, a on sam trafia do Latham House, początkowo nie potrafi się odnaleźć. Mimo że nie musi, a nawet chwilowo nie powinien, on i tak kuje po nocach. Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam, żeby to było coś złego, ale... ale tu chodzi o umiar. Sama nauka to nie wszystko, to, co umiemy dzisiaj, za dziesięć lat już dawno nie będzie w naszej pamięci. W końcu większość z nas uznaje zasadę ZZZ (Zakuć, Zdać, Zapomnieć. No, przyzna się ;P), ale w przypadku Lane'a to już było lekko niezdrowe. Nie wiem, chyba że to ja jestem tak uprzedzona do nauki i nie wyobrażam sobie, żeby siedzieć AŻ tyle. Lane sam w sobie jest bardzo sympatycznym, poukładanym chłopakiem, którego nie od razu, ale bardzo polubiłam. Kojarzycie powiedzenie „jaki ten świat mały”? Właśnie ono przyszło mi na myśl, kiedy doszło do pierwszego spotkaniaaaa, a właściwie pierwszego po latach, spotkania bohaterów. Sadie wydaje się być przeciwieństwem Lane'a, buntownicza dziewczyna, która nie poddaje się tak łatwo nakazom i zakazom, a jednocześnie zna w tym wszystkim umiar. Razem z grupką przyjaciół, jest... inna od reszty mieszkańców sanatorium. Czemu? Czytając od razu zauważycie, co mam na myśli. „Dzień ostatnich szans” wydawało mi się, że będzie bardzo ponurą książką o pokonywaniu choroby i problemach nastolatków. Owszem, pojawiają się mniej lub bardziej (dwa razy omal się nie rozpłakałam) smutne momenty, ale nie tylko one składają się na historię. Jest przyjaźń, jest nastoletnia miłość, jest łamanie „zakazów”. To wszystko mogłoby się złożyć na zwyczajne, beztroskie życie nastolatków, gdyby nie choroba, na którą cierpią. Zdają sobie sprawę z tego, że to, że dzisiaj czują się dobrze wcale nie znaczy, że jutro tez tak będzie. Równie dobrze następnego dnia mogą wyzdrowieć, lub może im się pogorszyć do tego stopnia, że z Latham wyjadą w inny sposób. Każdy dzień, może być dla nich tym ostatnich i oni dobrze to wiedzą, lecz starają się o tym nie myśleć. Śmieją się, żartują, dogadują sobie, przeżywają przygody. Po prostu korzystają z życia. Cała ta choroba zwana hipergruźlicą oraz Latham House to wymysł autorki, o czym zresztą ona sama wspomina na końcu książki. Bardzo mi się spodobał ten pomysł z wmyśleniem „nowej” choroby. Te dzieciaki mają cały czas nadzieję, że naukowcy w końcu stworzą jakieś lekarstwo, które również tutaj jest dziełem wyobraźni autorki. Myślę, że ona w ten sposób chciała dać nam do zrozumienia na podstawie czegoś co się MOŻE zdarzyć, a nie czegoś, co faktycznie istnieje. Choć nie wiem, czy to, co teraz napisać ma sens ;P Ta książka jest stosunkowo krótka, nie ma nawet trzystu stron, nie powiem, że jest to jedna z lepszych książek, które jak dotąd przeczytałam, ale... bardzo mocno daje do myślenia i skłania do refleksji. Obojętnie, czy jesteśmy zdrowi, czy chorzy nigdy nie wiemy, kiedy dzień dzisiejszy, jest również tym ostatnim. Po prostu tego nie wiadomo. Tak jak to określiła Sadie – przybliżony dzień naszych narodzin, jest znany, lecz ten ostatni – nie. On zależy od wszystkiego, nawet od tego, czy wyjdziemy z domu minutę wcześniej, czy później. „Dzień ostatnich szans” dobitnie pokazuje, że życie jest kruche, a nikt z nas nie jest nietykalny. To sprawia, że powinniśmy doceniać to, co mamy, a także wykorzystywać szanse, które codziennie dostajemy od życia. Bo nigdy nie wiadomo, czy ta szansa nie będzie tą ostatnią. Czasami zbytnio pochłania nas pogoń za tym, co w dużej mierze jest po prostu nieistotne, a powinniśmy skupić się na tym, co najważniejsze. Wykorzystywać szanse, które daje nam życie. Robić tak, by niczego nie żałować. Autorka świetnie pokazała to na przykładzie Lane'a – przez naukę stracił wiele szkolnych imprez, zabaw, wycieczek. A przecież w życiu nie chodzi o to, by robić wszystko jak najlepiej, ale o to, by robić wszystko dobrze, z umiarem i tak, by być w pełni szczęśliwym. zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-02-2018 o godz 12:46 przez: Ver.reads
Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie o swojej przyszłości. Snujemy rozmaite plany, zastanawiamy się, jak dalej potoczy się nasze życie. A co stałoby się wówczas, gdyby nagle okazało się, że ta przyszłość może nigdy nie nadejść? Że wszystkie nasze marzenia, które przecież kiedyś miały się ziścić, pękną niczym mydlana bańka? Tak właśnie dzieje się w przypadku Lana, ambitnego siedemnastolatka, którego głównym celem było osiągnięcie jak najlepszych wyników w nauce i dostanie się na upragnione, prestiżowe studia, mające mu zapewnić świetną pracę i wielką karierę zawodową. Gdy jednak pewnego dnia diagnozują u niego lekooporną gruźlicę, a nastolatek musi z dnia na dzień przeprowadzić się do ośrodka dla zarażonych Latham House, nie zdaje sobie jeszcze wówczas sprawy z tego, że ten wyjazd całkowicie przewartościowuje jego dotychczasową hierarchię. Niesamowici ludzie, których tam spotka, a w szczególności pełna optymizmu Sadie, raz na zawsze odmienią jego życie. Bowiem obcowanie ze śmiercią zmienia człowieka bezpowrotnie. Czy Lane będzie w stanie to znieść? Czy ostatecznie zaakceptuje myśl, że on sam może już nigdy nie spełnić swoich marzeń? "Opłakujemy przyszłość, bo to łatwiejsze niż przyznanie, że jesteśmy nieszczęśliwi w teraźniejszości." Czytając opis tej pozycji, nie byłam do końca do niej przekonana. Swego czasu na rynku pojawiła się cała masa książek dla młodzieży z motywem choroby, a wśród nich te mniej i bardziej udane. Do której grupy zaliczy się "Dzień ostatnich szans"? Zacznę od tego, że w pozycji tej prowadzona jest narracja w pierwszej osobie, która moim zdaniem świetnie się sprawdziła. Ponadto podzielona jest ona między dwójkę głównych bohaterów, dzięki czemu poznajemy tak naprawdę dwie różne historie choroby oraz wszystkie emocje i uczucia towarzyszące bohaterom. Sadie należy do osób, dla których ośrodek w Latham stał się wręcz drugim domem. Gdy większość innych zarażonych snuje się bez celu w powyciąganych dresach, ona wręcz tryska pozytywną energią. Wcześniej, będąc jeszcze w swoim liceum, była raczej szarą myszką, niczym szczególnym nie wyróżniającą się z tłumu. Dopiero tutaj, paradoksalnie, tak naprawdę otworzyła się na świat, na swoją artystyczną stronę fotografa oraz na kilka osób, z którymi stworzyła zgraną i oddaną grupę przyjaciół. Lane z kolei to niezwykle ambitny i inteligentny siedemnastolatek, który ma jasno wyznaczone cele dotyczące zarówno tej bliskiej, jak i dalszej przyszłości. Pobyt w ośrodku dla lekoopornych traktuje bardziej jak wakacje, które prędzej czy później muszą w końcu dobiec końca, by mógł następnie kontynuować skrupulatnie stworzone przez niego plany. Zdaje się nie dopuszczać do siebie myśli, że może stać się inaczej. Świetnie wykreowane zostały również postaci drugoplanowe, wydają się momentami nawet odrobinę bardziej barwne od głównych bohaterów. Wśród nich jest Charlie, młody chłopak z duszą artysty, tworzący niesamowita muzykę, Marina, oddana przyjaciółka Sadie, która była jej modelką w najróżniejszych sesjach zdjęciowych, do których przygotowywała także kostiumy oraz Nick, który skrycie durzył się w głównej bohaterce. I chociaż na pozór byli całkowicie różni, i prawdopodobnie w normalnym życiu nic nie byłoby ich w stanie połączyć, tutaj, w Latham tworzyli wspólną całość. Całość, dzięki której byli w stanie znosić to, co zaoferowała im teraźniejszość. Styl autorki, tak jak na to zresztą wskazuje gatunek, jest bardzo lekki, pozbawiony przydługich opisów otoczenia czy też rozmyślań głównych bohaterów. Odrobinę bałam się, że książka ta będzie napisana zbyt pompatycznie, wypełniona zbędną patetycznością. Tak się całe szczęście jednak nie stało, a Robyn udało się nie przekroczyć tej cienkiej linii i stworzyć naprawdę godną uwagi historię. Mimo dosyć trudnego tematu, książka niesie za sobą raczej te pozytywne emocje, a spora dawka subtelnie ukrytego w kartkach papieru humoru sprawia, że momentami uśmiechałam się sama do siebie. Historia ta w piękny sposób obrazuje, że to właśnie te trudne, czasami wręcz nieakceptowalne chwile sprawiają, że zaczynamy doceniać to co mamy, to co w naszym życiu jest, bądź powinno być najważniejsze. Ukazuje, jak jedno wydarzenie potrafi sprawić, że całkowicie i bezpowrotnie przewartościowujemy nasze życie. Nie jesteśmy bowiem w stanie w żaden sposób zmienić przeszłości, mamy za to jeszcze szansę na tu i teraz. I tej szansy nie wolno nam zmarnować. Podsumowując, to jedna z lepszych pozycji o tej tematyce, jaką miałam okazję przeczytać. Polecam szczególnie młodszym czytelnikom!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
27-02-2018 o godz 15:11 przez: Z herbatą wśród książek
Lane ma siedemnaście lat i dokładnie sprecyzowane plany na przyszłość - chce ukończyć liceum z doskonałymi wynikami, dostać się na jedną z prestiżowych uczelni, a następnie zdobyć dobrze płatną pracę. Życie jednak biegnie swoim torem, nie zawsze uwzględniając nasze preferencje. Plany Lane’a zostają pokrzyżowane przez lekoodporną hipergruźlicę, przez którą trafia do Latham - ośrodka dla nastolatków, zainfekowanych tą chorobą. Chłopak musi nauczyć się żyć w zupełnie inny sposób, niż do tej pory, a pomaga mu w tym nowa paczka przyjaciół, z przebojową Sadie Bennet na czele. Chociaż przed chorobą dziewczyna była outsiderką, to właśnie w Latham odnajduje swoje miejsce i namiastkę domu. Lane i Sadie wyraźnie mają się ku sobie, ale gruźlica nie daje o sobie zapomnieć. Czy można odnaleźć szczęście w miejscu, gdzie wszystko co dobre ma swoją datę ważności, a każda szansa może być tą ostatnią? Robyn Schneider to amerykańska pisarka, która zasłynęła w 2013 roku powieścią “Początek wszystkiego” (w Polsce wydaną w 2017r.). Studiowała kreatywne pisanie oraz bioetykę - wydawałoby się, że te dwie dziedziny nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak autorce udało się połączyć je w swojej drugiej powieści, opowiadającej o nastolatkach, zmagających się z nieuleczalną chorobą. Chociaż hipergruźlica tak naprawdę nie istnieje i powstała tylko w wyobraźni autorki, przeżycia i emocje, towarzyszące bohaterom powieści, wydają się być jak najbardziej realne i zbliżone do tego, przez co muszą przechodzić młodzi ludzie, dotknięci ciężkimi chorobami. Wśród pacjentów Latham House dominuje poczucie rezygnacji, jałowe oczekiwanie na poprawę lub wynalezienie leku, co może nigdy nie nastąpić. Z tłumu nastolatków w dresach wyróżnia się grupka: Sadie, Charlie, Marina i Nick, którzy nie poddają się narzuconym przez ośrodek ograniczeniom i wbrew chorobie starają się korzystać z życia, jak tylko mogą. Łamią reguły, wymykają się do lasu czy pobliskiego miasteczka, handlują kontrabandą, podkradają internet w bibliotece. Kiedy Lane dołącza do ich grona, odkrywa, że dopiero teraz, wolny od narzuconego sobie reżimu szkolnych obowiązków, może poczuć się jak prawdziwy nastolatek. Robyn Schneider stworzyła grono sympatycznych, interesujących postaci, które, żyjąc na krawędzi prawdziwego świata, za murami Latham tworzą sobie własną jego wersję. Życie z chorobą nie jest jednak usłane różami, o czym nasi bohaterowie przekonują się każdego dnia, walcząc z ograniczeniami własnych ciał, zmagając się z żałobą i nienawiścią ze strony niezarażonych ludzi, z niepokojem patrząc w przyszłość - nawet, jeśli nie chcą przyznać się do tego przed sobą nawzajem. Równocześnie przeżywają typowe dla swojego wieku doświadczenia, jak pierwsza miłość i fizyczna fascynacja, starcia z rówieśnikami, czy wspólne realizowanie szalonych pomysłów. Książka napisana jest przyjemnym stylem, który przemówi zarówno do nastolatka, jak i do starszego czytelnika. Wydarzenia poznajemy naprzemiennie z perspektywy Lane’a i Sadie, dzięki czemu możemy lepiej poznać oboje głównych bohaterów. Mimo trudnych tematów, które porusza “Dzień ostatnich szans”, mimo zwrotów akcji, które mogą złamać wam serce, lektura nie jest przytłaczająca, ale stanowi swego rodzaju hołd dla życia, przyjaźni i młodości. Jeśli chodzi o minusy, to mimo że wiem, w jakich czasach żyjemy i jakie są realia życia współczesnych nastolatków, nie sprawia mi zbytniej przyjemności czytanie o postępującej demoralizacji młodzieży, a i ten aspekt dość wyraźnie ukazuje książka Schneider. Autorka traktuje nałogi, bardzo wczesną inicjację seksualną i wulgarny język wśród kilkunastolatków jako coś naturalnego i neutralnego, jednocześnie wyśmiewając tych wierzących w Boga. Zapewne mało komu dzisiaj przeszkadzają takie motywy, ale dla mnie to spory minus i chciałabym, żeby powstawało więcej młodzieżowych książek, które mogłabym bez obaw dać kiedyś do przeczytania własnym dzieciom. Jeśli podobały wam się powieści, takie jak “Gwiazd naszych wina” czy “Drugie bicie serca” i nie boicie się trudnej tematyki chorób, cierpienia i śmierci, najnowsza książka Robyn Schneider powinna przypaść wam do gustu. Choć nie wszystkie jej aspekty mi się podobały, to jednak wyróżnia się pozytywnie na tle banalnych historii o szkolnych miłościach i typowych problemach, towarzyszących dorastaniu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
28-02-2018 o godz 16:41 przez: Z książką u boku
Pamiętam jak w ubiegłym roku skończyłam czytać debiut pani Schneider ,,Początek wszystkiego’’. Pamiętam chwile, gdy tamta książka mnie zachwyciła, mimo iż główna bohaterka była okropnie irytująca. Byłam niesamowicie zaintrygowana i nie mogłam doczekać się chwili, aż będę miała okazje sięgnąć po kolejną historię autorki. I oto jest, nadszedł moment w którym jestem już świeżo po kolejnej książce tej wspaniałej pisarki. ,,Dzień ostatnich szans’’, bo taki nosi tytuł najnowsza jej powieść okazała się być jeszcze lepsza od poprzedniej. I tak jak w przypadku ,,Początku wszystkiego’’, tutaj nie irytowało mnie absolutnie nic. Dodatkowo ta okładka, która jest niesamowita. Nie potrafię określić co te obie książki mają w swoich okładkach, że nie sposób oderwać od nich wzroku. Są takie tajemnicze i błogie. Dogłębnie odzwierciedlają świetne wnętrze i to napawa mnie ogromną dumą, dumą że mamy tak wspaniałych autorów. Lane to chłopak o ambitnych planach. Siedemnastolatek ma już wizję swojej przyszłości i pod żadnym pozorem nie może z tego zrezygnować. Dostanie się na uniwersytet Stanforda otworzy mu wiele drzwi do wymarzonej kariery. Nawet zdiagnozowana u niego lekooporna gruźlica nie wytrąca go z równowagi. Przenosi się do ośrodka dla chorych na czas leczenia, ale mimo to postanawia dalej wkuwać, aby nie zaniedbać swoich szkolnych wyników. Sadie w Latham jest już od dłuższego czasu. Dziewczyna jednak nie traktuje ośrodka jak czegoś przymusowego, odnalazła się w świecie Latham niczym ryba w wodzie. Tutaj nikt z niej nie szydzi, ani nie poniża. Tutaj ma przyjaciół, grupkę którą traktuje niczym rodzina. Latham jest dla niej domem i nie wyobraża sobie, aby cokolwiek mogło ulec zmianie. Wszystko się zmienia gdy młodzi się poznają, a Lane dołącza do ich grupki. Niemiłe wspomnienia z obozu w Griffith jakie łączyły bohaterów zostają wyjaśnione. Obydwoje staja się sobie bliscy i mimo zaostrzenia się ich choroby postanawiają stawić jej czoła, walczyć i chwytać każdy dzień pełną piersią. Wsparcie i pomoc, pomaga całej grupce znajomych odnaleźć się w nowej rzeczywistości i przetrwać trudne chwile jakie niosą im najbliższe dni. Mimo iż autorka wspomina na końcu książki, że historia jest fikcyjna, a hipergruźlica nie istnieje to i tak niesamowicie chwyciła mnie za serce. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiego tragicznego zakończenia. Miałam jeszcze nadzieję na jakikolwiek ,,happy end’’, a tu bum, moje serce się rozpadło. Polubiłam ogromnie tych dwojga młodych ludzi, jakimi byli Lane i Sade i ostatnie strony okropnie mnie zdołowały. Ogólnie to nie tylko główni bohaterowie przypadli mi do gustu, ale i Ci drugoplanowi. Świetnie wykreowane postaci, świetne dialogi i bardzo intrygująca fabuła. Książkę przeczytałam w jeden wieczór, nie mogłam się od niej oderwać. No i morał jaki płynie z książki, mądry, inspirujący i zmuszający do wielu refleksji. Autorka chce nam przekazać, aby nasze życie nie było takie drętwe i ,,biurowe’’, abyśmy nie skupiali się tylko na swoich rygorystycznych planach, które jak widać w każdej chwili mogą ulec zniszczeniu. Każdy dzień jest darem, każdy dzień zbliża nas do śmierci… dlatego też powinniśmy z każdego dnia wyciągać jak najwięcej, mieć później wspomnienia do których chętnie powrócimy. Nie powinniśmy nagminnie żyć przyszłością, bo w końcu nie wiadomo czy do niej w ogóle dotrwamy. Jednak nie znaczy to, aby całkowicie zrezygnować z planów, nie, nie chodzi o to. Ambitne jest myślenie o swojej przyszłości i dążenie do swoich celów, ale wszystko należy robić z umiarem, na to na ile nas stać. Nie stawiajmy ponad nasze możliwości czegoś co nam szkodzi i niszczy zdrowie. Moim zdanie wszystko w życiu jest ważne, i skończenie dobrej szkoły i dobra praca, ale przede wszystkim musi być miejsce na szczęście i czas spędzony z przyjaciółmi i rodziną. Przecież to właśnie te chwile czynią z naszego życia spiralę radości i beztroski. Życie jest bardzo kruche i jeśli w obliczu jakiegoś nieszczęścia nadal będziemy zaślepieni dążeniem do perfekcji może się to skończyć dla nas tragicznie. Nie bagatelizujmy swojego ,,tu i teraz’’, myślmy racjonalnie i żyjmy każdym dniem, bo pewnego poranka dojdziemy do wniosku, że jest już na coś za późno…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-02-2018 o godz 13:37 przez: Justyna Majcher
Choroby są codziennością ludzi. Niektórych omijają szerokim łukiem, innych wprost "kochają". Dwójka naszych bohaterów nie miała lekkiego życia. Sadie była typem samotnika. Nie wiedziała co to prawdziwa przyjaźń. Lane poznała na obozie, gdzie dziewczyny z domku, w którym mieszkała dokuczały jej, śmiały się i robiły jej głupie żarty. Nie zaprzyjaźniła się wtedy z chłopakiem i przez długi czas uważała go za wroga. Dzięki ośrodkowi zamkniętemu dla chorych na gruźlicę zyskała prawdziwych przyjaciół i namiastkę prawdziwego życia. Otworzyła się i stała się przebojową dziewczyną kochającą fotografię. Lane wierzył, że w życiu liczy się tylko nauka. Zero przyjemności, dlatego też rezygnował ze wszystkiego, by tylko do czegoś dojść. Rodzice nie ułatwiali mu tego, może nie nakazywali naukę, ale chłopak chciał być lepszy, chciał im dorównać. Pobyt w Latham House również traktował jako czas na naukę. Jednak szybko musiał zrozumieć, że to wakacje. Chłopak zmienia się. Znajduje przyjaciół, okrywa jak dużo stracił i stara się żyć pełnią życia. Mamy tutaj też Nicka, Charliego i Marinę trójkę bez której nie widzę tej powieści. To cudowni przyjaciele, którzy jako jedyni ubierają się normalnie, nie w dresy jak wszyscy i tworzą w miarę normalną grupę dzieciaków. Wykradają się do miasta, chodzą do lasu i starają się nie ograniczać przez chorobę. -Cóż, świeże powietrze ponoć jest bardzo zdrowe - odparłam. - Oddychanie: cudowny lek, którego wszyscy szukali. Autorkę poznałam już w powieści Początek wszystkiego (po najechaniu na nazwę przeniesiecie się do recenzji). Było to udane spotkanie, a Dzień ostatnich szans tylko potwierdził to czego się spodziewałam. Pani Schneider operuje emocjami w taki sposób, że ma się ochotę krzyczeć, płakać i śmiać. Krzyczeć, bo życie nie jest łatwe i czasami dobrych ludzi spotykają same nieszczęścia. Płakać, bo niektóre wydarzeni są smutne. I śmiać się, bo bohaterowie mimo choroby przeżywają szczęśliwe chwile. Wszystko to w lekkim i przyjemnym sposobie pisania. Widać, że pisanie sprawia autorce radość i jest tym co kocha, bo nic nie jest wymuszone, akcja się zazębia, nie znajdziemy tutaj scen erotycznych, więc z powodzeniem może być to książka dla młodszych odbiorców. Kiedyś bardzo dużo myślałem o przyszłości, ale teraz więcej czasu spędzam na wspomnieniach. [...] Okładka jest piękna. Mamy las, który możemy ujrzeć na kartach książki i dwójkę ludzi, którzy zmierzają do lepszego życia. Błędów w druku nie znalazłam, a czcionka jest idealna do szybkiego czytania. Ja mam taką teorię, że życie to po prostu czas zbierania surowego materiału do obróbki.[...] Powieść nie należy do tych łatwych. Choroby nigdy nie są łatwe. Sadie i Lane chorują na gruźlicę, coś co męczy ludzkość od wieków. Mimo iż autorka stworzyła na jej podstawie fikcję literacką, to chwyta za serce i nie pozwala przez długi czas wyjść z głowy czytającego. Zagłębiając się w tę historię chce się więcej, czyta się z zapartym tchem i niekiedy jest człowiekowi po prostu smutno, że takie rzeczy się dzieją na świecie, a nikt nie może nic z tym zrobić. Dzień ostatnich szans to idealna powieść na jeszcze zimowe wieczory. Miłość dwójki naszych bohaterów rozgrzewa nas od środka i pozwala myśleć, że każdy zasługuje na szczęście, że chorzy też są tylko ludźmi. Czasami choroba sprawia, że życie przestaje być kolorowe, ale właśnie wtedy najważniejsze jest mieć przy sobie bliskich. Sadie i Lane przekonali się o tym na własnym przykładzie. Miłość, która nie powinna się pojawić, uczucie z góry skazane na niepowodzenie. Ale chwycili szansę i zaryzykowali. A Wy, potraficie wykorzystać szansę? [...] Mamy w Latham jeszcze siedem tygodni i koniec. Jak w maturalnej. Teraz jest ostatnia szansa, żeby czegoś spróbować. Bo inaczej będziesz się całe życie zastanawiać. [...]
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-02-2018 o godz 20:17 przez: itysiek_reads
„Dzień ostatnich szans” to nowa powieść Robyn Schneider, którą zapewne kojarzycie z jej poprzednią książką „Początek wszystkiego”. Autorka jest pisarką i vlogerką, ukończyła Uniwersytet Columbia, gdzie studiowała kreatywne pisanie, oraz Uniwersytet Pensylwanii, gdzie zdobyła tytuł magistra bioetyki. Właśnie bioetyka sprawiła, że Robyn Schneider zainteresowała się tematem gruźlicy i jej leczenia i w ten sposób wpadła na pomysł, który zrealizowała w swojej nowej książce. Lane jest niezwykłym nastolatkiem – w wieku 17 lat ma bardzo jasno określone cele i plany na przyszłość. Nieprzerwanie się uczy i poszerza swoją wiedzę, aktywnie udziela się w szkole, planuje studia na Stanford i robi wszystko, aby to osiągnąć. Niespodziewanie szyki krzyżuje mu choroba, a dokładniej lekooporna gruźlica, obecnie nieuleczalna i zakaźna, w wyniku której trafia do szkoły-sanatorium Latham House. Tam poznaje Sadie. Sadie przebywa w ośrodku od ponad roku, pogodziła się z tym, że prędko z niego nie wyjdzie i na przekór wszystkiemu chwyta każdy dzień. Tutaj staje się kimś innym, wychodzi ze swojej skorupy i zaczyna żyć bez zahamowań. Niestety choroba nie zapomina o ich istnieniu, a wręcz przeciwnie – zaczyna o sobie przypominać. Paczka przyjaciół uświadamia sobie jak kruche jest ich życie i chce z niego jak najlepiej skorzystać, póki jeszcze trwa… Jak zareagowalibyśmy w obliczu choroby? Czy w obawie przed śmiercią nie zdecydowalibyśmy się podjąć pewnych kroków, bojąc się porażki? Czy zagralibyśmy va banque, nie myśląc o konsekwencjach? Czy można się zapomnieć, czy jednak choroba nas określa i ogranicza? Zamykamy się w sobie, czy zapominamy o wszystkim i żyjemy pełną piersią? Ta książka jest piękna, dojrzała i przeznaczona dla młodych dorosłych, którzy borykają się z poważnymi problemami. Pokazuje, że często w pogoni za marzeniami i celami zatracamy samych siebie, aż okazuje się, że nie mamy czasu po prostu żyć, bo choroba każe całkowicie przewartościować dotychczasowe priorytety. A życie niestety jest kruche, o czym przekonują się bohaterowie tej książki. Na różnym etapie choroby postawy Lane’a i Sadie znacznie się od siebie różnią. Boją się zaangażować, nie chcąc potem czegoś tracić i obawiając się porażki, lub uważają chorobę za krótki przystanek na swojej drodze i postanawiają wykorzystać ten czas jak najlepiej. Może czasami warto po prostu posłuchać głosu serca, nie analizować i nie myśleć za dużo? Może się w końcu okazać, że to dzień ostatnich szans… Książka porusza bardzo ważne tematy – miłość, choroba, cele, marzenia – pokazuje, jak szybko można dorosnąć, borykając się z nimi. Nie da się nie lubić Lane’a, Sadie, Nick’a, Charli’ego, Marine – ich dialogi pełne są humoru i ciętego języka. Dopingujemy każdemu z nich i boleśnie przeżywamy ich niepowodzenia. Autorka ma tendencję do nieprzesładzania swoich książek, to nie jest zwykłe czytadło young adult, niekoniecznie możemy spodziewać się dobrego zakończenia, ale to właśnie dodaje wartości jej książkom. Młodzi dorośli mogą się przekonać, że życie to nie zawsze bułka z masłem, że czasami daje nieźle w kość, ale trzeba się pozbierać i żyć dalej… Według mnie to naprawdę świetna lektura, wciągająca fabuła gwarantuje, że nie łatwo będzie nam odłożyć książkę. Osobiście bardzo szybko poczułam się częścią tej paczki i żałuję, że historia jest tak krótka. Zdecydowanie polecam! Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
27-02-2018 o godz 22:06 przez: Nelyt
Lane ma 17 lat i gotowy plan na przyszłość. Jest jednym z najlepszych uczniów w szkole, udziela się w różnych kołach i organizacjach, a w wolnym czasie przeważnie się uczy. Przerabia poziom rozszerzony, dlatego nie ma czasu na głupstwa i życie jak każdy nastolatek. Nawet ze swoją dziewczyną umawia się na naukę i wspólne odrabianie lekcji. Wie, że chce dostać się na Stanford i nie może sobie pozwolić na przyjemności. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że zachorował na lekooporną gruźlicę i trafia do sanatorium Latham House na przymusowy odpoczynek. Tam poznaje Sadie i jej paczkę, teraz ma szansę chociaż raz poczuć się jak normalny nastolatek. Lane to miły, porządny chłopak, nie ma skłonności do ryzyka. To ideał rodziców, robi wszystko, aby ich zadowolić. Kiedy trafia do Latham House nie może i nie chce się odnaleźć, stara się żyć tak jak wcześniej. Czuje się bardzo dobrze, dlatego wypiera się choroby. Postanawia wbrew zaleceniom lekarzy kontynuować naukę, ale może przypłacić to własnym zdrowiem. Sadie dopiero w ośrodku może żyć pełnią życia. W "normalnym świecie" nie miała przyjaciół, była kimś w rodzaju ostatniego ogniwa szkolnej społeczności. Wiecznie poniżana i wyśmiewana. W Latham ma najfajniejszą paczkę wyrzutków, wagaruje, robi niedozwolone wycieczki do lasu, a nawet zostaje królową czarnego rynku. Lane w towarzystwie Sadie i jej przyjaciół ożywa. Zapomina o chorobie, nauce i po prostu może cieszyć się życiem. Bo może to już ostatnia taka szansa? Nikt tego nie mówi wprost, ale cały czas grozi im śmierć. Nie ukrywam, że w trakcie akcji powieści śmierć jest dosyć częsta. Dla naszych bohaterów to ostatnia szansa na normalne życie, zabawę, czy bycie normalnym nastolatkiem, a nawet na pierwszą miłość. Nie chodzi tu tylko o to, że są chorzy i mogą to być ich ostatnie dni. Zarówno Sadie, jak i Lane nie mieli wcześniej normalnego życia, dlatego teraz starają się to wszystko nadrobić. Robią wiele rzeczy pierwszy raz, łamią przepisy, chcą być jak najbardziej sobą jak tylko się da. Przykładowo kiedy na wieczór filmowy wszyscy przychodzą w pidżamach, oni zakładają stroje wieczorowe. Nie chcą pozwolić żeby choroba zdominowała ich myśli tak jak innych chorych z ośrodka. Próbują walczyć, żyć normalnie i nie poddawać się. Bo można albo zupełnie się poddać i tylko czekać na śmierć, albo można też wykorzystać ten czas najlepiej jak się potrafi. Hipergruźlica nie istnieje, jednak gruźlica to nie jest choroba z przeszłości, nie skończyła się w XIX wieku, kiedy to zebrała swoje najliczniejsze żniwo. Współcześnie również można się nią zarazić. Jest to jednak choroba uleczalna i istnieją na nią odpowiednie leki. "Dzień ostatnich szans" to bardzo dobra książka dla młodzieży i nie tylko. Idealna dla fanów Johna Greena, nie chodzi wyłącznie o wątek choroby, ale ogólnie o klimat powieści. To dobra obyczajówka, bo chociaż jest w niej wątek romansu, to romansem bym jej nie nazwała. Chociaż okoliczności w jakich znaleźli się nasi bohaterowie nie są wesołe, to humoru im nie brakuje, a humor i sarkazm w książkach bardzo cenię 😃 Bardzo się cieszę, że są jeszcze takie normalne, obyczajowe powieści dla młodzieży, a nie same romanse.. Książkę serdecznie polecam, czyta się znakomicie, chyba nawet za szybko. Nie ważne czy masz -naście, czy -dzieści lat i tak zachęcam do przeczytania.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-02-2018 o godz 11:38 przez: Czytam i oglądam
Z Robyn Schneider nie jest to moja styczność, toteż z lekkimi obawami mimo wszystko podchodziłam do tytułu. Zwykle podczas czytania innej pozycji tego samego autora, mamy tendencję do porównywania z poprzednimi pozycjami. W tym przypadku książka mnie pochłonęła w całości: jej humor, prowadzenie akcji, tematy opisywane, postaci... Robyn Schneider stworzyła historię z trudną tematyką choroby, która mimo wszystko pochłania czytelnika. Jest to przede wszystkim taka książka, po przeczytaniu której musimy zebrać myśli. Wzbudza w nas skrajne emocje. Jest sinusoidą uczuć jakie nami targają - od płaczu do śmiechu i na odwrót. Autorka wykreowała takich bohaterów, dzięki którym przeżywamy z nimi opisaną historię. Po przeczytaniu opisu, mamy choć w pewnym stopniu delikatne pojęcie, co zastaniemy w środku. Autorka napisała książkę, która nie męczy ciężkim językiem. Czyta się ją zaskakująco szybko, a jednocześnie, na zaledwie trzystu stronach, była w stanie poruszyć niejeden ciężki temat. Nie zapomniała przy tym o cudownym, wręcz nerdowskim poczuciu humoru, które w pozycjach o tematyce choroby wręcz powinno się pojawić, aby dać nadzieję na dobre zakończenie, czy po prostu nie zdołować czytelnika mocnymi, negatywnymi emocjami. Zarówno Lane jak i Sadie - główni bohaterowie, są postaciami z historią. Lane, ambitny młody chłopak, mający plany na przyszłość, jednak będący jedynakiem i stąd oczkiem w głowie rodziców. Przedstawia typ typowego nerda, siedzącego ciągle w książkach, dążącego do upragnionych celów za wszelką cenę. Z początku nawet choroba nie jest w stanie pokrzyżować jego planów... Sadie natomiast jest dziewczyną, która stara się chwytać z każdego dnia garściami.To właśnie tu, w tym ośrodku, znalazła swoje miejsce, którego nie chce opuszczać. Była chora jak każdy w ośrodku, ale to nie choroba definiowała to kim była i jaki miała charakter. Są również postaci towarzyszące głównej dwójce - ich przyjaciele, lekarze, nauczyciele, jednak to Lane i Sadie prowadzą całą powieść. Bardzo podobało mi się w nich to, że autorka książce "Dzień ostatnich szans" wykreowała te postaci na zasadzie przeciwieństw. Choć mają wspólną historię bądź w pewnym stopniu można nazwać to swego rodzaju paradoksem, dopiero tu, w ośrodku zwalczania gruźlicy, potrafili znaleźć wspólny język, a zaszłości z przeszłości potrafili puścić w niepamięć. I bardzo się cieszę, że jednak wątek romansu nie grał pierwszoplanowej roli, a my mogliśmy się skupić na problemach młodych ludzi będących w chorobie. Z ich samotnością, z ich problemami, z przeżywaniem tego na swój sposób. Idea "Dnia ostatnich szans" jest przepiękna. Będąc zdrowym często zapominamy, że życie jest darem; nie doceniamy tego na co dzień. A powinniśmy być po części jak Sadie. Mimo nieprzeciwności losu, dziewczyna brała od życia garściami i starała się żyć chwilą, ponieważ wiedziała, że ta chwila, ten moment czy dana sytuacja może być ostatnim jej oddechem, który udało się dokonać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-02-2018 o godz 13:01 przez: Karolina Łukawska
"Widzisz, na tym polega sekret dobrego życia. Musisz się postarać, żeby nazbierać jak najwięcej dni, do których będziesz chciał potem wracać." Za górami, za lasami, znajdował się ośrodek Latham House. Świeże powietrze, spokojna okolica. Brzmi jak idealne miejsce na urlop, jednak nim nie jest. To sanatorium w górach otoczone żeliwnym ogrodzeniem i hektarami lasu, w którym leczą przypadki hipergruźlicy. To choroba zakaźna, która uodporniła się na wszelkie lekarstwa. To właśnie tam trafia Lane, siedemnastoletni, bardzo ambitny chłopak, którego całym życiem jest nauka. Uczęszcza na zajęcia rozszerzone, robi to, co jest oryginalne i będzie wyróżniać się w podaniu na studia. Nie potrafi się odnaleźć w ośrodku. Nie rozumie lekceważącego podejścia nauczycieli do nauki, dlatego sam nadrabia materiał szkolny. A jego stan, zamiast się poprawić, ulega pogorszeniu. Sadie od ponad roku przebywa w sanatorium. Nie ma zmian na lepsze, ale nie ma też na gorsze. Tkwi w zawieszeniu. W Latham House jest kimś zupełnie innym niż w domu. Wraz z grupką przyjaciół buntuje się przeciwko wszystkiemu, by żyć w miarę "normalnie". Kradnie internet, przemyca słodycze i alkohol, bawi się, jednak choroba jej nie opuszcza, a ona wciąż jest zagrożeniem dla wszystkich przebywających poza ośrodkiem. O czym tak naprawdę jest ta książka? O tym, że życie mamy tylko jedno i dlatego musimy przeżyć je jak najlepiej. Nikt nie zwróci nam czasu, więc wykorzystujmy go tak, jak naprawdę tego chcemy. Zastanówmy się, co sprawia nam radość, co jest dla nas najważniejsze. Nie cofniemy czasu, by naprawić błędy, ale możemy na nich się uczyć i ich nie powtarzać. Sadie i Lane nauczyli się w ośrodku, że wszystko przemija, a czas nie stoi w miejscu. Jesteśmy krusi, łatwo nas zranić, nie wiadomo, ile dni, miesięcy, lat, będzie dane nam jeszcze żyć. Razem z bohaterami uczymy się doceniać małe chwile, cieszyć się dniem. "Dzień ostatnich szans" to książka autorki "Początku wszystkiego", który bardzo mnie rozczarował. A jednak opis "Dnia ostatnich szans" zaciekawił mnie na tyle, by dać Robyn Schneider kolejną, ale ostatnią już szansę. I nie zawiodłam się. "Dzień ostatnich szans" zaskakuje najpierw oryginalną fabułą. Hipergruźlica tak naprawdę nie istnieje, jak wyjaśnia autorka na końcu książki. Nie ma też Latham House na żadnej mapie. To wszystko fikcja stworzona, by przypomnieć ludziom o pladze gruźlicy w przeszłości, która zabiła zbyt wielu wybitnie utalentowanych ludzi. Jednak nie chodzi tu tylko o historię nieuleczalnej choroby, a o przesłanie, lekcję życia dla czytelników i przemianę bohaterów. Do tego dochodzi jeszcze nieprzewidywalne zakończenie, dużo niespodzianek w akcji książki oraz różnorodne postacie i mamy gotowy przykład literatury młodzieżowej, który naprawdę warto polecić. www.ksiazkidobrejakczekolada.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
18-02-2018 o godz 12:33 przez: _obsessionwithbooks_
Lane trafia do sanatorium zajmującym się leczeniem groźnej odmiany gruźlicy. Dotychczasowy prymus szkoły swoje plany zdobycia jak największej ilości punktów z egzaminów końcowych oraz dostania się na najlepsze studia musi zamienić na walkę z ciężką chorobą, która nie pozwala mu na prowadzenie wcześniejszego trybu życia. W przeciwieństwie do niego Sadie wydaje się traktować ośrodek lecznicy jak własny dom. Razem z paczką przyjaciół łamią wszelkie obowiązujące ich zasady, nie spiesząc się na powrót do dawnej rzeczywistości. Dzięki dziewczynie Lane szybciej przystosuje się do nowych warunków, a każde z nich wyniesie z tej znajomości coś więcej, niż tylko walkę z chorobą. Narracja prowadzona z perspektywy Lane'a i Sadie pomaga jeszcze bardziej wczuć się w rozgrywające się wydarzenia. Sam motyw przedstawienia ośrodku leczniczego jako miejsca pobytu nastolatków był od samego początku bardzo interesujący. Obserwujemy zmagania młodzieży z ciężką chorobą, przez którą zostali odcięci od prawdziwego świata, ich zajęcia, harmonogram dnia, a przede wszystkim przyspieszony proces dorastania, jaki byli zmuszeni przejść. Z twórczością Schneider spotkałam się przy okazji czytania ,,Początku Wszystkiego'', więc zdążyłam już poznać lekkość jej pióra i łatwość, z jaką możemy wdrożyć się w daną historię. Aczkolwiek mam wrażenie, iż w przypadku tej książki zadanie zostało jeszcze bardziej uproszczone. Już od pierwszej strony możemy dostrzec, że śmigamy po kolejnych kartach powieści w zawrotnym tempie. Tak naprawdę w moim odczuciu książka została w całości bardzo precyzyjnie napisana. Bohaterowie oraz ich dialogi wypadli autentycznie, fabuła z każdą kolejną stroną stawała się coraz bardziej interesująca, nie wyłapałam żadnych błędów lub niedopatrzeń. Nie jestem w stanie znaleźć w tej lekturze niczego, co mogłabym choć troszkę skrytykować. A o czym tak naprawdę jest ,,Dzień Ostatnich Szans''? Jestem jeszcze świeżo po lekturze i nie do końca uporządkowałam sobie wszystkie myśli krążące w mojej głowie. Mogę Wam jednak powiedzieć, że "Dzień Ostatnich Szans" to opowieść, która ma na celu uświadomić nam, jak ważne jest skupienie się na tym, co dzieje się tu i teraz. Przez skrupulatne planowanie dalekiej przyszłości możemy przegapić najciekawsze momenty naszego życia. A przecież o to właśnie chodzi, by wykorzystywać w pełni swoje szanse oraz realizować marzenia, dopóki mamy na to czas i możliwości. Naprawdę warta przeczytania i jak najbardziej godna polecenia książka, po którą koniecznie sięgnijcie. Z pewnością wyniesiecie z niej więcej, niż się spodziewacie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

O autorze: Schneider Robyn

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa It Ends with Us
4.7/5
37,59 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ugly Love
4.6/5
37,49 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa November 9
4.7/5
34,20 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Nagie serca
4.7/5
37,49 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Layla
5/5
37,15 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Too Late
4.6/5
35,09 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Confess
4.7/5
35,09 zł
49,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Maybe Someday
4.6/5
33,74 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Gdyby nie ty
4.8/5
33,40 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Materiał na chłopaka
4.5/5
33,74 zł
44,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego