Dwór mgieł i furii. Dwór cierni i róż. Tom 2 (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (4): Cena:

Oferta empik.com : 33,17 zł

33,17 zł 44,99 zł (-26%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Między światłem a ciemnością rozgrywa się walka, w której stawką są losy całego świata. A w magicznym świecie Fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie…

Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. W Przed nią długie i szczęśliwe życie… Tylko że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić.

W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina – Rhysand, Książę Dworu Nocy. Władca ciemności chce ją wykorzystać do swoich celów. Chyba że to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać... Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić? Nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, a Feyra musi zdecydować, komu może ufać.

Nowa, jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa odsłona bestsellerowej serii „Dwór cierni i róż”! Nie zaśniesz, nim nie odkryjesz wszystkich sekretów!

Idealna lektura dla fanów George. R.R. Martina, baśni „Piękna i Bestia” oraz legend o czarodziejskich istotach.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Tytuł: Dwór mgieł i furii. Dwór cierni i róż. Tom 2
Seria: Dwór cierni i róż
Autor: Maas Sarah J.
Tłumaczenie: Radzimiński Jakub
Wydawnictwo: Uroboros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 768
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-01-11
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 138 x 50 x 204
Indeks: 20552176
średnia 4,8
5
683
4
91
3
18
2
4
1
2
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
134 recenzje
5/5
16-11-2018 o godz 02:21 przez: Anonim
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona drugą częścią Dworów. Jest jeszcze ciekawsza od pierwszej i o wiele mocniej wciąga. Autorka wybrała również bardzo dobry kierunek pod względem fabuły, ponieważ nadal on powiewu świeżości wydarzeniom z pierwszej części, a zwrot w wątku miłosnym podsycił atmosferę. Dwór mgieł i furii to genialna i jednocześnie zaskakująca kontynuacja pierwszej części. Widać w niej, że seria dopiero tak naprawdę się rozkręca.
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
5/5
25-06-2017 o godz 10:59 przez: Salivia
Pierwszy tom mi się podobał, aczkolwiek po jego lekturze byłam przekona, że ta seria nie dorówna mojemu ukochanemu Szklanemu tronowi. Okazuje się jednak, że mogłam się mylić... Ale od początku! Pierwszy tom, Dwór cierni i róż, był przepisaniem bajki o Pięknej i Bestii w nieco mroczniejszej narracji. Pomijając elementy, których Disney na pewno nie użyłby w swojej bajce związanych z walką, mordowaniem i upijaniem, to historia była bardzo zbliżona. Dlatego nieco obawiałam się drugiego tomu, który mógł być równie bajkowy, co pierwszy. Cóż, Maas po raz kolejny mnie zaskoczyła i pokazała, że nie można w nią wątpić. Feyra jest zdruzgotana - można ją śmiało uznać za wrak psychiczny. Nie jest w stanie przespać całej nocy, ponieważ budzą ją okropne koszmary. Tamlin chcąc jej dać więcej czasu odcina ją od spraw związanych z naprawieniem Dworu Wiosny. Swojej ukochanej za to nakazuje skupienie się na organizacji ślubu - doboru serwetek, kwiatów oraz koronek. Mimo jej ogromny próśb, aby mogła wybrać się gdzieś z Tamlinem, za każdym razem otrzymuje odmowę. Myślę, że Maas ponownie pokazała, że potrafi bardzo dobrze przedstawić bohaterów o zdruzgotanej psychice. Feyrę spotkały okropne wydarzenia, których wizja ślubu nie potrafi naprawić. Cierpi, nie jest w stanie czerpać radości z rzeczy, które kochała. Autorka ma niesamowity talent do wywołania u czytelnika współczucia, ponieważ szczerze było mi żal Feyry. Co więcej! Potrafi zbudować niesamowitą przemianę bohaterki, pokazać ją nie jako księżniczkę w absurdalnej sukni ślubnej, a jako wojowniczkę, która wykorzystuje swoją wewnętrzną siłę, aby walczyć za tych, których kocha. Zresztą nie tylko jej postać została bardzo dobrze wykreowana. Wszyscy, którzy pojawiają się w tym tomie (niezależnie od tego czy wywołują miłość i radość czy zgorszenie i wściekłość) zostały zbudowane w doskonały sposób. Szczerze uwielbiam Rhysa i chociaż mogłabym się na temat tego uwielbienia rozwodzić, to oszczędzę wam spoilerów. Po prostu zróbcie miejsce w sercu na nową postać książkową. Sama fabuła, historia, która została przedstawiona w tym tomie jest wciągająca. Ponownie okazuje się, że pierwszy tom u Maas to zaledwie wprowadzenie, które trzeba przeczytać, aby zrozumieć resztę, jednak nie należy się spodziewać cudów. Z kolei drugi tom wrzuca czytelnika na rollercoaster uczuć, przeżyć, spisków oraz niesamowitych starć. Poznajemy szereg cudownych bohaterów, angażujemy się w relacje między nimi, a potem zostajemy pochłonięci przez wydarzenia, które nieraz, nie dwa są zaskakujące i wbijające w fotel. Podobało mi się wiele rzeczy - bohaterowie, wydarzenia, dialogi, opisy, kreacja świata (także to, że razem ze Szklanym tronem stanowią one megaversum). Z kolei o wiele trudniej znaleźć mi to, co uważam w tym tomie za nieudane. Zdecydowanie Dwór mgieł i furii jest bardziej udany od swojej poprzedniczki, Dworu cierni i róż. Styl Maas jest o tyle lekki, że siedmiusetstronicową książkę czyta się szybko. Niech nikogo nie przerazi ta objętość, ponieważ nawet nie zauważycie upływu kolejnych kartek. W jednej chwili jesteście na pierwszej stronie, a w następnej zaczynacie się modlić do Kotła, aby Uroboros zesłał w Polsce trzeci tom jak najszybciej. Spodziewam się, że ta seria będzie kolejną, która wielokrotnie doprowadzi mnie do śmiechu, płaczu oraz złości. Zapewne będę z niecierpliwością czekać na kolejne tomy oraz tworzyć teorie spiskowe, co będzie dalej. Z tych też powodów polecam tę serię każdemu, kto lubi Maas, a nawet tym, którzy jeżeli jeszcze nic nie czytali tej autorki. Nawet jeżeli nie przekonał was w pełni Dwór cierni i róż, to koniecznie musicie sięgnąć po kontynuację!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
05-01-2017 o godz 09:26 przez: Małgorzata Korba
Autorka ta od dłuższego czasu nie dawała mi spokoju, ponieważ słyszałam wiele dobrego o serii Szklany Tron i bardzo się na nią napaliłam, jednak ze względu na stos książek oraz brak funduszy musiałam jak zwykle odłożyć ten szczytny cel na później. Aż do pewnego dnia, kiedy otrzymałam informację o premierze Dworu mgieł i furii, która jest drugą częścią cyklu. Pierwszej (Dwór cierni i róż) nie czytałam, choć też wiele o niej słyszałam, ale ostatecznie postanowiłam skorzystać z okazji, w końcu nie pierwszy raz zaczynam serię nie po kolei.

Magicznie i fikcyjnie, czyli co ja o tym sądzę?
W przypadku jakichkolwiek cyklów czy serii decydujący wpływ na fabułę ma oczywiście pierwszy tom. W następnych częściach, bowiem trzeba zrealizować rozpoczęty ciąg akcji, a kreatywności często brak. Zapewne wielu z Was tak jak ja, nie raz zaczyna się nudzić i dusić w tym samym książkowym świecie, gdzie coś jest pisane na siłę i wiele można przewidzieć.
W tej książce póki co nie miałam tego problem, ponieważ tak jak wspomniałam na początku, nie miałam do czynienia z poprzednikiem i bardzo tego żałuję, ponieważ dużo wydarzeń nawiązuje do tego, co się tam wydarzyło, zwłaszcza na końcu i jest właśnie tym ciągiem. Pojawiają się też ci sami bohaterowie i było to dla mnie wielkim utrapieniem, nie wiedzieć o nich prawie nic, czy byli dobrzy czy źli. Niemniej jednak jakoś się połapałam.
Informacja świadcząca o tym, że wszystko może okazać się inne niż jest, była dla mnie kluczowa, ponieważ już przed rozpoczęciem czytania bardzo łatwo domyślić się tego, co się stanie. Miłym zdziwieniem była dla mnie obszerność książki - 766 stron - gdzie no po prostu musi wydarzyć się wiele. Pomimo tego większość książki opisuje drogę Feyry, podczas której odkrywa siebie i swój cel życiowy, a wojna, która miała być tematem przewodnim, pojawia się w postaci zalążka na samym zakończeniu, co trochę mnie zezłościło, a przez ten czas nie dzieje się tak naprawdę dużo.
O fabule mogę powiedzieć na pewno, że w całości mnie wciągnęła do swojego wnętrza, gdzie pojawił się powszechny problem książkoholika, a mianowicie chęć skończenia i nie skończenia książki. Dwór mgieł i furii niewątpliwie posiada magiczny klimat i urokliwość, choć akcja nie okazała się brawurowa. Dla mnie zbyt przewidywalna, autorka nie wykazała się tutaj zbyt wielką pomysłowością i zaskakującymi wydarzeniami, które sobie bardzo cenię, chociaż muszę przyznać, że w paru momentach czytałam w napięciu.
Niedosmak dopełniają świetnie wykreowani bohaterowie, a zwłaszcza mieszkańcy Dworu Nocy (Rhysand, Mor, Azriel, Kasian, a oprócz nich siostry Feyry, Tkaczka oraz tajemnicze królowe), którzy wprost chwytają za serce swymi historiami, ale głównie zachowaniem. Pokochałam ich z całego serca!

Wyjście z portalu - ocena
Sarah J. Maas niewątpliwie w swojej nowej książce chciała pokazać czytelnikom świat pełen magi i uczuć, gdzie niezwykle ważną rolę odgrywają przyjaciele i właściwy dobór uczuć. Cel ten został w większej części spełniony. Dwór mgieł i furii posiada nastrój, klimat, urok, a czasem nawet tajemniczość. W dużej dawce odczułam tutaj mój ukochany gatunek fantasy, a także całkiem pokaźną paletę emocji. Minusem, niestety jest fabuła, która jest zbyt przewidywalna, a pomimo tylu stronic, miałam odczucie jakby nie wiele się wydarzyło. Na moje szczęście w nieszczęściu, nadrabiają to cudowni bohaterowie oraz bardzo ciekawe zakończenie! Pozostaje mi tylko czytać szybko Dwór cierni i róż i oczekiwać na trzecią część.
A Wam moi drodzy książkomaniacy, z całego serca polecam przy filiżance czegoś dobrego!

Recenzja pochodzi z http://filizanka-ksiazkoholika.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
02-01-2017 o godz 18:34 przez: Fantasy World
Feyra wygrała ostatnim razem, jednak czy zło udało się ostatecznie pokonać?

Teraz, dziewczyna znajduje się na Dworze Wiosny i wkrótce będzie żoną niejakiego Tamlina - księcia Dworu Wiosny. Okazuje się jednak, że im więcej przebywa z ukochanym, tym bardziej zaczyna czuć się jak w złotej klatce - kochana, ale zamknięta na świat. A, po pokonaniu Amaranthy, dziewczyna wie jedno - nie chce być tylko pionkiem w grze. Poza tym, wciąż obowiązuje ją umowa z Rhysandem, księciem Dworu Nocy, który chce, by Feyra tydzień z każdego miesiąca spędzała na jego Dworze. W międzyczasie, do Prythianu docierają pogłoski o królu Hybernii, który grozi zarówno krainom fae, jak i śmiertelników wojną, w której zginąć mogę setki niewinnych osób, Feyra zdaje sobie sprawę, że nie może pozostawić biegu zdarzeń własnemu rytmowi. Komu powinna zaufać, by uratować Prythian?

Kiedy ostatni raz zaglądałam do Prythianu było tam niebezpiecznie i nieciekawie - rządy sprawowała bezwzględna i brutalna Amarantha, a jedyną szansą uwolnienia fae spod jarzma tyranki była niepozorna, ludzka dziewczyna. Feyra. Cudem, udało jej się pokonać władczynię, przywrócić spokój i wyzwolić lud spod niszczącej ręki królowej. Wracając do świata Prythianu, zdawałam sobie sprawę, że nic nie może wiecznie trwać - byłam jedynie ciekawa, jakie problemy tym razem zaserwuje swoim bohaterom autorka i z czym każe im się zmierzyć, by pokonać pradawne zło.

Więcej na: http://faaantasyworld.blogspot.com/2016/12/miosc-zdrada-i-przeznaczenie-dwor-mgie_31.html
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
01-01-2017 o godz 17:02 przez: Dominika Szałomska
Cała recenzja pod linkiem http://dominika-szalomska.blogspot.com/2017/01/136-przedpremierowo-recenzja-ksiazki.html

Najchętniej to bym Wam zaspoilerowała tak, że ho ho, jednak nie mogę, bo nie chce wam psuć radości z czytania, a wierzcie mi, musicie przeczytać ten tom. Gdy skończyła się pierwsza część, Feyra uratowała wszystkich, dostała nowe moce itd., myślałam, że to wszystko, bo co więcej można tutaj napisać, ale grubo się myliłam. Zaczęłam czytać drugi tom i im dalej szłam tym większy szok, emocje i szok i emocje i tak w kółko, a z każdą kolejną stroną to narastało, aż w pewnej chwili byłam gotowa rzucić tą książką o ścianę. Oczywiście tego nie zrobiłam, bo bym nie wiedziała jak się skończy, a to byłoby barbarzyństwem. A zakończenie.... po prostu Wow.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
31-12-2016 o godz 16:03 przez: kate_b
Świetna, intrygująca, nie można sie od niej oderwać.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
03-04-2017 o godz 16:11 przez: Dominika Jachimowska
Po tym, jak Feyrze udało się ocalić Prythian i wyjść cało ze starcia z Amaranthą, już jako nieśmiertelna fae trafia z powrotem na Dwór Wiosny. Wkrótce ma poślubić Tamlina i wieść długie i szczęśliwe życie u jego boku. Wszystko to, o co Feyra walczyła, w końcu stało się prawdziwe, jednak ona sama nie czuje się szczęśliwa. Nigdy nie chciała żyć jak księżniczka, uwięziona w ogromnym pałacu. W dodatku wciąż męczą ją koszmary, które nie dają jej zapomnieć o zbrodni, jaką popełniła, aby wyzwolić Prythian. Książę Dworu Nocy, Rhysand, nie zapomniał także o zawartej umowie - Feyra musi spędzać cały tydzień każdego miesiąca jako gość lub niewolnica na jego dworze. Tej książki nie można zignorować. Pojawia się ostatnio w każdym najodleglejszym zakątku blogosfery i zdobywa opinie co najmniej tak pochlebne jak Dwór cierni i róż. Słyszałam nawet niemało głosów o tym, że zdecydowanie przerasta poziomem pierwszy tom serii. Przez te wszystkie ohy i ahy nie miałam najmniejszych wątpliwości, że ta książka będzie czymś niezwykłym. Nawet nie przyszło mi na myśl, że będę miała z nią jakikolwiek problem. A jednak - początkowo miałam. Fala uwielbienia nie nadeszła, akcja mnie nie porwała, a historia przewijała się przed moimi oczami bez większego efektu. Książka nie była zła, o nie, po prostu zabrakło mi tego, o czym wszyscy mówili - szaleńczego tempa, gorącego romansu oraz mrocznego i kradnącego serce Rhysanda. Taki stan maleńkiego rozczarowania trwał mniej więcej do... 500 strony. Jest mi naprawdę bardzo przykro, że musiałam czekać tak długo na rozwój akcji, bo gdyby od samego początku porwała mnie ona tak, jak stało się to później, mielibyśmy niekwestionowaną kandydatkę na najlepszą książkę roku. Ale jeszcze zanim przejdziemy do zachwytów... Po lekturze Dworu cierni i róż byłam w znacznie mniejszym, w porównaniu do zwolenników Rhysa, kręgu wielbicieli Tamlina. Naprawdę dziwiłam się tym, którzy zachwycali się Księciem Nocy, a Tamlin wydawał mi się doskonały, warty całej walki i poświęcenia, jakie wykonała dla niego Feyra. Ale w drugim tomie serii bohaterowie się zmienili. Tamlin stał się nieczułym i apodyktycznym draniem, w którym ciężko było ujrzeć czarującego Księcia Wiosny. Feyra, zapewne przez przebywanie w zamknięciu, chwilowo utraciła swoją wolę walki i butność. Na samym początku czułam więc tylko głęboką irytację zachowaniem Tamlina i ogromne współczucie dla Feyry. W takiej sytuacji nie wiedziałam już kogo lubić, a kogo nie. W dodatku pojawił się tajemniczy Rhysand, który tak mnie ostatnim razem irytował... Zdecydowana większość czytelników była pod ogromnym wrażeniem bohaterów, a przede wszystkim Rhysa. A ja, owszem, kiedy już przyzwyczaiłam się do nowego porządku wśród bohaterów (w końcu miałam na to ponad 700 stron, nie?), to zaczęłam zauważać wiele ich znakomitych cech. Feyra znów dała pokaz niezwykłej waleczności i po raz kolejny udowodniła, że jest gotowa poświęcić wszystko dla tych, których kocha. Rhysand okazał się dużo głębszą i bardziej złożoną postacią niż się spodziewałam. Pełen mroku, pełen tajemnic, z ogromem dobra skrywanego pod maską złego księcia. Każde z osobna - Feyra i Rhys - zrobili na mnie ogromne wrażenie. Ale oboje razem? Już niekoniecznie. Za każdym razem, kiedy wyobrażałam sobie Feyrę i Rhysanda razem, jako władców Dworu Nocy, coś mi nie grało. Czy ktokolwiek miał podobne odczucia? Teraz czas w końcu, aby posypały się pochwały. Racja, pierwsze 500(!) stron mnie nie powaliło, ale kolejne 250 zrobiło to znakomicie. Aż tak, że jestem gotowa wybaczyć autorce niemrawy początek, bo druga część książki była po prostu zachwycająca. Sarah J. Maas ma to do siebie, że potrafi zaskakiwać. Jakiekolwiek wcześniejsze przewidzenie losów bohaterów jest w zasadzie niemożliwe, pisarka zwyczajnie rzuca nam w twarz zapierającymi dech w piersiach wydarzeniami. Chyba najgorszymi rzeczami w książkach są przewidywalność i mało wyraziste postacie, ale żadnej z nich nie znajdziecie w Dworze mgieł i furii. Nie mogę się jeszcze nazwać znawczynią twórczości Sarah J. Maas, bo jej Szklany Tron stoi nietknięty na mojej półce, ale za każdym razem, kiedy zbliżam się do końca książki jej autorstwa, pochłania ona cały mój świat i odwraca uwagę od rzeczywistości. Dosłownie, kiedy czytam czy to Dwór cierni i róż, czy Dwór mgieł i furii, mogłabym nie oddychać, nie spać i nie jeść (co jest zdecydowanie najtrudniejsze!), dopóki nie dotrę do ostatniego słowa tej historii. Czy tom drugi przebił poziomem tom pierwszy? Nie sądzę. Dwór cierni i róż wprowadził mnie w magiczny świat fae i stał się jedną z najlepszych książek zeszłego roku. Jego kontynuacja miała momenty gorsze i lepsze, co nieco zaważyło na mojej ocenie. Ale nie zapominajmy, że w dalszym ciągu jest to powieść absolutnie fenomenalna! Ta książka ma w sobie wszystko, czego poszukuje spragniony czytelnik: wyraziści bohaterowie, mroczne charaktery, walka światów, a nawet wątek romantyczny (który wprawdzie mnie nie przekonał, ale tak, istniał). Sarah J. Maas nie rozczarow
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
05-09-2018 o godz 16:39 przez: Malinka94
Znacie na pewno serię Sary J. Maas „Szklany tron”, której grubość z każdym tomem jest coraz bliższa tysiąca stron. Równolegle autorka rozpoczęła nową serię opartą na baśni o „Pięknej i Bestii”, zatytułowaną „Dwór cierni i róż”. Jako że lubię Sarę J. Maas, to grubo ponad rok temu sięgnęłam po pierwszy tom. Pochłonęłam ją w dwa dni, bo nie sposób było się oderwać! Natomiast teraz, dzięki wydawnictwu Uroboros, miałam okazję przeczytać drugi tom„Dwór mgieł i furii”. Z racji tego, że jest to drugi tom, to mogą pojawić się spoilery, które mogą zaburzyć niektórym lepszy odbiór podczas czytania, dlatego może lepiej, aby osoby, które tom pierwszy mają jeszcze przed sobą, na tym etapie zakończyły czytać 😉 A więc dobrze… w świecie Prythianu jest podział na krainę ludzi i fae. Krainy fae dzielą się na dwory i każdy dwór jest rządzony przez potężne książęta. Dzieli ich magiczny mur, który oddziela dwie nastawione do siebie niechętnie rasy. W pierwszym tomie, młoda dziewczyna imieniem Feyra zabija przez przypadek fae, przez co książę Dworu Wiosny, Tamlin, przybywa, by odebrać dług. Życie za życie. Tym oto sposobem Feyra trafia do magicznego świata pełnego magii, rytuałów i sekretów a wszystko to pod coraz bardziej mroczną wizją wojny. Feyra poznaje Rhysanda, księcia Dworu Nocy, trafia pod górę, gdzie okrutna królowa daje jej na pozór niemożliwe do wykonania zadania, a ostatecznie główna bohaterka w wyniku przebiegu wydarzeń staje się fae. Tak w skrócie można opisać „Dwór cierni i róż”. W „Dworze mgieł i furii” wydawać by się mogło, że życie, jakie zaczyna wieść Feyra u boku Tamlina jest szczęśliwe i spokojne. Uczy się ona mocy, które posiadła, jako nieśmiertelna istota. Do czasu aż Rhysand nie zaczyna upominać się o spełnienie warunków umowy, jakie zawarła z księciem Dworu Nocy, by jeden tydzień w miesiącu spędzać w jego włościach. Nie wiem jak Wam, ale mnie to zaciąga trochę mitem o Persefonie w nieco innej wersji. Ponad siedmiuset stronicowa książka opisuje zmagania bohaterów, by zdobyć dwie części magicznego artefaktu, który może odmienić los i zaprzestać wojny z Hybernią (wrogie państwo znajdujące się na wyspie i które chce pozamiatać cały Prythian) nim jeszcze na dobre się zacznie. Porównując oba pierwsze tomy, to mają w moim odczuciu podobny schemat. Długo, długo nic się nie dzieje, żeby na ostatnich kilkudziesięciu stronach zrzucić taką bombę, że ja pierdzielę! Co tam się działo na końcu…. To po prostu było amazing! Sarah J. Maas z pewnością umie budować napięcie, choć niestety przez większość książki były tylko dialogi, które równie dobrze można by pominąć. Lub po prostu podzielić na dwa mniejsze tomy. Oczywiście chodzi mi o książkę, nie dialogi. Sama końcówka sprawia, że chce się więcej, chce się bardziej i choć bardzo, ale to bardzo przypominała mi to, co działo się pod koniec „Imperium burz”, czyli piątego tomu „Szklanego tronu”, to wszystko zostało podane nieco inaczej. No ja nie mogę, do tej pory nie umiem przestać myśleć o tym, co tam się stało! W „Dworze mgieł i furii” Feyra trafia na Dwór Nocy i tam poznaje kilkoro nowych bohaterów, z których najbardziej polubiłam Amrenę i Mor – dwie silne kobiety, które wiele przeszły, ale mimo to potrafią się jeszcze cieszyć i uśmiechać. Co do głównej bohaterki to… jest potężna, to nie ulega żadnym wątpliwościom, ale coś mi w niej mimo wszystko nie pasuje. Owszem, kocha swój nowy lud, swoją nową rasę, ale jednocześnie kocha śmiertelne siostry, które zostały gdzieś tam, w świecie śmiertelników. A jednak… nie pasuje mi to, jak zaczyna patrzeć na siebie w zadufany sposób, no bo „hej… mam potężne moce, wszystko jest moje, wszystko spalę, buahahahah…”. Żeby nie było niedomówień, to nie jest cytat z książki. Feyra rozwija się pod wieloma względami, tak jak i Tamlin, którego może nie ma przez większość powieści, ale to, co na końcu… pisałam już, że końcówka wymiata? Aż się lekko boję, co będzie w „Dworze skrzydeł i zguby”! Pamiętając ten szał na dwory i określanie się, czy jest się team Rhysand czy team Tamlin, przyznam szczerze, że od początku nie byłam przekonana do pierwszego. Każdy z bohaterów tak naprawdę ma swoje marzenia i lęki, a także pewne powinności wobec innych i stara się je jak najlepiej wypełnić, ale nie zawsze obrana droga okazuje się tą właściwą. Dwory to właśnie pokazują, że nie zawsze miłość leczy, ale też potrafi niszczyć. I to wszystko, tak po prostu, jak leci. Destrukcyjna miłość spalająca świat. Nikt nie jest tak do końca dobry i święty, ale czasem trzeba zrobić coś złego i powszechnie piętnowanego, by w ostatecznym rozrachunku wszystko wróciło na swoje miejsce i zapanował błogi spokój. Sarah J. Maas potrafi wyważyć tok książki, by coś się działo, ale w ostatnim czasie mam wrażenie, że już idzie na ilość, nie na jakość. I jak najgrubsza książka jest najlepszą opcją. Osobiście wolałabym, aby książki były nieco krótsze, albo podzielone na dwa mniejsze tomy, by było poręczniej czytać. Nieraz narzekałam na niewygodne trzymanie, a przecież grzbietu ni
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
29-04-2017 o godz 18:12 przez: Magdalena Mrózek
Sarah J. Maas odkryła żyłę złota - retellingi. Ludzie kochają baśnie i mity. Czytają je wielokrotnie i zastanawiają się jak wydarzenia w nich opisane mogłoby wyglądać w innych realiach. To nieskończony pokład inspiracji na książek, z którego warto korzystać. W pierwszej części serii Dworu cierni i róż autorka postawiła na baśń o Pięknej i Bestii. Jednak w kolejnej zrobiła coś czego kompletnie się nie spodziewałam. Połączyła historię zakochanych z mitem o Persefonie i Hadesie. Sam pomysł na książkę jest czymś naprawdę niezwykłym. Jednak nic nie jest idealne i mam małe zażalenia co do wykonania. Opisanie o czym jest ta część bez jakiegokolwiek spoileru do poprzedniego tomu jest chyba niemożliwe, albo po prostu ja tego nie potrafię. Zdecydowałam więc, że to co mam w zwyczaju nazywać “recenzjami”, już nawet w minimalnym stopniu nie będzie się odnosić do definicji tego słowa. Napiszę więc bardzo luźną opinie o tej książce, która będzie zawierać jedynie odczucia i mgliste nawiązania do fabuły. Osobom, które nie czytały jeszcze tej serii - a planują - radzę żeby unikały tekstów o Dworze mgieł i furii jak ognia. Jednak zacznijmy od początku. Chyba wszyscy znają historię Persefony? W skrócie chodzi o to, że dziewczyna zostaje porwana przez Hadesa, a jej matka rusza dziewczynie na pomoc. Udaje jej się to, jednak jest jeden warunek - jej córka nie może zjeść nic z świata podziemnego. Niestety na pożegnanie kosztuje owoc granatu. Sprawia to, że każde sześć miesięcy roku musi spędzać z Hadesem w jego królestwie. Autorka ma talent do wplatania baśni i mitów do swoich książek, jednak nie robi tego dosłownie. Mamy lekkie inspiracjd, ale tak naprawdę nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka. Kształtuje je w taki sposób, że mamy wrażenie jakby były stworzone dla tej serii. Tak jak w pierwszym tomie miałam wiele zażaleń do skonstruowanego wątku opartego na baśni, tak w tym mogę jedynie powiedzieć, że było to coś genialnego. Nie spodziewałam się, że tak to się rozwinie i z każdą stroną byłam pod jeszcze większym podziwem. Do tradycyjnej historii, o której uczymy się w szkołach, dodała fae, magię i tajemniczego, mrocznego księcia ciemności. Jeśli to was nie zachęca do tej książki, to chyba nie polubicie twórczości Maas. W tym tomie zmienia się sceneria i mamy okazję poznać inne zakamarki Prythian. Jeśli uważaliście, że Dwór Wiosny jest piękny, idealny i ogólnie najlepszy, to czeka was miła niespodzianka. Jest on jedynie namiastką świata pełnego magii, niezwykłych istot i intryg stworzonego przez Maas. Każdy kolejny zakamarek królestwa, który ukazuje się nam z kolejnymi rozdziałami, jest czymś całkowcie innym. Każdy ród Fae ma też swoje tradycje i tajemnice, którym chcemy przyjrzeć się z bliska. Myślę, że kreacja świata to jedna z największych plusów tej serii. Mam wątpliwości do niektórych scen, czy bohaterów, ale nie mam kompletnie nic negatywnego do powiedzenia na temat tła wydarzeń. Mówiąc o wątpliwościach co do bohaterów, to w tej części wydarzyło się coś czego nadal nie mogę zrozumieć. Charakter jednego z bohaterów został całkowicie zmieniony. To tak jakbyśmy w poprzedniej części mieli dobrego bliźniaka, a w drugiej nagle został on podmieniony na swojego złego sobowtóra. Rozumiem, że wydarzenia, który miały miejsce w tej historii mogły jakoś na niego wpłynąć, ale nie aż tak. W moim odczuciu wygląda to tak, że autorka potrzebowała złego charakteru i wylosowała jego, bo w sumie pasuje. Nie darzyłam tej postaci wielką miłością, ale za to jak go potraktowano mam ochotę napisać bardzo niemiłego maila do autorki. Kolejną męczącą postacią była Feyra - czyli główna bohaterka książki. Tak jak i w przypadku wielu bohaterów, ona również wiele przeżyła co sprawiło, że musiało się to odbić na jej osobowości. Jednak na początku książki była ona męcząca i irytująca. Z dzielnej kobiety, Maas stworzyła jęczące kluchy, które nie mają własnego zdania. Na szczęście dość szybko Feyra wraca do siebie, bo nigdy nie spotkałam tak źle skonstruowanej cierpiącej bohaterki. Jednak spokojnie, ta książka to nie tylko Feyra. W Dworze mgieł i furii pojawia się wiele nowych postaci. Każda z nich opowiada swoją własną historię i zostaje porządnie opisana. Nie są tylko tłem dla akcji, ale to oni ją tworzą. Do tego pojawia się wiele interesujących faktów o bohaterach, których znamy z poprzedniego tomu. Tworzy to ciekawe zestawienie. Z jednej strony widzimy jak postacie chcą być widziane, a z drugiej to co nimi kieruje i jacy są naprawdę. Do tego mamy wgląd w to jak wydarzenia, które zawładnęły krainą, ukazało ich najlepsze i najgorsze cechy. Co do samej fabuły, mogę powiedzieć wam jedno - nie będzie się nudzić. Tak jak wspomniałam, tym razem zmienia się wielokrotnie tło akcji, co samo w sobie jest niezwykle interesujące. Poznajemy lepiej cały świat i prawa nim rządzące. Jest też wyjaśnione wiele kwestii, który były rzucone mimochodem w poprzednim tomie. Może nie ma w niej wiele akcji, ale gdy już coś zaczyna się dziać to nie można oderwać się od k
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-09-2017 o godz 18:32 przez: Danuta Ciesielska
Czytając pierwszy tom byłam zachwycona. Sądziłam, że już nic tego nie pobije. O matko w jakim ja byłam błędzie! Drugi tom roztrzaskał moje serce na milion kawałków. Jest jeszcze lepszy od pierwszego! Nie wiem jak to możliwe, ale jest. To jest ten typ książki, którą czytam z zapartym tchem, a po jej skończeniu cały czas o niej myślę. Dosłownie CAŁY CZAS. Ostrzegam, że w tej opinii mogą pojawić się małe spojlery, więc czytacie na własną odpowiedzialność. Czy muszę opowiadać, o czym jest pierwszy tom? Nie, chyba nie muszę. Skoro kliknęliście w tę opinię, to znaczy, że macie go już za sobą. W tej części pewnie spodziewacie się bajkowego związku Feyry i Tamlina. No niestety od bajkowego trochę on odstaje. Już wam wszystko tłumaczę. Po wydarzeniach pod Górą życie tej dwójki kręci się wokół planowania ślubu, łóżkowych przygód i innych przesłodzonych rzeczach. Wydawać by się mogło, że to życie jak ze snu, ale realia jednak są trochę inne. Tamlin tłamsi Feyre. Nie rozmawia z nią o tym co przeżyła. Nie widzi tego, że ona się zmieniła i może zadbać sama o siebie. Ogranicza jej swobodę, twierdząc, że to wszystko dla jej bezpieczeństwa. Dziewczyna wytrzymuje to, bo w końcu czego nie zrobi się w imię miłości. W dzień, który miał przypieczętować jej związek z księciem Dworu Wiosny wydarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Rhysand domaga się wypełnienia przez Feyre jej części umowy. No prawdziwy cham! Wbijać się i niszczyć jeden z najważniejszych dni w jej życiu to już przesada, co nie? A może jednak jest inaczej? Może pojawił się tam, bo wiedział, że ona go potrzebuje? Ale po co, by miała go potrzebować, skoro obok niej stoi jej życiowa miłość? Bo to jest jej miłość, prawda? No cóż, o tym przekonacie się sami czytając. Tak jak myślicie, Feyra związana umową trafia na Dwór Nocy, który okazuje się całkiem inny niż się spodziewała. Okej, postarałam się opowiedzieć to pokrótce, ale nie wiem, czy w pełni dałam radę. Uwierzcie mi, że w tej książce dzieje się o wiele, wiele więcej niż tylko zwykły romans. Choć przyznaję, że właśnie za ten romans ją pokochałam. Chyba już każdy wie, że Feyra będzie z Rhysem, co nie? Ja wiedziałam zanim zabrałam się za dwory. No cóż, ludzie w internecie nie szczędzą spojlerów. Ale wracając do rzeczy- ich związek to cudo! Po pierwszej części lubiłam Tamlina i nie wyobrażałam sobie, że ona zostawi go dla innego. Nie rozumiałam, dlaczego porzuci taką cudowną miłość na rzecz związku z jakimś tam księciem Dworu Nocy. Po przeczytaniu drugiej części, zrozumiałam, że to wcale nie była miłość. Sama Feyra powiedziała, że pokochała pierwszego mężczyznę, który okazał jej trochę uczucia. Prawdziwa miłość spotkała ją dopiero na Dworze Nocy. Tam miała swobodą, Rhys liczył się z jej zdaniem i był w stosunku co do niej wyrozumiały. Nawet nie wiecie, jaką przyjemność sprawiało mi obserwowanie jak ta dwójka powoli zbliża się do siebie. Nie było to tak, że w jednym rozdziale kochała Tamlina, a w drugim już kochała kogoś innego. Nie, nie. To toczyło się powoli. Na ich wspólny moment trochę się naczekałam. Pamiętacie w jaki sposób Feyra stała się Fae? Oj jestem pewna, że tak. A wiecie, ze właśnie za sprawą tego sposobu zyskała ona też kilka mocy? Nie powiem wam jakich, bo nie chcę odbierać wam całej radości z czytania. Ale tak, zyskała ona moce i to całkiem potężne. W sumie tak trochę do przewidzenia było to, że nie będzie ona zwykłą Fae. Nie muszę chyba pisać, kto pomoże jej je rozwinąć. Domyślcie się. Jestem pewna, że także pamiętacie króla Hyberii, co nie? W tej części pojawi się on znowu i bardzo namiesza. Niestety nie tak łatwo pokonać księcia Nocy i jego przyjaciół. Tak, przyjaciół. Nie świtę, nie żołnierzy, ale przyjaciół. W porównaniu do Tamlina, Rhys potrafi być kimś innym niż tylko księciem. O tym także z chęcią opowiedziałabym więcej, no ale niestety nie mogę, a raczej nie chcę. Teraz napisze kilka słów o końcówce, która roztrzaskała moje serce. Kto w taki sposób kończy książkę?! No kto?! Nie spodziewałam się tego kompletnie. Dzięki wcześniejszym spojerom wiedziałam, że coś takiego ma się wydarzyć, ale nie wiedziałam, że dojdzie do tego w takim momencie. Spodziewałam się, całej sceny poświęconej temu, ale nie. Nie było opisu jak potoczyło się to wydarzenie. Po prostu informacja o tym, że już do tego doszło została rzucona na sam koniec. Wiem, że pewnie czytając to, nie macie zielonego pojęcia o czym piszę, więc za to bardzo przepraszam. Muszę gdzieś wylać wszystkie swoje gorzkie żale. Bardzo, ale to bardzo korci mnie, żeby wstawić wam mój ulubiony, końcowy cytat, ale no kochani musicie sami się ruszyć, przeczytać i zobaczyć o co mi chodzi. Powiem wam tak- czytajcie Dwory! Jeśli zniechęciliście się po pierwszej części, a wiem, że było kilka takich osób, to i tak sięgnijcie po "Dwór Mgieł i Furii". Na prawdę warto. Kocham Dwory, kocham Maas, kocham Rhysa i kocham Cassiana. Ha! Pewnie teraz zastanawiacie się, kim jest ten cały Cassian, co nie? Macie pecha, bo wam nie powiem. Czytajcie!!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-05-2017 o godz 22:35 przez: Bookish Madeleine
Kiedy za granicą ukazał się „Dwór cierni i róż”, byłam przekonana, że jest to typowa jednotomowa powieść, napisana przez Maas jako odskocznia od „Szklanego tronu”. Zaskoczyła mnie więc informacja, że planowane jest wydanie kontynuacji i szczerze mówiąc początkowo nie zamierzałam po nią sięgnąć. ACOTAR spodobał mi się, ale nie była to książka, w której się zakochałam i którą zakwalifikowałabym do grona tych najbardziej fenomenalnych. Kiedy jednak za granicą zaczęły się pojawiać tysiące opinii pełnych ochów i achów na temat „Dworu mgieł i furii” zdecydowałam się go przeczytać z czystej ciekawości, żeby dowiedzieć się, o co tyle szumu. Bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo już od pierwszych stron wciągnęłam się w dalsze losy Feyry. A po połowie byłam już całkowicie zakochana w tej książce i wiedziałam, że będzie ona jedną z tych najlepszych. Najlepszym elementem ACOMAFU są z całą pewnością bohaterowie. Jeśli czytaliście którąś z powieści Sary J. Maas to wiecie, jaki typ postaci ta autorka najczęściej kreuje w swoich książkach. I o ile nie jestem przekonana do niektórych z serii „Szklany tron”, to w „Dworze mgieł i furii” sytuacja ma się zupełnie inaczej. Nie mogę powiedzieć, że ich wszystkich pokochałam, bo w przypadku części bohaterów po prostu nie da się tego zrobić, ale tych, którzy w tej powieści grają najważniejszą rolę uwielbiam. Muszę tu szczególnie wspomnieć o Feyrze, która przeszła wyraźną przemianę i stała się w końcu silna, odważna i niezależna. Co najważniejsze – przestała mnie irytować, jak to momentami bywało podczas czytania pierwszej części. Jej postać została ciekawie skonstruowana, posiada zarówno wady jak i zalety, przez co wydaje się bardziej realna. Próbuje walczyć ze swoimi słabościami, z nawracającymi ją koszmarami i wyrzutami sumienia. Nie jest też – jak to często bywa w literaturze tego typu – niepokonaną bohaterką, która mimo braku treningu potrafi pokonać wszystko i wszystkich, tym samym ratując świat. Feyra kształtuje swój charakter, sposób myślenia, uczy się nowych rzeczy i to wszystko zajmuje jej czas, tak, jak ma to miejsce w rzeczywistości. Już za samo takie pokierowanie fabuły na początku autorka zyskała sobie u mnie dużego plusa, a potem było jeszcze lepiej! Uwielbiam też Sarę J. Maas za resztę bohaterów, którzy pojawiają się w tej książce. Mamy tu do czynienia z grupą zupełnie nieznanych nam wcześniej postaci, odgrywających w „Dworze mgieł i furii” dość ważną rolę (wewnętrzny krąg <3). Kocham ich za tę różnorodność, siłę charakteru i poczucie humoru, które często w trakcie lektury wywoływało uśmiech na mojej twarzy. W tej części lepiej poznajemy też osoby, o których wcześniej zbyt dużo nie wiedzieliśmy. Ich historia (mówię tu m.in o Rhysandzie <3) staje się pełniejsza i bardziej klarowana. Dowiadujemy się wiele nowych faktów i jesteśmy w stanie porównać informacje na ich temat z kilku różnych źródeł. W porównaniu do pierwszej części, największą różnicę można dostrzec analizując świat przedstawiony w obu powieściach. W „Dworze cierni i róż” większość wydarzeń miała miejsce na Dworze Wiosny i to tę krainę poznaliśmy. W drugim tomie zagłębiamy się o wiele dalej w głąb Prythianu i odwiedzamy inne, nowe tereny. Okazuje się, że miejsce akcji pierwszej części było tylko małą częścią tego, co przygotowała dla nas autorka w tej serii. ACOMAF pod tym względem znacznie góruje nad poprzednikiem. W trakcie akcji książki podróżujemy po całym kontynencie, co niebywale przypadło mi do gustu. Liczę na to, że w następnej części poznamy kolejne ciekawe miejsca, bo coś czuję, że ta kraina ma bardzo dużo do zaoferowania <3 ACOMAF niesamowicie wciaga. Już od pierwszego rozdziału prawdziwie wczułam się w historię i przeczytanie tej liczącej ponad 750 stron powieści nie zajęło mi dużo czasu. Strony praktycznie przewracały się same 🙂 W każdym rozdziale tej książki coś się dzieje, nie ma miejsca na nudę. Pod koniec autorka swoim zwyczajem funduje czytelnikom emocjonalny rollercoaster, po którym naprawdę trudno było mi się pozbierać. Jedynym, czego pragnęłam po skończeniu lektury, była kontynuacja, na którą niestety tak długo przyjdzie nam czekać… „Dwór mgieł i furii” to powieść, która całkowicie podbiła moje serce. Uwielbiam każdy jest aspekt. Zarówno nieprzewidywalna fabuła, jak i charyzmatyczni bohaterowie i świat wykreowany przez autorkę to po prostu cuda <3. Zaliczam tę książkę do grona moich ulubionych, tak samo, jak całą serię. Wydaje mi się, że to jedna z najlepszych młodzieżowych fantasy ostatnich lat. Niezależnie od tego, czy lubicie taką literaturę, czy sięgacie po nią tylko okazjonalnie: „Dwór mgieł i furii” Sary J. Maas to powieść, którą polecam każdemu niezależnie od preferencji czytelniczych. Jest tu wszystko, o czym tylko może marzyć czytelnik: duża ilość intryg, nieoczywista akcja i bardzo dobrze napisany wątek romantyczny, który jednak nie gra w całości głównej roli. Jak dla mnie – książka idealna <3 Recenzja pochodzi z bloga readwithpassion.it27.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-06-2020 o godz 15:37 przez: Girl-from-Stars
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2020/06/304-sarah-j-maas-dwor-mgie-i-furii.html „Dwór mgieł i furii” zaczęłam czytać już jakiś czas temu. Przyznaję, początkowo szło mi dość opornie. Chyba nigdy nie miałam do czynienia z takim literackim klockiem. Miałam dziwne przeczucie, że będę czytać tą książkę miesiącami. Suma Summarum tak było, gdyż często przerywałam sobie lekturę II części dworów i sięgałam w międzyczasie po inną powieść. Zazwyczaj tak nie robię, ale tym razem natłok stron w jakimś stopniu mnie przerastał. Mieszane uczucia i pewnego rodzaju obawy wobec tego tomu, wywołały u mnie różne opinie na temat tej powieści. Z tego co zauważyłam, to albo się kocha tą część albo się jej nienawidzi… Już teraz śmiało mogę przyznać, że należę do tej pierwszej grupy. Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie. Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeństwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić? Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie. JAKIE TO BYŁO DOBRE. „Dwór cierni i róż” bardzo mi się spodobał i zapewne byłabym skłonna dać I części dziesięć punktów, jednak jeden z najważniejszych wątków w historii kompletnie do mnie nie przemówił. Chodzi mi o wątek romantyczny. Kompletnie nie rozumiałam skąd nagle wzięła się ta chemia między Tamlinem a Feyrą. Jeśli „Dwór cierni i róż” uznałam za bardzo dobrą książkę, to „Dwór mgieł i furii” mogę nazwać rewelacyjną. Jak dla mnie wszystko w tej książce było lepsze. Począwszy na ciekawszych bohaterach, bardziej intrygującej fabule, mniej irytującej Feyry, no i oczywiście dużo, DUŻO WIĘCEJ RHYSA. Rhys to w moim odczuciu bohater na wagę złota. Takiej właśnie postaci brakowało mi w pierwszej części. W porównaniu z mdłym i nijakim Tamlinem, Książę Dworu Nocy jest charyzmatyczny, ma ciekawą osobowość. Dodatkowo, jego relacja z główną bohaterką była świetnie poprowadzona. Powoli, bez zbędnego przyspieszania. Z zapartym tchem czeka się rozwoju wydarzeń między tą dwójką. W drugiej części widoczna jest duża przemiana Feyry. Dziewczyna musi poradzić sobie psychicznie z tym, co przeszła pod Górą. Bardzo spodobało mi się to, że autorka nie zamiotła pod dywan tego co się wydarzyło w tomie poprzednim i pokazała tą wewnętrzną walkę bohaterki. Pozostali bohaterowie, czyli Azriel, Mor, Amrena i Kasjan nadali odpowiednich barw tej historii. Mam jednak trochę niedosyt, gdyż nie wiele dowiedziałam się np. o Amrenie. Pozostaje mieć nadzieję, że w trzeciej części dowiem się czegoś więcej. Bo ta postać z pewnością zasługuje na więcej uwagi (pozostali w sumie też). Sam początek rozwijał się powoli, choć nie na tyle, bym była znudzona tą historią. Jednak gdzieś od połowy książki fabuła rozkręciła się na dobre. A to, co autorka przedstawiła w zakończeniu? Wow. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Ta część jest zupełnie inna od pierwszej. Być może dlatego, że czytelnik ma wgląd do innego królestwa. Nie zmienia to jednak faktu, że obie części są ze sobą spójne. Ostatnie rozdziały „Dworu mgieł i furii” stanowiły idealną klamrę wieńczącą oba te tomy. Dostajemy w niej odpowiedzi na pytanie, które z pewnością większość z Was miała w głowie po lekturze I części. Autorka rzuca nowe światło na wydarzenia zawarte w poprzednim tomie, tworząc logiczną całość, którą mnie po prostu kupiła. Podsumowując te moje wywody, „Dwór mgieł i furii” bije o głowę „Dwór cierni i róż”. Jestem zachwycona tym tomem i mam ogromną nadzieję, że autorka zachowała ten sam poziom w tomie trzecim. Polecam gorąco! Moja ocena: 10/10
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-04-2018 o godz 19:13 przez: Laurie
http://zniewolone-trescia.blogspot.com Będę szczera. Wiele rzeczy nie podoba mi się tym tomie, naprawdę. Przez kilka dni od zakończenia lektury nie mogłam zebrać się do recenzji, żeby nie bluzgać pod adresem pani Maas, która chyba uwielbia bawić się emocjami czytelników i doprowadzać ich do furii. Feyra ma prawo na początku stać się ciepłymi kluchami. Naprawdę jej to wszystko wybaczam, bo przeżyła coś, na co nie była przygotowana. Wątpię, czy się da przygotować na coś takiego. Tylko z traumą też należy walczyć, a nie pozostać do końca życia w łóżku i płakać nad swym losem. Tego u głównego bohatera nie chcemy widzieć. Zastanawiam się jednak, jak Feyra miała doprowadzić się do porządku bez odpowiednich narzędzi. I jak przewracałam oczami, gdy tylko pojawił się Rhys, tak jestem mu wdzięczna za dostarczenie tych narzędzi, bo Feyra naprawdę przechodzi przemianę w tym tomie. Przyjemnie się patrzy na to, jak powolutku się podnosi i odnajduje siłę do życia, choć nie ze wszystkimi jej decyzjami potrafię się pogodzić. Równie wiele byłam w stanie wybaczyć Tamlinowi. Wiem, co zaraz mi powiecie, ale ja mu naprawdę współczułam. Nie mam pojęcia, co czuje się, widząc, jak ginie ukochana osoba, którą się później cudem odzyskuje. Naprawdę nie chcę sobie tego wyobrażać, ale wcale się Tamlinowi nie dziwiłam, że chce zamknąć Feyrę w złotej klatce. Popełniał przy tym naprawdę głupie błędy. Ba! byłam zła, gdy zamknął ją w domu, ale to też chciałam mu przebaczyć. Do ostatnich rozdziałów. Końcówka powieści tak mnie rozwaliła od środka, że do tej pory szlag mnie trafia, jak sobie pomyślę, jak głupi jest Tamlin. No to się w głowie nie mieści. To ja przed ponad siedemset stron mu współczułam i zgrzytałam zębami na Rhysa, żeby Tamlin wywinął taki numer? No co za... Chociaż Lucien też nie był lepszy. W pierwszym tomie wydawało mi się, że ma nieco więcej charakteru, a tu kolejny zawód. Ja naprawdę rozumiem wierność przełożonemu, tudzież władcy, ale to zakładanie klapek na oczy, kiedy widzi, co złego dzieje się na Dworze Wiosny, jest naprawdę szczytem nieodpowiedzialności i zwykłym chamstwem. Już nawet pomijając sytuację Feyry, to przecież chodzi o los miejsca, w którym znalazł dom. Z Rhysem też mam problem. Na początku strasznie go nie znosiłam, choć nie mogę powiedzieć, że w wielu przypadkach nie miał racji. Czułam jednak do niego czystą antypatię, podejrzewałam o działanie tylko we własnym interesie – poniekąd tak jest jednak – a wręcz na złość Tamlinowi. Jednak po lekturze całej powieści nie powiem, że to zły bohater. Wiele jego cech mnie do niego częściowo przekonało, jego interakcje z Feyrą czytało się świetnie, ale wciąż nie powiem z czystym sumieniem, że go lubię. Pamiętacie, co mówiłam o Raidenie z „Wyspy Mgieł”? Rhys to też taki bohater, którego nie wiem, czy trzepnąć przez łeb czy jednak przytulić. Jednak nowy tom, to też nowe postacie. I jest ich tu całkiem sporo. Ianthy od początku nie lubiłam i tu moje przewidywania się sprawdziły w stu procentach. Brakowało tylko, żeby się Tamlinowi do łóżka wpakowała. Za to pokochałam członków Dworu Snów. Wszystkich. Są tak cudowni, kochani i rozbrajający, że chętnie ich odbiorę Rhysowi. Sarah J. Maas stworzyła bandę indywiduów, których nie sposób nie polubić, choć mogą zdawać się na początku dość typowymi przedstawicielami Dworu Nocy. Nie każcie mi wybierać, które z nich pokochałam najbardziej, bo nie potrafię wybrać. Fabularnie i stylowo „Dwór Mgieł i Furii” stoi na bardzo wysokim poziomie. Ciężko było mi się oderwać choćby na chwilę, w wielu miejscach wybuchałam gromkim śmiechem, np. kiedy Rhys dostaje w łeb pantoflem od Feyry – ta scena wygrywa wszystko – zaciskałam zęby ze zdenerwowania czy czułam smutek, widząc, jak bohaterowie przegrywają sami ze sobą. Muszę też pochwalić panią Maas za sceny erotyczne, które są naprawdę ładnie napisane. Nie powiem, że nie działają na wyobraźnię, ale są odpowiednio wyważone i czyta się je z przyjemnością. Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać o „Dworze Mgieł i Furii”. Chyba to, że cieszę się, że pomimo, iż mam książkę od jej polskiej premiery, zabrałam się za nią dopiero bliżej planowanej premiery trzeciego tomu. Choć mam poważne obawy, czy zdzierżę szaleństwo Tamlina. „Dwór Mgieł i Furii” jest udaną kontynuacją „Dworu Cierni i Róż”. Trzyma w napięciu od pierwszej strony do samego końca, wywołuje różne emocje i pozostawia niedosyt. Sarah J. Maas rozbija swoich bohaterów, by stworzyć ich na nowo, wprowadza też nowych, których można pokochać bądź znienawidzić całym sercem. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę doczekać się kontynuacji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-01-2017 o godz 21:54 przez: Dziewczyna z książkami
Każda baśń ma szczęśliwe zakończenie. Miłość oraz dobroć wygrywają, grzebiąc w przeszłości wszystko co złe i niegodziwe. Niegodziwcy upadają, książęta oraz księżniczki stają naprzeciw wspólnej, niewątpliwie wspaniałej przyszłości. Jednak, czy ktoś się zastanawiał co dzieje się po zakończeniu tej wzniosłej oraz szczęśliwej opowieści? Co jeśli nie jest już ona tak piękna, jak nam obiecywano? Co jeśli nikczemnicy wracają? Co jeśli nie oni są tymi, których należy się obawiać? No właśnie... co jeśli? Dawno, dawno temu, żyła Feyra - śmiertelna, która oddała życie w imię miłości. Jednak dzięki darowi siedmiu książąt, na nowo mogła spojrzeć na świat, jako nieśmiertelna - jedna z istot, które niegdyś, w innym świecie darzyła nienawiścią. Bajka zakończyła się szczęśliwie, lecz dała początek nowej opowieści - prawdziwej, mrocznej oraz pełnej bólu. Jeśli Dwór cierni i róż książką niezwykłą, jakie miano powinien otrzymać Dwór mgieł i furii, który nie tyle co dorównał poprzedniej części, co przewyższył ją o głowę a nawet dwie? Pamiętam zachwyt, jaki ogarnął mnie po zapoznaniu się z pierwszą częścią najnowszej serii Sarah J. Maas - był to piękny splot znanej całemu światu baśni oraz mrocznego, fantastycznego świata, którego kreacja zachwycała. Jednak kontynuacja tej opowieści sprawiła, iż odnalazłam pytanie na dręczące mnie od lat pytanie, dotyczące ulubionej książki autorki. Jest nią Dwór mgieł i furii, bezapelacyjnie, bezsprzecznie i nieodwołalnie. Podczas lektury, razem z bohaterami przemierzamy magiczny, a zarazem przerażający owoc wyobraźni autorki. Kroczymy jej meandrami, napotykając zarówno stworzenia rodem z koszmarów, jak i istoty będące ucieleśnieniem piękna oraz powabu. Odkrywamy pełną mroku, magii, niebezpieczeństw, tajemnic oraz namiętności historię, która niczym wir wciąga nas do swojego świata, nie pozwalając go opuścić nawet po odczytaniu ostatniego zdania. Ta książka przesiąknięta jest niepowtarzalnym klimatem, którego przedsmak, dane było nam poznać podczas lektury pierwszego tomu - części, która była dopiero początkiem, wstępem do prawdziwej, wyrwanej ze szpon baśni opowieści. W Dworze mgły i furii dowiadujemy się co dzieje się, po tym jak złoczyńcy zostają pokonani, a bohaterowie stawiają czoła mrocznej przeszłości oraz konsekwencjom swoich czynów... Bohaterowie w tej części wydają się przechodzić diametralną zmianę. Nie są już tymi samymi ludźmi, którymi byli przed wydarzeniami spod Góry. Czyni, których dokonali, ceny jakie zapłacili oraz obrazy, które ujrzeli nie znikają. Otaczają ich, atakując w najmniej odpowiednich momentach. Jakaś część ich zginęła, dając początek nowym obliczom. Największą zmianę czytelnik może zauważyć w zachowaniu głównej bohaterki, która z zakochanej, młodej dziewczyny stała się pewną, dojrzałą kobietą, gotową poświęcić wszystko dla bliskich jej osób. Jej zachowanie jest naturalniejsze - mimo uzyskanej nieśmiertelności, bitwy toczące się w jej wnętrzu są typowo ludzkie. Ewolucja Feyry, jej decyzje oraz zachowania poparte są rozsądnymi przemyśleniami. Łowczyni dostrzega świat takim jakim jest naprawdę, nareszcie odrzucając zniewalające ją ograniczenia. Niezwykłe krajobrazy Pyrthianu opisane przez autorkę przenoszą do innego świata. Zapełniają wyobraźnię oraz wzniecają marzenia dotyczące możliwości istnienia takich krain. Świat, który wykreowała Sarah J. Maas zachwycał już w części pierwszej, mimo ukazania jedynie jego kawałka. W tomie drugim wędrujemy po pozostałych Dworach, zaglądamy do mrożącego krew w żyłach więzienia, spotykając Rzeźbiącego w kościach oraz między innymi schodzimy do podziemi Dworu Nocy, zachwycając się bezgranicznością wyobraźni autorki. Wytworzyła ona bowiem wiele ciekawych wątków, do których może nawiązać w kolejnych tomach. Tyle miejsc, tyle postaci, tyle wątków, tyle możliwości. Rhysand. To jest moja ulubiona postać i myślę, że to nikogo czytającego tę serię wyznanie to nie zdziwi. Cała jego kreacja, poczucie humoru, historia z nim związana to mistrzostwo. Prawda jest taka, że zjawia się książę Dworu Nocy i kolokwialnie rzecz ujmując - kradnie całe show. Mimo, iż od dłuższego czasu uważałam, że wyszłam z okresu, w którym mogłam mieć taką obsesję na punkcie serii fantastycznej, to Rhysand, Feyra, cała historia pokazały mi jak bardzo się myliłam. Z tego się nie wyrasta. I Rhysandowi niech będą za to dzięki! A tumblerowi oraz innym stronom za masę fanartów, filmików oraz innych owoców obsesji społeczeństwa książkoholików na punkcie tej serii!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
1/5
29-10-2017 o godz 18:15 przez: Kamila Kaczmarska
Kto czytał moją recenzje pierwszego tomu ten wie, że bezapelacyjnie się w nim zakochałam. Obiecano mi, że drugi jest o niebo lepszy, więc siedziałam jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać, aż po niego sięgnę. I wiecie co? Czuję się oszukana. Po wydarzeniach pod Górą Feyra już nie jest taka sama. Jej dusza została złamana, a koszmary nie mają końca. Mogłoby się wydawać, że to już koniec, że wojna się skończyła. Ale ta prawdziwa dopiero nadchodzi. Tamlin próbuje ochronić Feyrę przed czymś, o czym nie chce jej powiedzieć, a ona sama odkrywa w sobie dary siedmiu książąt, którzy uratowali ją pod Górą. Trwają przygotowania do jej ślubu z Tamlinem, ale zdaje się, jakby wszystko obracało się przeciwko niej. W dodatku Rhysand, książę Dworu Nocy, upomina się o układ, jaki zawarł z Feyrą. Tydzień z każdego miesiąca. Tydzień, który zmieni wszystko. Słyszeliście kiedyś o Mary Sue? Czytaliście kiedyś opowiadanie lub książkę, gdzie bohaterka była tak nieznośna, że nie dało się czytać? To teraz weźcie Feyrę i pomnóżcie to razy dziesięć(i jeszcze raz). Z ludzkiej kobiety, którą byłam w stanie tolerować, która walczyła o swoją miłość, stała się nieśmiertelną kupką użalania się nad sobą, a później silną, bezlitosną i samowystarczalną paniusią. Z początku musiała wszystkim wszem wobec pokazać, jaka to ona jest załamana, a swoje błędy zwalać na innych. Potem nagle stała się silna i bezlitosna, i w ogóle bez kija nie podchodź, bo ona jest piękna i zgniecie cię w proch. Z początku broniła i rozumiała Tamlina, potem jednak o tym zapomniała i przeszła na Rhysa. Przepraszam, ale muszę: “Tamlin zbiera daninę od ludzi, którzy nie mają pieniędzy? Hurr durr, ty potworze! Rhysand łamie innym kości, bo mnie obrazili? Ojejku, on jest taki kochany”. Chyba nie muszę pisać, że logika już dawno naszą bohaterkę opuściła? Męczyłam tę książkę miesiąc, bo przez Feyrę co chwile się zatrzymywałam i odkładałam ją na bok, jej rozmyślania były tak żałosne, że nie dało się tego czytać. Nie zliczę, ile razy uderzyłam się w czoło i wywróciłam oczami. Zanim przejdę do kolejnych minusów, musicie wiedzieć jedno - nic nie pobije Feyry. Doceniłam nawet Americe z Rywalek. Okej, pożaliłam się na Feyrę, teraz pożalę się na akcję. A raczej jej brak. Poważnie, co tam się działo? Wielka zapowiedź równie wielkiej wojny, przygotowania, ćwiczenia, a sceny, kiedy naprawdę mogłam się wkręcić, mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. Bo bynajmniej nie na tym skupiła się autorka. Skupiła się za to na romansie Feyry i Rhysa - nie zrozumcie mnie źle, Rhys spodobał mi się w tej części, ale jeśli jest coś, czego naprawdę mocno nie lubię w książkach, to zastępowanie jednej postaci drugą. Z Tamlina, którego pozwoliła nam pokochać w pierwszej części, zrobiła wroga, by na jego miejsce mógł wskoczyć Rhysand. Pewna dziewczyna z Instagrama uświadomiła mi, że zachowania Tamlina i Feyry podchodzą pod chorobę psychiczną i właściwie się z nią zgadzam, bo to, co zrobiła z nimi Maas, z pewnością nie jest normalne. Nie rozumiałam ani trochę ich postępowań, bo nie dało się tego wytłumaczyć logicznie. Podczas czytania nie czułam nic, chyba że liczyć złość i zażenowanie. Ani trochę nie szło mi przyjemnie. Liczyłam na coś mocnego, na wartką akcję, na czym opadnie mi szczęka, a nie dostałam nic z tych rzeczy. Miałam wrażenie, jakbym czytała ckliwy romans zakrapiany złymi scenami erotycznymi. Ja rozumiem, że to fantastyka, ale sceny łóżkowe mogłyby choć trochę być mniej żenujące. Co chwile odwracałam okładkę i pytałam “To na pewno napisała Maas? Na pewno czytam tę samą książkę co wszyscy inni?”. Zwyczajnie mnie znudziła. Czy mimo tego były jakieś plusy? A i owszem, jedyna rzecz, dzięki której dobrnęłam do końca - postacie drugoplanowe. Przyjaciele Rhysa, książę Tarquin; dzięki nim ta książka nabierała kolorów. Przyjemniej czytało mi się ich dialogi, niż Feyry i Rhysa. Miałam wrażenie, jakby autorka do nich lepiej się przyłożyła, ich historie i dialogi były znacznie bardziej interesujące i budziły więcej emocji. I jeszcze jedna rzecz, którą muszę jej oddać, to myślenie daleko przyszłościowe. Sytuacje, które nie zostały wyjaśnione w pierwszym tomie, nabierają sensu w drugim i okazuje się, że Maas wszystko robiła specjalnie. Choć nie podobają mi się tego wyniki, to to doceniam. Z wielkim bólem serca i zawodem stawiam taką, a nie inną ocenę. Liczę na poprawę w trzecim tomie, choć już boję się o moje czoło.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
06-02-2017 o godz 11:03 przez: dobra.ksiazka
Gdy Feyra pokonała Aramanthę jej życie uległo zmianie. Zdjęcie klątwy z mieszkańców Prythianu sprawiło, że teraz uznawają ją za Wyzwolicielkę. Ponadto Tamlin, książę Dworu Wiosny poprosił ją o rękę i trwają wielkie przygotowania do zaślubin. Wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie to, że Feyra nigdy nie chciała takiego życia. Owszem, bardzo kocha swojego księcia, jednak okrutne doświadczenia go zmieniły i teraz chce ją przed wszystkim strzec. Nie pozwala jej polować, wyjeżdżać z rezydencji, a nawet oswajać się z nowymi i nieznanymi jeszcze dziewczynie mocami. Wszystko robi to z troski i obawy przed wrogami, jednak Feyra powoli zaczyna się dusić we dworze. Nie do takiej egzystencji jest przyzwyczajona, a rola salonowej lalki ani trochę jej nie odpowiada. Im bliżej ślubu, tym większy strach ją ogarnia, bo odtąd jej stałymi rozrywkami będzie planowanie przyjęć i wychowywanie dzieci. Ponadto wielki wróg Tamlina, Rhysand upomina się o swoją część umowy, którą zawarł z jego ukochaną pod Górą. Otóż książę Dworu Nocy każdego miesiąca na tydzień zabiera Feyrę do swojej posiadłości. Jednak pytanie, czy dla dziewczyny będzie to okrutna kara, czy może odpoczynek od dworskich etykiet i obowiązków? Nad świat Fae nadciąga straszna wojna, która zbierze liczne żniwo. Główna bohaterka będzie musiała wybrać, po czyjej stanąć stronie: Tamlina, który ma przed nią coraz więcej tajemnic, czy nieoczekiwanych sojuszników? "Dwór cierni i róż" kilka miesięcy temu totalnie mnie zachwycił, dlatego tak niecierpliwie wyczekiwałam kontynuacji. Z jednej strony tom pierwszy zakończył się w taki sposób, że mógłby to być satysfakcjonujący koniec baśni, lecz autorka już na samym początku pokazała, że na dworze Tamlina wcale nie jest tak kolorowo. Feyra umiera z nudów, dręczą ją koszmary związane z Aramanthą, a jej narzeczony ciągle odsuwa ją od ważnych spraw i pragnie by zajmowała się tylko ceremonią ślubną. Bohaterka chce brać udział w niesieniu pomocy mieszkańcom Prythianu i nie odpowiada jej zachowanie ukochanego. O ile wcześniej Tamlin był mi raczej obojętny, tak teraz całą swoją osobą niezmiernie mnie irytował. Traktował Feyrę przedmiotowo i nie jak równą sobie, przez co czułam do niego pogardę. Dlatego w pełni rozumiałam jej decyzję o porzuceniu Dworu Wiosny, gdyż w miejscu, do którego trafiła mogła w rozwijać swoje talenty i nie czuć się stłamszona. Moje życzenie się spełniło i ta część zdecydowanie należała do Rhysa. Książę Dworu Nocy już w pierwszym tomie skradł moje serce, a tutaj był wręcz zniewalający. Złoczyńca, kłamca, zabójca i niezwykle arogancki mężczyzna ma także inne oblicze, które tak skrzętnie ukrywał przed resztą świata. Razem ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi ma zamiar powstrzymać nadciągającą wojnę, by uchronić przed zniszczeniem to, co kocha. Jego delikatniejsza strona była równie urocza, jak bezczelne docinki. Wśród jego współpracowników są niezwykle barwne postacie, których nie sposób polubić i im kibicować. Każdy z nich jest inny, jednak razem stanowią grupę nie do pokonania, która wzajemnie się uzupełnia. W tym tomie autorka skupiła się bardziej na politycznym, niż baśniowym aspekcie. Mamy wiele intryg, brutalnych starć i przede wszystkim magii, która towarzyszy bohaterom na każdy kroku. Poznajemy także bliżej zwyczaje innych dworów i mamy porównanie, co który sobą reprezentuje. Nie brakuje także akcji i nieoczekiwanych jej zwrotów. Mimo, że powieść jest obszerna, to nie uświadczymy tu momentów nudy, ciągle pojawiają się ciekawe wątki, które porywają czytelnika. Jestem także oczarowana wątkiem miłosnym, któremu kibicowałam już od pierwszej części, łącząc tych bohaterów Sarah J Maas sprawiła, że razem są lepsi i silniejsi. Książka została napisana w sposób plastyczny, oczami wyobraźni widziałam poszczególne dwory, a także potwory, z którymi musiały mierzyć się postacie. Mogę śmiało stwierdzić, że "Dwór mgieł i furii" to najlepsza powieść, jaka wyszła spod pióra Sarah J Maas. Miałam wobec niej duże wymagania, a dostałam o wiele więcej. Każdy wątek został przemyślany i dopracowany, przez co nie ma luk, czy niedopowiedzeń. Zakończenie było fenomenalne, przez co marzę, żeby już dorwać trzeci tom. Po moich licznych zachwytach nie macie innego wyboru, jak tylko sięgnąć po tę serię i tak jak ja się w niej zakochać!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
17-08-2018 o godz 01:41 przez: Zatracona w słowach
Minęło kilka miesięcy od wydarzeń, które rozegrały się pod Górą. Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że to już koniec. Dziewczyna jest bezpieczna, nie brak jej wygód, a wkrótce ma poślubić ukochanego mężczyznę, by rozpocząć długie i szczęśliwe życie. Sęk w tym, że przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Każdej nocy dręczą ją koszmary, a za dnia duszą ją ograniczenia nakładane przez nadopiekuńczego Tamlina. Nie pomaga również fakt, że Feyra posiada niezwykłe moce, które nie dają o sobie zapomnieć, jednak nikt nie chce pomóc jej nad nimi zapanować. W końcu również Ryshand, czyli Książę Dworu Nocy upomina się o spłatę długu. Na Prythian nadciąga nowe zagrożenie. Feyra musi zdecydować, komu może zaufać i czy chce wziąć udział w starciu, w którym stawką jest życie jej rodziny, przyjaciół i całego świta. „Dwór mgieł i furii” to książka, po którą chciałam sięgnąć od bardzo dawna, jednak ciągle mnie coś od tego odciągało. Pierwszy tom tej serii, czyli „Dwór cierni i róż” zachwycił mnie kreacją świata i bohaterami, a z racji tego, że Sarah J. Maas ma tendencję wzrostową i każda jej kolejna książka jest coraz lepsza, oczekiwałam bardzo wiele po kontynuacji przygód Feyry. Kiedy tylko zaczęłam czytać, czułam się, jakbym wróciła do domu, tak bardzo tęskniłam za tym światem i bohaterami, że nie mogłam oderwać się od tej książki aż do samego końca. Akcja drugiego tomu rozpoczyna się kilka miesięcy po zakończeniu „Dworu cierni i róż”. Feyra nadal nie doszła do siebie po próbach, którym została poddana pod Górą. Potworności, których doświadczyła, pozostawiły wyraźny ślad na jej psychice. Żal, poczucie winy i koszmary, to coś, z czym musi mierzyć się na co dzień i widać wyraźnie, że nie daje sobie rady. Tamlin nie pomaga za to poskromić jej demonów, a wręcz przeciwnie ignoruje to, co dzieje się z jego ukochaną i stara się ograniczyć jej wolność, aby ją chronić. Nic więc dziwnego, że Feyra nie wytrzymuje i przechodzi załamanie. Widzimy ją jako człowieka pokonanego, który nie ma już siły walczyć i każdego dnia stacza się coraz bardziej. Z czasem jednak z pomocą nowych przyjaciół zaczyna wracać do zdrowia, znowu zaczyna jej zależeć, staje się silną i niezależną kobietą. Bardzo podobała mi się ta zmiana głównej bohaterki, która w pierwszym tomie czasami mnie irytowała. W drugiej części przechodzi całkowitą metamorfozę, nie jest już dłużej bezradna, ale zaczyna walczyć o to, co ma dla niej znaczenie. W „Dworze mgieł i furii” pojawiają się poznani w poprzednim tomie bohaterowie, ale poznajemy również wiele nowych postaci. Feyra podobnie jak Aelin w drugiej serii Sarah J. Maas znajduje wokół siebie ludzi, którym może zaufać i na których może polegać, choć na początku nie jest jej wcale łatwo. Nie tylko ona przechodzi ogromną przemianę, również inni bohaterowie nie pozostają tacy sami. Chodzi mi tu przede wszystkim o Tamlina, którego w poprzednim tomie jakoś szczególnie nie polubiłam, a w tym już nie mogłam go zdzierżyć. Oczywiście obok Feyry najważniejszym bohaterem tej książki jest Rhysand, który również się zmienia, a właściwie nie zmienia, tylko ujawnia swoją prawdziwą osobowość. W pierwszym tomie serii nie podróżowaliśmy zbyt wiele po świecie wykreowanym przez Sarah J. Maas, poznaliśmy tylko mały jego fragment. Wydarzenia rozgrywały się głównie w Krainach Śmiertelników i na Dworze Wiosny oraz pod Górą. W „Dworze mgieł i furii” mamy okazję poznać inne dwory, choć i tak nie odwiedzamy wszystkich, to jednak Sarah J. Maas odkrywa przed nami większy kawałek stworzonego przez siebie świata. „Dwór mgieł i furii” to niesamowita kontynuacja, która postawiła tę serię na całkiem innym poziomie. Po tak wielu zachwytach spodziewałam się czegoś naprawdę wyjątkowego i dostałam to, a nawet więcej. Drugi tom przerósł moje oczekiwania, wywołał burzę emocji i nadal ciężko mi pozbierać się po tej książce. Jeżeli jeszcze nie znacie tej serii, to naprawdę nie wiem, na co czekacie, a jeżeli pierwszy tom was nie zachwycił, to koniecznie dajcie szansę kontynuacji, gdyż jest o wiele lepsza. http://someculturewithme.blogspot.com/2018/06/za-gwiazdy-ktore-suchaja-i-marzenia.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
01-08-2017 o godz 23:24 przez: Katrina
Feyra odzyskała swojego ukochanego i pokonała ciążącą na jego dworze klątwę. W zamian zyskała nieśmiertelność, ale także obowiązek, aby w miesiącu jeden tydzień spędzić na Dworze Nocy pod opieką znienawidzonego przez nią Rhysanda. Nie jest to jednak jej jedyny powód do zmartwień. Ukochany Tamlin zdaje się bowiem ukrywać przed nią coraz to więcej rzeczy. Pierwszy tom serii wypadał przeciętnie. W miarę sprawdzał się jako nowa wersja „Pięknej i Bestii”, mając w sobie wiele błędów logicznych, ale jako tako trzymając się kupy. Niestety, o kontynuacji zdecydowanie nie mogę tego powtórzyć. Nie dość, że baśniowości już tu nie uświadczymy to na dodatek Maas z romansu próbuje zrobić rasową fantastyczną powieść przygodową. Z nienajlepszymi skutkami. Gdybym była mężczyzną i miała wybrać spośród pisarzy kandydatkę na swoją żonę na pewno nie byłaby to Sarah J. Maas. To, jak kapryśne tworzy postacie jest wręcz niewyobrażalne. Nasza ukochana Feyra na samym początku powieści uznaje sobie, że Tamlin jest zły. Dlaczego? Bo właśnie zmienia się system rządów, sytuacja jest niespokojna, a on się o nią boi, więc nie pozwala jej ruszać się poza dwór. I to jest doskonały powód, by go nienawidzić! Przy okazji to też doskonały powód, by wybaczyć facetowi, który uczynił jej niejedno świństwo i prędko uznać go nie za wroga, a za przyjaciela. Oczywiście, same czyny Tamlina też niekoniecznie są bardzo sensowne i logiczne. Przykład? Już podaje! Mimo że Feyra zdobyła kilka nowych, magicznych darów on nie ma zamiaru pomóc jej w ich rozwoju, ponieważ ktoś może to zobaczyć i uznać, że jego dwór szykuje się do wojny, co mogłoby sprowokować cudzy atak. I nikogo nie obchodzi, że Tamlin raczej ufa swoim ludziom i że przecież nikt nie musiałby się dowiedzieć o tym, że ją szkoli. „Pięknej i Bestii” ani jakiejkolwiek innej baśni w tej powieści po prostu nie ma. Maas chyba uznała, że dość już cudzych bajek i zaczęła kreować swoją własną. Choć muszę przyznać, że pod względem samego klimatu panującego na nim Dwór Nocy podoba mi się bardziej, niż Dwór Wiosny to tak naprawdę to jedyna zaleta takiego wyjścia. Wypada jednak lepiej nie przez dobrą kreacje postaci na nim, a przez stworzenie grupki przyjaciół: na Dworze Wiosny po prostu wiało nudą, bo tak naprawdę w przeciągu dwóch tomów poznaliśmy aż czterech jego członków, razem z Feyrą i pewną niekoniecznie ciekawą kapłanką. Obserwując Dwór Nocy możemy przynajmniej skupić się choć na chwilę na innej relacji, niż relacji Feyry z Tamlinem. Sama część przygodowo-fantastyczna wypada jednak koszmarnie. Maas stara się kreować świat z rozmachem, ale ostatecznie całość jest bardzo schematyczna. Mamy zadanie do wykonania; teleportujemy się, albo lecimy w miejsce zdarzeń; robimy co mamy z jakimiś przygodami po drodze i wracamy. Wracamy, by zobaczyć, jak bardzo Feyra lubi swojego nowego chłopaka, chwilkę odsapnąć... i ruszyć po raz kolejny w niemal identyczną oraz bardzo niebezpieczną wyprawę. Z „Dworem mgieł i furii” mam jeszcze jeden problem. Mianowicie, nie wiem do końca dla jakiej kategorii wiekowej kierowana jest ta powieść. Z jednej strony relacje między postaciami oraz sam sposób prowadzenia fabuły sugerowałby young adult, ale z drugiej dość dokładne opisy seksu, chwilami wręcz zalatujące erotykiem sprawiają, że ta powieść to jednak new adult. Styl Maas pozostawia wiele do życzenia. Jest prosty i klarowny, przez co powieść czyta się bardzo szybko, ale bardzo irytowało mnie to, że co chwilę powtarzała jakieś słowo, chcąc je podkreślić – p o d k r e ś l i ć – co przy tak częstym używaniu wypada głupio i dziecinnie (np. str. 732 – „Cztery królowe spojrzały na nas z wyższością i nienawiścią.Nienawiścią.”). Nie operuje też językiem w zbyt dojrzały sposób. Niestety: to nie jest dobra powieść. Choć styl Maas nieco się rozwinął od czasu „Szklanego tronu” to dalej daleko jej do dobrej pisarki. Cóż, przynajmniej swoje zarobi, patrząc na popularność jej powieści!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-01-2017 o godz 16:34 przez: myfairybookworld.blogspot.co.uk/
Absolutnie niesamowita! Dotychczas za moją ulubioną książkę Sary uważałam ''Dwór cierni i róż''. Po przeczytaniu ''Dworu mgieł i furii'' zmieniłam zdanie i to właśnie ta książka stała się moją ulubioną spośród książek autorki, jednocześnie stając się najlepszą przeczytaną przeze mnie książką. Nie jestem pewna, czy to, co o niej napisze, pokaże, choć ułamek tego, jaka jest cudowna. Jeśli mi się to nie uda, wybaczcie. Nie pamiętam, żebym miała takiego kaca książkowego po przeczytaniu jakiejś innej. Moje myśli bez przerwy błądzą wokół wydarzeń, które miały miejsce, a moje serce zostało podbite przez Rhysanda, wielkiego, niedocenionego księcia Dworu Nocy. Feyra oddała życie za miłość, za ukochanego. Ocaliła Prythian, została przywrócona do życia, stała się nieśmiertelna i zyskała moce. Wydawać by się mogło, że życie jej i Tamlina powinno przypominać sielankę. Jednak atmosfera panująca na Dworze Wiosny jest bardzo napięta. Tamlin okazuje się kimś innym, obsesyjnie stara się chronić Feyrę, zamykając ją jednocześnie w złotej klatce swoich uczuć. Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie z wydarzeniami spod Góry, Amaratha wciąż nawiedza ją w koszmarach. Dodatkowym stresem jest zbliżający się ślub, który powinien być dla niej najszczęśliwszym wydarzeniem w jej nieśmiertelnym życiu. ''-Podejdź, panno młoda — przemówiła Iantha łagodnie — i połącz się ze swoim ukochanym. Podejdź i niech w końcu zatriumfuje dobro.'' Jednak Feyra dzień po dniu więdnie, niknie w oczach, w myślach błaga o ratunek, a jej ukochany nie robi nic, by jej pomóc. '' [...] ''Pomocy, pomocy, pomocy'' - błagałam kogoś, kogokolwiek. [...] ''Pomocy, błagam, ratunku. Niech mnie ktoś stąd zabierze. Niech ktoś to zakończy''. [...] '' Sarah J. Maas przygotowała w tej części masę niespodzianek dla czytelników. Większość postaci znamy z ''Dworu cierni i róż'', jednak po sprawie z Amaranthą, każdy z nich się zmienił. Feyra nie jest już tą niedoświadczoną, nieumiejącą czytać dziewczyną. Stała się kobietą, obrończynią, postanowiła wziąć życie w swoje ręce, chce decydować o swoich wyborach. Stała się twarda. Tamlin zmienił się bardzo, jednak jego przemiana nie przypadła mi do gustu. Już podczas wydarzeń pod Górą bardzo stracił w moich oczach. Nie potrafił zawalczyć o siebie, o ukochaną, o swoich poddanych. Wszystkie wątpliwości, jakie miałam wobec niego po pierwszym tomie, zostały rozwiane. Według mnie, od początku było w nim coś oślizgłego, odrzucającego co udowodnił w tej części. Nie będę więcej wyjawiać, przekonajcie się sami, kim naprawę jest książę Tamlin. Największą niespodzianką tego tomu jest, mój ulubieniec i nowy książkowy mąż — Rhysand. Nie mam zamiaru rozpisywać się na ten temat, pozwolę wam odkryć i na nowo poznać księcia Dworu Nocy. Nowi przyjaciele, sprzymierzeńcy, wrogowie. Sarah nie przestaje zaskakiwać a emocje, jakimi nas bombarduje, wyskakują z każdej przeczytanej strony. ''Dwór mgieł i furii'' to przejażdżka od miłości do nienawiści, od strachu do pewności siebie, od cierpienia do szczęścia. Pierwsza część książki jest spokojna, można wręcz powiedzieć, że relaksująca, lecz wraz z drugą częścią, akcja zaczyna pędzić, nie zatrzymując się, aż do zakończenia, które totalnie rozłożyło mnie na łopatki. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu, mam nadzieję, że pojawi się w Polsce już wkrótce. Sarah J. Maas pokazała, że można stworzyć książkę idealną. Połączenie mitu o Persefonie, baśni o Pięknej i Bestii w powieść fantasy, dla dojrzalszych czytelników wyszło jej fenomenalnie. ACOMAF ma wszystko, czego szukam w książkach. Klątwa została złamana, maski zrzucone, jednak dopiero teraz Feyra przekona się, że jej bliscy, tak naprawdę cały czas mają na sobie maski, nie pozwalając jej ujrzeć ich prawdziwej twarzy. Jakich tajemnic strzegą? Przekonajcie się sami. Gorąco, bardzo gorąco polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
05-09-2018 o godz 21:43 przez: Livingbooksx
Feyra po trudnych i niezwykle ciężkich przeżyciach związanych z Amaranthą usiłuje przyzwyczaić się do życia na Dworze Wiosny, u boku Tamlina - jako nieśmiertelna. Przygotowuje się do ślubu i uczy się swojej nowej roli na Dworze. Niestety Tamlin zachowuje się coraz dziwniej, nie pozwala wychodzić narzeczonej z budynku, ma przerażającą fobię na punkcie jakichkolwiek obcych osób oraz stworzeń, które mogłyby stanowić zagrożenie dla Feyry lub dla niego. Popada w coraz to dziwniejsze humory, a atmosfera panująca między młodymi staje się coraz bardziej napięta. Jednak na ich drodze ku przyszłości staje Rhysand - książę Dworu Nocy - który upomina się o spłatę swojego długu - tygodnia Feyry w jego rezydencji. Niespodziewanie życie Feyry całkowicie się zmienia, dziewczyna poznaje świat z całkiem innej strony i dowiaduje się, że może być szczęśliwa w swoim nowym życiu. Przyzwyczaja się do nieco odmienionego ciała i dowiaduje się, że drzemią w niej niepojęte przez nią moce, które otrzymała od książąt różnych Dworów. Jest zdolniejsza, niż myślała. Jednak czy jest bezpieczna dla siebie i swojego otoczenia? Co z wojną, która prawdopodobnie się zbliża? Czy jej stosunki z Rhysandem w końcu się ocieplą? "Dwór mgieł i furii" to prawdziwy majstersztyk. Już w pierwszej części bohaterowie bardzo przypadli mi do gustu i polubiłam się z nimi, a ich charaktery wydawały mi się dość różnorodne i ciekawe. W drugiej części opowieści poznajemy znacznie więcej postaci oraz Dworów, na których panują całkowicie inne zasady i atmosfera. Ilość bohaterów stale rośnie, jednak szybko zapadły mi one w pamięci i nie miałam najmniejszego problemu z ich rozróżnianiem. Każda z postaci jest inna, ma za sobą ciężką przeszłość lub historie, które są opowiedziane na kartach tej powieści. Dzięki temu mamy możliwość dokładnego poznania bohaterów oraz ich życiowych historii. Żadna z przedstawionych w powieści osób nie jest "płaska" ani słabo zarysowana, każda z nich coś ze sobą wnosi. Akcja "Dworu mgieł i furii" jest na podobnym poziomie jak w pierwszym tomie tejże historii. Część akcji jest spokojna i wprowadza czytelnika w dalszy świat i specyfikę Dworów, natomiast część trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać wzroku od książki nawet na moment. Wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć, stale przywołując do dalszego poznania losów bohaterów. Pomimo, że książka ta liczy około 770 stron, to ciekawie opisane wydarzenia i świetnie wykreowana akcja pozwala całkowicie zatracić się w owej opowieści i nie odczuwa się takiego ogromu stron. W tej części w dalszym ciągu kontynuowana jest idea siedmiu Dworów oraz ich książąt, jednak tym razem do akcji wkracza także ludzka część wyspy. Wydarzenia potoczyły się tak a nie inaczej, a bohaterowie muszą pójść na pewne ustępstwa dla dobra własnego i ich otoczenia. Czytając drugi tom Dworów ciągle czułam magię wiszącą w powietrzu, niesamowicie klimatyczną atmosferę oraz niedowierzanie wynikające z szalonych i kreatywnych pomysłów autorki. Tak jak w poprzedniej części, tak i w tej, jestem całkowicie zauroczona i już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po "Dwór skrzydeł i zguby". Ta książka to była prawdziwa przygoda licząca około 770 stron, która pochłonęła mnie i wrzuciła w przedstawiony w niej świat. Cała fantastyka tej książki ogromnie przypadła mi do gustu, ponieważ nie jest przesadzona, a wszystko opisane jest dokładnie i przejrzyście. Akcja nie dłuży się, a autorka nie szczędzi brutalności, jednak bez tego powieść ta nie miałaby w sobie tej iskry. Dworskie intrygi, umowy, sojusze, nieodkryte księgi, nadchodząca wojna, niezbadane moce, nowe znajomości, podstępy, zasadzki i nowe uczucia - to dodaje wszystkiemu niesamowitego smaku i wielobarwności opowieści. Nie da się przy niej nudzić. To prawdziwy majstersztyk.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Sarah J. Mass

Sarah J. Mass jest amerykańską pisarką urodzoną w 1986 roku. Jej specjalnością są młodzieżowe powieści z kręgu fantasy. Jej debiutem literackim była powieść pod tytułem "Szklany tron" - częściowo inspirowana baśnią o Kopciuszku, przenosząca czytelników w świat fantazji. Główną bohaterką jest Celaena - nastoletnia zabójczyni, walcząca o sprawiedliwość w skorumpowanym królestwie. Powieść wydana w 2012 roku zapoczątkowała bestsellerowy cykl, który stał się hitem na całym świecie.

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego