Dwór skrzydeł i zguby. Dwór cierni i róż. Tom 3 (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (5): Cena:

Oferta empik.com : 29,56 zł

29,56 zł 49,99 zł (-40%)
Odbiór w salonie 0 zł
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń
Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Długo oczekiwana trzecia część bestsellerowego cyklu Sarah J. Maas

Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.

W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ksiazka
Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby. Dwór cierni i róż. Tom 3
Seria: Dwór cierni i róż
Autor: Maas Sarah J.
Tłumaczenie: Radzimiński Jakub
Wydawnictwo: Uroboros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 22758194
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-10-25
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 202 x 73 x 137
Indeks: 22758194
średnia 4,8
5
646
4
101
3
26
2
6
1
3
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
119 recenzji
5/5
05-09-2017 o godz 14:49 przez: Magdalena Senderowicz
Jestem zdezorientowana. Znacie te chwile, gdy kończycie naprawdę dobrą serię, która na dobre zagnieździła się w Waszym sercu? Która całkowicie Was omamiła, porwała do swojego świata i staliście się jego częścią? Ta świadomość, że dana historia już na zawsze z Wami pozostanie, bo nic nie będzie w stanie jej wyrwać z Waszego serca i umysłu, bywa dziwaczna. Z jednej strony napawa człowieka takim spokojem i ulgą, a z drugiej zasiewa ogromną niepewność. Niby czujesz, że już jest wszystko dobrze, że pogodziłeś się z zakończeniem, że trzeba ruszyć dalej, a jednak siedzi w Tobie coś, co ci na to nie pozwala. Co trzyma Cię przy tej historii, przy jej finale… Tak. Z pewnością najbliższe kilka dni będzie dla mnie dziwne. Tym bardziej, że na chwilę umarłam. Maas, nienawidzę Cię. Pod wydarzeniach z ostatniego tomu Feyre powróciła na Dwór Wiosny. Jednak nie dla tego, że Rhysand jej się odwidział i postanowiła wrócić do tego głupiego Tamlina. Stała się prawdziwą księżną Dworu Nocy, a jej pobyt w domu Tamlina służy konkretnym celom. Feyre była w stanie poświęcić się dla swojego ludu, aby zostać szpiegiem i zobaczyć, co knuje Tamlin i król Hybern. Wojna jest rzeczą nieuniknioną, a Feyre i Rhysand będą musieli zdecydować, komu mogą naprawdę zaufać. Nie będzie to łatwe zadanie, bowiem każdy toczy swoją własną grę. Jednak oboje doskonale wiedzą, że bez odpowiednich sprzymierzeńców nie dadzą rady wygrać tej wojny. Z resztą… nawet ze sprzymierzeńcami nie ma ku temu pewności. Mogłabym napisać, że spodziewałam się czegoś więcej. Bo nawet gdzieś tam tak czuję, że trochę inaczej to widziałam. Ale chyba po prostu mam taki dziwny stan, że zaczynam bredzić. Właściwie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać w finale serii tworzonej przez Maas. Bo o ile poznałam jej twórczość na tyle, że wiem, iż potrafi za każdym razem rozerwać moje serce na kawałki, tak ACOWAR to pierwsza książka, która stanowi pewien finał, pewne ostateczne zakończenie, chociaż przyznam szczerze, że nie jestem tego do końca pewna. Początek jest dosyć… spokojny. Chociaż nie. To nie jest odpowiednie słowo. Jest stonowany, ale to tylko przejściowe, bowiem jak się zapewne domyślacie, potem rozpętuje się istna burza. Napisałabym nawet dosadnie, że będzie istny rozpierdziel. Bo będzie. Podczas gdy w pierwszej połowie książki tempo akcji przybiera formę sinusoidy, tak potem mamy istny szał, pełen emocji i napięcia. I tak aż do samego końca. A wiecie dlaczego? Bo Maas jest nieprzewidywalna. Już nie raz rozprawiałam o tym, jak to jednocześnie kocham i nienawidzę Maas. To się nie zmieniło. Ba! To się na pewno nigdy nie zmieni. Po jej książki mogę sięgać w ciemno, bo wiem, że nigdy mnie nie zawiedzie. Czy ja jestem masochistą? Przecież wiem, ile bólu ta kobieta potrafi zadać! A jednak brnę w tę chorą relację dalej. Jak ćma zbliżam się do ognia, aż w końcu się spalę. Coraz mniej mi brakuje… Maas, nienawidzę Cię za rozdział 76. Nienawidzę Cię za to, że pozwoliłaś mi uwierzyć. Że jesteś na tyle nieprzewidywalna, że ja naprawdę spodziewam się po Tobie wszystkiego. Nawet najgorszego. Pozwoliłaś mi umrzeć kobieto! Ja naprawdę nie płaczę za często podczas czytania. No i masz Ci los. Tym razem się popłakałam, a moje serce nie raz podczas lektury krzyczało „Nie, nie, nie, nie, nieeeeee…”. To okrutne… Dawać czytelnikom radość, a po chwili odbierać ją w tak brutalny sposób. W tej książce miesza cię multum emocji. Wszystkich. Ze skrajności w skrajność, ale mimo wszystko jest to coś pięknego. Wiele osób uważa, że ta seria jest skierowana głównie na romans. Dobra, nie zaprzeczę temu, że miłość jest tutaj niezwykle istotna, ale uwielbiam sposób, w jaki jest przedstawiana. I nie chodzi mi tylko o Rhysanda i Feyre. Piękne jest również oddanie całek świty względem nich, ta zawziętość, te emocje, które bohaterowie okazują na każdym kroku. Ci doskonale wykreowani bohaterowie, którzy stają się naszymi braćmi i siostrami. Uwielbiam również to, że Maas pozwala się każdemu wykazać. Nie ukrywa nikogo w cieniu, tylko pozwala swoim postaciom działać, podejmować istotne decyzje, czasem nawet poświęcić się dla dobra ogółu. Tutaj każdy ma swoją siłę, którą potrafi odpowiednio wyeksponować. Każdy odgrywa istotną rolę w całej historii. Jednak wracając do tego, że Maas skierowała tę serię głównie na tor romansu… Nie zgadzam się. Nie w przypadku tego tomu. Tutaj jest istna wojna. Od poszukiwania sprzymierzeńców w każdym zakamarku tego świata, po sam finał, który jest niezaprzeczalnie intrygujący. Poznajemy nowych bohaterów, autorka rozwija pewne wątki, dając sobie otwarte pole do popisu, które prawdopodobnie wykorzysta przy tworzeniu nowelek czy opowieści z tego świata. Bowiem główna trylogia się już zakończyła… Ale nie oznacza to, że już nigdy nie powrócimy do Prythianu. Cała recenzja na http://bookeaterreality.blogspot.com/2017/05/a-court-of-wings-and-ruin-sarah-j-maas.html
Czy ta recenzja była przydatna? 3 0
5/5
18-09-2017 o godz 15:59 przez: Dominika Jachimowska
Dwór skrzydeł i zguby to trzeci tom serii, więc, nie chcąc zdradzić zbyt dużo i zabrać komuś przyjemności z czytania powieści, nie przytoczę tu opisu fabuły. Jeżeli macie już za sobą Dwór mgieł i furii, to wiecie, w jakim momencie zakończyła się akcja książki. Pamiętacie też zapewne, jaki los spotkał siostry głównej bohaterki, Nestę i Elainę, oraz gdzie znalazła się sama Feyra. Jeśli macie już w głowie ogólny obraz momentu, w którym skończyła się powieść, przejdźmy do samej treści... Sarah J. Maas jako mistrzyni pisania zakończeń wbijających w fotel i łamiących serce, zostawiła nas, czytelników, z totalnym mętlikiem w głowie i milionem kotłujących się myśli po Dworze mgieł i furii. Od tamtego czasu nie mogłam przestać myśleć o losach Feyry, a szczęśliwie dostałam w prezencie kończący serię Dwór skrzydeł i zguby w oryginalnej angielskiej wersji, więc mogłam przeczytać go na długo przed polską premierą. Chociaż... Powinnam raczej powiedzieć, że na długo przed polską premierą moje serce zostało zgniecione i podarte na kawałki, bo właśnie to zrobiła z nim Sarah J. Maas. Szczerze przyznam, że gdybym miała wybrać spośród twórczości Maas swoją ulubioną serię, biorąc pod uwagę Szklany tron oraz Dwory, skłoniłabym się ku drugiej opcji. Świat Prythianu posiada unikalny, niezwykły klimat, śmiertelnie groźny, lecz bardzo pociągający. Surowość Dworu Zimy, niebezpieczeństwo Dworu Wiosny oraz ukryte piękno Dworu Nocy... To wszystko jest ogromnie kuszące i sprawia, że kiedy ktoś raz zdecyduje się wziąć w dłoń Dwór cierni i róż, przepadnie się raz na zawsze. Chce się wracać do każdego kolejnego tomu i wyczekuje się z zapartym tchem na to, co jeszcze wyjdzie spod pióra autorki. Czy Dwór skrzydeł i zguby utrzymał wysoki poziom swoich poprzedników? Powieść Maas zawiera wszystkie elementy potrzebne do tego, aby się w niej zakochać. Jest tam nieodparta magia i urok, który wypełnia każde miejsce w Prythianie - czy to ciemne lasy, w których na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo, czy to radość i szczęście, które możemy oglądać w Velaris. Wszystkie te miejsca czarują nas tak, abyśmy sami chcieli się tam udać. Jest oczywiście miłość, która jest wątkiem wszechobecnym. Tutaj, dzięki Bogu, nie stanowi ona centrum całej powieści. I nie jest także miłością powierzchowną, płytką i wymuszoną. Jest taką miłością, o której czyta się z największą przyjemnością. Mamy też nadciągającą wojnę dobra ze złem - w tym przypadku wojnę przeciwko Hybernii. Jest to konflikt, w którym mierzą się ze sobą potężni lordowie Dworów, mocarni królowie i siły magiczne, zdolne do zrównania świata z ziemią. Jak możecie się domyślić, w perspektywie nadciągającej wojny każda ze stron będzie chciała zaskoczyć czymś przeciwnika i zdobyć przychylność jak najmocniejszych sojuszników. Powrócą więc potężne potwory, z którymi spotkaliśmy się wcześniej czy to na kartach pierwszego, czy drugiego tomu serii. W Dworze skrzydeł i zguby bardziej szczegółowo poznajemy też każdego z władców terytoriów, na które składa się Prythian. Każdy z nich posiada wyróżniające go cechy i liczne talenty, jednak moim ulubieńcem zdecydowanie został Helion reprezentujący Dwór Lata. Przez Dwór skrzydeł i zguby mknie się błyskawicznie. Chociaż mi przeczytanie książki zajęło sporo czasu, bo przecież czytałam ją po angielsku, to nie posiadała ona ani jednego momentu, który choć przypominałby nudę lub monotonność. Raz za razem Maas rzuca nam pod nogi nową bombę, nowe zdarzenie, które zmienia wszystko. Mówiłam o tym, że ta książka złamała mi serce i faktycznie tak było. To właśnie po niej doświadczyłam swojego pierwszego "kaca książkowego", a każda inna książka, po którą sięgałam w czasie dwóch tygodni po skończeniu Dworu, zwyczajnie mi nie wystarczała. Takiej historii, jaką stworzyła Maas, ciężko jest dorównać. Ostatnie 50 stron powieści rozchwiało moje emocje na dobre - w jednej chwili siedziałam ze łzami w oczach, w kolejnej serce stawało mi z przerażenia, a w jeszcze następnej głośno się śmiałam. (Za takie coś powinni wsadzać do szpitala psychiatrycznego XD) Pamiętajcie więc - czytacie tą książkę na własną odpowiedzialność i sami narażacie Wasze serca na zawał! Jedynym maleńkim mankamentem, który jestem w stanie wytknąć, jest fakt, iż moim zdaniem zakończenie było odrobine zbyt szczęśliwe. Nie zrozumcie mnie źle - cieszę się, że historia Feyry i Rhysanda miała taki właśnie koniec, ale spodziewałam się, że wojna zbierze więcej ofiar. Byłoby to według mnie nieco bardziej naturalne. Jeżeli mieliście jakiekolwiek wątpliwości, czy warto przeczytać trzeci tom serii Dworu cierni i róż, nie powinniście się już wahać, tylko w tej chwili kupować książkę w przedsprzedaży. Takich książek jak Dwór skrzydeł i zguby nie spotyka się często. Pamiętajcie tylko, że powieść ta przyniesie zgubę Waszym sercom. Bądźcie na nią gotowi. booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 3 0
5/5
17-08-2018 o godz 01:42 przez: Zatracona w słowach
„Dwór skrzydeł i zguby” to trzeci tom serii „Dwór cierni i róż”. Nie jest to ostatni tom, jednak zamyka on pewien etap tej historii, gdyż kolejne części mamy poznawać już nie z perspektywy Feyry i Rhysa, ale innych bohaterów. Jest to więc poniekąd pierwsze zakończenie w wykonaniu Sarah J. Maas, z którym miałam do czynienia. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, starałam się nie oczekiwać zbyt wiele, jednak w przypadku Sarah J. Maas jest to raczej trudne, gdyż do tej pory każda kolejna jej książka podobała mi się coraz bardziej. Miałam więc nadzieję, że się nie zawiodę, a raczej będę zadowolona z tej książki. Ostatecznie znalazłam się gdzieś pomiędzy zachwytem a zawodem. Akcja trzeciego tomu rozpoczyna się mniej więcej miesiąc po zakończeniu „Dworu mgieł i furii”. Przez większość książki obserwujemy przygotowania do wojny, by na końcu być świadkami finałowego starcia, które zaważy na losach całego Prythianu. Przez całą książkę dzieje się bardzo wiele, akcja gna w zawrotnym tempie, bohaterowie nieustannie są w ruchu i ciągle planują kolejne posunięcia. Nie można więc przy tej książce narzekać na nudę, ponieważ wciąga od samego początku i z trudem można się od niej oderwać. Warto wspomnieć, że liczy sobie ona ponad osiemset stron, więc do najcieńszych nie należy, jednak w przypadku Sarah J. Maas zawsze się cieszę, kiedy jej kolejne książki okazują się coraz grubsze, gdyż mogę dłużej się nimi nacieszyć. Styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze, dlatego „Dwór skrzydeł i zguby” czyta się błyskawicznie. Feyra w tym tomie nadal jest tą silną bohaterką, którą stała się w „Dworze mgieł i furii”, w końcu walczy o to, co jest dla niej ważne i nie ma zamiaru się poddawać. Zmiana i to ogromna nastąpiła natomiast w Rysandzie, który z zawadiaki nieustannie rzucającego ciętymi ripostami zmienił się w miękką kluchę. Miałam wrażenie, że znalazł się całkowicie pod pantoflem Feyry, stracił swoją niezależność, tę dziką stronę swojej osobowości, która tak mnie do niego przyciągała w poprzednich tomach. Najbardziej jednak zdenerwowała mnie Mor i nie chodzi mi tu o to, czego dowiedzieliśmy się na jej temat, ale o jej relację z Azrielem i to, w jaki sposób go wykorzystuje. Za najciekawszą parę w tym tomie uważam Cassiana i Nestę, którzy razem są po prostu świetni i to sceny z ich udziałem są według mnie najbardziej emocjonujące. W tej książce podobnie jak w „Imperium burz”, obserwujemy tendencję Sarah J. Maas do łączenia wszystkich swoich bohaterów w pary albo jakieś skomplikowane związki. Nie jestem do tego przekonana, chociaż w „Dworze skrzydeł i zguby” nie przeszkadzało mi to tak, jak w serii „Szklany tron”. Zakończenie tej książki jest naprawdę emocjonujące, jednak jednocześnie przewidywalne. W szczególności jeden najważniejszy moment, który nawet mnie już nie poruszył, choć powinien, bo domyśliłam się zabiegu autorki. Finałowa bitwa przebiegała moim zdaniem według dobrze znanego z filmów, czy literatury schematu. Mam również wrażanie, że Sarah J. Maas używa swoich pomysłów zarówno w „Szklanym tronie”, jak i w tej serii, gdyż wiele elementów jest podobnych, a nawet takich samych. Nie wiem do końca, co o tym myśleć, gdyż jeśli pomysł jest dobry, to czemu nie wykorzystać go ponownie, ale z drugiej strony, jeśli czyta się obie serie tej autorki, to ma się wrażenia déjà vu. Po przeczytaniu „Dworu skrzydeł i zguby” widać wyraźnie, że to nie koniec, gdyż ten tom pozostawił wiele niezamkniętych wątków, które jak przypuszczam, autorka ma zamiar kontynuować w kolejnych tomach. „Dwór skrzydeł i zguby” to dobra książka, jednak moim zdaniem nie dorównuje drugiemu tomowi, który wzbudził we mnie więcej emocji i który czytałam z o wiele większym zaangażowaniem. Nie podoba mi się do końca, to co autorka zrobiła z poszczególnymi bohaterami oraz jestem lekko rozczarowana finałowym starciem, które było do bólu schematyczne. Mimo to nadal uwielbiam świat wykreowany przez Sarah J. Maas i z niecierpliwością czekam na to, co autorka wymyśli dla nas w kolejnych tomach. Za granicą ukazała się już nowelka „A Court of Frost and Starlight”, która ukazuje zdarzenia, jakie mają miejsce po zakończeniu „Dworu skrzydeł i zguby”, ale nie jest to jeszcze kolejny tom. Osoby, które czytały poprzednie części, raczej nie trzeba przekonywać do sięgnięcia po kontynuację, ale jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to uważam, że warto poświęcić trochę czasu na poznanie tego fantastycznego świata. http://someculturewithme.blogspot.com/2018/07/to-co-jest-nasza-saboscia-moze-okazac.html
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
05-09-2017 o godz 19:18 przez: Zaczytane Jeże
Drogi Imperatorze! Niedawno poznałam grupę przyjaciół, którzy namówili mnie do bliższego przyjrzenia się ziemskiej literaturze i próby jej ocenienia. Na początku byłam sceptycznie nastawiona do idei tego pomysłu, lecz szybko doszłam do wniosku, że pisanie recenzji pozwoli mi spojrzeć na czytane pozycje z szerszej perspektywy. Wszelkie prace będę odtąd przesyłać do Twej wnikliwej oceny (zaczynając od recenzji wydanej jedynie w krajach anglojęzycznych, niewydanej jeszcze w Polsce, książki Sarah J. Maas "A Court of Wings and Ruin", która dołączona jest do niniejszego listu). Żywię nadzieję, iż lektura zebranych przeze mnie danych dostarczy wielu interesujących Cię informacji odnośnie świata, kultury i sposobu myślenia ludzi. Niech Twa władza trwa wiecznie Kot (...) W mojej pięciogwiazdkowej skali trzecia część Dworu Cierni i Róż zasługuje na cztery. Jest dobrze skomponowana, lekka i przyjemna w czytaniu, bohaterowie dobrze wykreowani, jednak momentami mogą wydać się przekoloryzowani, a przeciąganie akcji i niektórych opisów jest zbędne. Po dłuższą i szczegółową recenzję zapraszamy pod aders: http://zaczytanejeze.blogspot.com/2017/09/a-court-of-wings-and-ruin-dwor-skrzyde.html
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
03-10-2018 o godz 08:20 przez: Anonim
Porywająca jak każda z wcześniejszych części. Zaskakujące zwroty akcji. Nie jest tak dobra jak druga część, ale nadal przyciąga jak magnez i nie idzie się oderwać. Jedynym wielkim minusem są liczne literówki i błędy... Ale to już wina wydawnictwa. Błędy pojawiały się też w poprzednich częściach, jednak w tej wyjątkowo kuły mnie w oczy. Chyba jest ich po prostu więcej. Daje 5 gwiazdek dla autorki i sensu książki. Jakbym miała ocenić wydawnictwo to byłaby to jedna gwiazdka.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
3/5
05-11-2017 o godz 21:42 przez: Nemezis
"Dwór skrzydeł i zguby" - zwieńczenie trylogii autorstwa Sarah J. Maas, która od pierwszego tomu skradła moje serce. Ogromnie się cieszyłam, gdy wreszcie dostałam swój długo wyczekiwany egzemplarz, zwłaszcza że ponad 800 stron powieści traktowałam jak gwarancję, że ta przygoda nie zakończy się zbyt wcześnie. Z jednej strony miałam ochotę przeczytać ją jak najszybciej, by zaspokoić ciekawość, ale z drugiej... nie chciałam też jej kończyć, mając świadomość, że ta część jest już ostatnią (wiem, mają się ukazać jeszcze nowelki, ale to już nie to samo). Po wydarzeniach, jakie rozegrały się na Hybernii, Feyra powraca na Dwór Wiosny i powoli wprowadza w życie swój plan. Chociaż zaczyna stopniowo odbudowywać zaufanie Tamlina, Lucien przygląda się jej poczynaniom z nieskrywaną podejrzliwością. Tymczasem na Dworze Nocy trwają przygotowania do zbliżającej się wojny. Aby mieć choć cień szansy w starciu z potęgą wojsk Hybernii, wszyscy książęta Prythianu muszą połączyć swoje siły i zjednoczyć armie. Nikt się jednak do tego nie kwapi, a napięte stosunki pomiędzy Dworami oczywiście nie ułatwiają im zadania. Czy władcy zdołają odłożyć na bok dawne urazy i wspólnie stawić czoła wrogowi? A może część z nich będzie wolała sprzymierzyć się z okrutnym królem, mając wciąż w pamięci krzywdy wyrządzone im przez Amaranthę? Poprzednie tomy serii wciągnęły mnie bez reszty, oczarowując rozbudowanym światem wykreowanym przez autorkę i intrygując stworzonymi przez nią postaciami. Karty powieści przyciągały mnie siłą wręcz magiczną, każąc chłonąć każde słowo i nie pozwalając się od nich oderwać. Tym razem jednak... chociaż historia pozostała całkiem wciągająca, czar prysł i niemal cały jej urok gdzieś się ulotnił. W porównaniu do "Dworu mgieł i furii", który wyszedł Maas rewelacyjnie, ten był zaledwie przeciętny. Brakowało mi tego wątku miłosnego, którego rozwój na kartach drugiego tomu śledziłam z bijącym sercem. Tutaj wypadł blado i nudno. Nic się właściwie nie działo, w kółko tylko sceny łóżkowe. Kilka bym zrozumiała, ale nie aż tyle. Czytając je, czułam się zniesmaczona, że autorka z dwojga moich ulubionych bohaterów zrobiła ni mniej, ni więcej, tylko parę nimfomanów. Żeby chociaż rozmawiali o czymś innym... Do tej pory byłam przekonana, że czytam powieść fantasy, a nie erotyczną, ale to był chyba błąd. Te wzajemne docinki, najpierw Feyry i Luciena, potem Feyry i Rhysa, które tak mnie zawsze rozśmieszały, występują w tym tomie w śladowej ilości. Uwielbiałam te pełne humoru dialogi. Niestety tego również zostałam w dużym stopniu pozbawiona. A potencjał był, i to niemały, chociażby w przypadku Nesty. Wielka szkoda, że nie został wykorzystany. Co jeszcze nie przypadło mi do gustu? Bohaterowie, a właściwie bohaterki - Feyra i Nesta. Ta pierwsza, do tej pory taka wrażliwa na krzywdę innych, starająca się chronić niewinne istoty, zaślepiona zemstą stała się wręcz bezwzględna i wyrachowana. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że w efekcie jej działań mogą ucierpieć osoby, które w niczym nie zawiniły. A potem, jak gdyby nigdy nic, znów wróciła ta jej przejmująca się wersja. Była tak przywiązana do swoich przyjaciół i tak wiele dla niej znaczyli, że nazywała ich rodziną. Ale gdy przyszło co do czego, zachowywała się, jakby nie miała do nich za grosz zaufania. Wszystko wolała robić sama. I to w tajemnicy. Nie mniej irytująca była również Nesta, przynajmniej przez większą część historii. Ta jej wyniosłość i pogarda strasznie działały mi na nerwy. A fakt, że zazwyczaj nie raczyła nikomu odpowiedzieć, tylko uparcie milczała, jeszcze pogarszał sprawę. "Dwór skrzydeł i zguby" nie zdołał oczarować mnie tak, jak poprzednie tomy cyklu. Jednak mimo tego rozczarowania, jakie mi zaserwował, nie żałuję, że po niego sięgnęłam. Ta lektura miała jednak parę plusów. Pozwoliła mi poznać wreszcie wszystkich książąt Prythianu i dowiedzieć się więcej o ich ziemiach, a także o panujących między nimi relacjach. Pojawiły się nowe, intrygujące istoty, a Rzeźbiący w Kościach, Tkaczka i Amrena... warto było ujrzeć ich w nowym świetle. Chociaż ogólny przebieg akcji okazał się przewidywalny, autorce parę razy udało się mnie autentycznie zaskoczyć. Pomimo wszystkich wad i niedociągnięć (korekta w ostatnich rozdziałach też pozostawiała wiele do życzenia), powieść czytało mi się całkiem przyjemnie, a przedstawiona w niej historia mnie wciągnęła. Czy "Dwór skrzydeł i zguby" warto przeczytać? Bezapelacyjnie najlepszą częścią serii pozostaje dla mnie "Dwór mgieł i furii", który ujął mnie pod każdym względem. Jeśli liczycie na coś równie dobrego, rozczarujecie się. Poza tym wiele wątków pozostało niedomkniętych, więc nie dostaniecie też wszystkich odpowiedzi. Jeżeli bliższe poznanie Prythianu i kilka krwawych bitew Wam wystarczy, ryzykujcie. Ja nie polecam. I piszę to z ciężkim sercem. Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Uroboros ogrodksiazek.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
27-04-2018 o godz 07:23 przez: Kinga Łuczyńska
Słuchajcie, do tej pory nie mogę uwierzyć, że aż tyle zwlekałam z przeczytaniem trzeciego tomu serii o Dworze cierni i róż. Tom drugi niespecjalnie przypadł mi do gustu, więc sugerowałam się tym, iż ten trzeci raczej nie będzie za specjalnie dobitny. I teraz zaczynam zastanawiać się jak mogłam wytrzymać aż tyle czasu bez przeczytania Dworu skrzydeł i zguby. To co robi z Nami Autorka jest niemożliwe, zaskakujące, obłędne, szokujące! W tej książce dzieje się tyle rzeczy, fabuła jest tak bardzo urozmaicona, że aż ciężko choć na chwilę odłożyć ją na bok. Książka ma 848 stron, ja zaś przeczytałam ją w niecałe trzy dni. Dała mi takiego kopa, jakiego nie dała mi już dawno żadna inna książka. I kto by przypuszczał, że będę jeszcze kiedyś czytała taką fantastykę? Byłam pewna, że na Harrym Potterze zakończyłam przygodę z takim gatunkiem. Prawda jest taka, że jak znajdzie się Autora, który w idealny sposób potrafi stworzyć i wykreować taki świat, to wtedy nie ma znaczenia czy jest to fantastyka czy też nie. Wszystko zależy od pomysłu, od stylu pisania i od oryginalności, która zdecydowanie pojawia się w tych książkach. Warto już na samym początku wspomnieć, że jest to ostatni, trzeci tom o przygodach naszej ulubionej bohaterki - Feyry. Akcja w tej części toczy się chyba najszybciej, wszystko nabiera tempa, pojawia się bardzo duża ilość opisów, miejsc, wojen, bitew. W tej części również występuje najwięcej postaci, ponieważ w fabule z każdego domu pojawia się władca, w celu zjednoczenia sił na wojnie przeciwko wojskom Hybernii. Wydaję mi się, że książkę można spokojnie podzielić na dwie części. Pierwsza jest najbardziej podobna do poprzednich dwóch tomów, w których fabuła jest troszkę monotonna, mało się w niej dzieje. Bowiem wtedy Feyra trafia do dworu wiosny, gdzie bacznie obserwuje Tamalina oraz całą jego świtę. Pragnie zebrać jak najwięcej wiedzy na jego temat, tego jakim wojskiem prosperuje, co dokładnie ma w planach, czyli po prostu śledzi go, stale przy tym wspominając, że nie może już wytrzymać i pragnie wrócić do Rhysa. Ta część jednak szybko się kończy, bo po pewnym czasie, pomimo ogromnego trudu i problemów, Feyra wraca do swojego domu. Tam też fabuła momentalnie przyspiesza, od razu zaczyna się coś dziać,stale są poruszane kwestie dotyczące wojen, wspólnego knucia. Poznajemy coraz to więcej osób, które stale przewijają się w historii. Zaś to, co Autorka zostawia nam na koniec, to czysta wisienka na torcie. Opisy bitew i walk są genialne! Nie sposób ich pominąć albo oderwać od nich oka. Dzieje się w nich tak wiele, że ciężko aż skupić się na jednym szczególe w historii, bo za moment musimy zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem przed jakim stawia nas Sarah J. Maas. ,,Powtarzałam po cichu w ciemności ich imiona, w kółko i w kółko. Rhysand. Mor. Kasjan. Amren. Azriel. Elain. Nesta." Mojej uwadze również nie uszedł fakt, że Autorka skupiła się bardziej na ukazaniu i zaprezentowaniu nam postaci płci żeńskiej, szczególnie Amrenny oraz Morrigan. Dodatkowo, bardzo ważne są siostry Feyry - Nesta oraz Eleina, które jak się okazuje w dość dużym stopniu wpływają na fabułę i przez nie, wiele się dzieje. A kim w tej części jest sama Feyra? Na pewno należy zaznaczyć, że przeszła ona ogromną przemianę od pierwszego do trzeciego tomu. Widać to na każdym poziomie w fabule. Z wystraszonej i biedny dziewczyny, przeistacza się w wojowniczą kobietę, kochankę, która jest w stanie zrobić wszystko, aby ocalić bliskich. Wiele razy ociera się o śmierć, ale nie potrafi tego potraktować jako nauczki, stale brnie na przód. Czytałam już wiele opinii na temat tej książki i stwierdzam, że są one bardzo pomieszane. Zauważyłam, że albo książka kogoś zachwyciła tak jak mnie, albo odrzuciła. Nie wiem czemu istnieje taka rozbieżność pomiędzy opiniami, no ale trudno. Ja powtórzę swoje zdanie, jestem tą pozycją kompletnie zaskoczona i zachwycona. Moja opinia pozostaje niezmienna przez wzgląd na pomysł związany z fabułą, na jego wielowątkowość, na te wszystkie szczegóły, które pojawiają się w książce. Na ogromny plus zasługują również historie poboczne, które również są przedstawione w bardzo ciekawy i przejmujący sposób. I chyba najważniejsze, to styl oraz sposób w jaki Sarah J. Maas pisze. Uważam, że aby zbudować i przelać taką historię na papier, potrzeba naprawdę wiele talentu, cierpliwości oraz odwagi. Nie dość, że wszystko do siebie pasuje, to na dodatek Autorka bardzo precyzyjnie dba o szczegóły, nie gubiąc się w tym. Sarah również skupia się na tym, aby fabuła, historia i ogólnie cały świat przedstawiony, wywierały na czytelniku bardzo silne emocje. Jest to już widoczne od pierwszych stron, a nie mówiąc już na zakończeniu książki. Według mnie trzecia część jest genialna, nieskazitelna i zdecydowanie zasługuje na uznanie. Jeżeli zastanawiasz się czy sięgnąć po ten tytuł, to zdecydowanie warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-11-2017 o godz 13:33 przez: Layla A.
" Powtarzałam po cichu w ciemności ich imiona, w kółko i w kółko. Rhysand. Mor. Kasjan. Amren. Azriel. Elain. Nesta. " Z pewnością „Dwór skrzydeł i zguby” to tom, nad którym autorka musiała się naprawdę skupić i napracować. Gdyż jest to część z której poznajemy bohaterów i ich historię nieco bliżej. Poznajemy wszystkich książąt Prythianu, oraz ich moce i słabe strony, poznajemy ich towarzyszów życia, jak i wrogów, co było dla mnie bardzo ciekawe, gdyż w poprzednich tomach było o nich naprawdę mało. A to, że w tym tomie musieli pokazać czy są razem czy z królem Hybernii pozwoliło nam poznać ich lepiej i myślę, że to jest jedna z tych rzeczy, która najbardziej mi się w tej części spodobała. Oczywiście jeżeli poznajemy książąt to również ich dwory, autorka kieruje nas na wszystkie strony Prythianu jak i część ziem zamieszkiwanych przez ludzi. Odkrywamy tajemnice innych dworów, oraz ich wszystkie najciemniejsze zakamarki. Towarzyszą nam w tej podróży odrażające kreatury, które tylko marzą, aby zawrzeć z nimi niebezpieczny układ, który obrócą przeciwko nam. "Dwór skrzydeł i zguby" to książka, w której dzieję się tyle, że nawet teraz nie mogę pojąć jak autorka zmieściła to wszystko w jednym tomie. Feyra przebywa na Dworze Wiosny, gdzie udaję swoją miłość do Tamlina i nienawiść do Rhysanda, ale tak naprawdę mieszkańcy nie wiedzą, że w ich domu przebywa Księżna Dworu Nocy, która przyszła z zemstą. Nie zostaję im dłużna, i zostawia Dwór w rozsypce i wraca do miłości swojego życia. Jednak nie ma czasu na sielankę, gdyż Król Hyberni jest coraz bliżej i Prythian musi zebrać siły, żeby zwyciężyć te bitwę. Nie wszyscy jednak podzielają jej pomysł i książęta Dworów muszą przemyśleć wszystko, aby walczyć u boku Illyrów, Rhysanda i pierwszej księżnej. Wszyscy jednak wiedzą, że ta bitwa zmieni wszystko i pozostaję im tylko modlić się do Kocioła, aby nie zmiótł ich wszystkich z ziemi, a razem z nimi ich ukochanych domów. Jest to nie tylko walka z czasem, ale również ze swoimi słabościami, walka z nieokiełznaną magią i potworami, które czają się w ciemnościach. Ale czy Feyra jest gotowa ze zmierzeniem się ze swoimi najmroczniejszymi słabościami ? " Words had become as foreign and hard to reach as the stars. " Jest to tak bardzo emocjonalna książką, że nawet gdy już skończyłam ją czytać to nadal czuję się jakby za chwile autorka miała przebić moje serce cierniami. Czytałam tą książkę jednym tchem i wydaje mi się, że nie tylko ja, gdyż tą książkę nie da się odłożyć nie skończywszy jej. To co serwuje nam Sarah J. Maas jest po prostu rewelacyjne i tragiczne. Obiecuje wam, że finał tej serii zmrozi wam krew w żyłach, przepełni was nieograniczonym bólem, wbije tysiące igieł w wasze serce, żeby za chwilę móc je uleczyć. To co przeżywałam jest dla mnie niepojęte, a łzy które przelałam czytając ją dalej czuję na policzku. Chylę czoło przed geniuszem autorki i wszystkimi bohaterami tej serii, którzy robili z moimi emocjami co tylko chcieli, a ja oddałam się im w całości. Nie sądziłam, że ostatni tom tej serii może być tak dobry i tak mocny, jest to ewidentnie książka, która w pełni pokazuję czemu autorka jest tak znana i dlaczego wszyscy tak chętnie sięgają po jej twórczość. " One life may change the world. " Nie będę się rozwodzić nad Feyrą i Rhysandem ponownie, gdyż dobrze wiecie, że kocham ich całym sercem i w tym tomie było tak samo. Jednak to co działo się w tej części między Kasjanem i Nastą jest po prostu rewelacyjne, i to co autorka zrobiła z nimi i jak prowadziła to wszystko, bardzo mi się podobało. I co mogę powiedzieć? Jestem nimi oczarowana do granic możliwości. I z pewnością ten tom, według mnie należał między innymi do nich. Zdaję sobie sprawę, że pewnie w tym momencie recenzje tej książki pojawiają się wszędzie i dla osób, które nie zapoznały się z tą serią czy nawet częścią (co jest dla mnie niepojęte) musza już mieć tego dość, jednak chciałam dodać słowo od siebie, żeby namówić tych co nie czytali, żeby zrobili to jak najszybciej. Nie są to książki, obok których można przejść obojętnie. Jest to ewidentnie jedna z moich ulubionych serii, która na zawsze będzie miała swoje miejsce w moim sercu. Do dziś pamiętam dzień, w którym zobaczyłam zapowiedź „Dworu cierni i róż”, a jako fanka Pięknej i Bestii, zapragnęłam mieć tą książkę w swoich rękach. Nie wiedziałam wtedy, że będzie to seria, która zapoczątkuje moją miłość do Fae, Feyry, Rhysanda i Kasjana, nie sądziłam, że będzie to seria przy której przeleje tyle łez. Mam wielką nadzieję, że każdemu fanowi książka spodobała się tak bardzo jak mi i, że ich emocje były jak istny rollercoaster. A do wydawnictwa mam tylko jedno „Sprowadźcie do mnie Sarah J, Maas”. https://in-my-different-world.blogspot.com/2017/10/dwor-skrzyde-i-zguby-sarah-j-maas.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
06-03-2018 o godz 18:26 przez: Kamila Kaczmarska
Po koszmarze, jaki zgotował mi Dwór mgieł i furii sięgałam po tę książkę jak po karę. I nie wiem czy to moje mocno negatywne nastawienie, zaniżenie poprzeczki, czy ta książka rzeczywiście była lepsza, ale nawet udało mi się wciągnąć i na pewno wyklinać znacznie mniej. Książkę zaczynamy z Feyrą z powrotem na Dworze Wiosny, która przepełniona gniewem i żądna zemsty pragnie ukarać Tamlina za jego umowę z Hybernią. Działa jako szpieg, przysłuchując się i oszukując, by następnie wrócić do Velaris i opowiedzieć wszystko Rhysowi. Jednak coś krzyżuje jej plany, powrót do domu okazuje się trudniejszy, w dodatku przyprowadza ze sobą niespodziewanego gościa. Jak się okazuje, Hybernia planuje zniszczenie muru oddzielającego Prythian od świata ludzi i muszą natychmiast zacząć planować obronę. W tym celu zwołują wszystkich książąt i zbierają sojuszników, którzy będą zdolni walczyć w tej bitwie. W dodatku Nesta i Elaina dostały od Kotła więcej, niż wszyscy sądzili i mogą one być kluczem do jego zniszczenia. Szykuje się wojna, w której zginie masa ludzi i fae, wszyscy muszą postępować ostrożnie i nie dać się złamać od środka, a tym bardziej nie dać się zabić. Tak jak Feyra w drugiej części była zbolała i jakatoonasmutna, tak teraz jest zła i żądna zemsty i, jak możecie się domyślić, jest to tak samo denerwujące. Zwłaszcza, że powtarza to co parę stron. Ale! Tylko podczas pobytu na Dworze Wiosny, ponieważ później ona – o zgrozo – naprawdę zaczęła używać tej swojej makówki i choć wciąż bajdużyła, i przywodziła mi na myśl rozmarzone dziecko, to naprawdę zaczęła być znośna. Sama nie mogę w to uwierzyć. Co do innych bohaterów, stało się to samo co w Imperium burz, czyli romanse. Każdy musi kogoś mieć lub w kimś się podkochiwać, to już stało się standardem, choć tutaj Maas tak bardzo tych bohaterów nie zniszczyła, nie popsuła charakterów, chyba bardziej się postarała. Zauważyłam jednak coś śmiesznego, mianowicie drugim największym problemem bohaterów w książkach Maas (tutaj zaraz po Hybernii) są właśnie miłosne rozterki i mimo wszystko jest to dosyć zabawne. Jak dla mnie też nieco odejmuje powagi całej akcji. A teraz całkiem szczerze, ta książka naprawdę jest lepsza od drugiej części. Tak jak napisałam na początku, nie miałam na nią najmniejszej ochoty i niesamowicie żałuję, że się zapisałam na egzemplarz recenzencki, bo mam tę książkę już od października tamtego roku, a mamy marzec i dopiero dodaję recenzję. O ile przez początek nie mogłam tego czytać, bo ani na chwilę nie potrafiłam wykrzesać z siebie nienawiści do Tamlina, później Feyra wróciła do Rhysa i pierwsze co, to pojawiła się łóżkowa scena (trwająca cztery strony), już miałam rzucić to w cholerę, to później naprawdę zaczęło się coś dziać. I nie była to akcja rodem z drugiej części, czyli ratowanie Feyry z jej koszmarów, a faktycznie nadciągające niebezpieczeństwo i podjęte wobec tego działania. Może dzięki temu (albo może Maas w końcu się ogarnęła) erotycznych scen Feyry i Rhysanda było bardzo mało, chyba trzy albo cztery, a razem z tym odpuszczone zostały seksualne podteksty, potyczki słowne i "kuszenie" siebie nawzajem. Nawet nie wiecie jak dobrze mi się czytało bez tego. W ogólnym rozrachunku ta książka nie wypadła tak źle, jak się spodziewałam. Były błędy, mniejsze, które mi się nie podobały, między innymi chciałabym "zobaczyć" więcej relacji czysto rodzinnych między bohaterami, bo Feyra cały czas powtarza jak się kochają, ale głównie są to tylko słowa. Sytuacji, które mi nie przypadły do gustu, dla mnie niepotrzebnych, było dużo, ale wyciąganie każdej z osobna mija się z celem, nie chcę też zbytnio spoilerowac. Tamlina dalej lubię, Maas nie udało się mnie złamać aż do końca (zwłaszcza, że pozwoliła mu odpokutować), Feyra wciąż jest głupiutka i chyba nic tego nie zmieni, Rhysa lubię, choć nie ubóstwiam – reszta bohaterów jednak specjalnie na mnie nie wpłynęła, nie było okazji, by jakkolwiek się z nimi zżyć, poznać lepiej, tego też mi brakowało. Książka mnie nie "zniszczyła" tak jak większości, ale przyznaję sama przed sobą, że jestem pozytywnie zaskoczona i udało mi się wciągnąć w akcję – dzięki temu, że ona rzeczywiście była. Jestem nawet na tyle emocjonalna, że na niektórych scenach się wzruszyłam, zwłaszcza pod koniec, gdy przeczytałam jak nazywały się statki. Czy polecam? Sama nie wiem. Niby było lepiej, ale to wciąż nie jest to. Książka o dziwo przyjemna, ale osobiście nie doczytałam się żadnych większych wartości ani czegoś, co w niej można uwielbiać. Sam zamysł, świat fae, magiczne postacie, jest dla mnie intrygujący i bardzo te klimaty lubię, ale takie wykonanie akurat mi nie podpadło. Jeśli kogoś, tak jak mnie, zraził drugi tom, to bym się zastanowiła, ale jeśli nie, to jak najbardziej sięgajcie. 5/10
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
25-02-2019 o godz 22:26 przez: PolishGirlWithBooks
„Dwór Skrzydeł i Zguby” Sarah J. Maas „Dwór Skrzydeł i Zguby” to trzecia część powieści Sarah J. Maas, opowiadająca o przygodzie Feyry Archeron. Feyra podstępem wraca na Dwór Wiosny, udając, że jej uczucie do Tamlina nie przeminęło, a jej więź z Księciem Dworu Nocy została na zawsze rozerwana. Jej prawdziwe zamiary szybko wychodzą jednak na jaw, nie trzeba więc długo czekać na ponowne pojawienie się Rhysanda przy boku głównej bohaterki. Zbliża się wojna, poszczególne Dwory nie są skore współpracować ze sobą, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że nie wierzą do końca w szczerość intencji Feyry i Rhysanda. W tym wszystkim, miłość głównych bohaterów rozwija się, chociaż to nie jedyne wątki romantyczne w tej książce. Czy miłością i zaufaniem uda im się przekonać innych do wspólnej sprawy? Czy wygrają wojnę? Poradzą sobie z ogromną mocą Kotła i przechytrzą Króla Hybernii? O pomoc jakich istot będą musieli prosić, by przechylić szalę zwycięstwa na wojnie na swoją stronę? To wszystko znalazło się na 843 stronach trzeciej części Dworów. „Nie ukłonię się przed nikim i niczym poza moją koroną.” „Dwór Skrzydeł i Zguby”, jako nowatorsko przedstawiona opowieść o Pięknej i Bestii, swoją historią przyciąga do siebie wiele osób. Rhysand, który w tej części zostaje ukazany jako mężczyzna idealny, odważny, przystojny, o dobrym sercu i szczerej miłości do Feyry, pewnie nie tylko mnie przyciągnął do przeczytania całej serii. Tym bardziej po wydarzeniach w „Dworze Mgieł i Furii”, przeczytanie dalszej części było musem! Jednak szczerze, nie do końca zostałam zaspokojona tą książką. Spodziewałam się wielkiego finału, czegoś o wiele bardziej emocjonującego, takie tomiszcze do przeczytania, więc myślałam, że będzie jakieś BUM na koniec, jednak nic takiego nie było. Czuje niedosyt jeśli o to chodzi. Po rozwiązaniu akcji wszystko szybko się potoczyło, jednak nic dobrze nie zostało wyjaśnione. Jakby autorka sama nie wiedziała jak to skończyć, jakby spieszyła się z tym? To dla mnie duży minus, pomimo tego, że cała historia ogólnie mi się podobała. Kolejną sprawą, którą chciałabym tutaj poruszyć, jest postać samej Feyry. Nie wiem dlaczego, ale w jakiś sposób denerwuje mnie sama jej osoba. Miłość ponad wszystko, wszystkich chce uratować, za każdego się poświęcić, ale jednocześnie nikogo nie słucha, robi co chce, jest udręczona bo bierze całą winę za wszystko co złe na siebie, czasami mam wrażenie, że zachowuje się jak rozwydrzona nastolatka, która sama nie wie czego chce, ale to tylko moja opinia. Tym, co ogólnie bardzo mi się podoba w całej serii Maas, to przedstawienie pojęcia przyjaźni. Są prawdziwe, oddane, mocne, jakiekolwiek nieporozumienia są wyjaśniane. To jest rzecz, która nadaje życiu sens i w bardzo dobry sposób jest to oddane w tych książkach. W „Dworze Skrzydeł i Zguby” można lepiej poznać pozostałe siostry Archeron – Nestę i Elainę. Choć od samego początku serii temat Nesty denerwował mnie, to dopiero pod koniec trzeciego tomu, można ujrzeć, że ta kobieta jednak ma serce i jakiekolwiek uczucia. To miła niespodzianka, tym bardziej, że bardzo podoba mi się, jak rozwija się jej uczucie do Kasjana. Kolejna sprawa, nie wiem dlaczego, ale nie podoba mi się brzmienie polskich tłumaczeń imion bohaterów. Gdzie Rhysand w oryginale, to Rhysand w polskiej wersji, tak samo Azriel to Azriel, lecz Kasjan? Amrena? Oryginalne brzmienie tych imion bardziej tutaj pasuje, przynajmniej według mnie. O wiele lepiej czytało by mi się, gdyby to był Cassian czy Amren. Ogólnie rzecz biorąc, cała seria jest piękną i ciekawą historią, która trzyma w napięciu. Tak jak w poprzednich częściach, tak w tej, były momenty, gdy łezka popłynęła (a nawet nie jedna!), autorka doskonale umie złapać czytelnika za serce i wywołać często bardzo gwałtowne odczucia. Ma swój charakterystyczny sposób pisania, jednak potrafi przy sobie zatrzymać czytelnika. Jedyną rzeczą, nad którą się zastanawiam, to czy kolejna część jest potrzebna? Ta historia kończy się szczęśliwie, wszystko układa się dobrze, zło zostało pokonane, a miłość będzie wieczna. Nie jestem przekonana, czy wydanie kolejnej części nie będzie już za bardzo naciągane. Podsumowując, ta książka jak i cała seria, pomimo pewnych niedociągnięć, jest godna polecenia, być może kiedyś wrócę do tej historii, bo to naprawdę piękna opowieść o miłości. Jest pełna humoru i zaskakujących akcji. Pomimo tego niesatysfakcjonującego zakończenia, pozostawia po sobie pewnego rodzaju kaca, którego ciężko się pozbyć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
01-04-2018 o godz 19:38 przez: Laurie
http://zniewolone-trescia.blogspot.com To jednak z kilku książek, na które czekałam tak niecierpliwie, jak tylko można. Nie mogę powiedzieć, że jest najlepsza, jednak na tle pozostałych tomów „Dworu...” wybija się naprawdę mocno. Sarah J. Maas wie, jak wieńczyć swoje dzieła, by zrobić to z odpowiednim przytupem. Prawie do samego końca nie miałam pewności, jak się to skończy, kto przeżyje, a kto umrze. Pewnie będę w mniejszości, ale z trzech części, na które podzielona jest ta powieść, najbardziej podobała mi się pierwsza. Większość pewnie zapyta: „Dlaczego? Przecież to była głupia zemsta Feyry”. Właśnie dlatego. Owszem, przykro mi z powodu mieszkańców Dworu Wiosny, jednak nie potrafię odmówić Feyrze prawa odwetu. Zresztą Tamlin sobie na to zasłużył. Naprawdę był tak naiwny, sądząc, że ochroni swych poddanych po tym, jak oddał się w ręce króla Hybernii? Żałuję, naprawdę żałuję, że Tamlin okazał się takim gnojkiem i nie jest mi go żal. Nie ratuje go nawet końcówka, choć przyznaję, że nie spodziewałam się, że zachowa się tak odpowiedzialnie. Za to chyba poprawiłam swoje zdanie o Lucienie, który tak mnie zawód w poprzednim tomie. Nie jestem zresztą pewna, co o nim sądzić. Z jednej strony sprawa z Elainą, z drugiej jego wdzięczność wobec Tamlina. Ciężko mi jednoznacznie określić, w które jego wcielenie wierzę. Na początku bardziej z nim sympatyzowałam, teraz już potrzebuję chyba więcej argumentów, żeby wrócić do tamtych emocji. Cieszę się też, że Dwór Snów dostał więcej czasu antenowego pomimo narracji Feyry. Martwiłam się o Kasjana i Azriela, odkąd skończyłam poprzedni tom. Miło było ich znów zobaczyć całych i zdrowych. Zresztą o Mor i Amrenie mogę powiedzieć to samo. O ile poprzednio nie potrafiłam wybrać, które z nich jest najbliższe memu sercu, to teraz już z całą pewnością wskazuję na Azriela. Ujął mnie swoją postawą wobec Elainy – kibicuję im – ale też pokazał nieco więcej pazurków, kiedy uczył Feyrę latać. Z Dworu Snów chyba tylko Kasjan nie pokazał niczego nowego, może nie licząc brawury, ale to akurat zbyt chwalebne nie było. Zresztą „Dwór Skrzydeł i Zguby” przedstawia nam całe spektrum nowych postaci, które wcześniej poznaliśmy jedynie z opowieści, bądź były na tyle mało znaczące, że pewnie jak ja wielu czytelników się nimi nie zainteresowało. Nie przekonałam się do Juriana, na myśl o Beronie, Erisie i reszcie rodziny Luciena krzywię się, ale już pozostali książęta zyskali przynajmniej cień mojej sympatii. Jednak moje serce podbiła Viviane, żona księcia Zimy, Kalliasa. Raz, że mam słabość do jej imienia, dwa, jest naprawdę sympatyczną postacią, której chciałabym przeczytać coś więcej. Nie mogę też nie wspomnieć o siostrach Feyry, które również odegrały niebagatelną rolę w tej historii, a każda z nich przekonała mnie do siebie w pewnym momencie. Słowne potyczki pomiędzy Nestą a Kasjanem zostaną długo w mojej pamięci razem z uśmiechem, które wywołały. Dwoje głównych bohaterów zostawiłam sobie na koniec. Czy mogę tak nazwać Rhysa? Myślę, że tak, bo było go na tyle dużo, że trudno o nim choć na chwilę zapomnieć. O ile lubię Feyrę, choć potrafi być impulsywna i irytująca, to do Rhysa nie mogę się przekonać, a nawet powiem, że szczerze go nie znoszę. Nie chodzi tu o jego charakter, natrętne narażanie własnego życia czy wieczne uszczypliwości wobec ukochanej. Nie znoszę tego, co ten facet ze mną robi. W jednej chwili doprowadza mnie do wybuchu śmiechu, by potem wycisnąć łzy. Możecie mnie za to ubiczować, ale Rhys nigdy nie znajdzie się na mojej liście ulubionych bohaterów. Czy w tej powieści nie jest przypadkiem za dużo Feyry i Rhysa? Trudno, żeby nie było, skoro narratorką opowieści jest Feyra. A że to papużki-nierozłączki i świata poza sobą nie widzą... Nie jestem przeciwniczką jednego, wiodącego prym wątku, ale wiele rzeczy w „Dworze Skrzydeł i Zguby” aż się prosi o więcej miejsca. Ograniczenie się do narracji pierwszoosobowej jednej tylko postaci – dwa rozdziały Rhysa to nawet nie jest jeden procent – może być tu poważną wadą, dla mnie to też pewien dyskomfort. Nie jestem usatysfakcjonowana, wiele wątków zostało uciętych w miejscu pozostawiającym pytania o dalszy ciąg. Jednak sama powieść jest świetnym zwieńczeniem trylogii. Nie zostałam zawiedziona, nie ma tu przedramatyzowania, postacie wciąż się rozwijają, pojawiają się nowi gracze, na których warto zwrócić uwagę. Jeśli wyjdzie jakaś dodatkowa historia z tego uniwersum – a słyszałam coś o nowelce – chętnie po nią sięgnę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-12-2017 o godz 12:23 przez: redgirlbooks
''(...)Jeśli on był ciemnością, ja byłam migoczącymi gwiazdami, które dobrze widać tylko w jego ciemnościach''. Ferya z powrotem trafia na Dwór Wiosny. Tamlin nie przypuszcza, że jego ukochana doprowadzi go do zguby. Księżna Dworu Nocy krok po kroku układa misterną sieć kłamstw, aby lud Księcia Dworu Wiosny obrócić przeciwko niemu, a własnemu zapewnić bezpieczeństwo. Król Hybernii nadal jest w posiadaniu kotła, za pomocą którego mógłby zburzyć cały świat. Nie tylko istot Fae, ale również ten ludzki, po drugiej stronie muru. Ferya musi dowiedzieć się, gdzie Hybernijczycy zamierzają uderzyć oraz jak długo kocioł będzie regenerował siły po ostatnich wydarzeniach. Wojna jest tuż, tuż, potrzebni są sojusznicy i nowe sprzymierza, lecz komu można zaufać? Kto będzie wrogiem, a kto przyjacielem? Czy Księżnej Dworu Nocy, jej towarzyszu i przyjaciołom uda się stworzyć lepszy świat? Uwielbiam twórczość Sarah J. Maas. Seria ''Szklany tron'' definitywnie podbiła moje serce. Również pierwsza i druga część Dworów zapisała się w mojej pamięci. Jeśli chodzi o ''Dwór skrzydeł i zguby'' nie do końca zostałam usatysfakcjonowana. Ferya w roli szpiega wyszła dość niewiarygodnie. Oczekiwałam większej ilości napięcia, intryg, a otrzymałam coś, co w rezultacie okazało się niewiele wznosić do fabuły. Autorka zmarnowała potencjał tego wątku, a właśnie na niego po drugiej części czekałam najbardziej. Było też wiele niedokończonych wątków takich jak więź pomiędzy danymi bohaterami. Autorka zaczynała temat, krążyła wokół niego, a ostatecznie go porzucała. Brakowało mi rozwinięcia postaci Nesty. Moim zdaniem autorka nie w pełni wykorzystała wyrazistość tej postaci. Nesta to osoba, która z zewnątrz jest twarda i niewzruszona jak stal, a więc autorka mogłaby bardziej podkreślić te cechy, a zrobiła z niej przez większość fabuły milczącą dziewczynę. Również postać Nesty została mało pokazana i straciła na wyrazistości. Jej postać zawsze była gdzieś tam z boku, nie płynęła wraz z wydarzeniami do przodu, a wręcz pozostawała w tyle. Z racji tego, że zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie ma wyjść kolejna część Dworów, to te niedopowiedzenia potraktuję jako okazję do rozwinięcia ich w kolejnej części. Tak czy siak mam wrażenie, że czegoś mi brakuje. Skoro moje bolączki zostały wyznane to przejdę do plusów. W książce z pewnością nie brakowało akcji, intryg i przygód. Bohaterowie nie raz stawali przed trudnymi wyborami, czy musieli wyjść naprzeciw własnym lękom. Ich przyjaźń nie raz zostawała wystawiona na próbę, a oni pomimo tego wciąż przy sobie trwali. Ich więź i lojalność były niesamowicie silne, czego nie raz udowodnili. Sarah J. Maas zręcznie manewruje pomiędzy prawdą, a kłamstwem. Tu nie ma ludzi złych i dobrych, nie wiemy czego po kim mamy się spodziewać, a autorka nie raz nas zaskakuje i mąci w głowie. Dbałość o szczegóły, niespodziewane zwroty akcji, przyjaźń, lojalność, miłość i walka o lepsze jutro - to wszystko składa się na tę powieść. No i nie mogłabym nie wspomnieć o Rhysandzie, który tak bardzo różnił się od Tamlina. Kiedy zaczęłam przygodę z tą serią, a na scenę wkroczył Książę Dworu Nocy nie rozumiałam dlaczego większość czytelniczek do niego wzdycha. W końcu, kiedy ja to pojęłam, zaczęłam wzdychać i ja. Rhysand w przeciwieństwie do Tamlina traktował Feryę jak równą sobie i pozwalał jej na własne wybory. Słuchał jej i wspierał ją w swoich działaniach, a do tego ten jego swawolny urok również robi swoje. Pomimo wszystkiego nie potrafiłam oderwać się od książki. Autorka od razu wciągnęła mnie w wykreowany przez siebie świat. Sprawiała, że chciałam więcej i więcej. Mam nadzieję, że w kolejnej części znajdę to czego brakowało mi w tej, a autorka jeszcze nie raz mnie zaskoczy i pozwoli na nowo zakochać się w swojej twórczości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
06-12-2017 o godz 20:13 przez: Salivia
Po przeczytaniu Dworu mgieł i furii wprost nie mogłam doczekać się kontynuacji. Z niecierpliwością śledziłam informacje na fanpage'u wydawnictwa Uroboros, aby w końcu poznać zwieńczenie tej historii. Bo jakby na to nie patrzeć - drugi tom kończy się dramatycznie! I chociaż dostrzegałam pewne podobieństwa do Królowej cieni, to przymknęłam na nie oko, aby pozwolić porwać się tej historii. I dobrze zrobiłam, ponieważ ten tom po raz kolejny udowadnia mi, że Maas nie jest złą autorką. Znajdą się rzeczy, które można jej zarzucić (i wielu antyfanów na pewno wytknie jej potknięcia), ale możliwe, że nie wszystkich będą one drażnić. Zresztą o moich przemyśleniach na ten temat za chwilę. Historia, która została przedstawiona w tym tomie jest pełna intryg i gierek. Feyra musi pokazać, że potrafi myśleć, kombinować, kłamać i oszukiwać, aby ochronić tych, których kocha. Musi zastanawiać się, co jest moralne, komu pomóc, a kogo zawieść. Nie potrzebowałam spektakularnych pojedynków, walk i wielkich wojsk, które ścierają się ze sobą na polu bitwy. Wystarczyły mi same pomówienia i dyskusje. Nie zmienia to faktu, że starcia postaci są ciekawe i czytałam je z podekscytowaniem. Ten tom to także fajny sposób na poznanie innych dworów. Wcześniej są one zarysowane, słyszymy o nich, ale tak naprawdę niewiele wiemy na ich temat. Teraz Maas poświęciła wiele stron, aby lepiej przedstawić nam relacje między Książętami oraz opowiedzieć o ich dworach. Dla mnie był to naprawdę ciekawy element i każde informacje chłonęłam niczym gąbka. Z chęcią przeczytałabym osobne historie, które dotyczyłyby tylko postaci z danych dworów (szczególnie Dnia, Zimy i Jesieni). W ogóle w Dworze skrzydeł i zguby dowiadujemy się więcej na temat postaci pobocznych, które zostają jeszcze lepiej rozbudowane niż miało to miejsce w poprzednim tomie. Szczególnie możemy to dostrzec w przypadku sióstr Feyry! Szczerze mam nadzieje, że doczekam się spin-offa na ich temat, bo będę pierwszą osobą, aby go przeczytać. Mam nadzieję, że Maas mnie w tej kwestii nie zawiedzie! Styl Maas jak zwykle jest przyjemny w odbiorze. Czytelnik pochłania kolejne strony, bądź co bądź, obszernej powieści bez poczucia, że mijają kolejne minuty. Właściwie lektura tej książki zajęła mi dwa wieczorne posiedzenia. Dwór skrzydeł i zguby czyta się na tyle dobrze, że nie sposób oderwać się od stronic i bardzo łatwo popaść w system "jeszcze jeden rozdział", "jeszcze jedna strona", "jeszcze jeden akapit". Ale bądźmy szczerzy: kto może przerwać taką książkę "po jeszcze jednej stronie"? Co mnie nieszczególnie zadowoliło to chęć happy endu dla wszystkich. Rozumiem, że szczęśliwe zakończenia to coś, czego większość osób niejako oczekuje od książek, jednak uważam, że da się to zrobić w granicach rozsądku. Gdy jednak czytałam Dwór skrzydeł i zguby miałam wrażenie, że postanowiono nas zalać lukrem i posypać cukierkami, a to nigdy nie kończy się dobrze. I mimo że się cieszę ze szczęśliwych zakończeń, to jakoś czuję, że zabrakło w nich nieco logiki i prawdopodobieństwa. Dlatego teraz obawiam się ostatniego tomu Szklanego tronu, ale liczę, że tam Maas zaprezentuje więcej bezduszności (choć myślę, że mogę tych słów pożałować). I o ile z chęcią zobaczyłabym nieco więcej mrocznych, chłodnych, a przy tym bardziej realnych wątków, to miło będę wspominać historię Rhysa i Feyry. Uważam, że ich losy zostały wyeksploatowane w tej trylogii i próba ciągnięcia jej dalej zrobiłaby krzywdę tej serii. Dlatego mam nadzieję, że spin-offy nad którymi Maas pracuje będą się bardziej tyczyć postaci pobocznych, które zdecydowanie zasługują na uwagę. W każdym razie: na pewno będę czekać!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
26-08-2020 o godz 12:07 przez: Inthefuturelondon
Nie da się ukryć, że Sarah J. Maas podpadła mi trochę drugim tomem Dworów. Nie spodobała mi się ta książka, a jej akcja rozkręciła się dopiero przy ostatnich stu stronach (sama pozycja ma ich ponad 500). Z tego też powodu nie mogłam zabrać się do lektury tomu numer trzy, ale przez mój losowany TBR na ten miesiąc, w końcu się przełamałam. Czy Dwór skrzydeł i zguby zrekompensował mi krzywdy, które wyrządził mi Dwór mgieł i furii? Feyra wraca na Dwór Wiosny, aby tam wieść spokojne życie u boku swojego ukochanego. Zaraz, co? Tak naprawdę kobieta wraca tam, by odkryć zamiary Tamlina oraz działania, których chce podjąć się bezlitosny król Hibernii. No ale by to osiągnąć, musi podjąć grę, w której stawką jest jej własne życie oraz życie innych - zarówno Fae, jak i ludzi. W obliczu wojny Feyra będzie musiała znów podjąć decyzję, komu może zaufać, a kto nie zasługuje na żadną łaskę z jej strony oraz będzie zmuszona szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niedługo nastąpi bitwa, w której poleje się krew... Przy okazji recenzji poprzedniej części, pisałam, że Feyrę można jednocześnie lubić i nienawidzić. Tutaj muszę trochę zmienić swoje zdanie, ponieważ - o dziwo! - w trzecim tomie serii ta bohaterka stała się bardziej stanowcza, bardziej pewna siebie i naprawdę dała się lubić. Choć wiadomo, że nie wszystkie jej decyzje czy zachowania przypadły mi do gustu, to i tak mogę z ręką na sercu napisać (tzn. Może nie z ręką na sercu, bardziej na klawiaturze, no ale), że Feyra to naprawdę dobrze wykreowana i na swój sposób sympatyczna postać. Tamlin z kolei, czyli bohater, którego dosłownie pokochałam w pierwszej części, tutaj całkowicie zalazł mi za skórę i nie mogę chłopa zdzierżyć. Jego obsesja wręcz na punkcie Feyry oraz chęć dokopania Rhysandowi irytowała mnie okropnie, a jego niekontrolowane wybuchy furii były przerażające. Szkoda, że z tak miłego chłopaka zmienił się w potwora, no ale cóż. Rhysand też jakoś specjalnie nie zdobył mojego serca. Owszem, jego relacja z Feyrą jest romantyczna, jest ciekawa, ale ten bohater raczej nie jest tym, o którym będę wspominać jeszcze przez lata. W końcu mogę przejść do samej fabuły i akcji powieści, ponieważ tutaj to się dopiero działo. Autorka chyba chciała naprawić swój błąd z poprzedniej części, więc tutaj zaczęła wprowadzać mnie w to wszystko z przytupem – od razu ja jako czytelnik zostałam zarzucona informacjami dotyczącymi zbliżającej się wojny, ale nie przeszkadzało mi to. Czerpałam wręcz radość z czytania o wszystkich tych przygotowaniach, bo nareszcie czułam w tym prawdziwą Sarę. Autorce trzeba też oddać to, że w książce postawiła na dynamizm, dzięki czemu nie szło się nudzić podczas lektury i tak naprawdę cały czas coś się działo. Można więc wywnioskować, że Dwór skrzydeł i zguby to o wiele lepsza książka, niż poprzednia część Dworów. Cieszę się, że udało mi się sięgnąć po tę powieść i że poznałam (teoretycznie) zakończenie tej historii. Jednak jak wiadomo, w przyszłym roku premiera kolejnego tomu, no i jestem bardzo ciekawa, co autorka wymyśli dalej. Jeżeli lubicie fantastykę, która nie jest zbyt wymagająca, ale spędzicie przy niej dobrze czas – to koniecznie czytajcie Dwory.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
21-12-2017 o godz 08:07 przez: Klaudia Mordarska
Powroty bywają naprawdę ciężkie. Wracają wspomnienia. Ludzie, którzy pozostawili serce w kawałkach. Miejsca, które przywołują zdarzenia, o których za wszelką cenę chciałoby się zapomnieć. Każda, nawet najmniejsza cząstka dawnego życia sprawia ogromny ból. Ale zamiast uciekać, trzeba stawić temu czoła. I zawalczyć o swoją przyszłość. Cierpienie bywa nieuniknione, ale czasami warto się poświęcić, prawda? Schować uczucia do kieszeni, przybrać na twarz maskę obojętności... i wyjść naprzeciw wszelkim przeszkodom. Wspominałam już, że uwielbiam klimat tej serii? Jest magiczny, wyjątkowy i tak mroczny, że z każdą stroną przepadałam na nową. Im dalej w treść, tym bardziej czułam, że zbliżam się do zakończenia... A ja tak bardzo nie chciałam jej kończyć! Za mocno wciągnęłam się w rzeczywistość wypełnioną konfliktami i coraz bardziej zbliżającą się do upadku. Nie mogło zabraknąć wielu emocji, zaskakujących zwrotów akcji i ciągłego napięcia, które nie pozwalało mi oderwać się nawet na chwilę. Bohaterowie byli dopracowani w najdrobniejszych szczegółach. Nie potrafiłam wystarczająco nacieszyć się moim ukochanym Rhysem, który w dalszym ciągu zachwycał mnie swoją barwną osobowością i specyficznym poczuciem humoru. Jeśli miałabym wybrać ulubioną męską postać z literatury, odpowiedź byłaby oczywista. Miałam okazję bliżej przyjrzeć się również Kasjanowi i Azrielowi, do których również czułam wielką sympatię. Co ciekawsze, całkiem często pojawiały się siostry Feyry – Nesta i Elaina, które musiały zmierzyć się z kompletnie odmienną rzeczywistością. Muszę przyznać, że dało się je lubić, chociaż potrzebowałam nieco czasu, aby przekonać się do kapryśnej, ale za to niezwykle silnej Nesty. Co do samej głównej bohaterki, to miała przed sobą wiele ciężkich decyzji do podjęcia. Ale Feyra to odważna i zdecydowana kobieta, której determinacja od samego początku była godna podziwu. Nie macie pojęcia, jak bardzo mi ich wszystkich brakowało! Wątek romantyczny okazał się bardzo przyjemnym dodatkiem do fabuły. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam miłosne wzloty i upadki bohaterów. Pojawiło się kilka całkiem ciekawych kombinacji i przez całą książkę snułam domysły co do rozwoju ich relacji. Nie mogło zabraknąć niemałych niespodzianek, gorących uczuć i łamiących serce odrzuceń. Jestem zachwycona tym, jak autorka to wszystko sprytnie sobie obmyśliła. A zakończenie pozostawiło we mnie ogromny niedosyt. Tyle pytań bez odpowiedzi... Chciałabym poznać je tu i teraz! Podsumowując, Dwór skrzydeł i zguby to niesamowicie wciągająca i urzekająca opowieść wypełniona akcją aż po krańce stron. Jestem zachwycona tą mroczną rzeczywistością przepełnioną konfliktami i wojną. Muszę przyznać, że nie mogłam oderwać się nawet na chwilę. Niesamowicie mnie cieszy to, że po raz kolejny mogłam spotkać Rhysanda, Feyrę, Azriela, Kasjana i wszystkich, którzy mają wyjątkowe miejsce w moim sercu. Ileż tu było emocji! Ile zaskoczeń i łamiących serce decyzji! Jestem oczarowana tą książką. Gorąco polecam w szczególności fanom fantastki. To najlepsza seria tego roku i nie można przejść obok niej obojętnie. Ja całkowicie przepadłam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-11-2017 o godz 15:03 przez: AgaZaczytana
Skończyłam i jestem pewna: ta seria jest warta uwagi. Warta czasu spędzonego na jej lekturze i warta całego szumu i pozytywnych opinii na jej temat. Ale do rzeczy... 'Moim celem było coś więcej niż tylko zemsta. Moja sprawa przerastała osobisty odwet.' Feyra powraca do Tamlina, na Dwór Wiosny. Dlaczego? Związane jest to z wydarzeniami drugiego tomu, więc nie odbiorę nikomu przyjemności z odkrycia powodu. Najważniejsze jest to, że wraca, ale nie w celu, jaki Tamlin uważa za najważniejszy. Feyra nie wróciła w poszukiwaniu zniszczonej miłości. Wróciła z chęcią zemsty... 'To miało miejsce niespełna godzinę temu. Z pewnością mógłbyś się teraz wychylić z komina i wszyscy byliby przekonani, że usłyszeli tę nowinę po raz pierwszy właśnie od ciebie.' Wszystko prowadziło do wojny. Między Hybernią, Prythianem i ziemiami ludzi. Feyra musiała więc zdecydować komu zaufać i jak pokierować historią, aby mogła zakończyć się zwycięstwem lub porażką. Spotkałam się z opinią, że Feyra działała bezmyślnie i samolubnie. Według mnie były to działania napędzane odwagą i chęcią uratowania swego ludu przed porażką. Uratowania swojej rodziny i zapewnienia jej godnego życia. Nie czułam przy tym, że wszystkie zasługi chce przypisać sobie. Wręcz przeciwnie, kierowała nią miłość. 'Dostrzegam Cię pod tą maską - powiedziałam, przywołując słowa, które wyszeptałam wiele miesięcy temu. - I to, co widzę, nie przeraża mnie.' Ostatni tom trylogii trzymał poziom. Nie wiem, który jest moim ulubionym, bo cała seria skradła moje serce. Cieszę się tym samym, że czytałam wszystkie po raz pierwszy jedna za drugą, że nie musiałam czekać miesiącami na kontynuację. 'Z jego ostrożnego tonu domyśliłam się, że ma już na ten temat wyrobioną opinię. Wybór jednak należał do mnie... będzie trwał przy mnie niezależnie od tego, co zdecyduję.' Nie ukrywam, że podczas uczestniczenia w wojnie wraz z bohaterami targały mną emocje. Zwroty akcji sprawiały, że chłonęłam stronę za stroną z okropnymi nerwami w tle. Śmiałam się i płakałam tak jak śmiali się i płakali główni bohaterowie. To była nareszcie książka, której dawno nie czytałam. Seria, która zapewniła mi mnóstwo rozrywki, o której długo nie zapomnę i którą z pewnością przeczytam jeszcze nie raz. Ustawiłabym ją na równi z moimi ukochanym Potterem, a to ogromny wyczyn! 'Nasze oczy się spotkały i wiedziałam, że on również przypomniał sobie słowa, które wyszeptałam do niego wiele miesięcy temu. Że każda część mojego wciąż gojącego się serca należy do niego. Uśmiechnęłam się i musnęłam dłonią jego ramię, by po chwili podejść bliżej do ściany koron.' Polecam, ale cóż innego mogłabym się po sobie spodziewać? Z jednej strony chciałam czytać jak najszybciej, aby poznać zakończenie, z drugiej natomiast żałowałam, że to już koniec. Jedno jest pewne, seria jest warta uwagi. I cieszę się, że podjęłam decyzję o jej przeczytaniu! 'W jego oczach zatańczyły gwiazdy. - Zawsze - obiecał, całując moją skroń, a jego skrzydła całkowicie mnie spowiły. - Zawsze.'
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
07-03-2018 o godz 16:34 przez: justrevding
Feyra wbrew sobie powraca na Dwór Wiosny. Nie zamierza jednak bezczynnie przyglądać się przymierzu jakie Tamlin zawarł z królem Hybernii – ma zamiar zniszczyć system od środka i jak najszybciej wrócić do domu, na Dwór Nocy. Tymczasem zbliża się nieuniknione – ostateczna walka oddziałów Prythianu z Hybernią. Czy książęta dworów połączą siły? Czy może jednak niektórzy wyłamią się i ostatecznie sprzymierzą z wrogiem? Komu tak naprawdę Feyra może zaufać? Jak wiadomo, Pani Maas ma tendencję do robienia kolejnej część dłuższej od poprzedniej. W wypadku tej książki w ogóle mi to nie przeszkadzało! Pomimo prawie dziewięciuset stron, po skończonej lekturze miałam taką depresję poksiążkową, że jak sobie przypomnę to nadal mnie trzyma i jak najszybciej chcę wracać do Prythianu, Feyry, Rhysa, Mor i innych. Jednym z większych plusów ACOWAR jest moim zdaniem to, jak zmieniła się Feyra. Tak jak na początku nie przepadałam za nią, denerwowało mnie jej zachowanie oraz czasami irracjonalne i dość głupie wypowiedzi, tak tutaj nadrabia ona w stu procentach. Stała się naprawdę fajną, dającą się lubić dziewczyną. Niestety coś za coś – Rhysand w tej części jest odrobinę mniej… Rhysandem. Nie wiem jak to ująć w słowa, po prostu w moim odczuciu nie jest już tak potężny, tajemniczy i szarmancki jak był. Odgrywa momentami rolę cierpiętnika. Ale żeby nie było, nadal go uwielbiam. Zresztą cała „klika Rhysanda” jest świetna, z Mor jako moją literacką żoną na czele. Jest to powieść o miłości, przyjaźni, poświęceniu, trudnych wyborach i tolerancji – czyli o tym wszystkim, czego doświadczają ludzie, z taką tylko różnicą, że kwestie te przedstawione są w magicznym świecie. Co do magii – naprawdę bardzo chciałabym dowiedzieć się jak pachnie ta, którą tak często czuje Feyra! Cała opowieść jest zwarta i świetnie się ją czyta (mimo leniwej narracji, za którą z reguły nie przepadam). Przedstawienie scen bitewnych również trzyma poziom, chociaż podczas czytania niektórych, miałam wrażenie dość ubogiego języka (nadal wszystko dzieje się "uderzenie serca później") i czasami głupich rozwiązań związanych z samym pojedynkiem. Na stronach powieści, poznajemy także jeszcze dokładniej Prythian oraz odwiedzamy inne, dotychczas nieznane nam dwory i posiadłości książąt. Opisy sytuacji i miejsc tak działają na wyobraźnie, że mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że „Dwory” wskakują na pierwsze miejsce książek, których ekranizację chciałabym zobaczyć. Powieść jest bardzo plastyczna, magiczna, po prostu cudowna! Jednak wciąż dręczy mnie pewna, nie do końca rozwiązana sprawa. W zasadzie takich spraw pozostało sporo – Pani Maas otworzyła sobie furtkę do opowiedzenia osobno historii tak naprawdę każdego z bohaterów. Mam nadzieję, że odnajdziemy to wszystko w nowelkach oraz nadchodzącej kolejnej części. Jak widać, moja wypowiedź jest BARDZO merytoryczna, ale cóż – wiecie jak to jest, kiedy emocje i miłość biorą górę. Polecam każdemu, naprawdę każdemu!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
20-10-2017 o godz 18:39 przez: Mała Czytelniczka
http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2017/10/przedpremierowo-dwor-skrzyde-i-zguby.html Feyra po kolejnych ciężkich przeżyciach musi na nowo powrócić do Bestii na Dwór Wiosny, tym samym opuszczając swoją prawdziwą rodzinę, dzięki której stała się całkowicie inną osobą. Na szczęście dziewczyna cały czas utrzymuje kontakt z Rhysem, a tym samym staje się pewnego rodzaju szpiegiem, cały czas knując przeciwko Tamlinowi, który rzekomo kocha ją nad życie. Sprawy stają się bardzo skomplikowane, gdy nad światem fae, ale też zwykłych śmiertelników wisi wielka wojna, której nie da się uniknąć. Feyra będzie musiała zawierać wiele niebezpiecznych układów. Będą one dobrą decyzją, czy jednak silna wojowniczka przyczyni się do nieszczęśliwego obrotu zdarzeń w przerażającej wojnie? Długi rok czekania na kolejną książkę ze swojej ulubionej serii jest na pewno ciężkie dla książkoholików. Na szczęścia Sarah J. Maas potrafi wynagrodzić nam to oczekiwanie poprzez podarowanie nam kolejnej cudownej historii, gdzie jej poprzeczka została zawieszona jeszcze wyżej, mimo że wydawałoby się to zwyczajnie niemożliwe! Muszę przyznać, że za każdym razem odczuwam wielką tremę przed sięgnięciem po książkę Maas. W moich oczach jest ona osobą strasznie nieprzewidywalną, która uwielbia torturować swoich fanów, kończąc książkę w najmniej oczekiwanym momencie. Tak więc po zamknięciu lektury w mojej głowie znajdowało się wiele różnych pytań, na których wyjaśnienie będę musiała poczekać do pojawienia się kolejnej części. Historia zaczęła się w sposób dość niewinny, na pierwszy rzut oka bardzo spokojnie. Nie martwcie się jednak, że spotkacie się tutaj z nudą, o nie! Feyra będzie musiała knuć przeciwko całemu Dworowi Wiosny, wyciągać różnego rodzaju informacje, ale też walczyć z podstępnymi przeciwnikami, którzy nie spoczną dopóki nie pokażą dziewczynie gdzie ich zdaniem jest jej miejsce. Później już z każdą kartką akcja nabiera coraz większego tempa, by wreszcie zamienić się w istny żywioł, który wciągnie nas w wir wydarzeń i nie pozwoli z niego wyjść. Sarah J. Maas na nowo pokazała nam cudowny, ale też niezwykle niebezpieczny świat fae nie pomijając oczywiście akcji, która w niektórych momentach nabiera takiego tempa, że sama niejednokrotnie nie wiedziałam co tam się dzieje, a serce waliło mi jak szalone! Dodam tylko, że przez pewien dalszy rozdział maje serduszko złamało się na miliony kawałków...ale pomińmy to! Oczywiście nie mogę nie pochwalić naszej Sarah J. Maas za świetnie wykreowanych bohaterów! Poprzednia część skupiona była głównie na Rhysie i Feyrze, natomiast tutaj poznaliśmy wiele nowych i ciekawych osób. Z jednymi trzeba będzie zawierać porozumienia, natomiast z drugą częścią walczyć na śmierć i życie w zbliżającej się dużymi krokami straszliwej wojnie. Jedynie pytanie jakie tutaj przychodzi na myśl, to które decyzje będą tymi właściwymi, a które jedynie zaszkodzą?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
22-02-2018 o godz 10:56 przez: podróżdokrainyksiążek
Dość długo musiałam czekać na następną część „Dworów”, jednak oto jest już w moich rękach i po przeczytaniu chciałabym się z wami podzielić swoją opinią w poniższej recenzji. Nie mogę wręcz uwierzyć w to, że, tom mający ponad osiemset stron był niczym gdy się czytało go szybko, a im bliżej się było końca, tym bardziej nie chciało się kończyć. Jednak przejdźmy do samej książki, co w niej znajdziemy? Feyra musi stawić czoła ostatecznemu złu, jakie chce nie tylko rozgromić cały Prythian, ale również świat ludzi. Jest znów wepchnięta w wir zdarzeń, które zmuszają ją, by podjęła odpowiednie decyzje, znalazła nowych sprzymierzeńców, mogła komuś uwierzyć i zebrać armie, dzięki jakiej da rade złu, dlatego każda osoba jest ważna na wagę złota, gdyż może zmienić oblicze wojny. Sprawia to, że sama musi wrócić wręcz w ręce wroga, by w ten przebiegły sposób, dowiedzieć się co takiego knują. Wykazując się odwagą, chce w ten sposób uratować osoby, które kocha i nie da ich w żaden sposób nigdy zranić. Zdumiewająco napisana książka, w której widać, że autorka posługuje się wszystkimi umiejętnościami i wiedzą, jaka zdobyła, by to zakończenie, było jak najlepsze pełne akcji, intryg, emocji, miłości, kłamstw i prawdy, które mieszając się, wprowadza czytelnika w stan, w którym nie wie, co się dzieje, sprawia to, tylko że chce się czytać dalej, dowiedzieć jeszcze więcej wraz z naszymi bohaterami, których w tej części jest naprawdę dużo, gdyż pochodzą one również z pierwszego i drugiego tomu. Jest to ostateczne starcie zła z dobrem, przez co historia, która się toczy, ma swój rozmach, jak to już bywa u tej autorki, pełna emocji akcja wprowadza nas w bardziej spokojne momenty, w których możemy odpocząć i znów przeżyć coś niesamowitego zaraz z następnymi stronami. U wielu postaci widać metamorfozę, te, które kiedyś także wydawały się inne, teraz okazuje się, jakie są naprawdę, jest to trochę drażniące, gdyż ja sama chciałabym, wiedzieć co wpłynęło na postacie drugoplanowe, że właśnie tak, a nie inaczej się teraz zachowują, jednak nie można wszystkiego wymagać. Historia, która nam jest dane czytać, uważam, że jest odpowiednim zakończeniem całego cyklu „Dworu” i nic więcej nie trzeba w niej zmieniać. Jednak co najważniejsze widać, że autorka zostawiła sobie w swojej powieści wiele furtek, do które później może wykorzystać, by pisać, chociażby losy innych postaci w innych już mniejszych nowelkach. Dwór skrzydeł i zguby to dopełnienie przepięknego cyklu, który na pewno pozostanie w mojej pamięci na długo, gdyż wywołał we mnie wiele emocji, radości, wzruszenia, złości czy samej wielkiej chęci zemsty na jakiejś postaci. Była to cudowna przygoda, której zakończenie pozostawia u mnie potężnego kaca książkowego, wiedząc, że na pewno jeszcze trochę minie nim trafie na coś tak naprawdę dobrego. A do całej serii będę wracać i mam ochotę to zrobić jeszcze niebawem!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
30-10-2017 o godz 17:06 przez: Katarzyna Żmuda
"-Znacznie ciężej jest (...) kiedy wrogowie stają się przyjaciółmi. W drugą stronę zapewne też. Czego nie widziałam? Co przeoczyłam lub na co nie zwróciłam uwagi? Zawsze wzbudza to we mnie wątpliwości raczej względem siebie niż nich. -Kolejny urok wojny? -Nie, życia." W wyniku pewnych wydarzeń Feyra powraca do opuszczonego miesiące wcześniej Dworu Wiosny. Ma nadzieję, że uda jej się zebrać jak najwięcej informacji i jak najszybciej opuścić miejsce, w którym tylko marniała lub była przetrzymywana wbrew sobie. Silna nienawiść odczuwana przez kobietę może mieć daleki zasięg, ale jest to i tak wielkie niedopowiedzenie, gdy chodzi o Feyrę. Jest silna, zdeterminowana i przekonana o tym, że każdy kto zasłużył na jej gniew go dostanie i nie zostanie oszczędzony. Jest to zdecydowanie najlepsza część serii, choć pierwszy i drugi tom również utrzymywały wysoki poziom. W tym tomie jednak Feyra pokazała na co dokładnie ją stać i chwała jej za to, bo za to ją kocham! Choć miejsce w moim sercu niezmiennie zajmuje Rhysand... Tym razem Maas przeszła samą siebie w pomieszaniu i poplątaniu fabuły tak, by nikt nie wiedział komu ostatecznie może zaufać, a zaufanie jest podstawą w tak trudnych dla Prythianu czasów. Dodatkowo poznajemy tu inne dwory i krainy oraz w końcu(!) innych książąt, bo poza wspominanymi w poprzednich tomach Dworami Wiosny i Nocy występuje pięć innych: Dwór Lata, Dwór Jesieni, Dwór Zimy, Dwór Świtu i Dwór Dnia z równie ciekawymi władcami. Mam nadzieję, że autorce uda się napisać jakiś dodatek o którymś z książąt. Z chęcią dowiedziałabym się co może lub mogło x lat temu siedzieć w głowie takiego Heliona czy Thesana. O albo jakaś historia z perspektywy Amreny, Rzeźbiącego w Kościach, Miriam, Juriana lub Viviane? Jak widzicie mam wiele marzeń co do nowych książek i oby choć jedno z nich udało się spełnić. W skrócie jest to kolejny grubaśny tom, który połknęłam w odstępie kilku godzin. Historia Feyry potoczyła się inaczej niż to sobie w głowie ułożyłam, ale tym razem jestem zadowolona z zakończenia. Było kilka niespodziewanych i kilka spodziewanych plot twistów, ale całokształt historii jest ciekawy, przyjemny i cudowny. Tym razem nad postaciami nie będę się wywodzić, ale wiedzcie, że to, co autorka zrobiła w poprzednich częściach było dobre, ale z tomu na tom jest coraz lepiej! Pojawiło się mnóstwo świetnych postaci, które chciałabym poznać w prawdziwym życiu, ale i wątków, o których rozwinięciu skrycie marzę. Co prawda było kilka momentów, w którym autorka moim zdaniem zaczęła zbytnio kombinować i wymyślać, ale jest to jedynie potwierdzenie, że potknięcia zdarzają się najlepszym. Jeśli czytaliście już Dwór skrzydeł i zguby, to możemy o tym porozmawiać w komentarzach, a jeśli nie, to zachęcam do poznania fabuły Dworów! A jeśli ta i poprzednie dwie recenzje was nie przekonały, to ja nie wiem czy cokolwiek jest w stanie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

O autorze: Sarah J. Mass

Sarah J. Mass jest amerykańską pisarką urodzoną w 1986 roku. Jej specjalnością są młodzieżowe powieści z kręgu fantasy. Jej debiutem literackim była powieść pod tytułem "Szklany tron" - częściowo inspirowana baśnią o Kopciuszku, przenosząca czytelników w świat fantazji. Główną bohaterką jest Celaena - nastoletnia zabójczyni, walcząca o sprawiedliwość w skorumpowanym królestwie. Powieść wydana w 2012 roku zapoczątkowała bestsellerowy cykl, który stał się hitem na całym świecie.

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne: pon – nd 8:00 – 23:00

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego