Informacje szczegółowe

    ID produktu:
    1703942592
    Tytuł:
    Drwal
    Autor:
    Wydawnictwo:
    Język wydania:
    polski
    Liczba stron:
    496
    Numer wydania:
    III
    Data premiery:
    2026-02-25
    Rok wydania:
    2026
    Forma:
    książka
    GPSR - osoba odpowiedzialna i certyfikaty:

    Oceny i recenzje o produkcie

    Sortuj

    Efemerycznoscchwil
    23.02.2026
    „Drwal” Michała Witkowskiego to historia, która od samego początku udaje coś, czym nie jest — i czyni to z premedytacją. Sprzedawana jako kryminał, flirtująca z konwencją sensacji, podszyta trupem, tajemnicą i dochodzeniem, w rzeczywistości okazuje się czymś zupełnie innym: powieścią-lustrem, powieścią-drogi, powieścią-stanem umysłu. Tytułowanie jej kryminałem to w mojej ocenie nadużycie, ale znaczące,bo tak samo nadużyta, rozciągnięta i wykrzywiona jest każda konwencja, z jakiej Witkowski korzysta. Akcja przenosi nas do Międzyzdrojów, kurortu po sezonie. Do miejsca, które traci swój pocztówkowy urok i odsłania to, co zwykle skrzętnie ukrywane: wilgoć, marazm, brud, nędzę oraz ludzi, którzy nie mieli dokąd wyjechać. Witkowski opisuje ten pejzaż z niemal fizyczną sugestywnością. Opustoszałe pensjonaty, zimne ulice, morze pozbawione romantyzmu — czytelnik nie tylko to widzi, ale wręcz czuje. To jeden z najmocniejszych punktów „Drwala”: atmosfera miejsca, która wdziera się pod skórę i pozostaje tam na długo. Trudno się dziwić tym, którzy mówią: „czułem, jakbym tam był”. Narratorem jest sam Witkowski — albo raczej jego literackie alter ego, „Michaśka”: pisarz zmęczony Warszawką, lanserską pustką, własnym ciałem i nazwiskiem. Przyjeżdża do leśniczówki tajemniczego Roberta, niby po natchnienie, niby po ciszę, niby po materiał do książki. Od początku wiadomo, że nie będzie tu kontemplacji natury. To raczej neurotyczna eskapada: ucieczka przed sobą, która kończy się kolejnym spotkaniem ze sobą samym — tylko w bardziej brudnym, wilgotnym i niepokojącym dekorze. Wątek kryminalny — zagadka sprzed lat, trup w tle, tajemnicze polowania — oczywiście istnieje, ale pozostaje zdecydowanie drugoplanowy. Jest pretekstem, a nie celem.Finał, który powinien przynieść katharsis, czy choćby wyraźne domknięcie, raczej wyhamowuje, jakby autorowi zabrakło paliwa lub chęci, by dowieźć konwencję do końca. I tu pojawia się jeden z poważniejszych zarzutów wobec „Drwala”: napięcie budowane konsekwentnie przez większą część nie zostaje w pełni wykorzystane. Sensacja okazuje się dekoracją, a nie konstrukcją nośną. Znacznie ciekawsze od zagadki kryminalnej są relacje międzyludzkie — zwłaszcza ta między narratorem a lokalnym lujem. Witkowski po raz kolejny sięga po figurę, którą doskonale zna i umie opisywać: prymitywnego, agresywnego, cuchnącego, dzikiego mężczyznę, który staje się obiektem fascynacji, adoracji i projekcji.Nie daje się oswoić, nie daje się wychować, nie daje się uratować. To relacja pełna upokorzeń, śmieszna i bolesna jednocześnie, odsłaniająca mechanizmy pożądania, władzy i autooszustwa. Witkowski, jak mało który polski pisarz, potrafi śmiać się z samego siebie,co bezwzględnie należy docenić. Autoironia w „Drwalu” jest wszechobecna: groteskowa. Narrator nie oszczędza ani własnych słabości, ani własnej pozycji pisarza-celebryty. To literatura, która powstaje z dystansu do siebie, ale ten dystans bywa ambiwalentny. Czasem chroni przed patosem, a czasem staje się murem, który nie pozwala emocjom wybrzmieć do końca. Język „Drwala” jest potoczny, momentami ordynarny, pełen wulgaryzmów, błędów gramatycznych i stylistycznych — wszystkich zamierzonych. Dla jednych będzie to bariera nie do przejścia, dla innych źródło czystej przyjemności. Witkowski nie pisze po to, by kontemplować piękno frazy. Pisze, by rejestrować rzeczywistość w całej jej krzywej, brudnej i naturalistycznej formie. A jednak (paradoksalnie) w tym pozornym chaosie kryje się ogromna literacka świadomość: aluzje do Gombrowicza, popkultury, filmów, muzyki, starej i nowej literatury. To gra z czytelnikiem, który albo wejdzie w ten rytm, albo odpadnie. No jasne,że „Drwal” bywa męczący. Nadmiar dygresji, strumień świadomości, powtarzalność motywów (seks, leki, ciało, rozpad) sprawiają, że momentami czyta się go ciężko, jakby rzeczywiście należało podeprzeć się lekami na uspokojenie skołatanego serca. A jednak coś ciągnie nas,by czytać dalej. Irytacja z czasem przechodzi w rozbawienie, a rozbawienie w nieoczekiwaną sympatię. W pewnym momencie orientujemy się, że „Michaśkę” da się czytać. Co więcej, potrafi bawić, poruszać i wielokrotnie zaskakiwać. To nie jest powieść dla każdego. I nie chce nią być. Ale dla tych, którzy lubią literaturę nieoczywistą, krzywą, autoironiczną, „Drwal” może okazać się zaskakująco intensywnym doświadczeniem. To tekst o odczuwaniu i zapisywaniu (nawet jeśli to odczuwanie bywa nieczyste, a zapis nadmiarowy). Pozostawia po sobie rodzaj dziwnego, lepkiego śladu. I być może właśnie dlatego działa. Po „Drwalu” żaden wyjazd do Międzyzdrojów nie będzie już niewinny. A Witkowski — czy się go lubi, czy nie, po raz kolejny udowadnia, że jest pisarzem nieprzewidywalnym. I że w tym tkwi jego największa siła.
    Kamila Kwiecińska
    16.05.2026
    🌲🪓 Drwal Michała Witkowskiego to książka dziwna, niepokojąca i bardzo charakterystyczna, czyli dokładnie taka, jakiej można spodziewać się po tym autorze. Już od pierwszych stron czuć, że nie będzie to klasyczny kryminał ani zwyczajna historia o tajemniczej leśniczówce. Witkowski prowadzi czytelnika przez opustoszałe Międzyzdroje po sezonie, gdzie zamiast wakacyjnego gwaru pozostają wilgoć, szarość i ludzie próbujący przetrwać w miejscu, które dawno utraciło swój blask. Atmosfera tej powieści jest lepka od niedopowiedzeń, a jednocześnie pełna groteski i ironii. Autor świetnie balansuje pomiędzy absurdem a autentycznym poczuciem zagrożenia, dzięki czemu trudno przewidzieć, w jakim kierunku ostatecznie podąży historia. 🌲🪓 Najciekawszym elementem książki okazał się dla mnie sam główny bohater, czyli Michał Witkowski przedstawiający w krzywym zwierciadle samego siebie. To postać irytująca, przesadna, momentami wręcz karykaturalna, ale jednocześnie nie sposób oderwać od niej uwagi. Michał przyjeżdża do leśniczówki z zamiarem napisania kryminału, lecz bardzo szybko okazuje się, że sam wpada w rzeczywistość pełną dziwnych relacji, tajemnic i niepokojących sytuacji. Autor celowo igra z granicą między fikcją a autobiografią, co sprawia, że czytelnik momentami zaczyna się zastanawiać, ile w tej historii literackiej kreacji, a ile prawdziwych obsesji i fascynacji Witkowskiego. 🌲🪓 Ogromną siłą tej powieści jest klimat. Michał Witkowski fantastycznie oddaje obraz nadmorskiego miasta poza sezonem — pustego, brudnego i zmęczonego po letnim chaosie. Zamknięte bary, opustoszałe deptaki, ludzie snujący się bez celu i listopadowa aura tworzą poczucie ciągłego dyskomfortu. Leśniczówka Drwala również wydaje się miejscem zawieszonym gdzieś poza normalnością. Niby nic wprost nie budzi grozy, ale z każdą stroną narasta dziwny niepokój. Autor bardzo umiejętnie buduje napięcie poprzez atmosferę, spojrzenia, niedopowiedzenia i relacje między bohaterami. To właśnie ten duszny klimat sprawia, że książka tak mocno działa na wyobraźnię. 🌲🪓 W tle historii pojawia się również wątek kryminalny związany z tajemniczą śmiercią kobiety oraz mroczną przeszłością Drwala. Choć fabuła momentami przypomina klasyczny kryminał, Witkowski szybko pokazuje, że bardziej interesuje go psychologiczna i emocjonalna dziwność bohaterów niż samo rozwiązanie zagadki. Relacje między postaciami są skomplikowane, pełne napięcia i wzajemnych fascynacji. Autor porusza także temat samotności, wyobcowania oraz potrzeby bliskości, robiąc to w sposób bardzo bezpośredni i momentami prowokacyjny. Dzięki temu Drwal nie jest jedynie opowieścią o tajemnicy, ale też o ludziach zagubionych i uciekających przed własnym życiem. ‎ㅤ 🌲🪓 Styl Michała Witkowskiego jest bardzo charakterystyczny — ironiczny, bezczelny, chwilami groteskowy, ale jednocześnie niezwykle obrazowy. Autor potrafi jednym zdaniem rozbawić, by chwilę później wprowadzić atmosferę autentycznego dyskomfortu. W książce nie brakuje autoironii oraz odniesień do wcześniejszej twórczości Witkowskiego, szczególnie do Lubiewa, co dodaje historii dodatkowej warstwy. Nie każdemu spodoba się sposób prowadzenia narracji czy specyficzne poczucie humoru autora, ale trudno odmówić tej powieści oryginalności. To literatura bardzo świadoma swojej dziwności i właśnie dlatego tak wyróżnia się na tle bardziej schematycznych kryminałów. ‎ㅤ 🌲🪓 Drwal to książka, która z pewnością nie trafi do każdego czytelnika, ale osoby szukające czegoś nieoczywistego mogą znaleźć tu naprawdę interesującą historię. Michał Witkowski stworzył powieść pełną mroku, ironii i emocjonalnego chaosu, w której ważniejsze od samej zagadki okazują się atmosfera i psychologia bohaterów. Choć zakończenie pozostawiło we mnie pewien niedosyt, a część budowanego napięcia mogła zostać mocniej wykorzystana, to mimo wszystko trudno było mi oderwać się od tej opowieści. To jedna z tych książek, które bardziej się odczuwa niż po prostu czyta. A motyw podróży autobusem przy dźwiękach One Way Ticket jeszcze długo zostaje w głowie po zamknięciu ostatniej strony.
    Agnieszka
    05.04.2026
    Od zawsze chciałam przeczytać jakąś książkę Michała Witkowskiego i gdy pojawiło się wznowienie „Drwala” to wiedziałam, że wreszcie przyszedł na niego czas. Siegnęłam po tę książkę z bardzo konkretnym nastawieniem: będę się dobrze bawić. Czy tak było? Ogólnie rzecz biorąc tak, choć opis mnie nieco zmylił. Nie sądziłam, że kryminał w wykonaniu Witkowskiego tak właśnie będzie wyglądał. Czy polecam tę książkę? Na pewno nie każdy się tam odnajdzie, bo to specyficzna powieść. Jeśli jednak lubicie czasem wyjść poza schemat i zanurzyć się w coś dziwnego, niepokornego i nie straszne są Wam wątki LGBT+ to zdecydowanie warto. Trochę mnie zdziwiło, że główny bohater to... pisarz Michał Witkowski (vel Michaśka) - być może przerysowany, na pewno irytujący, ale jednak miał coś w sobie ciekawego. Spakował walizkę i wyruszył w pewien listopadowy dzień z Warszawy do dziwacznej leśniczówki w Międzyzdrojach, zamieszkałej przez równie dziwnego Drwala, Roberta. Przyjechał tu pisać kryminał, a ostatecznie sam się wpakował w jakąś dziwną historię i jeszcze dziwniejsze relacje. Dałam się wciągnąć, bo gdzieś w tle majaczyła ciekawa historia: trup kobiety, tajemnice sprzed lat, dziwne układy i jeszcze dziwniejsi ludzie. No i Międzyzdroje po sezonie... Zdecydowanie działały na wyobraźnię. Nigdy tam nie byłam i może dlatego ta opowieść była dla mnie taka ciekawa. Podobało mi się, jak autor budował klimat. Te opustoszałe, szare, takie trochę „rozlazłe” listopadowe Międzyzdroje nie były już kurortem. Po tłumach niebylejakich turystów zostały tylko śmieci, zamknięte lokale i żule pod budką z piwem. No i Luj... Czułam ten dziwny niepokój. Niby nic strasznego się nie działo, ale z każdą stroną autor coraz bardziej tonął w swoich obsesjach, fascynacjach i… bardzo nieoczywistych relacjach. Leśniczówka, jej właściciel i cała przeszłość tego miejsca - wszystko było owiane niedopowiedzeniami. To, co na powierzchni wydawało się zwyczajne, miało drugie, znacznie mroczniejsze dno. Kończąc książkę poczułam jednak niedosyt, bo historia, która gdzieś tam się tliła nie dostała takiego finału, na jaki czekałam. A to napięcie, które budowało się przez większość książki, nie zostało wykorzystane do końca. Ale mimo wszystko dałam się wciągnąć w to „życie po sezonie”. Momentami uśmiechałam się pod nosem, chwilami przewracałam oczami, ale ogólnie patrząc czułam ten lekki niepokój, którego było jednak mniej niż oczekiwałam. Wiem jedno... gdy usłyszę gdzieś piosenkę „One Way Ticket” to od razu pomyślę o „Drwalu”. I będę czytać „Zbrodniarza i dziewczynę”, bo podobno pojawiają się tam niektóre postaci z „Drwala” właśnie. A chcę z nimi dłużej zostać.
    Anonim
    25.02.2026
    "Drwal" Michała Witkowskiego oszukuje już okładką. To wcale nie jest kryminał. To pastisz. Mistrzowska, mroczna groteska. Powieść działa jak migawka aparatu. Zlepek ujęć. Błysk flesza i kolejny kadr. Język to czysta psychologia. Oddaje gonitwę myśli. Ten sam chaos, który masz w głowie każdego dnia. W autobusie. W pracy. Gdy dyskretnie obserwujesz ludzi na ulicy. Witkowski trefnie opisuje naszą szarą rzeczywistość. Polskę pełną lokalnych lujów. Krewkich facetów i zmęczonych bab za sklepową ladą. Witkowski wali prosto w twarz narodową hipokryzją. Z jednej strony modlitwa i kościółek. Z drugiej bicie żony w czterech ścianach. Przemoc jest tu banalna. Znormalizowana. I to zjawisko przeraża najbardziej. Akcja toczy się po sezonie. Jesienne, wyludnione Międzyzdroje. Główny bohater, alter ego autora, ucieka z "Warszaffki". Trafia do dziwnej leśniczówki. Spotyka tajemniczego Roberta, który nocami gra na saksofonie. Zaczyna węszyć. Szuka natchnienia. Ale to nie zagadka wciąga tu najmocniej. Wciąga obserwacja społeczna. Witkowski patrzy na ten nasz szary, polski świat bez arogancji, ale z nutą ironii. Ta proza kąsa i wchodzi pod skórę. Jest bolesna. Ale jednocześnie tak prześmiewcza, że śmiejesz się w głos. Autor ma nieziemski dystans do siebie. Trzeba mieć tupet, by tak pisać. Trzeba mieć odwagę, żeby śmiać się z samego siebie i w ten sposób odsłonić jacy jesteśmy za fasadą pozorów i granych ról. Ja mimo iż Wrocławianka, podchodziłam do prazy Witkowskiego z dystansem, a jego traktowałam bardziej jak celebrytę. Teraz muszę przyznać, że to bardzo dobra, mądra, a jednocześnie nie wzniosła i pompatyczna proza. To literatura inteligentna, choć napisana przystępnym językiem. Autor udowadnia , że jest świetnym obserwatorem codzienności, który potrafi bawić się popkulturą i literaturą.

    Masz ten produkt? Pomóż innym w decyzji o zakupie