Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże o wyplataniu dywanów (okładka  twarda, 01.2017)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Reportaż w najlepszym stylu – Anna Badkhen zaprasza do niepozornej wioski, gdzie sen o bogactwie to sen o życiu bez cierpienia.

W samym środku afgańskiej pustyni, we wiosce tak odległej, że nie da jej się zlokalizować nawet w Internecie, przy krośnie siedzą kobiety i wraz z dziećmi ręcznie wyplatają przepiękne kwiatowe wzory. W tym miejscu, w którym heroina kosztuje mniej niż ryż, mieszkańcy wioski wiedzą jedno – Ziemia jest płaska niczym dywan.

Anna Badkhen po raz pierwszy wyjechała do Afganistanu w 2011 roku, jako korespondentka wojenna. Od tamtej pory wraca do tego kraju co jakiś czas, przyciągana krajobrazem, który geografia uczyniła nieustającym polem bitewnym, a także mieszkającymi tu ludźmi, dla których ogromną wartością staje się zachowywanie szacunku dla tradycji. Przywołując symbol czterech pór roku, w trakcie których kobiety i dzieci zamieszkujące wioskę Oka tkają, jak co roku, kolejny dywan, autorka ukazuje blaski i cienie codziennej egzystencji w afgańskiej wiosce.

W czasach, kiedy pisarze zbyt często oglądają Afganistan zza płotu strzeżonego przez amerykańskich żołnierzy, Anna Badkhen robi zupełnie inaczej: postanawia samotnie spędzić cztery pory roku na zupełnym odludziu. Taka perspektywa – zintensyfikowana miłością autorki do kraju i jej gospodarzy – pozwoliła odmalować osobliwe piękno surowej codzienności.

Pięknie napisana książka o sercach złamanych na wieki… To cudowny skarb wydobyty na światło dzienne spod ruchomych piasków pustyni.

„Oddaje fatalistyczną atmosferę miejsca, w którym szerzy się uzależnienie od opium, telefony komórkowe uchodzą za niewiarygodny luksus, a talibowie czają się tuż za rogiem”.
The New York Times Book Review
 
„Przenosi w inny świat […]. Nawet w tym jakże surowym otoczeniu Badkhen odnajduje poczucie wspólnoty, śmiech i zabawę […]. Mimo ryzyka wygłaszania banałów (ale czy to nie kwestia ukrytych w nich uniwersalnych prawd?) Badkhen tka swą literacką magię”.
The Christian Science Monitor
 
„Nieustraszenie […] miesiąc po miesiącu, obrządek za obrządkiem, spotkanie po spotkaniu, wątek za wątkiem, Badkhen tworzy cudowny dywan tkany słowem, który we wzruszający sposób ukazuje pozorne i prawdziwe życie w Oce i we wszystkich Okach na krośnie Afganistanu”.
National Geographic
 
„Ta książka bawi, informuje i łamie serce. Nie tylko pozwala wyobrazić sobie inne miejsce, lecz także daje świadectwo istnienia społeczeństwa wytwórców kultury i strażników zanikającego rzemiosła, w którym kobiety mimo niedostatku, codziennych trudów i rozlewu krwi potrafią wyczarować coś tak pięknego”.
The Toronto Star


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1128039756
Tytuł: Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże o wyplataniu dywanów
Tytuł oryginalny: The World is a Carpet. Four Seasons in an Afghan Village
Autor: Badkhen Anna
Tłumaczenie: Białek Maria
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 352
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-01-26
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 214 x 32 x 171
Indeks: 20009649
średnia 4,7
5
10
4
2
3
1
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
10 recenzji
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
5/5
09-01-2017 o godz 16:57 przez: Wybebeszamy_książki
DYWAN

Dywany, które widzimy na co dzień, w przeważającej większości to zaledwie elementy wystroju wnętrz. Nie mają historii. Nie niosą krzyków, cichych słów miłości, niewysłowionej akceptacji. Są nagie. Obdarte z tego, co uczyniłoby je wyjątkowymi już w chwili wyplatania.
Dywany, wychodzącego spod delikatnych, niemal przezroczystych dłoni Saury, są inne.

"(...) dywan Saury, jak każdy dywan tkany ręcznie, będzie się subtelnie różnił od innych. Będzie tylko jej. Będzie stanowił jej autobiografię, jej pamiętnik z tego roku, jej kronikę zimy, z zasmuconymi zygzakami, marzycielskimi zawijasami, melancholijnymi pętelkami i pełnymi radości węzłami. (...) Dolna szósta część dywanu będzie niemal nieuchwytnie mdląca, będzie sześćdziesięciocentymetrową kroniką porannych nudności. (...) Tk, tk, tk. Sierp Saury odmierzał czas biciem nie jednego serca, ale dwóch."

Badkhen opowiada historię dywanu Saury i wszystkich dywanów przed nim i po nim. Jednak dywan nie jest tylko przedmiotem. W jej przekonaniu, w niewielkiej, poetyckiej cząstce duszy każdego Afgańczyka dywan to także ludzie. Ich życie, ich pot, łzy, śmiech i ciężka, czasami żmudna codzienności. To Oka - garść domków rzucona ręką Boga w środek pustyni - której nie ma na żadnej mapie. Której istnienia nie uznaje nawet deszcz.

"Jeśli świat jest dywanem, to Oka jest błędem. (...) Gdyby któregoś dnia Oka została zdmuchnięta albo pogrzebana pod barchanem przez burzę piaskową, mało kto by to dostrzegł."

"Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże z wyplatania dywanów" to książka pełna wyrozumiałości. Książka matka, która nigdy nie osądza i snuje baśniowe historie.
O ściskającym żołądek głodzie i lepkim, słodkim soku z melonów, o uzależnieniu od opium, bezimiennych cmentarzach i wielkiej uczcie - hucznej zabawie, która wypełnia życie wychudzonych mieszkańców ilekroć odbywa się ślub.
To wielobarwny pamiętnik drogi wypełniony wspólnymi posiłkami, głośnymi wybuchami śmiechu i bomb oraz historią tego kraju.

CZAS

W Afganistanie czas płynie inaczej. To ilość węzłów i ruchów dłoni. Gęstość przędzy. Świadomość zapomnienia.


"Tk, tk, tk - zaśpiewa sierp, odmierzając czas między świtem i zmierzchem, narodzinami i śmiercią, pokojem i wojną; bez ustanku odmierzając czas."

Nie każdy potrafi się tam odnaleźć. Pod piekącym słońcem, z żołądkiem pełnym zanieczyszczonej wody i chlebka nan bezpiecznie czują się tylko mieszkańcy Oki. O nich wojna nie pamięta. Nie znają ich mapy, nie słyszał o nich Bóg. Od tysiącleci żyją pośród złota pustynnych piasków, pod skrzydłami żurawi.

"Łatwo idealizować tę ziemię, ten chwilowy Wielki Kanion, gdzie tysiąclecia skupiały się w dolinach między półksiężycami wydm i znowu rozpościerały w węzłach dywanów, ten, wydawałoby się, organiczny świat, w którym każdy ruch trwa i ma znaczenie, a każdy krok to wspaniała podróż mająca na celu przetrwanie."

My, obcy, dostrzegamy tylko powłokę. Urodzaj możliwości i nieskończone dobro zamknięte w szponach wojny, ale nie żyjemy tam. Nie wiemy jak wygląda rzeczywistość. Badkhen tą książką uświadamia nam ogrom problemu i okrutność pułapki, w jaka złapani są Afgańczycy.

"Łatwo egzotyzować tę ziemię. a potem noworodek przedawkuje opium. Kobieta zawodzi nad drobnym ciałkiem sześcioletniego chłopca okaleczonym przez trzydziestoletnią minę lądową. Mężczyźni siedzą przy ręcznie lepionych z błota ścianach, palą tanie koreańskie papierosy z takim namaszczeniem, jakby czynność ta stanowiła akt ważki, znaczący, i snują rozważania nad życiem i śmiercią w kraju, w którym wojna nie pojawia się tylko na afiszu filmowym, ale ohydnie i nieprzemijająco trwa w tle, wybierając swoje ofiary na chybił trafił."

MARZENIA

Oni są ludźmi pustyni. Trwają niczym opancerzone trzciny - wciąż myślące, ale już nie pozwalające sobie na marzenia. Sny na jawie, które bardziej ranią ich duszę, niż leczą zszargany umysł. Tylko czasem, gdy najdzie ich chwila słabości. Gdy w pustynnego ducha wstąpi ludzka bezradność i delikatność poddają się odwiecznej potrzebie piękna. Oczy, które szybko poruszają się pod przymkniętymi powiekami, widzą wszystkie, zamglone, bo dawno nie przywoływane, marzenia.

Badkhen używa języka lirycznego. Czasami wręcz poetyckiego.
Wewnątrz książki sierpem odcina nitki i wiąże węzły. Wyplata, wyplata, wyplata. Dywan o czterech porach roku w afgańskiej wiosce powstaje z każdą przewróconą stroną. I on wystarczy. Ten jeden dywan. By opowiedzieć czytelnikowi historię pustyni i świata.

"Świat ma cztery rogi. Świat jest dywanem."
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-01-2017 o godz 20:54 przez: Erna Eltzner
Cieszymy oko wspaniałymi przedmiotami, niektóre z nich są tworzone ręcznie. Przez kogo? Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z faktu, że za urodą tych rzeczy stoją prawdziwi ludzie. Ludzie, którzy spędzają długie godziny nad pracą, a często w zamian otrzymują głodową pensję… Gdzieś daleko, w Afganistanie, istnieje wioska o nazwie Oka. Miejsce zapomniane, potwornie biedne, gdzie kobiety i dzieci tkają dywany. Przepiękne, barwne, a ich sprzedaż osiąga zawrotne sumy. Niestety, twórcy tych dzieł muszą nacieszyć się ledwo ułamkiem tej fortuny. To tam opium jest tańsza od ryżu i pomaga oszukać żołądek. Anna Badkhen pochyla się nad historiami kryjącymi za dywanami. Bo ten element wystroju zawiera w sobie cały ogrom doświadczeń, cudzych łez i bólu… Bardzo lubię czytać reportaże. Przybliżają dalekie i obce kultury, otwierają oczy na wiele spraw. Mocniej się zachwycam, gdy są napisane pięknym, plastycznym językiem. Na to liczyłam sięgając po książkę Anny Badkhen, z początku zachwycając się samą okładką. Cóż kryje w sobie taka historia? Odpowiedź przychodziła powoli, gdyż czytałam stopniowo, skupiając na pojedynczych słowach. Często zatrważając, często wzruszając. Autorka pierwszy raz pojawiła się w Afganistanie w roli korespondentki wojennej. Zafascynowana krajobrazem, a przede wszystkim ludźmi, wraca tam i coraz lepiej poznaje panujące zwyczaje. Swoją dotychczasową wiedzę przekazała w formie niniejszej publikacji i cieszę się, że Badkhen postanowiła spisać wrażenia. Momentami trudno uwierzyć w to, co spotyka mieszkańców afgańskich wiosek. Jednocześnie jest coś baśniowego w snutej opowieści. Senna atmosfera, troszkę oniryczna, spokojna. Może to kwestia pięknego języka i barwnych opisów? Autorka przedstawia szeroki obraz, jednocześnie skupiając uwagę na konkretnej rodzinie. Razem z nimi wstajemy, pracujemy, przeżywamy problemy i radości. Na te ostatnie też znajdzie się miejsce, mimo wszechogarniającej biedy, często marazmu. W interesujący sposób gorycz miesza się ze słodyczą. Piękno wyplatanych dywanów, swoisty monument dla twórcy. Praca bardzo ciężka, równocześnie sprawiająca satysfakcję. I uzależnienie od opium, które dotyka nawet niemowlęta. Ot, stosowane jako „lekki” środek uspokajający. Czas płynie zupełnie inaczej, liczony w miesiącach tkania. Kobiety często łkają nad ciałami swych dzieci, mężczyźni snują marzenia, rozważania o tym, co się stało, co się dzieje, co się może stać. Afganistan znamy najczęściej z telewizyjnych obrazów pełnych wojny i przemocy. Anna Badkhen natomiast pokazuje inną stronę rzeczywistości, bardziej ludzką. Unika generalizowania, oceniania po samych pozorach. Widzimy, że jej bohaterowie również krwawią na czerwono, śmią śnić, płakać, śmiać się. W nich wszystkich istnieje jakiś rodzaj pierwotnej siły, która pomaga istnieć, mimo takiego ogromu problemów. Domy nawet nie mają drzwi. Wszyscy są tacy jak my i równocześnie zupełnie inni. Stąd wynika piękno tej książki — poznanie obcego otoczenia, w sposób zajmujący. Badkhen pisze w sposób poetycki, tak najłatwiej go określić. Mnóstwo porównań, rzadko używanych na co dzień słów. Wiem, że nie każdemu taka formuła przypadnie do gustu, ale wydaje mi się, iż to również kwestia przyzwyczajenia. Nie warto zniechęcać się na samym początku, później wchodzimy w rytm regularnego czytania, wówczas łatwiej docenić stylistykę. To świetne połączenie warsztatu i fabuły. Dużo kontrastów. Każde zdanie dosłownie przenosi nas do Afganistanu. Świadomość obecności odrobinek szczęścia w tak ciężkim świecie napawa zdziwieniem, ale również nadzieją. Jakoś intensywniej docenia się własne życie. Poczułam sympatię do bohaterów, drzemie w nich sporo sprzeczności. a przede wszystkim talenty. „Cztery pory roku w afgańskiej wiosce” to reportaż specyficzny, podany w nietypowej formie. Skłania ku wielu przemyśleniom, na długo zostaje w głowie. Serdecznie polecam miłośnikom takiej literatury — na pewno nie będą zawiedzeni.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
19-01-2017 o godz 20:32 przez: www.arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com
Anna Badkhen, urodzona w Leningradzie, a mieszkająca obecnie w Filadelfii dziennikarka w swojej książce opisuje życie Uzbeków mieszkających w Afganistanie. Jednak nie są to „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” takich jak Kabul, Herat, Kandahar czy stolicy wilajatu Balch Mazar-i Szarif. Owszem, czasami udają się do stolicy prowincji po niezbędne zakupy, ale jest to wielkie wydarzenie dla lokalnej społeczności, a wspomnienia z podróży urozmaicają ich życie przez wiele kolejnych dni. To mieszkańcy wioski Oka w wilajacie Balch o istnieniu której niewiele lub zgoła nic nie wiedzą afgańscy urzędnicy. Tak biednej, że nawet talibowie nie są zainteresowani pobieraniem „zakatu” na swoją działalność a i mułła się pojawia tylko z okazji ślubów (ostatni miał miejsce 10 lat temu) bo mieszkańcy nie są w stanie niczym go ugościć. Jedynym źródłem dochodu są przepięknie tkane ręcznie dywany, których wartość rynkowa w krajach Zatoki Perskiej czy USA sięgają od 5.000 do 25.000 $. Wykonane w tej samej technologii, w jakiej wykonany był dywan, który wysłał swojej matce w prezencie Aleksander Wielki. Jednak to nie ci niepiśmienni wieśniacy (a nie przepraszam - jedna osoba umie czytać i pisać) czerpią krociowe zyski z tej produkcji. Za rok ciężkiej, żmudnej, codziennej pracy tkaczki otrzymają zawrotną kwotę sięgającą.... 400$ za gotowy dywan. To miejsce, w którym opium jest tańsze od ryżu, a ma tą zaletę, że nie tylko oszukuje głód, ale również usuwa bóle stawów i mięśni, jakie są efektem tkania. Gdzie cywilizacja w postaci generatora prądu razem z liniami przesyłowymi do każdego domu jest darem równie szlachetnym, co bezsensownym, bo nikogo we wsi nie stać na wydatek rzędu.... 60 centów na ropę do generatora na rodzinę dziennie. Mężczyźni głównie marzą o tym, cóż też zrobią ze swoim życiem, ale na marzeniach, postanowieniach i określaniu kolejnych terminów wstąpienia do wojska, policji lub podjęcia innej pracy w mieście się kończy. Postępujące pustynnienie zamieszkiwanego przez nich obszaru corocznie zmniejsza ilość zwierząt, które można upolować, a najbliższe drzewa, które rosły w Oce jeszcze całkiem niedawno (oczywiście stosując afgańską miarę czasu) są już tylko wspomnieniem. Jednak nawet ta sytuacja nie jest w stanie zmobilizować mieszkańców do podjęcia jakichkolwiek działań, które mogłyby wpłynąć na poprawę ich losu. Są ludźmi gościnnymi i dzielą się z Anną wszystkim co mają, a mają naprawdę niewiele. Marazm, życie toczące się ustalonym od wieków rytmem, gdzie zamiast kalendarza a nawet zmian pór roku stosowana jest inna metoda odmierzania czasu- wykonanie dywanu. To jest podstawą ich egzystencji i sensu życia. Jest to próba odpowiedzi na odwieczne pytanie „być czy mieć” ale w formie absolutnie radykalnej. Śmiertelność dzieci do lat 5 jest zastraszająca, a znakomita większość z nich jest uzależniona od opium od fazy prenatalnej. Mleczko makowe jest stosowane już u dzieci kilkudniowych jako środek uspakajający. Skuteczność czasami przechodzi oczekiwania, po podawaniu go dziecku mającemu kilka dni jest ono bardzo spokojne, spokojne do tego stopnia, że nie zakłóca spokoju nawet oddychaniem. Dostępność darmowej pomocy medycznej jest praktycznie żadna, ale kiedy już podjęta zostanie decyzja o wyjeździe do państwowej kliniki, wyglądającej jak z horrorów, to pierwszą czynnością, jaką podejmuje pediatra przez podjęciem leczenia jest ..detoks dziecka a czasami, jak wystarcza leków również marki. Szczerze podziwiam fascynacje Anny Badkhen tą społecznością. http://niestatystycznypolak.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
24-01-2017 o godz 23:26 przez: Ruda Recenzuje
Żyją na pustyni. Ich historię opowiadają niesione wiatrem ziarenka piasku i kolejne supełki plecionych bez końca dywanów. Skromnie, biednie, nielekko. W dalekiej Oce, o której nikt nie pamięta. A jednak napisano o nich przepiękną historię. Anna Badkhen stworzyła niezwykły portret ludzi, którzy mają niewiele, ale skłoni są dzielić się tą odrobiną z obcymi. Opowiedziała o tych, którzy każdego dnia od nowa mocują się z życiem, biorąc na swe barki okrutne ciężary. Pokazała nam istoty ubogie, często nie posiadające o wiele więcej niż stare ubrania i kilka motków wełny, a jednak pogodzone z losem i na swój sposób szczęśliwe. Ukazana przez nią społeczność zasadniczo różni się od nas. To ludzie prości, biedni, nie mający szans na lepsze jutro, ale potrafiący czerpać radość z prostych czynności i niewielu drobiazgów. Marzący o lepszym jutrze, ale zadowalający się tym, co mają, bo czego innego mogliby oczekiwać? W portrecie tym doszukałam się smutku i melancholii. Niesprawiedliwość losu, poniewierającego Okańczykami, uwierała mnie bardziej z każdą pokonaną stroną. Ciężko uwierzyć, że na świecie są takie miejsca, w których ludzie dzielą niewielką przestrzeń ze zwierzętami, załatwiają się za domem, mieszkają całymi rodzinami w jednej izbie, mogą zostać okaleczeni od rozsianych na pustyni min, karmią dzięki opium by stłumić apetyt, a na lunch jedzą suchy chleb. Ten obraz dogłębnie mną wstrząsnął, zwłaszcza, kiedy czytałam, że mimo biedy w ludziach tych tkwi dobroć i chęć dzielenia się tym, co mają. Autorka opowiada szczerze, szczegółowo. Chętnie wspomina wielkie troski i małe radości, które dzieliła z mieszkańcami wioski. Nie próbuje niczego ukrywać, nie chowa trudnych tematów za pojęciem tabu. Ale też nie koloryzuje i nie próbuje robić z całej tej sytuacji dramatu. Prostymi słowami opowiada o prostych wydarzeniach- suchych porankach, pocałunkach słońca na skórze, muśnięciach wiatru, ciepłym piasku, skromnych rodzinnych posiłkach i pleceniu dywanów. Badhken stała się częścią życia tych ludzi i razem z nimi celebrowała codzienność. A potem skrawek tej rzeczywistości przekazała nam za pomocą tej powieści. Co więcej, sprawiła, że poczułam się, jakbym towarzyszyła jej w tej podróży. „Ale dywan Saury, jak każdy dywan tkany ręcznie, będzie się subtelnie różnił od innych. Będzie tylko jej. Będzie stanowił jej autobiografię, jej pamiętnik z tego roku, jej kronikę zimy, z zasmuconymi zygzakami, marzycielskimi zawijasami, melancholijnymi pętelkami i pełnymi radości węzłami”. Ta książka to skarbnica wiedzy o biednej ludności Afganistanu. O ich podejściu do życia, szacunku do drugiego człowieka, stosunku do religii ale także o rytuałach i obyczajach. Pojęcie życia w odległych kulturach interesuje mnie od dłuższego czasu, a dzięki reportażowi autorki mogłam posłuchać o rzeczach, o których wcześniej nie słyszałam, jak choćby zjawisko wymieniania się siostrami w procesie planowania zaślubin. Nie masz wystarczająco dużo pieniędzy, żeby zapłacić rodzinie panny młodej? Nie szkodzi, możesz zaoferować bratu narzeczonej rękę swojej siostry. Cieszę się, że miałam okazję poznać historię mieszkańców Oki. Historię smutną, ale piękną, wyrazistą i niezwykle życiową, przybliżającą nas do kultury i tradycji, których może nie będziemy mieli okazji poznać w inny sposób. Szkoda, że życie Okańczyków nie jest tak urzekające jak tworzone przez nich dywany i mieniące się tysiącami kolorów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
16-01-2017 o godz 08:53 przez: Bookendorfina Izabela Pycio
"Tutaj czas, rozdrobniony smutek, niepoliczalny i niemiarodajny niczym piasek, stoi w miejscu i zarazem biegnie tak szybko, że nikt nie potrafi go zmierzyć. Nikt poza tkaczkami dywanów."

Właśnie takie reportaże podróżnicze lubię czytać najbardziej, wyjątkowo plastyczne i sugestywne opisy miejsc, ludzi, kultur i tradycji. Urokliwe obrazy afgańskiej przyrody, górskie masywy, pustynne strefy, burze pyłowe, rytm kopyt wielbłądów stąpających po spieczonej ziemi, widok pól ryżowych i ziemi obsadzonej zbożem, obecność hodowanych kóz i owiec, zapach kardamonu i unoszącego się wszędzie kurzu, smak dojrzałych melonów, granatów i migdałów.

Doskonale uchwycona kwintesencja zróżnicowanego etnicznie i językowo społeczeństwa, a także przybliżenie codziennego rytmu życia jednej z wielu rodzin. Niesamowita opowieść o Afganistanie, która mocno przyciąga i kusi swą atrakcyjnością. Anna Badkhen snuje ją w przepięknym stylu, porywająco działa na czytelnicze zmysły i wyobraźnię. Nie opuszcza nas silne wrażenie, jakbyśmy faktycznie przenieśli się z mocą słów autorki do odwiedzanych przez nią miejsc, zaprzyjaźnili z interesującymi bohaterami reportaży, z ogromnym zaciekawieniem uczestniczyli w mniej lub bardziej znaczących wydarzeniach z ich życia, kolekcjonowali ich trudy i radości.

A w tle uwodzicielski opis ponadczasowego rzemiosła związanego z wyplataniem dywanów, kobiecej sztuki przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Często jedyne źródło zarobku, ale też wyznacznik statusu, środek dyplomacji, forma wyrażania artystycznych umiejętności, utrwalania samego siebie i otaczającego świata. Mnóstwo gorzkich i słodkich opowieści, tysiące węzłów na metr kwadratowy zaplecione delikatnymi kobiecymi rękami i szeptami hymnów o przemijaniu, zawarte w cudownych wzorach dywanów, które później w jutowych workach podróżują po całym świecie, docierają do odległych miejsc i zachwycają unikalnym blaskiem.

Jednak to także bolesna historia Afganistanu, dalekiej przeszłości kształtującej ten kraj, leżący w strefie wiecznych wojen, doświadczający kolejne inwazje i fanatyczne podporządkowania. Ohydne i nieprzemijające konflikty, pochłaniające przypadkowe ofiary, przyczyniające się do bezwzględnej przemocy, wyniszczającej nędzy, głodu, chorób, uzależnienia od opium, jedynego taniego środka pomagającego zapomnieć o cierpieniu. Boleśnie czyta się o bratobójczej przemocy, która nieodwracalnie oszpeciła te ziemie, warunkując ludzkie wspomnienia i pragnienia. I gdzieś tam, nieznajdująca miejsca na mapie, maleńka wioska Oka wraz z garstką twardych i nieustępliwych wobec przeciwności losu mieszkańców.

Książkę chłonie się niespiesznie, z wielkim zaangażowaniem, przepięknie utkane ludzkie losy, gęste sploty fantastycznie zagranej muzyki tradycji, uwodzicielski kontrast między starożytnością a współczesnością, oddanie należnego uznania temu, co wiecznie zachwyca niewyobrażalnym pięknem. Wspaniale przeżywa się tę czytelniczą podróż, zapewniająca podwójną dawkę przyjemności, podziwiania Afganistanu i rozkoszowania się stylem, w jakim jest on przybliżany. Co cztery pory roku rozpoczyna się wyplatanie dywanów, w których zawarte są smutki i radości, fantazje i marzenia, zwątpienie i wiara, ulotność i kapryśność, oraz stare i nowe.

bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-02-2017 o godz 12:16 przez: Anna Drewniak
Często prześladują myśli o tym, jak niewielką część świata do tej pory poznałam. Odbyłam kilka podróży, jednych bardziej aktywnych, innych mniej. Coś nowego odkryłam, gdzieś coś zobaczyłam. Ale świat jest tak wielki i tak ciekawy, że człowiek chciałby więcej i więcej. Nie mam na myśli zwykłych wakacji nad morzem. Marzy mi się poznawanie innych kultur, innych światów. Lekarstwem na moje (przynajmniej na ten moment) niespełnione pragnienia, są książki. I to nie byle jakie. Ta, o której dziś piszę, zabiera nas w bardzo daleki świat, odległy geograficznie, ale też i całkiem niepodobny do tego co nas otacza. Anna Badhen, poprzez swoje reportaże, zabiera nas w podróż do Afganistanu. Autorka darząc tereny tego kraju wielką fascynacją, wybiera małą miejscowość, Okę. Jest ona tak niewielka, że nie jest możliwe znalezienie jej nawet poprzez GPS. Choć mało kto o niej słyszał, żyją w niej ludzie trudniący się niezwykłym zajęciem, tkaniem i sprzedażą dywanów. Dywany te nie są zwykłymi nakryciami podłóg. Są one zapisem ciężkiej pracy, uczuć i doświadczeń kobiet je tkających. Są odzwierciedleniem tego, co działo się przez cztery pory roku w afgańskiej wiosce. A w tym punkcie świata dzieje się bardzo wiele. Trwa wojna. Ludzie nie mają co jeść. Nie maja pieniędzy na jedzenie i lekarstwa. Jedyne na co ich stać to opium, które zagłusza głód. "Żywią się" nim sami, "żywią " nim głodne dzieci, nawet te nie narodzone. Wpływa to na wielką śmiertelność tych małych stworzeń. Ludzie Ci żyją w stanie wiecznej wojny. Autorka odwołując się do słów, którymi posłużył się Ryszard Kapuściński, traktują wojnę jako coś naturalnego, część zjawisk przyrody. Choć bieda jest tak wielka, ludzie Ci chętnie dzielą się z dziennikarką nie tylko swoimi przemyśleniami czy wiedzą, dzielą się także tym co mają, choć mają niewiele. Mimo tego dramatu, który rozgrywa się na naszych oczach, widzimy też normalny rytm życia jaki mieszkańcy prowadzą w tych ekstremalnych warunkach. Biorą śluby, mają swoje zwyczaje i przywiązanie do tradycji, mają swoje marzenia. Ciężko napisać o tej książce, że dobrze się ją czyta. Śledzenie tekstu, owszem, nie sprawia trudności. Ale opisy wielkiej biedy, tego, że mieszkańców wioski bardziej stać na narkotyk, niż na jedzenie, ogromna umieralność dzieci, porusza i ściska serce. Jednocześnie autorka opisuje to wszystko z tak ogromnym spokojem. W niesamowity sposób oddaje dzikość tych terenów, ich nieprzewidywalność. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie: w wodzie (bakterie czerwonki), w powietrzu (myśliwce), na lądzie (Talibowie...). Oczami wyobraźni widzi się krainę, która wydaje się zapomniana nie tylko przez innych ludzi, ale chyba też, a może przede wszystkim, przez Boga. Czytając nie mogłam oprzeć się uczuciu niedowierzania, że to nie jest fikcja literacka. Nie będę pisać, że warto sięgnąć po tę pozycję. Każde zwykłe słowa nie oddadzą tego, jaki klimat w niej panuje. Książka ta, broni się sama. Polecam ! ! Więcej recenzji na fifraku.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
09-01-2017 o godz 14:30 przez: Dorota Ka
Byłam w Oce, wiosce zapomnianej już chyba nawet przez Pana Boga. Jedynymi towarzyszami jej mieszkańców są bieda z nędzą. No i opium, lekarstwo na każdy ból dorosłego czy niemowlęcia, tańsze od jedzenia. Gdzieś na afgańskiej pustyni, w miejscu, gdzie pewnie nikt z nas nie chciałby się znaleźć z własnej woli, Anna Badkhen obserwuje powstawanie piękna na krośnie. Cudowny dywan tkany przez niepiśmienną kobietę wśród pyłu, brudu i zwierzęcych odchodów. Kilka miesięcy pracy zapewniające rodzinie byt. Krosno, przędza i pustynia - tak daleko, że nawet talibowie zostawiają Okę we względnym spokoju.

Czy można pięknie pisać o biedzie, brudzie, przemocy i beznadziei? Można, zwłaszcza, kiedy posiada się talent jak autorka tego reportażu. Nie bez przyczyny napisałam, że byłam w tej wiosce - opisy były tak plastyczne, że wyobrażenie sobie miejsc, bohaterów, wydarzeń czy nawet zapachów było nieuniknione. Afganistan to biedny kraj, i nie mam tu na myśli braku pieniędzy. To ziemia, w którą wsiąkło już zbyt wiele krwi. To ludzie, którym nie uda się odmienić swojego losu. To stracone pokolenia dzieci, które nigdy dzieciństwa nie poznały. To wreszcie miejsce, w którym wciąż, mimo śmierci, zamachowców samobójców i niepewności jutra ludzie żyją, śmieją się, cieszą się małymi rzeczami, gdzie kobieta tka piękny dywan a mężczyzna patrzy z troską na jej wychudzone ramiona. Gdzie jedni poszczą w Ramadanie, a inni całe życie. Dziwny, nieugięty kraj, zadziwiający ludzie, którzy kurczowo trzymają się coraz bardziej niemożliwego do wytrzymania życia.

Ta książka zaskoczyła mnie przede wszystkim swoim poetyckim językiem, którego nie spodziewałam się po reportażu z kraju ogarniętego wojną. Annie Badkhen udało się zabrać mnie do tego zakątka świata i przekonać, że nawet tam życie może być na swój sposób momentami piękne. Zaskoczyło mnie również to, że o samej autorce z tej publikacji niewiele się dowiemy. Badkhen pochodzi z byłego ZSRR, mieszka w Stanach i to nie jest jej pierwsza tego typu podróż. W tej publikacji użycza nam ona w zasadzie jedynie swoich oczu, byśmy mogli zobaczyć i przeżyć to samo, co ona. Nie wychodzi na pierwszy plan, nie ocenia nikogo i niczego - słucha, patrzy, chłonie atmosferę miejsca, a my wraz z nią. Z tego powodu ta książka to praktycznie tylko Afganistan, bez porównań do innych równie biednych miejsc. Jest Oka i jej prości mieszkańcy, ale i Mazar-e Szarif i afgańska klasa średnia. Wszyscy jednakowo naznaczeni piętnem wojny, każdy na swój sposób cierpiący z jej powodu. Nie zmieściły się tu już pewnie inne nieszczęścia świata, a i tych opisanych jest aż nadto.

Nie dziwię się, że ta książka zebrała na świecie tak entuzjastyczne recenzje. To, co przyniosła nam autorka z afgańskiej wioski jest jedyne w swoim rodzaju. Książka zdecydowanie warta poznania.
co-przeczytalam.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
13-02-2017 o godz 11:56 przez: Karolina MAREK
Anna Badkhen jest dziennikarką. Urodziła się w Leningradzie, ale mieszka w Filadelfii. Książka "Cztery pory..." to historia żyjących w Afganistanie Uzbeków. Jednak dla odróżnienia nie chodzi tu o tych z bogatych krajów z którymi miałam do czynienia w książkach już niejednokrotnie. Tu przenosimy się do wioski Oka, wioski która przesycona jest skrajnym ubóstwem, a o której istnieniu nie wie nie tylko szary człowiek, ale często i afgańscy urzędnicy... Jest to miejsce gdzie na porządku dziennym zażywa się opium. Daje się je nawet niemowlętom. Dlaczego? Bo zabija głód, który jest zmorą tamtejszej ludności. Leczy ból tak fizyczny jak duchowy. Jedynym liczącym się zarobkiem jest sprzedaż ręcznie tkanych, misternych i przepięknych dywanów. Kobiety spędzają nad jednym około roku. Za gotowy dostają oszałamiającą kwotę w wysokości do 400$. Dla nich to majątek i żyją za to kolejny rok. Dorabiając od czasu do czasu na sprzedaży chrustu i wspomagając się upolowanymi zwierzętami. Ich dywany są wyjątkowe i niepowtarzalne. Warte o wiele więcej co dowodzi cena za jaką sprzedają się choćby w Stanach Zjednoczonych. Niejednokrotnie przekracza ona 20 000$. Dlaczego, więc tkaczka dostaje tak marne, a jednak uznawane za nią i jej rodzinę niebagatelne pieniądze? Nie wiadomo. Mieszkańcy prawie wszędzie poruszają się pieszo lub na osłach / wielbłądach. Nie stać ich nawet na wydatek na paliwo do jedynego w wiosce generatora. A to zaledwie 60 centów na rodzinę na dzień. Nie mogą sobie na to pozwolić. Walczą o przetrwanie dnia dzisiejszego. Tam nikt nie myśli co będzie jutro. Trzeba się cieszyć, że przeżyło się dziś... To co szokuje i zaskakuje to umiejętność ubrania przez autorkę w piękne słowa takich rzeczy jak brud, nędza, głód czy przemoc. Wręcz poetycki język sprawia, że książkę czyta się mimo tematyki przyjemnie. Już po kilku stronach wręcz czujemy gorąco jakie muszą znosić mieszkańcy wioski Oka, ich głód zaczyna doskwierać także nam, ich pragnienie i wysuszone gardła oraz usta odczuwamy osobiście. Próbujemy walczyć o przetrwanie tak jak oni. A wszystko to dzięki Annie Badkhen. Anna podobnie jak kobiety w Oce tkały dywany tak tka powieść o życiu. Gdy dywany pełne są głębokich barw i niesamowitych wzorów, ale też bólu tak jej historia choć niejednokrotnie tragiczna potrafi mienić się kolorami piękna i radości... Więcej na: www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-01-2017 o godz 09:45 przez: wielopokoleniowo
www.wielopokoleniowo.pl To miejsce, w którym opium jest tańsze od ryżu i rozpuszczane jest w porannej herbacie. Pomaga zapomnieć o głodzie, o cierpieniu, o trudach codziennej egzystencji. To miejsce, w którym więcej małych dzieci umiera niż przeżywa do starszego wieku. Umiera na przeziębienie, na cholerę, na ubóstwo, na życie. To miejsce, w którym ryzyko śmierci pojawia się każdego dnia, bowiem któż to wie, kiedy pojawić się mogą talibowie czy też inni rozbójnicy. Każdy jednak dzień nawet i tam wydaje się mieć swój porządek i ściśle ustalony rytm. Mężczyźni mają swoje obowiązki, choćby to było tylko leniwe wylegiwanie się w towarzystwie innych mężczyzn i termosu z herbatą; kobiety dbają o domostwo i plotkują między sobą, opowiadając przy okazji sprośne dowcipy czy też plotąc dywany, które sprzedane zostaną następnie za grube pieniądze. Ale czy one choć jeden grosz z tych pieniędzy zobaczą? Autorka powieści decyduje się spędzić kilka miesięcy w wiosce położonej w południowo- wschodnim Afganistanie. Zamieszkuje w chacie jednej rodziny i przez najbliższy czas towarzyszy im w ich codziennym życiu. A życie to pełne jest smutku i radości; spędza z nimi surowy post i bawi się wraz z całą wioską na weselu; poznaje tradycje i zwyczaje, a także marzenia czy też mrzonki niektórych mieszkańców. Książka dostarcza bardzo dużo informacji o życiu zwykłych mieszkańców afgańskiej wioski. Napisana jest ciekawie, czasami nawet poetycko i na pewno nie jest pozycją do szybkiego przekartkowania. Potwierdza ona, że na świecie jest ogromna ilość różnych kultur i obyczajów, które całkowicie różnią się od siebie nawzajem. Każda codzienność jest inna, nie zawsze może dla nas jasna i zrozumiała. Dobrze jednak znać jest nie tylko własne podwórko. Polecam dla ciekawych świata i innych kultur :-)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
09-03-2017 o godz 23:17 przez: Gusia
Gorąco polecam książkę "Cztery Pory roku w afgańskiej wiosce". Autorka reportażu jest jedyna w swoim rodzaju. Ciekawie opisuje losy mieszkańców, a jej dziennikarskie zacięcie sprawia, że lektura staje się lekka i przyjemna. Całość uczy i pozwala zrozumieć, że wśród pogoni za nowoczesnością jest wiele miejsc, które nadal zostały zapomniane. Za wielkim murem nowoczesności zwyczajni ludzie są wykorzystywani przez handlarzy, a nagroda za włożony wysiłek nadal jest nikła. Więcej na www.odslonkulture.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0

O autorze: Badkhen Anna

Wędrówka z Ablem. Podróż z nomadami przez afrykańską sawannę Badkhen Anna
okładka  miękka, 05.2017
4.1/5
(4,2/5) 10 recenzji
26,90 zł
39,90 zł
Kałasznikow Kebab. Reportaże wojenne Badkhen Anna
okładka  miękka, 03.2012
4.3/5
(4,3/5) 1 recenzja

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Beach read Henry Emily
4.3/5
29,60 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Szklany dom Chase Eve
4.2/5
29,61 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Godzina wiedźm Henderson Alexis
4.6/5
32,90 zł
49,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Skradzione dziecko Costeloe Diney
4.8/5
29,61 zł
44,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Serce wiedźmy Genevieve Gornichec
4.5/5
32,90 zł
49,90 zł

Podobne do ostatnio oglądanego