Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu (okładka  miękka, 08.2016)

Potrzebujesz pomocy w zamówieniu?

Zadzwoń

Produkt niedostępny

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Może Cię zainteresować

Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego... No cóż, na pewne zaburzenia nie ma jeszcze nazw - jest rok 1873 - co nie znaczy, że nie istnieją te zjawiska.

John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa i nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej również ma liczne problemy. Z pieniędzmi nie jest najlepiej, z prowincji przyjechała młodsza siostra, podwładni krzywo patrzą na zwierzchnictwo młodego eksporucznika artylerii, a najgorsze, że w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów!

Alicja Dobson waha się: zamążpójście czy pielęgniarstwo? Sęk w tym, że konkurenci się nie tłoczą, a zajęcia z magii leczenia na kursie pielęgniarskim okazały się nie całkiem tym, na co miała nadzieję. Clovis LaFay chętnie służy pomocą w tym drugim problemie, a kto wie, może i w pierwszym? Chociaż czegoś się jakby boi...

"Wiktoriański podwieczorek z przygodą i magią. Z nekromantą, sufrażystką i rodową klątwą do kompletu. Pyszne."
Aneta Jadowska

"XIX wiek, Anglia, magia, cokolwiek sfatygowani dżentelmeni i szemrane interesy w niebezpiecznych dzielnicach miasta. Powieść Lange udanie przywołuje klimat wiktoriańskiej fantasy z sympatycznym przygodowym sznytem."
Michał Cetnarowski, "Nowa fantastyka"

"Powieść, jej główna żeńska bohaterka oraz autorka mają przynajmniej jedną wspólną cechę: prawdziwą moc. Pierwsza potrafi ukraść całą noc, druga udowodnić zadufanym w sobie magom, że warto kształcić kobiety w dziedzinie magii, a trzecia wykreować świat tak solidny i fascynujący, że po kilkudziesięciu stronach lektury przyćmiewa ten realny."
Sylwia Skorstad, "Republika kobiet"

"Zaskakujące zderzenie pisarskiej elegancji Susanny Clarke z poczuciem humoru godnym Terry’ego Pratchetta. Brytyjskie w każdym calu, chociaż napisane z iście polską fantazją."
Mateusz Uciński, "Gazeta.pl"


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

ID produktu: 1127949313
Tytuł: Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
Autor: Lange Anna
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 448
Numer wydania: I
Data premiery: 2016-08-17
Rok wydania: 2016
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 40 x 136 x 211
Indeks: 19998244
średnia 4,4
5
51
4
21
3
11
2
1
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
64 recenzje
Kolejność wyświetlania:
Od najbardziej wartościowych
Od najbardziej wartościowych
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najpopularniejszych
Od najwyższej oceny
Od najniższej oceny
1/5
22-10-2016 o godz 17:55 przez: radziu1371 | Zweryfikowany zakup
Sądziłem że książka będzie naprawdę dobra a okazała się słabiej niż średnia. Długie opisy które zanudzają czytelnika na śmierć.Czytając ją jedyna rzeczą o jakie myślałem to kiedy się skończy , brak jakieś ciekawej akcji czy czegokolwiek.
Przemęczyłem się czytając ją tylko dlatego że dostałem książkę w prezencie od koleżanki , dlatego przeczytałem do końca licząc na coś ale to niestety nie nastąpiło :( Nie polecam , szkoda pieniędzy !
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
12-09-2018 o godz 11:03 przez: Paulina Tyszka | Zweryfikowany zakup
Sam tytul zapraszał żeby ją przeczytać. Książka bardzo wciągająca. Świetne połączenie kryminału z magia a do tego lekki wątek miłosny. Mam nadzieje ze powstaną kolejne części bo mam mały niedosyt 😊
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
04-01-2022 o godz 17:28 przez: Lenka | Zweryfikowany zakup
Nie aż tak dużo magicznych stworzeń jak możnaby się było spodziewać, za to nie brakuje intryg, sekretów oraz osobliwych osobowości
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
21-08-2021 o godz 22:37 przez: raug | Zweryfikowany zakup
Świetne! Z niecierpliwością czekam na kolejny tom!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
13-09-2016 o godz 16:20 przez: Elenkaa
Trzy moje ulubione gatunki to: powieści obsadzone w dawnych czasach (choć może gatunkiem tego nazwać nie można), fantastyka i kryminały. Tutaj mamy rok 1873, czyli pierwszy warunek jest zdecydowanie spełniony. Nekromancja, kinemancja, magiczne istoty i rzucanie czarów... czy to nie brzmi jak najlepsza fantastyka? I na koniec zostaje miejsce akcji, a przynajmniej znaczna jego część - Wydział detektywistyczny Scotland Yardu, co zapowiada jakieś kryminalne sprawy do rozwiązania. Z takiego mixu musiała wyjść perełka!

W powieści króluje trzech głównych bohaterów: Tytułowy Clovis LaFay to nekromanta, pochodzący z arystokratycznej rodziny, jednak zdecydowanie różniący się od reszty jej członków. Kolejną postacią jest John Dobson, jego kolega jeszcze z czasów szkolnych, który jest nadinspektorem w londyńskiej policji, pracującym w Podwydziale Spraw Magicznych. Natomiast jego siostra Alicja to śliczna i bardzo zdolna młoda kobieta, która uczęszcza na kurs pielęgniarski. Jednak dotkliwie odczuwa prawie całkowitą nieobecność magii w szkole i podczas zajęć, której bardzo pragnie się uczyć. Gdy poznaje Clovisa jej marzenie zaczyna się spełniać, gdyż ten bardzo utalentowany nekromanta pomaga jej w praktycznej nauce magii.

Sposób przedstawienia magii przez autorkę jest bardzo interesujący. Rzucanie glyfów kojarzy mi się hm... może z jakimiś ruchami rąk, czy palców, podobnie jak w serii Gartha Nixa pt. "Stare Królestwo"? Mniej więcej tak to sobie wyobrażam, bo autorka nie opisała tego zbyt szczegółowo. Może chciała, żeby czytelnik pobudził swoją wyobraźnię. A moja działała podczas lektury jak szalona. Wyobraziłam sobie te dość odległe czasy, kiedy kobiety zmuszone były do noszenia gorsetów (a nasza bohaterka oczywiście jest temu przeciwna!). W fantazji miałam również obraz Scotland Yardu, tak często wykorzystywany w filmach, czy książkach, jednak tutaj niezwykle zmodyfikowany. Ale i tak najbardziej byłam zafascynowana i zauroczona magiczną aurą unoszącą się w powietrzu. Konstrukcja książki również mi się bardzo podobała. Teraźniejszość (czyli dla bohaterów rok 1873) przeplata się z retrospekcjami sprzed kilku lat, dzięki którym poznajemy wczesne relacje pomiędzy dwoma głównymi męskimi bohaterami. Retrospekcje pokazują nam, jak oni się poznali i jak dalej rozwijała się ich znajomość.

Mam wrażenie, że cała powieść jest napisana z niezwykłym luzem i umiejętnościami pisarskimi, mimo że to debiut! Zdecydowanie jestem przeciwniczką grupowania przez niektórych ludzi książek na debiuty i na resztę, bo mnie z reguły nie interesuje, czy książka jest pierwszą w dorobku pisarza, czy którąś z kolei. Jednak tym razem zwróciłam uwagę na to, że to debiut, bo aż trudno uwierzyć, że autorka przy swojej pierwszej książce operuje już tak wybornym warsztatem pisarskim. Po prostu nic tu nie jest wymuszone. Żadna scena nie została wpleciona po to, aby "zapchać" fabułę, wszystko jest doskonale zaplanowane i co najważniejsze - interesujące! Również wielką zaletą są bohaterowie. Wydaje mi się, że stworzenie trójki głównych charakterów w taki sposób, aby żaden nie odstawał od reszty to wielka sztuka. Clovis jest tajemniczy, choć bardzo sympatyczny mimo swojego pochodzenia, Alicja to słodka, a zarazem bardzo silna i odważna młoda kobieta, a John to opiekuńczy i oddany siostrze mężczyzna. Razem tworzą niesamowite trio, co przypomina mi o innym niezwykle dobranym trio w fantastycznym świecie... Może bohaterowie stworzeni przez Annę Lange również będą przeżywać całe mnóstwo niezwykłych przygód razem, jak Harry, Ron i Hermiona. Tego im życzę. I czytelnikom również. I autorce oczywiście, bo marzę o kontynuacji...

Tytuł "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" mówi sam za siebie i stwierdza fakty - ta książka jest magiczna. Nie tylko dzięki obecności magii, ale przede wszystkim za sprawą fabuły, bohaterów, konstrukcji i umiejętności pisarskich Anny Lange. To perełka wśród fantastycznych kryminałów obsadzonych w czasach wiktoriańskich. Chociaż perełką powinnam raczej nazwać połączenie tych trzech cech, bo jest zdecydowanie rzadkie i wyjątkowe. Ale jakie trafne!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
5/5
05-11-2016 o godz 18:50 przez: Zaczytany w Książkach
Anna Lange to pseudonim doktor habilitowanej w dziedzinie chemii zatrudnionej na stanowisku profesora nadzwyczajnego na jednej z warszawskich uczelni wyższych, autorki licznych publikacji na temat widm (molekularnych). Karierę naukową łączy z fascynacją światami fantastycznymi, a także klasyczną powieścią kryminalną i literaturą XIX wieku. Inspirują ją w równej mierze Brandon Sanderson, Lois McMaster Bujold, Jane Austen, P.G., Wodehouse, Agata Chrsitie i Boris Akunin. Clovis LaFay jest jej debiutem powieściowym.* John Dobson jest nadinspektorem jednostki wydziału detektywistycznego. Nie przelewa mu się, do miasta przyjeżdża jego młodsza siostra, a ludzie nie są zbyt zadowoleni, że młoda osoba zajmuje takie stanowisko. Clovis LaFay musi uporać się z problemami rodzinnymi. Alicja Dobson nie wie, co wybrać: związek małżeński czy pielęgniarstwo. Utwór został napisany lekkim i plastycznym językiem. Czyta się go bardzo szybko. Im jest się dalej, tym z coraz większą ciekawością zanurza się w tę magiczną historię. Jest i wiktoriański romans, i humor, i akcje przepełnione grozą. Anna Lange to pisarka, o której na pewno będzie jeszcze głośno. Najlepsze to to, iż autorka nie podąża schematami, tylko wytycza swoją własną drogę. Od dłuższego czasu chciałem sięgnąć po dobrą książkę fantastyczną, aby oderwać się trochę od kryminałów. W końcu natrafiłem na Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu … jestem zachwycony tym dziełem. Najbardziej spodobał mi się oryginalny i niebanalny pomysł, który został bardzo dobrze wykonany. Nie ma momentów bez magii i nudy. „(...) Clovis LaFay właśnie wchodził w wiek, gdy wszystko wie się najlepiej, nie było sensu ciągnąć rozmowy.” Autorka bardzo dogłębnie zagłębiła się w historię epoki wiktoriańskiej. Widać to przede wszystkim w szczegółach, którymi nas raczy. Mamy trzech narratorów – Clovisa LaFaya oraz Alicję i Johna Dobsonów. Dzięki temu zabiegowi o wiele lepiej ich poznajemy. Autorka skupiła się na ich psychologii oraz zasadach, które panowały w XIX wieku, dzięki czemu są oni jeszcze bardziej wiarygodni i żywi. „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” to świetne połączenie kryminału z fantastyką oraz romansem. Podsumowując: koniecznie sięgnijcie po ten utwór, jeśli szukacie dobrej polskiej książki fantastycznej. Gwarantuję, że spodoba wam się ona, ba, wręcz się nią zachwycicie. Za przekazanie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non. Tytuł: „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” Autor: Anna Lange Wydawnictwo: Sine Qua Non Seria: Imaginatio Korekta: Monika Pasek Okładka: Paweł Szczepanik Rysunek na okładce: Dominik Broniek Wydanie: I Oprawa: miękka (ze skrzydełkami) Liczba stron: 444 Data wydania: 17.08.2016 ISBN: 978-83-7924-671-7 * Źródło – skrzydło okładki.
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
25-10-2016 o godz 21:31 przez: Paulina
Co otrzymamy dodając do siebie kryminał, magię i klimat Londynu w epoce wiktoriańskiej? Do zapoznania się z tą książką w głównej mierze zachęciła mnie przepiękna i trochę mroczna okładka, a że opis wydawał mi się interesujący.. - postanowiłam się skusić. I nie żałuję. Powieść to naprawdę świetny debiut polskiej autorki, która mimo wysoko postawionej poprzeczki zdołała stworzyć coś wyjątkowego i oryginalnego. Świat wykreowany w książce jest dość skomplikowany i z początku trudno jest się w nim połapać. Przed przeczytaniem warto jest się orientować w tych najistotniejszych kwestiach - u Anny Lange magia jest czymś powszechnie znanym, a do czarowania nie potrzeba żadnej różdżki, ani innych przedmiotów. U każdego maga występuje "potencjał magiczny" (jest on na bardzo różnych poziomach), a podczas "czarowania" magia się"zużywa". Istnieją też różne dziedziny magii, w których można się specjalizować. Tyle jeśli chodzi o stronę techniczną, teraz przejdźmy do konkretów ;) W powieści mamy do czynienia z wieloma wątkami - jest główny wątek kryminalny, wątek romantyczny (który niesamowicie przypadł mi do gustu!), różne kłopoty rodzinne i wiele, wiele innych. Nie można narzekać na nudę! Ponadto, po każdym rozdziale mamy retrospekcje, które rzucają sporo światła na decyzje i zachowanie bohaterów oraz pomagają czytelnikowi lepiej ich poznać. A jeśli już chodzi o bohaterów - nie będę obiektywna, bo niesamowicie ich pokochałam! Mamy np. cudowną Alicję - silną i niezależną kobietę, mamy Clovisa - skrytego w sobie, niezwykle inteligentnego nekromantę, gotowego do wielu poświęceń, Johna Dobsona - utalentowanego maga, który nie raz dowiódł swej odwagi... Mamy też naprawdę przerażające "czarne charaktery" - pełna różnorodność. Autorka tworzy naprawdę świetne postacie, a jej styl pisania jest bardzo przyjemny w odbiorze. Cieszę się, że nie próbowała naśladować pisarzy z tamtego okresu, bo dzięki temu książka zyskała na wyjątkowości. A co jeszcze mnie urzekło? Niespodziewane zwroty akcji, klimat "Magicznych akt Scotland Yardu", niepowtarzalne poczucie humoru autorki i trudna tematyka, której się podjęła. Co prawda w powieści są pewne niedociągnięcia historyczne, jednak wszystko jest objaśnione w przypisach na końcu powieści. Ja chylę czoło przed Panią Lange, bo nie wyobrażam sobie ile pracy musiała włożyć by stworzyć tą książkę. Podsumowując, "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" ląduje na mojej liście ulubionych książek tego roku, a mi pozostaje czekać na kolejne dzieła tej autorki. Z całego serducha polecam! http://regalnapoddaszu.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
4/5
31-08-2016 o godz 11:16 przez: Amanda
Recenzja dostępna również na blogu: http://amandaasays.blogspot.com/2016/08/clovis-lafay-magiczne-akta-scotland.html

ŚWIAT PRZEDSTAWIONY
Wiktoriańska Anglia w połączeniu z magią składa się na niepowtarzalny klimat. Wkręcimy się w świat szarego Londynu, pełnego niezbadanych mocy, gdzie magowie bez skrępowania stąpają po ścieżkach tych samych, co zwykli śmiertelnicy. Magia jest tam czymś naturalnym, o czym świadczy nauczanie jej w szkołach, a także Podwydział Spraw Magicznych w londyńskiej policji. Oczywiście nie każdy posiada moce, a także nie są one tak samo rozwinięte - zależą od potencjału magicznego danej osoby oraz obranej specjalizacji i wiedzy. I tak mamy nekromantów, piromantów, kinemantów, poszukiwaczy oraz parę innych rodzajów, z czego każdy z nich ma inny zakres glyfów - zaklęć, do możliwego stosowania. Ciekawym rozwiązaniem jest również fakt, iż korzystanie ze wspomnianych glyfów powoduje zmęczenie i zmniejsza moce, które regenerują się dopiero po odpoczynku.
Warto również dodać, że autorce nie brakuje pomysłów i pojawia się wiele rodzajów duchów. Od zwykłych, bardziej pokojowo nastawionych, po groźne, żądne zemsty i zdolne do opętania człowieka. Pojawiają się mimiry - przekazywane z pokolenia na pokolenie czaszki, w których uwięziony jest duch, a także ghule - groźne demony, często powstałe z duchów płodów lub noworodków. Fakt, rozwiązania te mają swoje źródła w historii, jednak pokazuje to tylko rozległą wiedzę autorki w tej dziedzinie.

STRUKTURA POWIEŚCI
Jest ona całkowicie przemyślana i uporządkowana. Po każdym rozdziale pojawia się retrospekcja, uzupełniająca nam wszelkie luki w fabule, bądź też w relacjach wiążących bohaterów. To zdecydowanie zaleta, bo otrzymujemy informacje z przeszłości w bardzo naturalny sposób, omijając tę znienawidzoną przeze mnie metodę wyjawiania faktów przez rozmowy, gdzie nagle bohaterowie opowiadają sobie ze szczegółami wydarzenie sprzed lat, chociaż oboje w nim uczestniczyli, co jest niesamowicie sztuczne. Plus dla autorki za utrzymanie realizmu i naturalności.

NARRACJA
Trzecioosobowa narracja na kartach powieści towarzyszy przede wszystkim trójce głównych bohaterów, z których na pierwszy plan wychodzi oczywiście tytułowy Clovis LaFay. Z czasem zdarza się, że narrator pojawia się także przy innych postaciach, dając tym samym czytelnikowi pełniejszy obraz sytuacji. I jak lubię taką formę narracji za to, że mamy zdecydowanie więcej informacji niż w historiach przedstawianych z punktu widzenia jednego bohatera, to mam wrażenie, że tym razem momentami było nieco zbyt formalnie. Nadmiernych uczuć też nie lubię, ale jakaś ich doza też jest potrzebna, a tu w pewnych fragmentach mi ich zabrakło. Nie było to jednak jakoś szczególnie uciążliwe oraz mam świadomość, że znajdą się osoby, którym to zupełnie nie będzie przeszkadzało.

BOHATEROWIE
Głównym bohaterem jest Clovis LaFay i to wokół jego rodziny kręci się cała historia. Clovis wygląda młodo i niepozornie, jednak ci, którzy zbagatelizowali jego możliwości bazując swój osąd na wyglądzie, będą zaskoczeni, jak wielką moc ma ten człowiek. Ważnymi postaciami w powieści są również John i Alicja Dobsonowie - rodzeństwo, którym magia nie jest obca. On ma duży potencjał magiczny i pracuje w policji, a ona - wbrew przekonaniom, że kobiety nie powinny uczyć się magii - odkrywa w sobie coraz większe moce. Od samego początku polubiłam Alicję - chociaż na początku niezdecydowana i w pewnym momencie nieco naiwna, to jednak wykreowana była na osobę, która chce radzić sobie w każdej sytuacji i całkiem jej się to udaje, a także wraz z biegiem akcji nabiera większej pewności swoich decyzji. John zaś, jest typem porządnego faceta, który staje w obronie słabszych i głównie dlatego zaczynamy go lubić.
Powieść taka jak ta, oczywiście musi mieć czarny charakter. Tutaj mamy ich kilku, chociaż jeden z nich wysuwa się na pierwszy plan ze względu na odrazę, jaką budzi. I jak zazwyczaj czarne charaktery lubię, to tym razem go nienawidziłam i kibicowałam bohaterom, aby jak najszybciej się go pozbyli.

AKCJA
Początkowo wszystko dzieje się raczej wolniej, wydarzenia przybliżają nam sytuację rodzinną Clovisa oraz zbliżają bohatera z rodzeństwem Dobsonów, którym będzie pomagał. Jednak im dalej zagłębiamy się w powieść, tym bardziej akcja nabiera tempa. Sytuacja wymyka się spod kontroli i jeden wieczór decyduje o tym, że bohaterowie nie są już bezpieczni, a zło czyha za rogiem. I chociaż domyślałam się, jaki rodzaj zakończenia otrzymamy, to jednak zaskoczył mnie ogrom pomysłów na to, jak do tego zakończenia doprowadzić, bo przyznam, że wielu rzeczy się nie spodziewałam. Wszystko to sprawiło, że z rozwiązania akcji jestem jak najbardziej zadowolona.

PODSUMOWANIE
Zdecydowanie udany debiut Anny Lange, który tylko potwierdza, że Polacy umieją pisać, a ich powieści w niczym nie są gorsze od zagranicznych. Autorka zabiera nas w klimatyczny świat magii, w który bardzo łatwo jest się wkręcić. Serdecznie polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
19-08-2016 o godz 15:07 przez: Ania Kotlewska
Bez ogródek muszę przyznać, że jednym elementem, który skusił mnie do przeczytania tej pozycji to okładka. Jestem okładkową sroką, a wydawnictwo Sine Qua Non raczy nas ostatnio tak wyśmienitymi kąskami, że po prostu nie da się przejść obok nich obojętnie. Moją zainteresowanie dodatkowo wzbudził fakt, że jest to debiutująca polska pisarka, a ostatnimi czasy w takich właśnie książkach się zakochuje, więc jakby to powiedzieć nie mogłam nie dać jej szansy. Jesteście ciekawi czy spełniła moje wysokie oczekiwania i dlaczego dałam tak niską ocenę?

Troszkę boli mnie serce, jak to piszę, ale niestety według mnie nie jest to ocena niska, ale adekwatna do tego co czuję, czyli lekkiego zawodu w połączeniu z mieszanymi uczuciami. Gdybym mogła to wystawiłabym jej choć te pół oceny wyżej, bo w sumie to sam pomysł na książkę rzeczywiście jest niesamowity i wykonanie też niczego sobie. Bardzo lubię książki osadzone w wiktoriańskim Londynie, ponieważ mają swój specyficzny i magiczny klimat, a Annie Lange po części udało się go oddać. Mroczne zaułki dziewiętnastowiecznego miasta, powozy, suknie, służące, pilnowanie dobrych obyczajów, szlachta i tajemnicze śledztwa to dla mnie nie lada gratka. W tej kwestii rzeczywiście ani trochę nie zawiodłam. Wykorzystane zostały wszystkie elementy, które kojarzą mi się z tymi czasami, a jednak dwa pewne drobne elementy popsuły mi radość z lektury. A mianowicie szkoła, do której uczęszczali Clovis i John w retrospekcjach mocno przypominała mi Hogwart. Nie było to jakieś chamskie zrzynanie z Rowling, bo w sumie sama idea Edgerton była zupełnie inna, ale w większości scen z jej udziałem wspominano o tych elementach najbardziej podobnych. Doskonale znacie pewnie prefektów i dzielenie uczniów na domy? Znalazł się nawet pewien dobrotliwy dyrektor domu, który zawsze służył Johnowi radą. Podobał mi się też pomysł na stworzenie wątku kryminalnego, który momentami wywoływał osłupienie, ale gdzieś na jego początku pojawiła się dziura fabularna, bo nagle ni stąd ni zowąd wspomina się o napadach z udziałem magii i przede wszystkim zabrakło mi elementu zaskoczenia w rozwiązaniu. Choć co prawda samo "załatwienie" sprawcy było dla mnie sporym szokiem, to od samego początku domyślałam się, kto stoi za tajemniczymi napadami, wzmożonym pojawieniem się ghuli i tajemniczym zaginięciem małej Mary. W fabule poza samą wiktoriańską otoczką przypadł mi do gustu jeszcze delikatny wątek powoli rodzącej się miłości, która nie przytłaczała pozostałej części historii, a wręcz wywoływał uśmiech na twarzy oprócz momentów, kiedy wymyślali z jakich to powodów nie mogą być ze sobą.

Największym plusem Magicznych Akt Scotland Yardu są bardzo charyzmatyczni bohaterowie. Clovis niesłusznie będący czarną owcą rodziny często wpadał na całkiem osobliwe pomysły, ale też równie często były one najlepszym wyjściem na jakie mógł wpaść. Oprócz litości podczas czytania o jego niezbyt szczęśliwym dzieciństwie wzbudzał też bardzo ciepłe uczucia. Był bardzo empatyczny i opiekuńczy wobec innych ludzi i nawet osobom, które życzyły mu śmierci nie okazał w jawny sposób swojej nienawiści. Bił od niego smutek, że własna rodzina go odtrąciła. Johna określiłabym mianem starszego brata, który dla bliskich osób zawsze był na wyciągnięcie ręki i wspomagał ich, jak tylko mógł, nie rezygnując przy tym z własnych ambicji. A Alicja? To bardzo twarda bohaterka, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, zawsze szuka najlepszego wyjścia z całej sytuacji oraz stara się spełnić swoje marzenia pomimo ograniczeń, jakie prawa w tamtym czasie nakłada na kobiety

Sam styl Anny Lange był jednocześnie bardzo bogaty w opisy i słowa, ale również bardzo prosty, dzięki czemu czytało się dość szybko oraz przyjemnie. Niestety zepsuło to nieco klimat historii, ponieważ momentami wydawał mi się mocno niedopasowany do epoki. Nie mówię oczywiście o tym, że autorka powinna wystylizować język na dziewiętnastowieczny (coś, jak zrobił Jacek Łukawski z Krwią i Stalą), ponieważ jest wiele książek, które tego nie miały, a mimo to mi się podobały (przykładem Diabelskiego Maszyny), ale niektóre zwroty z użytych w książce raczej nie były znane w tamtej epoce. Najbardziej rzuciło mi się w oczy "przebojowy" gdzieś na początku książki.

Zdecydowanie nie umiem pisać recenzji książek, które w sumie to mi się podobały, ale na kilka rzeczy muszę ponarzekać, ponieważ bardzo rzuciły mi się w oczy. Mam wtedy wrażenie, że zbyt mało mówię o tych dobrych stronach danej pozycji, a zbyt wiele krytykuję. Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu pomimo tych kilku minusów było naprawdę ciekawą książką, cieszę się, że ją przeczytałam i z chęcią sięgnęłabym po dalsze jej części. Nie kończę też swojej przygody z Anną Lange, ponieważ widzę w niej świetny potencjał na przyszłość i to bardzo zachęca mnie do śledzenia jej literackiej kariery. A jeśli wy zastanawiacie się nad przeczytaniem jej debiutu to zróbcie to śmiało, bo spróbować warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
23-10-2016 o godz 20:03 przez: Świat Książkoholiczek
Opis fabuły
Clovis LaFay wraca do Londynu po długich wojażach po świecie. Pochodzący z bogatego, znanego, lecz jednocześnie niezwykle kontrowersyjnego i wewnętrznie skłóconego rodu, młody nekromanta wie, że łatwo mu nie będzie. Spory rodzinne, tradycyjnie dadzą się we znaki, a na dodatek Clovisa zacznie ścigać reputacja ojca - czarnego maga. Pewnego dnia jednak na drodze młodego mężczyzny pojawia się John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa z czasów szkolnych. Dobson, po ,,odejściu" z wojska został policjantem, a teraz staje na czele Podwydziału do Spraw Magicznych Londyńskiej Policji. Clovis poznaje też siostrę Johna, Alicję, która waha się: pielęgniarstwo czy zamążpójście? Do drugiego sensownych kandydatów brak, a kurs pierwszego okazuje się czymś abstrakcyjnym w porównaniu z jej wyobrażeniami. Należy też dodać, że w rodzinie Dobsonów pieniądze się nie przelewają. Ale kto wie, jak w tej sytuacji może namącić Clovis LaFay?

Opinia
Och, jak ja się bałam! Ale jednocześnie jak ja byłam ciekawa tej książki! No, ale od początku...
Czego się bałam? No cóż, w ostatnim czasie coraz więcej pisarzy umiejscawia swoje książki w wiktoriańskiej Anglii i coraz gorzej im to wychodzi. Obawiałam się kolejnej powieści, której autor wykaże się kompletną ignorancją tamtych czasów (w Clovisie... mamy rok 1873, czyli centrum, środek rozkwitu wiktoriańskiej Anglii). Na szczęście, autorka chyba jest równie zakochana w tamtej epoce, co ja i dzięki temu książka miała ten klimat, na którym zależało mi przy każdej powieści umieszczonej w tamtych czasach. Nienaganne maniery, co wypada, a co nie, małżeństwa dla majątku, uzależnienia oraz przeokropnie piękne i niewygodne stroje - to właśnie cały Clovis...! Wtedy pomyślałam sobie, że autorka chyba faktycznie jest Angielką, ale okazało się, że to warszawska doktor habilitowana w dziedzinie chemii. Więc tym bardziej należą się jej ukłony za znakomite oddanie realiów epoki.
Przez pewien czas bardzo trudno było mi ,,wgryźć się" w fabułę. Dopiero gdy w końcu sięgałam po tę powieść, zaczynała mnie interesować, ale z każdym odłożeniem na półkę chęć do czytania Clovisa... ulatywała sobie jeszcze dalej. Aż w końcu postanowiłam: Agnieszka, pan Oskar z SQN cię zabije, jak tego nie przeczytasz. I tak siedziałam po nocach, z Clovisem, pochłaniając po 100 - 200 stron każdej nocy. No i skończyłam. Od pewnego momentu nawet czytałam tę powieść z przyjemnością, bo losy Clovisa mnie wciągnęły i to bardzo. Potem, gdy tak myślałam nad recenzją, doszłam do wniosku, dlaczego czytanie sprawiało mi taką trudność. Po pierwsze, styl autorki. Na początku wydał mi się bardzo toporny i suchy, ale z czasem się do niego przyzwyczaiłam i zorientowałam, że to kolejny element tego, jak znakomicie Anna Lange oddała realia wiktoriańskiej Anglii. Po drugie, akcja bardzo powoli nabierała tempa. Pojawienie się głównego punktu kulminacyjnego zostało maksymalnie przeciągnięte w czasie i puenta musiała zadowolić się skromnym epilogiem. Potem jednak zwróciłam uwagę, jak dużo czasu i uwagi zostało dzięki temu poświęcone kreacji bohaterów. Ich charaktery mają ogromną ilość płaszczyzn, a retrospekcje, które pojawiają się w każdym rozdziale, pozwalają ukazać czytelnikowi ich przeszłość i dzięki temu lepiej zobaczyć, jak postacie dojrzały. Od razu daję przestrogę dla osób, które sięgną po Clovisa... (a musicie to zrobić!). Zwracajcie uwagę na relacje między bohaterami, nazwiska i nie omijajcie retrospekcji - potem nie będziecie wiedzieli, o co chodzi. W pewnym momencie, z przyczyn nieznanych, zupełnie nie ogarniałam, kto jest kim dla kogo. Te skomplikowane relacje rodzinne w rodzie LaFay nie dały mi spokoju do końca lektury.
Natomiast to, na co jeszcze muszę zwrócić uwagę to doskonale wykreowany sam alternatywny, magiczny Londyn. Różne rodzaje magów, ich specjalizacje, glyfy i wszystko inne stworzyło tak cudowny klimat, że nawet, jeśli komuś nie spodoba się fabuła (a jest genialna), powinien przeczytać Clovisa... dla samej kreacji Londynu. Anna Lange połączyła tu też ogromną ilość gatunków : fantasy, przygodówkę, młodzieżówkę, romans, kryminał i thriller. Jeśli jesteście fanami chociaż jednego z nich, biegnijcie po tę książkę i czytajcie, mimo że, tak jak u mnie, początki mogą okazać się trudne.
Co do wydania, to ta okładka to czysta zaje... zaczepistość! Natomiast jej ostatnia strona wygląda niczym strona z londyńskiej gazety z tamtych czasów. No i skrzydełka, dzięki którym rogi okładki nie są narażone na zniszczenia, są też dużym plusikiem.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
4/5
30-08-2016 o godz 11:29 przez: Klaudia Malik
Uwielbiam książki, które pozwalają nam przenieść się myślami w czasie, a już szczególnie jeśli mowa o wiktoriańskiej Anglii. Niedawno była to „Duma i uprzedzenie”, regularnie zaczytuję się też w kryminałach Christie, które wywołują wrażenie zmiany epoki. Od razu zaciekawiła mnie więc powieść „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu”, która już samą okładką przywodzi na myśl XIX-wieczną Anglię. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że jest to debiut polskiej pisarki, a Anna Lange to pseudonim doktor habilitowanej w dziedzinie chemii, która studiowała na jednej z warszawskich uczelni. Ostatnio zaczęłam jednak przekonywać się do polskich autorów m.in. za sprawą Mroza, dlatego i tej książce postanowiłam dać szansę.

„Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” to osadzona w XIX-wiecznej Anglii powieść z wątkami fantasy i kryminału. Zdecydowanie odczuwalny jest tu wiktoriański klimat, stare londyńskie kamieniczki, powozy, służba w domach, cmentarze, długie suknie, czy też bale. Niby bardzo proste czynniki, a jednak to wszystko tworzy wyjątkową aurę dla tej książki. Trudno uwierzyć, iż jest to debiut, ponieważ wszystko jest bardzo dopracowane, a autorka wspaniale unaoczniła czytelnikom realia tamtych czasów. Nawet pewne zwyczaje i zachowania oddają tamtą rzeczywistość. Jedyne co czasem mnie raziło to język, który momentami wydawał się niezbyt dopasowany do epoki. O ile cała reszta naprawdę tworzy realistyczne tło dla wydarzeń, to początkowo to wrażenie psuły trochę wypowiedzi bohaterów, ale później na szczęście nie były już tak zauważalne. Możliwe, że zwróciłam na to uwagę, ponieważ czytałam ostatnio „Dumę i uprzedzenie”, a jako że Jane Austen żyła w dziewiętnastym wieku, to nawet dialogi były jakby żywcem wyjęte sprzed dwustu lat. W książce Anny Lange wszystko inne układa się jednak na bardzo realistyczną rzeczywistość, dlatego na ten szczegół można przymknąć oko. Autorka napisała też, że inspirują ją takie osoby, jak chociażby Agatha Christie i rzeczywiście klimat jej książki podobny jest również do tego, który jest tak charakterystyczny dla dzieł Christie, tym bardziej, że tu i tu spotykamy zagadki kryminalne.

Mamy tutaj trójkę głównych bohaterów, tytułowego Clovisa oraz rodzeństwo, Johna i Alicję. Ten pierwszy jest dość specyficzny, ale jednocześnie bardzo inteligentny i uzdolniony, a zadatki na nekromantę wykazywał już jako dziecko. Specyficzny czy nie, Clovis ma w sobie pewien urok, może jest to coś związanego z mroczną historią rodu LaFayów, więc trudno go nie polubić, a przynajmniej nie być zaciekawionym jego historią. Zawsze wywołują we mnie również podziw bohaterowie, którzy przeciwstawiają się pewnym stereotypom, wyobrażeniom, dlatego spodobała mi się postać Alicji. Wbrew dziewiętnastowiecznym konwenansom pragnie zgłębiać tajniki magii i być bardziej niezależną. Widać, że ma swój własny charakter i przekonania i nie poddaje się temu, co mówią inni. John natomiast, jest bardzo opanowany i rozsądny, co czasem kontrastuje z temperamentem siostry, niemniej nie jest on bynajmniej osobą nudną. Zaciekawił mnie w szczególności za młodu, jeszcze jako uczeń, a jego relacja z Clovisem, jego bezinteresowna pomoc, a także miłość jaką darzy siostrę, to również przykład jego niezwykłego charakteru.

„Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” to taka mieszanka gatunków. Mamy tutaj stworzony cały system magiczny, wszystko osadzone jest w wiktoriańskiej Anglii, nie brakuje atmosfery kryminału, a nawet trochę romansu. No właśnie, całe szczęście wątek miłosny jest bardzo delikatny i nie odgrywa większej roli w tej książce, co dla mnie jest ogromną zaletą, ponieważ trochę obawiałam się, że autorka pójdzie na łatwiznę i z obiecującej historii, utworzy banalny romans. Połączenie tylu gatunków nie zawsze jest dobrym pomysłem, ale trzeba przyznać, że w tym przypadku całość jest spójna i intrygująca. Może też przypaść do gustu większej ilości czytelników, jako że każdy znajdzie tutaj namiastkę swojego ulubionego gatunku.

„Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” to bardzo dobry książka, a całość jest tak dopracowana, że trudno uwierzyć, iż jest to debiut. Mamy tutaj nietuzinkowych i zróżnicowanych bohaterów, niepowtarzalną atmosferę wiktoriańskiej Anglii, a to wszystko w połączeniu z aurą tajemniczości i magii, duchów, ghuli i egzorcystów oraz zawiłych intryg rodzinnych. Oj, coś czuję, że zapowiada się obiecująca seria i mam nadzieję, że autorka zdecyduje się napisać kontynuację!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-08-2016 o godz 13:43 przez: Ladyf123
W każdej rodzinie musi trafić się jakaś czarna owca. Problemu nie ma, gdy jest ona jedna, a nie jest ich kilka jak to ma miejsce w rodzinie LaFayów. Ród ten nie ma dobrej opinii w świecie magicznym. Czarni Magowie, skandale i ciągłe różnice zdań nie pomagają oczyścić dobrego imienia rodziny. Tli się jednak niewielka iskra nadziei, że rodzina ta może kiedyś wyjdzie na prostą, a to za sprawą Clovisa LaFaya.

Clovis LaFay to jak sam tytuł wskazuje główny bohater książki. Autorka dokładnie zarysowała jego portret psychologiczny. Między zwykłymi rozdziałami spotykamy się ze wspomnieniami z przeszłości bohaterów. Możemy obserwować zachowanie chłopca od najmłodszych lat, jego przeżycia, naukę, stosunki łączące go z innymi członkami rodziny. Widzimy jak biedny, zagubiony chłopiec przeżywa najpierw śmierć ojca, potem wybryki swojego niereformowalnego kuzyna, które za każdym razem tuszowane są przez jego dużo starszego brata.

Po zakończonej nauce Clovis postanawia wyruszyć w świat, by nie drażnić swojego brata swą obecnością i zapomnieć o wydarzeniach z przeszłości. Przy okazji poznaje wielu interesujących ludzi ze świata nekromanckiej magii, którą wybrał jako swoją przewodnią specjalność. Nie da się jednak uciekać wiecznie, a i interesy pozostawione w spadku po ojcu wymagają jego dozoru. Młody mężczyzna wraca do Londynu i spotyka swego przyjaciela ze szkoły - Johna Dobsona oraz poznaje jego młodszą siostrę. John proponuje interesującemu nekromancie, by te pomógł mu w policji gdzie jest inspektorem w wydziale spraw magicznych. Instytucja otwarta dość niedawno ma spore problemy, by znaleźć magów godnych zaangażowania i poświęceń związanych z tą pracą. Tu cała akcja książki nabiera tempa.

Cudowny klimat w wiktoriańskiej Anglii. Do tego sporo kryminalnych zagadek, w które znajdziemy wplątane duchy, ghule i inne magiczne istoty. Sprawy na pozór proste i dość często występujące w świecie ludzi, gdzie znajdują logiczne wytłumaczenie, po sprawdzeniu przez wydział do spraw magicznych mają nieco inny wydźwięk, bo kto mógłby pomyśleć, że człowiek był opętany, zauroczony, czy po prostu przyglądał się biernie zdarzeniu, bo był pod wpływem paraliżu? Szczerze powiem, że już dawno nie czytałam tak wybornego połączenia fantasy z kryminałem.

W powieści znajdziemy również wątek miłosny, a nawet ich kilka, ale zapewniam, że tak jak ja skupicie się na jednym, czyli uczuciu rodzącym się między siostrą Johna- Alicją, a Clovisem. Dość niezgrabne zaloty LaFaya są spowodowane jego obawami i niedoświadczeniem, a i Alicja jeszcze nie do końca zdecydowała czy woli zostać pielęgniarką czy żoną. Niekonwencjonalne jak na tamte czasy podejście brata Johna też nie ułatwia młodym podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Niczym nieprzesłodzony, a zarazem w moich oczach uroczy wątek miłosny urozmaica treść książki.

Cały czas podczas lektury zdarzenia były owiane nutą tajemnicy. Nastrój jaki wprowadza autorka bardzo przypadł mi do gustu. Odniosłam wrażenie, że czytając tą książkę strony w pewnych momentach „za szybko uciekały”. Przez to, że niektóre wydarzenia dzieją się kilka lub kilkanaście lat wstecz mamy dopowiedziane pewne rzeczy, ale zwykle nie jest to rozłożone tak, byśmy od razu po wspomnieniach mieli wydarzenie w rozdziale do nich nawiązujące. Fakt ten pozostawia nam zawsze towarzyszący lekturze niedosyt i chęć poznania dalszego przebiegu wydarzeń.

Biorąc pod uwagę, że jest to debiut Anny Lange jestem zafascynowana lekkością pióra i ciekawymi wątkami. Mam nadzieję, że jest to pierwsza, ale nie ostatnia powieść tej autorki, a z niecierpliwością oczekuję następnego jej dzieła, bo książka została pochłonięta dość szybko i pozostawia niedosyt na więcej historii spod pióra tej pani.

Lekturę polecam osobom, które świat fantasy uwielbiają, podziwiają i lubią czasem oderwać się od rzeczywistości. Czym byłoby nasze życie bez możliwości przeżywania niecodziennych zdarzeń w tak prosty sposób jak czytanie książki? Ostatnio natknęłam się na cytat „Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła” Wisławy Szymborskiej i jak najbardziej jako mól książkowy zgadzam się z tym stwierdzeniem, więc nie pozostaje Wam nic innego moi drodzy czytelnicy jak dodać tą książkę do swojej listy czytelniczej. Sami zdecydujcie jak wpasowujecie się w klimat wiktoriańskiej Anglii pełnej czarów i kryminalnych zagadek.
http://lady-flower123.blogspot.com/2016/08/kacik-czytelniczy-anna-lange-clovis.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
3/5
03-09-2016 o godz 22:08 przez: Tysiąc Żyć Czytelnika
O książce na początku nie słyszałam wiele. Miała ładną okładkę i była dość dobrze promowana. DOBRA, PRZEJRZELIŚCIE MNIE. Ładna okładka. Bycie sroką okładkową nie wybiera, okej?

Tak jak napisałam wyżej, jeżeli miałabym określić tą powieść dwoma słowami to zdecydowanie byłyby to: Kryminał Magiczny. Brzmi ciekawie prawda? Dokładnie tak samo zareagowałam. Wracając, nasz główny bohater Clovis LaFay ma przed sobą ciekawą zagadkę do rozwiązania. Jest nekromantą, a teraz wraz ze swoim dawnym przyjacielem - Johnem Dobsonem, wpadają na kolejny trop. Wydaje im się, że jest to coś grubszego niż opętania, z którymi zwykle radził sobie główny bohater. Mają jednak w sobie wiele zapału i czują, że na pewno i tą sprawę rozwiążą.

Uch! Udało się. Nie bijcie za tak mało szczegółowy opis, jednak ciężko jest cokolwiek napisać nie zdradzając przy tym ważnej części fabuły tej książki. Jest to taki ciekawy twór, że z początku nie dostajemy żadnych informacji na talerzu i można odczuć, że autorka chciała z nas - czytelników - zrobić śledczych. *Szykujcie najlepszą lupę jaką posiadacie, bo zginiecie marnie... Aha, i dawka racjonalnego myślenia także może być przydatna...* Nawet na samiutkim początku rzuca nas na głęboką wodę, ponieważ bez podstawowych informacji i wyraźnie zarysowanego wątku głównego, poznajemy bohaterów i jakoś tak się kręcimy koło wszystkiego, aczkolwiek też niczego. Rozumiem, że to miał być taki urozmaicony rodzaj wstępu, ale nie zapomnę do końca życia tego prześcigania się z przyjaciółmi - "O co tutaj może chodzić?". *Generalnie polecam czytać tą książkę w parach/grupach, bo uwierzcie mi, że zapamiętacie te dyskusje "co jest głównym wątkiem?!" do końca życia... Pozdrowionka, Ula!*.

Styl pisania autorki także jest niesamowicie specyficzny. Szczególnie w konsternację wprowadzały mnie opisy, które były przerażająco długie, jednak nie plastyczne. *Jak autorka to zrobiła? Nie pytajcie, bo nie wiem*. One są takie jak w gazecie - narrator jest bezstronny, nie koloryzuje, mówi fakt na fakcie jak jest. Dla mnie czytanie ich okazało się dobrym doświadczeniem, jednak nie ukrywam, że widziałam lepsze. Jednak wszystko zależy tutaj od gustu. Ja zawsze lubiłam omawianie wierszy na języku polskim, sarkazm wielbię ponad życie... ja potrzebuję czegoś innego. Aczkolwiek wszystkie osoby, które lubią mocne i zdecydowane podejście do każdego przedmiotu - będą usatysfakcjonowane.
Koniec tego złego. Czas się rozpłynąć nad zaletami, czyli czymś co każdy uwielbia. No, bo w końcu pewnie po to tu przyszliście, nie? A no i zapomniałam, ninja pozdrawia. Wiem, ma więcej fanów ode mnie. ;-;

Po pierwsze postacie w tej książce były genialnie wykreowane. Przemieszana została wielka rzeczywistość, z delikatnym przesłodzeniem, w niektórych momentach powieści. Jak dla mnie efekt był zadowalający i to nawet bardzo. Dobre było to, że autorka trzymała się tego, iż narzuciła powieści wiek XIX, połączony z magią. Nie ma tu łatwo. Kilkanaście razy chciałam krzyczeć, żeby mój ship w końcu ruszył ku sobie, ale później sobie przypominałam gdzie się znajdujemy. Wzdychałam więc i ruszałam dalej, na nowo zakochując się w tym w większości szlachetnym zachowaniu. Podobało mi się to, jak rzeczywiście wyglądało ukazanie tamtych lat, nawet pomimo wszechobecnej magii. Zdecydowanie chciałabym spędzić chociaż dzień w tamtych realiach (ale tylko pod ochroną Clovisa!).

Kiedy akcja już się rozwinęła to już nie mogłam się oderwać. Niestety, prawdopodobnie to spotka i was. Ale wiecie co? Warto na to czekać. Na pewno nie przeczytacie tej propozycji w dzień, ani dwa, jednak gdy poświęcicie jej więcej czasu to na pewno nie pożałujecie. Uwierzcie mi, miałam wiele wątpliwości z moim wyborem. Byłam na skraju... A potem... RACHU CIACHU I AKCJA WYSKAKUJE ZZA MURU... PĘDZI DO BRAMKI, WYPRZEDZA! (...) Tak, generalnie później to już było zabawnie. Tu kryminał, tam jakiś duch, za tamtym drzewem ghul... I CUDOWNY CLOVIS! Grzechem jest tego nie doczytać.

Długo bym się zastanawiała nad wyborem oceny, która będzie właściwa. Kieruję się w stronę 6,5/10, chociaż serducho po ostatnich stronach błaga o 9/10, a umysł mówi, że po tym początku to taka mocna 4,5. Na pewno każdy fan książek przygodowych szybko się zakocha, a większość fanów kryminałów będzie musiała chwilę poczekać, jednak ich wybór będzie trafiony.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję księgarni pantomasz.pl!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
31-08-2016 o godz 09:54 przez: Wioleta
Clovis LaFay to drugi syn zmarłego hrabiego Bedford. Jego ojciec miał reputacje czarnego maga, dlatego nazwisko LaFay jest powszechnie znane. Niestety po śmierci hrabiego stosunki rodzinne znacznie się pogorszyły. Dużo starszy brat Clovisa - Frederick oraz jego (dorosły) syn Horatio są do młodszego LaFaya wrogo nastawieni, a na jaw zaczynają wychodzić coraz mroczniejsze wydarzenia z przeszłości...

John Dobson - nadinspektor niedawno utworzonej jednostki detektywistycznej, w której zakres działań wchodzą zarówno dochodzenia, jak i bezpośrednie interwencje w przypadku, gdy pojawi się zagrożenie związane z m a g i ą. John niestety też ma liczne problemy. Ciągle brakuje mu pieniędzy, do jego mieszkania wprowadza się młodsza siostra, podwładni nieprzychylnie patrzą na młodego eksporucznika, a na domiar złego w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów, chociaż jest rok 1873. Na szczęście do miasta (po długoletniej tułaczce po Europie) powraca jego dawny przyjaciel ze szkoły - Clovis, który jest uzdolnionym nekromantą.

Alicja Dobson po przeprowadzce do brata zaczyna mieć wątpliwości. Rozważa zamążpójście, ponieważ zajęcia z magii leczenia nie do końca okazały się tym, na co miała nadzieję. Okazuje się, że Clovis LaFay chętnie służy pomocą i dzięki niemu dziewczyna jest bardzo zdeterminowana i chętnie uczy się nowych zaklęć. Clovis staje się bliskim przyjacielem rodziny, a kto wie, (jeśli chodzi o Alicję) może nawet kimś więcej? Mężczyzna jest jednak czymś bardzo zaniepokojony...

Gdy sięgałam po tę książkę nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Nigdy nie słyszałam o tej autorce, więc bardzo wielkie było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że Anna Lange to pseudonim polskiej autorki, a "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" to jej debiut. Postanowiłam, że dam szanse tej książce zwłaszcza, że bardzo kusił mnie XIX - wieczny Londyn.

Doskonale możemy odczuć w tej powieści wiktoriański klimat. Podczas gdy panie zakładają gorsety i długie suknie, a służba podaje posiłki na ogromnym balu, miedzy londyńskimi kamieniczkami przejeżdża dorożką morderca (nie brakuje wątków kryminalnych), a duch (pojawią się także wątki fantastyczne) jego ofiary potrafi opętać każdego, kto wejdzie mu w drogę.

Aż trudno uwierzyć, że jest to debiut, gdyż wszystko jest doskonale dopracowane i przemyślane. Podoba mi się to, że wątków kryminalnych jest kilka, dzięki czemu pojawia się więcej zagadek, więcej tajemnic i więcej nieoczekiwanych zdarzeń.

Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie z perspektywy trójki głównych bohaterów. Pierwszym z nich jest tytułowy Clovis. To człowiek bardzo mądry i inteligenty, posiada wielki potencjał magiczny, od dziecka był niezwykle uzdolniony, znacznie różni się od członków swojej rodziny i jest postacią, którą bardzo polubiłam. Pozostała dwójka to rodzeństwo. Alicja jest pełną determinacji dziewczyną, chce udowodnić, że kobieta też może być dobrym magiem, dlatego uczęszcza na kurs magii leczenia, a dzięki pomocy Clovisa robi znaczne postępy. John natomiast to mężczyzna, który w przeciwieństwie do siostry potrafił być bardzo opanowany i rozsądny, a dzięki pracy w policji zyskał duży szacunek.

W książce Anny Lange pojawia się po każdym rozdziale retrospekcja. Przedstawia ona wydarzenia za czasów szkolnych Johna i Clovisa, dzięki czemu dopełnia fabułę i pomaga zrozumieć wiele dziwnych zdarzeń oraz wyjaśnia dlaczego główni bohaterowie byli kiedyś tak bardzo ze sobą zaprzyjaźnieni. Dzięki retrospekcji bardziej polubiłam Dobsona, który jak się okazało w pewnych monetach potrafił być bardzo porywczy oraz lepiej poznałam dzieciństwo tytułowego bohatera, które wcale nie było kolorowe.

Ogromną zaletą jest to, że chociaż występuje wątek miłosny, jest bardzo mały i prawie niezauważalny. Obawiałam się, że znów pojawi się trójkąt miłosny, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Podsumowując jeśli macie ochotę przeczytać idealną i spójną mieszankę fantastyki, kryminału i odrobiny romansu, gdzie możecie wczuć się w wiktoriański klimat pełen magii, ghuli duchów, mimirów i nekromantów to serdecznie polecam wam książkę Anny Lange i mam wielką nadzieję, że ukaże się jej kontynuacja.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

http://zapoczytalna.blogspot.com/2016/08/clovis-lafay-magiczne-akta-scotland.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-08-2016 o godz 22:58 przez: Dziewczyna z książkami
Anna Lange stworzyła wielowymiarową, przesiąkniętą fantastyką historię, którą śmiało można nazwać jednym z lepszych debiutów gatunku, mających premierę w tym roku. Nie jest to ocena na wyrost, gdyż wyraziści bohaterowie, dopracowany świat oraz ponadprzeciętny język użyty do napisania historii o Clovisie La Fayu, sam stawia się w tym a nie innym miejscu rankingu. Muszę przyznać, że przez pierwsze sto stron książki nie sądziłam, że przy jej ostatnich kartkach będę pod takim wrażeniem dzieła polskiej pisarki. Nie mogłam wejść w historię, zostałam nieco przytłoczona nadmiarem faktów dotyczących postaci oraz świata, w którym egzystują. Jednak po lekturze tych, pierwszych rozdziałów zaczęłam z coraz większym zamiłowaniem wkraczać w niezwykły świat magii Clovisa, Alicji oraz Johna. Pochłonął mnie, nie chcąc oderwać do niemal ostatnich stron.

Książka składa się z naprzemiennie wplecionych rozdziałów opowiadających historię teraźniejszą, z roku 1873 oraz retrospekcji przedstawiających czytelnikowi szerszy pogląd na historię bohaterów oraz ich charaktery. Często wspomnienie jest w pewien sposób połączone z wydarzeniami zawartymi w normalnym rozdziale, przez co wiele wątków, zyskuje głębsze wyjaśnienie, bądź pogląd na daną sytuację. Sama akcja przez większą część książki była dość zrównoważona. Miały miejsce różne epizody, które zmuszały bieg akcji do przyśpieszenia, czy też zwrócenia jej w innym kierunku, jednak przez znaczną część czasu miałam poczucie spokoju, równego, niekiedy tylko zaburzanego tempa. W ostatnich rozdziałam, przez kilkadziesiąt stron mamy do czynienia ze skumulowaniem wątków, intensyfikacją akcji oraz niemożnością odejścia od lektury dzieła pani Lange.

Moją uwagę zwrócili również bohaterowie, o których warto wspomnieć. Główna, wspomniana w tytule, męska postać, czyli nekromanta Clovis niezwykle mnie oczarował (nie tak dosłownie) swoim sposobem bycia, odmiennością oraz urokliwością. Wiele wątków w dziele Anny Lange poświęconych jest jego rodzinie; zrozumieniu złej sławy, który przylgnęła do rodziny La Fayów, wydawać by się mogło już na stałe. Poznajemy jego bratanka, który po dziś dzień, przy każdym wspomnieniu pozostawia w mych myślach niesmak oraz wrażenie zepsucia. Jest to, można by rzecz antybohater całej książki, którego idealna kreacja ukierunkowuje czytelnika w taki sposób, że zaczyna czuć w stosunku do niego wyraźną niechęć, dalece odbiegającą od zwyczajnej obojętności, czy braku tolerancji. Wracając do postaci zdecydowanie pozytywnych, należy pomówić o Dobsonach. Alicja, jest zdecydowanie lepiej wykreowaną od Johna postacią, choć to, w żaden sposób mu nie umniejsza. Ten, mimo dość dużego udziału w akcji, wydaje się szczególnie w pierwszej części książki cieniem mknącym przed epizody w książce zawarte. Być może jest to spowodowane zestawieniem go z Alicją, niezwykle charakterną, ambitną oraz odważną młodą kobietą. Jej związek z tytułowym bohaterem, trochę nieporadny, niepewny, wręcz niewinny wywołuje na twarzy czytelnika uśmiech.

Po zakończeniu lektury tej książki czuję pewien niedosyt. Nie jest on jednak spowodowany złym pokierowaniem wątków, czy też ich zakończeniem. Otóż, niektóre z nich nie zostały do końca wyjaśnione. Podejrzewam, więc, że ich rozwinięcie poznam w kolejnej części, którą mam nadzieję ujrzeć w zapowiedziach wydawnictwa możliwie jak najszybciej. Zżyłam się z bohaterami, ich światem oraz, tu nie zaprzeczę naprawdę zaczęłam kibicować relacji dwójki głównych bohaterów. Jej początkowe rozwinięcie, było bardzo subtelnie oraz poprawnie przeprowadzone. Zgodnie z konwenansami rzecz jasna, dziewiętnasty wiek to jednak dziewiętnasty wiek. Nie mogę się doczekać, kiedy powrócę do świata Clovisa i jego przyjaciół, by ponownie zanurzyć się w wciągającej historii.

Pominięcie kwestii języka, byłoby z mojej strony zbrodnią na tej książce. Przez książkę wręcz się mknęło, nie tylko za sprawą chęci poznania dalszych losów bohaterów, lecz także dzięki przyjemnego językowi, który sam w sobie przeczy tezie, iż Magiczne akta Scotland Yardu jest debiutem. Niekiedy czwarte z kolei książki, danych autorów są gorzej napisana, niż pierwsza, upubliczniona czytelnikom książka Anny Lange. Czasem, jak się okazuje logika upada, w momencie zetknięcia się z literaturą oraz jej twórcami.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-09-2016 o godz 14:46 przez: Kulturalna szafa
Każdy z nas chyba kojarzy niesfornego i zadufanego w swoim umyśle Sherlocka Holmesa. Głównie z jego powodu chciałam sięgnąć po historię Clovisa, bo jestem zakochana w tego typu bohaterach i ich opowieściach. Do tego połączono to z magicznymi stworzeniami, więc co tutaj dużo mówić – nie mogło nie wyjść dobrze.

Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma jeszcze nazw – jest rok 1873 – co nie znaczy, że nie istnieją te zjawiska.
John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa i nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej również ma liczne problemy. Z pieniędzmi nie jest najlepiej, z prowincji przyjechała młodsza siostra, podwładni krzywo patrzą na zwierzchnictwo młodego eksporucznika artylerii, a najgorsze, że w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów!
Alicja Dobson waha się: zamążpójście czy pielęgniarstwo? Sęk w tym, że konkurenci się nie tłoczą, a zajęcia z magii leczenia na kursie pielęgniarskim okazały się nie całkiem tym, na co miała nadzieję. Clovis LaFay chętnie służy pomocą w tym drugim problemie, a kto wie, może i w pierwszym? Chociaż czegoś się jakby boi… /wsqn.pl/

Zacznę od tego, że początkowo nie byłam przekonana do kreacji LaFay’a. Wydawał się połączeniem Sherlocka i Watsona, dobrym jednak trochę nieudanym. Jednak potem, gdy nagle wchodzi do akcji i zaczyna się dziać, gdy do głosu dochodzą jego zdolności a do tego rozum, czytelnik nie widzi bez niego tej powieści. Jest idealnie pasującym elementem do całej układanki fabuły i sam jego charakter, trochę nieokrzesany, trochę specyficzny ale sympatyczny po prostu przyciąga do kart historii. Jego zachowanie przypomina pod pewnymi względami Holmesa, jednak nie jest to jego sztampowa podróbka, co oceniam na wielki plus. Towarzyszą mu dwie osobistości, czyli rodzeństwo Dobson. I tak jak do Clovisa musiałam się przyzwyczaić, tak ta dwójka od razu zgarnęła moją sympatię, szczególnie jeśli chodzi o postać Alicji, która jako twarda i nieugięta kobieta, potrafiła stanąć przeciwko wszystkim wokół i iść ścieżką magii. Jej brat, czarujący i silny, a do tego opiekuńczy nie miał problemów z przekonaniem do siebie czytelnika, dlatego gwarantuję, że gdy zaczniecie powieść od razu wpadniecie z nim w dobre stosunki.

Mówiąc o fabule, nie mogę nie wspomnieć, że powieść tworzyła polska autorka, która stworzyła świat realistyczny i namacalny, a do tego tak bardzo magiczny a równocześnie tajemniczy, że nie zdołacie wyjść spod jego czaru. Jestem pod wrażeniem, że mój ojczysty pisarz, potrafi tak cudownie przedstawić XIX-wieczną Anglię, detale i budynki ze szczegółami, które mogłyby świadczyć o przeniesieniu się w czasie i zobaczeniu tego na własne oczy. Jest zaskakująco realnie i po prostu pięknie.

Jeśli chodzi o przygody bohaterów, to magia wypływa z kart historii i po prostu łapie za serce, każdego kto chociaż trochę pragnie jej w swoim życiu. Pojawiają się nie tylko ghoule ale też duchy, do tego z kryminalnymi wątkami w tle. Tajemnice i zagadki wypływają z tej opowieści prosząc o rozwiązanie. Do tego jeszcze dochodzą rozdziały poświęcone młodości Clovisa i Dobsona, dzięki temu pojawią się dodatkowe wątki rodzinne i psychologiczne, które jeszcze bardziej przyciągają do bohaterów i ich przygód.

Autorka pisze świetnym językiem stylizowanym na XIX wiek, co wychodzi jej naprawdę genialnie. Do tego barwne, detaliczne opisy i naprawdę dograne ze sobą dialogi, tworzą pięknie oprawioną historię, której nic więcej nie potrzeba.

Tęsknicie za Conanem Doylem i jego Sherlockiem? Chcielibyście sięgnąć po coś co będzie równie dobre i wciągające? No to nie czekajcie dłużej, po prostu sięgnijcie po nową powieść Anny Lange. Macie tutaj świetnie dogranych bohaterów, których nie powstydziłby się sam geniusz detektyw, do tego obrazowo przedstawioną Anglię, której zapach w tej opowieści czuje się aż nazbyt dobrze. Czy muszę wspominać o magicznych stworzeniach, które jeszcze bardziej przyciągają do kartek? Ah. Jaka to była niesamowita przygoda! Po prostu musicie po nią sięgnąć.

https://kulturalnaszafa.wordpress.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
2/5
22-02-2017 o godz 21:24 przez: Wąchając książki
Po Magiczne akta Scotland Yardu, tak wolę tytułować tę książkę, sięgnęłam zupełnie spontanicznie. Na początku pomyślałam, że jest to jakiś zagraniczny autor, który zna się na rzeczy, jeśli chodzi o wiktoriańską Anglię. Później, zupełnie przypadkiem, dowiedziałam się, że Anna Lange jest Polką, co całkowicie osłabiło mój entuzjazm. Nie uważam, żeby Polak dobrze oddał klimaty XIX-wiecznych Wysp, w czym autorka mnie utwierdziła. Prawdę mówiąc, myślałam, że Lange zmieni mój stosunek do rodzimych twórców, że jeszcze jest nadzieja, ale Magiczne akta były dokładnie takie, jak się spodziewałam. Nie będę ukrywać, że miałam dziwne odczucie, że ta książka była jednym wielkim, a na dodatek niezbyt dobrym wprowadzeniem do historii, po którą już raczej nie sięgnę. Chciałam na początku zaznaczyć, że nie jest to bardzo zła książka. Ma wiele wad, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jest to debiut - chociaż niezbyt udany. Przede wszystkim trudno mi jest określić czego dotyczyła książka, jaki był główny wątek i przede wszystkim gatunek, oprócz tego, że jest to fantastyka, a bohaterowie potrafią czarować. Można by w ostateczności pokusić się o stwierdzenie, że autorka pokazała nową stronę magii, ale zupełnie mnie to przekonało. Dużo było o nekromancji, która do tej pory bardzo mnie ciekawiła, ale w tej pozycji wyszło na to, że nekromanta to właściwie robi wszystko i nic. Jednak najbardziej irytujące okazały się trzy sprawy, przez które nie mogłam do końca wgryźć się w całą historię: książka z błędami, którą miała w posiadaniu panna Alicja Dobson. Na serio, ten wątek ciągnął się przez kilkadziesiąt stron z czego ewoluował w jakiegoś nudnego potwora. Druga rzecz, to tajemniczość, która moim zdaniem była słabo zaakcentowana, nie wzbudzała pragnienia poznania rozwiązania zagadki, a wręcz odstraszała. Zamiast chcieć więcej, pragnęłam zapomnieć o tej książce raz na zawsze. A ostatni mankament, to język czy też narracja. Przez całą powieść czułam się, jakby wytłumaczenie rzeczy było co najmniej łaską, a wszystko co dzieje się w książce: relacje między bohaterami i ich stosunki z magią były tak oczywiste, że to aż śmieszne, żeby wszystko tłumaczyć. Raz akcja poszła w dobrym kierunku, ale koniec końców tylko jeszcze bardziej pogubiłam i zniechęciłam. Największym plusem był główny bohater, chociaż żałuję, że było go tak stosunkowo mało na początku. Clovis, ponieważ założyłam, że jest on głównym bohaterem, był niezwykle interesujący. Bardzo ciekawiły mnie jego magiczne zdolności, co autorka, jakby na złość, pomijała i bardziej skupiała się na rodzinnych waśniach, których nawet do końca nie zrozumiałam. Podobała mi się niezależność pana LaFay i jego zagadkowe, ale otwarte podejście do życia i magii. Był inteligenty, pracowity i zdolny. W powieści było jeszcze wiele, wiele bohaterów, o których szybko zapominałam. Nie odznaczali się niczym szczególnym, a przywołanie ich w mojej pamięci wymagało cofnięcia kilku stron. Jak na mój gust, było ich za dużo, jak na tak nikłą obecność w całej historii. Odznaczali się tylko John, który bardzo mnie irytował, ponieważ nie przejawiał żadnych konkretnych cech, oraz jego siostra Alicja, której też nie zdołałam ogarnąć. Tak jak wspomniałam wcześniej, atmosfera była ciężka. Czytałam już kilka książek, gdzie akcja osadzona została w XIX-wiecznej Anglii i po prostu przepadałam wśród pięknych sukien, tańców czy wystawnych bali. A w przypadku powieści Lange nie mogłam się wczuć. Miałam wrażenie, że autorka w ogóle nie wzięła pod uwagę stanu faktycznego, ale po prostu strzelała na chybił trafił. Niestety, nie jestem na tyle obyta w temacie, żebym mogła to stwierdzić na pewno, ale takie jest moje wrażenie. Do tego ten charakterystyczny, jak ja to mówię: polski język. Nie napiszę, że polecam albo nie polecam, ponieważ spotkałam się już z osobami, które nie przepadają za tego typu powieściami, a bardzo ta pozycja bardzo im się podobała. Mnie osobiście nie przypadł do gustu i na pewno nie sięgnę po kontynuację. Przykro mi z tego powodu, ponieważ do ostatniej strony wiązałam z tą książką duże nadzieje i nie poddawałam się. Uważam, że Magiczne akta Scotland Yardu miały większy potencjał, który nie został nawet w jednym procencie wykorzystany.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
4/5
26-10-2016 o godz 00:15 przez: martad87
Debiutancka powieść Anny Lange "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" została przyjęta bardzo entuzjastycznie. XIX-wieczny Londyn, w którym magia jest czymś zupełnie normalnym, oczarował czytelników książki. Pozytywne recenzje sypały się z każdej strony, dlatego też postanowiłam sama przekonać się, o co tyle szumu. Czy Annie Lange udało się rzucić urok także i na mnie?

Rok 1873, Londyn. Do kraju, po kilkuletniej tułaczce po Europie, powraca Clovis LaFay, zdolny nekromanta i drugi syn zmarłego hrabiego Bedford, o którym krążą pogłoski, iż parał się czarną magią. Niedługo potem jego drogi przecinają się z Johnem Dobsonem, dawnym kolegą z czasów szkolnych, który obecnie jest nadinspektorem w niedawno utworzonym Podwydziale Spraw Magicznych Londyńskiej Policji Metropolitalnej. Można rzec, że LaFay spada Johnowi z nieba, bowiem policja cierpi na brak egzorcystów. Clovis przyjmuje stanowisko konsultanta w jednostce Dobsona, gdzie wkrótce będzie miał okazję wykazać się swoimi niezwykłymi zdolnościami. Jego wiedza przysłuży się jednak nie tylko policji. Alicja, siostra Johna, chce zostać pielęgniarką i nauczyć się magii leczniczej, a Clovis chętnie jej w tym pomoże. Jak jego pojawienie się wpłynie na życie rodzeństwa Dobson?

Przyznać muszę, że początki z tą książką nie należały do najłatwiejszych. Autorka rzuca czytelnika na głęboką wodę. Nie tłumaczy reguł rządzących wykreowanym przez siebie światem, lecz liczy na to, że czytelnik z czasem sam je pojmie i się w nich odnajdzie. Koniec końców w pewnym momencie tak się właśnie dzieje, jednak zanim to nastąpiło, trudno było mi się wkręcić w fabułę. Potem na szczęście była to już tylko czysta przyjemność.

Akcja powieści rozgrywa się w XIX-wieczny Londynie. Już samo to brzmi bardzo zachęcająco. Autorce udało się bardzo wiarygodnie oddać klimat tamtych czasów. Różnice klasowe, pozycja kobiet w społeczeństwie, dbałość o zachowanie zgodne z wymogami etykiety – to wszystko tutaj znalazło swoje odzwierciedlenie. Wyjątkowy klimat powieść zawdzięcza także intrygująco wprowadzonej magii. W wykreowanym przez Annę Lange świecie część ludzi rodzi się ze zdolnościami magicznymi, które, o ile są rozwijane, mogą otworzyć przed nimi drzwi do ścieżki kariery magicznej. Kinemanci, piromanci, nekromanci, magiczni poszukiwacze i uzdrowiciele żyją pośród zwykłych ludzi. To jednak nie wszystko. W tym świecie istnieją także różne byty niematerialne, często groźne dla zwykłego śmiertelnika.

W "Magicznych aktach Scotland Yardu" odnajdziemy wiele świetnie wykreowanym postaci. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa. Na pierwszy plan wysuwają się trzy z nich: tytułowy Clovis LaFay, John Dobson oraz jego siostra, Alicja. Ta trójka bohaterów stanowi bardzo apetyczne połączenie. Clovis jest czarną owcą w swojej rodzinie, ale w jego przypadku jest to jeden z największych komplementów, jakim można go obdarzyć. Prawość jest drugą naturą Johna Dobsona. Czego by nie zrobił, na pewno będzie to moralnie nienaganne. Alicja jest bardzo ambitna, chciałaby coś osiągnąć w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Nie chcę więcej zdradzać na ich temat. Pozostawiam Wam przyjemność bliższego ich poznania. Wiem jedno – na pewno się z nimi zaprzyjaźnicie.

Anna Lange prowadzi swoją opowieść dwutorowo. Rozdziały, w których rozgrywa się obecna akcja, poprzetykane są rozdziałami retrospektywnymi, w których autorka odsłania przeszłość głównie Johna i Clovisa, pokazuje początki ich znajomości. To bardzo pomysłowy zabieg i czyni on powieść jeszcze ciekawszą.
Akcja powieści ma początkowo stonowane tempo, które z czasem nabiera rumieńców. Nie brak zaskakujących zwrotów. Zakończenie trzyma w napięciu i sugeruje, że z Clovisem jeszcze się spotkamy. Bardzo jestem ciekawa, co wydarzy się dalej.

"Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" to naprawdę udany debiut. Mało tego, w żadnym stopniu nie czuje się, że jest to debiut. Jeśli lubicie klimaty XIX-wiecznego Londynu i powieści fantastyczne, to jest zdecydowanie książka dla Was. Polecam!

Tekst pochodzi z mojego bloga: zaczytana-dolina.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
5/5
28-01-2017 o godz 14:02 przez: Kaga
//Opinia do przeczytania również na: http://kaginbooks.blogspot.com/2017/01/53-clovis-lafay-magiczne-akta-scotland.html Witaj w wiktoriańskim Londynie! Sztywne konwenanse, gorsety, obyczajowość i moralność zgoła odmienna od współczesnej... i magia. Dodajmy do tego podwieczorek, na którym będzie dużo herbaty, biszkoptowe ciasto z kajmakiem, nekromanta, sufrażystka i problemy rodowe - nic, tylko rozsmakować się i wraz ze służbą podsłuchiwać, o czym państwo plo czy państwu nie potrzeba mleczka do herbaty! W roku pańskim 1873, pod rządami łaskawie panującej królowej Wiktorii, przy szumie halek i w sztywnych gorsetach, z eleganckim melonikiem na głowie - może wydarzyć się wszystko. Wliczając w to okazjonalnie pojawiające się ghule, duchy i równie okazjonalne opętania. Stąd też myśl, by powstał specjalny oddział Scotland Yardu - a zatrudnienie w nim znajduje równie specjalny człowiek... Clovis La Fay. Pochodzący z arystokratycznego rodu młody nekromanta ma jednak pewien problem. Starszy brat go nie toleruje, a dzieci tegoż - cóż. Krótko mówiąc, do stryja miłością nie pałają również. Do tego ród od zawsze zajmował się czarną magią, z niekoniecznie szlachetnych pobudek, co bardzo Clovisowi przeszkadza. Przyjaźni się przy okazji z podinspektorem Johnem Dobsonem, szefem specjalnego Podwydziału Spraw Magicznych Londyńskiej Policji Metropolitarnej. Gdy dostaje propozycję, by zostać konsultantem tam, nie czeka długo - zwłaszcza, że po ulicach chadzają ghule, duchy również upominają się o swoje, a przypadkowe opętania i porwania młodych dziewcząt stają się cokolwiek podejrzane... Sprawy komplikują się, gdy siostra Johna, swoista sufrażystka, Alicja - korzysta z jego pomocy, dotyczącej nauki czarów i anatomii.Skorzystałaby zapewne z innych opcji, ale konwenanse, status społeczny oraz - nazwijmy to "drobnymi komplikacjami" - stoją im póki co, na drodze. Oczywiście, to nie wszystko. Mamy jeszcze pościgi, gadającą czaszkę, konwenanse i wymogi epoki, poczucie, że sztywny gorset edukacji drażni nas i ogranicza. Do tego świetnie skonstruowaną intrygę oraz genialny, wyraźny klimat wiktoriańskich czasów, z zachowaniem (przynajmniej w większości, bo drobne przesunięcia kilka lat w przód czy tył to prawie nic) historyczności. A fakt, że jest magia, że się jej używa? To dodaje kolejnego, intrygującego smaczku całości. Doskonały humor, który niejednokrotnie mnie rozbawił, akcja widziana z perspektywy nie jednej, ale kilku osób - czy można chcieć więcej? Można. Tego typu powieści, które swoją lekkością zachwycają, sprawiają, że trudno oderwać się od tekstu. Bohaterowie? Są dobrze wyważeni, związani w konwenansach epokowych. Clovis zamknięty jest w poczuciu rodowej klątwy, John i Alicja - choć pochodzą z niższej warstwy społecznej, również mają swoje problemy. Duża zaletą był fakt, że autorka nie bała się swoich bohaterów okaleczyć, opętać, a nawet pobić czy... zgwałcić. W powieści bowiem poruszony został i ten, bardzo trudny wątek - wprawdzie jako element poboczny, ale charakterystyczny, pokazujący, jak kwestię gwałtu - przysłowiowo - "zamiata się pod dywan" w wielu środowiskach. To, plus żywy język, humor, kreacja postaci na wysokim poziomie - to wszystko zdecydowanie zachęca do przeczytania książki. W całokształcie? Czytało się ją bardzo dobrze, ale troszkę brakowało mi jednak samych "Magicznych Akt", nieco bardziej zagmatwanej intrygi, a może nieco więcej... wiktorianizmu, klimatu grozy rodem z powieści Mary Shelley albo mistrza Byrona? Bo nie oczekiwałam już na pewno niczego w deseń Charlesa Baudelaire'a - liczyłam jednak, że opowieść o nekromancie, ghulach, duchach będzie ciut mroczniejsza. Okazuje się, że snucie historii o opętanym kuzynie, nienawiści i chorych (niemal dosłownie) fascynacjach i podnietach może całkiem nieźle zastąpić oczekiwania. Anna Lange w swojej powieści zgrabnie połączyła wątki fantastyczne, historyczne i kryminalno-obyczajowe, więc sądzę, że każdy, kto sięgnie po "Clovisa La Fay: Magiczne akta Scotland Yardu" będzie zadowolony. Za możliwość recenzji tej książki dziękuję wydawnictwu SQN.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
5/5
20-08-2016 o godz 20:37 przez: Erna Eltzner
Przyjaźnie z dawnych lat czasem pokrywają się kurzem, ale niewiele potrzeba, aby drogi znowu się skrzyżowały. Czy to pech? Czy to szczęście? Jedno jest pewne — przyszłość przynosi wiele przygód. Nadzwyczajnych, w końcu w grę wchodzi prawdziwa magia…

Rok 1873. Zjawiska paranormalne istnieją i dają o sobie znać, czasem w brutalny sposób. Na scenie wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej pojawia się John Dobson. Zostaje nadinspektorem świeżo utworzonej jednostki, która ma za zadanie zająć się magią. Życie nie do końca się mu układa. Mieszka z siostrą, Alicją, szkolącą się w dziedzinie pielęgniarstwa. Pewnego razu rodzeństwo spotyka Clovisa LaFaya, starego przyjaciela Johna. Postać oryginalna i zagadkowa, pochodząca z arystokracji, ale lubiąca wyzwania. Dlatego Dobson proponuje Clovisowi pracę u swojego boku. A to tylko początek całej serii dziwnych, choć fascynujących zdarzeń…

Poleciałam na okładkę. Piszę zgodnie z prawdą, zauroczyła mnie, gdy tylko ją zobaczyłam. I sam tytuł. Wydał mi się na tyle przyciągający, że dość niecierpliwie czekałam na premierę. I oto książka do mnie dotarła. Przyznam się. Byłam pewna, iż autorka jest Amerykanką lub Niemką. Skąd ten pomysł? Chyba chodzi o taką specyficzną aurę. Nie ujmuję polskim pisarzom, naturalnie, ale tym razem strzelono w iście światowy poziom. Anna Lange to pseudonim osoby na co dzień pracującej jako profesor nadzwyczajny na jednej z warszawskich uczelni. Mało wiadomo o tym, kto kryje się pod tym nazwiskiem. Dodaje tajemniczości, prawda? Tajemniczości idealnej wpasowującej w klimat powieści. Dopracowanie od początku do końca. Szaty graficznej, fabuły i promocji. Bo czy jest coś ciekawszego od zagadek? Zwłaszcza tych przepełnionych magią, której nie brakuje. I to w najlepszej z możliwych form.

„Clovis LaFay” ma dwie cechy przepełnione wspaniałością — bohaterów i atmosferę. Bez problemu można cofnąć się w czasie i poczuć, że naprawdę jesteśmy w wiktoriańskiej Anglii. Uwielbiam tę epokę, zawsze jej szukam w książkach, obojętnie jakiego gatunku. I zazwyczaj jest tak, że autorzy brytyjscy najlepiej wykonują swoją pracę. Po prostu są przesiąknięci, kwestia wychowania się w danym kraju. Jednak Anna Lange podołała zadaniu, stąd moje zaskoczenie narodowością. W żaden sposób nie odstaje od wybitnie znanych nazwisk, a moim cichym życzeniem jest, aby cała Europa dowiedziała się o utalentowanej Polce.

Zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie na rynku literackim.Naturalnie, to Clovis LaFay jest osią powieści. Bohater najbardziej jaskrawy, charakterystyczny, ujmujący. Z interesującą przeszłością, zajmującą teraźniejszością. Ale nie wolno zapomnieć o Alicji i Johnie. Cała trójka ma w sobie coś, co sprawia, że już po pierwszej styczności z nimi odczuwamy sympatię, kibicujemy, momentami drażnią, bo są ludzcy. Posiadają wady i zalety. Do tego kilka postaci pobocznych, również ważnych, bo nadających odpowiednie tło. W ogólnym rozrachunku paleta bohaterów wypada ciekawie, a dla mnie miłym akcentem było same imię Clovisa — absolutnie piękne! Odpoczynek od wszelkich Edgarów i Haroldów.

Fakt. Intryga nie należy do wybitnie trudnych w rozwiązaniu, jednak zawsze istnieje to ziarenko niepewności. Samo jej poprowadzenie sprawia wiele frajdy w czytaniu, a to uznaję za najważniejszy punkt wszelkich kryminałów. Właściwie, czy da się sklasyfikować tę książkę w jakimś gatunku? To byłoby raczej trudne zadanie. Mamy wątek romantyczny, sporo humoru, fantastyki. Nie są to przypadkowe wybory. Wszystko wymieszano w odpowiednich proporcjach, co sprawia, że uniknięto chaosu. Lange używa języka prostego, łatwego w przyswajaniu. Nie unika opisów, równoważy je z dialogami. Dzięki temu powieść pochłania się szybko i nabiera ochoty na kolejną część. Właśnie — mam nadzieję, iż się w przyszłości pojawi.

„Clovis LaFay. Magiczna akta Scotland Yardu” to nie lada gratka dla miłośników magii i osób chcących odkryć świetnych debiutantów. Lange postawiła sobie wysoko poprzeczkę, podołała wyzwaniu i z pewnością jeszcze o niej usłyszymy, gdy postanowi dalej tworzyć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji Więcej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Morderca znad Green River
4.8/5
37,60 zł
59,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Cud, Miód, Malina
4.6/5
26,90 zł
44,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Święto ognia
4.7/5
25,70 zł
42,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czas Żniw. Tom 1
4.5/5
27,55 zł
39,99 zł

Podobne do ostatnio oglądanego