Czas pokazał, że początek lat 80. był łaskawy dla polskiej literatury. To wtedy urodzili się Jacek Dehnel, Dorota Masłowska, Jakub Żulczyk i Mirosław Nahacz. Cała czwórka, po mniej więcej dwóch dekadach, została okrzyknięta „nadzieją polskiej literatury”. Żulczykowi udało się pogodzić wysoki poziom twórczości z komercyjnym sukcesem, a przy tym zachować status buntownika.

Już pierwsza powieść Żulczyka, wydana w 2006 roku, mogła wy­wołać skandal. „Zrób mi jakąś krzywdę… czyli wszystkie gry video są o miłości” to historia uzależnionej od gier wideo 15-latki i 25-letniego studenta, którego paraliżuje perspektywa wejścia w dorosłe życie. Ta dwójka zakochuje się w sobie i rusza w szaloną podróż po Polsce. Dzięki zręcznie prowadzonej narracji i umiejętnemu omijaniu erotyki (przynajmniej do czasu ukończenia przez bohaterkę 16 lat) Żulczyk uniknął obyczajowej afery. Zamiast niej były pochwały krytyków (głównie za świeży język i zgrabny portret pokolenia) i fanów, którzy szybko zaczęli nazwać książkę „kultową”. Już wtedy pojawiły się charakterystyczne dla całej twórczości Żulczyka odwołania do popkultury, gier wideo oraz język: cyniczny, inteligentny i wulgarny zarazem. Te same elementy Żulczyk rozwinął w wydanym w 2008 roku „Radiu Armageddon”. Ta historia dzieciaków z bogatego liceum, zakładających zespół rockowy, została nazwana przez Krzysztofa Vargę „pierwsza polską powieścią emo”.

Żulczyk z sukcesami próbuje też sił w powieści gatunkowej. Ma na swoim koncie powieść grozy „Instytut”, dwie części fantastycz­no-przygodowego cyklu dla młodzieży: „Zmorojewo” i „Świątynia”, książkę dla dzieci „Zdarzenie nad strumykiem”. I jak dotąd nie zdarzyła mu się literacka wpadka. Zdarzył się za to spektakularny sukces. W 2014 Żulczyk opublikował „Ślepnąc od świateł” – swoją najdoj­rzalszą i jak dotąd najlepiej skonstruowaną powieść. Trudno ocenić, kto jest jej głównym bohaterem: czy pakujący się w problemy diler kokainy, czy może stolica, w której toczy się akcja powieści. Portret miasta pulsującego od zła, pożądania i chciwości, wciąga bowiem nie mniej niż losy włóczących się po jego zakamarkach ludzi, żyjących na pełnych obrotach, podkręcanych przez biały proszek.

Michał Nogaś, nominując Żulczyka za „Ślepnąc od świateł” do Pasz­portu Polityki napisał, że „byłby z tego znakomity film”. I będzie. Na podstawie powieści Żulczyk, we współpracy z Krzysztofem Skoniecz­nym, stworzył scenariusz serialu, który wyprodukować i wyemitować ma HBO. Nie jest to jednak scenopisarski debiut Żulczyka. W 2016 swoją premierę miał serial kryminalny „Belfer”, którego scena­riusz współtworzyła Monika Powalisz. Drugi sezon tej obsypanej nagrodami produkcji (m.in. Orzeł dla najlepszego filmowego serialu fabularnego oraz Telekamera) na ekrany trafi jesienią. W oczeki­waniu na tę produkcję, fani Żulczyka będą mogli oddać się lekturze jego nowej powieści – „Wzgórze psów”. „Rzecz dzieje się w małym, fikcyjnym mieście na Mazurach, współcześnie. Główny bohater był kiedyś, przez chwilę, pisarzem. Teraz już nim nie jest. Przyjeżdża do tego miasta z żoną, z powrotem, powiedzmy, że na stałe. W mieście ktoś znika. (…). Książka nazywa się „Wzgórze psów”. Podobno jest trochę jak „Ślepnąc od świateł”, tylko na prowincji, tak twierdzi mój wydawca. Ja twierdzę, że byłoby fajnie, ale chyba nie. Wszystkiego się dowiecie” – pisał Żulczyk na swoim profilu na Facebooku.

Sam Żulczyk nazywa siebie „pisarzem, niezależnym publicystą, recenzentem, felietonistą, blogerem, konsumentem śmieci i wzoro­wym odbiorcą kultury masowej”. Żulczyk to bagno kultury masowej przerabia na złoto. Żongluje cytatami, obrazami, bohaterami masowej wyobraźni, bez jednego fałszywego ruchu. Dzięki mistrzowsko stoso­wanej ironii, pisząc o trudnych, bolesnych nieraz kwestiach, z powo­dzeniem unika moralizatorstwa i dydaktyki. Krytycy go za to chwalą, ale on nie jest z tych, którzy podstawiają głowę pod głaski, zwłaszcza od kolorowych mediów. – Próbuję pisać książki, które przyjmując kostium literatury gatunkowej, starają się zaglądać pod powierzch­nię rzeczywistości. To, co jest pod tą powierzchnią, nie jest miłe, ani fajne, ani dobre, ani ciepłe. Świat lifestyle`u i celebrytyzmu kieruje się dokładnie odwrotnymi mechanizmami – wyjaśnia na swoim profilu.

Między innymi przez takie gesty, zaczęto nazywać go „buntowni­kiem”. Żulczyk nonkonformistyczną postawę prezentuje też w wywia­dach i mediach społecznościowych. Podgryza wszystkich: kpi z selfie, hashtagów, celebrytów, polskiej natury, polityki, kultury… Jego refleksje – mimo lekkiej formy – nie są obliczone na efekciarstwo, lecz są wyważoną i inteligentną krytyką społeczeństwa, któremu od lat uważnie się przypatruje.

Zapraszamy na spotkania z autorem w ramach Apostrofu:

15 maja, 18:00 Teatr Powszechny w Warszawie

16 maja, 18:00 Empik Kraków Bonarka

17 maja, 18:00 Empik Katowice Silesia

18 maja, 18:00 Empik Wrocław Renoma

19 maja, 18:00 Empik Poznań Plac Wolności

20 maja, 16:00 Empik Gdańsk Galeria Bałtycka