Rytmiczne szkicowanie na gorąco

Jacek Dehnel prowadzący ten wieczór autorski rozpoczął od próby rozbrojenia autorki „Innych ludzi” wyznaniem, że obawiał się spotkania z osobą, która uchodzi za niełatwą rozmówczynię. I uzyskał odpowiedzi na większość pytań, choć w kilku przypadkach Masłowska grzecznie, choć zdecydowanie odmówiła udzielenia odpowiedzi. Podobnie nieustępliwa jest, gdy ktoś prosi o możliwość zrobienia sobie z nią selfie, nawet gdy odmowa spotyka się z przypuszczeniami, że może po prostu kiepsko wychodzi na zdjęciach.

Najważniejszym tematem rozmowy była oczywiście nowa książka Masłowskiej: poemat „Inni ludzie” napisany hiphopową nawijką, kolejna próba złapania języka i rzeczywistości na gorącym uczynku. Dlaczego właśnie taka forma? – Wydaje mi się, że hip-hop jest w tej chwili jedyną żywą emanacją literatury w codzienności, w potocznej stronie rzeczywistości, i że jest to gatunek, który przejął organiczną, ludową potrzebę opowieści – wyjaśniała Masłowska. Nie zgodziła się na przywołanie żadnego z hiphopowych artystów, od których uczyła się rapowania, by nie łączyć nikogo ze swoim nazwiskiem, ale zaznaczyła też, że o ile kiedyś w trakcie pisania słuchała dużo muzyki, to teraz potrzebuje maksymalnego skupienia, ciszy i zakręca kaloryfery, by żaden dźwięk nie przeszkadzał jej w pracy. A już hip-hopu unikała podczas pisania „Innych ludzi” jak ognia. – Te frazy, te zbitki są tak infekcyjne, że nie chciałam narazić się na sytuację, że czymś się zainspiruję.

W przypadku „Innych ludzi” forma w dużym stopniu podyktowała treść i to z niej wynika naszkicowanie postaci grubą kreską. – Chciałam, żeby to forma mnie prowadziła – podkreśliła Masłowska i dodała, że książka ukazała się tuż po „zdjęciu z krosien” i jest maksymalnie wysycona aktualnym szczegółem. – Jej histeryczna aktualność to kwestia pół roku – zaprognozowała i zdecydowanie odmówiła wyjaśnienia, jak udało jej się namówić wydawcę na opublikowanie książki praktycznie tuż po oddaniu jej do druku.

Skąd „zasysa” treść do swoich utworów? – Nie muszę prowadzić żadnych specjalnych badań terenowych – wyznała, ale dodała natychmiast, że często jeździ metrem, które jest dla niej bardzo opiniotwórcze i twórcze, „tworzy niesamowitą, abstrakcyjną sytuację wystawową. Wszyscy udają, że siebie nie widzą, taka jest konwencja. I ja też – patrzyłam udając, że nie patrzę”.

Wszystkie sceny Apostrofu

Na Apostrofie odbyło się pierwsze spotkanie z Dorotą Masłowską po wydaniu „Innych ludzi”, półtorej godziny rozmowy z Jackiem Dehnelem i czytelnikami, którzy przyszli z mnóstwem pytań i stosami książek do podpisania. Premierowe książki można też przez siedem dni kupować na miejscu, czyli w foyer Teatru Powszechnego, który – podobnie jak rok temu – jest główną siedzibą festiwalu Apostrof w Warszawie.

Stolica jest jednym z siedmiu miast, w których przez okrągły tydzień odbywa się największy festiwal literacki w Polsce. W poniedziałek wyruszyli w swoje trasy pisarze, którzy w najbliższych dniach spotkają się z czytelnikami w kilku apostrofowych siedzibach: Olga Tokarczuk mówiła o wydanych niedawno „Opowiadaniach bizarnych”, a Magdalena Grzebałkowska o biografii Krzysztofa Komedy w Empiku Renoma we Wrocławiu, Natalia Fiedorczuk promowała swoją „Ulgę” w poznańskim Empiku na placu Wolności, a Katarzyna Puzyńska opowiadała o powieści „Nora” w Empiku Bonarka w Krakowie. Jacek Hugo-Bader pojechał z „Audytem” do Empiku Silesia w Katowicach, Wojciech Chmielarz ze „Żmijowiskiem” do Empiku Kaskada w Szczecinie, natomiast Jakub Żulczyk pojawił się w Empiku Galeria Bałtycka w Gdańsku, by zaprezentować książkę „Zrób mi jakąś krzywdę”.

W każdym z tych miejsc można spotkać się z festiwalowymi gośćmi, kupić ich książki i znaleźć „Apostrof” czyli Magazyn Międzynarodowego Festiwalu Literatury ze szczegółowym programem, omówieniami literackich nowości, wywiadami, recenzjami i… komiksem.

Cały program festiwalu dostępny jest również na stronie Apostrofu, a na profilu Empiku na Facebooku można oglądać transmisje wybranych spotkań z udziałem tłumacza języka migowego.

 

Tłumaczenie świata na różne sposoby

Apostrof to nie tylko spotkania autorskie, ale również dyskusje, panele, a także wystawy, koncerty i… jedzenie. To ostatnie bliżej weekendu. Na początku festiwalowego tygodnia odbyła się w Teatrze Powszechnym pierwsza dyskusja Apostrofu zatytułowana prowokacyjnie „Tłumaczenie brzydoty. Polskość jako kategoria estetyczna”, w której wzięli udział dziennikarze, publicyści i pisarze: Beata Chomątowska, Małgorzata Czyńska i Marcin Kołodziejczyk oraz Adam Leszczyński, który całość poprowadził.

Próba zdiagnozowania polskich upodobań szybko zmieniła się w rozmowę na temat organizowania przestrzeni w Polsce – zarówno prywatnej jak i publicznej. Termin „brzydota” został wyparty przez częściej używane słowo „chaos”, przede wszystkim w kontekście urbanistycznym i architektonicznym, a zaczęło się od Zakopanego nazwanego przez jednego z gości najbrzydszym miejscem na świecie z powodu… nieprzyjęcia się wśród górali prawa budowlanego.

Czy i ewentualnie jak to, co widzimy, może nas, Polaków, określać? Część odpowiedzi na to pytanie można znaleźć podczas analizowania wnętrz polskich mieszkań. Charakterystyczne są w wielu z nich mocne, zdecydowane barwy, czasem nawet dwie na jednej ścianie, które być może są sposobem odreagowania dziesięcioleci PRL-owskiej bylejakości. Polacy chętnie otaczają się przedmiotami, „otulają się” nimi, bo lubią przytulność i poczucie bezpieczeństwa. W większości domów wciąż funkcjonują firanki, które pomagają odgrodzić się od tego, co na zewnątrz, choć nie odbierają szansy na obserwację tego, co poza domem i pozostania w ukryciu.

Tłumaczenie świata poprzedzone jego analizą to jeden z dwóch aspektów przekładu, który jest ważnym tematem tegorocznego Apostrofu. Wybrał to zagadnienie kurator trzeciej edycji festiwalu, poeta, powieściopisarz i tłumacz Jacek Dehnel. Tłumaczenie rzeczywistości, ale też tłumaczenie literatury na inne języki pojawi się więc jako temat podczas kolejnych spotkań z festiwalowymi gośćmi.

 

Jak w kalejdoskopie

Trzecia edycja Apostrofu odbywa się w szczególnym dla Empiku czasie: firma świętuje 70-lecie istnienia. To świetna okazja, by powspominać dawne, nie zawsze dobre, ale niewątpliwie ciekawe czasy. Służy do tego specjalnie zbudowany na empikowe urodziny wehikuł w kształcie gigantycznego przecinka. Wygląda na pierwszy rzut oka nobliwie i konserwatywnie, jak elegancki drewniany mebel, ale proszę nie dać się zmylić. Wystarczy przed nim usiąść i założyć specjalne gogle i słuchawki, by znaleźć się w wirtualnym salonie Klubu Międzynarodowej Książki i Prasy z początku drugiej połowy XX wieku! A potem odbyć podróż w przeszłość jeszcze dalszą. Proszę uważać! Zawrót głowy murowany!

W trakcie całego festiwalu warto też uważnie się rozglądać, a zwłaszcza patrzeć pod nogi, by nie zadeptać pracowitych mrówek. Są wszędzie, a będzie ich jeszcze więcej po otwarciu wystawy poświęconej tym wspaniałym stworzeniom. A to dopiero początek atrakcji. Trzeci Apostrof uważamy za otwarty!

Magdalena Walusiak