| Autor: | Spindler Erica |
| Wydawca: | G+J Gruner&Jahr |
| Okładka | miękka |
| Data premiery: | 2010-06-16 |
| pocket , 2011-05-18 | 15,99 zł |
Mary Catherine Riggio przeżywa fatalny okres. Jej narzeczony ginie w tajemniczych okolicznościach tuż po uroczystym przyjęciu zaręczynowym. Wkrótce zostaje zabity także jej kuzyn Tommy.
Policja znajduje zwłoki młodego informatyka, któremu ktoś skręcił kark i prawdopodobnie zabrał komputer. Lista ofiar pozbawionego skrupułów mordercy wydłuża się, a śledztwo wciąż tkwi w miejscu. Komisarz Kitt Lundgren oraz jej partnerka Mary Catherine Riggio z Wydziału Zabójstw w pościgu za bezwzględnym psychopatą wkraczają do świata wirtualnej rzeczywistości. Tu nigdy nie wiadomo, kto jest kim i kogo właśnie obserwuje.
1
Rockford, Illinois
Sobota, 11 stycznia 2009
godzina 3.05
Matt Martin, dwudziestojednoletni haker, gwałtownie otworzył oczy. Wyraz dezorientacji malujący się na jego zaspanej twarzy szybko ustąpił miejsca przerażeniu, kiedy zdał sobie sprawę, że w sypialni ktoś jest. Ten ktoś przystawiał mu pistolet do głowy, opierając lufę między oczami, tuż nad nasadą nosa.
– Cześć, synku. – Człowiek zwany Egzekutorem uśmiechnął się ponuro.
Chłopak zamarł z przerażenia. Poruszył ustami, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
– Ta spluwa, którą trzymam przy twojej głowie, to nic nadzwyczajnego. Zwykła półautomatyczna trzydziestkaósemka. Wystarczy, że działa – mówił niskim, łagodnym głosem. – Niezwykłe w tej sytuacji jest to, jak blisko siebie znajdują się broń i cel, czyli twój mózg. Kiedy nacisnę spust, nabój eksploduje w komorze i pocisk wystrzeli z lufy, wwiercając się w twoją czaszkę. W efekcie twój mózg rozpryśnie się z tyłu głowy. – Egzekutor mocniej zacisnął palce na rękojeści pistoletu. – Odgłos wystrzału będzie stłumiony, bo wylot lufy przyciskam mocno do twojego czoła, a cały bajzel wsiąknie w poduszkę, pościel i materac.
Chuderlawy młodzieniec zaczął dygotać, a powietrze wypełnił zapach moczu. Jego oczy zaszkliły się od łez.
– Zadam ci kilka pytań – ciągnął Egzekutor, nie zważając na przerażenie chłopaka. – Twoje życie zależy od tego, jakich udzielisz mi odpowiedzi. Wiem, kim jesteś i czym się zajmujesz. Chcę odzyskać to, co mi ukradłeś.
– Nie wiem, o co…
– Gdzie to jest?
– Ale co? Ja nie… Kim pan…
– Jestem gościem, którego nie powinieneś był wyruchać. Chcę odzyskać informacje. I moje pieniądze. – Mężczyzna tak mocno docisnął pistolet, że chłopiec zaskowyczał. – No i jak myślisz, synku? Załatwimy to elegancko? Czy będzie smród?
– Elegancko – wyszeptał chłopak.
– Zwinąłeś trochę informacji. I trochę forsy. Pięćset patyków.
W pełnych strachu oczach coś błysnęło. Nikt nie zapomina o takich pieniądzach. Zwłaszcza taki nędzny gnojek, który natknął się na nie przypadkiem.
– Widzę, że już zaczynamy odbierać na tej samej fali. Bardzo dobrze.
– Nie zabrałem pańskich pieniędzy.
– Więc kto to zrobił?
– Nie wiem. – Głos chłopaka przybierał na sile. – Nikt!
Jego rozbiegane oczy były wyraźnym sygnałem, że kłamie. Egzekutor niemalże mógł się wsłuchać w jego myśli. Umysł chłopaka miotał się w poszukiwaniu drogi ucieczki i rozważał wszystkie możliwości. Dać mu te informacje? Ile trzeba albo ile wystarczy, żebym uszedł z życiem? Czy ośmielę się skłamać? Walczyć czy błagać o litość? I jakie będą konsekwencje każdego z tych posunięć?
Egzekutor wiedział, że wszystkie zwierzęta reagują w taki sam sposób w obliczu zagrożenia. Walczą o przetrwanie, uciekając się do wszelkich dostępnych sztuczek. Przez lata zdążył poznać je wszystkie. Niektóre drapieżniki są jednak tak bystre i zręczne, że walka okazuje się tyleż żałosna, co daremna.
– Nie chcę cię skrzywdzić, Matt. Ale to zrobię. Policzę do trzech, a potem pociągnę za spust. Jeden – zaczął odliczać spokojnym głosem – dwa…
– No dobra. Znalazłem je, ale ich nie ruszyłem!
– Więc kto? Nazwisko.
– Nie znam. Wiem tylko, jaki ma adres mailowy i nick. To marioman. Na Yahoo. Proszę sobie sprawdzić. Na moim laptopie. Mam konto Gunner35, a hasło to 121288. Tam jest wszystko. Przysięgam… proszę sprawdzić. – Chłopak mówił coraz głośniej.
– Dobrze postąpiłeś, Matt. – Egzekutor zatkał mu usta dłonią w rękawiczce. – Naprawdę dobrze. Dziękuję ci.
Potem wykonał błyskawiczny ruch, skręcając młodzieńcowi kark, zanim ten zdążył się zorientować, co się dzieje. Matt Martin zmarł, wydając z siebie zaledwie ciche rzężenie.
2
Środa, 14 stycznia
godzina 2.00
Skąpany w blasku księżyca pokój miał lodowato niebieską barwę. Komisarz Mary Catherine Riggio wyśliznęła się z łóżka, włożyła szlafrok i podeszła do okna. Pełnia księżyca zamieniła zimową noc w swoistą strefę zmierzchu, surrealistyczny krajobraz zawieszony między światłem a mrokiem.
– Dobrze się czujesz?
Spojrzała przez ramię w stronę łóżka. Widok leżącego w nim mężczyzny wywołał jej uśmiech. Podobało się jej, jak na nią patrzy.
– W porządku. Nie mogłam zasnąć, i tyle. Przepraszam, że cię obudziłam.
– Nie obudziłaś.
– Kłamca. – Odwróciła się z powrotem do okna. – Ale tu pięknie.
– Ty jesteś piękna.
Nigdy nie myślała o sobie w ten sposób. Była typem chłopczycy, która miotała się, by dotrzymać kroku swym pięciu braciom. On jednak sprawił, że poczuła się piękna. Poczuła się kobieca.
Dan Gallo wkroczył w jej życie i dzięki niemu uwierzyła w rzeczy, w które nigdy dotąd nie wierzyła.
– Wyjdź za mnie.
Znów obejrzała się na niego.
– Bardzo śmieszne.
– Czy wyglądam, jakbym żartował?
M.C. badawczym wzrokiem zlustrowała jego poważną minę.
– Postradałeś rozum – wyraziła pierwszą myśl, jaka przyszła jej do głowy.
– Dlaczego?
– Zaledwie się znamy.
– Od sześciu miesięcy.
– To niezbyt długo.
– Kiedy przychodzi ten czas, to się czuje. A ja czuję, że przyszedł.
Uporczywie wpatrywał się jej w oczy. W popłochu zacisnęła wargi. Ostatnich sześć miesięcy było najszczęśliwszym okresem w jej życiu. Kuzyn Sam przedstawił ją temu eleganckiemu psychologowi, a potem długo nagabywał, aby pozwoliła mu się zaprosić na kolację. Jeszcze teraz słyszała jego argumenty: „W czym widzisz problem? Jest przystojny i wolny. I jest Włochem. Czego więcej mogłabyś chcieć?”.
Nie jest gliną. Odhaczone. Nie jest psychopatycznym mordercą. Odhaczone.
Niemal zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Wybrała się zatem na randkę. Ta pierwsza pociągnęła za sobą kolejne, a po kilku tygodniach spędzali ze sobą każdą wolną chwilę.
Perspektywa zaangażowania się wciąż wzbudzała jej przerażenie, ale jeszcze bardziej przerażała ją myśl, że mogłaby go stracić.
– Co z tobą, M.C.? – łagodnie spytał Dan. – A ty czujesz, że przyszedł ten czas?
Boże święty, poczułam to, pomyślała, zaciskając powieki.
Dan usiadł na łóżku, a kołdra ześliznęła się z niego, odsłaniając nagie ramiona i klatkę piersiową.
– Kupiłem pierścionek – oznajmił.
– Nie zrobiłeś tego.
– A owszem, zrobiłem. – Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, który uwielbiała. – Jednak nie pokażę ci go, dopóki nie powiesz „tak”.
Chciała mu to powiedzieć. Ale była policjantką. I kiedyś mocno się sparzyła, więc lekkomyślność nie leżała w jej naturze.
Otworzyła usta, by poprosić go o więcej czasu, lecz zamiast tego wymknęło się jej krótkie „tak”. To jedno słówko wydało się jej tak odpowiednie, że powtórzyła je ze śmiechem:
– Tak. Wyjdę za ciebie.
Dan wydał z siebie radosny okrzyk i wyskoczył z pościeli. Spotkali się w pół drogi, porwał ją w ramiona i zakręcił dookoła. Potem opadli na łóżko, śmiejąc się i całując na przemian, i szepcząc niczym dzieci, które dzielą się ze sobą najskrytszymi tajemnicami.
– Chcesz dostać pierścionek? – zapytał. – Żeby formalności stało się zadość?
– A pewnie. W przeciwnym razie wciąż będę wolna – odparła kokieteryjnym tonem.
– Nieznośny dzieciuch.
Pocałował ją znowu i wstał z łóżka, a po chwili wrócił, niosąc małe skórzane pudełeczko.
Otworzyła je drżącymi palcami. Pierścionek był niewymyślny, skromny, z jednym szmaragdowym oczkiem. Wsunął go na jej palec. Pasował idealnie. Do oczu napłynęły jej łzy.
– Jeśli ci się nie podoba, jubiler powiedział, że można go wymienić…
Podniosła na niego wzrok.
– Jest cudowny.
– Jesteś pewna? Chciałbym, żebyś miała pierścionek, który…
– Kocham cię – wyszeptała, dosięgając ustami jego ust, a potem obydwoje opadli na materac i pokazała mu, jak bardzo ją uszczęśliwił.
| Tytuł: | Złodziej Tożsamości |
| Tytuł oryginalny: | Breakneck |
| Autor: | Spindler Erica |
| Wydawca: | G+J Gruner&Jahr |
| Numer wydania: | I |
| Data premiery: | 2010-06-16 |
| Język wydania: | polski |
| Język oryginału: | angielski |
| Ilość stron: | 456 |
| Tłumaczenie: | Madejski Radosław |
| Rok wydania: | 2010 |
| Forma: | książka |
| Wymiary: | 195 x 130 |
| Indeks: | 65801536 |