produkt niedostępny
Autor:
Wydawca: Wydawnictwo Sonia Draga, Albatros Wydawnictwo
Okładka: twarda
Data premiery: 2010-01-27
Inne wydania: Cena:
audiobook MP3  29,99 zł
  • Opis
  • do góry

    Opis

    Co zaginęło, zostanie odnalezione… Waszyngton. Harvardzki specjalista od symboliki, Robert Langdon na prośbę swego przyjaciela i mentora, Petera Solomona, ma wygłosić wykład na Kapitolu. Kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że na wieczór nie zaplanowano żadnego odczytu, a po chwili na środku rotundy odkryte zostaje makabryczne znalezisko, niepokojąco naznaczone pięcioma tajemniczymi symbolami. Jego przesłanie jest dla Langdona oczywiste – to zaproszenie do dawno zaginionego świata skrywającego ezoteryczną mądrość. Kiedy okazuje się, że Peter Solomon, filantrop i prominentny członek loży masońskiej, został porwany, Langdon wie, że istnieje tylko jeden sposób, by ocalić przyjaciela: przyjąć tajemnicze zaproszenie i udać się tam, gdzie zaprowadzą go zaszyfrowane wskazówki. A poprowadzą go podziemnymi korytarzami do tajemnych komnat i świątyń ukrytych pod jednym z najpotężniejszych miast świata. Skrywa ono prastare sekrety loży masońskiej i odkrycia, których wielu wolałoby nie ujawniać. Rozpoczyna się szalona wędrówka i wyścig z czasem, bo Langdon ma zaledwie kilka godzin na dotarcie do celu. W przeciwnym wypadku jego przyjaciel zginie. Zaginiony symbol to mistrzowsko skonstruowany thriller przesiąknięty historią, zagubiony w labiryncie symboli i enigmatycznych kodów. Pełen zagadek i trzymających w napięciu zwrotów akcji.

  • Przeczytaj fragment
  • do góry

    Przeczytaj fragment

    Rozdział 1

    Winda marki Otis, wznosząca się południowym filarem wieży Eiffla, była pełna turystów. Stojący w tłoku przedsiębiorca o surowym wyglądzie, w starannie odprasowanym garniturze, spojrzał na chłopca, który stał obok:
        − Kiepsko wyglądasz, synku. Powinieneś był zostać na dole.
        − Nic mi nie jest... − zaprotestował chłopak, próbując opanować lęk. − Wysiądę na następnym poziomie. − Nie mogę oddychać.
        Mężczyzna przysunął się bliżej.
        − Sądziłem, że masz już to za sobą − powiedział, czule gładząc policzek dziecka.
        Chłopak poczuł się zawstydzony, że rozczarował ojca, lecz tak huczało mu w uszach, iż ledwie słyszał. Nie mogę oddychać. Muszę wysiąść z kabiny!
        Windziarz wspominał coś o niezawodnych tłokach napędzających windę i konstrukcji zbudowanej ze zgrzewnego żelaza. Daleko pod nimi widać było rozchodzące się we wszystkie strony uliczki Paryża.
        Jesteśmy prawie na miejscu, dodał sobie otuchy, podnosząc głowę i spoglądając na ostatnią platformę. Muszę wytrzymać.
        Wagon windy wznosił się stromo ku górnej platformie widokowej. Filar zaczął się zwężać, a jego masywna konstrukcja skurczyła się w ciasny, pionowy tunel.
        − Tato, ja nie...
        Na głową usłyszeli nieoczekiwany skrzyp. Kabina szarpnęła i dziwacznie wychylił się na bok. Postrzępione liny zaczęły uderzać o ściany niczym węże. Chłopiec złapał ojca za rękę.
        − Tato!
        Wpatrywali się w siebie przerażającą chwilę.
        Później podłoga opadła.
        Robert Langdon podskoczył na miękkim skórzanym fotelu, budząc się z na wpół świadomego snu na jawie. Siedział samotnie w ogromnej kabinie biznesowego falcona 2000EX, który znalazł się właśnie w strefie turbulencji. W oddali pracowały równo dwa silniki pratt & whitney.
        − Panie Langdon? − usłyszał nad głową trzeszczący głos dochodzący z interkomu. − Rozpoczynamy podchodzenie do lądowania.
        Wyprostował się i wsunął notatki do skórzanej torby podróżnej. Odleciał myślami w połowie przeglądania materiałów dotyczących symboli masońskich. Pomyślał, że wspomnienie zmarłego ojca zostało wywołane nieoczekiwanym zaproszeniem, które otrzymał tego ranka od swojego dawnego opiekuna, Petera Solomona.
        Kolejny facet, którego nie chcę zawieść.
        Ten pięćdziesięcioośmioletni filantrop, historyk i badacz wziął go pod swoje skrzydła niemal trzydzieści lat temu, pod wieloma względami wypełniając pustkę, która powstała po śmierci ojca. Mimo, że pochodził z wpływowej i niezwykle zamożnej rodziny, Langdon dostrzegł pokorę i ciepło w łagodnych szarych oczach Solomona.
        Chociaż słońce już zaszło, Langdon nadal widział delikatny zarys największego obelisku na świecie wznoszącego się ponad horyzontem niczym ramię starożytnego zegara słonecznego. Liczący sto siedemdziesiąt metrów wysokości pomnik był symbolem serca tego narodu. Od iglicy we wszystkich kierunkach rozchodziła się misterna geometryczna siatka ulic i pomników.
        Waszyngton, nawet oglądany z lotu ptaka, promieniował niemal mistyczną mocą.
        Langdon kochał to miasto, a gdy odrzutowiec wylądował, poczuł podniecenie z powodu tego, co go czekało. Falcon podkołował do prywatnego terminalu znajdującego się na przepastnym obszarze Międzynarodowego Lotniska Dullesa.
        Kiedy maszyna się zatrzymała, Langdon zabrał swoje rzeczy, podziękował pilotom i opuścił luksusowe wnętrze, stając na rozkładanych schodkach. Chłodne styczniowe powietrze wywoływało poczucie swobody.
        Odetchnij głęboko, Robercie, przypomniał sobie, rozkoszując się otwartą przestrzenią.
        Pas startowy spowijała biała mgła przypominająca zasłonę. Schodząc na wilgotny asfalt, Langdon miał wrażenie, że znalazł się na bagnach.
        − Witam! Witam pana! − usłyszał śpiewny, angielski akcent. − Czy to pan, profesorze Langdon?
        Odwrócił głowę i ujrzał kobietę z plakietką i podkładką do pisania. Biegła w jego stronę, machając ręką. Spod eleganckiego wełnianego kapelusza wystawały jasne kręcone włosy.
        − Witam pana w Waszyngtonie!
        − Dziękuję − odpowiedział z uśmiechem.
        − Nazywam się Pam, pracuję w liniach pasażerskich. − Kobieta mówiła w tak żywiołowy sposób, że było to prawie niepokojące. − Proszę za mną, samochód już czeka.
        Langdon ruszył w poprzek pasa do terminalu Signature otoczonego lśniącymi prywatnymi odrzutowcami. Postój taksówek dla sławnych i bogatych.
        − Proszę wybaczyć, że pytam − zaczęła nieśmiało. − Czy jest pan tym Robertem Langdonem, który pisze książki o religiach i symbolach?
        Langdon zawahał się i skinął głową.
        − Tak sobie pomyślałam! − zawołała rozpromieniona. − W moim klubie czytelniczym dyskutowaliśmy o pana książce poświęconej Kościołowi i świętej kobiecości! Tej, która wywołała ogromny skandal! Widać lubi pan wpuszczać lisa do kurnika.
        − Nie chciałem wywołać skandalu − odparł z uśmiechem.
        Wyczuła, że nie jest w nastroju do rozmowy o swojej pracy.
        − Przepraszam, że tyle gadam. Pewnie jest pan zmęczony sławą, lecz... sam pan sobie winien. − Wskazała żartobliwie jego ubranie. − Zdradził pana uniform.
        Uniform? Langdon spojrzał na swoje ubranie. Miał na sobie tradycyjny grafitowy golf, marynarkę marki Harris Tweed, spodnie khaki i uniwersyteckie mokasyny z miękkiej skóry... typowy ubiór, w którym przychodził na zajęcia, wygłaszał wykłady, pozował do zdjęć jako autor i brał udział w imprezach towarzyskich.
        Kobieta roześmiała się.
        − Golfy dawno temu wyszły z mody. Wyglądałby pan znacznie przystojniej pod krawatem.
        Nie ma mowy, nie założę sobie pętli na szyję, pomyślał.
        Musiał nosić krawat sześć dni w tygodniu, wykładając w Akademii Phillipsa Exetera i, mimo romantycznie brzmiących zapewnień rektora, że krawat wywodzi się o jedwabnego fascalia noszonego przez rzymskich mówców pragnących w ten sposób ogrzać struny głosowe, doskonale wiedział, że słowo cravat pochodzi od nazwy bezwzględnych „chorwackich” najemników, którzy przed wyruszeniem do walki zawiązywali sobie chustę na szyi. Biurowi wojownicy, pragnący onieśmielić wrogów podczas codziennych potyczek na salach posiedzeń, zakładali je do dziś.
        − Dzięki za radę − zachichotał Langdon. − Pomyślę o tym w przyszłości.
    Na szczęście z lśniącego lincolna zaparkowanego obok terminalu wysiadł profesjonalnie wyglądający mężczyzna w czarnym garniturze, dając mu znak ręką.
        − Pan Langdon? Jestem Charles z firmy Beltway Limousine − powiedział, otwierając tylne drzwi. − Dobry wieczór, proszę pana. Witam w Waszyngtonie.
        Langdon wręczył napiwek Pam za je gościnność i zajął miejsce we wnętrzu luksusowego pojazdu. Kierowca pokazał mu regulator temperatury, butelkę z wodą i koszyczek z ciepłymi babeczkami. W chwilę później mknęli prywatną droga dojazdową. Zatem tak żyje druga połowa ludzkości.
        Kiedy znaleźli się na Windsock Drive, sprawdził listę pasażerów i podniósł słuchawkę telefonu.
        − Dzwonię z firmy Beltway Limousin − oznajmił rzeczowo szofer. − Proszono mnie o potwierdzenie przylotu pasażera. − Przerwał na chwilę. − Tak, proszę pana. Pański gość, pan Langdon właśnie przybył. Będzie przed Kapitolem o dziewiętnastej. Bardzo proszę. − Rozmowa dobiegła końca.
         Langdon uśmiechnął się do siebie. Pomyśleli o wszystkim. Drobiazgowość była jedną z największych przymiotów Petera Solomona, dzięki którym z niezwykłą łatwością sprawował swoją rozległą władzę. Nie zaszkodzi też kilka miliardów dolarów w banku.
        Rozsiadł się wygodnie w skórzanym fotelu i zamknął oczy, pozostawiając za sobą szum lotniska. Kapitol znajdował się w odległości pół godziny drogi. Langdon był rad, że może spędzić ten czas w samotności, by zebrać myśli. Wszystko działo się tak szybko, że zaczął się dopiero poważnie zastanawiać nad niesamowitym wieczorem, który go czekał.
        Mój przyjazd jest okryty tajemnicą, pomyślał z rozbawieniem.

    W odległości piętnastu kilometrów od Kapitolu na przybycie Robert Langdona czekała niecierpliwie samotna postać.
     
    Rozdział 2

    Mężczyzna przedstawiający się jako Mal’akh, wbił igłę w skórę ogolonej głowy, wydając westchnienie rozkoszy, gdy ostre narzędzie wchodziło i wychodziło z ciała. Cichy szum elektrycznego urządzenia był uzależniający... podobnie jak ukłucia igły wnikającej w skórę właściwą i wprowadzającej barwnik.
        Jestem dziełem sztuki.
        Celem tatuażu nigdy nie było piękno, lecz zmiana. Począwszy od składanych w ofierze nubijskich kapłanów z dwutysięcznego roku przed naszą erą i wytatuowanych akolitów kultu Kybele ze starożytnego Rzymu po tatuaże moko noszone przez współczesnych Maorysów, ludzie zdobili swoje ciała, aby złożyć je w częściowej ofierze, znosząc fizyczny ból związany z upiększeniem i odmieniając swoje jestestwo.
        Mimo złowrogiej przestrogi zapisanej Księdze Kapłańskiej 19,28, zakazującej umieszczania znaków na ciele, tatuaż pozostał obrzędem przejścia dla milionów współczesnych ludzi. Od wygolonych nastolatków i narkomanów po gospodynie domowe z przedmieść.
        Czynność tatuowania skóry była wyrazem mocy przemiany, ogłoszeniem światu: Jestem panem własnego ciała. Upajające uczucie władzy czerpane z fizycznej przemiany uzależniło miliony od praktyk zmieniających wygląd ciała... od chirurgii kosmetycznej, kolczykowania, kulturystyki i steroidów... po bulimię i zmianę płci. Ludzki duch pragnie władzy nad swoją cielesną powłoką.
         Zegar szafkowy Mal’akha wybił jedno uderzenie. Mężczyzna spojrzał na tarczę. Osiemnasta trzydzieści. Odłożył instrumenty, owinął nagie mierzące dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu ciało jedwabnym szlafrokiem kiryu i ruszył korytarzem. W powietrzu wypełniającym jego rozległą rezydencję czuć było ostrą woń barwników i dym świec z pszczelego wosku, których używał do dezynfekowania igieł. Rosły młody mężczyzna szedł korytarzem, mijając bezcenne włoskie antyki − akwafortę Pieranesiego, krzesło Savonaroli, srebrną lampę naftową Bugariniego.
        Wyjrzał przez okno sięgające od podłogi po sufit, podziwiając widoczną w oddali klasyczną linię nieba. Błyszcząca kopuła Kapitolu lśniła władczo na tle ciemnego zimowego nieba.
        Spoczywa tam, gdzie je ukryto, pomyślał. Zakopali to gdzieś tam.
        Niewielu wiedziało o jego istnieniu... a jeszcze mniej, o jego budzącej grozę mocy lub pomysłowym sposobie ukrycia. Do dziś pozostał największą tajemnicą tego kraju. Garstka ludzi, która znała prawdę, ukrywała ją za zasłoną symboli, legend i alegorii.
        Teraz otworzyli przede mną drzwi, pomyślał Mal’akh.
        Trzy tygodnie temu, po przeprowadzeniu mrocznego rytuału, którego świadkami byli najpotężniejsi ludzie Ameryki, Mal’akh dostąpił trzydziestego trzeciego stopnia wtajemniczenia, najwyższego eszelonu w najstarszym bractwie, jakie przetrwało. Mimo osiągnięcia nowej pozycji, bracia nic mu nie powiedzieli. Nigdy tego nie uczynią. Odbywało się to zupełnie inaczej. W jednych kręgach wtajemniczenia znajdowały się drugie... podobnie jak bractwa w ramach bractw. Nawet gdyby czekał całe lata, mógłby nigdy nie zasłużyć na najwyższe zaufanie.
        Na szczęście nie potrzebował zaufania członków loży, aby poznać jej największy sekret.
        Obrzęd inicjacji spełnił swój cel.
        Pobudzony tym, co go czekało, ruszył w kierunku sypialni. Przez głośniki rozmieszczone w całym domu rozbrzmiewały dźwięki rzadkiego nagrania castrato wykonującego arię „Lux Aeterna” z Requiem Verdiego. Muzyka była jak wspomnienie poprzedniego życia. Mal’akh wcisnął przycisk pilota, aby usłyszeć grzmiące „Dies Irae”. Przy akompaniamencie kotłów i równoległych kwint zaczął się wspinać po marmurowych stopniach, czując jak szata opina muskularne nogi.
        Kiedy zaczął biec, pusty żołądek jęknął z protestem. Mal’akh pościł od dwóch dni. Przyjmował jedynie wodę, przygotowując swoje ciało zgodnie ze starożytnym zwyczajem. Zaspokoisz głód o świcie, dodał sobie otuchy. Wtedy ból ustanie.
        Wszedł ze czcią do sanktuarium sypialni, zamykając za sobą drzwi. Ruszył w kierunku garderoby, aby nagle stanąć w poczuciu, że przyciąga go do siebie ogromne pozłacane lustro. Nie mogąc się oprzeć, spojrzał na własne odbicie. Wolno, jakby rozpakowywał bezcenny dar, rozpostarł poły, odsłaniając nagi kształt. Widok, który ujrzał, wzbudził jego podziw.
        Jestem dziełem sztuki.
        Masywne ciało było ogolone i gładkie. Opuścił głowę, spoglądając na stopy, na których wytatuowano łuskę i szpony jastrzębia. Umięśnione nogi były wytatuowane niczym rzeźbione kolumny − lewa była pokryta spiralnym wzorem, prawa, pionowymi liniami. Boaz i Jakin. Pachwina i brzuch tworzyły ozdobny łuk, ponad którym wznosiła się potężna klatka piersiowa z dwugłowym feniksem... Źrenice pojedynczego oka jednego i drugiego ptaka tworzyły brodawki sutkowe. Ramiona, szyja, twarz i ogolona głowa były pokryte misterną siatką starożytnych symboli i magicznych znaków.
        Jestem dziełem sztuki... ewoluującą ikoną.
        Jeden ze śmiertelnych, który osiemnaście godzin wcześniej oglądał nagie ciało Mal’akha, wykrzyknął z przerażeniem:
        − Mój Boże, jesteś demonem!
        − Jak sobie życzysz − odparł, rozumiejąc jak starożytni, że anioły i demony były tym samym – wymiennymi archetypami. Wszystko zależało od punktu widzenia. Opiekuńczy anioł, który pokonał twojego nieprzyjaciela podczas bitwy, był przez niego postrzegany jako demon zagłady.
        Mal’akh opuścił głowę, aby spojrzeć z ukosa na jej wierzchołek. Tam, niczym podobna koronie aureola, lśnił mały krąg bladej, nie wytatuowanej skóry. Ten pilnie strzeżony kawałek był jedynym dziewiczym obszarem jego ciała. Świętym miejscem, które cierpliwie czekało, aż do dzisiejszej nocy... Chociaż Mal’akh nie był jeszcze w posiadaniu tego, co było potrzebne do dokończenia arcydzieła, wiedział, że chwila ta szybko nadchodzi.
        Upojony swoim odbyciem, poczuł jak narasta w nim władza. Ściągnął poły szlafroka i podszedł do oknem, podziwiając mistyczne miasto, które rozciągało się przed jego oczami. Ukryli to gdzieś tutaj.
        Pomyślał o czekającym go zadaniu, podszedł do toaletki i zaczął starannie nakładać maskującą warstwę makijażu, dopóki nie znikły tatuaże pokrywające twarz, głowę i szyję. Kiedy skończył, spojrzał na swoje odbicie. Z zadowoleniem pogładził dłonią gładką skórę głowy i uśmiechnął się.
        Jest tu, pomyślał. Dzisiejszej nocy pewien człowiek pomoże mi go odnaleźć.
        Wychodząc z domu, przygotował się na wydarzenie, które niebawem wstrząśnie gmachem amerykańskiego Kapitolu. Zadał sobie wiele trudu, aby ułożyć wszystkie fragmenty układanki.
        Teraz do gry miał wkroczyć jego ostatni pionek.

    do góry

    Recenzje

    Napisz recenzję Przeczytaj wszystkie 35
  • Recenzje Napisz recenzję
  • Zaginiony symbol
    • 4
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Emis 18 lipca 2014
    Dan Brown jest autorem powszechnie znanym i kontrowersyjnym, ze względu na fakt, iż przeczy on w swoich książkach podstawom katolicyzmu. Jednak gdy czyta się je z przymrużeniem oka, (i mówię to jako głęboko wierząca) nie ma się o co obrażać. Taka jest fantazja autora, że chce coś pozmieniać, żeby wydać kolejny bestseller. Należy po prostu nie wierzyć w to, co pisze o bożych sprawach, choć robi to w przekonujący sposób.

    Tym razem specjalista od symboli, Rober Langdon dostaje propozycję od swojego przyjaciela - Petera Solomona. Chodzi o wygłoszenia przemówienia w Waszyngtonie na jakiejś gali, czy coś w tym stylu. Rozmawiał jedynie z jego asystentem. Czytając łatwo było się domyślić (choć bardzo mądry naukowiec na to nie wpadł), że jest to podstęp i nie ma żadnej gali. Langdona ściągnął do Kapitolu szaleniec, który porwał Petera. Żąda od niego rozwiązania pewnej masońskiej zagadki. W sprawę plączą się również dyrektor Biura Bezpieczeństwa CIA, architekt Kapitolu oraz córka Solomona.

    Po Kodzie Leonarda da Vinci czytałam różne opinie na jego temat i trafiłam na taką, której autor twierdził, iż Dan Brown "Potrafi on ubrać swój stały schemat w inne miejsca i nazwy, aby stworzyć kolejny bestseller i zarobić na nim grube miliony" (danieltrn z LC). Po przeczytaniu kolejnej książki autora potwierdzam te słowa. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale jak się zastanowić, to wiele rzeczy jest podobnych.

    Mimo, iż ta książka jest podobna do Kodu Leonarda, bardziej przypadła mi do gustu. To pewnie dlatego, że lubię opowieści o masonach. Dlatego też moją ulubioną książką o Sherlocku Holmesie jest Dolina strachu.

    Kryminały Browna są lekkie (nie dosłownie, trudno ponad 600-stronicowe tomiszcze nazwać lekkim). Przystępny język sprawia, iż czyta się bardzo szybko. Nie jest to wymagająca lektura, ale warto przeczytać dla przyjemności. Strony szybko przelatują, ponieważ bardzo wciąga.

    ksiazka-jest-ciekawsza.blogspot.com
    Tylko dla wielkich fanów Browna
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    VanityFairPL 05 kwietnia 2012
    Jestem mniej więcej w połowie i chyba już jej nie dokończe. Zdecydowanie gorsza, niż inne pozycje autora.
    Zaginiony Symbol
    • 5
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    neciaaa12 30 grudnia 2010
    Uważam, że 6 lat pracy zdecydowanie nie poszło na marne. Książke urzekła mnie tak samo jak inne książki Dana Browna, które charakteryzują się tym, że niesamowicie wciągają. Tak samo było z "Zaginionym Symbolem". Przeczytana w niecałe dwa dni, aż trzeba było mnie siłą od niej odrywać. Sądze, że na książkach Browna człowiek nigdy się nie zawiedzie. Choćby nie wiem jak bardzo był przeciwny, i tak musi przyznać, że jego książki są genialne, a sposób układania zagadek i różnych kombinacji wprost nie do pojęcia. Zakochałam się w jego powieściach. A jeśli wydasz powyżej 40 zł na tą książkę, szczerze powiem, że nie będą to pieniądze wydane na marne.
    Dobra książka akcji
    • 5
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Nadian Rodger 24 grudnia 2010
    Po prostu bardzo udana książka akcji, trzymająca lepszy poziom niż dwie poprzednie. Całość bardzo wyrównana. Teraz czekam na film w 2012.
    kopiuj - wklej
    • 1
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Leonard0 02 października 2010
    nic zachwycającego. Jeżeli ktoś czytał Anioły i Demony oraz Kod Da Vinci może się zawieść tak jak ja.
    Nie zawiodłam się...
    • 5
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    PerKilim 07 sierpnia 2010
    "Zaginiony symbol" moim zdaniem był ciekawszy i bardziej wciągający od poprzednich książek tego autora. Czytając ta książkę nie mogłam się oderwać, im coraz dalej byłam tym bardziej pragnęłam już ją skończyć. Odpowiedzi nie można było znaleźć na samym początku jak to w poniektórych książkach bywa. Do ostatnich stron nie dało się dowiedzieć całkowitej prawdy. Zaskakująca i fascynująca książka warta przeczytania :)
    Polecam
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    carolinne 14 czerwca 2010
    Świetna książka, w której na każdej stronie pełno zagadek i akcji - polecam miłośnikom sensacji i symboli =)
    Polecam
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    rymas 30 maja 2010
    Bardzo fajna książka. Obowiązkowa pozycja dla fanów literatury Brown'a.
    Osobiście jednak troszkę gorsza od pozostałych powieści o przygodach Logdona ("Kod Leonarda" oraz "Anioły i Demony")
    Zaginiony Symbol Dawn Brown
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Diegito16 30 kwietnia 2010
    Książka jest rewelacyjna.Bardzo ciekawe zwroty akcji i w ogóle całość jest po prostu rewelacyjna.
    Fajny klimat i jest tak napisana,że jak chcesz na chwilę odpocząć to nie możesz bo musisz wiedzieć co będzie dalej.
    Z niecierpliwością czekam na kolejną część bo Robert Langdon pasuje do tej książki jak ulał.
    Zaginiony symbol - czyli kontynuacja dobrej passy Browna
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    relteg 16 marca 2010
    Książka jest napisana w dobrym stylu Browna. Akcja jest bardzo wciągająca i zawiera mnóstwo dodatkowych smaczków dla wielbicieli tajemnic. Symbolika i mistycyzm jest wspaniały, a co do zakończenia, no cóż może i nie jest nadzwyczaj szokujące ale za to zawiera piękną prawdę o tym co najważniejsze w życiu. Zachęcam i polecam. Warto.
    rozczarowująca
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    kalico 03 marca 2010
    Kupując książkę byłam zachwycona, iż ta część będzie o masonerii. Autor podejmuje kolejny tajemniczy wątek sekretu masońskiego. Ale za nim odkryje ten sekret musimy przebrnąć przez niezbyt ciekawą fabułę. Nie mówie, ze jest nudna ale porywająca wcale. Czyta się jak kryminał. Sekret masoński też jest rozczarowaniem, jakby autorowi brakło pomysłu. Jeżeli ktoś przeczytał "Anioły i Demony" (moim zdaniem jego najlepsza książka) i oczekuje podobnej szybkiej akcji, wspaniałych opisów to się zawiedzie tak jak ja. Moim zdaniem poszedł na ilość ( bo książka jest gruba), a nie na jakość.
    Ta recenzja przydała się 1 raz
    polecam...
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    lusia 01 marca 2010
    Przychylam się co do" błędów literowych", tak pośpiech nie sprzyja. Jeśli zaś chodzi o samą treść, wciągająca i oczywiście polecam. Odnoszę również wrażenie, że akcja osadzona w Waszyngtonie to takie pocieszenie dla amerykanów.
    Świetna!
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    littleveronica 28 lutego 2010
    Zgadzam się, że wydanie zostawia sporo do życzenia. Przez te wszędobylskie literówki dostawałam ataków wściekłości. Jeśli chodzi o fabułę - bez zarzutów. Naprawdę polecam.
    Ta recenzja przydała się 1 raz
    W skali 1-6 daję 4.
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    kinga.p.86 27 lutego 2010
    Książkę przeczytałam prawie za jednym tchem. Jednak nie jest tak powalająca na kolana, jak "Kod da Vinci". Minusami są pojawiające się literówki w treści książki, np. brak litery, czy też nie ta litera w wyrazie co trzeba. No i jakość papieru. Wolałabym by był biały a nie jakiś kiepskiej jakości :/
    zawód
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    @ndy 24 lutego 2010
    Jestem zawiedziony niechlujną redakcją książki,korektą, a może to wina tłumaczenia : np.nie wiadomo czy p.dyrektor Sato z Biura Bezpieczeństwa to w końcu mężczyzna czy kobieta,raz pisze się o Langdonie w pierwszej osobie a raz w trzeciej,stąd taka ocena.Następne wydania,jeśli będą,muszą być poprawione.Pośpiech nieraz się nie opłaca
    Ta recenzja przydała się 1 raz
    Przewidywalna i nudna
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Rusałka 20 lutego 2010
    Niestety ale jestem zawiedziona tą książką. Już po przeczytaniu kilkunastu stronic można się było domyślić paru faktów, autor kilkakrotnie powtarza te same opisy przez co książka staje się nudna i nie można doczekać sie końca, który w żaden sposób nie jest zaskakujący. Po przeczytaniu ma się wrażenie że straciło się czas.
    Uważam to za najgorszą książkę Dana Browna.
    Ta recenzja przydała się 2 razy
    A jakżeby inaczej... ;)
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Baśka... 17 lutego 2010
    Jasne, że "Zaginiony symbol" jest podobny do pozostałych części.. ;) Dzięki temu właśnie, jest taki wspaniały. No bo niby z kim Langdon miałby rozwiązywać zagadki, jak nie z jakąś kobietą? No i jak książka Dana Browna mogłaby wyjść do druku, gdyby nie okazało się w niej, że ktoś jest czyimś synem? To schematy. Genialne schematy, które zostały utarte przez autora. Ale one nie przeszkadzają. Wręcz odwrotnie. Dzięki nim wiemy, że to książka Browna. I niech tak zostanie. Książkę serdecznie polecam. Świetna akcja. Do strawienia w jedną noc ;)
    wtórnośc, ale jakże wspaniała.
    • 5
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Mojo 13 lutego 2010
    Zaginiony symbol jest schematyczny i podobny do poprzednich książek o Langdonie. Jednak jest przy tym szalenie wciągający, intrygujący, ciekawy, a od lektury nie można się oderwać. Wspaniała pozycja, którą bez wątpienia warto przeczytać. Polecam.
    Ta recenzja przydała się 3 razy
    A w tle lopocze amerykanska flaga...
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    pappryczka 13 lutego 2010
    Rozpoczynalam czytanie "Zaginionego symbolu" pelna apetytu na trzynajacy w napieciu thriller, w ktorym, niby mimochodem, rozwiazywane sa wielkie zagadki naszej historii, i to jeszcze w pieknych sceneriach, do tego bowiem przyzwyczaily mnie poprzednie ksiazki Dana Browna. Niestety... akcja ksiazki, jakkolwiek wciagajaca, rozwiazuje sie na 50 stron przed koncem, ktore to strony wypelniaja niezwykle "odkrywcze" refleksje autora. Dowiadujemy sie, ze u podstaw kazdej religii lezy wiara w ludzki potencjal, ktora, a jakze , najpelniej moze sie realizowac w Stanach Zjednoczonych... Juz widze, jak w ekranizacji (ktora przeciez na pewno bedzie zrealizowna) w tle za Tomem Hanksem (bo kim innym) lopocze amerykanski sztandar. Byc moze jestem przewrazliwiona, ale nachalny patriotyzm Dana Browna zepsul mi cala przyjemnosc ze skadinand przyzwoitej ksiazki
    GORĄCO POLECAM!!!
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    agatka 07 lutego 2010
    Krótko mówiąc:REWELACJA!!! Jeżeli komuś podobał się "Kod" i 'Anioły", to "Symbolem" na pewno się nie rozczaruje. Gorąco polecam. Świetna książka od pierwszej do ostatniej strony-perełaka na rynku wydawniczym.
    Ta recenzja przydała się 2 razy
    W poszukiwaniu zaginionego słowa...
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    mateo 07 lutego 2010
    Dan Brown po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem w łączeniu intryg, zagadek, symboli i histori w zgrabną, pełną akcji powieść. Ale wg. mnie "Zaginiony symbol" nie pozbawiony jest wad. Pierwszą (podkreślam: w moim odczuciu!) jest umiejscowienie samej akcji w Waszyngtonie. Oczywiście ktoś pomyśli, że się czepiam, ale w przypadku poprzednich powieści Browna akcja była umiejscowiona w dobrze znanych, ale i jednocześnie jakże tajemniczych i bliskich każdemu europekczykowi miejscach. Dla mnie Waszyngton pozbawiony jest tej nutki mistycyzmu, a dodatkowo przyznaję się, że nie wiele wiedziałem o tamtejszej architekturze, miejscach, legendach i o samym kapitolu. W przypadku Paryży, Rzymu czy Angli wyglądało to bardziej klarownie. Dodatkowo podczas czytania miałem nieodparte wrażenie, że Brown pisał swoją powieść "ku pokrzepieniu serc amerykanów" Co nie zmienia faktu, że "Zaginiony symbol" jest bardzo przyzwoitym, trzymającym w napięciu od pierwszych rozdziałów thrillerem!
    Ta recenzja przydała się 2 razy
    Super!
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Liz 04 lutego 2010
    Książka spełnia oczekiwania. Jest bardzo wciągająca i świetna. Dan Brown to genialny pisarz.
    Polecam ;]
    Ta recenzja przydała się 1 raz
    :)
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    kasha666 04 lutego 2010
    książka wciąga jak wszystkie inne Dana Browna, gorąco polecam!
    Świetna!
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    _wika_ 02 lutego 2010
    Książka jest świetna! Strasznie wciąga. Jestem wielką fanką Dana Browna;) Naprawdę Bardzo polecam ;)
    Fikcja Literacka
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    darthforce 01 lutego 2010
    Jest mi przykro czytać takie recenzje typu tego łukasza czy jana. Taki człowiek powinien zastanowić się nad sensem słowa "fikcja literacka". Moim zdaniem każdy człowiek ma prawo głosu. Więc nie potępiam łukasza, ale apeluje do tego pana by zastanowił się nim znowu palnie głupią recenzje. Dan Brown uważam że jest dobrym pisarzem. Sienkiewicz był dobry za swoich czasów, ale świat się zmienił od tamtego czasu, ludzie się zmienili. Książki spod pióra Dana Browna nie mogą być "gniotami" bo czyta je tyle milionów ludzi że wątpie by dzisiejsi ludzie mieli gusta do czytania "gniotów". Człowiek który napisał tą książkę i pozostałe ma po prostu bardzo ciekawą wyobraźnie. Ciekawą i inteligentną. Każdą książkę czyta się lekko i chcę sie coraz więcej i więcej. Mam zatem pytanie. Pewna kobieta napisała serie Harry Potter czy te książki to też "gnioty". Niech więc ludzie którzy piszą recenzje typu pana łukasza jana się zastanowią niż coś najpierw napiszą.
    P.G
    Ta recenzja przydała się 2 razy
    Gorąco polecam!
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    aga 29 stycznia 2010
    Ja również przeczytałam poprzednie książki Browna, w których pojawia się Robert Langdon. "Zaginiony symbol" to książka niezwykle wciągająca, pełna zwrotów akcji. Według mnie, końzy się intrygującą refleksją, wręcz filozoficzną. Czyta się ją szybko, przyjemnie. Jak wymienili moi przedmówcy, Akcja jest bardzo dynamiczna. Choć w niektórych miejscach jest to fikcja literacka, wątek historyczny bardzo mnie zainteresował. Bardzo polecam tym, którzy lubią historię, jak i tym, którzy lubią książki sensacyjne ;)
    Ta recenzja przydała się 1 raz
    Super!
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    mateeeusz 28 stycznia 2010
    Na wstępie od razu mówię że przeczytałem dwie poprzednie książki z tej serii Dana Browna (Anioły i Demony oraz Kod Da Vinci) i... wszystkie są podobne. Oparte są na jednym schemacie, czyli Langdon zostaje wezwany do jakiegoś miejsca zbrodni i próbuje rozwikłać tajemniczą zagadkę. Wbrew pozorom nie jest to wadą tych książek, przynajmniej dla mnie jest to schemat sprawdzony dzięki któremu wiem czego mniej więcej mam się spodziewać jednak wszystkie wbrew pozorom się różnią, pomimo schematyczności.... Samą książkę czyta się oczywiście doskonale! rozdziały są krótkie a akcja dynamiczna, dzięki czemu ciągle mamy ochotę na więcej i więcej... i nie wiadomo i kiedy mija kolejne 100 stron! Naprawdę gorąco POLECAM! Co do samej ceny, jest ona naprawdę zróżnicowana osobiście kupiłem ją w salonie EMPIKU od ręki za 44zł (co wynikało z ciekawości co tym razem zgotował Brown) a dopiero potem zauważyłem że w salonikach InMedio cena wynosiła 35zł + notes a w hipermarketach real,- uwaga: 29zł! ;)
    Ta recenzja przydała się 6 razy
    nie ma to jak oceniać książkę po okładce
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    weronisia 28 stycznia 2010
    po pierwsze to jest fikcja literacka i nie musi się wszystko datami zgadzać ja osobiście jestem fanką brown'a i czytałam wszystkie jego książki potem oglądając filmy i bardzo mnie książki wciągały z niecierpliwością czekam aż przyślą mi tę książkę aby ją przeczytać nie wiem jak można porównywać dan'a brown'a do Sienkiewicza przede wszystkim pomyliły ci wieki a i jest to niedorzeczne pewnie nie czytałeś książki a już ją oceniasz nie każdy ma takie gusta jak ty więc nie podważaj innych wyborów
    Ta recenzja przydała się 1 raz
    ech...
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Natcian 26 stycznia 2010
    Wiecie co jest najgorsze? To, że ludzie wytykają Brownowi jakieś błędy, nieścisłości, przeinaczanie historii, wymyślanie spisków... I zapominają o tym, że to jest tylko FIKCJA LITERACKA, a nie powieść historyczna... :p
    Miłej lektury tym, którzy podchodzą do tego typu książek z odpowiednim dystansem ;)
    Ta recenzja przydała się 5 razy
    a ty lukaszu janie czy jak ci tam....
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    jacomir 11 stycznia 2010
    jesteś troszkę stuknięty jeśli swoją recenzje , podpierając się Sienkiewiczem wstawiasz właśnie tutaj! Nie to że ci się wieki pomyliły, tobie się fora pomyliły! sio na strony ze Słowackim i tam pisać recenzje! Książka jest rozrywką a podpieranie się twoimi argumentami i wytaczanie takich dział to duuuża przesada! Jak powiedział kiedyś Tomaszewski Jan, którego nawiasem mówiąc nie znoszę - lukaszu janie czy jak ci tam " odwaga z odważnikiem ci się pomyliła!"
    Ta recenzja przydała się 3 razy
    eh domorośli krytycy...
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Lukassuss 05 stycznia 2010
    Kolega Łukasz.Jan należy najwyraźniej do tej - niestety dość licznej w naszym zacofanym kraju - części społeczeństwa, dla której religia i wiara (głównie w siebie) jest najwyższą wartością. Dan Brown może nie jest pisarzem na miare Hugo czy Sienkiewicza - ale marnym autorem też nie jest. "Kod..." był uznany za najczęsciej czytaną książkę w paru latach - ciekawe jak na "gniota" prawda? Wszystko rzeczą gustu - jeden lubi powieści historyczne, drugi SF. De Gustibus Non ... kolego. Niestety fanatycy mają to do siebie że zawsze ich racja jest "najmojsza". Trochę szacunku dla gustów innych - każdy czyta to na co ma ochotę. Szkoda że fanatycy, głównie ci spod znaku "wiary" zawsze chcą mówić ludziom co mają czytać, zawsze chcą decydować za ogół - oczywiście wszystko w imię "wyższego dobra". Idąc Twoim tokiem myślenia należy stwierdzić, że chrześcijaństwo sprawiło iż największe skarby kultury starożytnego świata uległy zagładzie - wszak Bibliotekę Aleksandryjską spalono na żądanie chrześcijan.
    Ta recenzja przydała się 12 razy
    :)
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    malkovic 24 grudnia 2009
    Ja uważam, że każdy ma prawo wyboru a przez wypowiedź kolegi Łukasza (bodajże) przebija się nie obiektywizm i umiejętność oceny literackiej ale niestety ten nasz moherowo - rydzykowy kult wychowania :(

    Kościół jest domem Boga owszem ( choć ja nazwałabym to raczej więzieniem) , ale żądzą nim tak samo zachłanni, grzeszni i zakłamani ludzie. Ksiądz to zawód - a wiara to coś co mamy w sercach, nie w Watykanie czy konfesjonale...

    Pozdrawiam.
    Ta recenzja przydała się 16 razy
    A gdzie z tą techniką?
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Frappujący Leon 22 grudnia 2009
    Warsztat nie stanowi o tym czy książka jest dobra czy nie. Wielu znanych pisarzy ma przeciętny warsztat, ale pisze ciekawe książki z fajną atmosferą. To tak jak z muzyką: co mi z tego, że ktoś jest wirtuozem, skoro jego muzyka jest mało zajmująca? Brown poprawia swój styl i widać przeskok od czasu Aniołów i Demonów do Kodu Da Vinci.
    Ta recenzja przydała się 2 razy
    słowa krytyki dla krytyka
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    gonia79 19 grudnia 2009
    Myśle, że pisanie na kolanie, czy brak warsztatu nie jest przeszkodą by zbudować napięcie i spowodować w czytelniku ,elektromagnez przez, który nie jest się on w stanie oderwać od lektury, dlatego też z niecierpliwością czekam na następną lekture....
    Ta recenzja przydała się 11 razy
    Czyżby kolejna książka o niczym i o teorii spiskowej ??
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    lukasz.jan1 15 grudnia 2009
    Dan Brown nie ma żadnego kunsztu literackiego nie można go porównać do takich osób jak Wiktor Hugo, Hugo-Bader, Jeske-Choiński itp. Wytworzył można powiedzieć nowy model pisania. Czyli pisanie na kolanie. Myśle, i nie tylko ja tak myśle ale większość prawdziwych krytyków literatury, że Brown powinien najpierw popracować nad warsztatem historycznym i trochę poczytać klasyki literatury (choćby współczesnej). Wiele kłamstw, hipotez, które nie mają żadnego potwierdzenia naukowego. Jednym słowem czas aby Dan Brown zanim usiądzie do pisania SWOJEJ KSIĄŻKI, usiadł i poczytał na temat jaki zamierza pisać. Masoneria? A co on wie o masonerii, albo o Kościele Katolickim ? NIC. Jeszcze gdyby była ambitna, poetycka, z użyciem np.: rozpudowanych opisów, można by było przecierpieć jego brak wiedzy, ale są to kolejne zmarnowane drzewa, dla "pisarza", który jest niestety marny. Książki Sienkiewicza powinny być bestsellerem bo jego książki są nie tylko ambitne ale i ma wspaniałe zaplecze historyczne
    Ta recenzja przydała się 1 raz
    zwiń
    Zamknij
    Dziękujemy za dodanie recenzji
    Podziel się na Facebooku
    Zaginiony symbol - Brown Dan
    Zaginiony symbol
    Co zaginęło, zostanie odnalezione… Waszyngton. Harvardzki specjalista od symboliki, Robert Langdon na prośbę swego przyjaciela i mentora, Petera Solomona, ma wygłosić wykład na Kapitolu. Kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że na wieczór nie zaplanowano żadnego odczytu, a po chwili na środku ...
    Zamknij
    Napisz recenzję i oceń produkt
    Oceń produkt:
    Tytuł: * pole wymagane
     
    Recenzja: ** minimum 50 znaków
     
    W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
    * pole wymagane
    ** minimum 50 znaków
    Napisz recenzję i wygraj 100 zł na zakupy w empik.com! Szczegóły konkursu, regulamin oraz zwycięzców z poprzedniego miesiąca znajdziesz TUTAJ.
  • Dane szczegółowe:
  • do góry

    Dane szczegółowe:

    Tytuł: Zaginiony symbol
    Tytuł oryginalny: The Lost Symbol
    Autor:
    Wydawca: Wydawnictwo Sonia Draga, Albatros Wydawnictwo
    Numer wydania: I
    Data premiery: 2010-01-27
    Język wydania: polski
    Język oryginału: angielski
    Ilość stron: 626
    Tłumaczenie: Kościuk Zbigniew
    Rok wydania: 2010
    Forma: książka
    Indeks: 65565841