Fragment
Czytaj
Fragment
Czytaj

W rytmie passady (okładka miękka)

Inne wydania: Cena:
okładka miękka 33,99 zł
Ilość:
szt
Cena:
33,99 zł
36,90 zł
Oszczędzasz:
2,91 zł (8%)
Dostawa:
od 0,00 zł
Dodaj do koszyka
lub
Zaloguj się i kup
Wysyłamy w 24h
Produkt sprzedawany
i dostarczany przez empik
dostępność w salonie empik
Dodaj do schowka

Opis

"Zapomnij o całym świecie, zapomnij, że stoję za twoimi plecami. Daj się ponieść muzyce. Otwórz się na ten rytm…"

Julita, uczennica warszawskiego liceum, w niczym nie przypomina typowej nastolatki. Nie chodzi na imprezy ani na randki, nie spotyka się z przyjaciółmi. Żyje w cieniu wydarzenia z przeszłości, które nie pozwala jej zachowywać się tak jak klasowe koleżanki. Pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może jej pomóc przełamać strach. Jedyne, co musi zrobić, to zatańczyć w konkursie kizomby.

Marcel jest tancerzem i instruktorem, który zaraża swoją pasją innych w szkole tańców latynoamerykańskich. Jego życie ulega całkowitej przemianie, kiedy dowiaduje się o chorobie matki. Światełkiem w tunelu okazuje się konkurs tańca, w którym mężczyzna postanawia wystartować. Wygraną chciałby przeznaczyć na pomoc matce.

Dwoje obcych sobie ludzi zaczyna łączyć jedno pragnienie, chociaż każde z nich postrzega zwycięstwo w zupełnie innym wymiarze. Wydaje się, że Julitę i Marcela dzieli przepaść, której nie można pokonać, a jednak… W tańcu i miłości wszystko może się zdarzyć.

Dane szczegółowe

Tytuł: W rytmie passady
Autor: Dąbrowska Anna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-04-24
Forma: książka
Indeks: 21009990

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,5
5
8
4
2
3
0
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
12 recenzji
08-08-2017 o godz 20:13 Szuszu dodał recenzję:
Jestem rozczarowana... książka niespójna, przedstawione postacie są płytkie a próba sięgnięcia do skrajnych uczuć czytelnika niemrawa. Przykro mi, kiedy opis książki jest bardziej interesujący niż treść ... moim zdaniem jest to pozycja dla mało wymagającego czytelnika. To moje subiektywne zdanie i przepraszam jeżeli kogoś uraziłam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-08-2017 o godz 08:04 Klaudia Mordarska dodał recenzję:
Taniec. Jedni traktują go jako formę rozrywki, inni wręcz przeciwnie – nienawidzą go. Są też tacy, dla których jest on sposobem wyrażania siebie. Traktują go jak coś niezbędnego do życia. I wiecie co? Rzeczywiście coś w tym jest. Wystarczy po prostu dać się ponieść muzyce i zapomnieć o wszelkich problemach, innych ludziach i całym otaczającym świecie, który każdego dnia coraz bardziej przygniata. Od razu wszystko nabiera barw... Od zawsze ciągnęło mnie do wszystkiego, co związane z tańcem i muzyką. Sama nawet tańczyłam jako dziecko, ale teraz pozostały mi jedynie filmy i książki. Byłam zaintrygowana opisem W rytmie passady, ale szczerze powiedziawszy, to nie wiedziałam czego się spodziewać. Rzadko sięgam po polską twórczość, ze względu na to, że często się zawodzę, ale nie tym razem! Ta książka jest przepełniona tańcem – uzależniającym, fascynującym i idealnym na zapomnienie o wszelkich problemach. Ale nie chodzi tu tylko o to: ważne są prywatne życiowe zwycięstwa. A także porażki. Choroby najbliższych. Rodzinne kłopoty. Traumy z przeszłości. Autorka zgrabnie wszystko splotła, ukazując zarówno jasne, jak i ciemne strony codzienności. Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Polubiłam Julitę. Wydawała się miła, choć z wiadomych względów odosobniona. Zmagała się z traumą, która nie pozwalała jej normalnie żyć. Z zaciekawieniem obserwowałam, jak dzięki lekcji tańca stopniowo otwierała się na innych. Jeśli chodzi o Marcela i Kubę, to tego pierwszego dało się lubić, chociaż momentami irytowało mnie jego egoistyczne podejście do niektórych spraw. Za to spodobał mi się sposób, w jaki traktował Julę. Usilnie próbował jej pomóc z jej specyficznym problemem. Za to nie potrafiłam znieść Kuby i jego natarczywości. Był bardzo uparty i rezygnacja to ostatnia rzecz, którą mógłby rozważyć. Wątek romantyczny miał swoje plusy i minusy. Jestem przeciwniczką trójkątów miłosnych, a tutaj takowy się pojawił. Julita i dwóch znacznie starszych mężczyzn. Nie wróży to zbyt dobrze, prawda? Jednakże dało się znieść wzajemną rywalizację... do czasu. Zakończenie było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Kompletnie nie spodziewałam się, że autorka aż tak zabawi się losem bohaterów. Aż musiałam usiąść i w spokoju sobie wszystko przemyśleć. Za dużo... zdecydowanie zbyt wiele się zdarzyło. Nie potrafię się z tym pogodzić. Podsumowując, W rytmie passady to opowieść o miłości, zmaganiu się z przeciwnościami losu, a także o tańcu, który potrafi uzależniać. Muszę przyznać, że mi się podobało, chociaż znalazłam kilka niedociągnięć. Jeśli macie nadzieję na słodką historię miłosną, to możecie się zawieść. Do tego daleko. To po prostu książka o życiu i decyzjach, które potrafią zarówno zniszczyć, jak i odbudować stracone nadzieje. Taniec to nie wszystko. A może nawet więcej niż wszystko? Myślę, że powinna się spodobać fanom takich klimatów, ale nie tylko. Do mnie trafiła, mam nadzieję, że wam także przypadnie do gustu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-07-2017 o godz 14:41 Agnieszka Caban dodał recenzję:
Bohaterami książki są Julita, niespełna 19 letnia licealistka oraz Marcel, 29 letni instruktor tańca. Poznają się podczas zajęć zumby na które namówiła Julitę kuzynka, a zarazem przyjaciółka i opoka - Ola. Julita jest bardzo tajemniczą osobą. Ma za sobą tragiczne przeżycia, które powodują że unika towarzystwa innych ludzi. Nie chodzi na imprezy, nie ma chłopaka. Jest bardzo ostrożna i zagubiona. Marcel wręcz przeciwnie. To mężczyzna pewny siebie, z bogatą towarzyską przeszłością, ulubieniec kobiet, i wielbiciel tańca. Kiedy tych dwoje się spotyka, wszystko się zmienia. Marcel namawia Julitę na udział w konkursie tanecznym kizomby ( Kizombę tańczy się w zmysłowy, delikatny sposób, w bliskim kontakcie między partnerami) Chłopakowi zależy na nagrodzie pieniężnej, a Julita robi to dla powrotu "do ludzi". Jesteśmy tu świadkami rozwijającego się uczucia, które nas wzrusza, wprowadza w ekscytację. Kibicujemy tej dwójce, podziwiając ich walkę i wytrwałość w pokonywaniu demonów przeszłości i... teraźniejszości. Ale w powieści autorka funduje nam ciągle nowe, zaskakujące sytuacje.To nie tylko miłość i radość. Odkrywa przed nami karty życia osób bliskich Juli i Marcelowi. Poznajemy lepiej charaktery rodziców dziewczyny, sytuacje które doprowadziły jej rodzinę do takiego, a nie innego miejsca. Poznajemy prawdziwą twarz Kuby, najlepszego przyjaciela Marcela. Mamę którą Marcel kocha całym sercem. Widzimy też walkę. O zdrowie, o normalność, o naprawę błędów przeszłości i wspólne życie. Tej książki nie da się opowiedzieć/opisać, bez emocji. Ona wciąga czytelnika w swą treść. Autorka wspaniale oddała w niej relacje między dwojgiem zakochanych ludzi. Ich rozmowy, gesty, czułość...To się po prostu czuje całym sobą.Tak samo doskonale wpasowała tutaj bohaterów drugoplanowych. Oni nie są takim zwyczajnym"tłem". Są tutaj idealnym dopełnieniem historii (chociaż miałam mordercze zapędy co go Kogoś ! ;) ) . A samo zakończenie... Nie będę Wam psuć przyjemności czytania i napiszę tylko... tej książki nie da się zapomnieć !!! Ania Dąbrowska wspominała kiedyś na grupie fanowskiej,➽ Anna Dąbrowska - grupa fanowska że powieść powstała też z miłości do filmu "Dirty Dancing", i że ta książka to coś dla jego wielbicielek. Moim skromnym zdaniem, czuć w niej czar filmu( nawet widziałam w wyobraźni Patricka Swayze w pewnych momentach! ). Ale powieść, jest zdecydowanie bardziej namiętna i druzgocąca serducha !
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-06-2017 o godz 19:40 Meggie dodał recenzję:
Bicie serca, odwieczny rytm życia, pełen harmonii, energii, niesamowity. Jest jak muzyka przeznaczona dla jednej osoby. Czy możliwe by dwa serca biły w tym samym rytmie? Julita ma za sobą bolesną przeszłość, o której każdego dnia, po raz kolejny stara się zapomnieć. Takie rany ciężko się goją i trudno odzyskać zaufanie, dlatego dziewczyna odsuwa się od ludzi, nie ma chłopaka, rzadko gdzieś wychodzi. Stres łagodzą zajęcia zumby. Stają się one też iskrą, która na nowo rozbudza w sercu nadzieję i powoduje, że zaczyna ono mocniej bić. Julita chce zawalczyć o siebie i propozycja, którą niespodziewanie otrzymuje od Marcela może jej w tym pomóc, a równocześnie pomóc jemu. Matka mężczyzny jest ciężko chora i musi on zdobyć pieniądze, aby chociaż częściowo uśmierzyć jej ból. Jeden konkurs może rozwiązać problemy obojga. Czy tak się stanie? Anna Dąbrowska – autorka książek „Stalowe serce” oraz „Nakarmię cię miłością”. Jej pasją jest pisanie, a w wolnych chwilach czyta i słucha muzyki rockowej. Gorące rytmy latynoamerykańskie spajają tę książkę. Wszystko zaczyna się od tańca, który wyzwala energię, koi, pozwala zapomnieć o tym, jak okrutny potrafi być los. Czy taniec może być lekarstwem na smutki? Jak najbardziej. Z tym, że smutki to za mało powiedziane, raczej traumatyczne wspomnienia, które roztrzaskały na drobne kawałki szczęśliwe życie młodej dziewczyny. To w tańcu znajduje ukojenie, chociaż może się on okazać dla niej także bardzo zgubny. Równie bolesne jest patrzenie na chorobę bliskiej osoby. Bezsilność, gniew, poczucie niesprawiedliwości i chęć pomocy za wszelką cenę – takie uczucia przepełniają Marcela. Los splata ścieżki tej dwójki. Los i konkurs tańca, który może być początkiem czegoś nowego, lepszego. Autorka dobrze nakreśliła sylwetki bohaterów, tak jak i warstwę psychologiczną. Czuje się zrozumienie i współczucie zwłaszcza w stosunku do Marcela. Julita wzbudza różne uczucia. Trudno postawić się w jej sytuacji, tak jak i trudno w pełni zaakceptować niektóre jej zachowania. Podziw wzbudza jej chęć zmiany, ciągła walka o odzyskanie nawet najdrobniejszej cząstki dawnej siebie. Poza głównymi bohaterami w książce występuje szereg ciekawych postaci drugoplanowych. Wśród nich mocno się zaznacza kolega Marcela – Kuba, czy kuzynka Julity – Ola, jak też Karolina. Każda z wymienionych postaci wzbudza emocje, chociaż różnego typu, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Dzięki temu książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem. Narracja poprowadzona jest dwutorowo, raz przez Julitę, raz przez Marcela. Taki sposób opowieści uwidacznia ich problemy, uczucia, pozwala lepiej zrozumieć postępowanie. Nic jednak nie przygotowuje czytelnika na zakończenie, którego nie sposób przewidzieć. Niesie pewne przesłanie, temat do przemyśleń. Zupełnie się tego nie spodziewałam. To ten element nadaje książce głębi. „W rytmie passady” to tętniąca emocjami lektura, przyciągająca uwagę, poruszająca trudne tematy a równocześnie lekko poprowadzona. Lektura niemal na jeden wieczór, ale goszcząca w sercu na dłużej. Najmocniejszym i najbardziej zaskakującym elementem jest zakończenie. Daje do myślenia nad tym, co w życiu jest ważne, nad kruchością ludzkiego życia. Ukazuje jak szybko wszystko może się zmienić i jak łatwo jest oceniać innych, nic o nich nie wiedząc, powierzchownie i krzywdząco. Szczerze polecam. http://ksiazki-moj-maly-swiat.blog.pl/2017/06/28/w-rytmie-passady-anna-dabrowska/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-05-2017 o godz 19:18 Michelle dodał recenzję:
Nie mogłam się doczekać chwili, w której będę miała okazję przeczytać kolejną powieść Anny Dąbrowskiej. Już podczas lektury Nakarmię cię miłością zostałam zauroczona stylem autorki, więc i tym razem spodziewałam się przyjemnej, wciągającej powieści. Chciałam zacząć od negatywów, jak to mam w zwyczaju, ale… uwaga… tym razem nie mam się do czego przyczepić… No może poza paroma literówkami (hihihi)… Poza tą drobnostką, którą możemy przemilczeć, technicznie powieść jest taką, jaką być powinna – dobrze się czyta, wciąga i rozkłada na łopatki zakończeniem… ale powolutku… W rytmie passady czyta się szybko, by nie powiedzieć, że za szybko. Historia wciąga od pierwszych zdań. Strona po stronie czytelnik zagłębia się w świat, można rzec nawet (początkowo) w dwa światy – Julity i Marcela, które z czasem splatają się ze sobą. Pytanie, czy na zawsze? Bohaterowie wykreowani przez Annę Dobrowską są na pewno dopracowani. Pod względem psychologicznym. Dzięki narracji z perspektywy zarówno dziewiętnastoletniej dziewczyny, jak i dwudziestoośmioletniego mężczyzny, poznajemy ich nieomalże na wylot. Ich historie, przeżycia – to, co ukształtowało ich do obecnej formy. Czy są to postaci do polubienia? Szczerze nie wiem. Ocenicie sami, jeśli zdecydujecie się ich poznać. Są na pewno wyraziści i nieomalże rzeczywiści, co zdecydowanie działa na ich korzyść, sprawiając, że są jednocześnie zwykli i niezwykli… warci zapamiętania. Anna Dąbrowska i tym razem porusza wiele trudnych problemów, jakie każdy z nas może napotkać na swojej ścieżce lub swoim otoczeniu. Brutalne pobicie, ciężka choroba bliskiej osoby i… nietypowe upodobania jednego z członków rodziny. To wszystko tworzy mieszankę wybuchową, która jednocześnie zaskakuje i intryguje swoim zgraniem i uzupełnieniem całej historii miłości, trudnego uczucia. Pisałam to przy okazji recenzji Nakarmię cię miłością – za TAKIE zakończenia powinno się karać, jeśli nigdzie autor nie uprzedził, że wgniecie ono czytelnika w fotel i sprawi, że serduszko rozsypie się niczym rzucona o beton kryształowa kula! Tego się po prostu nie robi! Pytanie: jak dalej żyć? Podsumowując: Mówią, że muzyka i taniec łagodzą obyczaje… Na pewno są w stanie oddać wiele emocji, z jakimi człowiek spotyka się na co dzień. I w przypadku W rytmie passady widać jak duży wpływ na życie głównych bohaterów mają obie te rzeczy… Jeśli więc kochanie muzykę, taniec i dobre, porywające powieści, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Feeria emocji gwarantowana… Jednak nim zasiądziecie do ostatnich stron, usiądźcie wygodnie z lampką „czegoś mocniejszego” pod ręką… Nie zapomnicie tej książki na długo…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-05-2017 o godz 18:21 Smooky dodał recenzję:
Są takie momenty, kiedy po lekturze odkładam książkę na półkę, a w głowie nieustępliwie kotłuje się mi się jakaś myśl. Nie chce odpuścić pod naporem innych, nie chce się poddać walkowerem i oddać pierwszeństwa. Właśnie ten stan mnie dopadł po przeczytaniu W rytmie passady i niezależnie od tego, jak bardzo z tym walczę moje palce tańczą na klawiaturze w rytm słów: NIENAWIDZĘ TEJ KSIĄŻKI! Tak, dokładnie. Nienawidzę jej z wielu powodów. Nienawidzę za to, co ze mną zrobiła. Chciałabym wrzeszczeć, mam ochotę cisnąć nią o ścianę, wywalić przez okno, spalić i nigdy więcej nie patrzeć na tę kuszącą zmysły okładkę. Nie czytać jej i nie pamiętać. A jednak za chwilę chcę ją przytulić i pozwolić, by niezależnie od wszystkiego wypaliła swój tytuł w moim sercu. Nie będę pewnie wyjątkiem, kiedy napiszę, że jestem absolutną psychofanką Dirty Dancing, odkąd pierwszy raz zobaczyłam ten film przeszło dwadzieścia lat temu. Oglądałam Patricka Swayze i Jennifer Grey na ekranie taką ilość razy, że nie jestem już w stanie policzyć. DD to legenda, która rozbudziła we mnie miłość do tańca i muzyki, zagrała mi w duszy i nie opuszcza mnie do dziś. Dlatego muszę się przyznać, że jestem bardzo wymagająca, jeśli chodzi o temat muzyki i tańca, nie tylko w filmach, ale również w książkach, choć zdaję sobie sprawę, że w tych drugich zaspokojenie apetytu kogoś takiego, jak ja, jest zdecydowanie trudniejsze. Jak bowiem opisać coś, co trudno wyrazić słowami, coś co trzeba zobaczyć lub usłyszeć, żeby to poczuć? Zapewniam Was, że da się. Pierwszy raz przekonałam się o tym czytając jedną z moich ulubionych książek Colleen Hoover Maybe Someday. Dlaczego o tym wspominam? Bo Anna Dąbrowska w swojej najnowszej powieści, zrobiła dokładnie to samo. Udowodniła, że można poczuć coś, czego nie da się zobaczyć, ani usłyszeć, a przy tym zbombardowała swoich czytelników znacznie bogatszym arsenałem. Cała recenzja na blogu - serdecznie zapraszam ;) http://www.smooky.pl/2017/05/56-w-rytmie-passady-anna-dabrowska.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-05-2017 o godz 09:20 Aleksandra Szoć dodał recenzję:
www.stanzaczytany.pl Usłyszawszy o tym tytule, pomyślałam sobie ,,cholera, co to jest passada?". Nigdy o tym nie słyszałam, dlatego niemalże od razu przeczytałam o niej wszystko, co można było wyczytać. Jest to styl tańca, portugalska muzyka (choć są wyjątki) i dużo, dużo odczuwalnego przez widza pożądania. To taniec zmysłów - zmysłowe ruchy, które łączą partnerów w niesamowity sposób. Przyznaję, że zanim sięgnęłam po lekturę, sama na własną rękę starałam się nauczyć kroków związanych z tym tańcem. I powiem (czyt. napiszę) Wam jedno... Kizomba to nie tylko taniec zmysłów, ale i uczuć oraz... charakteru. Takie odniosłam wrażenie, ale nie na tym chciałabym oprzeć swoją recenzję. Powracajmy więc do książki. Anna Dąbrowska (wcześniej Laven Rose) zadebiutowała powieścią ,,Stalowe serce", które spowodowało. że wiłam się na fotelu z powodu nerwów. Wielokrotnie rzucałam książką o ścianę, a kiedy moje serce nieco się uspokoiło, wchodziłam znowu do historii. Książkę przepełniało tyle emocji, że moje serce odmawiało posłuszeństwa. Później autorka odkryła przed nami swoją twarz, a raczej nazwisko, wydając swój drugi ,,debiut" o tytule ,,Nakarmię Cię miłością". Tutaj akcji stanowczo było mniej, ale ponownie Anna chwyciła mnie za serce, z powodu swojego wykreowanego świata. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać w jej następnej powieści. Niby już po pierwszej książce wiem, na co stać autora i w jaki sposób przygotować się na rozwinięcie historii, ale przy Annie Dąbrowskiej naprawdę ciężko mi cokolwiek stwierdzić. To jedyne, co wywnioskowałam po przeczytaniu książek jej autorstwa. Powieść zaczyna się... niewinnie. Biedny przystojniak, który poszukuje pieniędzy dla śmiertelnie chorej matki. Jeszcze biedniejsza nastolatka, która z powodu swoich przeżyć, nie jest w stanie do kogokolwiek się zbliżyć. Ich historie może i są fascynujące, ale bardziej ciekawiła mnie problematyka, jaką wymyśliła dla ich losu autorka. Nie mogłam zaprzestać snuć własnych podejrzeń, mimo że w głębi duszy wiedziałam, iż po Annie Dąbrowskiej wszystkiego można się spodziewać. Sądziłam, że pogmatwa sprawy, ale wszystko dobrze się ułoży. Sądziłam również, że niektóre sprawy dobrze się ułożą, a inne gorzej. Już pod koniec książki sto scenariuszy przelatywało przez mój umysł, ale w rezultacie i tak nigdy, za żadne skarby, nie przypuszczałam, że tak będzie wyglądać cała historia. I... Płakałam. To chyba odpowiedni moment, abym przyznała się, że rzadko kiedy płaczę - nie tylko w życiu, ale także przy książce, czy przy filmie. Anna Dąbrowska wydała na świat książkę, która moje stalowe nerwy rozpuściła w chemicznej mieszance. Rzadko kiedy udaje się to autorom, dlatego opisywana pozycja już po pierwszym przeczytaniu zajęła miejsce w moim sercu. I pragnę także zauważyć, że płacz nie jest związany z fabułą. Po trochu tak, ale... Prawda ukryta jest w znaczeniach. W tym drugim dnie, który jest tak rzadko kiedy zauważalny. To dlatego tak bardzo kładę nacisk na dopracowaną, na mądrą fabułę. Kobiety kochają przystojnych bohaterów, ale czytając taką powieść, nic do naszego życia taka pozycja nie wnosi. ,,W rytmie passady" właśnie to się zmienia. Czytamy powieść, przy której szybko i przyjemnie płynie czas. Spędzamy interesujący wieczór z ,,lekką" literaturą o cięższym (w odniesieniu do fabuły) brzmieniu, jednak po przeczytaniu lektury książka nabiera innego znaczenia. Zdajemy sobie sprawę, że muzyka dźwięcząca na kartkach papieru, to puls życia. Że to nie rytm passady, tylko rytm trwającego żywota. Kiedy przeczytałam całość, zalałam się łzami, bo nie potrafiłam pozbierać swoich szczątek duszy. Dusza wróciła na miejsce dopiero, gdy mój umysł do końca przeanalizował powieść. Przeanalizował ,,nauczkę" - z braku lepszego słowa - jaką zafundowała nam autorka. Mogłabym napisać o barwnych postaciach, niesamowitej i bolesnej historii, o tym, jak przyjemnie mi się to czytało, ale stwierdziłam, że to nie ma sensu. Takich recenzji na pewno napłynie, bo książka chwytająca za serce z całą pewnością i do Was dojdzie. Ja zaś chciałabym Was przekonać tym, że... Do tej pory jestem wewnętrznie rozbita. Od momentu czytania minęło sporo czasu i choć mam ochotę jeszcze raz sięgnąć po tę powieść... Strasznie się boję. Boję się, że ponownie rozbije mnie na kawałki. Boję się, że tak jak oglądając ,,Pamiętnik", przy którym płaczę przy napisach początkowych, tak jak i przy ,,W rytmie passady" zamienię się w miękką kluchę, która przez łzy nie będzie w stanie przeczytać tytułu. Bo prawda jest taka, że trafiło to wszystko do mojej duszy. Przebiło się przez moje zewnętrzne i wewnętrzne bariery. Myślałam, że sama zatańczę passadę, ale prawda jest taka, że passada zatańczyła ze mną. I to ona prowadziła. Podsumowanie również jest zbyteczne. Polecam duszą. Polecam sercem. Polecam samą sobą.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-05-2017 o godz 17:21 Anna Rosińska dodał recenzję:
Kiedy autorka podzieliła się z nami, czytelnikami, zapowiedzią i okładką swojej najnowszej książki, byłam pewna jednego - muszę ją przeczytać. Tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość, że właśnie dzięki autorce, Ani Dąbrowskiej i Wydawnictwu Zysk i S-ka będę miała możliwość zrecenzowania jej i podzielenia się z Wami moimi wrażeniami. Musicie wiedzieć, że kiedy wiem, że otrzymam egzemplarz do recenzji, przed lekturą nie czytam opinii innych. Chcę zaczynać swoją przygodę z daną historią z czystą kartą. Nie wyrabiać sobie zdania przed lekturą, nie mieć wygórowanych oczekiwań, na nic się nie nastawiać, nie mieć uprzedzeń. Tutaj troszkę odeszłam od reguły, zajrzałam. Delikatnie jak przez minimalnie uchylone okno. Wiedziałam tylko jedno. Część osób była poruszona. Wyczytałam to na grupie fanowskiej pisarki na Facebooku. Byłam ciekawa, czy ja też doznam takich uczuć, emocji... Powieść zaczyna się niewinnie. Zbyt niewinnie... To mnie zgubiło! Julita nie jest typową nastolatką. Stroni od ludzi. Nie chodzi na imprezy, randki. Ktoś kiedyś bardzo ją skrzywdził przez co stała się nieufna, a mężczyzn boi się jak ognia. Marcel to instruktor tańców latynoamerykańskich. Jego matka zmaga się z nieuleczalną chorobą. 28-letni tancerz chwyta się każdej nadziei. Jedną z nich jest konkurs tańca, w którym nagrodą są niemałe pieniądze. Może pomogły by one złagodzić ból umierającej matce? Tych dwoje już wkrótce połączą wspólne treningi. Jednak dla każdego z nich zwycięstwo będzie miało inny smak. I muszę powiedzieć, że mimo wielu pięknych słów już na samym początku, czegoś mi brakowało. Ta opowieść była niepełna. Tym brakującym puzzlem okazała się kizomba. Ja nie wiedziałam, jak ją się tańczy. Chwyciłam więc za telefon, uruchomiłam you tube i zanurzylam się w tym magicznym świecie passady, której melodia i emocje towarzyszyły mi przez resztę stron. Lekka lektura, prawda? Taka w stylu filmów typu "Step up" albo "Just dance", gdzie pierwsze skrzypce grają : muzyka, taniec, pasja i emocje. A potem już tylko miłość. Nie może być lepszego sposobu na spędzenie wieczoru przy książce. Jednak z każdą kolejną stroną zauważyłam, że tej opowieści bliżej do dramatu "Trzy metry nad niebem" Federico Moccia . Czułam, że wydarzy się coś złego. Bardzo złego. Na 191 stronie zaznaczyłam ostatni cytat : "Czasami szczęście można znaleźć na wyciągnięcie ręki. Szczęścia nie mierzy się miarą centymetrów, pieniędzy i wieku. Szczęście mierzy się ilością uśmiechów i rytmem bicia naszych serc, przypominającym tempo tańczenia passady". Myślicie, że dalej nie było niczego wartego zaznaczenia? Było. Nawet nie wiecie jak wiele. Ale dla mnie świat przestał istnieć. Byłam tylko ja, Julita, Marcel i kizomba. Porównania wyrzuciłam do kosza, bo były nie na miejscu. Wiedziałam, że to powieść, której nie można porównać z niczym innym. Pierwszy raz nie chciałam, aby nastąpił koniec. Z każdą kolejną stroną zbliżającą mnie do zakończenia coraz bardziej się go bałam. Cholernie się go bałam. Miałam nadzieję, że wszystko zakończy się happy endem, jak w tych wszystkich romantycznych historiach. Ale czułam, że zdarzy się coś złego, bardzo złego. Nie chciałam, żeby Julita cierpiała. Tak bardzo ją polubiłam. Przecież Marcel nie mógł jej skrzywdzić!!! Potem nie było już nic. Tylko cisza, samotna łza spływająca po moim policzku i serce, które rozpadło się na miliony małych cząstek. Dlaczego? DLACZEGO?! Dochodziła czwarta nad ranem. A ja ze słuchawkami w uszach słuchałam tych niesamowitych melodii i oglądałam taniec dusz. Wciąż i wciąż, i wciąż rozbrzmiewały dźwięki Curti ma mi - ASTY i Magico - Mika Mendes. Minęła piąta. Dzień budził się do życia. Poduszka przesiąkła łzami. Zasnęłam... Moje serce się zagoi. Może już dziś uda mi się je posklejać. Ale z nim jest jak z lustrem. Jeżeli się stłucze, obojętnie ile byś wysiłku nie włożył w odnalezienie wszystkich fragmentów, to jest niemożliwe. Już zawsze będzie czegoś brakować. Ta książka wyrwała kawałek mojego serca. Ale nie żałuję, bo wiem, że dzięki temu zawsze będę o niej pamiętać. Wiem, że Julita i Marcel nie znikną z momentem otworzenia kolejnej książki. Chciałabym napisać Wam jeszcze wiele pięknych słów, opis te emocje, uczucia, ale... nie potrafię. Ta historia tak bardzo mną wstrząsnęła, że po prostu nie dam rady. Musicie po nią sięgnąć i przekonać się sami. Jej nie da się opisać żadnymi słowami... A potem będziecie marzyć tylko o jednym By zatańczyć passadę... /Ania.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-05-2017 o godz 20:46 ulus7777 dodał recenzję:
Julita to młoda, śliczna maturzystka, która niedługo będzie musiała zdecydować o całym swoim życiu. Jednak nim to nastąpi na drodze dziewczyny pojawia się problem o nazwie "Studniówka". Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że dziewczyna ma w swoim sercu jeden wielki strach, a pewne wydarzenie z przeszłości zmieniło na zawsze jej osobowość. Mimo terapii, wizyt u specjalisty nie potrafiła sobie poradzić z drzemiącymi w niej demonami. Pogodziła się z nimi, zaczęła dostosowywać swoje życie do nich. Przestała prowadzić beztroskie życie nastolatki, pełne życia towarzyskiego, przyjaciół, uśmiechu. Zamiast tego zaprzyjaźniła się z samotnością i kolorowankami. O jej demonach wie tylko jedna osoba - Ola Zawadzka - kuzynka, a zarazem jedyna przyjaciółka. To właśnie Aleksandra pomogła dziewczynie zaaklimatyzować się w nowym mieście, dostosować swoje życie do demonów i strachu, które władają sercem i ciałem Julity. Marcel to młody chłopak, tancerz z zamiłowania, instruktor tańców latynoamerykańskich z zawodu. Muzyka i taniec to całe jego życie. Dla swojej pasji opuścił granice kraju aby oddać się tańcu w 100%. Jednak choroba matki zmieniła wszystko, również jego wolne życie. Musiał wrócić i zaopiekować się chorą rodzicielką. Nadzieją dla niego jest informacja o konkursie tańca, w której nagrodą jest spora suma pieniędzy. Jedno z wymagań konkursowych to partner amator. Marcel ma niecałe trzy miesiące aby sprostać temu zadaniu. Dwoje obcych sobie ludzi staje na jednej drodze i obierają wspólny kierunek. Dla Julity udział w konkursie to próba pokonania własnych demonów, strachów, które zawładnęły jej normalnym życiem. Konkurs w oczach Marcela to jedyna alternatywa aby pomóc chorej matce. "W rytmie passady" może na początku okazać się fabułą podobną do wielu, ale nie dajcie zwieść się pozorom. Tutaj fabuła jest dwutorowa, dwa wątki, które namieszały i narobiły sporego zamieszania. Wydarzenia wielokrotnie wymykają się spod kontroli sprawiając, że ramy schematu już dawno zostały przekroczone. Kiedy już wydaje się, że odkryliśmy tajemnicę passady okazuje się, że nic nie jest tak jak zakładaliśmy. Sylwetki bohaterów zostały wykreowane dość ciekawie. Najwięcej wiemy o Julicie, jej demonach, lękach, strachu, przeszłości. Stopniowo poznajmy tą skomplikowaną osobę, która mimo rozsypanej duszy cechuje się sporą odwagą, siłą i determinacją aby uzdrowić swoją przyszłość. Mimo, że nie przychodzi jej to łatwo, a procesowi systematycznie towarzyszą łzy i inne nieprzyjemne dolegliwości spowodowane strachem dziewczyna nie poddaje się. Z czasem okazuje się, że taniec jest idealną terapią na jej przypadłość. Stopniowo krok po kroku do jej życia zaczyna przebijać się słońce i niebieskie oczy. Jednak walka dziewczyny jest bardzo trudna. Do tej pory o przyczynie jej problemów wiedziała tylko Ola i to właśnie ona jako jedyna dopinguje ją i wspiera w tych najtrudniejszych pierwszych krokach. Rodzice są nieświadomi przeszłości z jaką walczy ich córka. Marcel jest drugą osobą przed, którą otworzyła się Julita, dlatego tym bardziej chce pomóc pokonać jej fobie. Co takie się stało w życiu dziewczny, że odizolowała się od świata i ludzi? Dlaczego za wszelką cenę wytrzega się kontaktów interpersonalnych w życiu, szkole, komunikacji miejskiej? Marcel jest dla nas nie do końca poznaną osobą. Pewna tajemniczość owiewa jego osobę. Wiemy, że prowadził wolne życie, bez zobowiązań, bez odpowiedzialnych decyzji. Żył chwilą i swoją pasją. Choroba matki zmusza go do podjęcia bardziej zobowiązujących kroków. Jako instruktor tańca stara się pogodzić życie, pasje i opiekę nad chorą mamą. Niewiele wiemy o jego osobowości, przeszłości, aspiracjach, zachowaniach. Konkurs jest dla niego szansą, możliwością aby uratować ukochaną osobę. Bohaterowie zostali "stworzeni" w bardzo pozytywny sposób, a my bardzo szybko obdarzymy ich sympatią. Julita jako zagubiona dziewczyna, która chce żyć normalnie - któż z nas by jej nie dopingował w tych staraniach? Kibicują jej wszyscy czytelnicy, którzy są ciekawi co takiego stało się w życiu dziewczyny. Niestety nawaliła sama autorka jak i jej zakończenie, które po prostu mnie zniszczyło. Zniszczyło moją percepcję do odczuwania rzeczywistości, zmiażdżyło moje serce, które się zatrzymało, rozsypała się moja dusza. Do tej pory próbuję się pozbierać i odnaleźć zagubione łzy. Tym razem to torsje odwiedziły mój organizm i tym razem to ja leciałam do toalety. Tym razem to ja płakałam, puściłam wymowną wiązankę, bujałam się niczym nieobecna na łóżku i miałam ochotę zapalić papierosa. Zakończenie mnie zniszczyło, czułam się pusta niczym wydmuszka. Emocje, które mną wstrząsnęły były najsilniejsze jakie do tej pory mnie spotkały w świecie literatury. Ta historia jest piękna sama w sobie, pełna wrażliwości, delikatności, zmysłowości. Ale jest także gorzka, nieprzewidywalną i druzgocąca. Ja się kocha i nienawidzi. Ją się pochłania i odrzuca. Dwa wielkie kontrasty, dwie wielkie sprzeczności w jednej postaci.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-05-2017 o godz 12:51 Anonim dodał recenzję:
Całość na moim blogu: http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/2017/05/43-w-rytmie-passady-anna-dabrowska.html#more Są takie chwile w życiu czytelnika, że gdy natrafia na okładkę książki, a następnie zapoznaje się z jej opisem to już wie, że po prostu musi poznać tę historię. Ja tak właśnie miałam z W rytmie passady – Anny Dąbrowskiej. Można powiedzieć, iż historia rozpoczyna się „z przytupem”. Już na wstępie poznajemy Julitę Poll (główną bohaterkę) i jej szaloną przyjaciółko – kuzynkę Olę Zawadzką. Dziewczyny są przeciwieństwem. Julita jest nieśmiałą, skromną nastolatką i uczennicą warszawskiego liceum. Mieszka z mamą. Nie chodzi na imprezy, a tym bardziej na randki. Jest pośmiewiskiem wśród rówieśników. Zawsze trzyma się na uboczu. Czas wolny spędza wśród książek, kolorowanek, a od pewnego czasu też na sali treningowej, oczywiście za namową Olki. Już na początku lektury można wywnioskować, iż Julita dźwiga ciężki bagaż doświadczeń, a jej przeszłość nie należy do beztroskich. Demony przeszłość, nie dają o sobie tak łatwo zapomnieć. Brzemię, które nosi każdego dnia przypomina jej o strasznych wydarzeniach, które miały miejsce trzy lata temu. Co takiego wydarzyło się w życiu dziewczyny, iż wciąż odczuwa paniczny strach, ból, wstyd, a każdy dotyk i stresująca sytuacja powoduje, iż wstrząsają nią torsję? Prawdę zna tylko Ola, a mama Julity musiała zadowolić się zupełnie innym przebiegiem tych wydarzeń...Julita i Ola uczęszczają dwa razy w tygodniu na treningi tańca i fitnessu połączone z zumbą w starym magazynie. Kiedy pewnego dnia spóźnione wpadają na sale treningową, coś im nie pasuje. Zajęć nie prowadzi Karolina - ich stała trenerka, tylko tajemniczy przystojniak - Kuba. Chłopak gdy tylko zobaczył Julitę na sali, od razu swoją uwagę skierował właśnie na nią. Dziewczyna jednak nie ma ochoty być jego obiektem westchnień, a tym bardziej nie ma ochoty zawierać nowych znajomości. Aczkolwiek absolutnie nie zdaje sobie sprawy z tego, iż ta dociekliwa obserwacja przez nowego instruktora, spowoduje pojawienie się w jej życiu pewnego mężczyzny... Mianowicie Marcela Ruckiego – przystojnego, dwudziestoośmioletniego nauczyciela tańców latynoamerykańskich. Mężczyzna nie zawsze traktował swoje życie na poważnie, i nie zawsze podejmował słuszne i właściwe decyzje... Kiedyś w jego życiu liczyła się spontaniczność. Jednak kiedy dowiedział się, iż jego matka jest poważnie chora, zmienił się diametralnie. Można powiedzieć, iż wydoroślał. Tak bardzo chciałby aby jego mama wyzdrowiała. Aczkolwiek zdobycie pieniędzy na jej leczenie graniczy z cudem... Jednak Kuba wpada na całkiem dobry pomysł. Wymyślił jak może pomóc swojemu koledze w zdobyciu pieniędzy dla matki. Marcel musi tylko wystartować w konkursie tańca z amatorką. A amatorką ma być właśnie Julita. Czy Julita zgodzi się takie wyzwanie? Kizomba to intymna i bliska gra dwóch ciał... Czy dziewczyna będzie w stanie pokonać swoje lęki? Czy nauczy się tego tańca w trzy miesiące? Czy będzie potrafiła w końcu komuś zaufać znieść jego dotyk? I czy wyzna mu prawdę o swojej druzgocącej przeszłości? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te i inne pytania, które już pewnie zrodziły się w Waszych głowach to koniecznie musicie przeczytać całą książkę! Fabuła może wydawać się Wam trochę banalna. Dziewczyna z bagażem doświadczeń poznaje chłopaka, mają razem zatańczyć i wygrać konkurs, aby matka chłopaka wyzdrowiała. Musze jednak przyznać, że w tej książce, nic nie jest banalne. Cała fabuła odchodzi od schematu. Nie ma przewidywalnych wątków. Nic nie jest takie, jakby wydawać się mogło. To co Autorka robi z czytelnikiem nie mieści się w głowie! Czytając W rytmie passady układałam sobie różne scenariusze, ale nic się nie sprawdziło. Wówczas tak bardzo się ucieszyłam. Anna Dąbrowska, mówiąc trochę kolokwialnie odwaliła kawał dobrej roboty! Ta książka, jest jeszcze lepsza od poprzedniej, a co to dopiero będzie dalej... Z każda kolejną stroną W rytmie passady byłam zaintrygowana, zaciekawiona. Tak bardzo chciałam ją przeczytać szybko, aby poznać zakończenie, ale były takie momenty, że po prostu musiałam odłożyć na chwilę książkę, aby zaczerpnąć tchu. Mówię Wam, taka lawina emocji, na wszystkich 392 stronach… Bardzo sobie cenię styl pisania Anny Dąbrowskiej. Autorka kapitalnie tworzy plastyczne opisy, a także z dużą swobodną buduje rzetelne dialogi. Anna posługuję się również pięknym i bogatym językiem. Rewelacyjnie stopniuje napięcie, a każdą stronę czyta się z niecierpliwością i nieostającym zaciekawieniem. Książka rozdziera duszę, porusza do granic możliwości i niszczy emocjonalnie. Kocham tę historię całym moim sercem. Koniecznie musicie ją przeczytać, choćby się waliło i paliło.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-04-2017 o godz 21:25 ejotek dodał recenzję:
"W rytmie passady" to kolejny stopień, na który wspięła się Anna Dąbrowska na początku swojej pisarskiej kariery. Ta książka jest jeszcze lepsza niż poprzednia i mam nadzieję, że Ania utrzyma wysoki poziom. Jak sama wspomina na swoim profilu, najważniejsze są dla niej emocje. Doskonale widać to w powieści. Bieżąca fabuła nie jest rollercoasterem, toczy się w miarę leniwie, serwując nam kolejne lekcje tańca, reakcje Julity na bliskość czy wiadomości ostanie zdrowia matki Marcela. Z pozoru spokój, prawda? Jednak książka aż kipi od emocji! Byłam zaintrygowana, zainteresowana, zmartwiona, przepełniona nadzieją i oczekiwaniem. Trzymałam kciuki za relacje bohaterów, za ich wygraną, za zdrowie pani Ruckiej. Zaś każdy okruszek wiadomości dotyczących traumy Juli sprzed lat burzył moją krew. Nie mogłam doczekać się ujawnienia prawdy - a kiedy ją poznałam... zamarłam. Po policzkach potoczyły się łzy, serce znacząco przyspieszyło, ciśnienie wzrosło... Książkę musiałam na chwilę odłożyć, bowiem historia Julity mnie przerosła... Jej fragmenty są jakże podobne do pewnych wydarzeń z mojej własnej przeszłości... Nie spodziewałam się tego! Choć od początku miałam pewne przypuszczenia czego może dotyczyć lęk Juli... Wprawdzie nie do końca udało mi się odgadnąć co przygotowała autorka, ale to podobieństwo spowodowało, że historię tej dziewczyny przeżywałam podwójnie i wyjątkowo. Odebrałam ją strasznie osobiście i rozumiałam odczucia oraz zachowanie bohaterki... Sama bowiem musiałam wiele zmienić w życiu, bo przeszłość wciąż mnie prześladowała... Jednak jeśli myślicie, że przeszłość Julity to jedyny moment kiedy autorka mnie zaskoczyła i potrząsnęła moimi wyobrażeniami o losach bohaterów to się mylicie. Wiedziałam, że w finale raczej nie będzie sielankowo, ale to co zaserwowała Dąbrowska to... no nie mam słów! Szok i niedowierzanie. Nie tego się spodziewałam! [już to chyba pisałam prawda? No ale nie można użyć innych słów...taka jest po prostu prawda]. Tak zagrać na nosie czytelnika... Mimo, że od chwili gdy czytałam powieść (w styczniu) minęło już kilka miesięcy, to ta historia nadal we mnie żyje. Wciąż nie potrafię zapomnieć o przełamującej lody zmysłowości czy o okrutnej prawdzie skrywanej przez nastolatkę. Trudno jest opisać moje wrażenia, bowiem sądzę, że każdy odbierze książkę inaczej, w zależności od tego jak wyglądało jego życie i na ile wczuje się w problemy bohaterów. Jeśli chodzi o język, dialogi czy płynność wypowiedzi to chyba nie mam się do czego przyczepić, bowiem nie zwróciłam uwagi na nic, poza snutą opowieścią... W ogóle nie zwróciłam uwagi na nic poza nią. Fabuła zwyczajnie mnie wciągnęła. Ale to chyba najlepsza rekomendacja, prawda? :) Tylko to zakończenie... mimo, że to nie do końca mój ulubiony trend to przyznaję - inne zakończenie by tutaj nie pasowało. Ania Dąbrowska doskonale "namalowała" słowa w tej historii dwojga poturbowanych przez los ludzi. Zwróciła uwagę na kruchość życia, na bycie chorym czy skrzywdzonym i że powinniśmy mieć obok siebie kogoś bliskiego, kto wysłucha, poda chusteczkę, przytuli i zrozumie. Udowodniła jednocześnie, że zawsze mamy szansę, by małymi kroczkami powrócić do normalności, do radości wypełniającej nasze serca każdego dnia. Bo komuś trzeba zaufać, kogoś trzeba do siebie dopuścić, by pomógł nam wyjść ze skorupy. Bardzo emocjonalna i trafiająca do serca człowieka lektura. całość recenzji: http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2017/04/anna-dabrowska-w-rytmie-passady.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-04-2017 o godz 21:05 Kto czyta - nie pyta dodał recenzję:
Każdy z nas toczy jakaś walkę... Jedni walczą o awans, inni o rodzinę, a jeszcze inni o zdrowie. W książce Anny Dąbrowskiej bohaterowie walczą o normalność i prawdziwą miłość, nie tylko do tańca. Akcję śledzimy z dwóch różnych perspektyw: zagubionej Julity i pewnego siebie Marcela. Dzięki temu poznajemy ich emocje i spojrzenie na toczące się wydarzenia, które każde z nich interpretuje inaczej. To właśnie jest w ludziach niesamowite: patrzymy na to samo, a czujemy i widzimy zupełnie różne rzeczy! Bohaterowie na naszych oczach zmieniają się w zupełnie inne osoby i krok po kroku poznają siebie nawzajem, budząc gorące uczucie. Jak wiadomo, nie może być nigdy idealnie... Momentami w książce jest dla mnie za słodko, a Marcel jest tak do bólu idealny, że aż drażniący. Jasne, czasem się denerwuje i potrafi być niemiły, ale jak na mężczyznę, który potrzebuje pieniędzy, ma stanowczo zbyt wiele cierpliwości dla Juli. Szczerze mówiąc, ja bym ją zostawiła już po paru pierwszych spotkaniach. Julita ma raptem osiemnaście lat i zupełnie nie radzi sobie sama ze sobą, a tym bardziej ze starszym i pioruńsko przystojnym tancerzem. Dlatego też jej zachowanie bywa irytujące, choć, jak możemy się przekonać pod koniec książki, trudno jej się dziwić, że boi się mężczyzn i reaguje paniką. Zabrakło mi również wątków pobocznych, ale z drugiej strony dzięki temu, że ich nie ma, bardziej skupiamy się na historii Julity i Marcela. Mam wrażenie, że w tej książce odnajdzie się przede wszystkim młodzież: równie zagubiona i niepewna swojego jutra i własnych emocji. Dla bohaterów W rytmie passady wiele uczuć jest zupełnie nowych, w tym również miłość, zazdrość i pożądanie, więc młodsi czytelnicy na pewno odnajdą w nich cząstkę siebie. Anna Dąbrowska zabiera nas do świata pełnego pasji i walki o lepsze jutro. Jula próbuje pokonać swoje demony, a Marcel walczy o życie ciężko chorej matki. Łączy ich jedno: chęć pokonania własnych granic. Książka już od pierwszych stron porywa w wir tańca, porusza do głębi i zmusza do refleksji nad tym, co tak naprawdę jest ważne w życiu. W rytmie passady to piękna opowieść o miłości, poświęceniu i odnajdywaniu samego siebie w czasach pełnych pośpiechu i konsumpcjonizmu. Jestem pewna, że kiedy już zaczniecie czytać, nie będziecie mogli przestać!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Zobacz także

Najczęściej kupowane We dwoje Sparks Nicholas
27,49 zł
36,90 zł
Najczęściej kupowane Kiedy odszedłeś Moyes Jojo
32,99 zł
39,90 zł
Najczęściej kupowane Oczy wilka Sinicka Alicja
31,49 zł
38,00 zł
Najczęściej kupowane To się da! Sakowicz Anna
28,49 zł
34,90 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Uwertura Rozbicka Adrianna
32,99 zł
35,90 zł
strona produktu - rekomendacje Uwiedź mnie Glines Abbi
27,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Ladies Man Evans Katy
27,49 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Zaraz wracam Scharmach Anita
30,49 zł
32,90 zł
strona produktu - rekomendacje Bez uczuć Sheridan Mia
33,49 zł
39,90 zł
strona produktu - rekomendacje A ty dokąd? Sadownik Danuta
23,99 zł
25,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych

 zamknij  korzyści