Truman Capote

Oceń produkt
  • ???label.form.note???
  •  
     
     
     
     
[ Brak ocen ]
Capote. A Biography
  • Autor:  Clarke Gerald
  • Język oryginału: angielski 
  • Język wydania: polski
  • Oprawa: twarda 
  • Data premiery: 2008-11-17
  • Cena rynkowa: 79,90 zł
  • Cena empik.com: 75,49 zł

Czas dostawy: wysyłamy w 3-5 dni


Opis książki: Truman Capote

Truman  Capote (1924-1984 ), autor Śniadania u Tiffany’ego  i Z zimną krwią, bohater filmów Capote  i Bez skrupułów, był postacią niezwykle barwną, człowiekiem o piekielnej inteligencji i słabej woli. Jako pisarz dążył do najwyższego ideału, ale jako człowiek zmierzał do destrukcji. Jego życie to nie tylko twórcze skupienie, ale także intensywne przyjaźnie, homoseksualne miłości, podróże, przyjęcia, skandale, procesy sądowe oraz nałogi.
Gerald Clarke zaczął pisać swoją książkę jeszcze za życia Capotego. Odbył z nim dziesiątki rozmów, przeprowadził kilkaset wywiadów z niemal wszystkimi ludźmi, którzy go znali. "Clarke wie o mnie więcej niż ja sam” - twierdził bohater tej biografii. W istocie zawiera ona ogromną wiedzę o życiu i osobowości pisarza. Znajdziemy w niej wiele informacji z pierwszej ręki, fragmenty listów i rozmów, wspomnienia, anegdoty i plotki, czasem bardzo pikantne, relacje przyjaciół i wrogów, charakterystyki przedstawicieli amerykańskiej elity towarzyskiej, a także świetnie odtworzony obraz Ameryki lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.



Fragment tekstu: Truman Capote

Truman twierdził, że miał w Paryżu krótki romans – z Albertem Camusem. „To był sympatyczny, przystojny, niewysoki mężczyzna” – mówił o przyszłym laureacie Nagrody Nobla. Miał wrażliwe oczy i twarz pełną współczucia. Pracował u Gallimarda i był moim redaktorem. Zabrał mnie kiedyś na obiad. Pewnego popołudnia zjawił się w moim pokoju i po prostu poszliśmy do łóżka. Tak po prostu. Nie sądzę, żeby był homoseksualistą. Jeśli chodzi o wygląd, to był mój najlepszy okres. Podczas pierwszego spotkania wydawał się trochę zaskoczony. Być może poruszyłem w nim jakąś strunę tęsknoty, przypomniałem mu o czymś, co zdarzyło się w okresie dojrzewania”. Nie ma wątpliwości co do tego, że Truman poznał Camusa. Jednak nigdy nie dowiemy się, czy rzeczywiście poszedł do łóżka z tak znanym kobieciarzem. Mogła to być jedna z wielu konfabulacji Trumana albo, wbrew głośno wyrażanym wątpliwościom zarówno przyjaciół, jak i wrogów, mogła to być prawda. W sprawach seksu istnieje tylko jedna rzecz pewna – niemal wszystko jest możliwe.
(…)
Nie mógł pojąć, jak to jest możliwe, że niektórzy podziwiani przez niego autorzy – na przykład Dickens – godzili się na to, by pod wpływem nagłego impulsu ich pióro pędziło jak szalone, pozwalając, by stworzone postaci wędrowały swoimi własnymi, często zaskakującymi drogami. Temperament nakazywał mu panowanie nad tekstem, mógł więc jako własne powtórzyć słowa Flauberta: „Nie należy ufać niczemu, co przypomina natchnienie, a często jest tylko narzuconą sobie postawą i sztucznym, przesadnym podnieceniem, które nie przyszło samorzutnie; zresztą nie żyje się w natchnieniu; Pegaz częściej idzie stępa, niż galopuje. Cały talent polega na tym, aby umieć nadać mu żądany bieg”.
Praktyka pisarska Trumana w uderzający sposób kontrastowała z jego wizerunkiem czy pozorną spontanicznością stylu pisarskiego. Gdy zasiadał rano z notatnikiem i ołówkiem w ręku, w niczym nie przypominał lekkomyślnie wyglądającego młodego człowieka, którego widywali Sycylijczycy późnym popołudniem (pędził do „Baru Americana”, ciągnąc za sobą absurdalnie długi szal i niezwykle wysokim głosem wołał przyjaciół siedzących po drugiej stronie placu). Podczas tych porannych godzin bardziej przypominał księgowego, który sprawdza rachunki. W nieskończoność rozważał takie podstawowe kwestie, jak struktura narracji i układ książki. Przez wiele godzin potrafił analizować jeden akapit, niczym szlifierz diamentów, który zastanawia się, w jaki sposób przekształcić szorstki, nieatrakcyjny kamień w migotliwy brylant. Nieustannie i kompulsywnie sprawdzał niemal wszystko, co napisał. „Chciałbym być pisarzem, który potrafi pisać, a nie jedynie bez końca przerabiać” – uskarżał się w liście do Donalda Windhama. Kiedy popełnił błąd, taki jak zakończenie Harfy traw, wynikało to z błędnej koncepcji. Nie była to przypadkowa pomyłka, spowodowana lenistwem czy brakiem uwagi.
Ogromny nakład pracy włożony w pisanie książek sprawiał, że czasami czuł się bardziej dotknięty krytyką niż wielu innych autorów. Wydawało mu się, że krytycy atakują nie tylko kilka stron, które napisał, ale także jego zdolność właściwego osądu literackiego. Jednocześnie, paradoksalnie, dzięki temu stawał się odporniejszy na krytykę. Gdy skończył jakiś utwór, był przekonany, że nie może być lepszy, i mało kto potrafił zmienić to przekonanie. Toteż kiedy ponownie przeczytał swoją powieść w całości, krytyczne uwagi przyjaciół z Manhattanu przestały na nim robić tak ogromne wrażenie. Powieść podobała mu się – od początku do końca – więc mając w pamięci słowa Bennetta, zatelegrafował: „przeczytałem korektę. wolę OPUBLIKOWAĆ KSIĄŻKĘ W TAKIEJ POSTACI, W JAKIEJ JEST”
(…)
Gdy wiadomość o balu rozniosła się po mieście, scenariusz ułożony przez Trumana zaczął się realizować. Wszyscy, na których mu zależało, albo którym chciał zaimponować, od arystokratów z Piątej Alei po intelektualistów z zachodniej części Manhattanu, chcieli się na nim znaleźć . Kiedy okazało się, że z jakiegoś powodu zapomniał o starej przyjaciółce aktorce Inie Claire, ta zatelegrafowała z San Francisco i domagała się zaproszenia. Odmówił. To samo spotkało Tallulah Bankhead. Jednak pod wpływem jej błagań, gdy zaczęła mu opowiadać, jakie to dla niej ważne, ustąpił. Pewien znajomy powiedział mu, że jego żona co wieczór przed snem zalewa się łzami, ponieważ nie znaleźli się na liście. Poruszony Truman skłamał, że zaproszenia musiały się gdzieś zawieruszyć i że wkrótce wyśle nowe. Nie zaprosił jednak swojej ciotki Marie (Tiny) Rudisill, która nigdy mu tego nie wybaczyła. „Czuję się tak, jakbym się dostał w sam środek stada piranii” – jęczał. Żartował, że narobi sobie tylu wrogów, że będzie musiał zmienić nazwę balu na «Bal ze Złą Krwią».
„Ludzie naprawdę tracili rozum” – wspominała Diana Trilling. „Pewna kobieta mieszkająca w Europie okropnie się wzburzyła, że nie została zaproszona. Och, ale było zamieszanie! Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś podniósł taki krzyk tylko dlatego, że nie dostał zaproszenia na przyjęcie! Czuła się tak niedorzecznie głęboko obrażona, że Leo Lerman usiłował interweniować w jej imieniu. Mój krawiec, niezwykle miły człowiek, którego bardzo szanuję, powiedział: «Może przypadkiem mogłaby pani zdobyć zaproszenia także i dla mnie. Jak pani sądzi? To jedyne miejsce na świecie, w którym chciałbym się znaleźć». Był tak zrozpaczony, że chciałam mu oddać swoje zaproszenie”. Jednak nie mogłaby zrezygnować, nawet gdyby Truman na to pozwolił, ponieważ jej mąż Lionel, najjaśniejsza gwiazda w gronie badaczy literatury z Uniwersytetu Columbia, także marzył, by się tam znaleźć.
Carson McCullers o całym zamieszaniu dowiedziała się w Nyack. Ona także nie znalazła się wśród wybranych i zaczęła zdradzać coraz większą nerwowość. Mocno zazdrościła Trumanowi sukcesu Z zimną krwią. Tak strasznie dręczyła ją myśl o kolejnym triumfie Capotego, że zaczęła zastanawiać się nad wydaniem własnego przyjęcia – jeszcze większego i lepszego pod każdym względem.
(…)
Przygnębienie Trumana wzmógł niespodziewany atak z zupełnie innej strony – Gore’a Yidala. Wywiad po pijanemu udzielony kilka miesięcy wcześniej stał się bronią, którą nieopatrznie włożył Gore’owi do ręki, na co tamten najwyraźniej czekał od dawna. Truman powiedział, że na przyjęciu wydanym przez Kennedych w Białym Domu Gore tak się upił i tak nieprzyzwoicie zachowywał, że został wyrzucony jak pijak z przydrożnego baru. „Po raz pierwszy zaproszono go do Białego Domu, a on się upił” – opowiadał Truman, „Iiiiii… obraził matkę Jackie, której wcześniej nie widział na oczy! Naprawdę ją obraził. Powiedział jakoś tak, że zawsze jej nienawidził. A przecież nigdy nie spotkał tej kobiety. Ona była po prostu kompletnie zaszokowana. Wtedy Bobby [Kennedy], Arthur Schlesinger, tak, myślę, że to on, oraz jeden ze strażników po prostu zanieśli Gore’a do drzwi i wyrzucili na Pennsylvania Avenue”.
Truman, co dla niego typowe, nieco ubarwił fakty. Gore rzeczywiście powiedział albo zrobił coś, co rozzłościło Kennedych podczas przyjęcia w Białym Domu, które odbyło się w listopadzie 1961 roku. Gore przyznał, że istotnie doszło do ostrej wymiany zdań między nim a Bobbym Kennedym. (…)
Zeznania stron były jedynym zabawnym momentem w tej skądinąd niezbyt zabawnej konfrontacji. Gore’a zapytano, kiedy po raz ostatni widział Trumana. Odparł, że na przyjęciu, które odbyło się pod koniec łat sześćdziesiątych.
– Co wydarzyło się podczas tego spotkania?
– Usiadłem na nim.
– Co pan ma na myśli?
– Nie miałem okułarów i usiadłem na czymś, co uważałem za stołek, a to był Capote.
– Na czym siedział Capote w chwili, gdy pan na nim usiadł?
– Na mniejszym stołku.
Truman natomiast przekręcił tytuł pierwszej powieści Gore’a, która nosi tytuł Williwaw. Nazwał ją Willi Wonka. Pokazał w ten sposób, że nisko ją ceni. Sugerował także, że wystąpienie z pozwem było wyrazem infantylizmu. Choć uważał, że część opublikowanych przez prasę uwag Gore’a na jego temat była oszczercza, to jednak nie poniżyłby się do wytaczania mu sprawy. „Po prostu nie jestem zwolennikiem takich rzeczy. Nie podoba mi się, gdy pisarze czy artyści ciągają się po sądach. Uważam, że to bardzo dziecinne, ale to jest mój punkt widzenia”.
(…)
Latem Truman zaproponował Wyattowi Cooperowi współpracę nad dramatem więziennym dla telewizji zatytułowanym Krysztatowy dom. Rick chciał zagrać główną rolę, młodego mężczyznę tak atrakcyjnego, że nastolatki szalały na jego punkcie. Truman postanowił ściągnąć na Manhattan Wyatta, który spędzał wakacje w Southampton, i podczas lunchu przedstawić mu Ricka. „No i siedział tam ten nudny człowiek, o kompletnie nijakiej urodzie i opowiadał film z Joan Crawford, który oglądał w telewizji poprzedniego wieczoru” – wspominał Wyatt, zdumiony tym, że ściągnięto go do miasta. „A do tego Truman zachwycał się tą jego opowieścią, jakby mówił o jakichś skarbach!”. Tajemnica wydała się kilka dni później. Truman ponownie zadzwonił do Coopera. Udał, że nagle przyszedł mu pewien po mysł, że ma idealnego kandydata do roli młodego bohatera.
– Wiesz, kto mógłby zagrać tę rolę, kto byłby naprawdę cudowny? Rick!
– Trumanie, chyba żartujesz, to musi być ktoś przystojny i seksowny.
– Najwyraźniej twoje wyobrażenia o tym, co to znaczy być przystojnym i seksownym, znacznie odbiegają od moich – odparł chłodno Truman.
Potem próbował zainteresować Wyatta jednym ze scenariuszy Ricka. Chciał go namówić do współpracy „Sam sobie z nim współpracuj!” – wrzasnął Wyatt. „Jesteś jedyną osobą, która jest zainteresowana jego towarzystwem”.
Rick wkrótce zaczął mieć wątpliwości co do sensu tej przyjaźni. Uważał, że w przeciwieństwie do Trumana spełnia warunki ich niepisanej umowy. Oczekiwał czegoś więcej niż tygodniowego kieszonkowego. Spodziewał się, że Truman pomoże mu wystartować, urzeczywistnić marzenia. Coraz bardziej rozumiał, że na to się nie zanosi. Uznał, że został oszukany. Stał się bardziej wyrachowany i cyniczny. „Myślę, że przyjąłem postawę typu nic mnie to wszystko nie obchodzi” – opowiadał. „Nasz związek stał się czysto merkantylny. Robiłem, co mogłem, żeby wydawać jak najwięcej pieniędzy i jak najrzadziej się z nim spotykać”.
Seksualna strona ich związku stawała się dla niego coraz bardziej uciążliwa. „Fizycznie Truman mnie nie pociągał, dlatego pod względem seksualnym nie było to szalenie ekscytujące. Nie szybowaliśmy pod niebiosa. Do tego wieczorami często był pijany. Bardzo trudno wykrzesać z siebie czułość dla kogoś pijanego. Mówi «przepraszam», idzie się wyrzygać, potem wraca. Jak można kogoś całować po czymś takim? Nie da się. Ciężko to znosiłem, naprawdę ciężko”. Jeszcze ciężej znosił reakcje wielu jego starych przyjaciół i znajomych, którzy uznali, że został homoseksualistą. Nawet żona, z którą był w separacji, rzuciła mu w twarz słowo „pedał”. „To bardzo urażało moje uczucia. Myślałem sobie: «Jezu, czy ja wyglądam na geja, czy ja jestem gejem?»„. Nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się w takiej sytuacji. „Jeśli heteroseksualnego mężczyznę, który uprawia seks z mężczyzną, nazywa się homoseksualistą – zastawiał się smętnie – to dlaczego homoseksualisty, który uprawia seks z kobietą, nie nazywa się heteroseksualistą?”.
Tymczasem Truman jeszcze bardziej zaczął komplikować sytuację. Stał się mniej szczodry i bardziej zaborczy. Kontrolował wydatki Ricka, sprawdzał, gdzie spędza czas, i zarzucił mu, że ma romans z jedną z przyjaciółek. Stało się to, czego Rick się zawsze się obawiał. Za każdym razem musiał prosić o pieniądze. Czuł się jak szesnastolatek błagający ojca o parę dolarów na sobotnią randkę. „Nie miałem tożsamości, byłem nikim. Truman nie chciał dopuścić, żebym stał się sobą, bo wtedy mógłbym poczuć, że nie jest mi już potrzebny”.

Klienci, którzy kupili ten produkt, wybierali również

Dyskusje na forum

Brak dyskusji na forum
 

Recenzje użytkowników

Brak recenzji użytkowników
.

Szczegółowe dane produktu

Autor: Clarke Gerald
Wydawca: PIW Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 736
Data premiery: 2008-11-17
Indeks: 61582019
Tłumaczenie: Mikos Jarosław
Rok wydania: 2008
Język oryginału: angielski
Język wydania: polski
Oprawa: twarda
Słowa kluczowe
brak tagów dla tego produktu
.