"Podobno do czytania o najmłodszej polszczyźnie zachęcają już na lekcjach polskiego. Groza. Tylko patrzeć, a politycy, który już mówią o sobie per cieniasy i pokemony, będą obiecywać wypasione budżety, malinową opiekę społeczną i kozacką politykę zagraniczną, a ministra edukacji będą witać »Joł, MEN«. Wtedy niniejsza książka niechybnie trafi na listę lektur obowiązkowych. To byłby najczarniejszy scenariusz. Cieszmy się więc odrobiną spontaniczności językowej na co dzień, póki ją jeszcze mamy. Dbajmy o język na poziomie pozainstytucjonalnym i etapie przedsłownikowym. W końcu - jak dookoła mówią - życie pozagrobowe i seks przedmałżeński też są najlepsze”.
(ze wstępu autora)