Straceńcy (okładka miękka)

Sprzedaje empik.com 38,99 zł

Cena empik.com:
38,99 zł
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt u dostawcy
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Johnsrud Ingar Książki | okładka miękka
38,99 zł
asb nad tabami
Johnsrud Ingar Książki | okładka miękka
38,99 zł
asb nad tabami
Nocoń Marian Książki | okładka miękka
35,49 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Fredrik Beier przekroczył swój próg wytrzymałości. Rozwód, śmierć dziecka, nieudane śledztwo, które pociągnęło za sobą wiele ofiar. Budząc się w szpitalnym łóżku, Beier wie, że kilka pigułek więcej popitych alkoholem i byłby już tylko legendą norweskiej policji. Gdy udaje mu się wreszcie stanąć na nogi, jego partnerka Kafa Iqbal odkrywa cztery trupy w różnych dzielnicach Oslo. Na miejscu jednej ze zbrodni uwagę policjantki przykuwa zdjęcie dziewczynki podpisane Kalypso. Pojawiają się kolejne ofiary, a w ich mieszkaniach Iqbal i Beier znajdują taką samą fotografię. Co oznacza tajemniczy podpis? Ceną za odpowiedź na to pytanie może być niejedno życie...

Tytuł: Straceńcy
Autor: Johnsrud Ingar
Tłumaczenie: Gołębiewska-Bijak Maria
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-02-15
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 139 x 45 x 209
Indeks: 20642631
Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,5
5
15
4
8
3
2
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
20 recenzji
29-03-2017 o godz 17:04 Klaudia Mróz dodał recenzję:
Ponura, mroczna atmosfera? Śmierć, która czyha na każdym kroku? Nieustanne budowanie napięcia? To musi być norweski kryminał! Straceńcy nie są tutaj wyjątkiem, od niemal pierwszych stron mierzymy się z brutalnością, która będzie nam towarzyszyć przez większą część powieści. Nie ma tutaj miejsca na pół środki, są mocne akcenty przesiąknięte krwią, trupami i tajemnicami. Ingar Johnsrud nie poszedł na łatwiznę, stworzył wielowątkową powieść, która trzyma w napięciu do samego końca, zrobił to z niebywałym rozmachem: pomieszał teorie spiskowe, szpiegów i morderstwa, zachowując przy tym klimat kryminału. Dodatkowo nie musicie się martwić o to, że nie czytaliście Naśladowców, pamiętajcie jednak, że jeśli sięgniecie od razu po drugą część, to mogą pojawić się spoilery dotyczące wydarzeń z wcześniejszych wątków. Poznajemy komisarza Fredrika Beiera, który jest na granicy załamania nerwowego, jeszcze krok, a pogrąży się w całkowitej niemocy - przeszłość nie daje mu o sobie zapomnieć, a on sam nie potrafi się z nią pogodzić... Stracił dziecko, rozwiódł się, ma za sobą nieudane śledztwo. Jest wrakiem człowieka. Próbuje stanąć na nogi, więc pogrąża się w wir pracy, kryminaliści przecież nie śpią, prawda? Kafa Iqbal, kobieta, z którą już jakiś czas temu współpracował, prowadzi śledztwo dotyczące śmierci tajemniczego mężczyzny. Beier odkrywa innego trupa. Problem jest jednak jeden: obaj denaci zostali zidentyfikowani tymi samymi danymi... O co chodzi? Co ma z tym wspólnego tajemnicze zdjęcie znalezione na miejscu zbrodni? Jedno jest pewne: łatwo nie będzie, dowody znikają, trupów jest coraz więcej, a Kafę i Beiera będzie gonił czas i ich własne słabości... Wspomniałam o wątku szpiegowskim, ale nie mamy tutaj do czynienia z Bondem ratującym świat z opresji, Fredrik Beier to jego zdecydowane przeciwieństwo, mężczyzna ma problemy osobiste, jest wycofany, próbuje podnieść się po załamaniu nerwowym i poprawić relacje w rodzinie, jego sytuacja do najłatwiejszych nie należy. Należy podkreślić, że chociaż sprawy osobiste komisarza odgrywały dość istotne znaczenie w powieści, to nie grały w Straceńcach pierwszych skrzypiec. Były miłym akcentem obyczajowym, który miejscami rozładowywał rwącą akcję. W książce dużo się dzieje - nie mogłam się od niej oderwać. Ingar dozuje historię, przeplata ze sobą teraźniejszość i przeszłość, zręcznie operując retrospekcjami, które dotyczą szerokiej gamy postaci i wątków. Jesteśmy krok przed funkcjonariuszami prawa, jednak nie mamy pojęcia dokąd te tropy mogą nas doprowadzić... Bohaterowie zostali pieczołowicie nakreśleni, ich psychologiczne motywacje są nam znane, a autor powoli odkrywa przed nami ich tajemnice. W powieści norweskiego pisarza nie ma osoby, która by czegoś nie skrywała, która nie miałaby jakiś problemów, która byłaby nieskazitelnie czysta - dzięki temu możemy się nawet z niektórymi postaciami utożsamić. Beier współpracuje ze swoim przyjacielem Adreasem i Kafą Iqbal, mającą muzułmańskie korzenie, które co jakiś czas bywają obiektem kpin Adreasa. Kafa to kobieta błyskotliwa i potrafiąca postawić na swoim, jest też osobą o wysokiej empatii, jej postać niezwykle mnie zaintrygowała, muzułmanka i policjantka w jednym? To naprawdę ciekawe połączenie. Wyzwolona kobieta, czyż nie? Ależ tak, Kafa wiedzą i zaangażowaniem w śledztwo dorównuje Beierowi, dzięki czemu nie mamy tutaj czysto męskiego kryminału, wątek pani policjant sprawia, że historia wydaje się o wiele bardziej ciekawa. Fabuła? Skomplikowana i wielowątkowa. Szczerze mówiąc, spodziewałam się raczej jednostajnej akcji, która będzie trzymać czytelnika w napięciu, ale raczej nie porwie... Myliłam się. Johnsrud okazał się świetnym pisarzem, który wykorzystując historyczne zawiłości, stworzył coś naprawdę godnego kryminalnej uwagi. Autor nie bawi się w piękny język - prostota i krótkie rozdziały napędzają do czytania kolejnych stron, jednak nie można odmówić Norwegowi braku plastycznych opisów czy krwistych dialogów, co to, to nie, zwyczajnie w Straceńcacach trudno szukać wyszukanego słownictwa, ale nie po to sięgałam po kryminał, prawda? Ogólnie muszę przyznać, że bawiłam się przy tym kryminale świetnie - spełniał wszystkie moje wymagania, miał wciągającą fabułę, akcję, dobre merytoryczne przygotowanie i bohaterów, z krwi i kości, którzy nie przypominają Rambo na starydach. W tej książce nie możecie być pewni życia bohaterów, nie możecie być pewni rozwiązań fabularnych, bo Johnsrud bawi się i wodzi czytelnika za nos. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-02-2017 o godz 10:00 bookmoment dodał recenzję:
Nowe śledztwo, nowe otoczenie, starzy bohaterowie. Powieść ponownie koncentruje się na komisarzu Beierze, który notabene jest kontrowersyjną acz przyciągającą uwagę postacią. Zaczęłam się zastanawiać cóż ten człowiek ma w sobie, że pomimo tego, iż z przyjemnością walnęłabym go patelnią, to szczerze mu kibicuję. Otóż, wydaje mi się, że przyczyna moich mieszanych uczuć leży po stronie jej prawdziwości. Człowiek ten wyróżnia się wieloma cechami, które określają każdego z nas, przechodzi on trudne chwile, załamanie nerwowe, psychiczne. Na Twoich oczach upada i zwyczajnie nie ma siły się podnieść, nie ma w sobie ducha walki. W sumie po co ma walczyć? Dla kogo? Obraz jaki ukazał autor jest wprost fenomenalny. Chyba w żadnej dotąd przeczytanej książce nie spotkałam się z tak autentycznym i rzetelnym opisem upadku psychicznego. I choć bardzo podobał mi się ten element, tak teraz – patrząc z dystansu – uważam, że nie każdemu czytelnikowi przypadnie on do gustu. W końcu możesz nie mieć ochoty czytać o depresji bohatera, który kopie pod sobą coraz większy dół, prawda? Ale z drugiej strony… Czy nie taki był zamysł autora? Aby pokazać tę szarą realność, która może dotknąć Ciebie, mnie, naszych bliskich? Im dalej zagłębiasz się w fabułę, tym więcej pytań napływa do Twojej głowy – nie tak prędko uzyskasz odpowiedzi, autor skrzętnie je ukrył. Każdy nowy wątek podsyła Ci wskazówki, które jeszcze bardziej komplikują obranie odpowiedniego kierunku. Rozwój narracji uzasadnia to, co dotychczas mogło wydawać się zbędnym kurzem dygresyjnym. Ingar potrafi tak zawojować przedstawionym przez siebie światem, że czytając powieść masz ochotę wskoczyć w samo centrum akcji, przedrzeć się przez tysiące słów, aby w końcu dotrzeć tam gdzie powinieneś. Przewijająca się tajemnica, wartka akcja i niebanalny scenariusz doskonale przyciągają uwagę. Styl Johnsruda nie odbiega od tego, co zaprezentował w poprzedniej części – brutalne odniesienia czy język mogą nie przypaść Ci do gustu, aczkolwiek uważam, że obrany styl tylko podkreśla mocny charakter powieści. Angażujesz się, zaczynasz żyć życiem bohatera, zaczynasz czuć to samo co on, aż wreszcie orientujesz się, że autor schwytał Cię w swoje sidła. On nie boi się nieschematyczności, nie posypuje świata magicznym pyłem, który zmywa wszelkie zło – wręcz odwrotnie – czarno na białym pisze jak jest. „Straceńcy” nie tylko dorównują swojej poprzedniczce – są dużo lepsi! Autor pokazał na co go stać i w pełni wykorzystał swój potencjał. Ukazał brutalną i surową rzeczywistość, uruchamiając przy okazji potężną machinę suspensu. „Straceńcy” zapewnią Ci solidny dreszcz emocji, sprawnie zapędzą Cię w ślepą uliczkę, aby na końcu zagwarantować Ci ogromną satysfakcję z lektury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-02-2017 o godz 15:12 zksiazkawreku dodał recenzję:
http://z-ksiazka-w-reku.blogspot.com/ _______________________________________________________________________ Rok temu w moje ręce trafiła książka Ingara Johnsruda pt. "Naśladowcy". Pozycja bardzo mi się spodobała, więc bez mrugnięcia okiem zdecydowałam się na przeczytanie kolejnej książki tego autora, która ma swoją premierę już jutro. Główny bohater, Fredrik Beier nie ma łatwego życia. Mógł znieść wiele, ale niestety granica została przekroczona. Rozwód, śmierć dziecka, a także nieudane śledztwo, które pociągnęło ze sobą wiele ofiar. Pewnego dnia Beier budzi się w szpitalnym łóżku. Jeszcze tylko kilka tabletek więcej, popitych alkoholem, a Fredrik byłby legendą norweskiej policji. Gdy wreszcie dochodzi do siebie, zaczynają się kolejne problemy. Jego partnerka Kafa Iqbal odkrywa cztery martwe ciała w różnych dzielnicach Oslo. Na miejscu jednej ze zbrodni, policjantka znajduje zdjęcie dziewczynki podpisane Kalypso. Z czasem pojawiają się kolejne ofiary, a we własnych mieszkaniach dwójka policjantów znajduje takie same fotografie. Co oznacza tajemniczy podpis? Niestety, cenę za odpowiedź na to pytanie może być niejedno życie. ~*~ Muszę przyznać, że „Straceńcy” to książka utrzymana na poziomie pierwszej pozycji tego autora. Ingar Johnsrud nie spoczął na laurach, napisał kolejny bardzo dobry kryminał, który zdecydowanie przypadł mi do gustu i chcę więcej! Autor skonstruował ciekawą, niebanalną historię, która trzyma w napięciu i wciąga bez reszty. Największym plusem książki są chyba zwroty akcji, które potrafią wywrócić nasze przewidywania do góry nogami. Sprawia to, że książka staje się bardziej ciekawa i chce się ją czytać i czytać. Dodatkowo, akcja książki jest tak dynamiczna, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że przeczytaliśmy już pół książki. Bardzo podobały mi się w kryminale krótkie rozdziały, które dodawały mu jeszcze więcej tego dynamizmu. Co więcej, bez problemu mogłam przerwać lekturę prawie w każdej chwili, nie musiałam czekać, aż doczytam do końca rozdziału, który ma 50 stron. Niestety, ta pędząca akcja nie trwa przez całą książkę. Zdarzają się rozdziały, że książka się ciągnie, a nawet trochę nudzi. Nie ma więc takiego płynnego przejścia między dynamiczną akcją a „lekkim odpoczynkiem” w fabule. Dodatkowo, książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem. Autor nie serwuje nam nudnym, zbędnym opisów ale wręcz przeciwnie. Książka jest konkretna. Bardzo podobała mi się również kreacja bohaterów. Autor nie przedstawił ich jako idealne osoby, nieomylne, ale wręcz przeciwnie. Bohaterowie mylą się, popełniają błędy w życiu zawodowym jak i prywatnym. Sprawia to, że są oni bardzo autentyczni. Podsumowując, „Straceńcy” to bardzo dobry kryminał, który z ręką na sercu mogę polecić. Znajdziecie w nim ciekawą zagadkę kryminalną, zwroty akcji, a więc mile spędzony czas. A co do pierwszej książki tego autora, nie musicie najpierw po nią sięgać, żeby przeczytać drugą. Krótko mówiąc, polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
16-02-2017 o godz 09:54 Monika Lewandowska dodał recenzję:
Przyznam szczerze, to moje pierwsze spotkanie z prozą Ingar Johnsrud. Nie miałam przyjemności czytać poprzedniej części cyklu, ale to nie stanowiło przeszkody w rozumieniu akcji. Jeśli Wy też nie czytaliście "Naśladowców", polecam sięgnąć od razu po oba tomy :). Myślę, że nie będziecie żałować. Akcję powieści napędza śledztwo, które prowadzą detektywi Fredrik Beier i Kafa Iqbal, a które dotyczy dwóch tajemniczych morderstw. W dodatku oba ciała zidentyfikowano jako tą samą osobę. Już na samym początku, śledczy zmagają się z wieloma trudnościami. W zastraszającym tempie i w niecodziennych okolicznościach zaczynają znikać materiały dowodowe. Ktoś ewidentnie próbuje wymazać wszystko, co dotyczy ofiar. Jedynym punktem zaczepienia wydaje się stare zdjęcie, z podpisem "Kalypso", przedstawiające małą dziewczynkę. Stara fotografia pojawia się też w innych miejscach zbrodni, stanowiąc niemalże podpis sprawcy zabójstw. Co może oznaczać wizerunek niezidentyfikowanej dziewczynki? To nie jedyne pytanie, jakie nasuwa się w trakcie czytania tej powieści. "Straceńcy" to wielowątkowy, tajemniczy, męski, brutalny, pełen przestępczości i przemocy kryminał, w którym w pewnym momencie już po prostu nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Miałam wrażenie, że teraz zdarzyć się może już dosłownie wszystko. Rozdziały są krótkie, co jeszcze bardziej potęguje dynamiczność książki. W pewnym momencie miałam wrażenie że mknę przez tą książkę, akcję i jej wątki jak po torach formuły jeden :). I przyznaje to była zdecydowanie bardzo ciekawa podróż. Szczególnie, że już dawno nie czytałam książki, w której praca detektywów okazuje się tak trudna i brutalna, a mroczne sekrety z przeszłości, echa zimnej wojny, wywiadu, komandosi norwescy działający w rosyjskim terenie, nie przerażały tak bardzo wieloma niewiadomymi. Do tego dochodzi bardzo mocny typ osobowościowy głównego detektywa, który wzbudza zarówno jakąś wewnętrzną niezgodę i wzburzenie, ale z drugiej strony trochę współczucia. Jego złożone i trudne relacje rodzinne, są tłem i próbą wytłumaczenia jego niejednoznacznego charakteru. Tak czy inaczej już dawno nie spotkałam tak sponiewieranego bohatera. No cóż, takich lubię najbardziej :). Z wielką uwagą będę wyglądać kolejnego tomu serii. Szczególnie że zakończenie pozostawiło we mnie wielki niedosyt. Zamykając książkę musiałam mieć dziwny wyraz twarzy. No naprawdę... Polecam. To zdecydowanie dobry kryminał, na zimowe jeszcze wieczory... Ps. Większą część czytałam co prawda w wersji PDF na wyświetlaczu telefonu. Ale wydanie papierowe książki, jest idealne. Wielkość liter, podział na rozdziały zostały idealnie skrojone. Uwielbiam takie wydania. To czysta przyjemność. Szczególnie dla osób, które tak jak ja dużo czytają w podróży.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-02-2017 o godz 23:28 Angela dodał recenzję:
W ostatnim czasie bardzo lubię zagłębić się w lekturze thrillera bądź kryminału, książki z nutką grozy i suspensu, która dostarczy mi mnóstwa emocji i wrażeń, a także pozwoli na zabawę w detektywa i chwilowe podumanie nad rozwiązaniem zagadki. Może to przez ciągle obecną mroźną aurę za oknem, a może przez kuszące zimowe premiery książkowe? Najpewniej jedno i drugie. W związku z tym, mam za sobą kolejną już w tym roku powieść z gatunku thriller, a są to „Straceńcy” Ingara Johnsruda, czyli spora dawka klimatycznej, dynamicznej i po prostu bardzo dobrej prozy skandynawskiej. Fredrik Beier to jeden z głównych bohaterów powieści. Mężczyzna jest aktualnie w bardzo słabej kondycji psychicznej - rozwód, śmierć dziecka i nieudana akcja, która pociągnęła za sobą wiele ofiar wśród podległych mu policjantów mocno odbiły się na jego zdrowiu. Kiedy zaczyna powoli wracać do siebie, natrafia na nową interesującą sprawę. Jego partnerka, Kafa Iqbal odkrywa trupy dwóch mężczyzn, których policja początkowo bierze za jedną i tę samą osobę. Kiedy dochodzi do konfrontacji, detektywi rozpoczynają śledztwo, bazujące na powiązaniu ze sobą tych nieboszczyków. Dodatkowo, na jednym z miejsc zbrodni odkrywają zdjęcie małej dziewczynki, podpisane rosyjską cyrylicą „Kalypso”. Powoli dochodzą do tego kolejne elementy układanki, następne ofiary i osoby powiązane ze sprawami. Co morderstwa mają ze sobą wspólnego i dlaczego trupy mężczyzn zostały błędnie rozpoznane? Kim jest dziecko z fotografii i co oznacza rosyjski podpis? A gdzie w tym wszystkim ma miejsce tajemnicza misja norweskich komandosów sprzed lat? „Straceńcy” to już drugi tom kryminalnej serii z Fredrikiem Beierem i Kafą Iqbal na czele, który można czytać bez znajomości poprzedniego. Ja właśnie tak rozpoczęłam moją przygodę z twórczością Ingara Johnsruda i jestem absolutnie pewna, że szybko nadrobię braki! Autor udowodnił, że posiada fantastyczny warsztat pisarski, potrafi świetnie stopniować napięcie i logicznie budować wielopoziomowe intrygi. „Straceńcy” to bowiem historia bardzo rozbudowana, wielowątkowa, z mnóstwem interesujących bohaterów i tajemnic. Ukazuje realia pracy w policji, nie przerysowuje sytuacji, podkreśla brutalność i niebezpieczeństwa, jakie w takim zawodzie spotyka się niemalże codziennie. Mamy tutaj śledztwa, akcje ratunkowe, przesłuchiwania świadków i ciągły wyścig za przebiegłym mordercą. Wielkim plusem i jednocześnie aspektem, który nadaje tej powieści oryginalnego smaczku, jest wykorzystanie w tworzeniu fabuły faktów i wydarzeń historycznych. Autor nawiązuje do zimnej wojny, do konfliktów pomiędzy Rosją a Norwegią, a w tym również do tajnych misji norweskich komandosów. Muszę jednak przyznać, że początkowo ciężko było mi się wgryźć w tę książkę i dać się porwać historii detektywów. Wszystko to za sprawą stylu pisania Ingara Johnsruda i kompozycji tej powieści, która przypomina nieco film akcji - w kolejnych rozdziałach przeplatane są sceny z zupełnie innymi bohaterami i z wątkami, które początkowo absolutnie nie mają ze sobą żadnego powiązania - niczym kolejno zmieniające się kadry. Taki zabieg może nieco zdezorientować czytelnika i sprawić, że nie będzie miał ochoty czytać dalej, bo będzie obawiał się nad wyraz rozbudowanej historii. W tym przypadku nie warto się jednak zrażać, ale przez te kilkadziesiąt początkowych stron maksymalnie skupić się na tekście i przyswoić niezbędne informacje, dzięki czemu w późniejszych etapach czytania zacznie się dostrzegać całe mnóstwo subtelnych połączeń pomiędzy wydarzeniami, które indywidualnie nie miały sensu. Jest to fantastyczną sprawą dla odbiorcy, który lubi sam domyślać się zakończenia, snuć przeróżne teorie na temat rozwiązania wątków i dalszego rozwoju intryg. „Straceńcy” to książka, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i sprawiła, że jeszcze częściej będę sięgać po ten gatunek literatury. Świetnie bawiłam się podczas czytania, analizując przemyślenia i wnioski bohaterów, a także dorabiając własne ideologie do poszczególnych odkryć. Ingar Johnsrud pisze z polotem, ciekawie, a stworzona przez niego fabuła daleko odbiega od minimalizmu. Wątków jest całe mnóstwo, a pomimo tego wszystkie tworzą spójną, logiczną całość, która w pełni usatysfakcjonuje nawet bardzo wymagającego czytelnika. Polecam serdecznie miłośnikom gatunku i nie tylko!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-02-2017 o godz 20:13 Caroline Livre dodał recenzję:
Friedrik Bayer po ciężkich przeżyciach wraca na służbę i rozpoczyna nowe śledztwo wraz ze swoimi współpracownikami. Nie może jednak do końca pogodzić się ze śmiercią dziecka, a także nieudaną akcją, która przybrała dramatyczny obrót. Tym razem dochodzi do czterech zabójstw w różnych dzielnicach Oslo, które wydają się być ze sobą powiązane. Przy ofiarach funkcjonariusze znajdują tajemnicze zdjęcie dziewczynki podpisane Kalypso. Co oznacza ten podpis? I jaką rolę w tym wszystkim odgrywają niewyjaśnione sprawy sprzed lat? „Straceńcy” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Ingara Johnsruda. Niestety, nie miałam okazji poznać pierwszego tomu serii, co okazało się małym utrudnieniem. Nie miałam pojęcia, co takiego dokładnie wydarzyło się w życiu głównego bohatera w poprzedniej części, co z pewnością miało wpływ na jego obecne zachowanie. Tylko dzięki krótkim retrospekcjom mogłam mieć ogólny obraz sytuacji. Jak powtarzam często (może nawet zbyt często?), po prostu lubię czytać kryminały. Uwielbiam pędzącą akcję, napięcie, które rośnie z każdą stroną i tajemnice, które mogę poznać. I muszę przyznać, że pod tym względem nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń co do „Straceńców”. Rozdziały są raczej krótkie, napisane w typowo „męskim” stylu, a czytanie nie wymaga wiele wysiłku. Dodatkowo w powieści znajduje się wiele nawiązań zarówno do historii, jak i stosunków między Norwegią a Rosją, co może okazać się dla niektórych bardzo interesujące. Dodam jednak, że cała powieść ma dosyć skomplikowaną fabułę – autor plącze wątki i czasami nie pozwala się w nich odnaleźć, co mnie osobiście odrobinę denerwowało. Poza tym bohaterowie są bardzo dobrze opisani, niczym prawdziwi ludzie z krwi i kości, których życie mamy okazję obejrzeć na kartach powieści, co niewątpliwie wpływa na wysoki poziom powieści. „Straceńcy” to interesujący kryminał, który łączy w sobie najlepsze cechy gatunku. Skomplikowana fabuła, rozbudowane tło historyczne oraz charyzmatyczni bohaterowie czynią z niego dobrą lekturę, którą jednak warto zacząć od pierwszego tomu, czyli „Naśladowców”. www.carolinelivre.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-02-2017 o godz 09:54 uncafeconlibros dodał recenzję:
Fredrik Beier powrócił. Nieco neurotyczny i mało sympatyczny komisarz norweskiej policji to główny bohater trylogii Ingara Johnsruda, którego polscy czytelnicy mieli okazję poznać wiosną ubiegłego roku w powieści „Naśladowcy”. „Straceńcy”, którzy właśnie pojawili się na rynku nakładem Wydawnictwa Otwartego, to kontynuacja przygód policjanta i kolejna porcja skandynawskiego kryminału w doskonałym wydaniu. Komisarz Beier właśnie opuścił szpital, w którym znalazł się po niepokojącym zdarzeniu. Policjanta znaleziono nieprzytomnego pod domem byłej żony. Był pijany i nafaszerowany lekami, których w ostatnim czasie zażywał zdecydowanie zbyt wiele. Ostatnie śledztwo i tajemnice, które się z nim wiązały odcisnęły na mężczyźnie wyraźne piętno, a wyrzuty sumienia spowodowane śmiercią syna tylko potęgowały jego fatalne samopoczucie. Kiedy Fredrik obudził się w szpitalu, uświadomił sobie, że nie ma pojęcia, jak doszło do tego zdarzenia. Pamiętał jedynie, że pił w jednym z okolicznych barów ze swoim przyjacielem i partnerem z pracy Andreasem. Co spowodowało załamanie? Tymczasem komisarz Kafa Iqbal właśnie zaczęła prowadzić pierwsze samodzielne śledztwo w sprawie o morderstwo. W domu starej i zamożnej wdowy odnaleziono zwłoki mężczyzny w średnim wieku. Pozornie wydaje się, że śmierć nastąpiła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jednak kolejne wydarzenia wskazują, że zdarzenie może mieć inny charakter, niż zakładano początkowo. Nikt z sąsiadów nie kojarzy mężczyzny, co więcej – nikt nie wie, gdzie podziała się właścicielka rezydencji… „Straceńcy” wciągają już od pierwszej strony. Niesamowite zwroty akcji, ciekawe wątki i pomysłowe intrygi sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać. Książka Johnsruda to nie tylko doskonała kontynuacja udanego debiutu, ale też mistrzowsko skonstruowana fabuła, która nie pozwala nawet na chwilę oddechu. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, jednak gwarantuję, że tą pozycją nie będą zawiedzeni ani fani mrocznego kryminału, ani książek akcji czy szpiegowskich intryg. W porównaniu do pierwszej części zyskali także bohaterowie, którzy stali się postaciami pełnowymiarowymi z bardziej rozbudowaną sferą emocjonalną i psychiczną. Widać także potencjał na kolejną część, autor bowiem rzuca nam strzępy informacji, które domagają się rozwiązania. Reasumując gwarantuję, że fani „Naśladowców” nie będą rozczarowani „Straceńcami”. Ci zaś, którzy jeszcze nie poznali twórczości norweskiego autora, koniecznie powinni nadrobić swoje braki. Ingar Johnsrud potwierdził bowiem, że należy do czołówki skandynawskich „kryminalistów” i godnie stąpa po śladach Stiega Larssona, do którego jest z resztą porównywany. W moim rankingu plasuje się na wysokiej pozycji, a jego kolejna książka z pewnością znajdzie się na mojej półce już w dniu premiery.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-02-2017 o godz 09:34 Pani Lecter dodał recenzję:
Dzisiaj swoją premierę ma najnowsza książka Ingara Johnsruda. Jest to druga część serii, w której występuje detektyw Beier i mimo tego, że nie czytałam jeszcze poprzedniego tomu, wiem, że z pewnością to nadrobię. Nie pierwszy i nie ostatni raz żałuję, że nie mam połówek gwiazdek w mojej skali oceniania, ponieważ ta powieść zasługuje na więcej niż cztery gwiazdki, uwierzcie mi. Słyszałam sporo opinii, które głoszą, że "Naśladowcy" byli tylko wstępem do "Straceńców", a Johnsrud dopiero w drugim tomie pokazał swoje umiejętności. Bardzo możliwe, ponieważ powieść obfituje w ogromną ilość zwrotów akcji, pościgów i sytuacji, w którym trzeba narazić swoje życie. Detektywi kojarzą mi się raczej z typowym Poirotem, który pyka fajkę i rozmyśla nad wszystkimi możliwymi aspektami zagadki. Beier jest bardzo porywczy, odważny, budzi grozę i szacunek, ale często zupełnie inne uczucia - od odrazy i irytacji po współczucie. Natomiast Kafa Iqbal odkrywa kilka morderstw w Oslo. Czynnikiem łączącym jest pewna dziewczynka, a właściwie jej zdjęcie. Czy taka poszlaka może doprowadzić gdzieś tę parę? Do tego dochodzi wojskowa tajemnica, która na początku w ogóle mi nie pasowała, ale Ingar tak świetnie operuje narracją i akcją, że później sama nie wiedziałam, który wątek pochłania mnie bardziej! Jeśli czytaliście pierwszą część i się zawiedliście, wszystkie zmarnowane chwile zostaną wynagrodzone przez Johnsruda w drugiej części, ale jeśli podobał wam się tom numer jeden, to drugi zachwyci was po stokroć bardziej i omdlejecie w ramionach Beiera.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-02-2017 o godz 23:09 OlaZuch dodał recenzję:
Fredrik Beier budzi się pewnego razu po próbie samobójczej. Jak to się stało? Dlaczego to zrobił? Nie pamięta. Ludzki umysł czasami kamufluje wspomnienia, aby chronić nas, dopiero po jakimś czasie, gdy nastąpi impuls, jakiś mały punkt zaczepienia staje się to, niczym przekręcenie zamka w drzwiach i otwiera TO wspomnienie, pamięć wraca. Nadkomisarz Fredrik nie pamięta co pchnęło go do takiego czynu, dlaczego połknął znaczną ilość tabletek, wiedząc że w połączeniu z poprzednio wypitym alkoholem może stracić życie. Odpowiedź na to pytanie musi zaczekać, ponieważ to nie jedyny problem mężczyzny. Fredrik wraz z Kafą Iqbal odnajdują zwłoki w dwóch różnych zakątkach miasta. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że dowody wskazują na jedną i tą samą osobę. Dodatkowo w obu miejscach znajdują taką samą fotografię małej dziewczynki podpisaną "Kalypso". Co oznacza ta fotografia? Dlaczego mężczyźni figurują pod tym samym imieniem i nazwiskiem? To nie jedno zmartwienie śledczych. Beier zostaje napadnięty, a z miejsca zbrodni znikają wszelkie dowody. Trop i ślady po których idą policjanci, rozmywają się niczym ślady na wodzie. Wygląda na to, że ktoś ma bardzo wiele do ukrycia, i za wszelką cenę nie chce odkryć kart. Kto to taki? Jaki ma cel udaremniać działania policjantów? Zagadka wydaje się nie do rozwiązania, wiele osób nie chce mówić lub nie może. Jak policjanci mają sobie poradzić, gdy kolejne tropy urywają się? Trupy, diaboliczne egzekucje, tortury i znikające ślady. To wszystko sprawia, że człowiek nie wie komu może zaufać... "Straceńcy" są owiani od samego początku mgłą tajemniczości, pełną niedopowiedzeń. Niewiedza bohaterów i nas sprawia, że zagadka nie jest tak prosta do rozwiązania, ginące dowody i niewyjaśnione czyny osób trzecich, tych niewidocznych sprawiają, że czujemy ten dreszcz emocji i podniecenia, a nawet frustrację. Retrospekcje, które nie odsłaniają szczególnie z początku niczego więcej, nie nakreślają rozwiązania, wręcz przeciwnie, przez długi czas sieją zamęt. To wszystko to celowe zabiegi autora, aby wzbudzić w nas ciekawość, zainteresowanie, abyśmy śledzili każdy krok bohaterów. W książce czuć męską dłoń, mocną i zdecydowaną. Fredrik, który bezdyskusyjnie gra główną gorę w tej sztuce, jest zagubiony w sobie, pełen niepewności do samego siebie, żalu o to,że nie mógł postąpić inaczej, że znowu musi zawieść bliskich, i nie umie rozmawiać z nimi szczerze i otwarcie, mimo wszystko jest mężczyzną. Prawdziwym mężczyzną z krwi i kości. Andreas Figueras jest wieloletnim partnerem Fredrika. Zawsze blisko przyjaciela, darzy go ogromnym szacunkiem i zaufaniem, niestety on również ściga się ze swoimi demonami przeszłości. Czy będzie w stanie je pokonać? Czy mężczyźni nie stracą zaufania do siebie, przez pewne niedomówienia? Oraz Kafa Iqbal, to kobieta, która bardzo szybko awansowała w swojej karierze, i niestety popełnia jeszcze błędy, przez które będzie musiała trochę wycierpieć. Jest kobietą tajemniczą, ambitną i bardzo mocno zaangażowaną w swoją pracę. Czy to wszytko da się połączyć? To jeden z lepszych thrillerów, który naprawdę trzyma w napięciu do samego końca. Ingar Johnsrud nie pozwoli wam odłożyć książki nawet na chwilę, tutaj nie ma czasu na odpoczynek czy chwilę wytchnienia. Czy rozwiązanie kryje się za rogiem? Jesteś pewien, że już wiesz? A co jakby dorzucić do tego wszystkiego śmiercionośny wirus ospy prawdziwej? Więcej na: zazakladka.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-02-2017 o godz 16:14 Mozaika Literacka dodał recenzję:
Wirus ospy zazwyczaj kojarzy się z okresem dzieciństwa, a łagodny przebieg choroby świadczy o jej skutecznym opanowaniu przez światową medycynę. Nie każdy ma jednak świadomość, że ospa wietrzna etiologicznie mało ma wspólnego ze śmiercionośnym wirusem ospy prawdziwej, który przez lata dziesiątkował zainfekowanych. Choroba ta została już szczęśliwie zwalczona w latach osiemdziesiątych XX wieku, ale Ingar Johnsrud przywraca jej zabójczy żywot, wykorzystując go w zawiłej fabule powieści Straceńcy. Nadkomisarz Fredrik Beier walczy z demonami niedalekiej przeszłości. Niecałe dwa lata wcześniej uczestniczył w głośnej akcji, która tragicznie odbiła się na życiu i zdrowiu podległych mu policjantów. Mężczyzna ewidentnie gubi się we własnych słabościach, a powstałe lęki tłumi alkoholem i środkami przeciwbólowymi. Życie prywatne Fredrika również potwierdza upadek, jaki dokonał się w jego duszy, ale bohater świadomie angażuje się w kolejną zajmującą sprawę. W różnych dzielnicach Oslo policjanci znajdują bowiem ciała dwóch nieboszczyków, których personalia wskazują początkowo na jedną osobę. Oba morderstwa zdają się być powiązane, a kluczem do rozwiązania zagadki jest stare zdjęcie przedstawiające małą dziewczynkę. Nietypowa sprawa szybko przynosi kolejne niewiadome, ale Beier ma do pomocy dobrze wyszkolonych śledczych: Andreasa Figuerasa i Kafę Iqbal. Obecne wydarzenia autor dodatkowo przeplata retrospekcjami, które przenoszą myśli na teren Rosji, gdzie w końcówce XX wieku odbyła się tajemnicza misja norweskich komandosów. Czy tak odległe sprawy mogą być ze sobą powiązane? Co ma z tym wspólnego wirus ospy? Pytania mnożą się zaskakująco szybko, ale autor sprytnie ukrywa odpowiedzi w czeluściach zawiłej fabuły. Ingar Johnsrud potwierdza, że jest miłośnikiem wielkich spektakli, w których nie ma miejsca na rozchwytywany obecnie minimalizm. Sprawnie prowadzone dochodzenie regularnie przynosi nowe wątki, a te jeszcze bardziej komplikują i tak mocno rozgałęzione śledztwo. W tej powieści nie ma jednak miejsca na ekstensywność opisów, pozostaje jedynie dynamiczna akcja, która w oczach czytelnika przyjmuje nadzwyczaj dosadną formę. Norweski autor zauważalnie ceni sobie wątki sensacyjne i dość intensywnie szprycuje nimi fabułę, ale zaproponowane sceny nie rażą krwawym przesytem i utrzymane są w stałych ryzach przyzwoitości. Cała recenzja na stronie: http://www.mozaikaliteracka.pl/2017/02/stracency-ingar-johnsrud-przedpremierowo.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-02-2017 o godz 22:06 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki, nie byłam pewna, czy się za to brać. Ostatnio tonę w stosach własnych książek, które czekają na przeczytanie od żałośnie długiego czasu, a czas wolny też jakoś dziwnie się skurczył. Jednak po przeczytaniu opisu Straceńców nie potrafiłam wyrzucić tej książki z głowy, a intrygujący opis bez przerwy powracał do mnie w myślach. W końcu stwierdziłam, że skoro powieść Ingara Johnsruda tak nie daje mi spokoju, coś musi w sobie mieć. Czy miałam rację? Na początek wspomnę, że nie czytałam pierwszego tomu cyklu o Fredriku Beierze. Szczerze, nawet nigdy o nim nie słyszałam, bo w kryminały zagłębiłam się całkiem niedawno. Ale w niczym nie przeszkodziło mi to w czytaniu Straceńców - autor zadbał o to, aby każdy czytelnik, nawet ten, który spotyka się z jego twórczością po raz pierwszy, potrafił się odnaleźć w realiach książki. Zaczynając od pozytywów, powieść Ingara Johnsruda ma jeden ogromy plus. Podczas gdy wiele kryminałów jest pisanych ciężkim, wymagającym skupienia językiem, przez co sam czytający po pewnym czasie czuje się nieco zduszony, przez Straceńców mknie się bez mrugnięcia okiem. Styl autora jest lekki, ale zarazem potrafi niezwykle mocno absorbować uwagę czytelnika. To ważne, bo kryminał jest generalnie dosyć poważnym gatunkiem literacki wymagającym użycia logicznego myślenia, więc dzięki prostemu językowi udało się zrównoważyć odbiór książki. Straceńcy to powieść pełna zwrotów akcji. Nie zliczę, ile razy tożsamość mordercy poszukiwanego przez Fredrika Beiera ulegała nagłej zmianie, ile razy niespodziewane zdarzenie zaskoczyło mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Skandynawskie kryminały mają to do siebie, że potrafią wprowadzić w surowy, mroczny klimat i nie inaczej było ze Straceńcami. Wiele razy łapałam się na tym, że moje serce zamierało, a jedyną myślą było "o mój Boże". Książka podzielona jest na ponad 100 krótkich rozdziałów, które także dają czytelnikowi chwilę na zaczerpnięcie oddechu, przemyślenie tego, co się wydarzyło, zanim znów wkroczymy w tajemniczy świat utworu. Osobiście preferuję właśnie podział książki na krótkie, kilkustronowe rozdziały, więc pod tym względem Straceńców czytało mi się znakomicie. Teraz pora na rysę na perfekcyjnym jak dotąd obrazie Straceńców. Mimo tych wszystkich zwrotów akcji i zaskakujących momentów, które wbijały w fotel, powieść ma też niestety fragmenty, kiedy tempo bardzo zwalnia. Nie są one zwykle zbyt długie, ale jednak wpływa to na płynność książki. Bywało tak, że treść zwyczajnie mnie nużyła, chociaż już o chwili następował kolejny niesamowity zwrot wydarzeń. W tej kwestii krótkie rozdziały sprawdziły się idealnie, bo miałam pewność, że gorszy moment książki skończy się wraz z czytanym rozdziałem. Nie zmienia to faktu, że akcja powieści była nieco porwana i nierówna. Bohaterów - Fredrika Beiera i Kafę Iqbal - rozpatrywałam pod dwoma względami. Po pierwsze, kilka razy zdarzyło mi się dojść do niektórych wniosków szybciej niż główni bohaterowie. Nie chcę umniejszać inteligencji postaciom z książki, ale, szczególnie na początku , nie wydawały mi się one zbyt bystre. Później na szczęście to wrażenie mija. Po drugie, Ingar Johnsrud stworzył bohaterów nieidealnych. Było to dla mnie duże zaskoczenie, bo do tej pory w kryminałach spotykałam się głównie z piekielnie inteligentnymi, niemal nieomylnymi śledczymi, przed którymi niczego nie da się ukryć. Tutaj jednak, szczególnie Fredrik, jest bohaterem, który bardzo często popełnia błędy. Poznajemy go zresztą w momencie, kiedy znajduje się w ogromnym życiowym dołku, a w trakcie książki stopniowo z niego wychodzi. Sposób przedstawienia bohaterów w Straceńcach bardzo mi zaimponował - autor w  świetnym stylu pokazał zwyczajne życie: popełnianie błędów, zaliczanie porażek i w końcu wychodzenie na prostą. Powieści Ingara Johnsruda wiele brakuje do ideału. Akcja mogłaby być bardziej płynna, a w niektórych fragmentach bardziej interesująca. Jednak Straceńcy mają w sobie ogromny potencjał. Nieoczekiwane zwroty akcji, intrygująca fabuła i do głębi prawdziwa kreacja bohaterów to cechy, które skłaniają mnie do pozytywnej oceny tej książki. Z chęcią przeczytam kolejne tomy cyklu o Fredriku Beierze. Już nie mogę się doczekać. booksofsouls.blogsot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-02-2017 o godz 20:58 Linda dodał recenzję:
Dawno już nie czytałam tak mocnej, brutalnej książki.To, co prezentuje na stronach powieści "Straceńcy" Ingar Johnsrud to zdecydowanie męska proza, surowa niczym klimat Skandynawii, przesiąknięta zawrotną akcją i zbudowana na wielu wątkach, które autor zgrabnie ze sobą połączył. Głównym bohaterem jest Fredrik Beier, który po traumatycznych wydarzeniach ze swojej przeszłości i po nieudanym śledztwie, rozpoczyna kolejne dochodzenie, zmagając się z depresją i własnymi demonami.Próbuje ułożyć swoje życie osobiste, ale tak naprawdę coraz bardziej pogrąża się w pracy - on i Kafa Iqubal starają się rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw, które pozornie nic ze sobą nie łączy. Z biegiem czasu odkrywają jednak kolejne karty przeszłości, docierają do wydarzeń z początku lat dziewięćdziesiątych, do Rosji. Główne postacie są ciekawie oddane, z jednej strony wiemy o nich dużo, z drugiej zaś odnosi się wrażenie, że jeszcze potrafią nas zaskoczyć.Nie są idealni, mają swoje chwile załamania, słabości, ich życie prywatne skrywa wiele niejasności, a w pracy zdarzają się pomyłki, złe tropy, prowadzące do ślepych zaułków. Dzięki temu są bardziej prawdziwi i zwyczajnie ludzcy. http://www.love-coffeeandbooks.pl/2017/02/112-przedpremierowo-stracency-ingar.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-02-2017 o godz 07:16 3telnikPL dodał recenzję:
W marcu ubiegłego roku czytałem „Naśladowców” Ingara Johnsruda, określanego jako „Jo Nesbø w świecie Stiega Larssona”. Wówczas po raz pierwszy zetknąłem się z dość oryginalnym śledczym, jakim jest Fredrik Beier. Tym razem znów musi on stanąć na wysokości zadania, razem z Kafą Iqbal i Andreasem Figuerasem rozwiązując kolejne śledztwo. Fredrik Beier z objawami silnego zatrucia organizmu lekami i alkoholem trafia do szpitala. Nijak nie pamięta, co się wydarzyło dwie doby temu. Równocześnie Kafa Iqbal jedzie do zgłoszenia na Bydgøy – w domu zamieszkiwanym od lat przez staruszkę, panią Thrane, znaleziono zwłoki. Sęk w tym, że nie należące do niej (bo ona sama zniknęła bez śladu), a do młodego mężczyzny. Według dokumentów znalezionych przy ciele gość nazywał się Mikael Morenius. Na miejscu Iqbal natrafia też na tajemnicze zdjęcie dziewczynki z podpisem „Kalypso”. Wkrótce po tym znalezisku, Fredrik, po pozbieraniu się już trochę, trafia do zupełnie innego zgłoszenia – w tunelu kanalizacyjnym znaleziono ciało mężczyzny. Gość był wprawdzie w stanie rozkładu i częściowego spożycia przez szczury, ale obok denata leżała jego proteza. Ta zaś wyjawia funkcjonariuszom kolejną zagadkę do rozwiązania… Oba trupy, jak i kilka innych znalezionych w okolicy, a także wspominana fotografia, zaprowadzają bowiem Norweską policję na trop pewnej jednostki specjalnej, wykonującej w 1992 roku misję na półwyspie Kolskim, na terenie dawnego ZSRR. Co zimnowojenna akcja może mieć wspólnego z tajemniczymi zgonami w teraźniejszości? Ingar Johnsrud po raz kolejny stawia sobie bardzo wysoko poprzeczkę, a potem bierze solidny rozpęd i… udaje mu się. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób wszystkie, nawet jak najdziwniejsze lub najbardziej odległe od siebie wątki w tej powieści zebrały się ostatecznie w jedną, przejrzystą całość. Zwłaszcza, że z początku im dalej brnąłem w lekturę, tym bardziej fabułą wydawała się pogmatwana i „rozlazła”. W kwestii bohaterów… O ile w poprzednim tomie współpraca na linii Fredrik Beier – Kafa Iqbal oraz tej dwójki z Andreasem Figuerasem nie budziła we mnie żadnych zastrzeżeń, o tyle tym razem jest ona dość nietypowa, chwilami jednostronna, a chwilami jej po prostu nie ma. Bo oto Kafa z Fredrikiem są ze sobą w pewnym sensie skłóceni, a jakby tego było mało, to Antonio Banderas lokalnej policji zachowuje się przy tym co najmniej dziwnie i niejednoznacznie, tak że trudno pojąć, co chodzi mu po głowie i czy wszystkie policyjne klepki nadal ma na swoim miejscu. Sam Fredrik dość zaskakuje w pewnym sensie: przeorany przez życie, przeczołgany, jak tylko możemy to sobie wyobrazić, ale nadal znajduje w sobie siły do pracy w policji. Jasne, z jednej strony możemy uznać, że traktuje robotę jako swoistą terapię, ale z drugiej – w takiej pracy z pewnością wyniszcza się psychicznie coraz bardziej. Dwójka pozostałych głównych bohaterów, stojących po stronie prawa, też nieraz zaskakuje, nie wspominając już o finiszu… „Straceńcy” – podobnie zresztą, jak „Naśladowcy” – to kawał solidnego, skandynawskiego kryminału. Jest mrocznie, intrygująco i zaskakująco. Bohaterowie to nie wymuskane, idealne postaci, ale ludzie z krwi i kości, z prawdziwymi problemami, nieraz bardzo poważnymi. To kolejny już tom Ingara Johnsruda, którego lekturę po prostu aplikuje się jednym ciągiem, zamiast w małych dawkach – przy czym pewne jest, że nie przedawkujemy, a jedyne, co nam może zaszkodzić, to kac książkowy po dotarciu do ostatnich stron… Gorąco polecam, a tym, którzy jeszcze nie czytali pierwszego tomu, polecam nadrobienie i poznanie najbardziej doświadczonego przez życie policjanta, jakiego kojarzę. (tę i inne moje recenzje znajdziecie na 3telnik.pl)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-02-2017 o godz 18:36 Heather dodał recenzję:
Klimat skandynawskich kryminałów to niemal klasyka. Przyjęło się, że jeśli dana powieść wywodzi się z Norwegii musi czarować przyciężką, trochę mroczną atmosferą i tajemnicą na pierwszy rzut oka niemożliwą do rozwiązania. Nie da się ukryć - takie historie są najlepsze, więc nic dziwnego, że oczekujemy od nich jak najwięcej. Ingar Johnsrud jest autorem, który dopiero stawia pierwsze, odważne kroki w świecie kryminału norweskiego, ale jego kariera zapowiada się naprawdę imponująco. Przede wszystkim dlatego, że autor nie boi się mieszać w schematach i zrywać z przyjętymi założeniami. Odważnie stawia swojego bohatera - Fredrika Beiera - w trudnych dla człowieka sytuacjach i pozwala czytelnikowi obserwować jak stacza się na dno ("Naśladowcy", tom pierwszy) oraz jak z tego dna się odbija ("Straceńcy", drugi tom). Choć robi to powolnie, na drżących nogach, więc jest nadzieja, że Johnsrud dynamicznie rozwinie swojego detektywa. Aż miło pomyśleć, że pojawi się trzeci, być może jeszcze lepszy tom. Fredrik Beier swoją osobą prezentuje postać bohatera, którego niewiele osób polubi przy pierwszym spotkaniu. Po wydarzeniach z poprzedniego tomu załamał się totalnie i nie miał motywacji by stanąć na nogi. Kto ma ochotę czytać o detektywie, który zamiast znowu wkroczyć do akcji spadł na samo dno? Na pewno ten, kto zapoznał się z pierwszą częścią i wie, na co stać Beiera. Nie dziwcie się zatem, że miałam szczerą ochotę potrząsnąć nim i przywrócić do działania. To prowadzi natomiast do kolejnego wniosku - Ingar Johnsrud potrafi pisać tak, że czytelnik ma ochotę żyć życiem stworzonych przez niego bohaterów i angażować się w sprawy z nimi związane. Nie bawi się w ładne słówka, nie czaruje tylko pokazuje wydarzenia w surowym świetle feralnych wydarzeń. Autor ma talent, który dopiero się ujawnia i jeśli się nad nim popracuje, kto wie? Może jeszcze nie jeden raz nas zaskoczy. Fabuła książki początkowo opiera się na powrocie do życia zdruzgotanego Fredrika, którego głównym celem jest wyjście z depresji. To może trochę rozczarować, bo przecież jeśli trzymamy w rękach skandynawski kryminał, oczekujemy, że już od pierwszych stron rzuci nas w wir kryminalnych wydarzeń. Faktycznie, mogłoby tak być, gdyby nie sam tragizm głównego bohatera. Jego cierpienie jest niemal namacalne, więc nietaktem byłoby wymagać od niego zatopienie żalu w rozgrzebywaniu zwłok. Ale gdy w tym samym czasie jego partnerka Kafa Iqbal odkrywa cztery ciała w różnych dzielnicach Oslo i wydaje się, że to nie koniec morderstw wszyscy liczą, że to Beier rozwiąże zagadkę. A tajemnica - przyznaję - jest całkiem dobrze dopracowana, na tyle, że niemal do samego końca nie wiedziałam jak to wszystko się zakończy. Powieść "Straceńcy" ma w sobie potencjał serii, która skupi na sobie uwagę wielu czytelników. Dobrze napisana, dopracowana w najważniejszych szczegółach, intrygująca i zaskakująca na koniec. Czy można chcieć czegoś więcej? Nie wówczas, gdy życie głównego detektywa wydaje się absorbować niemal całą uwagę czytelnika. Polecam jednak wrócić do pierwszego tomu, warto poznać Beiera z każdej strony, bo czuję, że jeszcze nie jeden raz nas zaskoczy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-02-2017 o godz 13:04 Domowa Księgarnia Blog dodał recenzję:
Sprawa tajemniczych zgonów i nikomu nieznanej fotografii toczy się wartko, zakręcając w zaskakujących dla czytelnika momentach. Nie było, więc czasu na nudę. Pozwólcie, że nic więcej o fabule nie napiszę. Wystarczająco dużo możecie przeczytać w opisie poświęconym Straceńcom. Nie będę ukrywać, że Straceńcy wydają mi się, na tę chwilę, przykładem pełnych możliwości autora a Naśladowcy, którzy stali się powodem mojego rozczarowania, byli jedynie wprawką do najnowszej części. Mam nadzieję, że Ci z Was, którzy czytali pierwszy tom, po lekturze tomu numer dwa, podzielą moje zdanie. więcej na: domowaksiegarnia.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-02-2017 o godz 20:10 Hanna Greń dodał recenzję:
Fredrik Beier mimo upływu lat ciągle nie może pogodzić się ze śmiercią syna. Czuje się winny, a skoro jest wina, musi być i kara. I karze bez umiaru sam siebie rozmyślaniami o nieżyjącym dziecku, a potem tłumi winę alkoholem i lekami psychotropowymi, aż doprowadza się do takiego stanu, że pewnego dnia budzi się w szpitalu z totalną pustką w głowie. Nie wie, skąd się tam wziął, nie pamięta, co robił przed utratą przytomności. Beier nie ma jednak czasu na rozczulanie się nad sobą, czeka go bowiem śledztwo, i to w dodatku śledztwo, które nie będzie łatwe i proste, lecz wyjątkowo skomplikowane, najeżone pułapkami, mylnymi tropami i przeszkodami w postaci znikających dokumentów. Fredrik Beier nie ma więc innego wyjścia jak ukryć głęboko w podświadomości nękające go demony i wraz ze swoją koleżanką po fachu, Kafą Iqbal, poświęcić się całkowicie pracy. Wkrótce przekonują się, że tropy wiodą ich daleko w przeszłość, do tajnej jednostki specjalnej, która w 1992 roku przeprowadziła operację na półwyspie Kolskim, wykorzystując osłabienie Rosji po upadku ZSRR. Niewątpliwie największym atutem „Straceńców” jest para głównych bohaterów. Z jednej strony mamy tu Fredrika Beiera, o którym wiemy praktycznie wszystko. Ta postać jest dla nas tak przejrzysta jak wielokrotnie oglądany pejzaż. Wiemy o jego słabościach, znamy jego sympatie i antypatie, co nie znaczy, że Beier nie ma szans nas zaskoczyć. Kilkakrotnie, kiedy już doprowadził mnie niemal do szału i miałam nieodpartą ochotę solidnie nim potrząsnąć, żeby wreszcie przestał użalać się nad sobą i zawalczył z losem o swoją przyszłość, Fredrick robił coś, co nakazywało mi całkowicie przewartościować osąd. Jego partnerka, Kafa Iqbal, jest całkowitym przeciwieństwem Beiera, i to nie tylko dlatego, że nie okazuje żadnych słabości, prąc do przodu bez oglądania się na boki, bez zbędnych dylematów i gdybań. Jest postacią różną od Baiera także dlatego, że o niej z kolei nie wiemy zgoła nic. Kafa jest policjantką i muzułmanką, i to w zasadzie jest wszystko, co autor nam przedstawił. Reszta pozostaje w sferze domysłów. Drugim ważnym atutem powieści jest sposób skonstruowania fabuły. Ingar Johnsrud wykonał tu prawdziwy majstersztyk, tworząc z zagadki kryminalnej coś na kształt chińskich pudełeczek. Gdy tylko wydaje nam się, że wreszcie coś zaczyna się wyjaśniać, odkrywamy ukrytą w poprzedniej, kolejną tajemnicę. Zagadka w zagadce, a tej zagadce kolejna zagadka. „Straceńcy” to bardzo dobra powieść, a Ingar Johnsrud ma szansę stać się jedną z czołowych postaci wśród skandynawskich autorów kryminałów. Wyraźnie można dostrzec różnicę pomiędzy tą książką a jego debiutancką powieścią „Naśladowcy”, która momentami była zbyt chaotyczna i niespójna. Johnsrud rozwija się jako autor, a to bardzo dobrze rokuje na przyszłość.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-02-2017 o godz 11:29 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
"W przeciwieństwie do zwierząt człowiek ma zdolność dostrzegania w innych siebie. Stawiamy się w miejscu cierpiącego, domyślamy się jego bólu. Nazywamy to współczuciem. Ale współczucie nie występuje samo. Żyje w symbiozie z ciemniejszą stroną człowieczej duszy." Koniecznie muszę sięgnąć po pierwszy tom tej skandynawskiej serii, bardzo chętnie się z nim zapoznam, bo po przeczytaniu drugiego, czuję się usatysfakcjonowana i przekonana lekturą. Ingar Johnsrud pokazuje świetny pazur pisarski, potrafi niesamowicie zaskoczyć, umiejętnie wpleść wiele sensacyjnych elementów nadających dynamiczny rytm akcji. Mocno, surowo, wyraziście, sugestywnie, praca detektywa to nie intelektualna zabawa za biurkiem w snucie przypuszczeń, lecz twarda szkoła przetrwania, narażania życia w terenie, obrywania od złych ludzi, aktywne uczestnictwo w wyścigu za przebiegłym i bezwzględnym mordercą. No a jeśli do tego doda się jeszcze tajemnicze wydarzenia z przeszłości, echa politycznej atmosfery zimnej wojny, tajne akcje norweskich komandosów na rosyjskiej ziemi, mgliste wspomnienia świadków niejednoznacznych misji, a także dość skomplikowane relacje rodzinne głównego bohatera, jego niepokojące słabości, to powstaje bardzo dobry koktajl kryminalnej przygody. Detektywi, Fredrik Beier i Kafa Iqbal, usiłują rozwiązać sprawę dwóch morderstw, które łączy tożsamość ofiary. Jednakże wszelkie ślady zebrane w trakcie śledztwa zaczynają ulatniać się jak dym, jeden za drugim znikają materiały dowodowe i tropy, jakby ktoś usiłował wymazać całe życie ofiary i jakiekolwiek nawiązania do niego. Niezwykle trudno uchwycić punkt zaczepienia, który poprowadziłby śledztwo naprzód, być może kluczem okaże się stare zdjęcie małej dziewczynki. I jeszcze niepowtarzalny klimat współczesnego Oslo. Bardzo wciągająca powieść, pędząca i intrygująco rozbudowana fabuła, poprzeplatana nagłymi zawieszeniami, silnymi momentami kulminacyjnymi, nagłymi zwrotami biegu zdarzeń, oraz zdecydowana, choć kontrowersyjna, kreacja głównego bohatera. Fredrik Beier wzbudza współczucie i zrozumienie, ale też złość i wzburzenie, to wyjątkowo barwna i ciekawa postać. Z niecierpliwością wyczekiwać będę kolejnej porywającej odsłony serii, w której rzeczywistość mocno naznaczona jest brutalnością, przemocą, przestępczością, nadużyciami, przekraczaniem prawa w imię pozornie słusznych idei. bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-01-2017 o godz 17:52 Zaczytana bez pamięci dodał recenzję:
W zeszłym roku miałam okazję, by recenzować pierwszą część cyklu o Frederiku Beierze. Jeśli nie czytaliście tamtej recenzji, możecie ją znaleźć tu. Co czekało na mnie tym razem? Frederik Beier nie potrafi znaleźć motywacji, by wstać z łóżka. Rozwód, śmierć dziecka i nieudane śledztwo, które pociągnęło za sobą wiele ofiar, skutecznie go dobiły. W końcu jednak udaje mu się stanąć na nogi. W tym samym czasie w Oslo odnalezionio cztery trupy. Kara Iqbal, która je odkryła, na jednym z miejsc zbrodni, odnajduje zdjęcie dziewczynki podpisane Kalypso. Na tym pogrom się nie kończy. Śledczy odnajdują kolejne ciała, a przy nich identyczne fotografie. Kto stoi za zbrodniami? Kim jest to dziecko? Czy ofiary były ze sobą powiązane? Poprzednia część thrillera o Frederiku Beierze wbiła mnie w fotel. Po tę sięgnęłam z pewną dozą niepewności. Nie wiedziałam, czy autorowi uda się utrzymać równie wysoki poziom. Już nieraz przekonałam się, że kontynuacje niekoniecznie wychodzą cyklowi na dobre. Ingar Johnsrud przeszedł jednak samego siebie. Kiedy zobaczyłam, co porobiło się z Beierem, miałam ochotę porządnie nim potrząsnąć. Teoretycznie powinno być mi go żal, w końcu dostał od życia nieźle w kość, ale byłam na niego zła i tylko czekałam na moment, aż pozbiera tyłek w troki i weźmie się do działania. Nieco bliżej poznajemy też Karę, która do tej pory była wielką niewiadomą. Akcja, podobnie jak w poprzedniej części, toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych. Każda z nich wzbudzała we mnie strach. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Straceńcy to książka, w której nie można być pewnym niczego. Kiedy już wydawało mi się, że znam rozwiązanie tajemnicy, autor dawał mi prztyczka w nos i wyprowadzał mnie na manowce. Mało tego, zakończył tę część w takim miejscu, że byłam wręcz na niego zła. Przebieram z niecierpliwością nóżkami, żeby dowiedzieć się, co będzie się dalej działo. Mam nadzieję, że Ingar Johnsrud nie będzie zbyt długo trzymał mnie w niepewności. Jeśli nie czytaliście Naśladowców, powinniście nadrobić zaległości. Autor odwoływał się do poprzedniej części i pewne kwestie mogą wydawać się Wam niezrozumiałe. Straceńcy to kolejny świetny skandynawski kryminał. Ingar Johnsrud potrafi wzbudzić ciekawość czytelnika i utrzymać go w napięciu od początku do końca lektury. Właśnie na takie książki czekam z niecierpliwością. Polecam wszystkim czytelnikom, którzy szukają dobrego thrillera.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-01-2017 o godz 16:24 Yelle dodał recenzję:
Ingar Johnsrud znowu mnie zachwycił i dzięki niemu moja miłość do skandynawskich autorów wzrosła jeszcze bardziej. Tym razem Fredrik i Kafa zajmują się śledztwem w którym pojawia się kilka trupów rozrzuconych po Oslo. Znaleziono też zdjęcie dziwnej rosyjskiej dziewczynki, podpisane „Kalypso”. Tropy prowadzą do pewnej jednostki specjalnej, która w roku 1992 prowadziła akcję na półwyspie Kolskim w osłabionej po upadku ZRSS Rosji. Obawiałam się trochę tego, że autor wybrał się z motyką na słońce, że się zagmatwa w tej jeszcze ziomnowojennej rzeczywistości. Zupełnie niepotrzebnie. Mimo skomplikowanej fabuły i zawiłości w śledztwie, wszystko jest bardzo klarownie przedstawione czytelnikowi. Kilka razy pojawiło się też takie zaskoczenie, że przecierałam oczy ze zdumienia. To nie jest kryminał w którym już po połowie wskażecie sprawcę. Tu się czeka do końca, czyta i siedzi jak na szpilkach. Na moją szczególną sympatię zasłużył oczywiście główny bohater, czyli nadkomisarz Fredrik Beier, który zachwyca swoją zaradnością, ale nie jest przy tym postacią bez wad. Oprócz problemów w pracy ma na głowie syna, byłą żonę i kochankę. Jest człowiekiem uginającym się pod ciężarem porażek i depresji, ale dzięki temu jest postacią bardzo prawdziwą. W tej części polubiłam go jeszcze bardziej. Odkrywamy też trochę więcej Kafy Iqbal, która jak na razie jest wielką niewiadomą. Niby pracuje z Fredrikiem, ale w sumie nic nie wiemy o jej życiu prywatnym. W książce bardzo dużo się dzieje. Tak na maxa. Doświadczamy sporej ilości brutalnych scen, policyjnych akcji i logicznych zawiłości. Na uznanie zasługuje zaznaczenie współczesnego tła społeczno-gospodarczego i politycznych nastrojów panujących w Europie. Ten kryminał strasznie wciąga i naprawę nie mam się do czego przyczepić. Końcówka tylko rozbudziła moją ochotę na więcej i więcej, bo jak można zakończyć książkę w TAKIM momencie?! Koniecznie musicie się w nią zaopatrzyć, oraz w pierwszą część, czyli Naśladowców, jeśli jeszcze nie wpadła wam w ręce. Polecam! #Latająceksiążki
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-01-2017 o godz 15:36 hasacz93 dodał recenzję:
Miałam wątpliwości czy wziąć się za recenzję tego tytułu. Wprawdzie Johnsrud potrafi mnie zaskoczyć, jednak nie byłam pewna czy w drugim tomie o Beierze podoła. Dlatego z trzęsącymi się łapami siedziałam na łóżku i tłukłam pdf’a na telefonie, przecierając tylko oczy, co ten człowiek napisał. Tak dokładnie opisanego załamanego człowieka, jeszcze nie widziałam na kartach powieści – bo zawsze albo mi ktoś to ubierał w jakieś werteryzmy albo inne romantyczne syfy, albo naprawdę charakterem te postaci były tragicznie skonstruowane – patrz późniejszy Forst. Czytałam i czytałam, aż nagle…skończył mi się plik tekstowy i po chwili potężnego zaskoczenia, nastał rage mode. Byłam wściekła, bo jak można zakończyć książkę w takim momencie rozmowy?! Ja się pytam.

Finalna konkluzja? 15 lutego, niezależnie w jakiej formie, powinniście kupić i przeczytać Straceńców, a jeśli nie czytaliście Naśladowców, to tym bardziej powinniście kupić oba tomy. Co jak co, ale Otwarte pozamiatało książkami z serii Zodiac. Bardzo gorąco polecam, a jeśli na to mówię – to tak jest. #HasaczKolonkoMówiJakJest
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Więcej recenzji
Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

TERMIN ZWROTU

14 DNI

Z KARTĄ

30 DNI

O autorze: Johnsrud Ingar

Zobacz także

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest Empik S.A. z siedzibą w Warszawie. Twoje dane będą przetwarzane w celu obsługi Twojej wiadomości z formularza kontaktowego, a także w celach statystycznych i analitycznych administratora. Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajduje się w naszej Polityce prywatności.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanego

Korzystając ze strony zgadzasz się na używanie plików cookie, które są instalowane na Twoim urządzeniu. Za ich pomocą zbieramy informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je w celach analitycznych, marketingowych oraz aby dostosować treści do Twoich preferencji i zainteresowań. Więcej o tym oraz o możliwościach zmiany ich ustawień dowiesz się w Polityce Prywatności.