Światło, które utraciliśmy (okładka miękka)

Ilość:
szt
Cena:
30,99 zł
36,90 zł
Oszczędzasz:
5,91 zł (16%)
Dostawa:
od 0,00 zł
Dodaj do koszyka
lub
Zaloguj się i kup
Wysyłamy w 24h
Produkt sprzedawany
i dostarczany przez empik
dostępność w salonie empik
Dodaj do schowka

Opis

Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem. Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?

Opowieść o sile marzeń i cenie, jaką jesteśmy gotowi zapłacić, podążając za nimi.

"Dreszcz emocji i niszczycielska siła miłości – odczułam je na własnej skórze dzięki książce Jill Santopolo".
Renée Carlino

"Wyjątkowa... Tornado emocji!"
Delia Ephron

"Znacie coś bardziej niebezpiecznego od miłości?"
Caroline Leavitt

Dane szczegółowe

Tytuł: Światło, które utraciliśmy
Autor: Santopolo Jill
Tłumaczenie: Borowski Mateusz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-07-05
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Indeks: 21406331

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,7
5
45
4
12
3
1
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
51 recenzji
19-08-2017 o godz 12:03 Tomasz Kałka dodał recenzję:
Nudna ,nieciekawie sie czyta ,okropna narracja ogolnie nie polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
17-08-2017 o godz 18:06 Carolciaaa dodał recenzję:
Zdecydowanie mnie poruszyła. Z jednej strony nienawidziłam głupoty głównej bohaterki. A jeszcze bardziej Gabe'a, aczkolwiek jest to piękna historia o utraconej miłości i zbieraniu swojego życia w jeden kawałek. Nie trafi to na pozycje klasyki literatury aczkolwiek warto przeczytać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-08-2017 o godz 10:52 Natalia dodał recenzję:
Poruszajaca. .....................................................
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-08-2017 o godz 07:15 katarina.poland dodał recenzję:
Piękna książka o miłości i trudnych życiowych wyborach. Czyta się jednym tchem
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-08-2017 o godz 17:43 Anna Otto dodał recenzję:
Piękna opowieść o sile pierwszej miłości polecam kobietki książka warta przeczytania :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-08-2017 o godz 04:57 ewejak454 dodał recenzję:
Uderzajaca wprost do czlowieka. Poruszajaca,wywołująca pełno emocji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-08-2017 o godz 21:12 Justyna Nagórska dodał recenzję:
przepiękna, poruszająca powieść
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-08-2017 o godz 07:09 em dodał recenzję:
Idealna na letni dzień (może lepiej: pół dnia). Lekko i szybko się czyta, ale nie jest to książka o niczym. Pozostaje w głowie i zmusza do myślenia...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-08-2017 o godz 14:15 To Read Or Not To Read dodał recenzję:
Pełna recenzja: http://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/07/kocham-cie-tak-jak-wodor-kocha-tlen.html Zaczęło się bardzo dobrze, ale też równocześnie dobre pierwsze wrażenie bardzo szybko minęło. Później książka zaczęła mi się niemiłosiernie dłużyć, a poruszane przez nią tematy w ogóle do mnie nie przemawiały. Żeby tego było mało w pakiecie dostałam tandetnie napisane sceny erotyczne, pseudoartystyczne sformułowania alla Oddam ci słońce i niezrozumiałą narrację. Zastanawiałam się nawet, czy ja na pewno czytam dobrą książkę. Szybko wklepałam tytuł na Lubimy Czytać, upewniłam się w swojej racji i jednak nie, nie popełniłam błędu. Więc o co, do diaska, chodzi? Historia została bardzo nietypowo przedstawiona. Narratorką jest Lucy, która opowiada Gabe’owi ich historię od samego początku. Zwraca się bezpośrednio do niego, używa form „wtedy ty powiedziałeś, wtedy ty zrobiłeś”. To wszystko wyglądało mi jak jedna z taśm, których nie powstydziłaby się sama Hannah Baker z 13 powodów. Lucy w swojej opowieści zawiera wszystko. Swoje uczucia, emocje, jakie jej towarzyszyły w danych chwilach, tłumaczy się z popełnionych błędów i niewypowiedzianych słów. I jak najpierw nie umiałam się wgryźć w ten nietypowy sposób narracji, to później z każdą stroną czekałam na wyjaśnienie. Dlaczego Lucy to wszystko mówi Gabe’owi? I teraz jak mnie ktoś zapyta, dlaczego z uporem kontynuuję lekturę książki, która mi się nie podoba, skieruję go na Światło, które utraciliśmy. To doskonały przykład na to, że całość może być mocno średnia, wręcz poniżej przeciętnej, a zakończenie wynagrodzi ci wszystkie męki i pozostawi ze łzami w oczach, wbitego w fotel.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-08-2017 o godz 19:30 Agnieszka Ślipek dodał recenzję:
Zderzenie wielkiej tragedii z wielkim uczuciem. Pozycja niestety nużąca.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-08-2017 o godz 12:42 Anonim dodał recenzję:
najlepsza książka pod słońcem! mimo to ze jest długa, jej czytanie nie zajmuje długo, bo tak bardzo wciąga!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-08-2017 o godz 01:06 Anonim dodał recenzję:
Piękna i wzruszająca historia o pierwszej, wyjątkowej miłości. Warta przeczytania. Bardzo wciągająca:)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-08-2017 o godz 09:54 ladyaisza dodał recenzję:
Wspaniała ksiązka. Warto miec je w swojej bibliotece.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-07-2017 o godz 19:52 veroniq dodał recenzję:
Wspaniała, wciągająca i wzruszająca książka! Gorąco polecam!!! :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-07-2017 o godz 20:38 Tysiąc Żyć Czytelnika dodał recenzję:
Przeczytaj całą recenzję, wzbogaconą zdjęciem na: https://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/144-ksiazka-przy-ktorej-warto-pakac.html Najpierw chyba chciałabym omówić sprawy dotyczące stylu pisania, bo zdecydowanie łatwiej będzie od nich zacząć. Po pierwsze jeśli chodzi o narrację, to książka została napisana w drugiej osobie liczby pojedynczej. Bardzo podobnie to wygląda do sposobu pisania listu - Lucy jest jedynie jego nadawcą, za to odbiorcą jest Gabe, czyli Ty, Czytelniku. Tak, w tej książce masz szansę naprawdę się wcielić w jednego z bohaterów. Używane są zwroty jak "powiedziałeś", czy "napisałeś", więc naprawdę łatwo jest sobie wyobrazić daną sytuację. Drugą sprawą jest fakt, że rozdziały są króciuteńkie. Czasem potrafią trwać stronę, czasem są na dwóch, jednak zdarzają się też normalnej długości. Cała książka ma ich w sumie 80, czyli statystycznie rozdział ma 4 strony. Mnie to trochę przeszkadzało, bo nie mogę robić czegoś i zrobić sobie przerwy na jeden rozdział - potrwa ona może z dwie minuty, a ja przez tak krótki czas nie jestem w stanie chociażby się wciągnąć w treść. Wiadomo, można czytać więcej, jednak dla niektórych może to być z lekka mniej komfortowe niż normalnie. Podczas czytania naprawdę warto się zacząć zastanawiać nad naszymi marzeniami. Z jednej strony nikt z nas nie chce wylądować pod mostem, z drugiej podążanie ślepo za karierą, a nieprzywiązywanie większej uwagi do osób, które kochamy może mieć większe znaczenie niż przypuszczaliśmy. Moim zdaniem powinniśmy znaleźć swój "złoty środek" i przywiązywać tak samo wiele uwagi do nauki, jak i do osób, z którymi życie nam mija. Książka w dobry sposób zwraca uwagę na to, jak planujemy swoje życie. Dzięki niej w łatwy sposób możemy zacząć się zastanawiać, gdzie tym razem zrobiliśmy błąd. Uświadamia ona, że życie jest krótkie, więc tylko korzystając z niego garściami, uda nam się być szczęśliwym. Tak, popłakałam się w trakcie czytania, popłakałam się w trakcie przemyśleń. Jednak wiem, że było warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-07-2017 o godz 18:35 Maadziuulekx3 dodał recenzję:
Rozum i serce konkurują między sobą od zawsze. Rozum nie pozwala sercu dojść do głosu, chłodno ocenia każdą sytuację, podpowiada najlepsze w życiu rozwiązanie. Serce natomiast trzepocze w piersi na widok ukochanego, rozum zostaje odepchnięty na dalszy plan, liczą się tylko emocje, motylki w brzuchu i myśl, że to miłość na zawsze. Czym należy się w życiu kierować? Co jest lepsze? A jeśli źle podejmie się decyzję? Zamiast posłuchać rozumu posłucha się serca i na odwrót? Jakie będą tego konsekwencje? I czy będziemy wtedy naprawdę szczęśliwi? Przez internet przetoczyła się fala zachwytów nad książką ,,Światło, które utraciliśmy''. Gdzie nie spojrzałam pojawiały się o niej wzmianki, recenzje, masę zdjęć na Instagramie. W pewnym momencie postanowiłam sprawdzić, czy szum wokół tej lektury jest zasłużony. Zaczynając przygodę z książką nie nastawiłam się na jakieś wybitne arcydzieło i dobrze, bo powieść nie powaliła mnie na kolana, ale była to dość udana opowieść, którą przeczytałam. Większość osób twierdzi, że to opowieść o utraconej miłości. Dla mnie była to historia o tęsknocie za wymarzonym związkiem, który zrodził się w głowie głównej bohaterki. O porównywaniu dwóch osób między sobą, nie dostrzeganiu codzienności tylko rozpamiętywaniu przeszłości, która na dobre się nie rozpoczęła, ciągłe pretensje, żal za utraconym nierealnym życiem, niekończące się wyrzuty. Innymi wątkami były też kariera, wysokie aspiracje, ciągłe dążenie do ideału jest ważniejsze od uczucia drugiej osoby. Poznajemy Lucy i Gabe'a których losy pewnego dnia się krzyżują. Niestety nie na długo. Miłość na zawsze pękła jak bańka mydlana. Pojawia się czarna rozpacz, żal i niedowierzanie. Ciągłe powracanie do tego, co było jeszcze bardziej komplikują i tak marną sytuację. Gdy wszystko w końcu zaczyna się układać i pojawia się ktoś nowy, powraca mężczyzna, który skradł serce Lucy w całości. Pojawiają się wątpliwości, porównywanie i chęć zmiany. Co postanowi kobieta? Momentami nie potrafiłam zrozumieć jej postępowania. Kręciłam głową z niedowierzaniem, gdy podejmowała takie, a nie inne decyzje. Czasami byłam zła za jej postępowanie, nie raz chciałam nią mocno potrząsnąć, by w końcu nie raniła siebie i innych. Jednak przed przystąpieniem do napisania tej recenzji natrafiłam na ciekawy cytat: ,,Jeśli się pozna smak prawdziwej miłości, człowiek nie jest w stanie odpychać się produktami zastępczymi. Choćby nawet doznał tego szczerego uczucia tylko przez chwilę, będzie do niego tęsknił i całe życie go szukał'' i wtedy spojrzałam na główną bohaterkę bardziej przychylnym okiem. To ruszyło moje serducho i lekturę zaczęłam oceniać pod innym kątem. Plusem lektury jest sposób przedstawienia narracji. Pierwszy raz spotkałam się z tak przedstawioną historią. Czułam się jakby Lucy siedziała na wprost mnie i opowiadała o swoim życiu, przeżyciach, emocjach przy gorącej herbacie. I chyba ten fakt zatrzymywał mnie w miejscu i nakazywał czytanie. Książkę mogę polecić innym. Jest lekka, skłania do refleksji, do zastanowienia się nad tym, co jest w życiu najważniejsze, na co warto zwracać uwagę i nie tylko. Lektura znajdzie wielu miłośników.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-07-2017 o godz 21:34 KobieceRecenzje365 dodał recenzję:
Są takie książki, o których się nie zapomina, ona zostają z człowiekiem już na zawsze. Często wraca się do nich myślami, bo nie sposób zapomnieć treści. Taką właśnie powieścią jest „Światło, które utraciliśmy” Jill Santopolo. Zapraszam na recenzję. Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku, w dniu, który połączył wiele osób. Spędzają ze sobą tylko jeden dzień, ale oboje czują, że coś ich do siebie przyciąga. Po latach przypadkowo wpadają na siebie i postanawiają być razem. Ich związek kwitnie, są ze sobą szczęśliwi i rozwijają swoje pasje. Gabe jest początkującym fotografem, a Lucky pomaga przy produkcji serialu dla dzieci. Jednak jak to często bywa, wszystko dobre kiedyś się kończy. Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie, a Lucy dowiaduje się o tym w dniu, kiedy jej program telewizyjny zdobywa nagrodę Grammy. Dzień, który powinien być dla niej szczęśliwy, okazuje się pełen smutku i żalu. Czy tysiące kilometrów pozwolą im o sobie zapomnieć? Czy pierwsza miłość okaże się tą ostatnią. Przekonajcie się sami? „Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.” Jill Santopolo jest dyrektorem wydawniczym, wykładowcą akademickim i autorką książek, które zdobywają tytuł bestsellera. Mieszka w Nowym Jorku i całe swoje życie poświęciła książkom i pisaniu. „Światło, które utraciliśmy” to jedna z tych powieści, po której zakończeniu ciężko zebrać myśli i ubrać je w słowa. Skończyłam ją czytać już jakiś czas temu i dopiero dziś zebrałam się w sobie i usiadłam do pisania recenzji. Nie pisałam jej wcześniej, bo nie chciałam, żeby była byle jaka, musiałam wszystko poukładać sobie w głowie, by przekazać Wam to, co było w niej najważniejsze. Powieść ta jest piękna, a zarazem niesamowicie smutna i wzruszająca. To przejmująca historia prawdziwej miłości, która nigdy nie da o sobie zapomnieć, tego możecie być pewni. Historia niezwykle prawdziwa, która mogłaby się przydarzyć każdemu z nas. Bezsprzecznie jest to, powieść bardzo dojrzała, która nie opowiada tylko o miłości, to także książka o bólu, rozpaczy, niepowetowanej stracie, życiowych rozterkach, straconych szansach i pogoni za marzeniami. Narratorką w książce jest Lucy, która opowiada o swoim związku, swojej miłości do Gabe'a, o swoich marzeniach i wyborach. Jednak ani jedno z jej słów nie jest przeznaczone dla nas czytelników, bo ona to wszystko opowiada swojej miłości. Przypomina to trochę list, trochę pamiętnik i muszę Wam powiedzieć, że bardzo przypadł mi do gustu taki sposób narracji. Poza tym książkę czyta się bardzo szybko, ja spędziłam przy niej tylko kilka godzin, podczas których niejednokrotnie płakałam, bo wzruszenie ściskało moje gardło. Jeszcze raz podkreślę, że jest to historia niesamowicie piękna, chwytająca za serce, a zakończenie... no cóż, jego Wam nie zdradzę. To, co bardzo mnie urzekło w tej historii, to to, jak autorka w piękny sposób porównała dwa rodzaje miłości. Pierwsza to taka, która wybucha nagle i intensywnie, ale potrafi bardzo szybko przeminąć oraz druga, która rodzi się powoli, jest spokojna, przemyślana, ma solidne fundamenty, ale niestety i ją można utracić. „Światło, które utraciliśmy” to historia o miłości, tej jedynej, tej prawdziwej, takiej na całe życie, która nigdy nie przemija. To także historia o marzeniach, o poświęceniu, pełna emocja, która w sercu czytelnika zostawia ślad już na wielki. Gorąco polecam! Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-07-2017 o godz 19:13 Kasiaczyta dodał recenzję:
kasiaxczyta.blogspot.com "Znaliśmy się przez prawie pół życia. Widziałam, jak się śmiałeś, pewny siebie, błogi i szczęśliwy. Widziałam, jak się załamałeś, byłeś zraniony i zagubiony. Ale nigdy nie widziałam cie w takim stanie. Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla Ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo. W naszym wspólnym życiu było tyle piękna. Może od tego powinnam zacząć." 11 września 2001 roku to data, która wpisała się na zawsze w historię całego świata. To także data, która nadała bieg niesamowitej, pełnej miłości, bólu i wyborów (tych złych ale także tych dobrych) historii Lucy i Gabe. W chwili, gdy wieże World Trade Center pogrzebały setki ludzi w swoich ruinach zrozumieli, że życie jest zbyt krótkie i kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji które zapierają dech w piersiach, a co najważniejsze - oddzielnie. Przyglądając się z dachu akademika panoramie Nowego Jorku i dziurze ziejącej w miejscu, gdzie kilka godzin wcześniej stały wieże WTC postanawiają, że przeżyją swoje życie tak, by niczego nie żałować i czerpać z niego garściami. Nie byli jedynymi, którzy zrozumieli jak kruche jest życie, a także że nie rozdaje ono drugich szans. W tym dniu wiele osób zmieniło swoje nastawienie pod wpływem tej ogromnej tragedii. Ludzie płakali, wyznawali sobie miłość, uprawiali seks, planowali wspólne życie, pobierali się i brali życie w swoje ręce robiąc rzeczy, na które do tej pory brakowało im odwagi. Bo czy można pozostać obojętnym na wiadomość, że wieże WTC runęły, a setki ludzi straciło życie? "Niekiedy jedna chwila decyduje o naszym dalszym losie. Dla nas, mieszkańców Nowego Jorku, taki moment nastąpił jedenastego września. Wszystko, co wydarzyło się tamtego dnia, nabrało szczególnej wagi, zapisało się trwale w mojej pamięci i odcisnęło piętno w sercu. Nie wiem dlaczego spotkałam cię tego dnia, ale jestem pewna, że na zawsze pozostałeś częścią mojej historii." Lucy i Gabe rozumieją się bez słów i mają przed sobą całe życie. Kochają się mocno i intensywnie - to jedno z tych uczuć, które nie jest w stanie się wypalić. Wszystko jednak kiedyś się kończy. Gabe przyjmuje propozycję pracy reportera na Bliskim Wschodzie, oczywiście nie konsultuje tej decyzji z Lucy. Uważa, że ma prawo robić to co kocha, nawet jeśli ma to skrzywdzić Lucy. Przecież powinna być szczęśliwa - jej mężczyzna goni marzenia. Czy to nie to obiecali sobie robić za wszelką cenę 11 września ? Lucy dowiaduje się o decyzji ukochanego w najmniej odpowiednim momencie swojego życia. Lucy, która chciała zmienić świat poprzez opowiadane historie, została w końcu doceniona. Jej kariera nabrała właśnie nowego wymiaru. Jej program zdobył nagrodę Emmy, a ona zamiast cieszyć się i świętować swój sukces odnosi porażkę w życiu prywatnym, bo właśnie w tej chwili coś nieodwracalnie się kończy. W ciągu następnych lat, Lucy będzie musiała podjąć wiele trudnych decyzji, czasem będę one rozrywały jej serce, ale będą to decyzję, które zmienią cały jej świat i życie. Czy Lucy znajdzie swoją miłość? Czy znajdzie szczęście? Czy Gabe będzie szczęśliwy, kiedy już dogoni marzenia? Czy oboje będą zadowoleni z tego co ma dla nich los? Czy po upływie lat podjęliby te same decyzje? Czy pierwsza miłość Lucy będzie także jej ostatnią ? Czy życie w Nowy Jork po tej katastrofie ma szansę biec normalnie ? Boje się pisać więcej, by nie zrobił się z tego jeden wielki spoiler, dlatego to wyjątkowo krótka recenzja. Mogę Was jednak zapewnić, że gdy sięgnięcie po tą książkę - nie będziecie żałować tej decyzji. Przeczytałam ją kilka dni temu, ale nie chciałam od razu pisać co o niej sądzę. Musiałam się po niej trochę otrząsnąć i pozbierać. To przyjemna i lekka książka, która porusza masę trudnych tematów. Płakałam przy niej jak bóbr, choć tak naprawdę nawet nie wiem, czy bobry płaczą. Szczerość, która bije z każdej strony tej książki jest tak ogromna, że czasem paraliżuje, a miłość towarzysząca głównym bohaterom jest tak wielka, że dalej nie wiem co o niej powiedzieć. Czymś co mnie zahipnotyzowało od pierwszej strony, jest sposób w jaki została opowiedziana cała historia. Otóż opowiada ją Lucy, a jej słowa skierowane są bezpośrednio do Gabriela. Zastanawiałam się dlaczego tak jest i dostałam odpowiedź na końcowych kartach książki, ale nie zdradzę Wam tego, musicie sami przeczytać ! Powiem Wam jeszcze jedno, rzadko zdarza się, by miłość mogła tak wiele przetrwać i by jej płomień pomimo upływu lat dalej palił się z tą samą mocą. Jeśli szukacie przepięknej powieści, która nie jest kolejnym romantycznym gniotem, o którym szybko zapomnicie - to coś dla Was. Jestem pewna, że po jej przeczytaniu spojrzycie inaczej na swoje życie, a także na wybory, które towarzyszą Wam odkąd pamiętacie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-07-2017 o godz 22:58 Łukasz Wasilewski dodał recenzję:
Mówi się, że tylko głodny sukcesu sportowiec czy artysta może osiągnąć prawdziwą wielkością. Zawsze jest mu mało, chce więcej, myśli tylko o tym, czego nie osiągnął, nie spoczywa na laurach. I faktycznie – gdy prześledzi się wybory wybitnych jednostek, można zauważyć pewien schemat. Zawsze sięgają po więcej. Są efekty? Są. Czy można więc protestować przeciwko takiemu podejściu? W zasadzie nie. No dobrze, a teraz pomyślimy, co taki głód robi z człowiekiem, gdy mówimy o jego emocjach, poszukiwaniu miłości i sensu życia. Na początku powieści Jill Santopolo „Światło, które utraciliśmy” poznajmy Gabe’a i Lucy. Młodzi, niepewni, czego chcą od życia, poznali się, gdy życia wielu innych osób się skończyły – w dniu zamachu na World Trade Center. To był również początek uczucia, które miało ich na zawsze połączyć. Parą zostali jednak dopiero ponad rok później. Nie nacieszyli się długo takim stanem rzeczy. Gabe – rozbudzony przez muzę w postaci Lucy – odkrył w sobie fotograficzną pasję, którą chciał zmieniać świat. Nie mógł zostać w Nowym Jorku – wyruszył na Bliski Wschód. Zamienił miłość na miłość do świata, wmawiając sobie, że ta trudna decyzja była jedną, jaką mógł podjąć. Dla Lucy krótki związek z Gabe’em był duchowym przeżyciem. Czuła, że ją dopełnia, pozwala stać się kimś lepszym, chociaż zawsze miała wrażenie, że to jej zależy bardziej. Gdy się rozstali, nie mogła się odnaleźć. Wtedy odnalazł ją Darren. Troskliwy, kochający, ale zupełnie inny niż Gabe. I to chyba jego największa wada – nie był Gabe’em. Nie był też idealny, bo notorycznie nie doceniał zawodowych aspiracji Lucy, ale poszukiwanie ideału jest wyjątkowo naiwne, a Lucy nie była przecież naiwna. Czyżby? Mam wrażenie, że odebrałem „Światło, które utraciliśmy” inaczej niż większość. Dla mnie nie opowiada ona o utraconej miłości, szansie na szczęście. Pokazuje raczej, że jeśli pozostaniemy nienasyceni, to grozi nam robienie sobie wyrzutów do końca życia. Historia wzruszająca, która jest jednak pewną przestrogą – marzenia mogą zrujnować codzienność. Lucy nie potrafiła zapomnieć o Gabie, przez lata wszystko porównywała do ich magicznego związku. Czy w ten sposób nie zaszkodziła sobie i całej swojej rodzinie? Zatracić się w przeszłości jest bardzo łatwo. To też sposób na ucieczkę od codzienności, z którą sobie nie radzimy. Chociaż motywacje Lucy były dla mnie zrozumiałe, to jej nieumyślny egoizm jest dla mnie najistotniejszym elementem całej powieści. Co nie zmienia faktu, że w byciu czyjąś muzą jest coś nieuchwytnie fascynującego, książkę czytało się świetnie, a wzruszyłem się nie tylko na końcu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-07-2017 o godz 10:58 Pani Lecter dodał recenzję:
Światło, które utraciliśmy to dziwna książka. Prawie od samego początku wiemy, co stanie się w finale. Może nie tak w stu procentach, ale w dziewięćdziesięciu na pewno. Pewnie dlatego zakończenie nie powaliło mnie na kolana i nie wycisnęło litrów łez. Po prostu zdążyłam już się z tym pogodzić przez te trzysta stron. Główne postacie były dla mnie strasznie irytujące. Gabe jednego dnia kochał Lucy, drugiego ją zostawiał i tak kilka razy. Lucy natomiast zachowywała się jak piętnastolatka, nawet wtedy, gdy miała dwójkę dzieci i męża. To nie spojler, bo o swoim ślubie z innym wspomina już w pierwszych rozdziałach. Relacja tej dwójki wydaje mi się być sztuczna i mętna. Santopolo zaskoczyła mnie sposobem narracji, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z książką, która byłaby cała napisana do kogoś. Zdarza się, że autor zagaduje czytelnika, ale "Światło, które utraciliśmy" można nazwać monologiem kobiety do ukochanego, czytelnik jest poboczną postacią. Czasem czułam się jak intruz, dziwnie czytało mi się intymne pytania Lucy do Gabe'a. Wydawało mi się, że nasłuchuję przez uchylone drzwi. Najlepszym aspektem książki jest sposób opisania śmierci. Jest taki... normalny. Autorka opisuje prozaiczne sprawy: niedokończona książka, otwarta paczka kawy, obrazy, których nie zdążyło się powiesić. Łez nie wyciska scena śmierci, ale te ledwie uchwytne momenty, gdy patrzymy na otwartą powieść na stoliku ze świadomością, że zakładka nie przeskoczy na kolejną stronę. Powieść Jill Santopolo nie jest niczym innowacyjnym i wybitnym, choć czasem zaskakuje. Jest intymna, ale też irytująca, ponieważ bohaterzy są często infantylni i niemądrzy. Myślę, że każdy sam powinien ocenić tę powieść, nie zmarnuje na nią dużo czasu, spędzi z z tą książką kilka przyjemnych godzin.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-07-2017 o godz 18:37 Magdalena Senderowicz dodał recenzję:
Lucy i Gabe poznali się dokładnie 11 września 2001 roku podczas zajęć z literatury. To właśnie wtedy do ich sali wpadła asystentka profesora prowadzącego seminarium na temat twórczości Shakespeare’a, oznajmiając, że samolot terrorystyczny wleciał w jedną z wież WTC. To wtedy po raz pierwszy się do siebie zbliżyli. To wtedy ludzie zrozumieli, jak ulotne jest życie. To wtedy Lucy stała się światłem Gabe’a, a on osobą, która prześladowała ją przez całe życie. Jednak ich związek nie trwa zbyt długo, ponieważ każde pragnie podążać za swoimi marzeniami. Lata mijają, jednak ich znajomość trwa nadal – ale nie wygląda tak, jak oboje by tego pragnęli. Pierwszym, co mnie urzekło w tej powieści, był bezbłędny język autorki. Ta historia jest opisana w tak bajkowy, niesamowicie piękny sposób, że ciężko się było od niej oderwać, choć chwilami miałam ochotę rzucić nią o ścianę. A właściwie nawet nie samą książkę, a po prostu główną bohaterkę. Rozwój wydarzeń poznajemy z perspektywy Lucy, w formie opowiadania i jej wspomnień. Są one przedstawiony w taki eteryczny, pełen melancholii sposób, ale zdecydowanie jest to ogromna zaleta tej pozycji. Jest po prostu piękna. Pięknie napisana, choć sam motyw przewodni jest dobrze znany, wręcz oklepany. Jednak wierzcie mi, Jill Santopolo pisze po prostu przecudownie, tak delikatnie, emocjonalnie, zgrabnie i majestatycznie. Jednak dlaczego miałam ochotę rzucić główną bohaterką o ścianę? Bo wiecie, ja nigdy nie zachowywałam się do końca jak typowa kobieta, nigdy nie rozumiałam całkowicie tej kobiecej logiki. A Lucy właśnie jest taką typową dziewczyną, która zakochuje się w przystojnym chłopaku i myśli, że już zawsze będzie cudownie i idealnie. Jednakże związek to tak naprawdę jeden wielki kompromis i wspieranie się nawzajem. To dwie osoby, które powinny czuć się cudownie razem, ale powinny też móc się spełniać w tym, co robią w życiu. Ich marzenia nie zawsze muszą być spójne, i tak też jest w tym przypadku. Uważam jednak, że Lucy nie miała prawa żądać od Gabe’a tego, czego zażądała. Powinna mu pozwolić się realizować, tak jak i on powinien pozwolić Lucy spełniać jej marzenia. Może było im po prostu nie po drodze, a może poszli na łatwiznę? Bo gdyby naprawdę chcieli, to by wszystko pogodzili. Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że stali się dla siebie ważni. Bardzo ważni. I choć każde poszło w swoim kierunku, to nigdy nie mogło zapomnieć o tym drugim. Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni kilku lat, ale jest napisana bardzo płynnie, w niesamowicie plastyczny sposób. To takie uroki życia codziennego, wzloty i upadki, podejmowanie trudnych decyzji, spełnianie marzeń, tworzenie swojej listy priorytetów. Ta książka pokazuje, że nie zawsze wszystko jest tak idealne, jak to sobie wyobrażamy. Czasem, pod wpływem euforii, wszystko widzimy przez różowe okulary, a po pewnym czasie, gdy emocje opadają, przytłacza nas szarość rzeczywistości. Oczywiście może ona być nadal piękna, ale pojawia się to pewne zachwianie, że nie wszystko jest tak, jakbyśmy chcieli. Czasami musimy walczyć – nie tylko z przeciwnościami losu, ale i z samym sobą. A taka walka jest chyba najcięższa do stoczenia. Czy mam prawo oceniać Lucy albo Gabe’a? Chyba nie. Sama nie wiem, jak zachowywałabym się na ich miejscu. Czy faktycznie łączyła ich miłość? Czy było to tylko chwilowe, nie do końca zrealizowane zauroczenie, które przez ten niedosyt parło ich ku sobie przez kolejne lata, choć każde układało sobie życie u boku innej osoby? Piękne jest to, że spełniali swoje marzenia, smutny natomiast jest fakt, że nie robili tego razem. Gdzieś tam ich losy się przeplatały, na pewno mieli siebie w myślach, może nawet w sercach, ale może po prostu nie było im pisane być razem? Choć kto wie, jak potoczyłaby się ich historia, gdyby oboje podjęli inne decyzje albo dali dojść do głosu również rozsądkowi, a nie tylko nagłym emocjom. Choć rzadko sięgam po takie powieści romansowo-obyczajowe, tak śmiało stwierdzam, że Światło, które utraciliśmy jest naprawdę piękną powieścią. Może chwilami ulegałam irytacji, ale doskonale wiem, że tak właśnie wygląda życie. Jednak język autorki jest po prostu przecudowny, dlatego tę książkę czyta się tak dobrze. Sama historia na swój sposób wciąga, choć chwilami bieg wydarzeń łatwo jest przewidzieć, podobnie jak zakończenie. Ale nie to jest najważniejsze! Najważniejsza jest ta atmosfera, ta emocjonalność. Przede wszystkim to właśnie dla tych dwóch elementów warto się zapoznać z tą powieścią. Jestem przekonana, że urzeknie ona wiele czytelniczek! www.bookeaterreality.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-07-2017 o godz 12:14 Daria Kr dodał recenzję:
11 września 2001 roku, to nie tylko dzień w którym runęły wieże WTC, ale także dzień, w którym poznali się Lucy i Gabe. Tego dnia zrozumieli, jak kruche jest życie. Zrozumieli, że jest zbyt krótkie aby przeżyć je bez pasji i emocji. Zbyt krótkie, aby żyć bez siebie. Wszystko jednak zmienia się gdy Gabe przyjmuje pracę reportera, za swoją pasją wyjeżdża na Bliski Wschód. Lucy dowiaduje się o tym w dniu, w którym świętuje nagrodę Emmy, dla wyprodukowanego przez nią programu telewizyjnego. Dzień który miał być dla niej najszczęśliwszym dniem, dniem radości i triumfu, staje się także dniem smutku, ponieważ coś się kończy. Główni bohaterowie nie są wyidealizowani. Lucy i Gabe to zwyczajni ludzie, którzy poznali się w dość znaczącym dniu, w dniu w którym stała się tragedia. Ten dzień skłonił ich do głębokiej refleksji nad ich życiem i postanowieniem, że będą spełniać swoje marzenia i rozwijać pasję, a także że będą razem. Lucy i Gabe to bohaterowie o których nie możemy zbyt wiele powiedzieć na podstawie ich przeszłości, bo jej nie poznajemy. Poznajemy ich w dniu, w którym oni na siebie trafili. Wszystko zaczyna się właśnie wtedy, ale jak długo będzie trwać i czy ich plany się powiodą? Parę łączy dość wyjątkowe uczucie, które rozpala serce i wybucha każdego dnia, niczym fajerwerki. Lucy i Gabe, jak każdy z nas, podejmują decyzje dotyczące ich, ale także pasji i tego, co robią w życiu. Niektóre z nich nie wydają się być znaczące, za to są także takie, które odbijają się na całym ich życiu, zmieniają je, wywracają do góry nogami. Nie mogłam zrozumieć niektórych z nich, aczkolwiek dla nich w tym momencie ich życia, one wydawały się być tymi odpowiednimi. My również musimy wybierać, czasami porzucać coś co kochamy, dla innej wartości, która okazuje się być dla nas ważniejsza. Na dużą uwagę i plus zasługuje fakt, że książka jest napisana w pierwszej osobie, przez co czyta ją się rewelacyjnie. Rozdziały w tej książce są krótkie, nie ma tu zbędnych opisów, jednak niczego mi w niej nie brakowało. To historia o miłości wprost idealna. O miłości prawdziwej, z przeciwnościami losu, trudnymi wyborami i poświęceniami. Nie możemy być pewni happy endu, bo przecież nikt nam tego nie obiecuje, nasze życie jest nieprzewidywalne i składa się z decyzji, które podejmujemy. Taka właśnie jest ta powieść, prawdziwa, realistyczna, skłaniająca do refleksji. To książka, po której przeczytaniu długi czas czułam pustkę. Nadal ją czuje, nadal w mojej głowie są myśli, które towarzyszyły mi podczas jej czytania. Myślałam, że będzie to kolejna zwykła historia miłosna, ponieważ takie zwykle czytałam. Dostałam natomiast książkę pełną emocji, wzruszeń, opowieść poruszającą, o kruchości życia, o pasjach, marzeniach, oraz poświęceniach i o wartościach, które sobie wyznaczamy. Nie będę was okłamywać, koniec tej książki sprawił, że wylałam sporo łez. Myślę, że nawet osoby, które nie sięgają często po książki o miłości, powinny ją przeczytać, dać się wzruszyć i przeżyć to, co ja podczas czytania.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-07-2017 o godz 09:31 Marta Żyłowska dodał recenzję:
Ta książka zostanie we mnie na długo. Jedna decyzja, jeden wybór potrafi zmienić Nasze całe życie. Myślę, że tak jak każdy z Nas spotka kiedyś swojego Gabe i swoją Lucy, tak samo stanie przed niełatwymi wyborami. Książka pokazuje siłę miłości. To, że Nasze decyzje sprawiają, że nie możemy z kimś być nie oznacza wcale, że przestajemy tą osobę kochać czy pamiętać. Warto przeczytać i się przez chwilę zastanowić.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-07-2017 o godz 23:10 OlaZuch dodał recenzję:
„Patrzymy na świat przez pryzmat naszych pragnień, żalów, nadziei i lęków.” „Niektóre relacje przypominają jej pożar, są tak potężne, wszechogarniające, majestatyczne i niebezpieczne. Możesz w nich spłonąć, zanim się zorientujesz, jak bardzo cię pochłonęły. Inne są podobne do ognia na kominku, który pali się jednostajnie, dając ciepło i tworząc przytulną atmosferę.” „To właśnie miłość. Sprawia, że człowiek czuje się nieskończony i niezwyciężony, jakby cały świat stanął przed nim otworem. Niestraszne mu żadne przeszkody, a każdy dzień jest pełen cudów.” Niektóre dni sprawiają, że zmienia się nasze życie, zmieniamy się my i wszystko wokół. Nie mam na myśli w tej chwili dnia ślubu, czy narodzin dziecka, a na przykład 11 września 2001 roku, czyli dzień zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku. Tego dnia Lucy i Gabe poznali się i bardzo przypadli sobie do gustu, ale również zrozumieli, jak kruche jest życie, i że nie można go po prostu przeżyć, należy dać coś od siebie światu i ludzkości. Ich drogi splatają się i tworzą idealną parę. Piękni i młodzi, chcący coś osiągnąć. Oboje pragną wpłynąć na ludzi, zmienić ich poglądy i nauczyć czegoś nowego, uwrażliwić ich na problemy drugiego człowieka. Wszystko układa się doskonale, dopóki Gabe nie dostaje propozycji pracy w charakterze wojennego fotoreportera. Żadne z nich nie chce zrezygnować ze swojej pasji i ścieżki kariery, ich koniec jest nieuchronny, ale czy to właściwy wybór? Gabe to młody, troskliwy i opiekuńczy mężczyzna. Fotoreporter, który chce uchwycić świat takim jaki jest, z bólem i cierpieniem, które w trakcie wojny jest wszechobecne. Jest zdolny do poświęceń, nie tylko wdrapując się na skały i klęczący z aparatem fotograficznym, ale również poświęcając swój związek. Lucy to kobieta pragnąca miłości i czułości. Jest niezwykle inteligentna i chce zrobić coś więcej dla świata, dlatego zamiast pracować w marketingu i reklamie zajęła się pisaniem scenariuszy dziecięcych bajek. W ten sposób chce wpłynąć na wychowywanie i rozwój dzieci. Rozstanie dla Lucy było strasznym przeżyciem i długo musiała się po nim zbierać. Rozumiała Gabe i jego chęci, jednak nie była w stanie zrozumieć dlaczego ją zostawił, czemu nie chciał spróbować wrócić do niej. Sama również nie była gotowa do poświęcenia swojej kariery i wyruszenia z ukochanym. Życiowe wybory rozdzieliły ich i złamały serca, ale żadne z nich nie zmarnowało tego czasu. Poświęcili się swoim pasjom i pracy, z której próbowali wycisnąć coś jeszcze. Lucy swoje szczęście odnalazła u boku Darrena. Uroczego i trochę starszego od siebie. Zdecydowany i kochany chciał być dla niej oparciem, jej adoratorem, kimś kto ją rozśmieszy, zaskoczy i sprawi radość. Pomimo pewnych niedoskonałości razem stworzyli wspaniałą rodzinę. Niektórzy mówią, że każde uczucie, które nazywamy miłością jest inne. Miłość pierwsza, młodzieńcza, szalona wręcz nieskazitelna. To z nią porównujemy większość kolejnych związków i oblicz tego uczucia. Lucy bardzo kochała Gabe’a. To była miłość wyjątkowa, silna więź pełna zrozumienia i czułości. Rozumieli się bez słów, czyny, pasje, cele, to wszystko łączyło ich. Byli jak dwie połówki jabłka, które ktoś przekroił na siłę. Miłość do Darrena była inna, co nie znaczy że nie była szczera czy prawdziwa. Kochała jego i dzieci, tylko nie potrafiła zapomnieć o swojej połowie jabłka. Książka jest wspomnieniami Lucy. Opowiada ona o swoim życiu, relacjach z Gabe’m i resztą bohaterów, o decyzjach które podjęła i ich skutkach. Nie raz stanęła przed bardzo ciężkim wyborem. Czy wybrała właściwie? Czy na pewno tak ma wyglądać jej życie? Co by było gdyby? Te pytania nie raz nękają bohaterkę. Ciężko jest nam stwierdzić czy dobrze robimy, to zwykle okazuje się po jakimś czasie. Ale czy na pewno byśmy chcieli zrobić inaczej? Gdybyśmy nie podjęli takiego kroku, to czy bylibyśmy tutaj gdzie jesteśmy? To pytania bardzo trudne i zwykle nie daje się znaleźć na nie odpowiedzi. Czy Lucy się udało? Zachęcam do przeczytania tej historii. Prawdziwa miłość, życiowe dylematy i jedyni tacy bohaterowie. Gorąco polecam! Więcej na zazakladka.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-07-2017 o godz 17:32 Paulina Bijok dodał recenzję:
Książka od ktorej nie można sie oderwać, po przeczytaniu pieciu stron człowiek jest ciekawy co znajdzie na kolejnej stronie. Książka warta przeczytania. Naprawde polecam.😍
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-07-2017 o godz 13:32 anuszka18 dodał recenzję:
Wspaniała, wciągająca i wzruszająca książka! Gorąco polecam!!! :))
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2017 o godz 22:03 karasmi1799 dodał recenzję:
https://zatraconewinnymswiecie.blogspot.com/2017/07/recenzja-123-swiato-ktore-utracilismy.html Światło, które utraciliśmy to książka o sile miłości, podejmowaniu decyzji między tym co słuszne a tym, czego sami byśmy chcieli. O tym czy to nasze decyzje kształtują nasz los, czy może los i przeznaczenie kształtują nasze decyzje? Główną bohaterką jest Lucy Carter, która będąc na ostatnim roku studiów poznaje Gabriela Samsona. W dzień ich spotkania upadają wieże WTC, a oni sami muszą zmierzyć się z tym, jak życia ich i innych zmieniły się w obliczu tej tragedii. Oboje postanawiają zająć się czymś, co pozwoli im zmienić świat i stać się częścią nowego. Będąc razem są szczęśliwsi niż będąc osobno i wiedzą, że rozumieją siebie wzajemnie bardziej niż ktokolwiek inny. Do czasu aż Gabe nie przyjmuje pracy na Bliskim Wschodzie, będącej spełnieniem jego marzeń, którym jest możliwość pokazania ludziom, jak bardzo wszyscy są do siebie podobni. Musi jednak przez to poświęcić miłość, a rozstanie okazuje się być dużo trudniejsze niż się wydawało. Od tego momentu Lucy zaczyna kwestionować decyzje podjęte nie tylko przez nią, ale przez nich oboje. Nawet jeśli nie wszystkie wybory Lucy czy Gabe'a były dla mnie zrozumiałe, starałam się ich nie oceniać. Trudno powiedzieć co zrobiłby się lepiej, nie będąc wcześniej w takiej sytuacji. Pomimo tego, oceniam ją bardzo pozytywnie. Można naprawdę zżyć się z nią już od pierwszej strony i zrozumieć choć część powodów kierujących nią przy podejmowaniu decyzji. Z pewnością jest jedną z najbardziej naturalnych i autentycznych bohaterek, o jakich miałam okazję przeczytać. Związek tej dwójki jest czymś, czego niewątpliwie każdy chciałby doświadczyć. Jednak nie dla każdego jest to możliwe. Im się to udaje i pomimo wielu popełnionych błędów są wdzięczni za to, co ich spotkało. Za to, że mieli okazję poznać osobę, która zawsze była przy tej drugiej i rozumiała ją bardziej niż ona sama. Jill Santopolo zawarła w swojej powieści mnóstwo emocji. Całą historia to wielka emocjonująca podróż, nie tylko dla bohaterów, ale i czytelników. Wraz z rozwojem wydarzeń pojawia się napięcie z myślą o tym, co takiego się wydarzyło, że doprowadziło to Luce i Gabe'a do tego miejsca. Jest to zdecydowanie książka, którą trudno odłożyć i czasem naprawdę bywa to niemożliwe. W moim przypadku bywały momenty, w których nie byłam już w stanie dalej czytać, a jednak kontynuowałam. Bywały i takie, w których byłam zmuszona je zrobić przez zbyt dużą dawkę emocji. Jednak pomimo tego nie mogłam pozbyć się jej z głowy, myśląc o tym, jak dalej potoczy się ta historia. Autorka przedstawia historię w sposób, w który Lucy przedstawia ją nie czytelnikowi, a Gabe’owi. Każdy z rozdziałów opowiada nie tylko o ich wspólnych wspomnieniach, od poznania poprzez ich związek, a także o jej życiu, decyzjach i uczuciach po ich rozstaniu. Zastanawia się przy tym czy wszystkie te podjęte decyzje na pewno były tymi właściwymi. Czy gdyby postąpili inaczej, byliby w innym miejscu? Nadaje to pewną intymność, w której czytelnik nie czuje się jednak niekomfortowo. Choć może wydawać się, że jesteśmy intruzami w tej podróży, to zupełnie się tak tego nie odczuwa. Zakończenie niewątpliwie jest rozdzierające i zaskakujące (choć można się było niektórych rzeczy domyślić), a jednak bardzo odpowiednie. Z chęcią dowiedziałabym się jak dalej potoczyło się życie Lucy, lecz taki koniec także satysfakcjonuje. Dzięki niemu sami możemy wymyślać własne scenariusze. Światło, które utraciliśmy sięga do głębi, pokazując, jak decyzje wpływają na nasz los. Historia Lucy i Gabe’a inspiruje do poszukiwania szczęścia i miłości, tej jedynej i niepowtarzalnej. A przede wszystkim do odnalezienie naszego własnego światła. To historia, którą pochłania się całym sobą, chcąc jednocześnie więcej i więcej. Niektóre książki zostają z nami na długi czas w naszej pamięci, a to właśnie jest jedna z nich. Jest jedną z najbardziej wzruszających książek, jakie dane mi było przeczytać w ostatnim czasie, a może i kiedykolwiek. Dotarła do mnie, jak mało która i jestem pewna, że pozostanie w gronie moich ulubionych powieści. Przygotujcie się na łzy i kompletne rozbicie, bo właśnie to Was czeka. Mimo to jest jak najbardziej warta przeczytania, niezależnie od wieku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-07-2017 o godz 21:10 Anonim dodał recenzję:
Znakomita książka, wzruszająca, wciągająca, bardzo szybko się czyta ! Bardzo polecam :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-07-2017 o godz 11:46 redgirlbooks dodał recenzję:
Przykro mi! Nie będę oryginalna i ja również rozpocznę swój wpis od tego cudownego cytatu, który jest tak smutny, ale pokazujący siłę miłości do drugiego człowieka. Miłości tak silnej, że nawet czas nie wymazał jej z serca i z duszy. ''Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.'' Nowy Jork, 11 września 2001 roku. Samolot uderza w jeden z wieżowców na World Trade Center. Wtedy media nie działały tak sprawnie jak dziś, wiadomości nie dochodziły tak szybko. Telefony nie pękały od powiadomień z facebooka i twittera. Dla wielu ta tragedia była końcem wszystkiego. Dla innych zwrotnym momentem w ich życiu. To wtedy niektórzy uświadomili sobie, że pragną żyć. Zaczęli cenić każdą chwilę i robili coś, na co wcześniej brakowało im odwagi.Wyznawali sobie miłość, pobierali się, a nawet poczęli w tym dniu dziecko. Ludzie zrozumieli, że życie mają tylko jedno i trzeba je dobrze wykorzystać. To tego pamiętnego dnia drogi Gabriela i Lucy się spotkały. Wraz z grupką studentów postanawiają wejść na dach budynku, aby na własne oczy zobaczyć ogrom tragedii. Wśród dymu i ognia Gabe i Luzy całują się po raz pierwszy. Wraz z końcem studiów ich drogi się rozchodzą. Spotykają się ponownie rok później na urodzinach Lucy. Ich związek rozkwita, ale nic nie trwa wiecznie. Na ich życiu kładzie się cień. Gabe z dnia na dzień postanawia przyjąć propozycję pracy na Bliskim Wschodzie. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w bardzo ważnym dla siebie dniu. Chociaż zdaje sobie sprawa, że ta praca to spełnienie marzeń jego ukochanego to i tak nie potrafi pogodzić się z tym, że tak łatwo zrezygnował z ich wspólnego życia. Czy Lucy stanie na nogi? Czy zdoła się wyleczyć z miłości do fotografa? "To właśnie miłość. Sprawia, że człowiek czuje się nieskończony i niezwyciężony, jakby cały świat stanął przed nim otworem. Niestraszne mu żadne przeszkody, a każdy dzień jest pełen cudów. Może dzieje się tak wtedy, kiedy otwieramy się na innych i wpuszczamy ich do naszego wnętrza. A może głęboka troska o ukochaną osobę sprawia, że serce się rozrasta." W naszym życiu często stajemy przed trudnymi wyborami, które zaważają na naszym życiu, ale również innych ludzi. Przed takimi wyborami stawali Lucy i Gabe. Jak potoczyłoby się ich życie gdyby on postanowił zostać? Miałam mieszane uczucia, co do decyzji Gabriela. Z jednej strony realizowanie własnych marzeń jest ważne, ale ja nie potrafiłabym zrobić to kosztem kogoś innego. Tym bardziej osoby, którą kocham. Gabe kosztem miłości wybrał marzenia i ambicję. Tak, Lucy wiedziała, że on kiedyś wyjedzie, ale to było takie planowanie. Kiedy podjął decyzję powiedział jej ot tak nagle. Pewnie powiecie, że przecież wiedziała, że to by nastąpiło. Ale jaka zakochana osoby, by nie miała nadziei, że ukochana osoba wybierze ją? Na początku uważałam, że Gabe postąpił egoistycznie i nadal tak uważam. Jednak bardziej pokazał to wtedy, kiedy ona starała się ułożyć sobie życie, zapomnieć o nim, a on co jakiś czas się odzywał i powodował w niej chaos. To jest strasznie nie w porządku, bo jeśli decydujemy się od kogoś odejść to pozwólmy my na to, aby mógł rozpocząć w spokoju życie. Moim zdaniem Gabe był taką postacią, która nie potrafiła być szczęśliwa. I jasne postać Lucy też nie jest śnieżno - biała, bo i ona ma swoje za uszami. Wielu jej zachowań nie aprobowałam, bo były nie fair w stosunku do innej osoby. Jednak uważam, że ich miłość naprawdę była piękna i wyjątkowa. ''Światło, które utraciliśmy'' to powieść pełna bólu, żalu, ale przynosząca nadzieję na to, że gdzieś tam na każdego czeka wyjątkowa osoba, która pokocha w Tobie wszystko. Wraz z Lucy przeżywałam jej wszystkie uczucia, rozterki i wątpliwości. Wraz z odejściem Gabriela, Lucy straciła światło i ja sama odczuwałam, że gdy byli razem wszystko wydawało się takie piękniejsze, a bez niego mroczniejsze. Bardzo mi się podobało, że autorka nie wybielała nikogo. Nie ma tu dobrych i złych postaci. Są za to ludzie tacy jak my. W tej książce wszystko jest realistyczne począwszy od postaci, życiowe rozterki, aż po wydarzenia. Ta książka uświadomiła mi, że życie jest kruche, a my tak mało czasu poświęcamy na małe rzeczy. Prawdziwa miłość wytrzyma koleje losu i umykający czas. To historia piękna i zarazem tragiczna, która wzrusza i skłania do refleksji. Może nie wstrząsnęła mną do głębi, ale doceniam za jej sposób przedstawienia, za to, że trafiła w moje serce. Jeśli lubicie wzruszające i emocjonalne książki to musicie się w nią zaopatrzyć. Jest tak życiowa, tak piękna, że trafi i do waszego serducha.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-07-2017 o godz 09:55 podróżdokrainyksiążek dodał recenzję:
Książka Jil lSantopolo „Światło, które utraciliśmy” opowiada o dwójce bohaterów, Lucy i Gabe’a. Których to losy splotły się w dniu zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku. Oboje przeżyli tę katastrofę stwierdzając ze życie jest zbyt krótkie i kruche, żeby przeżyć je bez żadnego celu. Postanowili, że pozostawia po sobie ślad, by po śmierci zostali zapamiętani. Chcąc w ten sposób wpłynąć na światopogląd ludzi, na różne rzeczy, wydarzenia, aby nie być obojętnym na krzywdę innych. W dniu, w którym Lucy osiąga sukces, produkowany przez nią program telewizyjny otrzymuje nagrodę Emmy. Dowiaduje się żejej ukochany, Gabe,podpisał umowę i został fotoreporterem, który miał swoją pracę pełnić na Bliskim Wschodzie uświadamiając ludzi, jaka jest tam okrutna rzeczywistość. Od tamtego dnia wszystko zaczęło się zmieniać, Gabe wyjechał, a Lucy została sama, nie dostawała od niego żadnego znaku życia, pozostawiając ją z wieloma troskami. Dalsza ich historia przedstawiona w książce nie jest już tak kolorowa. Decyzje, jakie na przestrzeni lat musieli podjąć, wybierając w tym, co dla nich jest ważne a co dobre. Musząc wybierać między sercem, a rozumiem. Z dalszym biegiem historii czytelnika mogą już wypełniać wielkie emocje, jakie wywarła na nich całą lektura. Ta pozycja jest poruszającą historią o życiu, decyzjach i wielkiej miłości, jaką ciężko spotkać. Sama powieść jest napisana w intrygujący sposób. Gdy jest przedstawiona w formie pamiętnika, rozmowy z Gabe'm. Sprawiając, że cala historia jest przepełniona uczuciami, które tylko wzbogacają każdy rozdział. Polecam tę książkę każdej osobie. Po przeczytaniu jej wzbudza we mnie wiele refleksji, które zapewne i was by nie ominęły. Gdy zaczynamy się zastanawiać czy nasze wybory w życiu mają znaczenie? Czym tak naprawdę powinniśmy się kierować? Czy warto poświęcić się dla większej sprawy, pasji, marzenia?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-07-2017 o godz 14:40 kastepien dodał recenzję:
Książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Dzięki niej poznałam barwnych bohaterów, z których każdy posiada własne cele i ambicje, a ponadto jest wrażliwy na nieszczęście innych. Wzruszyła mnie ich historia. "Światło, które utraciliśmy" to pięknie i sugestywnie napisana powieść z niebanalnym wątkiem miłosnym i obrazami współczesnych wojen w tle. To książka o znaczeniu pierwszej miłości i o tym, czy można pokochać ponownie. To opowieść o tym, co daje szczęście, co staje się tytułowym światłem rozświetlającym szarą codzienność, dającym motywację. Skłania do refleksji i, choć niewielkiej objętości, na długi czas nie pozwoli mi o sobie zapomnieć. Cała recenzja: szumiabooki.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-07-2017 o godz 09:52 Malinooka dodał recenzję:
Przepiękna opowieść o wielkiej miłości, sile marzeń i dążeniu do wyznaczonych celów. Przeczytałam jednym tchem roniąc łzy na końcu.. Bardzo polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-07-2017 o godz 10:30 onlypretender dodał recenzję:
Recenzja z mojego bloga: www.wyznaniaczytadloholiczki.blogspot.com 11 września 2001 roku, kiedy wieżowce World Trade Center runęły, miałam zaledwie 5 lat. Zupełnie nie rozumiałam, co się wtedy wydarzyło, co oznaczają te wszystkie obrazy wyświetlane w kanałach informacyjnych. Poza tym, to stało się tak daleko... Dla mnie to był dzień jak każdy inny, chociaż zmienił życie milionów Amerykanów. Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku, a ich miłość narodziła się w tle tamtej tragedii. Chociaż od początku wiedzieli, że ich uczucie to coś szczególnego, Gabe postanowił przenieść się na Bliski Wschód jako reporter, zostawiając zrozpaczoną dziewczynę w Nowym Jorku. Wydarzenia z dnia ataku terrorystycznego stanowią jedynie tło powieści, jednak bardzo mocno czuć atmosferę, jaka panowała wtedy w mieście. W dalszej części książki również przewija się ten motyw. Okładka na pierwszy rzut oka wydała mi się zwyczajna, dopiero w miarę jak poznawałam odkrywałam, co w sobie kryje, nabierała dla mnie sensu i piękna. Uwielbiam również takie aksamitne, przyjemne w dotyku oprawy. Już czytając prolog, liczący zaledwie kilkanaście zdań, przepadłam. Narracja powieści jest nietypowa, bo Lucy mówi tak, jakby opowiadała Gabe'owi ich historię z własnej perspektywy. Przedstawia najważniejsze wycinki własnego i wspólnego życia, unikając niepotrzebnych informacji. Opowiadając, odnosi się do nieznanej jeszcze czytelnikowi teraźniejszości, podsycając jego ciekawość. Język powieści jest bardzo lekki, a każde zdanie jest w określonym miejscu potrzebne. Rozdziały są bardzo krótkie, często liczą dwie lub trzy strony, trudno się oderwać od lektury. Akcja trwa kilkanaście lat, więc nie obeszło się bez licznych skoków w czasie. Bezpośrednie zwroty do Gabe'a sprawiają, że wraz z umiejscowieniem powieści w tle z tragiczną historią Nowego Jorku, nadają całości wielkiego realizmu, stanowiącego największą zaletę tej powieści. Bohaterowie książki - Gabe, Lucy nie są pozbawieni wad. W świetle idealnej miłości łączącej kochanków, Gabe podejmuje decyzję o wyjeździe, bo stawia własne marzenia na pierwszym miejscu. Natomiast Lucy odmawia towarzyszenia mu, będąc zbyt skupiona na własnej karierze. W pewnym momencie z historii miłości dwóch osób zrobił się trójkąt, ale w żadnym stopniu mi on nie przeszkadzał a raczej... wydawał się na miejscu. Dalsze wydarzenia również były tak rzeczywiste, że mogłyby wydarzyć się w prawdziwym świecie. Wcale bym się nie zdziwiła. Nie spodziewałam się, że "Światło, które utraciliśmy" tak bardzo mi się spodoba. To cudowna książka, a raczej list kobiety do ukochanego, która przeżyła niezwykłą miłość, dowiedziała się, jak wiele można w jej imię poświęcić, kiedy warto porzucić marzenia. Lucy musiała podjąć w ciągu tych lat wiele trudnych decyzji, które jak się później okazało, rzutowały na całe jej życie. Polecam Wam tę pozycję, ponieważ zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Jestem pewna, że zapamiętam ją na długo.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-07-2017 o godz 02:06 Z książką u boku dodał recenzję:
Życie, tak jak loteria zaskakuje nas na każdym kroku. Niezależnie od tego jaką wybierzemy opcje, zawsze jakąś do wyboru mamy. Czasami jest to trafny wybór, a czasami, niestety gorszy. Jednak na cokolwiek byśmy się zdecydowali, każda oferowana przez życie ścieżka w końcu do czegoś nas doprowadzi. Teraz każdy pewnie pomyśli, że do śmierci, tak jak każdego prędzej czy póżniej. I owszem, to jest prawda, ale zanim do tego dojdzie możemy przecież swoje życie przeżyć tak, jak sobie wymarzyliśmy, a tym samym możemy pozostawić po sobie ślad i przyczynić się do zmiany wielu poważnych rzeczy. Tylko teraz jest kwestia tego czy przy swoich wyborach chcemy trwać sami, czy z kimś do kogo w pewnym sensie musimy się dostosować. Czy mając u boku kogoś kogo kochamy należy rezygnować ze swoich potrzeb, marzeń, ulepszeń? A jeżeli druga osoba, mimo ogromnego zaangażowania w uczucia, nie do końca popiera nasze decyzje i swojego dotychczasowego życia nie chce diametralnie zmieniać? Właśnie i tu zawsze jest ten sam, odwieczny problem. Po prostu czasami, sama miłość nie jest w stanie zapewnić nam do końca szczęścia. Bohaterzy książki autorstwa Jill Santopolo poznają się w bardzo nietypowym, wręcz katastroficznym momencie. 11 września, podczas ataku terrorystycznego na znane nam wszystkim World Trade Center. To moment w którym każdy człowiek był wstrząśnięty i zatrwożony, tak samo było z Lucy oraz Gabrielem. Oboje zdruzgotani, niedowierzający i przerażeni, tę straszną chwilę przeżywają wspólnie, w dniu w którym się poznali, na dachu budynku z którego mieli przerażający widok na kłęby dymu i sterty gruzu. Czy właśnie ta tragiczna chwila stała się okazją do ich pierwszego spotkania i pocałunku? Czy dopiero w obliczu tragicznych zdarzeń ludzie zaczynają zauważać jak kruche jest życie? Prawdopodobnie tak, bo w pewnym sensie utrata kogoś bliskiego i okrutne zdarzenia jakie mają miejsce na świecie mobilizują nas do działania i do tego, aby cokolwiek ze swoim życiem robić. Taki właśnie chciał być Gabe. Skłonny do poświęceń dla świata, odważny i śmiały. Lucy w pewnym sensie tez taka była. Nie chciała być stereotypową kobietą jak inne, chciała od życia czegoś więcej. Oboje chcieli pozostawić po sobie jakikolwiek ślad. Jednak Gabrielowi sama miłość do życia nie wystarczała. On chciał je spędzić tak jak sobie wymarzył i chciał aby Luz się dostosowała do niego, nie zbaczając na jej pragnienia, nawet na to że skrzywdzi ją tak bardzo iż odbije się to na jej przyszłości. Nie chce aż tak dużo wam zdradzać, nie lubię opisywać co zdarzyło się w książce i dlatego moje opinie są przeważnie krótkie, w porównaniu do innych ,,obszernych recenzji’’. Powiem wam tylko tyle, że historia wywarła na mnie ogromne wrażenie, a ostatnie dwadzieścia stron to była okrutna tortura dla moich emocji. Jedno zdanie, łzy, kolejne zdanie, cała rzeka łez. To było takie poruszające, że dla osób o tak wrażliwym sercu to jest wielkie wyzwanie. Już dawno nie spłakałam się (dokładnie tak, spłakałam się jak bóbr) tak bardzo przy czytaniu końcówki. To było jednocześnie i piękne i okrutne. Autorka z moich emocji zrobiła mokry ręcznik, wyciskając każdą kropelkę do końca….A życie jak życie, jest zarazem i piękne i okrutne…..to my decydujemy jak chcemy je przeżyć...
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
05-07-2017 o godz 20:54 Caroline Livre dodał recenzję:
NA ZAWSZE? Luce i Gabe spotkali się 11 września 2001 roku, czyli dokładnie wtedy, gdy runęły wieże Word Trade Center. Ich związek rozwinął się niczym petarda i świecił mocniej niż słońce. Oboje chcieli bowiem czerpać z życia pełnymi garściami i ze wszystkich sił najlepiej wykorzystać dany im czas. Jednak Gabe w imię wyższych ideałów przyjmuje pracę reportera na Bliskim Wschodzie, a program Luce otrzymuje statuetkę Emmy. Żadne z nich nie godzi się na kompromis. Czy wraz z decyzją o rozłące na zawsze utracą światło, które rozświetliło ich drogi? „Światło, które utraciliśmy” to najnowsza powieść Jill Santopolo i jedyna, która jak do tej pory została wydana w Polsce. Jak już wspomniałam we wstępnie – zakochałam się w okładce w chwili, gdy ją ujrzałam. Obawiałam się jedynie tego, czy fabuła będzie w stanie jej dorównać. Co rzuca się w oczy już na początku, to specyficzny sposób prowadzenia narracji. Historię ze swojej perspektywy opowiada nam Luce, która w wielu jej momentach zwraca się do Gabe’a. Akcja zaczyna się szybko i rozkręca jeszcze szybciej. Prawdopodobnie taki był zamysł autorki, która chciała zwrócić uwagę czytelnika na cieszenie się chwilą. Na życie tu i teraz, w tej rzeczywistości, a nie w przyszłości i przeszłości. A jednak przez cały czas wiemy dosyć niewiele – nie znamy prawie wcale przeszłości bohaterów (poza kilkoma nierozwiniętymi wspomnieniami ojca Gabe’a) i nie ma tutaj „głębi”, która pozwoliłaby powiedzieć o nich cokolwiek więcej. Dla mnie to właśnie największy mankament książki – brakowało mi odrobiny retrospekcji, brakowało mi „czegoś więcej”, odrobiny informacji, które dałyby mi pełniejszy obraz całości. Rozumiem jednak, że mógł to być zamierzony cel. „Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że i ty zrobiłbyś dla mnie to samo.” Generalnie polubiłam głównych bohaterów, chociaż nie zawsze podobał mi się kierunek, w jakim zmierzali dzięki podjętym decyzjom. W błyskawicznym tempie zrodziło się między nimi coś cudownego; magiczne uczucie, które rozpala serce i wybucha niczym fajerwerki każdego dnia. Jednak Gabe czuje obowiązek, by nieustannie zmieniać świat na lepsze; by pokazywać innym ludzkie tragedie na drugim końcu świata. Jego misja staje jednak w opozycji do szczęścia z Luce, która nie potrafi rozstać się ze swoją ukochaną pracą producentki telewizyjnej. Książka porusza wiele ważnych tematów, których nie spodziewałam się w niej odnaleźć. Mówi o różnych rodzajach miłości – tej krótkiej i wybuchowej, która świeci niczym gwiazda, ale i o tej, która spokojnie się żarzy i płonie nieprzerwanie. Wspomina też o problemach w związku, codziennych dylematach (nie tylko małżeńskich), kompromisach i wcale nie łatwych wyborach. Bywa smutna, bywa poruszająca, bywa zastanawiająca, ale dla mnie również odrobinę zbyt powierzchowna. „Światło, które utraciliśmy” to powieść, która zdecydowanie ma w sobie „to coś”. To skarbnica pięknych cytatów, która, pomimo kilku wad, niesie w sobie wyjątkową magię, odrobinę światła i nadziei. Zachęca do życia tu i teraz oraz nieodkładania szczęścia na później. www.carolinelivre.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-07-2017 o godz 11:49 Paulina11 dodał recenzję:
11 września 2001r. miał miejsce zamach na WTC. Tego samego dnia podczas zajęć na uczelni poznają się Lucy i Gabe. Po runięciu wież ich życie się zmieniło, zrozumieli pewne sprawy. Ale też znaleźli wspólny język (jak dla mnie ciut za szybko, ale niech im będzie). Jednak w życiu nie zawsze dzieje się tak, jak chcemy i nie tak szybko zostają parą. Po kilku latach, gdy wszystko wydaje się świetnie układać, Gabe postanawia ruszyć za marzeniami i wyjeżdża do pracy na Bliski Wschód. Mówi o tym ukochanej w dniu, w którym jej program telewizyjny zdobywa ważną nagrodę. Każde z nich rusza w swoją stronę, wydawałoby się, że ich drogi się rozchodzą już na zawsze... Jednak nie bez powodu mówi się, że stara miłość nie rdzewieje... Dawno nie czytałam tak emocjonalnej książki. Bo ten przymiotnik najlepiej opisuje „Światło, które utraciliśmy”. Sposób narracji, który jest tutaj bardzo nietypowy, ponieważ wygląda to tak, jakby Lucy spotkała się z Gabe'm i opowiedziała mu tę historię, według mnie jest bardzo przemyślanym posunięciem. Dzięki niemu o wiele łatwiej było mi wżyć się w ich historię, czułam się nie tylko jak obserwator tych zdarzeń, ale i słuchacz, który jest obok Lucy i Gabe'a i słucha jak ona opowiada. Bardzo mnie wciągnęła ich historia, była naprawdę ciekawie opowiedziana, pełna emocji, przedstawiała ich życie na przestrzeni kilkunastu lat. „Światło, które utraciliśmy” można zakwalifikować do romansu. Ale broń Boże nie stawiajcie jej na równi z innymi książkami tego gatunku! Ta książka nie jest kolejną pozycją, w której przeczytamy o miłości, skończymy ją, postawimy na półce, zapomnimy. „Światło...” opowiada o sile prawdziwego uczucia, o tym, że czasami jedna decyzja, zaważy na losie całej naszej przyszłości i sprawi, że to jedno, jedyne życie spędzimy może i szczęśliwie, ale jednak nie do końca tak, jakbyśmy tego naprawdę pragnęli. Nie mogę też zapomnieć o jeszcze jednej ważnej kwestii, którą poruszyła autorka. Marzenia. Gabe rusza w pogoń za marzeniami, Lucy zostaje, bo chce spełniać swoje. Marzenia to coś, co nadaje naszemu życiu sens. Są naszą motywacją, celem. Nie możemy bać się ich spełniać, trzeba coś ku temu robić, ale może warto się zastanowić, czy ich koszt nie jest aby zbyt wielki? Bardzo się zżyłam z bohaterami, z zapartym tchem śledziłam ich dalsze dzieje. Hej, ja to skończyłam w jeden dzień. A taki czas zdarza mi się bardzo, ale to bardzo rzadko. Żebym czytała od rana do nocy, bo tak się nie potrafię oderwać, to nie jest codzienna rzecz. Więc to już też o czymś świadczy ;) Wpłynęło na to również to, że Jill ma lekki, ciekawy styl pisania, a rozdziały były króciutkie. Czasami tylko jedna strona. Nie wiem jak Wam, ale mnie się takie najlepiej czyta. Książka Jill Santopolo jest, w porównaniu do innych, stosunkowo cienka. Nie ma nawet 350-ciu stron. Jednak treść wcale nie jest taka lekka, nawet doprowadzi do płaczu. (Szczerze? Pisząc to mam łzy w oczach.) „Światło, które utraciliśmy” jest przepiękną historią o miłości, którą z całego serca Wam polecam. Przeczytajcie, na pewno nie pożałujecie, ta książka jest wspaniała. Bez żadnych wątpliwości przyznaję jej dziesiątkę, a wydawnictwu – serdeczne dzięki za wydanie tej historii! <3 zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-07-2017 o godz 23:19 Mea Culpa dodał recenzję:
Recenzja znajduje się również na www.zksiazkadolozka.blogspot.com Jill Santopolo rozkochuje czytelnika w swojej emocjonującej powieści. Daj się porwać w wir przeznaczenia, kiedy każda decyzja może znacząco wpłynąć na Twoje życie. Lucy i Gabe poznają się 11 września 2001 roku, w momencie, kiedy wieże WTC padają u stóp ludzi, wznosząc tumany kurzu i pyłu. Ta sytuacja zmienia ich spojrzenie na rzeczywistość, a później staje się napędem do działania w tej skomplikowanej znajomości. „Czasem wydawało mi się, że nigdy nie będziemy dostatecznie blisko. Chciałam rozpłynąć się w Twojej skórze, przeniknąć do Twojego umysłu, żeby dowiedzieć się o Tobie absolutnie wszystkiego.” Akcję rozpoczynamy od końca, bowiem już z prologu możemy wywnioskować, że ma ona tragiczne zakończenie, do którego będziemy stopniowo dążyć. Lucy zabiera nas w podróż do swojej przeszłości, z jej punktu widzenia poznajemy całą niesamowitą historię, od niej dowiadujemy się o zabawnym, rozmarzonym i pogrążonym w swoim cierpieniu chłopaku. O chłopaku, który chciał coś zrobić dla ludzkości, który był w stanie poświęcić swoją miłość, by realizować te cele. Możemy potraktować to jako pamiętnik. Pamiętnik pełen bólu, pełen nienawiści, ale również miłości. Pełen gniewu, ale i radości. Pełen wspomnień i goryczy. Historia tej dwójki to najpiękniejsza i zarazem najsmutniejsza o jakiej czytałam. Rozszarpała mnie od wewnątrz, złamała mi serce na milion kawałków, by później rozwiać je w każdą stronę świata. Powiedzieć, że przy niej płakałam, to po prostu za mało. Ponadto jest ona niezwykle mądra, wykazuje pewne wartości, o które warto dbać. Autorka potrafi opisywać emocje w sposób niezwykle poruszający. Maluje słowem, tworząc w naszych głowach idealne obrazy. Wzrusza swoją delikatnością. Potrafiłam płakać nad pięknie ujętymi metaforami, które poddawałam głębszym analizom. Treść książki istotnie zmieniła moje postrzeganie, zaczęłam zwracać większą uwagę na to co posiadam. Na ludzi, którymi się otaczam. Dialogów było mało, ale jeśli już się pojawiały, to zawsze niosły jakąś ważną myśl przewodnią. Czasami były błyskotliwe, innym razem zabawne, a niekiedy ich treść była cytatem z wiersza. Wiersze bowiem odgrywają bardzo ważną rolę w życiu naszych bohaterów. Santopolo odkrywa przed nami serce głównej bohaterki, narażając ją na surowe oceny. Jednak decyzje, jakie podejmuje Lucy są tak ważne i trudne, że odbiorca nie śmiałby ich nawet kwestionować. Gabe również wybiera to, co uważa za najlepsze dla niego, choć nie kieruje się swoim dobrem, a dobrem ludzkości. Pragnie spełniać marzenia, pokazać światu, że ludzie wszędzie mają te same troski i problemy. Pragnie walczyć z przemocą i różnorodnością. Bohaterowie są wykreowani na wrażliwych ludzi, którzy radzą sobie z szarą codziennością w najlepszy według nich sposób. Niekiedy się gubią, by na nowo szukać właściwej drogi do szczęścia. Niestety nie zawsze są w stanie ją odnaleźć, więc jeśli szukacie lukrowanych opowieści, które w efekcie zostawią Was przepełnionych radością i nadzieją – odradzam lekturę „Światła...”. Tu zostaniecie pozbawieni tchu, a szloch będzie Wami gwałtownie wstrząsał. Wiecie, istnieje taka miłość, która jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Od czasu po trudności, a nawet tragedie. Można kochać na wiele sposobów, ale w ten naturalny, do bólu prawdziwy – tylko raz. Jest on wtedy, kiedy nawet po upływie kilkunastu lat nie jesteś w stanie zapomnieć o ulubionych zwyczajach ukochanej osoby. O zapachu, bowiem każdy podobny przywołuje wspólne wspomnienia. O uczuciach, które towarzyszyły Wam na wzajemnej drodze życia. I o tym właśnie jest ta powieść. O tęsknocie, o niewyobrażalnie bolesnych pragnieniach, by otrzymać od losu drugą szansę. Bohaterowie podejmują wiążące decyzje, które później jak echo odbijają się w ich codzienności.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-07-2017 o godz 22:53 tygrysica dodał recenzję:
Jak wiele jesteś wstanie poświecić, aby spełnić swoje marzenia? Czy miłość jest wstanie wygrać z ambicjami? Lucy i Gabe pierwszy raz spotkali się 11 września 2001 roku, kiedy wieżę World Trade Center runęły na ulicę Nowego Yorku. Przerażeni ogromem tej katastrofy uświadamiają sobie, że życie jest zbyt krótkie by przeżyć je nie spełniając marzeń. Zmotywowani postanawiają zrobić w swoim życiu coś co uświadomi innym, że wszyscy na świecie jesteśmy tacy sami, więc nie powinniśmy marnować życia na nienawiść. „Niektóre relacje przypominają jej pożar, są tak potężne, wszechogarniające, majestatyczne i niebezpieczne. Możesz w nich spłonąć, zanim się zorientujesz, jak bardzo cię pochłonęły. Inne są podobne do ognia na kominku, który pali się jednostajnie, dając ciepło i tworząc przytulną atmosferę.” „Światło, które utraciliśmy” to niezwykle wzruszająca historia o miłości, która wciągnie was bez reszty. Pokochałam tą książkę od samego początku za sposób w jaki autorka opowiada historię Lucy i Gabriela. Do tej pory nie miałam okazji spotkać się z narracją, w której główny bohater zwraca się bezpośrednio do adresata i przyznam szczerze, że ogromnie tego żałuję. Ponieważ Jill Santopolo prowadząc ją w taki sposób umożliwiła czytelnikowi bycie świadkiem jednej z najwspanialszych i najintymniejszych rozmów w życiu człowieka. To naprawdę niezapomniane przeżycie poczuć tą „magię” łączącą dwójkę bliskich sobie osób. Jednak nie tylko narracja zasługuję tutaj na pochwałę, ale również sama historia i świetnie wykreowani bohaterowie. Autorka napisała tą książkę w bardzo rzeczywisty sposób. Niczego tutaj nie ubarwiając ani nie przekłamując. Wszystko jest tutaj takie jak naprawdę w życiu codziennym. Dzięki czemu łatwiej zrozumieć postępowanie głównych bohaterów oraz wczuć się w rozgrywane wydarzenia. Jill Santopolo wykonała naprawdę kawał dobrej roboty pisząc „Światło, które utraciliśmy” i już nie mogę doczekać się innych książce jej autorstwa. Warto jeszcze na koniec wspomnieć o okładce tej książki. Jest ona po prostu wspaniała i należą się jej twórcy wielkie brawa. Dawno nie spotkałam się, aby jakaś okładka tak idealnie oddawała klimat zawarty w książce. „Nikt inny nie widział we mnie tego co ty. Rozumiałeś mnie do głębi i nie chciałeś mnie zmieniać. Pragnąłeś mnie taką, jaka jestem. Darren pragnął mnie mimo tego, jaka byłam. Nie umiem tego lepiej wyrazić.” „Światło, które utraciliśmy” rozbiło moje serce na miliard małych kawałków, których ciągle nie potrafię pozbierać. Koniecznie sięgnijcie po tą książkę. Naprawdę warto! Aleksandra https://www.instagram.com/tygrysicaa/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-07-2017 o godz 15:59 SkrytaKsiążka dodał recenzję:
Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem. Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. Są takie książki, które już po samym prologu potrafią nas oczarować i wiemy, że do końca będą fantastyczne i cudowne. Takie, które już od pierwszego zdania potrafią wywołać mnóstwo myśli i emocji. Właśnie tak było w trakcie mojej przygody z powieścią "Światło, które utraciliśmy" po której nie spodziewałam się niczego fascynującego. Wiedziałam, że to historia miłosna, prawdopodobnie myślałam również, że skończy się tak jak wszystkie.. ależ ja się myliłam. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. Muszę wybaczyć samej sobie, że tak pomyślałam. Nie będzie łatwo. Cała historia jest opowieścią Lucy, w całości skierowaną do mężczyzny, którego nigdy tak naprawdę nie przestała kochać. Od samego początku do końca jest przedstawiona z jej punktu widzenia. Podobało mi się to straszliwie, gdyż poznanie jej myśli, decyzje, które ciążyły jej na sumieniu, działania, które podjęła - były uzasadnione. Wiemy dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Wszystko brało się z "czegoś". Fabuła jest do bólu autentyczna i spokojnie mogłaby spotkać każdą z nas - mówię tu o nas, kobietach. Problemy z jakimi się zmagała są realistyczne, jak na normalną kobietę przystało. Nie jest to bohaterka, która irytuje i z całego serca ją polubiłam. Poza tym ogromnie tej dwójce kibicowałam i nie chciałam znać zakończenia, uwierzcie mi - nie chciałam wiedzieć jak to wszystko może się skończyć, starałam się nawet o tym nie myśleć, gdyż to brzmiało tak strasznie. Te wszystkie przemyślenia, zdania tak do bólu prawdziwe, ściskały moje serce i miałam kompletne zawirowanie w głowie. Bałam się tych wydarzeń, które czekały mnie na kartach tej powieści. Bałam się tego co jeszcze mnie spotka. Te anegdoty dotyczące losu, Boga, tego czy to los kieruje nami, przeznaczenie czy może my sami.. całość tak skumulowała się w mojej głowie, że to było dla mnie za wiele. Nie wiemy czym dokładnie kierował się Gabe, co myślał, gdyż mamy przedstawione spojrzenie na całą sprawę ze strony Lucy. Autorka świetnie odwzorowuje każdy najmniejszy detal. Akcja zaczyna się w momencie poznania tej dwójki w trakcie studiów, a później fabuła ciągnie się jeszcze bardzo długo. Wydaje mi się, że to wszystko brzmi strasznie prosto, ale niestety takie nie jest. W naszym życiu mamy wiele takich momentów kiedy musimy podjąć jakąś ważną decyzję. Czy jeśli coś pójdzie nie tak, nie wracamy często do tej sytuacji, w której zdecydowaliśmy tak a nie inaczej? Nie zastanawiamy się co by było gdyby? Cała ta książka jest ogromnym natchnieniem i wielką inspiracją. Pokazuje jak jedna decyzja może zmienić cały bieg wydarzeń. Ukazuje również życie pod względem czasu, który należy wykorzystać jak najlepiej, jeśli jeszcze się żyje i ma się taką możliwość. Bohaterowie tej powieści zmagają się z trudnymi sytuacjami. Wydarzenia, które mają miejsce, z jednej strony nie wydają się niczym nadzwyczajnym, ale z drugiej przedstawiają przesłanie, to drugie dno, które ta cała historia miała nam przekazać. To nie jest tylko opowieść o miłości i sile marzeń, które równają się z ceną, jaką jesteśmy zapłacić za ich realizację, ale głównie o wyborach, czasie i o samym życiu. Jestem zakochana w piórze Jill Santopolo. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością tej autorki, ale jestem oczarowana, dosłownie. Nie mogłam się oderwać od tej pozycji. Pochłonęła mnie całkowicie. Byłam wykończona emocjonalnie po jej skończeniu. Czułam się jakby mnie ktoś zjadł, przeżuł, a potem wypluł. Ostatnio tak się czułam przy czytaniu "Confess" autorstwa Colleen Hoover lub "Bez słów" Mii Sheridan. Wydaje mi się, że ta książka jeszcze długo będzie na liście moich ulubionych powieści z tej literatury. "Światło, które utraciliśmy" to do bólu wzruszająca i pełna emocji pozycja. Nie mam słów aby wyrazić to, jak ta pozycja jest fenomenalna i jak bardzo mi się podobała. Zawładnęła moim sercem i czuję, że jeszcze przez długi czas nie opuści moich myśli. To co zafundowała mi autorka jest nieobliczalne, a z drugiej strony prawdziwe i po prostu piękne. Wszystko w niej zostało przemyślane i dopracowanie. Nie zauważyłam żadnych niedociągnięć. Uwielbiam ją.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-07-2017 o godz 09:02 Diane Rose dodał recenzję:
Historia Lucy i Gabe to historia o pogoni za własnymi marzeniami, o podejmowaniu trudnych wyborów w życiu, o miłości i porzuceniu. Główna bohaterka przechodzi przemianę, podobnie jak uczucie, którym obdarzyła Gabe, bo przecież czas nie stoi w miejscu. Codziennie poznajemy nowe osoby, a w każdej z nich potencjalnie możemy się zakochać. W tej powieści padło również bardzo piękne porównanie dwóch typów miłości. Jest miłość, która wybucha jak pożar, ale nie jesteśmy w stanie jej kontrolować. To miłość, która zwala z nóg, ale może się wypalić w każdym momencie. Jest także miłość, która zachowuje się jak ogień w kominku. Jego możemy kontrolować, podtrzymywać, ale jeden nasz nieuważny ruch i ten płomień również może zgasnąć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-07-2017 o godz 08:57 itysiek_reads dodał recenzję:
"Światło, które utraciliśmy" to piękna i wzruszająca historia o miłości, dylematach i trudnych wyborach, a w jej tle - katastrofa z 11 września 2001 roku. Poznajemy Lucy i Gabe'a, młodych, zakochanych w sobie ludzi, którzy w dniu "apokalipsy" obiecują, że zrobią w życiu coś wielkiego, coś, co zostawi po nich ślad. W obliczu tragedii chcą oni kształtować umysły ludzi starszych i młodszych, wpływać na ich światopogląd i czegoś nauczyć. Gdy Lucy oddaje się pracy przy produkcji programów telewizyjnych, Gabe postanawia zostać fotoreporterem wojennym i wyjeżdża na Bliski Wschód, a to oznacza koniec związku, koniec wspólnej przyszłości i koniec dawnego życia.... Czy to jednak prawda? Czy prawdziwa i niepowtarzalna miłość kiedyś się kończy? Czy daje tak łatwo o sobie zapomnieć? Z książki dowiadujemy się, że nie. Od tej pory Lucy na każdym kroku musi podejmować trudne dla siebie decyzje - czy podążać za głosem serca, czy może słuchać rozumu, który podpowiada, aby wyrzuciła Gabe'a z pamięci? Całym sercem kibicujemy głównej bohaterce, to musi być straszne życie, gdy w tyle głowy ciągle brzmi pytanie "co by było gdyby?". Każdy kolejny partner, każda miłość czy zbliżenie porównywane są do tej jedynej i pierwszej miłości, przez co rzadko możemy doznać pełnego szczęścia. To historia o bardzo trudnych wyborach, kolejach przewrotnego losu i utraconym szczęściu - świetle miłości, która rozjaśniała mrok. Dodatkowo książka napisana jest w formie wspomnień Lucy, rozmowy z Gabe'm, co nadaje jej bardzo intymny i melancholijny charakter, zwłaszcza w odniesieniu do zakończenia. Książka jest naprawdę piękna i wzruszająca... Polecam z całego serca!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-07-2017 o godz 21:05 Matka Puchatka dodał recenzję:
Pamiętacie, co robiliście 11 września 2001 roku? Jaka była wtedy pogoda? Jaką pozycję na niebie zajmowało wtedy słońce? Czuliście, że to nowy początek czy koniec pewnego rozdziału w Waszym życiu? A może odsunęliście od siebie tę myśl, przeszliście obojętnie, przemilczeliście? Czy zamach na bliźniacze wieże wpłynął jakoś na to, kim jesteście, zmienił Wasze życie lub po prostu nauczył Was z niego korzystać? "Śmierć sprawia czasem, że ludzie garną się do życia." Część z Was na pewno wstrzymała oddech – choć na chwilę – ogarnęło Was niedowierzanie, na moment straciliście poczucie bezpieczeństwa, by z czasem wrócić do naszej polskiej "normalności". Wiecie, że niektórzy wciąż oddychają tamtym pyłem? Dla wielu osób świat zatrzymał się w tym dniu... Dla innych dopiero wtedy ruszył z miejsca. W najnowszej powieści – pierwszej wydanej w Polsce –autorstwa Jill Santopolo pt. Światło, które utraciliśmy wydarzenia z 11 września są puntem zwrotnym w życiu głównych bohaterów. Chociaż nie byli oni bezpośrednimi uczestnikami tej masakry, znacząco wpłynęła ona na ich późniejsze decyzje, pchnęła do działania, wyznaczyła nową drogę, zmieniła sposób postrzegania rzeczywistości. Każdego dnia podejmujemy setki ważnych lub pozornie nieistotnych decyzji. Nad wieloma sprawami nie zastanawiamy się wcale – ot, często działamy na autopilocie, żyjąc z dnia na dzień w świecie, który zbudowaliśmy przez lata z niewielkich cegiełek. Niektóre decyzje wymagają przemyślenia – głowimy się nad nimi dniami i nocami, które przechodzą w tygodnie, odkładając wszystko na bliżej nieokreślone "potem". Inne wymagają od nas szybkiego działania. Wybrać musimy "tu" i "teraz", czasem w jednej chwili rzucając na szalę swoje być albo nie być. Zdarza się jednak tak, że decyzje podejmujemy tak po prostu – czasem świat robi to za nas, a my uczymy się żyć w nowej sytuacji. Czasem w naszym życiu pojawia się ktoś, kto najpierw szturmem zdobywa nasze serce, by później zabrać jego część, odchodząc. I zdarza się też, że osoba, którą poznaliśmy wiele lat wcześniej, nie pozwala nam o sobie zapomnieć. Znacie to uczucie, kiedy jakiś zapach przenosi Was w czasie, pozwalając przeżyć chwilę jeszcze raz; kiedy uśmiechacie się na myśl o jakimś detalu, bo przypomina Wam tę osobę, ten moment? To takie małe skrawki, które zbieramy w naszym albumie, by ułożyć z nich sentymentalny kolaż. Wiecie, co mnie zachwyciło w tej opowieści? Przede wszystkim było to poczucie, że taka miłość, ta historia i te emocje mogły przytrafić się każdej kobiecie – choć może niekoniecznie w tym dniu i nie na dachu budynku, nie w ramionach wrażliwego artysty i pewnie nie z taką gwałtownością. Światło, które utraciliśmy to historia, która już od początku wprowadza nas w stan niepokoju. Wiemy, że coś nie wyszło, ale nie mamy pojęcia, o co może chodzić, a kiedy poznajemy prawdę... Cóż, życie bywa nieprzewidywalne, podejmowane przez nas decyzje niosą ze sobą konsekwencje, prawda? Lucy zabiera nas w sentymentalną podróż, która z pewnością zmusi do refleksji – nad swoim uczuciem, nad miejscem, który zajmujemy w świecie i przede wszystkim nad tym, jak jedna decyzja może zmienić bieg wydarzeń, a co dopiero kilka, które są w stanie wywrócić świat do góry nogami. Historia, choć tak odległa (i czas, i przestrzeń są większości z nas obce, i takich ludzi nie spotykamy na co dzień), staje się nam bardzo bliską. Światło, którego nie widać to poruszająca opowieść o wielkiej miłości, bólu i wewnętrznej walce ze swoimi pragnieniami. To również kilka drobnych gestów, które mogą zmienić życie dwojga ludzi, to szybkie działanie i niekończące się rozważanie, ale też potrzeba bycia tu i teraz – świadomie, w pełni, tylko dla siebie i aż dla kogoś. Będzie przejmująco, niełatwo i bardzo emocjonalnie; poszukacie chwili, odkryjecie czas i wielokrotnie zerkniecie wstecz... matkapuchatka.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-07-2017 o godz 12:02 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku, kiedy wieże World Trade Center runęły, a Nowy York opanowało przerażenie. Ten dzień uświadomił im, jak kruche i ulotne jest życie i sprawił, że zaczęli inaczej postrzegać świat. Odczuwać więcej, marzyć odważniej, kochać mocniej. Wszystko zmienia się w dniu, który staje się dla Lucy zarówno dniem sukcesu, jak i upadku. Kiedy dziewczyna odbiera nagrodę Emmy za produkowany przez nią program telewizyjny dla dzieci, Gabe podejmuje decyzję o wyjeździe na Bliski Wschód, gdzie ma zacząć pracę fotoreportera. Dzień ten początkuje nieodwracalne zmiany, a miłość Lucy i Gabe’a zostaje wystawiona na poważną próbę. W kolejnych latach po wyjeździe chłopaka Lucy będzie musiała podjąć wiele niełatwych decyzji. Czy pierwsza miłość okaże się tą ostatnią? Zwykle stronię od tego typu książek. Trzymam się z daleka od wszelkich powieści obyczajowych, w których główną rolę gra wątek romantyczny. Takie historie w żaden sposób mnie nie poruszają, nie bawią,  nie ciekawią, a zwykle boleśnie rozczarowują. Ale czym byłaby literatura, gdyby nie istniały zaskakujące wyjątki od reguły? I tym razem przekonałam się, że nawet w gatunku, który nie należy do naszych ulubionych, można znaleźć niezwykłe perełki, które trafiają do serca czytelnika i zapisują się w nim na stałe. Zwykle od powieści New Adult lub Young Adult odstraszała mnie powierzchowność i głupota, jaką nierzadko wypełnione są te historie. Wszystkie ich wydarzenia i wątki wydają mi się bezsensowne i pozbawione większego znaczenia. Są to takie infantylne opowieści o miłości, które kompletnie do mnie nie przemawiają, a żebym uznała je za warte uwagi, muszą mieć w sobie coś wyjątkowego. Światło, które utraciliśmy jest powieścią mądrą, przemyślaną i dorosłą. Nie zobaczymy tutaj głupiutkich rozterek, bezmyślnych rozwiązań i płytkich problemów, ponieważ historia Lucy i Gabe’a jest inteligentna, pouczająca i niesie ze sobą masę mądrości. Jill Santopolo stworzyła wzruszającą, poruszającą historię, która pokazuje, że istnieje wiele odcieni miłości i nigdy nie jest ona taka sama. Raz może być jak niebezpieczny pożar, niszczący wszystko, co zastanie po drodze, a innym razem przypomina bardziej przyjemny, gorący ogień w kominku, przynoszący uczucie bezpieczeństwa. Przekonujemy się też, że nie istnieje związek idealny, który nie miał by wad. Każda relacja ma swoje blaski i cienie, momenty, w których serce unosi się do nieba, oraz te, kiedy upada na dno. Jill Santopolo pisze z wielką mądrością i rozwagą. Nie jest to jedna z tych powierzchownych historii, które można przeczytać i natychmiast wyrzucić w odległy zakątek pamięci. Autorka doskonale radzi sobie z opisywaniem uczuć. Całą historię poznajemy z perspektywy Lucy i gdybym nie miała okazji poznać jej od początku i widziała tylko pojedynczy obraz, z pewnością zbyt pochopnie oceniłabym tą bohaterkę. Dzięki autentyczności i realizmowi, z jakim Jill Santopolo przedstawia życie Lucy, jej emocje i przeżycia, byłam w stanie naprawdę zrozumieć tę dziewczynę, szczerze jej współczuć, cieszyć się z nią i płakać. Naprawdę lubię, kiedy dana książka opowiada nie tylko o krótkiej chwili z życia bohatera, o kilku miesiącach lub tygodniach, podczas których śledzimy jego losy, ale pozwala nam poznać jego życie praktycznie od początku do końca. Możemy śledzić losy postaci od młodości do dorosłości – towarzyszyć jej w trakcie studiów, pierwszej miłości, rozwijającej się kariery, ślubu, tworzenia rodziny… Tak samo jak uwielbiałam to na przykład w Love, Rosie, tak samo podobało mi się to w Świetle, które utraciliśmy. Chociaż pierwszy raz spotykamy bohaterów, kiedy są jeszcze nastolatkami, to poznajemy ich historię jeszcze wiele, wiele lat później. Powieść Jill Santopolo czyta się znakomicie – szybko i bez możliwości oderwania się od lektury. Nie zdarza mi się to często, ale w trakcie jej czytania naprawdę chwilami zapominałam o bożym świecie i przenosiłam się do Nowego Yorku, do świata Lucy i Gabe’a. Dodatkowo powieści nieustannie towarzyszy uczucie niepokoju, ukrytego gdzieś przeczucia, że zaraz wydarzy się coś niespodziewanego i niezwykle znaczącego, co zmieni wszystko. I faktycznie pod koniec otrzymujemy bombę, która jest w stanie złamać serce. Książka Jill Santopolo okazała się wyjątkowa. Takich historii długo się nie zapomina i mieszkają one w głowie czytelnika przez długi czas po skończeniu lektury. Jest to powieść do bólu prawdziwa, autentyczna i wzruszająca, a w dodatku niezwykle mądra i pouczająca. Mówi o miłości w zupełnie inny sposób niż reszta książek tego gatunku. Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. To będzie opowieść, którą zapamiętacie na długo. booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-07-2017 o godz 09:43 zosia dodał recenzję:
11 września 2001 roku. Upadek World Trade Center. Dla wielu był to koniec, dla nich początek wszystkiego. Lucy i Gabe poznali się właśnie tego dnia. Gabe wpadł spóźniony na zajęcia, rozejrzał się po sali i przysiadł się do uroczej dziewczyny. W 2001 r. dostęp do Internetu nie był tak wszechobecny. O ataku na WTC usłyszało zaledwie kilka osób, dlatego zajęcia trwały dalej. Dopiero po nich wieści się rozeszły, studenci usłyszeli najnowsze informacje z telewizyjnych wiadomości. Wielu z nich weszło na dach uczelnianego budynku, z którego rozpościerał się widok na Nowy Jork. Chcieli ujrzeć zniszczone WTC na własne oczy. Wśród nich była Lucy z Gabem. Właśnie tu pocałowali się po raz pierwszy. Tu zaczęło się wszystko. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Gabe otrzymał niesamowitą ofertę pracy na Bliskim Wschodzie, marzył o niej i dzięki niej może spełnić swoje aspiracje zawodowe. O swoim wyjeździe informuję Lucy w tym samym dniu, w którym jej program telewizyjny otrzymuje nagrodę Emmy. To był koniec, a zarazem nowy początek. Gdy World Trace Center upadło, miałam zaledwie 5 lat. Usłyszałam o katastrofie, widziałam zdjęcia w telewizji, jednak byłam za mała, żeby zrozumieć jej znaczenie. Gdy dorosłam, ogrom tragedii, mających miejsce każdego dnia, przyćmił wrześniowe wydarzenia. Dopiero autorka skierowała moje myśli do roku 2001. Ukazała upadek WTC z punktu widzenia młodych ludzi. Ludzi, którzy mają przed sobą całe życie, a w jednej chwili odkrywają jak kruche ono jest. Po szesnastu latach zrozumiałam dlaczego ten dzień wstrząsnął całym światem. Przez chwilę stałam się świadkiem tych wydarzeń, pozwoliłam, aby mój świat wywrócił się do góry nogami. Sięgając po "Światło, które utraciliśmy" spodziewałam się typowej historii romantycznej. Bohaterowie poznają się, zakochują, następuje zgrzyt, rozstanie, zaraz jednak znów są razem, a ich historia kończy się szczęśliwie. W tej książce nie było miejsca na podobny schemat. Drogi Lucy i Gabe nie jednokrotnie się schodziły i rozchodziły. Ich historia przypominała mi Rosie i Alex z "Love, Rosie", spotykali się, aby znów podążyć w różne strony. Lucy opowiada nam swoją historię. Kilkanaście lat swojego życia przedstawia w formie retrospekcji, w których zwraca się do Gabe'a. Poznajemy bohaterkę, jej uczucia, myśli, emocje. Otwiera się przed nami całkowicie, a na każdą sytuację możemy spojrzeć z jej perspektywy. Uwielbiam książki pisane w ten sposób, więc ta podbiła moje serce już po kilku stronach. Książka niejednokrotnie zmusiła mnie do refleksji. Przez całą lekturę zadawałam sobie mnóstwo pytań. Czy mogłabym kochać dwóch mężczyzn na raz? Czy znalazłabym wystarczająco dużo miejsca w sercu? Czy potrafiłabym żyć targana uczuciami, jak w przypadku bohaterki? Po zapoznaniu się z historią Gabe i Lucy zrozumiałam, że nie mogłabym kochać dwóch mężczyzn jednocześnie. Nie potrafiłabym oddać serca komuś nowemu, gdyby wciąż należało do mojej pierwszej miłości. Ta opowieść wywołało u mnie morze emocji. Złamała moje serce już po kilku pierwszych stronach, a z każdym kolejnym rozdziałem pękało ono coraz bardziej. Czytanie bolało. Podejrzewałam jak to się skończy, wiedziałam, że mnie to złamie, ale brnęłam dalej. Czekałam na spotkanie z nieuniknionym. "Światło, które utraciliśmy" to nie jest lekka książka. To pełna wzlotów i upadków historia, która mogłaby dotyczyć każdego dnia. Życie to nie bajka i właśnie to starała się przekazać autorka. Czasem jedna decyzja nieodwracalnie może zmienić nasze życie. Autorka pokazała jak trudno jest pogodzić miłość, pracę, potrzebę spełnienia. Historia Lucy i Gabe jest pełna bólu i smutki, na samą myśl ściska mnie w sercu, ale jest też piękna i wyjątkowa. Czytając ostatnie strony, miałam łzy w oczach. Nie myślałam, że tak książka aż tak do mnie trafi! Zdecydowanie powinniście ją przeczytać, przeżyć życie Lucy wraz z nią!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-07-2017 o godz 18:43 Danuta Ciesielska dodał recenzję:
Lucy i Gabe poznaję się w jednym z najtragiczniejszych dni w naszych czasach, a dokładniej 11 września 2001, czyli w dniu ataku na WTC. Dzień ich poznania był początkiem niesamowitego uczucia, które oboje postanowili utrzymać naprawdę długo. Nie wszystko jest jednak tak idealne jak się wydaję. Każde z nich posiada marzenia, którym jest w pełni oddany. Lucy pragnie tworzyć programy telewizyjne dla dzieci, a Gabe pragnie fotografować. Gdy tylko nadarza sie okazja spełnienia fotograficznego marzenia, Gabe decyduje się zostawić Lucy. Dziewczyna żyje dalej starając się zapomnieć o swoim chłopaku, jednak nie tak łatwo jest jej wyrzucić z głowy swoja pierwszą miłość. Po przeczytaniu opisu książki byłam pewna, ze będzie to kolejna historia miłosna, która nie oferuje czytelnikowi nic nowego. Jak się okazało, byłam w ogromnym błędzie. Opis kompletnie nie oddaje tego co możemy znaleźć w tej książce, a uwierzcie, możemy znaleźć naprawdę wiele. Historia ta jest po prostu życiowa. Pokazuje dokąd mogą nas doprowadzić poszczególne wybory oraz trudy podejmowania decyzji. Opowiada nam także o silnym uczuciu, które może połączyć dwójkę ludzi na wiele, wiele lat. Dodatkowo w książce pokochałam to, że narratorem historii jest Lucy, która opowiada nam historie na przełomie kilkunastu lat, nieraz zwracając się przy tym bezpośrednio do Gabe'a, Dzięki tej narracji odniosłam wrażenie jakby Lucy siedziała obok mnie przy kawie i opowiadała mi o swoim życiu. Światło, które utraciliśmy to historia miłosna, z którą każdy powinien się zapoznać ponieważ opowiada o tym co bliskie każdemu z nas- o miłości, o tym jak przewrotny bywa los, o trudach, szczęściu i decyzjach. Choć w książce nie ma pędzącej akcji to czytelnik po prostu przez nią płynie, rozkoszując się każdym napisanym słowem. Nie zastanawiajcie się, czy po nią sięgnąć, po prostu to zróbcie, naprawdę warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-06-2017 o godz 19:20 1991monika dodał recenzję:
Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku, gdy wieże WTC runęły w mieście, w którym żyli. To wydarzenie określiło ich życia, ponieważ uświadomili sobie, że jest ono zbyt krótkie by marnować czas na błędne decyzje i że trzeba z niego czerpać garściami. Lucy po studiach spełnia się zawodowo jako producentka programów telewizyjnych dla dzieci, o czym zawsze marzyła. W dniu, w którym zostaje doceniona i otrzymuje nagrodę Emmy, Gabe wyznaje, że podjął decyzję o przedłożeniu swojej kariery nad ich związek i wyjeżdża na Bliski Wschód. Choć ich drogi się rozeszły to utrzymują ze sobą kontakt, czasami nie odzywając się do siebie przez ponad rok. Jednak wydarzenia w książce dzieją się na przestrzeni ponad 10 lat i w tym czasie jesteśmy świadkami mnóstwa wydarzeń w życiu bohaterów (sukcesów na polu zawodowym, prób stworzenia nowych związków i założenia rodziny). Historia opisana przez Santopolo może wydawać się banalna, ale jest piękna właśnie dzięki temu, że ukazuje ludzi takich jak my, a wydarzenia, które ich spotykają, mogą przydarzyć się każdemu z nas. „Światło, które utraciliśmy” to książka bardzo emocjonalna, wywołuje wiele wzruszeń i łez. Głównie za sprawą świetnej narracji z perspektywy Lucy, która opowiada o wszystkich wydarzeniach Gabrielowi ze swojej perspektywy. Dzięki temu dokładnie wiemy, co myślała, czym się kierowała, co czuła i dlaczego podjęła w danej sytuacji taką, a nie inną decyzję oraz przeżywamy wszystko razem z nią, a wiele razy targały nią bardzo sprzeczne emocje i była rozdarta emocjonalnie. Ta książka zmusza do refleksji i zadania sobie kilku pytań. No bo co by było gdyby? Gdyby w tym ważnym dla nas momencie jednak podjęło się inną decyzję? Czy z perspektywy czasu to był dobry wybór, czy wiedząc co się wydarzyło potem powinniśmy byli jednak wybrać inną opcję? Ja w tej książce znalazłam ważne przesłanie o trudnych wyborach, miłości, a przede wszystkim o życiu - mamy je jedno i trzeba korzystać z niego w pełni, bo zmarnowanego czasu nikt nam nie zwróci. Jill Santopolo stworzyła świetną historię, którą warto przeczytać. Historia nie jest przerysowana, dotyka ludzi takich jak my, którzy zmagają się z codziennością. Skłania do przemyśleń i wywołuje sporo emocji. Na pewno na dłużej zapadnie mi w pamięci.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-06-2017 o godz 12:56 Anonim dodał recenzję:
Cała recenzja na: http://mybooksharmony.blogspot.com/2017/06/jill-santopolo-swiato-ktore-utracilismy.html "Światło, które utraciliśmy" to historia z pozoru banalna i prosta, historia jak wiele innych: dwoje ludzi rozstaje się, ponieważ kariera zawodowa okazała się ważniejsza, a jednak od początku nie mogłam się oderwać, cały czas chciałam więcej! Dlaczego się tak stało? Może dlatego, że bohaterzy byli w podobnym wieku jak ja, może dlatego, że byłam ciekawa co stanie się z Gabe'm, który poświęcił miłość dla kariery, a może dlatego, by dowiedzieć się jak Lucy poradziła sobie z wielką stratą, czy podjęła właściwe decyzje i wytrwała w nich. Wszystkie te rzeczy sprawiły, że zachłysnęłam się tą historią, a w pewnym momencie po prostu odebrała mi dech. Według mnie książka była intymnym wyznaniem dojrzałej kobiety. Muszę przyznać, że książka spodobała mi się również dlatego, że w pewnych momentach przywodziła na myśl skojarzenia z książkami, które uwielbiam tj. "Love Rosie" Cecelii Ahern oraz "Jeden dzień" Davida Nicholls'a. Dlatego, jeśli również lubicie te powieści i jeśli chcecie dowiedzieć się jak zakończyła się historia Lucy i Gabe'a biegnijcie do księgarni, już 5 lipca 2017 na półkach będzie na Was czekać "Światło, które utraciliśmy"!!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-06-2017 o godz 11:04 madziao dodał recenzję:
[siostryczytaja.blogspot.com]„Światło, które utraciliśmy” to książka, której początkowo nie uznawałam za jakąś bardzo dobrą, ale po prostu zwyczajną. Historia wydała mi się dość prosta, jednak w końcu zrozumiałam, że taka nie jest. Zawierała w sobie elementy szczęścia, ale też smutku, miłości spełnionej i niespełnionej. Jednak ważnym odczuciem było też cierpienie, które w mniejszym lub większym stopniu towarzyszyło głównej bohaterce. Treść, którą czytamy, jest skierowana do Gabe’a, którego Lucy poznała w dniu tragedii z World Trade Center. Często się zdarzało, że cześć z faktów dotyczących ich życia poznaliśmy już wcześniej, jednak bardziej ogólnikowo. Z czasem doceniłam takie posunięcie autorki, bo rzadko kiedy w książkach spotykamy coś takiego, a w wypadku „Światła, które utraciliśmy” to był doskonały pomysł. Ponadto każdy rozdział był dosyć krótki, dzięki czemu szybciej i przyjemniej czytało się książkę. Lucy od samego początku naprawdę kochała Gabe’a. Nawet po związaniu się z innym mężczyzną, to właśnie on zajmował jej myśli. Szczerze mówiąc, na początku bardzo mnie to irytowało. W życiu naprawdę jej się poszczęściło – poznała kogoś, kto ją bardzo pokochał, spełniał z nią wspólne marzenia; kogo w końcu poślubiła i z kim miała piękne dzieci. Do tego miała cudowną pracę, w której się spełniała. A mimo to często narzekała, a to że Dorren zrobił jej niespodziankę (coś, o czym marzyła), ale jej nie pasowało to, bo wolała sama zdecydować o tym… Po przeczytaniu książki dotarło jednak do mnie, że Lucy kochała Dorrena, jednak jej prawdziwą miłością był Gabe. I wtedy jej uczucia co do niego okazały mi się rzeczywiste… Dlaczego myślała o nim przez wiele lat, a także dlaczego tak reagowała na wiadomości z jego życia, maile… Myślę, że bardzo żałowała tego, jak niektóre rzeczy się potoczyły, szczególnie po zakończeniu, które właściwie złamało moje serce… Mimo swoich uczuć do Gabe’a Lucy nie chciała zrezygnować ze swojej rodziny dla niego. Swoje dzieci stawiała ponad wszystko i nie zamierzała niszczyć ich życia przez rozwód z ich tatą, co pokazało, że była naprawdę dojrzałą kobietą i matką. Jeśli chodzi o postać Gabe’a to też z początku bardziej byłam na nie niż na tak. Zdecydowanie nie spodobało mi się, że tak po prostu zostawił Lucy i wyjechał, żeby spełniać swoje marzenia dotyczące pracy. Jednak, kiedy to przemyślałam, pomyślałam, że na jego miejscu postąpiłabym podobnie, bo kochając to, co robię też bym wolała wyjechać i się spełniać. I też liczyłabym, że w końcu drogi z ukochaną osobą w końcu się zejdą. Jednak te zachowania Gabe’a były co najmniej nieodpowiednie – raz pisał do Lucy, przez co ta na nowo zaczynała o nim Myślec, a raz przez wiele miesięcy się nie odzywał, nie wspominając nawet m.in. o swoich zaręczynach.. Warto przeczytać „Światło, które utraciliśmy”, bo to książka, która potrafi złamać serce. Pokazuje historię z pozoru zwykłą, a jednak niesamowitą. Pokazującą, jak wielkie szczęście miała bohaterka, ale też jakie cierpienie musiała zaznać. Kilka godzin z tą książką będzie niewystarczające, bo po lekturze będzie potrzebne jeszcze kilka, żeby oswoić się z tym, jak to wszystko się potoczyło…
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-06-2017 o godz 14:58 kogellmogell dodał recenzję:
Czasami jeden dzień może mieć wpływ na to jak potoczy się nasze całe życie. Może zdecydować o naszym dalszym losie, a także sprawić, że wszystko nabierze szczególnej wagi i na trwałe zapisze się w naszej pamięci. Tak się właśnie stało w przypadku Lucy i Gabe'a, którzy poznali się 11 września 2001 roku. Zamach na wieże World Trade Center odbił swoje piętno i zapisał się w historii ludzkości już na zawsze. Jednak w życiu naszych bohaterów był dopiero początkiem, a nie końcem. Historia tej dwójki została opisana w formie wspomnień Lucy, skierowanych bezpośrednio do Gabe'a, co nadało jej niesamowitego, chociaż momentami bardzo melancholijnego klimatu. Czytając przeżywałam każdą chwilę radości i smutku razem z Lucy, byłam jej cichą towarzyszką przez te wszystkie lata opisane w książce. Byłam obok niej przy każdym kolejnym spotkaniu i rozstaniu z ukochanym, razem z nią próbowałam ułożyć sobie życie na nowo i razem z nią tęskniłam za tą pierwszą prawdziwą miłością. Miłością, która mimo upływu lat nigdy nie dała o sobie zapomnieć i która zasłużyła na miano tej jedynej. Jill Santopolo nie stworzyła historii pełnej akcji i tempa, którą czyta się z wypiekami na twarzy, bohaterów tak idealnych, że aż nierealnych i sytuacji, które nie mogłyby dotknąć kogoś z nas. Stworzyła powieść przepełnioną nostalgią, prawdziwym i dotkliwym bólem, oraz wewnętrznym rozdarciem, w którym potrzeby serca schodzą na drugi plan. Rozkochała mnie w miłości jaką emanowali bohaterowie, w swoim stylu pisania, oraz autentyczności jaką ze sobą niesie ta historia. Mimo, że "Światło, które utraciliśmy" przeczytałam już kilka tygodni temu to nadal nie pogodziłam się z jej zakończeniem. Na kartach tej książki zostawiłam nie tylko swoje łzy, ale również swoje serce. Oddałam jego cząstkę losom i postaciom Lucy i Gabe'a.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-06-2017 o godz 10:57 Józefina dodał recenzję:
Kiedy zaczynałam czytać "Światło, które utraciliśmy" spodziewałam się kolejnej zwykłej młodzieżówki. Powiem wam, że pozytywnie się zaskoczyłam! Zabawna, wzruszająca i przeurocza! Na samym końcu złamała mi serce i potrzebowałam chwili by z powrotem zacząć normalnie funkcjonować. Nie ma w niej zbędnych przerysowań, jest niezwykle realistyczna i skłania do refleksji. Bardzo podobał mi się sposób narracji w którym główna bohaterka zwracała się bezpośrednio do adresata. Nie przypominam sobie czy w jakiejś innej powieści z nim się spotkałam. Książka ta pokazuje, że istnieje wiele różnych rodzajów miłości, jak czasem trudne bywa podejmowanie decyzji oraz że nawet najdrobniejsze z nich potrafią nieodwracalnie wpłynąć na nasze życie. Moim zdaniem jest to książka idealna na wakacje! Mogę ją szczerze polecić.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-06-2017 o godz 13:04 Amanda dodał recenzję:
Tekst pochodzi z bloga: http://amandaasays.blogspot.com/ 11 WRZEŚNIA 11 września 2001 roku na zawsze zapisał się w historii. I chociaż w Polsce aż tak tego nie odczuliśmy, w Stanach Zjednoczonych miliony ludzi płakało nad okrucieństwem i śmiercią bliskich im osób. Tego dnia ludzie zrozumieli, że życie jest zbyt krótkie, by niewłaściwie je przeżyć. W takich chwilach zdobywali się na wielkie gesty, okazywali miłość, tworzyli najsilniejsze więzi, obierali kierunek swojej kariery, chociaż wcześniej bali się wypowiedzieć na głos swoje marzenia. 11 września wpłynął także na Lucy i Gabe'a, którzy poznali się właśnie tego dnia. LUCY I GABE Właściwie znali się już wcześniej, chodząc na te same zajęcia na uczelni, jednak nie zwrócili na siebie uwagi aż do tego dnia. Coś między nimi zaiskrzyło i chociaż ponownie spotkali się dopiero po jakimś czasie, to był to początek niesamowitego uczucia. Lucy pragnęła uczyć amerykańskie dzieci poprzez swoje programy telewizyjne, Gabe - fotografować emocje i zmienić tym podejście ludzi do niektórych spraw. Oboje tak podobni do siebie, oddani swoim marzeniom, a jednocześnie tak inni, gdy przyszło im stawić czoła problemom i podjąć ważne życiowe decyzje. Historia pozwala nam prześledzić ich znajomość, poznać ich wybory, dylematy, osobiste rozterki. Sprawiła również, że polubiłam Lucy, zaś Gabriela uznałam za egoistę. Kto wie? Może Ty ocenisz ich inaczej? RÓŻNE ODCIENIE MIŁOŚCI Wielką zaletą tej historii jest to, iż jest niezwykle życiowa. Brak tu przekłamań i niepotrzebnych koloryzacji. Mamy prawdziwe życie ze wszystkimi jego plusami, minusami i szarościami. Niesamowicie jest tu również przedstawiona kwestia miłości. Światło, które utraciliśmy nie jest bowiem pustym romansidłem na poprawę humoru. To opowieść o intensywnej młodzieńczej miłości, z całą jej beztroską i wszystkimi bezmyślnymi decyzjami. Następnie, traktuje o miłości dojrzalszej, spokojnej, dającej ciepło i stabilizację, a także o tej rodzicielskiej, która często jest silniejsza niż wszystkie inne. Opowiada o tym, że są w naszym życiu osoby, które goszczą w nim na krótko, jednak zawsze powodują burzę z piorunami i jesteśmy skłonni zrobić dla nich naprawdę wiele. A przede wszystkim, jest to historia o decyzjach. Dokąd nas prowadzą poszczególne wybory? Czy gdybyśmy postąpili inaczej, znaleźlibyśmy się w tym samym miejscu, co teraz? Z jakimi konsekwencjami będziemy musieli się uporać? STRUKTURA Narratorem naszej historii jest Lucy - opowiada ona całą historię znajomości z Gabe'm, zwracając się bezpośrednio do niego, dzięki czemu mamy wrażenie, że jesteśmy świadkami intymnej rozmowy pary młodzieńczych kochanków. Powierzenie narracji Lucy sprawia również, iż to właśnie ją jesteśmy w stanie poznać lepiej i dokładniej, zaś umysł Gabriela wydaje nam się czasami wielką niewiadomą. Forma książki przypomina kalejdoskop wspomnień (co zresztą wiąże się z motywem kalejdoskopu, który jeszcze przewija się przez książkę), w której poszczególne wydarzenia są niczym przebłyski. Potęguje to również fakt, iż całość podzielona jest na krótkie rozdziały, które sprawiają, że utwór czyta się niezwykle szybko. Warto jednak zaznaczyć, iż mimo tych wspomnień w formie przebłysków oraz faktu, że bohaterka czasami napomykała wcześniej o tym, co było w pełni przedstawione dopiero kilka rozdziałów później, poszczególne wydarzenia opowiadane są w odpowiedniej kolejności i nie mamy problemu z odnalezieniem się w historii, a wszelkie wstawki o przyszłości tylko potęgowały ciekawość i bardziej angażowały czytelnika w poznawanie losów postaci. KLIMAT Ogromnym plusem tej książki jest klimat, w jakim została utrzymana. Autorka w niesamowity sposób operuje słowem, nakreślając wyrazistych bohaterów i przekazując nam ogrom przepełniających ich emocji. Dodatkowo, dzięki specyficznej formie narracji, pełnej bezpośrednich zwrotów Lucy do Gabe'a - stwierdzeń, pytań, przypuszczeń, możemy poczuć swego rodzaju melancholię. Skłoni nas ona do powrotu myślami do naszych młodzieńczych lat i ludzi, którzy pojawili się w naszym życiu oraz refleksji nad tym, w jakim miejscu znajdujemy się teraz. Zakończenie natomiast ogromnie wzrusza i każe postawić się nam na miejscu bohaterów - czy podjęlibyśmy takie same decyzje? A może zrobilibyśmy to wszystko zupełnie inaczej? PODSUMOWUJĄC Światło, które utraciliśmy, to piękna historia o życiu, jego trudach i radościach. O młodości, pierwszej miłości, dorastaniu i coraz bardziej dojrzałych decyzjach. O tym, jak przewrotny bywa los i jak często stawia na naszej drodze ludzi, którzy nawet będąc z nami na chwilę, pozostawiają więcej wspomnień, niż wszystko inne. To książka pobudzająca wspomnienia i sprzyjająca refleksji. Warto również wspomnieć, że brak w niej pędzącej akcji i jest to raczej utwór dla tych, którzy lubią rozkoszować się słowem. Zadowoleni więc powinni być miłośnicy takich historii jak Love, Rosie, czy też Jeden dzień. Pozwólcie, by Lucy opowiedziała Wam swoją historię - naprawdę będzie warto!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Lokatorka Delaney JP
29,52 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Bez uczuć Sheridan Mia
33,49 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Zła Julia Rayven Leisa
27,49 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Hopeless Hoover Colleen
28,99 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Confess Hoover Colleen
33,49 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Ocalałe Sager Riley
25,99 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Bez słów Sheridan Mia
31,49 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Zły Romeo Rayven Leisa
30,99 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Ugly love Hoover Colleen
33,49 zł
39,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Losing hope Hoover Colleen
28,99 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Szeptem Fitzpatrick Becca
27,49 zł
32,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Maybe Someday Hoover Colleen
33,49 zł
39,90 zł
 

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Bez uczuć Sheridan Mia
33,49 zł
39,90 zł
strona produktu - rekomendacje We dwoje Sparks Nicholas
27,49 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Ponad wszystko Yoon Nicola
28,99 zł
35,00 zł
strona produktu - rekomendacje Lokatorka Delaney JP
29,52 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Zła Julia Rayven Leisa
27,49 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Uwiedź mnie Glines Abbi
27,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Bez słów Sheridan Mia
31,49 zł
34,90 zł
strona produktu - rekomendacje Confess Hoover Colleen
33,49 zł
39,90 zł
strona produktu - rekomendacje Blisko ciebie West Kasie
30,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Kiedy odszedłeś Moyes Jojo
32,99 zł
39,90 zł
strona produktu - rekomendacje 13 powodów Asher Jay
29,49 zł
35,90 zł
strona produktu - rekomendacje Prokurator Świst Paulina
27,92 zł
34,90 zł
strona produktu - rekomendacje Zły Romeo Rayven Leisa
30,99 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Ugly love Hoover Colleen
33,49 zł
39,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych

 zamknij  korzyści