Ruda Recenzuje
Dane
Nick użytkownika
Ruda Recenzuje
Publiczny e-mail:
brak
Imię:
brak
Nazwisko:
brak
Grób mojej siostry - Dugoni Robert
Grób mojej siostry Dugoni Robert
Książki  | Oprawa miękka
  • 5
Już się nie boję ciemności
20 lat temu zaginęła siostra Tracy. Kobieta nigdy nie pogodziła się z tragedią, która zniszczyła jej rodzinę i wpłynęła na całe jej życie. Pewnego dnia otrzymuje możliwość, by jeszcze raz zmierzyć się z przeszłością i nareszcie przekonać się, co wydarzyło się w dzień zaginięcia Sary. Z Robertem Dugonim spotkałam się po raz pierwszy, a takie spotkania wywołują najwięcej emocji. Czy styl autora przypadnie mi do gustu? Czy polubię bohaterów? Czy poczuję napięcie charakterystyczne dla thrillerów? Szczególnie zaintrygowała mnie okładkowa rekomendacja, porównująca twórczość autora do dzieł Cobena i Grishama, których książki uwielbiam. Dugoni zaprasza nas do świata niepokojącego i wypełnionego koszmarami przeszłości. Do rzeczywistości, w której zamknięte sprawy wciąż nie dają spokoju, a dziś niebezpiecznie przypomina wczoraj. Atmosfera niepewności towarzyszy nam od pierwszych stron, kiedy to poznajemy detektyw Tracy Crosswhite i wraz z nią, wciąż na nowo, wracamy do dnia zaginięcia jej siostry. Ani przez chwilę nie dziwi, że kobieta nigdy nie pogodziła się z utratą najbliższej jej osoby, bo jak by mogła? Szczególnie, że nigdy nie odnaleziono szczątków Sary, a winny, odsiadujący karę w więzieniu, nie do końca pasuje do tej sytuacji. Polubiłam Tracy. Spodobała mi się jej determinacja w dążeniu do poznania prawdy o zaginięciu siostry, niezwykła siła i konsekwencja. Takie odważne kobiety zawsze wywołują we mnie ciepłe uczucia, zwłaszcza, gdy towarzyszy im ważny cel. Poszukiwania prowadzone przez Tracy intrygują, budzą napięcie, wzmagają nasz apetyt na więcej. Od początku czujemy, że w tej sprawie coś nie gra i z wielką ciekawością podążamy za nią, by poznać prawdę. Pierwsza część książki jest nieco mniej ekspresyjna. Dugoni na spokojnie powraca do dnia zaginięcia, z pamięci bohaterki przywołuje ulubione wspomnienia dotyczące siostry, zapoznaje nas z bohaterami. Co jednak najciekawsze, nie sprawia to, że czytelnik pozwala sobie na oddech czy ma chęć od tej historii się oderwać. Wbrew przeciwnie. Czytamy szybko, chłonąc tę historię, kolejnych bohaterów, nowe okoliczności i zwroty akcji, a im dalej tym więcej, tym ciekawiej. Dugoni pięknie posługuje się słowem, opowiada sprawnie, lekko, nie waha się i nie wprowadza zbędnych wątków. Wszystko zostało przemyślane, zapisane i dopracowane. Warto wspomnieć o dwóch elementach, uzupełniających i urozmaicających całość. Pierwszy z nich to proces sądowy, którego obecność w powieści zawsze liczę jej na duży plus, zwłaszcza, kiedy tak jak tu nie jest on zbyt długi i nie nuży. Drugą z kwestii jest romans między bohaterami. Zazwyczaj jestem bardzo przeciwna wpychaniu wszędzie namiętności, ale w tym przypadku sprawdza się ona idealnie, a związek jest ciepły, piękny i w oczywisty sposób narzucający się sam. W dobrym thrillerze nie może zabraknąć kilku elementów. Przede wszystkim atmosfery napięcia, interesującej zagadki, pilnie strzeżonej tajemnicy. W przypadku braku tych fragmentów całość nigdy nie będzie kompletna ani dobra. Dugoni zdaje się świetnie o tym wiedzieć i o żadnej z tych kwestii nie zapomina. Im więcej się dowiadujemy, tym więcej zdaje się być przed nami ukryte. Każda rozwiązana zagadka prowadzi do kolejnych tajemnic. W trakcie czytania czujemy niepokój i niepewność, ale wielka ciekawość nie pozwala nam odłożyć książki. A dodatkowo otrzymujemy bohaterów, których ciężko jednoznacznie podzielić na dobrych i złych. Serdecznie polecam.
Za zamkniętymi drzwiami - Paris B.A.
Za zamkniętymi drzwiami Paris B.A.
Książki  | Oprawa miękka
  • 5
Zapach strachu
Piękni, bogaci, zapatrzeni w siebie. Ich idealne małżeństwo budzi podziw i zazdrość. Czasami aż ciężko w nie uwierzyć. Bo ideały nie istnieją. I nigdy nie wiadomo, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Po powieść sięgałam z wielką niecierpliwością, upragniona tych wszystkich wielkich emocji, które wzbudziła u innych czytelników. Liczyłam na strach i chciałam poznać tego męża- psychopatę. Nie spodziewałam się jednak, że ta historia może być aż tak mocna. „Często myślę o tym, że chętnie bym go zabiła, ale nie mogę tego zrobić. Cóż by mi z tego przyszło?” Tym, co najbardziej podoba mi się w książce zdecydowanie jest narracja. Grace opowiada nam o swoim koszmarze, dzieląc historię na fragmenty dotyczące teraźniejszości i retrospekcje. Taki sposób prowadzenia czytelnika przez kolejne rozdziały ciekawi, zatrzymuje, a przede wszystkim nabiera znamion realizmu. Kobieta snuje swój koszmar, wykorzystując tak lubianą przeze mnie, pierwszoosobową narrację, dzięki czemu wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że to historia z życia wzięta, brutalna i niewiarygodna, ale taka, która mogłaby jednak wydarzyć się naprawdę. Autorka bardzo zręcznie dozuje napięcie urywając historię w najciekawszych miejscach i przechodząc do następnych, niemniej intrygujących rozdziałów. A ja podążałam za nią w szaleńczym tempie, pragnąc jak najszybciej poznać powieść i jej zakończenie. To, co kojarzy mi się z dobrym thrillerem, to przede wszystkim atmosfera napięcia i napiętnowania strachem. Czytelnik czuje emocje bohaterów, uczestniczy w akcji żywo i chętnie, towarzyszą mu niepokój, a może nawet dreszcz oczekiwania. W tej powieści wszystkie te elementy są obecne i doskonale uchwycone. Każdy rozdział, każde nowe wydarzenie wprowadza nas w oszołomienie i zdumienie, przywołując rumieńce niedowierzania. Moja ciekawość została tak rozbudzona, że bardzo przeżywałam momenty, kiedy musiałam odłożyć powieść i wrócić do normalnego życia. Na szczęście czyta się szybko, choć kiedy docieramy do zakończenia zaczynamy odczuwać frustrację (ale i pewną ulgę), że to już. Życie Grace, choć przypomina idyllę, w rzeczywistości okazuje się koszmarem. Idealny małżonek idealnie wpisuje się w sylwetkę psychopaty, a ona z kobiety sukcesu przemienia się w słabą ofiarę. Ciężko się o tym czytało, a jeszcze ciężej było jednak z tej powieści zrezygnować. Rozgrywka między Grace a Jackiem była szalenie pasjonująca, pełna emocji, zaskoczeń, zwrotów akcji. Jack każdym kolejnym brutalnym pomysłem przechodził samego siebie, ale Grace nie ustępowała mu determinacją i siłą w dążeniu do celu. Niezwykły pojedynek bohaterów intrygujących, pełnokrwistych, pięknie zarysowanych. Podoba mi się, że autorka pokazała ich motywacje, wyjaśniła jak dotarli do punktu, w którym się znaleźli i dlaczego. Warstwa psychologiczna zrobiła na mnie duże wrażenie i mocno dała mi do myślenia. „Jack zawsze jest przy mnie. Jest moim nadzorcą, katem, strażnikiem więziennym. Nie mogę się ruszyć bez niego, nawet do toalety w restauracji”. Jak wspomniałam, to nie jest łatwa powieść. Pojawia się w niej przemoc, brutalność, męska dominacja, a strony książki wypełnione zostały zapachem strachu. Niemniej tematy te, choć ciężkie, smutne, budzące uczucie niesprawiedliwości i zgorszenia, są niezwykle ważne. Przede wszystkim ze względu na budzące w nas emocje i refleksje. Czy znamy ludzi, którzy otaczają nas każdego dnia? Co wiemy na ich temat? A może kiedyś to my staniemy się takimi ofiarami jak Grace? „Za zamkniętymi drzwiami” to powieść zasługująca na każdą pochwałę, jaką otrzymała. Dopracowana, zarówno pod kątem pomysłu, stylu, jak i kreacji bohaterów. Smutna, głęboka, emocjonalna. I pokazująca nasze najgorsze instynkty. Gorąco polecam.
Fatalna lista - Vivian Siobhan
Fatalna lista Vivian Siobhan
Książki  | Oprawa miękka
  • 5
Ślicznotki i brzydule
Każdego roku, na tydzień przed jesiennym balem, ściany liceum zostają oklejone listą prezentującą nazwiska najpiękniejszych i najbrzydszych dziewczyn z każdego rocznika. Nikt nie wie, kto jest odpowiedzialny za tworzenie listy, z pewnością jednak na zawsze zmienia ona życie wybranych. Z autorką powieści spotkałam się już przy okazji świetnej powieści „Ból za ból”, którą napisała w duecie ze swoją przyjaciółką. Przepełniona ciekawością i dużymi oczekiwaniami sięgnęłam po „Fatalną listę”, spodziewając się książki przynajmniej tak samo dobrej jak czytana przeze mnie poprzednio. Z radością i satysfakcją przyznaję, że nie zawiodłam się. Cztery roczniki, a w każdym z nich najpiękniejsza i najbrzydsza. Na początku obawiałam się, że wprowadzenie ośmiu bohaterek może spowodować duże zamieszanie i chaos, a tym samym utrudnić lekturę powieści. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Wszystkie dziewczyny są charakterystyczne, wyraziste i pełnokrwiste. Każda z nich się wyróżnia i stanowi mocny kontrast dla innych bohaterek. Wraz z zagłębianiem się w akcję powieści czytelnik szybko wyrabia sobie o nich opinię, część darzy sympatią, część niechęcią, niemożliwym jest jednak pozostanie obojętnym. Z czasem postacie dziewcząt zaczynają się również w pewien sposób łączyć, uzupełniać, kształtować wzajemnie swoje dalsze losy. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem, jak zgrabnie autorce udało się wykreować tyle różnorodnych postaci i wpleść je w prostą, a zarazem niebanalną akcję książki. Mówią, że wygląd to nie wszystko, że liczy się wnętrze. Tylko czy faktycznie? I czy dla każdego? Młodość kieruje się swoimi zasadami, a jedną z nich bezsprzecznie stanowi fakt, że każda dziewczyna, czy przyzna się do tego głośno czy nie, pragnie poczuć się piękna i wyjątkowa i często potrafi posunąć się naprawdę daleko, by to poczuć. Nie inaczej jest z bohaterkami książki. Lista zmienia życie każdej z nich. I ślicznotek i brzydul. Te pierwsze obok zadowolenia poczują presję, zagrożenie, zazdrość. Tym drugim zacznie towarzyszyć zdumienie, złość czy chęć utarcia innym nosa. Sięgając po tę książkę spodziewałam się historii raczej prostej w przekazie, niespecjalnie wyszukanej, nastawionej na rozrywkę, a nie na ważne puenty czy morały. Tymczasem opowieść ta wywołała we mnie wiele emocji, wśród których prym wiodły niedowierzanie i rozczarowanie. Dzięki niej przekonałam się, że każda kobieta pragnie poczuć się piękna i że nie ma w tym nic złego czy dziwnego. Historia została opowiedziana lekko, choć miejscami wywołuje u czytelnika uczucie napięcia. Czytamy szybko, zdając sobie sprawę, że autorka zmierza do miejsca, w którym życie bohaterek gwałtownie się zmieni i prawdopodobnie nie spotka ich nic dobrego. Styl autorki świetnie pasuje do grupy wiekowej odbiorcy, skłania do refleksji, a jednak nie zatrzymuje czytelnika i nie wymaga przerw w czytaniu. A czyta się błyskawicznie. Gdybym miała taką możliwość, chętnie poświęciłabym tej książce całą noc i ta noc wystarczyłaby na poznanie tej opowieści. Bo poznajemy ją na jednym wdechu, szalenie pędząc od jednego rozdziału do drugiego. Ta powieść to najlepszy przykład tego, jak powinna, moim zdaniem, wyglądać książka młodzieżowa. Lekko napisana, prosta w odbiorze, przyciągająca bohaterami, a jednak z ważnym przesłaniem, które może czytelnikowi dać do myślenia. Bardzo polecam.
Julia i jej córki - Faulkner Colleen
Julia i jej córki Faulkner Colleen
Książki  | Oprawa miękka
  • 5
Rodzinny dramat
Caitlin nie żyje. Świat całej rodziny staje na głowie. Jej mama pogrąża się w rozpaczy. Jej tato ucieka w pracę. Siostry dziewczynki przeżywają tragedię po swojemu. Pogodzenie się z tym dramatem szczególnie ciężko przychodzi Hayley. To ona ją zabiła. Na książki kobiece przypominające prozę Jodi Picoult czy Diane Chamberlain ochotę mam zawsze, zwłaszcza gdy oznaczone są pieczątką klubu „Kobiety to czytają”. Wielokrotnie przekonałam się, że ten znaczek jest niczym gwarancja jakości i zapewnienie, że dana powieść należy do najlepszych w swoim gatunku. Tym razem oczywiście nie mogło być inaczej. Faulkner rzeczywiście przypomina mi wspomniane wyżej autorki. Przede wszystkim ze względu na wybrany przez nią temat, którego realizacji byłam niezmiernie ciekawa. Nie umiałam sobie wyobrazić sytuacji matki tracącej córkę w wypadku spowodowanym przez jej drugie dziecko. Czy gniew i rozczarowanie mogą przesłonić miłość? Czy coś takiego można komuś wybaczyć, nie wyłączając z tego grona swego potomstwa? Faulkner poradziła sobie z tym temat mistrzowsko, pięknie pokazując emocje towarzyszące matce w trakcie żałoby i wewnętrzne rozerwanie. Nad czymś takim nie można tak po prostu przejść do porządku dziennego i to czuć na każdej stronie. Autorka zwinnie porusza się w świecie zrozpaczonej matki, ale także załamanej córki. „Moja córka nie żyje. Chcę posypać głowę popiołem, oderżnąć sobie włosy nożem kuchennym i rzucić się na ziemię, pod którą w marmurowej wnęce, w urnie spoczywają jej prochy”. Podoba mi się, że pisarka zdecydowała się pokazać tę historię z kilku perspektyw, naprzemiennie zagłębiając się w relację Julii i Hayley, a także najmłodszej córeczki. Dzięki temu opowieść ta jest nie tylko ciekawsza, ale też pełniejsza. Taka narracja pozwala nam lepiej wczuć się w emocje każdej ze stron, a także wprowadza pewne napięcie i oczekiwanie na powrót do przerwanej końcem rozdziału opowieści danej bohaterki. Faulkner bardzo zgrabnie oddała charakter każdej z postaci, z jednej strony wczuwając się w kobietę po przejściach i matkę nastoletnich córek, z drugiej w dziewczynki otoczone chaosem i zagubione w nowej rzeczywistości. Temat utraty dziecka i pogodzenia się z losem świetnie sprawdził się w otoczeniu tak interesujących kwestii jak rodzinne zawirowania, problemy małżeńskie czy okres dojrzewania. Kwestie te ładnie uzupełniały całość, ale też nadały jej nieco inny wymiar. Dzięki nim powieść stała się jeszcze głębsza i bardziej emocjonalna, a także pasująca do przeróżnych okoliczności. Tematy te zostały wplecione w całość subtelnie i nie zdominowały motywu przewodniego, choć nadano im dość wyrazisty charakter. „Nie mogę wiedzieć, jak to jest być Hayley. Nie tak naprawdę. Moja córka umarła, ale Hayley odpowiada także za śmierć siostry”. Faulkner ma lekkie pióro i czyta się ją niezwykle przyjemnie. Pięknie operuje słowem, nie waha się, opowiada składnie, na temat. Można by pomyśleć, że ta historia faktycznie miała miejsce, a ona była jej uczestnikiem czy świadkiem, choć nawet w takiej sytuacji nie jestem pewna, czy mogłaby opowiedzieć ją tak dobrze. Rozdziały mają odpowiednią długość, relacje kolejnych bohaterek pojawiają się w dobrym momencie, żeby wzbudzić niepewność i zaciekawienie czytelnika. Wszystko zostało dopracowane, niczego nie jest za dużo i nic jest na wyrost. A przy całym ciężarze tego tematu powieść czyta się niezwykle szybko, błyskawicznie pokonując historię i wciąż dziwiąc się, że koniec nastąpi niebawem. „Julia i jej córki” to wspaniała książka o tym, jak trudno być kobietą i jak ciężko mierzyć się z losem każdego dnia. Melancholijna, ale także przepełniona nadzieją i optymizmem. Warto poświęcić jej trochę czasu i uwagi.
Masakra
Czy jeden wiersz może zmienić czyjeś życie? Oczywiście. Życie Liao przekreślił na zawsze. Mężczyzna spędził 4 lata w chińskim więzieniu, a kiedy już udało mu się wydostać, nic nie było takie samo. Pobyt w więzieniu okazał się dopiero początkiem niekończącego się koszmaru. „Nigdy nie miałem zamiaru być bohaterem, ale w kraju, w którym rządził obłęd, musiałem zająć jednoznaczne stanowisko. Masakra była moim utworem, a mój utwór- moim protestem”. Chiny to jedno z tych miejsc, w których lepiej się nie wychylać. Nie wyrażać głośno swoich poglądów, nie krytykować systemu i nie próbować w jakikolwiek sposób z nim walczyć. Yiwu przekonał się o tym na własnej skórze. Jako jeden z niewielu skrytykował czerwcowe wydarzenia na placu Tiananmen, nie potrafił pozostać obojętnym na śmierć tylu młodych i niewinnych osób. Trochę żalu i emocji przelanych na papier sprawiły, że zasłużył na przydomek kontrrewolucjonisty i trafił na czarną listę władz. „Państwo zarządzające na wzór Gułagu swoimi więzieniami i obozami nie jest nowoczesnym państwem, lecz maoistycznym reliktem w przebraniu cudu gospodarczego. Ceną jest ubezwłasnowolnienie i represje spotykające Chińczyków”. Na początku Yiwu opisuje pokrótce swoje dzieciństwo i małżeństwo. Informacji tych wystarczy na dosyć intrygujący wstęp, nie przytłaczają one i nie zniechęcają do oczekiwania na to, co interesuje czytelnika najbardziej- pobyt w więzieniu. A kiedy już do niego docieramy otrzymujemy relację barwną, obrazową i bardzo soczystą. Autor nie opowiada nieśmiało, nie kryje się za tabu. Wręcz przeciwnie. Stawia kawę na ławę. Chętnie wspomina o tym, co przeżył. Wspomina wydarzenia i ludzi. Z jego opisów wyłania się miejsce koszmarne, w którym poradzą sobie tylko najsilniejsi. Dla kolejnych pozostanie to, o czym wszyscy myśli, ale boimy się powiedzieć głośno- przemoc, gwałty, poddańczość. Spotkałam się z opinią, że relacja Yiwu była przesadzona, że za dużo w niej było o molestowaniu więźniów czy masturbacji. Ale absolutnie się z tym nie zgadzam. I nie chodzi bynajmniej o gustowanie w takich opisach, czy smakowanie się w takich szczegółach. Autor opisał czytelnikom wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce. Czy powinien część z nich pominąć, przemilczeć, ułagodzić? Bez sensu. Cieszę się, że pisze szczerze, a ta przykra prawda pozwala nam lepiej poznać te okoliczności i bardziej zapada w pamięć. Ta relacja zrobiła na mnie duże wrażenie. To opis 4 lat walki, przede wszystkim o samego siebie, ale także o ludzi, którzy z czasem stali się bliscy, zastąpili rodzinę i przyjaciół. Szalenie smutno jest mierzyć się z tym samemu i to czuć w kolejnych rozdziałach. Ciężko czytało mi się o więźniach skazanych na karę śmierci, czasem za błahe wykroczenia. Nie rozumiem, jak można normalnie funkcjonować w takim państwie. Ale z drugiej strony, jaki wybór pozostaje tym ludziom? „W Chinach prawdopodobnie wykonuje się więcej wyroków śmierci niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie”. Yiwu pokazał nam świat, w którym nic nie jest czarne albo białe, a ludzi nie sposób jednoznacznie podzielić na dobrych i złych. Bo źli się nie tylko strażnicy czy funkcjonariusze, zły jest nie tylko system. Mrok ukazuje się także w osadzonych- więziennych przywódcach, kapusiach, tych, którym wszystko już jedno. Dużo w tej książce smutku, przemocy, melancholii. I nie zostają one tak naprawdę niczym przełamane czy złagodzone. Ale to takie miejsce. Nic tego nie zmieni. Czas spędzony przy tej powieści nie był w żadnym razie stracony. Warto się nad nią pochylić, dowiedzieć się więcej, spróbować zrozumieć. Treść nie należy do lekkich i przyjemnych, ale czyta się dobrze. I na pewno z lektury tej sporo wyniesiemy, co nieco zostanie nam w głowie, skłoni do refleksji.
Granice zła - Griffiths Rebecca
Granice zła Griffiths Rebecca
Książki  | Oprawa miękka
  • 5
Tango ofiary i sprawcy
17 lat temu porywacz więził ją przez 11 dni. Ten czas zmienił jej życie na zawsze. Dziś dowiaduje się, że on wychodzi an wolność. Czy ma powody do obaw? A może to on powinien się bać? Spodziewałam się mocnego thrillera, z elementami kryminału. Powieści, która przez cały czas będzie trzymała mnie w napięciu, a w międzyczasie zaskakiwała zwrotami akcji i decyzjami podejmowanymi przez bohaterów. Zamiast tego otrzymałam złożoną powieść psychologiczną, równie mocno oddziałującą na wyobraźnię, a przy okazji skłaniającą do refleksji i zajęcia określonego stanowiska wobec powieściowych bohaterów. Myślę, że to uczciwa zamiana. Griffiths bardzo wdzięcznie łączy przeszłość z teraźniejszością, na kolejnych kartkach piętrząc nasze domysły i mnożąc zagadki. Jej opowieść czyta się szybko, czując atmosferę otaczającej wydarzenia tajemniczości i próbując na własną rękę zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Bo przez długi czas można by odnieść wrażenie, że wszystko jest w porządku, choć chwiejnie to jednak na miejscu. Zastanawia nas, dlaczego echa przeszłości powracają, wielotorowa płaszczyzna wydarzeń również daje do myślenia, a jednak nie potrafimy doszukać się problemu. Autorka stopniuje napięcie, pozwala zapoznać się z bohaterami, zgłębić elementy tej historii i z wielką przyjemnością zaskakuje, atakując nas zmienną perspektywą i całkowitym odwróceniem akcji. Griffiths zaprasza nas do świata, w którym nic nie jest oczywiste, a bohaterowie znacząco odbiegają od naszych wyobrażeń. Przez długi czas wydawało mi się, że wiem, czego mogę spodziewać się po książkowych postaciach, a ich miejsce w tej historii jest mi dobrze znane. Tym czasem druga część powieści sprawiła, że zupełnie straciłam fason, nie mogąc uwierzyć, że tak łatwo dałam się podejść. Autorka bardzo zręcznie wodzi nas za noc, czekając z wyjaśnieniem wszystkich szczegółów do samego końca i sprawnie manewrując słowami ofiara i sprawca. Kto tak naprawdę ucierpiał w tej opowieści? Kto zawinił? A przede wszystkim z jakiego powodu? Te powody są w powieści niezwykle istotne, jednak zanim je poznamy, autorka pozwala nam lepiej poznać bohaterów, ich tajemnice, wady charakteru, motywy. Mocno zwraca się w stronę psychologii próbując zwrócić naszą uwagę na elementy, które sprawiły, że jej bohaterowie są właśnie takimi ludźmi. W tej książce nic nie jest białe ani czarne, a bohaterów nie można jednoznacznie określić jako dobrych i złych. O każdego z nich upomina się przeszłość, daje o sobie znać wychowanie, podejście rodziców, traktowanie przez rówieśników, wpływ otoczenia. „Granice zła” to studium osobowości człowieka, próba odpowiedzi na pytanie, jakie czynniki determinują nasz charakter i wpływają na podejmowane przez nas decyzje. Czyta się lekko i szybko, niezauważalnie przewijając kolejne strony. Duszna i gęsta atmosfera małej wsi, w której wszyscy się znają, mroczne sekrety z przeszłości, powracające do bohaterów dramaty z dzieciństwa, a przede wszystkim świetnie wykreowane postacie sprawiają, że łatwo się w tej powieści zatracić. I nieważne jest w tym miejscu, czy określimy ją thrillerem, czy powieścią psychologiczną, spotkanie z nią na pewno okaże się udane.
Królestwo za mgłą - Wójcik Michał, Posmysz Zofia
Królestwo za mgłą Wójcik Michał, Posmysz Zofia
Książki  | Oprawa twarda
  • 5
Wczoraj, które zakłóca dziś i mąci jutro
To, co przeżyła Zofia Posmysz już na zawsze pozostanie w jej pamięci. To wydarzenia, które odbiły się cieniem na całym jej życiu i w dużym stopniu zdeterminowały ją jako człowieka. Nie ma takiego dnia czy takiej chwili, żeby nie wracała myślami do tamtych wydarzeń, do wydarzeń, których wspomnienie podążą za nią niczym cień. Tym bardziej dziwi mnie, że ma siłę powracać do nich w rozmowach i swoich tekstach. Ale jestem jej za to szalenie wdzięczna. Wywiad- rzeka z Michałem Wójcikiem to niezwykła relacja, przedstawiająca 15 spotkań historyka i dziennikarza z kobietą, która przeżyła Auschwitz. Każde z tych spotkań to rozmowa na inny temat, wszystkie skupiają się jednak wokół życia w obozie i faktu, jak pobyt w takim miejscu wpływa na życie człowieka. Bardzo podoba mi się, że ta relacja przedstawiona została w takiej formie- pozwalającej na złapanie oddechu zarówno samej Posmysz, jak i czytelnikowi. Tematyka ta niezmiernie interesuje mnie od dłuższego czasu. Nie można jednak się oszukiwać, nie jest łatwo ją zgłębiać. Koniec każdej rozmowy był dla mnie dobrym pretekstem to krótkiej przerwy i czasem na zebranie myśli. Pytania Wojcika i odpowiedzi Posmysz mocno oddziałują na naszą wyobraźnię, przede wszystkim za sprawą towarzyszącego im realizmu, ale także ze względu na szczerość i bezpośredniość kobiety, która bez większego zawahania przywołuje kolejne tragicznie wydarzenia. Dla niej właściwie nie ma żadnego tabu, powracanie do przeszłości wydaje się nie wprawiać jej w smutek i oszołomienie. To część jej przeszłości, której zmienić już nie można, a przekazywanie tej wiedzy dalej ma znaczenie bardzo istotne. Kolejne rozdziały to kolejne wspomnienia byłej więźniarki, hołd dla ludzi, których poznała i plama na naszej historii. Żaden z tych rozdziałów nie był dla mnie mniej ważny czy mniej interesujący. W każdy z nich zagłębiałam się z wielką ciekawością, pozwalając sobie na smutek, niedowierzanie i melancholię, choć czasem (a jednak zbyt rzadko) towarzyszyły mi pozytywne emocje. Bo nieco przewrotnie w obozie też zdarzały się dobre chwile, piękne przyjaźnie i wspaniałe uczucia, które sprawiały, że na sercu robiło się nieco lżej. Lżej było czytać ze świadomością, że zdarzały się momenty niosące tym ludziom otuchę i nadzieję, nawet odrobinę. Czyta się na tyle lekko, na ile lekko można przyjąć do wiadomości relację z pobytu w Auschwitz. Ta historia wymaga przerw i przystanków, pogodzenia się z faktami, nieco dystansu i próby zrozumienia pewnych spraw. Posmysz opowiada składnie, opisuje obrazowo, nie zapomina. Upływ czasu i wiek nie odebrały jej pamięci dotyczącej tamtych wydarzeń. Można by odnieść wrażenie, że potrafi przypomnieć sobie każdy szczegół, a może nawet, że nie musi sobie przypominać, bo wszystko jest wciąż żywe, choć może nieco mniej bolesne. Ta relacja jest szalenie smutna i przytłaczająco emocjonalna. To wczoraj, które zakłóca dziś i mąci jutro. To przeszłość, która upomina się o swoje i wyciąga łapy próbując dosięgnąć tego, czego nie udało się jej odebrać w swoim czasie. To relacja z miejsc i wydarzeń, które już znamy, a jednak istotna poprzez pryzmat jednostki w nich uczestniczącej. To historia, którą koniecznie trzeba poznać. Nie byłaby ona jednak tym samym bez udziału Michała Wójcika i o tym trzeba pamiętać. Dziennikarz okazał się bardzo dobrze przygotowany i kompetentny. Pytania zadawał z dużą odwagą, nie przekraczając jednak pewnej granicy i nie naciskając. Świetnie zorientował się w temacie, zagłębił w życie samej Posmysz, a także w obozową rzeczywistość. Kobieta była niesamowitym towarzyszem do rozmowy, a on wykorzystał każdą oferowaną mu godzinę. Bardzo dobry materiał. Serdecznie polecam.
Już mnie nie oszukasz - Coben Harlan
Już mnie nie oszukasz Coben Harlan
Książki  | Oprawa miękka
  • 5
Czy my się znamy?
Śmierć nie opuszcza Mayi na krok- najpierw w wojsku, potem w życiu prywatnym. Jej bliscy zaczynają ginąć, a ona postanawia rozwiązać zagadki ich śmierci na własną rękę. Czy doprowadziły do tego jej decyzje? A może to wina przeszłości, której echa powróciły by dopaść dawnych zbrodniarzy? Coben to jeden z moich ulubionych pisarzy. Po kolejne powieści jego autorstwa sięgam w ciemno, z jednej strony dając mu ogromny kredyt zaufania, z drugiej stawiając mu większe wymagania, niż pozostałym autorom. Na kilka słów zasłużyła przede wszystkim główna bohaterka książki. Maya to silna, niezależna i pewna siebie kobieta, która na własną rękę postanowiła rozwikłać zagadkę śmierci męża. Na każdym kroku wykazuje się ona życiowym doświadczeniem i umiejętnościami nabytymi podczas służby wojskowej. Bardzo się cieszę, że Coben zdecydował się pokazać nam tę historię z jej perspektywy. Lubię śledztwa prowadzone przez kobiety, z dala od policyjnego zgiełku i większego zamieszania. Umiejętnie, z napięciem, po cichu, ale z dużymi emocjami. Trzeba też przyznać, że prowadzenie akcji z kobiecego punktu widzenia nie sprawiło mu żadnych problemów- mam na myśli nie tylko samo śledztwo, ale także wątki dotyczące rodziny i macierzyństwa. Powieściowych emocji nie brakuje na żadnym etapie, a im dalej, tym więcej zamieszania spowodowanego kolejnymi wątkami i nowymi tropami. Autor umiejętnie połączył przeszłość z teraźniejszością, kolejny raz udowadniając, że świetnie czuje się w świecie rodzinnych tajemnic, niewyjaśnionych zaszłości, mrocznych sekretów, a pisanie kryminałów to dla niego nic innego, jak bułka z masłem. Z wielką przyjemnością wodzi nas za nos, w ostatniej chwili pozwalając sobie na zmianę biegu wydarzeń i przerzucenie podejrzeń na innych bohaterów. A czy może być w kryminale coś lepszego niż morderca, którego osoby nie braliśmy pod uwagę? Pomysł wykorzystany w tej książce okazał się jak najbardziej trafiony, a jego potencjał wykorzystany. W kryminałach przeszłość zawsze upomina się o swoje i tym razem nie mogło być inaczej, zwłaszcza w przypadku autora, który lubuje się w łączeniu różnych czasowych perspektyw. Powolutku podążamy za główną bohaterką, zagłębiając się w nieprzyjemnych okolicznościach, pełnych napięcia i mroku tajemnicach, zatuszowanych sprawach, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. W tej powieści niezwykle łatwo jest się zatracić, próbując na własną rękę rozwikłać wszystkie niejasności przed momentem, kiedy to autor odsłoni wszystkie karty. Ale nie jest łatwo, bo Coben chowa w rękawie kilka asów. Przygotowana przez niego intryga nie należy do banalnych czy przesadnie łatwych, ale autor nie stara się na siłę komplikować czy utrudniać. Powoli i metodycznie odsłania karty, zachowując kilka niespodzianek na koniec. Pisze lekko, przyjemnie i na tyle zrozumiale, by książka nie sprawiła problemu nawet osobom zazwyczaj trzymającym się od kryminałów z daleka. W tego typu powieściach obowiązkowo powinno pojawiać się kilka punktów, jak chociażby inteligentni bohaterzy stanowiący wyzwanie dla czytelnika, interesująca zbrodnia ze zrozumiałymi motywami, kilka sekretów i garść napięcia, a przede wszystkim zaskakujące zakończenie, które zmienia nasze spojrzenie na całą sprawę, a może także na książkę. W tym przypadku nie zabrakło mi żadnego z tych elementów, a wielki finał okazał się wielkim wow.
Ufać zbyt mocno - Czajkowska Jadwiga
Ufać zbyt mocno Czajkowska Jadwiga
Książki  | Oprawa miękka
  • 4
Ufać zbyt mocno
Samodzielna, niezależna, zdeterminowana do osiągnięcia celu. I nieszczęśliwa. Marząca o życiu u boku silnego mężczyzny, przy którym będzie mogła zostać nieco słabszą kobietą. Tylko czy faktycznie można zmienić swoje życie z dnia na dzień? Czy możemy być przygotowani na niespodzianki i wyzwania, które szykuje nam los? „Czy może być coś cenniejszego niż bliskość drugiego człowieka? Czy pogoń za karierą może być ważniejsza niż zaufanie, zrozumienie, dawanie i otrzymywanie ciepłych, zwykłych i bezpretensjonalnych gestów”? Czego oczekujemy od powieści obyczajowej? Tematyki kobiecej pozwalającej nam odnaleźć się w sytuacji bohaterek? Ważnych, uniwersalnych i aktualnych tematów wśród których każda z nas znajdzie coś dla siebie? Refleksji, wzruszeń, uśmiechów? A może jeszcze więcej? Może czegoś innego? Ja skłaniam się w stronę wymienionych przeze mnie elementów i kiedy po lekturze mogę pogodnie je „odhaczyć” czuję się usatysfakcjonowana, a tak było w przypadku tej powieści. Na początku miałam problem z doszukaniem się w niej tego czegoś, elementu pozwalającego mi zatopić się w tej lekturze bez sprawdzania liczby stron czy czasu potrzebnego do zakończenia rozdziału. Być może wynikało to z faktu, że na pierwszych stronach bohaterka opisuje swoją pracę w banku, co nie brzmi zbyt intrygująco. Sama Blanka także nie potrafiła wzbudzić mojej sympatii. Czekałam na rozwój wydarzeń, na przełom, na zmiany. Szkoda skreślać książkę na samym początku. Z radością muszę przyznać, że doczekałam się- kilku zaskoczeń, ważnych życiowych tematów, konieczności podjęcia istotnych decyzji, trudnych wyborów i podbramkowych sytuacji. Czajkowska niestety nie do końca przekonała mnie do swojej bohaterki i to był dla mnie największy problem. Doceniłam jej siłę, niezależność, determinację w dążeniu do celu- bardzo lubię takie książkowe postacie i zawsze doceniam kobiety pokroju Blanki. Nie kupuję jednak jej temperamentu, wybuchowości, doszukiwania się drugiego dna. Czasami miałam ochotę nią potrząsnąć i zapytać, co właściwie wyprawia i w jakim celu. Bez wątpienia jednak ciężko pozostać wobec niej obojętnym, a to zawsze należy, moim zdaniem, wpisać po stronie zalet. Warto dodać, że autorka wykreowała powieściowych bohaterów w taki sposób, że każdy z nich wywołuje w nas określone emocje. Czasami są one niezwykle pozytywne, oscylujące wokół sympatii, wzruszenia, uśmiechu na ustach. Innym razem z kolei budzi się w nas niechęć, niezrozumienie, czy nawet pogarda. Nie doszukałam się ani jednej postaci, wobec której mogłabym pozostać obojętna, co wydaje mi się sporym osiągnięciem i świadczy o tym, że dopracowaniu sylwetek bohaterów Czajkowska poświęciła sporo czasu i energii. Na pierwszy plan w powieści wysuwa się kwestia roli kobiety w dzisiejszych czasach i jej miejsca u boku mężczyzny. I muszę przyznać, że temat ten szczerze mnie zainteresował. Czy kobieta powinna biernie polegać na mężczyźnie, ufając mu bezgranicznie czy też walczyć o siebie, swoją pozycję, zarabiać pieniądze i współdecydować o planowanych wydatkach? Co jednak najważniejsze, Czajkowska subtelnie wplata w te rozważania kolejne istotne kwestie, jak rola rodziny w naszym życiu czy ponadczasowa już adopcja. Czyta się szybko i lekko. Autorka pisze składnie, nie rozwodząc się na temat niepotrzebnych elementów i nie odbiegając od tematu. Z czasem można faktycznie zagłębić się w tej historii, szczególnie w drugiej połowie książki, kiedy akcja staje się ciekawsza, bardziej dynamiczna i nieprzewidywalna. Nie zaliczyłabym te książki do bestsellerów, ale to sprawnie napisana literatura o kobietach i dla kobiet. Zgrabny miks zapewniający trochę rozrywki i kilka spraw do przemyślenia.
Zmiłuj się nad nami - Nowak-Arczewski Andrzej
Zmiłuj się nad nami Nowak-Arczewski Andrzej
Książki  | Oprawa miękka
  • 5
W mroku przeszłości
Klimontów to miejsce, w którym echo wojny nigdy nie ustanie i nie da o sobie zapomnieć. Arczewski próbuje przedstawić nam kilka wspomnień i obrazów ze świata, który naznaczony został wojenną przeszłością. Tej przeszłości nie można zignorować, zapomnieć, zepchnąć na dalszy plan. Nie łatwo jest również przejść nad nią do porządku dziennego, dlatego, że wydarzenia, mimo upływającego czasu, wciąż są żywe w umysłach mieszkańców miasta. Niczym ciernie ranią ich serca, niczym upiory z dzieciństwa zalegają w umyśle. „Okrutne sceny wydostają się tutaj z każdego kąta. Wychodzą na wierzch skrywane skrzętnie tajemnice. Nie dają spokoju, burzą utarty rytm życia, niepokoją, skłócają, irytują”. Ta książka to zbiór fragmentów niebanalnie ułożonych. To układanka, w której brakuje elementów. Zestaw puzzli, w których pojedyncze pogubiły się, zniszczyły, w dziwny sposób przestały pasować. Nie ma powodów, by doszukiwać się w niej sensu, logiki, pełnego wyjaśnienia faktów, bo wydarzeń, które zdeterminowały życie mieszkańców Klimontowa nie można w żaden sensowny sposób usprawiedliwić czy wyjaśnić. Arczewski cierpliwie próbuje uporządkować uzyskaną wiedzę, zabierając nas w podróż do świata wypełnionego smutkiem, melancholią, zbrodnią. Rozpytuje mieszkańców Klimontowa, z premedytacją docierając do zakamarków duszy i głębin umysłu. Choć może wcale nie trzeba szukać tak daleko? Niektórzy nie chcą z nim rozmawiać, wolą dusić w sobie żale, poczucie niesprawiedliwości, wyrządzone krzywdy. Inni chętnie dzielą się wspomnieniami, opowiadając o zasłyszanych historiach czy wydarzeniach, których świadkami się stali. I nie, nie muszą wcale szukać w pamięci. Mimo upływu lat wszystko jest żywe i rozpalone, przypomina niezagojone rany i blizny wypalone na skórze ludzkim okrucieństwem. „W Klimontowie ciągle mówią o dawnych sąsiadach, ale jakby wstydliwie, na ucho, w zaufaniu”. Nie czyta się łatwo. Nie czyta się szybko. Ta lektura boli, wywiera nacisk, zmusza do refleksji i obcowania z faktami. Nie pozwala zostać obojętnym. Nie umożliwia zrozumienia. Wwierca się w psychikę, napiera na nas przeszłością i zmienia teraźniejszość. Prawda nie wyzwala. Realizm nie oczyszcza. A spowiedź nie przynosi odpuszczenia win. To w dużej mierze opowieść o nas, Polakach. O tym, jacy potrafimy i możemy być. O lojalności, przyjaźni, wrażliwości na okrucieństwo i chęci niesienia pomocy. Nie znaczy to jednak, że brakuje w niej mroku, zawiści, zdrady, krzywdy. Można by spróbować je wytłumaczyć. Zastanawiać się, skąd tyle nienawiści i agresji. Ale nie można zrozumieć tego, czego nie przeżyło się na własnej skórze. Tej książki nie można jednoznacznie ocenić, podobnie jak wydarzeń, które naznaczyły przeszłość. To piękne, choć smutne świadectwo wiecznie żywej historii. Dobrze się jednak stało, że Arczewski podjął próbę wyciągnięcia na światło dzienne drzemiących w mieszkańcach upiorów i że pokazał, iż po wielu latach ludzie wciąż pamiętają. Nie cofniemy czasu, nie zadośćuczynimy, możemy tylko pamiętać i przekazywać informacje dalej. I wracać do książkowych zdjęć, pamiętając uwiecznionych na fotografiach ludzi. Moim zdaniem warto.