Opis książki: Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy
"Jak słusznie pisze Václav Burian, autor wyboru tekstów Jesenskiej, publikowanych w redagowanym przez Frantiska Peroutkę piśmie ’Přitomnost’, zatytułowanego Nad nase sily. Česi, Żidé, Nemci 1937-1939 (Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi, Niemcy 1937-1939, Ołomuniec 1997 Votobia), reportaże Jesenskiej należą do największych osiągnieć czeskiego dziennikarstwa. ’Tekty dziennikarskie szybko się starzeją - pisze Burian - im więcej w nich charakterystycznych dla epoki frazesów, tym szybciej. Teksty Mileny Jesenskiej się nie zestarzały’. Można się podpisać pod tą oceną. Czyta się reportaże i artykuły Jesenskiej jakby wyszły spod pióra wybitnego reportażysty współczesnego. Warto, by również czytelnik polski miał okazję poznać tę nadal żywą klasykę czeskiego dziennikarstwa". (Leszek Engelking)
"Historia to nie płynące nad głową obłoki. Historia to godziny, dni i tygodnie, niesione żywymi rękami. Także losy narodów nie pojawiają się jak grom z jasnego nieba. Jeśli ktoś cię oszuka, musisz się przede wszystkim zastanowić, dlaczego jesteś głupcem, a dopiero potem, czym jest on. Jeśli ktoś cię złamie, pomyśl najpierw, dlaczego byłeś słaby, a dopiero później, dlaczego on był taki a taki" - wyjątek zaczerpnięty z artykułu "Czego oczekuje Czech od Czecha?" wiele mówi o tym, czego Milena Jesenska oczekiwała od siebie. Jakie pytania stawiała sobie u schyłku dziennikarskiej kariery przerwanej raptownie przez II wojnę światową i aresztowanie autorki przez gestapo.
Schyłek był zarazem szczytem, o czym nie można się przekonać mając do dyspozycji tylko to, co najlepsze. Nie zachowały się listy pisane przez Milenę do Franza Kafki, sporadycznie jedynie wraca się do jej publicystycznych pierwszych kroków stawianych w postępowym piśmie dla kobiet, to rzeczywiście historia zadecydowała, za co warto pamiętać autorkę uznaną dziś za klasyka czeskiego dziennikarstwa.
"Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy", to zbiór jej późnych artykułów, które ukazały się w latach 1937-39 na łamach liberalnego tygodnika "Přitomnost". Pisane były w bardzo gorącym dla Europy okresie i dzisiaj stanowią przede wszystkim świadectwo tego, jak czescy intelektualiści oceniali ówczesną sytuację. Czy dostrzegali skalę nadchodzącego zagrożenia, czy zdawali sobie sprawę ze zbrodniczych zamiarów hitlerowskich Niemiec i krwawego oblicza "rewolucji", jaka miała miejsce w ZSRR, czy - zwyczajnie - byli przygotowani na to, co wkrótce ich spotka? Tytuł wyboru, stanowiący zarazem tytuł jednego z artykułów, dowodzi, że nie. Ale trudno przecież mieć im to za złe.
Teksty Mileny Jesenskiej, sytuują się na pograniczu reportażu i eseju politycznego. Dowodzą jej ogromnej inteligencji, przenikliwości i niebywałego zmysłu obserwacji. Trzeba przyznać, że reporterski nerw dał lepsze efekty niż próba oceny spraw, które złamały niejeden system wartości. Z tego powodu autorka nie zawsze jest w stanie trafnie prognozować, poza wiarą w szlachetność ludzkiej natury, nie ma czego się chwycić. Choć poddaje w wątpliwość moc paktów politycznych zawieranych w dyplomatycznych salonach ("Wrzesień"), to nadzieją napawają ją czeska siła ducha, pracowitość i pacyfizm, który można przeciwstawić agresji ("Soldaten wohnen auf den kannonen", "Sztuka stania w miejscu"). Wierzy w morale niemieckich żołnierzy ("Praga, rano 15 marca 1939") kontrastujące z postępkami Austriaków ("Setki tysięcy szukają ziemi niczyjej"). Z goryczą pisze o iluzjach komunizmu ("Co zostało z KPCZ?") i trafnie rozpoznaje totalitarne ciągoty Związku Radzieckiego odwołując się do doświadczenia wojny w Hiszpanii ("Dobra rada nie zawada"). i Obserwacja ta prowadzi ją do wizji niemal proroczej: pisze o samotności małych europejskich państw, wyczuwa, że wkrótce będą one zdane wyłącznie na siebie i namawia do wewnętrznej mobilizacji ("Czego Czech oczekuje od Czecha").Wreszcie, odnotowuje też, nie ukrywając przerażenia, mnożące się przykłady eksterminacji europejskich Żydów; śmiało można powiedzieć, że przewiduje zagładę i odczytuje jej motywy ("Ludzie na wyspie", "Setki tysięcy szukają ziemi niczyjej" ). Kiedy, jak w przypadku tych ostatnich artykułów, Jesenska wciela się bardziej w reportera niż w negocjatora - sytuuje się bliżej prawdy o tym, czego zwiastunem są obserwowane przez nią wypadki.