Osiem Procent z Niczego

Autor:
Wydawca:
W.A.B. Wydawnictwo
Oprawa:
miękka
Data premiery:
2005-01-01
Cena:
22,99 zł
24,90 zł
Wyślemy w ciągu 48h
do góry
Opis

Treścią opowiadań Etgara Kereta są proste, czasem zwyczajne, czasem nietypowe zdarzenia. Dziewczyna opala się nago na trawie, dwóch chłopców trafia za kratki mężczyzna rozmawia z rybą na talerzu kot wpada pod samochód. U Kereta okazują się jednak niecodzienne, prowokacyjne, uniwersalne. Pobudzają do refleksji o tym, co najważniejsze: sensie życia, miłości, posiadaniu dzieci, śmierci. Keret, mistrz krótkiej formy, postrzegany jest często jako ambasador młodej literatury izraelskiej na świecie, niekiedy mówi się, że stanowi symbol całego pokolenia. Jego proza, konstruowana z logiką snu, częstokroć absurdalna, daje świadectwo życia w kraju, którego bogactwo i siła łączą się z ciągłym poczuciem zagrożenia.

do góry
Przeczytaj fragment

opowiadanie “Tłuścioszek”

Zaskoczony? Pewnie, że byłem zaskoczony. Chodzisz z dziewczyną. Jedna cola, druga cola, tu knajpa, tam kino, zawsze tylko w dzień. Zaczynacie spać ze sobą, dupczonko super, potem pojawia się też uczucie. Aż któregoś dnia ona przychodzi do ciebie zapłakana, ty ją przytulasz i mówisz, żeby się uspokoiła, że wszystko jest w porządku, a ona odpowiada, że dłużej nie może, że ma tajemnicę, nie taką sobie zwykłą, ale coś mrocznego, przekleństwo, coś, co chciała ci wyznać przez cały ten czas, tylko nie miała odwagi. Ta sprawa siedzi na niej jak jakieś dwie tony cegieł. I musi powiedzieć, po prostu musi, ale też wie, że w momencie, w którym to wyjawi – porzucisz ją, i słusznie. I zaraz znowu zaczyna płakać. „Nie zostawię cię – mówisz – nie, ja cię kocham”. Wyglądasz może na lekko przejętego, ale nie jesteś, a nawet jeśli tak, to jej płaczem, a nie tajemnicą. Doświadczenie już cię nauczyło, że te tajemnice, które za każdym razem sprawiają, że kobiety rozpadają się na kawałki, w większości wypadków sprowadzają się do czegoś w rodzaju seksu ze zwierzęciem lub członkiem rodziny albo z kimś, kto zapłacił za to pieniądze. „Jestem kurwą” – mówią zawsze na koniec – a ty je przytulasz i mówisz „nie jesteś, nie jesteś” albo „ćiiiii”, jeśli nie przestają płakać. „To naprawdę coś strasznego” – upiera się, jakby zauważyła ten twój spokój, który tak starałeś się ukryć. „W twoim brzuchu to może brzmi strasznie – mówisz jej – ale to z powodu akustyki. Zobaczysz, że kiedy to wyciągniesz na zewnątrz, nagle w sekundę będzie wyglądało dużo mniej”. Ona prawie już wierzy, waha się chwilę i nagle mówi: „Gdybym ci powiedziała, że w nocy zamieniam się w owłosionego kurdupla, bez szyi i ze złotym sygnetem na małym palcu, to i wtedy będziesz mnie dalej kochał?”. A ty mówisz, że pewnie. No, bo co jej powiesz, że nie? Ona chce tylko sprawdzić, czy kochasz ją bez żadnych warunków, a ty przecież w sprawdzianach zawsze byłeś świetny. I doprawdy, kiedy tylko jej to powiedziałeś, rozluźnia się i zaczynacie się kochać, tak jak stoicie, w salonie. Potem pozostajecie jeszcze objęci i ona płacze, bo jej ulżyło, i ty także płaczesz, cholera wie czemu. I inaczej niż zwykle – ona nie wstaje i nie wychodzi. Zostaje i śpi u ciebie. A ty leżysz i nie śpisz, patrzysz na jej piękne ciało, na zachodzące na zewnątrz słońce, na księżyc, który nagle – jakby znikąd – się pojawia, na srebrzyste światło, co gładzi jej skórę i pieści włosy na jej plecach. I w ciągu niespełna pięciu minut znajdujesz w łóżku obok siebie faceta – tłuścioszka niewielkiego wzrostu. Facet wstaje, uśmiecha się do ciebie i ubiera lekko zawstydzony. Wychodzi z pokoju, a ty, zahipnotyzowany, za nim. Teraz jest już w salonie, wciska guziki pilota swoimi tłustymi paluchami, ogląda sport w telewizji. Mistrzostwa pierwszej ligi w piłce nożnej. Klnie przy faulach, przy golach wstaje i wiwatuje. Po meczu skarży się, jak mu sucho w ustach i pusto w brzuchu. Miałby ochotę na coś z drobiu, kurczaka – jeśli można, ale wołowina też by go urządziła. Więc wsiadasz z nim do auta i wieziesz do jakiejś znanej mu restauracji w okolicy. Nowa sytuacja niepokoi cię, mocno cię niepokoi, ale nie za bardzo wiesz co robić, twoje ośrodki decyzyjne są sparaliżowane. Ręka jak automat zmienia biegi podczas kiedy zjeżdżacie na Ayalon, a on na siedzeniu obok postukuje złotym sygnetem na małym palcu, a na światłach przy skrzyżowaniu Beit Dagan opuszcza sobie automatycznie szybę, mruga do ciebie i krzyczy do jakiejś żołnierki usiłującej złapać okazję: „Laleczko, chcesz, żeby cię załadować na tył jak owcę?”. Potem, gdzieś w pobliżu, objadacie się mięsem aż do pęknięcia brzuchów, on z uciechą przyjmuje każdą dokładkę i śmieje się jak niemowlę. I przez cały ten czas mówisz sobie, że to tylko sen, dziwny sen – to prawda, ale taki, z którego zaraz się obudzisz.
W drodze powrotnej pytasz, gdzie chce wysiąść, a on zachowuje się, jakby nie słyszał, ale wygląda na bardzo zaniepokojonego. A na koniec lądujecie z powrotem u ciebie w domu. Godzina jest już prawie trzecia. „Pójdę już teraz spać” – mówisz, a on macha ci z kanapy na pożegnanie i ogląda dalej kanał z modą. Rano budzisz się zmęczony, z bolącym lekko żołądkiem. A ona w salonie jeszcze drzemie. Ale wstaje, zanim zdążysz się umyć. Obejmuje cię w poczuciu winy, a ty jesteś zbyt zażenowany, żeby coś powiedzieć. Czas mija i nadal jesteście razem. Seks staje się tylko coraz lepszy, ona nie jest już młoda, ty też nie i nagle okazuje się, że zaczynasz mówić o dziecku. A w nocy ty i tłuścioszek bawicie się, jak nigdy się nie bawiłeś. Zabiera cię do restauracji i klubów, których wcześniej nie znałeś nawet z nazwy, tańczycie razem na stołach, tłuczecie talerze – jakby nigdy nie miało być jutra. Tłuścioszek jest bardzo miły, troszkę wulgarny, zwłaszcza wobec kobiet. Czasem ma takie odzywki, że nie wiesz, gdzie się schować. Ale poza tym naprawdę fajnie z nim być. Kiedy się poznaliście, niespecjalnie interesowałeś się piłką nożną, ale teraz znasz już wszystkie drużyny. I za każdym razem kiedy drużyna, której kibicujecie, wygrywa, czujesz się tak, jakbyś wyraził życzenie i ono się spełniło, co jest poczuciem cholernie rzadkim, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ty, co najczęściej nie wie, czego chce. I tak co noc zasypiasz z nim zmęczony przy rozgrywkach ligi argentyńskiej, a rano znów budzisz się u boku pięknej i wyrozumiałej kobiety, którą też aż do bólu kochasz.

Osiem procent z niczego

Hezi-Pośrednik czekał na nich pod domem prawie pół godziny, a kiedy przyszli, starał się wyglądać, jakby go to nie zirytowało.
– To wszystko jej wina – wykrzyknął starszy mężczyzna i potrząsnął jego ręką w bezlitosnym uścisku człowieka interesu.
– Niech pan nie wierzy Buciowi – przekonywała tleniona blondynka, wyglądająca na młodszą od mężczyzny o co najmniej piętnaście lat. – Byliśmy tu już wcześniej, po prostu nie mogliśmy znaleźć miejsca do parkowania.
Hezi-Pośrednik uśmiechnął się do niej z ironicznym zainteresowaniem, jakby mogło go cokolwiek obchodzić, czemuż to ona i Bucio się spóźnili. Pokazał im mieszkanie – jako tako umeblowane, wysokie, z oknem kuchennym, przez które prawie można było zobaczyć morze. Już w połowie oglądania Bucio wyciągnął książeczkę czekową i powiedział, że on na to idzie i może nawet zapłacić za rok z góry, tylko proponuje małe zaokrąglenie sumy w dół, tak żeby miał wrażenie, że wychodzi mu się naprzeciw. Hezi-Pośrednik wyjaśnił, że właściciel mieszkania przebywa za granicą i dlatego on nie jest upoważniony do opuszczania ceny. Bucio upierał się, że chodzi o grosze.
– Jeśli idzie o mnie – powiedział – może pan to odjąć ze swojej prowizji. Ile procent pan dostaje?
– Osiem – odpowiedział Hezi po krótkim wahaniu, woląc nie ryzykować kłamstwa.
– No to będzie pan miał pięć – ustalił Bucio i skończył wypisywać czek, ale kiedy zobaczył, że pośrednik nie wyciąga ręki, żeby go wziąć, dorzucił: – Niech pan pomyśli, na rynku teraz zastój, pięć procent z czegoś to dużo więcej niż osiem z niczego.
Bucio albo Tom Minster, jak było napisane na czeku, oznajmił, że jutro rano blondynka podskoczy do niego po dodatkowy klucz.
Hezi-Pośrednik powiedział, że nie ma problemu, tylko że to musi być przed jedenastą, bo potem ma spotkanie. Następnego dnia nie przyszła, była godzina jedenasta dwadzieścia i Hezi, który musiał już wychodzić, ale też nie za bardzo chciał nawalić, wyciągnął czek z szuflady. Na czeku były wydrukowane również telefony do pracy, wolał jednak oszczędzić sobie męczącej rozmowy z Buciem i zadzwonił bezpośrednio do domu. Dopiero kiedy odpowiedziała, uświadomił sobie, że nie zna nawet jej imienia i dlatego zdecydował się na „panią Minster”. Przez telefon brzmiała jakoś mniej głupio, mimo to nie pamiętała, kim on jest i że umówili się na rano. Hezi-Pośrednik nie stracił cierpliwości i przypomniał jej powolutku, jak dziecku, że spotkali się wczoraj z nią i z mężem i umówili co do mieszkania. Po drugiej stronie zapadła cisza, a gdy potem poprosiła, żeby opisał jej, jak wyglądała, zrozumiał, że wpakował się na całego.
– Najprawdopodobniej – łagodził – zaszła pomyłka. Jak mąż ma na imię? No właśnie, bo ja szukam Szaula i Tircy. Już któryś raz to dziewięćset trzynaście źle mi podaje. Przepraszam, do widzenia – i rozłączył się, zanim zdążyła odpowiedzieć.
Blondynka dotarła do biura kwadrans potem, z na wpół otwartymi oczami i twarzą jeszcze tego ranka nieprzemytą.
– Przepraszam – ziewnęła – pół godziny zabrało mi złapanie taksówki.
Następnego ranka, kiedy przyszedł otworzyć biuro, jakaś kobieta czekała już na niego na chodniku. Wyglądała na mniej więcej czterdzieści lat, a w jej ubiorze i zapachu było coś tak nietutejszego, że kiedy się do niej zwrócił, bez zastanowienia nawet zrobił to po angielsku. Hebrajski jednak znała i wyjaśniła, że szuka mieszkania dwupokojowego, wolałaby do kupienia, ale może również wynająć, pod warunkiem, że można wprowadzić się od razu. Hezi-Pośrednik powiedział, że akurat ma kilka dość niezłych mieszkań do sprzedania, a ponieważ rynek teraz słaby, to i cena jest znośna. Zapytał, jak trafiła właśnie do jego biura, a ona odpowiedziała, że znalazła w książce telefonicznej.
– Pan jest Hezi? – spytała.
Powiedział, że nie, że od dawna nie ma tu żadnego Heziego, ale kiedy kupił ten interes, zostawił nazwę, żeby utrzymać renomę.
– Mam na imię Michael – uśmiechnął się – ale prawdę mówiąc, w pracy jakoś sam nawet o tym zapominam.
– A ja mam na imię Lea – nieznajoma też się uśmiechnęła. – Lea Minster. Rozmawialiśmy wczoraj przez telefon.
– Wygląda ładnie? – zapytała nagle ni stąd, ni zowąd. Pierwsze mieszkanie było na jej gust zbyt ciemne i byli właśnie w drodze do drugiego. Hezi-Pośrednik próbował udawać głupiego i zaczął mówić o kierunkach cyrkulacji powietrza i tym podobne, jakby pytała o mieszkanie.
– Po pana telefonie – zignorowała to Lea Minster – próbowałam z nim o tym wszystkim porozmawiać. Na początku kręcił, ale w końcu się złamał i przyznał. Stąd teraz to mieszkanie. Zostawiam go.
Hezi-Pośrednik jechał, nic nie mówiąc, ale w środku myślał, że to nie jego sprawa i nie ma się czym przejmować.
– Jest młoda? – spróbowała znów Lea Minster, a on zaprzeczył ruchem głowy i powiedział:
– Dużo brzydsza od pani. Niezręcznie mi mówić coś takiego o kliencie, ale on jest po prostu idiotą.
Drugie mieszkanie było jaśniejsze, a kiedy pokazywał jej kierunki przepływu powietrza, poczuł, jak się do niego zbliża, nie żeby po prostu dotknąć, ale wystarczająco blisko. I chociaż mieszkanie jej się podobało, poprosiła o obejrzenie jeszcze jednego. W samochodzie zadawała mu różne pytania na temat blondynki, a Hezi-Pośrednik próbował odpowiadać posłusznie, a zarazem mętnie. Niezbyt wygodnie się z tym czuł, ale ciągnął dalej, bo widział, że ją to rozwesela. W momentach milczenia pojawiał się pewien rodzaj napięcia, szczególnie na światłach, a dziwnie nie wychodziło mu – co zawsze umiał – znajdowanie jakichś lekkich tematów rozmowy, pozwalających zapomnieć, że utknęli w korku i tylko gapił się tępo w czerwone światło w oczekiwaniu, aż się zmieni. Na jednych mercedes przed nimi i po zmianie nie ruszył, więc Hezi-Pośrednik dwukrotnie zatrąbił oraz sklął przez okno kierowcę. A kiedy ten nie dał żadnego znaku, że go to wzrusza, wysiadł wściekły z samochodu. Tyle że nawet nie było z kim się kłócić, bowiem kierowca, który początkowo wyglądał jakby spał, nie obudził się również wtedy, kiedy Hezi-Pośrednik go dotknął. Potem podeszli ludzie z karetki pogotowia i powiedzieli, że to apopleksja. Przeszukali ubranie kierowcy i samochód, ale nie znaleźli żadnego dowodu tożsamości. Heziemu-Pośrednikowi było nieprzyjemnie, że zwymyślał tego bezimiennego mężczyznę, a też żałował wszystkiego złego, co powiedział o blondynce, choć to niespecjalnie miało związek.
Lea Minster siedziała obok niego milcząca. Odwiózł ją z powrotem do biura i zrobił dla obydwojga kawę.
– Tak naprawdę nic mu nie powiedziałam – odezwała się i wypiła łyk neski. – Zwyczajnie kłamałam, żeby mi pan o niej opowiedział. Proszę mi wybaczyć. Po prostu musiałam wiedzieć.
Hezi-Pośrednik uśmiechnął się i powiedział sobie i jej, że właściwie nic się nie stało, że w końcu zobaczyli kilka mieszkań i jednego biedaka, co umarł, i jeśli jakąś naukę można z tego wyciągnąć, to taką, że oni dzięki Bogu żyją, czy coś w tym rodzaju. Ona dopiła kawę, jeszcze raz przeprosiła i poszła. A Michael, który został z resztką swojej kawy, rozejrzał się po biurze – nora metr siedemdziesiąt na trzy, z oknem wychodzącym na Ben Jehuda – i nagle to miejsce wydało mu się okropnie małe i przezroczyste, jak akwarium, które kiedyś, sto lat temu dostał na barmicwę, a cała renoma biura, o której z taką powagą jej opowiadał zaledwie dwie godziny temu – jakimś głupstwem. Zaczęło mu ostatnio przeszkadzać, że ludzie nazywają go Hezi.

Ostatnie opowiadanie i koniec
Tej nocy, kiedy diabeł przyszedł zabrać mu jego talent, nie kłócił się, nie skamlał i nie robił zamieszania.
– Słowo się rzekło – powiedział i poczęstował diabła kulką czekoladową „Mozart” i szklanką lemoniady. – Było super, było smacznie, było miło. A teraz się skończyło i oto jesteś, taka twoja robota. Nie ma sprawy. Tylko, jeśli można, chciałbym jeszcze jedno małe opowiadanie, zanim mi go zabierzesz. Ostatnie opowiadanie i koniec. Tak, żeby mi zostało jeszcze coś z tego smaku w ustach.
Diabeł popatrzył na pozłacany papierek od czekolady i wiedział już, że popełnił błąd, zgadzając się zjeść. Tacy sympatyczni zawsze narobią ci najwięcej kłopotów. Z wrednymi nigdy nie miał problemów. Przychodzi się, bierze duszę, odpina rzepy, wyrywa talent i koniec. Człowiek może wrzeszczeć i przeklinać choćby do jutra. A on, jako diabeł, może już w swoich papierach postawić ptaszka i przejść do następnego nazwiska na liście. Ale sympatyczni? Ci wszyscy ze swoimi cichymi przemowami, słodyczami i lemoniadami, co też takiego możesz im powiedzieć?
– Dobrze – westchnął diabeł – jedno ostatnie. Ale żeby było krótkie, hę? Już prawie trzecia, a jeszcze muszę dzisiaj zdążyć co najmniej pod dwa adresy.
– Krótkie – uśmiechnął się chłopak ze zmęczeniem – króciusieńkie nawet. Góra trzy strony. Tymczasem możesz pooglądać telewizję.
Po unicestwieniu jeszcze dwóch „Mozartów” diabeł rozparł się wygodnie na kanapie i wziął do pilota. W tym czasie, z drugiego pokoju, mógł słyszeć, jak chłopak, który mu przyniósł czekoladki, wali bez końca w klawiaturę równym tempem jak ktoś, kto w bankomacie wstukuje jakiś tajny kod z milionem cyfr. Niechby tylko wyszło mu coś naprawdę w porządku, myślał sobie diabeł, gapiąc się na mrówkę drepczącą po ekranie z filmem przyrodniczym na ósmym kanale. „Coś takiego z wieloma drzewami i dziewczynką, która szuka swoich rodziców. Coś z początkiem, co chwyta cię za jaja, i z zakończeniem tak rozdzierającym, że ludzie po prostu zaczną płakać”. Ten chłopak naprawdę był miłym facetem. Nie tak po prostu miłym, ale z godnością. I diabeł życzył mu, żeby doprawdy był już przy samym końcu. Było już po czwartej i w ciągu dwudziestu minut, góra pół godziny, nieważne skończył-nie-skończył, musiał otworzyć człowiekowi rzepy, wyciągnąć towar i zmywać się stamtąd. Inaczej, w magazynie, nażre się potem takiego gówna, że w ogóle nawet nie chciał o tym myśleć.
Tyle że tamten naprawdę był w porządku. I już w pięć minut później wyszedł z drugiego pokoju spocony z wydrukowanymi trzema stronami w ręku. Opowiadanie było naprawdę dobre. Nie o dziewczynce i nie chwytało za jaja, ale szalenie wzruszające. A kiedy diabeł mu to powiedział, chłopak strasznie się ucieszył i też to okazał. I ten uśmiech został mu nawet po tym, kiedy diabeł wyrwał mu talent, zwinął go ciaśniutko i włożył do specjalnego pudełka ze styropianem – przez cały ten czas nie zrobił ani razu nawet miny cierpiącego artysty, tylko przyniósł jeszcze coś słodkiego.
– Przekaż swoim szefom podziękowanie – powiedział do diabła – powiedz im, że było mi naprawdę przyjemnie, z powodu talentu i w ogóle. Nie zapomnij.
A diabeł powiedział mu, że dobrze, i pomyślał sobie, że gdyby zamiast diabłem był też człowiekiem albo po prostu poznaliby się w innych okolicznościach, mogliby być przyjaciółmi.
– Wiesz, co będziesz teraz robił? – zapytał z troską diabeł, kiedy już stał w drzwiach.
– Nie za bardzo, pewnie uda mi się częściej chodzić nad morze, spotykać z przyjaciółmi – takie rzeczy. A ty?
– Praca – powiedział diabeł i zarzucił sobie skrzynię na plecy. – Wierz mi, ja to poza pracą nic specjalnie nie mam w głowie.
– Powiedz – zapytał chłopak – tak dla ciekawości: co się na koniec dzieje z tymi wszystkimi talentami?
– Nie bardzo wiem – poinformował diabeł – po prostu zanoszę je do magazynu, tam mi je podliczają, stemplują w karcie gońca i tyle. Co się z nimi potem dzieje, kompletnie nie mam pojęcia.
– Jak w rachunkach wyjdzie ci o jeden za dużo, zawsze miło mi będzie dostać go z powrotem – zaśmiał się chłopak i klepnął skrzynię. A diabeł też się zaśmiał, ale takim śmiechem przegranym i przez wszystkie cztery piętra w dół myślał tylko o opowiadaniu, które tamten napisał i że ta fucha rewindykatora kiedyś wydawała mu się nawet niezła.

do góry
Do kolekcji
Bliźnięta Fahrenheit  - Faber Michel
Bliźnięta Fahrenheit Faber Michel
Książka
41,49 zł
44,90 zł
Krzyk Czapli  - Hearn Lian
Krzyk Czapli Hearn Lian
Książka
36,99 zł
39,90 zł
Krzyk Czapli  - Hearn Lian
Krzyk Czapli Hearn Lian
Książka
45,99 zł
49,90 zł
Biesy (Audiobook)  - Dostojewski Fiodor
Biesy (Audiobook) Dostojewski Fiodor
Książka
18,99 zł
19,90 zł
Święty Graal Odnaleziony  - Bennett Janice
Święty Graal Odnaleziony Bennett Janice
Książka
38,99 zł
39,90 zł
do góry
Klienci, którzy kupili ten produkt, wybierali również:

do góry
Bądź pierwszy i dodaj recenzję
Zamknij
Dziękujemy za dodanie recenzji
Zamknij
Dodaj recenzję
Tytuł:
 
Recenzja:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
 
Nick
 
do góry
Forum
Bądź pierwszy i dodaj nowy wątek
Zamknij
Dziękujemy za dodanie nowego wątku
Zamknij
Dodaj temat na forum
Tytuł:
 
Wątek:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
 
Nick
 
do góry
Dane szczegółowe produktu
Tytuł:
Osiem Procent z Niczego
Autor:
Wydawca:
W.A.B. Wydawnictwo
Numer wydania:
I
Data premiery:
2005-01-01
Język:
polski
Język oryginału:
angielski
Ilość stron:
162
Tłumaczenie:
Maciejowska Agnieszka
Rok wydania:
2005
Forma:
książka
Indeks:
69316562
do góry
Tagi Osiem Procent z Niczego