Fragment
Czytaj
Fragment
Czytaj

Nic do stracenia. Początek (okładka miękka)

Inne wydania: Cena:
okładka miękka 36,99 zł
Ilość:
szt
Cena:
36,99 zł
39,99 zł
Oszczędzasz:
3,00 zł (8%)
Dostawa:
od 0,00 zł
Dodaj do koszyka
lub
Zaloguj się i kup
Wysyłamy w 24h
Produkt sprzedawany
i dostarczany przez empik
dostępność w salonie empik
Dodaj do schowka

Opis

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer, córka senatora, bawi się w klubie ze swoim chłopakiem Jackiem. Ten wyjątkowy wieczór szybko zamienia się w koszmar, a nazwisko Cartera Thomasa, handlarza broni i narkotyków, na zawsze zaważy na jej życiu. Po kilku latach Anna przyczynia się do jego skazania, ale Carter nadal wysyła listy z pogróżkami. Ochroną Anny musi zająć się przystojny komandos Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać chłopaka Anny. Początkowo Anna i Ashton perfekcyjnie odgrywają role zakochanych, ale stopniowo udawanie przestaje być grą. Odkrywają urok prawdziwego uczucia. Być może Ashtonowi uda się sprawić, by Anna pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Może jego miłość sprawi, że ona wreszcie komuś zaufa? W końcu nie ma nic do stracenia.

Dane szczegółowe

Tytuł: Nic do stracenia. Początek
Autor: Moseley Kirsty
Wydawnictwo: HarperCollins
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Ilość stron: 464
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-04-12
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Indeks: 21201134

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4
5
30
4
18
3
13
2
7
1
2
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
67 recenzji
18-08-2017 o godz 20:21 Zaczytana_Hania dodał recenzję:
Pozytywnie zaskoczyła mnie ta książka. Bardzo romantyczna, pełna uczuć, szczególnie podobała mi się bohaterka, którą ukształtowała autorka, bo miała w sobie coś prawdziwego, nosiła w sobie ból, który nie przepadał od tak. Brakowało mi troszkę zwrotów akcji związanych z niebezpieczeństwem dziewczyny, a zakończenie nie było zaskakujące lub ekscytujące, jak oczekiwałam. Nie żałuję że przeczytałam, trochę niedopracowana książka, ale sięgnę po następna cześć i naprawdę mogę polecić.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-07-2017 o godz 21:13 Dominika Pławiak dodał recenzję:
Recenzja znajduje się na blogu - http://juliawkrainieksiazek.blogspot.com/2017/07/recenzja-nic-do-stracenia-poczatek.html Jedna osoba może zmienić nasze życie nie do poznania, przemienić je w najgorsze piekło... Sprawić, że będziemy woleli wybrać śmierć od dalszego życia... W ostatnim czasie w Polsce pojawiło się dużo książek Kirsty Moseley, "Nic do stracenia. Początek" jest pierwszym tomem niezwykłej opowieści, która robi ogromne wrażenie opowiadając o losach dwójki ludzi, którzy nie są typowymi bohaterami literatury młodzieżowej. Anna Spencer chciała spędzić swoje szesnaste urodziny tak jak każda inna nastolatka. Bawić się w klubie do rana u boku swojego ukochanego chłopaka. Niestety jej zapał szybko gaśnie, zastępuje go strach i niepokój kiedy groźny mężczyzna okazuje nią zainteresowanie. Dziewczyna decyduje zatańczyć z nim tylko jeden taniec, aby próbować chronić samą siebie i Jacka. Okazuje się jednak, że to nie wystarczy, nieznajomy jest coraz bardziej nachalny, dotykając Annę bez jej zgody. W końcu zaciąga ją i jej chłopaka za drzwi przeciwpożarowe, nikt w klubie nie zwraca na nich uwagi i nie próbuje w jakikolwiek sposób im pomóc. Jack cały czas jest bity i poniżany, a Anna pożerana wzrokiem. Noc kończy się tragicznie i w taki oto sposób córka senatora i kandydata na prezydenta znika na kilka lat... Carter Thomas - handlarz broni i narkotyków przetrzymuje ją, gwałci i zamienia życie w największy koszmar. Jednak po długich poszukiwaniach dziewczyna zostaje odnaleziona i dzięki jej zeznaniom mężczyzna zostaje skazany, ale nawet z więzienia nie daje Annie spokoju - wysyła jej listy z pogróżkami. Zatroskany ojciec zrobi wszystko aby przywrócić swojej ukochanej córeczce spokój i dać jak największe bezpieczeństwo. Ashton Taylor jest jednym z najbardziej obiecujących komandosów SWAT, został właśnie przydzielony do bardzo ważnego zadania, które wymaga dyskrecji i zaufania. Ma udawać chłopaka Anny, a tak naprawdę chronić jej całe dnie i noce, nie może ją już spotkać nic złego. Początkowo wcale nie jest zadowolony, spodziewał się czegoś innego, a nie pilnowania jakiejś bogatej dziewczyny! Nie może jednak sprzeciwić się rozkazom ludzi będących wyżej od niego. Gdy widzą się po raz pierwszy obydwoje są zafascynowani swoją urodą, jednak Anna jest bardzo zamknięta w sobie i wredna dla każdego nowego ochroniarza, stara się jak najszybciej wyrzucić ich z pracy... Jednak Ashton jest profesjonalistą i nie robi sobie nic z doczepek dziewczyny... Cierpliwie stara się sprawić, by pogrzebała przeszłość i pokonała dręczące ją koszmary. Pomiędzy zagubioną Anną a zabójczo przystojnym ochroniarzem wybucha uczucie, a udawanie zakochanych przestaje być już tylko grą. Cały spokój zakłóca informacja, że ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Piekło może powrócić wraz z diabłem, które je rozpętał... Wtedy Ashton i Anna mogą znaleźć się w poważnym niebezpieczeństwie! Książki Kirsty Moseley nie należą do wybitnej literatury, ale czyta się je szybko i przyjemnie. Bohaterowie są dobrze wykreowani, walczą ze swoimi demonami i trudną przeszłością. Mi osobiście książka się podobało, choć bardziej "Chłopak, który chciał zacząć od nowa" jednak polecam wam zaznajomić się z obydwoma seriami. W przypadku wszystkich książek tej autorki trzeba przygotować się na to, że są to powieści na których można uronić łzy, ale również takie, które rozśmieszają. Po prostu mieszanka wybuchowa! :D Myślę, że sięgnę po kontynuację, bo bardzo ciekawią mnie dalsze losy Anny i Ashtona. Mimo, że w książkach Kirsty motyw się powiela, za każdym razem zaskakuje czymś nowym i niespodziewanym, dlatego tak bardzo ją cenię, po prostu przy jej książkach nie da się nudzić! New Adult to gatunek dla ludzi, którzy chcą trochę się zrelaksować i przeczytać dobrą książkę, która nie będzie wymagała od nich przesadnego myślenia. Podsumowując powieść "Nic do stracenia. Początek" jest bardzo intrygująca i zdecydowanie zostaje w pamięci i sercu czytelnika, nie chce dać o sobie zapomnieć! "Tak długo, jak będę mógł tulić ją do siebie każdego dnia,będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi." MOJA OPINIA: OCENA TREŚCI (7/10) OCENA OKŁADKI (9/10) OCENA OGÓLNA (8/10)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-07-2017 o godz 20:18 oli0106 dodał recenzję:
Warto kupić. Warto przeczytać. Warto dać się ponieść... Świat emocji w jaki zbiera nas autorka jest nie do opisania. Jak WSZYSTKIE książki Mseley tak i ta jest doskonała.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-06-2017 o godz 20:43 Maadziuulekx3 dodał recenzję:
Za książkę zabrałam się ze względu na wiele szumu wokół twórczości autorki. Lubię przekonywać się czy książki uwielbiane przez większość ludzi i mnie przypadną do gustu. Większość z nich mnie zaciekawia, jednak mały odsetek z nich albo w ogóle albo w niewielkim stopniu. W przypadku Kristy Moseley mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony opowieść nie była taka zła, dwoje bohaterów, jeden z bagażem doświadczeń, drugi usiłujący pozbyć się bagażu tego pierwszego. Z drugiej strony nie tego oczekiwałam po tej lekturze. Opowieść szybko się czytało, ale brakowało mi w niej życia, akcji, czegoś, co by mnie przekonało do fabuły. Bohaterowie wydawali mi się płascy, mało przekonywujący. Anna często mnie irytowała. Na początku dziewczyna dotknięta okropną tragedią, nie pozwalająca się w ogóle dotykać, zamknięta w sobie, opryskliwa, skryta od razu przeistacza się w postać, która na to pozwala i to jeszcze mężczyźnie, który ją ochrania. Asthon przystojny, wyszkolony z dużymi ambicjami na przyszłość, czuły, opiekuńczy, jednak zamiast wzdychać w jego kierunku spoglądałam sceptycznie na postać. Fabuła i może nie jest do końca zła, ale mogła być o wiele lepsza. W kółko działo się to samo, nudno, bez poweru, trochę jak nieciekawa romantyczna telenowela. Z czasem masz ochotę zmienić kanał. Zabrakło mi też większej dramaturgii, która doprowadzałaby mnie do łez, akcji, czegoś co ruszyło by powieść do przodu, a nie usilnie trzymało w miejscu. Pomimo, że książka wydawała się na początku bardzo obiecująco, szybko straciła potencjał w moich oczach, gdy relacje bohaterów weszły na wyższy poziom jakoś po trzecim, czy czwartym rozdziale. To nie miało większego sensu, Anna przez rok nie pozwalała się nikomu dotykać, pojawia się mężczyzna i od razu zmienia się jej nastawienie, pozwala to robić, nie czuje przy nim obrzydzenia itp. Dla mnie to było mało wiarygodne, powiało trochę kiczem. W prawdziwym życiu takie historie się nie zdarzają, a liczyłam na to, że książka taka właśnie będzie. Prawdziwa, szczera, dzięki czemu przybliżę się do bohaterów, poznam ich myśli, przeżycia, doznania, a tak dostałam nijaką, bez pazura opowieść. Dość przesłodzoną, mało zaskakującą historię. Jeśli czytelnik nie nastawi się na wielkie arcydzieło, to się nie rozczaruje, bo pomimo nieskładności i wielu mankamentów może się spodobać. Mnie niestety do siebie nie przekonała. Może jeśli w drugiej części nie będę zbyt wymagająca przekonam się do lektury i bohaterów. Zobaczymy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-06-2017 o godz 20:33 Patrycja dodał recenzję:
świetna książka :) jedyny minus za szybko się ją czyta .
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-06-2017 o godz 17:18 Zakładka dodał recenzję:
Na książki Kirsten Moseley czeka się miesiącami. Dlaczego? Bo mają w sobie swoistą magię i sięgam po nie już zamkniętymi oczami, nie czytając opisu fabuły. Odważnie? Chyba nie, Bo tak samo mam z twórczości a Cassandry Clare czy Alkiem Rogozińskim. Czasem już tak jest, iż zaufamy pewnemu autorowi książek, iż przeczyta się wszystko co tylko napisze. Skupmy się jednak na tym co przedstawia właśnie ta książka. Fabuła przedstawiona w niej jest bardzo złożona, a przy tym charakterystyczna dla powieści młodzieżowych. Gdy życie dziewczyny zmienia się nagle z dnia na dzień, w dodatku jej serce zmienia nagle swój kierunek którym chce podążać. W dodatku wszystko opatrzone jest faktem, iż jej ojciec jest bardzo znanym politykiem. Nie przypomina wam to czegoś? Osobiście, automatycznie nasuwa mi się na myśl film "Córka prezydenta". Co prawda tutaj ten schemat jest bardziej rozwinięty, rozbudowany i urozmaicony oo liczniejsze szczegóły, jednak nieodzownie, podczas czytania, nie potrafiłam się powstrzymać przed porównywaniem poszczególnych sytuacji do tych, które pamiętałam z filmu. Książka niewątpliwie wciągnęła mnie od pierwszej strony. Pomimo, iż jej przebieg jest raczej przewidywalny, to całość skomponowana jest tak, by czytanie było prawdziwą przyjemnością. . Bardzo podobało mi się to, iż poruszała tematy nie tylko czysto miłosne, ale i także te związane z tymi ciemniejszymi stronami życia. Ciężko jest przecież gdy odzywają się mary przeszłości, a my za nic w świecie nie chcemy dać im wyjść z ukrycia. Jeśli chodzi o bohaterów, w zasadzie nic do nich nie mam, zostali ciekawie wykreowani a tym samym wzbogacali historię. Aczkolwiek nie podobał mi się jeden fakt. Relacja Ashtona i Anny początkowo rozwijała się za szybko. Momentami dziwiłam się czy przypadkiem nie pominęłam kilku stron. Jednak plusem niewątpliwie było to, iż autorka nie przeszła do tego wątku już na samym starcie. Dała historii się rozwinąć a nam samym zapoznać z bohaterami. Podoba mi się również fakt, iż jak do tej pory wszystkie książki autorki są wydawane w taki samym tonie i w podobnej kolorystyce. Nie tylko wygląda to ładnie na półce, ale i stanowi ciekawy zestaw jeśli chodzi o dorobek autorki. Poza tym technicznie samo wykonanie jest bardzo poprawne, zatem szykuje się kolejny plus. :) Czy muszę oficjalnie podsumowywać? Książka jest dobra. Może zakończenie lekko zawodzi i pozostawia niedosyt ale wiemy już iż jest to pierwsza część cyklu, zatem wyczekujmy na dalszą część losów znanych nam już bohaterów. www.zakladkaa.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-06-2017 o godz 18:17 clarissa92 dodał recenzję:
Anna spędza swoje szesnaste urodziny w klubie, bawiąc się ze swoimi znajomymi i chłopakiem, nie spodziewa się jak zakończy się ten wieczór. Carter Thomas to handlarz broni i narkotyków, mężczyzna zmienia życie dziewczyny w prawdziwe piekło. Zabija jej chłopaka, Anna zostaje porwana, Carter znęca się nad nią psychicznie i fizycznie, gwałci ją i wyniszcza, dopóki dziewczyna nie zostaje odnaleziona. Po złożeniu zeznać, oprawca zostaje zatrzymany i skazany, ale nawet będąc za kratkami stara się zniszczyć psychikę dziewczyny, wysyłając jej listy z pogróżkami. Ojciec Anny, który jest wpływowym i ważnym senatorem, a także kandydatem na prezydenta postanawia wynająć ludzi, którzy zajęliby się ochroną dziewczyny. Okazuję się, że jej osobistym ochroniarzem zostaje Ashton Taylor, przystojny komandos, który ma zacząć udawać chłopaka Anny, tak by nie wywołać podejrzeń swoją obecnością w jej życiu. Stopniowo tych dwoje zaczyna otwierać się przed sobą, a koszmary i przerażające przeżycia odchodzą w zapomnienie. Udawanie pary zaczyna przeradzać się w coś prawdziwego, a uczucie rodzi się powoli i nieoczekiwanie. Fabuła powieści zapowiadała się naprawdę dobrze, ciekawa historia, opowiadająca o trudnych wręcz przerażających przeżyciach, walka z przeszłością powracającą w koszmarach sennych i bohaterowie, którzy mogli być oryginalni. Niestety dobry jest jedynie początek tej historii. Kirsty Moseley przedstawia nam losy głównej bohaterki, stopniowo nakreślając całą jej bolesną przeszłość. Postać Anne została stworzona naprawdę ciekawie, dziewczyna pełna jest lęków i samotności. Cały czas tkwi w przeszłości z którą stara się zmagać każdego dnia, jednak na próżno. Niestety Ashton okazał się najbardziej irytującym bohaterem tej powieści. Oczywiście można być miłym, dobrym, pełnym ciepła i miłości, ale nie do przesady, ponieważ później przestaje to być naturalne i realne. Autorka nie znała tego umiaru i stworzyła nam pozornie bajkowego, idealnego mężczyznę, który rozczarowuje brakiem charyzmy. Sama historia nie jest niczym oryginalnym, autorka porusza się po starych i utartych schematach, które zostały ubrane tylko w nowe stroje. Całość mogła okazać się o wiele lepsza, niestety nic z tego nie wyszło, jednak jestem pewna, że książka znajdzie swoich fanów. W ostatnim czasie lektury z tego gatunku stały się bardzo popularne i dużo młodych osób sięga po nie z chęcią. „Nic do stracenia. Początek” to pierwszy tom nowej serii autorstwa Kirsty Moseley. Powieść opowiada o walce z przeszłością, o pokonywaniu lęków i własnych demonów, otwieraniu się na ludzi i dawaniu szansy sobie i innym. Polecam fanom twórczości tej autorki, oni z pewnością się nie zawiodą.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-06-2017 o godz 08:24 Bernardeta Łagodzic-Mielnik dodał recenzję:
Najnowsza powieść Kirsty Moseley, która ukazała się na polskim rynku to książka opowiadająca dalsze losy Anny Spencer i Ashtona Taylora będąca kontynuacją "Nic do stracenia. Początek". Wobec tego tytułu miałam pewne oczekiwania. Chciałam by lektura była lepsza od jej poprzedniczki, by temperatura emocji wzrosła, by zakończenie poruszyło do głębi i mocno zaintrygowało. Czy się rozczarowałam? Czy książka ma słabe punkty? Czy można było ją napisać lepiej? Odpowiedzi brzmią: Troszkę tak. Owszem. Myślę, że tak. Ta powieść to typowa młodzieżówka adresowana do nastolatek. Ta grupa wiekowa młodych dziewczyn z pewnością skupi się na głównym wątku, którym jest wątek miłosny i nie za bardzo dostrzeże tło. Starsze Czytelniczki z pewnością zwrócą uwagę na odrobinę za dużo słodkości, przewidywalności i nastoletniej infantylności. Bohaterowie, którzy już są pełnoletni powinni być odrobinę poważniejsi, ale może to skutek motyli w brzuchu i miłości? Anna staje córką prezydenta elekta. Musi radzić sobie z zainteresowaniem mediów i byciem osobą publiczną. To trudne a na dodatek jej prześladowca znów ma szansę po procesie na odzyskanie wolności. Czy Annie i Ashtonowi uda się pokonać lęki i koszmary z przeszłości? Czy ułożą sobie wspólne życie i stworzą szczęśliwy związek mimo przeciwności losu? Tę powieść czytało mi się miło i dość przyjemnie. Zakończenie okazało się najmocniejszym elementem i podobało mi się bardziej niż leniwy początek. To idealna propozycja jeśli marzy Wam się książka idealna na relaks, odprężająca dla duszy i umysłu. Jej bohaterowie to typowe postacie ze słodkiego romansów tła. On idealny, bez skazy, zapatrzony tylko w ukochaną, mądry, zdolny i czuły, odgadujący czego pragnie jego wybranka. I ona słaba, skrzywdzona przez los i złych ludzi, potrzebująca męskiego ramienia, młoda kobieta. Niestety agenci na służbie prezydenta światowego mocarstwa są już bardzo "wadliwi" i łatwo ich oszukać. Popełniają błędy, które są groźne w skutkach. A sam prezydent jako głowa państwa i tata też jest niczym ciepła klucha. I takie przedstawienie postaci z drugiego planu nieco mnie raziło i irytowało. Ale... przecież w tej książce chodzi głównie o siłę miłości, o moc uczucia, które góry przenosi. I to jest uchwycone na medal. Polecam przede wszystkim nastolatkom, dziewczynom, które przeżywają lub czekają na swoją pierwszą miłość. Pokoleniu ich mam już mniej rekomenduję, chyba że lubią słodziutkie jak miód romanse.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-06-2017 o godz 00:24 Embers dodał recenzję:
Z Moseley Kirsty spotkałam się pierwszy raz przy "Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno". Jest to świetna książka o dojrzewającej miłości. Niestety na samym końcu czuć zamiłowanie pani Kirsty do "Hollywoodzkich akcji", które przypominają kicz. Na szczęście było tego mało i do przeżycia. Niestety z każdą kolejną książką tej autorki jest coraz gorzej. Wpierw "Chłopak, który chciał zacząć od nowa", a teraz "Nic do stracenia". Motyw z dilerem jest trafiony, bardzo przeżywałam tę tragedię, jednak im głębiej czytałam, tym bardziej było uroczo-tandetnie. Anny tata może zostać Prezydentem Stanów Zjednoczonych - to taki kiepski "chwyt" i mdli mnie od tego, że główna bohaterka ma wszystko "na wyciągnięcie ręki". Między Ashtonem i Anną nie czuć chemii. Za szybko pada słowo "Kocham Cię", "zrobię dla ciebie wszystko". Nie ma tu żadnego napięcia, romans jest podany na tacy. Coś dzieje się na początku i końcu - jest tego za dużo, elementy nie pasują do siebie. Środek książki jest... cukierkowo-nudny i to bardzo. Dodatkowo Moseley budując męskie postacie zaczyna popadać w pewną rutynę, otóż powtarzają się następujące cechy: brak rodziców, zdany tylko na siebie, bez przyjaciół, umięśniony i szalenie przystojny. Ashton przy Annie zamienia się w bardzo... Irytującego adoratora. Zaś dziewczyna z jednej strony nie otwiera się na innych, zaś z drugiej już od samego początku przy Ashtonie zaczyna się zmieniać. Mimo wszystko są wątki, które mnie wciągnęły i MUSZĘ przeczytać 2 tom. Jestem ciekawa jak potoczy się sprawa z dilerem, bo z tym Kirsty trafiła w dziesiątkę. Mam też nadzieję, że w kolejnej części początek i koniec nie będą tak bardzo przeładowane niedorzecznymi sytuacjami. W końcu "Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno" to fenomenalna książka i wiem, że Kirsty Moseley potrafi pisać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-05-2017 o godz 21:14 Bujaczek dodał recenzję:
Nic do stracenia. Początek ma swoje plusy i minusy, czasami mogą one wywoływać lekkie zgrzyty w odbiorze całości, ale pomimo wszystko książkę czyta się szybko i przyjemnie. Fabuła wciąga od pierwszych stron, a co ważniejsze do samego końca trzyma w napięciu. Wywołuje całą gamę emocji, od śmiechu po łzy, od przerażenia po nadzieję... Pierwsza połowa jest rewelacyjna, druga ma niedociągnięcia, ale łatwo było mi się zżyć z bohaterami i wczułam w ich położenie. Moseley w dalszym ciągu ma tę umiejętność zdobywania mojej uwagi i jej utrzymania. Przeżywałam wraz z nimi wszystko i serce mi się krajało czytając, co spotkało Anne i jak ją to przygniotło. Zakończenie było zaskakująco spokojne, co mnie zdziwiło. Jestem ciekawa kontynuacji i na dniach się za nią zabieram. Coś czuję, że dopiero w Nic do stracenia. Wreszcie wolni zacznie się dziać. Pierwszy tom GuardedHearths pomimo kilku niedociągnięć spodoba się fanom pióra Kirsty Moseley. Cały czas potrafi zaczarować i stworzyć romantyczną, bajkową historię. Idealna pozycja na leniwe, letnie popołudnia. http://zapatrzonawksiazki.blogspot.com/2017/05/nowy-poczatek.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-05-2017 o godz 21:32 Klaudia Mordarska dodał recenzję:
Życie wcale nie obchodzi się delikatnie z ludźmi. Bez przerwy przygniata i nie pozwala się podnieść. Dręczy demonami z przeszłości tak bardzo, że nie sposób normalnie żyć. Nie da się cofnąć tego, co już się wydarzyło. Można spróbować zapomnieć i zacząć od nowa, prawda? Na początku będzie ciężko, ale z czasem się polepszy. Warto próbować. Co, jeśli jednak się uda? Niedawno miałam okazję powód spod pióra Kirsty Moseley i średnio mi się podobała, ale postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę. Jak wypadło? Minimalnie lepiej, ale w dalszym ciągu nie jestem w pełni przekonana. Ta historia okazała się mocno średnia i schematyczna. Nie mogłam się wciągnąć i z czytaniem zeszło mi o i wiele dłużej niż zwykle. Pojawił się motyw złamanej przez życie dziewczyny, która nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Nie trudno też domyślić się, co będzie dla niej oparciem. Miłość, ból minionych zdarzeń i przemoc zarówno fizyczna, jak i psychiczna. To kilka tematów, na których bazowała Kirsty Moseley. Bohaterowie zostali całkiem dobrze wykreowani. Tylko że mieli jedną podstawową wadę: wydawali się zbyt przerysowani. Anna irytowała mnie swoim zachowaniem i niechęcią do zostawienia za sobą całego cierpienia i bolesnych wspomnień. Po prostu bała się ludzi i otaczającego ją świata. Natomiast Ashton okazał się zadziwiająco sympatyczny i uroczy. To jeden z tych typów faceta, których każda dziewczyna chciałaby mieć przy sobie. Przystojny, opiekuńczy i pełen cierpliwości. Polubiłam go od pierwszego spotkania. Wątek romantyczny był ważnym elementem fabuły. W końcu książka należy do new adult, więc nie mogło zabraknąć solidnej dawki miłości, która miała kojący wpływ na problemy bohaterów. Nie spodobało mi się jedynie ciągle uciekanie od uczuć, szczególnie w przypadku jednej ze stron, co było początkiem kolejnych nieporozumień i komplikacji. Po co tak mieszać, skoro poważnych problemów już było za dość? Podsumowując, Nic do stracenia. Początek to książka, w której nie brak miłości, walki z przeciwnościami losu i przeszłością, o której nie sposób zapomnieć. Dosyć opornie szło mi czytanie, ale przebrnęłam przez nią i stwierdzam, że nie była taka zła. Okazała się nieco schematycznym średniaczkiem, ale miała kilka plusów. Nie polecam ani nie odradzam. Ale jeśli ktoś lubi twórczości Kirsty Moseley, to może się spodobać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-05-2017 o godz 17:09 Lilien dodał recenzję:
Pozycja, która w ostatnim czasie pojawiła się na rynku wydawniczym, opowiada historię nastoletniej Anny, która w dniu swoich szesnastych urodzin straciła wszystko, co było jej drogie. Handlarze narkotyków, broń, pogróżki i przystojny komandos robiący za prywatnego ochroniarza - o tym jest ta historia. Ażeby tego było mało dodajmy jeszcze mały romans w tle. Na pierwszy rzut oka lektura idealna dla nastolatków, szukających wrażeń i miłości. Przyznaję, że gdy zaczynałam przygodę z tą książką, rościłam sobie do niej ogromne nadzieje. Oczekiwałam naprawdę wciągającej historii, której nie sposób porównać do innych powieści wydanych już do tej pory na rynku wydawniczym. I w tym momencie mogę ze szczerym sercem powiedzieć, ze się na niej zawiodłam, a szkoda. Jeśli chodzi o samą fabułę, to przyznaję, iż znajdzie się grono osób, którym przypadnie ona do gustu, gdyż na pierwszy rzut oka jest ona naprawdę dobrze skrojona. Jednak jeśli chodzi o osoby, takie jak ja, które w swoim życiu pochłonęły naprawdę ogrom lektur, to takie szablonowe podejście do sprawy niczego nie załatwi. Fabuła powieści może i jest ciekawa, ale niestety strasznie przewidywalna. Do tej pory nie spotkałam się z innymi powieściami tej autorki, dlatego też nie jestem wstanie porównać, jak ta powieść wypada na tle innych. Mogę jednak krótko nadmienić, na temat stylu pisarskiego samej pani Moseley, a jeśli o to chodzi, to jest on całkiem przystępny, wręcz idealny dla młodego czytelnika. Autorka pisze prostym, nieskomplikowanym językiem. Jedynym minusem jest fakt, iż poszczególne wydarzenia chwilami dzieją się za szybko. Ogólnie rzecz biorąc gdybym miała ją polecić, to chyba tylko nastolatkom i osobom, które do tej pory nie zaczytywały się w powieściach tego typu, a poszukują ciekawej odmiany. Pozostałych jednak przestrzegam, ażeby nie nastawiały się na fantastyczne zwroty akcji i nieszablonową fabułę, gdyż mogą się w pewien sposób zawieść na tej książce.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-05-2017 o godz 07:39 klaudus20 dodał recenzję:
Szesnaste urodziny dla Annabelle miały być niezapomniane. W istocie takie też właśnie były, ale to o nich dziewczyna chciałaby jak najszybciej zapomnieć. To miał być wyjątkowy czas, Anna wyprosiła rodziców, by po raz pierwszy mogła wyjść ze swoim chłopakiem na dyskotekę, a dodatkowo również przenocować poza domem. Cała akcja wydawała się być przygotowana do perfekcji, zamówiony hotel, fałszywe dokumenty. Tuż przed wejściem do klubu Annabelle zaczepiła grupa młodych chłopaków. Wśród nich zdecydowanie górował Carter Thomas. Chłopak Anny, Jack stanął w jej obronie. Podczas imprezy w klubie, Carter wciąż dostawiał się do dziewczyny. Annabelle chciała już sobie pójść z tego miejsca, o którym tyle marzyła. Tuż przy wyjściu szajka zagrodziła zakochanym drogę, Dramatyczne losy rozegrały się na schodach przeciwpożarowych, gdzie Anna została napadnięta i molestowana, a Jack dotkliwie pobity. W pewnym momencie rozsierdzona grupa młodych przestępców wyrzuciła bezwładne już ciało Jacka ze schodów. Annabelle usłyszała najbardziej przeraźliwy jęk świata, po czym zapadła głucha cisza. Sama zemdlała, a gdy traciła przytomność jednego była pewna. Jej chłopak umarł. Akcja powieści przenosi nas kilka lat w przyszłość. Do domu ambasadora, który pretenduje na stanowisko prezydenta USA przybywa młody agent wydziału SWAT. Ashton ma z pozoru banalne zadanie - chronić córkę polityka. Początkowo zły na swój los, z czasem daje przekonać się lepszym stanowiskiem, które obiecane ma po zakończeniu misji. W perspektywie czasu okazuje się, że zadanie wcale nie jest banalne. Zadaniem Ashtona jest ochrona Annabelle, dziewczyny, której chłopak został zamordowany. Dziewczyny, która przez dziesięć miesięcy była przetrzymywana przez Cartera. Anna jest zjawiskowo piękna, pociąga urodą agenta, ale jak nikt w świecie jest przerażona, wyobcowana i nieufna. Misja jest trudna. Ashton ma działać pod przykrywką i udawać chłopaka Annabelle. Mają zamieszkac razem w studenckim mieszkaniu. Kusząca wizja, ale jak przekonać do siebie Annę, która nawet nie daje się dotknąć? Tymczasem, na wolność lada chwila wychodzi Carter. Czy misja się powiedzie? Powieść K. Moseley przeniosła mnie w świat młodych ludzi, którzy dopiero odkrywają własną tożsamość i uczucia. Świetnie zbudowana akcja, słodki motyw rodzącej się miłości, przełamywanie barier, walka z cierpieniem, wszystko to sprawiło, że książkę czyta się niesamowicie przyjemnie. Wkrótce pojawi się kolejny tom tego cyklu, który już sobie zamówiłam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-05-2017 o godz 23:44 Książki według Wiktorii dodał recenzję:
http://ksiazki-wiktorii2.blogspot.com/2017/05/nic-do-stracenia-poczatek-kirsty-moseley.html Kirsty Moseley w Polsce zadebiutowała powieścią pod tytułem "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno". Pozycja ta wzbudziła już w dniu swojej premiery duży rozgłos i niemałe zainteresowanie wśród polskich nastolatek. Sama miałam przyjemność przeczytać tą pozycją i z ręką na sercu mogę zgodzić się ze zdaniem innych na jej temat. Teraz autorka powraca do nas z najnowszą powieścią pod tytułem "Nic do stracenia. Początek". Od samego pochwycenia tej pozycji w ręce miałam bardzo wysokie oczekiwania względem jej treści, w końcu skoro poprzednia książka autorki była hitem, ta też powinna nim być. Tylko czy aby na pewno, udało się i tej książce wzbudzić moją miłość? "Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach." W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer wraz ze swoim chłopakiem bawi się w klubie. Wspaniały, planowany od dawna wieczór kończy się jednak katastrofą. Poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zmienia jej najbliższe lata w piekło i niszczy szczęśliwą dotychczas nastolatkę. Porwana i krzywdzona zostaje uwolniona po kilku miesiącach i dzięki zeznaniom dziewczyny udaje się wsadzić Cartera za kraty. Jednak wtedy problemy dziewczyny nie znikają. Carter nie daje zapomnieć o sobie i zasypuje Anne listami z pogróżkami. By zapewnić bezpieczeństwo dziewczynie jej ojciec, wpływowy senator i kandydat na urząd prezydenta USA postanawia wynająć dla niej ochronę. Jej nowym ochroniarzem zostaje przystojny komandos SWAT, Ashton Taylor, który by nie wzbudzić podejrzeń swoją całodobową obecnością obok dziewczyny ma udawać jej chłopaka. Anna ku zaskoczeniu samej siebie po tragedii, jaka ją spotkała, przez Cartera, zaczyna czuć coś do Ashtona, chyba z wzajemnością. Jednak czy przeszłość da o sobie tak łatwo zapomnieć? Czy Annie uda się zakochać i zaufać mężczyźnie po tym, co przeszła? "Tak długo, jak będę mógł tulić ją do siebie każdego dnia, będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi." I tym razem Moseley nie zawiodła czytelników i fanów na świecie. "Nic do stracenia. Początek" to powieść młodzieżowa, jednak mogę zagwarantować, że nadaje się dla każdej grupy wiekowej. Książka porusza czytelnika do łez, a bohaterowie zapadają nam w pamięci. Jedyna rzecz, która mnie trochę irytowała to zachowanie głównej bohaterki w niektórych momentach. Dziewczyna gwałcona, poniżana przez kilka miesięcy to, przynajmniej według mnie, trauma do końca życia. Nasza Anna, mimo, że na początku zachowuje się tak jak przypuszczałam, to później zmienia się. I nie chodzi mi z tą "irytacją" o samą zmianę, lecz o to, że po tylu miesiącach ranienia, Anna nie miała problemu zbliżyć się do Ashtona w naprawdę szybkim tempie. Druga rzecz, na którą zwróciłam dużą uwagę to charaktery bohaterów. Anna jest oziębła, odstrasza od siebie ludzi, a Ashton? Chodzący ideał. Przystojny, romantyczny, miły i uroczy, po prostu chodzący skarb. Irytowała mnie ta jego "doskonałość". Istnieją tacy ludzie, ja zdaje sobie z tego sprawę, jednak Ashton został, jak na mój gust, za bardzo podkolorowany. Cała reszta dopięta pod ostatni guzik. Książka zaskakuje i wzrusza, smuci i rozśmiesza. Kirsty Moseley to kolejna autorka, która książka po książce zdobywa coraz większe grono odbiorców, nie ma z jej strony potknięć czy pomyłek. Jej warsztat, mimo, że dosyć prosty dodaje pewnego uroku całości. Mogę zagwarantować, że książka pisana prostym językiem też potrafi zaskoczyć odbiorcę, a ta powieść idealnie pasuje, jako przykład. "Nic do stracenia. Początek" to powieść delikatna, wzruszająca i poruszająca. Rozśmiesza, smuci i zostawia w osłupieniu. Polecam ją każdemu, kto ma chęć poświęcić jej chwilę! "Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-05-2017 o godz 22:51 Miasto Książek dodał recenzję:
Dla Annabeth szesnaste urodziny miały być szczególnym dniem, który zapamięta do końca życia. Tak też się stało jednak nie w dobry sposób. Tego dnia straciła bardzo wiele, widziała śmierć swojego chłopaka, straciła swoje ciało i co najważniejsze wolność. Po roku niewoli zostaje odnaleziona i wraca do domu. Mimo tego dziewczyna nigdy już nie będzie tą samą co kiedyś. Po trzech latach znów grozi jej niebezpieczeństwo, ponieważ jej prześladowca chce odwołać się od wyroku sądu i odzyskać wolność. Dlatego ojciec dziewczyny wzywa do opieki nad jej bezpieczeństwem prywatnego i najlepszego ochroniarza. Tak właśnie Annabeth poznaje Ashton, który dla przykrywki ma udawać jej chłopaka... "Wszyscy ludzie ważni dla nas odchodzą wcześniej czy później. Nic nie trwa wiecznie." Ta autorka bardzo dzieli czytelników, jedni ją kochają, drudzy nienawidzą. Na moje szczęście pierwsze spotkanie było udane, więc do kolejnego podeszłam bardzo optymistycznie :D I od razu mogę stwierdzić, że się nie zawiodłam! Moim zdaniem autorka z każdą książką się rozwija i poprawia swoje niedociągnięcia. Kolejne powieści są dojrzalsze i poruszają coraz trudniejsze tematy. Dlatego może tak mi się podobają? Ta pozycja wciągnęła mnie dosłownie od pierwszej strony! Nie mogłam uwierzyć, że ktoś tak młody jest w stanie przejść takie piekło i jakoś potem sobie radzić. Ta historia poruszała moje najczulsze punkty i sprawiała, że nie raz łezka mi się w oku zakręcała! Naprawdę bardzo potrzebowałam takiej pozycji. Powtórzę się po raz kolejny, może, ale autorka kreuje bardzo ciekawie postacie. Po raz drugi spotykam się, że jedna postać jest po przejściach i dzięki tej drugiej odnajduje cel i wiarę w świat. Jednak mimo tego schemat, ja je bardzo lubię. Jednak co lepsze tutaj Annabeth (i kocham już autorkę za to imię ♥) nie od razu otwiera się i wywraca swój świat o 180 stopni. To dzieje się stopniowo i przeżywamy tą jej przemianę wraz z nią. Świetnie autorka sprawdziła się na tym polu i cieszę się, że nie było ponownie tego samego. Za to Ashton, od razu mówię, że to mój mąż, to mój ideał. Pewnie wiele dziewczyn sobie go zaklepie po tym opisie: wysoki, blondyn, zielonooki w mundurze, no i oczywiście wysportowany! Jak go już po tym nie kochać? :D Jednak oprócz zewnętrznego ideału jest też niesamowity w środku! Ma nietypowe sposoby by przemówić do Annabeth i jest słodziakiem ♥ Czemu na świecie nie ma takich facetów? :( Ogólnie to tę powieść się pochłania! Jest napisana niesamowicie lekkim i przyjemnym językiem! Ledwo usiadłam i zaczęłam czytać, a zaraz miałam za sobą połowę. Ja nie wiem jak autorka to robi, ale naprawdę jej książki nie zajmują mi dłużej niż 2 dni i jeszcze trzeba doliczyć jeszcze kac, który po nich pozostaje! Podsumowując, książka jest naprawdę świetna. Autorka ponownie nie zawodzi. Pisze coraz to lepsze powieści i ja teraz będę siedzieć jak na szpilkach by poznać dalsze losy tej dwójki! Naprawdę gorąco polecam wszystkim fanom romansów i osobom, które mają ochotę na coś lekkiego jak i ciekawego i wychodzącego poza schemat!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-05-2017 o godz 20:13 Girl-from-Stars dodał recenzję:
http://www.kochajacaksiazki.blogspot.com Twórczość Kirsty Moseley zyskała moją aprobatę już po ”pierwszym spotkaniu”. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” bardzo mi się spodobała, dlatego też gdy na rynku wydawniczym pojawiła się jej kolejna powieść nie wahałam się zbyt długo. Tym razem jednak nie wyszło to tak idealnie … W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą. Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. Na samym początku, autorka uchyla rąbka tajemnicy, dotyczącego jakże traumatycznej przeszłości Anny. Z każdym rozdziałem odkrywamy kolejne, niezwykle brutalne szczegóły. Początek tej historii był dla mnie rewelacyjny, przez co chłonęłam kolejne strony w „zabójczym tempie”. Problem pojawił się mniej więcej w połowie książki… Traumatyczne przeżycia, powracające wspomnienia, codzienne koszmary. Nagle do akcji wkracza agent Ashton. I zaczyna się miłosna sielanka. Początkowo było to dla mnie ciekawe, gdyż autorka świetnie oddała te niesamowite uczucia, towarzyszące zakochanym. Nie mniej jednak we wszystkim trzeba znać umiar. Pani Moseley porzuciła w połowie wątek sensacyjny i w całości oddała się wątkowi romantycznemu. Do samego końca czekałam aż czymś mnie zaskoczy i w końcu ruszy dalej z akcją. Niestety się nie doczekałam. Styl pisania autorki jest niezwykle lekki i przyjemny w czytaniu. Całość można pochłonąć w naprawdę krótkim czasie. Fabuła dość ciekawa, choć szkoda że autorka skupiła się tylko jednym wątku. Główni bohaterowie zyskali moją sympatię. Ashton to klasyczny przykład faceta o jakim marzy większość kobiet. Troskliwy, odważny, dobrze zbudowany, czuły, inteligentny, dobrze umięśniony … Mam wymieniać dalej? Anna z kolei, wbrew moim wyobrażeniom, nie okazała się pustą i nadzianą laską, lecz wrażliwą i niezwykle emocjonalną osobą. Najbardziej jednak zaintrygowała mnie postać Cartera. W pierwszej części niezbyt wiele się o nim dowiedziałam, przez co nie mogłam do końca rozgryźć. Do chwili obecnej zastanawiam się czy jest on doskonałym i genialnym przestępcą, czy tylko po prostu zwykłym psycholem … A może to i to? Tego dowiem się dopiero w drugiej części. Mimo iż autorka nie do końca spełniła moje oczekiwania, to jednak cała historia mi się spodobała. Z niecierpliwością będę oczekiwała kolejnego tomu, który premierę będzie miał już za pięć dni!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-05-2017 o godz 17:12 Victoria z Czytelniczych Myśli dodał recenzję:
Ashton jest absolwentem jednostki SWAT, jako najlepszy na swoim roku powinien otrzymać najlepszy przydział, a jedyne, co dostaje to ochrona córki senatora - Anny Spencer. Dziewczyna kilka lat temu została uprowadzona, a teraz dostaje różne pogróżki od swojego prześladowcy Cartera. Ashton ma czuwać przy niej cały czas i udawać jej chłopaka. Jednak dziewczyna nie chce współpracować z żadnym ochroniarzem i tutaj zaczynają się schody. Po przeczytaniu opisu fabuły liczyłam na historię w stylu znanych filmów o córce prezydenta, która zakochuje się ze wzajemnością w ochroniarzu. Przyznaję, że bardzo lubię te historie i chociaż oglądałam je po kilkanaście razy, to jednak mogę je oglądać przez cały czas. Sięgając po tę książkę liczyłam na historię miłosną z dramatem i dreszczykiem w tle. I tutaj troszkę się zawiodłam. Było kilka naprawdę poruszających historii, ale były one jedynie wspomnieniami Anny i było ich naprawdę niewiele. Liczyłam, że akcja nabierze tempa i może pod koniec wydarzy się coś tak dramatycznego, że od razu trzeba będzie sięgnąć po kolejną część. Zakończenie może i było bardziej gorzkie od samego środka, ale jednak to nie było coś na co naprawdę liczyłam. Miałam wrażenie, że bohaterom wszystko się układa po ich myśli i tak naprawdę nie mają żadnych zmartwień. Może czasami Anna, ale nie za często. Nie czytałam wcześniej książek tej autorki, ale wszędzie napotykałam pozytywne recenzje jej książek i chyba mogę powiedzieć, że się zawiodłam, w szczególności na bohaterach. Byli tak bardzo przewidywalni i kanoniczni, że aż nierealni, a to jest to, czego bardzo nie lubię. Jednak byłam w stanie zaakceptować Ashtona taki, jakim był. Przynajmniej od samego początku był taki sam. Nie rozumiem jednak zachowania Anny, która była wycofana na wszystkich ludzi, nikomu nie ufała, nigdzie nie czuła się bezpiecznie, po czym kilka godzin po przyjeździe Ashtona zaczyna być bardziej pozytywną osobą. Byłabym w stanie w to uwierzyć, gdyby zajęło jej to chociaż kilka dni, ale godzin już niekoniecznie. Książka dla mnie jest za bardzo słodka, jednak patrząc obiektywnie, nie mogę się przyczepić do tego, jak została wydana ani do tłumaczenia. To jest naprawdę dobre. Okładka mi się podoba i wydaje mi się, że pasuje do wszystkich innych książek wydanych przez autorkę. Wydaje mi się, że byłam trochę za bardzo surowa wobec tej książki. Sądzę, że jednak jest duże grono osób, którym ta historia się spodoba. Według mnie jest idealna na początek naszej drogi z książkami, bo czyta się ją szybko i łatwo można się wciągnąć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-05-2017 o godz 19:17 Nevermore dodał recenzję:
Anna jest przeszczęśliwą "prawie"szesnastolatką. Dziewczyna właśnie zamierza spełnić swoje marzenie i urodziny spędzić w klubie wraz z ukochanym chłopakiem. Długo oczekiwany wieczór szybo zamienia się jednak w koszmar. Bohaterka jest zjawiskowo piękną dziewczyną i wpada w oko mężczyźnie, którego wolałaby nigdy nie spotkać. I tak w mgnieniu oka cały świat Anny zostaje przewrócony do góry nogami. Następne lata są prawdziwym koszmarem. Dziewczyna jest przetrzymywana przez psychopatę, natomiast jej chłopak... On nie miał nawet tyle szczęścia. Kiedy Annie wreszcie udaje się wydostać, nie jest tą samą osobą i chyba nic w tym dziwnego. Co gorsze oprawca nie daje jej spokoju nawet będąc w więzieniu, a jako, że ojciec dziewczyny jest osobą publiczną, niebezpieczeństwo jest dwukrotnie większe. Tak trafia na Astona - młodego mężczyznę, który ma odgrywać rolę jej chłopaka, a w rzeczywistości - być prywatnym bodyguardem. Uwielbiam Kirsty Moseley. Nie w sposób, w jaki możecie powiedzieć, że kochacie Dostojewskiego czy Fitzgeralda. Nawet nie w sposób,w jaki uwielbia się Greena. Jednak w swojej kategorii - nieco ckliwych i nawet lekko banalnych romansów - Moseley nie ma sobie równych. Ja bardzo lubię od czasu do czasu (a może nawet odrobinę częściej) przeczytać romans i to taki, w którym pełno lukru. A u tej autorki tak właśnie jest - nawet, jeżeli bohaterowie mają za sobą mroczną przeszłość, to i tak wszystko jest wyjątkowo słodkie. I tak, jest tu dość schematycznie - Anna jest przepiękną dziewczyną, której przydarzyła się ogromna tragedia. Ashton z kolei jest tak wyrozumiałym i idealnym facetem, że to wręcz nie możliwe. Sęk w tym, że książkę po prostu dobrze się czyta. Ta powieść zapewne nie zmieni mojego życia, ale pozwoli odstresować się po ciężkim dniu w pracy. I nawet jeśli za miesiąc zapomnę imiona głównych bohaterów - co z tego? Za rok będę mogła na nowo przeczytać tę historię, jakby był to pierwszy raz. Między Anną a Ashtonem jest chemia. Przyjemnie czyta się nawet o ich randkach, ponieważ nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Momentami jest smutno, momentami śmiesznie, ale najważniejsze, że czyta się to po prostu dobrze. Jeśli lubicie taki rodzaj literatury, "Nic do stracenia" z pewnością trafi w Wasz gust.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-05-2017 o godz 18:58 Freya dodał recenzję:
Kirsty Moseley to angielska pisarka, która w 2012 roku zadebiutowała powieścią „Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno”. Mieszka w Norfolk wraz z mężem i dwunastoletnim synem. Swoją przygodę na z pisaniem rozpoczęła na Wattpadzie. Dziś na swoim koncie ma już dziesięć książek, z czego dwie zostały przetłumaczone na język polski. W czerwcu bieżącego roku w księgarniach pojawi się trzecia powieść „Chłopak, który o mnie walczył”. Całkiem niedawno miałam okazję przeczytać książkę „Chłopak,który chciał zacząć od nowa”, która bardzo przypadła mi do gustu, więc gdy tylko pojawiła się możliwość, by zdobyć w swoje ręce kolejną powieść autorki, nie wahałam się ani chwili. Annabelle Spencer w dniu szesnastych urodzin postanawia spełnić swoje marzenie i spędzić ten wieczór w klubie w towarzystwie swojego chłopaka Jacka Robertsa. Liczy na świetną zabawę, ale już na samym początku pojawiają się problemy. W kolejce przed dyskoteką zostaje zaczepiona przez nieznajomego mężczyznę. Nie ma pojęcia, że Carter Thomas to handlarz broni i narkotyków, który za kilka chwil zmieni jej życie w prawdziwe piekło. Podekscytowana nastolatka ma nadzieję, że nowopoznany mężczyzna wprowadzi ją do klubu poza kolejnością. Niestety, Carter wraz ze swoimi dryblasami ma całkiem inne zamiary. Jack zostaje w bestialski sposób zamordowany, a Anna staje się ofiarą uprowadzenia. Przez dziesięć kolejnych miesięcy jest przetrzymywana przez Cartera, który znęca się nad nią psychicznie, fizycznie i seksualnie. A to dopiero początek książki! Następnie spotykamy się z Annabelle trzy lata po traumatycznych wydarzeniach w klubie i tu zaczyna się właściwa fabuła powieści. Dziewczyna została uwolniona, nie potrafi jednak pogodzić się ze śmiercią ukochanego, jest zniszczona emocjonalnie. Jej ojciec to znany polityk, mający szansę wygrać przyszłe wybory prezydenckie, stara się więc zadbać o dobro i bezpieczeństwo swojej córki, zatrudniając dla niej ochroniarzy. Ci jednak bardzo szybko rezygnują z pracy z uwagi na trudny charakter dziewczyny. Carter został ukarany, odsiaduje wyrok w więzieniu, jednak nie pozwala swojej ofierze o sobie zapomnieć. Regularnie wysyła jej listy, raz z pogróżkami, innym razem takie, które są dowodem jego obsesyjnej miłości do Anny. Trudno w takich okolicznościach żyć normalnie. Anna chce wrócić na studia, lecz napotyka na swojej drodze ciągłe przeszkody. Jedną z nich jest zbliżający się proces apelacyjny Cartera. Dziewiętnastolatce zostaje przydzielony nowy ochroniarz, który w środowisku akademickim ma udawać jej chłopaka. Ashton Taylor jest niezwykle przystojnym agentem, który dopiero co ukończył szkolenie SWAT. Czy dziewczyna pozwoli mu zbliżyć się do siebie, czy może Ashton, tak jak jego poprzednicy, nie wytrzyma zmiennych humorków Anny i ucieknie gdzie pieprz rośnie? Odpowiedź jest chyba oczywista. Byłam bardzo podekscytowana faktem, że w tak szybkim czasie będę mogła przeczytać kolejną książkę tej autorki. Początek wbił mnie w fotel, ale gdy akcja zaczęła toczyć się trzy lata później… Mój entuzjazm znacznie osłabł. W tej powieści nic nie trzyma się kupy. Dalsza część recenzji na blogu: http://tamczytam.blogspot.com/2017/05/nic-do-stracenia-poczatek.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-05-2017 o godz 15:31 KobieceRecenzje365 dodał recenzję:
Uwielbiam książki Kirsty Moseley, więc gdy tylko w propozycjach recenzyjnych ujrzałam jej nową powieść, wiedziałam, że muszę ją mieć. To autorka, która w piękny i emocjonujący sposób pisze o miłości, o przyjaźni, a jej książki niejednokrotnie doprowadzają mnie do łez? Jak było tym razem? Czy dostałam to, czego oczekiwałam? Zapraszam na recenzję „Nic do stracenia. Początek” Anna razem ze swoim chłopakiem spędza swoje szesnaste urodziny w klubie. To był jej wymarzony prezent, więc Jack załatwił fałszywe dowody osobiste, bo przecież czego nie robi się z miłości. Niestety wieczór, który miał być wyjątkowy, zmienił się w koszmar przez przypadkowo spotkanego Cartera Thomasa, handlarza broni i narkotyków. Dziewczyna zostaje przez niego porwana i więziona w jego mieszkaniu przez kilka miesięcy. Po odnalezieniu Anny i po złożeniu przez nią zaznań mężczyzna trafia do więzienia, z którego wysyła dziewczynie listy z pogróżkami. By zapewnić dziewczynie bezpieczeństwo jej ojciec, wpływowy senator i kandydat na urząd prezydenta postanawia zatrudnić dla nie ochronę. Nowym ochroniarzem zostaje przystojny komandos SWAT , Ashton Taylor, który by nie wzbudzać podejrzeń ma udawać jej chłopaka. Czy tak pokaleczona przez los dziewczyna, zaufa mężczyźnie, który na pierwszym miejscu ma jej bezpieczeństwo? Czy połączy ich coś więcej? Zagrożenie pojawia się kolejny raz, gdy okazuje się, że wkrótce ma się odbyć rozprawa apelacyjna i oprawca dziewczyny może wyjść na wolność. Jeżeli tak się stanie to i Annie i Ashtonowi grozić będzie niewyobrażalne niebezpieczeństwo. Jesteście ciekawi, co będzie dalej? Jeżeli tak, to koniecznie przeczytajcie tę powieść. „Kirsty Moseley to amerykańska autorka powieści młodzieżowych. Odniosła ogromny sukces, publikując początkowo swoje powieści w internecie. W ciągu kilku lat jej książki sprzedały się w oszałamiającej liczbie 720 00 egzemplarzy. Jej powieść „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” stała się absolutnym hitem wśród polskich nastolatek.” Powieść ta zaczyna się bardzo tragicznie, autorka uświadamia czytelnikowi jak kilka minut, może wywrócić życie do góry nogami. Jak wspaniałe życie może zamienić się w koszmar, który nawet po latach nie blaknie i ciągle przywołuje koszmary. Jednak zawsze trzeba wierzyć i mieć nadzieję, że lepsze jutro nadejdzie, u Anny pojawi się Ashton, który według mnie był jej prywatnym „aniołem stróżem” który za wszelką cenę próbował przywrócić w jej życiu słońce. Czy mu się to udało? Ja Wam tego oczywiście nie zdradzę. „Nic do stracenia. Początek” to powieść niezwykle emocjonująca no ale każda z powieści Kirsty, jest właśnie taka. I może choć troszkę napisana jest schematycznie, to nie ma to wpływu na odbiór, gdyż książka niesamowicie wciąga i pochłania bez reszty. Osobiście uwielbiam takie młodzieńcze historie, choć sama już nastolatką nie jestem. Jednak zapewniam Was, że książki tej autorki może czytać każdy, bez względu na wiek. Narracja poprowadzona jest naprzemiennie, choć więcej rozdziałów jest z perspektywy Anny. Bardzo lubię te zabieg stosowany przez autorów, gdyż męski punk widzenia jest dla mnie fascynujący i z niesamowitą przyjemnością zawsze zagłębiam się w ich przemyśleniach. Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze. Szczególną uwagę muszę zwrócić na Annę, która była dla mnie bardzo wiarygodną postacią. Kirsty niezwykle precyzyjnie pokazała walkę dziewczyny z przeszłością i ukazała, jaki wpływ ma ona na codzienność i jak może niszczyć życie. Jeżeli chodzi o Ashtona to jest to dla mnie kolejny cudowny i wspaniały bohater, który szturmem podbił moje serce. Styl, jakim operuje autorka, jest niezwykle prosty, a przede wszystkim przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się bardzo szybko, według mnie za szybko, a po zakończeniu czuje się ogromny niedosyt. Na całe szczęście kolejna część ukaże się już niebawem, więc bardzo szybko zaspokoję swój czytelniczy apetyt. Polecam tę powieść czytelnikom młodszym oraz starszym. To piękna i wzruszająca historia, która momentami potrafi doprowadzić do łez. To powieść o radzeniu sobie dramatyczną przeszłością, o przyjaźni i miłości, ale także o pokonywaniu własnych słabości oraz lęków. Polecam! Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-05-2017 o godz 14:44 książko miłości moja dodał recenzję:
Nic do stracenia. Początek to dopiero preludium do czegoś innego, ciekawszego. Książka nie jest najgorsza, nie zostawia też czytelnika w wielki zawieszeniu, a raczej z drobną ciekawością i zawieszonym w powietrzu pytaniem, co może wydarzyć się w drugim tomie i czy autorka postawi na emocje z pierwszych rozdziałów, czy na lukier z ostatnich. Powieść dla młodzieży okraszona problemami dorosłych, ciekawa, wciągająca, ale też słodka i niewinna. http://www.ksiazkomiloscimoja.pl/2017/05/nic-do-stracenia-poczatek-kirsty-moseley.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-05-2017 o godz 13:57 magical_reading dodał recenzję:
Tytuł: Nic do stracenia - początek Tytuł oryginału: Nothing Left to Lose Autor: Kirsty Moseley Wydawnictwo: HarperCollins Rok wydania: 2017 Książki Kirsty Moseley zawsze są dla mnie idealną pozycją. Na pozór wydają się być lekkie, mają w sobie humor, który autorka przemyca w rewelacyjny (według mnie) sposób. Niech was to nie zmyli. Każda z dotychczas przeczytanych książek jej autorstwa miała ukryty trudny temat. To czyni jej książki wartymi uwagi. Nie zawiodłam się czytając Nic do stracenia. Jeśli chcecie wiedzieć co sądzę o tym tytule, zapraszam do przeczytania recenzji. Anna Spencer w dniu swoich szesnastych urodzin idzie wraz Jack'iem, swoim chłopakiem do klubu. Chcą się dobrze bawić i później udać się do hotelu żeby przeżyć swój pierwszy raz. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli. Annę zaczepia Carter - znany handlarz broni i narkotyków. Jeden człowiek zmienia jej życie w piekło. Dzięki jej zeznaniom gangster zostaje skazany, a jej ojciec, wpływowy senator i kandydat na prezydenta zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Do jej ochrony zostaje przydzielony komandos SWAT Ashton Taylor. Jego zadaniem jest udawać chłopaka Annabelle. Chłopak stara się pomóc dziewczynie przezwyciężyć dręczące ją koszmary. Przystojny agent sprawia, że dziewczyna zaczyna się na niego otwierać, a udawanie pary powoli przestaje być tylko grą. Ich sielanka nie potrwa jednak zbyt długo. Carter złożył apelację i wkrótce może wyjść na wolność. Czy Anna będzie bezpieczna? Czy Ashton będzie w stanie ją obronić? Moi kochani, oficjalnie ogłaszam, że dodaję Ashtona do mojej literackiej listy mężów. Nadaje się idealnie. Czytając ten tytuł nie zawiodłam się. Wątek miłosny rozpisany jest bardzo ciekawie. Wykreowane postaci również są bardzo intrygujące. Córka wpływowego polityka i komandos jednostki specjalnej to połączenie wybuchowe. Kirsty jak zawsze porusza ważny temat. W Nic do stracenia jest to kwestia handlu bronią i narkotykami, konsekwencje bycia dzieckiem sławnego polityka, utrata bliskiej osoby i jak prawie zawsze nieprzyjemna przeszłość, traumatyczne przeżycia i zniszczona psychika. Autorka na przykładzie postaci Cartera nam jak dziurawy może być system prawny. Czy polecam? Tak, bardzo. Niektórzy powiedzą, że to tylko młodzieżówka. Jednak dla mnie jest to coś więcej. Nie mogłam się oderwać czytając historię Anny i Ashtona. Moseley jak zawsze trafiła w punkt. Ta kobieta dobrze wie jak sprawić by czytelnik nie mógł się doczekać wydania kolejnej części książki. Dla mnie była to naprawdę dobra lektura, która wnosi w nasze życie wiele nowości, a przede wszystkim sprawia, że zaczynamy rozmyślać na kwestiami, które nie zaprzątają nam głowy codziennie. Jeżeli czytana przeze mnie książka skłania do refleksji to według mnie zasługuje na 11 gwiazdek w skali 10. Oczywiście każdy szuka czegoś innego i dochodzi do odmiennych wniosków. I to jest według mnie piękne. Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu HarperCollins. Agnieszka
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-05-2017 o godz 21:04 Weronika Z. dodał recenzję:
Miłość od... pierwszych stron? Życie Anny jest niczym bajka. Dziewczyna ma kochających rodziców, wspaniałego chłopaka i niezastąpionych przyjaciół. W dniu szesnastych urodzin na jej oczach rozgrywa się jednakże wielka tragedia. Anna zostaje przetrzymywana wbrew swojej woli przez niebezpiecznego mężczyznę, lecz zostaje uwolniona po wielu miesiącach. Dla bezpieczeństwa córki rodzice zatrudniają Ashtona, młodego agenta, który ma odgrywać rolę jej chłopaka. Czy dziewczyna mu zaufa? Po lekturze Chłopaka, który chciał zacząć od nowa postanowiłam przyjrzeć się bliżej twórczości tej autorki. Zaintrygowana opisem sięgnęłam po Nic do stracenia. Początek. Powieść opowiada historię Anny oraz Ashtona, dwójki młodych ludzi. Tragiczna przeszłość, obecne problemy i marzenia o wspaniałej przyszłości - co takiego zaprezentowała mi Kirsty Moseley? Nic do stracenia. Początek to utwór z ogromnym potencjałem, lecz na tym się to skończyło. Kirsty Moseley bardzo mnie zawiodła - za bardzo skupiła się na ukazaniu relacji miłosnej głównych bohaterów i potraktowała pozostałe wątki po macoszemu. Fani twórczości autorki mogą być jednak zadowoleni z lektury, a czytelnicy uwielbiający romantyczne utwory raczej pokochają historię Anny oraz Ashtona. Mam nadzieję, że kolejny tom przyniesie więcej ciekawych wątków i w końcu odkryję finał tej opowieści. Pełna recenzja znajduje się na stronie: http://weronine-library.blogspot.com/2017/05/nic-do-stracenia-poczatek-kirsty-moseley.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-05-2017 o godz 19:11 Karolina MAREK dodał recenzję:
Kirsty już od pierwszej książki została moją ulubienicą. Jej powieści przeznaczone dla młodych dorosłych skradły me serce na prawdę szybko. I choć pewne elementy się w nich wszystkich powielają to ciężko mi nie sięgnąć po kolejną wydaną przez nią pozycję. Dlaczego? Zobaczcie sami. Anabelle właśnie obchodzi szesnaste urodziny. Wraz z chłopakiem z tej okazji wybierają się do klubu. Jako, że są nastolatkami wchodzą tam dzięki okazaniu fałszywych dowodów. Wieczór, który miał być wspaniały i niezapomniany pozostał tylko niezapomniany. Niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Ta noc kończy się dość wcześnie i tragicznie. Zarówno dla Jacka, który ginie z rąk handlarza narkotyków i jego kumpli jak i samej Anny, która zostaje uprowadzona, a kilka lat jej życia zostaje zamienione w koszmar. Dziewczyna odzyskała wolność tylko przez przypadek, Cartera aresztowała policja, a dzięki jej zeznaniom również skazany. Mija dokładnie trzy lata od porwania. Wydawało by się, że wszystko powinno wracać do normalności. I choć przed dziewczyną nadal długa droga by zacząć prowadzić w miarę normalne życie to okazuje się, że nie jest jej to pisane. Ojciec nastolatki kandyduje na prezydenta, a w tym samym czasie do rodziny Anabelle, a dokładniej do niej samej zaczynają przychodzić dwa rodzaje listów. Jedne miłosne, drugie z pogróżkami - oba pisane z więzienia. O żadnych ona nie wie. Pewna, że ochrona związana jest z wyborami staje okoniem i ochroniarze sami jeden po drugim odchodzą. Dwudziestojednoletni Asthon właśnie ukończył naukę na uczelni. Zrobił to z wyróżnieniem i pięcioma rekordami na koncie. Teraz liczy na posadę w SWAT. Jest rozczarowany i zdezorientowany, gdy jego przełożony oddelegowuje go jako ochroniarza dla Anny. Jednak wszystko bardzo szybko się zmienia. Gdy tylko ma okazję poznać, a raczej zobaczyć dziewiętnastoletnią aktualnie Anabelle. Młody mężczyzna świadom jest, że już na dzień dobry wpadł po uszy. Żeby wykonywać swoją pracę agent Taylor musi towarzyszyć jej na studiach i spędzać z nią praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak by tego było mało ma udawać chłopaka panny Spencer. Wczuwa się w to z całego serca i to nie tylko dlatego, że dziewczyna skradła jego serce. Chce zrobić wszystko by pomóc jej pozbyć się dręczących ją koszmarów, by pogrzebała przeszłość. Problemem (a może korzyścią?) jest fakt, że oboje się w sobie zakochują i udawanie pary nie stanowi dla nich większego problemu, nie jest to już tylko gra młodych ludzi na pokaz dla innych... Czy Asthonowi uda się zdziałać cokolwiek w kwestii koszmarów Anabelle? Czy agent lub rodzice odważą się w końcu powiedzieć dziewczynie co jest powodem wzmożonej ochrony? Czy Taylor będzie kolejnym, który zrezygnuje i ucieknie od Anny? Czytając książki Kirsty mamy okazję pojeździć rollercoasterem emocjonalnym. Jej romantyzm oraz słodycz związków wśród nastolatków tudzież młodych dorosłych zawsze równoważony jest przed traumę i dramaty, którejś z połówek. Często jej powieści przygnębiają nawet mimo szczęśliwego zakończenia. Bo ciągle przed oczami mamy to co cieniem kładzie się na któregoś z bohaterów. W przypadku "Nic do stracenia. Początek" pierwszy raz zdarzyło mi się rozdzielić bohaterów na Asthona, którego polubiłam z całego serca oraz Anabelle, której miałam po dziurki w nosie. Dlaczego skoro dziewczyna ma za sobą koszmar? Bo jest osobą, która wykorzystuje: "Taylor się zgadza, a ja biorę. A biorę, bo mi się należy. W końcu swoje przeszłam" To nie na takiej zasadzie działa. Nic nam się nie należy za pstryknięciem palców. Na wszystko trzeba zapracować, o wszystko walczyć i umieć to oddać i się odwdzięczyć... Polecam. Więcej na: www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-05-2017 o godz 09:30 imini dodał recenzję:
Anna to zamknięta w sobie dziewczyna po przejściach. Jej rodzice, obawiając się o jej bezpieczeństwo, po tym co przeszła, zatrudniają do jej ochrony najlepszego agenta SWAT. Ashton, nigdy nie myślał, że stanie się osobistą nianią jakiejś dziewczyny, kończąc szkołę z najlepszym wynikiem. Jednak przełożony obiecał mu po wykonaniu tego zlecenia, posadę o jakiej marzy. Ashton, przyjmuje zadanie i przez 8 miesięcy będzie osobistym ochroniarzem Anny. Dziewczyna nie wie, że przeszłość powoli się o nią upomina i wkrótce przyjdzie jej się zmierzyć z najgorszym koszmarem, o którym chce zapomnieć. Ashton za to, dzień za dniem, coraz bardziej zakochuje się w Annie i nie potrafi już powstrzymać ciepłych uczuć, które żywi do dziewczyny. Czy tych dwoje kiedyś znajdzie drogę do siebie i swoich serc? "Nic do stracenia. Początek" to trylogia, która na pewno zachwyci wszystkie nastolatki. Całość jest tak cukierkowa, że czasami aż infantylna, nad czym bardzo ubolewam. Jak to zwykle bywa, Anna to absolutnie przepiękna dziewczyna, natomiast Ashton to ideał chłopaka dla każdej dziewczyny. Przystojny, troskliwy, wysportowany i zapewniający bezpieczeństwo. Cała akcja jakoś specjalnie mnie nie powaliła i zastanawiam się czy sięgać po kontynuację, ale jeżeli macie ochotę na tego typu lekką książkę, to możecie przeczytać. Myślę, że ten tytuł znajdzie swoich odbiorców.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-05-2017 o godz 08:02 Magia słowa dodał recenzję:
Anna - niestety nie miała życia usłanego różami. Ma dziewiętnaście lat i od trzech lat boryka się z przykrymi i wręcz drastycznymi chwilami ze swojego życia. Wciąż rozpamiętuje moment, kiedy to jej życie wymknęło się spod kontroli, wpadło w ręce zła i wielkiego bólu, którego nikt nie jest w stanie uleczyć. Po części bardzo dobrze rozumiem jej ból, żal czy nawet bunt. Nie dziwi mnie jej zachowanie, bo ma do tego prawo. Przeżyła wiele, nie miała w nikim wsparcia, a jej życie przez długi czas towarzyszył tylko i wyłącznie strach. Jestem przekonana, że i Wy zrozumiecie postępowanie tej młodej dziewczyny i mimo wszystko wybaczycie jej, że zachowuje się tak, a nie inaczej. Z kolei Ashton... Jest to człowiek, który również ma przykre wspomnienia z przeszłości. Jest o kilka lat starszy od Anny, ale ma swoje cele, do których dąży. Jest najlepszy w jednostce SWAT i gdy dostaje dziwne zlecenie, nie wie, czy będzie w stanie je zrealizować. Ale będąc najlepszym - kilka miesięcy oddelegowania do misji specjalnej, oczywiście budzi nieco poddenerwowania, ale przekonania, że łatwo nie będzie. Czy wystarczy jak określę go moim nowym książkowym mężem? Bo to ideał faceta. Takiego każda chciałaby mieć przy swoim boku. Ma sporo zalet i chyba jest pozbawiony wad - no dobra, ma jedną, która jest nie do zniesienia, ale idzie się z czasem przyzwyczaić. Ci, co czytali wiedzą o co mi chodzi, ale ci, którzy jej nie znają - gwarantuje Wam, że po poznaniu tej wady na Waszych ustach pojawi się uśmiech. Reasumując chciałabym stwierdzić, że Kirsty Moseley wykreowała ludzi z charakterem oraz bolesną przeszłością. Pokusiła się o trudne sprawy, które powodują niepokój. Niemniej jednak tych dwoje młodych ludzi da się polubić bardzo szybko, można ich zaakceptować takich, jacy są. Uważam, że zarówno Anna jak i Ashton są realni. Może gdzieś na świecie są takie ideały jak on, czy osoby, które wiele wycierpiały - podobnie jak Anna. Jestem pewna, że ich polubicie. Dużo w książce się dzieje, ale to głównie zasługa bohaterów, którzy nie szczędzą sobie języka na siebie samych. Dzięki ich dynamiczności ta powieść nabiera prędkości, z której się cieszymy, ale i obawiamy się, że już za kilka linijek będzie wszystko stracone. Podoba mi się to, że autorka potrafiła w swoim lekkim piórze ująć tak trudne tematy, których się podjęła, a ja Wam ich nie zdradzę - nie chcę robić spoileru. Chcę, byście sięgnęli chociaż po pierwszy tom, bo jak najbardziej warto i wierzcie mi, że nie da się na niej zawieść. Nie spodziewałam się tak wielkiej bomby uczuć, jaką dostałam. Jak widać autorzy potrafią nas zaskoczyć i to w najmniej spodziewanym momencie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam poznać historię Anny pomimo iż jej przeszłość rozdziera serce i niemal wzrusza. Trzymam jednak za nią kciuki, by wszystko powiodło się dobrze. Teraz trzeba czekać na kontynuację losów, które już niebawem. (całe szczęście) Reasumując chciałabym podziękować Wam, że jakoś przebrnęliście przez moje kacowe majaki na temat tej książki. Zdaje sobie sprawę, że niektóre zdania nie mają ładu i składu, ale mój zachwyt nie ma końca i wciąż czuję tę gulę w gardle, ten ból, żal i wszystkie pozostałe emocje. To chyba jakoś do mnie pasuje, ponieważ nawet na maturze ustnej miałam temat z ukazywaniem emocji... Chciałabym również podziękować samej autorce, że zdecydowała się na tak odważny krok i podjęła się dość trudnej tematyki. Podjęła się czegoś, co wymaga wiele od autora - a mianowicie prawdziwości i emocji. By czytelnik chociaz w minimalnym stopniu mógł poczuć to, co czuje bohater powieści, chociażby jeden. I uwierzcie mi, że Pani Moseley się udało. Jestem autentycznie zachwycona i cieszę się, że należy do mojego zbioru książek. Pięknie się prezentuje, ale i treść jest jak najbardziej godna uwagi. Mam nadzieję, że Wam przekonałam i zachęciłam do sięgnięcia po tą Perełkę. Na pewno się nie zawiedziecie. Jak dla mnie fenomen. ♥
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-05-2017 o godz 00:49 Zaczytane z Mazur dodał recenzję:
Anabell Spencer córka senatora, wiodąca spokojne życie, lecz szesnaste urodziny zmieniają je w koszmar przez Cartera Thomasa, handlarz bronią i narkotyków. W tym dniu miała spędzić miło wieczór i stać się kobietą, a widziała śmierć swojego ukochanego Jacka oraz została porwana. Znaleziona po kilku miesiącach i po wielu koszmarach wraca do swojego domu. Nie ma zaufania do ludzi i nie daje im się zbliżyć na krok, nawet najbliżej rodzinnie. Czy uda jej się pokonać strach? Czy odzyska zaufanie do ludzi? Czy odzyska swoją osobowość jaką miała przed dniem szesnastych urodzin? Czy grozi jej kolejne niebezpieczeństwo? Ashton Taylor absolwent, który został agentem SWAT. Dostał misję specjalną, czyli opiekę nad córką kandydata na prezydenta, czyli Anabell. Miał udawać jej chłopaka, aby nikt nie wiedział, że Anna ma ochronę. Wszystko zaczyna się od wiadomość, że Carter Thomas może wyjść z więzienia. Przyszła "dziewczyna" nic o tym nie wie. Czy Ashton zdoła swojemu zadaniu? Czy uda mu się "oswoić" Anabell? Czy nie zrezygnuje po kilku dniach, jak każdy inny ochroniarz? Gdy chwyciłyśmy i zaczęłyśmy oddawać się lekturze, nie mogłyśmy się powstrzymać od jej czytania. Historia wciąga od pierwszego rozdziału, ciekawa, z chwilami grozy. Na początku Anna stała się bardzo irytującą bohaterką i niezrozumiałą, ale z każdym kolejnym rozdziałem, gdy było widać jej zmianę bardzo przypadła nam do gustu, w szczególności, gdy małymi kroczkami zaczęła ufać swojemu "chłopakowi", ale czy te uczucia i ruchy były tyko udawane... O tym dowiecie się, gdy przeczytacie książkę :) My wyczekujemy jej kontynuacji i szczerze polecamy Wam pierwszą cześć, jest po prostu idealna na tą porę roku. Można wyjść na spacer z książką, do parku, na ławkę i czytać w spokoju :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-05-2017 o godz 18:37 Heather dodał recenzję:
Autorka w intrygujący sposób przedstawiła przemianę głównej bohaterki - poznałam roześmianą, beztroską dziewczynę, która nie przejmuje się niczym szczególnym. A jednak zakończyłam lekturę mając przed oczami rozbitą i wystraszoną nastolatkę, która zmierzyła się z prawdziwym koszmarem. Jak się okazało, wyzwolenie z rąk porywacza nie zakończyło tragedii, bo Carter nie dał tak łatwo o sobie zapomnieć. By zapewnić Annabell choćby złudne poczucie bezpieczeństwa do gry wkracza Ashton, którego zadaniem będzie bronić dziewczynę od wszelkiego zła, ale czy to najlepszy sposób do zbudowania złudnego szczęścia? W taki właśnie galimatias postanowiła wkroczyć autorka i przyznaję, że nawet się jej to udało. Nie spodziewałam się tak mocnej i tragicznej historii, w dodatku dogłębnie przedstawiającej tragedię głównej bohaterki, ale przyznaję, że lektura bardzo przypadła mi do gustu. Droga ku próbie odbudowania tego co już dawno utraconej na przykładzie życia Annabell okazała się kontrastowa, ale przy tym wymowna. Przygotowałam się na coś lekkiego a otrzymałam mocny obraz tragedii, która właściwie może przytrafić się każdemu z nas. Jeśli tak ma wyglądać dalsza twórczość Moseley - poproszę więcej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-05-2017 o godz 17:21 Ujrzeć Słowa dodał recenzję:
Tragiczne historie sprawiają, że ludzie stają się zgorzkniali i nie pozwalają innym do siebie dotrzeć i tak właśnie zachowuje się Anna. Z jednej strony trudno ją rozgryźć i bywa na początku bardzo irytującą bohaterką, ale później dostrzegamy jej zmianę, gdy otwiera się na nowe doznania i wchodzi w interakcję z Ashtonem. To właśnie wtedy książka nabiera nowego znaczenia. Autorka ma w sobie niezwykły dar, ponieważ historia wręcz płynie i wtrącając w wydarzeniach wątki dotyczące przeszłości Anny staje się ona bardziej wyrazista, a przez to również ciekawsza. To taka pozycja, którą z powodzeniem można zabrać na wiosenny spacer i cieszyć się tym, że książka może dostarczyć tak wiele emocji. Może Kirsty Moseley nie zaskoczyła mnie niczym wyróżniającym się na tle innych powieści, ale po prostu miałam ochotę na to, co zaserwowała swoim czytelnikom w Nic do stracenia. Początek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-05-2017 o godz 15:50 Lucecita dodał recenzję:
Annabelle Spencer chciała, by jej szesnaste urodziny były niezapomniane, dlatego postanowiła wraz z chłopakiem spędzić je w klubie. Noc, która miała być wyjątkowa, szybko zamieniła się w najgorszy koszmar. Dziewczyna zostaje uprowadzona przez starszego o kilka lat handlarza narkotyków, który dostaje obsesji na jej punkcie, a jej ukochany traci życie. Po ponad dziesięciu miesiącach znęcania psychicznego i fizycznego, udaje jej się w końcu odzyskać wolność, a człowiek, który zrobił z jej życia piekło, zostaje skazany i trafia do więzienia. Anna nie jest jednak w stanie wrócić do normalności; zamyka się w sobie, unika nawiązywania jakichkolwiek kontaktów i odstrasza wszystkich ochroniarzy. Ashton Taylor, przystojny i ambitny komandos SWAT, który niespodziewanie zostaje wyznaczony do jej ochrony, nie ma jednak zamiaru rezygnować z powierzonego mu zadania i postanawia zrobić wszystko, by zapewnić Annie bezpieczeństwo i pomóc jej zapomnieć o dręczących ją demonach… „Nic do stracenia. Początek” to kolejna książka autorstwa brytyjskiej pisarki, Kirsty Moseley, która pojawiła się na naszym rynku i moje trzecie spotkanie z jej twórczością. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”, z którym miałam okazję ostatnio się zapoznać wypadł całkiem nieźle, zwłaszcza w porównaniu z debiutanckim dziełem autorki, dlatego postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po jej najnowszą książkę. Na szczęście nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej pozycji, bo inaczej przeżyłabym rozczarowanie. Pomimo całkiem obiecującego początku, autorka znowu zbyt szybko rozwinęła relację pomiędzy głównymi bohaterami, co wpłynęło też niezbyt korzystnie na odbiór samych postaci i ich wiarygodność. Anna, która przez prawie rok była ofiarą seksualnego wykorzystywania, nie pozwala się do siebie nikomu zbliżać i często reaguje agresją, jeżeli jakiś mężczyzna spróbuje ją dotknąć, już trzeciego dnia ląduje w łóżku ze swoim nowym ochroniarzem. Gdzie tu logika? Kirsty Moseley popełniła ten sam błąd w „Chłopaku, który zakradał się do mnie przez okno”, tworząc równie niespójną i mało przekonującą postać. Z kolei Ashton Taylor to chodzący ideał, który z miejsca zakochuje się w głównej bohaterce i celem jego życia staje się jej uszczęśliwienie. Przesłodzony i pozbawiony jakiegokolwiek elementu zaskoczenia wątek miłosny niestety nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia, choć muszę przyznać, że ta książka przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż debiutanckie dzieło autorki i pomimo niezbyt wiarygodnego portretu psychologicznego głównej bohaterki, Anna okazała się do tej pory najmniej irytującą postacią żeńską, jaką wykreowała Kirsty Moseley. Wiedziałam, na co się piszę, sięgając po tę pozycję; liczyłam przede wszystkim na lekką, łatwą w odbiorze i nieskomplikowaną historię, przy której się odprężę i właśnie to otrzymałam. Pomimo mankamentów, „Nic do stracenia. Początek” okazała się być całkiem wciągającą i przyjemną lekturą, którą, mimo dosyć sporej objętości, przeczytałam w błyskawicznym tempie i która dobrze się sprawdziła w roli niezobowiązującej młodzieżówki. Jeżeli jesteście fanami twórczości autorki, istnieje szansa, że ta pozycja również się wam spodoba!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-05-2017 o godz 11:12 czarno_biała em dodał recenzję:
Nic do stracenia wrzuca odbiorcę w schematyczny i dobrze znany wzór postępowań postaci, w którym fason fabuły ociera się o typowa tradycyjność stosowaną przez autorki. Jednak! Moseley w dość sztampową historię wprowadziła emocjonalną wewnętrzną rozgrywkę Anny pokazując, że walka z przeszłością, może doszczętnie zszargać normalny tryb codzienności... Bezproblemowa z odbiorze, napisana w żwawym rytmie powieść, która kryje w sobie paraliżujące lęki głównej bohaterki. Z niecierpliwością oczekuję kontynuacji, w której mam nadzieję nastąpi przełomowy moment, w którym bezlitosna twarz Cartera ujrzy światło dzienne, a watek miłosny odejdzie na drugi plan. Więcej na: www.ksiazkowaczarnobialaem.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-05-2017 o godz 21:43 SkrytaKsiążka dodał recenzję:
W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas zamienia jej życie w piekło. Zabija jej chłopaka, a potem porywa ją i przetrzymuje wbrew jej woli przez prawie rok. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, chce zrobić wszystko, aby zapewnić córce bezpieczeństwo. Ochroną dziewczyny zajmie się przystojny agent, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać jej podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Kurcze, ta książka była naprawdę dobra. W tym roku mam spore szczęście do dobrych powieści z gatunku New Adult, bo trafiam prawie na same świetne. Nic do stracenia. Początek również się do niej zalicza. Z tą autorką mam taki problem, że wydaje mi się, iż z każdą przeczytaną jej książką, historia wciąga mnie dużo bardziej i jest lepsza od poprzedniej. Mam nadzieję, że Kirsty Moseley utrzyma poprzeczkę również w kontynuacji, którą będę czytała już w najbliższym czasie, gdyż dalszy ciąg zapowiada się równie intrygująco. Główni bohaterowie zostali świetnie przedstawieni, a ich osobowości nie dało się nie polubić. Anna nie ma łatwego charakteru, ale ciężko jej się dziwić, w końcu przeszła przez istne piekło. Mam mały problem co sądzić o jej czynach i przemyśleniach względem Ashtona. Z jednej strony rozumiem, że kocha zmarłego chłopaka i pewnie nigdy nie przestanie go kochać, ale traktowanie jej ochroniarza w taki, a nie inny sposób, robienie mu w pewnym sensie nadziei gdzie często oświadczała, że nic między nimi nie będzie, było dla mnie po prostu denerwujące. Ashton to mega facet - co do niego nie mam wątpliwości, ponieważ zachowywał się bardzo przyzwoicie. Wydaje mi się, że to jego najbardziej polubiłam ze wszystkich książek tej autorki, które do tej pory przeczytałam (biorąc pod uwagę wszystkie poznane męskie i damskie postacie). Zrobił na mnie największe wrażenie i wiele razy było mi go szkoda, przez sporo kwestii, których nie mogłam zaakceptować. Wiem, że pewnie się powtarzam, bo ciężko dziwić się głównej bohaterce, ale no.. nie mogłam wytrzymać jakie to wszystko trudne i pokręcone. Ehh.. dlaczego? Ta pozycja opiera się głównie na rozkwitającym romansie tej dwójki, który jest skomplikowany i to w dużej mierze przez Annę. Wszystko między nimi zdarzyło się niespodziewanie, szybko i nagle, a głównie z tego względu, że główny bohater jest mężczyzną przystojnym, troskliwym i opiekuńczym, więc wbrew woli, dziewczyna szybko się do niego przywiązała i go zaakceptowała. Ich relacja była jednym z moich ulubionych wątków, ponieważ ta dwójka zdecydowanie jest dla siebie stworzona i ciężko powiedzieć, że nie. Drugim wątkiem odgrywającym sporo w samej fabule jest postać Cartera, to czego się dopuścił i jego listy, które wysyła do Anny. Co prawda w tej części książki autorka nie rozszerzyła na większą skalę tego aspektu. Domyślam się, że główna akcja z prześladowcą Anny odbędzie się w kontynuacji. Myślę, że te dwa tomy cyklu, które napisała autorka zostały przemyślane, gdyż ta część opiera się na rozkwitającej miłości głównych bohaterów, na których w dalszej części będą czekać przeszkody i to nie dość, że w ich relacji, to również z Carterem. Powieść wciąga i ciężko się od niej oderwać. Została napisana bardzo dobrze i może zakończenie w żaden sposób nie zaskakuje i nie mamy potrzeby szybkiego sięgania po kontynuację, ale moja ciekawość jest za mocna i chcę już wiedzieć, jak to dalej się potoczy i jak Kirsty Moseley rozwiąże główny problem, który spotkał główną bohaterkę w wieku szesnastu lat. Psychika Anny też odgrywa sporą rolę w całokształcie. To co dzieje się w jej głowie jest momentami przerażające. Dziewczyna została solidnie skrzywdzona fizycznie i psychicznie jako nastolatka, a to jak odgrywa się to na niej w teraźniejszości jest ciężkie do przetrawienia. Nic do stracenia. Początek to historia, która wzruszyła mnie i to nie jeden raz. Świetnie spędziłam przy niej czas, głównie na wielkim kibicowaniu obojgu bohaterom. Uwielbiam książki tej autorki przez jej fantastyczne pióro, które wciąga mnie zawsze od samego początku. Tworzy ona naprawdę dobre opowieści, a ja przekonałam się już o tym trzeci raz. Nie mogę doczekać się drugiej części i ogromnie trzymam kciuki za Ashtona i Annę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-05-2017 o godz 20:19 Dominika Pyza dodał recenzję:
Znacie tą sytuację, kiedy boicie się wejść w social media, bo wszędzie są jakieś spoilery? Ja właśnie tak miała z tą książką. Przez kilka dni nie zaglądałam na instagrama, bo wszędzie widziałam ten tytuł i zachwyty nad nimi. O co tak naprawdę tyle szumu? Anna Spencer przez rok była więziona przez dilera broni i narkotyków, Cartera Thomasa. Zabij jej chłopaka, na jej oczach, i wykorzystywał przez ten czas psychicznie i seksualnie. Kiedy została uratowana przez policję pomogła wsadzić mężczyznę do więzienia. Teraz Carter ma się odwoływać do wyroku. Jej ojciec, wpływowy senator i kandydat na prezydenta robi wszystko by ochronić córkę. W tym celu jej ochroniarzem zostaje Ashton Taylor, przyszły członek SWAT. Z więzienia cały czas przychodzą listy od Cartera. Trochę spokojniej byłoby, gdy były to pogróżki. Ale to są listy miłosne. Wygląda na to, że on kocha Annę. Chorą, psychiczną, pokręconą i nieodwzajemnioną miłością. Jak się pewnie możecie domyślać między Anną a Ashtonem coś jest. Sprawa nie jest taka prosta, bo dziewczyna cały czas tęskni za swoim zamordowanym chłopakiem, Jackiem, a jej psychika jest zryta po gwałtach i prześladowaniu. Powiem Wam tak, to jest pierwsza książka Kirsty Moseley, po którą sięgnęłam. I naprawdę jestem zachwycona. Co prawda, może ni tak, jak cała masa innych ludzi, ale to naprawdę było dobre. Po pierwsze główni bohaterowie byli naprawdę dobrzy. Ale mam jedną uwagę. Były takie momenty, kiedy na kilka stron narrację przejmował Ashton, i one były dla mnie dużo ciekawsze. Miejscami Anna mnie przytłaczała. Miałam z nią lekki problem. Historia, fabuła, wątki to kawał dobrej roboty. Spodziewałam się czegoś naprawdę gorszego, za bardzo przesłodzonego, ale w drugą stronę, za bardzo mrocznego. A tu jest naprawdę dobre wyśrodkowanie. Ale niestety, ktoś musi trochę ponarzekać, i to będę ja. Momentami miałam wrażenie, że autorka nie wykorzystała w 100% zasobów, które miała. Uważam, że kompletnie niewykorzystana została postać Cartera. Było go za mało. A tak można byłoby wykorzystać jego psychikę... Jeżeli macie w planach podarować "Nic do stracenia. Początek." to musicie wiedzieć, że polecam ją nieco starszym czytelniczkom. Tak od 16 w górę. Sceny są ostre, ale wcale nie psychicznie. Po prostu zdarzają się sceny seksu, a tego można młodszym oszczędzić. I to mnie też miejscami zrażało. To tak jakby Kirsty Moseley chciała zapożyczyć pewne rzeczy od E.L. James i lepiej sprzedać książkę. Podsumowując sama nie wiem, czy jestem w stu procentach przekonana do polecania Wam i podpisania się pod tym. Uważam, że po prostu każdy powinien wyrobić sobie o niej zdanie i sięgnąć. W ogólnym rozrachunku przyznaję 6/10 pkt.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-05-2017 o godz 21:23 Aleksandra Łebek dodał recenzję:
Po tej książce spodziewałam się czegoś lepszego, szczególnie, że Kirsty Moseley zdążyła już pojawić się na naszym rynku i zjednać sobie czytelników głównie dzięki "Chłopakowi, który zakradał się do mnie przez okno". Zacznijmy więc może od tego, co mnie tu najbardziej raziło. "Nic do stracenia" mogłoby być dobrą historią, gdyby nie była tak naciągana i...trochę odrealniona. Mam wrażenie, jakby autorka na siłę próbowała zrobić z tego cukierkowatą opowiastkę, o tym, jak jeden wspaniały chłopak może uratować drugą wspaniałą dziewczynę. I tak na dobrą sprawę mogłabym na to przymknąć oko, ale w momencie gdy widzę, jak Anna od razu (dosłownie!) otwiera się na Ashtona, mimo że przez lata nie dopuszczała do siebie nikogo innego, a on się w niej zakochuje po niemal kilku dniach znajomości, to książka traci swój urok, a sama historia staje się płytsza i mało autentyczna. Bohaterowie również mnie niemiło zaskoczyli. Oczywiście z wyglądu idealni, cały czas przyciągają uwagę płci przeciwnej. I właśnie to mnie irytowało. Kiedy po raz kolejny czytałam, jak Anne próbowali poderwać kolejni faceci, a tłum dziewczyn ślinił się na widok Ashtona, to odechciewało mi się czytać. Dziwiło mnie zachowanie głównej bohaterki, szczególnie w drugiej połowie, bo w ogóle nie zachowywała się jak osoba, która przeszła piekło, tylko w początkowych stronach widać jej załamanie, później ono niemal znika. Co do Ashtona, autorka przedstawiła go jako zakochanego po uszy idealnego chłopaka, starającego zjednać sobie ukochaną i przekonać ją do siebie. Jednak muszę przyznać, że ksiązkę przeczytałam niemal błyskawicznie. Autorka w jakiś sposób przekonała mnie do czytania kolejnych rozdziałów, zasiała jakieś ziarno wątpliwości, dzięki czemu "Nic do stracenia" pochłonęłam w ciągu jednego dnia i nie byłam w stanie się od niej oderwać. Akcja jednak nie była dynamiczna, wszystko skupia się tu na relacji dwójki bohaterów, a choć jest wzmianka o Carterze i jakimś niebezpieczeństwo, to jednak wątku sensacyjnego tutaj nie znajdziecie. Oj, ciężko mi napisać coś pozytywnego o powieści Kirsty oprócz tego, że czytało mi się ją bardzo szybko i w pewnym stopniu nawet przyjemnie. Ale nic poza tym. Brakuje tu autentyzmu, czyli czegoś co bardzo sobie cenię, jest zbyt cukierkowo - mnie to nie przekonało. Najwidoczniej to nie moja bajka, aczkolwiek z tego co już zdążyłam zauważyć, fani autorki powinni być zadowoleni.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-05-2017 o godz 19:39 Pani Lecter dodał recenzję:
Od jakiegoś czasu na rynku wydawniczym pojawia się sporo książek Kirsty Moseley. Wszystkie zostały okrzyknięte bestsellerami, a ja zaczęłam sobie wyrzucać, że przegapiłam okazję na ich przeczytanie. Ucieszyłam się więc, gdy dostałam propozycję recenzji pierwszego tomu nowej serii tej rozchwytywanej autorki. I chyba źle trafiłam. Nie zachęcił mnie opis, zapowiadał typowe romansidło dla dwunastolatek. Okładka... ździebko tandetna, nic specjalnego. Tytuł bez szału. Ale to nic, bo nazwisko mnie skusiło, a przyzwoita treść mogła to uratować. Moseley strzeliła sobie jednak w stopę... bohaterami. Słyszałam, że kobiety opisują w książkach takich mężczyzn, z którymi same chciałyby przeżyć dane wydarzenie. Jeśli Kirsty marzy o Ashtonie, to musi być bardzo dziwną kobietą. Nie wytrzymałabym, gdyby mój ukochany obchodził się ze mną jak z porcelaną, ciągle przepraszał i tak natarczywie idealizował. Lepiej nie jest z Anną. Paranoiczka, która sama nie wie, czego chce. Raz płacze, raz się śmieje. Najpierw chce zbliżenia z Taylerem, później go odtrąca. Nie wie czy kocha, czy nie. Cierpi na wszystkie zaburzenia świata i przeżyła każdy koszmar. Nic tylko się litować (ulubione zajęcie Ashtona). Sama fabuła... Zaczynała się dobrze, ale każda kolejna strona to tylko opis rosnącego napięcia seksualnego. Aż chce się krzyczeć: zabierz ją do łóżka, idioto, bo rzygnę. Niestety, gdy on ją zabiera do łóżka, to zaczyna się histeria (wtedy krzyczymy: wyrzuć ją z łóżka, bo rzygnę!) "Nic do stracenia, Początek" to książka jakich wiele. Szybko się ją czyta i równie szybko zapomina. Nie ma czym się zachwycać, ale może dam szansę drugiemu tomowi, w którym może (!) coś będzie się działo. A pisząc "coś" mam na myśli wszystko prócz 400-stronnicowego seksu.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-05-2017 o godz 19:03 Bernardeta Łagodzic-Mielnik dodał recenzję:
Znów sięgnęłam po książkę z gatunku new adult. Spodziewałam się emocji. Dostałam je nawet w nadmiarze. Miałam ochotę na historię o miłości. Dostałam ją i chwyciła mnie ona mocno za serce. Chciałam mocnego oderwania przez literaturę od rzeczywistości. Książka wessała mnie niczym głęboki i mocny wir rzeczny. To była lektura o jaką mi chodziło, choć zakończenie odrobinę mnie zirytowało. Ta opowieść zaczyna się bardzo smutno. Jej początek wyciska łzy i pokazuje jak kilka minut może zmienić życie z idylli w koszmar. Bo zło czai się tuż obok. Anna Spencer jest córką polityka. Ma szesnaście lat i jest zakochana po uszy w swoim chłopaku. Jako prezent urodzinowy dostaje zaproszenie do klubu. Po muzycznej zabawie chce przeżyć z ukochanym "ten pierwszy raz". Wszystko wydaje się być niezwykle romantyczne. Para wchodzi do klubu, ale już z niego nie wychodzi. Dzieje się tak za sprawą Thomasa Cartera - handlarza bronią i narkotykami oraz jego kumpli. Zaczepiają Annę, dopuszczają się zabójstwa ze skutkiem śmiertelnym ukochanego Anny a ją samą porywają. Dziewczyna przechodzi w trakcie ośmiu miesięcy istne piekło. Zostaje uwolniona i wraca na łono rodziny. Ale ... to już nie ta sama osoba. Mijają trzy lata. Ojciec Anny marzy o prezydenturze, a ona sama potrzebuje ochrony, bo jej oprawca wysyła listy z pogróżkami. W życiu dziewczyny pojawia się kolejny "anioł stróż" Ashton Taylor. Jak potoczą się losy jego i jego podopiecznej gdy Carter może być przedterminowo zwolniony? Od razu dodam, że niedługo ukaże się druga powieść będąca kontynuacją "Nic do stracenia. Początek". Czy warto na nią czekać? Tak, gdyż ta historia jest bardzo dobra i wręcz sama się czyta. Jest napisana prostym i łatwym w odbiorze językiem. Nie jest książką idealną. Można znaleźć w niej i minusy, a mimo to nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo dobrze się zrelaksowałam i zatopiłam w jej fabule bez reszty. Czasem właśnie potrzebna jest nam, kobietom taka powieść by złapać oddech od codzienności i odpocząć na duchu. Pomysł na fabułę jest dobry, oryginalny i kuszący. Chwilami miałam wrażenie, że to taka młodzieżowa wersja filmu Bodyguard. On ochroniarz - w tym wypadku agent, ona słaba dziewczyna po przejściach, której grozi niebezpieczeństwo. Gdy czyta się tę opowieść nachodzą różne myśli. Po pierwsze widać jak w parze wyglądają młodość z niedojrzałością i trudne przejścia. Robi się z tego wybuchowa mieszanka, która targa nastolatką zagubioną w brutalnym świecie, który ją otacza. Tę lekturę polecam przede wszystkim nastolatkom, którym blisko do tej pierwszej miłości. Nie wykluczam, że książka spodoba się także pokoleniu ich mam. Czytając taką powieść w dojrzalszym wieku można sobie powspominać jak to parę lat wstecz było. Plusem tego tytułu jest moim zdaniem również okładka oraz kreacja głównego bohatera - mężczyzny młodego, pięknego, idealnego, który mimo młodych lat ma podejście do kobiet ( w realnym świecie to coś tak wyjątkowego jak śnieg w lipcu). Reasumując tytuł godny polecenia na wakacje, na urlop, na weekend, na relaks po sesji, maturze, egzaminie. Przyznam, że czekam na drugi tom.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-05-2017 o godz 15:50 Jeanelle dodał recenzję:
Jest lepiej, nawet powiedziałabym, że znacznie lepiej niż w przypadku Chłopaka. Tym razem nie miałam ochoty walić głową o ścianę podczas czytania, choć nie da się ukryć, że bywało irytująco. Podobała mi się linia fabularna kojarząca się odrobinę z filmową Córką prezydenta, którą uwielbiam. Jak się oprzeć przystojnemu ochroniarzowi i szczypcie zakazanej miłości. Cieszy mnie, że autorka postanowiła odrobinę przystopować uczucia Anny, choć i to można było zrobić lepiej. Naprawdę nie wiem, jak określić pozytywne uczucia w stosunku do Nic do stracenia, bo jak zobaczycie w następnym akapicie, nie mam problemu z wypunktowaniem, co było nie tak. Generalnie nie była to najgorsza książka, bo mimo wszystko wciągnęła mnie historia Anny i Ashtona, choć mnogość wad uświadomiła mi, że po prostu nie powinnam się więcej spotkać z twórczością Kristy Moseley. Ja rozumiem, że Nic do stracenia to fikcja literacka, tylko że ktoś powinien uświadomić autorce, że ona też ma swoje granice, o ile nie chce się zaliczać w poczet twórców fantastki. Kristy Moseley zdecydowanie (ponownie) zabrakło porządnego research'u, co w przypadku tej powieści jest jeszcze bardziej widoczne niż w Chłopaku. Zaczynając od początku - świeżo upieczony absolwent dostaje przydział ochrony córki kandydata na prezydenta USA, żadnego szkolenia próbnego, doświadczenia, nic... i hop w teren. Czy tylko mnie to śmierdzi? Teraz przyjrzyjmy się Annie - można by pomyśleć, że skoro autorka znowu chce się pakować w psychiczną traumę, zwłaszcza objawiającą się PTSD i awersją do dotykania, mogłaby w końcu poświęcić chwilę czasu i dowiedzieć się, że Ashton tak po prostu nie mógł sobie obłapiać Anny godzinę po poznaniu. To mnie strasznie irytuje, bo wysoko cenię sobie realistyczne podejście do aspektów psychologicznych i potrafię docenić starania pisarzy w tym temacie. Tymczasem Kristy Moseley bezkarnie popuszcza wodze fantazji i pisze co jej się podoba, nie patrząc na to, że tracąc na realności, tworzy ze swoich książek kiczowate romansidła nie mające za wiele wspólnego z faktycznym stanem rzeczy. Nie da się też zapomnieć, że autorka raz jeszcze chce za dużo, za szybko - budowanie napięcia pomiędzy bohaterami zdecydowanie jej nie wyszło, zwłaszcza w przypadku Ashtona. Anna gdzieś tam nie przyznaje się do swoich uczuć, ale chłopak twierdzi, że ją kocha po trzech dniach. WTF? Ponadto czy nie ma jakiejś zasady, że ochroniarze nie powinni angażować się emocjonalnie z klientami? Spodziewałam się ukrywania uczuć po kątach, tajemnicy... a tymczasem nawet przełożeni chłopaka nie patrzą krzywo na publiczne obmacywanie. Nie spodziewałabym się też na Waszym miejscu jakiś spektakularnych i dramatycznych zwrotów akcji, bo poza małymi wstawkami, ta powieść to typowy romans, utrzymany w konwencji New Adult. [...] ------------------------------------------------------ http://zatracona-w-innych-swiatach.blogspot.com/2017/05/recenzja-nic-do-stracenia-poczatek.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-05-2017 o godz 10:45 erin97 dodał recenzję:
Z autorką poznałam się już przy okazji książki "Chłopak, który chciał zacząć od nowa". Tamta powieść mnie uwiodła, więc tym razem miałam wysokie oczekiwania względem mojej kolejnej przygody z jej twórczością. Jestem w stanie Was zapewnić, że Kirsty Moseley daje sobie świetnie radę. Tym razem znów chwyciła mnie za serce. I to jeszcze jak. Ja płakałam już po pierwszych stronach książki! Nie wolno mi tak robić, bo potem nie potrafię odłożyć książki. Ba! Jak już mi się to udało to i tak nie potrafiłam przestać myśleć o bohaterach i ich losach. Co się tam działo... Genialnie rozplanowana akcja od samego początku. Szkoda, że później się zatrzymała. Jednak emocji było sporo. Powiedziałabym, że była to dawka uderzeniowa. Dalej pacjent, czyli czytelnik czuł się już lepiej, więc dozowała ich nieco mniej, co jednak wcale nie znaczy, że dalej było nudno. Nadal było ciekawie. Tylko, że już mniej dramatycznie a bardziej cukierkowo. Słodycz lała się z kartek powieści niczym świeży miód. Nie przeszkadzało mi to, bo jestem fanką romansów. Jednak przydałby się jakiś zwrot akcji. Przyznam, że trochę czekałam aż ta sielanka się skończy. Tak się jednak nie stało, więc zakładam, że coś wydarzy się w kolejnej części serii. Koniecznie muszę wiedzieć co i już nie mogę się doczekać chwili gdy drugi tom trafi do moich rąk. Tym bardziej, że nieco rozczarowało mnie zakończenie utworu. Dlaczego? Bo się go nie spodziewałam, bo nie było spektakularne, bo nic się nie wydarzyło. Czytam sobie, czytam. Bohaterom mija dzień za dniem i nagle... koniec. Nie lubię tak. Od razu musiałabym mieć pod ręką kontynuacje. Może to celowy zabieg autorki by tylko zachęcić czytelnika do dalszej przygody z serią? Jeśli tak, to zabieg jest w stu procentach skuteczny. Jeśli to co napisałam nadal Was nie przekonuje to może zrobi to okładka, bo mi od razu wpadła w oko. Jeśli okładka to za mało to pozostają jeszcze genialnie wykreowani bohaterowie. Ja polubiła się z nimi od razu. Mimo, że Ana miała być tą złą dziewczyną, która drażni nas swoim zachowaniem. Mnie jednak nie denerwowała. Poznawszy jej historię potrafiłam zrozumieć jej podejście i chciałam dla niej jak najlepiej. Tak samo jak dla Asthona. Kibicowałam tej dwójce i zdaje mi się, że i on i ona nie odkryli jeszcze wszystkich kart, i że nie dali się nam jeszcze do końca poznać. Jak widać ja jestem książką zachwycona i odliczam dni do premiery jej drugiej części. Przeczytajcie ten tom a będziecie liczyć razem z mną.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-05-2017 o godz 23:14 kastepien dodał recenzję:
Zaczęło się tragicznie. I nie tylko dlatego, że od drastycznych zdarzeń, które definiują zachowanie bohaterki w dalszej części powieści. Tragicznie również ze względu na zbyt dramatyczne, patetyczne opisy i rozmowy. Ze względu na falę epitetów zalewających czytelnika i niemal topiących, spychających na dno przekaz tekstu. Ze względu na to, że już po pierwszym rozdziale przerwałam lekturę, bojąc się, że dalej będzie tak samo. Po 1. rozdziale, (który sprawia wrażenie pisanego przez inną osobę) jest już lepiej. Książka staje się wciągająca i bardzo urocza. Czyta się ją z uśmiechem na twarzy, przyjemnie spędzając czas. Styl pisania jest prosty, a mnogość dialogów to ogromny plus. Kirsty Moseley oddaje narrację raz Annie, raz Ashtonowi, dzięki czemu otrzymujemy pełny obraz sytuacji, w której oboje się znaleźli. Poznajemy przyczyny ich zachowań oraz pragnienia i słabości, którym nie chcą się poddać. Tych bohaterów można polubić! Nic do stracenia posiada jednak sporo minusów. Brakuje przede wszystkim zwrotów akcji. Przez całą książkę wydarzyło się naprawdę niewiele. Myślałam, że przewidziałam, co się stanie pod koniec, ale nie. Nie stało się NIC. Równie dobrze powieść mogłaby skończyć się w dowolnym momencie po 200. stronie. Domyślam się (i mam nadzieję), że ten wyczekiwany przeze mnie zwrot akcji może nastąpić w drugiej części, ale naprawdę nie widzę sensu w takim rozwlekaniu fabuły. Ostatnio na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści z gatunku New Adult. Do nich zalicza się również Nic do stracenia. To wciągająca historia o próbie radzenia sobie ze stratą bliskiej osoby i otwierania się na innych. O pragnieniu i wyczekiwaniu na odpowiedni moment. To książka, od której, mimo sporej ilości wad, nie można się oderwać! Ta powieść ma potencjał! Oby tylko autorka wykorzystała go w kolejnym tomie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-05-2017 o godz 23:03 spoonia dodał recenzję:
Po książki z gatunku młodzieżowego sięgam rzadko, częściej po te z Young Adult. Pewnie dlatego, że na młodzieżowe jestem już za stara, ale na YA jeszcze nie tak bardzo. Poza tym lubię sięgać po książki, które mnie pochłaniają, które sprawiają, że zatracam się w świecie bohaterów. I tak właśnie było w przypadku książki "Nic do stracenia. Początek" Kirsty Moseley.  Annę, córkę senatora Stanów Zjednoczonych poznajemy w dniu jej szesnastych urodzin, kiedy wraz ze swoim chłopakiem wybiera się do klubu. Niestety świętowanie kończy się tragedią. Chłopak zostaje śmiertelnie pobity, a Anna uprowadzona przez niebezpiecznego gangstera, Cartera. Dziewczyna zostaje uratowana po roku, a porywacz trafia za kratki. Czas więzienia przez Cartera odbiło na niej swoje piętno. Anna raz za razem jest relegowana z uczelni. Całkowicie zamknęła się na ludzi, panicznie boi się dotyku i nie ufa nikomu. Carter, który siedzi w więzieniu wysyła jej listy miłosne oraz pogróżki. Ojciec Anny bardziej chronić córkę, angażuje do jej ochrony najlepszego agenta SWAT Ashtona Taylora. Czy Anna wreszcie otworzy się na ludzi i zaprzyjaźni z agentem? I czy w końcu zrozumie, że zasługuje na miłość i bycie szczęśliwą? Po różnych - pozytywnych i nie tylko - recenzjach książki "Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno” miałam małe obawy, czy najnowsza książka Moseley przypadnie mi do gustu i czy gatunek jest dla mnie odpowiedni. Wszelkie wątpliwości minęły po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Chociaż przyznam się szczerze, że po prologu miałam ochotę rzucić książką w kąt. Dlaczego? Nie podobał mi się język. Jednak uświadomiłam sobie, że to młodzieżówka, a młodzi ludzie mówią właśnie w ten sposób.  Autorka stworzyła niebanalną parę bohaterów. Przez całą powieść obserwujemy metamorfozę Anny. Z początku była wredną zołzą, która wymykała się ochraniającym ją ochroniarzom i czuła strach przed dotykiem i bliskością drugiej osoby. To co wydarzyło się, gdy przytrzymywał ją Cartera, odbiło się głośnym echem na jej postawie. Co jest całkiem zrozumiałe. Nocne koszmary to codzienność. Jednak pod wpływem Ashtona, zmienia się diametralnie. Otwiera się na ludzi, chociaż gdzieś tam środku wciąż się boi, że nie może być szczęśliwa i nie może nikogo pokochać. Bo wciąż pamięta o swoim zabitym chłopaku. Kirsty Moseley w swojej powieści pokazała, że gdy otaczają nas życzliwi i pomocni ludzie, potrafimy walczyć z przeszłością oraz demonami, które nami zawładnęły. Anna jest tego całkiem niezłym przykładem. Dzięki Ashtonowi pokonuje swoje lęki, staje się silniejsza. Książkę czyta się błyskawicznie. Historia Anny i jej ochroniarza wciąga z każdą stroną. A gdy docieramy do końca… okazuje się, że na resztę musimy poczekać. I tak jak napisała kiedyś moja znajoma „Moseley pisze łatwo lekko i przyjemnie. Na raz” Polecam   
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-05-2017 o godz 10:46 zaczytanamarzycielka8 dodał recenzję:
Nie umiem przejść obojętnie obok książek Kirsty Moseley. Na bieżąco czytam jej powieści i każda kolejna okazuje się coraz to lepsza. Dlatego też wiedziałam, że i tak sięgnę po „Nic do stracenia. Początek „nie sądziłam jednak, że tak historia będzie tak mocna. Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć. Anabelle Spencer to dziewczyna, która w życiu ma wszystko, bogatych rodziców, przystojnego chłopaka, z którym pragnie być do końca życia. Jednak gdy w swoje szesnaste urodziny Anna oraz Jack wybierają, się do klubu ich życie zmienia się diametralnie. To wtedy Anna wpada w oko handlarzowi broni oraz narkotyków Carterowi. Gdy dziewczyna nie chce, z nim zatańczyć katują jej chłopaka na śmierć. Anabelle staje się również ofiarą Cartera, który przez prawie rok więzi ją w domu i znęca się nad nią fizycznie oraz psychicznie. Muszę się ożenić z tą dziewczyną! Boże, spraw, żeby się we mnie zakochała. Dziewczyna po tych wydarzeniach ma problem ze swoim życie. Jest, agresywna, przez co zostaje wyrzucona z kolejnej szkoły. Gdy ojciec znajduje, jej kolejną placówkę postanawia wynająć dla niej ochroniarza, który ma jechać z nią i udawać jej chłopaka. I tak właśnie poznajemy Ashtona. To właśnie on ma pilnować, aby natrętny Carter nie zrobił niczego złego Annie. Jednak nikt nie spodziewał się, że tę dwójkę połączy prawdziwa miłość. Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach. Jestem zachwycona książką „Nic do stracenia. Początek „. Lekka przyjemna, poruszająca trudne tematy. Mimo że opowiada nam o skrzywdzonej dziewczynie, jest tak wciągająca, że wystarczy nam jeden dzień, aby ją przeczytać. Kreacja bohaterów jest naprawdę dobra i chyba sama chciałabym mieć takiego Ashtona za ochroniarza. Czekam z niecierpliwością na kolejną część tej serii i mam nadzieje, że autorka utrzyma poziom.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-05-2017 o godz 20:52 BookParadise dodał recenzję:
Kirsty Moseley jest autorką, której książki nigdy nie zawiodły mnie. Potrafi ona wykreować niesamowicie ciekawe historie, które już od samego początku porywają czytelnika. Ogromnym sukcesem autorki była książka "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno". Słodki Liam zwalił z nóg nie jedną dziewczynę i moje serce również skradł. Tamta historia była przepiękna, zabawna, lekka oraz ciekawa. Tym razem autorka postawiła na coś mocniejszego. Nie brakuje wulgaryzmów, historia jest ostra, pełna napięcia. Fabuła zaskakuje z każdą stroną, ale to co najważniejsze - nadal jest oryginalnie, nie brakuje lekkości, a pióro autorki porywa. Anna jest córką przyszłego prezydenta i potrzebuje ochrony, ponieważ jej życie jest zagrożone i to nie tylko z powodu pozycji, jaką piastuje jej ojciec. Anna w swoim życiu doświadczyła wielu przykrości, a jej życie rozpadło się na drobne kawałki. Była traktowana jak zabawka, straciła ukochaną osobę i zamieniła się w bezlitosną dziewczynę, która wyzbyła się jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Anna przepełniona jest gniewem, wyrzutami sumienia, wstrętem do samej siebie, rozpaczą. Wielokrotnie pragnęła odebrać sobie życie, byleby zapomnieć o fatalnej przeszłości i dniu swoich urodzin. Młoda kobieta miała w swoim życiu wielu ochroniarzy, jednak każdy uciekał po krótkim czasie, bo to był jej cel - pozbyć się tych, którzy nie dają jej swobody. Anna boi się kontaktu z ludźmi, nienawidzi ich, bo obawia się, że ją ktoś dotknie, a to zawsze kończy się tak samo. Tym razem został przydzielony jej Ashton, wytrwały młody mężczyzna, który łatwo nie odpuszcza. Poprzez ukryty cel jest w stanie wytrzymać z wredną dziewczyną jej wszystkie kaprysy, a co najważniejsze, zaczyna ją rozumieć. Od ochrony przed Carterem, do miłości, która nie może się rozwinąć. "Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach." Historia Anny i Ashtona zaczyna się burzliwie i taka też jest przez większość czasu. Anna nie ufa nikomu, toteż uważa, że nowy ochroniarz ulotni się jak jego poprzednicy, niemniej jednak ich relacje są zdecydowanie inne, niż w poprzednich przypadkach. Chociaż Anna boi się kontaktu z ludźmi, a zwłaszcza mężczyznami, nie ma oporów, aby pozwolić Ashtonowi zaciągnąć się do łóżka. Tłumaczone to jest jako miłość od pierwszego wejrzenia, przed którą kobieta się broni i twardo ją wypiera, a przelotny seks był tylko chwilową słabością. I to było moje pierwsze i ostatnie "ale" wobec tej książki. Całość była niestety zbyt mocno naciągnięta, ponieważ Anna bała się kontaktu z ludźmi, a jednak ochroniarz miał magiczną iskierkę, która wzbudziła w niej zaufanie do niego. Okej, może był nieco inny od jej poprzednich opiekunów, dał jej więcej swobody, ale żeby wskoczyć mu od razu do łóżka? No trochę coś nie tak. Bo skoro ona z zaburzeniami i depresją męczyła się od trzech lat, to dlaczego nagle zaufała temu jedynemu? Ale w porządku, to miała być słodka historia, tylko później na szczęście nie jest już tak kolorowo. Po przelotnym numerku Anne dopadają wyrzuty sumienia i wtedy rozkręca się cała historia. Narobiła nadziei facetów, a teraz go olewa. A w końcu to co nieosiągalne jest najlepsze, prawda? I zaczyna się walka o zakazany owoc, walka z demonami przeszłości, walka o przyszłość, budowanie przyjaźni i zaufania. "Muszę się ożenić z tą dziewczyną! Boże, spraw, żeby się we mnie zakochała."                                                              Kirsty Moselery jak zawsze miała genialny pomysł na kolejną książkę. Od samego początku nie oszczędza czytelnika i wprowadza nas do książki z wielkim przytupem. Jest drastycznie, brutalnie, krwawo i jednocześnie słodko. Autorka z dobrym smakiem przedstawia całą historię Anny, wzbudza w nas smutek, przygnębienie i współczucie wobec losów bohaterki. To niesamowite jak cudownie prowadzi całą fabułę. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, daje nadzieje, po czym rozrywa nasze serca, skleja i ponownie przygniata. Kiedy myślałam sobie "O tak! Nareszcie ułoży się między nimi, będzie dobrze", to autorka od razu sprowadzała mnie na ziemię i nie pozwalała nacieszyć się chwilą. Tym samym budowała napięcie na swój wyjątkowy sposób. Przez całą książkę siedziałam jak na szpilkach, obawiałam się najgorszego, nie wiedziałam co się zaraz wydarzy i czekałam na wielkie BUM! Dostałam wspaniałą historię, która przepełniona jest bólem, ale także szczęściem, które powoli jest na nowo budowane. Z czystym sumieniem mogę polecić "Nic do stracenia. Początek". Chociaż historia jest nieco naciągana i niektóre wydarzenia zbyt szybko wydarzyły się, to cała fabuła zasługuje na uznanie. Moseley nie szła drogą twardo utartych schematów. Stworzyła kolejną niepowtarzalną historię, którą przyprawiła swoim lekkim piórem. Nie mogę doczekać się kontynuacji losów bohaterów. To zdecydowanie będzie ogień! Bo kiedy ponownie pojawi się karter, nie będzie bezpiecznie. "Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-05-2017 o godz 18:02 Karo1906 dodał recenzję:
Anabelle (Anna) przeżyła coś okropnego. W dniu jej szesnastych urodzin jej kochany chłopak Jack, który tej nocy miał sprawić, że stanie się prawdziwą kobietą, na jej oczach zostaje brutalnie zamordowany przez Cartera Thomasa, głównego dowodzącego grupą handlarzy narkotyków. Zaraz potem zostaje zamknięta przez Cartera w mieszaniu gdzie jest maltretowana i gwałcona przez ponad dziesięć miesięcy. Po tych zdarzeniach jej życie wywraca się do góry nogami, niegdyś piękna, wesoła i seksowna dziewczyna staje się bezuczuciową suką, ubiera się w luźne ubrania i przestaje zwracać jakąkolwiek uwagę na swój wygląd, tylko po to, aby nie kusić do siebie mężczyzn. Zaczyna chodzić na karate oraz kick boxing by więcej nie dopuścić do sytuacji, jakie miały miejsce. W trosce o jej bezpieczeństwo,przez jej bogatego ojca, przyszłego prezydenta, zostają wynajęci prywatni ochroniarze, którzy jednak nie dają sobie z nią rady... Aż do momentu pojawienia się Ashtona Taylera, przystojnego bruneta o zielonych oczach. Zadaniem dwudziestojednolatka jest udawanie chłopaka Anny i ochrona jej na każdym kroku. To jednak nie będzie łatwe bo Anabelle to niezła sztuka i niejeden próbował lecz nikomu nie udało się zagościć na dłużej. Jak potoczą się losy tej pary? Jak poradzi sobie z tym zniszczona psychicznie Anabelle? Czy Ashtona Tayler da radę wytrzymać z nią, aż osiem miesięcy? Powiem tak. Jeśli Kirsty Moseley zna takich facetów jak w tej książce to pojadę nawet na koniec świata żeby ich poznać. Jest to jeden z lepszych romansów jakie czytałam, autorka doskonale wie jak wpasować się w kryteria nastolatek i daje nam ideałów, w każdej swojej książce. Powieść należy do tych, dzięki którym można się śmiać przez łzy. Dzięki niej wiem dlaczego tak bardzo kocham romanse. Po raz kolejny autorka pokazała, że jest w stanie stworzyć cudowny wyciskacz łez, a szczerze mówiąc sądziłam, że nic co pojawi się po jej bestsellerze "Chłopak, który zakładał się do mnie przez okno" nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. Myliłam się, ale to było jak najbardziej pozytywne zaskoczenie. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i czy będą trzy czy dziesięć części, jestem pewna, że będę się nimi zachwycać tak samo jak pierwszą, a może nawet jeszcze bardziej. http://mojpowodbyoddychac.blogspot.com/2017/05/nic-do-stracenia-poczatek-kirsty-moseley.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-05-2017 o godz 11:52 Książkowe Zacisze dodał recenzję:
Masz może ochotę na bardzo mroczną bajkę, z bardzo mrocznymi bohaterami i do tego w bardzo mrocznej aranżacji? To od razu możesz ją sobie wybić z głowy, bo dzisiaj czas na... cukierkową rozpustę! Będzie książę z bajki, księżniczka w opałach i strumienie lukru w czekoladzie. O tak! *w tym miejscu słychać złowieszczy śmiech* Weź sobie coś do picia, bo w tej historii, literki mordoklejki nie znają litości. Konsumuj powoli, gdyż te bezwzględne, małe cukiereczki, czasem mają w sobie nadzienie o smaku tragedii... Otóż zaczęło się całkiem niepozornie i na dodatek dość gorzko. Księżniczka, którą gra w tej bajce córka senatora, świętowała swoje szesnaste urodziny, w towarzystwie ukochanego pazia. Niestety, jak to się często zdarza, młode księżniczki bywają lekkomyślne i marzą o zabawach w klubie, zamiast o grzecznym podwieczorku w domowym zaciszu. I niestety, jak to równie często bywa, zakochany paź zrobi wszystko, by uszczęśliwić swoją wybrankę, nawet, gdy w grę wchodzą podrabiane dowody i balowanie po nocach... Gdy wychodzi się poza mury zamku, trzeba liczyć się z tym, że dobry czar ma tu znacznie mniejszą moc, a z kolei źli ludzie, rosną w siłę. Najgroźniejsi są psychopaci. Jeśli nie wierzysz, zapytaj księżniczkę. Ona spotkała na swoje drodze złego pana, który najpierw kazał jej patrzeć, jak umiera paź, a potem zabrał ją do piekła i obrócił jej perfekcyjne życie w pył... Czasem trzeba najpierw zasmakować goryczy, żeby potem życie było słodsze. Księżniczka wyrwała się z piekła, ale po powrocie do zamku, nie czuła się już jak księżniczka. Właściwie w ogóle się nie czuła. Tęskniła za paziem, a w głowie wciąż miała obraz tego, co zrobił jej zły pan. Jakby tego było mało, cienie przeszłości zaczęły wyciągać po nią swe mroczne łapska. I wtedy właśnie ojciec senator, postanowił znaleźć jej księcia-stróża. Jak postanowił, tak też uczynił i wkrótce na progu zamku stanął ochroniarz, jak ze snu. Ideał! No i cóż miała zrobić księżniczka? Chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że dla takiego księcia, warto porzucić rolę męczennicy i zrzucić trochę cierpiętniczych szat. Dosłownie. I chociaż nie łatwo jest żyć w trójkącie miłosnym i konkurować z nieżyjącym paziem, to stróż-wybawiciel postanowił, że poskleja serce księżniczki, by móc z nią żyć długo i szczęśliwie! Choć nie zdawał sobie do końca sprawy, na co się porywa. No i tak właśnie, słodki książę, samą swoją obecnością przyćmił gorycz i rozpętała czekoladowy huragan, przez który o mało co, nie nabawiłam się cukrzycy... A teraz do rzeczy. Moje pierwsze wrażenie: Kirsty Moseley pisze tak świetnie, jak Colleen Hoover. Moje drugie wrażenie: nie chwal dnia przed zachodem, nie chwal autorki po dobrym początku. Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron, ale niestety, zanim dotarłam do ostatnich, trochę się poprztykałyśmy... Oskarżam głównych bohaterów o nadmierną idealność, zasłodzenie fabuły swoją przecukrzoną relacją i wywołanie na mojej twarzy głupawego uśmieszku, w trakcie czytania. Zarzucam autorce przesadną bajkowość, wprawianie mnie w stan rozmarzenia i napisanie zakończenia, które właściwie jest bezsmakowe i nijakie, bo ciąg dalszy nastąpi w drugiej części. I przed wszystkim żądam, żebyś to przeczytała i miała taki sam głupawy uśmieszek, jak ja! Książka, mimo że lukrem pisana, kryje w sobie wartościowe nadzienie. Można jej wiele zarzucić, tak jak większości historii z tego gatunku, ale w mojej głowie zostawiła po sobie całkiem niezłe wrażenie. Typowo babskie czytadło, lekkie, słodkie i przyjemne. Podejrzewam już, jak to wszystko się dalej potoczy, ale i tak chcę sprawdzić, czy wpadłam na właściwy trop. Myślę, że Ci się spodoba, więc jeśli nabierzesz ochoty na bajeczne romansidło, wiesz, gdzie szukać. W sumie, nie masz za wiele do stracenia, bo pamiętaj: "Z czasem to, co złe, zblaknie i zostaną Ci tylko dobre wspomnienia."
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-05-2017 o godz 09:58 Joanna Balcar dodał recenzję:
"Nic do stracenia. Początek" to moje drugie spotkanie z książką powyższej autorki. Pierwsze było bardzo udane. W tym przypadku również zapowiadało się ciekawie już od pierwszych stron. Czy tak samo było przez całą powieść? Tym razem autorka zaczęła bardzo mocno, od samego początku. Młoda dziewczyna, szesnastoletnia, w dniu swoich urodzin wymyka się do nocnego klubu wraz ze swoim długoletnim chłopakiem. Po imprezie planują po raz pierwszy się kochać. Jednak nie wszystko poszło po ich myśli, a właściwie nic nie poszło tak, jak powinno. On ginie z rąk morderców, a ona zostaje porwana na długie miesiące, gdzie jest bita, głodzona i nagminnie gwałcona przez swego oprawcę... Po odnalezieniu jej, kat idzie do więzienia, a ona uczy się życia na nowo z marnym skutkiem. Ciągle są z nią ochroniarze, ale żaden nie wytrzymuje długo. Wreszcie znajduje się jeden, najlepszy, który potrafi ją okiełznać, co jest wielkim sukcesem, zwłaszcza, że jej oprawca prawdopodobnie wyjdzie na wolność za dobre zachowanie. Już teraz na zmianę wysyła do niej listy z pogróżkami lub miłosne, o czym dziewczyna nie wie... "W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą. Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie." Anna - to ona przeżyła wielką traumę. Widziała śmierć ukochanej osoby, a potem sama była więziona i torturowana. Odbiło się to na jej psychice bardzo mocno. Dziewczyna nienawidzi dotyku, ubiera się w za duże ubrania, żeby żaden mężczyzna już na nią nie spojrzał, z nikim nie rozmawia, a jej zachowanie sprawia, że wyrzucają ja z każdej ze szkół. Ashton - to mega przystojny (jakże by inaczej) agent SWAT, który otrzymuje za zadanie chronić Annę, Tylko on jest w stanie to zrobić, bo każdy inny ochroniarz uciekał przed Anną gdzie pieprz rośnie. Ashton jest najlepszy ze wszystkich, najsilniejszy, najlepiej walczy, jak kocha to na zabój, jest wręcz idealny. Tylko gotować nie umie. I oczywiście jest też mężczyzną, którego dziewczyna akceptuje bez mrugnięcia okiem i od razu mu ufa. Zapowiadało się ciekawie... i było, przez połowę książki, bo w połowie zrozumiałam, że tego wielkiego boom, czyli wyjścia Cartera (porywacza Anny) w tej części nie będzie. Odkąd Anna zaakceptowała Ashtona, było już ciągle tak samo. On przepraszał, że ją uraził, na każdym kroku potwierdzał, że ją nie opuści i zawsze obroni, podrywał i całował. Tyle było mowy o tym, jaki z niego twardziel, a nie znalazłam żadnego zdarzenia, które by to udowodniło. Autorka pokazała go raczej jako mało wyrazistego i zwykłego, zakochanego faceta. Swoją drogą bardzo podobnego do bohaterów swoich poprzednich powieści. W każdej z nich mężczyźni są idealni, wręcz cukierkowi. Nie tego się spodziewałam i nie na to liczyłam. Chciałam przeczytać powieść, w której najlepszy agent będzie walczył na śmierć i życie, będzie kochał, ale nie pozwoli, by kobieta nim pomiatała, będzie miał swoje zdanie - taki powinien być Ashton. Niestety taki nie jest i dlatego powieść w pewnym momencie zamieniła się w mało oryginalny romans, z którego chwilami wiało mocno nudą. Bardzo przeszkadzał mi brak spacji po kropce. Niby nic, a jednak mocno to widać. Rozdziały pisane są na przemian, z punktu widzenia Anny i Ashtona, jednak śmiało mogłyby być opisane razem, bo nasi bohaterowie mówią praktycznie to samo. Opisują siebie takimi samymi słowami. Widać, że autorce zbrakło pomysłu na nich. Jak dla mnie to trochę za mało przeczytać "ona wygląda idealne". Idealnie? Czyli jak? Ja to chcę wiedzieć ! Nie lubię za długich opisów, ale takie, które nie mówią nic, są chyba jeszcze gorsze. Dialogi również nie są zbyt rozwinięte, a raczej bardzo proste i monotematyczne. Za mało tu urozmaiconej akcji, bo fabuła ciągle wraca do tego samego. Zastanawia mnie fakt tylu świetnych recenzji książki, skąd one się biorą, bo ja nie należąc do bardzo krytycznych czytelników dostrzegłam sporo w niej wad, ale jak widać każdy ma swój gust. Książka czytająca się dobrze, ale fajerwerków nie ma. Sięgnę po drugą część, z ciekawości, czy w drugim tomie wreszcie mocniej zabije mi serce, jednak jakoś szczególnie wypatrywać jej nie będę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-05-2017 o godz 11:13 gosza_sz dodał recenzję:
W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje , ale z wiezienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą. Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. Z Kirsty Moseley jeszcze nie miałam do czynienia. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po jej twórczości, aczkolwiek byłam bardzo ciekawa jak wypada ta historia, która po opisie mocno mnie zaitrygowała. Historia jaką stworzyła Kirsty od samego początku emanuje bólem. Autorka zwala na główną bohaterkę mnóstwo cierpienia i strachu. W wyniku pewnych zdarzeń dziewczyna przeżyje najgorszy z możliwych koszmarów i wiadomo, że po takich przejściach już nigdy nie będzie taka sama. Skrzywdzona Anna odgradza się od ludzi i rodziców, zamyka się w swoim świecie i nie potrafi nikomu zaufać. Nie pozwala się do siebie zbliżyć. Zaczyna ubierać się w rzeczy, które są dla niej o wiele za duże, po to by się w nich ukryć. Przestaje się malować, nie zależy jej, by wyglądać dziewczęco. Stara się być niewidzialna dla wszystkich. Po traumatycznych przejściach dziewczyna staje się agresywna, pyskata i nie pozwala sobie pomóc. Dopiero, gdy w jej życiu pojawi się przystojny komandos Ashton dziewczyna spojrzy na świat z zupełnie innej perspektywy. Ale czy uda się mu zburzyć mur jaki Anna wokół siebie zbudowała i sprawi, że dziewczyna nauczy się ponownie ufać? Tego przekonacie się czytając "Nic do stracenia. Początek". "Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć." Autorka moim zdaniem miała dość ciekawy pomysł na fabułę książki, którą przeprowadziła bardzo dobrze, ale muszę niestety przyczepić się do bohaterów. Zacznijmy od osoby, która irytowała mnie najbardziej, czyli Ashton Taylor. Już od początku lektury nie mogłam go polubić ze względu na to, że był taki do rany przyłóż. Jak dla mnie był za mało męski. Natomiast polubiłam postać Anny. Zżyłam się z nią od pierwszych stron. "Nic do stracenia. Początek" opowiada o radzeniu sobie z przeszłością, o budowaniu na nowo zaufania. Autorka ma przyjemny styl pisania, dlatego rozdziały czyta się ekspresowo. W tej historii zabrakło mi jedynie dreszczyka emocji, jakiegoś niebezpieczeństwa, która wywoła ciarki na moim ciele. Zakończenie nie jest szokujące, ale i tak jesteśmy ciekawi co będzie dalej? Mam nadzieję, że autorka wynagrodzi to w drugiej części.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-05-2017 o godz 10:45 Daria Kr dodał recenzję:
Już od samego początku książkę czytamy z zapartym tchem i ciekawością. Pierwsze strony to dzień szesnastych urodzin Anabelle Spencer. Dzień, od którego wszystko się zaczęło. Dziewczyna postanawia spędzić ten wieczór w klubie ze swoim chłopakiem. Jednak ich plan na idealny wieczór zostaje zburzony przez przypadkowo spotkanego Cartera Thomasa. Okazuje się on być handlarzem broni i narkotyków. Anna wyraźnie wpadła mu w oko, więc postanawia zabić jej chłopaka, oraz porwać dziewczynę. Po wielu miesiącach piekła jakie doświadczyła będąc z Carterem, dziewczyna nie jest już taka sama jak kiedyś. Miewa koszmary i czuje się zagubiona, nieszczęśliwa. Na dodatek koszmar z przeszłości wciąż wraca. Carter nie daje za wygraną i interesuje się dziewczyną, nawet będąc w więzieniu. Listy które wysyła do niej, ukrywa przed nią ojciec, który jest ważną osobą w państwie, senatorem. To jemu najbardziej zależy na bezpieczeństwie córki i zrobi wszystko aby ją ochronić. Wtedy pojawia się Ashton, agent, który ma za zadanie nie opuszczać Anny na krok, czuwać zawsze w jej pobliżu... i udawać jej chłopaka, tak aby nie zbliżył się do niej nikt podejrzany. Początkowo dziewczyna jest nastawiona do niego bardzo sceptycznie. Wydarzenie które miało miejsce w jej życiu bardzo ją odmieniło, jednak agent staje się jej coraz bliższy i Anna otwiera się przed nim bardziej niż przed innymi ludźmi z jej otoczenia, co było do przewidzenia. "Nic do stracenia. Początek", to książka z gatunku new adult, która opowiada o młodych ludziach, jednak których życie jest już dość skomplikowane. Czasami nie jesteśmy w stanie zaplanować swojego życia i być pewni, że wszystko potoczy się zgodnie z planem. Bywa też tak, że coś zepsuje nam plany i skomplikuje nasze życie. Bohaterzy wiele dzięki temu stracili. Autorka wykreowała postacie, które spotkało wiele złego. Muszą oni podejmować trudne decyzje i przede wszystkim nie pozwolić, aby przeszłość panowała nad ich teraźniejszością. Mimo iż to młodzieżówka, to bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Zwykle patrzę z dystansem na tego typu książki, tym razem się skusiłam i uważam, że dobrze zrobiłam. Jest to lekko napisana książka, a jednocześnie nie ma w niej nudy, pojawiają się ciekawe zwroty akcji. A to jeszcze nie koniec, bo już wkrótce poznamy dalsze losy bohaterów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-05-2017 o godz 15:50 Layla A. dodał recenzję:
"Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć." W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą. Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. Czasami to co wprawiają autorzy jest po prostu niemożliwe. Piszą książki, które ktoś czyta, w pewnym momencie okazuję się, że już ją skończył i zostaję w nim taka pustka, która z jednej strony jest idiotyczna, bo tak bardzo ta osoba zżyła się z bohaterami, a z drugiej strony dla czytelników to jest tak normalna rzecz. Z dzieł Kirsty Moseley udało mi się do tej pory przeczytać tylko "Chłopak, który chciał zacząć od nowa" , i była to dobra pozycja, z którą mile spędziłam swój wolny czas, dlatego chętnie sięgnęłam po jej kolejną nową powieść, która zarazem miała bardzo ciekawy opis. Nie sądziłam jednak, że będzie to książką, która mnie tak poruszy. Główną bohaterką całej powieści jest Annabelle, bardziej znana jako Anna, która miała w swoim życiu wszystko o czym każdy by marzył. Kochających rodziców, urodę, pieniądze i cudownego faceta, który ją kocha na zabój. Zbliżają się szesnaste urodziny Anny, jednak dla niej nie jest to ta słodka szesnastka, ten dzień będzie ją prześladował do końca życia. W ten dzień traci wszystko osobowość, godność, dumę i swoją miłość. Patrzenie na śmierć swojego chłopaka, to nie najgorsza rzecz w jej życiu, chociaż z pewnego punktu widzenia jednak jest. Dziewczyna jest przetrzymywana przez dilera narkotyków cały rok, póki policja podczas przeszukiwania jego domu nie znajduję ją, złamaną, zniszczoną. Powrót do domu jednak nie sprawia, że dziewczyna wraca do swojego życia, wszystkie wspomnienia prześladują ją jak małe igiełki, które cały czas kują. Anna jest słaba psychicznie, nikomu nie ufa, zatapia swoje smutki w alkoholu, kilkakrotnie próbuje popełnić samobójstwo w tej jednej dzień, który zniszczył jej życie. Nie jest to ta sama osoba, którą była wcześniej. Trzy lata później dziewczynie zostaję przydzielony nowy ochroniarz Ashton, mężczyzna zakończył właśnie naukę w SWAT i czekał na jakiś przydział, nie spodziewał się, że będzie musiał robić za niańkę, jednak kiedy pierwszy raz zobaczył Anne, wiedział już, że chcę ją chronić. " Tak długo, jak będę mógł tulić ją do siebie każdego dnia,będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. " Sami musicie przyznać, że autorka wykreowała całkiem niebanalne postacie i ciekawą fabułę. Uwielbiam Anne, która na początku jest istną suką, nie ufa nikomu, a od dotyku innej osoby czuję obrzydzenie i strach, dziewczyna jest osobą, która wiele przeżyła i widać to po tym w jaki sposób się zachowuję, jednak od momentu kiedy Ashton jest u jej boku, coś się zmienia, dotyk nie sprawia jej tyle trudności a sen w końcu może stać się przyjemny. Ashton, Ashton, Ashton ! Na początku spodziewałam się całkowicie innej postaci, w końcu do jednostki SWAT nie zgłasza się każdy napotkany mężczyzna, spodziewał się kogoś groźnego, faceta, który myśli o dziewczynie jako przedmiot, który większość czasu spędza na siłowni i nie potrafi się kimś opiekować z sercem. Ale Ashton to całkowicie inny bohater, opiekuńczy a zarazem twardy, przystojny ale nie uganiający się za wszystkimi dziewczynami, myślę, że jest to postać, której nie sposób nie polubić. Książki New Adult są bardzo popularne i jest ich bardzo wiele, dlatego musimy się nastawić, że nie będzie to nic odkrywczego, bardziej coś na jeden wieczór. Kristin Moseley pokazała nam, że książki tego gatunku również mogą zapaść w pamięci i można wymyślić coś nowego. Nic do stracenia. Początek to książka o przeszłości, a dokładniej z radzeniem sobie z przeszłością, z pokonaniem własnych słabości, pokonanie leków i pokazanie, że jesteśmy silniejsi od tych, którzy nas zranili. Powieść jest bardzo intrygująca i poruszająca, przeżywamy wszystko z bohaterami i chcemy więcej, z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów. Mimo to brakowało mi tego końcowego bum, wiem, że już niebawem pojawi się drugi tom, ale mimo to autorka mogła jakość bardziej zaciekawić czytelnika. Mimo że tego nie było, to ja i tak jestem zaciekawiona dalszy biegiem akcji i na pewno po nią sięgnę. http://in-my-different-world.blogspot.com/2017/05/kirsty-moseley-nic-do-stracenia-poczatek.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-05-2017 o godz 10:53 zksiazkawreku dodał recenzję:
http://z-ksiazka-w-reku.blogspot.com/ Kirsty Moseley to autorka książki, o której dość niedawno było bardzo głośno. Mam tutaj na myśli bestsellerową książkę pt. „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”. Ja niestety tej pozycji nie czytałam, ale dość niedawno w moje ręce trafiła najnowsza książka tej autorki - „Nic do stracenia. Początek”. Główną bohaterką książki jest Anna Spencer. Poznajemy ją w dniu jej szesnastych urodzin, kiedy to przychodzi do klubu na imprezę ze swoim chłopakiem. Niestety są to najgorsze urodziny w jej życiu. Podczas świętowania zaczyna zaczepiać ją Carter Thomas - handlarz broni i narkotyków. Życie dziewczyny zamienia się w piekło. Zeznania dziewczyny pomagają jednak w skazaniu Cartera, ale ten nadal wysyła jej listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, jest w stanie zrobić wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo swojej córce, zwłaszcza, że ta wybiera się na studia, z dala od domu. Ochroną Anny zajmuje się przystojny komandos - Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać jakichkolwiek, nawet najmniejszych podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. W swojej pracy odznacza się cierpliwością i troską. Pomaga swojej „klientce” pokonać koszmary i zapomnieć o przeszłości. Anna z czasem zaczyna czuć się bezpiecznie i w końcu zaczyna prawdziwie żyć, a nie tylko egzystować. Jednak udawanie zakochanych powoli przestaje być grą... Muszę przyznać, że książka już od pierwszego rozdziału przypadła mi do gustu. Autorka od razu rzuca nas na głęboką wodę i przedstawia makabryczne wydarzenia z urodzin Anny. Sprawia to, że od książki, już od samego początku, trudno się oderwać. Fabuła powieści jest dość ciekawa i intrygująca. Kirsty Moseley w niezwykły sposób przekazuje nam wszystkie emocje, jakie towarzyszą bohaterom. Cierpimy, rozpaczamy oraz cieszymy się razem z nimi. Po prostu czujemy to, co oni czują w danej sytuacji. Ale muszę przyznać, że książka jest pełna cierpienia. Sprawia to, że to właśnie te smutne emocje towarzyszą nam przez większość książki. Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów, a raczej to, jaki mają wpływ na siebie. Anna, zanim poznała Ashtona, była dziewczyną bez życia. Wszystkiego i każdego się bała. Każde, choćby najmniejsze zbliżenie innej osoby sprawiało, że dziewczyna trzęsła się ze strachu. Nie mówiąc już o koszmarach, które dręczyły ją każdej nocy. Wraz z lekturą książki bohaterka przechodzi przemianę, wychodzi z traumy a my jesteśmy tego świadkami, obserwujemy każdy etap jej zmian psychologicznych. Jednak, pomimo tak znaczących zalet, moim zdaniem książka ma też swoje wady. Po pierwsze, jak już wspomniałam, powieść od samego wciąga a akcja jest bardzo dynamiczna. Niestety, tak jest tylko na początku. Z biegiem stron akcja jest coraz bardziej powolna. W momencie, po około 3/4 lektury, zazwyczaj w każdej książce następuje jakich zwrot akcji a emocje sięgają zenitu. W tej powieści tak nie było... Lektura niczym mnie nie zaskoczyła, nie trzymała w napięciu w swojej końcowej fazie. Zakończenie również jest dość oczywiste. Drugą wadą jest fakt, iż w „Nic do stracenie” każdy facet (oprócz Cartera) był opisany jako ideał. Nieziemsko przystojny, z posturą i urodą światowej klasy modela. Moim zdaniem odebrało to książce trochę autentyzmu, bo nie ukrywajmy się, po naszej planecie nie chodzą tylko tacy idealni mężczyźni. Pomimo kilku wad oceniam książkę dość pozytywnie. Uważam, że warto ją przeczytać przede wszystkim ze względu na emocje, jakie towarzyszą podczas lektury oraz psychologiczną kreację głównej bohaterki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-05-2017 o godz 11:47 Kaśka Dudek dodał recenzję:
Nic do stracenia. Początek zaczyna się bardzo tragicznie. Annabelle (Anna) Spencer obchodzi swoje 16 urodziny w klubie wraz ze swoim chłopakiem. Niestety wieczór, na który tak bardzo długo czekała i planowała, szybko się kończy. W klubie Anna wpada w oko Carterowi Thomasowi – handlarzowi narkotyków i broni – a niewinna zabawa przeradza się w niebezpieczną grę. Carter domaga się tańca od Anny, kiedy ta odmawia, zbiry Cartera zaczynają bić, chłopaka Anny, Jack’a. Dziewczyna z obawy o swojego chłopaka, w końcu godzi się na jeden taniec z Carterem. Ostatecznie nie kończy się na jednym tańcu, a Carter staje się coraz bardziej nachalny, Anna zaczyna domagać się, żeby już zostawił ją i Jack’a w spokoju. Później wszystko rozgrywa się bardzo szybko. Carter i jego zbiry wyciąganą Annę i Jack’a na schody ewakuacyjne. Zaczynają okładać chłopaka razami, łamią go. Kiedy Anna zaczyna się wyrywać i błagać o litość, obiecywać, że zrobi wszystko, tylko, żeby już przestali znęcać się nad biednych chłopakiem – ludzie Cartera wyrzucają Jack’a z trzeciego piętra, chłopak ginie na miejscu. Czas się zatrzymuje, Anna w jednej chwili postanawia skoczyć za Jack’iem – na jej nieszczęście Carter w ostatniej chwili łapie Annę. Carter zabiera Annę ze sobą. Więzi ją znęcając się nad nią psychicznie, fizycznie i seksualnie. W końcu po 10 miesiącach katorgi Anna zostaje uwolniona, a dzięki jej zeznaniom Carter trafia za kratki. Niestety po tej traumie Annabelle nie jest już taka sama jak kiedyś. Staje się wycofana, zamknięta w sobie, trzyma wszystkich na dystans, a gdy ktoś próbuje się do niej zanadto zbliżyć zaczyna zachowywać się agresywnie. Jej agresja jest głównym powodem tego, że relegują ją praktycznie z każdej uczelni. Ojciec Annabelle (senator, kandydat na prezydenta USA) oraz jej matka marzą, aby odzyskać dawną Annę, ale po takiej traumie jest to niemożliwe. Już nigdy nic nie będzie takie same. Carter ciągle przesyła do Anny listy miłosne, a do jej rodziny listy z pogróżkami, jednak rodzice decydują się nie informować jej, ani nich, żeby jeszcze bardziej jej nie załamać. Zatrudniają ochronę, ale żaden ochroniarz nie jest w stanie wytrzymać z nią długo. Ochranianie Anny to koszmar – nawet jedne z jej ochroniarzy asekuracyjnych nadaje jej pseudonim „Regan” – imię dziewczynki opętanej przez diabła z filmu Egzorcysta. Anna znowu zostaje wydalona z uczelni. Jej ojcu cudem udaje się załatwić miejsce na nowej uczelni, ale ze względu na to, że przychodzi coraz więcej listów z pogróżkami i nieuchronnie zbliża się rozprawa, w które ma zeznawać Anna, jej ojciec decyduje się na zatrudnienie agenta, który pojedzie razem z nią i będzie udawał jej chłopaka. Wybór pada na komandosa, Ashtona Taylora. Oczywiście, Anna uznaje za punkt honoru, że pozbędzie się go tak szybko jak innych, jednak Ashton nie daje za wygraną. Nie odstępuje Anny na krok, próbując sprawić, żeby przezwyciężyła dręczące ją koszmary i zapomniała o tragicznej przeszłości. Anna, ku swojemu, zaskoczeniu, dopuszcza Ashtona bliżej. Zaczyna się czuć przy nim bezpieczniej, a z czasem udawanie zakochanych powoli przestaje być udawaniem. Nic do stracenia. Początek to nie tylko zwykłe romansidło. Oprócz romansu, znajdziemy tutaj odrobinę sensacji oraz psychologii. Książka pokazuje co czują ofiary maltretowane przez swoich oprawców. Co dzieję się w ich głowach, jak postrzegają świat, jak zmienia się ich psychika, jak się łamią, a później jeśli uda im się odzyskać wolność, jakoś próbują trzymać się życia choć to też, potrafi być koszmarem. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Kirsty Moseley zbudowała postacie tak realistycznie. Pokazuje, że miłość nie zawsze jest łatwa, w szczególności z taką osobą, która przeszła to co Anna. Jednak cierpliwość, czułość, zaangażowanie i troska Ashtona, pokazują że można wszystko przezwyciężyć, chociaż droga będzie długa i kręta. Nic do stracenia. Początek trzyma w napięciu od początku do końca. Przewracałam strony z taką ekscytacją, aż nie mogłam jej odłożyć czytając przez pół nocy. Książka jest dla mnie przecudownym zaskoczeniem i żałuję, że odkryłam ją dopiero teraz. Mimo, że poruszana tematyka nie należy do najłatwiejszych, to jest napisana tak lekkim piórem, że czyta się ją bardzo przyjemnie. Od tego momentu Kirsty Moseley trafia do grona moich ulubionych autorek i mam nadzieję, że kontynuacja Nic do stracenia. Wreszcie wolni utrzyma poziom, albo będzie jeszcze lepsza. Oby tak było 🙂
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-05-2017 o godz 21:23 Estrella dodał recenzję:
To miał być wyjątkowy dzień. W dzień swoich szesnastych urodzin Anabelle Spencer postanowiła bawić się w klubie, a potem spędzić wyjątkowy wieczór u boku swojego chłopaka Jacka. Niestety jej marzenie zmieniło się w koszmar, a wszystko za sprawą przypadkowo spotkanego Cartera Thomasa- handlarza broni i narkotyków. Carter na oczach Anny zabija Jack, a dziewczynę porywa. Po 10 miesiącach piekła, jakie Anna przeżyła w domu Cartera, nadeszła pomoc. Jednak dziewczyna nie jest już tą samą osobą. Miesiące spędzone w piekle zupełnie ją odmieniły. Stała się nieszczęśliwą, zimną suką. Każdej nocy budzi się z krzykiem a nawet najmniejszy dotyk fizyczny sprawia jej ból. Carter złamał jej ducha. Jednak to nie koniec. Carter nadal interesuje się Anną i wydaje się, że nic go nie powstrzyma, aby ją odzyskać. Co tydzień wysyła do niej listy, w których wyznaje miłość oraz grozi śmiercią. Niestety Anna nie ma pojęcia o istnieniu owych listów, gdyż prawdę ukrywa przed nią ojciec. Proces Cartera nadal trwa, co oznacza, że dziewczyna nie jest jeszcze bezpieczna. Anna jest trudną osobą i z łatwością zniechęciła do siebie wszystkich przydzielanych jej ochroniarzy. Aczkolwiek wszystko się zmienia, gdy pojawia się Ashton Taylor- młody agent SWAT, który przez osiem miesięcy ma ją chronić oraz udawać jej chłopaka. Ku zaskoczeniu dziewczyny Ashton okazuje się inny, niż jego poprzednicy. Czy chłopakowi uda się przywrócić Annie chęć do życia? Po raz pierwszy miałam okazję zapoznać się z twórczością Kirsty Moseley. Co zachęciło mnie do sięgnięcia po „Nic do stracenia. Początek” ? Po pierwsze zasugerowałam się tym, iż jej powieść „Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno” okazała się absolutnym hitem wśród polskich nastolatek, a po drugie streszczenie na okładce zwiastowało wątek sensacyjny, gdzie główna bohaterka znajdzie się w niebezpieczeństwie. Czy książka spełniła moje oczekiwania? Anna jest oziębła, zamknięta w sobie, wredna i zniechęca do siebie ludzi. Za to Ashton jest miły, przystojny, romantyczny a do tego nie miał sobie równych w SWAT. Agent Taylor jest wprost idealny. Niestety dla mnie zbyt idealny. Dlatego mam mieszane uczucia co do tej postaci. Z jednej strony ciężko było go nie polubić, ale z drugiej jest postacią jednowymiarową. W Annie, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, przy Taylorze zachodzi zmiana. Powoli staje się dziewczyną, którą była kilka lat temu. Nie trudno było się domyślić, że między tą dwójką zacznie iskrzyć. Anna stara się uporać z uczuciem do Ashtona, ponieważ nadal kocha Jacka i wstydzi się nowej iskry, która narodziła się w jej sercu. I to rozdarcie jest powodem niezdecydowania Anny, które momentami bywało irytujące. W jednym momencie dziewczyna sama prowokowała Ashtona do bliższego kontaktu, aby zaraz potem go odepchnąć i obwiniać się za śmierć Jacka. Biorąc pod uwagę, iż Anna przez niemal 3 lata konsekwentnie odpychała od siebie rodziców i przyjaciół, jej błyskawiczna zmiana w stosunku do Ashtona wydaje się dość nienaturalna. Po przeczytaniu „Nic do stracenia. Początek” mam mieszane uczucia. Książkę czytało mi się w dobrze. Jest napisana lekkim stylem i z humorem. Główni bohaterowie i ich przekomarzanie się nie raz mnie rozśmieszyły. Pierwszy rozdział książki wbił mnie w fotel. A następne? No cóż. Były takie same i opisywały codzienne życie Anny. Zabrakło mi dramatycznych zwrotów akcji i dynamiki. A wątek Cartera, na który czekałam od samego początku, zniknął gdzieś w tle. Został przyćmiony wątkiem erotycznym. Od powieści Mseley oczekiwałam czegoś więcej niż opisów romantycznych uniesień między bohaterami, których w książce nie brakuje. Niestety nic oprócz tego nie dostałam. „Nic do stracenia. Początek” okazała się dla mnie przeciętną powieścią z gatunku New Adult. Być może młodszym czytelniczkom ta historia przypadnie do gustu, gdyż Moseley to autorka powieści młodzieżowych. www.mowmikate.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-05-2017 o godz 17:28 katherine_parker dodał recenzję:
W dniu jej szesnastych urodzin życie Annabelle Spencer zmieniło się w piekło. Chcąc spełnić marzenie swojej dziewczyny, jej chłopak Jack postanowił zabrać ją do klubu, aby tam w swoje szesnaste urodziny mogła się wyszaleć jak należy. Spotykają tam Cartera - mężczyznę, który postanowił zrobić wszystko, aby Anna stała się jego własnością. W końcu dochodzi do tego, że Jack zostaje brutalnie zamordowany przez towarzyszy Cartera, a Anna staje się ofiarą uprowadzenia. Dziewczyna musiała przejść przez koszmar, by w końcu cudem po trzech latach koszmaru uwolnić się od Cartera. Jednakże dziewczyna już nigdy nie będzie w stanie otrząsnąć się z tego, co on jej zrobił. Będąc córką senatora i przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, dziewczyna musi być pod stałą ochroną, co niestety jej się kompletnie nie podoba. W końcu zostaje jej przydzielony świeżo upieczony komandos SWAT, który ma pełnić rolę jej chłopaka, aby móc w pełni chronić ją podczas nauki z dala od rodzinnego domu. Gdy sięgałam po książkę Nic do stracenia. Początek, byłam do tej pozycji raczej sceptycznie nastawiona. Opis powieści spodobał mi się i to nawet bardzo, jednakże w pamięci nadal wspominałam swoje pierwsze spotkanie z twórczością Kristy Moseley - Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno, bo o tej książce mówię, był przyjemny, jednakże przez liczne przydługie opisy i zwyczajnie nudną fabułę, nie byłam do końca z niej zadowolona. Obawiałam się, że tak samo będzie w przypadku tejże pozycji, a nie chciałam tracić czasu na zagłębianiu się w mocno przeciętną książkę. Bardzo się jednak cieszę, gdy teraz swobodnie mogę powiedzieć, że Kristy Moseley poprawiła się i to nawet bardzo! Nic do stracenia. Początek stała się bowiem jedną z moich ostatnich ulubionych pozycji. Nie pamiętam, czy już o tym wspominałam, ale bardzo lubię książki i filmy, gdzie występuje motyw, w którym główna bohaterka zakochuje się w swoim ochroniarzu - tych pierwszych czytałam niestety mało, nad czym bardzo ubolewam, dlatego ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się, o czym ma być fabuła nowej powieści Kristy Moseley. Z początkiem książki nie miałam najmniejszego problemu, a gdy z każdą kolejną stroną zaczytywałam się bardziej w całą fabułę wiedziała, że tym razem trafiłam w samą dziesiątkę. Główną bohaterką tej pozycji jest niejaka Anna, która jak dowiadujemy się na samym początku książki, została uprowadzona przez całkowicie przypadkowego faceta, wcześniej będą zmuszoną do oglądania śmierci ukochanego. Z wielkim zadziwieniem oraz rozpaczą czytałam o tym, jak całkowicie niewinny wypad do klubu stał się początkiem najgorszego koszmaru Anny. Cieszę się, że autorka postanowiła przedstawić nam na samym początku książki, co spotkało główną bohaterkę (chociaż tak w bardzo dużym skrócie), gdyż dzięki temu lepiej jest nam się wdrożyć w całą sytuację oraz zrozumieć Annę, niż jak byśmy mieli się dowiadywać tylko z jakichś wspomnień. Z początku wydawało mi się też, że chyba nie polubię się z tą bohaterką - rozumiałam, że to przez co przeszła bardzo ją zmieniło, jednakże nie potrafiłam jej rozgryźć. Zaczęłam jednak obserwować zmianę, jaka zaczęła w niej zachodzić, gdy do jej życia wkroczył Ashton, przez co bardzo szybko stała się w końcu moją ulubienicą. Strasznie spodobał mi się jej humor oraz zadziorność i życzyłam jej, aby w końcu pozwoliła sobie zaufać innym. Pod koniec książki zmiana jej zachowania w porównaniu z tym, co było na początku była diametralna i czasem wierzyć mi się nie chciało, że czytam o tej samej osobie, co na samym początku powieści. Moim kolejnym męskim książkowym faworytem stał się również (co za zaskoczenie) właśnie Ashton. Pokochałam go już od pierwszej wzmianki o nim, a z każdą kolejną stroną zakochiwałam się w nim coraz bardziej. Przede wszystkim podobało mi się jednak to, jak działa on na Annę, jak potrafi wydobyć z niej to co najlepsze i kibicowałam mu przez cały czas. Już od początku wiedziałam, że tą dwójkę coś połączy i liczyłam, że wszystko potoczy się w dobrym kierunku. Bardzo polubiłam także Nate'a - przyjaciela Ashtona i mam wielką nadzieję, że w kolejnym tomie będzie go o wiele wiele więcej. W książce podobało mi się chyba dosłownie wszystko - skończyłam czytać ją dosłownie przed chwilą i jak na razie nie umiem znaleźć w niej niczego, co by mnie choć trochę denerwowało. Cieszę się, że autorce udało się napisać coś takiego i że jej styl zdecydowanie poprawił się od mojego pierwszego spotkania z nią. Jedyne, czym jestem troszeczkę zawiedziona to to, że nie pociągnęła ona aż tak mocno wątku Cartera i przeszłości Anny. Owszem, co chwilę praktycznie jest jakieś nawiązanie do tego bohatera, jednakże spodziewałam się, że w którejś części powieści będziemy mieli z nim po prostu coś do czynienia. Wydaje mi się, że autorka chyba zachowała to wszystko na kolejną część serii - a przynajmniej taką mam nadzieję. Jednakże bez tego książkę też śmiało mogę uznać za na prawdę dobrą. Podsumowując więc, jestem na prawdę bardzo pozytywnie zaskoczona po moim drugim sp
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-05-2017 o godz 15:58 iza dodał recenzję:
Budzimy się każdego dnia, czekamy co on nam przyniesie. Lecz czasem są dni, że lepiej byłoby je przespać, przeleżeć...nie przeżyć ich. Chłopak Anny w jej szesnaste urodziny spełnia jej życzenie - zabiera ją do klubu na imprezę i choć nie są pełnoletni mają podrobione dowody. W klubie natrafiają na Cartera, który zmienia życie Anny w piekło. Najpierw morduje jej chłopaka, a później więzi ją przez kilka miesięcy niszcząc jej dycha walki poprzez bicie i wymuszanie różnych rzeczy. Gdy Anna odzyskuje wolność nie jest już sobą, jest złamana. Carter choć jest w więzieniu nadal jej grozi, dlatego ojciec nastolatki ciągle wynajmuje ochroniarzy, którzy niestety szybko rezygnują...Kolejnym ochroniarzem ma być Ashton - młody agent, który właśnie skończył szkolenie. Przez kilka miesięcy ma udawać chłopaka Anny. Czy Anna będzie potrafiła zaufać Ashtonowi? "Nic do stracenia. Początek" to typowy romans dla nastolatków z domieszką tragicznej przeszłości. I tak jak jest zaznaczone w tytule słowo "początek" tak trzeba traktować tę powieść. Utwór ma ponad czterysta stron i przeważająca ich ilość skupia się na Annie i Ashtonie, na ich wspólnych, początkowych relacjach. Fabuła jest dokładna, autorka bardzo szczegółowo opisuje dni jakie bohaterowie spędzają ze sobą. Tylko chwilami odrobinę przesuwa wydarzenia do przodu. Jeśli chodzi o Anne i Ashtona ich kreacja średnio mi się podoba. Anna na za sobą trudne lata, jest zamknięta w sobie - niestety to złamanie jest widoczne jedynie w początkowym rozdziale. Później bohaterka jest zafascynowana i pełna pożądania względem Ashtona. Natomiast bohater męski jest ideałem w każdym calu. Przystojny, cierpliwy, opiekuńczy...nic dodać nic ująć. Anna często mnie irytowała. Twórczyni natomiast dobrze obrysowała tych kilka fragmentów, które dotyczyły uwięzienia Anny - aż miałam trudności z wyobrażeniem sobie takiego okrucieństwa. Plusem jest, że w treści nie mam nadmiaru scen łóżkowych. Autorka zrobiła tylko zarys, a z resztą czytelnik musi sam sobie poradzić. Niestety nie mogę wiele powiedzieć na temat powieści. Fabuła choć nie jest zła to jednak nie bardzo mnie zachwyciła. Czego mi zabrakło? Przede wszystkim dynamicznej akcji - wydarzenia kręcą się w kółko. Zabrakło mi też dłuższego wprowadzenia do romansu bohaterów - trzy dni i spędzili ze sobą noc, a gdzie iskrzenie?. Zabrakło mi też większej ilości dramatów, komplikacji, czegokolwiek co które pobudziło by do życia emocje, niepewność czy adrenalinę. Czytanie powieści było szybkie, gdyż literata pisze prosto, nie przytłacza opisami. Tworzy "fajnych" pobocznych bohaterów, ale nie poświęca im wiele uwagi. Pisarka tworzy także z humorem, więc czytanie nie jest przytłaczające. W moim odczuciu Moseley pisze bardzo schematycznie, bohaterowie jej powieści są bardzo do siebie podobni... i to niestety nie jest na plus. Literska zastosowała dwutorową narrację, z przewagą na Anne dzięki temu miałam wgląd w uczucia obojga postaci. "Nic do stracenia. Początek" to prosta powieść bez wielkich dramatów, bohaterowie są wyidealizowani, a romans trochę dziwny. Powieść mnie nie zachwyciła, ale szybko ją przeczytałam. Jeśli twórczość autorka przypadła Wam już do gustu to i ten utwór będzie na plus, jeśli nie polubiliście sposobu w jaki tworzy Moseley, to raczej treść będzie na minus. Powieść bardziej przypadnie do gustu młodym czytelnikom - tak czuje w kościach.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-05-2017 o godz 23:15 Natalia Dzięgiel dodał recenzję:
„Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” mnie zawiódł, jak wiecie liczyłam na coś więcej. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” spodobał mi się, choć nie było to nic zaskakującego. „Nic do stracenia” podbiło moje serce. Z tą autorką mam bardzo mieszaną relację. Jedną jej książkę lubiłam, jedną nie za bardzo. Mimo wszystko ta, o której dziś powiem jest lekturą godną uwagi. Jeśli ciekawi Was co mi się w niej spodobało, zapraszam do przeczytania mojej opinii. Anna Spencer zażyczyła sobie, aby w swoje szesnaste urodziny wybrać się do klubu. Zabrał ją tam jej chłopak Jack. Kiedy jednak wchodzą do huczącego pomieszczenia na wiele miesięcy życie Anny zamienia się w piekło, którego sprawcą jest Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków. Dziewczyna zostaje odnaleziona, a dzięki jej zeznaniom Carter trafia do więzienia, lecz ciągle przysyła listy z pogróżkami. Ojcem Anny jest wpływowy senator, najprawdopodobniej przyszły prezydent zrobi wszystko, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Dlatego zatrudnia do ochrony swojej córki przystojnego komandosa, najlepszego ucznia na swoim roku Ashtona Taylora. Jako, że chłopak ma być w każdym miejscu, gdzie znajduje się Anna w razie pytań ma udawać jej chłopaka. Ashton stara się przegonić koszmary, które ciągle dręczą dziewczynę i pomaga jej zacząć wszystko od nowa. Udawanie zakochanych powoli przestaje mieć charakter przykrywki. W najbliższym czasie ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter, dzięki niedokładnym dowodom, może wyjść na wolność. Sekretem tego, że historia Ashtona i Anny tak bardzo mi się spodobała był fakt, że nie miałam co do tej książki żadnych oczekiwań. Znałam już tę autorkę z dwóch poprzednich książek i po prostu nie nastawiałam się na nie wiadomo jakie wow, fajerwerki i te sprawy. Rzeczywiście fajerwerków nie było. Historia tych dwojga to opowieść, która jest słodka jak cukierek, jednak posiada gorzki smak przeszłości. Ashton, mimo że też nie miał zbyt ciekawej przeszłości nie przeżył tylu koszmarów co Anna. Książka czasem tą słodkością doprowadzała mnie do irytacji, nie ze względu na to, że było tej słodkości za dużo, a dlatego, że wiedziałam, iż coś takiego w prawdziwym życiu jest nierealne. Bardzo polubiłam Ashtona i choć w wielu przypadkach wściekałam się na Annę starałam się ją zrozumieć. Akcja nie jest napięta i nie mamy tu zwrotów akcji, jakich przypuszczalnie można się spodziewać czytając opis. Ta część skupia się głównie na relacji dwójki głównych bohaterów oraz stanie umysłowym Anny, jej radzeniu sobie z tym co zaszło, jej przemiana. Każda rzecz robiona przez Ashtona była robiona dla Anny, aby jej pomóc, aby ją rozśmieszyć, aby zapomniała. Dziewczyna drobnymi kroczkami stara się wyjść z cienia i wreszcie zacząć żyć. Niesamowicie bawiłam się przy tej powieści podczas wielu, naprawdę bardzo zabawnych dialogów. Moja mama myślała już po pewnym czasie, że coś jest ze mną nie tak, ponieważ wybuchałam śmiechem co po chwila. Zrobiłam ten błąd i zabrałam tę książkę do autobusu, a nawet ciche parskanie było odbierane przez otoczenie jako postradanie zmysłów. Zdecydowanie uważam, że jest to najlepsza książka Kirsty Moseley, nie mogę się już doczekać kolejnego tomu, czyli zakończenia tej duologii. Coś czuję, że tam dopiero będzie się działo. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do przeczytania tej powieści i dodam jeszcze tyle, że sięgając po tę pozycję pamiętajcie: zero wymagań.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-05-2017 o godz 20:31 dobra.ksiazka dodał recenzję:
Szesnastoletnia Annabelle Spencer jest piękną dziewczyną, której nic nie brakuje. Ma bardzo bogatych i wpływowych rodziców oraz Jacka, który jest miłością jej życia. Wszystkie jej plany i marzenia legną w gruzach w dniu urodzin, kiedy to ginie jej chłopak, a ona sama zostaje uprowadzona przez handlarza narkotykami, niejakiego Cartera. Dziewczyna przez wiele miesięcy jest zdana na jego łaskę. Bicie i wykorzystywanie seksualne złamało ją psychicznie i gdy policja wreszcie ją odnalazła już nie była tą samą osobą. Głębokie rany zadane jej duszy i ciału nie chcą się zagoić, nie pomaga również fakt, że oprawca trafił do więzienia. Anna stała się oziębłą osobą, która z trudem znosi obecność innych ludzi, nie mówiąc już o dotyku. Wydawałoby się, że skoro Thomas jest za kratkami, jej koszmar skończył się, jednak senator coraz częściej przechwytuje listy wysyłane do jego córki przez Cartera. Są to pogróżki bądź liściki miłosne, dlatego stara się zapewnić swojemu dziecku jak najlepszą ochronę. Tym oto sposobem młody i utalentowany Ashton Taylor zostaje jej osobistym ochroniarzem, który ma stać na jej straży. Zabierając się za tę książkę spodziewałam się lekkiej i przyjemnej historii miłosnej oraz gangsterskich fragmentów. Początkowo czytało mi się ją naprawdę dobrze, niezwykle zaintrygowała mnie postać Cartera Thomasa i liczyłam na to, że będzie miał większy udział w tej historii. Kiedy opisywano Annabelle jako bezwzględną i wyrachowaną kobietę pomyślałam, że dawno już takiej bohaterki nie było. Niestety, gdy wreszcie się pojawiła nie przypominała tej osoby, którą poznałam na podstawie słów innych ludzi. Anna okazała się być naiwna, o zmiennych nastrojach, raz głośno się śmieje, by za chwilę wybuchnąć histerycznym płaczem. Nie rozumiałam jej sposobu myślenia, nie pozwala się przytulić rodzicom, a po kilku dniach znajomości lgnie do przystojnego ochroniarza. Średnio mi się podobało jej nieracjonalne zachowanie. Co do Ashtona to nie mam wiele do powiedzenia oprócz tego, że z miejsca zakochał się w swojej podopiecznej i myślał tylko o niej. O ile przez pierwszą połowę powieści całkiem podobała mi się ich relacja, to potem byłam nią zwyczajnie zmęczona. Nie działo się nic innego poza ich zbliżeniami, kłótniami, ckliwymi momentami. Liczyłam na jakieś zwroty akcji i zagrożenie ze strony Cartera, jednak nic takiego nie miało miejsca. Kirsty Moseley pisze w przyjemny sposób, lecz szkoda, że nie wyłamuje się ze swoich schematów i nie próbuje nadać innego przebiegu fabuły. "Nic do stracenia" to niezobowiązująca powieść, którą można spokojnie przeczytać w jeden wieczór. Do gustu zdecydowanie przypadnie miłośniczkom romansów, jednak jak dla mnie nie okazała się zbyt dobra. Brakowało mi w niej akcji, a i kreacja bohaterów mogła by być lepsza.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-05-2017 o godz 20:29 hasacz93 dodał recenzję:
Anna była trochę taką kretynką w opałach, którą musiał uratować książę na białym koniu – albo napakowany komandos ( aka Navy SEAL ). W tym przypadku Ashton. Miałam co do tego mieszane uczucia, chociaż muszę przyznać, że przyjemnie śledziło się rozwój ich uczucia, które nie było takim schematem: dziewczyna potrzebuje ochroniarza -> ojciec załatwia jej wojskowego, młodego i przystojnego -> wilka miłość od pierwszego spojrzenia, okraszona tęczą, jednorożcami, brokatem, słodkościami i wszystkim co doprowadza do mdłości. Na szczęście. Wprawdzie naciąganie brzmiały jej wszystkie spostrzeżenia na temat Ashtona, ale hej. Czego się spodziewać po romansie? Nie spodziewajmy się wielkich, głębokich wyznań, niewinnych pocałunków i zapewnień o miłości po grób. To nie ta kategoria literacka. O ile w ogóle. To ma być rozrywka. Żadnego przekazu. Spokojnie. Dlatego jeśli chcecie coś dla rozerwania się, niewymagającego nadmiernego myślenia – polecam mui mucho.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-05-2017 o godz 21:09 wiktoria dodał recenzję:
Patrzyłam prosto przed siebie, kiedy przełożyłam nogę nad poręczą. Błagam, pozwól umrzeć też i mnie, prosiłam w duchu. Zgłębiamy historię, czyli jej plusy i minusy. ✔ Zacznijmy od wydania tej książki. Okładka nie należy do moich ulubionych, ale też nie mam do niej większych zastrzeżeń oprócz tych twarzy. Nie rozumiem tej ostatniej mody związanej z ludźmi na okładkach. Nie przemawia to do mnie. Jednak ogromnym plusem jest dość spora czcionka oraz podzielenie historii na rozdziały. Tutaj pojawią się też różne perspektywy, zawsze jest napisane, kto ją prowadzi, co na początku bardzo się przydaje. W ogólnym rozrachunku książka pod względem wyglądu przedstawia się całkiem dobrze. ✔ Pomysł na historię nie jest oryginalny ponieważ jest wiele podobnych książek z tego gatunku. Jednak w trakcie czytania spotkałam się z elementami, wydarzeniami, dzięki którym ta historia wyróżnia się i nie jest tak bardzo przewidywalna. Wszystko zaczyna się od zamordowania Jacka na oczach Anny, następnie Carter (zabójca) przez 10 miesięcy przytrzymuję ją, gwałci, poniża psychicznie i fizycznie. Po tych traumatycznych wydarzeniach bohaterka zamyka się w sobie i zmaga się z dystansem jaki powstał między nią, a jej bliskimi. Jak po takich wydarzeniach Anna może wrócić do normalności, kiedy sprawca tego wszystkiego czuje się bezkarnie? ✔✘ Jedną z głównych postaci jest Anna, niestety nie jestem do końca pewna co o niej myślę. Miałam wrażenie jakby była osobą chorą na dwubiegunowość. Raz wesoła, pełna życia, gotowa na przygody z niesamowitym poczuciem humoru i nie mija parę minut czar pryska. Przypomina sobie co się wydarzyło i obwinia się za szczęście w jej życiu ponieważ skoro nie ma już Jacka, nie może być szczęśliwa. Częściej pojawia się jej gorsza wersja i może na początku jej współczułam i zastanawiałam się nad przyczynami tego wszystkiego. To jednak po pewnym czasie stwierdziłam, że to nie ma sensu. Mam wrażenie, że szukała szczęścia by potem mieć się za co obwiniać. Mimo tych jej humorów, bardzo polubiłam tą pozytywną Anne i jestem ciekawa czy w następnym tomie pokaże jeszcze jakąś nową twarz. ✔ Głównego bohatera męskiego odgrywa w tej historii przystojny i zabawny komandos Ashton. Trudno mi jest napisać jak bardzo podoba mi się ta postać. Uwielbiam rozdziały z jego perspektywy, chce go więcej w kolejnych tomach i chętnie zamienię się miejscem z Anną, ja będę dla niego o wiele lepsza. 😉 Ale już tak bardziej na poważnie to Ashton rekompensował mi wszystkie humory naszej bohaterki i niesamowicie wyjątkowo czułam się spędzając z nim czas jako Anna. Jest bardzo ciepłą, troskliwą osobą z ciekawym poczuciem humoru. Podobało mi się też jego podejście do życia, zawsze starał się czerpać garściami każdą chwilę. Podziwiam go za jego energię, no po prostu taki ideał, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Autorka nie przesadziła, jeśli chodzi o niego. ✔ Reszta bohaterów wzbudziła we mnie raczej pozytywne emocje. Carter jest ciekawie wykreowany, mimo że nie pojawia się fizycznie oprócz krótkiej wzmianki na początku, to potrafiłam go sobie wyobrazić. Rodzice Anny, którym bardzo współczułam. Przeżyli utratę córki, a jak już ją odnaleźli to ona po takiej traumie nawet ich nie dotykała. To było dość skomplikowane. Ale pojawiają się też bardzo pozytywne postaci jak chociażby przyjaciele Ashtona, których pokochałam. O nich na pewno długo będę pamiętać. ✔ Mimo że czytałam inną książkę tej autorki to mam wrażenie, że tutaj język jest już bardziej dojrzały i wypracowany. Podobała mi się płynność i łatwość w prowadzeniu dialogów oraz spójne łączenie się wydarzeń. Jest to na pewno jedna z tych książek, której jak tylko zacznę czytanie to siedzę, aż nie skończę. ✘ Niestety brakuję mi w tej książce zakończenia. Liczyłam na jakieś bójki, wyścigi, a dostałam co zupełnie przeciwnego. Ale i tak z niecierpliwością będę czekała na kontynuację. Podsumowując książkę bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Jednak na pewno cała historia nie zostanie wam w pamięci na długo. Nie zżyłam się szczególnie z główną bohaterką, za to pokochałam postać męską. W całej historii pojawiają się pewne wydarzenia, które niesamowicie mi się podobały i na pewno długo będę je wspominać. Polecam ją szczególnie osobą, które przepadają za literaturą obyczajową i lubią przystojnych, zabawnych bohaterów męskich.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-05-2017 o godz 14:40 Królewskie Recenzje dodał recenzję:
Anna, w swe szesnaste urodziny bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór kończy się wraz z poznaniem Cartera, handlarza narkotyków i broni. Mężczyzna zabija chłopaka na oczach Anny, a ją samą zabiera ze sobą i zmienia jej życie w piekło. Więzi ją, gwałcie, bije, znęca się psychicznie. Dziewczyna zostaje znaleziona przez przypadek po dziesięciu miesiącach, a Carter uwięziony, jednak wciąż wysyła do niej listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator, pragnie zapewnić jej bezpieczeństwo. Dlatego zatrudnia dla niej ochroniarzy. Dziewczyna jednak skutecznie odstrasza wszystkich w rekordowym czasie... Anna, po wszystkich tych wydarzeniach, bardzo zamknęła się w sobie. Nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią Jacka, nie ufa nikomu, nie pozawala sobie na żadne zbliżenia, odtrąca rodziców, a żaden ochroniarz nie wytrzymał dłużej niż trzy miesiące. Teraz przyszła kolej na komandosa Ashtona Taylora, w którym wszyscy pokładają swoje nadzieje. Ashton ma pracować w ukryciu, udając chłopaka Anny. Dziewczyna jednak stwierdza, że nie wytrzyma on dłużej niż jego poprzednicy. Pomimo tego, mur, który zbudowała wokół siebie, jakby opadł i Ashton ma okazję się do niej zbliżyć. Niebawem wyjeżdżają na studia i całe to udawanie związku przestaje być trochę takie udawane i zaczyna przeradzać się w coś prawdziwego, jednak nie bez oporu... Jestem po ogromnym wrażeniem. Już teraz żałuję, że to dopiero moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i już wiem, że nie będzie ono ostatnie. Nic Do Stracenia to bardzo porywająca książka. Już od pierwszych stron nie mogłam się od niej oderwać i do końca, z zapartym tchem, śledziłam losy Anny i Ashtona. Autorka fenomenalnie wykreowała bohaterów, są rzeczywiści, oryginalni i niezwykli. Cudownie również wykreowała trudny wątek miłosny, chociaż początkowo, wydawał się troszkę naciągany i nierzeczywisty. Dodatkowo we wszystko wplotła elementy erotyki, a w tle kryminał, co nadało całej historii pikanterii. W całości powieść prezentuje się nieziemsko. Z niecierpliwością czekam na kontynuację.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-05-2017 o godz 14:19 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Anna Spencer spędza swoje szesnaste urodziny ze swoim chłopakiem w klubie. Wieczór, który miał być najlepszym w jej życiu, zmienia się w koszmar za sprawą spotkanego przypadkiem Cartera Thomasa. Ten jeden wieczór zmieni kolejne kilka lat życia Anny. Carter zostaje skazany na karę więzienia, a wpływowy ojciec dziewczyny robi wszystko, aby zapewnić córce bezpieczeństwo. Zatrudnia agenta Ashtona Taylora, który ma za zadanie zająć się ochroną Anny. Ma on przez pewien czas udawać jej chłopaka, aby nie wzbudzać podejrzeń. Ashton stara się pomóc Annie pokonać dręczące ją wspomnienia, a po pewnym czasie jego obecność zaczyna sprawiać dziewczynie radość. Udawanie zakochanych wkrótce przestaje być grą. Wkrótce ma się odbyć rozprawa apelacyjna, a Carter może wyjść na wolność. Bezpieczeństwo Anny niedługo może znów zostać zagrożone. Aby jak najlepiej móc przedstawić Wam moje odczucia, powiem, że banalne historie miłosne nigdy mnie nie ruszały. Wszystkie powieści tego typu były dla mnie jak niezwykle nudna armia klonów - wszystkie takie same, niczym się od siebie nieróżniące. Od czasu do czasu zdarzał się wyjątek wyłamujący się ze schematu, jak choćby Hopeless Colleen Hoover lub seria After Anny Todd, które trafiały do mojego serca, ale generalnie zawsze stroniłam od romansów gatunku New Adult. Niestety, Nic do stracenia w bardzo dosadny sposób przypomniało mi, dlaczego ich unikałam. Myślę, że moglibyście wykreować sobie pierwszy ogólny zarys tej książki, gdybym zdradziła Wam, ile czasu minęło od pierwszego spotkania głównych bohaterów do ich pierwszego pocałunku, a ile do momentu, w którym trafili do łóżka. Nie chcę oczywiście spojlerować, ale uwierzcie, że był to okres krótszy niż... na przykład czas trwania tegorocznych Warszawskich Targów Książki. W dodatku już pierwszego dnia znajomości możemy zobaczyć naszych głównych bohaterów w sytuacji zbliżenia, oczywiście bez żadnego konkretnego sprzeciwu z żadnej ze stron. W tym momencie nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, bo proporcja czasu znajomości Ashtona i Anny do intensywności rozwoju ich związku była po prostu… absurdalna. Nie wiem, czy tylko ja dostaję szału na widok takiej głupoty? Jest to zaledwie szczyt góry idiotyzmu tej powieści. Nasz agent Ashton Taylor najwyraźniej nie wie, co należy do jego obowiązków, a co nie, i od samego początku nieustannie biega za Anną jak mały piesek za swoją ulubioną właścicielką. Zapewne gdyby mógł, nie pozwalałby nikomu oddychać w jej obecności, bojąc się, że dotrze do niej podmuch cieplejszego powietrza. Anna stała się jego oczkiem w głowie zanim pierwszy raz ją spotkał - już wtedy chciał "zapewniać ją, że wszystko będzie dobrze i wywoływać uśmiech na jej twarzy". Zdaje się, że chłopak obrał sobie na cel zostanie superbohaterem i próbował poskładać do kupy życie Anny, bawiąc się w psychologa, mentora i przyjaciela jednocześnie. Nie potrafię powiedzieć, jak bardzo denerwują mnie postacie takich męskich bohaterów, którzy sądzą, że samą swoją obecnością są zdolni zmienić świat. Oczywiście, gdyby ktokolwiek jeszcze się nie domyślił, Ashton jest też niewiarygodnie przystojny! Co to by było, gdyby bohaterowie tej książki nie byli chodzącymi ideałami! Przechodząc do postaci Anny, wkraczamy na jeszcze wyższy poziom absurdu (przed przeczytaniem tej książki nie sądziłam, że jest to możliwe). Miałam tutaj wrażenie, że autorka chciała na siłę wykreować mroczną postać ze straszną przeszłością, postać, której będziemy współczuć i jej żałować. Jeszcze zanim sama Anna pojawia się w powieści, dowiadujemy się, że skutkiem pamiętnego tragicznego wieczora jej szesnastych urodzin było to, że stała się wredną jędzą, odpychającą wszystkich dookoła. Kiedy jednak Anna zjawia się w akcji książki, wcale nie zachowuje się tak, jak się o niej mówi - wręcz przeciwnie: chichocze bez przerwy jak głupiutka dziewczynka, a ludzi nie traktuje bynajmniej wrogo. Najbardziej frustrujące było dla mnie to, jak w trakcie powieści kilkukrotnie inni bohaterowie znów opisywali Annę, jako podłą dziewczynę bez serca, a ja zadawałam im wciąż pytanie: ,,Gdzie wy to widzicie?". Okropnie irytowało mnie to tworzenie z Anny kogoś głębokiego, kiedy sama w rzeczywistości była bardzo płytka. Kolejną sprawą, która doprowadzała mnie do szału, było to, jak Ashton i Anna zwracali się bezpośrednio do siebie. Otóż w pewnym momencie książki zaczęłam liczyć, ile razy dziewczyna użyła w stosunku do Ashtona zwrotu "przystojniaku" i naliczyłam ponad 30 razy! Kto wie, czy nie używała tego słowa częściej niż jego prawdziwego imienia... Z drugiej strony Ashton nazywał ją "dziewczynką", całkiem jakby była małym dzieckiem, co wydawało mi się dziwaczne. Nie wiem, jakie słowo występuje w oryginale książki, może jest to sprawa niezbyt trafnego tłumaczenia. W każdym razie, w tej powieści jest tak wiele powtórzeń, że ciężko byłoby je zliczyć. I nawet pomijając te zwroty, których używali w stosunku do siebie bohaterowie, znalazłam pełno powtórzeń słów w każdym fragmencie tekstu. Po przeczytani
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-05-2017 o godz 13:22 Katarzyna Żmuda dodał recenzję:
W dniu szesnastych urodzin Anna spotyka w klubie starszego Cartera, który zmienia jej życie na zawsze. Jest to szef gangu, handlarz narkotyków i broni, który zostaje skazany, jednak to nie przeszkadza mu w wysyłaniu dziewczynie listów. Jej rodzina w ramach ochrony zatrudnia komandosa - Ashtona, który, by nie rzucać się w oczy innym, ma udawać jej chłopaka. Niestety kilka miesięcy później ma się odbyć rozprawa, od której zależeć będzie czy Carter zostanie uniewinniony, czy skazany... Kiedy zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach wiedziałam, że muszę ją dorwać w swoje ręce! Kirsty Moseley jest znaną autorką książek dla młodzieży. Jej Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno i Chłopak, który chciał zacząć od nowa zawróciły mi w głowie. Nie trudno ukryć, że Anna jest dziewczyną, która w swym młodym wieku musiała wiele wycierpieć. Z tego powodu zamknęła się w sobie i oddaliła od najbliższych. Nie uśmiecha jej się także spędzanie 24h swojego dnia z ochroniarzem, nawet jeśli jest on nieziemsko przystojny. Jej plan odpędzenia go kończy się niepowodzeniem, gdyż chłopak chce za wszelką cenę zapewnić jej bezpieczeństwo i komfort psychiczny. Jednak czy mu się to uda? Autorka ciekawie rozbudował fabułę, nawet jeśli może się wydawać nieco przewidywalną historyjką. Akcja nie gna, nie ma tu momentów, w których można gryź paznokcie z nerwów. Bohaterowie są oryginalni, każde z własnym bagażem doświadczeń, które przed sobą stopniowo odkrywają. Pani Moseley świetnie potrafi przedstawić daną postać, by nie była płytką i niewartą uwagi osóbką, a ciekawą i taką, którą chce się poznać. Tematy poruszane tu są ważne i pewnie bolesne, jednak niespecjalnie rozwinięte. Może się zrobić przykro, jednak nie sądzę, by można było uronić łzę. Pod tym względem autorka mnie zawiodła, gdyż liczyłam na lepsze rozwinięcie tego pomysłu lub choć takie, o którym za kilka tygodni nie zapomnę. W książce nie brakowało humoru - niejednokrotnie wybuchałam śmiechem ku zdziwieniu obserwujących mnie na daną chwilę osób. Brak bardziej dramatycznych scen Moseley postanowiła nadrobić humorem i to w pewnym stopniu jej się udało. Jedną z irytujących rzeczy było również nieporozumienie między bohaterami. Znaleźli się w sytuacji takiej, a nie innej, jednak gdyby jedno przyznało się drugiemu co do swoich myśli wszystko byłoby o wiele prostsze. I nie byłoby potrzeby ponawiania co kilka stron tych samych rozmyślań... Końcówka mnie nieco zawiodła, jednak ze względu na to, że jest to pierwszy tom mam nadzieję, że drugi okaże się nieco lepszy, mimo, iż domyślam się rozwoju fabuły. Mimo wszystko serdecznie polecam się zapoznać z twórczością autorki. Historia mi się bardzo podobała i cieszę się, że mogłam ją przeczytać. Serdeczne podziękowania ślę autorce za postać Nate'a - przyjaciela Ashtona, który swoimi tekstami rozbawiał mnie do łez. Mam nadzieję, że w drugim tomie pojawi się go jak najwięcej! Oczywiście głównym bohaterom nie mam nic do zarzucenia, jednak Nate to Nate - trzeba przeczytać, żeby zrozumieć, a jak już czytać, to i kochać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-05-2017 o godz 22:55 millawia dodał recenzję:
Annabelle Spencer ma wszystko o czym może marzyć nastolatka – urodę modelki, wpływowych i bogatych rodziców oraz mega przystojnego chłopaka, który zrobił by dla niej wszystko. Jej życie jest starannie zaplanowane – studia, praca, potem ślub z uroczym Jackiem i gromadka szczęśliwych dzieci. Przewrotny los postanawia sobie jednak zadrwić z Anny, więc w dniu szesnastych urodzin stawia na jej drodze Cartera Thomasa – mężczyznę, który na dziesięć miesięcy pozbawi ją wolności, pragnienia życia i szacunku do samej siebie; potwora, który na zawsze odbierze jej ukochanego chłopaka. Anna po miesiącach gehenny zostaje odnaleziona przez policję. Dzięki jej zeznaniom nieuchwytny do tej pory Carter Thomas trafia wreszcie do więzienie. Wydawałoby się, że koszmar się skończył, jednak rany zadane psychice są zbyt głębokie. Piękna i łagodna Anna znika, zastępuje ją ubierająca się w workowane ciuchy agresywna twardzielka, która nie chce się do nikogo zbliżyć i stanowi największy koszmar ochroniarzy mających dbać o jej bezpieczeństwo. Po trzech latach od tragicznych w skutkach urodzin zbliża się termin rozprawy apelacyjnej. Zbliżają się również wybory prezydenckie, w których startuje ojciec głównej bohaterki. Tom Spencer pragnie za wszelką cenę uchronić swą córkę przed wysyłającymi listy z pogróżkami współpracownikami Cartera, dlatego wynajmuje świeżo upieczonego agenta SWAT, by ten ochraniał Annę wcielając się w rolę jej chłopaka. Czy dwudziestojednoletni Ashton Taylor sprosta zadaniu chronienia dziewczyny, która za cel honoru postawiła sobie pozbywanie się kolejnych pracowników ojca? „Nic do stracenia. Początek” to powieści, która miała ogromy potencjał. Początek książki był genialny - bardzo poruszający i trzymający w napięciu. Kirsty Moseley miała rewelacyjny pomysł na fabułę, ale niestety z realizacją poszło już znacznie gorzej. Opis zapowiadał pełną napięcia powieść New Adult utrzymaną w stylu sensacyjnym. Spodziewałam się dużo akcji, niebezpieczeństwa i zapierających dech scen. Dostałam powieść erotyczną, w której wątek sensacyjny stał się jedynie pretekstem do stworzenia historii przepełnionej opisami flirtu i plastycznie przedstawionymi, sugestywnymi scenami seksu. Kirsty Moseley ma fajne pomysły na fabuły swych książek, jednak jej warsztat pisarski nadal pozostawia wiele do życzenia - moim zdaniem Moseley powinna bardzo intensywnie pracować nad swoim stylem. Pisarka po raz kolejny nie umiała wykreować spójnych psychologicznie postaci, zapominała o realizmie i researchu. Trudno dać wiarę, że dziewczyna, która z powodu przeżytej traumy przez trzy lata nie daje się dotknąć nawet rodzicom, bardzo szybka nawiązuje erotyczną relację z ochroniarzem. Ciężko uwierzyć, że młody, niedoświadczony agent SWAT dostaje zadanie ochraniania córki przyszłej głowy państwa. Największe wątpliwości budzi nieprofesjonalna relacja Ashtona z Anną oraz całkowity brak reakcji jego przełożonych, którzy są świadkami namiętnych pocałunków i wzajemnego obłapiania. Naprawdę spodziewałam się zakazanego uczucia, ukrywania się po kątach i wyrzutów sumienia, zamiast tego dostałam mnóstwo gorącego seksu oraz pocałunków na oczach współpracowników. Nie znajdziecie w tej powieści sensacyjnej, pełnej napięcia akcji ani rozbudowanych wątków psychologicznych czy obyczajowych. „Nic do stracenia. Początek” to przede wszystkim podniecający erotyk wyłącznie dla pełnoletniego czytelnika!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-05-2017 o godz 09:20 czytatnik dodał recenzję:
Szesnaste urodziny to ważny dzień w życiu każdej nastolatki. Anna i jej chłopak Jack postanawiają je uczcić pierwszym w swoim życiu wyjściem do klubu. Uroda Anny przyciąga jednak uwagę Cartera, groźnego przestępcy. To zdarzenie zapoczątkowuje prawdziwy koszmar w jaki zmienia się życie Anny. Kiedy po dwóch latach w końcu zostaje odnaleziona w domu swojego prześladowcy, nie jest już tą samą osobą. Ponadto jej kłopoty wcale się nie skończyły. Zeznania, które złożyła przeciwko Carterowi wystarczyły, aby zamknąć go w więzieniu, nie oznacza to jednak, że dziewczyna jest już bezpieczna. Do jej ochrony zostaje przydzielony Ashton Tyler, świeżo upieczony absolwent akademii SWAT. Mają udawać zakochaną parę tak, aby nikt nie zorientował się, że chłopak jest jej ochroniarzem. Powoli Ashton zyskuje zaufanie Anny, przedostając się przez skorupę jej zobojętnienia na wszystko. A to co miało istnieć tylko na papierze, nieśmiało staje się rzeczywistością. Całość recenzji dostępna pod adresem: http://zapach-ksiazek.pl/nic-do-stracenia-poczatek/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-04-2017 o godz 15:58 Kamila Więckowska dodał recenzję:
Kirsty jak zwykle fenomenalnie, polecam książkę wszystkim w szczególności tak jak pisano na dole - przed snem. Rewelacja po prostu rewelacja. Juz nie mogę się doczekać kolejnych książek!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-04-2017 o godz 15:04 Olciak dodał recenzję:
To kolejna książka Kirsty Moseley która mnie oczarowała i jak jej poprzedniczki znalazła się u mnie na liście najlepszych lektur. Polecam szczególnie przed spaniem, na pewno nie będziecie mogli się oderwać i gwarantuje 100% nieprzespaną noc jak to było w moim przypadku. Polecam gorąco jest ona dla każdego kto lubi naprawdę dobrą historię w tym przypadku Anny która w wieku 16 lat była świadkiem zamordowania swojego chłopaka w klubie, a potem została uprowadzona prze gangstera Cartera Thomasa.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-04-2017 o godz 22:18 Aleksandra Wurm dodał recenzję:
Książka idealna do czytania na wieczór. Gwarantuje nieprzespana noc. wyobraźnia działa na wysokim poziomie. Dla każdego kto lubi dobra literaturę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-04-2017 o godz 13:24 singwithme dodał recenzję:
Kirsty Moseley, autorka uwielbianego przez nastolatki „Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno”, powraca z nową powieścią. „Nic do stracenia. Początek” to propozycja dla nieco starszych czytelników. Podzielone na dwa tomy love story opowiada o dziewczynie, która była więziona przez psychopatę. Traumatyczne przeżycia sprawiają, że nie może się odnaleźć w świecie. Wówczas w jej życiu pojawia się przystojny komandos… Główna bohaterka powieści „Nic do stracenia. Początek” to Anna, córka senatora i kandydata na prezydenta USA. W dniu 16. urodzin dziewczyna wybrała się ze swoim chłopakiem Jackiem do klubu. Tam dopadł ich gangster, Carter Thomas. Porwał Annę i przetrzymywał ją przez kilka lat w zamknięciu. Zmaltretowana psychicznie i fizycznie, wydostaje się z jego rąk. Za sprawą jej zeznań okrutny Carter trafia za kratki. Z więzienia wysyła jej jednak listy z pogróżkami. Annie przydzielani są kolejni ochroniarze, jednak żaden nie wytrzymuje z nią zbyt długo. Traumatyczne przeżycia sprawiły bowiem, że Anna zamknęła się w sobie, stała się chłodna i nieufna. Dopiero młodemu komandosowi Ashtonowi Taylorowi, który zostaje przydzielony do jej ochrony, udaje się powoli do niej zbliżyć. Wkrótce Anna ma wyjechać na studia. Ashton, by nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Z pozoru jasny układ zaczyna wymykać im się spod kontroli… Tymczasem zbliża się proces apelacyjny Cartera. Gdy gangster wyjdzie z więzienia, Annie i Ashtonowi będzie grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. „Nic do stracenia. Początek” Kirsty Moseley to powieść nie tylko o miłości, lecz także o dochodzeniu do siebie po traumatycznych wydarzeniach. Nową książkę autorki wyróżnia także wyraźny wątek sensacyjny. Zachowania Cartera, zbliżająca się rozprawa i grożące obojgu głównych bohaterów niebezpieczeństwo przyprawiają o dreszczyk emocji. Na pierwszy plan wysuwa się jednak wątek rodzącej się między Anną i Ashtonem miłości. „Nic do stracenia. Początek” to wciągająca powieść obyczajowa, z ciekawie skonstruowanymi postaciami.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-03-2017 o godz 20:34 wk143 dodał recenzję:
Ta pozycja to nr 1 na liście moich zakupów! Opis taki sobie ale książka w rzeczywistości jest świetna. Główna bohaterka trochę denerwująca ale po tym co przeżyła można jej to wybaczyć. Za to Ashton...ach Ashton...takiego chłopaka to ze świecą szukać. Anna w tak młodym wieku przerzyła wiele złego...śmierć bliskiej osoby, porwanie, niewolę...więc nic dziwnego, że nie pozwala nikomu do siebie się zbliżyć ale Ashton dzięki swojej determinacji małymi kroczkami zdobywa jej serce. Gdy jest już pięknie i słodko nad głowami naszych bohaterów zbierają się czarne chmury..... Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Absolwentka Hooks SJ
27,99 zł
32,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Debiutant Hooks SJ
30,49 zł
32,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Niezwykły dar Palmer Diana
34,99 zł
37,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Czarna wdowa Silva Daniel
34,99 zł
37,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Kruk Górski Piotr
34,99 zł
37,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Epidemia Kava Alex
34,99 zł
37,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Rozłąka Jefferies Dinah
32,99 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Smak zemsty Jordan Penny
34,99 zł
37,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Osaczona Gerritsen Tess
33,99 zł
36,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Wybór King Samantha
34,99 zł
37,99 zł
 

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Blisko ciebie West Kasie
30,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Fatalna lista Vivian Siobhan
30,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Friendzone Nowaczyk Sandra
28,49 zł
34,90 zł
strona produktu - rekomendacje Uwięzione Preston Natasha
30,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Hopeless Hoover Colleen
28,99 zł
34,90 zł
strona produktu - rekomendacje Bez uczuć Sheridan Mia
31,92 zł
39,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych

 zamknij  korzyści