Ilość: szt.
Cena:
28,49 zł 29,90 zł
Oszczędzasz:
1,41 zł (5%)
W magazynie
Wysyłamy w 24h
Autor:
Wydawca: Replika Wydawnictwo
Okładka: miękka
Data premiery: 2011-10-20
Inne wydania: Cena:
okładka miękka  28,49 zł
ebook
  • Opis
  • do góry

    Opis

    Czy opowieść może jednocześnie bawić, zastanawiać i… denerwować?
     
    Elżbieta nie ma w życiu lekko, jednak nie traci nic z wrodzonej wrażliwości i skłonności do poszukiwania piękna. A mogłaby. Matka, która od dzieciństwa wpędza ją w kompleksy, faworyzując starszą córkę, niedająca satysfakcji praca i mąż, który – szkoda gadać – bardziej interesuje się komputerem niż żoną… Żeby choć znalazł sobie jakąś sensowną pracę, ale nie! Los zesłał jej nieroba.
     
    Kto by pomyślał, że ucieczkę od problemów i samotności znajdzie dopiero pod apetycznym pseudonimem? A Boguś? Cóż, może wcale nie był mężczyzną jej życia? W końcu Malinowa Trufla nie jest tylko bezduszną maszyną do pracy, a przecież życie może być jeszcze takie interesujące…

     

  • Przeczytaj fragment
  • do góry

    Przeczytaj fragment

    Duże i ładne gniazdeczko
    Następnego dnia Julian zadzwonił zaraz z rana:
    – Czas, żebyś przyjechała do mnie. Mam duże i ładne mieszkanie, a jestem w nim sam. Samiutki...
    – Po naszym drugim spotkaniu? – Usztywniłam się jak na cmentarzysku.
    I w zasadzie zaraz zdałam sobie sprawę z absurdalności tego pytania. Byłam znowu na tak, a jednocześnie przecież nieustająco na nie. Byłam Becią.
    – Masz jakiś harmonogram? Jeśli tak, to chciałbym, żeby to od razu była nasza piąta randka. Chcesz to przełożyć? Przerzucić na Rzym? Musimy uzgodnić szczegóły.
    – No dobrze, przyjadę.
    Po pracy wsiadłam do „dziewiątki”. Sołacz zawsze mi się kojarzył wyłącznie z dobrobytem. Chociaż nie, z piękną przyrodą też, ze starym drzewostanem.
    Długo szukałam czterorodzinnego domu z betonowym płotem i lwimi łbami na cokołach przed wejściem. Domu ukrytego (jak opowiadał Julian) wśród starych, rozłożystych drzew. Wreszcie znalazłam. Szerokie schody wiodły do drzwi wejściowych, dwa razy szerszych niż moje. Błyszczące poręcze ze stali kwasoodpornej zadawały szyku. Okienko ze złoceniami w drzwiach było czyste i eleganckie, a złota klamka ciężka jak moja, wypchana najbardziej potrzebnymi rzeczami, torebka. Domofon w podobnym stylu. Głaskałam złotą, wypolerowaną tabliczkę z guzikami.
    Szukałam nazwiska. Ale kiedy znalazłam, nie zdążyłam nawet przycisnąć dzwonka.
    Julian w krótkich, bawełnianych spodniach i czarnej koszulce polo pojawił się w drzwiach.
    – Tak się cieszę... – zawołał.
    Jak to? Przecież nie było między nami jeszcze żadnej zażyłości, widzieliśmy się raptem dwa razy, a znów witał mnie, jak wita się powracającą do domu po długiej nieobecności kochaną osobę. W mieszkaniu na piętrze od razu poczułam się jak u siebie. Coś w nim było takiego, za czym podświadomie całe życie tęskniłam. Wielkie skórzane fotele, rzeźbione meble. Czyste, niezakurzone. Bez wystających sprężyn. Telewizor na pół ściany, kino domowe nie mniejsze. Cicha egzotyczna muzyka i te podłogi...
    Wielkie dechy z drewna o żółtawym zabarwieniu widziałam pierwszy raz w życiu. Rozglądałam się uważnie. Na ścianach dostrzegłam mnóstwo fotografii, jednak nie chciałam się im na razie przyglądać. Najpiękniejsze były okna – ze złotymi szprosami, wielkie, wychodzące na dwie strony świata, bez fi ranek, dzięki czemu w oczy wciskały się kwitnące na bladoróżowo gałęzie wielkiego drzewa, rosnącego tuż za nimi.
    Nie czułam ani zaduchu, ani zapachu gotowanej psiej kaszy z podrobami, ani petów. Była to bardzo przyjemna odmiana.
    Usiadłam w wielkim fotelu i ręką pieściłam delikatne jak aksamit skórzane obicie. Skóra przyjemnie chłodziła moje emocje. Po co przyszłam? Dlaczego tak łatwo przystałam na zaproszenie tutaj, do tego mieszkania, a później do Rzymu? Dlaczego tutaj jestem?
    Żeby co? No właśnie, rozmawiać? Też coś! Poczułam się większą hipokrytką niż Boguś wespół ze swoją rodzinką. Waliło mi serce.
    Jak zawsze podczas emocji. To nic. Nic się przecież nie stanie! Nie może zresztą. Teraz?! Chciałam być najzdrowszą i najbardziej sprawną czterdziestoparolatką w Poznaniu!
    Takie myśli krążyły mi po głowie, kiedy Julian wrócił z kuchni z butelką wina w ręce. Na stoliku stały dwa kieliszki. Wino postawił na podstawce z angielskiej porcelany. Razem to raczej nie pasowało, ale maleńka podstawka była przeurocza. Przyglądałam się jej kwiatkom na białym tle. Złotym ornamentom. I wtedy na szafi e przy fotelu zauważyłam kilka kompletów papeterii. Najbardziej spodobała mi się typowo damska, w angielskie, drobne różyczki.
    – Zbieram je od jakiegoś czasu. – Julian otwierał wino, ale zauważył, jakie wrażenie wywołały na mnie te staroświeckie papeterie.
    – Kiedyś listy do znajomych pisałem wyłącznie ręcznie.
    Ale dzisiaj wszystko się zmieniło. Nie ma już najważniejszych z nich, tych, dla których chciałbym tych papeterii użyć.
    – Dla mnie troszeczkę poproszę. – Siedziałam na fotelu niepewnie, z nienaturalnie wyprostowanymi kolanami. Julian popatrzył na nie i się uśmiechnął. Podał mi kieliszek z purpurowym trunkiem, spojrzeliśmy na siebie i upiliśmy łyczek. Od razu pomyślałam, że barwa naszego domowego wina bardziej przypomina sierść Szakiego niż kolor światowej marki z najlepszych winogronowych szczepów. Zresztą podobne myśli miałam o tych dwóch domach – Juliana był prawdziwym azylem przed huczącym światem, a mój to nora dla agresywnych szczurów.
    – Pomożesz mi? Ja wezmę półmisek i salaterki z jedzeniem, a ty talerze...
    W kuchni było jeszcze ładniej. Na szafkach z oliwkowymi szybami tańczyły wesołe świetlne refl eksy. W jednej stał dżem żurawinowy, różne rodzaje oliw, mnóstwo herbat i kaw. Kilkanaście paczuszek z ciastkami, zupełnie mi nieznanymi. I różne pasty. Ale prawdziwe frykasy dopiero na mnie czekały.
    – Częstuj się wszystkim. Nie martw się o powrót, zamówię ci taksówkę. Jeśli nie będzie ci u mnie dobrze... – Julian zaśmiał się.
    – Sam za kierownicę po alkoholu już nie siadam. Kiedyś w Hiszpanii po kielichu wina przeciągnąłem zderzakiem wynajętego auta po murze.
    Zajadaliśmy polędwicę w grzybach, kroiliśmy ciepłe bułki, polewaliśmy je oliwą z borowikami. Zatopiłam zęby w chrupiącej delicji, oliwa ciekła mi po brodzie, ale jadłam dalej. Nic mi tak nie smakowało jak te delikatesy, miałam chęć wylizać tłusty talerz.
    Pachniało grzybami.
    Pokusa pójścia na skróty stała się nieprzeparta. Patrzyłam, jak Julian je, jak bułką wyciera talerz, obserwowałam jego wąskie usta i mocno zarysowaną brodę. Wydaje się nam ciągle, że tęsknimy za wielką miłością, tymczasem życie pokazuje, że często jest to tylko tęsknota za kimś, kogo chciałoby się pogłaskać. Tak, ja do tej pory nie miałam kogo głaskać! A gdybym przeprowadziła się do Juliana, gdybym tylko... Takie mnie nachodziły desperackie i absolutnie nieproszone myśli. Nie za wcześnie?
    Usiadłam swobodniej. Julian dolał nam wina, nie wypiłam dużo, a już zaczęło mi się kręcić w głowie. I ten demaskujący mnie żar na policzkach! Odwróciłam twarz i ku swojemu zdumieniu na regale w pobliżu dostrzegłam babskie czytadła. Jedno z nich dopiero niedawno ukazało się na rynku.
    – Czytasz takie książki? – zapytałam, wstając.
    Książek było kilka, w jednej z nich była zakładka. O kurczę, ktoś musiał nie doczytać do końca! Zrobiłam zdziwioną minę.
    – Nie.
    – To dlaczego zdobią półkę w twoim pokoju?
    – Niektóre damy, którym pozwoliłem ze sobą mieszkać...
    Tak, to właściwe słowo, pozwoliłem. Otóż te damy czytały tanie romansidła. Niektóre. A potem szukały tego w naszym związku.
    – Ależ te książki mają zakładki w środku! – wykrzyknęłam.
    Użyłam skrótu myślowego.
    Bardzo mnie zastanowiła ta sytuacja. Wyobraziłam sobie kobietę siedzącą w ciężkim skórzanym fotelu, z wypiekami na twarzy czytającą romans. Że ona była biedna i zahukana, pojawił się on i jej życie z mety rozbłysło tysiącem świateł. A obok, na drugim skórzanym fotelu, Julian bez żadnej emocji obmyślający, jak ten romans zakończyć. No cóż. I tak bywa. A zresztą, wyglądało – takie miałam przekonanie – że i ja być może będę chciała tę kolekcję „dam” wzbogacić.
    Była Becia, pojawił się On i ze smrodu psiej kaszy narodziła się wreszcie Elżbieta. A potem żyli długo i szczęśliwie! Nie, dzieci już nie mieli!
    – Wszystkie chciały po jakimś czasie do mnie wrócić – rzucił wymownie Julian. Siedział wygodnie w fotelu, patrzył prosto w moje oczy. I niewątpliwie czekał, żebym zajęła jakieś stanowisko.
    Wystraszyła się i uciekła? Pożałowała tych kobiet albo obśmiała?
    Cokolwiek. Na pewno czekał. A ja wzruszyłam jedynie ramionami i zaczęłam szukać swojej torebki.

    do góry

    Recenzje

    Napisz recenzję Przeczytaj wszystkie 6
  • Recenzje Napisz recenzję
  • Wylęga i inni
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    joanna marat 07 czerwca 2012
    Bardzo lubię rodzinne historie. Zwłaszcza te nietypowe, w których co chwila pojawiają się jakieś zadry, konflikty i wstrzasy, a bohaterowie w niczym nie przypominają "ugrzecznionych" postaci z oper mydlanych. Dlatego chętnie sięgnęłam po powieść Iwony J. Walczak Nagie myśli. I nie zawiodłam się. To opowieść o rodzinie żyjącej nieco "na opak". Mężowi nawet nie przyjdzie do głowy, by pracować i utrzymywać dom, pozycja "zawodowego bezrobotnego" wydaje mu się najbardziej właściwym sposobem na życie. Matka, zamiast być pogodną staruszką, która gotuje pożywne rosołki dla całej rodziny, tylko szuka okazji, by swoją córkę - jedyną żywicielkę rodziny - poniżyć i upokorzyć, dając jej do zrozumienia, że zawsze była w jej życiu kimś niepożądanym - wylęgą. Właśnie takiego obraźliwego neologizmu, przywołującego na myśl skojarzenia rodem z kurnika - używa w stosunku do swojej córki matka-rodzicielka. Nawet pies, ten rzekomo najwierniejszy przyjaciel człowieka, ani myśli zamerdać ogonem
    Nieszczęście podane w czarnym humorze, może bawić i zastanawiać.
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    clevera 13 listopada 2011
    Już pierwsze zdania wbiły mnie w gęstą, duszną od nienawiści, bagienną rzeczywistość, której nie lubię oglądać i czuć. Uciekam od takich od nagich myśli!
    Ale zatrzymały mnie przy nich dwa aspekty tej opowieści o ludzkim piekle emocji. Pierwszy to czas przeszły, dający mi nadzieję, że to już się wydarzyło, minęło, a główna bohaterka - Elżbieta, tocząca monolog w myślach, jest już na nowej drodze życia, dającej nadzieję na lepsze jutro. A dzięki drugiemu aspektowi, a właściwie najlepszej cesze tej opowieści - humorowi, mogłam być nie tylko widzem opisywanych scen, ale i biernym obserwatorem nagiego, uzewnętrznionego dialogu bohaterki samej ze sobą. Niezwykłemu, bo w formie komentarzy do otaczającej ją rzeczywistości i odpowiedzi do zadawanych sobie pytań, przesiąkniętych ironią, cynizmem i złośliwością. Ten czarny humor, narastający w miarę rozwoju fabuły pozwolił mi przetrwać i nie zaangażować się w ten emocjonalny survival i to właśnie on nadawał okrutnym scenom kojący ton, określając
    cudowna!
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    kasiek87 13 listopada 2011
    Chciałabym napisać o książce która wciągnęła mnie bez reszty o której myślałam cały czas i byłam zła na każdego kto odciągał mnie od lektury. Mam na myśli książkę „Nagie myśli” coś mi się po głowie kołacze, że to debiut – według mnie debiut świetny.
    Książka opowiada historię Elżbiety, kobiety w słusznym wieku, matki dwóch dorosłych synów, żony największej ciamajdy świata i córki najbardziej jędzowatej matki w historii świata. Przyznam się szczerze, że początkowo czytając o dniach Elżbiety byłam na nią wściekła, wyzywałam ją w duchu jak może być taka miękka, jak może dać się tak traktować, przecież ta jej matka jest patologią, brak słów by to jakoś nazwać w miarę cenzuralnie i bez eufemizmów. Boguś – mąż Elżbiety, trudno go nazwać mężczyzną, to taki Ferdek Kiepski(taki obraz miałam) tylko wyłącznie irytujący. Zresztą! Całe otoczenie Elżbiety jest toksyczne, pełne patologii, a ona w tym trwa a jedyną odskocznią są zakupy na allegro a później pisany blog.
    Kołatało mi się w głowie pytani
    Niebanalna i refleksyjna
    • 5
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    elka 11 listopada 2011
    Powieść „Nagie Myśli” wnosi coś ciekawego do literatury kobiecej. Żywy przekaz emocji jest tym, co stwarza perspektywę identyfikacji z bohaterką. Ona, tj. Elżbieta, jest przecież każdą z nas – zagmatwaną w dom i w marzenia... Bardzo polecam.
    Denerwująco-rewelacyjna powieść :)
    • 5
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    Miqa 09 listopada 2011
    „Nagie myśli” to pierwsza powieść Iwony J. Walczak, która zawodowo jest geografem, finansistką i managerem personalnym. Jej książka stanowi zbiór jej „zmyśleń, dylematów i spostrzeżeń”, które od lat zapisuje w towarzyszących jej każdego dnia notesach.Główną bohaterką powieści jest Elżbieta alias Becia – cicha, uległa, momentami naiwna kobieta, matka dwóch dorosłych synów, teściowa żony jednego z nich – Kasi. Bogdan, mąż Elżbiety, to totalny leń i nierób, stąd też cały dom stoi na utrzymaniu kobiety. Matka – Krystyna, która od zawsze faworyzowała siostrę Elżbiety – Agę, mieszka razem z nieszczęśliwym małżeństwem. Czy to już nie wygląda na niezły galimatias?Iwona J. Walczak może nie wykreowała niczego nadzwyczajnego, ale zrobiła coś, co jest miłe dla oka i szybko się czyta. „Nagie myśli” to powieść synkretyczna łącząca w sobie nie tylko romans, ale także komedię z dramatem. Zdecydowanie polecam tę książkę na długie jesienne wieczory jako umilacz czasu :)
    Interesująca mieszanka komedii, dramatu, romansu a nawet powieści psychologicznej. Polecam:))
    • 4
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    kasandra 07 listopada 2011
    W weekend postanowiłam oddać się lżejszym lekturom i "Nagie myśli" były strzałem w dziesiątkę. Powieść czyta się bardzo lekko. Historia opisana przez autorkę wciąga od początku, akcja pędzi dość szybko, więc znudzenie nam nie grozi.Język jest współczesny, prosty i łatwy w odbiorze a bohaterowie są ciekawie nakreśleni. Będą silne emocje, trudne relacje międzyludzkie, skomplikowane zależności rodzinne i społeczne czy też codzienne zmagania ze zwyczajnymi problemami. Nie zabraknie humoru, który bardzo sobie cenię.„Nagie myśli” to interesująca mieszanka komedii, dramatu, romansu a nawet powieści psychologicznej. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest to debiut Iwony Walczak, ale moim zdanie całkiem udany i z chęcią przeczytam kolejne książki spod jej pióra. Polecam wszystkim pragnącym lekkiej, niezobowiązującej lektury, przy której będziecie mogli nieco się odprężyć. Nie zabraknie jednak poruszania ważnych tematów i wartościowej refleksji nad życiem i jego niespodziankami.
    zwiń
    Zamknij
    Dziękujemy za dodanie recenzji
    Podziel się na Facebooku
    Nagie myśli - Walczak Iwona J.
    Właśnie zrecenzowałem: Nagie myśli
    Czy opowieść może jednocześnie bawić, zastanawiać i… denerwować? Elżbieta nie ma w życiu lekko, jednak nie traci nic z wrodzonej wrażliwości i skłonności do poszukiwania piękna. A mogłaby. Matka, która od dzieciństwa wpędza ją w kompleksy, faworyzując starszą córkę, niedająca satysfakcji praca i ...
    Zamknij
    Napisz recenzję i oceń produkt
    Oceń produkt:
    Tytuł: * pole wymagane
     
    Recenzja: ** minimum 50 znaków
     
    W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
    * pole wymagane
    ** minimum 50 znaków
    Napisz recenzję i wygraj 100 zł na zakupy w empik.com! Szczegóły konkursu, regulamin oraz zwycięzców z poprzedniego miesiąca znajdziesz TUTAJ.
  • Dane szczegółowe:
  • do góry

    Dane szczegółowe:

    Tytuł: Nagie myśli
    Autor:
    Wydawca: Replika Wydawnictwo
    Numer wydania: I
    Data premiery: 2011-10-20
    Język wydania: polski
    Język oryginału: polski
    Ilość stron: 344
    Rok wydania: 2011
    Forma: książka
    Wymiary: 200 x 130
    Indeks: 10632956