Fragment
Czytaj
Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat - Johnson Steve

Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat (okładka miękka)

Inne wydania: Cena:
okładka miękka 33,57 zł
Ilość:
szt
Cena:
33,57 zł
39,90 zł
Oszczędzasz:
6,33 zł (16%)
Dostawa:
od 0,00 zł
Dodaj do koszyka
lub
Zaloguj się i kup
Wysyłamy w 24h
Produkt sprzedawany
i dostarczany przez empik
dostępność w salonie empik
Dodaj do schowka

Opis

Fascynujący świat małych wielkich odkryć!

Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko? 

Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada pomysł jego rozwiązania – nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian. 

Czy wiecie, że:
  • Wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?
  • Dzięki niecodziennemu pomysłowi na handel lodem możliwe stało się zasiedlenie obszarów Ziemi dotąd niedostępnych dla człowieka?
  • Osiągnięcia inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, wzięły swój początek od neandertalskich zawodzeń w burgundzkich jaskiniach?
  • Potrzeba oczyszczenia miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć prace nad mikrochipami?
  • Odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach?
  • Wynalezienie sztucznego światła wpłynęło na ewolucję zwyczajów związanych ze snem?
Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów – tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

"Od ogółu do szczegółu. Książka udowadnia, jak ściśle powiązane są ze sobą odkrycia ułatwiające nasze życie – kiedyś rewolucyjne, dziś stanowiące chleb powszedni. Wciągająca opowieść, która wyjaśnia, co łączy m.in. dalekowzroczność, Libię, bakterie, druk, Wenecję, kosmos i… selfie".
Andrzej Kotarski, Polimaty

"Ta książka to całe serie zaskoczeń. Niebanalne skojarzenia sprawiają, że nagle widzimy znane rzeczy w zupełnie innym świetle. Pożary Wenecji przyczyniły się do odkrycia księżyców Jowisza? Tak, ale w jak przedziwny sposób! Pamiętajcie, że gdy zaczniecie czytać »Małe wielkie odkrycia«, to będziecie straceni dla świata - od tej książki nie sposób się oderwać. Oprócz tego wasze spojrzenie na rzeczywistość już nigdy nie będzie takie jak przed lekturą. Ale warto zaryzykować". 
Piotr Stanisławski, Crazy Nauka

Dane szczegółowe

Tytuł: Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat
Tytuł oryginalny: How We Got to Now
Autor: Johnson Steve
Tłumaczenie: Czartoryski Bartosz
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Ilość stron: 288
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-12-02
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 22 x 219 x 152
Indeks: 18400861

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
Brak
ocen
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
62 recenzje
28-02-2017 o godz 15:14 Joanna Hilińska dodał recenzję:
Żyjemy w świece, gdzie udogodnienia technologiczne są dla nas normalnymi przedmiotami codziennego użytku. Każdy korzysta z telefonu, w każdym domu stoi lodówka, nie wyobrażamy sobie żeby gdziekolwiek nie było światła, czy toalety. Ale... czy pamiętamy komu to wszystko zawdzięczamy? O "Małych wielkich odkryciach", które zmieniły świat na nowo napisał Steven Johnson. Co wspólnego mają: selfie, koliber, obraz, lustro, okulary i pustynia? Odpowiedź jest prosta to szkło! Ha, też byłam lekko zaskoczona. Ale jak się okazało wszystko łączy się ze sobą. W jaki sposób? Musicie przeczytać sami. Już dawno żadna książka tak mnie nie zaskoczyła. Steven Johnson pokazał mi świat, ale zupełnie z nowej perspektywy. Wychodząc zupełnie inaczej niż książki naukowe, bo od ogółu do szczegółu pokazuje jak niepozorne, często przypadkowe odkrycia zmieniły świat na zawsze. Tak jak było ze szkłem, czyli podgrzanymi przez słońce ziarenek krzemionki na pustyni. Od tej pory ludzie zaczęli udoskonalać szkło, które służyło najpierw za tworzywo do wyrobu naczyń, później wynaleziono szyby, lustro, a kolejno zaczęto używać do wyrobu innych technologicznych przedmiotów jak soczewki w mikroskopach, okularach, aparatach itp. Więcej przykładów Wam nie podam, bo zepsuję Wam sięgnięcie do całości, a jest to książka, która otwiera świat na zupełnie nową perspektywę. Myślę, że trochę zapominamy co się z czego wzięło, bo uczymy się o wynalazkach w szkole, ale jest to płaskie podanie daty i odkrycia, a tutaj mamy podany ciąg przyczynowo-skutkowy, co pokazuje, że wiele zawdzięczamy przeszłości. Bardzo polecam tę książkę. Jest to idealna pozycja na prezent dla każdego. Jeśli nie wiecie co kupić mamie, cioci na imieniny, bratu, dziadkowi, nauczycielce, sąsiadce, znajomym, czy dzieciom (od 4 klasy), to jest to świetne rozwiązanie. Jedynym ograniczeniem jest tutaj trochę naukowy język, dlatego warto zwrócić uwagę, by ktoś lubił poznawać nowe perspektywy, ale treść jest tak dobrana, że zainteresuje absolutnie każdego bez względu na wiek, czy płeć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-02-2017 o godz 13:21 KuLtUrAlNiE dodał recenzję:
Książka została podzielona na rozdziały. Każdy opisuje konkretny wynalazek. Dajmy na to - SZKŁO. Przed czytelnikiem otwiera się wszystko, co w jakikolwiek sposób związane było ze szkłem - w tym przypadku. Wobec tego poruszony został aspekt historyczno - geograficzny Konstantynopola, wyspy Murano, "Szklanej Wyspy". Wyjaśnione jest także to, dlaczego wynalazek ten tak mocno powiązany jest z osobą Gutenberga i jego drukiem. Jakie wydarzenia, czy momenty w dziejach, zadecydowały o wynalezieniu mikroskopu i lunety? Czym są/były "nitki szklane" Charlesa Vernona Boysa? Wreszcie co łączy autoportret z XV w. z dzisiejszym sefie i szkłem? Inny przykład to LÓD i ZIMNO. Cóż takiego musiało się dawno temu wydarzyć, że dziś mamy klimatyzator, chłodnie i lodówki. Tak samo DŹWIĘK. Można powiedzieć, iż wszystko zaczęło się "od", a raczej "w" pewnej jaskini we Francji - Arcy-sur-Cure. Jaką drogą jednak przeszło, byśmy mogli bez ograniczeń słuchać radia, czy rozmawiać przez telefon? To jest bardzo ciekawe:) Jeszcze bardziej to, że dźwięk wpłynął na narodziny ruchu praw człowieka. Jak? Przeczytajcie! Poza tym poznacie wiele ciekawostek o obliczaniu czasu - godzin, dni, miesięcy, lat - "kiedyś" i "dziś". Czym w dziejach ludzkości zasłużyło się kadzidło w pizańskiej katedrze? Jak wyglądał zegar wahadłowy Galileusza, a jak zegar kwarcowy i atomowy? Czy to faktycznie Thomas Edison sam wynalazł żarówkę? Co wyniknie ze zmieszania magnezu z prochem strzelniczym? Ów...coraz więcej pytać, a odpowiedź? Jest, jest:) tu w książce. Steven Johnson przedstawił jak dyskretnie i subtelnie rozmaite dziedziny naukowe nakładają się na siebie, by w rezultacie umiejętnie i skutecznie się uzupełnić. Tekst opatrzony jest licznymi zdjęciami, co niewątpliwie pomaga w zrozumieniu opisywanych zjawisk i rzeczy. Rzeczy, które były "dawno", a nie ma ich już obecnie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-11-2016 o godz 15:16 Kili dodał recenzję:
Niesamowite i soczyste przestawienie najważniejszych odkryć cywilizacji człowieka w przyjaznym języku i oprawie. Do tej pozycji zachęcam zakup "Krótkiej historii rozumu" autorstwa Leonarda Mlodinowa - uzupełnienie wiedzy odnośnie odkryć i perypetii naukowców
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-09-2016 o godz 13:07 Ania Kotlewska dodał recenzję:
Małe wielkie odkrycia to mój kolejny pierwszy raz w ciągu tego weekendu. Zwykle nie czytam książek z nurtu literatury popularnonaukowej, ponieważ zdecydowanie bardziej wolę historię oderwane od ludzkiej codzienności, tego co dzieje się wokół mnie i przede wszystkim tego, co działo się w przeszłości. Moje myślenie nastawione jest bardziej przyszłościowa. Bardziej ciekawi mnie, jak będzie wyglądał świat za kilka tysięcy lat niż jak wyglądał kilka tysięcy lat temu, a jednak skusiłam się. Uwiedziona intrygującym tytułem i przepiękną, symboliczną żarówkę sięgnęłam po ten projekt i muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie.

Na niespełna trzystu stronach Steven Johnson zawarł mnóstwo niesamowitych ciekawostek na temat przedmiotów naszego codziennego użytku. Jak sam napisał jest to książka o "efektach kolibra", które zrewolucjonizowały świat zwykłego człowieka i jednocześnie pociągnęły za sobą inne, nieoczekiwane zmiany. Są to rzeczy bez których dzisiejszy świat nie może się już obejść - sztuczne oświetlenie, lodówki, zapisywanie dźwięków i tym podobne. Zawsze na początku wydaje się, że historia kolejnego wynalazku zostanie zapisane w jakiejś logicznej i łatwej do przyswojenia kolejności, ale potem wszystko i tak zaczyna się rozwidlać. Jeszcze bardziej podkreśla to jak zaskakujące mogą być zmiany przyniesione przez jedno z pozoru nic nie znaczące odkrycie. Nie jest to również trzysta stron suchego tekstu, ale czytanie urozmaicono mnóstwem niesamowitych zdjęć wynalazków i ich wynalazców.

Nie jest to na pewno książka lekka łatwa i przyjemna, ponieważ zapoznanie się z nią zajęło mi dwa razy tyle samo czasu, co przeczytanie normalnej książki o tej objętości, ale nie były to chwile zmarnowane. Momentami czytało się ciężej, a momentami lżej. Niektóre teksty były ciekawsze, a niektóre mniej. Chyba najbardziej zaciekawiła mnie historia wynalezienia sposobu na utrzymanie zimna nawet w krajach tropikalnych oraz tego następstw, historia żarówki i przede wszystkim samo zakończenie, w którym Johnson przedstawił sylwetki dwójki niesamowitych wynalazców, którzy wyprzedzili swoją epokę o kilkaset lat wprzód.

Książka Stevena Johnsona to przede wszystkim sposób na łatwe przyswojenie wiedzy na temat wynalazców oraz ciągów przyczynowo-skutków, do których doprowadziło ich niewielkie odkrycie. Ciekawe teksty dopełniono ilustracjami, które pomogą nam lepiej zrozumieć i wyobrazić sobie tamte wydarzenia, a przede wszystkim tych opowieści nie usłyszycie w szkole, na lekcjach historii. To ta ciekawsza część naszej przeszłości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-06-2016 o godz 08:11 Książki lubię! dodał recenzję:
Steven Johnson, pisarz, dziennikarz i prezenter telewizyjny, w swej fascynującej książce przybliża czytelnikowi wynalazki, które wyznaczyły kurs rozwojowi wielu gałęzi nauki i przemysłu. Każde przełomowe wydarzenie pociągnęło bowiem za sobą cykl zmian, mających na celu rozwój myśli technologicznej i podniesienie jakości życia. Okazuje się, że znaczące dokonania w historii nauki rzadko były dziełami jednostek obdarzonych genialnym umysłem. Częściej za to wynikały z pracy specjalistów z wielu dziedzin, którzy w efekcie ciężkiej, twórczej pracy dochodzili do rozwiązań o epokowym znaczeniu. Jakaż to motywująca myśl, nieprawdaż?

"Dziwne może się wydawać to, że żarówka elektryczna stała się symbolem geniuszu- czyli metaforą samotnego wynalazcy wpadającego na rewolucyjny pomysł w nagłym przypływie inspiracji- podczas gdy prawdziwa historia jej skonstruowania mogłaby stanowić podstawę do stworzenia zupełnie innego symbolu: korporacyjnego/ systemowego modelu innowacji. Rzeczywiście żarówka była odkryciem prawdziwie przełomowym, ale z innego powodu, niż się zwykło przyjmować. Przesadzilibyśmy, mówiąc, że wynalazek ten to dzieło zbiorowego wysiłku, ale jeszcze poważniejszym przekłamaniem jest twierdzenie, że jest on zasługą jedynie Thomasa Edisona". (S. Johnson, "Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat")

"Małe wielkie odkrycia" to pasjonująca lektura, zabierająca czytelnika w niezwykłą podroż w czasie i przestrzeni. Ewolucja nauki przedstawiona jest w formie inspirujących opowiastek, będących źródłem wiedzy zarówno cennej, jak i zaskakującej. Bogata szata graficzna umożliwia czytelnikowi lepsze zrozumienie zagadnień poruszanych w książce. Zachwyt budzą stare fotografie i reprodukcje a także zdjęcia miejsc, do których przeciętny człowiek nigdy raczej nie będzie miał dostępu, na przykład komory do testowania fuzji nuklearnych, czy jaskini Arcy- sur- Cure, gdzie odkryto prehistoryczne malunki. Steven Johnson z dużą swobodą przeskakuje po epokach historycznych. Z równie dużą finezją przeplata anegdoty ze świata nauki z teoretycznymi dywagacjami. Lektura "Małych wielkich odkryć" staje się przez to bardziej przystępną, na co duży wpływ ma również lekkość pióra autora książki.

Pełna recenzja na : http://ksiazkilubie.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-05-2016 o godz 00:46 PaulinaKuciak dodał recenzję:
Próbując przekazać komuś wiedze bardzo łatwo możemy do niej zniechęcić. Długie tyrady i ściany nudnego tekstu od lat powodowały, że uczniowie zasypiali z podręcznikami w dłoniach. Jak sam Steven Johnson podkreśla w swojej książce „Małe wielkie odkrycia”, najważniejsze jest zaciekawić czytelnika, a nie na wstępnie zrazić go to lektury.

Autor przedstawia historię banalnych, a zarazem bardzo ważnych odkryć, które zrewolucjonizowały życie człowieka za pomocą Efektu Kolibra. Jest to założenie, że niewielka zmiana w doczesnej egzystencji prowadzi do zmian w jej dalszych procesach. Wynalazek jednego twórcy daje początek idei kolejnego. Na przykładzie tego jak zwykły handel bryłami lodu, z początku spisany na ogromne straty, z biegiem lat dał początek możliwości posiadania dziecka przez pary lesbijskie oraz zamieszkiwania terenów o pustynnych klimatach.

Szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło.

Steven Johnson podjął się trudnego zadania. W swojej książce zebrał sześć odkryć, a następnie po nitce do kłębka, sumiennie, ale przyjaźnie dla czytelnika przedstawił ich wpływ na dalszy rozwój człowieka.

W książce nie dopatrzymy się trudnych terminów naukowych, które wprowadzą zamęt. Znajdziemy natomiast sporo fotografii przedstawiających zagadnienia z danego rozdziału. W dodatku poznamy historie odkrywców. Jak to się stało, że Frederic Tudor wpadł na pomysł sprzedawania ogromnych brył zamarzniętego lodowca na sawannie, dlaczego trafił do więzienia i jak odkrycie zalet zimnego surowca wpłynęło na dalsze jego losy.

Książka jest napisana niesamowicie lekkim stylem, która mimo braku fabuły wciąga do tego stopnia, że ciężko ją odłożyć. Autor zadbał o każdy szczegół, dogłębnie zbadał przedstawiane przez siebie materiały i ukazał je w sposób dostępny dla każdego. Jak sam twierdził, nie pisał dla fachowców, lecz zwykłego człowieka, który pragnie wiedzieć więcej. Sama okładka tej książki pokazuje co znajdziemy wewnątrz. Prostota, a zarazem magia, która wynika z oczywistych rzeczy.

Według mnie publikacja ta zachęca do poznawania otaczającego nas świata, a zarazem propaganduje naukę, podając na tacy łatwo przyswajalne informacje, a nie suche fakty, niczym z szkolnych podręczników. Osobiście poleciłabym ją młodzieży, z nadzieją, że rozpali w nich zamiłowanie do kształcenia się. Do zgłębiania oczywistych faktów, które przyniosły niesamowite skutki.

Więcej recenzji na www.reviewbybunny.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-05-2016 o godz 00:00 Zuzanna Zając dodał recenzję:
Bez wahania mogłabym dać tej książce najwyższą ocenę. Jest rewelacyjna, zaspokaja ciekawość świata, ale w jaki sposób Idealna pozycja także dla młodszego czytelnika, taka wiedza może przydać się w szkole, ale też dla starszych, którzy chcą po prostu uzupełnić lub przypomnieć sobie to co wynieśli ze szkoły. Małe wielkie odkrycia to fascynująca książka, choć nie przypuszczałam, przeczytałam na jednym tchu, ale nie ma się co dziwić, Steven Johnson jako pisarz jest doskonały, umie zaciekawić. Bardzo pożyteczna i interesująca książka, co chcę szczególnie podkreślić - dla wszystkich, bez wyjątku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-04-2016 o godz 13:46 kiedymamaniespi dodał recenzję:
Jest to książka interesująca, po którą każdy powinien sięgnąć przynajmniej raz w życiu. Na co dzień nie doceniamy tego, co mamy. Jesteśmy przyzwyczajeni do współczesnych wygód życia i dóbr materialnych. Warto poznać historię rewolucyjnych wynalazków i docenić ich wpływ na nasze życie. To, co obecnie mamy jest okupione latami wysiłku, niezliczoną liczbą istnień i niewyobrażalnymi środkami finansowymi. Miejmy wielki szacunek do ludzi, bez których nasze życie nie byłoby tak wygodne i ciekawe.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-02-2016 o godz 14:32 blog literacki dodał recenzję:
Kiedy myślimy o najważniejszych wynalazkach, pierwsze co przychodzi nam do głowy to: koło, później żarówka, samochód, pierwszy komputer. Steven Johnson w swojej książce "Małe wielkie odkrycia" w zupełnie inny sposób przedstawia wynalazki, które odmieniły świat. W tej pozycji nie znajdziemy wcześniej wspomnianego koła. Zaś znajdą się w niej o wiele mniej banalne przykłady, jak na przykład szkło. Myślę, że mało osób uważa szkło, jako coś co popchnęło cywilizacje do przodu. Autor przedstawia nam historie, jak i wpływ owej nowinki technicznej na dzieje ludzkości. Jonhson amator wiedzy popularnonaukowej (napisał już 9 książek o właśnie takiej tematyce) nie widzi żarówki- widzi światło! Nie widzi zegara- widzi czas! Jest to nowe, świeże spojrzenie na wielkie i małe odkrycia. Johnson rozpali waszą ciekawość takimi zagadnieniami:

› Wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?
› Dzięki niecodziennemu pomysłowi na handel lodem możliwe stało się zasiedlenie obszarów Ziemi dotąd niedostępnych dla człowieka?
› Osiągnięcia inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, wzięły swój początek od neandertalskich zawodzeń w burgundzkich jaskiniach?
› Potrzeba oczyszczenia miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć prace nad mikrochipami?
› Odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach?
› Wynalezienie sztucznego światła wpłynęło na ewolucję zwyczajów związanych ze snem?
Dla tych, którzy pragną wiedzy myślę, że ta pozycja literacka będzie godna polecenia. Wiedzy nigdy dość! Nawet jeżeli już nie uczęszczamy do szkoły.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-02-2016 o godz 16:20 Agnieszka Watkowska-Dorsz/www.figlarneczytanie.pl dodał recenzję:
Lubiliście poszerzać swoją wiedzę? Ja uwielbiam! Jedni zachwalają pozycje, z którym mają możliwość dowiedzieć się czegoś ciekawego, inni za to widzą w nich same cyferki i suche naukowe wywody. A jak jest w rzeczywistości? Czy pozycja naukowa może być ciekawa i co najważniejsze, czy można dobrze się bawić podczas jej czytania? Otóż można i udowodnił to Steven Johnson w swojej książce „Małe wielkie odkrycia”. O czym jest powyższa lektura? Przede wszystkim to zbiór ciekawostek, nowinek, tajemniczych twierdzeń i zagadek, które nie mają nic wspólnego z mozolnymi, nudnymi lekcjami, którymi raczyli nas w szkole. Po prostu jest to zupełnie inne spojrzenie na na przedmioty oraz zjawiska, które otaczają nas na co dzień. Byłam pewna, że wciągnę się w tę książkę. I tak się stało! Fascynujące , często przypadkowe odkrycia, wynalazki, przemysłowe rewolucje i przeobrażenia czegoś zwykłego sprawi, że nie będziemy mogli oderwać się od lektury, a nasze szare komórki będą pobudzone do granic możliwości. Każdy znajdzie tu coś dla siebie! . Nasza wyobraźnia będzie wystawiona na niemałą próbę, ale z pewnością świetnie sobie ze wszystkim poradzicie. Bo cóż to jest przykładowo Teoria Chaosu? Albo, jak pewien wizjoner na lodzie stał się milionerem, by odejść w niesławie? Ja bawiłam się i uczyłam jednocześnie, odkrywając jak wiele ma mi do zaoferowania matematyka, fizyka, chemia itp dziedzina nauki. A nie sądziłam, że jest to w ogóle możliwe;). Plusem tej publikacji jest niewątpliwie prosty język i łatwość w jaki autor przekazuje nam swoją wiedzę. Nie ma tu specjalistycznego języka, skomplikowanych teorii czy zawiłych wywodów. Jest za to przyjemne w odbiorze przedstawienie etapu od odkrycia, do stałych przemian, które unowocześniają i sprawiają użytkowość w wielu dziedzinach danego wynalazku. . Wszystko to po to, aby ułatwić nam przyswajanie wiedzy. Nie brakuje tu co prawda teorii czy twierdzeń, ale są one podane w takiej formie, że aż chce się jeszcze bardziej zagłębiać w świat liczb, anegdot i naukowych historyjek. Nie bójcie się otworzyć tę książkę i zasmakować w tym, co przyszykował nam Steven Johnson. Jestem pewna, że będziecie przyjemnie zaskoczeni! „Małe wielkie odkrycia” to książka, którą powinien mieć w domu każdy! Mnóstwo tu eksperymentów, teorii, procesów przemian, a to wszystko sprawi, że spojrzymy na otaczający nas świat w zupełnie inny sposób. Takich książek powinno być więcej. Polecam gorąco!!

Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-01-2016 o godz 12:52 ruderude dodał recenzję:
Po książki z kategorii popularnonaukowych sięgam bardzo rzadko, głównie z tego względu, że ich treści najzwyczajniej w świecie zanudzają mnie na śmierć. Mimo że zazwyczaj nie wykorzystywane są w nich żadne specjalistyczne zwroty, to jednak ich powaga i specyficzny, naukowy charakter działają na mnie wyjątkowo nasennie. Książki Wydawnictwa Sine Qua Non niejednokrotnie mnie zaskakiwały – pozytywnie – więc i tym razem zdecydowałam się dać szansę pozycji, po którą z własnej woli nie sięgnęłabym. A to byłoby prawdopodobnie największym błędem tego roku.

Książka podzielona została na sześć rozdziałów (szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło), poruszających tematy zupełnie ze sobą nie związane i przedstawiajcie narodziny poszczególnych elementów w wykorzystywaniu ich w nauce. Poza wstępną koncepcją, dowiadujemy się w jaki sposób poszczególne nurty w nauce ewoluowały na przełomie lat, jak prymitywne, głupie i pozornie błahe pomysły wykorzystywane są w różny sposób do dnia dzisiejszego – zwiększając komfort bytowy ludzi i niejednokrotnie przyczyniając się do bezpośredniego ratowania ich życia. Poznajemy bardziej rozbudowane – lub zupełnie zmienione – wersje wydarzeń, o których uczono nas w szkołach, okraszone mnóstwem ciekawostek, o których prawdopodobnie nigdy byśmy się nie dowiedzieli.

W książce Johnsona pojawiła się jedna (dość rozbudowana) informacja, która całkowicie mnie zaskoczyła – a dokładniej chodzi mi o fakt wynalezienia przez Edisona żarówki. Wszelkie dotychczasowe źródła – podręczniki szkolne – informowały, że to właśnie dzięki koncepcji Edisona do dnia dzisiejszego w naszych domach wykorzystywane są żarówki. Jak się okazuje cała masa mężczyzn z całego świata eksperymentowała nad wynalezieniem żarówki, pierwsze zanotowane doświadczenia sięgają na ponad czterdzieści lat przed próbami Edisona, on natomiast zebrał cały splendor, również za wcześniejsze próby niebędące jego wykonaniem. Jakież to wygodne.

Wydanie książki zwraca uwagę swoją dbałością i starannością – zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Poza merytorycznym nafaszerowaniem książki, bardzo licznie występują też zdjęcia i ilustracje dodające pozycji szczególnego uroku i przyczyniające się do znacznego ułatwienia i uprzyjemnienia odbioru pozornie ciężkich informacji. Warto dodać, że pozycja napisana jest w dość prosty sposób, łatwy w odbiorze – nie znajdziecie tutaj ani grama naukowego bełkotu, który zanudzi Was na śmierć.

Autor podsumował w swojej książce bardzo krótki okres, biorąc pod uwagę następowanie ciągłego rozwoju cywilizacyjnego od tysięcy lat. Jednak mimo ograniczoności czasowej, udało mu się wydobyć tyle nieznanych naukowych smaczków, które zdecydowanie wpływają na specyficzność i większe zainteresowanie tą lekturą. Opowiadając o ludzkich możliwościach, o sposobach na kontrolowanie naturalnych procesów fizycznych, o historii pojawiania się poszczególnych elementów wykorzystywanych jako te „naturalne” w życiu doczesnym, uświadamia czytelnikowi wyjątkowość każdej poszczególnej rzeczy – lodówki, klimatyzacji czy nawet żarówki.

Małe wielkie odkrycia to książka, która jeszcze zaskoczy niejedną osobę, i którą z całą pewnością polecam wszystkim lubiącym poszerzać granice swojej wiedzy wyłącznie dla własnej satysfakcji. To jedna z tych pozycji, która świetnie sprawdzi się w roli prezentu i którą warto posiadać na swojej półce.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
31-12-2015 o godz 13:10 Karriba dodał recenzję:
Z Frederica Tudora, który jako pierwszy postanowił handlować lodem, otwarcie się wyśmiewano. Lee De Forest za próbę przeprowadzenia transmisji radiowej opery, został nawet na krótko osadzony za kratami. Reginalda Fessendena, twórcę sonaru, nie chciano nawet wysłuchać, a Ignaz Semmelweis był wyszydzany i krytykowany, kiedy namawiał lekarzy do mycia rąk przed pochyleniem się nad pacjentami. Johna Snowa ignorowano, gdy donosił, że cholera rozprzestrzenia się przez zanieczyszczoną wodę, a jego imiennik, John Leal, musiał złamać prawo, żeby zacząć dodawać do miejskich wodociągów trochę oczyszczającego chloru. Jak widać, życie ojców dzisiejszej cywilizacji, nie zawsze było usłane różami.

"Małe wielkie odkrycia" to książka idealna dla wszystkich ciekawskich ludzi. Dzieli się na sześć kategorii, które niektórym mogą się wydawać dość dziwne: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. To te odkrycia i ich następstwa zmieniły świat i ukształtowały go w taką formę, jaką znamy dzisiaj. Steven Johnson w sposób bardzo ciekawy opisuje koleje losu, które doprowadziły do pierwszych ułatwień, jakie zafundował sobie człowiek dzięki zdolności myślenia. Mnie najbardziej spodobał mi się rozdział o czystości. Nie dość, że został opowiedziany niebywale interesująco, to jeszcze zawierał mnóstwo fascynujących informacji. Momentami było też zabawnie i nieco mrocznie.

Tym z kolei, co zwróciło moją szczególną uwagę, była pewna prawidłowość. Wynalazcy i odkrywcy byli niemal zawsze wyszydzani i wyśmiewani. Bankrutowali. Aresztowano ich. Umierali w nędzy. Bardzo niewielu z nich miało możliwość cieszenia się swoim sukcesem, a bodaj żaden nie mógł liczyć na zaufanie z góry. Do sukcesu musieli dochodzić nie tylko przez ciężką pracę, ale i z pomocą grubej skóry.

Jeśli natomiast chodzi o język tej książki, to można go nazwać popularno-naukowym. Nie może to dziwić, zważywszy na fakt, że sama książka zalicza się do tej właśnie kategorii. Moim zdaniem były takie momenty, w których autor nieco przesadził, nieco za bardzo starał się coś komuś wyjaśnić, ale ogólnie, mówiąc wprost, da się to czytać.

Podsumowując - nie jest to pozycja dla każdego, ale na pewno odnajdą się w niej i będą z niej zadowoleni wszyscy, którym mijane w drodze do pracy czy szkoły drzewo nie jest obojętne, państwa i miasta nie są tylko pustymi punktami na mapie, a sposób parzenia herbaty wzbudza ich żywe zainteresowanie. To książka idealna dla każdego obserwatora.

www.karriba.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-12-2015 o godz 12:11 Zatracona w słowach dodał recenzję:
Dwadzieścia cztery godziny to tylko chwila w niezmierzonym ciągu dni, które zlewają się w tygodnie, a te natomiast w lata. Czasami wystarczy tylko ta jedna chwila, jedna osoba i ciekawy pomysł, który narodził się w jej głowie, by zmienić przyszłość ludzkości. Ciągle nas coś zaskakuje. Każdego dnia powstają nowe plany, rodzą się nowe pomysły, które mają pchnąć ludzkość jeszcze bardziej naprzód. Warto jednak zatrzymać się na chwilę, by spojrzeć w przeszłość, bo właśnie tam wszystko się zaczęło.

„Małe wielkie odkrycia” to popularnonaukowa książka napisana przez Stevena Johnsona, który w swoim dorobku ma już dziewięć pozycji z tego gatunku. Opowiada historię najważniejszych wynalazków, które odmieniły świat i doprowadziły nas do punktu, w którym obecnie się znajdujemy. Autor pragnie nakierować nas na swój sposób myślenia, przedstawiając nowe spojrzenie na losy ludzkości. Nie skupiamy się na zmianach społecznych, a na technologicznych, dzięki czemu możemy zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Wydarzenia, które do tej pory uważane były za najważniejsze, idą w kąt, a naprzód wysuwają się małe przełomy, bez których historia na pewno przybrałaby zupełnie inny kierunek.

Nie mogę nie wspomnieć o języku, którym posługuje się autor. W książkach popularnonaukowych język jest zazwyczaj specyficzny, pojawiają się w nim specjalistyczne słowa i wyrażenia. Rzadko sięgam po tego typu publikacje głównie z powodu, że ciężko mi się je czyta. Wolę sięgnąć po lekką powieść, która pomoże mi się odprężyć po ciężkim dniu i nie będzie wymagała zbytniego zaangażowania. Zdarzają się jednak wyjątki i zdecydowanie mogę do nich zaliczyć „Małe wielkie odkrycia”, gdyż język jest prosty i łatwy do przyswojenia. Da się go zrozumieć bez żadnego problemu, co pokazuje, że po książkę może sięgnąć czytelnik w każdym wieku. Specyficzne słownictwo zostało ograniczone do niezbędnego minimum, a w wyjątkowych wypadkach autor sam wszystko wyjaśnia, dogłębniej omawiając daną kwestię.

„Małe wielkie odkrycia” to jedna niesamowita podróż, która miała swoje wzloty i upadki. Może nie była tak porywająca, jak książki fabularne, przytłaczała nierzadko nadmiarem informacji, czym zniechęcała mnie do dalszego czytania, jednak na pewno była tego warta. Książka ma prawie trzysta stron, jednak nie czyta się jej tak szybko, jak można przypuszczać. Czytelnik musi się skupić i wczytać w treść, by nie pozwolić umknąć żadnej znaczącej informacji. Publikacja dzieli się na sześć części: „Szkło”, „Zimno”, „Dźwięk”, „Czystość”, „Czas” i „Światło”. Nie są to, tylko suche fakty, regułki, czy informacje, które możemy znaleźć w internecie. Steven Johnson opowiada historię najzwyklejszych przedmiotów, których używamy na co dzień, ale nie przechodzi nam na myśl, skąd się wzięły, jak powstały i kto je wynalazł.

„Małe wielkie odkrycia” to niezwykle inspirująca i skłaniająca do myślenia książka. Zrozumiały i łatwo przyswajalny język oraz ilustracje i rysunki, które ją wypełniają, sprawiają, że książkę czyta się nie tylko z wielkim zaciekawieniem, ale i przyjemnością. To lektura opowiadająca niezwykłą historię zwykłych rzeczy, którą warto poznać, by lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość.

http://someculturewithme.blogspot.com/2015/12/przerwa-na-nauke.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-12-2015 o godz 18:16 Lucy Lomar dodał recenzję:
Wobraźmy sobie nasz świat bez szkła, żarówki czy lodówki... Faktycznie, cofamy się do średniowiecza i/lub jak to się mówi „sto lat za murzynami". Takie życie dla niektórych jest niewyobrażalne, ponieważ nie ma się dostępu do Facebooka, Twittera, Instagrama, Aska i innych wymysłów przyszłości.Tak, okropne...
Czy wiedzieliscie może, że nowe wynalazki oraz pomysły ludzkości powodowane były reakcją łańcuchową? Jedno odpowiadało za powstanie drugiego! Jak na przykład wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej? I że handel lodem pozwolił na odkrycie nieznanych nam wtedy zakątów świata? A no właśnie!
Od zawsze uwielbiałam wiedzieć dlaczego coś działa dzięki czemuś i po co i dlaczego. Zostało mi tak do dzisiaj czyli minęło bardzo dużo czasu, bo przecież już siedzę na emeryturze, prawda? Dokładnie.
Otwierając paczkę od pana Oskara oniemiałam. Książka wyglądała obłędnie! Mówią, że nie ocenia się książki po okładce, ale przecież okładkę ocenić można! Rysunki na niej idealnie obrazują treść Małych wielkich odkryć oraz są typowymi dla uosobienia nauki szkicami. W dodatku ta żarówa znajdująca się w centrum jest przepiękna. Wyrazy szczerego szacunku dla grafika/grafików.
Małe wielkie odkrycia w przyjemny sposób pokazują nam powstanie kilku rzeczy które zmieniły nasz świat i pozwalają nam się nim cieszyć do dzisiaj. Jak wspominałam wcześniej jest to ze sobą ściśle powiązane, ponieważ bez czegoś nie powstałoby coś. Zaskaujące może być to, że osiągięcia inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, swój początek miały przez zawodzenia w burgundzkich jaskiniach! Trudno jest uwierzyć, że takie niepozorne drobnostki dokonały takich skoków!
Może się wydawać, że książka nie zawierająca jako takiej akcji oraz bohaterów może być nudna, nużąca i taka tylko na kaca książkowego. Jednak mimo tych braków Steven Johnson świetnie radzi sobie w roli narratora, który oprowadza nas po histori prowadząc za rączkę mówiąc co jest najciekawsze, tak, by nie stracić tak cennej uwagi dziecka, którym tak na prawdę jesteśmy my. Mimo wszytsko mój ostatnio sławny efekt podręcznika historycznego wystepuje, co miejscami jest nużące. Małe wielkie odkrycia jest wydrukowana k o l o r o w o, co prawie się nie zdarza. W środku ujrzeć możemy niezwykłe ilustracje znajdujące się co kilka stron. Mamy tam portrety, zdjęcia bohaterów historii aktualnie opisywanymi przez autora, szkice projektów maszyn, zdjęcia ludzi pracujących przy opisywanym wynalazku oraz innego tego typu dodatki do treści.
Podsumowując tę króciutką recenzję, książkę czyta się w miarę dobrze, dzięki młodemu autorowi znającemu się na teraźniejszości. Małe wielkie odkrycia sprawia, że samemu chcielibyśmy pójść do piwnicy i wynaleźć nowe dzieło, które po jakimś czasie sprawi, że nadejdzie do nas nowa przyszłość o jakiej nam się nie śniło.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-12-2015 o godz 18:16 EksperymentZycie dodał recenzję:
Więcej recenzji na www.eksperyment-zycie.blogspot.com
Z serii nietypowe książki ciąg dalszy. Wiem, że czas prezentów świątecznych już minął, jednak mimo wszystko chciałabym podrzucić Wam pomysł na książkowy upominek, ponieważ książka to jedna z lepszych rzeczy jakie można podarować bliskiej osobie. Rozwija wyobraźnię ale także pozwala pogłębiać swoją wiedzę.


Dzisiaj przedstawiam Wam pozycję dla bystrzaków zarówno tych dużych jak i tych trochę mniejszych, ponieważ książka Stevena Johnsona "Małe wielkie odkrycia" zainteresuje nie tylko dorosłych ale również trochę starsze dzieci. Autor książki wziął na warsztat najważniejsze wynalazki ludzkości i pokazał jak niepozorny ciąg przyczynowo skutkowy, może przyczynić się do epokowych odkryć. Jeśli nie znacie odpowiedzi na pytanie w jaki sposób wynalezienie maszyny drukarskiej poskutkowało odkryciem i wzrostem zapotrzebowania na soczewki, a tym samym skonstruowaniem mikroskopu, niezbędnego do badań na poziomie komórkowym, to koniecznie musicie przeczytać "Wielkie małe odkrycia".

W książce opisano takie wynalazki jak szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. Jednak nie jest to typowy opis danej rzeczy lub zjawiska, a raczej wpływ jaki wywarła ona na kolejne dzieje ludzkości i nowe odkrycia. Dzięki temu każdy kolejny rozdział to nie tylko notka encyklopedyczna, a indywidualna, wciągająca opowieść. Nie mogę pominąć również faktu, iż "Małe wielkie odkrycia" zostały przez wydawnictwo SQN wydane bardzo estetycznie i solidnie, co spowoduje, że książka przez wiele kolejnych lat wytrzyma eksplorację przez dużych i małych czytelników.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-12-2015 o godz 10:53 Absurdalna dodał recenzję:
Każdego dnia jesteśmy bombardowani ze wszystkich stron nowinkami technicznymi i wieloma odkryciami naukowymi. Tymczasem świat codzienności również potrafi być niezwykły i zaskakujący. Takie przesłanie niesie za sobą książka Stevena Johnsona „Małe wielkie odkrycia”, która propaguje naukę i wiedzę, ale w sposób nienachalny. (...)

Steven Johnson w „Małych wielkich odkryciach” uświadamia nam, że jedno odkrycie pobudzało stworzenie kolejnego. Autor w swojej książce opisuje nam historie, który doprowadziły do powstania szkła, żarówki, okularów, czy zegarka. Subiektywnie rzecz ujmując, najbardziej spodobała mi się historia odkrycia lodu, który na zawsze zrewolucjonizował transport pożywienia. Mało kto z nas zdaje sobie sprawę, że po odkryciu ruchomej czcionki przez Gutenberga, ludzie dowiedzieli się o swojej wadzie wzroku. W końcu wcześniej nikt nie czytał książek, a co więcej nie starał się pisać.

„Małe wielkie odkrycia” to książka inspirująca, łącząca w sobie styl potoczny z namiastką stylu naukowego - zdecydowanie ten pierwszy do mnie bardziej przemawia. Książka Stevena Johnsona jest podana w atrakcyjny sposób, dlatego ta forma przekazu jest dobra dla czytelników w każdym wieku.

Znaczenie większości przedmiotów ukazanych w tym zestawieniu można określić jako pozornie trywialne, jednak gdyby nie one, nie wiadomo na jakim etapie rozwoju byśmy utknęli.
„Małe wielkie odkrycia” polecam wszystkim - Małym i Dużym Odkrywcom.

www.NiebieskaObwoluta.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-12-2015 o godz 00:42 Alicja Krzywicka dodał recenzję:
Nie jest to książka z fabułą. Jest to typowo popularno-naukowa historia, z której dowiadujemy się wielu, nawet przydatnych rzeczy. Steven Johnson jest bardzo inteligentnym człowiekiem, który w ciekawy sposób potrafi wykorzystać swoją wiedzę.

Cała książka jest podzielona na sześć rozdziałów i łatwo można się domyślić, że każdy mówi o czym innym. Pierwszy z nich mówi nam o szkle. O tym jak powstało i, z biegiem czasu, do czego służyło. Możemy poznać wiele nowych nazwisk, ale pewnie niektórzy z nas znają wymienionych ta ludzi. W następnym rozdziale poczytamy sobie o zimnie. O tym jak transportowano lód z obszarów chłodnych na obszary gorące. Poznamy tajemnicę stworzenia dzisiejszej lodówki, a to ważny wynalazek, ponieważ przechowuje jedzenie, a wszyscy lubią jeść ( :D ).
Trzeci rozdział jest o niczym innym jak o dźwięku. Jak możecie wyczytać z opisu, który został wyżej napisany dowiadujemy się, że dźwięk odczytano z naskalnych rysunków Neandertalczyków, ale czy dalibyście wiary, że na przełomie XIX i XX wieku, dzięki dźwięku można było określić płeć dziecka u kobiety w ciąży? To dopiero niewiarygodne! Czas na czystość, czyli rozdział 4. Niestety niegdyś ludzie nie myli się wcale, no ewentualnie raz w miesiącu, ale wtedy to byli uważani za czyściochów. Natomiast Steven Johnson powiedział bardzo ciekawą rzecz dotyczącą zakładania kanalizacji:

Zanim przyjęto tę jednostkę mierniczą, system wodociągowy testowano staroświeckim sposobem:
budowało się nowe kanały lub rezerwuar albo kładło rury i po prostu czekało się i patrzyło,
ilu ludzi umrze.
~ str. 157

To okropne, ale trzeba było sobie jakoś radzić, a z racji, że poprzez wiele zanieczyszczeń chemikaliami i nie tylko dochodziło do chorób to zgony i tak następowały.
Jednak nie to było najbardziej obrzydliwe. Wyobraźcie sobie, że idziecie się teraz umyć, a zamiast czystej wody lecą jakieś szczątki ryb.. fuuuj..
Ostatnie dwa rozdziały dotyczą czasu, który był wiele razy zmieniany oraz o świetle. Na przykład robiono kiedyś świeczki ze specjalnej mazi, która znajdowała się nad mózgiem kaszalota, dlatego w tamtym okresie były one często zabijane, a żeby wydobyć tę maź wywiercano dziurę w głowie ryby i wchodził w nią człowiek, który to zbierał.
To na tyle ze streszczenia tych ciekawostek...
Pomimo, że niektóre fakty są naprawdę obrzydliwe to wciągają. Osobiście lubię takie książki, które czegoś nauczyć, ale nie lubię ich czytać od początku do końca. Muszę sobie robić przerwy odkładając taką książkę i biorą inną. To był jedyny minus czytania tej książki, ponieważ takie czytanie bez przerwy nużyło (ale dałam radę!).
Muszę przy okazji pochwalić grafika, ponieważ okładka jest przepiękna. Kolory są tak dobrane, że nie występuje żaden natłok. To samo tyczy się rysunków zamieszczonych na niej. Serdeczne gratulację dla pana Pawła Szczepanika za tak świeżą okładkę, ponieważ kojarzy mi się właśnie z taką świeżością. Ona również zachęca do wzięcia książki i poczytania. Naprawdę serdecznie gratuluję, ponieważ wolę naszą polską okładkę niż zagraniczne.

Podsumowując...
Jeżeli jesteście rządni wiedzy, bądź chcecie przeczytać coś co Was nie odmóżdży, a wręcz przeciwnie to ta książka jest dla Was. Uważam, że jest godna polecenia, bo dzięki niej, jak i samemu autorowi możemy się dowiedzieć o przedmiotach codziennego użytku całkowicie nowych informacji. A może to właśnie ta książka odpowie na nurtujące Was pytania, hm? Warto od czasu do czasu przeczytać taką książkę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-12-2015 o godz 17:58 Aleksandra Pikos dodał recenzję:
Wynalazki. Bez wielu z nich nie wyobrażamy sobie naszego codziennego życia. Tak naprawdę czy zastanawiałeś się kiedyś jak jedno odkrycie wpłynęło na następne? W historii musi występować cykl przyczynowo - skutkowy, z wynalazkami jest podobnie, a jak to było z niektórymi dowiecie się z książki „Małe wielkie odkrycia”.
Jestem użytkownikiem wielu wynalazków bez których moje życie nie byłoby takie jak jest teraz. Dlatego też z chęcią postanowiłam sięgnąć po „Małe wielkie odkrycia”. Trzeba przyznać, że książka bardzo mnie nurtowała i z ogromną ciekawością po nią sięgałam. Co mogę jednak powiedzieć o tej publikacji?
Rozdziały zostały podzielone na sześć rozdziałów, które nie wskazują na to z jakimi wynalazkami możemy mieć do czynienia, co tylko i wyłącznie zmaga nasze zainteresowana pozycją Stevena Johnsona. A są to rozdziały takie jak: Szkło, Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas, Światło. Interesujący jest także wstęp w jaki książka została opatrzona, który pozwala nam rzucić na odkrycia nieco inne światło, zaś na zakończenie autor zafundował nam niespodziewaną opowieść, która zainteresuje niejednego.
Czas spędzony na „Małe wielkie odkrycia” to na pewno nie jest czas zmarnowany, gdyż można dowiedzieć się z tej niegrubej książki wielu niespodziewanych faktów, zauważyć ciągi przyczynowo – skutkowego, których byśmy nie przypuszczali albo przynajmniej ja nigdy wcześniej nie zdołałam połączyć. Całość czytało się niezwykle przyjemnie i osobiście żałuję, że miałam tak niewiele czasu na lekturę. Książka nie jest napisana skomplikowanym językiem i świetnie sprawdzi się także dla nieco starszych dzieci. Wszystkie zawarte w „Małych wielkich odkryciach” historie (bo chyba możemy tak o nich mówić) opatrzone są zdjęciami, które tylko i wyłącznie nadają atrakcyjności całej książce.
Zmierzając ku końcowi tej recenzji chciałabym powiedzieć Wam, że prezentowana dzisiaj książka może i nie trafi w gusta każdego, ale na pewno jest to pozycja z której dowiedzieć się można dowiedzieć kilku ciekawostek z dziedziny technologii. „Małe wielkie odkrycia” to lektura dla małych i dużych, bo oboje znajdą tu to „coś”. Tak mówiąc w skrócie to jest zgrabnie podana historia rozwoju technologicznego człowieka. Pewnych faktów tu może i zabrakło, ale nie wymagajmy od takiej małej gabarytowo książki zbyt wielu. Śmiało polecam i życzę przyjemnej lektury.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-12-2015 o godz 21:07 Triskel dodał recenzję:
"Małe wielkie odkrycia" to książka, która przedstawia czytelnikom fascynujący świat genialnych odkryć, które wpłynęły na losy świata. Wynalazki mające ogromne znaczenie w naszym codziennym życiu częstokroć powstawały przypadkiem, aby dopiero później trafić do powszechnego użytku. Prowadząc do zmian iście rewolucyjnych na skalę światową. "Potrzeba jest matką wynalazków" jak mawia przysłowie, ciekawe czym naukowcy jeszcze na zaskoczą? Czas tylko pokaże. "Małe wielkie odkrycia" to pierwsza książka Stevena Johnsona, ale za to jaka innowacyjna.

Świat jest fascynujący i zawiera wiele intrygujących zagadek, które po odkryciu sprawiają niedowierzanie i osłupienie. Rewolucyjne zmiany zaczynają się od drobnego kroku, lub małego ruchu skrzydeł. Wielu z Was słyszało z pewnością o Efekcie Motyla, kiedy to najmniejszy ruch skrzydeł motyla doprowadza do huraganu na drugim końcu świata. Efekt Kolibra wywiera podobny efekt z tą jednak różnicą, że dotyczy on ewolucji różnych gatunków. Pokazując, że najdrobniejsza zmiana w jednym gatunku doprowadza do nieodwracalnych zmian wśród innych gatunków. Tak samo jest z wynalazkami, z pozoru małe odkrycia potrafią mieć kolosalne znaczenie dla całego świata. Jak choćby odkrycie sztucznego światła, które z kolei miało wpływ na ewolucję zwyczajów związanych z ludzkim snem. Lub wynalezienie inżynierii dźwięku dzięki, której możemy lepiej widzieć. Wzięło swoje początki od neandertalskich lamentów w burgundzkich jaskiniach. Pozycja ta pełna jest takich ciekawostek, dzięki którym możemy lepiej poznać otaczający na świat. Małe wielkie odkrycia sprawiają, że możemy choćby korzystać z internetu. Ponieważ konieczność oczyszczenia miast z fekaliów doprowadziła do rozpoczęcia badań nad mikrochipami. Dzięki, którym możemy cieszyć się nowymi technologiami oraz internetem. Historia innowacji jest bardzo bogata i fascynująca, w tej pozycji będziecie mogli uchylić spory jej rąbek.

"Małe wielkie odkrycia" wypełniona jest po brzegi sporą dawką wiedzy i ciekawostek ze świata nauki. Liczne zdjęcia i rysunki przyciągają do lektury i nadają dodatkowego smaczku. Okładka została wykonana starannie i z pomysłem, przez co świetnie prezentuje się na półce. Jest to doskonały prezent świąteczny dla osób lubiących pozyskiwać nową wiedzę w przystępny i ciekawy sposób. Dzięki tej książce dowiedziałem się sporo nowych informacji oraz zostałem nie raz na prawdę zaskoczony i zszokowany. Po lekturze tej pozycji na wiele spraw zaczyna się patrzeć zupełnie inaczej. Niecodzienne historie zaskakujących z pozoru małych odkryć, które z biegiem czasu osiągnęły ogromne znaczenie dla nas wszystkich. Jak najbardziej polecam lekturę tej książki!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-12-2015 o godz 11:18 Czarek Posak dodał recenzję:
Świetnie nadaje się, aby komuś podarować od Dzieciątka. Śliczne wykonanie. Treści bardzo interesujące.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-12-2015 o godz 09:14 joanna przybylska dodał recenzję:
Obiecuje więcej niż daje, fajny zamysł, ale zabrakło nieco dbałości w wykonaniu. Trochę zbyt pobieżne, by faktycznie zmieniało myślenie o świecie. Polecić mogę młodzieży szkolnej, książka jest w miarę przystępna i ciekawa, ale wymagający czytelnik może się rozczarować.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-12-2015 o godz 12:41 Adam Grochocki dodał recenzję:
Kilka ostatnich dni zastanawiałem się jak ugryźć "Małe Wielkie Odkrycia". Głowiłem się jak napisać recenzję książki, z której każdy przytoczony przykład może zepsuć czytelnikowi jego własne "małe odkrycie". Steven Johanson zmienił postrzeganie wszystkich tych drobnych rzeczy, które nas otaczają i do których przywykliśmy na tyle, że przestaliśmy na nie w ogóle zwracać uwagę. Ale po kolei.

Książka "Małe Wielkie Odkrycia" składa się, nie licząc obszernego wstępu i podsumowania, z sześciu części. O ile rozdział pierwszy zatytułowany "Szkło" mówi wprost czego się w nim dowiemy, tak Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas i Światło wydają się dość enigmatyczne. Z pomocą przychodzi rozbudowany wstęp autora tłumaczący tzw. "efekt kolibra", który będzie podstawą każdej kolejnej części książki. A czym jest ów zjawisko? Jeśli pamiętacie z filmów, gier, czy książek zjawisko efektu motyla (nawet najmniejsza akcja może wykonać wielką reakcję w przyszłości) to tutaj jest podobnie, ponieważ każde najmniejsze odkrycie przyczyniło się do stworzenia kolejnych wynalazków, a te z kolei wymusiły rozwój innych gałęzi przemysłu. Przytaczając przykład z okładki książki - wynalezienie prasy drukarskiej przez Gutenberga niesamowicie zwiększyło zapotrzebowanie na okulary dla co raz chętniej uczących się czytania i pisania ludzi. Gdy już każdy mógł sobie kupić okulary ktoś wynalazł mikroskop, a ktoś teleskop i tak dalej. Taki łańcuch zdarzeń nazywamy właśnie "efektem kolibra", a każdy kolejny rozdział umieszcza go zgrabnie w tytułowych zagadnieniach.

Książka przepakowana jest ciekawostkami na temat postaci historycznych i w wielu przypadkach kładzie nowe światło na rzeczy, które znamy z historii. Jeśli z grubsza pamiętacie szkolne podręczniki historii to wiecie, że Edison wynalazł żarówkę. I w zasadzie tyle w tym temacie. Johnson rozprawia się z tym ogólnikowym stwierdzeniem dokładnie opisując kolejne kroki, które doprowadziły do ogłoszenia rewolucji w oświetleniu. Sprawa wygląda zupełnie inaczej niż mogłoby się wydawać. Dowiecie się też co łączy Edisona z "magiem" naszych czasów - Steve'em Jobsem i gwarantuję, że będziecie bardzo zaskoczeni. Praktycznie każdy nowy akapit to nowa, bardzo często zaskakująca ciekawostka, która prowokuje do zgłębiania tematu. Złapałem się na tym, że po lekturze sprawdzałem jak wyglądał kiedyś transport lodowych bloków, czy jak to amerykańskie miasta radziły sobie z nieczystościami w XIX wieku.

Książka wydana jest rewelacyjnie. Oprócz bardzo czytelnego podziału na kolejne części, co chwila trafiamy na ilustracje dotyczące omawianego tematu. Nie są to przypadkowe obrazki, a starannie wygrzebane materiały z kronik i archiwów. Powiedzieć, że jest ładna to za mało, to zdecydowanie pierwszorzędne wydanie!

Podczas lektury przychodzi refleksja, że szkoły powinny brać przykład z autora. Jasne, powinniśmy znać historię władców ojczyzny i europejskich mocarstw, powinniśmy znać przebieg wielkich wojen, ale powinniśmy też znać genezę rzeczy, które nas otaczają, bo za wieloma z nich stoi niesamowita historia. Dzięki "Małym Wielkim Odkryciom" czuję się nie tyle mądrzejszy, co świadomy. Poza tym można błysnąć przy pogaduszkach ze znajomymi! A to jest bezcenne :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-12-2015 o godz 20:15 silence dodał recenzję:
Kiedy myślimy o technologii, nauce i postępie, które zapoczątkowały rewolucję przemysłową zazwyczaj przed oczami mamy silniki parowe, pierwszy balon i manufaktury. Kiedy podczas podróży modlimy się o krótki prysznic, nie wyobrażamy sobie, że dawniej ludzie woleli się poćwiartować niż wejść do balii z wodą (więc w ostateczności robili to co siedem lat). W momencie zapytania nas, jak rozwinęła się moda na stroje kąpielowe, zamiast powiedzieć że kolorowe magazyny, że Hollywood i te sprawy, powinniśmy raczej odpowiedzieć: podchloryn wapnia. I że malarię wyleczono wielkimi bryłami lodu, że fale dźwiękowe mamy dzięki prehistorycznym jaskiniom, szkło odnaleziono w postaci ditlenku krzemu na Pustyni w Libii, a pewna dziewiętnastowieczna kobieta zaczęła pisać oprogramowania, jeszcze przed wynalezieniem komputerów.

Ciągle nas coś zaskakuje. Nim upłynie chwila, na świecie pojawiają się nowe pomysły, plany, schematy, konstrukcje, wynalazki. Bardzo łatwo jest się zgubić, nie nadążyć za nadążaniem, stracić wątek wyparty przed masy, przez tony linków w Internecie. I martwi mnie trochę ta ignorancja, wszechobecne wzruszenie ramion, gdy mówimy o rzeczach, które niezaprzeczalnie zmieniły nasze teraz. Nasze życie. W tak niezwykle trafnym momencie postanowiono wydać powieść popularnonaukową "Małe Wielkie Odkrycia", do której teraz się odwołam i która – pokazując historię odkryć, niemo krzyczy na nas za egocentryzm. Przynajmniej odczułam to ja: bardzo dotkliwie.

Cóż to była za przygoda! Może nie ta sama co u Tolkiena i u Sapkowskiego, może nie czytało się jej z prędkością światła, może czasem przytłaczała i męczyła zasobem informacji, zniechęcając przy tym czytelnika na kolejne rozdziały, ale! ale wartościowa. I nie przypuszczałabym, że w tak ciekawej formie. "Małe Wielkie Odkrycia" ma prawie trzysta stron i dzieli się na sześć części: "Szkło", "Zimno", "Dźwięk", "Czystość", "Czas", "Światło". I to, co wyróżnia ją najbardziej, to nie historia rzeczy, o których słyszeliśmy w szkole, o których wykuliśmy na wykładach, obejrzeliśmy na Discovery Channel, lecz – tych najbardziej zwykłych, z których korzystamy każdego dnia. Niewiele z nas przecież wie, skąd tak naprawdę wzięło się szkło, mimo, że styczność mamy z nim nie tylko w oknach i lustrach. Tutaj często pojawia się chronologicznie opisany schemat, który całkowicie mnie ujął czystą błyskotliwością. Na przykład, gdyby zanudzony na śmierć nastoletni Galileusz nie skupił uwagi na wahającym kadzidle podczas mszy w Katedrze w Pizie, nie odkryto by prawdopodobnie terminu "tempo", przez co nie określilibyśmy pojęcia czasu, nie skonstruowano by zegarków, które, gwoli ścisłości, całkiem nieźle napędziły usługi, i co ważniejsze – świat nie zorientowałby się, że istnieją strefy czasowe. Ta książka to seria zaskoczeń. To tysiące klapek opadających z oczy, to rzeczy, o których powiedzeniu w szkole nigdy nie ma czasu – zupełnie jakbyśmy ignorowali przeszłość i ruszali w przyszłość, nie mając pojęcia, że bez dokonań tego pierwszego, to drugie nie byłoby tak zaawansowane.


Nie mogłabym nie wspomnieć o języku, którym operuje autor. W powieściach popularnonaukowych język specjalistyczny jest nieunikniony i nieunikniony jest także tutaj, aczkolwiek w wersji bardzo skromnej, okrojonej nawet. Do zrozumienia i przyswojenia, a w wypadkach bardzo nagłych: wytłumaczony nawet przez samego Johnsona. To świetnie pokazuje brak granic wiekowych i wykształceniowych. Tutaj chemia, technika, fizyka i historia wyjaśnione są tak klarownie i pięknie (tak, pięknym językiem napisane!), że gimnazjalista spokojnie czytać "Małe Wielkie Odkrycia" może. I nie zawiedzie się. Kolejny plus za szatę graficzną, która jest przepiękna, jeszcze jeden za masę ilustracji i zdjęć w środku oraz za wyjątkowo, pod względem graficznym, rozpoczynające się rozdziały. Zwykle nie wypisuję w recenzjach hymnu dotyczącego szaty graficznej, ale pozwólcie na jeden wyjątek, tutaj SQN jak zwykle postarało się wybitnie.

Czytając tę książkę bez przerwy myślałam o mojej nauczycielce od fizyki – jej lekcje są, według mnie, lekcjami idealnymi, tak powinny wyglądać wszystkie we wszystkich szkołach: zmuszające do myślenia, poznawania i aktywnej nauki, ale też dość zagadkowe i przybliżające teorie z innej, naukowej i intrygującej perspektywy. Mam wrażenie, ta powieść jest przedstawiona podobnie. Czytając ją nie można nie wynieść masy ogromnych doświadczeń, ciekawostek i wręcz oniemiających informacji, zyskując przy tym coś znacznie ważniejszego: zupełnie nowe spojrzenie na otaczający nas świat. I właśnie takim osobom "Małe Wielkie Odkrycia" polecam – dociekliwym, ciekawym świata i głodnym niezwykłej wiedzy dotyczącej zwykłych przedmiotów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-12-2015 o godz 20:06 Clevleen dodał recenzję:
Książka ta jest właściwie opisem sześciu rzeczy: szkła, zimna, dźwięku, czytości czasu i światła. Każde z nich jest Wam doskonale znane, prawda? Ale ilu zna naprawdę ciekawe historie, które doprowadziły do tego, że mamy żarówki, lodówki, wiemy, że trzeba sprzątać itd.? Czy jesteśmy świadomi przez co musieli przejść ludzie, abyśmy się mogli cieszyć tym co mamy? Czy znamy, niekidy wręcz nieprawdopodobne, historie kryjące się za tymi sześcioma rzeczami?

Kilka przykładów. Ktoś z was wiedział, że kiedyś istniał handel... lodem?! Albo, że Edison nie był aż takim geniuszem za jakiego się go uważa? A jak już przy nim jesteśmy, to wiecie, że wynalezienie żarówki spowodowało zmianę czasu spania ówczesnych ludzi?

Muszę przyznać, że z tej książki dowiedziałam się więcej niż z lekcji w szkole. A gdyby podstawa programowa ze wszystkich przedmiotów była tak ciekawa jak ta książka, dużo chętniej chodziłabym do szkoły. Naprawdę!

Styl pisania autora jest przystępny dla czytelnika. Nie ma za wielu naukowych pojęć, a wszytsko jest tłumaczone jak krowie na miedzy, nie mam wątpliwości, że ktoś z podstawową wiedzą zrozumie treść i opisane zasady działania wynalazków w tej książce.

Wydanie jest, jak zawsze w tym wydawnictwie, wspaniałe! Okładka jest cudowna, litery duże, marginesy także, ponadto w książce znajdują się zdjęcia, które świetnie zobrazują nam to, o czym czytamy.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to trochę zbyt naukowe podjeście. Autor nieraz zagłębia się aż nadto w temat przez co miejscami książka po prostu nudzi. Na szczęście nie znalazłam wielu takich momentów.

Już podsumowując. Książka przekazuje ogrom wiedzy w naprawdę przystępny sposób. Jeżeli jesteś osobą ciekawą świata to ta książka to świetny wybór dla Ciebie!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-12-2015 o godz 17:17 niepokonana0944 dodał recenzję:
Na samym początku muszę pochwalić jak zwykle cudowne wydanie książki. Okładka sama przykuwa uwagę potencjalnego czytelnika. Są kolorowe rysunki, ładnie wyśrodkowany napis i ogólnie te wypuklenia są cudowne. Do tego w środku znajduje się wiele obrazków i zdjęć co znacznie ułatwia wyobrażenie sobie poszczególnych scen. Więc samo wydanie jak najbardziej na tak! ♥

Co do treści..
Z początku może na serio się wydawać, że jest to podręcznik od historii, pełno dat, postaci i wydarzeń historycznych. Jednak im dalej tym lepiej. Nie ma co się oszukiwać nie jest pisana aż tak lekkim językiem, jednak też nie aż nadto ciężkim. Można spędzić z tą książką naprawdę przyjemnie czas i do tego ucząc się lub przypominając sobie pewne wydarzenia. Często tu pojawiały się czasy wojny secesyjnej. Bardzo fajnym elementem jest dodanie co jakiś czas fragmentów z dzienników/ pamiętników wynalazców. Bardzo podobał mi się ten zabieg.

Najbardziej jednak w pamięć zapadł mi taki pierwszy dział o szkle. Kto by pomyślał że dzięki wynalezieniu ruchomej czcionki przez Gutenberga rozwinie się optyka, dzięki czemu to doprowadzi do powstawania pierwszych mikroskopów, a przez to dowiemy się, że ciało człowieka jest zbudowane z komórek. Nie wiem jak wy ale ja bym tak sama z siebie na to nie wpadła :D

Ogólnie muszę Wam powiedzieć, że lubię takie książki, bo wiem, że mogę się dzięki nic wiele nauczyć spędzając miło czas. Do tego wiem, że autor musiał wiele się napracować by to wszystko zebrać, poukładać i ogarnąć w jednej książce. Szkoda tylko, że w takiej krótkiej, bo co to dla książkoholika 288 stron, gdzie jeszcze są tam obrazki!

To już wszystko chyba na temat tej książki. Jeszcze raz serdecznie polecam przeczytanie jej, bo warto!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-12-2015 o godz 15:12 patka dodał recenzję:
Uwielbiam czytać książki o nauce. Odkrycia, pomysły, wszelakie niesamowitości oraz opiewanie potencjału ludzkiego umysłu bardzo mnie interesuje i inspiruje. Dlatego też "Małe wielkie odkrycia" szybko przykuły moją uwagę. Lektura okazała się tak interesująca jak się tego spodziewałam, równocześnie rzucając wiele światła na historie i odkrycia, o których nigdy nie słyszałam, a szkoda bo są one znacznie bardziej interesujące niż wykuwanie na pamięć wzorów i reakcji chemicznych.

Nie sposób nie pochwalić elementu, który jako pierwszy rzuca się w oczy przy bliższym kontakcie z tą pozycją, mianowicie jej projekt oraz wykonie. Jak większość osób czerpię dużą przyjemność z tego, jak książka się prezentuję, nie wpływa to znacznie na moją ocenę, jednak zdecydowanie zwiększa jakość czytelniczego doświadczenia. "Małe wielkie odkrycia" to świetnie wydana lektura. Począwszy od jej wykonania, przez kolorowe wnętrze oraz fantastyczną okładkę wszystko prezentuje wysoką jakość, co oczywiście bardzo pozytywnie wpływa na odczucia podczas czytania oraz na odbiór treści, gdyż ilustracje prezentują nie tylko ciekawostki, ale i tytułowe małe wielkie odkrycia.

Po omówieniu tej niezwykle dla oka przyjemnej części, czas na omówienie zawartości, która na szczęście też nie rozczarowuje. Steven Johnson odwalił kawał dobrej roboty edytując ogromną liczbę informacji, w sposób, który pozwala na dobre zapoznanie się z różną tematyką, a jednocześnie nie zanudza. Książka przez zdecydowaną większość lektury podtrzymuje ciekawość czytelnika wiadomościami, o których niedużo z nas słyszało. Cała koncepcja tej pozycji ogromnie przypadła mi do gustu. Nie codziennie mamy okazję pomyśleć nad tym jak powstały lustra, czy jakie zmiany zaszły (i czym zostały spowodowane) w naszym podejściu do higieny. Jednocześnie raczej nie przechodzi nam przez myśl ile pomysłów, odkryć i porażek składa się na otaczające nas dobra, i nie mam tu na myśli tylko komputerów, czy telefonów, ale i bieżącą wodę, czy okulary. Autor nie przedstawia samych odkryć, także ludzi kryjących się za nimi, również tych którzy w swoich czasach byli ofiarami drwin i nagonek.

Nie będę udawać, i przyznam, że nie wszystkie procesy opisane w tej książce były dla mnie całkowicie jasne, a przynajmniej nie na poziomie, który pozwalałby mi na ich kreatywne rozpatrywanie. Momentami do tekstu wplatane były pojęcia, które, odnoszę wrażenie, nie są powszechnie znane. W zrozumieniu kilku z nich pomogła mi tegoroczna lektura książki Simona Flynn'a "Naukowa lista przebojów" (recenzja), jednak pojawiło się kilka elementów, które autor choć jednym zdaniem mógłby wytłumaczyć, aby upłynnić lekturę.

"Małe wielkie odkrycia" to książka, w której każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Podziwianie ludzkiego umysłu i odkrywanie rozwoju wielu elementów (i ich wpływu na jeszcze większą ilość elementów) jest doprawdy niezwykle ciekawym zajęciem. Steven Johnson uświadamia czytelnikowi, że nic nie zostało wymyślone od tak, a przeszło proces setek czy nawet tysiący lat pracy wielu naukowców.

Mój regał z książkami patsy-books.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-12-2015 o godz 08:37 martad87 dodał recenzję:
Rozejrzyjcie się po swoim mieszkaniu. W kuchni znajdziecie lodówkę, w salonie telewizor, a codziennym towarzyszem Waszego życia, bez którego najpewniej nie ruszacie się z domu, jest telefon komórkowy. Zastanawialiście się kiedykolwiek, ilu ludzi musiało wpaść na jakiś pomysł, ile zmian musiało minąć, ile czasu to wszystko zajęło, byście mogli przechowywać świeżą żywność, obejrzeć wieczorem film czy zadzwonić do kogoś znajomego oddalonego nieraz o setki kilometrów od Was? Czy rozmyślaliście kiedykolwiek nad tym, ilu ludziom zawdzięczamy fakt, że możemy czytać wieczorem książkę przy sztucznym świetle? Niezależnie od tego, czy zdarza Wam się nad tym zastanawiać, czy nie, Steven Johnson poprowadzi Was przez świat niezwykłych wynalazków, które zaprowadziły ludzkość do miejsca, w którym obecnie się znajdujemy.

"Małe wielkie odkrycia" to fascynująca książka. Autor podzielił ją na sześć części: Szkło, Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas oraz Światło. Każda z nich to niezwykle interesująca podróż, w której poznamy różne wynalazki oraz ich twórców. Steven Jonhson płynnie prowadzi nas w swojej wędrówce od podstawowej idei bądź substancji, które zapoczątkowały cały szereg przemian, wskazując najbardziej istotne wynalazki, jakie poprzez setki lat dokonano z jej udziałem, aż do nowoczesności, w której przyszło nam żyć. Świat, w jakim żyjemy, nie istniałby, gdyby nie wspólne wysiłki setki wizjonerów, którzy potrafili myśleć ponad schematami. Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, jakie początki miały przedmioty, których istnienie wydaje nam się oczywistością. Nie myślimy nad tym, ile zmian musiało nastąpić po sobie, byśmy mogli cieszyć się dobrodziejstwami obecnych czasów. Warto sięgnąć po tę książkę, by samemu się przekonać o tym, jak to się stało, że ludzkość znalazła się w miejscu, w którym się teraz znajduje.

Czy umielibyście znaleźć związek między rozgrzaną Pustynią Libijską, mikroskopem i selfie? Czy odgadlibyście, co łączy kaszalota, neon i kody kreskowe na produktach spożywczych? Czy potrafilibyście znaleźć połączenie między Galileuszem, rozkładem pociągów i odkryciem atomu? Co wspólnego mają zamarznięte jezioro w Massachusetts i kino albo Chicago i wybielacz? Chociaż trudno w to uwierzyć, Steven Johnson odkryje przed Wam niezwykłe ścieżki, jakie łączą te rzeczy. Będziecie zaskoczeni tym, jak bardzo poszczególne wynalazki są ze sobą powiązane. Poznacie niezwykłą wędrówkę postępu i będziecie zdziwieni, że wcześniej nie byliście świadomi tego, jaką drogę pokonała ludzkość.

"Małe wielkie odkrycia" to książka, która spodoba się każdemu wielbicielowi nauki i naukowych ciekawostek. Napisana jest przystępnym językiem, dlatego zrozumie ją nawet osoba, która nie ma do czynienia z fizyką czy chemią. Steven Jonhson prowadzi tak ciekawą opowieść, że trudno się od niej oderwać, a pojęcie nudy tutaj nie istnieje. Warto dodać, że książka jest naprawdę przepięknie wydana. Poza interesującą treścią znajdziemy w niej wiele zdjęć, rysunków czy plakatów, które doskonale dopasowane są do tekstu i ułatwiają jego odbiór. Papier jest dosyć gruby, a intrygująca okładka sprawia, że całość prezentuje się naprawdę ładnie. Książka będzie na pewno dobrym pomysłem na prezent.

Cieszę się, że przeczytałam "Małe wielkie odkrycia". Od kiedy tylko dowiedziałam się o tej książce, wiedziałam, że będzie to coś, co mi się spodoba. Uwielbiam popularnonaukowe tytuły, w których wiadomości podane są w ciekawy i atrakcyjny sposób, a do takich niewątpliwie dzieło Stevena Johnsona należy. Polecam każdemu, bez wyjątku, a pasjonatom ciekawostek naukowych w szczególności.

Recenzja pochodzi z bloga: zaczytana-dolina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-12-2015 o godz 22:39 Sylwia Czekańska dodał recenzję:
Żyjemy sobie wygodnie w naszym świecie nieświadomi jak wiele ludzi musiało pracować, abyśmy mogli korzystać z najprostszych i najbardziej popularnych dóbr. Są takie przedmioty, na które nie zwracamy uwagi, bo są dla nas czymś oczywistym. Woda w kranie, lodówka, Internet, klimatyzacja. Ale wszystko to jest efektem wieloletniej pracy naukowców albo samozwańczych odkrywców. Ich małych i dużych błędów, spektakularnych efektów i przytłaczających porażek. Pytań i odpowiedzi. Umiejętność roztapiania piasku sprawiła, że pijemy teraz ze szklanek, a nie glinianych pojemników. Umieralność wśród noworodków spadła po tym jak jeden odważny człowiek, potajemnie zaczął chlorować wodę . Co ma podchloryn wapnia do… współczesnej mody? Jak zmienił się cykl dobowy po wynalezieniu żarówki? Wszyscy jesteśmy dziećmi wynalazków, a naszą matką jest potrzeba. Dopóki poszukujemy świat będzie się kręcił.

To dopiero była przygoda! Nie zrozumcie mnie źle, literatura przygodowa to to nie jest, ale tyle razy byłam zaskoczona przytaczanymi faktami, że czułam się jak dziecko, które rodzice pierwszy raz zabrali do muzeum. Otwierając tę książkę nie podejrzewałam, że dowiem się tak dużo i to w tak interesujący sposób. Małe wielkie odkrycia to podróż przez wieki nauki. Dzięki niej dowiadujemy się jak jeden wynalazek wpływał na odkrycie czegoś całkowicie innego. Będziecie naprawdę zaskoczeni. Sześć rozdziałów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. Tylko tyle, a zmieni Wasz pogląd na wiele spraw. Inaczej spojrzycie na przedmioty, bez których nie wyobrażalibyście sobie codziennego życia. I pomyśleć, że to tylko kropla w morzu odkryć, ułamek dokonań człowieka.

Zawsze, kiedy czytam książki tego typu dochodzę do wniosku, że bardzo mało wiem. I pragnę wiedzieć więcej i więcej. Steven Johnson pobudza wyobraźnie, skłania do myślenia i refleksji. Uczy doceniania tego, co mamy i nakłania do zdobywania tego, co jeszcze dla nas niedostępne.

To, co podoba mi się w tej pozycji najbardziej to jej lekkość przekazu. Książki popularnonaukowe bywają czasami trochę nużące – suche fakty, wyłożona wiedza. Małe wielkie odkrycia czyta się z prawdziwym zainteresowaniem i niemalejącym skupieniem. Styl jest prosty, a informacje podane w łatwo przyswajalny sposób. Jak wykład prowadzony przez profesora z charyzmą, którego po prostu nie da się zignorować. Miałam obawy, że książka może okazać się po prostu nudna i cieszę się, że ten scenariusz się nie sprawdził. Piękna szata graficzna przykuwa wzrok, widoczny podział na rozdziały segreguje treść (o tym niżej), a zdjęcia urozmaicają przekaz.

Żeby tradycji stało się za dość muszę oczywiście wspomnieć o wydaniu. Bardzo podoba mi się okładka, za którą wielkie brawa dla Pawła Szczepanika. Uwielbiam żarówkę i coś na kształt galaktyki w środku. Naprawdę ładnie się to prezentuje. Całość wygląda naprawdę dobrze, schludnie i widać, że wydawnictwo się do tego przyłożyło. Wydanie książki z kategorii popularnonaukowej to wbrew pozorom nie jest taka łatwa sprawa. Wiem to i pracę doceniam. (Oczami wyobraźni widzę jak pracowano nad zamieszczoną na końcu bibliografią i przypisami. Dzbanek kawy to mało).

Polecam tę książkę wszystkim ciekawym świata, odkrywcom rzeczy mniejszych i większych. Małe wielkie odkrycia to pozycja rzeczowa, dobrze napisana, bardzo ciekawa. Kształci, ale też inspiruje. Nakłania, aby wymyślać, tworzyć i opatentować coraz to nowsze wynalazki. Pobudza wyobraźnie, uświadamia jak wiele mamy dzięki staraniom innych ludzi. Jeśli lubicie literaturę popularnonaukową to nie zawiedziecie się. W tej kategorii – jak dla mnie – jedna z najciekawszych i najlepiej „podanych” pozycji 2015 roku.
recenzentkaksiazek.blog.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-12-2015 o godz 20:08 Wiedźma dodał recenzję:
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się w jaki sposób niektóre wynalazki wpłynęły na otaczający nas świat? Co sprawia, że naukowcy wykorzystują rozwiązania naukowe właściwe dla różnych dziedzin? O tym i kilku innych aspektach napisał Steven Johnson w publikacji "Małe wielkie odkrycia".

Książka została podzielona na sześć działów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas oraz światło. Autor pokazuje w niej w jaki sposób w umysłach uczonych – a także przeciętnych obywateli o wielkiej wyobraźni – rodziły się idee, które zmieniły znany im świat. Nie są to jednak suche fakty, podane w gęstym naukowym sosie, lecz lekkie i przyjemne opowieści, uzupełnione o dużą ilość ciekawostek i anegdot, dotyczących nie tylko genezy idei, ale też ich twórców. Wielu z nich było bowiem uważanych za szaleńców, którzy uparli się, by udowodnić światu coś, co sobie ubzdurali. W rewelacyjny sposób zostało to opisane w dziale Zimno, kiedy to Frederic Tudor, zwany później „Lodowym Królem” był przez wiele lat traktowany jako niespełna rozumu, gdy podjął się realizacji szalonego pomysłu, jakim był w połowie XIX wieku transport lodu z Nowej Anglii do gorących rejonów świata. Coś, co z początku wydawało się całkowicie nietrafionym pomysłem, zmieniło się nie tylko w intratny interes, ale i przyczyniło się do zasiedlenia terenów dotychczas nieprzyjaznych dla człowieka. W jaki sposób? O tym można dowiedzieć się z lektury "Małych wielkich odkryć".

Autor w swojej książce dowodzi, że wiele wynalazków wypłynęło na siebie nawzajem, choć nie było to tak oczywiste. Jak na przykład: wynalezienie przez Gutenberga prasy przyczyniło się do odkrycia, że znakomita część społeczeństwa cierpi na dalekowzroczność, co z kolei spowodowało, że w miastach zaczęły pojawiać się kolejne zakłady optyczne oferujące ludziom pierwsze okulary do czytania. Podobnych zależności między ideami i nowinkami technicznymi kryje się w annałach wiele, wiele więcej, choć nie wszystkie są tak oczywiste. Historia przejścia od jednej idei do drugiej niejednokrotnie była zdumiewająca. Czy wydzielina spod czaszki kaszalota może mieć coś wspólnego z lampą błyskową? Okazuje się, że tak.

Steven Johnson w swojej publikacji płynnie przechodzi od jednego odkrycia do drugiego, pokazując przy tym jak poszczególne idee ze sobą współdziałają oraz jak ewoluowały w czasie. Mimo iż działów jest tylko sześć, to zawierają w sobie bardzo dużo informacji. Wiedzieliście, że w połowie XIX wieku Chicago zostało podniesione o około dwa metry? Dlaczego? W jaki sposób? Wiąże się z tym naprawdę ciekawa historia, która w "Małych wielkich odkryciach" została przekazana bardzo szczegółowo.

"Małe wielkie odkrycia" zostały napisane przyjemnym, lekkim językiem, w którym odnajdzie się zarówno młody, jak i dorosły czytelnik. Liczne anegdoty sprawiają, że historia opisywanego wynalazków znacznie łatwiej wpada do głowy. Istotną zaletą książki są rozliczne ilustracje i rysunki, przedstawiające zarówno sylwetki odkrywców, jak i towarzyszące im idee. Ryciny i zdjęcia są wyraźne, szczegółowe i bardzo dobrze dobrane do omawianego w danym momencie tematu.

Podsumowując: "Małe wielkie odkrycia" to książka, z którą naprawdę warto się zapoznać. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-12-2015 o godz 14:32 Dominika Fijał dodał recenzję:
Dla kogo jest książka „Małe wielkie odkrycia” Stevena Johnsona? Kiedy po nią sięgałam, trudno mi było określić grupę docelową. Teraz widzę, że może być niemal dla każdego, zaczynając od młodzieży gimnazjalnej. Ci, którzy coś wiedzą o nauce, historii wynalazków zaskoczeni zostaną sposobem, w jaki Steven Johnson łączy różne, wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka odległe sprawy. Bo co ma wspólnego mikrochip z rozwiązaniem problemu brudu w miastach w XIX wieku? Okazuje się, że można te dwa odkrycia powiązać, opowiadając o tym w sposób niezwykle interesujący.

Steven Johnson popularyzuje naukę, ale nie wpędza czytelnika w kompleksy. Choć dawno temu skończyłam szkołę, to co zostało opowiedziane w książce nie było za skomplikowane. Autorowi nie brakowało też poczucia humoru, co znacznie ubarwiło opowieść. Książka Stevena Johnsona pokazuje, że nie wolno popadać w schematy, bo większość odkrywców, żeby dokonać jakiejś innowacji musiała się pogubić...
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-12-2015 o godz 13:19 bulebulerka dodał recenzję:
"Małe wielkie odkrycia" to książka, która od pierwszych stron porywa czytelnika. Autor bardzo obrazowo opisał tzw. "efekt kolibra". Mówiąc krótko jedno zdarzenie zawsze pociąga za sobą tysiące innych. Steven Johnson udowadnia jak małe odkrycia, które pozornie nie mają dla nas większego znaczenia w dłuższej perspektywie zmieniają nasze życie i sposób postrzegania świata. Każdy mały wynalazek urasta w końcu do rangi wielkiego odkrycia, choć w wielu przypadkach nie tylko my, ale także ludzie za to odpowiedzialni nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo czy kiedy Gutenberg wynalazł prasę drukarską ktoś miał pojęcie o tym, że doprowadzi to do wynalezienia okularów? Z pozoru to dwie zupełnie różne innowacje. Gutenberg nie miał nawet pojęcia o tym, że coś takiego jak okulary może istnieć i że stanie się tak powszechne. Zatem wynalezienie prasy drukarskiej pozwoliło rozpowszechnić książki, a co za tym idzie zwiększyć czytelnictwo. Skoro ludzie zaczęli czytać zwrócili także uwagę, że nie wszyscy są w stanie przeczytać drobny druk. Szukano więc rozwiązania tego problemu i tak powstała lupa i okulary. Tylko, że one by wcale nie powstały gdyby ktoś wcześniej nie odkrył szkła. Tym samym kilka, na pierwszy rzut oka, zupełnie ze sobą niepowiązanych wydarzeń sprawiło, że kilka odrębnych wynalazków zaczęło współdziałać tworząc kolejne będące kamieniem milowym w naszej historii. Wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy ile pracy i czasu kosztowało wymyślenie przedmiotów, która są powszechne w naszym życiu. Nikt tak naprawdę się nie zastanawia jak wielu ludzi przyczyniło się do tego żebyśmy dziś mogli korzystać z tych wszystkich dogodności.

"Male wielkie odkrycia" to książka dla małych i dużych, dla tych którym nie jest obojętna historia nowożytnych produktów, których los ważył się na przestrzeni wielu lat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-12-2015 o godz 21:34 Patrycja Telega dodał recenzję:
"Małe Wielkie Odkrycia" to książka Stevena Jonsona, w której autor przedstawia nam jak powstał dany wynalazek, ale nie jest to typowo nudne przedstawienie na podstawie kiedy takie ciało A oddziaływało na takie ciało B, to powstało takie ciało C, którego wzór sumaryczny jest taki i taki, a cząsteczki oddziałują na siebie tak i tak. Nic z tych rzeczy, przecież jakby tak wszystko było opisane to zwyczajny człowiek (w sensie nie naukowiec) zanudził by się na śmierć, a nawet jej nie zrozumiał.

Na całe szczęście autor nie rozdrabniał się aż tak bardzo, dlatego wszystko jest zrozumiałe i nie nudzi. W książce znajdziemy sześć rozdziałów (Szkło, Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas, Swiatło) i w każdym z tych rozdziałów mamy jakiś wynalazek i kilka innych innowacji, bezpośrednio związanych z tym pierwszym na przykład dzięki temu, że ktoś odkrył szkło mamy okulary, telefony itp.
W książce nie ma zbyt skomplikowanych pojęć i jest zrozumiała dla każdego.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie, nie nudzi, a zachwyca. Masa obrazków dodaje smaczku całemu wydaniu. Jeżeli jesteście wszystkiego ciekawi to ta pozycja jest właśnie dla Was.


http://odkryc-tajemnice-ksiazek-recenzje.blogspot.com/2015/12/65-mae-wielkie-odkrycia-steven-johnson.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-12-2015 o godz 19:23 Ada Puszkarska dodał recenzję:
Fascynujący świat małych wielkich odkryć!
Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko!?
Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada na pomysł jego rozwiązania - nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian.
Czy wiecie, że:
> wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?
> dzięki niecodziennemu pomysłowi na handel lodem możliwe stało się zasiedlenie obszarów Ziemi dotąd niedostępnych dla człowieka?
> osiągnięcie inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, wzięły swój początek od neandertalskich zawodzeń w burgundzkich jaskiniach?
> potrzeba oczyszczenia miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć prace nad mikrochipami?
> odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach?
> wynalezienie sztucznego światła wpłynęło na ewolucję zwyczajów związanych ze snem?
Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów - tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

Jak dowiedziałam się o tej książce? Otóż, dostałam wiadomość od wydawnictwa z propozycją zrecenzowania tej książki. Pomyślałam sobie, czemu nie? I tak oto ten egzemplarz trafił na moją półkę.
Książka składa się z 6 rozdziałów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. W każdym z nich poruszana jest historia dotycząca danych wynalazków. Wszystko idzie takim schematem: na początku pojawia się problem - próba rozwiązania tego problemu - i mamy wynalazek.

Wydawnictwo SQN zadbało o to, aby książka była przejrzysta, przez co litery są całkiem duże. Okładka, jak najbardziej, pasuje do treści. W środku nie zabrakło też wielu różnorodnych zdjęć, dzięki czemu to co wcześniej zostało opisane, możemy zobaczyć na ilustracji.
Oprócz ładnej okładki, ilustracji w środku, książka zawiera bardzo wiele ciekawostek. Czy wpadlibyście na pomysł, że dzięki wynalezieniu prasy drukarskiej doprowadziło do poszerzenia naszego wglądu do skali komórkowej? Bo ja nie!

Język jakim posłużył autor jest prosty, rzadko kiedy pojawiają się sformułowania typowo naukowe. Dzięki temu, osoba, która na co dzień nie interesuję się takimi rzeczami, może łatwo zrozumieć tekst.
Steven Johnson stawiał na konkrety, nie rozpisywał się mocno, przez co wiedzę znajdującą się w książce możemy łatwo sobie przyswoić.

"Małe Wielkie Odkrycia" to książka, która może być wspaniałym prezentem np. pod choinkę. Osoby, które interesują się historią i rzeczami naukowymi, na pewno pochłoną to książkę w dość szybkim czasie.
Jeśli nie lubicie literatury faktu, to myślę, że i tam powinniście dać szansę tej książce, bo naprawdę warto! Po przeczytaniu tej książki, inaczej spojrzycie na rzeczy, które są w naszym codziennym życiu zwykłymi rzeczami. Za to kiedyś były czymś rzadko spotykanym.

Na koniec chciałabym Wam wyjaśnić, dlaczego tak zachwalam tą książkę, a dałam jej 6/10. Chodzi o to, że nie jestem zwolenniczką historii i zbytnio nie interesuję się takimi rzeczami, co za tym idzie mam inne spojrzenie na tego typu książki. Przeczytania tej książki wcale nie żałuję. :)
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do tej książki. A może już przeczytaliście "Małe Wielkie Odkrycia"? Co o nich sądzicie?
Do następnego!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-12-2015 o godz 16:11 Pani Lecter dodał recenzję:
Wiecie jaki problem od zawsze miałam z encyklopediami? Polegał on na tym, że... były encyklopediami.

Steven Johnson napisał dziewięć pozycji popularnonaukowych. Jego artykuły pojawiają się w „The New York Times” i „The Wall Street Journal”. I tutaj znajduje się fenomen tej książki. To nie jest wielkie tomiszcze. Nie składa się z samych ''mądrych słów'', których nawet dorośli często nie rozumieją. To jest książka.

Pływamy między stronami, jak przy świetnej powieści.

Prasa drukarska Jana Gutenberga zainicjowała zwiększony popyt na okulary, gdyż dzięki nowemu zwyczajowi czytania Europejczycy zorientowali się, że cierpią na dalekowzroczność. Z kolei ta zmiana wzmogła zainteresowanie soczewkami, co doprowadziło do wynalezienia mikroskopu, który niedługo potem pozwolił nam stwierdzić, że nasze ciało składa się z komórek. Któż mógłby pomyśleć, że technologia druku ma cokolwiek wspólnego z poszerzeniem naszego wglądu do skali komórkowej?

To nie jest zwykłe lanie wody, podobne do tego w szkołach. Przy tej książce można się zasiedzieć. Ba! Wzruszyć!

Bogate i ciekawe ilustracje wprowadzają w świat atomów i cząsteczek. Ciężko utrzymać i nie dać porwać
się klimatowi. Cała oprawa graficzna sprawia, że możemy śmiało dać tę książkę trochę starszemu dziecku.

Bardzo ciekawa przygoda.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-12-2015 o godz 00:00 girdar dodał recenzję:
Książka jest świetna i bardzo ciekawa, zarówno dla starszych jak i młodszych czytelników. Napisana w sposób łatwy i przystępny, każdy czytelnik dowie się z tej książki wielu interesujących rzeczy, choćby na temat odkryć i to jaki mają one wpływ na różne dziedziny naszego życia. Dobre na prezent świąteczny.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
08-12-2015 o godz 12:33 Justyna Pruszyńska dodał recenzję:
Jako, że za trochę ponad pół roku zamierzam zostać inżynierem, naturalne dla mnie jest to, że jestem ciekawa świata. Niestety ostatnio przywykłam do tego, że muszę robić "niezbędne minimum", bo nie będę miała czasu na pisanie pracy (ale czas na oglądanie seriali znajdzie się zawsze!), więc poszerzanie swoich horyzontów poszło w odstawkę.

Kiedy jednak dostałam propozycję zrecenzowania "Małych wielkich odkryć" nie wahałam się ani trochę. Dlaczego?Książka opisuje najważniejsze wynalazki, które odmieniły nasz świat. Kieruje się także reakcją łańcuchową i pokazuje jak jeden wynalazek miał wpływ na drugi, niekiedy całkiem niezwiązany tematycznie. Uwielbiam historie, które się zazębiają. Uważam wręcz, że w szkołach powinno uczyć się takiego ciągu przyczynowo-skutkowego i łączyć kropki (jak to powiada Włodek Markowicz). To bardzo rozwija i pokazuje, że wynalazek to często... dzieło przypadku.

Ponieważ "Małe wielkie odkrycia" to książka z dużą ilością faktów, to ja ocenię ją "po inżyniersku", czyli bardzo rzeczowo i przejrzyście.

Zacznę od plusów:

Wydanie tej książki jest absolutnie cudowne! Okładka ze skrzydełkami, duża czcionka i mnóstwo zdjęć w środku sprawiają, że czytanie jest prawdziwą przyjemnością.

Plusem jest też sama zawartość. Steven Johnson dzieli się z nami ogromem ciekawych informacji. Do tego, na końcu książki, podaje wszystkie źródła, z których korzystał. Dzięki temu podane informacje możemy zweryfikować albo też pogłębić.

Sposób, w jaki autor wybierał ciekawostki zasługuje na ogromną pochwałę. Pamiętacie, kiedy ostatni raz ktokolwiek uczył Was na historii czegoś więcej, niż suchych dat i wydarzeń? No, ja akurat pamiętam, ale miałam to szczęście, że przez dwa lata swojego życia udało mi się trafić na osobę z pasją. Steven Johnson to również taki pasjonat - z książki nie dowiemy się tylko "kto" i "co", ale również "dlaczego". Ciekawostki z życia w dawnych czasach pozwolą nam też na lepszą orientację w danym przedziale wiekowym i dadzą nam wiele tematów do rozmowy ze znajomymi.

Ach, ta sieć powiązań! Od okularów do włókien szklanych, od przewozu lodu do szybkiego zamrażania, od metody pomiaru czasu do komputera i tak dalej, i tak dalej... Czytając tę książkę zdajemy sobie sprawę, jak dużo rzeczy na świecie jest dziełem przypadku! Chociaż... może to wcale nie przypadek?

Teraz czas na jeden minus:

To nie jest lektura na raz. Momentami "Małe wielkie odkrycia" zaczynają nużyć i trzeba odłożyć je na bok. Wynika to z faktu, że są miejsca w tej książce, w których Johnson używa bardzo suchego i rzeczowego języka. Nie wchodzi w dyskusję z czytelnikiem, nie próbuje go przy sobie utrzymać. Ja jednak wymagam od literatury popularnonaukowej "nauki poprzez zabawę". Sama w tym roku piszę pracę inżynierską i ubolewam nad tym, że nie mogę trzymać się lekkiego, felietonowego języka. To sprawia, że łaknę go w pozycjach, które mogą się nim obronić.
Ale:

Na szczęście Steven Johnson od czasu do czasu przypomina sobie, że jego "Małe wielkie odkrycia" nie są traktatem naukowym i w książce można znaleźć wiele odniesień do czytelnika i zabawnych fragmentów.

Słowo na koniec:
Zabawne, że dopiero dzięki tej pozycji zdałam sobie sprawę, że każda droga powstawania jakiegokolwiek wynalazku jest kręta, a wynalazcą nie musi wcale być osoba, która wpadła na pomysł jako pierwsza. Wystarczy, że będzie znała się na tajnikach pr'u...

Chciałam też wszystkich Was zachęcić do pogłębiania swojej wiedzy przez całe życie. Nie wiem jak Wy, ale ja po wyjściu ze szkoły zaczynam zauważać, że coraz więcej rzeczy mi umyka. Nie dokształcam się już w niektórych dziedzinach (również ze względu na specyfikę studiów) i powoli zaczyna mi to przeszkadzać. Człowiek jest stworzeniem, które z natury jest ciekawe świata. Warto tę ciekawość zaspokajać!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-12-2015 o godz 14:26 Magdalena Senderowicz dodał recenzję:
„Myślimy o Chicago jako mieście twardzieli, pełnym imperiów kolejowych i rzeźni. Ale błędem byłoby twierdzić, że wszystko to nie zostało zbudowane na czterocentowych wiązaniach wodorowych.”
Przepadam za książkami popularno-naukowymi, zwłaszcza jeżeli podchodzą do sprawy w sposób niekonwencjonalny. A amerykański bestseller Stevena Johnsona właśnie taki jest. „Małe wielkie odkrycia” to książka, której tytuł doskonale oddaje to, co ona w sobie zawiera. Jak myślicie, które wynalazki okazały się być najważniejsze dla ludzkości? Internet, telewizja, energia atomowa? Dobra, każdy wynalazek, chociażby te codziennego użytku, z pewnością ułatwiły nam życie. A co z tak banalnymi rzeczami, które nas otaczają, a nawet nie myślimy o nich w kategoriach wynalazku?
Steven Johnson opisuje w swojej publikacji sześć rzeczy, które wywarły ogromny wpływ na rozwój ludzkości. Są to szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas oraz światło. Gdy po raz pierwszy zerknęłam na spis treści zawierający te słowa, byłam w szoku. Naprawdę nigdy nie wpadłabym na to, że tak podstawowe rzeczy, które są czymś oczywistym, można postrzegać w takich kategoriach. A jednak! Gdy rozpoczęłam lekturę to przepadłam całkowicie. Język pana Johnsona jest tak przystępny i przyjemny, że nawet fizyka kwantowa stałaby się banalna do zrozumienia, gdyby o niej pisał! Przepadłam całkowicie, bowiem autor przedstawianie faktów i historii łączy z pewną dawką humoru i sarkazmu, co razem tworzy doskonałą całość.
Podczas czytania tej książki stale miałam przed oczami jedną wizję – niesamowite jest to, jak bardzo zmieniło się ludzkie życie na przestrzeni lat. Wychodziliśmy od człowieka pierwotnego, a dzisiaj możemy polecieć w kosmos. Jesteśmy niczym eksperyment, który wciąż idzie do przodu. Stawiamy sobie nowe wyzwania i próbujemy im sprostać. Jednak ciąg przyczynowo-skutkowy, jaki wiąże się z naszym rozwojem jest po prostu niesamowity! Gwarantuję Wam, że nigdy nie postrzegaliście pewnych rzeczy w taki sposób, w jaki zaczniecie po przeczytaniu tej książki. Po raz kolejny – rzecz normalna, a jednak taka, na którą nikt nie zwraca uwagi, rzecz, nad którą nikt się nie zastanawia.
Chyba najbardziej zadziwiającym rozdziałem jest ten poświęcony Zimnu. Czy wpadlibyście kiedykolwiek na pomysł, żeby przez pół świata transportować bryły lodu wycięte z jeziora, aby zbić na nich majątek? A widzicie, był taki pan, który na to wpadł. I jak się okazuje rozpoczął nie lada rewolucję i to zapewne dzięki niemu każdy ma lodówkę w kuchni. A higiena? Czy wiecie, że kiedyś ludzie uważali mycie się za najgorszą rzecz, jaka może ich spotkać? Albo czy zastanawialiście się, skąd wzięło się szkło, które jest tak wszechobecne? Efekt kolibra opisywany przez autora w każdym przypadku jest naprawdę zadziwiający, ale prawdziwy!
„Małe wielkie odkrycia” to książka zaskakująca i niepowtarzalna. Pełna kolorowych ilustracji i przystępnych faktów, które z łatwością możemy zapamiętać. To chyba najbardziej oryginalna pozycja z zakresu literatury popularno-naukowej, jaką miałam okazję czytać. Porywa jak dobry film, daje do myślenia, zmusza do refleksji i intryguje. Steven Johnson napisał naprawdę doskonałą rzecz, która sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad rozwojem rasy ludzkiej. W niesamowity sposób przedstawił codzienność, jako coś wyjątkowego, jako początek czegoś większego, bez czego nie bylibyśmy dzisiaj tam, gdzie jesteśmy. To książka, obok której nie możecie przejść obojętnie i koniecznie musicie się z nią zapoznać!

www.bookeaterreality.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-12-2015 o godz 10:46 Julia Alaska dodał recenzję:
Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko!?
Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada na pomysł jego rozwiązania – nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian.
Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów – tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

Małe wielkie odkrycia opisują powstanie przedmiotów, których używamy codziennie. Rzeczy, bez których nie wyobrażamy sobie życia. Na przykład, czy wiedzieliście, że gdyby nie odkrycie szkła moglibyśmy nie korzystać teraz z Internetu? Albo, żeby poczytać sobie dobrą książkę przy świecy ktoś inny ryzykował życiem na polowaniach na kaszaloty, by z substancji zwanej spermacet znajdującej się w mózgu zwierzęcia zrobić świeczki, które teraz mają raczej funkcje dekoracyjne?

Książka zawiera wiele bardzo interesujących ciekawostek takich jak te powyżej. Autor pokazuje nam, że odkrycie czegoś może zajmować bardzo długo, a czasami ów wynalazek jest doceniany dopiero po śmierci
twórcy. Małe wielkie odkrycia napisane są przystępnym językiem, ale zdarzały się fragmenty zapisane typowo naukowymi sformułowaniami.

Nigdy jakoś szczególnie nie ciągnęło mnie do popularnonaukowych powieści. Po prostu takie rzeczy według mnie są nudne i często - o zgrozo - pisane językiem, którego za nic w świecie nie rozumiałam. I w tym aspekcie MWO zaskoczyły mnie. Poza tym podczas czytania tej pozycji nie nudziłam się.
Powieść podzielona jest na sześć rozdziałów: szkło, zimo, dźwięk, czystość, czas, światło. Mi najbardziej podobała się historia powstania lodówek, klimatyzacji, czyli odkrycia opisane w drugim rozdziale. Nadal fascynuje mnie to, że wielkie blogi lodu przewożone na statkach przez sporo czasu nie roztapiały się. Magia?

Poza tym bardzo spodobał mi się rozdział o czystości. Ludzie nie myli się, uważali to za głupie i niepotrzebne. Twierdzili, że brud chronił przed chorobami. Dopiero później odkryto, że nie jest to takie złe. Najśmieszniejsze jest jednak to, że na ulicach rozdawano ulotki jak się kąpać/myć.

Małe wielkie odkrycia na pewno spodobają się osobom, które ciekawi świat oraz jego rozwijanie się. Na pewno człowiek interesujący się nauką będzie zachwycony z takiego prezentu pod choinką,. Książkę polecam i nawet jeśli nie jesteście fanami literatury popularnonaukowej to sięgnijcie, ponieważ MWO pełne są ciekawostek oraz informacji dotyczących rzeczy, z których korzystamy w codziennym życiu.

~ A.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-12-2015 o godz 18:35 Karolina Matecka dodał recenzję:
,,Małe wielkie Odkrycie" to idealna pozycja dla ludzi ciekawych świata. Steven Johnson świetnie przedstawia nam z pozoru nierealne związki pomiędzy wynalazkami codziennego użytku, takimi jak okulary, szkło czy telefon.
Książka napisana jest w sposób zrozumiały dla każdego laika. Nie znajdziemy tu wielu naukowych pojęć i niezrozumiałych dla normalnego człowieka słów. Niejednokrotnie uśmiechniemy się przez świetny styl pisania pana Johnsona i absurdy opisywanych sytuacji pomagających w odkryciu rzeczy, z których korzystamy dzisiaj bez przerwy.


Po przeczytaniu tej książki będziecie inaczej patrzeć na rzeczy codziennego użytku. Autor uświadamia ile przypadkowych spostrzeżeń i rzeczy musiało się wydarzyć, żeby uświadomić ludziom, że czegoś potrzebują, a co za tym idzie, to wynaleźć. Żarówka i okulary już nigdy nie będą takie same, bo patrząc na nie będziemy mieli przed oczami rzeczy, które doprowadziły do ich wynalezienia i dziesiątki ludzi za to odpowiedzialnych.

Od tej powieści nie sposób się oderwać. Z każdą stroną pogłębiamy swoją ciekawość i chcemy się dowiedzieć więcej i więcej. Johnson to świetny przewodnik po tym zawiłym świecie odkryć i wynalazków jakie nam przedstawia. Wiedza sama wpycha się nam do głowy razem z masą anegdot i ciekawostek, których nie przekaże nam byle który nauczyciel historii ;)

Warto też wspomnieć o cudownym wydaniu tej książki. Przepełniona jest ona dziesiątkami ilustracji i zdjęć, które sprawiają, że ,,Małe wielkie odkrycia" to spójna całość. Wszystko się uzupełnia, a wyjątkowa okładka niebywale przyciąga wzrok!

,,Małe wielkie odkrycia" to idealna powieść na prezent dla każdego, kto lubi ciągle pogłębiać swoja wiedzę!
Po jej przeczytaniu będziemy mogli zadziwiać swoją wiedzą bliskich przy wigilijnym stole i z ogromną satysfakcją patrzeć na ich miny! Kto tego nie pragnie?

Recenzja z bloga: http://love-ksiazki.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-12-2015 o godz 12:31 SkrytaKsiążka dodał recenzję:
Nie jest to typowo egzemplarz z jakąś konkretną powieścią mającą głębsze znaczenie. Książka pokazuje nam powstanie wynalazków w interesujący i ciekawy sposób. Możemy dowiedzieć się o tym jak powstały rzeczy i przedmioty z których korzystamy regularnie każdego dnia. Czyż to nie jest fascynujące? Dla mnie owszem!
Całość składa się z sześciu działów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło - to wszystko otacza nas każdego dnia i nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że na każdym kroku spotykamy się z tymi wszystkimi ważnymi aspektami. Raczej nikt z nas nie wyobraża sobie życia bez szkła w oknie, albo okularach na nosie gdy nasz wzrok jest zbyt słaby.

Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości?
Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój?
Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko?

Jestem pod wrażeniem całości tej książki. Steven Johnson zabiera nas w podróż, w której możemy poznać największe tajemnice historii ludzkości. Była to dla mnie ogromnie przyjemne doświadczenie. Okładka prezentuje się genialnie. Egzemplarz czyta się bardzo szybko, a dodatkowo możemy zobaczyć wiele ciekawych fotografii takich jak: zdjęcia wynalazców, mapy, drukarnie i wiele, wiele innych. Mimo, iż nie czytam naukowych książek, to zapoznanie się z tą pozycją będę wspominała długo i jestem pewna, że niejednokrotnie do niej wrócę.

skrytaksiazka.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-12-2015 o godz 10:53 Diana Chmiel dodał recenzję:
bardziejlubieksiazki.pl

Autor chciał spojrzeć świeżym okiem na rzeczy, które uznajemy dzisiaj za oczywiste. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo wygodnie dzisiaj nam się żyje. Lubimy narzekać na wszystko, ale czy tak naprawdę mamy ku temu podstawy? Czy zdajemy sobie sprawę, że kiedyś umarlibyśmy po napiciu się wody z kranu? Że ktoś kiedyś musiał wynaleźć lód? Ale co ciekawsze, Johnson rozpatruje wynalazki w szerszej perspektywie i pochyla się nad ich długofalowymi następstwami. Gdy dany wynalazek zaczyna spełniać swoją rolę, ułatwia życie ludziom. Autor tej książki sięga dalej – stwarza i odnajduje powiązania między wynalazkami i odkryciami, bada wpływ, jaki mają nowe rzeczy na stary świat i ludzi, na przyszłość. A okazuje się, że taki wpływ czy związek może być naprawdę bardzo zaskakujący. Z tyłu okładki mamy kilka przykładów: Czy wiecie, że potrzeba oczyszczania miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć pracy nad mikrochipami? Albo że wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?

Książka jest właśnie o „takich dziwacznych zależnosciach”. To pochwała geniuszu, a jednocześnie jego „sprowadzenie na ziemię”. Geniusz to nie ta słynna żarówka, która się zapala w trakcie sekundy oświecenia, to nie moment iluminacji. Geniusz to nie osoba, która pewnego dnia wstaje i myśli „Dzisiaj wymyślę coś genialnego”. Nie. Dużo częściej ktoś nosił się z jakimś pomysłem przez wiele lat, często podejmował mnóstwo prób, również tych nieudanych. Odkrycie to nie jest jedna myśl, to raczej cała siatka wzajemnych powiązań, które w odpowiednim momencie i przy odpowiednich warunkach, pozwalają na wysnucie nowych wniosków. Warto zaznaczyć, że Autor skupia się na odkryciach Europy i Ameryki Północnej.

Książka składa się z sześciu rozdziałów. Szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło. Przechodzimy od Pustyni Libijskiej dwadzieścia sześć milionów lat temu do lotów w kosmos w XXI wieku i światłowodów. Od odkrycia zastosowania lodu do mrożonek i klimatyzacji. Od malowideł ściennych sprzed trzydziestu tysięcy lat, do radia, a co za tym idzie do jazzu , do masowych wieców, ale i do Beatlesów. Dowiemy się, co ma wspólnego zatonięcie Titanica z wynalezieniem sonaru, jak podnieść całe miasto o trzy metry i właściwie po co? I dla jakiego miejsca mydło jest zbyt brudne? A czy wiecie, że pisano ulotki instruujące ludzi, jak brać kąpiel? Albo, że istnieje woda zbyt czysta do spożycia przez człowieka? A teraz to, co podoba mi się najbardziej! Żeby ktoś mógł poczytać przy świeczce, ktoś inny musiał wcześniej siedzieć w środku martwego kaszalota i zeskrobywać spermacet z jego mózgu…Nie wnikam w szczegóły, przeczytacie sami, ale oddziałuje na wyobraźnię, prawda?

Myślą przewodnią książki jest pokazanie powiązań pomiędzy odkryciami. To Autor robi w bardzo dobrym stylu. Johnson bardzo sprawnie prowadzi nas w tym, jak sam określa, koewolucyjnym tańcu. Jego wywody przyczynowo-skutkowe są bardzo czytelne, uporządkowane, logiczne. Przy tym napisane z fascynacją i zainteresowaniem, które czuć w każdym zdaniu. Każda strona to świat kolejnych, fascynujących odkryć, a Johnson jest wyśmienitym przewodnikiem. Ale poza powiązaniami między odkryciami odnajdziemy w książce dodatkowo olbrzymie ilości faktów, nazwisk, anegdot, historyjek. Czytanie Małych wielkich odkryć to fantastyczna przygoda. To podróż w czasie od prehistorii do czasów współczesnych, podróż, którą w zasadzie każdy powinien odbyć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-12-2015 o godz 14:29 Iwona_C_ dodał recenzję:
Jakieś kilkanaście lat temu w telewizji można było obejrzeć program popularnonaukowy, który bardzo lubiłam. Teraz za nic nie mogę przypomnieć sobie jego tytułu, jednak prowadzący pokazywał nam powiązania pomiędzy rzeczami, które z pozoru nic ze sobą wspólnego nie mają. Z pewnością zastanawiasz się, dlaczego wspominam o tym przy recenzji książki. Już śpieszę z wyjaśnieniami. W swojej nowej książce Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat Steven Johnson pokazuje właśnie takie nietypowe połączenia. Bo co może mieć wspólnego ze sobą stopiony piasek znaleziony tysiące lat temu na pustyni, na terenie dzisiejszej Libii, ze współczesnym selfie i mistrzami malarstwa renesansowego? Okazuje się, że bardzo dużo.

Uwielbiam czytać książki oraz oglądać programy, które w nietypowy sposób przedstawiają wiedzę naukową. Do takich zalicza się właśnie książka Stevena Johnsona. Autor w przystępny i zarazem niezwykle zaskakujący sposób przedstawia rzeczy, którymi otaczamy się na co dzień, i na które nie zwracamy już najmniejszej uwagi – są, bo są i tak ma być. W końcu każdy z nas żyje w domu z oknami, lustrem, lodówką, sztucznym oświetleniem, a w kieszeni mamy niewielki telefon komórkowy. Każdy z nas zna pobieżnie historię tych wynalazków, jednak nie do końca zdajemy sobie sprawę, jak wielki wpływ wywarły one na nasze życie w wielu dziedzinach. Tutaj laur pierwszeństwa z pewnością należy przyznać szkłu, którego odkrycie, a także późniejsze metody obróbki znacząco wpłynęły na rozwój nauki, astronomii, fotografii, medycyny, mikrobiologii, a nawet fizyki. Wydawać by się mogło, że z odkrywaniem właściwości szkła niewiele wspólnego ma Gutenberg i jego prasa drukarska, mistrzowie malarstwa czy też współczesne zdjęcia typu selfie. Jednak, jeśli tylko sięgniecie po książkę przekonacie się, że pomiędzy tymi przedmiotami, jak i wieloma innymi istnieje zaskakujące połączenie.

Dlaczego warto sięgnąć po tą publikację? Przede wszystkim dlatego, że w przystępny sposób przekazuje nam typowo naukowe fakty. Jednak nie są to suche informacje, które możemy znaleźć w książkach popularno-naukowych. Język książki jest zrozumiały dla każdego, lekki i okraszony dobrym humorem. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Śmiem nawet powiedzieć, że jak dobrą powieść – nie sposób się oderwać, bo cały czas się zastanawiamy, czego jeszcze się dowiemy, na kolejnej i kolejnej stronie. Dodatkowym atutem jest to, że książka jest bogato ilustrowana, znajdują się tu zarówno ryciny i zdjęcia starożytnych artefaktów, portrety naukowców i wiele innych interesujących grafik.

Szczerze polecam, szczególnie dla ludzi, którzy są ciągle głodni wiedzy. W książce znajduje się wiele „smaczków”, które przynajmniej na chwilę zaspokoją ten głód.
http://czytajac.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-12-2015 o godz 14:08 Agata Kądziołka dodał recenzję:
Ta niewielka publikacja to prawdziwy rarytas dla tych, którzy lubią zaskakiwać ciekawostkami przy wigilijnym stole. Dzięki niej dowiemy się o zwykłych przedmiotach codziennego użytku i o ich historii, która dla wielu ludzi jest równie nieznana jak metryka ślubu sąsiadki z trzeciego piętra.
Czy wiedzieliście skąd wzięło się szkło? Ha, początek recenzji i już zaczynają się schody; bo czym jest szkło, każdy wie. Jak się je wytwarza – to też jest wiadome jakiejś części ludzkiej populacji. Ale skąd się wzięło – cóż, na to pytanie nie odpowie wam przypadkowy przechodzień ani przeciętny nauczyciel fizyki. Pierwsze szkło pojawiło się na ziemi a dokładniej rzecz ujmując na Pustyni Libijskiej jakieś 26 milionów lat temu, gdy ziarenka krzemionki zostały ogrzane temperaturą rzędu pięciuset stopni i zmieniły się w szkło. Ale droga od tamtego wydarzenia do produkowania luster czy szyb była długa i bolesna o czym można przekonać się czytając „Małe wielkie odkrycia”.
Niech podniesie rękę ten, kto wiedział, że pierwszym elementem świata materialnego, który udało się bezpośrednio przemienić w energię elektryczną był dźwięk. Zawsze zastanawiało mnie w dzieciństwie, jak za pomocą drutu mój głos wędrował na setki kilometrów i był słyszany kilka sekund później na dalekim, jak dla mnie, Śląsku. Później, kiedy pojawiły się komórki i satelity łatwiej było mi to zrozumieć (chociaż i tak nie zrozumiałam nigdy tego fenomenu do końca) niż owy drut, który nijak nie kojarzy mi się z czymś, co pozwoli mojemu głosowi się przemieszczać.

Ta książka nie ma wielu rozdziałów, jednak widać, że autor włożył w nią dużo wysiłku, szczególnie w szukanie źródeł, z których czerpał swoją wiedzę. Bibliografia jest ogromna, lecz Steven Johnson przetworzył wszystkie teksty tak, że tchnie z nich ciekawością a nie stęchlizną i znużeniem.
Świetny pomysł na prezent dla tych, którzy pasjonują się fizyką, chemią czy informatyką lub po prostu są ciekawi jaką drogę przebyło światło nim znalazło się w żarówce świecącej nad naszymi głowami. Niebanalna lektura, polecam ją szczególnie dla młodszego rodzeństwa czy innych powinowatych i krewnych, co by zachęcić ich do nauki przedmiotów ścisłych. Kto wie, może gdybym przeczytała „Małe wielkie odkrycia” będąc w podstawówce, teraz byłabym fizykiem?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-12-2015 o godz 22:01 Heather dodał recenzję:
Nie tylko piszemy naszą historię. My ją tworzymy. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Krok po kroku wprowadzamy do naszego świata urządzenia, dzięki którym ułatwiamy sobie codzienność. Jednak jest coś, o czym w pędzie ku nowemu zapominamy. Bez ziarna nic nie wskóramy. Dlatego autor cofa się do przeszłości i w swojej książce przedstawia to co najważniejsze - szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. Ewolucja wszystkich tych rzeczy spotkała się z wieloma niepowodzeniami, które jednocześnie umocniły je w swojej decyzji o tym, by uparcie dążyć na przód. Historia opisywana przez autora to jednolity tekst przepikowany obrazami, gdzie liczne ciekawostki i zaskakujące fakty wzbudzają w czytelniku szok i przyjemną chęć poznania co raz to nowszych faktów.

"Czy będziemy dobrymi przodkami?


Przyznaję, pierwsze spotkanie z książką trochę mnie zdziwiło. Założyłam, że czeka na mnie typowo dziecięca publikacja z kolorowymi obrazkami i wielkimi literami. Nie tym razem. "Małe wielkie odkrycia" to historyczno-filozoficzna opowieść dla dojrzałych czytelników. Mądry tekst, ciekawe spojrzenie na sprawę i historia warta uwagi. Czego chcieć więcej?

"Małe wielkie odkrycia" polecam wszystkim otwartym umysłom, którym ciekawostek ze świata ciągle mało. Co Was tu spotka? Niezwykła historia zwykłych przedmiotów. Naprawdę warto - przede wszystkim, dla świadomości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-12-2015 o godz 20:21 insomniaof dodał recenzję:
Jeszcze nie do końca przebrzmiało genialne „What if?”, a już na rynku pojawiła się druga pozycja w podobnej stylistyce. „Małe wielkie odkrycia” różnią się jednak zasadniczo mimo, że na pierwszy rzut oka można tego nie zauważyć. W „What if?” formuła jest oparta głównie na zabawnych, prostych obrazkach i absurdalności pytań, w propozycji wydawnictwa SQN przeważają ilustracje historyczne oraz trzymanie się związku przyczynowo-skutkowego. Co je więc łączy? Ciekawe podejście do nauczania dorosłych przez zabawę i mocne oparcie się na nauce. To historia i fakty są tutaj najważniejsze – ukazują nam inną stronę świata. Czy warto sięgać po „Małe wielkie odkrycia”? Zdecydowanie.



Steven Johnson -bestsellerowy autor dziewięciu książek popularnonaukowych. Założyciel trzech cieszących się zainteresowaniem serwisów internetowych, gospodarz i współtwórca programu PBS How We Got to Now. Regularnie pisze m.in. dla „Wired”, „The New York Timesa”, „The Wall Street Journal” i „The Financial Timesa”. Mieszka w hrabstwie Marin w Kalifornii z żoną i trzema synami.

Steven Johnson opisuje sześć wynalazków, które nieprawdopodobnie odmieniły świat. Oczywiście książka to więcej niż tylko historia. Autor przekonuje, że największe wynalazki nie są dziełem geniuszy indywidualistów, a powstają w wyniku współdziałania wielu ludzi i czynników, często na styku różnych dyscyplin. Johnson umiejętnie przedstawia naukę i historię w fascynujący i – co ważne – przystępny sposób. Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko!? Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada na pomysł jego rozwiązania – nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian. Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów – tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

Chcecie się nauczyć czegoś ciekawego? Nie lubicie lub męczą was tradycyjne podręczniki? Oczekujecie czegoś więcej niż suchych faktów? Jeśli chociaż na jedno z tych pytań odpowiedzieliście twierdząco – zajrzyjcie do wyżej wspomnianej pozycji. Przekonacie się, że może się spodobać zarówno 12 latkowi jak i całkiem 40 latkowi, a zaciekawi też wielu jeszcze starszych. Co jest siłą tej książki? Na pewno przekazywanie wiedzy w formie ciekawostek. W sumie cały tekst został tak skonstruowany, dzięki czemu mimo wielu dat, nazwisk nie nudzi i nie sprawia, że macie ochotę z lubością przyłożyć głowę do poduszki. Nie bez znaczenie pozostają również ilustracje użyte na kartach – zdjęcia, plakaty, ryciny, obrazy – od koloru do wyboru. Ich różnorodność mocno wpływa na pozytywny odbiór całości, można spokojnie się przy nich zatrzymać. Ja często wpatrywałam się w nie z przyjemnością, analizując wszystkie szczegóły. Autor kieruje nami od mało znanego faktu lub odkrycia do ogromnego znaczenia przez efekt domina, jaki wywołał, na całkowicie niezwiązane i odległe od niego sfery życia lub nauki. Przybliża również okoliczności i cały proces prowadząc nas niejako za rękę. Nie znaczy to, że nie pozostawił nam swobody – daje jej dużo na prywatne poszukiwania, co jest niewątpliwie kolejnym atutem. W sumie nie potrafię znaleźć wad tej książki – jest ciekawa, pouczająca i łatwa w odbiorze. Taka powinna być całą literatura popularnonaukowa. Po trochu filozoficzna, historyczna i czysto badawcza.

Polecam każdemu. Na pewno będzie to pewniak, jeśli chodzi o prezenty świąteczne – jeśli nie jesteś do końca pewny, co lubi osoba, którą obdarowujesz, w ciemno weź „Małe wielkie odkrycia”. Kto będzie miał kwaśną minę po przeczytaniu ten buc ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-12-2015 o godz 11:09 Łukasz Mąsior dodał recenzję:
Czy zastanawialiście się kiedyś jak doszło do odkrycia przedmiotów, z którymi macie codzienny kontakt? Myślicie o żarówce i do głowy przychodzi wam słowo „światło”. Teraz nie wyobrażamy sobie życia bez tego wynalazku, ale kiedyś ludzie musieli sobie jakoś bez niego radzić. Jedni męczyli się ze świeczkami, a inni próbowali rozwiązać problem ciemności.


W swojej książce Steven Johnson w przystępny i ciekawy sposób tłumaczy genezę wielu wynalazków, bez których życie dla nas stałoby się męczarnią. W Małych wielkich odkryciach znajdziecie masę ciekawostek, dzięki którym będziecie mogli zaskoczyć znajomych. Poza tym warto wiedzieć jak powstały rzeczy codziennego użytku.


W książce chyba najbardziej zaskoczyło mnie powiązanie między pozbywaniem się fekaliów z miast, a pracą nad mikrochipami. Dowiedziałem się też tego jak na Pustyni Libijskiej powstało pierwsze szkło, tego kto skonstruował pierwsze okulary, albo tego jak kościelne kadzidło zainspirowało Galileusza do badań nad… czasem.


W Małych wielkich odkryciach znajdziecie też bardzo dużo zdjęć obrazujących opisywane zagadnienia, przedmioty, czy przedstawiające słynnych ludzi związanych z wynalazkami.


Jeżeli jesteście ciekawi świata i chcecie lepiej zrozumieć otaczającą was rzeczywistość to sięgnijcie po Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat. Nie zawiedziecie się :).
zdobraksiazka.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-12-2015 o godz 09:53 erka dodał recenzję:
Szaleni naukowcy, od dawna rozpalali wyobraźnię, nie tyle, zwykłych ludzi, ale, wszelkiego rodzaju pisarzy i reżyserów.Jednak, ich wyobrażenia, tego, jak powstają wynalazki, czy odkrycia, które na zawsze zmieniły nasz świat, wypadają słabo, gdy czytam tę książkę.

W tej pozycji, autor przedstawia 6 innowacji, które w znaczący sposób ulepszyły nasze pojmowanie komfortu.
W niezwykle przystępny i interesujący sposób wyłożone zagadnienie.
Pojawienie się problemu, a potem propozycja, jego rozwiązania.Często szalona i zdawałoby się, nie mająca nic wspólnego z dylematem, który trapi wiele osób.
Swoją książkę autor, dedykuje"zwykłym" ludziom, a to sprawia, że czyta się ją lekko i ze zrozumieniem.
Dodatkowym plusem, całej, tej opowieści, są zdjęcia, przedstawiające, pionierów, ofiary, a nawet zastosowanie danego wynalazku, nie tylko współcześnie, ale i w starożytności.

Polecam szczerze, premiera książki, dzisiaj.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-12-2015 o godz 07:57 Wkp dodał recenzję:
Te wynalazki znamy wszyscy. Korzystamy z nich na co dzień. Są tak powszechne, że nawet przestaliśmy je zauważać. Szkło, zegarki, okulary, żarówki… Zdarza się, że wiemy, jak któreś z nich zostały odkryte, niewielu jednak jest świadomych, jakie są długofalowe skutki niektórych odkryć. A te zdumiewają o wiele bardziej, niż często same wynalazki. W skrócie: Witajcie w świecie Efektu Kolibra!

Czym jest ów efekt? Nawet jeśli nie interesujecie się matematyką wyższą i hasło „Teoria Chaosu” nic Wam nie mówi, z pewnością słyszeliście o Efekcie Motyla, kiedy to ruch skrzydeł motyla powodując niewielkie zmiany w zawirowaniach powietrza, na wzór lawiny powoduje kolejne, do tego stopnia, że na drugim końcu świata powstaje huragan. Efekt Kolibra to jego odpowiednik w Teorii Ewolucji, obrazujący jak niewielka zmiana w jednym aspekcie życia (tu pojawienie się pyłku w kwiatach) wywołuje znaczącą zmianę w innym, zdawałoby się niepowiązanym (budowie skrzydeł kolibra, który musiał się dostosować, by móc zwisnąć przed kwiatem i żywić się jego dobrami). I tak właśnie jest z odkryciami. Długofalowe skutki pojawienia się czegoś nowego, przerastały wyobrażenia odkrywców. Bo kto mógł przewidzieć, że wynalezienie druku spowoduje w konsekwencji możliwość poznania, iż człowiek składa się z komórek? Albo że dzięki chęci oczyszczenia miast z fekaliów doczekaliśmy się mikrochipów? A odkrycie jak roztapiać piasek pozwala nam korzystać z Internetu?

Tego typu rzeczy zebrał i przeanalizował Steve Johnson, tworząc w efekcie książkę, która fascynuje i wciąga w niezwykły świat codzienności, którego nie dostrzegamy. Bogactwo szczegółów i ciekawostek oraz lekkość stylu połączona ze świadomością, że nie pisze autor do specjalistów a zwykłych ludzi, sprawiły, że „Małe wielkie odkrycia” stały się światowym bestsellerem. I całkiem słusznie. Znakomita to bowiem książka, w świetny sposób propagująca naukę i trafiająca do umysłu czytelnika, pobudzająca do myślenia i intrygująca.

Świetne jest także wydanie, przepełnione kolorowymi i czarno-białymi ilustracjami, przyjemne dla oka… po prostu świetne, jak i jego treść.

I cóż mogę więcej powiedzieć, jak nie tylko: Gorąco polecam. Czytając bawiłem się świetnie, a wraz z zabawą tą pogłębiłem swoją wiedzę, dowiedziałem się rzeczy, których naprawdę warto się dowiedzieć i odkryłem kolejną książkę, do której chętnie nie raz jeszcze wrócę. Dlatego zachęcam Was do zapoznania się z nią.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-12-2015 o godz 00:19 Książki i My dodał recenzję:
Książka "Małe wielkie odkrycia" bardzo dobrze obrazuje zależność między poszczególnymi wynalazkami. Za każdym razem, gdy w życie wchodzi nowa myśl czy innowacja nie pozostaje ona bez mniejszego lub większego wpływu na nasze życie. Do tego bardzo często jeden wynalazek pociąga za sobą kolejne (gdyby nie wynaleziono szkła, nie byłoby dziś szyb, kabli światłowodowych, mikroskopów, obserwatoriów astronomicznych a nasza wiedza o kosmosie i ciele ludzkim byłaby uboga), bądź obnaża nieznane dotąd potrzeby ludzi lub ich wady. Dobrym przykładem jest wynalazek Gutenberga. Przed nim wiele osób nawet nie zdawało sobie sprawy, że są dalekowidzami. Ówczesne społeczeństwo w większości było niepiśmienne. Dopiero rozpowszechnienie druku i rozwój czytelnictwa ukazały skalę problemu, przyczyniając się jednocześnie do zwiększonego zapotrzebowania na dostępne do niedawna tylko wybranym okulary. Sto lat po skonstruowaniu prasy drukarskiej w Europie istniało już tysiące zakładów optycznych.

W opracowaniu opisanych jest więcej takich zależności zawartych w rozdziałach “Szkło”, “Zimno”, Dźwięk”, “Czystość”, “Czas” i “Światło”. Wszystkie doskonale obrazują efekt kolibra, czyli bezpośrednie powiązanie wynalazków (które wydawałoby się, nie powinny ze sobą mieć nic wspólnego) w poszczególnych obszarach działalności człowieka. Autor w bardzo przystępny sposób przekazuje nam jak wielki wpływ mają, często niepozorne i bagatelizowane w podręcznikach szkolnych wynalazki na historię ludzkości i nasze codzienne życie.

"Małe wielkie odkrycia" to pozycja dla osób w każdym wieku. Zainteresować może zarówno ucznia szkoły podstawowej, liceum jak i studenta czy emeryta. Jeśli tylko jesteście choć odrobinę ciekawi świata i gdzieś tam, nawet głęboko, macie w sobie “żyłkę naukowca”, lub zwyczajnie szukacie lekkiej i przyjemnej lektury z której coś wyniesiecie to jest to książka właśnie dla was. Lub najbliższych, bo Święta za pasem a taka ładnie wydana i bogato ilustrowana publikacja będzie świetnym prezentem pod choinkę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-12-2015 o godz 22:11 Gabi Kobylak dodał recenzję:
Nie jest to zwykła książka, bo o odkryciach. Czytając streszczenie na okładce, nie mogłam się doczekać, aż w końcu zajrzę do środka. Wstęp o dziwo przeczytałam, chociaż przeważnie tego nie robię, bo wiąże się z nudnym przemówieniem, z którego niewiele wynika. W tym przypadku coś tam z czegoś wynika, coś się niby wyjaśnia, ale niewiele można zrozumieć. Na szczęście nie zraziło mnie to i już po chwili zabrałam się za właściwą lekturę.
Tu czekało mnie totalne zaskoczenie. Wszystko zaczęło się topiących się ziarenek krzemionki. I nagle doszło do pisma, druku, wad wzroku, rozwoju selfie? A no tak. Byłam w szoku, w jaki sposób autor potrafił połączyć zjawiska, które wpłynęły na powstanie wynalazków. Bo niby jak- co ma krzemionka do aparatu, czy internetu? Ma i to wiele. Dowiemy się, jak doszło do powstania druku, w jaki sposób wykryto wady wzroku, a następnie wynaleziono okulary, mikroskop, szkło, watę szklaną. Co wspólnego ma nitka szkła z selfie? Gdyby nie aparat, gdyby nie moglibyśmy wrzucać zdjęć do sieci. A jak to się stało, że pod wodą istnieje kilka kabli, zabezpieczonych na wszelkie możliwe sposoby, które łączą kontynenty? Jakim sposobem przez nić cieńszą od źdźbła pszenicy przebiegają miliardy informacji? Robimy zdjęcie- pstryk. Wrzucamy na Instagrama, czy Facebooka i w ciągu kilku sekund na całym świecie ludzie mogą je obejrzeć. I to wszystko dzięki wynalezieniu soczewki. Ba! Dzięki maleńkiej cząstce krzemionki, która zaczęła się topić dwadzieścia sześć milionów lat temu na Pustyni Libijskiej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-12-2015 o godz 22:09 Gabi Kobylak dodał recenzję:
Nie jest to zwykła książka, bo o odkryciach. Czytając streszczenie na okładce, nie mogłam się doczekać, aż w końcu zajrzę do środka. Wstęp o dziwo przeczytałam, chociaż przeważnie tego nie robię, bo wiąże się z nudnym przemówieniem, z którego niewiele wynika. W tym przypadku coś tam z czegoś wynika, coś się niby wyjaśnia, ale niewiele można zrozumieć. Na szczęście nie zraziło mnie to i już po chwili zabrałam się za właściwą lekturę.
Tu czekało mnie totalne zaskoczenie. Wszystko zaczęło się topiących się ziarenek krzemionki. I nagle doszło do pisma, druku, wad wzroku, rozwoju selfie? A no tak. Byłam w szoku, w jaki sposób autor potrafił połączyć zjawiska, które wpłynęły na powstanie wynalazków. Bo niby jak- co ma krzemionka do aparatu, czy internetu? Ma i to wiele. Dowiemy się, jak doszło do powstania druku, w jaki sposób wykryto wady wzroku, a następnie wynaleziono okulary, mikroskop, szkło, watę szklaną. Co wspólnego ma nitka szkła z selfie? Gdyby nie aparat, gdyby nie moglibyśmy wrzucać zdjęć do sieci. A jak to się stało, że pod wodą istnieje kilka kabli, zabezpieczonych na wszelkie możliwe sposoby, które łączą kontynenty? Jakim sposobem przez nić cieńszą od źdźbła pszenicy przebiegają miliardy informacji? Robimy zdjęcie- pstryk. Wrzucamy na Instagrama, czy Facebooka i w ciągu kilku sekund na całym świecie ludzie mogą je obejrzeć. I to wszystko dzięki wynalezieniu soczewki. Ba! Dzięki maleńkiej cząstce krzemionki, która zaczęła się topić dwadzieścia sześć milionów lat temu na Pustyni Libijskiej.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-12-2015 o godz 16:03 Zirtael dodał recenzję:
Nie wiem jak wy, ale ja kocham czytać i słuchać o tym jak powstał taki czy inny przedmiot. To fascynujące jak na podstawie metody prób i błędów ludzkość tworzy coraz to nowsze wynalazki, wpływające na nasze życie w mniejszym bądź większym stopniu. Czasami zwykła pomyłka jest w stanie doprowadzić do genialnego odkrycia. Coś co kiedyś wydawało się niemożliwe i było jedynie szalonym marzeniem dziś może stać się rzeczywistością tak zwyczajną, że nie zwraca się na to większej uwagi.

Książka Stevena Johnsona przedstawia niezwykłą historię przedmiotów codziennego użytku. Ukazuje wpływ danego odkrycia na inne, opierając się na tzw. efekcie kolibra. Całość wiedzy przedstawiona jest nie tyle w postaci suchych faktów ale interesujących anegdot dotyczących poszczególnych wynalazków.

Książka „Małe wielkie odkrycia” została podzielona na sześć głównych rozdziałów: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. Johnson w niezwykły i ciekawy sposób przedstawił odkrycia mające wielki wpływ na zmianę standardów ludzkiego życia. Podoba mi się pomysł przedstawienia historii przez jakąś formę sztucznej inteligencji. Prawda jest taka, że nie tylko królowie i zdobywcy wpłynęli na rozwój świata, bo kreatywność mniej lub bardziej znanych hobbystów i wynalazców miała równie wielkie znaczenie.

„Małe wielkie odkrycia” to lektura, od której trudno się oderwać. Uczy, bawi, przedstawia świat z nowej perspektywy ukazując niezwykły łańcuch reakcji. Uważam, że jest to dobra lektura nie tylko dla dorosłych czytelników, ale również dla młodszych odbiorców.

Steven Johnson jest bestsellerowym autorem książek popularnonaukowych oraz założycielem trzech serwisów internetowych. Jest również gospodarzem i współtwórcą programu PBS How We Got to Now. Jego artykuły regularnie publikowane są m.in. przez: „Wired”, „The New York Times”, „ The Financial Times” oraz „The Wall Street Journal”.

Szczerze polecam “Małe wielkie odkrycia” każdemu. Warto poznać tak ciekawie przedstawioną historię innowacji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-11-2015 o godz 18:43 Łukasz Marciniak dodał recenzję:
Steven Johson to amerykański autor dziewięciu książek popularnonaukowych. Jest założycielem trzech cieszących się dużym zainteresowaniem stron internetowych feedmag.com, plastic.com oraz outside.in. Ponadto jest współtwórcą programu popularnonaukowego PBS How We Got To Now. Pisze regularnie artykuły do gazet i czasopism, m.in. do Wired, czy New York Timesa. Małe wielkie odkrycia to pierwsza jego książka wydana po polsku. I miejmy nadzieję nie ostatnia!

Małe wielkie odkrycia jest historią sześciu innowacji, bez których dzisiejsza rzeczywistość nie wyglądałaby tak samo. Jest to: szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas oraz światło. Na pierwszy rzut oka jest to dość osobliwy zbiór rzeczy, których na pozór nie uznajemy za specjalnie ważne. Dlaczego? Ponieważ są one wokół nas, widzimy je każdego dnia i często nie dostrzegamy jak ważną rolę pełnią w naszym życiu. Jak bardzo je ułatwiają nam codziennie życie. Dla przykładu: mało kto zdaje sobie sprawę jak powszechne jest szkło w naszym codziennym życiu. Mamy je w oknach, telefonach, soczewkach, okularach, komputerach, czy światłowodach. Podobna ma się rzecz z pozostałymi pięcioma innowacjami.

Autor w sposób zrozumiały i przystępny prowadzi czytelnika od jednego wynalazku do drugiego, przy czym niektóre z takich powiązań nie są wcale oczywiste. Często nie zdajemy sobie sprawy jak na pozór nic nieznaczące wynalazki miały ogromny wpływ na nasze dzisiejsze życie. Steven pokazuje również niebagatelną rolę przypadku w historii rozwoju - dzięki niemu powstały liczne wspaniałe wynalazki. W sposobie jaki autor snuje swoje rozważania pokazuje ogromną wiedzę, oraz trud, jaki podjął by książkę czytało się tak dobrze. W trakcie lektury wielokrotnie miałem wrażenie, że nie czytam książki, tylko siedzę w sali wykładowej i słucham świetnie wygłoszonej prelekcji Stevena Johsona. Jest to oczywiście ogromny atut!

Nie sposób nie wspomnieć o ilustracjach zdobiących książkę. Bynajmniej nie są one tylko czarno-białe, lecz również kolorowe. Jest ich w dodatku całkiem dużo, co pozwala lepiej poczuć treść prezentowaną na kartach książki. Zobaczymy tutaj m.in rysunki z mikroskopu optycznego, zdjęcia wynalazców, mapy, czy reklamy z dawnych lat.

Małe wielkie odkrycia to pasjonująca lektura zarówno dla dorosłych jak i dla tych nieco młodszych. Książka zabiera czytelnika we wspaniałą podróż pełną wynalazków, genialnych twórców i ciekawych odkryć. Poszerza wiedzę i systematyzuję ją. Pozycja napisana jest bardzo przystępnym językiem a wiedza sama niemalże wchodzi do głowy! Wiecie co łączy zegar i GPS? Albo destylację powietrza z Las Vegas? Czy laser z gumą do żucia? Jeśli nie, a jesteście ciekawi to znaczy, że to książka dla Was! Polecam!

Z racji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia Małe wielkie odkrycia będą idealnym prezentem dla Małych i Dużych Ciekawskich. Książka zainteresuje nawet tych sceptycznie nastawionych do nauki i wspaniałych odkryć.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-11-2015 o godz 18:43 liliannamai dodał recenzję:
Recenzja dostępna pod adresem: http://majkabloguje.blogspot.com/2015/11/przedpremierowo-recenzja-84-steven.html

Zastanawialiście się kiedyś jaki może być fascynujący świat małych wielkich odkryć? Wasza odpowiedź brzmi nie? Ja też nie zdawałam sobie sprawy z wielu rzeczy. Dzięki książce „Małe wielkie odkrycia” dowiedziałam się więcej na temat wynalazków, które znałam, poznając tym samym to jakie miało to znaczenie dla ludzkości. Najpierw pojawia się jakiś problem, potem ktoś go rozwiązuje. Tak powstaje wynalazek, a co jeśli taka mała wielka rzecz wpływa na inne poboczne problemy wcześniej niedostrzegane? Autorem tej wspaniałej książki jest Steven Johnson, który jest autorem wielu pozycji popularnonaukowych. Założyciel trzech serwisów internetowych, a jego artykuły można przeczytać m.in. w „The New York Times” lub „The Wall Street Journal”. „Małe wielkie odkrycia” swoją premierę ma zaplanowaną na 2 grudnia 2015 r.

Po książkę sięgnęłam z wielką ciekawością. Nigdy nie przepadałam za naukowymi książkami, ale opis tej pozwolił mi uwierzyć, że się nie zawiodę. Książkę czytało mi się szybko i przyjemnie, a to w jaki sposób została napisana skłania tylko do głębszego poszerzania swojej wiedzy. „Małe wielkie odkrycia” zabiorą Was w niezapomnianą podróż, która bogata jest w wspaniałe wydarzenia i terminy naukowe, rysunki czy ilustracje. To zupełnie inne spojrzenie na wiedzę. To perspektywa, która opisuje świat rysując tym samym w wyobraźni nas samych. To tak jak z pisaniem artykułów - muszą być napisane prostym i zrozumiałym językiem dla wszystkich. Tak samo jest z tą książką. Podane informacje, które są suchymi faktami, wzbogacone w detale, których brakuje w innych książkach popularnonaukowych. Informacje, które zostały opisane w tej książce naprawdę mnie zaskoczyły, ponieważ wcześniej inaczej patrzyłam na fakty. Teraz bogatsza w wiedzę na pewno będę z niej korzystać.

Autor: Steven Johnson
Tytuł: Małe wielkie odkrycia
Cykl: -
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Strony: 283

Bogactwo wiedzy jakie wylewa się z kartek tej książki na pewno was zadziwi. Ciekawostki dotyczą powstania przedmiotów codziennego użytku. Mam tutaj na myśli np. powstanie okularów, zmniejszenie umieralności wśród ciężarnych kobiet bądź wykorzystanie lodu w życiu codziennym. Ta książka to nie tylko wiedza, która zmienia nasze widzenie na poszczególne odkrycia i wynalazki. Ta książka w bardzo prosty i szybki sposób tłumaczy wiele zjawisk, których kiedyś uczyłam się w szkole, ale jakoś nie za dobrze szło mi zrozumienie ich wszystkich. Miałam wrażenie, że cofnęłam się do liceum, ale wiedza, której doświadczyłam w końcu do mnie dotarła i nie miałam przed sobą tysiąca definicji i wzorów. Wszystko było wytłumaczone prosto - tak jak widzi to inny człowiek. Najbardziej zainteresował mnie temat szkła i jego przyczynienie się do rozwoju czytelnictwa, które zwróciło uwagę na problem z chorobą oczu wśród społeczeństwa. Powstanie okularów, które dla mnie są drugimi oczami podczas oglądania telewizji czy też pisania przy komputerze. Autor pokazuje jak bardzo każdy wynalazek był powiązany z kolejnym odkryciem. A z kolei kolejne odkrycie determinowało kolejne nowe rozwiązania. Dzięki temu rozwinął się świat. Dla nas wiele rzeczy codziennego użytku jest tzw. niezbędnikiem w codziennym życiu. A jeszcze kilkaset lat temu tylko nieliczni mogli sobie na to pozwolić. Jeśli ktoś interesuje się powstawaniem czegoś - wynalazkami to myślę, że ta książka przypadnie mu do gustu i z pewnością będzie się świetnie przy niej bawić i co najważniejsze zgłębiać tajemnice, które mogłyby się wydawać niczym w porównaniu do tego co teraz osiągnęliśmy.

Książka to nie tylko skarbnica wiedzy na temat wynalazków, ale to także wyjaśnienie i skupienie się nad tym czy właściwie jest wynalazek i jakie musi posiadać cechy, aby można było go nazwać tym niepowtarzalnym i unikatowym. Jak również fakt, że to nie tylko istota wynalazku była najważniejsza w tamtym okresie. To jak zmieniał się świat był także podyktowany przez reformatorów i tych, którzy wymyślali dany wynalazek. Zdarzały się przypadki powstania wynalazku przez przypadek bądź odkrycia nowego zjawiska. Jednak chęć rozwijania się człowieka i nauki pomogła w tym by rozwinąć swoje własne indywidualne cele, które były powtarzane w innych epokach. „Małe wielkie odkrycia” pokazując taki obraz tamtych wydarzeń ukazuje, że i my patrząc dzisiaj na otaczający nas świat powinniśmy ryzykować i próbować. A być może ktoś zasłynie jak Gutenberg lub Edison? Kto wie. Nauka to rozległy termin, a każda jej dziedzina lub gałąź niesie za sobą miliony rozwiązań. Warto się nad tym zastanowić i spróbować? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Gorąco polecam książkę!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-11-2015 o godz 14:10 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
Ogromne znaczenie ma oprawa, w której podajemy wiedzę naukową. A im ona ciekawsza, tym chętniej zapoznajemy się z datami, wydarzeniami, życiorysami i terminami naukowymi. Bardzo często zaglądam do publikacji naukowych, ale dotyczących dziedzin, które są mi bliskie z racji zainteresowań i wykonywanego zawodu. Jednak, o wiele mniejszą uwagę poświęcam książkom z innych dyscyplin naukowych. Takim naturalnym pomostem do poszerzenia horyzontów wiedzy, w ciekawy i przyjemny sposób są publikacje popularnonaukowe. "Małe wielkie odkrycia" traktują tematykę wynalazków z innej perspektywy, bardziej przemawiającej do wyobraźni czytelnika, niż tradycyjne suche fakty. To atrakcyjna forma przekazania całkiem sporej dawki wiedzy naukowej. Książkę czyta się niemal na jednym wdechu czytelniczym, w błyskawicznym tempie, wciąga i nie można się od niej oderwać.

Autor uświadamia nam jak mocno powiązane są ze sobą wynalazki, które diametralnie odmieniły nasz świat. Co ciekawe, to co kiedyś było wielką innowacją dziś bardzo spowszechniało, stało się wszechobecne w codziennym życiu. "Hołdujemy rzeczom, których budowę umożliwiły wynalazki, a ulatuje z nas świadomość tych wynalazków." W większości wypadków te innowacje stały się tak naturalne, że nawet nie zastanawiamy się, jakie są źródła i okoliczności powstania, oraz jakie zmiany naukowe, społeczne, ekonomiczne czy polityczne zainicjowały. Pomysły ze świata nauki przenikają do świata sztuki i filozofii, ale czasami płyną też w odwrotnym kierunku. Spojrzenie na wynalazki z szerszej perspektywy, długiego zoomu, pozwala nam uchwycić ich przełomowość i siłę wywoływania zmian.

Czym właściwe jest wynalazek? Jak powstaje? Czy jest nieunikniony? To połączenie wielu koncepcji i idei z dostępnymi w danym czasie narzędziami i wiedzą. Powstaje problem i zapotrzebowanie na jego rozwiązanie. Pewne innowacje mogą się pojawić jedynie w określonym momencie w historii, kiedy jesteśmy na nie już gotowi. Idee dojrzewają, nabierają kształtu wraz z upływem czasu. Wtedy nagle, wiele dociekliwych osób, rozrzuconych po świecie, zaczyna pracować nad tym samym problemem, w zbliżonym czasie, dysponując podobną podstawową teoretyczną. Powstają odkrycia wielokrotne, innowacje przyrostowe, rewolucyjne pomysły powstałe z kolażu mnóstwa mniejszych, bo przecież dobre pomysły często chodzą parami. Nigdy nie jest to nagłe oświecenie, choć często pomyłkowe, przypadkowe, niezwiązane z badanym zagadnieniem, niejednokrotnie nawet autor odkrycia nie zdaje sobie sprawy z jego rewolucyjnej innowacyjności i przydatności. Wiele wynalazków nie jest wynikiem pojedynczego rewolucyjnego pomysłu, ale efektem dopracowania detali.

Jakimi cechami wyróżniają się reformatorzy, wizjonerzy i wynalazcy? Różnorodność talentów, umiejętność pogodzenia się z porażką, zdolność do podejmowania dużego ryzyka, determinacja w realizacji założonych celów, upartość, pewien rodzaj szaleństwa, wyprzedzanie swojej epoki, jakby podróżowanie w czasie. To zazwyczaj geniusze, wyróżniający się niebywałym intelektem, wychowujący się w sprzyjającym wiedzy środowisku, ale przede wszystkim, jednostki pracujące na obrzeżach i stykach wielu dyscyplin naukowych. A jak objawił się geniusz Edisona? Dokonania ilu osób stanowiły naukową bazę do żarówkowego sukcesu? I dlaczego to właśnie Edisona uznaje się za wynalazcę tego przedmiotu? Dlaczego pamięta się o jego sukcesie, a nie osiągnięciach jego poprzedników? Edison nie odkrył żarówki, ale zainaugurował tradycję. Stworzył idealne warunki do pracy zespołowej. Wprowadził system wynalazczości, który zdominował XX-wieczny przemysł. Ale czy tylko to złożyło się na jego sukces?

Książka niezwykle pasjonująca, pełna ciekawej wiedzy, przystępnie napisana. Wzbogacona zdjęciami i ilustracjami. Fantastyczna okładka. Zadziwiające, jak łatwo i sympatycznie uczymy się w trakcie jej czytania. Dowiedziałam się wiele się nowych informacji, sporo wiadomości mnie zaskoczyło, bo zupełnie inaczej niż do tej pory na nie patrzyłam, a niektóre fakty dopiero po lekturze udało mi się połączyć w logiczną całość. Idealna jako prezent na każdą okazję. Zdecydowanie polecam!

A teraz mały quiz z wiedzy o wynalazkach. Czy wiesz co łączy szklanego skarabeusza i teleskop? Lód i klimatyzację? Prasę Gutenberga i mikroskop? Zegar z wahadłem i jazz? Katedrę i sonar? Epidemiologię i wybielacz? Kaszalota i fotografię z fleszem? Neon i czystą energię? :)

bookendorfina.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-11-2015 o godz 10:25 Gdzie czytam dodał recenzję:
O tym, co wspólnego ma Gutenberg z księżycami Jowisza, ile selfie zrobił sobie Rembrandt i kim był Król Lodu (nie mylić z Grą o Tron) dowiecie się z niezwykłej książki „Małe Wielkie Odkrycia”. Zapomnijcie o encyklopedycznych hasłach, z których wyczytacie, że szkło, to ……., światło to: ………………, a czystość to: ……………………… . Świat nie jest zbiorem haseł, ale sumą powiązań między nimi. I co do tego wszystkiego mają skrzydła kolibra.
Napisana przystępnym językiem książka o wynalazkach, innowacjach i powiązaniach między nimi, a właściwie wynikania jednych odkryć z drugich zaciekawi każdego, małego i dużego ciekawego świata człowieka. My polecamy, Wy przeczytajcie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-11-2015 o godz 21:03 kobietatrzechbarw dodał recenzję:
Steven Johnson jest bestsellerowym autorem dziewięciu pozycji popularnonaukowych oraz założycielem trzech cieszących się zainteresowaniem serwisów internetowych. Ponadto jest również gospodarzem i współtwórcą programu BPS How We Got to Now. Jego artykuły można znaleźć w „The New York Times” czy też w „The Wall Street Journal”. Prywatnie mieszka w Kaliforni z żoną i trzema synami.

Książka ukazuje czytelnikowi, że wszystko opiera się na tzw. efekcie kolibra. Wynalezienie szkła przyczyniło się do stworzenia okularów, które pomagały mnichom w czytaniu religijnych manuskryptów. Stworzenie prasy drukarskiej przyczyniło się do wzrostu liczby osób potrafiących czytać, a to ujawniło dysfunkcje wzrokowe wielu z nich i w ten sposób okulary zyskały szersze wykorzystanie. Tak właśnie rodzą się kolejne urządzenia. „Potrzeba matką wynalazków”, a nie odwrotnie. Dziś otaczająca nas technologia nie szokuje jak dawniej. Czym się mają smartfony, selfie, Internet w porównaniu do włókna szklanego. W dobie dwudziestego pierwszego wieku komputer można zmaterializować w postaci małego urządzenia. Czy ktoś zatrzymuje się na chwile i myśli, że to dzięki wynalezieniu szkła? Czasami boję się, że technika posunie się do tego stopnia, że roboty zastąpią ludzką populację.

Wszystko co posiadamy, jak żyjemy jest dziełem naszych przodków. Budujemy historię, wciąż przyczyniamy się do rozwoju cywilizacji. Ma to zarówno swoje plusy jak i minusy. Z jednej strony mamy światło zamiast świeczki, samochody zamiast zaprzęgniętych w konie wozów i bieżącą wodę w kranie zamiast studni, ale z drugiej strony spaliny zatruwają środowisko, powstające nowe bronie przyczyniają się do śmierci wielu osób, a maszyny które wykonują za nas wiele prac prowadzą do otyłości, wad postawy, problemów ze wzrokiem. Jednak nie zamieniłabym czasów w których żyję na te w których młodość przeżywali chociażby moi rodzice czy dziadkowie, choć przyznam, że w ich czasach istniała większa interakcja między sobą. Smutne jest to, że dziś ludzie zamiast spędzania razem wolnego czasu coraz częściej wybierają komunikację poprzez portale społecznościowe.

Autor w „Małych wielkich odkryciach” w interesujący sposób przedstawił ewolucję szkła, ukazał wpływ lodu na rozwój technologii, opisał dzieje pierwszych rejestratorów dźwięku i wielu innych urządzeń mających wpływ na rozwój cywilizacji. Książka zahacza o fizykę, filozofię, sztukę, chemię i historię. Uważam, że jest to pozycja doskonała nie tylko dla dorosłych czytelników, ale również dla młodzieży. Warto poznawać i przekazywać dalej wiedzę na temat zwykłych przedmiotów codziennego użytku. Lektura uświadomiła mi, że dzięki Fenicjanom mogę teraz pisać recenzje na laptopie, robić zdjęcia, które są moją pasją, przeglądać się w lustrze czy też oglądać film w telewizorze. Oprócz cennej wiedzy Johnson raczy czytelników anegdotkami, które towarzyszą poszczególnym wynalazkom. Przyczyniają się one do tego, że w przeciwieństwie do podręczników szkolnych zamiast suchych faktów, otrzymujemy ciekawą literaturę popularnonaukową. Ponadto pozycja jest bogata w ilustracje będące interesującym dopełnieniem całości.

Słowem podsumowania pragnę zachęcić Was do zaopatrzenia się w niniejszą pozycję. Jeden wieczór poświęcony na jej lekturę sprawi, że Wasza wiedza znacznie się poszerzy. „Małe wielkie odkrycia” to vademecum technologii w pigułce. Warto szepnąć Mikołajowi słówko na jej temat.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-11-2015 o godz 12:43 sarenka23 dodał recenzję:
Kiedy zaproponowano mi zrecenzowanie tejże książki pomyślałam ok czemu nie? Przecież to książeczka dla małych dzieciaków, które zadają niezliczone pytania typu czemu? dlaczego?. Jeżeli ktoś tak myśli zastanawiając się nad zakupem tej pozycji to srogo się pomyli. Tak jak ja.
Książka podzielona jest na sześć rozdziałów szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło. Autor opowiada o wynalazkach w sposób przystępny bez podawania nudnych dat ale za to podaje przyczyny takiego a nie innego myślenia ludzi.
Nie wiedziałam że kiedyś transportowano lód a wynalezienie prasy przez Gutenberga uzmysłowiło ludziom iż mają problemy ze wzrokiem (i trzeba było wynaleźć okulary).
Jest najciekawsza książka o wynalazkach jaką kiedykolwiek czytałam. Mam nadzieję że szybko znajdzie się ona na liście bestsellerów 2015.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-11-2015 o godz 16:41 Książkomaniacy dodał recenzję:
ksiazkomaniacyrecenzje.blogspot.com

Książka, której premiera już wkrótce - 2 grudnia- to przede wszystkim pochwała geniuszu. Oddanie hołdu wszystkim tym, którzy przyczynili się do rozwoju cywilizacji. Jest to wciągająca opowieść o najróżniejszych konsekwencjach wynalazków i problemach, które leżą w kwestiach zewnętrznych. Autor, Steven Johnson, bestsellerowych książek popularnonaukowych i założyciel serwisów internetowych stara się w ciekawy sposób wyjaśnić czytelnikowi co łączy m.in. dalekowzroczność, Libię, bakterie, druk, Wenecję, kosmos i ... selfie.

Czytając kolejne rozdziały tej niezwykłej książki (SZKŁO, ZIMNO DŹWIĘK, ŚWIATŁO, CZYSTOŚĆ, CZAS) zauważamy niezwykłe łańcuchy zależności. Maszyna Gutenberga, wynalazek druku, przyczyniły się do rozwoju czytelnictwa. Dzięki temu ludzie zauważyli, że istnieją wady wzroku, a to dało początek okularom, przyczyniło się do rozwoju optyki. Dziś mamy soczewki kontaktowe, mikroskopy, wszystko się rozwija w zawrotnym tempie. Świat nie stoi w miejscu.. Przyszłość to postęp.

Przykładów takich powiązań, zależności znajdziemy wiele. Ale jest coś jeszcze - konsekwencje. Musimy się liczyć z tym, że zawsze są jakieś minusy. Weźmy na przykład klimatyzację. Pozwala żyć na pustyni. Ale jakim kosztem? Przecież znacznie podnosi zużycie wody. Autor jest jednak daleki od wydawania opinii. Pozostawia to nam czytelnikom. A jakie jest nasze podejście do tematu? Jak widać z cytowanych badań, bardzo różne. Amerykanie i Europejczycy - każdy osiągnięcia nauki postrzega inaczej. Wpływ na to mają nasza historia, kultura, stosunki polityczne i społeczne. Zawsze tak było i będzie. Odkrywcy i ich wynalazki często nie spotykały się ze zrozumieniem. Jako przykład autor stawia nam Frederica Tudora. Sprowadził on lód na Martynikę, ale nie znalazł nabywców i ... zrozumienia. Cały plan okazał się niewypałem ... i kosztował go 4 tysiące dolarów. Raczkujący biznes Tudora zderzył się z 2 głównymi przeciwnościami. Nie istniał popyt na jego towar, pojawił się też problem z przechowywaniem lodu. Na szczęście los miał się odmienić. Uratowały go ... trociny. Dziś to dzięki niemu mamy lody, rozkwita też chemia molekularna. Przykładów takich zaskakujących sytuacji znajdziecie w tej książce wiele.

Całe szczęście że jak to podkreśla Johnson "wynalazki nigdy nie są cierpliwe, nie respektują granic i nie odróżniają narodowości, szczególnie dzisiaj, kiedy jesteśmy z sobą połączeni jak nigdy wcześniej". Może dzięki temu możemy być tu, gdzie jesteśmy. Cieszymy się tym co oferuje nam świat, idziemy z postępem w imię wspólnego dobra.

"Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat" to książka, która z pewnością zasługuje na ogromną uwagę. Polecam ją szczególnie wszystkim miłośnikom nauki, historii i tym, których interesują biografie wielkich ludzi. To ogromne compendium wiedzy, ubogacone licznymi zdjęciami, przypisami. Dla osób, zainteresowanych tematem autor przygotował również bogatą bibliografię.

Jest to wspaniały prezent na gwiazdkę. Poleciłabym ją jednak nieco starszej młodzieży. Należy pamiętać, że jest to książka popularnonaukowa, mimo że napisana w miarę łatwym językiem. Czytelnik musi kojarzyć pewne wydarzenia, musi dysponować pewna wiedzą historyczną, często spotykamy słownictwo typowo naukowe i techniczne.


Mam nadzieję, że zachęciłam Was do lektury. Ta książka to niezwykła historia przedmiotów, z których korzystamy każdego dnia. Często nie zdajemy sobie sprawy, że wielkie odkrycie było efektem małego eksperymentu, szalonego pomysłu, pomyłki lub przypadku. Po zapoznaniu się z tą książką, sami dojdziecie do wniosku, że jakże dziwny jest ten świat.
Izabela Nestioruk
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-11-2015 o godz 14:59 Dominika Ławicka dodał recenzję:
Steven Johnson, autor książki "Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat" zabiera nas w podróż, podczas której opowiada o genialnych rozwiązaniach, które miały zasadnicze znaczenie dla ludzkości, ułatwiły nam życie, a ich swoista ewolucja przyczyniła się do przeróżnych rozwiązań z których korzystamy do dziś, choć często nie znamy ich genezy.

Rzeczy, z których korzystamy na co dzień, nie pojawiły się za pomocą czarodziejskiej różdżki, choć bywały sytuacje, które przypominały trochę magię. Zdarzało się również, że w odkryciu niektórych z nich pomagała natura. Otaczamy się przedmiotami, korzystamy z wielu dobrodziejstw, ale bardzo rzadko albo w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, jak powstały i kto jest ich autorem. A szkoda, bo to nie jest zbędna wiedza, zwłaszcza że świat nauki nadal z niej czerpie. Kiedy pojawiał się problem, naturalną koleją rzeczy był pomysł, a po nim, raz prosta, innym razem wyjątkowo trudna, skomplikowana i wymagająca wielu badań droga do sukcesu, czyli wynalazku. Wśród nich są również dzieła przypadku, a czasem zwykłej pomyłki. W historii wynalazków jest wiele takich przedmiotów, które zapoczątkowały proces powstawania kolejnych rozwiązań. Ten swoisty efekt domina dotyczy, chociażby wynalezienia szkła, które swój początek miało na Pustyni Libijskiej. Skonstruowanie prasy drukarskiej przez Gutenberga zwróciło uwagę na fakt, że wielu ludzi cierpi na dalekowzroczność i pomogło... szkło, z którego powstały okulary, potem soczewki i wreszcie mikroskop. Wzajemne powiązania są charakterystyczne dla wielu wynalazków, o czym zresztą autor pisze i bardzo dużo takich przykładów podaje.

W sześciu rozdziałach przeczytacie o najważniejszych wynalazkach. Jak już wspomniałam, jedne z nich były dziełem przypadku, inne pomyłki, ale zdarzały się wręcz genialne rozwiązania i aż trudno uwierzyć, że człowiek potrafił wpaść na pomysł i zrealizować go za pomocą ubogich środków. Książka jest bardzo dobrze napisana i zredagowana, jej czytanie to czysta przyjemność i naprawdę ciężko się od niej oderwać, to bardzo interesująca i niezwykle wartościowa lektura. Wszystkie fakty zostały podane w bardzo obrazowy, bezpośredni i przede wszystkim zrozumiały dla laika sposób. Steven Johnson pisze bez naukowego zadęcia, co sprawia, że szybko przyswajamy wiedzę. Książka jest pięknie wydana, już sama okładka zwraca uwagę, poza tym zawiera dużo kolorowych i czarno-białych zdjęć, co stanowi jej atut.

"Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat" Stevena Johnsona to książka, która powinna znaleźć się w każdym domu, to publikacja, która pozwoli nam zrozumieć wiele istotnych dla nauki faktów oraz inaczej spojrzeć na rzeczy codziennego użytku. Świat nauki jest fascynujący, pełen genialnych rozwiązań i przede wszystkim wspaniałych ludzi, dzięki którym małe odkrycia przeobrażały się w wielkie osiągnięcia, poznajcie ich historię. Gwarantuję Wam, że po lekturze tej książki, latarnie uliczne, woda z kranu, czy zwykła szklanka nabiorą zupełnie innego znaczenia.

Polecam! Nie przegapcie tej książki, to wspaniała lekcja dla nas wszystkich!
Dominika Ławicka
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-11-2015 o godz 11:03 Zaczytana bez pamięci dodał recenzję:
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, w jaki sposób powstają wynalazki, które na zawsze odmieniają bieg historii? Ja dość często o tym myślę. Steve Johnson w swojej książce stara się wyjaśnić, skąd wzięły się niektóre przedmioty codziennego użytku. Nie będę Wam streszczać tej publikacji, nie ma to większego sensu. Opowiem o tym, co zainteresowało mnie najbardziej.

Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu pozwolę sobie skupić się najpierw nad wynalazkiem druku. Dobrze pamiętam z zajęć, jak wykładowcy mówili nam o biednych mnichach, którzy siedzieli w klasztorach i mozolnie przepisywali księgi. Fakt, wyglądały pięknie, lecz taki sposób rozpowszechniania utworów stanowił barierę nie do przeskoczenia dla ludzi, którzy pisali teksty niezwiązane z religią. Nie mogli oni pokazywać innym swoich dzieł. Między innymi stąd narodził się pomysł, by odszukać rozwiązanie umożliwiające publikację utworów bez pomocy osób duchownych. Książki drukowane przez Gutenberga miały jednak jeden mankament, a mianowicie były niewielkich rozmiarów. Chęć zdobywania wiedzy uświadomiła ludziom, że potrzebują czegoś, co umożliwi im odczytywanie drobnego druku, czyli okularów. Prototypy lup i okularów istniały już oczywiście wcześniej, biedni mnisi musieli w końcu jakoś rozczytywać łacińskie inskrypcje, ale to wciąż było za mało. Steven Johnson pokazuje, jaką drogę przebyły okulary, by wyglądać tak, jak teraz. To była dla mnie, mola książkowego, którego wzrok już stracił gwarancję, bardzo ciekawa lekcja.

Kolejną rzeczą, która mnie zainteresowała, było to, w jakim kierunku rozwinęły się ultradźwięki. Zaczęto ich używać przede wszystkim po to, by można było nasłuchiwać fal odbijanych od gór lodowych. Miało to pomóc w unikaniu kolejnych tragedii pokroju Titanica. Przydatny wynalazek? Przydatny. Niestety, jak to napisał autor, wynalazek miał też swoją ciemną stronę. Mowa tu o wykorzystywaniu ultradźwięków do sprawdzania płci nienarodzonego dziecka. W Chinach, gdzie każdy chłopiec był na wagę złota, przyczyniło się do wykonania wielu aborcji płodów, które nie miały chromosomu Y. Był to tragiczny efekt kolibra. Technologia, mająca na celu unikanie niebezpieczeństwa na morzu, stała się narzędziem zagłady. Przerażające, prawda?

W tej książce znajdziecie wiele ciekawostek dotyczących powstania przedmiotów codziennego użytku. Dowiecie się m.in.: skąd wzięły się wybielacze, w jaki sposób opracowano technologię umożliwiającą mrożenie produktów, co przyczyniło się do zmniejszenia się umieralności wśród ciężarnych kobiet. Będziecie mieli też okazję, by poznać córkę Byrona, która była nietuzinkową damą. Małe wielkie odkrycia to kopalnia wiedzy, perełka. Wiele osób podchodzi do nauk ścisłych jak pies do jeża. Sama znajduję się w tej grupie. Wiecie dlaczego tak się dzieje? Nie dlatego, że nauka jest trudna i nie każdy ją zrozumie. Wcale tak nie jest. Nie rozumiemy pewnych zjawisk fizycznych czy procesów chemicznych, bo trafiamy na nauczycieli, którzy nie potrafią przekazać nam wiedzy w zrozumiały sposób. Mają swój plan narzucony przed MEN, ściśle się go trzymają i każą uczyć się formułek, które i tak po paru latach wyparują z głowy, bo nie będą nam potrzebne. Steven Johnson robi coś innego. W bardzo prosty sposób, używając przykładów wziętych z życia, pokazuje czytelnikom skąd wzięły się poszczególne wynalazki. Całość jego wywodów uzupełniają fotografie. Jedne są kolorowe, inne czarno-białe, ale wszystkie idealnie oddają klimat publikacji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-11-2015 o godz 15:56 Dominika Pławiak dodał recenzję:
,,Małe Wielkie odkrycia" czyli najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat. Ta książka to jedna z najnowszych premier od wydawnictwa Sine Qua Non. Premiera już 2 grudnia, czyli jak widzicie ten wspaniały moment nadejdzie już za niedługo. Zastanawialiście się kiedyś nad niektórymi wynalazkami ? Jeśli tak to wiedzieliście o tym, że odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach ? Właśnie takich ciekawostek możemy dowiedzieć się w ,,Małe Wielkie odkrycia". Steven Johnson - to autor dziewięciu popularnonaukowych bestsellerów ! Mieszka w hrabstwie Marin w Kalifornii z żoną i trzema synami. Jest autorem książki, którą właśnie recenzuje :) W książce zachwycają mnie piękne zdjęcia różnych odkrywców, plakatów oraz wynalazków. Bardzo się cieszę, że mogę przeczytać tą wspaniałą książkę przed premierą. Tą pozycję zapisuję na listę absolutnych bestsellerów roku 2015. Chciałabym też powiedzieć, że okładka zapiera dech w piersiach. Jak zawsze wydawnictwo SQN dobrze się spisało. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z tą pozycją. Naprawdę, z tej książki można dowiedzieć się tyle ciekawych rzeczy !
Ahh, prawie bym zapomniała ! Książka jest podzielona na sześć rozdziałów : szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas, światło. Kupujcie, kupujcie bo naprawdę warto ! Za niedługo Mikołaj i święta, więc taka książka będzie naprawdę świetnym prezentem ! Jeżeli przeczytałeś do końca to wiedz, że naprawdę Ci ją POLECAM !
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Johnson Steve

Seven Days in April Johnson Steve Buster
paperback
(0/5) 0 recenzji
63,99 zł
68,66 zł
The One That God Built Johnson Steve
paperback
(0/5) 0 recenzji
39,99 zł
42,52 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Wiatrodziej Dennard Susan
28,05 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Margo Fisher Tarryn
24,43 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Prawdodziejka Dennard Susan
27,68 zł
36,90 zł
 

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych

 zamknij  korzyści