Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich

Cena:
32,49 zł
34,90 zł
W magazynie
Wysyłamy w 24h
Autor:
Wydawca: Replika Wydawnictwo
Okładka: miękka
Data premiery: 2011-08-01

Letnia wyprzedaż w empik.com to okazje do 50% taniej! Wszystkie produkty z promocji znajdziesz TUTAJ.

Uwaga! Oferta ważna do 23:59 29 sierpnia 2014 roku lub do wyczerpania zapasów.
  • Opis
  • do góry

    Opis

    Łuny nad jeziorami to wybór kilkudziesięciu dramatycznych i sensacyjnych epizodów z dziejów Prus Wschodnich w ostatnich miesiącach II wojny światowej i pierwszych miesiącach pokoju.
    Leszek Adamczewski, poznański pisarz, dziennikarz i autor bestsellerowego Zmierzchu bogów w Posen (a także takich książek jak Pierwszy błysk, Skarby w cieniu swastyki czy Podziemny skarbiec Rzeszy i in.) ukazuje czytelnikowi tajemnice rezydencji Wilhelma II, a także opisuje kulisy zamachu w Wilczym Szańcu i losy Bursztynowej Komnaty.
    Dla pasjonatów II wojny, historii i dawnych terenów Prus Wschodnich – pozycja obowiązkowa.

  • Przeczytaj fragment
  • do góry

    Przeczytaj fragment

    Drogi śmierci, czyli zamiast wstępu

    Musiał mnie zapamiętać, gdy poprzedniego dnia przelotnie

    spotkaliśmy się w holu „Dworcowego”, wówczas najlepszego hotelu

    w Elblągu. Wówczas, czyli – jak dobrze zapamiętałem to całe zdarzenie

    – późną wiosną 1990 roku. Obowiązki służbowe sprawiły, że

    na kilka dni przyjechałem wtedy do województwa elbląskiego, odwiedzając

    nie tylko sam Elbląg, ale także Braniewo i Młynary. I właśnie

    tego dnia, po załatwieniu swojej sprawy w Młynarach, czekałem

    na autobus PKS, by wrócić do Elbląga. I nagle na przystanku zatrzymał

    się mercedes na zachodnioniemieckich numerach rejestracyjnych.

    Zachodnioniemieckich, bo jeszcze istniała – wtedy już rzeczywiście

    demokratyczna – NRD. Siedzący za kierownicą mężczyzna, ów

    znajomy z hotelu, po polsku, chociaż z wyraźnie twardym akcentem

    i w dodatku nieco kalecząc nasz język, zapytał, czy wracam do Elbląga.

    A jeśli tak, to może mnie podwieźć.

    – Od kilkunastu lat często przyjeżdżam do Polski w interesach

    – powiedział, gdy ruszyliśmy. – I chyba za każdym razem staram się

    odwiedzić okolice Mühlhausen. Po waszemu to dzisiaj Młynary. Są

    to strony moich rodziców i dziadków, mój Vaterland. Przyjeżdżam

    tu, by złożyć wiązankę kwiatów.

    Co za sentymentalny Niemiec – pomyślałem. A widząc moje

    zdziwione spojrzenie, dodał:

    – Tam zginęła moja babcia. Gdy mieszkańcy uciekali przed Rosjanami,

    nadleciały sowieckie samoloty i ostrzelały kolumnę cywilów.

    Wielu zginęło. Wśród nich była moja babcia. A tak chciała doczekać

    się wnuka, bo ja urodziłem się dwa miesiące później, jeszcze podczas

    wojny.

    Gdy po latach odtwarzałem z pamięci przebieg tej rozmowy, być

    może w usta Niemca „włożyłem” nie jego słowa, ale jej sens pozostał

    ten sam.

    Tymczasem mercedes z bocznej drogi wjechał na coś, co kiedyś

    było autostradą łączącą Königsberg z Elbingiem, czyli Królewiec

    z Elblągiem. Ale wtedy, u progu kalendarzowego lata 1990 roku,

    dawna autostrada przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Sami Niemcy

    nie ukończyli jej budowy, więc na wielu odcinkach jezdni nie

    ułożono betonowych płyt. Nie zbudowano też niektórych mostów

    i wiaduktów, a do tego nie wolno zapominać o dewastacji Rosjan

    w 1945 roku. Tam, gdzie na drugiej, nieużywanej jezdni zachowały

    się wiadukty, rosły na nich chwasty, krzewy, a nawet drzewa. Dawna

    niemiecka autostrada spełniała wtedy rolę drogi lokalnej, o którą

    nikt specjalnie nie dbał. Bo i ruch był tu niewielki. Jakiś samochód

    lub ciągnik pojawiał się mniej więcej co pięć minut.

    Przez kilka tygodni w styczniu i lutym 1945 roku zarówno ta autostrada,

    jak i wiele innych dróg w Prusach Wschodnich były świadkami

    wręcz dantejskich scen. Podczas wielkiej ucieczki zginęły na

    nich setki tysięcy ludzi...

    A przecież jeszcze na początku tamtego stycznia wielu mieszkańców

    Prus Wschodnich i Prus Zachodnich żyło nadzieją. „Pewna

    moja znajoma stwierdziła, że Führer na pewno powstrzyma Rosjan.

    Łudziliśmy się aż do samego końca. To, co się stało, było dla nas

    niepojęte” – prawie sześćdziesiąt lat później przed kamerą niemieckiej

    telewizji ZDF powiedziała ówczesna siedemnastolatka z Prus

    Wschodnich Hildegarda Rauschenbach.

    Pod koniec pierwszej połowy stycznia 1945 roku, w ramach wielkiej

    ofensywy zimowej Armii Czerwonej, Prusy Wschodnie zaatakowały

    wojska dwóch frontów radzieckich. 13 stycznia operację

    wschodniopruską rozpoczął 3. Front Białoruski pod dowództwem

    generała Iwana Czerniachowskiego. W wydanym wówczas rozkazie

    dowódca tegoż frontu napisał między innymi: „Teraz stoimy przed

    jaskinią, z której napadł na nas faszystowski agresor. Zatrzymamy się

    dopiero wtedy, gdy zrobimy porządek. Nie będzie litości dla nikogo.

    Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”. Dzień później, czyli

    14 stycznia, od południa ruszyły do natarcia wojska 2. Frontu Białoruskiego,

    dowodzonego przez marszałka Konstantego Rokossowskiego.

    Mimo że Niemcy spodziewali się ofensywy Rosjan, impet uderzenia

    armii radzieckich był tak silny, że zrazu nie było w ogóle mowy

    o jakiejkolwiek zorganizowanej obronie. Dobrze na ogół wyszkolone

    i nieźle uzbrojone jednostki Wehrmachtu oraz formacje Volkssturmu

    w panice opuszczały fortyfikacje i uciekały przed nacierającymi

    czerwonoarmistami. A wraz z żołnierzami uciekała ludność cywilna

    Prus Wschodnich. Wszystko to odbywało się w warunkach wyjątkowo

    srogiej zimy. Ostry mróz, dochodzący nocami do minus 25 stopni

    Celsjusza, i przybierające na sile śnieżyce tworzyły na drogach zaspy

    o wysokości rzadko spotykanej nawet w tej krainie, gdzie zimy rzadko

    bywają łagodne.

    Kolumny cywilnych uciekinierów, często przemieszane z wycofującymi

    się oddziałami Wehrmachtu, gdy tylko pogoda temu

    sprzyjała, bez pardonu atakowane były przez samoloty z czerwonymi

    gwiazdami na skrzydłach. Na przemarzniętych ludzi, z wysiłkiem

    taszczących jakieś tobołki, walizy i wózki z resztkami dobytku, spadały

    bomby, sypał się grad pocisków.

    Niejaki Połujanow, noszący tytuł Bohatera Związku Radzieckiego,

    ze swego samolotu wykonał zdjęcie mające rzekomo przedstawiać

    atak lotnictwa radzieckiego na niemiecki transport wojskowy

    w Prusach Wschodnich. Zdjęcie nie jest zbyt wyraźne. Na pierwszym

    planie widać przede wszystkim kilkunastometrowej wysokości

    kulę ognia, przez którą przebijają się sylwetki ludzi, koni i wozów.

    Czy był to rzeczywiście transport wojskowy? Czy może któraś z kolumn

    uciekającej w panice przed Armią Czerwoną ludności cywilnej?

    Ludzie ginęli od kul i odłamków bomb, umierali z zimna i wycieńczenia.

    Tysiące zamarzniętych na kość trupów, przede wszystkim

    kobiet, starców i dzieci, zalegały na poboczach dróg.

    Czerwonoarmistom w zdobywaniu Prus Wschodnich towarzyszyli

    operatorzy czołówek filmowych 2. i 3. frontu białoruskiego. Z nakręconych

    przez nich materiałów w Centralnej Wytwórni imienia

    Orderu Czerwonego Sztandaru – Studiu Filmów Dokumentalnych

    w 1945 roku zmontowano dwie części średniometrażowego filmu dokumentalnego

    W łogowie zwieria (Wostocznaja Prussija), którego tytuł

    w Polsce tłumaczono W legowisku bestii lub W legowisku zwierza.

    Pierwsza część tego filmu, którą zrealizował J. Posielski, przedstawia

    walki między innymi o Tilsit (Tylżę), Insterburg, Olsztyn, Elbląg

    i Tolkmicko. Włączono doń również zdjęcia zrealizowane poza Prusami

    Wschodnimi, na przykład kadry przedstawiające uwolnionych

    przez Rosjan jeńców (głównie Francuzów), którzy w szyku zwartym

    maszerują ulicami w centrum Torunia. Toruń, podobnie zresztą

    jak Grudziądz, spod okupacji hitlerowskiej wyzwolono podczas

    wschodniopruskiej operacji Armii Czerwonej, stąd zapewne te kadry,

    które ze względu na charakterystyczną zabudowę starej części Toru-

    nia są dla Polaków rozpoznawalne, znalazły się w filmie W łogowie

    zwieria. Jego drugą część zrealizował F. Kisielew, a przedstawia ona

    przygotowania oraz walki o Królewiec, zakończone kapitulacją Festung

    Königsberg.

    „Niemcy posiali wiatr, teraz zbierają burzę” – stwierdza, skądinąd

    słusznie, lektor czytający komentarz w filmie W łogowie zwieria.

    A na ekranie widać radzieckie czołgi pędzące przez ulicę płonącego

    miasteczka wschodniopruskiego. Scenie tej towarzyszą słowa komentarza:

    „Ogień wojny na ulicach niemieckich miast”.

    Ów ogień błyskawicznie obejmował kolejne miasta, miasteczka

    i wsie. 22 stycznia 1945 roku Rosjanie niemal z marszu zajęli Allenstein

    (Olsztyn), następnego dnia przecięli linię kolejową i autostradę

    z Królewca do Elbląga. Lądowe wrota na zachód zostały zatrzaśnięte!

    Ostatni, przepełniony do granic możliwości pociąg pospieszny

    z ówczesnego Königsbergu do Berlina zdążył przejechać przez stację

    Güldenboden (Bogaczewo pod Elblągiem) w mroźny poniedziałek,

    22 stycznia. W następnych godzinach do Elbląga przyjechało jeszcze

    kilka pociągów lokalnych z Królewca, ale już dalekobieżne relacji

    Królewiec–Berlin dojechały tylko do Braunsbergu (Braniewa) lub

    okolicznych stacji. Opuszczone ramiona semaforów zakazywały dalszej

    jazdy. Co się stało?

    Nikt z dowództwa Wehrmachtu nie przewidział takiego rozwoju

    sytuacji militarnej. Zaledwie dziesięć dni po rozpoczęciu wielkiej

    ofensywy zimowej Armii Czerwonej na froncie wschodnim, czołowym

    oddziałom radzieckim udało się wedrzeć w głąb dobrze ufortyfikowanej

    prowincji wschodniopruskiej Trzeciej Rzeszy.

    Wybierzmy się zatem na wycieczkę w przeszłość, do Prus

    Wschodnich czasów drugiej wojny światowej i – jeśli wymagać tego

    będzie narracja – lat powojennych, gdy próbowano wyjaśnić te i inne

    zdarzenia, właśnie z czasów wojny. W niektórych przypadkach cofniemy

    się także w lata międzywojenne, a nawet do pierwszej wojny

    światowej, bo inne zdarzenia miały swój początek na długo przed

    rządami Adolfa Hitlera i wywołaną przez niego wojną.

    W pierwszej połowie kwietnia 1995 roku poznałem człowieka,

    który znacznie poszerzył moją wiedzę o Prusach Wschodnich. Nie

    był nim ani Niemiec, ani Polak. Był nim Rosjanin, Awenir Owsjanow.

    Ten pułkownik rezerwy byłej Armii Radzieckiej towarzyszył

    mi i redaktorowi Markowi Nowakowskiemu z poznańskiego Oddziału

    Telewizji Polskiej SA podczas naszego kilkudniowego pobytu

    w Kaliningradzie. Służył nam przede wszystkim swą wiedzą o dziejach

    dawnego Królewca. Na terenie obwodu kaliningradzkiego Federacji

    Rosyjskiej, a zapewne i w całej Rosji, nie było wtedy drugiego

    człowieka, który w takich szczegółach znał historię i kulturę byłych

    Prus Wschodnich. Zwłaszcza tej ich części, która po drugiej wojnie

    światowej znalazła się w granicach ZSRR, a później Rosji.

    Owsjanow, jako młody oficer wojsk inżynieryjnych, uczestniczył

    w wysadzaniu w powietrze ruin pokrzyżackiego zamku królewieckiego.

    Później – jak sam powiedział – przyszedł czas na pokutę.

    Za udział w tej zbrodni dokonanej na zabytkowej zabudowie miasta

    przez lata krzewił wiedzę o dawnym Królewcu, jednocześnie

    szukając zaginionych skarbów kultury. Skarbów rosyjskich, które

    podczas wojny znalazły się w Prusach Wschodnich, i skarbów

    królewieckich, które – zdaniem Owsjanowa – powinny wrócić do

    Kaliningradu głównie z Moskwy, dokąd wywieziono je zaraz po

    wojnie.

    Dzieje poszukiwań tych skarbów, w tym także legendarnej Bursztynowej

    Komnaty, przewijać się będą przez karty niektórych rozdziałów

    tej książki. Zobaczymy na nich także zdjęcia ciekawszych

    kadrów z filmu W łogowie zwieria. Właśnie podczas wspomnianego

    pobytu w Kaliningradzie pracownicy tamtejszej telewizji Jantar

    przegrali mi obie części W łogowie zwieria na kasetę VHS. I chociaż

    mamy tu do czynienia z ewidentnie propagandowym filmem, obrazy

    nie kłamią. Wprawdzie najbardziej drastyczne sceny usunięto

    podczas montażu, a gwałtów i zbrodni czerwonoarmistów po prostu

    nie filmowano, jednak film ów jest nieocenionym i niedocenionym

    źródłem materiałów ikonograficznych dotyczących bojów toczonych

    w dawnych Prusach Wschodnich.

     

    Łuny nad jeziorami nie są pracą historyczną przedstawiającą

    tragiczny koniec tej niemieckiej prowincji. To zbiór głównie sensacyjnych

    epizodów z dziejów Ostpreussen czasów drugiej wojny

    światowej ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich miesięcy

    wojny. Muszę jeszcze dodać, że w niniejszej książce przedstawiam

    zdarzenia z Prus Wschodnich w ich międzywojennym kształcie

    terytorialnym. Wczesną jesienią 1939 roku Adolf Hitler, dzieląc

    ziemie zdobyte w Polsce, utworzył bowiem – obok ściśle związanego

    z Wielkoniemiecką Rzeszą Generalnego Gubernatorstwa dla

    okupowanych ziem polskich – dwie nowe prowincje niemieckie:

    Okręg Rzeszy Kraj Warty (Reichsgau Wartheland) i Okręg Rzeszy

    Gdańsk-Prusy Zachodnie (Reichsgau Danzig-Westpreussen).

    Kraj Warty w całości objął ziemie polskie, zaś Gdańsk-Prusy Zachodnie

    – obok polskiego województwa pomorskiego, także terytorium

    Wolnego Miasta Gdańska i rejencję kwidzyńską odłączoną

    od Prus Wschodnich, do których natomiast przyłączono północne

    Mazowsze wraz z Suwałkami jako rejencję ciechanowską. Granica

    między rejencją kwidzyńską z prowincji zachodniopruskiej a rejencjami

    olsztyńską i królewiecką z prowincji wschodniopruskiej w latach

    1939–1945 była sztuczna i przestrzegana tylko przez biurokrację

    hitlerowską. Dla miejscowej ludności była to jedna kraina. Gdy zaś

    zbliżał się koniec niemieckich rządów, mieszkańców tej ziemi z obu

    stron granicy prowincji złączył ten sam tragiczny los...

    Sztuczność podziału administracyjnego międzywojennych

    Prus Wschodnich dostrzegła też współczesna historiografia niemiecka,

    która pisząc o jej wojennych losach, na ogół traktuje je

    jako jedno. Świadczą o tym choćby artykuły i mapy zamieszczone

    w specjalnym wydaniu popularnego w RFN tygodnika „Der Spiegel”.

    Mowa o „Spiegel Special” (numer 2 z 2002 roku) w całości

    poświęconym ucieczce Niemców ze wschodnich prowincji Trzeciej

    Rzeszy w ostatnich miesiącach drugiej wojny światowej. Dla

    redaktorów tego magazynu Prusy Wschodnie to prowincja w jej

    międzywojennym kształcie terytorialnym. Dla autora tej książki

    także.

     

    Niektóre z przedstawionych tu historii, choćby dotyczące poszukiwań

    skarbów w Pasłęku i Słobitach czy wojenne dzieje rezydencji

    Hohenzollernów w podelbląskich Kadynach, zamieściłem w innych

    książkach, głównie w Zatrzaśniętych wrotach z 2001 i Mrocznym labiryncie

    z 2002 roku. Uznałem jednak, że warto do tych spraw wrócić

    nie tylko ze względu na niewielki nakład wymienionych książek.

    Przede wszystkim dlatego, że historie te zostały przeze mnie poprawione

    i uzupełnione o nowe elementy, które wraz z innymi tworzą

    pełniejszy obraz tamtych czasów, gdy w lodowatej wichurze i śnieżnej

    zadymce ginęły Prusy Wschodnie.

    do góry

    Spis treści

    Spis treści

    Drogi śmierci, czyli zamiast wstępu
    Dyskretny urok żelbetu
    Syndrom Nemmersdorf
    Zwycięstwo albo Syberia
    Noce pruskie
    Pęknięte serce
    Posag księżnej Kiry
    Ostatnia droga feldmarszałka
    Rejsy rozpaczy
    Raport Abakumowa
    Zamach w „Wilczym Szańcu”
    Zakopane dokumenty
    Polski Wawel na pruskim wzgórzu
    Upadek Festung Königsberg
    Skarby ze średniowiecznych latryn
    Poszukiwania Bursztynowej Komnaty
    Szturm, którego nie było
    Polowania na zabytki
    Grób mistrzów krzyżackich
    Niewykonany wyrok śmierci
    Bibliografia

    Zamknij
    Dziękujemy za dodanie recenzji
    Podziel się na Facebooku
    Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich - Adamczewski Leszek
    Właśnie zrecenzowałem: Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich
    Łuny nad jeziorami to wybór kilkudziesięciu dramatycznych i sensacyjnych epizodów z dziejów Prus Wschodnich w ostatnich miesiącach II wojny światowej i pierwszych miesiącach pokoju.Leszek Adamczewski, poznański pisarz, dziennikarz i autor bestsellerowego Zmierzchu bogów w Posen (a także takich ...
    Zamknij
    Napisz recenzję i oceń produkt
    Oceń produkt:
    Tytuł: * pole wymagane
     
    Recenzja: ** minimum 50 znaków
     
    W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
    * pole wymagane
    ** minimum 50 znaków
    Napisz recenzję i wygraj 100 zł na zakupy w empik.com! Szczegóły konkursu, regulamin oraz zwycięzców z poprzedniego miesiąca znajdziesz TUTAJ.
  • Dane szczegółowe
  • do góry

    Dane szczegółowe

    Tytuł: Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich
    Autor:
    Wydawca: Replika Wydawnictwo
    Numer wydania: I
    Data premiery: 2011-08-01
    Język wydania: polski
    Język oryginału: polski
    Ilość stron: 344
    Redakcja: Tkacz Małgorzata
    Rok wydania: 2011
    Forma: książka
    Wymiary: 205 x 145
    Indeks: 60585332