Listy do utraconej - Kemmerer Brigid

Listy do utraconej (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:

Sprzedaje empik.com 35,99 zł

Cena empik.com:
35,99 zł
Cena:
39,99 zł
Oszczędzasz:
4,00 zł (10%)
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt w magazynie empiku
Wysyłamy w 24 godziny
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.

Dostępność w salonie empik

Zarezerwuj w salonie empik

Dodaj do listy Moja biblioteka

Masz już ten produkt? Dodaj go do Biblioteki i podziel się jej zawartością ze znajomymi.

Najczęściej kupowane razem

asb nad tabami
Kemmerer Brigid Książki | okładka miękka
35,99 zł
asb nad tabami
Gregory Karen Książki | okładka miękka
27,99 zł
asb nad tabami
Zappia Francesca Książki | okładka miękka
33,99 zł

3 produkty

Cena zestawu:

Dodatkowy rabat:

Wysyłamy w 24 godziny

Opis

Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się miedzy nimi nić porozumienia.

Dane szczegółowe

Tytuł: Listy do utraconej
Autor: Kemmerer Brigid
Tłumaczenie: Grzegorzewski Piotr
Wydawnictwo: Wydawnictwo YA!
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-09-27
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 204 x 137 x 32
Indeks: 22622358

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,9
5
24
4
3
3
0
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
26 recenzji
28-11-2017 o godz 18:28 Zakładka dodał recenzję:
Książka zapowiadała się dobrze. Ciekawy opis, nie obiecujący zbyt wiele, jednak dający nadzieję na ciekawą historię. W dodatku przecudna okładka! Chyba głownie to ona mnie skłoniła do przeczytania tej historii. Główny motyw był dla mnie początkowo ciekawy. Może nie aż tak ogromnie, ale na tyle by być ciekawą jak się rozwinie. Lecz nie było to uczucie w stylu: muszę to koniecznie poznać! Zatem powoli, zabrałam się za czytanie książki. I w zasadzie pierwszym aspektem, jaki mi się nasuwa, jest tempo jakie w niej istnieje. Otóż, jest ono raczej wahadłowe, jeśli mogę się tak wyrazić. Raz szybsze, raz wolniejsze, czasem lekko nudzące, czasem mniej, czasem bardzo interesujące wątki. Z kolei całościowo tworzyło to troszkę chaos. Bo przez to, raz miałam ochotę czytać, a raz wolałam włączyć Youtube i pooglądać jakieś głupawe filmiki. Nie dziwne, że przez to moje zainteresowanie książką stopniowo malało. Na szczęście taki stan to tylko jakaś 1/3 książki. Dalej jest już tylko lepiej. Kolejne wydarzenia, jakie następowały w książce, wiązały się już bardziej z moimi oczekiwaniami. Ale nie napisałam nic o samej fabule. A pomysł na nią jest niewątpliwie oryginalny. Pozna kogoś na cmentarzu? Co więcej, jest to poznanie przez zostawiane tam listy. Brzmi upiornie? A może interesująco i zaskakująco? Tak jest! I później rozwija się jeszcze lepiej, Choć są momenty zawahania, to w głównej mierze autorka poprowadziła całość ciekawie. Oczywiście, spora część z tego co następowało, było ogromnie przewidywalne, ale dało się to jakoś znieść. Bohaterowie? Intrygujący! Każde ma swoją historię. Każde coś ukrywa, każde ma dwie strony. I to jak przeistacza się to na naszych ochach, jak się poznają, jak to wszystko się stopniowo rozwija, jest pokazane bardzo ciekawie a przede wszystkim rzetelnie przedstawione. Nie było kwestii, które byłyby w jakiś sposób sztuczne, czy też naciągane. Tak jak już pisałam, okładka ogromnie mi się podobała. Jest mocno oddziałująca na wyobraźnię, ma szereg pasujących do siebie barw, a tym samym przyciągająca oko. W dodatku, techniczne wykonanie książki również jest bardzo dobre. Widać tu spore dopracowanie, a także zamysł , by czytelnik mógł odczuwać fizyczny komfort czytania. Jednym słowem, całość jest bardzo składna i logiczna, choć początkowo, zainteresowanie nią może nie być dla czytelnika wystarczające. Oprócz tego książka daje masę pozytywnych emocji, a także przedstawiona historia pozostaje na długo w czytelniku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-11-2017 o godz 17:16 Miasto Książek dodał recenzję:
Mama Juliet była fotografem wojennym. Robiła zdjęcia prawdzie i nie bała się jej ukazywać światu. Podróżowała po państwach wojennym i pokazywała biedotę, nędzę i spustoszenie jakie niesie walka. Teraz jej już nie ma. Pozostały po niej tylko zdjęcia. Juliet słabo radzi sobie z tą stratą. Nadal podtrzymuje ich tradycję i piszę do niej listy. Opisuje każdy dzień i zwierza się, jak ciężko jej wytrzymać każdy dzień. Jeden z listów czyta Declan, który musi na cmentarzu odpracować prace społeczne. Spontanicznie postanawia odpisać na list, ponieważ bardzo go poruszył. I tak wszystko zaczęło się od listu... Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale czasami gdy zobaczę jakąś książkę, przeczytam opis to czuję, że ta pozycja może zmienić moje życie i stać się jedną z najważniejszych. Takie właśnie odczucia miałam względem tej pozycji. I powiem Wam, że nie przypuszczałam, że aż tak bardzo na mnie wpłynie. "Każde słowo jest wypełnione cierpieniem. Bo tylko cierpienie może skłonić kogoś do pisania listów do osoby, która nigdy ich nie przeczyta. Taki ból czyni cię samotnym. Każe ci wierzyć, że nikt nie cierpi tak bardzo jak ty. " To książka, która porusza tak wiele ważnych tematów, że ciężko je wszystkie wymienić: śmierć rodzica, depresja, rozwód, alkoholizm w rodzinie, nietolerancja w szkole, ocenianie ludzi tylko przez plotki, radzenie sobie z codziennością, traumy z dzieciństwa, poszukiwanie prawdziwego siebie, fotografia i ukazywanie świata tylko przez zdjęcia i jeszcze wiele innych tematów, które sami musicie odkryć. Początek książki nie zapowiadał niczego szczególnego. Przyznam się, że pierwsze 100 stron to czytałam tylko po to, by móc przeczytać nowy list lub email. Te fragmenty tak poruszały moją duszę, moje wnętrze, że nawet teraz nie mogę tego jakoś sensownie wyjaśnić. Im dalej czytałam, tym bardziej się do tego przekonywałam. Bohaterowie to już kompletnie kosmos. Rzadko spotyka się książki, gdzie czytając o jakimś bohaterze mamy przed oczami naszego znajomego. Mówię serio, gdy czytałam o uczniach, którzy przewijali się w powieści, to miałam wrażenie, że autorka opisuję moją koleżankę czy kolegę. Oni są tutaj tak ludzcy, tak prawdziwi, że nie mogę im nic zarzucić. Jasne, były momenty, gdzie miałam ochotę nimi potrząsnąć, ale to ze względu na to, że na ich miejscu zrobiłabym to samo i tutaj pojawia się paradoks. "Jeśli tak, to czy istnieje sposób na to, by pokazać więcej siebie? Czy też jesteśmy uwięzieni w jednej fotografii, która nie pokazuje całej historii?" Dla mnie obecnie, ta książka to moje odkrycie roku. Rzadko tak mam, ale dla tej książki zarwałam noc, a zaraz po przeczytaniu ostatniego zdania miałam ochotę przeczytać ją od początku. W ogóle końcówka to spełnienie moich wszelkich oczekiwań ♥ Dlatego, jeżeli szukacie wyjątkowej i niebanalnej powieści, to "Listy do utraconej" będzie idealna. Tutaj jest wszystko co powinna zawierać dobra książka młodzieżowa: prawdziwi bohaterowie, niebanalne problemy, współczesne problemy szkolne, powieść, po której wyciągamy wnioski. Jestem pewna, że jeszcze nieraz tę powieść przeczytam, bo mam przeczucie, że za każdym razem znajdę w niej coś nowego lub spojrzę na sytuację z innej perspektywy. Dlatego koniecznie musicie zapoznać się z tą książką!!! No i bardzo ubolewam, że o tej pozycji tak mało się słyszy. Nie rozumiem dlaczego, ale trzeba to koniecznie zmienić!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-11-2017 o godz 13:19 AgaZaczytana dodał recenzję:
Nie ukrywam, że byłam ciekawa tej książki. Lubię młodzieżówki - są fajną odskocznią od innych gatunków, które czytam. Tym bardziej, jeśli mi się podobają, ale o tym poniżej. 'Bo tylko cierpienie może skłonić kogoś do pisania listów do osoby, która nigdy ich nie przeczyta. Taki ból czyni cię samotnym. Każe ci wierzyć, że nikt nie cierpi tak bardzo jak ty.' Juliet nie może się pozbierać po stracie matki, która zginęła w wypadku samochodowym kilka miesięcy temu. Jedyną formą komunikacji, którą zna jeszcze z czasów dzieciństwa są listy. Pisze więc do mamy i zostawia je na grobie. Pewnego dnia otrzymuje na jednym z nich kilka słów odpowiedzi... Declan to nastolatek, który w ramach prac społecznych kosi trawę na cmentarzu. Historia jego przeszłości jest dość zawiła, więc nie będę jej zdradzać. Chłopak jednak również zmaga się z pewną stratą, z którą nie może sobie poradzić. 'Nie wiem jaki jest morał tej historii poza tym, że być może ból bywa tak wielki, że człowiek zrobi wszystko, żeby się go pozbyć. Nawet jeśli musi kogoś przy tym skrzywdzić.' Poznajemy historię dwóch nastolatków, których drogi w pewien sposób się splatają. Każdy rozdział zaczyna się listem, który jedno wysyła drugiemu. Anonimowo. Czy historia jest banalna i schematyczna? Nie powiedziałabym, że tak jest. Jesteśmy świadkami zmagania się z cierpieniem po stracie bliskiej osoby. Świadkami przemyśleń i problemów młodych ludzi, którzy jak na swój wiek mają ich sporo. I nie są to problemy banalne. 'Zastanawiam się, czy jeśli zacznę udawać uczucia, w końcu w nie uwierzę? Trochę się boję, że się pogubię i zapomnę, co jest prawdą.' Historia Juliet i Declana mnie wciągnęła. W kategorii młodzieżówek uważam, że jest to wartościowa pozycja. Nie jestem już ściśle związana z tego typu tematyką, bo sama jestem sporo starsza od głównych bohaterów książki, jednak ma ona swój urok. Jest przyjemna, a naprzemienne przemyślenia dwójki głównych bohaterów pozwalają na poznanie wydarzeń z dwóch różnych perspektyw. Jeśli zatem lubicie historie miłosne, które nie są schematyczne i nie dotyczą dwójki idealnych nastolatków to historia was zainteresuje. Ja polecam! 'Myślę, że gdybyś przeszła się ulicą, nie znalazłabyś ani jednej osoby, która miałaby tyle fizycznej i psychicznej siły, żeby robić takie rzeczy jak twoja mama. A to, że nie robisz ich teraz, nie znaczy jeszcze, że nie będziesz ich robić w ogóle.'
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-11-2017 o godz 00:21 Anonim dodał recenzję:
Spokojna siedemnastoletnia Juliet Young dopiero co straciła matkę. Dziewczyna jeszcze nie pogodziła się ze śmiercią uwielbianej matki i wciąż cierpi w głębi serca. Nastolatka niegdyś pasjonowała się fotografią, jednak po śmierci rodzica nie sprawia jej już to przyjemności. Jej matka była słynną fotoreporterką i dużo podróżowała po świecie, więc w większości ich kontakt opierał się na listach. Teraz Juliet codziennie chodzi na cmentarz, żeby odwiedzić grób matki i pozostawić dla niej list. Zbuntowany siedemnastoletni Declan Murphy poznał smak cierpienia i doznał bolesnych wydarzeń. Nikt nie jest w stanie go zrozumieć, bo nikt nie wie co się stało w życiu chłopaka. Wybryki nastolatka doprowadziły do tego, że sąd przydzielił mu prace społeczne, które odbywają się na cmenatrzu. Pewnego dnia, na jednym z nagrobków odnajduje list. Zaintrygowany postanawia go przeczytać. Chłopak nie spodziewał się, że tak wpłynie na niego jego treść i postanawia na niego odpowiedzieć. Któregoś dnia Juliet odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list, który był zaadresowany do zmarłej. Dziewczyna początkowo jest załamana i wściekła, jednak później decyduje się odpisać na pozostawiony dla niej list. Wymiana korespondencji pomiędzy nastolatkami staje się regularna, a z czasem ich relacja się zacieśnia. Brigid Kemmerer stworzyła piękną powieść o prawdziwej miłości, która nawiązała się z niesamowitej bliskości dusz, bez udziału ciał. Fabuła jest niepowtarzalna i oryginalna, nie powiela utartych schematów. Wątek miłosny w żadnym stopniu nie był przesłodzony ani ckliwy. Nie sposób oderwać się od lektury mimo, że nie opiera się ona na pełnej napięcia i prędkości akcji. Jest subtelna w swojej prostocie i tym wprawia w poruszenie. Bohaterowie byli nad wiek dojrzali, ich reakcje były jak najbardziej uzasadnione i racjonalne. Nie da się ich nie polubić, a relacja, która ich połączyła, była do głębi wzruszająca i zapierająca dech. Ze stron dosłownie wylewają się intensywne uczucia. „Listy do utraconej” to uniwersalna historia, która trafi w serce każdego.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-10-2017 o godz 11:20 Salivia dodał recenzję:
Sięgając po tę książę spodziewałam się czegoś mocno przeciętnego. Listy do utraconej charakteryzowały się wysokimi ocenami na licznych portalach, jednak sama tematyka zdawała się oklepana. Myślałam, że w ręce wpadła mi kolejna typowa i przewidywalna młodzieżówka. I może faktycznie: niektóre wątki nie były szczególnie zaskakujące, jednak nie zepsuło mi to zabawy w najmniejszym stopniu! Fabularnie jest to książka dość spokojna. To obyczajówka, która prezentuje dwójkę zagubionych w życiu nastolatków. Żadne z nich nie potrafi sobie poradzić ze śmiercią bliskich osób, a rozmowa z kimś pozornie obcym jest dla nich oczyszczająca. Nie od dziś wiadomo, że czasami łatwiej jest się nam wygadać komuś, kogo nigdy nie widzieliśmy na oczy. Brigid Kemmerer doskonale bazuje na wątku penpals, nadając mu głębię i pokazując siłę sprawczą otwarcia się na drugiego człowieka. Mimo że Listy to utraconej jest pozornie spokojną powieścią, to wywołuje w czytelniku szereg emocji. Czytałam ją w trakcie wykładu i co rusz parskałam śmiechem, uśmiechałam się, smuciłam albo denerwowałam na bohaterów. Do tego stopnia, że zaniepokoiłam siedzących obok mnie znajomych. Przypuszczam, że inni mogą znaleźć się w podobnej sytuacji, więc ostrożnie z tą książką! Brigid Kemmerer pokazała także, jak ważne jest zrozumienie drugiej strony, zamiast oceniania jej po pozorach. To kolejny istotny element, który warto wziąć sobie do serca. Bohaterowie wiele razy stawiani są w sytuacjach, w których oceniają kogoś przez pryzmat jego pozycji, wyglądu, krążących o nim plotek albo odgrywanej w społeczeństwie roli. Ta książka to także opowieść o relacjach będących ponad to wszystko! Wątek romantyczny w tej powieści jest cudowny! Nie ma w nim żadnej wulgarności, którą spotykamy teraz w co drugiej książce. Nie jest to również naiwny i wyidealizowany związek dwójki dzieciaków. Relacja, która powstała między Declanem i Juliet jest urocza, realistyczna i wywołuje uśmiech na twarzy. Wątek ten nie wysuwa się na pierwszy plan, przytłaczając przy tym inne elementy powieści. I chwała autorce za to! Ogólnie bohaterowie tej powieści są niesamowici. Mają indywidualne charaktery, nie wpisują się w typowe, znane nam z innych powieści cliché. Potrafią zaskoczyć czytelnika tym, jak bardzo odbiegają od postaci spotykanych w tego typu młodzieżówkach. To czyni Listy do utraconej jeszcze bardziej oryginalnymi. Co prawda zdarzały się pewne potknięcia, choćby w zachowaniach bohaterów, których moje krytyczne oko nie mogło zignorować. Czasami wybory postaci zdawały mi się irracjonalne. Może rzeczywista osoba też by tak postąpiła, jednak dla mnie zakrawało to o brak racjonalizmu. Z kolei fabularnie zabrakło mi rozwinięcia wątków postaci pobocznych. Nie jest to must-have, ale chętnie przeczytałabym osobny tom dotyczący historii przyjaciela Declana, Reva. Podsumowując, książka jest wciągająca, emocjonująca i oryginalna. Przedstawia radzenie sobie z żałobą u młodych ludzi, próbę odnalezienia nici porozumienia z innymi oraz dostrzegania w drugim człowieku tego, co najlepsze. Dla mnie jest to jedna z lepszych książek tego roku!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-10-2017 o godz 21:24 Nemezis dodał recenzję:
Fotografia. Ulotna chwila utrwalona w pojedynczym kadrze. Choćby zawierała mnóstwo szczegółów, nigdy nie opowie całej historii, nie ukaże kontekstu. Zaledwie ułamek sekundy z rzeczywistości, czas zatrzymany na mgnienie oka. Podobnie jest z ludźmi. Każdy z nas pokazuje światu jakąś niewielką część siebie, cała reszta pozostaje ukryta. Nikt nie wie o nas wszystkiego, nie pozna naszych myśli. Jedynie ułamek całości, którym postanowimy się podzielić. To sprawia jednak, że bardzo łatwo oceniać innych, osądzać na podstawie tego małego fragmentu, który dane nam było przypadkiem dostrzec... Juliet Young niedawno straciła matkę. Fotografka, korespondentka wojenna zginęła w wypadku samochodowym, wracając do domu. Dziewczyna głęboko przeżywa stratę, ciągle odwiedza cmentarz, pisząc listy, które zostawia później na jej grobie. Pewnego dnia przeżywa szok, gdy dostrzega, że ktoś na jeden z nich odpisał. Początkowo wpada we wściekłość. Ktoś naruszył jej prywatność, przeczytał coś, co nie było skierowane do niego. W dodatku ośmielił się napisać też coś od siebie! Wytrąca ją to z równowagi do tego stopnia, że rezygnuje z pisania do matki. Zamiast tego postanawia zostawić parę słów do nieznajomego, który tak ją zdenerwował. Wkrótce zaczynają prowadzić regularną korespondencję, zostawiając sobie w tym miejscu kolejne wiadomości. "Listy do utraconej" to przede wszystkim opowieść o stracie, wielkiej tęsknocie, przemożnym smutku i cierpieniu tak dojmującym, że nie pozwala normalnie żyć. O wyrzutach sumienia, odrzuceniu, rodzinnych dramatach, przełamywaniu stereotypów, o przeznaczeniu i wyznaczaniu swojej życiowej ścieżki. Mamy tu też powoli zawiązującą się powoli nić porozumienia pomiędzy dwojgiem bohaterów przeżywających utratę najbliższych. Piszą do siebie o życiu i śmierci, dzieląc się najbardziej intymnymi przemyśleniami. Każde z nich boi się jednak poznać tożsamość tego drugiego, bo mogłoby to zniszczyć łączącą ich więź. Co jeśli autorką listów jest ta dziewczyna, która uważa go za niebezpiecznego kryminalistę? A jeśli ten chłopak to Declan - mroczny typ z kartoteką policyjną, który sprawia wrażenie, jakby każdego chciał pobić? Powieść Brigid Kemmerer aż kipi od emocji. Głównie tych negatywnych - rozpaczy, bezsilności, smutku, wściekłości... Jednocześnie jednak niesie za sobą nadzieję. Gdy bohaterowie dostają szansę rozmowy z kimś, ktoś rzeczywiście rozumie, co czują, ponieważ dzieli ten sam ból... Chwytają się jej jak ostatniej deski ratunku. Nie znają nawet swoich imion, zaczynają posługiwać się pseudonimami - Mrok i Cmentarna Dziewczyna. I chociaż każde z nich ma swojego najlepszego przyjaciela/przyjaciółkę, wkrótce odkrywają, że całkowicie szczerze mogą rozmawiać tylko między sobą. Nikt inny nie jest w stanie pojąć ogromu cierpienia, które w sobie noszą. Wraz z rozwojem tej nietypowej relacji, historia wciąga coraz bardziej. Przeczytałam ją w dwa dni, przeżywając wszystko razem z bohaterami. Nie żałuję ani jednej chwili i mam wielką nadzieję, że będę miała okazję poznać również pozostałe powieści tej autorki. Polecam! Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu YA! ogrodksiazek.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-10-2017 o godz 18:14 Sol dodał recenzję:
Kolejna książka młodzieżowa, która wiele przekazuje swoją treścią. I chociaż głównie polecam ją młodzieży, to jednak tych dorosłych, którzy lubują się w dobrych młodzieżówkach, również zachęcam do lektury. Naprawdę warto zapoznać się z niniejszą pozycją. Mam słabość do książek, w których bohaterowie komunikują się ze sobą za sprawą listów, bądź przez komunikator internetowy. Nie przez cały czas oczywiście, ale przez sporą część książki. Dlatego Kemmerer ujęła mnie właśnie taką forma przekazania treści. Juliet i Declan to typowi nastolatkowie, którzy pomimo ciężkich doświadczeń, niewiele różnią się od innych bohaterów książek młodzieżowych. Nie będę udawała i przekonywała Was, że jest inaczej. Niemniej, wierzcie mi, nie będzie Wam to przeszkadzało, bowiem ta dwójka jest fajnie stworzona. Mają ciekawe doświadczenia, łączy ich strata, smutek, zrozumienie... Declan odbywa karę, którą jest praca na cmentarzu (dbanie o porządek i koszenie trawy). Pewnego dnia chłopak przez przypadek znajduje list. List, który jest przepełniony bólem i tęsknotą, postanawia na niego odpisać. Osobą, którą napisała list jest Juliet, która strasznie tęskni za swoją mamą i pomimo tego, że jej mama nie żyje, to dziewczyna zostawia listy przy jej nagrobku. Kiedy zauważa, że na jej liście jest coś nabazgrane, bardzo się denerwuje, a jednocześnie jest zaciekawiona. Postanawia ciągnąć temat i tak pomiędzy tą dwójką, nawiązuje się nietypowa relacja. Wymieniają się smutkami i wspierają się nawzajem. Piszą sobie to, czego w realnym życiu, patrząc sobie w oczy, na pewno by nie powiedzieli. W listach jest ta odwaga, której brakuje w ich codziennych relacjach. Pewne bezpieczeństwo. Brigid Kemmerer stworzyła ciekawą, przejmującą i w pewnym sensie prawdziwą historię, którą kupiła mnie całkowicie. W książce kilka rzeczy mnie zaskoczyło, ale większość była przewidywalna, czego wcale nie uważam za jakiś mankament. Absolutnie. Z przyjemnością śledziłam losy tej dwójki i czekałam na zakończenie, które interesowało mnie od samego początku. A Wy? Sięgniecie po Listy do utraconej? Książka opowiada o stracie, cierpieniu, zaufaniu, przyjaźni, przeznaczeniu... Ja jestem na tak i polecam. sol-shadowhunter.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-10-2017 o godz 18:08 Zaczytana Anielka dodał recenzję:
Juliet nie może pogodzić się ze stratą mamy. Od kilku miesięcy zostawia ma jej grobie listy. Declan w ramach kary odpracowuje na cmentarzu obowiązkowe prace społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów odnajduje list. Czyta go i postanawia odpisać jego autorce. Juliet odkrywając, że ktoś naruszył jej prywatność, jest zdenerwowana. Po opanowaniu emocji postanawia odpisać na wiadomość nieznajomego. Oboje zaczynają korespondować miedzy sobą. Jak zareagowalibyście na wiadomość, że ktoś przeczytał wasz list kierowany do kogoś innego? Chyba nikt nie byłby zadowolony z takiego obrotu spraw. Sama czułabym się dość dziwnie, mając taką świadomość. Myślicie, że problemy młodzieży są przereklamowane albo nudne? Myśle, że po prostu większość nich jest oklepanych i pisanych w ten sam lub podobny sposób. A autorzy piszą w kółko o tym samym. Ale gdyby tak połączyć styl pisania tej autorki i pewną historię? Wyszło coś pięknego! Autorka przedstawia nam historię o stracie najbliższych oraz o bólu, jaki nam towarzyszy podczas żałoby. A strata matki, ogólnie któregoś z rodziców dla nikogo nie jest łatwa. Taka strata jest dla nas dużym ciosem nieważne ile mamy lat, zawsze boli to tak samo. Juliet jest wrażliwą nastolatką a Declan to typowy zbuntowany nastolatek. Mogłoby się zdawać, że otrzymamy standardową młodzieżówkę z elementami young adult gdzie Juliet będzie cicha, bardzo zamknięta w sobie myszka a Declan typowym bad boy'em, który jej dokucza, autorka natomiast opisywałyby o całowaniu i innych mało istotnych sprawach. Nie! Dla tego nie bójcie się siegnąć po tę książkę! Zanim sięgnęłam po tę, historię zdążyłam usłyszeć o niej wiele dobrego. Dla tego właśnie po części po nią sięgnęłam. Dodatkowo przekonał mnie opis książki i okładka (jak to okładkową srokę). Od razu widziałam, że muszę ją przeczytać. Jest to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie czytałam. Mam nadzieje, że kiedyś wydawnictwo zdecyduje się wydać inne książki tej autorki, ponieważ ta historia mnie urzekła, a styl autorki jest cudowny. Jestem bardzo ciekawa innych pozycji od Brigid. Tę książkę mogę Wam polecić z czystym sercem i mieć nadzieję, że Wam spodoba się tak samo, jak i mi!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-10-2017 o godz 15:58 Anonim dodał recenzję:
Cała recenzja: https://come-book.blogspot.com/2017/10/listy-do-utraconej-brigid-kemmerer.html#more Jest to piękna młodzieżówka o ciekawych bohaterach i fabule. Porwie Was na parę godzin, a po przeczytaniu będziecie mieć w głowie historię Juliet i Declana. To nie jest prosta książka gdzie główną rolę odgrywa romans- tutaj liczy się przyjaźń, kłopoty młodych osób, ogromne cierpienie i stereotypy, które często mogą kogoś zranić. Jeśli macie ochotę na kawał cudownej opowieści- sięgnijcie po "Listy do utraconej"
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-10-2017 o godz 15:39 Paulina11 dodał recenzję:
Listy do utraconej”, przyznajcie sami, przyciągają uwagę już samą okładką. Jest ona tak subtelna i delikatna, przez co w dużej mierze, na początku troszkę się bałam, jaka ta książka będzie, że będzie z gatunku tych „poważniejszych”. Nie wiem, czy to ma sens, ale takie było moje odczucie. Opis mnie zaintrygował, więc naprawdę chciałam poznać tę historię. Ostatnio na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek dla młodzieży, w których pojawiają się różne motywy bólu, straty, cierpienia, lecz każda jedna (zazwyczaj) opowiada o czym innym, rzuca odmienny pogląd na życie. „Listy do utraconej” to jedna z tych właśnie historii, opowiedziana z perspektywy dwojga nastolatków, w różny sposób pokrzywdzonych przez los. Juliett kilka miesięcy temu doznała wielkiej straty – w wypadku ginie jej mama. Aby postarać się uporać z tą tragedią, zaczyna pisać do niej listy i zostawiać je na jej grobie. Wie, że nigdy nie otrzyma odpowiedzi, ale przynosi jej to ukojenie, namiastkę rozmowy z matką. Podczas zwyczajowej wizyty na cmentarzu ze zdumieniem odkrywa, że ktoś zostawił odpowiedział na jej ostatni list. Drugi z bohaterów – Declan to typowy buntownik, stały bywalec gabinetu dyrektora. Każdy spodziewa się po nim najgorszego, ale nikt nie wykazuje chęci, aby go poznać, dowiedzieć się, dlaczego jest, jaki jest. Karą za jego ostatnie przewinienie są prace społeczne na cmentarzu. Nie przypuszczałby, że list znaleziony na jednym z grobów, na który postanowił odpowiedzieć, będzie początkiem zmian w jego życiu. List. Cmentarz. Słowa. Tak rozpoczyna się znajomość Declana i Juliett. Dziewczyna nie jest zachwycona tym, że ktoś czytał to, co napisała do matki i postanawia zostawić odpowiedź dla nieznajomego. Dwie poranione dusze, które znajdują zrozumienie w sobie nawzajem. Bo czasami łatwiej jest wygadać się komuś, kogo nie znamy, nie widzimy, a jak to się ma do rzeczywistości? Mogłoby się wydawać, że Declan i Juliett to kolejna stereotypowa para – buntownik i szara myszka, którzy się w sobie zakochują. Nie zgadzam się. Sprzeciwianie się całemu światu przez Declana, to nie jego widzimisię, nie żaden kaprys. Tu chodzi o głębsze przesłanie, przeżycia z przeszłości, które go ukształtowały. Chłopak nie miał łatwego dzieciństwa, miał je wręcz cholernie trudne. Nie zdradzę co konkretnie, ale generalnie miał oboje rodziców, a w pewnym momencie było tak, jakby ich nie miał. Declan Murphy to złożona postać, której kreacja fenomenalnie autorce wyszła. Jestem pełna podziwu dla niego, że się nie poddał, nie załamał. Okay, miał zatargi prawem, ale po prostu próbował uporać się ze wszystkim na swój własny, popieprzony sposób. Każdy z nas potrzebuje miłości, zrozumienia. Jeśli chodzi o Juliett, to do niej nie zapałałam aż taką sympatią jak do Deca, jednak ona także zmaga się ze swoimi demonami. Matka to ktoś naprawdę ważny w życiu większości ludzi, ale co, jeśli ona żyje z dala od nich? Praca, czy nie, jest nieobecna. Świadomość, że odeszła na zawsze, jest druzgocąca. Niełatwo jest się pogodzić z taką stratą, dla Juliett ukojeniem są właśnie listy, które zostawia na grobie matki. Wkurzało mnie trochę podejście innych ludzi, to, że krzywo na nią patrzyli, kiedy po kilku miesiącach nadal codziennie odwiedzała cmentarz. No halo, ma przecież prawo do tego... Ciekawy wątek autorka wplotła z pasją dziewczyny do fotografowania, do tego, aby w końcu się przemóc i wrócić do tego. Ogólnie rzecz biorąc, jak teraz tak piszę ta recenzję, doszłam do wniosku, że tak naprawdę autorka większą wagę poświęciła do postaci Declana, jest ona bardziej rozbudowana, więcej się o nim dowiadujemy, niż o Juliett. Można by powiedzieć, że on przeżył gorsze rzeczy niż ona, ale to tez nie na tym polega, żeby to porównywać. W tej książce pojawia się coś, z czym (chyba) się jeszcze nie spotkałam. Bohaterowie poznają się na dwóch frontach. W życiu realnym i w korespondencji. Bardzo mi przypał ten pomysł do gustu, autorka ciekawie poprowadziła te dwie kwestie. My wiemy, że chłopak z którym Juliett rozmawia w szkole, to ten sam, z którym pisze. Oni tego nie wiedzą, a przynajmniej do czasu. Ciężko byłoby stwierdzić, że tak jest, udowadnia to więc, że ta dwójka na co dzień nosi maski, jak większość ludzi. Nie ujawniają prawdziwych siebie, ale ukrywają się pod postaciami buntownika i cichej myszki. „Listy do utraconej” to przepiękna opowieść o miłości, o stracie, o tym, że nie wolno oceniać się po pozorach. Bo one lubią mylić. Aby móc coś o kimś powiedzieć, powinniśmy go najpierw poznać. Może to zabrzmi dziwnie, ale ta młodzieżówka skłania do pewnych refleksji. Nie jest to jedna z tych książek, które się przeczyta, odłoży i zapomni. Ona z całą pewnością zostaje w pamięci. Jest bardzo poruszająca i mądra, zawiera głębsze przesłanie. Zdecydowanie jedna z najlepszych młodzieżówek, jakie czytałam. zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-10-2017 o godz 18:12 CzytanieNaszymZyciem dodał recenzję:
"Listy do utraconej" to powieść o życiowych problemach, z którymi czasami jesteśmy zmuszeni walczyć zbyt wcześnie... Głównymi bohaterami jest para siedemnastolatków, którzy oboje zostali skrzywdzeni przez los. W pewnym momencie życia ich drogi się krzyżują. Co z tego wyniknie? Brigid Kemmerer miała przede wszystkim świetny pomysł na fabułę. Wykreowana przez nią bohaterka, Juliet, nie może poradzić sobie ze śmiercią matki. Codziennie przychodzi na jej grób i zostawia listy adresowane do zmarłej. W tym samym czasie Declan zostaje zauważony przez kilka osób, które doceniają jego literackie zdolności. Życie tych dwojga bardzo się zmienia, a przełomowym momentem jest powstanie relacji między nimi. Bałam się, że "Listy do utraconej" mogą okazać się jednowątkową płaczliwą opowieścią o byle czym albo że autorka wyolbrzymi wątek romantyczny. Na szczęście Brigid Kemmerer znakomicie sobie poradziła! Wykreowała barwnych bohaterów, stworzyła skomplikowaną fabularnie opowieść i przekazała te wartości, które powinniśmy w sobie pielęgnować... Declan jest postrzegany jako typowy chuligan. Wszyscy się go boją, choć tak naprawdę wcale nie mają ku temu powodów. Nikt nie wie, że pod maską twardziela kryje się wrażliwy chłopak, który tak jak wszyscy, potrzebuje uczuć i szczerej rozmowy. Nauka, jaka płynie z kart tej powieści, powinna trafić do każdego młodego człowieka. Nie oceniajmy po pozorach! Okazujmy serce, nie bójmy się zaufać drugiemu człowiekowi i spróbujmy zrozumieć innych. W "Listach do utraconej" znajdziecie wszystko. Jest to powieść, która porusza tak wiele problemów, że każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie. Piękna, wzruszająca i nieoczywista. Pełna moralnych dylematów, problemów i uprzedzeń. Wydaje mi się, że nie ma lepszej powieści, która tak pięknie mówi o zapominanych już teraz wartościach. Książka Brigid Kemmerer to dojrzały utwór, który naprawdę warto znać. Serdecznie polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-10-2017 o godz 10:15 Kamila Kaczmarska dodał recenzję:
Nie miałam jakichś wielkich oczekiwań co do tej książki, brakowało mi takich melodramatów, więc nastawiłam się na przyjemną młodzieżówkę, która nie pozostanie ze mną na długo, a będzie miłą odskocznią. Może właśnie takie podejście sprawiło, że po prostu zakochałam się w tej książce. Mama Juliet była fotografką. Jeździła do odległych krajów, często na niebezpieczne tereny, by zrobić jak najlepsze zdjęcia. Była w krajach, gdzie panował stan wojenny i głód, ale mimo to zginęła w wypadku samochodowym, w drodze do domu. Kiedy wyjeżdżała, kontakt z Juliet utrzymywała poprzez listy, więc po jej śmierci, córka regularnie chodziła na jej grób i zawsze pozostawiała list, nie mogąc pogodzić się z tą stratą. Jeden z takich listów znajduje Declan, który odbywa prace społeczne na cmentarzu. Declan to zły chłopak, a przynajmniej tak go widzą inni. Boją się go zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Gdy odpowiada na zostawiony przez Juliet list, dziewczyna się wścieka, aż w końcu sama postanawia mu odpisać. Po paru takich wymianach nawiązuje się między nimi nić porozumienia, nie znają się, więc łatwiej idzie im rozmawianie ze sobą o swoich uczuciach. W swoich listach mogą być sobą, mogą być szczerzy. Sprawy się komplikują, gdy niektóre fakty ścierają się ze sobą, a na jaw wychodzą liczne kłamstwa. Czy łatwiej będzie im, jak się dowiedzą, z kim piszą? Książka zapowiadała się prosto. Nie wiedziałam, jak autorka to pociągnie, ale szczerze, nie byłam pewna, czy spodoba mi się koncepcja wymiany listów między bohaterami. Jak się okazało, nie miałam o co się martwić. Historia wciągnęła mnie od razu i byłam zaskoczona już po paru rozdziałach. Spodobało mi się tam praktycznie wszystko. Styl pisania niczym nie wyróżnia się od innych młodzieżówek, jest tak samo prosty i łatwy w odbiorze, ale bardzo podobały mi się dialogi; proste, żadnych filozofów, na poziomie nastolatków i przede wszystkim nieprzerysowane. Bardzo nie lubię przerysowania w książkach, zawszę się krzywię, jak dorosła osoba próbuje nieudolnie odtworzyć pogawędkę nastolatków, ale tutaj nawet tego nie odczułam. Niemal wszystkie potyczki słowne czytałam z uśmiechem. Były proste, zwyczajnie, ale to właśnie dodawało prawdziwości tej książce. Listy zleciały mi błyskawicznie i naprawdę przyjemnie, jednak to, czym najbardziej się zauroczyłam to bohaterowie i relacje między nimi. O ile Juliet była nieco przewrażliwioną i mocno emocjonalną dziewczyną, to nie działała mi na nerwy w ogóle. Declan nie był typowym złym chłopcem, nie próbował ściągnąć Juliet na ciemną stronę ani ona w żaden sposób się dla niego nie zmieniała. Chłopak popełnił w życiu parę błędów, za które musiał odpowiedzieć, a życie skrzywdziło go niewiele gorzej od Juliet. Miał przy sobie przyjaciela, Reva, który został zabrany od agresywnego ojca i adoptowany przez sąsiadów Declana. Rev to całkowite przeciwieństwo Deca; mocno wierzący, zawsze spokojny i opanowany. Każde z tych bohaterów zostało na swój sposób złamane i każde potrzebowało pomocy. Autorka skupiła się również na relacjach tych bohaterów ze swoją rodziną, pokazała nam, jak to wygląda, nie zaniedbując nikogo. Przedstawiła nam ich uczucia, mogliśmy je przeczytać w listach Juliet i Declana, wszystkie żale, zmartwienia i marzenia, wszystkie błędy i, naprawdę, przy historii Declana krwawiło mi serce. Mimo że sednem książki była śmierć matki Juliet, to rozdziały Deca polubiłam najbardziej. Autorka przedstawiła nam coś, co dzieje się naprawdę, co może spotkać nas wszystkich. Skupiła się na tym, jak życie potrafi nas zaskoczyć, że ludzie nie zawsze są tacy, za jakich się podają. Brigid Kemmerer w piękny sposób przybliżyła nam sytuacje każdego z bohaterów, po kolei odkrywała przed nami nowe fakty. Choć na początku może się wydawać, że książka będzie przewidywalna, to autorka mnie zaskoczyła. Niektórych rzeczy i rozwiązań się nie spodziewałam. To jedna z tych książek, gdzie trudno mi było cokolwiek opisać, bo to trzeba po prostu poczuć.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-10-2017 o godz 18:28 iza dodał recenzję:
Bardzo często śmierć bliskiej osoby potrafi wprowadzić człowieka w stan "odrętwienia". Dana osoba jest w stanie obwiniać siebie o coś, na co nie miała wpływu. Potrafi wegetować, a nie żyć. Tak jak śmierć może być końcem, tak poznanie jednej osoby, która przeżywa podobnie załamanie, może być początkiem. Juliet nie mogła pogodzić się ze śmiercią matki. Przychodziła na jej grób, pisała listy i tam je zostawiała. Niespodziewanie na jednym z listów ktoś "coś" napisał. Początkowo była bardzo zła, że ktoś przeczytał jej osobiste żale, a później pisze kolejny list, ale nie do matki lecz osoby, która jej odpisała. Declan odrabia prace społeczne na cmentarzu. Tam znajduje list, przepełniony smutkiem, niewiele myśląc wpisuje dwa słowa od siebie. Gdy następnym razem znajduje list przeznaczony dla niego jest uradowany i przerażony zarazem...i tak Cmentarna dziewczyna i Mrok zaczynają korespondować. Zwierzają się ze swoich obaw, lęków, sekretów. Nie ujawniają jednak swoich imion... Pomiędzy bohaterami zaczyna się "coś" rodzić, wspólne pisanie pomaga im uporać się ze smutkiem, stratą, żalem..., ale co będzie gdy wyjdą na jaw ich prawdziwe imiona? "Listy do utraconej" to niesamowicie smutna powieść, przez którą autorka wytyka błędy rodziców, ale pokazuje także inne oblicza ludzi - nie zawsze te złe strony. Juliet bardzo przeżyła śmierć matki, matki którą idealizowała. Dopiero przypadkowe, pośmiertne odkrycie tajemnic rodzicielki, sprawia, że nastolatka przeżywa szok i zarazem czuje nienawiść do matki, za którą tak bardzo tęskni, a która nie w pełni na to zasłużyła. Wsparcie ojca, nauczyciela, przyjaciół i Declana pomaga jej wrócić do żywych i poukładać swoje życie. Literata poprzez Juliet starała się pokazać, że przyjaciele są bardzo ważni. Jednak pokazała, że jako osoby anonimowe jesteśmy skorzy bardziej się otworzyć i zwierzać też osobom nieznanym. Dlatego też utworzyła wątek "korespondencyjny". Declan kreacja tego bohatera przyprawiła mnie o "krwawienie serca" . Autorka bardzo tragicznie przestawiła losy nastolatka. Ciekawie wykreowała jego osobowość, jego siłę, jego egzystencję. Poprzez tę postać twórczyni idealnie pokazała jak ludzie...jak my źle potrafimy osądzać innych, jak czasem sam wygląd może nas niepotrzebnie odstraszać, jak nasze mylne opinie mogą ranić. Jestem matką, staram się być dobrym rodzicem dlatego też aż mnie ściskało w żołądku, gdy wyobraziłam sobie matkę Declana. I może nie jest aż tak złą kobietą, ale jej zachowanie wręcz zachęca do potrząśnięcia takimi osobami. Ależ ogromną złość do niej chwilami odczuwałam. Fakt, że też nie miała lekko, ale jako matka powinna inaczej postąpić...przez jej obojętność nastolatek omal nie zniszczył swojej przyszłości. W opisanych wydarzenia udział bierze wielu bohaterów. Autorka bardzo dobrze zarysowała drugoplanowych "aktorów" Powieść jest przepełniona smutkiem, goryczą i rozpaczą, ale jest też pełna nadziei. Treść wskazuje kierunki jakimi powinniśmy podążać, aby się nie zgubić i czego unikać, aby nie krzywdzić bliskich. Fabuła pomimo tragizmu jest też przedstawiona w sposób lekki a czasem nawet zabawny. Podczas czytania bardzo często na mojej twarzy gościł uśmiech. Gościł on dlatego, że wręcz pokochałam głównych bohaterów. Pomimo ich tragizmu są rewelacyjni. W przeważającej mierze powieści z trendu New Adult są przesłodzone, naciągane i pomimo, że bohaterowie są po przeżyciach bardzo szybko łączy ich tajemnicze przyciąganie. W "Listach do utraconej" tej słodyczy jest bardzo mało. Powieść ma bardzo realistyczny wydźwięk. Realność wydarzeń pozwala całkowicie zatracić się w historii bohaterów, pozwala emocjom przejąc kontrolę. Nie spodziewałam się, że treść obudzi we mnie tak wiele różnych odczuć. Kemmerer pisze bardzo przyjemnym w odbiorze stylem. Skupia się na istotnych elementach. Poprzez słowa potrafi dotrzeć do czytelnika, przykuć jego uwagę i pozwolić na chwile zadumy. Dodatkowo ma talent do tworzenia bohaterów, krzyży wzbudzają różne emocje. "Listy do utraconej" to niesamowicie wciągająca powieść, która wzbudza wiele emocji. To powieść, którą czytanie się jednym tchem. Ja dostałam książkę po obiedzie w poniedziałek, wieczorem zaczęłam czytać...we wtorek rano ...żałowałam, że historia dobiegła końca...nie muszę już chyba nic więcej dodawać. [blog niebo - piekło - ziemia]
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-10-2017 o godz 11:02 Gandalfka dodał recenzję:
http://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2017/10/sam-mozesz-wytyczyc-swoja-sciezke.html Brigid Kemmerer napisała świetną pozycję, która pokazuje jak można sobie radzić z żałobą po stracie bliskiej nam osoby. Poruszyła temat, którego wielu z nas się boi. Nie ukrywam, że jest to ciężka książka, jednak jednocześnie jest lekka. Ta lekkość sprawia, że lekturę czyta się szybko i przyjemnie, mimo fabuły, jaką znajdujemy we wnętrzu. Przyznam, że po opisie nie spodziewałam się tego, co otrzymałam podczas czytania. Moje serce było zaciśnięte i smutne. Czekało tylko na wybuch, aby w końcu się rozluźnić, aby odetchnąć. Myślicie, że rozluźnienie nadeszło? A skąd. Gdzieś w głębi, dalej myślę o tej pozycji i zastanawiam się: „Co by było gdyby…”. Chociaż to „gdyby” nigdy nie nadejdzie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-10-2017 o godz 00:18 werka777 dodał recenzję:
Jeśli wspomnę Wam o tym, że to chyba jedna z najpiękniejszych historii, jaką miałam okazję poznać w tym roku (a poznałam ich wiele), może chociaż w minimalnym stopniu zachęcę Was do tego, byście na poważnie wzięli ją pod uwagę. U jej boku nie trzeba szukać emocji, one przychodzą same. Nieprzesłodzona, przejmująca, po prostu piękna. Nieznana dla mnie autorka zafundowała mi nie tylko całą paletę wrażeń, ale także książkowego kaca. Koniecznie zapiszcie sobie ten tytuł. Warto.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-10-2017 o godz 21:51 bookspacepl dodał recenzję:
Czasami zdarzają się książki, które zapadają nam w pamięć na długo. Takie, o których myślimy. Które wspominamy. Przez takie książki trudno nam później funkcjonować. Znacie to? Na pewno. Dla mnie właśnie taka jest pozycja Brigid Kemmerer pt. „Listy do utraconej”. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę społeczną. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem Juliet i Declan zaczynają prowadzić korespondencję i rodzi się miedzy nimi nić porozumienia. Książka, w której mogę zachwalać wszystko, a minusów po prostu nie umiem dostrzec. Ta pozycja była (jest i będzie) idealna. Żałuję, że skończyłam ją tak szybko i zazdroszczę osobom, które dopiero będą ją czytać. ❤️ Autorka w świetny sposób pokazała różne rodzaje straty (ostatnio ciągle trafiam na pozycje z żałobą w tle, ale uwierzcie, ta wybija się ponad inne) i to jak próbują radzić sobie z nimi bohaterowie. Lub nie próbują... Postacie są bardzo dobrze wykreowane, każda ma swój charakter i stanowią idealną grupę bohaterów z różnorodnymi charakterami. Spotkania, rozmowy, listy, maile - uwielbiam je! Osoby występujące na kartach powieści zyskały moją sympatię i przykro mi, że moje spotkanie z nimi się zakończyło. W porównaniu do niektórych młodzieżówek w „Listach do utraconej” bohaterowie byli dojrzali jak na swój wiek, a ich rozmowy nie były błahe i nijakie. Wręcz przeciwnie. Poruszały wiele tematów, nad którymi sami możemy się zastanawiać. Relacja Juliet-Declan (w internecie i w realu), przyjaźń z drugoplanowymi postaciami oraz narracja prowadzona z dwóch perspektyw sprawia, że książka staje się jeszcze ciekawsza i funduje nam wielką dawkę emocji. WIELKĄ. Mogłabym Wam opisać każdy rozdział i to jak każdy przeżywałam, tylko trochę by to zajęło. 😅 Ogromnym plusem (tak, dużo tych plusów) jest moment, w którym kończy się książka. Jeśli ostatnie kilkadziesiąt stron to sam miód i cud to moje emocje opadają i pozycja staje się jedną z wielu. Tutaj autorka tego uniknęła i zakończyła tę historię w odpowiednim czasie, nie kończąc niektórych wątków przez co zostawia nas z nutką ciekawości. Co dalej? Czy to się rozwiąże? Co on zrobi? Młodzieżówka „Listy do utraconej” jest jedną z najlepszych książek jakie kiedykolwiek czytałam i na pewno jej nie zapomnę, a nawet z chęcią jeszcze do niej wrócę. Jestem po prostu zachwycona twórczością Kemmerer dlatego pozostaje mi czekać na kolejne powieści autorki, a Was zachęcić do sięgnięcia po „Listy...”, ponieważ naprawdę warto, bez względu na wiek. Musicie to przeczytać. Proszę. ❤️
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-10-2017 o godz 20:23 Magdalena Mrózek dodał recenzję:
Każde dziecko potrzebuje rodziców. Kogoś na kim może polegać i kto się o niego zatroszczy. Jednak kiedy niespodziewanie tracimy matkę lub ojca, wszystko się zmienia. Nieważne czy mamy 5, 10 czy 40 lat. W każdym wieku strata jest ogromna. Mama Juliet kilka miesięcy wcześniej zmarła w wypadku samochodowym. Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie z żałobą i codziennie przychodzi na cmentarz żeby zostawić list do swojej rodzicielki. Jednak wszystko się zmienia gdy pewnego dnia na jednym z nich otrzymuje odpowiedź. Listy do utraconej Brigid Kemmerer to piękna historia o nadziei. Bohaterami jest dwójka młodych ludzi. Juliet Young właśnie straciła matkę, która była słynnym fotografem wojennym. Dziewczyna od tego czasu czuje strach przed robieniem zdjęć, co kiedyś było jej największym hobby. Declan Murphy uważny jest za chłopaka, którego przyszłość wiąże się z więzieniem. Nikt nie zna prawdy o tym, co wydarzyło się w jego życiu oraz nie rozumie czemu z każdym dniem coraz bardziej dąży do samodestrukcji. Ta dwójka nie miała prawa się poznać, jednak w niespodziewany sposób zostają największymi przyjaciółmi. Jednak czy ich relacja przetrwa kiedy poznają prawdę o tożsamości drugiej osoby? Historia przedstawiona w tej książce jest prosta, jednak naładowaną ogromną dawką emocji. Nie mamy tu szalonego romansu czy dramatycznych końców przyjaźni. Książka skupia się na ukazaniu etapów żałoby Juliet oraz jej problemów. Dziewczyna nie upija się, nie wagaruje czy nie popełnia innych tego typu wykroczeń. Jednak od momentu pogrzebu matki zamyka się w sobie. Strata, ból i rozpacz ogarnęła jej życie i nad nim zapanowały. To samo tyczy się Declana, który nie potrafi znaleźć ujścia dla swojej wściekłości. Ta dwójka mogłaby być najbardziej niebezpieczną parą, jednak okazują się osobami, które pomagają sobie nawzajem zrobić krok na przód i zmierzyć się ze swoimi problemami. Najbardziej zauroczyła mnie w tej książce pewna dojrzałość bohaterów. Nadal byli nastolatkami, którzy wszystko odczuwają bardziej, ale z czasem udawało im się dojrzeć pewne nieprawidłowości i problemy. Reagowali też na nie po prostu sensownie, a nie jak często próbują to ukazać twórcy książek młodzieżowych. Autora zdecydowała się poruszyć też wiele trudnych dla młodzieży tematów. Zrobiła to jednak w sposób stonowany, dzięki czemu nie wyszła jej parodia alkoholizmu czy patologii. Między wierszami pojawiło się też wiele porad i mądrości, które z pewnością doceni młody czytelnik sięgający po tę książkę. Listy do utraconej są na tyle uniwersalną książką, że powinny się spodobać każdemu. Nieważne ile masz lat, jeśli lubisz proste historie o stracie, nadziei i przyjaźni, to ten tytuł trafi w twój gust. Zakochasz się w Juliet i Declanie i wraz z nimi wyruszysz w drogę ku lepszej przyszłości.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-10-2017 o godz 15:06 Ewelina Anna Chojnacka dodał recenzję:
Kilka szarych listów, Napisanych łzami smutku. Czekają na odbiorcę, Który odszedł gdzieś Do świata wiecznego snu. Od tego czasu… Każdego dnia, Niezależnie od pory i roku. Na utraconą, czeka ważny list. A w nim zapisana miłość, Której nie pokona nawet śmierć. Mijają dni, mijają miesiące, A jedyne co pozostało, To nadzieja, że być może… Ktoś… kiedyś… Odpiszę na ten list, Choć słowem pocieszenia? Fabuła: Fabuła książki „Listy do utraconej” zachwyciła mnie nie tylko swoją niepowtarzalnością oraz szczerością emocji, ale i także swoją przeogomną magią prawdziwej przyjaźni, która dzięki zrozumieniu i zaufaniu, potrafi pokonać każdy, nawet największy ból serca i duszy. Ponadto… Historia Juliet i Declan, to według mnie niezwykła karuzela doświadczeń i niezapomnianych emocji, które choć naznaczone zostały przez rzekę łez smutku i żalu, to jednak… Mają w sobie coś magicznego, co daje czytelnikowi nadzieję na nowe, lepsze jutro. Styl: Styl autorki jest niezwykle lekki, barwny i co najważniejsze, wypełniony po brzegi nutką autentycznych oraz szczerych aż do bólu emocji. I możecie mi wierzyć lub nie, ale… Obok tej książki nie da się przejść obojętnie. Ją trzeba przeczytać, przeżyć i przeanalizować każdym nerwem naszego czułego serca. Dlatego też, kiedy czytałam tę książkę, to nie potrafiłam oderwać się od niej nawet na krótką chwilkę. Śmiałam się i płakałam wraz z głównymi bohaterami, przeżywając dogłębnie każdy ich emocjonalny wzlot i upadek. Bohaterowie: Głównymi bohaterami tej niesamowitej książki są: Juliet – To pełna bólu i żalu nastolatka, która w wypadku samochodowym, straciła swoją ukochaną mamę. I choć z całych swoich sił stara się być silna, to jednak nie potrafi pogodzić się z jej nagłą i bezpowrotną stratą. Dlatego też, postanawia pisać do niej osobiste listy, które ukrywa na jej pogrążonym przez ciszę grobie. Declan – To pełen gniewu nastolatek, który odbywa prace społeczne na cmentarzu w ramach kary za popełnione wykroczenie. Któregoś dnia, odnajduje list napisany przez Juliet. Jego treść tak go porusza, że postanawia jak najszybciej na niego odpisać. Początkowo dziewczyna jest wściekła, kiedy odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność. Jednak… Bo głębszym zastanowieniu, postanawia napisać list do tej tajemniczej, wścibskiej a zarazem intrygującej osoby. I od tej chwili… Zbuntowany Declan i smutna Juliet, wymieniają się wiadomościami pełnymi żalu i łez, w ten sposób dzieląc swój ból na dwoje. Szata graficzna: Jestem zauroczona szatą graficzną tej książki. Słowo „piękna” to zbyt mało, aby uchwycić jej kreatywność, nietuzinkowość oraz przeogromną siłę przekazu. W końcu… Te papierowe kwiaty mają w sobie coś… Hmm…Tajemniczego, smutnego a zarazem ciepłego i melancholijnego. Co niewątpliwie, niesie ze sobą fajną nutkę zwariowanej inspiracji. Podsumowanie: „Listy do utraconej” to niezwykle realna i szczera aż do bólu historia, która roztrzaska twoje serce i duszę na milion słodko- gorzkich kawałków. Jej emocjonalna głębia, poruszy cię do tego stopnia, że mieszkające pod twoimi powiekami łzy smutku, zamienią się w uśmiech napełniony magią tęczy.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-10-2017 o godz 20:14 Estrella dodał recenzję:
Juliet pisała do matki listy i nawet po jej śmierci nie przestaje tego robić. Tylko teraz nie czeka już na jej odpowiedź. Pozostawia je na nagrobku matki. Declan to outsider, który wykonuje prace społeczne na cmentarzu. Przypadkiem list Juliet trafia do rąk chłopaka. Zaintrygowany listem, z którego emanuje cierpienie nie potrafi oprzeć się pokusie i odpisania na niego. Juliet odkrywa, że ktoś śmiał naruszyć jej prywatność. Przepełniona złością odpisuje na wiadomość nieznajomego. Wkrótce zaczynają ze sobą korespondować, dzieląc się swoim bólem i przeżyciami. Choć są dla siebie całkowicie anonimowi, to właśnie ta anonimowość pozwala im zbliżyć się do siebie. Łączy ich moc słów, bo czasem łatwiej o czymś napisać niż powiedzieć. Juliet bardzo kochała matkę, która była dla niej wzorem, dlatego nie potrafi pogodzić się z jej śmiercią. Zawsze starała się jej zaimponować, chciała aby była z niej dumna. To matka zaszczepiła w dziewczynie miłość do fotografii. Jednak matka dziewczyny nie potrafiła dać jej tego, czego pragnęła nastolatka- bliskości. Zoe Thorne wybrała niebezpieczny zawód, nie bała się ryzykować, aby uchwycić szereg emocji i prawdę w jednej fotografii. Juliet musi walczyć z bolesną stratą, podobnie jak jej nieznajomy. Declan to szkolny outsider, borykający się ze stratą siostry, który jednym nierozsądnym wybrykiem skazał się na szyderstwa ze strony uczniów i dorosłych. Dlaczego? Bo łatwo oceniać kogoś na podstawie jednego zdarzenia lub plotki. Relacje Declana z matką i ojczymem nie należą do najłatwiejszych, co negatywnie odbija się na samoocenie chłopaka. Juliet i Declana łączy ból po stracie bliskich osób, ale w końcu pojawia się nadzieja, a przypadek sprawił, że mogą pomóc sobie nawzajem zasklepić krwawiące rany oraz dociec prawdy. Anonimowość pozwala im uzewnętrznić emocje, podzielić się bólem. Czasem łatwiej jest nam opowiedzieć o swoich uczuciach obcej osobie, niż najbliższym. W tej historii to właśnie najbliżsi, a mianowicie rodzice mają największy wpływ na naszych bohaterów. Niestety dorośli wykazali się lekkomyślnością i nieodpowiedzialnością, co wpłynęło na nastolatków znajdujących się w trudnym wieku. Autorka świetnie opisała relacje łączące Declana z rodziną. Poznajemy go jako outsidera, który dąży do konfrontacji i wzbudza strach, ale tak naprawdę to jedynie maska, pod którą ukrywa się wrażliwy nastolatek, pragnący akceptacji ze strony rodziny. Jest złożoną postacią i jedną z ciekawszych, jakie miałam okazję poznać, czytając książki z gatunku Young Adult. Dodatkowo Kemmerer wysyła jasny komunikat, że nie powinniśmy oceniać ludzi na podstawie ich pojedynczych czynów czy zachowań. „Listy do utraconej” to rewelacyjna książka. Głęboka, wyrazista, przepełniona bólem i nadzieją. To nie jest romans o nastolatkach, to historia poruszająca kwestie rodzicielstwa, przyjaźni, pogodzenia się ze stratą, lojalności i wybaczania. Brigid Kemmerer ukazała subtelne uczucie rodzące się pomiędzy bohaterami. Uczucie to nie wychodzi na pierwszy plan, ale kiełkuje i dojrzewa z czasem. Płynęłam przez zapisane strony, a emocjonalna korespondencja Juliet i Declana wielokrotnie łapała mnie za serce. Wyraziści i autentyczni główni bohaterowie oraz ciekawie wykreowane postaci drugoplanowe to ogromna zaleta tej książki. Czy polecam „Listy do utraconej”. Zdecydowanie tak! https://mowmikate.blogspot.com/2017/10/recenzja-brigid-kemmerer-listy-do.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-10-2017 o godz 18:06 clarissa92 dodał recenzję:
„Listy do utraconej” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Brigid Kemmerer. Tytuł książki zaintrygował mnie i zachęcił do poznania tej z pozoru lekkiej historii. Muszę przyznać, że obawiałam się tej lektury, miałam wrażenie, że mogę spotkać się z kolejną młodzieżową powieścią dotyczącą miłości pomiędzy grzeczną dziewczyną i złym chłopakiem, jednak moje obawy nie potwierdziły się i jestem z tego powodu bardziej niż szczęśliwa. „Listy do utraconej” to powieść złożona z wielu emocji, poruszająca ważne kwestie radzenia sobie z utratą bliskich osób, życia bez nich i walczenia z przytaczającym poczuciem winy. Oczywiście pojawił się tam również wątek miłości, ale jakże pięknie został on stworzony i ukazany, subtelność, delikatność, wrażliwość taka jest właśnie jest twórczość Brigid Kemmerer. Declan Murphy nie wiedzie zbyt szczęśliwego życia i nie należy do najbardziej radosnych osób na świecie. Jego dom rodzinny już dawno przestał być miejscem do którego chciałoby się wracać, chłopak nie pamięta już kiedy rozmawiał z matką, za to nawet zbyt dobrze pamięta wszystkie słowa wypowiedziane przez ojczyma. W szkole sieje postrach, jest uważany za młodocianego przestępcę do którego lepiej się nie zbliżać. Sąd wymierzył mu karę prac społecznych, dlatego po lekcjach zamiast spędzać czas ze swoim jedynym przyjacielem, który nie rozstaje się z bluzą z kapturem nawet w upalne dni, musi odwiedzać miejski cmentarz i pracować tam po kilka godzin. I to właśnie tam pewnego dnia, na jednym z nagrobków Declan odnajduję list napisany do zmarłej mamy. Jest zbyt ciekawski, dlatego nie krępując się czyta zapisane tam słowa i w tych kilku zdaniach odnajduję siebie, swój ból i zbyt dobrze znane emocje. Wiedziony instynktem odpisuje dziewczynie i w ten sposób rozpoczyna się korespondencja pomiędzy mrocznym Declanem Murphym, a cmentarną dziewczyną Juliet Young. Tych dwoje zupełnie obcych nastolatków nie wie, że w rzeczywistości mijają się każdego dnia, a nawet zamieniają ze sobą kilka zdań. W listach odkrywają wszystkie targające nimi emocje, dzielą się swoją rozpaczą, bólem, poczuciem straty i niezrozumienia przez resztę społeczeństwa. Pierwszy list, który wywołał wściekłość dziewczyny zamienia się w wiele następnych wiadomości, a każda kolejna przybliża ich do siebie i zaczyna tworzyć między nimi więź. Wielkim plusem powieści okazali się bohaterowie, którzy nie irytowali, nie zachowywali się jak rozpieszczone dzieciaki, które myślą, że zdobędą świat. Przeciwnie byli dojrzali, krytyczni wobec siebie, inteligentni i tak bardzo, bardzo ludzcy. Podczas czytania nareszcie nie musiałam irytować się nad głupotą głównych postaci. Autorka stworzyła prawdziwych bohaterów, którzy zmagali się z bólem, który może odczuwać każdy z nas. Nie były to jakieś głupiutkie, mało znaczące sprawy. Podczas czytania nie miało się ochoty przewracać oczami i wzdychać z zażenowania, Declan naprawdę miał trudne życie i jego sytuacja rodzinna sprawiała, że chciało mu się tylko pomóc, bo żaden młody człowiek nie powinien być obarczany winą za coś czego nie zrobił, a dziecko nie powinno brać na swoje barki odpowiedzialności, która przecież powinna spoczywać na rodzicach. Co więcej autorka stworzyła powieść wyjątkowo mądrą, taką którą mogą przeczytać młodzi ludzie, ale także ich rodzice. Relacje dzieci i rodziców są tutaj bardzo istotne, powieść wyraźnie pokazuje, jak bardzo brak rozmów i komunikowania się może zamieszczać w życiu, jak bardzo zamykając się na innych tworzymy klatki w których sami się zamykamy. Nie miej ważna jest tutaj kwestia oceniania ludzi na podstawie plotek, stereotypów, kłamstw. Declan musi cierpieć, ponieważ ludzie oceniają go przez jedno wykroczenie, którego się dopuścił, popełnił jeden błąd, a nauczyciele, uczniowie, a nawet jego najbliżsi skreślają go całkowicie. „Listy do utraconej” to fantastyczna powieść, którą pochłonęłam w ciągu jednego dnia. Nie potrafiłam odłożyć tej książki na bok i oderwać się od historii. Życzyłabym sobie i wszystkim czytelnikom, by powstawały same tak mądre, emocjonalne i przyjemne książki młodzieżowe, które traktowałyby o miłości, nadziei, samotności, bólu i poszukiwaniu światła w ciemności. Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Polecam! .
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-10-2017 o godz 18:52 Ver.reads dodał recenzję:
Listy. To właśnie za ich pomocą 17-letnia Juliet próbuje poradzić sobie ze śmiercią jej matki, która kilka miesięcy temu, w tragiczny sposób zginęła w wypadku samochodowym. Od tego czasu niemal codziennie pojawia się na cmentarzu, zostawiając zapisany kawałek papieru na jej nagrobku, przez co jest w stanie choć częściowo ukoić swój ból. Pewnego dnia odkrywa jednak, że ktoś przeczytał pozostawiony przez nią list. Co więcej, miał czelność na tej samej kartce na niego odpowiedzieć. Dziewczyna jest wściekła, nie rozumie, jak ktoś w tak bezczelny sposób mógł naruszyć jej prywatną korespondencję. Po chwili zastanowienia ciekawość jednak wygrywa, zaintrygowana Juliet decyduje się zostawić wiadomość dla nieznajomego. Nie wie wówczas jeszcze, że tą osobą jest nie kto inny jak Declan, jej zbuntowany rówieśnik, który na cmentarzu, w formie prac społecznych, odbywa swoją karę. Wkrótce okazuje się, że dwójkę całkowicie dla siebie obcych i nie mających pojęcia o swoim istnieniu nastolatków zaczyna łączyć więź, której nie byliby w stanie nawiązać z nikim innym. Jak potoczy się ich dalsza znajomość, gdy w końcu odkryją swoją prawdziwą tożsamość? "Ból bywa tak wielki, że człowiek zrobi wszystko, żeby się go pozbyć. Nawet jeśli musi kogoś przy tym skrzywdzić" W pozycji tej występuje narracja pierwszoosobowa. Prowadzona jest ona naprzemiennie, raz poznajemy historię z perspektywy Juliet, a następnie ze strony Declana. Moim zdaniem jest to idealne rozwiązanie, gdyż dzięki temu poznajemy nie tylko szczegółową przeszłość dwójki bohaterów, ale także emocje i uczucia na co dzień im towarzyszące. Ponadto bardzo ciekawym zabiegiem jest rozpoczęcie każdego z rozdziałów, gdyż zawsze zaczynają się one od listu. Ta nietypowa forma sprawia, że od książki wręcz nie można się oderwać, za każdym razem byłam ogromnie ciekawa dalszej korespondencji bohaterów, a całą pozycję przeczytałam niemal za jednym razem. Juliet na pozór jest zwykłą nastolatką. Nie sprawia problemów w szkole, po matce odziedziczyła pasję do fotografowania i świetnie się w tym odnajduje, natomiast wolne chwile spędza z jej najlepszą przyjaciółką Rowan. Jednak po śmierci mamy nie potrafi odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości, zamyka się także na kontakt z bliskimi. Nie jest w stanie szczerze porozmawiać z ojcem, rezygnuje również z dalszego fotografowania, gdyż nieustannie kojarzy jej się ze stratą jednej z najważniejszych osób w jej życiu. Jest zagubiona, bezsilna. Declan z kolei wydaje się być typowym zbuntowanym nastolatkiem, który nie jeden raz lądował na dywaniku u dyrektora. Nie dogaduje się z nowym wybrankiem jego matki, Alanem, z którym nieustannie się awanturuje. Na zajęciach również nie okazuje zainteresowania, i chociaż doskonale zna odpowiedź na zadawane mu pytania, budzą one w nim jedynie irytacje i niechęć. Jednak jego postawa jest jedynie maską, ochroną przed czymś, o czym chciałby zapomnieć. O postaciach drugoplanowych tak naprawdę wiemy niewiele, ale szczerze mówiąc nie widzę potrzeby, by miałoby być inaczej. Stanowią one jedynie tło, które jest niezbędne do opowiedzenia całej historii. Styl pisania autorki jest prosty, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Jak widać nie potrzeba finezyjnych słów i przydługich monologów, by stworzyć niesamowicie przejmująca, pełną skrajnych emocji historię. Akcja książki toczy się w odpowiednim tempie, a sama fabuła sprawia, że nie można się od niej oderwać. Przerzucałam kartki jedna za drugą, i nim się zorientowałam, czytałam już podziękowania, lekko zawiedziona, że to już koniec. Pozycja ta porusza trudną, ale ogromnie ważną tematykę utraty kogoś bliskiego. Ukazany jest w niej ogromny ból, różne próby poradzenia sobie ze stratą, które ostatecznie i tak niewiele zmieniały. Jednak, co najważniejsze, w niezwykle poruszający sposób zostało przedstawione, jak wielką rolę odgrywa w życiu takiej osoby ktoś, kto ją naprawdę zrozumie. Bo nie oszukujmy się, człowiek, który nie przeżył podobnej straty nie ma zielonego pojęcia, co się wówczas czuje, jak świat, który do tej pory znaliśmy wywraca się do góry nogami. Czasami osoba na pozór całkowicie obca, pod pewnymi względami może okazać się tą najbliższą. I ta pozycja idealnie to obrazuje. Książka ta jest zaliczana jest do literatury młodzieżowej, dla mnie jest to zdecydowanie najlepsza pozycja tego roku w tej kategorii. Myślę jednak, że powinien przeczytać ją każdy, bez względu na wiek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-09-2017 o godz 17:24 Angelika dodał recenzję:
Strata jest czymś bolesnym i trudnym.Ciężko jest zacząć normalne życie pomimo smutku. Kiedy odchodzi bliska osoba bliskie osoby,żyją nadal, tu na ziemi rozwiązując ziemskie sprawy.I tak też jest z główną bohaterką powieści ''Listy do utraconej'' Juliet to młoda dziewczyna,która bardzo szybko straciła ukochaną mamę.Śmierć matki była ogromnym zaskoczeniem.Bohaterka nie jest w stanie normalnie funkcjonować.By poradzić sobie z stratą matki,pisze listy,które zostawia na jej grobie.Pewna tego,ze na cmentarzu czuję więź z matką dzięki listom,wszystko zaczyna się zmieniać.Jej listy zostają przypadkowo odkryte przez tajemniczą postać.Juliet dostaję odpowiedź na jeden z listów.Między nimi nawiązuję się cmentarna korespondencja,która ma drugie dno.Jakie nie mogę Wam zdradzić :) Tajemnicza postać to Declan.Młody chłopak,który przez swoje postępowanie jest zmuszony ,pracować na cmentarzu wykonując prace społeczne.Declan zaciekawił się dziewczyną,która codziennie przychodzi na cmentarz. Dzięki listą i swojej przeszłości wie ,jak bardzo dziewczyna cierpi.Czy dzięki chłopakowi odzyska równowagę i ukojenie? Za nim przeczytałam książkę ,wiedziałam ,że będzie to strzał w dziesiątkę i na pewno przypadnie mi do gustu.Nie myliłam się.Książka opowiada o stracie ukochanej matki.Autorka w dobrym tonie stworzyła postać,która odzwierciedla ból i stratę.Juliet od pierwszych stron podbiła moje serce i z niecierpliwością,zapartym tchem zatracałam się w powieści. Korespondencja nastolatków to nie tylko ból i strata,ale również listy o problemach dnia codziennego, przeszłości i marzeniach. Autorka w fajny sposób wbiła się w klimat powodując,że książkę bardzo szybko się czyta,a powieść po prostu płynie. Czytelnikowi ciężko jest się od niej oderwać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-09-2017 o godz 18:47 Amanda dodał recenzję:
Cały tekst na blogu: https://amandaasays.blogspot.com/2017/09/listy-do-utraconej-brigid-kemmerer.html Listy do utraconej to powieść młodzieżowa, która oprócz chwytliwej historii, ma w sobie również niezwykle wartościową treść i zdecydowanie zasługuje na przeczytanie. Autorka nakreśliła wielowarstwowych bohaterów, których losy śledziłam z wielką ciekawością, a niekiedy też wzruszeniem, pojawienie się zaś listów, wymienianych przez bohaterów, tylko urozmaiciło tę lekturę. Sądzę, że jest to jedna z lepszych książek wśród tych ze schematem wymieniania wiadomości przez dwójkę młodych nieznajomych i jeśli lubicie ten wątek, to ten tytuł powinien Was usatysfakcjonować. Komu jeszcze polecam? Przede wszystkim młodym, jednak nie tylko, bo sądzę, że opowieść jest na tyle dojrzale napisana, że dorośli również będą czerpać przyjemność z lektury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-09-2017 o godz 17:24 Birdy Rhodes dodał recenzję:
Tą książkę powinni przeczytać wszyscy dorośli, bez względu na to, że znajduje się w kategorii "dla młodzieży". Niezwykle mądra książka, nie pozostawi Was tymi samymi jakimi byliście, przed sięgnięciem po nią. Uświadomi Wam, że mimo iż tego nie czujecie, bądź nie jesteście tego świadomi, skrzywdziliście w swoim życiu wiele osób. Ona otworzy Wam oczy. 10/10 !
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-09-2017 o godz 14:19 mój empik dodał recenzję:
Jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałam (czytałam po angielsku), to powieść, która i łamie serce, i krzepi. Nie jest to ckliwa książka dla nastolatków, którzy marzą o romansie, a nie mogą, lecz dojrzała, mądra, naładowana emocjami powieść o radzeniu sobie z traumą, ze stratą, o poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Brzmi to banalnie, ale wierzcie mi - książka taka nie jest. Język jest malowniczy, sugestywny, dialogi naturalne, bohaterowie mają swoje charaktery, są świetnie zarysowani, rozumiemy ich motywację postępowanie. To jedna z tych powieści, o których się nie zapomina. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
10-09-2017 o godz 12:43 Dominika Jachimowska dodał recenzję:
Declan Murphy to chłopak o szemranej reputacji. W szkole wszyscy starają się omijać go szerokim łukiem - nawet nauczyciele czasem zachowują się tak, jakby się spodziewali, że za chwilę podłoży gdzieś tykającą bombę. W domu, kiedy już się tam pojawia, w jego stronę posyła się wrogie spojrzenia, a w pracy na cmentarzu, gdzie wykonuje zlecone mu prace społeczne, jest całkiem niedoceniany. Pewnego dnia na jednym z nagrobków znajduje list do zmarłej matki. Nie może się powstrzymać i czyta go w całości. Okazuje się, że autorka wiadomości i Declan mają ze sobą więcej wspólnego niż na początku mogłoby się wydawać. Chłopak, naruszając własność prywatną Juliet Young i wzbudzając w niej niepowstrzymaną złość i wstyd, decyduje się zostawić pod listem własny dopisek. Można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie mam jednak na myśli miłości między głównymi bohaterami powieści, więc może była to zwyczajnie moja dobra czytelnicza intuicja, która podpowiedziała mi, że ta książka będzie czymś wyjątkowym, kiedy tylko ją zobaczyłam. Miałam prorocze przeczucie, że nie będzie to płytka i banalna młodzieżówka, o której zapomnę w tej samej sekundzie, w której przewrócę ostatnią kartkę. To cudowne uczucie, kiedy książka, po której spodziewałeś się dużo dobrego, dorównuje twoim oczekiwaniom. Ale wtedy, gdy ta książka okazuje się jeszcze lepsza, to już jest całkowity kosmos. Wyobraźcie sobie, że ktoś nie dość, że czyta waszą całkowicie prywatną korespondencję ze zmarłą matką, to jeszcze ma wystarczający tupet, by na nią odpowiedzieć. Na pewno mielibyście ochotę obarczyć tą osobę wszystkimi znanymi wam epitetami (używając niekoniecznie kulturalnych słów), ale poczulibyście też zażenowanie, ponieważ ktoś bez waszej zgody poznał najgłębszą prawdę o was. Tak właśnie czuła się Juliet, gdy odkryła odpowiedź Declana na swój własny list, który przeznaczony był tylko dla jej nieżyjącej matki. To wydarzenie, jakkolwiek absurdalne, staje się początkiem niezwykłej znajomości. Jules decyduje się odpisać Declanowi na jego notatkę, a z czasem ich listy stają się coraz dłuższe i przybierają formę zwierzeń, poruszając prywatne tematy. Chociaż teoretycznie Declan i Juliet nie mają ze sobą wiele wspólnego, okazuje się, że tą dwójkę łączy ogromna ilość żalu, bólu i rozpaczy. Chociaż żadne z nich nigdy nie mogłoby się tego spodziewać, odnajdują w sobie nawzajem niezwykłe zrozumienie, którego nie spotkali nigdzie wcześniej. Ich listy stają się czymś w rodzaju anonimowych zwierzeń, które pozwalają im na szczerość i wyrażanie najgorszych obaw - Juliet i Declan nie wiedzą bowiem, z kim tak naprawdę korespondują. Łatwość, z jaką nastolatkowie opowiadają sobie o swoich problemach, jest zdumiewająca. Mam wrażenie, że bardzo rzadko spotyka się tak pasujących do siebie bohaterów. Na pewno to znacie - książka, którą czytacie jest fantastyczna, jednak bohaterka/bohater tak bardzo działa Wam na nerwy, że cała przyjemność z czytania gdzieś ulatuje. Jest naprawdę mnóstwo powieści, z którymi mam ten problem, a szczególnie często pojawia się on w młodzieżówkach, gdzie młodzi bohaterowie nierzadko kreowani są na bezmózgich nastolatków. Tym bardziej byłam w siódmym niebie, kiedy postacie z Listów do utraconej okazały się niezwykle dojrzałe. Ich zachowania nie irytowały, nie dziwiły i nie wprawiały mnie w totalne zażenowanie. Naprawdę mogę policzyć na palcach jednej ręki sytuacje, w których decyzje postaci książkowych w stu procentach odzwierciedlały to, co sama bym zrobiła, będąc na ich miejscu. Reakcje i zachowania Juliet i Declana były jednak doskonale przemyślane (nie wzięte nie wiadomo skąd, jak to czasem bywa), a ich uczucia były tak prawdziwe i autentyczne, że z łatwością je współodczuwałam. Kolejnym elementem, który potwierdza to, że Bridgid Kremmerer dobrze przemyślała swoją opowieść, chcąc przekazać czytelnikom jak najwięcej, jest to, że smutek, jaki bohaterowie noszą w sobie, nie bierze się znikąd. Rzeczą, która niezwykle mnie wkurza, są wydumane problemy postaci w książkach, które zdają się być wymyślone tylko po to, aby dany bohater wyglądał na biednego i pokaranego przez los. W Listach do utraconej zarówno Declan, jak i Juliet przeżyli niepojęty koszmar i przeszli bardzo długą drogę, aby się po nim pozbierać. Ich rozpacz jest więc całkowicie zrozumiała i nie wydaje się wyolbrzymiona i absurdalna. Powieść Kremmerer w wyjątkowy sposób porusza temat stereotypów. Declan jest chłopakiem, który przez jeden błąd popełniony w przeszłości, został przez wszystkich skazany na wieczne potępienie. I chociaż jest on chłopakiem niezwykle inteligentnym i dojrzałym, czasem nawet on sam nie wierzy, że nadaje się do czegoś więcej niż do zamknięcia w celi. Wrogość, jaka jest mu okazywana na co dzień przez ludzi, którzy tworzą swoją opinię na jego temat na podstawie plotek, jest zdolna skutecznie zgasić w nim wszelki potencjał i ambicję. Ciąg dalszy - booksofsouls.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Dostawa i płatność

Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

TERMIN ZWROTU

14 DNI

Z KARTĄ

30 DNI

Kemmerer Brigid

Listy do utraconej Kemmerer Brigid
ebook
(0/5) 0 recenzji
25,91 zł
31,99 zł
Der Himmel in deinen Worten Kemmerer Brigid
hardback
(0/5) 0 recenzji
72,99 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Wszystko razem Brashares Ann
35,99 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Tu i teraz Brashares Ann
31,49 zł
34,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Grzesznik Stiefvater Maggie
35,99 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Ocalona Duncan Alexandra
35,99 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Bez końca Bedford Martyn
35,99 zł
39,99 zł
Inne z tego wydawnictwa Zodiak. Tom 1 Russell Romina
35,99 zł
39,99 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Światło Asher Jay
23,49 zł
29,90 zł
strona produktu - rekomendacje Z popiołów Senator Martyna
30,49 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Goodbye Days Zentner Jeff
35,49 zł
39,90 zł
strona produktu - rekomendacje Dzieci Edenu Graceffa Joey
29,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Pasażerka Bracken Alexandra
30,49 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Uwięzione Preston Natasha
30,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Slash Osińska Natalia
35,99 zł
39,99 zł
strona produktu - rekomendacje Outliersi McCreight Kimberly
26,99 zł
34,99 zł
strona produktu - rekomendacje Niepoliczalne Gregory Karen
27,99 zł
37,90 zł
strona produktu - rekomendacje Wszystko razem Brashares Ann
35,99 zł
39,99 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych

Pobierz aplikację

Newsletter

Zapisz się i nie przegap okazji

Adres e-mail został dodany. Dziękujemy.

Pobierz aplikację

partnerzy logistyczni:

logo poczty polskiej logo DHL logo UPS

operator płatności:

należy do:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50 Czynne całą dobę
+48 22 462 72 50 Czynne całą dobę