„Gdzie jest konik morski?” – recenzja książki

Znajomość cyfr i liter to umiejętność, której zdobycie przez dzieci jest bardzo oczekiwane przez rodziców. Imają się oni rozmaitych sposobów, by przyspieszyć tę naukę. Jedną z pomocy w takich sytuacjach są książki, a wśród nich ta, pt. „Gdzie jest konik morski?” wydawnictwa Adamada.

Historyjka jest krótka i nieskomplikowana – tata konik morski poszukuje swojego dziesiątego dzidziusia, który gdzieś mu się zapodział. W morskich głębinach spotyka wiele stworzeń, z których każde ma swój pomysł, gdzie mógł się ukryć mały konik. Okazuje się jednak, że pod kamieniem, w jaskini czy na dnie morza kryją się małe zwierzątka – jeden dzidziuś wieloryb, siedem dzidziusiów meduz czy dziewięć dzidziusiów krewetek – ale dzidziusia konika nigdzie nie ma. Dopiero tato krewetka go odnajduje.

Dzieci bardzo lubią książki, w których nie wszystko opowiedziane jest słowami. W „Gdzie jest konik morski?” prócz ilustracji – wyraźnych, kolorowych, na najmłodszych czekają okienka, a każde ich odsłonięcie to niespodzianka i radość z poznawania kolejnych cyfr.

Gdzie jest konik morski?

Anita Bijsterbosch
przeł. Ryszard Turczyn
wyd. Adamada, 2017
wiek: 2+

(kup tutaj)

Zobacz także

Komentarze