„Jolley-Rogers. Piraci z naszej ulicy” – recenzja książki

Pirackie historie poruszają wyobraźnię i dużych, i małych, dlatego dość często stają się motywem przewodnim filmów i książek. „Jolley-Rogers. Piraci z naszej ulicy” to doskonały przykład – bogato ilustrowana opowieść dla najmłodszych czytelników.

Matylda z nadmorskiego miasteczka ma marzenia nieco inne niż współczesne dzieci, które dałyby wszystko za najnowsze gry komputerowe, smarfony i wi-fi. Ona chciałaby, by do pobliskiego domu wprowadził się prawdziwy pirat. Jak to w bajkowych historiach, marzenia się spełniają i pewnego dnia w okolicy pojawia się piracka rodzina.

Jednak pozostali mieszkańcy nie podzielają entuzjazmu Matyldy. W nich obcy budzą podejrzliwość i niechęć, mimo że nic złego nie robią. Są po prostu inni… I dopiero gdy statek wypłynie na morze wraz z niecodzienną rodzinką, okazuje się, że w sumie nie byli tacy źli. Czy tylko dlatego, że zostawili każdemu skarb?

Zdawałoby się, że to prosta, wesoła historia, a jednak udało się w niej zawrzeć również kwestie skłaniające do przemyśleń. To, co z pewnością spodoba się najmłodszym, to wszechobecne, intensywne ilustracje i wierszowana forma tekstu.

Jolley-Rogers. Piraci z naszej ulicy

Jonny Duddle
przeł. Agnieszka Frączek
wyd. Mamania, 2017
wiek: 5+

(kup tutaj)

Zobacz także

Komentarze