Kto ma być wariatem jak nie pisarze? Pierwszy dzień Apostrofu 2017

Dwa szalone żywioły twórcze – męski i żeński – objęły w posiadanie Dużą Scenę Teatru Powszechnego w Warszawie 15 maja, podczas pierwszego wieczoru Międzynarodowego Festiwalu Literatury. To właśnie w tym miejscu kurator tegorocznej edycji Szczepan Twardoch ogłosił publicznie „Niech to będzie święto literatury. Festiwal Apostrof niniejszym zostaje otwarty!”. Sylwia Chutnik, kuratorka ubiegłorocznej imprezy, prowokowała do dyskusji pytając, co ostatnio doprowadziło do szału polskie pisarki, Natalia Fiedorczuk opowiadała o matkach-wariatkach, Katarzyna Puzyńska dowodziła, że prawdziwie męską literaturę piszą dziś w Polsce kobiety, a Katarzyna Tubylewicz i Jakub Żulczyk odżegnywali się od politycznej poprawności, gdy blokuje ona swobodną dyskusję i możliwość dogadania się z kimś o kompletnie odmiennych poglądach.

 

Premiera nowej powieści Żulczyka

Święto literatury zaczęło się od… literatury. – Czytam brzydko, zwłaszcza własne książki – uprzedził Jakub Żulczyk świętujący na głównej scenie Apostrofu oficjalną premierę powieści „Wzgórze psów”, której fragment zaprezentował na początku spotkania. Nie było to zdanie prawdziwe, choć pod koniec wieczoru groźba „bo będę czytał moją książkę” nieźle działała, gdy widzowie ociągali się dłużej niż dwie sekundy z zadawaniem pytań.

 

Szczepan Twardoch, który prowadził rozmowę z autorem „Ślepnąc od świateł”, przyszedł na spotkanie z notesem pełnym pytań. Pierwsze brzmiało „Skąd bierzesz swoje pomysły?” i wywołało u Żylczyka atak śmiechu oraz deklarację, że też przyszedł na spotkanie z listą potencjalnych pytań, które mogłyby paść, a on mógłby na nie odpowiedzieć „A ty?”. Ostatecznie udzielił odpowiedzi „Pomidor”, a później było już poważnie.

 

„Wzgórze psów”, którego akcja dzieje się w małym mieście na Warmii i Mazurach, łączy się z wcześniejszą powieścią Żulczyka „Ślepnąc od świateł”, z którą tworzy, według autora, rodzaj dyptyku czy też jest drugą stroną tej samej monety. To trochę opowieść o synu marnotrawnym i o czymś paskudnym, co może przytrafić się człowiekowi pożądającemu sukcesu – nieudanym awansie społecznym, powrocie ze stolicy do rodzinnego gniazda na tarczy. Autor chciał też pokazać intensywność i siłę przeżywania ważnych rzeczy po raz pierwszy. Głównego bohatera określił mianem „człowieka, który się nie nadaje” podkreślając, że nie jest to synonim frajera tylko kogoś, kto nie pasuje do otaczającej go rzeczywistości. Żulczyk zdradził również, że finał powieści przyśnił mu się („jakkolwiek pretensjonalnie by to nie zabrzmiało!”), zanim rozpoczął prace nad książką.

 

Twardoch i Żulczyk rozmawiali również o figurze pisarza, który na scenie bywa dość pocieszny, o tożsamości osób wykorzenionych, o pisaniu przygnębiających książek (Twardoch: „Może mamy paskudne wnętrza, które owocują takimi dziełami?”) oraz o tym, co to znaczy być pisarzem. Pytanie z widowni, które najbardziej ucieszyło Jakuba Żulczyka, dotyczyło ostatnio przeczytanej książki. Okazał się nią „Klasztor” kontrowersyjnego rosyjskiego pisarza Zachara Prilepina. – To potężna powieść o łagrze sołowieckim, z niespotykanym podejściem do literatury łagrowej – zachwycał się Żulczyk. Jego zdaniem wycofanie zaproszenia dla Prilepina na Festiwal Conrada (ze względu na udział pisarza w wojnie rosyjsko-ukraińskiej) było skandalem. – Na pewno powiedziałby mnóstwo skandalicznych rzeczy, które by mnie ubodły. Ale kto ma być wariatem, jak nie pisarze? Facet wymyślił sobie, że będzie kolejnym wielkim rosyjskim twórcą I mu się udało! – mówił Żulczyk. Za to o swojej pracy nad scenariuszem serialu dla HBO na podstawie poprzedniej powieści nie puścił pary z ust. – Umowa z HBO jest gruba jak ta książka – powiedział wskazując „Wzgórze psów” – dlatego nigdy jej do końca nie przeczytałem i nie chcę mieć w domu Interpolu – wyjaśnił, ale dodał też poważnie, że chodzi o lojalność wobec pracodawcy.

 

Szał czy szal czyli kobiety wariatki i inne wydarzenia

Panel „Kobiecy szał”, w którym wzięły udział Katarzyna Puzyńska, Natalia Fiedorczuk, Liliana Hermetz, Katarzyny Tubylewicz oraz prowadząca dyskusję Sylwia Chutnik, zaczął się od dyskusji na temat… tytułu spotkania. – Niektórzy sądzili, że chodzi o szal – zdradziła Chutnik. – Nie wierzę w to, że kobiety piszą w szale. Ważny jest rozsądek – mówiła Katarzyna Tubylewicz, a Liliana Hermetz łagodziła: – Wszyscy jesteśmy trochę szaleni.

 

Ostatecznie dyskusja podążyła w kierunku przekraczania granic, m.in. granicy poprawności politycznej, która uniemożliwia uczciwą dyskusję na przykład na temat tego, że idea wielokulturowości kłóci się z feminizmem. Jak wyjaśniała Katarzyna Tubylewicz, przykład Szwecji, której 17% mieszkańców urodziło się poza tym państwem, pokazuje, że w wielokulturowym świecie pierwszymi ofiarami nierówności stają się kobiety kultur innych niż zachodnioeuropejska. Tymczasem temat zamiata się często pod dywan, a to, zdaniem autorki „Moralistów”, biały paternalizm przykryty poprawnością polityczną i „tolerancją”.

 

Całą dyskusję, szalenie ciekawą, można prześledzić dzięki nagraniom audiowideo dostępnym na profilach Apostrofu oraz empik.com na Facebooku i na stronie Festiwalu. Dostępne jest również nagranie ze spotkania z Jakubem Żulczykiem, a na profilu autorskim Magdaleny Witkiewicz – nagranie ze spotkania w Empiku Galerii Bałtyckiej w Gdańsku, podczas którego popularna pisarka zdradziła, że nie napisałaby żadnej książki bez swoich czytelników, którzy pilnują, by nie spędzała zbyt wiele czasu na Facebooku. W przypadku najnowszej powieści „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, autorka miała trzyosobową obstawę, która czuwała nad regularnym powstawaniem jej bodaj najgrubszej książki. Niestety, Jakuba Ćwieka nikt nie pilnował, gdy w ostatniej chwili wpadł na peron i wskoczył do pociągu tuż przed odjazdem, po czym smacznie zasnął i obudził się dopiero w Lublińcu. A miał w tym momencie być… w Poznaniu. Czysta fantastyka. Apelujemy więc do podróżnych w całej Polsce, by rozejrzeli się uważnie wokół siebie. Jeśli ktoś zauważy faceta z brodą, w dżinsach i skórzanej kurtce oraz z książką „Grimm City. Bestie” w garści, proszę go zapytać, czy jest pewien, że zmierza w kierunku Gdańska, gdzie dzisiaj ma spotkanie z czytelnikami.

Drugi dzień Apostrofu 2017

Apostrof dopiero się rozkręca i potrwa do 21 maja. Przed nami kolejne spotkania, panele, dyskusje, kulturalne spory i niespodzianki. Jakub Żulczyk wystąpi dziś w Krakowie, skąd wyjechał Wojciech Kuczok, by spotkać się z czytelnikami w Katowicach. Ziemowit Szczerek po promowaniu swojego „Międzymorza” w stolicy Śląska dziś będzie brylował na Dolnym Śląsku, a konkretnie we wrocławskim Empiku Renoma, zaś w Poznaniu pojawi się, by opowiedzieć o „Żercy”, Berenika Miszczuk. Magdalenę Witkiewicz można dziś będzie spotkać w Empiku Kaskada w Szczecinie, a w Warszawie na Małej Scenie Teatru Powszechnego kolejne dwa wydarzenia: spotkanie z Hanną Krall i zbiorowym tomem jej dzieł „Fantom bólu” (prowadzenie – Wojciech Tochman!) oraz dyskusja „Nieprzerobiony PRL” z udziałem Włodzimierza Nowaka, Cezarego Łazarewicza, Andrzeja Ledera oraz Olgi Drendy, którą poprowadzi Roman Kurkiewicz.

 

Proszę uważnie przeglądać program, sprawdzać listę planowanych transmisji i śledzić profil festiwalu na Facebooku. Każdy z miłośników książek znajdzie coś dla siebie!

 

Magdalena Walusiak

Zobacz także

Komentarze