Apokalipsa na Śląsku i Poncjusz Pirat. Dzień siódmy czyli finał Apostrofu 2017

Ostatni dzień Apostrofu 2017 nie zaczął się od trzęsienia ziemi tylko od mapo tofu (lub grzybowego Stroganowa, jeśli kto wolał). Zaraz potem był koniec świata oraz przekomarzanki braci Miłoszewskich, rozważania o języku i pypciu, który może na nim wyrosnąć, spory na temat prawdy i postprawdy, finał kilku tras autorskich oraz improwizacje muzyczne i teatralne – w sumie 14 wydarzeń w sześciu miastach Polski.

 

Brat bratu pisarzem

 

Na czym polega szorstka męska przyjaźń między braćmi pisarzami mogli przekonać się uczestnicy uroczystej premiery powieści „Inwazja” – debiutu książkowego Wojciecha Miłoszewskiego. Zbieżność nazwisk z autorem cyklu o prokuratorze Szackim nieprzypadkowa, o czym świetnie wiedzą miłośnicy serialu „Prokurator”, do którego Miłoszewscy wspólnie napisali scenariusz. Bracia chętnie popracowaliby także nad drugim sezonem, gdyby była nim zainteresowana jakaś telewizja. Na razie Wojciech i Zygmunt koncentrują się na indywidualnych karierach, ale myślą też o jakimś wspólnym przedsięwzięciu literackim.

Uprzedzając pytania: tak, Zygmunt Miłoszewski wziął udział w premierze i ukradł bratu show. I tak, potwierdził, że pracuje nad nową powieścią. Wspomniał po wejściu na Dużą Scenę Teatru Powszechnego w Warszawie, gdzie odbyło się spotkanie, że historia rozgrywa się na dwóch planach czasowych – współcześnie i w latach 60. XX wieku. Premiera prawdopodobnie pod koniec roku, może w październiku, ale najpierw tekst powinien trafić do wydawcy, który – w osobie Marcina Mellera prowadzącego rozmowę z Miłoszewskimi – kilkakrotnie upominał się o gotowy tekst. Miał zresztą niełatwe zadanie, bo okiełznanie braci prowadzących pojedynek na sarkazm i złośliwości to zadanie karkołomne, skazane raczej na niepowodzenie.

 

Za to dzięki szybkim i ostrym starciom słownym rozmowa miała niezłe tempo i obfitowała w ciekawe informacje o życiu Miłoszewskich i ich warsztacie. Właśnie takim próbom gorącej dyskusji Wojciech i Zygmunt poddają swoje literackie pomysły podczas wspólnej pracy.

 

Pora wspomnieć o głównej bohaterce spotkania – powieści „Inwazja”. Miłoszewski napisał książkę, jaką sam chciałby przeczytać, czyli fabułę sensacyjną z wartką akcją, a osią całej opowieści jest wojna, jaką Rosja wypowiedziała Polsce. Czytelnicy, którzy mieli już okazję zapoznać się z debiutem literackim Wojciecha, byli wstrząśnięci realizmem opisów i tym, że scenariusz opowieści wcale nie jest niemożliwy. Według Marcina Mellera wyjątkowo mocno zadziałała na odbiorców (zwłaszcza ze Śląska) wizja Katowic zrównanych z ziemią. Autor już zastrzegł, że nie ma mowy, by sprzedał prawa do ekranizacji jakiejkolwiek polskiej firmie, ponieważ nie udźwignęłaby ciężaru produkcji. A gdyby miała powstać adaptacja, to tylko w formie serialu, tym bardziej, że fabuła została przewidziana na czterotomową serię.

 

Gdy na Dużej Scenie trwała rozmowa o apokalipsie w sercu Europy, na sąsiedniej Małej Scenie Teatru Powszechnego dyskutowano o sprawach równie poważnych, bo o „Egzorcyzmach księdza Wojciecha” czyli najnowszej książce Krzysztofa Vargi. O śmierci, pisaniu opowiadań i trudnych relacjach rodzinnych rozmawiał z autorem Piotr Bratkowski.

Międzymordzie czyli o urodzie języka

 

Michał Rusinek ma nie tylko „Pypeć na języku”, czyli nowy tytuł w swojej autorskiej bibliografii, ale też ADHD, dzięki czemu udaje mu się w życiu robić więcej rzeczy niż przeciętnemu śmiertelnikowi. Intymne wyznanie na temat stanu zdrowia wydobył z pisarza książek dla dorosłych i dla dzieci, tłumacza oraz językoznawcy drugi na scenie Michał – Ogórek.

„Pypeć na języku” to zbiór felietonów na temat blasków i cieni polszczyzny, a rozmowa o książce stała się okazją do przytoczenia masy smakowitych anegdot o nieporozumieniach wynikających z niepoprawnego posługiwania się językiem. Wyjątkowy talent do przekształcania wyrazów nieznanych w takie, które są już zrozumiałe, mają dzieci. Dziecięca intuicja w kontakcie z historią Kościoła m.in. powołała do życia Jezusa Chytrusa oraz Poncjusza Pirata. Intrygująco kończą się czasem próby stworzenia polskiej nazwy dla nowych przedmiotów lub zjawisk. „Myszka” jako określenie akcesorium komputerowego przyjęła się bez zastrzeżeń, za to „klik” próbowano zastąpić „mlaskiem”, a dla słowa interfejs ktoś wymyślił polski, choć mało przyjaźnie brzmiący odpowiednik „międzymordzie”.

 

Michał Rusinek na razie zawiesił pisanie felietonów na temat języka, ponieważ zauważył, że coraz częściej polityka wkrada się do jego rozważań na ten temat. Postanowił więc zająć się językiem „dobrej zmiany” wspólnie z „prawdziwą”, jak to ujął, językoznawczynią – Katarzyną Kłosińską.

 

Godzina 16.00, czyli początek spotkania Rusinka z Ogórkiem, była magicznym momentem w dziejach Apostrofu 2017 i literatury polskiej w ogóle, bowiem dokładnie w tej samej chwili rozpoczęły się ostatnie spotkania autorskie w sześciu polskich miastach: z Anną Dymną poświęcone książce „Warto mimo wszystko” w Krakowie, w Katowicach z Jakubem Ćwiekiem (dojechał!) i „Bestiami” kontynuującymi cykl „Grimm City”, we Wrocławiu z Mirosławem Wlekłym o „biografii przeklętej” czyli książce „Tu byłem. Tony Halik”, w Poznaniu z Magdaleną Witkiewicz, której książka „Czereśnie muszą być dwie” właśnie wskoczyła na 2 miejsce empikowej TOP-ki literatury obyczajowej, z Łukaszem Orbitowskim, który opowiadał w Gdańsku o „Rzeczach utraconych” i wreszcie z Katarzyną Bereniką Miszczuk i jej „Żercą” na Małej Scenie Teatru Powszechnego w Warszawie. Kto był, ten wie, jaką niespodziankę szykuje ta ostatnia autorka dla czytelników pod koniec wakacji.

Finał z Klancykiem, Waglem i postprawdami

 

Koniec końców nastąpił, a Edwin Bendyk, dzielny komiwojażer kultury uczestniczący jeszcze w niedzielne południe w V Kongresie Ruchów Miejskich na Śląsku i w Zagłębiu, zdążył w ostatniej chwili do Teatru Powszechnego, by poprowadzić na Małej Scenie dyskusję z udziałem Marcina Kąckiego, Justyny Kopińskiej i Przemysława Czaplińskiego o prawdzie i postprawdach. Na Dużej Scenie Klancyk improwizował na temat kobiet nieciężkich obyczajów, a także górników, brzydoty i przekrętów czyli fragmentów prozy Szczepana Twardocha, natomiast w Ogrodzie Powszechnym Wojciech Waglewski najpierw porozmawiał z Wojciechem Bonowiczem o książce „Wagiel”, a później zagrał z Mateo Pospieszalskim tak urokliwy koncert, że żal było rozstawać się i z wszystkimi scenami Powszechnego, i z całym Międzynarodowym Festiwalem Literatury. Jeszcze tylko ostatni kęs roślinnego dania w pop-up restauracji ze smakami Jadłonomii i…

Cóż, zakończyła się druga edycja Apostrofu, który w tym roku stał się imprezą interdyscyplinarną, ale to przecież nie koniec ostateczny. Rozstanie osładza fakt, że kolejne wydanie Festiwalu za niecały rok i już dzisiaj zapraszamy na trzecią edycję! Oczekiwanie mogą umilić filmy ze spotkań i zdjęcia oraz relacje dostępne na stronie Apostrofu profilu imprezy na Facebooku. Zapraszamy!

 

Magdalena Walusiak

Zobacz także

Komentarze