Kraina martwej ziemi. Tom 2. Grom i szkwał (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:
okładka miękka, 2017 32,99 zł
empik

Sprzedaje empik

Cena:
32,99 zł
Cena:
36,90 zł
Oszczędzasz:
3,91 zł (11%)
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt w magazynie empiku
Wysyłamy  w  24 godziny
Dodaj do koszyka Kup teraz
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.
dostępność w salonie empik
Dodaj do listy

Dodaj ten produkt do jednej z utworzonych przez Ciebie list i zachowaj go na później.

Opis

W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi.

Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa?

Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel.

Klasyczne fantasy quasi-średniowieczne, gdzie miecze są ostre, nawet jeśli podrdzewiałe, księżniczki piękne, choć wredne, a smoki zabójcze, jak to mają w zwyczaju. Na szczęście Łukawski – uważny czytelnik konwencji – umiejętnie przekracza znane ramy i schematy.
- Michał Cetnarowski, Nowa Fantastyka

Łukawski to autor chylący czoła klasykom, ale równie sprawnie jak owi klasycy operujący słowem i barwnymi motywami. Mroczna,
brutalna akcja porywa, bohaterowie kradną serce, a ograne szablony zyskują nowe życie.

Dane szczegółowe

Tytuł: Kraina martwej ziemi. Tom 2. Grom i szkwał
Seria: Kraina martwej ziemi
Autor: Łukawski Jacek
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Ilość stron: 400
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-03-01
Rok wydania: 2017
Forma: książka
Wymiary produktu [mm]: 210 x 45 x 135
Indeks: 20906658

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,7
5
22
4
7
3
1
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
21 recenzji
14-05-2017 o godz 20:08 Świat Książkoholiczek dodał recenzję:
Opis fabuły Arthorn i Marcos powrócili z wyprawy wgłąb Martwicy. Chcą wypocząć, zregenerować siły, ale niestety, w szeregach Wondettel szerzy się zdrada, przez co zostają zmuszeni do walki. W tym samym czasie okazuje się, że księżniczka Azure zniknęła. W związku z tym Arthorn ponownie wyrusza w stronę złowieszczej Martwicy, bez kompanów i przygotowania. Czy uda mu się uratować następczynię tronu? A co, jeśli ona wcale nie została porwana? Marcos natomiast musi wspierać G... w walce ze zdradą. Czy rycerz, wolny duch, będzie w stanie wspomóc obecnego najpotężniejszego człowieka w królestwie? A co knuje władca Morronu? Opinia Jeśli czytaliście poprzednią część tej serii, to pewnie już nie mogliście się doczekać drugiego tomu. Mnie wprost skręcało z ciekawości, co dalej stanie się z bohaterami stworzonymi przez Jacka Łukawskiego. Pierwsza część ich przygód tak bardzo mi się podobała, że zdecydowałam się przeczytać ją jeszcze raz. Pochłonęłam obie książki w przeciągu kilku dni i zakończyłam z jeszcze większym niedosytem. Głównymi wątkami są tutaj historie Arthorna oraz Marcosa. Przewija się nam jednak także kilka rozdziałów dotyczących Gwydona, Aurissa czy tajemniczego Fardora. Rozdziały są kończone i rozplanowane w taki sposób, by czytelnik się nie znudził i chciał czytać dalej. W związku z tą ogromną wielowątkowością, zrozumiałe jest zastosowanie narracji trzecioosobowej. Ponownie pojawia się tu wiele stworzeń z mitologii słowiańskiej, a starzy bohaterowie odsłaniają przed nami kolejne cechy swojego charakteru, często zaskakując przy tym samych siebie. Gęsto występująca magia miesza się z elementami dość prawdopodobnymi, wprowadzając w umysły czytelników i postaci zamęt. Kiedy już myślimy, że coś jest jasne, niczym grom z jasnego nieba (tak, to dyskretna gra słów) uderza w nas nowa fala zaskakujących faktów. Powiem szczerze, że bardzo polubiłam Wiebrata, ale to na losy Gwydona czekałam najbardziej. Były one owiane właściwie największą tajemnicą, skrywającą się pod pozornie jasną relacją wydarzeń. Arthorn natomiast w tej części nie popisał się zbytnim intelektem, chociaż miał jakieś przebłyski. Bardzo ciekawie była też poprowadzona gra, w którą grała Azure i Fardor. W pewnym momencie wszystkie postacie i rasy troszkę mi się myliły, jeśli chodzi o tytuły i zależności między nimi, ale dałam radę. Jak już wspomniałam, świat przedstawiony w tej powieści jest przepełniony magią, do której ciągle wprowadzane nowe elementy w postaci ras, przedmiotów czy stworzeń. Wszystko jednak bardzo ładnie się ze sobą wiąże, komponuje, tworząc spójną i logiczną całość. Gdybym nie wiedziała, że to fantasy, uwierzyłabym! Szczegółowe opisy i różnorodne nazwy pokazują, że autor fascynuje się tym tematem i wie, o czym pisze. Opisy są troszkę przydługie, ale ich dokładność sprawia, że nagle wokół nas pojawia się Wondettel albo znajdujemy się na pokładzie latającego statku (nie, nie UFO. Po prostu latający statek). Zdania są dość długie i czasami szyk jest dość skomplikowany, przez co trzeba bardzo uważnie skupić się na treści i rozmieszczeniu przecinków, aby zrozumieć, co autor miał na myśli. Wydanie, tak jak poprzednie, bardzo mi się podoba. Żałuję, że nie ma większej ilość obrazków, ale generalnie narzekać na pewno nie można. Wartka akcja, równomierny poziom napięcia, który zwiększa się pod koniec, by pozostawić czytelnika z całkowitą dezorientacją i niedosytem - to właśnie twórczość Jacka Łukawskiego! Polecam bardzo serdecznie osobom szukającym dobrego, mocnego fantasy oraz tym, którzy lubią odświeżenie starych schematów w postaci wędrówki przez tajemnicze tereny. Tutaj bowiem nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a autor nie pozwala na nudę!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-05-2017 o godz 18:42 dobrerecenzje.pl dodał recenzję:
Kolejna kontynuacja sagi „Kraina Martwej Ziemi” cieszy się bardzo dużą popularnością w kręgach czytelników. Pierwszy tom „Krew i Stal” powstawał dość długo i nareszcie doczekaliśmy się premiery. Kiedy na zamek w stolicy napada horda czarowników i stworów z terenów Martwej Ziemi, rycerze nie dają rady. Miasto powoli ugina kark przed najeźdźcami i poddaje się. Lecz nadal w obrębie zamku trwa odpieranie wroga, co prawda ochotników jest coraz mniej, ale nie zaprzestają w działaniach. Arthorn dziesiętnik, dzielny rycerz i ten, który wędrował po Martwej Ziemi, ocalał i powrócił, dostaje ważną misję. Po pewnym czasie okazuje się, że jedyna spadkobierczyni tronu i jednocześnie ocalała z królewskiej rodziny została porwana przez czarty prosto z piekła. Między dworzanami panuje niepokój, wróg wdarł się do zamku i zajął większą jego część, tylko najsilniejsi wytrwali i zabarykadowali się w wieży. Pomimo tego, że najlepszy przyjaciel i druh podróży Arthorna dogorywa, to mężczyzna wraz z magicznym mieczem wyrusza na ratunek księżniczce. Po drodze niestety czekają go liczne niespodzianki, jednak sam odkrywa, że w ich kraju jest zdrajca, który przekazał wszystkie informacje wrogowi i perfidnie zaplanował dzień ataku. Pomijając obronę portu i zwycięską bitwę, dzielny rycerz wyrusza dalej. Brnąc przez Martwicę prawie umiera od ran wynikłych z walki, a później trafia nieprzytomny w ręce samej poszukiwanej. Ku zdziwieniu Arthorna księżniczka wcale nie zastała porwana i planuje coś co ponoć ma uratować królestwo. Lecz, czy zadufana smarkula potrafi być prawdziwą królową? Pomimo zakończenia pierwszej części i krwawego rozpoczęcia drugiej, fabuła zagęszcza się wokoło jednego głównego bohatera i oczywiście jego magicznego miecza. W sumie, to książka bardzo mi się podobała, poznałam tajemnicę Martwicy, jak i dowiedziałam się o historii i pochodzeniu magicznego miecza Arthorna. Nie powiem, bardzo mi się podobało i tak patrząc na to z drugiej strony, to ten tom jest nawet lepszy od pierwszego. Polecamy, zespół dobrerecenzje.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-04-2017 o godz 22:16 Robert dodał recenzję:
Jacek Łukawski zabiera nas w dalszą podróż, jego pióro przelewa myśli na kartki książki sprawnie, świat żyje własnym życiem a i żartów i nawiązań do innych dzieł nie zabraknie, jeśli czytamy uważnie. "Grom i szkwał" czyta się świetnie, akcja płynie wartko doprowadzając nas do momentu w którym czekamy na trzeci tom.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-04-2017 o godz 17:55 Pani Lecter dodał recenzję:
Pierwszą część Krainy Martwej Ziemi recenzowałam TUTAJ. Byłam wtedy bardzo niezdecydowana, bo większości książki w ogóle nie zrozumiałam. Obawiałam się z tego powodu kolejnej części, a przecież wszyscy wiemy, że serie raczej pogarszają się z kolejnymi tomami niż polepszają. Niespodzianka. Jacek Łukawski nie stosuje się do tej metody i w swojej następnej książce wreszcie daje się polubić. Po roku przerwy od średniowiecznych realiów trochę się gubiłam, przyznaję. Może autor powinien pomyśleć nad drobnymi wtrąceniami, które odświeżą część informacji. Na szczęście po jakimś czasie przypomniałam sobie większość imion (większość to nie wszystkie i do końca książki czasem zastanawiałam się nad tym kto jest kim i co osiągnął w "Mieczu i stali"). "Grom i szkwał" obfituje w wiele nowości. Poznajemy ludy, które poprzednio były tylko wspominane. Należą się za to wielkie brawa, ponieważ Jacek Łukawski skonstruował sporo ciekawych teorii. Do tego rozwinął charakterystykę bohaterów. Teraz wiemy już kto jest gotów poświęcić życie dla misji, a kto upada po pierwszym kamieniem zarzuconym na barki. To z pewnością wspaniała kontynuacja i świetna książka, która podnosi poziom całej twórczości Jacka Łukawskiego. Oby go utrzymał.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-04-2017 o godz 18:15 Natalia Dzięgiel dodał recenzję:
Byłam bardzo ciekawa kontynuacji serii „Kraina Martwej Ziemi”, jednak zawsze był ten niepokój o drugą część, która mówi się, że zawsze wypada najgorzej w całej serii. Oprócz tego w tym czasie kiedy otrzymałam tę pozycję nie miałam na nią ochoty, więc odwlekałam z przeczytaniem jej. Potem kiedy już się za nią zabrałam, akurat mój tata skończył pierwszą część, którą kilka dni wcześniej mu pożyczyłam. Powiedział mi, że koniecznie musi przeczytać kolejny tom i mi go po prostu zabrał. Wczoraj skończyłam czytać tę powieść i muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona, a tymczasem zapraszam do zapoznania się z moją opinią. Z zamku opanowanego przez zdrajców ucieka Arthorn i na rozkaz Garharda wyrusza ku Martwicy z zamiarem znalezienia Azure, następczyni tronu i sprowadzenia jej z powrotem. Okazuje się, że nie będzie to najłatwiejsze zadanie. Garhard tymczasem zostaje w Wondettel, aby opanować sytuację w królestwie. Musi rozprawić się ze zdrajcami i utrzymać chociaż częściowy porządek. Staje się to trudniejsze, kiedy lord Auriss znów zaczyna dawać o sobie znać. Asnal Talath powoli przestaje być bezpiecznym miejscem, a kiedy Martwica opadnie Ariath wyciągnie ręce, aby przytulić swoje dzieci. Pan Łukawski znowu mnie pozytywnie zaskoczył. W pierwszej części byłam zdziwiona brakiem wątku romantycznego, zaś w tej jestem zdumiona całą powieścią. Wcale nie okazała się gorsza od pierwszego tomu, tak jak zwykle się dzieje, kiedy drugą część dotyka „klątwa”. Autor bardzo dobrze pokazuje świat średniowieczny podszyty płachtą fantastyki. Czarty, latające okręty i Dwargowie to codzienność podczas tej lektury. Wszystko jest doskonale utrzymane w sadystycznych i brutalnych czasach średniowiecznych. Historia opowiedziana przez autora posiada kilka perspektyw, z których najciekawsza jest według mnie ze strony Arthorna oraz Marcasa. Powieść łamie dotychczasowe schematy przez co jest na pewno lekturą wartą uwagi. Wciąga od pierwszej strony i ledwo wypuszcza nas po ostatniej, a kiedy kończymy wciąż chcemy więcej. Mam szczerą nadzieję, że autor napiszę ostatnią część (jeśli to jest trylogia), ponieważ razem z moim tatą nie możemy się doczekać zakończenia serii i poznania dalszych losów bohaterów. Zdecydowanie polecam Wam sięgnąć po ten tom, tak samo jak po poprzedni jeśli jest jeszcze przed Wami.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
30-03-2017 o godz 09:36 Monika Jędrzejewska dodał recenzję:
W drugim tomie cyklu Kraina Martwej Ziemi lądujemy tam, gdzie zastopowaliśmy w części pierwszej. Opanowane przez zdrajców Wondettel stawia zaciekły opór najeźdźcy. Nie na długo jednak się zdaje, ponieważ pobudki lorda Aurissa popychają go do bardzo krwawych rozwiązań. Arthorn, choć z wielkimi oporami, opuszcza towarzyszy i rzuca się w pogoń za porwaną królową. Jej odnalezienie jest jedyną nadzieją na przywrócenie ładu. Wkrótce przychodzi mu się zmierzyć z wyzwaniami, postaciami i miejscami, o jakich słyszał jedynie w opowieściach. Fantastyczna kraina otwiera przed nim swoje tajemnice. Największą przeszkodą na drodze jest ciągle nieokreślony zasięg Martwicy. „Grom i szkwał” jest jeszcze bardziej intensywny niż część pierwsza. Poza tym, że fabuła rozdziela się na trzy części, co chwilę pojawia się jakaś nowa przeszkoda, kolejne stworzenie do poznania, kraina do odkrycia. Głównym i chyba najciekawszym wątkiem jest szalona, zgoła niemożliwa wyprawa Arthorna. Nie bacząc na ranę zdobytą w czasie bitwy pędzi w kierunku, w którym prawdopodobnie zmierza uprowadzona Azure. W zasadzie po omacku omija Martwicę przemierzając coraz to bardziej niesamowite miejsca i napotykając na swojej drodze zupełnie niespodziewanych wrogów i sprzymierzeńców. Właściwie ten wątek nie daje chwili wytchnienia, szalona przygoda goni przygodę i nie przestaje zaskakiwać. Mężczyzna na przemian podejmuje mordercze wyzwanie i łapie najmniejszą możliwość, żeby zregenerować siły. Drugim z wątków jest Garhard, starający się trzymać w ryzach sypiące się Wondettel. Zadanie wymaga dużo koncentracji i wysiłku, a więc w tym przypadku możemy z napięciem śledzić jego taktykę i tok myśli. Zdaje się przenikać przez umysły poddanych doskonale odgadując kto jest mu wrogo nastawiony. A jak się okazuje w zrabowanym królestwie jest coraz mniej sojuszników. Trzeci wątek to lord Auriss, czyli wróg. Zdradzony i rozwścieczony nie potrafi okiełzać gniewu – bardzo złego doradcy. Czuje się upokorzony przez Azure, a tego jego duma znieść nie może. Niezaprzeczalnie olbrzymią zaletą książki jest wartkość i różnorodność akcji. Przenikające się wątki jeszcze bardziej ją urozmaicają i nie pozwalają przewidzieć gdzie zaprowadzi i jak się potoczy kolejny rozdział. Świetnie odzwierciedlone realia średniowiecznego świata ozdobionego tętniącą magią i fantastycznymi stworzeniami nie pozwalają odwrócić wzroku, ale jednak coś mi zazgrzytało. W każdej, nawet krótkiej i jednoczęściowej książce, lubię czuć się w jakikolwiek sposób przywiązana do bohatera. Lubię też, kiedy, jak na bohatera przystało, utrze nosa wszystkim dookoła (lub komukolwiek). Co prawda mamy w powieści cały wachlarz bohaterów, ale główne skrzypce gra Arthorn. Ta rozgrywka zdecydowanie nie należała do niego. Od samego początku do końca był ranny, odurzony, uciekający, zniewolony, pobity, cudem uratowany, złożony chorobą, poniżany i przerażony. Zmęczyło mnie to. Wszystko wskazywało na sytuację beznadziejną, nie do odratowania i w zasadzie na tym się skończyło. Brakowało mi przewodnika, jakiegoś lidera, autorytetu, który mógłby mieć w zanadrzu plan awaryjny. Uczucie gruntu sypiącego się pod nogami było za bardzo dominujące. Podobnie jak w części poprzedniej autor nawiązuje do klasyków fantasy.Wplata poszczególne motywy i buduje na nich fabułę, ale nie będę się zagłębiała w ten temat, ponieważ uważam, że za mało fantasy jeszcze poznałam. Poza tym sama radość odkrywania tych smaczków jest jednym z ciekawszych doświadczeń. Jasnym stało się, że tom drugi jest tylko jednym z rozdziałów dzielących nas od finału tej historii. Jest nieprzewidywalny i bardzo dobrze przemyślany. Fabuła jest szaloną gonitwą z czasem, a bohaterowie pionkami zdanymi na łaskę i niełaskę autora. Mamy bardziej doszlifowane dialogi, więcej humoru, który jest tak bardzo potrzebny, żeby chociaż na chwilę rozładować napięcie. Niestety mam niedosyt spowodowany brakiem puenty. Zaczęliśmy w pewnym punkcie, zatoczyliśmy wielkie koło i zakończyliśmy dokładnie w punkcie początkowym. Tyle, że chyba w jeszcze gorszej sytuacji. Ponadto tak jak pisałam główny bohater nieszczególnie przypada do gustu. Nie wzbudza zbyt wielu emocji samą swoją postacią. Z niecierpliwością czekam na część trzecią, która powinna dla odmiany być nieco bardziej pozytywna i rozwiać wiele niewiadomych. Tymczasem chętnie poznam Wasze opinie o tej powieści.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-03-2017 o godz 20:31 Wiedźma dodał recenzję:
W "Gromie i szkwale" więcej jest elementów fantastycznych, niż miało to miejsce w "Krwi i stali". Pierwszy tom serii był mroczniejszy i brutalniejszy, w drugim, owszem, są sceny walki, gdzie krew leje się gęstymi strumieniami, ale ogólnie wydźwięk historii jest bardziej awanturniczy. Pojawiają się w niej latające statki (sic!), został też położony większy nacisk na pokazanie historii stworzonego przez Jacka Łukawskiego uniwersum oraz tamtejszego folkloru. Autor szczegółowo opisał kulturę i historię Dwargów, co muszę przyznać, że bardzo przypadło mi do gustu. Szkoda tylko, że brakło momentów trudnej przeprawy przez Martwicę, czym autor zdobył moje serce w "Krwi i stali". Całość na: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2017/03/jacek-ukawski-grom-i-szkwa.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-03-2017 o godz 16:07 Triskel dodał recenzję:
„Grom i szkwał” jest drugim tomem z cyklu „Kraina martwej ziemi” autorstwa Jacka Łukawskiego. Podczas lektury przeniesiemy się do niebezpiecznego świata wzorowanego na średniowieczu, gdzie realność miesza się z bytami magicznymi. Autor czerpie bardzo mocno z klasyków gatunku, jednak dodaje również coś od siebie, sprawiając, że jego książki są jedyne w swoim rodzaju. Potężne smoki, prastara magia i złowieszcze demony to dopiero przedsmak lektury, który ma nam do zaoferowania niniejsza książka. Królestwa Martwej Ziemi znów zostają wstrząśnięte kolejnymi niepokojami i niebezpieczeństwami. Księżniczka Azure zaginęła, a Arthorn stara się ją odnaleźć za wszelką cenę i wszelkimi środkami. Wyrusza w stronę Martwicy, miejsca, z którego może już nigdy nie powrócić. Sprawy mające miejsce w Wondettel przybierają nieciekawy obrót, stary Garhard robi co może, aby zażegnać najgorsze, a prastare siły powracają, aby znów wywrzeć swoje wpływy na losy świata... Świat zaprezentowany przez autora jest bardzo ciekawy i różnorodny, sprawiający, że podczas czytania nie sposób się nudzić. Średniowieczne realia zostały ukazane wiernie, a słowiańskie nawiązania również sprawiają, że książkę czyta się z ciekawością. Magiczne moce i dziwaczne byty budzą grozę, zakrojone na szeroką skalę wyprawy ekscytują, sprawiając, że poczujemy się jak wędrowiec podczas awanturniczej eskapady. Bohaterowie zostali stworzeni z krwi i kości, ich losy najeżone są licznymi niebezpieczeństwami, dzięki czemu czytamy o nich z jeszcze większym zaciekawieniem. Wątki fabularne zaskakują, magia jest potężna, złe byty okrutne, a świat przedstawiony barwny i bezlitosny. Czego chcieć więcej? „Grom i szkwał” zaskakuje pozytywnie i sprawia, że już nie mogę się doczekać lektury tomu trzeciego. Chwała i honor mieszają się z licznymi zdradami i intrygami, wątki przenikają się wzajemnie, stając się kolejnymi atutami tej książki. Całość czyta się szybko i przyjemnie za sprawą lekkiego i barwnego języka, fabuła i bohaterowie łamią schematy i nadają dawno już słyszanym opowieściom zupełnie nową jakość. Dwargowie kują swe kolejne skarby w przepastnych jaskiniach Asnal Talath, mieszkańcy Wondettel starają się przetrwać kolejny dzień, a bezlitosny cień Nife karmi się kolejnymi połaciami Martwej Ziemi... http://fantasy-bestiarium.blogspot.com/2017/03/grom-i-szkwa-jacek-ukawski.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-03-2017 o godz 19:11 Anna Dobrzyńska dodał recenzję:
Witajcie! Wiosna wychyliła się zza zakrętu, a wraz z nią moja uśmiechnięta mordka. Nie ma nic lepszego niż pierwszy raz w roku zrzucić z siebie zimowy płaszcz i w końcu przywdziać coś lżejszego. A skoro czas na wiosenne porządki i na blogu przyda się trochę ogarnąć. Na pierwszy ogień pójdzie wygląd, więc bądźcie czujni ;) Ale nie mogę was przecież zostawić tak bez recenzji! A okazja jest nie byle jaka, albowiem doczekałam się wydania kontynuacji „Krwi i stali” Jacka Łukawskiego. Zapraszam! :) Jacek Łukawski urodził się w Kielcach, z zawodu jest grafikiem komputerowym. Gdy nie miał jeszcze obowiązków, a miał czas, machał mieczem i strzelał z dział czarnoprochowych. Hartował ciało i ducha w organizacji strzeleckiej, brał udział w zawodach sprawnościowych i ćwiczył karate. Próbował też jeździć konno. Zwiedzał Polskę autostopem i na motocyklu. Zaczytywał się w książkach historycznych i fantasy. Jest laureatem wojewódzkiego konkursu Talenty 2000. Po kilkunastu latach przerwy napisał cykl opowiadań, które pojawiły się drukiem w antologii Gawędy motocyklowe. Współtworzył kwartalnik motocyklowy „Swoimi Drogami”. Wraz z żoną mieszka w pobliżu chęcińskiego zamku. W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi. Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa? Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel. Miesiące wyczekiwania i sprawdzania profili autora i wydawnictwa… W końcu jest! Pachnąca drukiem i piękna. Wiele obiecywałam sobie po „Gromie i szkwale”. Czy jednak oczekiwania nie okazały się za duże? Nie rozczarowałam się ani trochę. Dostajemy mięsiste, porywające fantasy z najlepszym stylu. Warto było tyle czekać. Postacie trzymają poziom, pozostają niezależna i oryginalne. W całej powieści widać inspirację klasykami gatunku, jednak są one na tyle zręczne, że Łukawski niewątpliwie dołożył swoją cegiełkę do mojego osobistego kanonu. Czy zrobił to również do kanonu gatunku – to pokaże czas. Warto też zwrócić uwagę na dobry balans między epickością świata i rozładowywaniem atmosfery m.in. humorem w dialogach – brawo! Epicki jest „Władca pierścieni” i fajnie, tylko czy ktoś jest w stanie tak dźwignąć temat jak Tolkien, idąc tylko w to? Lepiej nie ryzykować ;) Akcja od razu rusza z kopyta, więc warto przeczytać pierwszą część, by nie zgubić ani okruszka fabuły i spójności. Kontynuacja jest jak najbardziej godna mocnego debiutu. Teraz mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – drodzy państwo, mamy nowego bardzo mocnego zawodnika na polskiej scenie fantasy! Już nie mogę się doczekać kolejnej części zamykającej trylogię. Chciałabym ją przeczytać już teraz, zaraz, jednak jeśli przyjdzie mi czekać kolejny rok na taką dobrą rzez, jaką jest „Grom i szkwał” – poczekam. Słowiański folklor, klasyka i akcja ledwo wyrabiająca na zakrętach – czego chcieć więcej od dobrego fantasy. Polecam z całego serca!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-03-2017 o godz 19:41 Mirya dodał recenzję:
Każdy głośny debiut pociąga za sobą wysokie oczekiwania co do kolejnych książek danego autora. Jacek Łukawski zebrał wiele pozytywnych opinii na temat pierwszego tomu serii - Krwi i stali, przez co grono czytelników liczyło na porządną kontynuację. I na szczęście, właśnie to dostaliśmy. Już pierwsze rozdziały utrwalą nas w przekonaniu, że Łukawski się rozwinął i jego Grom i szkwał zaserwuje nam jeszcze lepszą przygodę niż tom pierwszy. Przede wszystkim nie spodziewajmy się jakichkolwiek wstępów - autor wrzuca nas w środek wydarzeń, Wondettel jest oblegane przez wrogie wojsko, a znani bohaterowie szukają wyjścia z sytuacji. To zdecydowany plus książki, bo Krew i stal jednak trochę nudziła przydługim początkiem. Jednak mało tego, że akcja rusza z kopyta od pierwszych stron - ona ani na chwilę nie zwalnia! Zazwyczaj nie jestem fanką tego typu ciągłego zaskakiwania czytelnika, jednak w Gromie i szkwale to akurat działa na plus. Zasługa w tym na pewno wyobraźni autora, jak i pomysłów na zaczerpnięcie wielu sytuacji ze znanych nam dzieł popkultury. Przykładowo - gdy Arthorn będzie chciał przebyć rzekę natrafi na bandę złodziejaszków, w której to Maluch żąda myta za przejście przez rzekę. To oczywiście odwołanie do Robin Hooda. Pewnie wielu innych nie potrafiłam zlokalizować, ale na pewno znajdziemy też fragment przypominający scenę z Nic śmiesznego (o tym pisał autor na swoim fanpage'u) czy znaną nam historię Czerwonego Kapturka. Zastanawiam się też, czy latające okręty to odwołanie do Gaimana i jego Gwiezdnego Pyłu czy sięga to gdzieś głębiej w fantastykę. Można zacząć się obawiać, że tak liczne inspiracje popsują nam frajdę z czytania, przez co zamiast skupić się na historii będziemy zastanawiać się z którego źródła tym razem autor zaczerpnął. Nie obawiajcie się jednak - każde z tych wplątań fabularnych zrobione jest tak sprytnie, żeby czytelnika rozbawić, ale zarazem ma wytłumaczenie i sens w ramach całej opowieści. To tylko smaczki, które dodają jeszcze kolorytu. W opisie fabuły przeczytamy, że Arthorn znów ruszy ku Martwicy. Wydawało mi się to słabym pomysłem, takim powieleniem tego, co było ciekawe w pierwszym tomie, ale powtórzone po raz kolejny może zrazić. Na szczęście Łukawski dobrze wiedział co robi i nie wysłał bohatera po swoich śladach, a zaserwował mu całkiem inny środek lokomocji. I co ważniejsze, dorzucił do tego nowych i ciekawych kompanów. Ja najbardziej się cieszę z eksploatacji postaci kobiecych! Nareszcie dostaliśmy kilka świetnych damskich sylwetek - i tych dobrych, i tych, które mogły nas irytować. Jednak na tym nie koniec, bo Łukawski kreuje również wiele bohaterów z gatunków nieludzkich. I tutaj należą się brawa za konsekwencję w klimacie, ponieważ wciąż przeważają słowiańskie korzenie autora. Bardzo podobały mi się nowe gatunki, szczególnie historia Dwargów. Pod koniec pojawili się również Płanetnicy, także bardzo oryginalny lud, z ciekawą historią. Nawet jeden z jego przedstawicieli zostanie pewnie z nami na potrzeby trzeciego tomu. Książka przepełniona jest staroświeckim, polskim słownictwem, które do wyszukanych i kulturalnych, cóż, nie należy. Mnie to bardzo pasowało - autor się nie hamuje i wciska w usta bohaterów pełno wulgaryzmów, które dodają im realistyczności, a także sprawiają, że kilka razy zaśmiejemy się z wymiany zdań w książce. Przyznać muszę, że mimo ciągłej akcji kilka spraw wciąż mnie trochę raziło. Nadal nie potrafię tak naprawdę zżyć się z bohaterami i przeżywać ich troski, kibicować w drodze do szczęścia. Na dodatek wiele historii, mimo że ciekawych, wydawało się niewiele związanych z główną osią fabuły. Wydaje mi się jednak, że możemy na to przymknąć oko i spodziewać się, iż w kolejnym tomie i to zostanie poprawione. Podsumowując, Jacek Łukawski po udanym debiucie wydał bardzo dobry tom drugi. Historia nabrała rumieńców, poznaliśmy nowe rasy, a zarazem przedstawiono nam kolejnych bohaterów. Natomiast odniesienia do znanych dzieł kultury i staropolski, wulgarny język sprawiły, że uśmiech towarzyszył mi podczas lektury. Fantastyka warta poznania! :) http://magiel-kulturalny.blogspot.com/2017/03/przygoda-nabiera-rozpedu-grom-i-szkwa.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-03-2017 o godz 18:43 milkusiax dodał recenzję:
Rok temu miałam możliwość zapoznać się z pierwszym tomem Krainy Martwej Ziemi, który był debiutancką powieścią Jacka Łukawskiego. Książka bardzo mi się podobała, dlatego ucieszyłam się, gdy pojawiły się zapowiedzi tomu drugiego. Historia rozpoczyna się w tym momencie, co zakończył się tom pierwszy. Przez to, że minęło trochę czasu od wydania Krwi i stali, nie mogłam od początku wbić się w powieść. Przez około 100 stron próbowałam sobie przypomnieć bohaterów oraz niektóre sytuacje z poprzedniej części. Na szczęście potem było już lepiej i wciągnęłam się w lekturę. Akcja toczy się już od pierwszych zdań i na nowo przenosimy się do świata wykreowanego przez autora. Poznajemy nowych bohaterów. Jednym z nich jest księżniczka, która od początku mnie denerwowała. Stosunek Arthorna do niej bardzo mi się spodobał, co zbliżyło mnie do niego. Bohater nadal pozostał dla mnie tajemniczy, ponieważ nie wiemy za dużo o jego przeszłości, ale mam nadzieję, że w kolejnych tomach się to zmieni, bo jest to mój ulubiony bohater z tej serii, jak na tę chwilę. Prócz księżniczki pojawiają się również inne postacie, które zostały dobrze wykreowane, a część z nich ma znaczy wpływa na przebieg fabuły. Klimat, jaki panuje w tej powieści, a także opisy krajobrazów to rzeczy, za które pokochałam tę serię. Jestem pełna podziwu dla autora za utrzymanie języka średniowiecznego, ale również za stworzenie nowych. Niestety żałuję, że autor nie dodał od siebie tłumaczenia pewnych kwestii, ponieważ niektórych nie mogłam zrozumieć z kontekstu. Podsumowując drugi tom serii Kraina Martwej Ziemi jest utrzymany na takim samym poziomie co poprzedni. Brakowało mi krótkiego wstępu, który pomógłby mi przypomnieć wydarzenia z Krwi i stali, a także tłumaczeń niektórych kwestii z języka stworzonego przez autora. Poza tym akcja nadal się toczy i historia pozostawia po sobie nutkę tajemnicy. Książka ma wiele dobrych momentów, a wszystkie opisy podbiły moje serce. Cieszę się, że pojawił się tom drugi i teraz przyszło mi tylko wyczekiwać kontynuacji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-03-2017 o godz 18:08 Megan dodał recenzję:
Arthorn ucieka z zamku, opanowanego przez zdrajców, lecz to dopiero początek jego przygody. Gdy wyrusza ku Martwicy bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli, zdaje sobie sprawę, że nie do końca przemyślał tę decyzję. Tymczasem stary Garhard próbuje opanować sytuację w Wondettel. Zdaje się, że jest to misja nie do wykonania, zwłaszcza, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Tak samo jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Czy Arthornowi uda się odnaleźć księżniczkę Azure i przekonać by wróciła do domu? Jakie wynikną konsekwencje z ich spotkania? Tego dowiecie się z lektury ekscytującego drugiego tomu serii "Kraina Martwej Ziemi". Jakby tego było mało, mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy i czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu... Dawno nie czytałam tak dobrze skonstruowanej powieści z gatunku fantasy. Gdy rok temu przeczytałam "Krew i Stal", byłam pod wrażeniem plastyczności świata, o którym czytałam. Przeniosłam się na chwilę do Krainy Martwej Ziemi i wraz z bohaterami, odkrywałam jej tajemnice. W drugim tomie natomiast już od pierwszych stron jesteśmy światkami intensywnej walki, ciętych dialogów i niekiedy zabawnych sytuacji, które sprawiają, że dosłownie pędzimy przez tekst, by dowiedzieć się, co się stało dalej. Niesamowite opisy krajobrazów, miejsc i ludzi, widziane oczyma naszych bohaterów, nadają tej historii bardzo wiele realizmu. Jakbyśmy czytali kroniki, zapisane przez świadków zdarzeń. A wplecenie w całość opowieści wątku piratów oraz kilku znanych bądź mniej znanych opowieści było uwieńczeniem tego wszystkiego, czego mogłabym się spodziewać po epickiej opowieści. Lektura "Gromu i szkwału" była dla mnie niesamowitą podróżą przez krainę, która nie jest już dla mnie tak bardzo obca i na pewno będę do niej wracała równie często, jak zdarza mi się wracać do Śródziemia. Jeśli zaś chodzi o samych bohaterów, to muszę przyznać, że wielokrotnie bałam się o ich los. Autor nie oszczędza ich ani trochę. Dzięki temu, tak samo jak świat w którym żyją, są bardziej prawdziwi. "Grom i szkwał" jest jedną z tych powieści, które zapadły mi głęboko w pamięć, dlatego jeśli ktoś z Was szuka książki o szalonych wyprawach, z ciekawymi bohaterami i niezwykle plastycznym światem osadzonym w słowiańskim folklorze, to właśnie ta historia będzie dla Was idealnym wyborem. A dodając do tego piękną oprawę graficzną, otrzymujemy piękny finał, który będzie zdobił naszą półkę. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-03-2017 o godz 20:57 KittyAilla dodał recenzję:
Ciężko mi zacząć tę recenzję. Chciałabym porównać ten tom do poprzedniego, ale poza moją recenzją, nie pamiętam z niego zbyt wiele, bo minął prawie rok, zanim autor napisał dalszy ciąg historii. Na początku książki byłam więc lekko zdezorientowana i musiałam z kontekstu przypominać sobie, kto pełnił jaką rolę w książce oraz, co dokładnie działo się w Krwi i stali. Moją radą dla autora w tej chwili pozostaje, że jeśli ma zamiar równie długo pisać kolejny tom, należałoby umieścić na wstępie krótkie streszczenie dwóch poprzednich, ponieważ w serii dzieje się naprawdę sporo. Styl autora pozostaje mocny, zdecydowany i typowo męski. Sypią się kurwy czy chuje, ale taki urok knajp czy rycerzy, którym specjalne zadanie daje w kość. Zresztą, kiedy atakuje was smok, trudno, aby coś innego cisnęło się na usta. Podoba mi się tłumaczenie wykreowanego świata, który rozumiemy na tyle, na ile rozumieją go sami główni bohaterowie. Klimat ala średniowiecze to mój ukochany w high fantasy. Z tego powodu bardzo cieszy mnie, gdy autor, zwłaszcza polski genialnie potrafi się wzorować na tej epoce. Smoki, picie, burdele i żołnierskie życie - czegóż chcieć więcej? Otóż tajnej misji, która znów wyśle głównego bohatera na nieprzyjazne ziemie za Martwicą. Nie będę mówić po co, aby nie tworzyć spoilerów do części pierwszej. Mogę za to powiedzieć, że w książce dzieje się aż nadto, a najlepsze okazało się to, co lekko nużyło mnie w tomie pierwszym - brak przesycenia tajemniczością. Oczywiście, autor bawi się nami, skrywa pewne rzeczy, ale równocześnie możemy cieszyć się akcją, którą rozumiemy. Dlaczego więc książka dostała aby 8/10? Za pewną postać, ale o niej powiem na koniec. Arthorn pozostaje nadal lekką zagadką. Niewiele wiemy o przeszłości, ale możemy dokładnie poznać jego obecną osobowość. Podobało mi się to, jak podchodził do księżniczki, nie dawał się poniżać. Marcas za to okazał się głównym prowodyrem mojego śmiechu podczas lektury. Uwielbiam go! Autor daje nam szansę poznać wielu innych bohaterów dogłębniej, budując ich charaktery na dużo solidniejszych podstawach niż do tej pory. Mimo to jedna postać irytowała mnie tak nachalnie, tak bardzo, że miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę. Jak ja NIENAWIDZĘ takich bohaterek! Mowa o księżniczce Azure, rozwydrzonym bachorze, który ma zasiąść na tronie - czego za cholerę sobie nie wyobrażam. Dlatego, kiedy Arthorn traktował ją właśnie, jak takiego rozwydrzonego bachora, uwielbiałam go jeszcze bardziej! Podsumowując, powtórzę to, co w recenzji tomu pierwszego - jeżeli lubicie klimaty sagi wiedźmińskiej, ta książka zdecydowanie jest dla was. Autor nie stara się naśladować Sapkowskiego, ale na podobnych podstawach stworzył coś swojego. Książkę od połowy, kiedy już przypomniałam sobie mniej więcej część pierwszą, czytało się bardzo szybko. Zdecydowanie polecam Krainę Martwej Ziemi i z niecierpliwością czekam na kolejny tom!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-03-2017 o godz 19:37 onlypretender dodał recenzję:
Prawie rok temu przeczytałam bardzo obiecującą pierwszą część serii Kraina Martwej Ziemi. "Krew i stal" była debiutem polskiego autora, Jacka Łukawskiego. Czekałam na kontynuację, chociaż miałam pewne obawy. Na szczęście były one niepotrzebne! Akcja rozpoczyna się od razu po zakończeniu poprzedniej części, jednak obie książki różnią się od siebie. Mapka "Gromu i szkwału" obejmuje większy teren, niż ta dołączona do "Krwi i stali". O tak, wydarzenia rozciągają się na większy obszar! Tym samym z książki o przygodach grupy zbrojnych, "Grom i szkwał" zamienia się w pełnoprawną powieść fantasy, w której nie brakuje rywalizujących ze sobą władców lub pretendentów do tego miana. Najbardziej zdziwiło mnie to, że nie potrzebowałam ani chwili na aklimatyzację do języka, którym jest napisana. W przypadku poprzedniej części, przebycie pierwszych stu stron było dosyć mozolne, a tu chciałam tylko więcej i więcej. Cieszę się, że nie zabrakło również kilku śmiesznych sytuacji, które rozładowywały ciężką sytuację niektórych bohaterów. Z pewnością jest to powieść dla facetów, ale nie tylko... Dziewczyno, szukasz ideału mężczyzny? Poznaj Arthorna lub Marcasa, a wnet przestaniesz się rozglądać za miejskimi pseudodrwalami! Kiedy większość autorów prześciga się w wymyślaniu co raz to nowych magicznych sztuczek, Łukawski sięga do korzeni i serwuje nam moc jako tajemniczą, działającą w służbie negatywnych bohaterów siłę, przy okazji zaskakując faktem, że nie wszystkie czarty są do szpiku kości złe. Kontynuacja "Krwi i stali" podobała mi się bardziej niż debiut autora. W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejną część, która jest w przygotowaniu. Zapraszam Was w podróż do świata, w którym lepiej nie wchodzić do pełnego wił, borutników i biesów lasu, a na niebie można od czasu do czasu zobaczyć smoka czy latający statek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-03-2017 o godz 16:03 Ania Kotlewska dodał recenzję:
Gdzieś w okolicach połowy zeszłego roku ogłosiłam Jacka Łukawskiego polskim debiutantem roku. Jego pierwsze książka urzekła mnie oryginalną kreacją świata przedstawionego, tajemniczością a przede wszystkim językiem stylizowanym na średniowieczny, dzięki czemu jeszcze bardziej czuło się klimat historii. Wraz z początkiem marca nadszedł nareszcie moment na konfrontacje z drugim tomem Krainy Martwej Ziemi - sprawdzenie, czy autor utrzymał poziom. Odpowiem wam na to pytanie już teraz, utrzymał. Grom i Szkwał jako kontynuacja jest nawet lepszy niż Krew i Stal, ale niestety, lub stety, fabuła straciła nieco na tajemniczości. Stolica Wondettel została zaatakowana przez rządnych krwi Morrończyków. Tymczasem król od kilku dni nie żyje, a księżniczka przepadła bez wieści. Po uratowaniu zamku, stary Garhard tymczasowo przejmuje władze. Arthornowi udaje się uciec z obleganej twierdzy i niebawem wbrew własnej woli będzie musiał wrócić za Martwicę, tym razem w pojedynkę, bez wyszkolonej drużyny. Połać martwej ziemi znika w zastraszającym tempie, kiedy warzą się losy królestwa. Momentami brakowało mi słów na wydarzenia, które miały miejsce w tym tomie, ponieważ akcja pędziła na łeb na szyję, co chwilę zarzucając nas bardzo mocnymi cliffhangerami. Dzięki nim autor wyjaśnił wiele zawiłości, które pojawiły się już w pierwszym tomie, jednak tym razem miałam wrażenie, że rzucił nas na sam środek bardzo głębokiego jeziora. Krew i Stal wymięka przy ilości wprowadzonych tutaj wątków i postaci. Pojawiło się dużo więcej charakterów ściśle związanych z mitologią słowiańską na przykład czarty czy płanetnicy. W trakcie ponownej podróży Arthorna za Martwicę zostałam wprowadzona w ich świat oraz obyczaje i mogłam pozachwycać się ilością magii, którą Jacek Łukawski tutaj wprowadził - jak w pierwszym tomie wszystko osnute było mgiełką tajemniczości tak tutaj dominowała magia. Wszędzie, gdzie nie pojawił się główny bohater tam miał do czynienia z magicznymi mocami różnych istot. Na wszystkich głównych bohaterów spadła bardzo wielka odpowiedzialność za losy królestwa Wondettel, przez co wielokrotnie targały nimi sprzeczne emocje. Arthorn nie raz i nie dwa miał ochotę rzucić wszystko w cholerę i wracać do Valeski, która czekała na niego w Asnal Talath, a Garhard wyrażał tęsknotę za swoją podziemną pracownią i korytarzami, które pozostały mu do odkrycia. Jednak zdarzało się to tylko w najgorszych momentach, a los zawsze sprowadzał ich na właściwe tory. Nawet armia antagonistów, których w tej książce jest całkiem sporo, popełniała błędy, choć byli oni bardzo zdeterminowani i skrupulatnie przygotowali się do walki. Jedynie postać księżniczki okropnie mnie irytowała - cały czas zachowywała, jakby pozjadała wszystkie rozumy i jej tok postępowania był jedynym słusznym. Jej zachowanie doprowadziło do tak przykrego incydentu i zakończenie książki, że boje się tego, co zastanę w kolejnym tomie. Po raz kolejny autorowi należą się ogromne brawa za stylizacje języka na średniowieczny staropolski, a także tym razem za stworzenie języka dwargów oraz czartów. Jego zabiegi bardzo pozytywnie wpływają na odbiór oraz nastrojenie się do klimatu lektury. Szkoda jedynie, że nie otrzymaliśmy tłumaczenia zwrotów, których używali bohaterowie, ponieważ nie zawsze dało się je wyczytać z kontekstu. Jacek Łukawski tworząc drugi tom Krainy Martwej Ziemi doskonale poradził sobie z dotrzymaniem poziomowi Krwi i Stali. Powiem nawet, że było zdecydowanie lepiej, ponieważ działo się więcej, było więcej zwrotów akcji oraz poznaliśmy większy obszar stworzonego przez niego uniwersum. Ponownie jestem kompletnie zachwycona i zakochana w jego prozie. Niecierpliwie i z przestrachem oczekuję na kolejny odsłony przygód moich ulubionych bohaterów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-03-2017 o godz 15:52 Wybebeszamy_książki dodał recenzję:
Jest kilka rzeczy na tym pełnym absurdów świecie, które sprawiają, że uśmiecham się bez wysiłku i z prawdziwą radością. Jedną z nich są książki. Długie, krótkie, te dobre i te gorsze - gatunek nie gra roli. "Krew i stal" to pierwsza książka Jacka Łukawskiego. Debiut, który miałam przyjemność recenzować. Pamiętam adrenalinę, która krążyła w moich żyłach, gdy przewracałam kolejne strony. I zdziwienie. Przemożne, wszechogarniające zdziwienie, że mnie - dziewczynie lubującej się w romansach i nie przepadającej za militariami - ta książka faktycznie może się podobać. ŻYŁKA Jednak odezwała się we mnie ojcowska żyłka, która sprawiła, że nie mogłam oderwać się od lektury. Połączenie wojennej taktyki, ciężkich, siermiężnych urządzeń, żołdackich rozmów i fantastyki okazało się nie do odparcia. Właśnie tego - oderwania, brutalności i typowo męskiej tematyki - poszukiwałam. Z niecierpliwością czekałam na kolejny tom, ponieważ okazało się, że Łukawski nie lubi kończyć w oczywisty i przewidywalny sposób, ale z przytupem i szalonym, sadystycznym uśmieszkiem. "Grom i szkwał" to kontynuacja, po której wiele się spodziewałam i powiedzieć, że spełniła moje oczekiwania - to zbyt delikatne słowa. Jeżeli w pierwszej części wiele się działo - tutaj dzieje się jeszcze więcej. MARTWA ZIEMIA Niewielu pisarzy decyduje się na tworzenie całkowicie nowego świata. Większość modernizuje lub dostosowuje znaną nam wszystkim rzeczywistość do własnych potrzeb. Tworzy hybrydę, która łączy w sobie legendy i ludzkie wynalazki, by nam, czytelnikom, ułatwić odbiór. Tymczasem okazuje się, że nie zawsze trzeba iść tą wydeptaną ścieżką. Łukawski swoim własnym, pisarskim, lekko wyszczerbionymi mieczem przedarł się przez gęstwinę uprzedzeń i niepewności. "- To tradycyjna ofiara - wykrztusił wieszczy - taka jak w każdy dzień.Zbyt późno zrozumiał sens własnych słów.- Ale dziś - powiedział głucho Salabesh, przyciskając wieszczego do drewnianego łba i wyciągając topór - nie jest zwykły dzień.Mdlący trzask pękającej czaszki wystraszył wodne ptactwo. Lord wytarł żeleźce o szatę wieszczego i wypchnął jego drgające ciało za burtę.- Wznieśmy okrzyk, by bogowie przyjęli godny dar!" Najpierw powstał zarys, później Kraina Martwej Ziemi zaczęła oddychać, przeprowadzać fotosyntezę i rozkładać według własnego, biologicznego, naznaczonego magią rytmu. To pozwoliło Łukawskiemu rozwinąć skrzydła. Sprawiło, że stworzone przez niego postacie - tak różne, barwne i charakterne - złączyły się każdą cząsteczką z krwawą i brutalną rzeczywistością. Trudno orzec, czy to wyobraźnia Łukawskiego kształtowała świat przedstawiony, czy może to on kreował autora. KRZYKI Czy to przerażenia, czy wściekłości, można usłyszeć na każdym kroku. To w końcu książka o wojnie, wrogich sobie rasach i magii, którą czułam na czubkach palców. Opływała słowa i skały. "Postać oddychała ciężko, pachniała słodko i zachęcająco, lecz leżące obok tabu emanowało złem i obietnicą bolesnej śmierci. Borutnik wahał się, bezwiednie kołysząc się na boki. Jego gon drgał, jak gdyby był struną, na której każda myśl i obawa wygrywają swoją melodię." W jakiś niezrozumiały dla mnie sposób Łukawski urzeczywistnił strachy, zwidy i baśniowe wrzaski. Powołał do życia najbardziej okrutne z sennych mar i opowiadań. W książce roi się od nadnaturalnych stworzeń, które odbiegają od kanonu, do którego przyzwyczaił nas ostatnio rynek. Są krwiożercze. Okrutne. Żądne zemsty. Świadome swoich działań. To godni przeciwnicy - najgroźniejsi, bo żyjący na wyciągnięcie ręki. Obserwujący i szacujący ludzkie czyny. Zmienna narracja sprawia, że czujemy się jak w ogromnej sali kinowej. Poruszające się kadry tworzą spójną i nierozerwalną całość, która nie pozwala na chwilę znudzenia. W jednej chwili galopujemy konno, w drugiej czujemy jak na twarz spadają nam krople ciepłej krwi. Bohaterowie są na tyle wyraziści, że, choć jest ich wielu i wciąż pojawiają się nowi, z łatwością zapadają w pamięć. Co więcej pozwalają czytelnikowi doświadczać. Nie jesteśmy biernymi obserwatorami, ale bez ustanku stajemy naprzeciw nowych wyzwań. W pewien sposób uczestniczymy w rozgrywce. SIŁA ICH! "Grom i szkwał" to książka, która pozwala nam na w pełni odczuwać. Pełna dzikich stworzeń, które dorównują w okrucieństwie ludziom i zwrotów akcji, które nie pozwalają nocą zmrużyć oka. Łukawski utrzymał zabójcze tempo, które wyciska z czytelnika ostatni oddech, ale jest to wysiłek, którego pragniemy. Stąd nietrudno mi orzec, że "Grom i szkwał" jest jeszcze lepsza niż "Krew i stal". O ile to w ogóle możliwe.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-03-2017 o godz 12:52 erka dodał recenzję:
Fantastyka ma się całkiem dobrze i co jakiś czas ujawnia się jakiś błyskotliwy talent, który swoim powieściami zachwyca i pobudza wyobraźnię, Jacek Łukawski swoim cykle o Krainie Martwej Ziemi, właśnie dzięki temu cyklowi stał się jednym z moich ulubionych pisarzy. Kto wie, jakie jeszcze dzieła przed nim. Oby tak dobre jak "Grom i Szkwał". W pierwszym tomie poznajemy grupę dzielnych rycerzy, którzy wyruszają na niebezpieczną wyprawę po niezwykle cenne artefakty, w rejony które od dawna nie nadają się do życia. Nie wiedzą, że w ich szeregach czai się zdrajca, a cała przeprawa zamieni się w walkę o przetrwanie. Arthorn uniknął śmierci z rąk zdrajcy. Wyrusza-wbrew własnej woli w stronę Martwicy pozbawiony wsparcia drużyny i przyjaciół. Kolejny raz będzie musiał się zmierzyć z tajemniczymi intruzami, oraz coraz bardziej niebezpieczny cień który pochłania kolejne rejony, zbliżając się coraz bardziej ku najbardziej urokliwym miejscom tej krainy. Na dokładkę znika księżniczka, a zdradziecki lord, usiłuje wszelkimi sposobami przejąć, nie tylko władzę. Zapraszam do lektury. Przepięknie się to rozkręciło! Jestem zachwycony, a rzadko mi się to zdarza. Autor postanowił pominąć nudnawe wstępy i książka zaczyna się dokładnie w tym miejscu w którym skończyła się część poprzednia. Od razu jesteśmy rzuceni na głęboką wodę i jesteśmy niemalże zmuszeni do udziału w wydarzeniach, które być może zaszkodzą naszemu bohaterowi. Wspaniale przemyślany świat. Średniowieczne realia, zapełnione wspaniałymi ongiś krainami, które powoli niszczeją pod wpływem cienia. Niestety zaklęcie które to wywołało jest nie do zatrzymania. A bohaterowie, którym należy kibicować i tacy którzy burzą naszą krew, swoim zachowaniem. To się czyta! Polecam całą serię.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-03-2017 o godz 00:02 Poddasze Literata dodał recenzję:
„Cieszcie się i bądźcie dumni – pomyślał, spoglądając na południe, gdzie na szerokiej, rozpalonej słońcem wstędze rzeki zamajaczyły kadłuby okrętów – Wkrótce Carmennes znów zapłonie”. Powracający zza Martwicy Arthorn marzy jedynie o ciepłym łożu i sycącym posiłku, wierząc, że w Carmennes odnajdzie błogi spokój. Dotarłszy do królestwa, orientuje się jednak, że oddany w zdradzieckie ręce dwór został zaatakowany przez Morrończyków, którym przewodzi opętany żądzą zemsty Auriss. Król nie żyje, a następczyni tronu – charakterna księżniczka Azure – przepadła bez wieści. Pożoga, chaos i obłęd, jakie zapanowały w Wondettel, ukazują wszystkie słabości korony: niedoświadczone w boju wojsko, pleniący się wśród szlachty marazm i karygodne braki w orężu. Zaniepokojony sytuacją Arthorn postanawia po raz ostatni oddać królestwu przysługę. Zamierza odeprzeć atak wroga i uniemożliwić mu zajęcie portu. Lecz Garhard ma dla niego ważniejsze zadanie. „Uzmysłowił sobie, jak dawno nie odwiedzał swojej pracowni. Nie miał nawet czasu, by o tym pomyśleć, i teraz zatęsknił za jej ciszą i spokojem, a nader wszystko za wejściem, które zastawił regałem, i mrokiem korytarzy, do których prowadziło. Był głupcem, odwlekając ich dalszą eksplorację i tracąc czas na płytkie przechadzki. Teraz oddałby dużo, by móc ruszyć w ich głąb. Odkryć tajemnicę, która mogła się czaić tuż za rogiem kolejnego korytarza”. Odesłany z powrotem ku Martwicy Arthorn ma jedno zadanie: odnaleźć księżniczkę. Drużynnik domyśla się, że Azure została porwana przez żądnych krwi Morrończyków. Postanawia ruszyć ich śladem, lecz jego samotna podróż kończy się z chwilą, gdy zostaje zaatakowany przez bandę zbirów. Kolejne, co pamięta to lot powietrznym statkiem – Górskim Ventusem – i tajemniczy człowiek o szarej, poważnej twarzy. Nie ma pojęcia, że to dopiero początek kłopotów, a zaginięcie księżniczki okaże się zaledwie kroplą w morzu nękających królestwo trosk. Kim są tajemniczy towarzysze, z którymi przyszło mu podróżować? Dokąd zmierza zagadkowy okręt? I czy na obcej, nieprzyjaznej ziemi spotka kogoś, kto będzie w stanie mu pomóc? „Myślał, że twój miecz nas uratuje (…), ale jest już za późno”. Sequele i wszelkiego rodzaju literackie kontinuum mają to do siebie, że niestety bardzo często okazują się niewypałami dryfującymi na fali fenomenu i popularności pierwszej książki. W przypadku Jacka Łukawskiego jest zupełnie odwrotnie. I choć debiutancka „Krew i stal" była naprawdę dobrą powieścią, mam wrażenie, że „Grom i szkwał" bije na głowę. Relacje bohaterów, intrygi, złożoność świata i zamieszkujących go ras – we wszystkim widać ogromny potencjał i skrupulatność autora, a sama fabuła zadziwia swoją dobrze przemyślaną wieloaspektowością, przynosząc czytelnikowi prawdziwą radość z czytania i odkrywania kolejnych, ukazujących się gradiam tajemnic. Błyskotliwe, niekiedy zabawne dialogi i wartka akcja sprawiają, że czas spędzony przy lekturze płynie naprawdę szybko. Nie brakuje także dualistycznych postaci, które na przemian wywołują niechęć lub sympatię. Sam świat książki wydaje się bardzo bogaty: mamy tu pomocne Dwargi, Gar Ael o szarawej skórze, poddające się woli człowieka smoki, wyrozumiałych zbirów i zdradzieckich kapłanów. Mam wrażenie, że autor miał ochotę zabawić się popularnymi konwencjami, nadając im zupełnie nowy kształt i trzeba przyznać, że wyszło mu to naprawdę wspaniale. Łukawski w wielkim stylu powrócił na literacką arenę i po raz kolejny udowodnił, że u boku Arthorna, Marcasa i Garharda po prostu nie może być nudno. /Poddasze Literata
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-03-2017 o godz 08:06 Bookendorfina Izabela Pycio dodał recenzję:
"Sława wyolbrzymia zasługi." Zdecydowanie warto było czekać na drugi tom serii, za mną kolejna odsłona wspaniałej i porywającej fantasy. Wypełniona intrygującymi przygodami wędrówka niezwykłymi krainami Martwej Ziemi sprawia mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Jestem pełna uznania dla autora za stworzenie silnie przekonujących i bardzo oryginalnych postaci, obdarzonych indywidualnymi cechami fizycznymi, mocno wyrazistymi osobowościami, różnymi temperamentami, kierujących się własnym systemem wartości moralnych, używających charakterystycznego języka i unikalnej mowy. Wczytywanie się w błyskotliwe i podszyte dobrym humorem dialogi dostarcza sporej rozrywki. Powieściowy świat szeroko nawiązujący do średniowiecznych klimatów, ze słowiańskim kolorytem, bardzo pomysłowo wykreowany, barwnie opisany, wyposażony w ciekawe nacje, nietuzinkowe istoty, magiczne siły i moce. Podróż lądowymi szlakami, martwymi rubieżami, wodnym traktami czy rozległymi przestworzami, wiąże się z wieloma wyzwaniami i sporym ryzykiem. Podobnie jak przenikanie między rzeczywistym a nierzeczywistym światem, w którym przyszło żyć i walczyć głównym bohaterom. Jakże często uciekają przed niebezpieczeństwem, aby za chwilę stawić czoło kolejnemu zagrożeniu. Uwikłani w różnorodne scenariusze wydarzeń, blaski i cienie historii, siły okrutnie drwiące z uczuć, obracające zwycięstwo w klęskę, i odwrotnie, wypalające kłamstwo i zdradę, pielęgnujące chwałę i honor. Dynamiczna akcja, zaskakujące sploty okoliczności, płynne zazębianie się wątków, bezpośredniość w tworzeniu spektaklu zdarzeń, przekraczanie schematów, to kolejne atuty tej fascynującej opowieści. Jak utrzymać mocno już niestabilną równowagę świata? Któremu z królestw przypadnie w udziale zwycięstwo? Ile każdy z ulubionych bohaterów będzie musiał poświęcić w imię zwycięstwa? Ciekawa jestem, jakie wyjątkowe niespodzianki dla czytelników przygotuje autor w tomie zamykającym trylogię? bookendorfina.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-02-2017 o godz 15:00 Anna Lutomska dodał recenzję:
Kraina Martwej Ziemi powraca do nas z nowym hukiem! To już drugi tom cyklu Jacka Łukawskiego, który zasłynął w Polsce z jego poprzedniej części. Dzięki Bogu na jej kontynuację nie trzeba było długo czekać. Książka rozpoczyna się w momencie, gdy kończy się poprzednia. Autor ulitował się i w przeciwieństwie do innych nie opisywał połowy faktów wiadomych nam po przeczytaniu Krwi i Stali. Główny bohater Arthorn wyrusza za Martwicę, tym razem nie z własnej woli. W Wondettel Garhard stara się opanować sytuację. A żeby tego było mało zaginęła księżniczka Azure. To tylko początek wielkiej przygody. Lektura jest o wiele lepiej doprecyzowana i ciekawsza od poprzedniej. Fabuła wciąga praktycznie już od pierwszych stron. Wydaje mi się, że im więcej Lukawski tworzy, tym jest lepszy. Polecam wszystkim na wiosenne wieczory :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-02-2017 o godz 18:50 Łukasz Marciniak dodał recenzję:
W lutym 2016 roku miał miejsce bardzo udany debiut Jacka Łukawskiego, czyli Krew i stal. Powieść została bardzo dobrze przyjęta przez szerokie grono czytelników, a jednym z jej najbardziej cenionych elementów, było połączenie klasycznej powieści drogi z całą gamą słowiańskiego kolorytu w postaci wił, żerców i demonów. Na jej kontynuację nie trzeba było długo czekać, ponieważ mniej więcej rok później ukazuje się Grom i szkwał, któremu z dumą patronuję. Książka rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym skończył się pierwszy tom. Arthorn po ucieczce z zamku opanowanego przez zdrajców Morrończyków, wyrusza znów zza Martwicę - ranny, bez drużyny i przygotowania, a przede wszystkim wbrew własnej woli. W tym samym czasie, stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel, a zdradziecki lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Na dodatek, córka zmarłego króla - księżniczka Azure, przepadła bez wieści i nikt nie wie gdzie jej szukać. A mroczny cień Nife sięga coraz dalej, pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath i powoli podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel... Na pochwałę zasługuje fakt, iż na początku Gromu i szkwału nie znajdziemy żadnego przydługiego wstępu, ani nudnego wprowadzenia, w którym zostaje nam streszczona cała fabuła poprzedniej części. Zamiast tego, od razu jesteśmy rzuceni w sam środek emocjonujących wydarzeń, których świadkiem byliśmy w zakończeniu Krwi i stali. Akcja rozpoczyna się z wielkim przytupem i bardzo rzadko kiedy zwalnia, jeśli już to robi, to wcale nie przestaje być ciekawie. Bardzo mnie cieszy, że autor uniknął pospolitego błędu, jakim jest ciągłe streszczanie poprzedniej części, przez co od samego początku wiedziałem, że będzie to bardzo dobra książka. I nie pomyliłem się! Grom i szkwał okazał się być lekturą niezwykle emocjonująca, od której trudno było mi się oderwać. Podobnie jak to miało miejsce w pierwszym tomie, także w drugim, świat przedstawiony poznajemy wyłącznie oczami bohaterów - tak jak oni go widzą i doświadczają. Jeśli zatem oni czegoś nie wiedzą w danym momencie, to my również. Jest to dość rzadko spotykane, ponieważ zazwyczaj autorzy chcą opowiedzieć czytelnikowi jak najwięcej o swoim świecie, a w tej książce wszelkie informacje są starannie ujawniane i nic nie jest przypadkowe. Otrzymujemy w ten sposób powieść z bardziej dynamiczną akcję, przerywaną jedynie krótkimi niezbędnymi opisami. Jednakże przez ten zabieg, zabrakło mi momentami kilku zdań przypominających kim jest dany bohater poboczny, co takiego zrobił, czy co się wydarzyło w Krwi i stali, do których jest nawiązanie w danym rozdziale. Nie jest to znacząca wada, wymaga jednak dokładniejszego pamiętania wydarzeń z poprzedniej części. Skoro jesteśmy już przy kreacji świata, to warto jeszcze wspomnieć o wykorzystaniu przez Jacka Łukawskiego słowiańskiego folkloru. Ponownie spotkamy takie istoty jak dziwożony, wiły, czy demony, które dodają opisanej całej historii, bardzo urzekającego i swojskiego klimatu. Również warstwa militarystyczna jest w tym tomie bardzo dobrze dopracowana - emocjonujące walki, pojedynki, jak również zwyczajne, codzienne czynności wojowników, zostały przedstawione z ogromną dbałością o szczegóły. Wracając jeszcze do bohaterów, to również w tym tomie, Łukawski świetnie ich wykreował i nie sposób nic mu w tej kwestii zarzucić. Co jednak ważne, to autor zupełnie ich nie oszczędza - przeżywają trudy, walczą z przeważającym wrogiem, a ich los jest często bardzo niepewny. Może się to wydawać okrutne, jakby autor zupełnie nie dbał o swoich bohaterów i chciał ich zwyczajnie uśmiercić, lecz w prawdziwym życiu nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli... W moim odczuciu, zwiększa to prawdziwość opisywanych wydarzeń, jak również powoduje, że bohaterowie stają się nam jeszcze bliżsi. Grom i szkwał jest w mojej ocenie bardzo dobrą kontynuacją Krwi i stali, debiutanckiej powieści Jacka Łukawskiego. Książka jest znacznie dojrzalsza i lepiej przemyślana. Autor uniknął przy tym wielu błędów, które popełniają nawet doświadczeni pisarze, przy pisaniu drugich tomów. Jeśli zatem szukacie powieści z wartką akcja, interesującymi bohaterami, ciekawym światem i słowiańskim folklorem, to jest to powieść dla Was. Polecam! Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non! hrosskar.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Dostawa i płatność

Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

TERMIN ZWROTU

14 DNI

Z KARTĄ

30 DNI

Łukawski Jacek

Kraina martwej ziemi. Tom 1. Krew i stal Łukawski Jacek
okładka miękka
(4,3/5) 65 recenzji
30,99 zł
34,90 zł
Kraina martwej ziemi. Tom 2. Grom i szkwał Łukawski Jacek
ebook
(0/5) 0 recenzji
25,50 zł
31,90 zł

Zobacz także

Inne z tego wydawnictwa Rdza Małecki Jakub
27,49 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Impuls Duszyński Tomasz
29,49 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Margo Fisher Tarryn
30,99 zł
34,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Prawdodziejka Dennard Susan
32,99 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Exodus Orbitowski Łukasz
35,49 zł
47,89 zł
Inne z tego wydawnictwa Wiatrodziej Dennard Susan
32,99 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Dygot Małecki Jakub
32,99 zł
36,90 zł
Inne z tego wydawnictwa Ślady Małecki Jakub
32,99 zł
36,90 zł

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Impuls Duszyński Tomasz
29,49 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Królowie Dary Liu Ken
39,99 zł
44,90 zł
strona produktu - rekomendacje Pieśń o Kruku Lach Paweł
35,49 zł
39,90 zł
strona produktu - rekomendacje Nim zawisną Abercrombie Joe
44,49 zł
49,00 zł
strona produktu - rekomendacje Cena męstwa Wexler Django
39,99 zł
44,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych

 zamknij  korzyści