produkt niedostępny
Autor: ,
Wydawca: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Okładka: twarda
Data premiery: 2008-05-16
  • Opis
  • do góry

    Opis

    Kosmiczna powieść przygodowa autorstwa genialnego fizyka Stephena Hawkinga oraz jego córka Lucy.

    Gdyby nie ucieczka Freda, niesfornej świnki Jerzego, chłopiec być może nie poznałby Anny i jej ojca Eryka. Co gorsze, nie zdobyłby tajnego klucza do... Wszechświata!

    Ta fascynująca książka łączy wciągającą i zabawną opowieść przygodową z interesującymi informacjami naukowymi o Wszechświecie, planetach, a także najnowszymi teoriami Stephena Hawkinga na temat czarnych dziur. Dodatkową atrakcją są kolorowe zdjęcia różnych obiektów kosmicznych!

  • Przeczytaj fragment
  • do góry

    Przeczytaj fragment

    (…) Ujrzawszy Jerzego stojącego bezradnie pod drzwiami,

    Ringo wiedział już, że wygrał. Uśmiechnął się jadowicie i powoli, z wielką pewnością siebie, kroczył ku niemu. Za nim podążało trzech gotowych do zwady zakapiorówz szyderczymi uśmieszkami na twarzach.

    Jerzy wiedział, że nie ma już gdzie uciec. Zamknął oczy i oparł się plecami o furtkę. Czuł skurcz w żołądku, ale pozostało mu tylko pogodzić się z losem. Próbował wymyślić,co mógłby powiedzieć, by powstrzymać Ringa. Nic sprytnego nie przyszło mu do głowy, a ostrzeżenie Ringa, że spotka go kara, nie miało najmniejszego sensu. Ringo słyszał to już wielokrotnie i nie robiło to na nim wrażenia. Nagle kroki ucichły. Jerzy otworzył oczy. Ringo i jego kumple zatrzymali się w połowie ulicy, by naradzić się, co z nim zrobią.

    – Nie! – powiedział donośnie Ringo. – Nic podobnego!
    Przyciśniemy go do ściany tak mocno, by zaczął błagać o litość.

    Gdy tylko wymówił te słowa, nagle stało się coś dziwnego.
    Coś tak niezwykłego, że później Ringo i jego kompani
    zastanawiali się, czy przypadkiem nie padli ofiarą halucynacji. Drzwi sąsiedniego domu otworzyły się gwałtownie i wyskoczył z nich ktoś, kto wyglądał jak maleńki astronauta. Wszyscy ze zdumieniem patrzyli na niewielką postać w białym skafandrze kosmicznym i okrągłym, ze sterczącą z tyłu antenką, hełmie, która wybiegła na środek ulicy i przybrała groźną postawę karateki.
    – Spadajcie – powiedział kosmonauta dziwnym, metalicznym głosem – albo rzucę na was klątwę kosmitów. Będziecie cali zieloni, a wasze mózgi wykipią przez nos i uszy. Wasze kości zmienią się w gumę, a wasze ciała pokryją parszywe wrzody. Będziecie w stanie jeść tylko szpinak i brokuły i nigdy już nie obejrzycie telewizji, bo wypadną wam oczy. No, jazda stąd! – Astronauta wykonał kilka obrotów i kopnięć, które Jerzemu wydały się dziwnie znajome.
    Twarze Ringa i jego fagasów przybrały trupi kolor. W przerażeniu, z rozdziawionymi ustami wycofywali się, co krok się potykając.
    – Wejdź do domu – polecił Jerzemu astronauta.
    Jerzy znikł w drzwiach domu sąsiadów. Nie bał się małego astronauty, bo przez szkło hełmu dostrzegł kosmyki jasnych włosów. Wyglądało na to, że to Ania go uratowała.
    Uff! – Astronauta wszedł za Jerzym do domu i zamknął drzwi frontowe jednym kopnięciem ciężkiego
    buta. – Ależ tu gorąco! – dodał, zdejmując szklany hełm, spod którego wypadł długi koński ogon. To rzeczywiście była Anna, nieco zaczerwieniona z wysiłku, jakiego wymagały podskoki w kosmicznym skafandrze. – Widziałeś, jacy byli przerażeni? – powiedziała do Jerzego z szerokim uśmiechem, ocierając rękawem pot z czoła. – Widziałeś? – Przeszła korytarzem, wydając metaliczne pobrzękiwania przy każdym kroku. – Uspokój się i chodź ze mną.
    – Hmm. Dzięki – wykrztusił Jerzy, idąc za nią do biblioteki, gdzie poprzedniego dnia oglądał z Erykiem „Narodziny i śmierć gwiazdy”. Jeszcze niedawno cieszył się na myśl o ponownym spotkaniu Kosmosa, ale teraz czuł się fatalnie. Przypadkiem wygadał się temu okropnemu doktorowi Kosiarzowi, a przecież obiecał Erykowi dochować tajemnicy. Miał za sobą długą i straszną drogę ze szkoły, gdy musiał uciekać przed prześladowcami, a na dokładkę uratowała go dziewczynka w kosmicznym skafandrze. To najwyraźniej nie był jego szczęśliwy dzień.
    Tymczasem Annie dopisywał humor.
    – Jak ci się podoba? – zagadnęła Jerzego, wygładzając fałdy błyszczącego, białego skafandra. – Nowiutki, właśnie go przysłali. – Na podłodze stało tekturowe pudło z mnóstwem znaczków pocztowych i napisem „Jak przygody kosmiczne, to tylko z nami!”. Obok leżał znacznie mniejszy, różowy skafander z cekinami, odznakami i niezliczonymi wstążkami. Był stary, brudny i połatany. – To mój stary kombinezon – wyjaśniła Anna. – Nosiłam go, gdy byłam mała – dodała z pogardą. – Wtedy myślałam, że to fajowo wygląda z tym wszystkim, ale teraz wolę skafander bez żadnych ozdób.
    – Po co ci kosmiczny skafander? – spytał Jerzy. – Idziesz na bal przebierańców?
    – Co za pomysł? – Anna przewróciła oczami. – Kosmos!
    – zawołała.
    – Słucham, Aniu? – odezwał się czule komputer.
    – Jesteś pięknym, cudownym, wspaniałym komputerem!
    – Och, Aniu! – odrzekł Kosmos, a jego ekran zaświecił się tak, jakby się zaczerwienił.
    – Jerzy chce wiedzieć, po co mi kosmiczny skafander.
    – Ania potrzebuje skafandra – wyjaśnił Kosmos – by odbywać kosmiczne podróże. W przestrzeni kosmicznej jest bardzo zimno, temperatura wynosi w przybliżeniu minus dwieście siedemdziesiąt stopni Celsjusza. Bez skafandra zamarzłaby w ułamku sekundy.
    – Tak, ale… – zaprotestował Jerzy, lecz Anna zaraz mu przerwała.
    – Latam w kosmos. Tata zabiera mnie na wycieczki po Układzie Słonecznym – pochwaliła się. – Mama czasami leci z nami, ale ona niezbyt to lubi.
    Jerzy miał już tego dość. Nie był w nastroju do głupich zabaw.
    – Bzdura! – odpowiedział gniewnie. – Wcale nie latasz w kosmos. Musiałabyś dostać się na pokład promu kosmicznego, a nikt tam cię nie wpuści, bo nigdy nie wiadomo, kiedy mówisz prawdę, a kiedy zmyślasz.
    Usta Anny przybrały kształt litery O.
    – Opowiadasz bajki, że jesteś tancerką w balecie lub astronautką, a twój ojciec i Kosmos udają, że ci wierzą, choć dobrze wiedzą, że zmyślasz – ciągnął Jerzy. Było mu gorąco, czuł zmęczenie i miał ochotę zjeść coś dobrego na podwieczorek.
    Anna gwałtownie zamrugała. Jej niebieskie oczy zalśniły od łez.
    – Niczego nie zmyślam – odpowiedziała z wściekłością, a na jej policzkach pojawiły się wypieki. – Nie kłamię.
    Nie kłamię. To wszystko prawda, a nie żadne bajki. Jestem tancerką i latam w kosmos. Zaraz ci udowodnię. – Anna podeszła do komputera. – Ty też polecisz – dodała gniewnie. – Może wtedy mi uwierzysz. – Pogrzebała w pudle, wyjęła drugi skafander i rzuciła Jerzemu. – Masz. Włóż to – rozkazała.

    – Oho!… – mruknął cicho Kosmos.
    Anna stanęła przed klawiaturą Kosmosa i zaczęła bębnić w nią palcami.
    – Dokąd mam go zabrać? – spytała.
    – Nie sądzę, by to był dobry pomysł – ostrzegł ją Kosmos.
    – Co na to powie twój ojciec?
    – O niczym się nie dowie – szybko odparła Anna. – Polecimy i zaraz wrócimy. To zajmie dwie minuty. Proszę cię, Kosmos! – błagała bliska płaczu. – Wszyscy myślą, że bujam, a ja mówię prawdę! Naprawdę zwiedzałam Układ Słoneczny. Chcę to udowodnić, aby Jerzy nie myślał, że opowiadam bajki!
    – No dobrze już, dobrze! – pośpiesznie zgodził się Kosmos. – Proszę, uważaj, żeby słona woda nie kapała na moją klawiaturę, bo mi wszystko doszczętnie pordzewieje.
    Ale będziecie mogli sobie tylko popatrzeć. Nie chcę, byście tam naprawdę lecieli.
    Anna obróciła się ku Jerzemu. Po jej wykrzywionej od gniewu twarzy spływały łzy.
    – Co chciałbyś zobaczyć? – spytała. – Co cię najbardziej interesuje we Wszechświecie?
    Jerzy gorączkowo myślał, co odpowiedzieć. Nie miał pojęcia, co jest grane, ale też nie chciał robić jej przykrości. Było mu głupio, że się przez niego rozpłakała. Eryk miałby prawo mieć do niego żal. Powiedział mu przecież wczoraj, że jego córka nie ma złych intencji, a mimo to Jerzy był dziś dla niej tak niemiły. Uznał, że lepiej będzie nie kontynuować kłótni.
    – Komety – powiedział, przypomniawszy sobie wczorajszy pokaz „Narodzin i śmierci gwiazdy” zakończony uderzeniem wielkiej skały w okno. – Ze wszystkich rzeczy we Wszechświecie najbardziej interesują mnie komety.
    Anna wystukała na klawiaturze słowo „kometa”.
    – Wkładaj skafander, Jerzy, i to gazem! – zakomenderowała.
    – Za chwilę będzie bardzo zimno – dodała i nacisnęła klawisz ENTER.
    W pokoju zrobiło się ciemno, tak jak poprzedniego dnia. Z ekranu Kosmosa wystrzelił jaskrawy promień
    światła i zawisł na środku pokoju, a następnie zaczął coś rysować. Tym razem nie było to okno. Najpierw pociągnął linię od podłogi w górę, potem skręcił w lewo i po chwili z powrotem w dół.
    – Och, patrz! – wykrzyknął Jerzy, który już odgadł, co to takiego. – Kosmos narysował drzwi.
    – Nie narysowałem tak po prostu drzwi – wyniośle skorygował go Kosmos. – Potrafię znacznie więcej, niż ci się zdaje. Ja zrobiłem wam wejście. To jest portal prowadzący do…
    – Cicho, Kosmos! – upomniała go Anna. Ponownie nałożyła hełm i mówiła przez zainstalowany w środku przekaźnik głosu, nadający jej słowom dziwne, metaliczne brzmienie, które tak przestraszyło Ringa i jego kumpli.
    – Niech Jerzy sam się przekona.
    Jerzy zdążył już wbić się w ciężki, biały skafander i nałożyć szklany hełm, który rzuciła mu Anna. Z tyłu zamocowana była butla ze sprężonym powietrzem, połączona rurką z hełmem, dzięki czemu chłopiec miał czym oddychać. Nałożył również ciężkie kosmiczne buty i grube rękawice. Nieśmiało podszedł do drzwi i lekko je popchnął. Uchyliły się, odsłaniając ogromną przestrzeń usianą świetlnymi punkcikami – gwiazdami. Jednoze światełek było wyraźnie większe i jaśniejsze od pozostałych.
    – Och! – westchnął z zachwytu. Teraz on też mówił za pośrednictwem przekaźnika głosu. Oglądając „Narodziny i śmierć gwiazdy”, przypatrywał się zjawiskom w kosmosie przez szybę okna. Tym razem odnosił wrażenie, że między nim a przestrzenią kosmiczną nie ma żadnej bariery.
    Wystarczyło zrobić krok naprzód, by wejść. Ale właściwie dokąd? Gdy się na to odważy, gdzie się znajdzie?
    – Co…? Gdzie…? Jak…? – wybełkotał nieskładnie, zupełnie oszołomiony.
    – Widzisz tę jasną gwiazdę? Najjaśniejszą ze wszystkich, które teraz widać? – Jerzy usłyszał wyjaśnienia Kosmosa. – To Słońce. Nasze Słońce. Stąd wydaje się znacznie mniejsze niż z Ziemi. Portal prowadzi do miejsca w Układzie Słonecznym oddalonego od Słońca bardziej niż Ziemia. Wybrałem je, bo właśnie zbliża się tu duża kometa. Zobaczysz ją za kilka minut. Proszę, odsuń się od drzwi.
    Jerzy cofnął się o krok, lecz Anna, która stała tuż za nim, chwyciła go za skafander i pociągnęła naprzód.
    – Proszę odsunąć się od drzwi, zbliża się kometa – powiedział Kosmos, tak jakby zapowiadał przyjazd pociągu na stacji. – Proszę nie stać blisko progu, kometa porusza się z dużą prędkością Anna popchnęła Jerzego i wskazała stopą wejście.
    – Proszę odsunąć się od portalu – powtórzył Kosmos.
    – Gdy doliczę do trzech… – szepnęła Anna. Podniosła jeden palec. Jerzy widział już nadlatującą bryłę skalną, znacznie większą niż ta, która wczoraj uderzyła w szybę.
    – Kometa się nie zatrzyma – kontynuował Kosmos. – Poleci dalej przez cały Układ Słoneczny.
    Anna pokazała Jerzemu dwa palce. Szarawobiała skała była coraz bliżej.
    – Czas jednego okrążenia wokół Układu Słonecznego wynosi w przybliżeniu sto osiemdziesiąt cztery lata – poinformował ich Kosmos. – Kometa przelatuje w pobliżu Saturna, Jowisza, Marsa, Ziemi i Słońca. W drodze powrotnej odwiedzi również Neptuna i Plutona, który już nie jest zaliczany do planet.
    – Mój wspaniały Kosmosie, mam wielką prośbę – wtrąciła Anna. – Gdy będziemy już na komecie, przyśpiesz trochę naszą podróż, dobrze? W przeciwnym razie miną miesiące, nim zwiedzimy planety! – Nie czekając na odpowiedź komputera, Anna krzyknęła „trzy”, chwyciła Jerzego za rękę i pociągnęła go przez wejście.
    Ostatnia rzecz, jaką jeszcze Jerzy usłyszał, to rozpaczliwy krzyk Kosmosa, dochodzący do nich jak gdyby z odległości wielu milionów kilometrów.
    – Nie skaczcie! To niebezpieczne! Wra-a-acajcie!
    Zapadła głucha cisza.

    do góry

    Recenzje

    Napisz recenzję Przeczytaj wszystkie 2
  • Recenzje Napisz recenzję
  • ksiażka fajna owszem ale
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    poly 11 czerwca 2008
    jeśli jest się przyzwyczajonym do gładkiego stylu np. Harry’ego Pottera, to najlepiej pominąć pierwsze kilkadziesiąt stron:P
    Od czasów Świata Zofii nie było tak fajnej popularnonaukowej ksiażki ddla dzieci:>
    Czy ta recenzja była przydatna?
    tak nie
    karolek 10 czerwca 2008
    Interesujące są całkiem nowoczesne pomysły, które wykorzystuje książka. Gdzieś czytałem, że stosunkowo niedawno Hawking odkrył sposób, w jaki czarne dziury emitują energię a następnie powoli znikają. I ten temat jest tu poruszony w bardzo lekki i przystępny sposób. Fajne połączenie faktografii naukowej, science fiction i elementu bajkowości, który tkwi u podstaw astronomii. Generalnie bardzo polecam!
    Ta recenzja przydała się 9 razy
    zwiń
    Zamknij
    Dziękujemy za dodanie recenzji
    Zamknij
    Napisz recenzję i oceń produkt
    Oceń produkt:
    Tytuł: * pole wymagane
     
    Recenzja: ** minimum 50 znaków
     
    W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
    * pole wymagane
    ** minimum 50 znaków
    Napisz recenzję i wygraj 100 zł na zakupy w empik.com! Szczegóły konkursu, regulamin oraz zwycięzców z poprzedniego miesiąca znajdziesz TUTAJ.
  • Dane szczegółowe
  • do góry

    Dane szczegółowe

    Tytuł: Jerzy i tajny klucz do Wszechświata
    Autor: ,
    Wydawca: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
    Numer wydania: I
    Data premiery: 2008-05-16
    Język wydania: polski
    Język oryginału: angielski
    Ilość stron: 304
    Tłumaczenie: Amsterdamski Piotr
    Rok wydania: 2008
    Forma: książka
    Wymiary: 208 x 145
    Indeks: 61260580