Fragment
Czytaj
Fragment
Czytaj

Szklany tron. Tom 5. Imperium burz (okładka miękka)

TOP
Inne wydania: Cena:
okładka miękka 41,49 zł
Ilość:
szt
Cena:
41,49 zł
49,99 zł
Oszczędzasz:
8,50 zł (17%)
Dostawa:
od 0,00 zł
Dodaj do koszyka
lub
Zaloguj się i kup
Wysyłamy w 24h
Produkt sprzedawany
i dostarczany przez empik
dostępność w salonie empik
Dodaj do schowka

Opis

Nad Erileą gęstnieją czarne chmury. Erawan zbiera swoje złowrogie siły, by zadać światu ostateczny cios. Aelin Galathynius staje z nim do walki, by bronić królestwa i swoich bliskich. Dla Aelin droga do tronu Terrasenu dopiero się rozpoczęła. Młoda królowa cały czas poznaje swoje dziedzictwo i uczy się swojej magii. Im więcej jej używa, tym bardziej przekonuje się, jak potężny jest ogień krążący w jej żyłach.

Ale wie, że toczącej się wojny nie wygra w pojedynkę. Są przy niej przyjaciele i ukochany Rowan, lecz to nadal za mało wobec mocy Erawana. Nadszedł czas szukania sprzymierzeńców. Kto odpowie na wezwanie królowej Terrasenu?

Dla Aelin nie ma już odwrotu, świat, który zna, chwieje się w posadach pod naporem sił ciemności. Wrogowie otaczają ją ze wszystkich stron, w szranki poza Erawanem staje także legendarna, bezlitosna królowa Fae, która najwyraźniej ma wobec Aelin własne plany... Kiedy gra toczy się o tak wysoką stawkę, trzeba umieć poświęcić to, co najcenniejsze. Czasami jednak cena za zwycięstwo okazuje się zbyt wysoka... 

Imperium burz to piąty tom bestsellerowej serii Szklany tron, która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie.

Prawa do adaptacji „Szklanego tronu” wykupiło studio Mark Gordon Company (m.in. „Ray Donovan” i „Grey’s Anatomy”). Ekranizacją serialu zajmie się Mark Gordon Company. Autorką scenariusza ma być Kira Snyder, pilotażowy odcinek wyreżyseruje Anna Foerster.

Dane szczegółowe

Tytuł: Szklany tron. Tom 5. Imperium burz
Seria: Szklany tron
Autor: Maas Sarah J.
Tłumaczenie: Mortka Marcin
Wydawnictwo: Uroboros
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Numer wydania: I
Data premiery: 2017-04-26
Forma: książka
Indeks: 21000386

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,8
5
29
4
1
3
1
2
0
1
1
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
18 recenzji
22-05-2017 o godz 22:45 Bookish Madeleine dodał recenzję:
„Imperium burz” to piąty tom i (nie licząc powieści o Chaolu, której premiera we wrześniu za granicą) prawdopodobnie przedostatni w tej serii. Poznajemy dalsze losy Aelin, Rowana, Aediona, Lysandry i wielu innych bohaterów. Przed nimi niebezpieczne poszukiwania kolejnych kluczy Wyrda, które są konieczne do pokonania króla Valgów pragnącego przejąć władzę nad Erileą. Oprócz tego głównego, najważniejszego celu mamy też wiele innych, z którymi nasi bohaterowie sami muszą się zmagać. Szczególnie wątki bohaterów drugoplanowych, które nie miały tak dużego znaczenia w poprzednich tomach, w tym stają się niezwykle istotne. Tak szczerze mówiąc, to akcja pierwszych trzech tomów serii nie płynęła zbyt szybko, zdarzały się momenty, w których się nudziłam (szczególnie w „Dziedziczce ognia”) Czwarty był nieco lepszy pod tym względem, ale to „Imperium burz” znacznie przeskakuje pozostałe części. W tej książce na żadnej stronie nie można narzekać na brak akcji. Sarah J. Maas nie pozwala czytelnikowi ani na chwilę odetchnąć, sprawiając, że tej powieści nie da się tak po prostu odłożyć na bok. Ja podczas lektury „Imperium” tak mocno wciągnęłam się w świat stworzony przez autorkę i wydarzenia, które następowały po sobie w mgnieniu oka, że praktycznie całkowicie straciłam kontakt z rzeczywistością. Ta książka, podobnie jak „Dwór mgieł i furii” potwierdza, że Sarah J. Maas znacznie poprawiła swój warsztat pisarski. Widać to szczególnie dobrze przy kreacji bohaterów - są oni bardzo różnorodni, każdy na swój sposób wyjątkowy. Już dla nich samych warto sięgnąć po twórczość tej autorki, Jeśli lubicie wyraziste charaktery (a większość jej postaci właśnie takie posiada), powinniście być usatysfakcjonowani. Niezwykle mocną stroną „Imperium burz” jest zakończenie. Jak to z książkami Sary J. Maas bywa, zupełnie się go nie domyśliłam. Punkt kulminacyjny był naprawdę nieprzewidywalny, ale to, co stało się w ostatnim rozdziale całkowicie pozbawiło mnie słów. Pozostaje tylko czekać na kolejny (ostatni??) tom, który prawdopodobnie dopiero za ponad rok, bo wcześniej ukarze się książka o Chaolu („Tower of Dawn”). Trochę szkoda, że musimy czekać tak długo, a po tym, co Maas zrobiła będzie to bardzo trudne 🙂 Podsumowując: „Imperium burz” to jak na razie mój ulubiony tom serii „Szklany tron”. To świetna, wciągająca powieść z charyzmatycznymi bohaterami, którzy na długo zapadają w pamięć. Jeśli jeszcze nie czytaliście niczego autorstwa Sary J. Maas, to naprawdę gorąco Wam polecam jej książki. Chociaż jak dla mnie jej druga seria „Dwór cierni i róż” jest nieco lepsza, ale to już kwestia gustu. Zarówno jednn, jak i drugi cykl zapewnia wiele emocji i niezapomnianych wrażeń. Czego chcieć więcej? Więcej na readwithpassion.it27.pl
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-05-2017 o godz 19:29 Urszula Janiszyn dodał recenzję:
Recenzja książki na portalu Sztukater.pl: https://sztukater.pl/ksiazki/item/21041-throne-of-glass-5-empire-of-storms.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-05-2017 o godz 11:59 myfairybookworld.blogspot.co.uk/ dodał recenzję:
''Imperium burz'' to piąty tom serii Szklany tron. Aelin i jej najbliżsi brali udział w krwawych i brutalnych wydarzeniach, ale przeżyli, stali się silniejsi i zdeterminowani, by pokonać Erawana. Wielu ludzi muszą do siebie przekonać, wiele przeciwności pokonać, by Aelin mogła zasiąść na tronie Terrasenu. ''Imperium burz'' to ciągła akcja, walka i niebezpieczeństwo. Ta część jest, według mnie, najbardziej emocjonującą i trzymającą w napięciu pośród wszystkich pięciu książek. Aelin i Rowan są siłą i opoką nie tylko dla siebie nawzajem, ale także dla najbliższych, którzy zdecydowali stanąć z nimi do walki z Erawanem. W poprzednich częściach autorka pokazała, że uczucie łączące Aelin i Rowana jest niezwykłe, wielkie i trwałe. W ''Imperium burz'' Sarah J. Maas nie poświęciła wiele uwagi ich związkowi, nie oznacza to jednak, że brakuje tu wątku miłosnego — Lorcan i Elide, Aedion i Lyssanra, Dorian i Manon, skutecznie zapełniają tę lukę. To, co spodobało mi się najbardziej w ''Imperium burz'', to nie ciągła walka i niebezpieczeństwo, a to, w jaki sposób dojrzeli bohaterowie — zwłaszcza Aelin i Rowan. Ona nie jest już tą porywczą i lekkomyślną dziewczyną, dojrzała i stała się zdeterminowana, by osiągnąć swój cel, a to uczyniło ją jeszcze bardziej niebezpieczną. Rowan stał się bardziej pewny uczucia łączącego go z Aelin, jest mniej porywczy. Oboje marzą o spokojnym życiu w Terrasenie, po wygranej wojnie z Erawanem. Czy im się to uda? ''Imperium burz'' to mistrzowsko zaplanowana intryga, od pierwszej strony autorka wciąga nas w sieć tajemnic, prastarych sekretów i niebezpieczeństw. Stopniowo poznajemy odpowiedzi na najważniejsze pytania, ale autorka nie spieszy się z ich ujawnieniem. ''Imperium burz'' to najlepsza część z serii Szklany Tron. Sarah J. Maas udowodniła, że ciągle się rozwija i przygotowuje kolejne niespodzianki dla swoich czytelników. ''Imperium burz'' to książka pełna akcji, walk i niebezpieczeństwa, z zakończeniem, przez które będziecie chcieli krzyknąć ''Co do diabła?!". Bardzo, bardzo gorąco polecam!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-05-2017 o godz 10:48 kate627 dodał recenzję:
„Prawdziwe serce ognia, narzędzie tworzenia i zniszczenia.” Ogumienie: Kiedy okładka po raz pierwszy ujrzała światło dzienne ludzie nie byli zachwyceni. Przede wszystkim przez te płomienie, które mocno rzucały się w oczy. Pierwsze cztery części nie miały czegoś tak wyrazistego. Ja nie czułam irytacji, ale również nie zostałam zachwycona. Dla mnie nadal numerem jeden pozostaje okładka Dziedzictwa ognia. Nie zmienia to jednak faktu, że na swój sposób lubię każdą z nich. UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ, DRUGIEJ, TRZECIEJ I CZWARTEJ CZĘŚCI [SZKLANY TRON, KORONA W MROKU, DZIEDZICTWO OGNIA ORAZ KRÓLOWA CIENI]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! Najlepsze zastosowanie: Aelin uwolniła Adarlan od złego króla i przywróciła magię. Dokonała tego z niemałą pomocą, jednak większość ludzi myśli, że to wyłącznie jej zasługa. Teraz przyszedł czas, aby objąć tron Terrasenu. Razem z Rowanem, Aedionem, Lysandrą i Evangeline wyruszają na północ, gdzie spotkają się z lordami, aby wybadać jaka sytuacja panuje w kraju. I żeby dowiedzieć się czy ma ich poparcie. Jednak wszystko zaczyna się komplikować. Wiedźmy szykują atak na Rithford, więc trzeba ratować Doriana i kompletować armię przeciw wojskom Erawana. Wszystko na głowie Aelin, która nie tylko musi się martwić ziemskimi sprawami, ale również bogowie mają dla niej zadanie. Królowa zmuszona jest wypełnić ich wolę, co nieco spowalnia jej poszukiwanie sprzymierzeńców. Sprawy zaczynają się piętrzyć. Ludzie liczą na Aelin i czekają na nią. Szukają potwierdzeń, że jest to ich wspaniała królowa, która uwolni ich ze szponów złych władców. Liczą na nią. Aelin czuje odpowiedzialność na swych barkach, dlatego stara się jak najmocniej. Jednak czy jej się uda? Kiedy nawet lordowie z Terrasenu zdają się przeciw niej? Nic nie jest łatwe, zwłaszcza, kiedy z kilku stron nadciąga wróg. Królowa musi liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji i próbować uratować jak najwięcej osób. Jednak czy jest to możliwe? Czy uda jej się uratować świat przez Królem Valgów i Meave, Królową Fae? Tykać to kijem?: Po pierwszych dwóch tomach nie czułam zachwytu, jeśli chodzi o tę serię. Trzeci tom zaczął nieco zmieniać w moich spostrzeżeniach, natomiast czwarty już był naprawdę intrygujący. Byłam niezwykle ciekawa w jakim kierunku pójdzie autorka i czy uda jej się utrzymać poziom, który nam zaprezentowała w Królowej cieni. Bohaterowie: Gdybym miała opisać każdą interesującą postać, która przewija się przez tę książkę, zabrałoby mi to tak wiele miejsca, że prawdopodobnie nikt by tego nie przeczytał. Poważnie. Tutaj jest aż gęsto od ciekawych postaci, które ciężko pominąć, dlatego nie wiem od której zacząć i jak dużo miejsca na każdą poświęcić. Może zacznijmy od samej Aelin. W gruncie rzeczy, darzę ją sympatią. Nie powiedziałabym, że ją lubię — to trochę przesadzone, ale już mnie aż tak nie irytuje. Znaczy, mam do niej pretensje, że o swoich planach nikogo nie informuje, załatwiając wszystko samodzielnie i na boku. Ciężko jej zaufać własnemu kuzynowi czy towarzyszowi życia? Może jakoś to zrozumiem. Szczerze mówiąc zginął mi gdzieś Rowan. Znaczy, nadal jest obecny, i to dość często, ale coś mało wyrazisty był. Co prawda nigdy nie byłam jego fanką, ale całkowicie popieram jego związek z Aelin. Facet mógłby być jednak bardziej interesujący. Całość znajduje się na:
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
04-05-2017 o godz 19:30 Klaudia Mordarska dodał recenzję:
Płomienie ogrzewają. Przynoszą ciepło. Pomagają rozproszyć wszechobecną ciemność. Ale potrafią także zabijać. Palić żywcem i nie pozostawiać po sobie niczego prócz popiołów. Są piękne, oszałamiające, intensywne, ale również śmiertelnie niebezpieczne. W końcu to ogień, prawda? Bardzo ciężko go okiełznać, a przy tym nigdy nie wiadomo co się stanie. Może i płonie jasno jak słońce, ale czy na pewno nie zgaśnie pochłonięty przez mrok? Po tym, co działo się w Królowej Cieni, nie mogłam czekać ani chwili, by poznać dalsze losy Aelin i jej dworu. Obawiałam się nieco, że Sarah J. Maas będzie chciała poznęcać się trochę nad czytelnikami... I moje przypuszczenia się spełniły. Ciężko było mi się pozbierać po zakończeniu, ale z drugiej strony przeżywam deja vu. Po raz kolejny zastosowała zagranie rozgrywające serce. Znam to już z Dworu mgieł i furii. Jak można aż tak grać na emocjach? Wystarczyły mi zaledwie dwa dni, aby pochłonąć tę dość pokaźnych rozmiarów cegiełkę. Ile tam było akcji, ile magii i wałki! A brakło mi słów, by to wszystko opisać. Dawno tak świetnie się nie bawiłam. Uwielbiam ten niepokojący i niezwykle klimatyczny świat wypełniony istotami, o których nawet się nie śniło. Wiedźmy, nieśmiertelni Fae, Valgowie i wiele innych. Przepadłam. Maas znowu pochwyciła mnie w swoje sidła. Jestem pod wrażeniem kreacji bohaterów. Pojawiło się ich całkiem sporo, ale każdy z nich został dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Aelin ciągle zaskakiwała i nie grzeszyła chęcią skopania tyłka każdemu, kto na to zasłużył. To jedna z najlepszych postaci, jakie znam. Wreszcie w pełni przekonałam się do Rowana i zaczęłam go uwielbiać. Na dodatek Manon i Dorian kompletnie mnie rozbrajali swoim zachowaniem. Nowym odkryciem okazała się Elide, która wreszcie dostała większą rolę w fabule. Każde z nich było ze sobą sprytnie powiązane, że nawet bym tego we wcześniejszych tomach nie przewidziała. Nareszcie znalazło się więcej miejsca na wątek romantyczny, który okazał się całkiem miłym uzupełnieniem. Cóż tam się działo! Kły, usta i inne części ciała poszły w ruch. Z zaintrygowaniem śledziłam, jak wspólne przeżycia zbliżały kolejno niektóre osoby do siebie. Autorka dostarczyła mi mnóstwo satysfakcji, uśmiechu i zaskoczeń. Nie można było narzekać na brak miłości. Podsumowując, Imperium Burz to istna bomba emocjonalna. Jest po krańce stron wypełniona wartką akcją i magią. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ta recenzja może wydawać się nieco chaotyczna, ale wciąż się zbieram. Ostatnie rozdziały to było takie: Nie, Maas nie rób mi tego po raz kolejny! Nie kończ tak tej książki! Nie wiem, jak ja wytrwam do premiery kolejnego tomu, to był cios poniżej pasa. Jeśli ktoś jeszcze nie zna tej serii, to namawiam (a nawet rozkazuję!) do przeczytania. Z pewnością zachwyci każdego fana fantastyki. Bo kto potrafiłby oprzeć się Aelin, Rowanowi, czy Dorianowi?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-05-2017 o godz 12:53 dobra.ksiazka dodał recenzję:
Aelin Galathynius nareszcie może sięgnąć po swoją koronę. Wraz ze swoim nielicznym dworem planuje przejąć władzę, jednak nie jest to takie proste. Jej droga do Terrasenu usiana jest niebezpieczeństwami, a lordowie nie chcą uznać jej dziedzictwa i oddać ziem młodziutkiej królowej. Wraz ze swoim ukochanym Rowanem cały czas uczy się panować nad ognistymi mocami i wybuchowym temperamentem. Są ludzie, którzy wytykają jej, że życie jakie prowadzi nie przystoi władczyni i nie chcą jej poprzeć. Dodatkowo Erawan, król Valgów zebrał liczną armię i zamierza zadać ostateczny cios ludzkości, a Aelin ma do pomocy jedynie przyjaciół i starych dłużników. Gra toczy się o wielką stawkę i czy dawna Zabójczyni Adarlanu sprosta wszelkim przeciwnościom losu? Seria "Szklany tron" należy do jednej z moich ulubionych i wielbię każdą książkę, która wychodzi spod pióra Sarah J. Maas. Muszę jednak przyznać, że odkąd Aelin porzuciła miano Cealeny Sardothien, to nie darzę jej już taką sympatią. Bohaterka przeszła ogromną metamorfozę, a liczne doświadczenia ukształtowały ją. O ile wcześniej nie przeszkadzały mi jej buta, impulsywność, arogancja i skrytość, tak teraz mnie to irytuje. Myślę, że jako prawowita władczyni powinna zachować się z godnością i porzucić wizerunek rozpieszczonej dziewczyny. Ponadto czasem miałam wrażenie, że Aelin sięga po wszystko, na co tylko ma ochotę, nawet jeśli na to w żaden sposób nie zasłużyła. Bohaterka ma wiele twarzy i raz ją uwielbiam, by za chwilę czuć do niej niechęć. Nadal nie potrafię także zaakceptować Rowana. Książę Fae został dobrze wykreowany i jest wspaniałym wojownikiem, jednak nie potrafię go sobie wyobrazić z Aelin. Zapewne dlatego, że już od pierwszej części moim faworytem był kapitan gwardii Chaol, którego ku mojej rozpaczy w tej części zabrakło. Na całe szczęście dużą rolę odegrali Aedion, król Dorian, Lysandra i Manon Czarnodzioba, którzy są fantastycznymi postaciami. Wielkim zaskoczeniem były rozdziały napisane z perspektywy Elide i Lorcana. W poprzednich częściach autorka nie pozwoliła ich nam bliżej poznać, natomiast tym razem mogliśmy zachwycać się ich wspólną historią. Wszyscy bohaterowie są barwni,temperamentni, żywiołowi i zdeterminowani walczyć za Aelin Galathynius. Pisarka coraz bardziej rozwija jej historię i buduje nowe, bardzo ciekawe wątki, które przyspieszają bicie serca. Magia wiedzie tu prym, ale nadal możemy cieszyć się zwykłymi potyczkami zarówno bronią jak i słownymi, które dawno temu tak mnie oczarowały. Jeśli chodzi o zakończenie, to totalnie mną ono wstrząsnęło i przeraziło. To, co wydarzyło się na ostatnich kartach tej powieści było tak emocjonujące, że nie wiem, jak ja wytrzymam do wydania kolejnego tomu! "Imperium burz" uważam za fenomenalnie napisaną książkę, która wbija w fotel. Mimo niewielkich zgrzytów, jakie miałam z główną bohaterką, to nie mogę nic innego jej zarzucić . Sarah J. Maas wykonała kawał dobrej roboty i aż się boję tego, jak dalej potoczą się losy moich ulubionych bohaterów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-05-2017 o godz 21:37 Aleksandra Małek dodał recenzję:
Gdy skończyłam czytać „Imperium burz” nie mogłam zasnąć-nagle całe zmęczenie zniknęło, moje oczy pomimo późnych godzin nocnych były jak pięć złotych, a w głowie panował chaos. Czytelnikom poprzednich tomów te objawy raczej nie są obce, ale na pewno po najnowszym się one nasilą. Sarah J Maas weszła na nowy poziom grania na uczuciach i dowiodła, że od samego początku każdy wprowadzany wątek ma znaczenie, a nowelki nie są byle jakim dodatkiem, tylko pełnymi istotnych informacji opowiadaniami! 😏 W poprzednich częściach czułam znużenie czytając rozdziały o Wiedźmach, natomiast teraz były one równie fascynujące jak pozostałe. Historia rozrosła się do ogromnych rozmiarów i już ciężko uznać jeden wątek za ważniejszy od reszty, gdyż wszystkie razem idealnie się uzupełniają. Każdą postać można lepiej poznać, a u niektórych zauważyć wielką przemianę i ewolucję charakteru. Mi nawet udało się wreszcie troszkę bardziej polubić kilku bohaterów, a i żaden mnie do siebie nie zniechęcił 😃😊 Akcja wciąga od pierwszych stron i nie zwalnia aż do samego końca! Naprawdę ciężko odłożyć książkę na bok, a niestety nie da się jej przeczytać za jednym razem (tak przynajmniej myślę, bo ponad 800 stron to już wyzwanie!). Pragnienie poznania zakończenia jest bardzo silne, ale chęć delektowania się historią jest równie wielka. Wydawało mi się, że na ten tom czekałam całą wieczność, jednakże teraz, gdy mam go już za sobą, ten czas jest niczym w obliczu oczekiwania na finał historii 😱. Podejrzewam, że przed ostatnią częścią będę musiała zrobić re-read, ponieważ po pierwsze: nie wiem czy wytrzymam tak długo bez tego świata, a po drugie: nie chcę, aby jakikolwiek, choćby najmniejszy szczegół mi umknął🙊. Chociaż „Imperium burz” skończyłam czytać kilka dni temu, to nadal nie mogę się pozbierać. Jeśli książka jeszcze przed Wami-gorąco polecam sięgnąć po nią jak najszybciej, ale przygotujcie się na wiele różnych emocji: od uśmiechów poprzez frustrację aż do wylewania morza słonych łez!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-04-2017 o godz 22:03 To Read Or Not To Read dodał recenzję:
Pełna recenzja dostępna pod linkiem https://toreador-nottoread.blogspot.com/2017/04/reka-noga-mozg-na-scianie-imperium-burz.html Imperium burz zaczęło się bardzo dobrze. Irytujące mnie wątki z wiedźmami zaczęły nabierać większego sensu już w Królowej cieni, ale to dopiero tutaj wszystko się wyjaśniło. Po co one tam były nam potrzebne i dlaczego przez blisko dwie książki wytrącały mnie z równowagi? Paradoksalnie w Imperium rozdziały o Manon czy Elide były dla mnie najciekawsze, najwięcej tam się działo i najlepiej mi się je czytało. Bo w końcu wszystko zaczęło się łączyć i składać w logiczną całość! Piąta część Szklanego tronu jest specyficznym tworem. Przez 700 stron autorka przygotowuje bohaterów do wojny. Aelin wraz z Rowanem, Aedionem i Dorianem próbuje odzyskać szacunek i sprawić, by ludzie zaczęli brać ją na poważnie jako przyszłą królową państwa, o które trzeba zawalczyć. Jednak co tu jest nietypowe to fakt, że Maas chyba pierwszy raz nie postawiła na jeden główny wątek kulminacyjny, kończący całą powieść. W Imperium burz co kawałek mamy opisane wydarzenia chwytające za serce. Gdy akcja zwalnia tylko na chwilkę, za dwie strony znowu coś się dzieje. Myślimy, że możemy wziąć głębszy oddech, bo bohaterowie są bezpieczni, a tu się okazuje, że nie, bo rach ciach mach i znowu zaczyna się coś dziać. I tak cały czas. Jaki jest tego efekt? Siedzisz i przewracasz kolejne kartki, bo jak najszybciej chcesz się dowiedzieć, czy oni wszyscy tak naprawdę postąpili, czy to tylko żarty. Za to ostatnie 150 stron… Nie wiem czemu myślałam, że skoro na każdym kroku mamy nagłe zwroty akcji, to że Maas nie zdoła zaskoczyć mnie końcówką. I jakże się myliłam. Dopiero tam autorka wyjaśnia wszystkie intrygi, każdy najmniejszy szczegół, który zdarzył się nie tylko w Imperium, ale też we wcześniejszych częściach. Powracają wspomnienia, wszystko jest interpretowane i rozkładane na czynniki pierwsze. Dlaczego wtedy ktoś odbył z kimś rozmowę, dlaczego dopuścił się takiego czynu i jakie jest usprawiedliwienie danej decyzji? I nagle się okazuje, że Maas nigdy nie stawia przecinka w złym miejscu. Nawet wprowadzenie postaci, która jest tylko tłem i wydaje się nie grać żadnej większej roli, nabiera nowego znaczenia. Tu nic nie jest takie, jak się wydaje. Czytasz i nie wierzysz w to, co czytasz. Autorka dosłownie wzięła sobie mój mózg do ręki i smarowała nim po ścianach. Myślisz, że wiesz, o co jej chodziło i jaki jej cel przyświecał? Wydawać ci się może, ale jesteś w wielkim błędzie. Zaletą konstrukcji fabuły na pewno jest fakt, że losy bohaterów podzielono na osobne wątki. Oprócz Aelin dostajemy rozdziały z perspektywy Elide, Manon, Doriana czy Aediona. Zanim wszyscy się ze sobą spotkają, minie trochę czasu. A nim to nastanie, każde z nich zdąży przeżyć swoje wspaniałe przygody. Oprócz tej małej, co ja mówię, wielkiej! niedogodności z powodu braku Chaola, Imperium burz to wspaniała książka, która sprawiła, że odzyskałam wiarę w sens tego cyklu. Ten tom jest po prostu epicki. Dużo zawirowań, tajemnic i intryg. Gwarantuję wam przeżycie emocjonalnego rollercoasteru. Nie jest się w stanie przewidzieć następnych posunięć autorki. Można jedynie z pokorą przyjąć to, co wymyśliła. I albo być na nią złym za perfidne zagrania, albo płakać z rozpaczy nad utraconymi nadziejami.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-04-2017 o godz 06:44 Natalia Leszkiewicz dodał recenzję:
Kolejny tom godny polecenia :) Maas nie zawiodła, książka wciągająca i pełna akcji :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-04-2017 o godz 13:36 Oluniar dodał recenzję:
Powieść jest cudowna. Zwroty akcji, niesamowicie napisane postacie i wszelkiego rodzaju wątki, a także zakończenie po którym czujemy niedosyt. Polecam!!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-04-2017 o godz 14:55 Kinga Recenzuje dodał recenzję:
Sarah J. Maas powraca w wielkim stylu! Z książkami tej pani jest jeden problem. A mianowicie pewne wrażenie, jakie pozostaje ze mną po ich przeczytaniu: że nie da się już napisać nic lepszego, od tego, co właśnie przeczytaliśmy. Jej powieści są po prostu cudowne. Pisane na tak wysokim poziomie, że wydaje się, że nie ma opcji, nie da rady. I jak do tej pory pani Maas udawało się obalić to wrażenie. Autorka po raz kolejny pokazała, na co ją stać i podniosła poprzeczkę, którą ustawiła sobie pisząc poprzednie książki. Udowodniła, że stać ją na wiele więcej i to, co dała nam w "Imperium burz" jest tylko przedsmakiem wielkiej bomby, jaka czeka nas w kolejnych tomach. A przynajmniej tak wygląda to w moim odczuciu. Po raz kolejny powracamy, by towarzyszyć głównym bohaterom w ich drodze po Erileii. Pełnej niebezpieczeństw, zagadek, intryg i wrogów czyhających tuż za zakrętem. Już od pierwszych stron zostajemy szarpnięci w wir wydarzeń i nieuchronnie zbliżamy się do końca, który łamie serce... Ale nie o zakończeniu teraz mi mówić. Nie ma już nudnych momentów. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Poznajemy wszystko jeszcze głębiej i dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy. Niejednokrotnie oczekując w napięciu na dalszy ciąg wydarzeń. W tym tomie non stop coś się dzieje. Nie ma nawet chwili na odpoczynek. O ile w poprzednich, ktoś bardzo doczepny, mógł narzekać na śladowe ilości akcji w niektórych momentach, tak teraz po prostu nie ma bata - rollercoaster emocji gwarantowany. Od samego początku jesteśmy trzymani w napięciu. Na jaw wychodzą sekrety, których istnienia nigdy byśmy nie podejrzewali. Co chwila pojawiają się nowe informacje, które wywracają nasze postrzegania świata przedstawionego do góry nogami. Wiele razy próbowałam przewidzieć, co się za raz stanie, a jednak każda moja hipoteza okazywała się nietrafna. Ani razu nie udało mi się zgadnąć co też kombinuje główna bohaterka, czy autorka. I właśnie to jest wielkim plusem. Niełatwo jest mnie zaskoczyć, a jednak Sarah J. Maas robi to z niesamowitą łatwością. Na reszcie wyczekiwany przeze mnie romans zaczyna się rozwijać we właściwym kierunku. I nie bójcie się - autorka nie przesadziła i nie zmieniła książki w kolejne, głupie romansidło. Oj nie. Utrzymała wszystko na wysokim poziomie. Relacje między postaciami zostały opisane tak subtelnie i delikatnie, że lektura pewnych fragmentów tylko dodawała atrakcyjności całej reszcie. I nie jest to jedyna rzecz, która wypadła tutaj rewelacyjnie. Pojawia się więcej opisów walk, miejsc i wszystkiego tego, czego wcześniej mogłoby wydawać się mało. Autorka łączy to w jedną, perfekcyjną całość i tworzy książkę, o której lekturze nie zapomni się jeszcze przez bardzo długi czas. Z czystym sumieniem mogę polecić zarówno ten tom, jak i całą serię KAŻDEMU miłośnikowi książek fantasy i nie tylko. Spróbujcie, a nie pożałujecie ;)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-04-2017 o godz 16:53 Monika Szulc dodał recenzję:
Droga do tronu Terrasenu jest usiana licznymi walkami. Aelin Galathynius wie, że wygraną zapewnić mogą jej sojusznicy. Wierni przyjaciele i ukochany Rowan towarzyszą jej w wędrówce i poszukiwaniach sprzymierzeńców. Następczyni tronu uczy się jak okiełznać magię drzemiącą w jej wnętrzu, bo niebezpieczeństwo wisi nad Aelin i tylko ona zdecyduję, czy ogień ocali je przyjaciół i poddanych, czy też zniszczy wszystko, co do tej pory osiągnęła! Często wracam myślami do mojego pierwszego spotkania z główną bohaterką. Zabójczyni Adarlanu Celaenea Sardothien była próżną, pełną złości dziewczyną, która w swoim młodym życiu doświadczyła zbyt wiele. „Szklany tron” był dla mnie przyjemną lekturą i zapowiedzią czegoś więcej. Nigdy nie przypuszczałam, że ta seria rozwinie się aż tak bardzo, bo to, co się dzieję w kolejnych książkach jest trudne do opisania. Nie tylko w tej książce, ale i w całej serii trudno jednoznacznie określić bohaterów. Każda z postaci ma swoje motywy, urazy, które z biegiem wydarzeń biorą górę i ujawniają prawdziwą naturę bohatera. Aelin jest dla mnie pewną stałą, której względnie jestem pewna. Odważna, nadpobudliwa i pełna pasji kobieta, swoją odwagą mogłaby zawstydzić niejednego mężczyznę. W „Imperium burz” ponownie pojawia się Dorian, który choć zawsze obecny, zyskał nieco więcej uwagi. Pamiętam go, jako niezwykle sympatycznego młodzieńca. Niestety już taki nie jest. Swoją niewinność utracił nieodwołalnie, bo strata potrafi zmienić człowieka na zawsze. Wiem, że spore grono czytelników obdarzyło sympatią pewnego wojownika Fee. Ja również zapałałam do niego miłością, choć droga do tych uczuć nie była łatwa. Początkowo wzbudzał skrajne emocje, jednak teraz jestem skłonna wzdychać z miłości do Rowana równie mocno, co Aelin. „Imperium burz” to liczące ponad 800 stron tomiszcze, więc z pewnością nie jest to lektura na jeden wieczór. Narrator, który wykonał kawała dobrej roboty, serwuje czytelnikowi najsmaczniejsze kąski z toczących się wydarzeń. Skacze między bohaterami i opowiada losy mające bezpośredni wpływ na dalsze przygody Aelin. Wielokrotnie chciałam powrócić do zabójczyni i jej pięknego Fee, lecz mnożące się zawirowania akcji nie pozwoliły mi się oderwać od lektury. Pojawiły się również przydługie opisy, bo w tak obszernej powieści nie ma możliwości zachowania ciągłej, nieprzerwanej akcji, choć Pani Maas niemal się to udało. Być może nie jestem do końca obiektywna, bo nieustannie tęskniłam za jednym z bohaterów i wypatrywałam chwil jemu właśnie poświęconych. Wiem, że pierwszy tom nie wszystkim się spodobał, ale myśląc o „Szklanym tronie” czuję pewien sentyment, bo bohaterowie utracili niewinność. Magia praktycznie nie odgrywała żadnej roli w pierwszej części, a jedną z większych trosk, było pragnienie Aelin, wówczas Celaeny, wzięcia udziału w balu. Z każdym kolejnym tomem magii przybywało, by w „Imperium burz” była stałym elementem, który zachwyca pięknem, nierealnością i potęgą. Przyjaciele głównej bohaterki posiadają niezmierzone możliwości i coś mi się wydaję, ze jeszcze wielokrotnie zaskoczą czytelnika. Namiętność została podkręcona do maksimum, a ja dosłownie rozpływałam się z zachwytu. Moje serce biło mocno, bo autorka w pełni zaspokoiła pragnienia czytelników, i choć jest to seria dla wszystkich, bez względu na płeć, to głównie fanki docenią pewne momenty. Pani Maas pisze z niebywałą lekkością, a gorące sceny nie zostały pozbawione szczegółów i finezji, za co mogę być tylko wdzięczna, bo mocno przeżyłam uniesienia bohaterów i nie mam tu na myśli tylko Rowana! Seria „Szklany tron” została napisana z wielkim rozmachem! Autorka ma ogromny talent i to jest wyczuwalne w jej powieściach. W „Imperium burz” pojawiają się dawno zapomniane postacie, pewne szczegóły z poprzednich książek nabierają sensu, co do tej pory kompletnie nie zaprzątało moich myśli, a autorka wszystkie małe punkciki, szczegóły oraz wątki połączyła i dokonała wielkich rzeczy. Wow! To za mało. Przyznaję, że nie nad wszystkimi wydarzeniami, ale nad znaczną większością można by się rozwodzić godzinami i analizować najmniejsze szczegóły. „Imperium burz” to kontynuacja, która nie tylko trzyma poziom, ale go zawyża. Ociekająca magią, epickimi starciami oraz skrajnymi emocjami powieść, jest w stanie wprawić czytelnika w zachwyt! Napisana z pomysłem i lekkością, wciąga do świata zbroczonego krwią, a nieprzewidywalne zwroty akcji dopełniają tego wielkiego dzieła. Jestem pewna, że „Szklany tron” na lata wpiszę się w kanon literatury fantastycznej i każdy fan tego gatunku odnajdzie w niej coś dla siebie. 5+/6
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-04-2017 o godz 20:31 posredniczkaa dodał recenzję:
W twórczości Sarah J. Maas zakochałam się, po lekturze „Dworu cierni i róż". Zafascynowana niesamowitym klimatem książki sięgnęłam również po serię „Szklany tron". Chciałam się przekonać czy autorka potrafi mnie przekonać także do innych swoich książek. Szybko odkryłam, że nie tylko mnie przekonała, ale również uczyniła ze mnie swoją wierną fankę. „Imperium burz” jest piątym tomem serii „Szklany tron” opowiadającej o losach Celaena (Aelin), znanej w całym Adarlanie zabójczyni, która okazała się jedyną spadkobierczynią korony i prawowitą władczynią Terrassenu. Jednak droga do objęcia panowania nie jest usłana różami. Są ludzie i istoty, które zrobią wszystko, żeby Aelin nie dotarła do celu swojej podróży. Jak we wszystkich powieściach Maas i w tej, akcja gna w tak zawrotnym tempie, że brakuje chwili na oddech. Trzecioosobowa narracja umożliwia śledzenie przygód nie tylko głównej bohaterki, ale również jej przyjaciół, sojuszników i wrogów, co otwiera czytelnikowi oczy na wiele znaczących faktów. Wątek romantyczny przewija się w każdej z książek autorki. W „Imperium burz” miłość Rowana do Aelin jest subtelniejsza, bardziej stonowana. Oczywiście wiemy, że tę dwójkę łączy bardzo głębokie uczucie, ale autorka nie pogłębia tego wątku i skupia się w ich przypadku bardziej na walkach niż romantycznych uniesieniach. Tu prym wiodą inne pary, które okazały się niemałym zaskoczeniem. Lorcan uwodzi nie gorzej niż niegdyś Chaol i Rowan, a Elide ma w sobie coś z dawnej Celaena. Ten wątek zadowoli nawet najbardziej wybredne poszukiwaczki romansu w fantastyce. Czy to uczucie ma przyszłość? Czy rozwinie się tak jak niesamowita więź Aelin do Rowana, a może zakończy się jak jej związek z Chaolem? To musicie sprawdzić sami. Czasami podczas czytania serii powieści, narzekam na obszerne opisy minionych zdarzeń, czy „odświeżanie” pamięci czytelnika odnośnie do bohaterów z wcześniejszych tomów. Poprzednią część czytałam pół roku temu i o ile fabułę „Królowej Cieni” pamiętałam całkiem nieźle, to z postaciami był już pewien problem. Brakowało mi tu tych opisów, które czasami szalenie mnie irytują, ale przyznam, że (o dziwo!) okazuję się bardzo przydatne. Jest to jeden z niewielu minusów tej powieści, o ile nie jedyny, który absolutnie nie zmienia odbiru tej lektury. Jeżeli chodzi o bohaterów powieści, to tu autorka mnie nie zaskoczyła. Mimo naprawdę wielu postaci, tych znanych nam z poprzednich tomów oraz tych, które dopiero poznajemy, nie ma mowy o niedbalstwie, czy pozostawianiu ich charakterów przypadkowi. Sarah J. Maas jest genialną kreatorką osobowości, nie tylko ludzkich i co najważniejsze potrafi to w wiarygodny sposób przelać na papier. Bohaterowie „Imperium burz”, mimo że przecież stricte fantastyczni, są bardzo realni i wyraziści. Ta książka niewątpliwie zapada głęboko w pamięć, ale to kilkadziesiąt ostatnich stron sprawia, że po przeczytaniu wciąż o niej myślę. Nie takiego zakończenia się spodziewałam, gdy już myślałam, że autorka niczym mnie nie zaskoczy, bo przecież fabuła toczy się tak, jak toczyć się miała, Sarah J. Maas przypomniała mi, dość brutalnie, czyją książkę trzymam w dłoniach. Powiedzieć, że zakończenie „Imperium burz” zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, byłoby bezczelnym kłamstwem. Zakończenie najnowszej powieści Maas po prostu zmusza do nieustannego wypatrywania jej w nowościach na rynku wydawniczym. Nieprzewidywalna fabuła, świetna kreacja zarówno bohaterów, jak i świata, w którym rozgrywa się wartka akcja to tylko niewielki ułamek z całej gamy wspaniałości, które oferuje czytelnikowi Sarah J Maas w „Imperium burz". Daj się ponieść w fantastyce w najlepszym wydaniu!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-04-2017 o godz 11:07 Kasia19999 dodał recenzję:
Ta książka jest tak świetna, że brakuje mi słów <3
Czy ta recenzja była przydatna? 0 1
20-04-2017 o godz 11:04 Katarzyna Hamiga dodał recenzję:
sdfghjuikufdfghjuytrfvhjuytgfbuytghjuygbnjuyghhjuyhgju
Czy ta recenzja była przydatna? 1 1
18-04-2017 o godz 18:54 Paulina11 dodał recenzję:
To, że Sarah J. Maas to mistrzyni świata fantasy, chyba już każdy wie. Dwory, czy Szklany tron to tak cudowne książki, że o matko. Jakiś miesiąc temu skończyłam „Królową cieni” i bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tą serię na krótko przed premierą piątego. Gdy więc dotarła do mnie paczka z „Imperium burz”, jeszcze tego samego dnia zaczęłam czytać. Skończyłam to czytać wczoraj i... i musiałam trochę odczekać, aż emocje opadną. Jeśli ktoś nie czytał poprzednich tomów, to polecam zejść na dół, do podsumowania, ponieważ spoilery z wcześniejszych części są raczej nieuniknione. Król Adarlanu nie żyje, magia po dziesięciu latach – została wyzwolona, a Aelin i Aedion dotarli w końcu do swojej ojczyzny, do Terrasenu, razem ze swoimi przyjaciółmi. Jednak droga do tronu Aelin wcale nie jest tak łatwa, jakby się to wydawało. Przed dziewczyną stają nieoczekiwane trudności. Naiwnie myślałam, że królowa po prostu wjedzie do Orynthu i z miejsca wstąpi na tron... no cóż, to nie takie proste. Przede wszystkim, najpierw musi znaleźć sojuszników, uformować armię. Do tego jeszcze okazuje się, ze Dorian Havilliard jest w niebezpieczeństwie. Nie zdradzam więcej z fabuły, ponieważ nie chcę Wam spoilerować. Musicie sami odkryć to, co tutaj się dzieje. Znacie Sarę, więc pewnie się domyślacie, że dzieje się tu bardzo, ale to bardzo dużo. Dobra, wszystko pięknie, ale czy ktoś mi wyjaśni, jak ona to robi, że akcja pędzi już od pierwszych stron?! Jeśli myślicie, że będziecie mieli na początku czas, żeby się wgryźć w wydarzenia, to się mylicie. Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w sam środek wiru pełnego intryg, przygód, niebezpieczeństw, czy groźnych stworów. Nie ma czasu na nudę. Zero. Null. Ni ma. Na początku mamy wątki z perspektyw kilku osób, jednak ich losy z biegiem czasu, coraz bardziej się splatają i coraz mniej tych pomniejszych narratorów jest. Każdy bohater, ma istotne znaczenie w fabule. Poznajemy bliżej postacie Gavriela, Fenrysa, Lorcana, Elide, ale też pojawiają się nowe postacie, dobre czy tez mniej. Fenrysa, mimo swojej arogancji, bardzo polubiłam, Gavriela również, natomiast Lorcana nie lubię. Nie po tym co zrobił. Razem z pewna osóbką, strzelam na niego focha. XD Autorka sięga do poprzednich tomów, a nawet, (tak podejrzewam, bo ich nie czytałam jeszcze) do nowelek. Celaena Sardothien zwiedziła kawał świata i nawet jej przyjaciele, nie wiedzą, kto jeszcze za sprawą długu u niej, stanie się sprzymierzeńcem Terrasenu. Sarah świetnie rozegrała wątek miłości Aelin i Rowana. Jest on taki subtelny, delikatny i nie odgrywa głównej roli w fabule. Co prawda, nie przepadłam w Rowanie aż tak jak w Rhysandzie, ale też go uwielbiam <3 A Aelin, nasza cudowna Aelin. Pyskuje, knuje intrygi, niejeden raz szokuje swoich towarzyszy – no jak nie kochać jej i jej niewyparzonej gęby? Szacun dla autorki, za tak świetną postać żeńską. Czasami potrafi lekko zirytować, ale jej można to wybaczyć ;D Z każdą kolejną książką, Sarah coraz wyżej podnosi sobie poprzeczkę. Każda jej książka jest coraz lepsza. To co się dzieje w piątym tomie, jest nie do ogarnięcia. Zakończenie... Ach to zakończenie. Kocham Maas i nienawidzę jej jednocześnie. SARAH JAK MOGŁAŚ!? To. Nie. Miało. Tak. Być. Zgłaszam sprzeciw. Jak zwykle mieszanka WSZYTKICH emocji. No ludzie, nawet łzy mi poleciały. Po skończeniu miałam ochotę wziąć i rzucić tą książką o ścianę. Ja chce kolejny tom, nie wytrzymam tej niepewności. Tak nie można :( Cała książka trzyma w napięciu i jak się pewnie domyślamy – występują niespodziewane zwroty akcji. Wychodzą na jaw, niektóre rzeczy z przeszłości, zazwyczaj szokujące. Niejeden raz drżenie o życie któregoś z bohaterów, miłość, która rodzi się wśród niebezpieczeństw. Cóż ja mogę jeszcze powiedzieć? Myślałam, że emocje już opadły, ale nie. Nadal je odczuwam, nadal są. Nie mogę przestać myśleć o tej książce. Nie wiem, czy przekazałam wszystko to co chciałem, ale wiedzcie jedno – musicie to przeczytać. To było tak genialne, że brak słów. Wydaje mi się, że poziom, jest prawie taki sam, jak przy Dworze mgieł i furii, a może i nawet ociupinkę wyższy. Więc. Wam życzę miłej lektury, a ja idę dalej uporać się ze świadomością, że następny tom w USA wychodzi dopiero na jesień, czyli u nas w 2018. Z tego co wiem, maja być jeszcze dwa tomy – jeden o Chaolu i finalny. <3 Także ten, trzymam kciuki za wasze kace, radzę zaopatrzyć się w chusteczki i takie tam :D Premiera już 26 kwietnia, więc w środę w te pędy do księgarni i kupujcie to cudo <3 zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 1 0
18-04-2017 o godz 16:14 Dziewczyna z książkami dodał recenzję:
Imperium burz to zdecydowanie godna poprzedników kontynuacja. W każdej kolejno wydawanej przez siebie powieści Sarah J. Maas udowadnia, że jej styl ewoluuje, że jej wyobraźnia nie ma granic, natomiast bohaterowie potrafią jeszcze bardziej przywiązać do siebie czytelników. Osoby zagłębiające się w ten świat nie mają wyboru - pozostają mimowolną jego częścią, osadzając się w krainach stworzonych przez amerykańską pisarkę na długo po odejściu od lektury. Osobiście, będąc w połowie książki próbowałam przewidzieć, ułożyć w głowie możliwe scenariusze dalszych losów Aelin oraz jej Dworu, jednak to co przedstawiła autorka, było... Może przedstawię to inaczej. [brak słów] [brak słów] [zawieszenie systemu] [szok, zachwyt, niedowierzanie, nieeeeeee, taaaaaaak, o cholera, nie zrobiła tego] Tak oto prezentowały się moje myśli podczas czytania Imperium burz, a także długo po jego zakończeniu. Pragnę zakomunikować, iż wciąż nie funkcjonuje on prawidłowo. Osobiście uważam, iż tom piąty jest jednym z najlepszych w serii, zaraz po części trzeciej. Ilość wątków, plot twistów oraz wątpliwości powoduje, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury. Wkracza w morze intryg, niepewności oraz sprzecznych emocji, które niczym pętla na szyi skazańca, zacieśniają się wokół jego gardła, odbierając dech w piersi oraz możliwość racjonalnego myślenia. W tym tomie nie ma czasu na odpoczynek, nie ma chwili wytchnienia od walk, niebezpieczeństw, czy też stworów rodem z koszmarów. Tutaj pędzi się razem z bohaterami, nie wiedząc, które z nich doczeka następnej potyczki. Koniec natomiast, odprowadza resztkę powietrza z płuc, otwiera usta z niedowierzania oraz pozostawia świadomość tego, jak fenomenalny będzie finał tej serii... Narracja w tym tomie, jest rozdzielona podobnie jak w części poprzedniej. Oprócz wiodącego wątku, przewodzonego przez Aelin Ogniste Serce, czytelnik ma szanse poznać kontynuację historii Manon, dzidzieczki klanu Czarnodziobych oraz Elide, dziewczyny, która po ucieczce z Morath próbuje odnaleźć swą królową oraz przekazać jej dar od Kaltain, której ta okazała niegdyś serce. Na początku tomu trzeciego, w którym to po raz pierwszy autorka przedstawiła czytelnikowi owe, wyżej wymienione postacie, nie potrafiłam wykrzesać z siebie ani krzty zainteresowania ich losami, gdyż przyzwyczajona do narracji przedstawianej głównie z jednego punktu widzenia, w dodatku tak świetnie przedstawionego, nie byłam zainteresowana wątkami tak odległymi, z pozoru nie wnoszącymi wiele do głównej fabuły powieści. W jakim ja byłam błędzie... Prawda jest taka, iż podczas lektury obu kolejnych części, jak i już w połowie trzeciej, śledziłam losy obu bohaterem z nieomal równym zainteresowaniem co historię Aelin. Losy każdej z tych bohaterem wzajemnie się przeplatają, często nawet w najmniej spodziewanych momentach oraz wątkach. Wszystkie trzy na równi absorbują, wywołują emocje oraz zaangażowanie czytelnika. Zarówno Manon, jak i Elide stały się w tej części istotnymi graczami. Ich wątki zostały znacznie rozwinięte, natomiast ja przepadłam w rozdziałach przeznaczonych ich narracji. Za sprawą takiego stanu, szczególnie w drugim przypadku stanęła również inna, pojawiająca się w tych rozdziałach postać. Była ona też jednym z głównych powodów, dla których śmiałam się do książki. Humor, co również warto dodać, jest tutaj na niesamowitym poziomie. Czytelnik niespodziewanie wybucha śmiechem, bądź pozwala by na jego twarzy rozlał się szeroki uśmiech. Co jeszcze mogę zdradzić, to fakt, że Aelin pozostała Aelin - jest równie sarkastyczna i pyskata co zawsze. Jak tu jej nie kochać? To akcja stanowi znaczną część książki, lecz nie ona jedyna. Czymś czemu autorka również poświęciła sporą ilość stron, jest romans. Zarówno ten pomiędzy parami znanymi nam z poprzednich tomów, jak i ten dopiero się rodzący. Muszę przyznać, iż w obu przypadkach byłam zadowolona ze sposobu, w jaki Sarah J. Maas poprowadziła te relacje. Romans jest zdecydowanie elementem powieści, z którym amerykańska pisarka radzi sobie znakomicie. Idealnie buduje napięcie pomiędzy bohaterami, stawia kolejne cegiełki zaufania, budując coś trwałego oraz zachwycającego. Dodając do nich szczyptę pasji oraz niepewności uzależnia czytelnika, niejednokrotnie równocześnie łamiąc jego serce. Wątki te nie są jednak nachalne oraz nie przesłaniają głównej tematyki tomu, czyli istnej, nieomal martinowskiej gry o tron.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-03-2017 o godz 17:27 Magdalena Senderowicz dodał recenzję:
To nie pierwsza książka Sary J. Maas, po której nie wiem, co ze sobą zrobić. To już któraś z kolei. Także z góry ostrzegam – ta recenzja to będzie istny chaos! Bo to on właśnie panuje obecnie w mojej głowie. Może nawet nie chaos, ale istna burza myślowo-emocjonalna. Jestem wzruszona, poruszona, rozdarta, smutna, pełna nadziei, pełna smutku, nieogarnięta, zagubiona, szczęśliwa… Wszystko na raz! Sarah J. Maas zawsze mi to robi! Przysięgam, że jak kiedyś tę kobietę spotkam, to jej wszystko wygarnę! Wszystkie żale, wszystkie radości… Empire of Storms to piąty tom Szklanego tronu, w co aż ciężko mi uwierzyć. Czy naprawdę od tak zwyczajne powieści o Celaenie Sardothien przeszliśmy do istnej Gry o Tron w wykonaniu Maas? Tak! Zdecydowanie tak! Już w trzecim tomie odczułam pewne subtelne zmiany i zauważyłam, w jakim kierunku zmierzamy, ale Maas chyba przechodzi samą siebie. Z każdym tomem rozwija się coraz bardziej, podobnie jak fabuła i jej bohaterowie, nie tylko Aelin. W Królowej Cieni można było zauważyć dosyć mocny podział rozdziałów na różne perspektywy i punkty widzenia. Tutaj nie jest inaczej, jest to nawet bardziej dosadne i jeszcze lepiej uwydatnione. Tak więc z historii Zabójczyni Adarlanu przeszliśmy do pełnowymiarowej historii, która dotyczy nie tylko jej, ale i wielu innych postaci na równym stopniu. Przydatna może się okazać znajomość nowelek z udziałem Celaeny. Są to historie z jej przeszłości, które teraz zaczynają mieć swoje znaczenie i użytek. Aelin przygotowuje się do walki z wrogiem ostatecznym, Erawanem – Królem Valgów. Doskonale wie, że nie będzie to łatwe zadanie, a nie może też zapominać o drugim, równie okrutnym i bezwzględnym wrogu, Królowej Fae, Maeve. Właśnie z tego powodu odnawia kontakty z dawnymi sojusznikami, choć nie wszystkich można tak nazwać. Władca Piratów raczej nie jest zbyt szczęśliwy, że Celaena ponownie go odwiedziła! Ale to są właśnie te chwile, w których możemy znaleźć pewną dawkę humoru, choć cała sytuacja raczej nie zachęca do śmiechu. Perypetie Aelin i jej przyjaciół stały się czymś więcej niż zwykłą opowiastką. To złożona i konkretna historia, w której pojawia się wiele wątków, wiele motywów i jeszcze więcej niespodzianek. Niezwykle podoba mi się ten rozwój. Wiedziałam, że ta seria będzie zmierzać w dobrym kierunku, ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak genialnie, tak cudownie, tak konkretnie. Wciąż pamiętam Szklany tron, pierwszą powieść Sary Maas, która była bardzo dobra, ale wtedy w życiu bym nie pomyślałam, że dojdziemy do takiego etapu. Porównałam to do Gry o Tron, mogę porównać do Władcy Pierścieni, i wiem, że wiele osób byłoby gotowych mnie za to zniszczyć. Wiadomo, Martin i Tolkien to światowej klasy autorzy, ale kto powiedział, że Maas nie może próbować im dorównać? Wiem, że wielu osobom wydaje się, że ta seria to badziew dla nastolatek, ale nigdy w życiu się z tym nie zgodzę! Autorka rozwinęła się w genialny sposób, pisze w wyrafinowany i dojrzały sposób i zdecydowanie nie jest to banalna opowiastka czy romansidło. To piękna obserwacja tego, w jaki sposób Aelin rozwija swoje moce, w jaki sposób próbuje sobie z nimi radzić, jak zaczyna zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Nie brakuje tutaj tajemnic, spisków, intryg, bitew, rozlewu krwi, brutalności, honoru i odwagi. Mamy też oczywiście do czynienia z przyjaźnią, sojuszami i chwilami radości, a ostatnio Maas nie stroni nawet od gorących scen! Nie tylko z udziałem mojej ukochanej Aelin i cudnego Rowana. Historia rozgrywa się na wielu torach, pojawia się kilku nowych bohaterów, jednak powiązanie ich dróg jest oczywiste i nieuniknione. Uwaga, nowy bad boy na horyzoncie! Lorcan jest zdecydowanie godny uwagi, ale również Elide i co ciekawe – Manon. Coraz bardziej lubię tę wiedźmę! Poczynania Aelin nie zawsze są takie oczywiste, jakby się wydawało. Maas potrafi zaskoczyć czytelnika na każdym kroku i to jest piękne! Nagle pojawia się coś, o czym w życiu byśmy nie pomyśleli! Pomijam fakt, że cała historia jest niezwykle logiczna i to piękny ciąg przyczynowo-skutkowy, bowiem jest to dosyć oczywiste, ale sama fabuła naprawdę porywa. Z każdym tomem coraz bardziej, bo wiemy, ze zbliżamy się do wielkiej wojny. No i nie da się ukryć, że Maas to mistrzyni tworzenia dających się we znaki zakończeń. Oczywiście przez całą lekturę z trudnością się od niej odrywałam, ale ostatnie rozdziały to po prostu bomba! Znaczy… taka bomba, która w Was wybuchnie. Rozerwie na strzępy. To tak jakby ktoś machał Wam ciastkiem przed oczami, kusił i wabił, a po chwili brutalnie zjadł je sam! Z jednej strony chcecie go zabić, z drugiej czujecie ogromny smutek i rozczarowanie, ale jednak wciąż unosi się ten smakowity zapach tego ciastka, wciąż siedzi Wam w głowie i będzie Was nawiedzał, dopóki go nie dostaniecie. Jak żyć?! Całość: http://bookeaterreality.blogspot.com/2017/02/empire-of-storms-sarah-j-maas.html
Czy ta recenzja była przydatna? 2 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Sarah J. Mass

Sarah J. Mass jest amerykańską pisarką urodzoną w 1986 roku. Jej specjalnością są młodzieżowe powieści z kręgu fantasy. Jej debiutem literackim była powieść pod tytułem "Szklany tron" - częściowo inspirowana baśnią o Kopciuszku, przenosząca czytelników w świat fantazji. Główną bohaterką jest Celaena - nastoletnia zabójczyni, walcząca o sprawiedliwość w skorumpowanym królestwie. Powieść wydana w 2012 roku zapoczątkowała bestsellerowy cykl, który stał się hitem na całym świecie.

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Wiatrodziej Dennard Susan
30,49 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Prawdodziejka Dennard Susan
30,99 zł
36,90 zł
strona produktu - rekomendacje Gwiezdny pył Gaiman Neil
24,99 zł
29,00 zł
strona produktu - rekomendacje Calamity Sanderson Brandon
29,49 zł
35,90 zł
strona produktu - rekomendacje Młody Kozak Magdalena
32,99 zł
37,90 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych