katalog produktów
2009-04-09, 15:27

Rozbieram człowieka na czynniki pierwsze

Andrzej Piaseczny opowiada o swojej najnowszej płycie "Spis rzeczy ulubionych", do której muzykę skomponował Seweryn Krajewski.

Czy wykonując rockowe piosenki w grupie Mafia, wyobrażał Pan sobie, że będzie kiedyś śpiewał utwory Seweryna Krajewskiego?

Dużo wcześniej niż zacząłem śpiewać rockowe piosenki w zespole Mafia, słyszałem np. taką: "Jest w oczach twych... " (nuci). Mógłbym teraz przedstawić dwudziestominutowy ciąg piosenek Seweryna  może nie zawsze pamiętając słowa.
Czy zastanawiałem się nad tym? Czy marzyłem? Nie wiem. Ale kiedy przestałem śpiewać rockowe piosenki z zespołem Mafia i odnalazłem w sobie ten poziom liryki, który mam dzisiaj, to udanie się prędzej czy później do takiego geniusza, jakim jest Krajewski, stało się nieuniknione.

Trzeba do tego dorosnąć czy pozbyć się buntu?

Kiedy ja tak naprawdę miałem w sobie bunt? (śmiech) Nie wiem, może trzeba dorosnąć w tym sensie, żeby znaleźć w sobie rozwagę i prawdę rozwagi. Kiedy mówiłem o Sewerynie jako o kompozytorze, który ma za sobą ogromną historię, miałem na myśli to, że jego historia jest w każdym z nas. On operuje szczególną melodyką. Mam wrażenie, że kiedy słucha się na przykład płyty, którą zrobiliśmy razem, to tak, jakby słuchało się piosenek znanych już wcześniej, chociaż przecież wcale ich nie słyszeliśmy i wiemy, że nie są to powtórki. Po prostu Seweryn pisze piosenki, które są bardzo charakterystyczne, w których słychać te a nie inne zwroty melodyczne. Nikt nie zastanawia się nad tym, że są to właśnie zwroty melodyczne, po prostu nosi w sobie te melodie.

Podobno zwracał się Pan czasami do Krajewskiego per "tato"...

Tak, a on odpowiadał, że da mi kopa w d... Może to dowód na to, że nie lata się liczą, tylko charakter i to, jakim kto jest człowiekiem. W jego przypadku na pewno liczy się ponadczasowość, ponadpokoleniowość. Forma dorastania, o którą pani przed chwilą pytała, polega na tym, że gdy jesteśmy na łonie własnej rodziny, mówimy, że nigdy nie będziemy tacy jak nasi rodzice . A potem, gdy dorastamy, okazuje się, że jesteśmy dokładnie tacy sami! Dokładnie! Moment, w którym to sobie uświadamiamy, otwiera przed nami możliwość właśnie takiej międzypokoleniowości. Powoduje chęć nie tyle dogadania się, co rozmowy.
Mówi się o Sewerynie, że jest „z lasu”, a nie dość, że tam mieszka, to jeszcze się okopał, przed bramą do jego domu jest głęboka fosa, a dostępu strzegą siedmiogłowe smoki. Ale dla mnie to żadna przeszkoda, bo też mieszkam w lesie. A leśnik z leśnikiem zawsze się dogada (śmiech).

Jak to się stało, że powstała płyta tak różnorodna pod względem stylistycznym? Można na niej znaleźć rhythm’n’blues, trochę rocka, country, jest walczyk, a nawet klasyka!

To już zasługa producenta. Kierując się filozofią "róbmy swoje" trzeba przyjąć do wiadomości, że nie jesteśmy ludźmi renesansu. Seweryn najlepiej na świecie komponuje, ja chyba całkiem nieźle radzę sobie z pisaniem tekstów, ale są jeszcze ludzie, którzy bardzo dobrze radzą sobie z produkcją muzyczną. Dlatego Rafał Paczkowski, który podjął się wyprodukowania materiału, dosyć rozstrzelił te piosenki stylistycznie. To dobrze, bo okazuje się, że dwóch ludzi, których można określić tymi przymiotnikami, których użyliśmy wcześniej, czyli dwóch smutasów, napisało dwie najweselsze piosenki, jakie wykonałem w ciągu ostatnich pięciu lat. Ta różnorodność przydaje się i myślę, że nie zaprzecza spójności płyty pod względem kompozycyjno-autorskim.

Można by ją nazwać "płytą na cały rok": od wiosennego zakochania, poprzez wakacyjne reggae i jesienne obumieranie uczucia po... kolędę.

Pastorałkę (śmiech).

W którym z tych klimatów czuje się Pan najlepiej?

Pani mówi o niej "płyta na cały rok", a ja nazwałem ją "Spisem rzeczy ulubionych". Konkurencyjnym tytułem, który posiada bardzo znaczący dla mnie tekst, jest piosenka "Na przekór nowym czasom". I przede wszystkim taka jest ta płyta.
W czym czuję się najlepiej? Myślę, że nie bez kozery zaczęliśmy jednak od liryki, czyli od utworu „Chodź, przytul, przebacz”, który faktycznie jest walczykowaty. Jest on jednym z tych, które niosą ze sobą może nie nostalgię, ale duży poziom emocji. Nie ukrywam, że nie należę do autorów, którzy potrafią odnosić się do naszej rzeczywistości publicystycznie. Nie piszę też fabularyzowanych tekstów, czyli z jakąś historią. Ja rozbieram człowieka znacznie mocniej niż tylko z ubrania. Rozkładam go na czynniki pierwsze, a najbardziej koncentruję się na głowie, gdzie znajduje się mieszkanie wszystkich naszych emocji.

"Na przekór nowym czasom" to piosenka-manifest. Co nie podoba się Panu w nowych czasach?

To tekst napisany wprost, choć spotkałem się z bardzo wieloma interpretacjami. Co mi się nie podoba? Nawet nie sam pęd, tylko widoczny u ludzi brak chęci do wypadania z peletonu. Nawet jeśli życie zmusza nas do tego, żeby ścigać się nieustannie, zbyt mało osób chce wziąć sobie przerwę, złapać kontekst. To mnie denerwuje, temu jestem na przekór. Na przekór jestem też temu, że akurat wtedy, kiedy wydaję nową płytę, przytrafia się spowolnienie gospodarcze, cholera, i kiedy Seweryn obiecał mi, że będzie jesienią gościem moich koncertów, to mimo że dwadzieścia lat nie występował na scenie, tak trudno zdobyć logo jakiegoś banku. A przecież banki mają nawet teraz potwornie dużo kasy, wystarczająco, żeby Sewerynowi stworzyć warunki, w których zgodzi się pojechać w trasę.
Na przekór jestem też temu, że ludzie tak często nie mówią sobie, co myślą.
Jestem na przekór temu, że przykładamy wagę tylko do rzeczy wielkich, a umykają nam cenne drobiazgi, kolory życia, te okruszki, rzeczy mniej ważne. Mógłbym jeszcze długo wymieniać.

Nie wydaje się Panu, że to uczucie sprzeciwu jest ponadczasowe? Ładnych parę lat temu wyrażono je w piosence "Chcemy być sobą", do której można porównywać utwór "Na przekór nowym czasom".

Tak, odnoszę się do niego. Może rzeczywistość buntu jest rzeczywistością ponadczasową? Ale można się buntować przeciwko różnorodnym rzeczom. Czy bunt sam w sobie ma sens? Nie, jeżeli prowadzi donikąd. Ale piosenka "Chcemy być sobą" do czegoś doprowadziła. Może moja piosenka to hymn na cześć tych, którzy do tego doprowadzili, ale gdybym miał dopisywać kolejną strofę, to mówiłaby ona o tym, że nasza rzeczywistość jest rzeczywistością wyboru, że w dalszym ciągu mamy prawo do niezgody, prawo do niewłączania się w nurty, które wydają się być obligatoryjne w obecnym czasie, prawo do tego, żeby nie przyjmować zaproszenia do "Tańca z Gwiazdami".

Rozmawiała Magdalena Walusiak

.

Do kolekcji

Komentarze

  • Brak komentarzy

Empikultura

Empiklopedia

Piaseczny Andrzej
Piaseczny Andrzej
Polski wokalista popowy, aktor telewizyjny. W latach 90. >>>