Magia i matematyka muzyki. Wywiad z Anną Marią Jopek
Dwa dni przed premierą najnowszy album Anny Marii Jopek "Jo & Co"
miał już status złotej płyty. Tuż przed wyjazdem na europejskie tournee
i listopadowo-grudniową trasą koncertową w Polsce artystka opowiedziała
o swojej najnowszej produkcji, która otwiera cykl płytowy BMW Jazz
Club.- Podczas premiery albumu "Jo & Co" powiedziała pani, że nie chciałaby zmieniać koloru tej płyty. Dlaczego jest on niebieski?
- Bo chyba ja jestem niebieska (śmiech). Wiele zmieniło się w moim życiu od wczesnego dzieciństwa, lecz to jedno zawsze było pewne: gdybym miała siebie określić, to właśnie poprzez ten kolor. Ale w przypadku albumu "Jo & Co" nie robiłam tego typu założeń. To Robert Wolański, który patrzył na mnie przez obiektyw, spowodował, że wszystko stało się niebieskie.
- Dosyć często, opisując swoje utwory i płyty, używa pani słów "kolor" czy "barwa". Chyba tylko o przestrzeni w muzyce mówi pani równie często. Czy pani widzi muzykę?
- Chyba bardziej czuję.
- Czyli jest to kwestia języka?
- Tak. Mówiąc "barwa" bardziej odwołuję się do ucha, do koloru, który wychwyca ten organ. Nie ma na to odpowiednio dobrych słów. Mówienie o muzyce wymyka się możliwości kategoryzowania, zawsze jest ułomne. Materia dźwięku jest tak pojemna i cudowna, daje tyle możliwości wypowiedzenia siebie, że w żadnym razie nie da się tego wcisnąć w słowa. To rodzaj tak dużej, że aż przerażającej kompresji.
Kolor, nastrój, przestrzeń są istotą mojej muzyki i tego, co jest dla mnie ważne. To elementy, które powodują, że pewne rzeczy w życiu uznaję za moje, dla mnie i bardzo je kocham. Tak pokochałam od pierwszego słyszenia muzykę Ravela i paru innych mistrzów.
- Skoro niebieski jest pani ulubionym kolorem, skąd tyle brązów i zieleni na pani wcześniejszych płytach?
- Były też niebieskie. Nie przywiązuję tak wielkiej wagi do okładek. Lubię, kiedy są piękne, gdy dobrze i szlachetnie wyglądają, ponieważ uważam, że w dzisiejszych czasach wszystko trzeba ładnie podać. Trzeba dbać o każdy detal. Mój mąż jest wielkim estetą. To on zajmuje się oprawą płyt i to on zawsze patrzy na mnie przez obiektyw. Kocha poetykę czerni i bieli, sam robi takie zdjęcia. To pewnie jest odpowiedź na pytanie, skąd takie kolory.
Może domyślność koloru i wygląd okładek jest tym samym, czym jest rodzaj paradoksalnego kontemplowania ciszy w muzyce dużej przestrzeni? Może na tym polega cała zabawa: trzeba widzieć i słyszeć więcej i szerzej niż powszechnie zdawałoby się, że dane nam jest widzieć i słyszeć?
- Opowiadając o swojej najnowszej płycie wspominała pani o magii chwili zatrzymanej w kadrze, o emocjach i odczuciach. Z kolei pytana o współpracę z Patem Metheny nad albumem "Upojenie" opowiadała pani o tym, że muzyka jest związana z matematyką. Jak znajduje pani w muzyce równowagę między magią a matematyką?
- Właśnie tego staram się nauczyć moje dzieci, które chodzą do szkoły muzycznej: żeby mogła zdarzyć się magia, powinna zgadzać się matematyka. Trzeba przygotować grunt dla magii. Chodzi o to, żeby być na tyle sprawnym muzykiem, by nie zatrzymywać się na drobiazgach i detalach warsztatu, żeby na ten temat nie myśleć. Warsztat ma być narzędziem, który pozwoli dotrzeć na scenie do prawdy o sobie i o drugim człowieku, umożliwi słuchanie i reagowanie. Nie mogę zastanawiać się, czy śpiewanie wyjdzie mi pięknie, czy może omsknę się i zacznę fałszować.
Historia z Patem jest tego najlepszym przykładem. Każdą piosenkę mogliśmy nagrać trzy lub cztery razy, nie więcej. I w ciągu tych trzech-czterech nagrań musiała zdarzyć się magia. Później oglądaliśmy tę magię pod lupą, a wszystkie momenty, które wymagały dopracowania i dopieszczania, były skrzętnie wyłapywane i reperowane. To było coś niesamowitego. Mądrość Pata polegała na tym, że wybierał nie te, w których pojawiały się olśniewające detale. Pozostawiał to, co było formalnie piękne i bez zarzutu, co było stonowane i uspokojone. Kiedy nagrywaliśmy, za każdym razem wpadałam w osłupienie, gdy grał swoje solówki. Każda z nich była dla mnie piękna i świeża. To najważniejsza lekcja, jaką wtedy otrzymałam: strumień świadomości cały czas musi się zgadzać, w każdej minucie.
Płyta przetrzymała próbę czasu i w tym roku ukazała się na świecie.
- Muzyka to pewien język w ogromnym stopniu osadzony w tradycji i kulturze, w której dojrzewa twórca. W jaki sposób przygotowuje się pani do muzycznych rozmów z takimi artystami jak Richard Bona czy Dhafer Youssef, z którymi zaśpiewała pani podczas koncertu African Moods? Ten występ to większość materiału zamieszczonego na płycie "Jo & Co".
- Staram się wiedzieć więcej. Na przykład przed przyjazdem Richarda Bony byłam szalenie ciekawa, skąd pochodzi, co naprawdę znaczy Kamerun, jakie to miejsce. Mogłam mieć cień wyobrażenia, ponieważ mój mąż jest wielkim pasjonatem Afryki i było mi dane trochę ją poznać, kiedy zabierał mnie ze sobą na wyprawy. Ale Afryka jest potężnym lądem i ma bardzo wiele oblicz. Na szczęście istnieje film dokumentalny o Richardzie. Po jego obejrzeniu nie można wyjść z podziwu, jak niezwykłą drogę pokonał ten człowiek: od chatki, z której się wywodzi, do wielkich sal, w których zachwyca słuchaczy. Uzmysławia, jak wielkie muszą być w człowieku determinacja i talent, żeby móc przekroczyć wszystkie granice i dotrzeć do świata zupełnie innych wartości, kompletnie różnego od tego, w którym się wyrosło, równocześnie nie porzucając swojej tradycji i nieustannie z niej czerpiąc. Niezwykle urzeka mnie także wątek uczenia się, dochodzenia do wszystkiego w samotności.
Ten motyw pojawił się także przy okazji mojego spotkania z Tordem Gustavsenem, który powiedział, że najpierw nauczył się pianistyki od swojego taty, a do nut doszedł dopiero wtedy, gdy był już bardzo świadomym muzykiem i dokładnie wiedział, co dzieje się na klawiaturze. Tymczasem notacja jest w naszej kulturze i edukacji muzycznej punktem wyjścia. Siedmioletnie dzieci uczą się w pierwszej kolejności właśnie nut, czytania klucza basowego i wiolinowego. Pytanie, czy to jest dobra metoda. Coraz bardziej się nad tym zastanawiam po moich muzycznych spotkaniach, ponieważ zarówno Richard jak i Tord mają niewyobrażalną pamięć muzyczną, rozwiniętą dzięki temu, że pierwszym wyćwiczonym organem było ucho.
Mam mnóstwo różnych przemyśleń po tych spotkaniach, które są dla mnie ważne także ze względu na dzieci. Chciałabym, żeby harmonijnie się rozwijały, a takie doświadczenia mnożą pytania o to, jak harmonijny rozwój powinien wyglądać.
- Gdzie szuka pani nowych brzmień? Na płycie "Jo & Co" nie brakuje wokalnych eksperymentów.
- U ludzi. Mam szczęście, że spotykam niezwykłe osoby. Niekoniecznie są to wybitni muzycy, inspirację można znaleźć także podczas wyjazdu z mężem do Afryki na safari. Pamiętam, że podczas jednego z postojów zaczęły docierać do nas dziwne odgłosy. Poszłam za nimi, było już ciemno i prowadził mnie tylko ten dziwny dźwięk. Dotarłam do ogniska w masajskiej osadzie, gdzie ludzie śpiewali jakąś pieśń, chyba obrzędową. Było to niezwykle śpiewanie, wejście w swoją pierwotną krtań, śpiew pozbawiony jakichkolwiek naszych estetycznych naleciałości. Coś między piskiem, płaczem a krzykiem. Nawet nie potrafię tego dobrze określić. Ten śpiew wykonywany grupowo robił nieprawdopodobne wrażenie. Do tego Masajowie skakali na wysokość pół metra, wszystko odbywało się w ruchu...
Świat jest pełen niesamowitej muzyki, która bardzo dużo mówi nam o rzeczywistości i o człowieku, potrafi najpełniej go wyrazić. Myślę, że jest to najwspanialszy język, jaki człowiek mógł... wynaleźć? Może raczej: który się człowiekowi wymknął. To po prostu w nas było.
Rozmawiała Magdalena Walusiak
-
Brak komentarzy
-
-

2008-02-21, 12:12
Metheny i McFerrin na Warsaw Summer Jazz Days
Gwiazdami festiwalu Warsaw Summer Jazz Days 2008 będą Pat Metheny i Bobby McFerrin. Amerykańskiemu gitarzyście, który wystąpi w warszawskiej Sali Kongresowej 3. lipca, będą towarzyszyli Christian McBride oraz Antonio Sanchez, czyli szykuje się koncert Pat Metheny Trio w najnowszym składzie. McFerrin stanie na stołecznej scenie 5. lipca z programem Duets i w towarzystwie polskich muzyków: Anny Marii Jopek oraz... Więcej
-
2008-04-29, 10:20
Richard Bona w krakowskim empiku - fotorelacja
Richard Bona, zwany "afrykańskim Stingiem" gościł w niedzielne popołudnie 20 kwietnia w krakowskim empiku. Gwiazda tegorocznego Festiwalu "Starzy i młodzi czyli Jazz w Krakowie" spotkała się z dziennikarzami i fanami tuż po przybyciu do Krakowa i na chwilę przed próbą. Więcej
-
2008-08-21, 09:23
Anna Maria Jopek w Los Angeles
Anna Maria Jopek wystąpi 3. września w Hollywood Bowl w Los Angeles podczas galowego koncertu z okazji 50-lecia bossa novy. Jopek będzie pierwszą polską artystką, która wystąpi w największym amfiteatrze w USA i jednej z najsłynniejszych scen świata. Więcej
-

2005-10-21, 11:50
Niebo Anny Marii Jopek
Anna Maria Jopek - popularna polska wokalistka, będzie gościem EMPiKu Nowy Świat w Warszawie 21 października (piątek) o godz. 17. Więcej
-

2007-02-24, 11:50
Metheny i Mehldau - w marcu nowa płyta
Pat Metheny i Brad Mehldau nagrali kolejną płytę. Do realizacji nowego albumu zaprosili członków grupy Mehldaua: perkusistę Jaffa Ballarda i basistę Larry’ego Granadiera, którzy gościnnie pojawili się na pierwszym krążku w dwóch kompozycjach. Więcej
-

2008-01-14, 16:21
"Day Trip" - radość grania
Pat Metheny opowiada o swoim najnowszym albumie "Day Trip". Więcej
-

2008-10-31, 13:26
Anna Maria Jopek w trasie
Anna Maria Jopek kończy trasę koncertową po Europie. Po występie 3. listopada w Pradze artystka zacznie przygotowywać się do serii koncertów w Polsce i spotkań w salonach empiku promujących jej najnowszą, pokrytą złotem już w dniu premiery płytę "Jo & Co". Więcej
-
2008-02-06, 14:30
Młynarski łączy - rozmowa z Anną Marią Jopek
O Asach, Młynarskim i Raz Dwa Trzy mówi Anna Maria Jopek nominowana do Asa empiku 2007 w kategorii: muzyka polska. Więcej





Strona główna



