2007-07-04, 11:50
Smocze jajo limerykowe - fotorelacja ze spotkania
uzależnionych
- Pisanie limeryków to swego rodzaju uzależnienie: jeśli już się zacznie, to nie można zakończyć - oświadczył Michał Rusinek publiczności licznie zgromadzonej 29 lipca w krakowskim EMPiKu. Tak oto wieczór z limerykami przekształcił się w spotkanie AL - anonimowych limerykopisarzy.Trzeba jednak zaznaczyć, że anonimowość podczas spotkania była mocno umowna, bowiem w krakowskim salonie zjawili się między innymi autorzy prac nagrodzonych w konkursie na najlepszy limeryk o mieście Kraka oraz twórcy limeryków pozakonkursowych, które znalazły się w książce Smocze jajo. Limeryki o Krakowie.
Na scenie zasiedli wymieniony już Michał Rusinek - jeden z jurorów, profesor Jerzy Jarzębski i Leszek Wójtowicz oraz laureaci nagród Marta Albrecht i Bartłomiej Kucharzyk, wśród publiczności m.in. Franciszek Klimek - krakowski poeta i miłośnik kotów, Mariusz Wollny - autor książki Kacper Ryx i Jacek Zieliński z zespołu Skaldowie.
Rozmowa toczyła się wokół fenomenu krakowskich limeryków. Michał Rusinek stwierdził, że pisanie limeryków to swego rodzaju uzależnienie - jeśli już się zacznie, to nie można zakończyć. Nie zabrakło oczywiście samych limeryków, także tych nagrodzonych, które odczytali sami autorzy. Zwyciężczyni konkursu Marta Albrecht przyznała, że jej limeryk był pierwszym i zapewne ostatnim jej utworem mieszczącym się w granicach gatunku. - Chcę mieć normalne życie, nie chcę się uzależnić... - powiedziała nieanonimowa nieuzależniona limerykoautorka.
Aby przekonać się, jak wiele straciłaby polska literatura, limerykopisarstwo w szczególności, warto przeczytać nagrodzone Grand Prix w konkursie Smocze Jajo dzieło:
Marta Albrecht
Do pisarza, który mieszka na Sarego,
po pijackich nocnych orgiach następnego
dnia pytanie wciąż powraca:
czemuż to ciężkiego kaca
znów ma on, choć piło jego alter ego?
.
-
Brak komentarzy
-






Strona główna








Regulamin




