Wojtek Kałużyński POLECA "33 sceny z życia"
Małgorzaty Szumowskiej
Małgorzata Szumowska podjęła w "33 scenach z życia" odważną, momentami szokująco wręcz jak na naszą tradycję zuchwałą, próbę opowiedzenia o śmierci.
Inspirowała się dziennikiem umierania na raka Ingrid Von Rosen – żony Ingmara Bergmana spisywanym przez nią samą, Bergmana i ich córkę. Ale też jest to film do bólu wręcz osobisty. Nie tylko dlatego, że filmowa historia przypomina to, co rzeczywiście zdarzyło się w życiu Szumowskiej, która podobnie jak Julia, główna bohaterka "33 scen…", w ciągu jednego roku straciła ojca, matkę i rozwiodła się z mężem. Ojciec Julii jest filmowcem, tak jak filmowcem był ojciec reżyserki Maciej Szumowski, matka – pisarką, jak matka Szumowskiej – Dorota Terakowska.
Ale osobistość tego filmu bardziej niż na zakorzenieniu w biografii, polega na jakiejś intymnej bezlitosności, z jaką Szumowska mierzy się ze śmiercią, naruszając tabu, pokazując że śmierć bliskich może być tyleż stratą, co wyzwoleniem. Szumowska nie cofa się przed niczym, rozbiera psychikę bohaterów na czynniki najpierwsze, odzierając ich z kulturowych więzów i póz. Stawia nagimi i bezbronnymi wobec sytuacji, która ich przerasta i patrzy na świat ich oczyma, nie odwracając wzroku od niespodziewanych drastyczności. Momentami miało by się ochotę wzrok odwrócić, nie patrzeć jak piękna dojrzała kobieta zamienia się w żywą kukłę, jak jej pijany mąż i córka szydzą z jej wyglądu.
Szumowska nikogo i niczego nie oszczędza. Odziera śmierć z jej majestatu i opowiada o absurdzie umierania i w gruncie rzeczy absurdzie życia, w którym niczego nie da się przewidzieć. Jest bezlitosna, nie odbiera jednak nadziei, skrywając gdzieś na dnie wiarę w siłę miłości, którą warto ocalić i za którą warto tęsknić. To na pewno najbardziej dojrzały film Szumowskiej. Znakomicie skonstruowany formalnie, choć robiony bardziej niż poprzednie „po bożemu”. Porzucając nadmiar enigmatycznych symboli, niedopowiedzeń i metafor, Szumowska nie zrezygnowała z oryginalności stylu i osobnego języka, którym chce rozmawiać z widzem. To się na świecie ceni, więc nic dziwnego, że filmy Szumowskiej chce produkować Lars von Trier, a główną rolę zgodziła się zagrać Julia Jentzsch.
A poza wszystkim "33 sceny z życia" to koronny dowód na to, że polskie kino nareszcie zaczyna mieć własną twarz, a właściwie wiele twarzy, zaczyna być autorskie, zrywa z prowincjonalizmem, potrafi zaskoczyć odwagą i formalną dojrzałością.
Wojtek Kałużyński
-
Brak komentarzy
-
-

2008-08-18, 09:54
Sukces filmu Szumowskiej w Locarno
Film Małgorzaty Szumowskiej "33 sceny z życia" otrzymał Srebrnego Lamparta - Nagrodę Jury na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno. To pierwszy sukces polskiego filmu na europejskim festiwalu tej rangi od 14 lat. Zaledwie jeden głos dzielił "33 sceny z życia" od zwycięzcy festiwalu - filmu "Parque Via" nagrodzonego Złotym Lampartem. Więcej
-
2009-02-27, 11:35
33 sceny z życia na DVD
Już 16 marca na DVD ukaże się film Małgorzaty Szumowskiej "33 sceny z życia", Laureat Srebrnego Lamparta festiwalu filmowego w Locarno. Więcej
-

2008-08-12, 10:03
33 Sceny z życia na festiwalu w Locarno
Najnowszy obraz Małgorzaty Szumowskiej „33 Sceny z życia” został bardzo dobrze przyjęty na 61 Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno. Oficjalny pokaz filmu został poprzedzony konferencją prasową. W ogromnej Sali Nevi, gdzie odbywają się projekcje konkursowe „33 Sceny z życia” obejrzało w skupieniu ponad trzy tysiące widzów. Spotkał się on z bardzo dobrym przyjęciem ze strony... Więcej





Strona główna



